Jeśli mam być szczery, to mało która kobieta, jaką znam lubi piwo
Ale to TYLKO moja perspektywa, wynikająca z kręgu ludzi, w jakich się obracam. Wiadomo, można się umówić na cokolwiek, kto tam sobie co zechce wypić, niech wypije. Hehe, jak widzę wokół, to nawet pijąc czarną kawę bez cukru staję się powoli wyjątkiem.
Wódki czystej nie pijam
Natomiast zaproszenie na piwo/kawę/wino/matchę czy sok MOŻE, ale nie musi się skończyć w łóżku. Wiadomo też, że nie z każdym kolegą czy koleżanką da się to zrobić, bo nie ma między ludźmi tego napięcia.
Wiele Pań błędnie zaś zakłada, że pójście ze sobą do łóżka jest równoznaczne z automatycznym rozwojem relacji czy też dowodem na to, że obojga łączy coś więcej niż pożądanie lub koleżeństwo. Z drugiej strony zaś taka propozycja ma niby świadczyć o przedmiotowym traktowaniu kobiety. Jak to się dzieje, skoro ona również czuje do faceta pożądanie(jeśli tak rzeczywiście jest)? Skoro ona go pragnie, to gdzie tutaj jest ten objaw braku szacunku czy uprzedmiotowienia? Jeśli seks uznajemy za przyjemność oraz zaspokojenie pragnienia, to z jakiej racji ma być to doświadczenie negatywne? Jeżeli założymy, że obu stronom się podoba.
Jack Akurat nie zgodzę się z tym, że wymienione tematy są zarezerwowane dla facetów. Obracam się (może i całe szczęście) w takim gronie, gdzie kobiety chętnie(choć nie tylko) mogą z powodzeniem i chęcią na takie tematy rozmawiać. To kwestia wiedzy, ale i zainteresowań czy pasji oraz zawodu, jeśli mówimy akurat o przyrodzie. W tej ostatniej dziedzinie akurat znam mnóstwo osób tak zafiksowanych(ja do nich należę), że mogłyby o tym rozmawiać bez końca i nigdy im się to nie znudzi. Problem w tym, że dla innych może się to wydać nudne, tak samo, jak geopolityka, nauka, zdrowie czy finanse. Osobiście wolę, choćby posłuchać o tym, jeśli sam się na tym nie znam, ale sporo osób woli albo tzw. "tanią rozrywkę" albo wesołe pogaduszki i podśmiechujki, jak w niektórych tutejszych wątkach. Tacy będą uważać za nudne wszystko, co nie służy rozrywce i zabawie - nie można się odnosić się co pracy i codzienności, inaczej dostaniesz łatkę sztywniaka i nudziarza. Sam za to nie przepadam za tzw "pitoleniem" trzy po trzy. Jak bardzo trzeba swojej pracy nienawidzić, żeby się zacząć gotować choćby przy najmniejszej próbie nawiązania rozmowy na ten temat?
Trzeba się dobrać po prostu odpowiednio, znaleźć sobie zgrane towarzystwo, aby czuć się swobodniej.
Z drugiej strony...
Racja co do tego, że teraz, szczególnie kiedy w przestrzeni publicznej(co dopiero prywatnej) za niektóre wypowiedzi mogą cię o coś oskarżyć, fajnie jest pogadać na luzie, z przymrużeniem oka. Ludzie stali się dzisiaj strasznie przewrażliwieni, nie tylko na swoim punkcie. Niektórzy zawsze się będą doszukiwać próby wyśmiewania, pogardy czy lekceważenia we wszystkim, co tylko usłyszą.
blueangel
Odnośnie ryb: wprawdzie obecnie nie łowię, ale miałem swego czasu taki epizod w życiu.
Najcenniejszym rzeczą, jaką można było doświadczyć, będąc na tych rybach, był właśnie SPOKÓJ i CISZA. Jechało się nad wodę, nie po to, aby koniecznie coś złapać, ale żeby choć na kilka godzin móc NIE SŁYSZEĆ żądnych dźwięków cywilizacji bądź trajkotania innych osób wokół, niezależnie od płci tych osób. Są do teraz takie chwile, kiedy jedyne, czego pragnę, to cisza, połączona ewentualnie z odgłosami przyrody. Wtedy, ktokolwiek, kto niemal bez przerwy do Ciebie mówi czy raczej ględzi, staje się prostu uciążliwy. Teraz spróbuj komukolwiek(w tym np. swojemu mężowi czy partnerowi) wytłumaczyć, że takiego spokoju potrzebujesz.
Co byś usłyszała? "Ignorujesz mnie!", "Masz mnie gdzieś!", "Czuję się lekceważony!" "Coś z Tobą nie tak, skoro nie chcesz ze mną przebywać!"
Serio, jak bardzo niskie poczucie wartości trzeba mieć, aby wyciągać takie wnioski?