Witam wszyskich ![]()
Byłam aktywna w paru wątkach jakiś czas temu ale życie mam tak intensywne ze ostatnio miłam czas na poczytywanie a brakło na pisanie ![]()
Nadszedł jednak moment , w którym potrzebuje znowu obiektywnego spojżenia .
Sytuacja rysuje sie nastepująco.
Ja - po 8 letnim związku bez slubu, zktórego mam 7 letnią w tej chwili (matko!) córkę.
On - po 5 letnim małżenstwie, z którego ma prawie 8 letnią córkę - po rozwodzie mala została z Nim- matka dziecka za granicą(kontakt sporadyczny)
Razem od 4 lat. No własnie... ogolnie to wygląda jak typowa kochająca się rodzinna sielanka i w sumie dość to prawdziwe bo naprawde sie kochamy
i tak naprawde nie ma i nie wydażyło sie nic przełomowego co mogło by tym jakoś drastycznie zachwiać. Ale...
Coś sie ze mną dzieje dziwnego.. marazm chandra gehenna apatia ... Dlaczego ? właśnie skończyłam 30 dyszki a juz od jakiegoś roku może ciut wiecej mam takie poczucie braku stabilizacji , planów , konkretów, perspektyw. Żeby nie było , kiedys takie rozmowy sie u nas pojawiały, zawsze byłam szczera i uważam to za fundament związku ( zadnych niedomówień i cichych dni). No byłam własmie i mi przeszło po ktorejś kolejnej rozmowie.
Jakieś pól roku temu znowu nieśmiało ruszyłam temat "wspólnego" dziecka i przez 10 minut mowiłam o tym jak mi na tym zależy i na tym zeby czuć sie z nim tak prawdziwie związana, czuć ze tworzymy litą rodzine a nie żyjemy tylko tym co jego ex i co moj ex ...(bo tak to troche wygląda ze względu na dzieci). Przeszło mi po tym jak zakończłam przemówienie czekajac na odpowiedz a on tylko pokiwał głową i poprosił zebym rzuciła okiem na ogłoszenie (auta szukał)... No mało nie spadłam z kanapy ! On nie rozumiał o co mi chodzi jak wyszłam dołazienki i nie chciałam sie kompac z nim... Te rozmowy zawsze są niestety jednostronne - ja mowie on słucha i nic z tego nie wynika. Tak jakby bał się byś szczery to lepiej potakiwac i mówić "że może i tak" "masz racje"..
Nie zrozumcie mnie źle, to jest cudowny facet - z tych co ich ze świecą szukać , wymarły gatunek .. ale no właśnie zawsze musi być coś nie tak ? pomaga mi we wszystkim, w domu przy dzieciach itd, kwiatki kupuje i z pracy odbiera - no ideał chciało by sie rzec. Problemy sa niestety gdzie indziej i coraz bardzie(starość
) mnie męczą. Mianowicie
1. Mieszkanie w ktorym mieszkamy(wyieralismy wspólnie) jest na niego tylko i wyłącznie bo mogł wziąść z dopłatą jako samotny ojciec a potrzbowaliśmy mieć coś na "juz", Ok wtedy myslałam ze to nic takiego i przeciez dopiero rok razem a niedlugo zostane jego wife (ja mu wtedy powiedziałam ze nie chce kolejnego chodzenia ze soba przez x lat) wiec bedzie w pożądku...
2. Małżeńswem nie jesteśmy - on przy każdej rozmowie o tym daje mi do zrozumienia ze juz to przerobił i sama wiem jak sie skończyło.. no tego nie pojmuję bo ja to nie ona wiec argument z d.. że tak kolokwalnie się wyrażę .. co dziwne ale zawsze dodaje ze nigdy przecież niemowiż że tego nie będzie .. i na tym koniec od 4 lat ![]()
3. Wychowuje nasze dzieci i jego córkę traktuje jak swoją ale nie mam nic do powiedzenia w syt. ważnych wiec czyje sie zagubiona i zirytowana coraz bardziej
nie wymagam tu przywilejów matki bo chyba nie powinnam ale w takim raze niech nie wymaga zebym wypełniała takowe obowiązki a to niestety tak się szybko pojawiło i przyjeło ze nawet nie zauważyłam i teraz jak probuje z nim o tym rozmawiać to widze ze mu przykro a nawet jest zły chyba wiec olewam... i cierpię
4. Dziecko- no własnie jak strasznie chce jeszcz tego zaznać w swoim zyciu a mam mało czasu( problemy drowotne- mam mięśniaki i gin powiedział ze mam max 3 lata(rok temu)) ale wiązało by sie to ze zmiana mieszkania na wieksze ... każda rozmowa kończyła się słynnym już" pomyślimy" "no trzeba by" i tak od roku.
Ja juz nie wiem jak z nim rozmawiać zeby nie wyjść na desperatke która go ciśnie na ślub i dziecko.. To nie tak ! Ja chce bezpieczeństwa , planów, perspektyw, stabilizacji.. nie wiem jak to jaśniej wytlumaczyć
mam nadzieje ze zrozumiecie
Ja mam co raz cześćiej wizje tego ze jak jemu sie coś stanie to ja nie mam do niczego prawa - do dziecka, mieszkania, wiadomosci o jego stanie zdrowia itd.. To mieszkanie przjdzie na jego córke a co za tym idzie pewnie pod władanie jego ex
A też tu sporo zainwestowałam np od 3 lat to ja spłacam kredyt , dołozyłam sporo do wyończenia, to mój "dom" tak poprostu. No i opcja co jak mu sie odwidzi(mało prawdopodobne ale życie przecież..)? Ja z moją córką wtedy chyba pod most bo z moją pensją nie damy rady(brak rodziny do pomocy) albo córke bede musiała oddac mojemu exowi ...Trudne to wszystko jak cholera i ciągle o tym mysle ale juz nie umiem rozmawiać. Nie wiem jak.. Każda proba albo kończyła sie płaczem albo fochem(jego:P )bo ja cisne.. wiec juz nie cisne ale też nic sie nie rusza z jego strony , temat umarł w raz z tym ja ja przestałam drążyć. Any advise ?