Proszę doradźcie...Byłam ze swoim facetem 9 lat, od 3 lat mieszkamy w domu po mojej babci, dom jest mój, urządziliśmy się, on praktycznie wyremontował dom ze swoich pieniędzy, byliśmy szczęśliwi, planowaliśmy ślub ale ciągle go odkładaliśmy bo coś jeszcze trzeba wyremontować, nie mamy dzieci, ale chcieliśmy mieć, po prostu nie udawało się. jakieś dwa lata temu dostałam pracę w barze gdzie były maszyny do grania, mój facet wciągnął się w to na maksa, walczyłam, rzuciłam pracę, wydawało się że jest dobrze. Po jakimś czasie okazało się że on dalej gra, w mieście którym pracuje. Przez ten czas tyle razy mi obiecywał że już nie będzie, ale ciągle do tego wracał, nawet po miesiącu, znowu przepraszał i obiecywał że już nie, a ja wierzyłam...Poszłam do pracy we wrześniu tamtego roku, byłam taka szczęśliwa. Myślałam że on już nie gra, zarabiałam, a praca z dziećmi była dla mnie bardzo przyjemna. Nadszedł dzień jego wypłaty, długo nie wracał i nie odbierał telefonu, grał, przegrał tyle co moja pierwsza wypłata. Coś we mnie pękło, załamałam się. Zniszczył całe uczucie we mnie. Wyrzuciłam go z sypialni, wyprowadził się na górę do pokoiku, ale nie chce się wyprowadzić całkiem bo włożył pieniądze w remont mojego domu! Poznałam mężczyznę, który udawał mojego kolegę, który mnie wspiera i rozumie, jemu chodziło o seks tylko, a ja chciałam się zemścić na swoim facecie, któremu byłam oddana i wierna a który woli hazard ode mnie, wiem głupota, ale byłam tak załamana...Nadeszły święta, on dalej mieszkał u góry w pokoju a ja na dole, w tym czasie zrobiłam badania ginekoligiczne z których wyszło że pod względem ginekologicznym nie ma żadnych powodów aby twierdzić że nie mamy dziecka z mojej winy, tym bardziej że to mój pierwszy parnter był i jedyny ( do romansu). On obiecał mi że zrobi też badania i jeśli będzie taka potrzeba będzie się leczył żebyśmy mieli dziecko, że pójdzie na spotkania dla uzależnionych, że będę miała dostęp do konta, do jego pieniędzy żebym miała pewność. Zgodziłam się, nie dlatego że go kocham, ale wiedziałam że nie mogę go wyrzucić bo nie mogę go spłacić, tego co włożył w dom, poza tym mężczyzna z którym miałam romans zakochał się we mnie, okazało się że jest żonaty ma trójkę dzieci i jest charakteropatą. Mój facet trzymał się miesiąc, gdzie widziałam że naprawdę się stara, i chociaż nie miałam obiecanego dostępu do konta, nie zrobił badań twierdząc że nie ma na to czasu ani tez na mitingi. Drugi miesiąc już zaczęły się kłamstwa. I znowu...wyprowadziłam się z domu do rodziców. Nie wiem co mam teraz zrobić! Przecież to jest mój dom, on go wyremontował ale to nie z mojej winy się ,,rozstaliśmy,,. kiedy pytam ile chcę za to co włożył..nie odpowiada nic, czuje się strasznie skrzywdzony i wykorzystany! Co zrobić? Nie potrafię wyrzucić jego rzeczy i zmienić zamki, nie mam pieniędzy na spłatę tego co włożył, raz zaproponowałam spłatę w ratach ale on się roześmiał, chce gotówki!
1 2012-02-28 11:32:02 Ostatnio edytowany przez anija244 (2012-02-28 11:34:47)
Podobne tematy
Dom jest twój, tzn ty jesteś właścicielką - masz wpis do księgi, dowód własności.
Ponieważ nie jesteście małżeństwem dom to twój prywatny majątek.
On go wyremontował, zainwestował pieniądze.
A kto płacił rachunki, podatek?
On jest uzależniony, powinien chodzić na terapię, gdyby zależało mu na poprawie sytuacji.
Teraz ty wyprowadziłaś się z WŁASNEGO domu, on tam sobie urzęduje i czeka na twoje pieniądze. Jakoś to dziwaczne...
Przemyśl to porządnie, bo wydaję mi się, że masz za małe przekonanie lub determinację.
Zapewne wartość działki i domu przekracza wielokrotnie wkłady remontowe twojego partnera.
Udaj się do prawnika, zanim zapłacisz jakiekolwiek pieniądze partnerowi.
Z tego co wiem to konkubinat ma teraz większe prawa, jeżeli ma rachunki na remont to może żądać zwrotu, nawet czasami wystarczą świadkowie, ale dom oczywiście jest twój. Jeżeli jest tam zameldowany na stałe, to musisz go wymeldować ale jak to należy zrobić to nie wiem, najlepiej udać się do prawnika. W dzisiejszych czasach właściciel wcale nie ma takich dużych praw, a on jest tak jakby twoim lokatorem, więc musi mieć gdzie pójść.
anija244 dom jest Twój to jest chyba oczywiste.
Należy spojrzeć na aspekt nie prawny, ale moralny. Jeśli On włożył swoje środku w wyremontowanie Twojego domu to należałoby zwrócić te środki. On tym samym zwiększył wartość Twojej nieruchomości.
Oczywiście jeśli włożył daną sumę, to jeśli później mieszkał i korzystał z tego domu to jakąś kwotę amortyzacji ( zużycia) można odliczyć.
Ale ja osobiście nie wyobrażam sobie, by po zerwaniu nie zwrócić pieniędzy memu byłemu. To byłoby nieuczciwe.
I nie ważna jest przyczyna rozstania. Fakt jest faktem.
a ja uwazam ze powiannas go wyzuc jesli go nie kochasz(tylko jesli nie kochasz to po co mial robic badania na to czy jest plodny?)
wyzucic i potem w razie jakby mial faktury imienne na to ze wyremontowal dom rozwiazac to jakosc, zawsze mozna isc do sadu w ktory napewno bedzie kazal przectawic dowod ze to on oplaal remont no i pewnie w ratach bedzie ci kazal splacac
sprzedać dom, podzielić po połowie i mieć go głęboko w...
Na pewno nie sprzedam domu. Jego wkład finansowy w remont i w urządzenie domu to jakieś 40tys. Mieszkał tu przez 3 lata, ja też pracowałam i moja kasa też szła w remont i rachunki. Nie chcę go wykorzystać, oszukać, ale widzę że to że nie mam jak mu zwrócić tej kasy jest dla niego dobrą wymówką. Pytam codziennie jego jak to załatwimy? Nic, milczy! Proponuje mu różne wyjścia z tej sytuacji ale dla niego żadne nie jest dobre, bo najlepiej jakbym wybaczyła kolejny raz...albo dała te 40 tys. do ręki. Chciałabym żeby każde z nas nie zostało skrzywdzone w tej sytuacji. Dla mnie najlepszym wyjściem by było żeby zabrał wszystko co uważa że jest jego, a resztę obliczył( są rzeczy których nie może zabrać np. kafelki, nowe okna...)i albo bym wzięła kredyt albo spłacała go w ratach! Tylko ta opcja jemu nie odpowiada! Sama nie wiem jak to rozwiązać, pewnie chodzi jeszcze o wkład fizyczny, bo sam praktycznie wszystko robił.Jedno jest dla mnie pewne, straciłam jakiekolwiek uczucia do tego człowieka, wiem że się uzależnił, że potrzebuje leczenia ale ja naprawdę przez ostatnie lata próbowałam w niego wierzyć, dawałam tyle szans...przegrałam.
Czy on jest zameldowalny? Jeżeli tak to sprawa jest kiepska, bo nie nie możesz go wyrzucić. A jaką masz gwarancję, że jak dasz mu te 40 tyś. to się wymelduje i wyprowadzi? Z ręki do ręki? A kto płaci rachunki jeżeli tam nie mieszkasz?
Jemu nie dziwię się, że nie chce sie wynieść, jeżeli się wyprowadzi to możesz go sądownie wymeldować, a o zwrot kasy będzie musiał wystąpić do sądu, jeżeli ma rachunki. A to trwa i trwa.
Jedyny sposób to wziąść kredyt i dopiero po wymeldowaniu dać mu kasę najlepiej przelewem aby został ślad, na jaki cel i ile mu dalaś.
To chyba jakiś absurd, że nie można wywalić nieproszonego gościa z własnego domu. Ja bym się skonsultowała z prawnikiem, oni mają głowy do tego.
Można, ale trzeba zrobić to sądownie i mieć nakaz eksmisji. Jak to wygląda nie wiem, bo ja wymeldowywałam delikwenta, który nie zamieszkiwał. A ten tutaj okopał się na chacie, więc trzeba poszperać głębiej jeżeli po dobroci się nie da.
Jakaś bzdura z tym meldunkiem jest zakorzeniona w społeczeństwie. W dzisiejszych czasach meldunek niewiele znaczy. |Co innego było w PRL-u.
Ja swojego męża wymeldowałam po rozwodzie z MOJEGO mieszkania, bez żadnych problemów - na podstawie aktu notarialnego.
Co do spłaty uważam, że autorka powinna spłacić ?byłego? partnera. Jeśli chce się go pozbyć z domu, wystarczy zawiadomić policję i pokazać akt własności. Żadna osoba, nie ma prawa przebywać w lokalu, który jest własnością autorki, bez jej zgody.
No nie wiem czy to taka bzdura... ja z tą bzdurą musiałam przez ponad pół roku walczyć... policja, wypytywanie sąsiadow czy mieszka, później sąd...
Meldunek oczywiście nic nie znaczy, ale daje mu chyba prawo do przebywania w lokalu... wezwie policję i co im powie?
Jeżeli faktycznie to wystarczy to ok, może coś się zmieniło... mam nadzieję, ale po to jest forum aby doradzać w miare swojej najlepszej wiedzy...
Jeżeli Aragon-estel jest tak jak mowisz i jeden telefon na policje wystarczy to super.
No nie wiem czy to taka bzdura... ja z tą bzdurą musiałam przez ponad pół roku walczyć... policja, wypytywanie sąsiadow czy mieszka, później sąd...
Meldunek oczywiście nic nie znaczy, ale daje mu chyba prawo do przebywania w lokalu... wezwie policję i co im powie?
Jeżeli faktycznie to wystarczy to ok, może coś się zmieniło... mam nadzieję, ale po to jest forum aby doradzać w miare swojej najlepszej wiedzy...Jeżeli Aragon-estel jest tak jak mowisz i jeden telefon na policje wystarczy to super.
Jeden telefon wystarczy, jeśli go już wymelduje...z czym nie ma problemu, jak wspomniałam. Po wymeldowaniu, może zawiadomić policje.
Dyskutujemy tu o meldunku, a autorka wątku nic o tym nie wspomniała. Może w ogole nie jest zameldowany...
Ja bym zrobila tak: skoro dom jest twoj to poczekalabym az sobie pojdzie gdzies, ot chocby do sklepu, zawolalabym kolege/brata/kuzyna czy kogokolwiek ci znajomego z facetow w miedzyczasie wystawila walizki bylego za drzwi i zamknela drzwi. Nad wymiana zamka mozna dyskutowac czy zrobisz to tego samego dnia czy dzien wczesniej. Twoj byly wraca a tu zonk. Nie wpuszczac go. A jak sie zacznie awanturowac to wzywac policje. Nie jest to twoja rodzina, jest to obcy ktory chce sie wedrzec do twojego domu, owszem byliscie para ale zescie sie rozstali, nie chcesz miec z nim doczynienia i jestes przerazona i na tym etapie mozesz zaczac szlochac policjantowi w kamizelke
Jesli facet bedzie sie zachowywal agresywnie to maja obowiazek go zamknac na 24. A pieniadze? Coz z wlasnej woli kupowal, z wlasnej woli gral przyczynil ci tylko zgryzot i zmartwien. Nikt go do niczego nie przymuszal. Jego strata twoj zysk. Jesli na poparcie swoich slow on nie ma rachunkow to zaden sad mu nie uwierzy
Jak dla mnie uczciwie. Stresu nie da sie przeliczyc na pieniadze ![]()
Mojm zdaniem ten facet to dupek. wyeksmituj go przez sąd nie daj sie zmanipulować - masz święte prawo własności - remontował to niech dochodzi swoich praw w sądzie ma chyba rachunki, bo jak nie ma to trudna sprawa - dla niego - jak sąd zasądzi to mu oddasz połowę :-) - idź do dobrego prawnika - warto - głowa do góry.
Ja bym zrobila tak: skoro dom jest twoj to poczekalabym az sobie pojdzie gdzies, ot chocby do sklepu, zawolalabym kolege/brata/kuzyna czy kogokolwiek ci znajomego z facetow w miedzyczasie wystawila walizki bylego za drzwi i zamknela drzwi. Nad wymiana zamka mozna dyskutowac czy zrobisz to tego samego dnia czy dzien wczesniej. Twoj byly wraca a tu zonk. Nie wpuszczac go. A jak sie zacznie awanturowac to wzywac policje. Nie jest to twoja rodzina, jest to obcy ktory chce sie wedrzec do twojego domu, owszem byliscie para ale zescie sie rozstali, nie chcesz miec z nim doczynienia i jestes przerazona i na tym etapie mozesz zaczac szlochac policjantowi w kamizelke
Jesli facet bedzie sie zachowywal agresywnie to maja obowiazek go zamknac na 24.
Z tym mogę się zgodzić. Bo w końcu to Twój dom, a nie jego.
Natomiast z tym:
A pieniadze? Coz z wlasnej woli kupowal, z wlasnej woli gral przyczynil ci tylko zgryzot i zmartwien. Nikt go do niczego nie przymuszal. Jego strata twoj zysk. Jesli na poparcie swoich slow on nie ma rachunkow to zaden sad mu nie uwierzy
Jak dla mnie uczciwie. Stresu nie da sie przeliczyc na pieniadze
Co w tym jest uczciwego Sadie? Bo jak dla mnie z uczciwością nie ma nic wspólnego
Dla mnie takie postępowanie jest nie do zaakceptowania. Uważam, że anija244 powinna oddać to co się eks partnerowi słusznie należy... czy w ratach czy jakkolwiek, pomniejszone o amortyzację.
Tak uwazasz? To prosze tu jest artykulik http://zdrowie.onet.pl/psychologia/oto-czym-konczy-sie-zycie-bez-slubu,1,5019302,artykul.html
I uwazam ze skoro ktos narazil mnie na stres, zmarnowal mi kilka lat zycia a teraz nie chce sie wyiesc z MOJEGO domu i stwarza mi tylko problemy to tak w moim mniemaniu jest to uczciwe. Nieuczciwe byloby gdybym go na remont namawiala, zylowala na nim ile wlezie, zyla na nim jak truten i paczek w masle jednoczesnie. Wtedy tak, sama na sobie bym powiesila wszystkie psy swiata. A z tego co autorka napisala to tak nie bylo. Sama placila tez rachunki, czesc za remont...Zreszta skoro nawet prawo tak uwaza to widocznie jest to uczciwe i ma to sens (Czy ja moge moderatora prosic o nie wycinanie tego linka? Jest absolutnie niegrozny a wnosi cos do tematu)
18 2012-02-29 15:47:30 Ostatnio edytowany przez Aragorn-estel (2012-02-29 15:49:27)
Owszem prawo(skądinąd beznadziejne w naszym kraju z wielu powodów) jest po stronie anija244( o ile eks nie ma faktur imiennych na siebie), ale to nie znaczy, że jest to uczciwe potraktowanie osoby, którą - do licha!- się kiedyś kochało.
Zgryzot partnerowi w życiu przysparza każdy...i Ty Sadie i ja. Nikt nie jest ideałem. Ale żeby z tego powodu nie rozliczyć się z kimś w takiej sytuacji?! No błagam!
Poza tym z tego co zauważyłam to anija244 też swięta nie była- miała romans, więc chyba tez przysporzyła zgryzot swojemu partnerowi.
W moim przypadku było tak, że mimo iż mąż "przysporzył mi wielu zgryzot"- zdrada i porzucenie mnie z malutkim dzieckiem, to spłaciłam go, mimo że jedno mieszkanie było moim majątkiem przedślubnym. Ale kiedyś pomagał mi je remontować. Włożył w to serce. Prawo nie stało po jego stronie, ale co z tego? Spłaciłam go. TO BYŁO UCZCIWE!!!
Artykuł dzisiajszy i w temacie ![]()
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie... ![]()
Ja niestety też miałam doczynienia z roszczeniami moich byłych, na szczęście nie byli zameldowani, więc terror i negocjacje odbywały się w bardziej komfortowych dla mnie warunkach.
Ja jestem zwolenniczką uczciwego rozliczenia się, bo na cudzej krzywdzie nie chcę się dorabiać. Jednak bardzo często po rostaniu partnerzy mają bardzo różny punkt widzenia na tą samą sprawę i ich rozliczenia są BARDZO rozbieżne. Do tego możliwości finansowe ograniczone, bo koszty, remontu, opłat, umeblowania pokrywa sie latami, a spłacic trzeba natychmiast i wtedy kwota rzędu 40 tyś. to spory wydatek. No i remont nie jest wieczny, bo 5 latach znowu trzeba coś remontować, wymieniać sprzęty na nowe, a przecież korzystali z tego razem.
Tak samo wkład "pracy" w związek: gotowanie, sprzątanie, pranie jakoś przez mężczyzn nie jest traktowane na równi z cekolowaniem ścian...
Owszem prawo(skądinąd beznadziejne w naszym kraju z wielu powodów) jest po stronie anija244( o ile eks nie ma faktur imiennych na siebie), ale to nie znaczy, że jest to uczciwe potraktowanie osoby, którą - do licha!- się kiedyś kochało.
Zgryzot partnerowi w życiu przysparza każdy...i Ty Sadie i ja. Nikt nie jest ideałem. Ale żeby z tego powodu nie rozliczyć się z kimś w takiej sytuacji?! No błagam!
Poza tym z tego co zauważyłam to anija244 też swięta nie była- miała romans, więc chyba tez przysporzyła zgryzot swojemu partnerowi.W moim przypadku było tak, że mimo iż mąż "przysporzył mi wielu zgryzot"- zdrada i porzucenie mnie z malutkim dzieckiem, to spłaciłam go, mimo że jedno mieszkanie było moim majątkiem przedślubnym. Ale kiedyś pomagał mi je remontować. Włożył w to serce. Prawo nie stało po jego stronie, ale co z tego? Spłaciłam go. TO BYŁO UCZCIWE!!!
Czyli nadstawiłaś drugi policzek i zrobilaś "dobrze' czlowiekowi, który zrobił Ci źle... ale chyba przeliczyłaś wszystko uczciwie? bo jeżeli zrobiłaś to na jego korzyść to wspanialomyślność daleko idąca i nie dla wszystkich
Jednak bardzo często po rostaniu partnerzy mają bardzo różny punkt widzenia na tą samą sprawę i ich rozliczenia są BARDZO rozbieżne. Do tego możliwości finansowe ograniczone, bo koszty, remontu, opłat, umeblowania pokrywa sie latami, a spłacic trzeba natychmiast i wtedy kwota rzędu 40 tyś. to spory wydatek. No i remont nie jest wieczny, bo 5 latach znowu trzeba coś remontować, wymieniać sprzęty na nowe, a przecież korzystali z tego razem.
Tak samo wkład "pracy" w związek: gotowanie, sprzątanie, pranie jakoś przez mężczyzn nie jest traktowane na równi z cekolowaniem ścian...
To też prawda Tendre
, bo wypadałoby podliczyć niejednego delikwenta z prania jego gaci i gotowania obiadków ![]()
Taki byl twoj wybor i mialas do niego prawo. Moj by byl inny. I tez mam do niego prawo
Wierze w powiedzenie "kochajmy sie jak bracia a liczmy sie jak zydzi"
Uczucia sie zmieniaja, ludzie sie zmieniaja ale dlaczego z tego tytulu mam na tym tracic?
Sadie, jedyny kto tu traci to ten kto ufał drugiej osobie, że przynajmniej przy rozstaniu sie z nim rzetelnie rozliczy.
Mówiąc wprost partner anija244 jest na przegranej pozycji.
Mam nadzieję, że Aragon-estel nie straciła, bo mówi tu o uczciwym rozliczeniu, a nie o swojej stracie
Mam nadzieję, że Aragon-estel nie straciła, bo mówi tu o uczciwym rozliczeniu, a nie o swojej stracie
Straciłam parę zer na koncie, ale pozostała mi godność i zadowolenie z honorowego zachowania wobec eksa. Dla mnie to drugie jest cenniejsze.
Tendre77 napisał/a:Mam nadzieję, że Aragon-estel nie straciła, bo mówi tu o uczciwym rozliczeniu, a nie o swojej stracie
Straciłam parę zer na koncie, ale pozostała mi godność i zadowolenie z honorowego zachowania wobec eksa. Dla mnie to drugie jest cenniejsze.
Szkoda, że On honorowo w stosunku do Ciebie się nie zachował... a jak oceniasz jego zachowanie obecnie? warto było... docenia to?
On honorowo się nie zachował - to prawda, ale to on musi z tym żyć. Ja zrobiłam, co uznałam za stosowne i nie żałuję. Ale dla samej siebie. Natomiast eks docenił moje zachowanie i żyjemy dość zgodnie obok siebie (wiadomo opieka nad dzieckiem powoduje częste kontakty). Można tez powiedzieć, że zachował sie ładnie
bo pozwolił sobie "przybić" wysokie alimenty na nasze dziecko i wziął winę na siebie przy rozwodzie. Poza zdradą i sprawami z tym związanymi, zachowal się wobec mnie dobrze, na ile sytuacja pozwoliła na to.
Ja też bym gościa wywaliła. Załatwić jakąś pomoc i pod jego nieobecność wystawić walizki i zmienić zamki. Może nie do końca w porządku, ze względu na to, co kiedyś było pomiędzy nimi, ale cholera... Bez przesady! To nie Jego dom, żeby sobie tam bezpłatnie pomieszkiwał.
Co do ewentualnego spłacanie delikwenta, to Autorka miała kilka pomysłów na rozwiązanie sytuacji, on nie zgodził się na żaden, podczas gdy sam nie miał nic do zaproponowania. Sorry, ale to też nie ma nic wspólnego z uczciwością. Gdyby on był uczciwy wyniósł by się z cudzego domu!
Nie moze być tak, że Ty jako właścicielka domu mieszkasz katem u rodziców a byly rosci sobie prawo do mieszkania i najwyraźniej nie chce sie wyprowadzic. Jeżeli miedzy wami wszystko skończone a nie umiecie sie dogadać co do splaty ( bo raczej mu chodzi o mozliwosć mieszkania), wawalasz go ( nawet z policja) a on niech na podstawie faktur rości sobie spłate w sądzie. Sad podzieli majątek ruchomy ( meble do zabrania, sprzet agd) a reszta ( polowa bo tez na to pracowalaś) bedzie do splaty, to o wiele mniej niż suma, ktorej rząda były, tym bardziej ,że na wszystko do czego rości sobie prawo musi mieć imienne faktury.
Nie daj sie zwariować, byly sie wyprowadza i jak chce jakies pieniądze niech zabiera polowe rzeczy i ustalacie sume lub niech idzie z tym do sądu.
Zawsze to lepsze niz trzymanie dzikiego lokatora, Inna sprawa jeżeli go zameldowalas, wtedy jego wyprowadzka bedzie trudniejsza.
30 2012-03-01 00:28:11 Ostatnio edytowany przez wojta89 (2012-03-01 00:31:10)
.
Dziękuje za tyle odpowiedzi. A więc...on nie jest zameldowany...uff, całe szczęście że nie mieliśmy czasu na ślub i załatwienie wszystkich spraw mieszkaniowych, bo właścicielem domu po śmierci babci została moja mama. Pewnie że mogłabym wymienić zamki lub po prostu go spakować i wyrzucić, ale tak nie zrobię ze względu na to co było między nami, bo kiedyś bardzo się kochaliśmy i kiedy zamieszkaliśmy w tym domu razem bardzo wierzyliśmy w to że zawsze będziemy ze sobą, byliśmy naprawdę udaną parą. Z drugiej strony też nie chcę być pokrzywdzona i nie mogę się zgodzić na to co on żądał na początku ,,40 tys. gotówką,, bo po pierwsze nie dostanę takiego kredytu z moją pensją, a po drugie czuje że aż tyle mu się po prostu nie należy, bo fakt że tyle kosztowało wszystko jak to kupowaliśmy 3 lata temu nie znaczy że teraz ma to taką wartość. Po drugie dlaczego mam mu płacić za te rzeczy które on może zabrać ze sobą, jak mu to mówię to słyszę ,,no pewnie, mi tak łatwo mówić, gdzie on to weźmie, czym zabierze itd...,, Wiecie z czym ja mam problem...bardzo nie chciałabym go skrzywdzić ale nie potrafię mu zwrócić kwoty którą włożył, dlatego pozwalam mu tu siedzieć. Wróciłam do domu, jego wygoniłam na górę do pokoiku, zaproponowałam nawet że może mieszkać jakiś czas w zamian za chociaż część tego co włożył, choć ta opcja bardzo mi się nie podoba bo boję się że będzie miał nadzieje że mi po prostu przejdzie. Dziś dostał wypłatę, wróci pewnie około pierwszej w nocy, aż zamkną bar w którym gra. Strasznie schudłam prze tą sytuacje, spadłam z wagi jakieś 10 kilo, a nie byłam gruba. W październiku tamtego roku popadłam w depresje, bo już wtedy dotarło do mnie że mój idealny związek się rozpadł a mój facet jest hazardzistą, dostałam wsparcie na forum hazardzistów, próbowałam pokazać mu jak duży ma problem, ale on do tej pory twierdzi że nie jest uzależniony, przez dwa lata zwracałam się o pomoc do jego rodziny, rozmawiali z nim, ale on zawsze ich przekręcił mówiąc ze ja przesadzam. Raz mi podebrał moje pieniądze odłożone na nowy tv żeby oddać swój dług...kochałam, wybaczyłam i wierzyłam. Aż po prostu przestałam go kochać, dopiero wszystko dotarło, ale dalej mam problem...bo on tu mieszka i wykorzystuje to że nie mam kasy.
Tak szczerze to zdajesz sobie sprawę, że jak oddasz mu te 40 tys zł gotówką to on to przegra w dwie noce?? Ty sie zadłużysz biorąc np kredyt, a on to i tak przechula. Myśle że oddawanie mu jakiejkolwiek gotówki mija się z celem. Lepiej oddać mu to w jakiś rzeczach lub tak jak mówisz za mieszkanie tam, ale TYLKO przez jakiś czas. Oddaj mu wszytsko co do niego należy. Niech Cie to nie obchodzi gdzie on to weźmie. Odlicz kase którą Ty na niego wydalaś przez okres waszego wspólnego życia. Może wyjdzie na zero. A jego domaganie że masz mu oddać jednorazowo gotówką to już chamstwo. On napewno kupując rzeczy do domu nie wydał naraz 40 tys. Tylko kupował stopniowo przez jakis czas. Dodatkowo powinien się liczyć z tym że inwestowal w nie swój dom i że któregoś pieknego dnia może zostać z niego wyrzucony.
Ty się zadłużysz, a On to przegra... w sumie to może robić ze swoją kasą co chce... ale nieuczciwe jest to, że to On wybiera rodzaj i formę spłaty...
Co to znaczy, że nie chce tych rzeczy - to niech je sprzeda na allegro - co Cię to obchodzi... co z tego , że nie chce rat... kupowal na raty, to na raty może dostawać zwrot...
Musisz być twardsza w swoich propozycjach w stosunku do niego... bo On nie ma skrupułów wykorzystywać twoje dobre serce...
Niech idzie do rodziców... niech wynajmie... wasz związek sie skończył i wraz z nim współodpowiedzialność twoja... On swoje życie przegrał i to On decyduje... nie daj na siebie zrzucic winy za jego nieudaczność...
Bądź twarda...
Masz do niego sentyment ze względu na to, co Was łączyło. Z jednej strony to zrozumiałe, ale z drugiej... Spójrz na to tak: on nie ma skrupułów. Mieszka sobie w Twoim domu, nie godzi się na żadne rozwiązanie, które realnie dla Ciebie wchodzą w grę, żąda sobie całej kwoty, którą kilka lat temu włożył w dom. Przecież to chore- wiadomo, że wszystko się zużywa i teraz jest już warte sporo mniej. Poza tym część rzeczy może po prostu zabrać, ale wymyśla kolejne problemy: gdzie zabrać i czym przewieźć.
Na moje powinnaś otworzyć oczy. On nie chce się wyprowadzić. I nie zrobi tego, będzie kręcił, stwarzał problemy, udawał wielce poszkodowanego. Chce gotówki, bo jest mu ona potrzebna do gry. Z pralką, czy lodówką do kasyna nie pójdzie... Chcesz dalej sponsorować jego nałóg? Tym wszystkim wcale mu nie pomożesz. Nie chcesz go skrzywdzić? To wywal go ze swojego domu- tylko tak możesz mu pomóc. Istnieje szansa, że jak sięgnie dna i wszyscy się od niego odwrócą zauważy, że ma problem i zacznie się leczyć.
Ale ty nie masz z nim rozmawiać i ustalać tylko go wywalić z mieszkania. Jeżeli ma kwiti na to co zrobił w domu to raczej będziesz musiała go spłacić jeżeli nie to nie, ale to już pozostawiam kwestii Twojego sumienia. Gdy go już wyrzucisz i zdecydujesz spłacić to idziesz do sądu, przedstawiasz sprawę i prosisz sąd o wyznaczenie formy spłaty długu. Zapewne, gdy przedstawisz problemy finansowe zgodzi się na spłaty w ratach i twój "ukochany" nie będzie miał nic do gadania. W domu zamki zmień i zacznij nowe życie.