Dzisiaj położyłem się o 7 rano, bo gdy wczoraj nie mogłem zasnąć pisałem ten wątek, żeby w końcu się komuś wyżalić. Przy edycji chyba zabrakło mi internetu i post nie przeszedł. O czym pisałem...teraz to już w skrócie, że czuje bezsilność i beznadzieję.
Dzisiaj Żona ma walne, więc wczoraj liczyłem na wspólny powalentynkowy wieczór, bo w weekend mieliśmy gości. W wazonie jeszcze stoją tulipany ode mnie, a w szufladzie leży bielizna która miała być prezentem. Żona wczoraj wróciła do domu późno, bo pomagała starszemu synowi i jego kolegom w domowo/grupowej pracy na zajęcia. Ja siedziałem w domu z młodszym synem, a potem kończyłem pracę przy komputerze. Żona próbowała (moimi zdaniem z poczucia obowiązku) coś zainicjować, ale udawałem, że nie jestem zainteresowany. Dlaczego...bo nie potrzebuję łaski, jest już późno, jutro mam soje zadania, a ostatnie 1,5h Ona siedziała z telefonem w ręku.
Nie chodzi już o pójcie do łóżka, tylko o moje poczucie samotności.
Po ślubie jesteśmy 10lat. Mamy gdzie mieszkać, finansowo jesteśmy w bezpiecznym położeniu. Przez ostanie 10 lat staję na głowie, żeby zapewnić rodzinie, to co według mnie ojciec i mąż powinien zapewnić. Przez ten czas wyremontowałem mieszkanie na wynajem, które należy do Żony, żeby móc je wynajmować, wyremontowałem stary dom po babci w którym mieszkaliśmy przez 4lata. Wykończyłem nowy dom, w którym mieszkamy teraz żeby mieć komfortowe warunki dla siebie i dzieci. Zająłem się sprawami kredytowymi i papierami do budowy domu, wybrałem meble, zasłony, talerze i model odkurzacza. Nie dlatego, bo jestem władczy i zawsze mam rację, tylko dlatego bo uważałem, że Żona zajmująca się w domu dwójką małych dzieci, skoro nie przejawia inicjatywy, żeby się zajmować wyborem koloru ścian, nie ma do tego głowy bo zajmuje się dziećmi, gotowaniem, zakupami. I tak przez te 10lat lat przejmowałem obowiązki, które nie interesowały Żony. Tuje do ogrodu, meble do pokojów dzieci, naprawa hydroforu, wymiana samochodu Żony, bo aut nie przejdzie kolejnego badania technicznego. I wiecie co....mógłbym robić to wszystko dalej, albo i jeszcze więcej. Chciałbym tylko wieczorem wspólnie pogadać o tym, że może nadpłacimy ratę kredytu, zajmiemy się trawnikiem, bo zamiast trawy i podjazdu mamy tylko kretowiska, że może kupimy suszarkę do ubrań, żeby było wygodniej ogarnąć pranie.
To nie jest tak, że nie zajmuje się domem i dziećmi. Nie pracuję już na etacie, bo jestem na swoim więc jeśli tylko mogę to odwiozę/odbiorę dzieci ze szkoły, ugotuje coś jeśli nie ma obiadu w lodówce, zrobię zakupy i 85% wszystkich opłat. Poodkurzam, a w weekend ogarnę pomysł na spędzenie wspólnie wolnego czasu. Zaplanuję wakacje, zabiorę Żonę na kolację, spacer lub romantyczny weekend niespodziankę kiedy oddamy dzieci do dziadków. Wszystko co robię, staram się ogarniać na 100%. Wymiana samochodu Żony- przecież też trzeba było się postarać. Wszystko w tajemnicy, na nowym aucie kokarda i mega zaskoczenie. Co w zamian...tego samego wieczoru, siedzę sam przed tv o 23, bo Żona jak to się często zdarza zasnęła w łóżku z dziećmi.
Przez kilka lat chcąc wspólnie obejrzeć film, coś ugotować razem, iść do łóżka muszę ją budzić bo śpi na fotelu lub w pokoju dzieci. A jeśli nie śpi...to siedzi z telefonem w ręku przed TV, ja proszę żeby ruszyła się z kanapy bo jest już 23. Nie mogę powiedzieć, że Żona nie zajmuje się domem, praniem, gotowaniem. Oczywiście chodzi do pracy, ale to tak samo jak każdy z nas. Nie mogę powiedzieć, że mnie nie kocha, ale puste słowa dla mnie nic nie znaczą. Więcej znaczy dla mnie zrobienie kanapek do pracy albo wyjście z inicjatywą, że może nadpłacimy kredyt lub porozmawiamy o tym, co w najbliższych tygodniach musimy załatwić. "Może obejrzymy film? Ok. to coś wybierz"
Oczywiście najprostszym wyjściem jest oddanie przestrzeni Żonie na działanie, ale ona z tej przestrzeni nie chce korzystać. To może prośba o pomoc, no pewnie. Pod naszą nieobecność ktoś próbował włamać się do domu. Myślałem, że to będzie impuls, żeby jej przypomnieć, że alarm przestał działać, w kolejnym tygodniu ma akurat urlop to umówi gościa, który się tym zajmie. I co...minął miesiąc, a wykonanie telefonu okazało się za trudne, bo przecież dom, dzieci, gotowanie, sprzątanie i brak czasu.
Jak to nie działa, to trzeba porozmawiać. Najpierw wytłumaczyć, że jest mi ciężko bo czasami pracuję 14h i zwyczajnie nie mam już siły. Jak kolejna rozmowa nic nie daje, to zaczynasz się denerwować, zaczyna Ci się ulewać i krzyczysz żeby Twoje racje w końcu wybrzmiały albo zostały usłyszane. Przy kolejnej okazji już nie tłumaczysz, nie krzyczysz tylko rozklejasz się i zaczynasz płakać, że to nie tak miało wyglądać. Że jednak tu jesteś nie po to żeby ułatwiać i organizować wszystkim życie dookoła.
Tak... powinienem skupić się na sobie. Iść na siłownie, zmienić ciuchy, wyjść z kumplami. Tyle, że to nie działa. Taki teatrzyk jest dobry na 2tygodnie, a obowiązki w domu i w pracy dalej są.
Ciekawe w tym wszystkim jest, to że Żona widzi, że życie może wyglądać inaczej. Tak jak u jej siostry, która w czwórkę mieszka w małym mieszkaniu, z mężem który nie potrafi przykręcić kranu, naprawić samochodu, kupić kwiatów czy zabrać dzieci na spacer, ale za to wie wszystko o polskiej lidze piłki nożnej. Ich małżeństwo się sypie, bo chłop nie potrafi zadbać o dom i rodzinę. Nie to co ja i mój Teść, którego uwielbiam. On zakorzenił w niej poczucie, że chłop ma się sprawdzać, a ja to ugruntowałem. Gdy się poznaliśmy, była inna. Pracowała i studiowała na 3kierunakch jednocześnie. Strasznie mi to w niej imponowało. Kiedy się już zorientowała, że nie musi być wcale samodzielna wybrała łatwiejszą drogę.
Czy w tym wszystkim jest moja wina, że starłem się za bardzo? Zmienić swoje podejście i odpuścić, skoro wiem, że jak czegoś nie zrobię, to zrobione to nie będzie. Porzucić marzenia i pogodzić się, że już taka jest i tak być musi ? Nie miałem normalnego domu, bo wychowywałem się właściwie bez ojca. Postanowiłem, że będę stawał na uszach, żeby stworzyć dom i szczęśliwą rodzinę, a poległem nawet nie na półmetku.