Deepwater napisał/a:[
A wrcacjąc do meritum to dyskusja cały czas dotyczy tego czy ślub dla mężczyzny to wielki problem czy jeszcze większy problem, zero argumentów za ślubem 
Ja dzieci nie chcę mieć więc w sumie lata mi czy to 6 miesięcy od narodzin czy 12 od dowiedzenia się, przepis tak czy inaczej niesprawiedliwy, obciązona jest tylko jedna strona a mamuśka co wyciągnęła od oszukanego faceta to jej, żadne konsekwencje jej nie grożą. Dlatego jak dla mnie najrozsądniej jest zrobić testy DNA na samym początku i problem z głowy.
A ten koleś z showbiznesu którego miałem na myśli to Zelt, gdyby ktoś był zaintersesowany:
https://www.onet.pl/styl-zycia/kozaczek … k,0666d3f1
Zauważyłam, że najwięcej bólu D o kasę mają faceci, którzy jej nie mają. Zarabiają jakąś niecałą średnią krajową i trzęsą się jak pająk nad zeschłą muchą, żeby tylko jakaś pazerna baba im tego "majątku" nie odebrała.
Zapytałeś o plusy małżeństwa, to powiem ci ze swojego doświadczenia.
Nie potrzebowałam majątku mojego partnera, bo mam dość swojego. Na wszystko zapracowałam sama i dziękuję Bogu, że nie byłam w związku, bo pewnie nawet do połowy tego bym nie doszla, a gdyby nawet, to jakiś dupek wszem i wobec by trąbił, że to dzięki niemu i mi się nic nie należy po rozwodzie 
Kiedy już myślałam że zostanę na zawsze sama, to spotkałam JEGO.
Byliśmy bez ślubu, choć wiele lat nosiłam pierścionek zaręczynowy, ale ślub? Ja go nie potrzebowałam
Aż minęło trochę lat, zaczęły się plany co zrobimy ze swim życiem, gdzie zamieszkamy gdy przestaniemy pracować itp, itd. Ja mam mieszkanie w Hiszpanii i tak sobie wyobrażałam że kiedyś tam zamieszkam, na emeryturze. Jednak mój partner, choć ma duży dom w Niemczech, odziedziczył piękną starą zabytkową willę w pewnym niemieckim kurorcie, coś jakby teraz ktoś odziedziczył willę w Sopocie (tak dla porównania). I się zaczęło...:D
Uparł się że ją wyremontuje.. Ja byłam sceptyczna, ale z czasem polubiłam to miejsce, dom, ma niesamowity klimat, jest po prostu piękny. Mój partner zaczął remontować tę willę, ale to nie był zwykły remont, on robił z tego domu po prostu bajkę.. Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, bo wszystko ponoć było dla nas.. Zapytalam więc, czy mogę też jakoś się dokładać do tego remontu... Wtedy odpowiedzial, że nie ma mowy, chyba że on ustanowi mnie notarialnie właścicielką tego domu w połowie. Trochę mnie to zaskoczyło, ale co tam... niech będzie.. Ustaliliśmy termin u notariusza, a dzień wcześniej on oświadczył się po raz drugi... Stwierdził, że skoro tak wiele już nas lączy, to czas pewne sprawy uregulować do końca
Tak więc za jednym zamachem jestem właścicielką połowy jego przepięknego domu i jego żoną.
I żeby nie było: Mój majątek zdobyty przed ślubem jest tylko mój, jego majątek jest jego, ale ten dom wart pewnie z milion euro jest nasz wspólny.
Facet nie miał z tym problemu, bo jest naprawdę niezwykłym facetem, dlatego zostal moim mężem. Nie pierdzieli od rana do nocy o tym, że kasa mu się nie zgadza i baby to jędze które tylko chcą go okraść. Ma pieniądze, z nich korzysta i potrafi cieszyć się zyciem, dlatego go szanuję, podziwiam i nigdy nie opuszczę w potrzebie, choćby wylądowal na wózku inwalidzkim, choć pewnie to mnie szybciej spotka, bo jestem jednak starsza.
Jak czytam tutaj wypociny pewnej grupy facetów, to nie dziwi mnie że nie mogą nikogo sobie znaleźć. Jęczybuł i dusigroszy którzy potrafią za kawę w kawiarni nie zapłacić dla kobiety jest coraz więcej. I niech sobie żyją, tylko niech przestaną perdzielić, jak to są wykorzystywani przez baby i ograbiani z jakiś marnych centów.
Rozumiesz teraz wyższość malżeństwa nad partnerstwem? Zaufanie, mówi ci to coś? Pewnie dalej nic.
I tyle.