netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Kto powinien płacić w związku

947 odpowiedzi28 500 wyświetleńzałożony przez carlitos9, 01.11.2025

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kto powinien płacić w związku

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 948 ]

391

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Ok, skoro facet może utrzymywać rodzinę czy nawet samą partnerkę, to może ja sobie poszukam jakiejś sponsorki? Może będę dbał o dom, gotował, prał i sprzątał a ona będzie zarabiać? Brzmi nieźle big_smile

Jeszcze trzeba mieć miły charakter, obycie, potrafić zbudować w domu serdeczna atmosfere żeby ludzie chillowali w twojej obecności. Tu chyba odpadasz .

Nie bagiennik. Zabiłeś chodliwy temat to postaw nowy. Nie sądzę że masz multi, ale najwyższa pora założyć żeby się zrewanżować. Z fajnej luźnej rozmowy zrobiłeś sesje zyciowych zali i.mini terapię twojej osoby. No thanks. Tak w ramach sprawiedliwości i 50/50. Drenujesz forum więc pora żebyś też dał  wkład.

Multi? Raczej podziękuję smile
Jeśli parom wypowiedziami na temat swoich przekonań zabiłem temat, to mogę jedynie być z siebie dumny smile Tym bardziej, jeśli okazało się, że tak bardzo nie pasuję wielu osobom do ich idealnego obrazka. No cóż, nie musimy się we wszystkim zgadzać.. Taki ten świat już ułożony.
Pewnie jeszcze mi się zdarzy jakiś temat "zabić".

Może jednak Autor się pojawi...

Jakby wszyscy tak zabijali temat jak ty to by było dobrze.
Masz prawo do swoich opinii jak każdy, nie musimy się z Tobą zgadzać.
Co do utrzymania, to zdarza się, że jak kobieta więcej zarabia to mąż zajmuje się domem i dziećmi przez ileś lat oczywiście.
Czyli jak komu pasuje, bywa różnie.
Myślę że, że wiele kłótni w związkach jest o kasę jak i  o to co kto ma robić, jeden na drugim wymusza, a to powinno być wszystko  naturalne i jak tak się zastanowić, to autor miał rację, że oczekiwał jej inicjatywy w partycypowaniu kosztów, ale chociaż raz mógł powiedzieć jak on to widzi.
Ja uważam, że w związku powinien ten robić i rządzić taką działką na której lepiej się zna, pomagać sobie ale nie wykorzystywać drugiej strony. A bywa różnie, mamy tendencję do wykorzystywania, jeśli druga strona nie protestuje.
Czyli wszystko leży w dopasowaniu się, a jak wiadomo we wszystkim się nie da, stąd potrzebna umiejętność kompromisu i dyplomacji.

392 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-11-04 14:34:51)

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

Czego bym oczekiwał? Przede wszystkim tego, że w ogóle będzie chciała pracować i się rozwijać. Zakładam(może błędnie), że też chce się dokładać do budżetu czy po prostu ma pewne aspiracje zawodowe. Natomiast nie naciskałbym na przebranżowienie, ale zapewne odczuwałbym pewien dyskomfort związany z dysproporcją zarobków. Zasadniczo spodziewałbym się, że sama z siebie będzie chciała zmienić pracę, bo sama z siebie ma ambicje na więcej.

Może bardzo lubi swoją pracę.
Może wciąż się rozwija, tylko nie przekłada się to na zarobki?
Nie każdy dla pieniędzy zrezygnuje z komfortu.
A skoro jest w stanie się utrzymać, to w czym problem?
Odnoszę wrażenie, że masz niewielkie doświadczenie, jeśli chodzi o związki.
Prawda jest taka, że nic nie jest trwałe.
Dziś zarabiasz tyle, za miesiąc możesz więcej.
Albo mniej. Możesz też całkowicie stracić pracę.
Bezsensu oczekiwać wielkich rewolucji za każdym razem, gdy szala przechyli się w nieco inną stronę, niż byśmy chcieli, ponieważ na przestrzeni lat takie sytuacje mogą się zdarzyć wielokrotnie. Nie tylko w sferze finansów.

bagienni_k napisał/a:

Na związek z kobietą niepracującą bym nie poszedł, bo tym domem SAM też chce się zajmować. Uważam to za swój obowiązek a jednocześnie potrzebę, aby wiedzieć, co się w nim dzieje.

Niemniej nazywanie czegoś patologią, bo nie wpisuje się w nasz obrazek, jest słabym zagraniem.

bagienni_k napisał/a:

Może mało jeszcze widziałem, ale nie znam osobiście żadnej kobiety, która w ogóle nie chciałaby pracować sama z siebie. Niekoniecznie tylko po to, aby zarobić na siebie, dom i rodzinę. Głównie ze względu na potrzebę samorealizacji i rozwoju zawodowego.

Widać obracasz się w mało zróżnicowanym środowisku.

393

Odp: Kto powinien płacić w związku

Cieszę się zatem niezmiernie, że obracam się w takim środowisku, gdzie z reguły każdy wnosi do życia w miarę równomierne zasoby, zamiast doić drugą osobę, tudzież pozwalać się doić, jednocześnie mając gdzieś sprawy np. tzw. ogniska domowego.
Pewne zjawiska są dla mnie patologią i takowymi pozostaną.

Może to, może tamto..

Wiele rzeczy możemy sobie tutaj wpisać i gdybać, co by było gdyby. Osobiście mam prawo do swojej wizji(jak też pozostali), zgodnie z którą oczekuję, że nie będzie między partnerami przez długi czas znacznych różnic ilościowych odnośnie wkładu w związek, niezależnie czy chodzi o finanse czy o zaangażowanie na poziomie ogólnym. Każdy może lubić swoją pracę, każdy ma prawo się rozwijać, każdy ma prawo do własnej wizji, więc co w tym takiego dziwnego, że ja mam swoją?
Zatem mogę czuć się niezręcznie, jeśli to ja przez x lat w 90 % pokrywam koszty życia czy organizowania wspólnie spędzanego czasu. Wspomóc partnera w potrzebie? Żaden problem! Wspierać go w samorealizacji? Ok, pytanie tylko jak długo? Jak długo jestem w stanie na to wszystko zarabiać? Tyle, ile potrzeba? Błąd! W pewnym momencie czara goryczy się przeleje.

wieka

Autor miał z pewnością rację w tej kwestii, że kiedy nawet oni się krótko spotykają i chodzą na te randki, to dlaczego on ma za każdą płacić? Dlaczego to on ma za każdym razem organizować ten czas? Najwidoczniej trafił na taką, która być może sprawdza go i jego zdolności, aby ocenić czy nadaje się na faceta.. Kto wie...?
Będąc na jego miejsc, zapewne nie wytrzymałbym tyle czasu.
Pomaganie sobie w relacji? Jak najbardziej! Tylko przestańmy udawać, że przynajmniej pewne rzeczy są niewykonalne i dochodzi do jakiejś umowy, że "Ty robisz to a ja tamto i sobie w drogę nie wchodzimy". Ja tego nie kupuję, natomiast nie bronię nikomu postępować wedle swojej "wizji".

394

Odp: Kto powinien płacić w związku

Do wchodzenia czy nie wchodzenia w drogę, też trzeba mieć wyczucie, bo jak np. razem robicie obiad i każdy będzie forsował  pomysły to z obiadu nici big_smile

395

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

Cieszę się zatem niezmiernie, że obracam się w takim środowisku, gdzie z reguły każdy wnosi do życia w miarę równomierne zasoby, zamiast doić drugą osobę, tudzież pozwalać się doić, jednocześnie mając gdzieś sprawy np. tzw. ogniska domowego.
Pewne zjawiska są dla mnie patologią i takowymi pozostaną.

Czyli jakby pojawiły się małe dzieci, to rozumiem, że natychmiast zatrudniacie nianię, żeby nie narażać kobiety na lukę w zatrudnieniu?
Oczywiście koszty dzielicie 50/50?

bagienni_k napisał/a:

Może to, może tamto..

Może to, może tamto, bo tak wygląda życie.
Im bardziej człowiek elastyczny i zdolny adaptować się do zmian, tym łatwiej mu się żyje.

bagienni_k napisał/a:

Wiele rzeczy możemy sobie tutaj wpisać i gdybać, co by było gdyby. Osobiście mam prawo do swojej wizji(jak też pozostali), zgodnie z którą oczekuję, że nie będzie między partnerami przez długi czas znacznych różnic ilościowych odnośnie wkładu w związek, niezależnie czy chodzi o finanse czy o zaangażowanie na poziomie ogólnym. Każdy może lubić swoją pracę, każdy ma prawo się rozwijać, każdy ma prawo do własnej wizji, więc co w tym takiego dziwnego, że ja mam swoją?

Skoro każdy ma prawo do swojej wizji, to dlaczego cudzą nazywasz patologią?

396

Odp: Kto powinien płacić w związku
Mrs.Happiness napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Cieszę się zatem niezmiernie, że obracam się w takim środowisku, gdzie z reguły każdy wnosi do życia w miarę równomierne zasoby, zamiast doić drugą osobę, tudzież pozwalać się doić, jednocześnie mając gdzieś sprawy np. tzw. ogniska domowego.
Pewne zjawiska są dla mnie patologią i takowymi pozostaną.

Czyli jakby pojawiły się małe dzieci, to rozumiem, że natychmiast zatrudniacie nianię, żeby nie narażać kobiety na lukę w zatrudnieniu?
Oczywiście koszty dzielicie 50/50?

bagienni_k napisał/a:

Może to, może tamto..

Może to, może tamto, bo tak wygląda życie.
Im bardziej człowiek elastyczny i zdolny adaptować się do zmian, tym łatwiej mu się żyje.

bagienni_k napisał/a:

Wiele rzeczy możemy sobie tutaj wpisać i gdybać, co by było gdyby. Osobiście mam prawo do swojej wizji(jak też pozostali), zgodnie z którą oczekuję, że nie będzie między partnerami przez długi czas znacznych różnic ilościowych odnośnie wkładu w związek, niezależnie czy chodzi o finanse czy o zaangażowanie na poziomie ogólnym. Każdy może lubić swoją pracę, każdy ma prawo się rozwijać, każdy ma prawo do własnej wizji, więc co w tym takiego dziwnego, że ja mam swoją?

Skoro każdy ma prawo do swojej wizji, to dlaczego cudzą nazywasz patologią?

Dokładnie sam sobie zaprzecza z tym prawem do własnej wizji big_smile

397 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-11-04 15:51:00)

Odp: Kto powinien płacić w związku

A czy to jakieś wyjątkowo rzadkie zjawisko, że się nianię zatrudnia? Jeśli nie ma pod bokiem dziadków czy rodziny. Wcale mnie to nie dziwi.
Sam nie miałbym nic przeciwko, aby partnerka poszła do pracy zamiast się zajmować dzieckiem, przynajmniej na pewnym etapie.. Koszty? W miarę równomierne big_smile
Jeśli tylko by się zgodziła, chociaż okres wychowania dziecka to zupełnie inna sprawa.

Życie wygląda tak, jak sobie na to zapracujemy. Pewne rzeczy są od nas niezależne, inne zaś już tak. Zdolność do bycia elastycznym nie musi wynikać z potrzeb, ale z chęci lub braku do podjęcia czegoś, w czym niekoniecznie czujemy się komfortowo.

Nazywam to patologią, zgodnie ze swoim podejściem. Każdy może sobie swoją wizję nazywać, jak chce a moją też może nazwać patologią, skoro to dla niego takie obce czy niedorzeczne.

wieka Właśnie choćby o takie obiady chodzi: raz zrobię go ja, innym razem partnerka. Ważne, żeby nie był jakoś dziwnie przypisany do jednej strony, bo druga nie ma czasu/siły czy chęci, żeby ziemniaki obrać big_smile

Być może jest tak, jak wspomniał Rozrabiaka Mam poczucie swego rodzaju sprawiedliwości i równości smile Kto wie? Myślę, że w trakcie trwania związku nie błoby problemu się dostosować czy czasowo zmienić schemat. Jednak nie widzę się w sytuacji, kiedy od SAMEGO POCZĄTKU zostaje przedstawiona opcja wprowadzenia skrajnych dysproporcji w kosztach czy wkładzie ogólnym we wspólne życie. Choćby w wtedy, kiedy kogoś poznaję, kto zarabia dużo więcej ode mnie, powiedzmy tą 10 krotnie większą/mniejszą sumę. Jeśli już na starcie widzę taką sytuację, to odpuszczam, choćby nie wiem co nas łączyło. Chociaż, nie oszukujmy się, ludzi o tak odmiennym poziomie życia rzadko kiedy coś połączy na samym początku. Chyba, że.. jedna strona nie pracuje w ogóle a do tego bym nie dopuścił.

398

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

A czy to jakieś wyjątkowo rzadkie zjawisko, że się nianię zatrudnia? Jeśli nie ma pod bokiem dziadków czy rodziny. Wcale mnie to nie dziwi.
Sam nie miałbym nic przeciwko, aby partnerka poszła do pracy zamiast się zajmować dzieckiem, przynajmniej na pewnym etapie.. Koszty? W miarę równomierne big_smile
Jeśli tylko by się zgodziła, chociaż okres wychowania dziecka to zupełnie inna sprawa.

Życie wygląda tak, jak sobie na to zapracujemy. Pewne rzeczy są od nas niezależne, inne zaś już tak. Zdolność do bycia elastycznym nie musi wynikać z potrzeb, ale z chęci lub braku do podjęcia czegoś, w czym niekoniecznie czujemy się komfortowo.

Nazywam to patologią, zgodnie ze swoim podejściem. Każdy może sobie swoją wizję nazywać, jak chce a moją też może nazwać patologią, skoro to dla niego takie obce czy niedorzeczne.

wieka Właśnie choćby o takie obiady chodzi: raz zrobię go ja, innym razem partnerka. Ważne, żeby nie był jakoś dziwnie przypisany do jednej strony, bo druga nie ma czasu/siły czy chęci, żeby ziemniaki obrać big_smile

Być może jest tak, jak wspomniał Rozrabiaka Mam poczucie swego rodzaju sprawiedliwości i równości smile Kto wie? Myślę, że w trakcie trwania związku nie błoby problemu się dostosować czy czasowo zmienić schemat. Jednak nie widzę się w sytuacji, kiedy od SAMEGO POCZĄTKU zostaje przedstawiona opcja wprowadzenia skrajnych dysproporcji w kosztach czy wkładzie ogólnym we wspólne życie. Choćby w wtedy, kiedy kogoś poznaję, kto zarabia dużo więcej ode mnie, powiedzmy tą 10 krotnie większą/mniejszą sumę. Jeśli już na starcie widzę taką sytuację, to odpuszczam, choćby nie wiem co nas łączyło. Chociaż, nie oszukujmy się, ludzi o tak odmiennym poziomie życia rzadko kiedy coś połączy na samym początku. Chyba, że.. jedna strona nie pracuje w ogóle a do tego bym nie dopuścił.

Co do samego Autora: nie dziwię się, że może mieć dość. Choćby to miało być te kilka randek czy spotkań, to czy po 3. lub 4. razie, kiedy to na jego głowie wszystko spoczywa, nie ma prawa poczuć się wykorzystywany? Nie mówimy o kasie czy chęci, ale samym podejściu z tej drugiej strony.
O to cały szum.

A Ty wiesz ile taka niańka kosztuje kasy? Musielibyście serio bardzo dobrze zarabiać. Iść do pracy na zasadzie, że ja chodzę,to Ty też musisz kosztem klepania biedy ,bo więcej niż połowa wyplaty pójdzie na niańkę jest bez sensu. Dlatego wiele kobiet czeka aż dzieci pójdą do szkoły

399

Odp: Kto powinien płacić w związku
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

tutaj laska ma milionowe inwestycje przed 30 i zarabia więcej. Więc chyba ci się wątek pomylił.
Raczej po ślubie koleś by nie miał żadnych zobowiązań. Ale ok. Lepiej robić zapasy w błocie o bilet do kina.


Piszemy o tym co jest teraz. To raczej Tobie się coś myli.
W tym układzie autor byłby idiotą gdyby tego ślubu chciał.


Ty byś chciała ślubu z kimś, o kim byś wiedziała że chce tylko brać, mimo że ma warunki by się rewanżować? Pasowało by Ci to?

Sęk w tym, że bardzo prawdopodobne iż ona go nie widzi w swoich planach małżeńskich. Gdyby patrzyła bardziej dalekosiężnie, to też miałaby inne podejście. Na razie to wygląda na "poeksploatować póki jest i kopnąć". Nie wygląda jakby ona zamierzała w niego inwestować cokolwiek, nie tylko w krótkiej perspektywie (bo wtedy pewnie dbałaby o uniknięcie nadmiernego skrócenia owej perspektywy).

400

Odp: Kto powinien płacić w związku
Nowe_otwarcie napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

tutaj laska ma milionowe inwestycje przed 30 i zarabia więcej. Więc chyba ci się wątek pomylił.
Raczej po ślubie koleś by nie miał żadnych zobowiązań. Ale ok. Lepiej robić zapasy w błocie o bilet do kina.


Piszemy o tym co jest teraz. To raczej Tobie się coś myli.
W tym układzie autor byłby idiotą gdyby tego ślubu chciał.


Ty byś chciała ślubu z kimś, o kim byś wiedziała że chce tylko brać, mimo że ma warunki by się rewanżować? Pasowało by Ci to?

Sęk w tym, że bardzo prawdopodobne iż ona go nie widzi w swoich planach małżeńskich. Gdyby patrzyła bardziej dalekosiężnie, to też miałaby inne podejście. Na razie to wygląda na "poeksploatować póki jest i kopnąć". Nie wygląda jakby ona zamierzała w niego inwestować cokolwiek, nie tylko w krótkiej perspektywie (bo wtedy pewnie dbałaby o uniknięcie nadmiernego skrócenia owej perspektywy).

Z tego żadnego małżeństwa nie będzie, to nawet nie jest poważny związek się spotykają co weekend,wymyslaja sobie atrakcje z tym,że tylko autor płaci, a sknera bogata jego dziewczyna nic nie płaci

401 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-11-04 15:59:54)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Co do samego Autora: nie dziwię się, że może mieć dość.
Choćby to miało być te kilka randek czy spotkań, to czy po 3. lub 4. razie, kiedy to na jego głowie wszystko spoczywa, nie ma prawa poczuć się wykorzystywany? Nie mówimy o kasie czy chęci, ale samym podejściu z tej drugiej strony.
O to cały szum. O to, że trafił na taką, która mierzy poziom zaangażowania faceta poprzez ilość czasu i środków, jakie poświęca dla niej już od samego początku. Nie zgrali się, ot co, więc najlepiej będzie, jak każdy pójdzie swoją drogą.
Każde z nich prezentuje odmienne podejście do związku i wkładu, jaki dana osoba powinna wnosić, gdzie każde może uważać spojrzenie drugiej strony za niewłaściwe czy "patologiczne" ( big_smile )

402

Odp: Kto powinien płacić w związku

Ci jest teraz? Teraz to On nie płaci za hotel co weekend, albo za 2 bilety do kina dla rodziców,  by mogli zostać sami smile

403

Odp: Kto powinien płacić w związku

Dobrze im obojgu wyjdzie, jeśli to się już "spali na panewce". Przynajmniej zaoszczędzi to wszystkim frustracji i nie zmarnują sobie nawzajem czasu big_smile

404

Odp: Kto powinien płacić w związku
Ela210 napisał/a:

Ci jest teraz? Teraz to On nie płaci za hotel co weekend, albo za 2 bilety do kina dla rodziców,  by mogli zostać sami smile

Nie płaci bo nie musi, ma osobą kondygnację 100m2 i oddzielne wejście.
Kolejna sytuacja, gdy sugestie na podst fantazji a nie podanych faktów

405

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

Nieuczciwe, według mnie, jest wspólne korzystanie ze środków i zasobów, które wypracowuje jedna osoba. Właściwie można się tutaj zatrzymać na środkach, czyli zarobkach.

Nieuczciwe, jeśli już, to jest zatrzymywanie się na zarobkach. Oraz utożsamianie zarobków z wkładem w związek też jest kompletnie nieuczciwe, jak tak lubisz ocenianie. Że nie powiem pachnie patologią... wink

bagienni_k napisał/a:

Czego bym oczekiwał? Przede wszystkim tego, że w ogóle będzie chciała pracować i się rozwijać. Zakładam(może błędnie), że też chce się dokładać do budżetu czy po prostu ma pewne aspiracje zawodowe. Natomiast nie naciskałbym na przebranżowienie, ale zapewne odczuwałbym pewien dyskomfort związany z dysproporcją zarobków. Zasadniczo spodziewałbym się, że sama z siebie będzie chciała zmienić pracę, bo sama z siebie ma ambicje na więcej.

Na związek z kobietą niepracującą bym nie poszedł, bo tym domem SAM też chce się zajmować. Uważam to za swój obowiązek a jednocześnie potrzebę, aby wiedzieć, co się w nim dzieje. Siłą rzeczy, nie chciałbym się władować w pracę, gdzie poza nią nie mam czasu ani siły na cokolwiek innego. Zatem, jeśli kobieta chce zajmować się domem to jedno. "Problem" w tym, że sam z własnej woli chce się TEŻ czymś w tym domu "martwić". smile Nie zamierzam traktować mieszkania jak hotelu, gdzie wszystko jest mi podstawione pod nos.
O opiece nad dziećmi nie wspominając..

Może mało jeszcze widziałem, ale nie znam osobiście żadnej kobiety, która w ogóle nie chciałaby pracować sama z siebie. Niekoniecznie tylko po to, aby zarobić na siebie, dom i rodzinę. Głównie ze względu na potrzebę samorealizacji i rozwoju zawodowego.

Ty cały czas przez "ja", tłumaczysz niczym Marcin krowie na rowie. A ja nadal w kwestii Twojego oceniania cudzych związków i układów czyli  pytam, czemu nieuczciwe jest coś innego niż Twoja koncepcja i oczekiwania, bo nieuczciwość pachnie kradzieżą albo oszustwem, a ja tego nie dostrzegam jeśli układ jest zgodny no i pytam,  czemu do diaska ta patologia. Patologia to skrajna część dysfunkcyjności, inne związki niż ten w Twoim modelu nie są dysfunkcyjne.

Przy okazji i w ramach zwiększania elastyczności to powiązanie pracy zarobkowej z rozwijaniem się jest częste ale nie obowiązkowe. Są też prace zarobkowe, w których gratyfikacja finansowa jest odsunięta w czasie oraz takie, w których rozwój zawodowy bardzo słabo się przekłada na zarobki bo tak.
Weźmy taką pielęgniarkę - zawód powołaniowy, z całą pewnością potrzebny, rozwijanie się jest absolutnie możliwe aż do profesury albo kilku specjalizacji włącznie. Przełożenie na zarobki umiarkowane i odsunięte w czasie.

Nie znasz kobiety, która nie chciałaby pracować sama z siebie? No to już znasz, przynajmniej z forum. Gdybym miała taką możliwość, już w czasie studiów zajęła bym się tym co mnie interesuje bez pracy zawodowej dochód przynoszącej. Przymus ekonomiczny - musiałam zapracować na luksus powrotu do tego, co musiałam mocno przemodelować i w pewnej części odłożyć na później. Rozwój pro bono, bez konieczności zarobkowania,  tak dla dobra ....ech, pomarzyć... smile

Ogromny worek ta patologia u Ciebie, bagienni_k. Troszkę mnie to śmieszy, bo jako żywo okresowo w życiu bywałam patologią w tym Twoim rozumieniu smile

Ten opisany w wątku związek podsumuję,  że trochę dziecinada, poziom ludzi bardzo młodych. Po 9 miesiącach problem , kto za kino płaci.

406 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-11-04 16:24:49)

Odp: Kto powinien płacić w związku

100 m2 z osobnym wejściem? Też bym się zastanawiał czy jest sens brać kredyt na osobne mieszkanie.. big_smile

O wynajmie nie wspominając...

edit:

Kradzieżą...Hmm, pomyślmy..? Blisko, blisko big_smile

To, co miałem do powiedzenia, zostało powiedziane. Nie zamierzam powtarzać w kółko tego samego. Jesteśmy różni, więc jeden drugiego może nie zrozumieć ani nie pojmować. Niech każdy żyje tak, jak uważa najlepiej, wedle swoich zasad i wizji, wraz z nazywaniem pewnych rzeczy czy zjawisk dokładnie tak, jak widzi..

Pod pojęciem  patologii kryją się różnorodne zjawiska.
Niektórzy uznają, że zdrada w postaci krótkotrwałego romansu czy skoku w bok to nic strasznego. Część, co gorsza, sądzi, że potrafi to wręcz uzdrowić związek w kryzysie. To również nazwę patologią, nawet w większym stopniu. Czy zatem przekonam tego kogoś, żeby zmienił swoje podejście? Zapewne nie big_smile
Dokładnie tak samo, jak ten ktoś mnie nie przekona, że zdradą i romansem można cokolwiek naprawić...

407

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

100 m2 z osobnym wejściem? Też bym się zastanawiał czy jest sens brać kredyt na osobne mieszkanie.. big_smile

O wynajmie nie wspominając...

edit:

Kradzieżą...Hmm, pomyślmy..? Blisko, blisko big_smile

To, co miałem do powiedzenia, zostało powiedziane. Nie zamierzam powtarzać w kółko tego samego. Jesteśmy różni, więc jeden drugiego może nie zrozumieć ani nie pojmować. Niech każdy żyje tak, jak uważa najlepiej, wedle swoich zasad i wizji, wraz z nazywaniem pewnych rzeczy czy zjawisk dokładnie tak, jak widzi..

Pod pojęciem  patologii kryją się różnorodne zjawiska.
Niektórzy uznają, że zdrada w postaci krótkotrwałego romansu czy skoku w bok to nic strasznego. Część, co gorsza, sądzi, że potrafi to wręcz uzdrowić związek w kryzysie. To również nazwę patologią, nawet w większym stopniu. Czy zatem przekonam tego kogoś, żeby zmienił swoje podejście? Zapewne nie big_smile
Dokładnie tak samo, jak ten ktoś mnie nie przekona, że zdradą i romansem można cokolwiek naprawić...

Co nie zmienia faktu, że patologią nazywasz to czym nie jest, bo ona ma swoją definicję i na pewno nie dotyczy nierównych zarobków w związku. Niejako jest to nadużycie z Twojej strony i nie dziw, że budzi oburzenie.

408 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-11-04 16:51:17)

Odp: Kto powinien płacić w związku

I teściowie na dole tych 100 m.kw. na stałe plus rozliczanie kosztów utrzymania wspólnego budynku z tymi teściami... auć!
Super rozwiązanie dla chłopaka w luźnym związku, dla małżeństwa co najmniej ryzykowne. Współwłasność nieruchomości z teściami to generator komplikacji.

Kradzież - wyjaśnij bliżej, nadal mi nie pasuje.

Nazywasz patologią coś, co absolutnie mieści się w normie, tyle podsumowania. Bez urazy, z jakiegoś powodu tak czynisz, wnikać nie zamierzam. smile

409

Odp: Kto powinien płacić w związku
Muqin napisał/a:

I teściowie na dole tych 100 m.kw. na stałe plus rozliczanie kosztów utrzymania wspólnego budynku z tymi teściami... auć!
Super rozwiązanie dla chłopaka w luźnym związku, dla małżeństwa co najmniej ryzykowne.

Kradzież - wyjaśnij bliżej, nadal mi nie pasuje.

Nazywasz patologią coś, co absolutnie mieści się w normie, tyle podsumowania. Bez urazy, z jakiegoś powodu tak czynisz, wnikać nie zamierzam. smile

A w życiu mieszkanie z teściowymi. Ja już setki historii dramatów czytałam młodych kobiet co się z teściowymi uzeraja

410 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-11-04 17:20:12)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Tu nie chodzi i mieszkanie,  tylko o randkowanie smile
Randkowanie z rodzicami na dole..

411

Odp: Kto powinien płacić w związku
Ela210 napisał/a:

Tu nie chodzi i mieszkanie,  tylko k randkowanie smile
Randkowanie z rodzicami na dole..

Nawet randkowanie to masakra.  Randki to się ma we dwoje,  a nie jeszcze teściowie na dole  big_smile

412 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-11-04 17:09:50)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Skoro nazywam to patologią, oznacza to, że się nie mieści w normie. Normie, jaką to ja sam postrzegam, nie muszą w ten sposób postrzegać tego inni.
Tak zaś postrzegam ZNACZĄCĄ lub też SKRAJNĄ dysproporcję zarobków czy wkładu w związek.

Tak samo, jak z tymi zdradami oraz ich "zbawiennym" wpływem na związki przechodzące kryzys.

Co do mieszkania(już nawet nie randkowania), to rozumiem, że teściów należy się obawiać, zanim się ich pozna? Nie pytam złośliwie, ciekaw jestem, bo sam ich nie mam, więc chętnie poznam spojrzenie z innej strony big_smile

Jeśli nawet młodzi by zbierali na wspólne mieszkanie, to nie wyobrażam sobie tymczasowo wynajmować mieszkania(o zapewne ze 2 razy mniejszej powierzchni) za podobną lub większą cenę, jeśli mam do dyspozycji taki metraż, jak Autor.

413

Odp: Kto powinien płacić w związku
Muqin napisał/a:

I teściowie na dole tych 100 m.kw. na stałe plus rozliczanie kosztów utrzymania wspólnego budynku z tymi teściami... auć!
Super rozwiązanie dla chłopaka w luźnym związku, dla małżeństwa co najmniej ryzykowne. Współwłasność nieruchomości z teściami to generator komplikacji.

Tu jakiś cyrk chyba dzisiaj zajechał.
Jacy teściowie? Jakiś ślub przeoczyłem?

Kolejne fantazje zamiast faktów.
Uwaga- oni sie spotykają, raz w tygodniu. Nie są małżeństwem i raczej się nie zanosi;).
Nie dlatego że jej coś nie odpowiada, bo tam wszystko pod nią. To raczej on podziękuję tej "wyższej lidze" xd

Nie muszą tego robić u niej ani w hotelu, jak sugerowała Ela, mogą u niego.
Wy to już nie wiecie czego się chwycić, by wyszło na Wasze.

Na obecną chwilę, to on tam jest sponsorem. Ona nic nie wnosi. Nawet jeśli się nie bujają na kanary co tydzień, to jednak. Jej nawet szkoda na chipsy w kinie. Wyższa liga XDD

To się po ślubie nie zmieni, niezależnie czego ona się nie dorobiła czy dostała. To wciąż będzie jej.

Zaś widząc jej postawę, to co po ślubie ( jeśli się jej tego uda kiedyś dokonać) ona zarobi, będzie wciąż jej, a to co on, będzie ich wspólne ;D

414 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-11-04 17:27:24)

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

Jeśli nawet młodzi by zbierali na wspólne mieszkanie, to nie wyobrażam sobie tymczasowo wynajmować mieszkania(o zapewne ze 2 razy mniejszej powierzchni) za podobną lub większą cenę, jeśli mam do dyspozycji taki metraż, jak Autor.

Tutaj mamy te hipotetyczną dziewczynę, a nie ciebie. Jeśli ona jest na swoim, to może czuć niechęć do powrotu do rodziców, a tym bardziej nie swoich.
Co do takiego mieszkania to ok, jeśli oboje nie mają jeszcze na własność swojej nieruchomości. Ale to przy założeniu, że rodzice są bezproblemowi, a optymalnie nawet kulturalni i wspierający związek.
Myślę, że problemem jest to że oni są na innych etapach życia. On powinien spotykać się z dziewczyną, która widzi się u niego i nie ma swojej nieruchomości, ona kogoś z kim będzie mogła inwestować i budować majątek, aż tata biznesman zaklaska uszami wink Trudno mi tez sobie wyobrazić, że rodzice biznesmani potraktują poważnie takiego chłopaka i będą im kibicować.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Nie dlatego że jej coś nie odpowiada, bo tam wszystko pod nią. To raczej on podziękuję tej "wyższej lidze" xd

A gdzie to jest napisane, że jej wszystko odpowiada? Jeśli on ma wątpliwości to ona też może mieć. Może dlatego tak się nie wyrywa bo nie jest co do niego przekonana? i cała zagadka rozwiązana.

415

Odp: Kto powinien płacić w związku

A oni to już zrobili czy jeszcze nie? Może dlatego tak narzeka, bo płaci za te randki i płaci a nic z tego nie ma. Tylko ona chodzi najedzona i opita na jego koszt big_smile.

416 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-11-04 17:24:22)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Hahahaha smile Koralina mistrz !

417

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

Pomaganie sobie w relacji? Jak najbardziej! Tylko przestańmy udawać, że przynajmniej pewne rzeczy są niewykonalne i dochodzi do jakiejś umowy, że "Ty robisz to a ja tamto i sobie w drogę nie wchodzimy". Ja tego nie kupuję, natomiast nie bronię nikomu postępować wedle swojej "wizji".

Ludzie zwykle nazywają to bodajże uzupełnianiem się w relacji.
Jeden woli sprzątać, drugi gotować.
Jeden dekorować dom, drugi majsterkować.
Nie rozumiem, jak można postrzegać coś takiego jako wykorzystywanie się nawzajem, skoro finalny efekt jest taki, że każdy dba o wspólny komfort.

418

Odp: Kto powinien płacić w związku

Moim zdaniem to nie jest żaden problem, jesli ktoś nie czuje chęci do relacji innej niż 50/50.
Bagiennik ma silny sprzeciw. Stara się to ubrać w słowa. Wykorzystywanie, patologia... Nie każdy musi być mistrzem pióra. On jest na nie, nas nie przekonał, ale to raczej świadczy o jego zdolnościach negocjacyjnych, niekoniecznie, że za tym kryje się jego naiwność, czy nieprawidłowe rozpoznaje swoich potrzeb.

419 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-11-04 17:40:25)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Trudno mi sobie wyobrazić małżeństwo między tą dwójką, tudzież dowolnymi dwiema osobami w takiej sytuacji, w jakiej się znajdują bohaterowie wątku. Za dużo ich różni. Nie wierzę za bardzo też, że dziewczynie to odpowiada, czy też raczej będzie odpowiadać dalej, w przyszłości. Każde z nich musiałoby mocno nagiąć swoje zasady czy też pójść na spory kompromis, aby wytrzymać ze sobą.
Autor nic nie wspomniał o tym, jak mu się wiedzie, chociaż chyba głodowej pensji nie zarabia. Dziewczyna zaś miała baaaardzo dobry start w życiu, więc teraz nawet bardziej potrzebowałaby kogoś, z kimś rzeczywiście będzie razem spijać śmietankę niż się martwić o to, czy jej partner zapewni jej atrakcje na odpowiednim poziomie.

Co do teściów, to widzę, że jednak panuje zgodność, co do faktu, że im dalej od młodych się znajdują tym lepiej.. big_smile Niektórzy to by woleli chyba, aby mieszkali rodzice ich partnera/partnerki mieszkali na innym kontynencie big_smile


edit: nie zamierzałem nikogo do niczego przekonywać big_smile Tzn. nie było moją intencją, aby ktokolwiek zrozumiał mój punkt widzenia. Celem było "jedynie" przedstawienie sytuacji z własnej perspektywy a jak to już ktoś odbierze - za to nie odpowiadam big_smile
Uzupełnianie się? Świetnie! big_smile Raz Ty ugotujesz obiad, raz ja. Raz Ty odkurzysz, innym razem ja. Osobiście lubię i gotować, i majsterkować, nie czuję obrzydzenia do żelazka, odkurzacza czy pralki big_smile Dochodzimy do momentu, gdzie pewne sprawy nie tyle lubię czy potrafię załatwiać, ale powinienem, choćbym za nimi specjalnie nie przepadał smile

420

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

A czy to jakieś wyjątkowo rzadkie zjawisko, że się nianię zatrudnia?

Na stałe przez kilka lat? Owszem, rzadkie zjawisko, ponieważ trzeba mieć spore zaplecze finansowe, by móc sobie na takie luksusy pozwolić.

bagienni_k napisał/a:

Jeśli nie ma pod bokiem dziadków czy rodziny.

Jakich dziadków czy rodziny?
Przecież nie jesteś z tych, co kogokolwiek wykorzystują.
A chyba opiekowanie się cudzym dzieckiem przez kilka godzin dziennie się do tego wlicza, prawda?
Mógłbyś im rzecz jasna zapłacić, ale to nie to samo, inny zasób.

bagienni_k napisał/a:

Sam nie miałbym nic przeciwko, aby partnerka poszła do pracy zamiast się zajmować dzieckiem, przynajmniej na pewnym etapie..

Przynajmniej na pewnym etapie, czyli kiedy?

bagienni_k napisał/a:

Jeśli tylko by się zgodziła, chociaż okres wychowania dziecka to zupełnie inna sprawa.

Co to znaczy, że inna sprawa?
To mogłaby do tej pracy wrócić od razu, czy nie?

421 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-11-04 17:42:39)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Mieszkanie dwóch pokoleń w jednym domu, jaki duży by nie był, rodzi konflikty.
Dochodzi jeszcze problem przyszłej partnerki autora, jeśli by taka się znalazła, co by chciała mieszkać de facto u jego rodziców, to by czuła się nie u siebie, więc wcześniej czy później to by nie wypaliło. Teraz każdy chce mieszkać na swoim.
Można powiedzieć, że to też by była patologia   big_smile

422

Odp: Kto powinien płacić w związku
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Moim zdaniem to nie jest żaden problem, jesli ktoś nie czuje chęci do relacji innej niż 50/50.
Bagiennik ma silny sprzeciw. Stara się to ubrać w słowa. Wykorzystywanie, patologia... Nie każdy musi być mistrzem pióra. On jest na nie, nas nie przekonał, ale to raczej świadczy o jego zdolnościach negocjacyjnych, niekoniecznie, że za tym kryje się jego naiwność, czy nieprawidłowe rozpoznaje swoich potrzeb.

Nie trzeba być mistrzem pióra, by okazywać innym szacunek. Tu tego zabrakło.
Mi osobiście totalnie zwisa i powiewa, jakie inni ludzie mają układy, ale te teksty o patologii i wykorzystywaniu są po prostu mega słabe.

423 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-11-04 17:56:45)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Oj, myślę, że chociaż pewien wycinek społeczeństwa w dzisiejszych czasach stać by było i na niańkę, opłacaną przez kilka lat. W końcu wiedzie nam się coraz lepiej smile

Zresztą sytuacja z wychowaniem dziecka akurat nie jest tutaj właściwym przykładem. Wiadomo, że ten okres jest szczególny, zatem utrzymanie rodziny na głowie faceta akurat wtedy, jest całkiem zrozumiałe(lub kobiety, jeśli tatuś się zdecyduje zostać z dzieckiem).

No, ale akurat nie o wychowaniu dziecka w krytycznym okresie była mowa.

wieka Teraz to i tak zapewne rzadkie przypadki, ale sam jeszcze pamiętam, jak w rodzinie, na prowincji, wielopokoleniowe domy były na porządku dziennym. Tylko, że właśnie.. Prowincja, więc tacy młodzi przez pewien czas nie mieli wyjścia, bo raczej zdobyty dochód wkładali w kupno działki czy budowę przyszłego domu. Jakiś czas mieszkali obok/pod/nad teściami, więc chyba jakoś dawali radę.. Można się domyślać, że częściowo wynikało to z czystej kalkulacji, dotyczącej ponoszonych kosztów, gdzie wynajem mieszkania i życie w mieście i tak by ich wyszło drożej, jeśli finalnie i tak chcieli się sami gdzieś wybudować. Zatem czasami, niektórzy mogą nawet przedkładać pragmatyzm nad własny komfort...Kto wie..
To akurat nie jest żadna opinia, lecz czysta obserwacja smile

edit: Happiness Bywam nieco szorstki czy zbyt bezpośredni, ale dość rzadko smile Staram się jednak nazywać rzeczy po imieniu, co nie każdemu musi odpowiadać big_smile

424 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-11-04 17:55:43)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Autor czuje się wykorzystywany.
Osobiście się z nim zgadzam, czerpiąc info z tego, co napisał. Wszyscy pozostali mają najwyraźniej inne zdanie. Ok, świetnie smile Różnimy się i to jest normalne.
Te różnice wyrażają się m.in. w sposobie nazywania pewnych zjawisk. Można je nazywać rzeczowo, można bardziej dyplomatycznie, najważniejsze, aby było to zgodne z własnym sumieniem i osobistym przekonaniem smile

425

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

Autor czuje się wykorzystywany.
Osobiście się z nim zgadzam, czerpiąc info z tego, co napisał. Wszyscy pozostali mają najwyraźniej inne zdanie. Ok, świetnie smile Różnimy się i to jest normalne.
Te różnice wyrażają się m.in. w sposobie nazywania pewnych zjawisk. Można je nazywać rzeczowo, można bardziej dyplomatycznie, najważniejsze, aby było to zgodne z własnym sumieniem i osobistym przekonaniem smile

Ja też się z Tobą zgadzam,że autor jest wykorzystywany w tej sytuacji

426 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2025-11-04 18:12:11)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Ile autor realnie może wydawać na randki i spotkania? Ile wydaje? Tego nie napisał. Chodzi średnio o 4 spotkania w miesiącu (po jednym w każdy weekend). Bilety do kina kosztują około 30 zł za sztukę, do tego dochodzi kolacja w restauracji – liczymy średnio 50 zł za danie, plus inne wydatki, więc około 150 zł na osobę (nie wiem gdzie i za ile, takie są mniej więcej ceny w zwyczajnej knajpie). Do tego jeszcze ok 50 zł na benzynę. W sumie daje to około 400 zł miesięcznie na samą rozrywkę. Czyli w skali miesiąca może wydać około 1.600 zł na randki. Dobrze liczę? big_smile

Jeśli twierdzi, że zarabia dobrze, to jakie to mogą być zarobki? Może 10 tys. zł? A może 15 tys. zł?  Więcej? 1.600 zł, w kontekście wyższych dochodów, nie wydaje się być dużą kwotą – raczej nieodczuwalną. Jednak w zestawieniu z faktem, że autor nie podał dokładnych liczb, można się zastanowić, czy nie powinien był wskazać dysproporcji, na tej podstawie można by to było lepiej ocenić.
Bo przecież autor przyszedł na forum z problemem – ja zarabiam mniej, ona WIĘCEJ, a więc powinna mnie odciążyć w kosztach randkowania.

Padło tu sformułowanie o "wyższej lidze". Biorąc pod uwagę znaczną dysproporcję w zarobkach, jest ono jak najbardziej uzasadnione. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy tak się buntują na to stwierdzenie. W kontekście dużej różnicy w dochodach, takie rozróżnienie jest całkowicie naturalne, bo jest jak najbardziej realne.

PS. Możecie sobie grillować mnie do woli tongue.

427

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

A czy to jakieś wyjątkowo rzadkie zjawisko, że się nianię zatrudnia? Jeśli nie ma pod bokiem dziadków czy rodziny. Wcale mnie to nie dziwi.
Sam nie miałbym nic przeciwko, aby partnerka poszła do pracy zamiast się zajmować dzieckiem, przynajmniej na pewnym etapie.. Koszty? W miarę równomierne big_smile
Jeśli tylko by się zgodziła, chociaż okres wychowania dziecka to zupełnie inna sprawa.

A jak byś rozliczył to zatrudnienie niani? Tak 50/50?
Sądzisz, że wystarczy mieć pieniądze, żeby wspólne przedsięwzięcie pt. "bierzemy nianię"okazało się sukcesem?
Jako że mam to za sobą pozwolę sobie zauważyć, że prócz pieniędzy na zapłacenie niani konieczny jest wkład (powiedzmy w uproszczeniu WNP)  w postaci skutecznego zalezienia tejże. I ten wkład po przeliczeniu na pieniądze kto wie, czy by cię nie okazał mieć wartości większej, niż same wydatki na pensję niani.

Co do dziadków i rodziny - też byś przeliczył? Skoro Twoja matka to Ty wnosisz WNP , przeliczasz i uwzględniasz w tym 50/50 ? A jeśli jej ciotka to wkład jest jej  i też rozliczamy? Poza tym , jak zauważyła Mrs. Happiness, wykorzystywanie jest nie ok, czyli niani z rodziny należy zapłacić. Uczciwie, po cenach rynkowych, składając się...50/50.

Bagienni_k, 50/50 to się da jako tako wykonać przy mniej więcej równych zarobkach, podziale obowiązków domowych, przy wynajmowanym lokalu /lokalu wspólnym 50/50, bez dzieci i bez klęsk czy większych zawirowań zewnętrznych i raczej krótkoterminowo. Taki związek Ci pasuje - ok. Ale jak przy okazji mnie zaliczasz do patologii to sobie poprotestuję, bo komplement to to nie jest.   No! smile

Tak przy okazji sobie obejrzałam swój najdłuższy związek i o ile w rozliczeniu krótkookresowym było bardzo różnie, w tym patologia w Twoim pojmowaniu i to mocna, bo i ja utrzymywałam całość przez jakiś czas i on też, o tyle w rozliczeniu długookresowym lat 23 to zasadniczo wyszło 50/50. Zabawne, przy zupełnie innym niż Twoje początkowym podejściu do rozliczeń tak wyszło, jakby naturalnie i bez spiny czy kłótni w temacie. smile

Bohaterowie wątku raczej się nie pobiorą, ale w ramach teoretyzowania to "młodzi  powinni być na swoim" jest od pokoleń znaną i dobrą radą.
Przy okazji teoretyzowania to takie 100 m kw. na piętrze nad rodzicami to niewiarygodnie silnie wiąże i z ludźmi i z miejscem, wyprowadzić się nijak, bo sami rodzice mogą nie podołać utrzymaniu domu, obcych najemców wprowadzić ryzyko i niewygoda... pozornie wspaniałe, a jak się bliżej przyjrzeć to niespecjalnie i usamodzielnieniu nie sprzyja.

428

Odp: Kto powinien płacić w związku
KoralinaJones napisał/a:

Ile autor realnie może wydawać na randki i spotkania? Ile wydaje? Tego nie napisał. Chodzi średnio o 4 spotkania w miesiącu (po jednym w każdy weekend). Bilety do kina kosztują około 30 zł za sztukę, do tego dochodzi kolacja w restauracji – liczymy średnio 50 zł za danie, plus inne wydatki, więc około 150 zł na osobę (nie wiem gdzie i za ile, takie są mniej więcej ceny w zwyczajnej knajpie). Do tego jeszcze ok 50 zł na benzynę. W sumie daje to około 400 zł miesięcznie na samą rozrywkę. Czyli w skali miesiąca może wydać około 1.600 zł na randki. Dobrze liczę? big_smile

Jeśli twierdzi, że zarabia dobrze, to jakie to mogą być zarobki? Może 10 tys. zł? A może 15 tys. zł?  Więcej? 1.600 zł, w kontekście wyższych dochodów, nie wydaje się być dużą kwotą – raczej nieodczuwalną. Jednak w zestawieniu z faktem, że autor nie podał dokładnych liczb, można się zastanowić, czy nie powinien był wskazać dysproporcji, na tej podstawie można by to było lepiej ocenić.
Bo przecież autor przyszedł na forum z problemem – ja zarabiam mniej, ona WIĘCEJ, a więc powinna mnie odciążyć w kosztach randkowania.

Padło tu sformułowanie o "wyższej lidze". Biorąc pod uwagę znaczną dysproporcję w zarobkach, jest ono jak najbardziej uzasadnione. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy tak się buntują na to stwierdzenie. W kontekście dużej różnicy w dochodach, takie rozróżnienie jest całkowicie naturalne, bo jest jak najbardziej realne.

PS. Możecie sobie grillować mnie do woli tongue.

Dobra to ja idem Ciebie grillować big_smile

429 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-11-04 18:23:52)

Odp: Kto powinien płacić w związku

nie padło nigdzie sformułowanie: za randki zawsze płacę JA.
płaci z tego co zrozumiałam zawsze płaci za wyjscia do restauracji.
ale zaraz- raz zaproponowała że zapłaci- nie chciał jeść- tego nie rozumiem właśnie, dlaczego.
może dlatego że nie padło wyrażne: zapraszam Cie Tomek czy coś w tym rodzaju? Moze dziewczyna jest nieobyta? formy towarzyskie sa dla niej kosmosem?- ale nie wiemy czy jest skąpa, bo nie wiemy czy:
- płaci za zakupy gdy spędzają czas u niej
- płaci za inne rzeczy: paliwo, kawę na mieście, kino- bo przecież nie tylko raz byli w kinie na tym spóżnionym seansie.
pewnie byli też na jakichś koncertach, wystawach itd.-autor na ten temat milczy.
natomiast jest tu wypominanie ile wydaje ona na siebie i to mi się nie podoba, nie przyszłoby mi do głowy porównywać hobbystycznych zakupów mojego lubego do wartości prezentów które mi daje.

430

Odp: Kto powinien płacić w związku
Julia life in UK napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:

Ile autor realnie może wydawać na randki i spotkania? Ile wydaje? Tego nie napisał. Chodzi średnio o 4 spotkania w miesiącu (po jednym w każdy weekend). Bilety do kina kosztują około 30 zł za sztukę, do tego dochodzi kolacja w restauracji – liczymy średnio 50 zł za danie, plus inne wydatki, więc około 150 zł na osobę (nie wiem gdzie i za ile, takie są mniej więcej ceny w zwyczajnej knajpie). Do tego jeszcze ok 50 zł na benzynę. W sumie daje to około 400 zł miesięcznie na samą rozrywkę. Czyli w skali miesiąca może wydać około 1.600 zł na randki. Dobrze liczę? big_smile

Jeśli twierdzi, że zarabia dobrze, to jakie to mogą być zarobki? Może 10 tys. zł? A może 15 tys. zł?  Więcej? 1.600 zł, w kontekście wyższych dochodów, nie wydaje się być dużą kwotą – raczej nieodczuwalną. Jednak w zestawieniu z faktem, że autor nie podał dokładnych liczb, można się zastanowić, czy nie powinien był wskazać dysproporcji, na tej podstawie można by to było lepiej ocenić.
Bo przecież autor przyszedł na forum z problemem – ja zarabiam mniej, ona WIĘCEJ, a więc powinna mnie odciążyć w kosztach randkowania.

Padło tu sformułowanie o "wyższej lidze". Biorąc pod uwagę znaczną dysproporcję w zarobkach, jest ono jak najbardziej uzasadnione. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy tak się buntują na to stwierdzenie. W kontekście dużej różnicy w dochodach, takie rozróżnienie jest całkowicie naturalne, bo jest jak najbardziej realne.

PS. Możecie sobie grillować mnie do woli tongue.

Dobra to ja idem Ciebie grillować big_smile

Na ochotnika się nie liczy tongue

431

Odp: Kto powinien płacić w związku
paslawek napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:

Ile autor realnie może wydawać na randki i spotkania? Ile wydaje? Tego nie napisał. Chodzi średnio o 4 spotkania w miesiącu (po jednym w każdy weekend). Bilety do kina kosztują około 30 zł za sztukę, do tego dochodzi kolacja w restauracji – liczymy średnio 50 zł za danie, plus inne wydatki, więc około 150 zł na osobę (nie wiem gdzie i za ile, takie są mniej więcej ceny w zwyczajnej knajpie). Do tego jeszcze ok 50 zł na benzynę. W sumie daje to około 400 zł miesięcznie na samą rozrywkę. Czyli w skali miesiąca może wydać około 1.600 zł na randki. Dobrze liczę? big_smile

Jeśli twierdzi, że zarabia dobrze, to jakie to mogą być zarobki? Może 10 tys. zł? A może 15 tys. zł?  Więcej? 1.600 zł, w kontekście wyższych dochodów, nie wydaje się być dużą kwotą – raczej nieodczuwalną. Jednak w zestawieniu z faktem, że autor nie podał dokładnych liczb, można się zastanowić, czy nie powinien był wskazać dysproporcji, na tej podstawie można by to było lepiej ocenić.
Bo przecież autor przyszedł na forum z problemem – ja zarabiam mniej, ona WIĘCEJ, a więc powinna mnie odciążyć w kosztach randkowania.

Padło tu sformułowanie o "wyższej lidze". Biorąc pod uwagę znaczną dysproporcję w zarobkach, jest ono jak najbardziej uzasadnione. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy tak się buntują na to stwierdzenie. W kontekście dużej różnicy w dochodach, takie rozróżnienie jest całkowicie naturalne, bo jest jak najbardziej realne.

PS. Możecie sobie grillować mnie do woli tongue.

Dobra to ja idem Ciebie grillować big_smile

Na ochotnika się nie liczy tongue

Dlaczego nie sad ?

432 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-11-04 19:08:39)

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

Autor czuje się wykorzystywany.
Osobiście się z nim zgadzam, czerpiąc info z tego, co napisał. Wszyscy pozostali mają najwyraźniej inne zdanie. Ok, świetnie smile Różnimy się i to jest normalne.
Te różnice wyrażają się m.in. w sposobie nazywania pewnych zjawisk. Można je nazywać rzeczowo, można bardziej dyplomatycznie, najważniejsze, aby było to zgodne z własnym sumieniem i osobistym przekonaniem smile

Jeśli jest wykorzystywany to na własne życzenie w relacji nie rokującej.
Choć pewnie jest już poza tym związkiem, a żale wylewa po fakcie.

433

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

Autor czuje się wykorzystywany.
Osobiście się z nim zgadzam, czerpiąc info z tego, co napisał. Wszyscy pozostali mają najwyraźniej inne zdanie. Ok, świetnie smile Różnimy się i to jest normalne.
Te różnice wyrażają się m.in. w sposobie nazywania pewnych zjawisk. Można je nazywać rzeczowo, można bardziej dyplomatycznie, najważniejsze, aby było to zgodne z własnym sumieniem i osobistym przekonaniem smile

Wiesz co Bagiennik, ja się cofnąłem jeszcze raz do pierwszego posta i coś mnie uderzyło. Mieszkają w dużym mieście wojewódzkim (nie chodzi raczej o Warsiawkę) i widują się tylko w weekendy. OK, niech to będzie nawet Łódź, Wrocław czy Poznań: ja mam w mojej aglo chyba godzinę autem na drugi koniec, nie więcej. Komunikacją miejską myślę że też dałbym rady w podobnym czasie. Nie przypominam sobie żebym z jakąkolwiek dziewczyną/kobietą, która mieszkała z mojej aglo, spotykał się tylko w weekendy (z obecną partnerką tak się widywaliśmy jedynie w weekendy tylko jeśli w tygodniu roboczym byłem poza nie tylko miastem, ale i województwem). I im bardziej się wczytuję w całość, tym mniej widzę w autorze coś więcej niż beznakładowy czasoumilacz na ułamek weekendu. Nie na cały weekend, tylko na jego ułamek. Kogoś, kogo tylko brak pojawienia się w jej otoczeniu faceta z grubsza jej odpowiadającego (nie mówię nawet o kimś kto wywoła efekt wow) dzieli od dostania od niej kopa. I albo autor tego nawet w pełni nie ogarnia albo właśnie zaczyna to rozumieć i stąd te rozkminy. Może czuje, że może ją jeszcze nazwać partnerką (tylko czy ona też zdecydowanie nazywa go swoim partnerem?) trochę na tej zasadzie co w jednym kawale:

- Panie dyrektorze, pracuję już w tej firmie 10 lat i dotąd ani razu nie prosiłem o podwyżkę...
- Panie Kowalski, pan to źle ujął: pan tu pracuje tylko dlatego, że pan dotąd nie prosił o podwyżkę

Patrzę na to wszystko i nie wykluczam, że jak to się ostatecznie rozpadnie, to gość po pewnym czasie uzna że to było 9 straconych miesięcy.

434 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-11-04 19:18:42)

Odp: Kto powinien płacić w związku

NO, to już są twoje uprzedzenia. Mogą się spotykać tak rzadko bo on nie wykazuje inicjatywy.
Wyjazd weekendowy wymyśliła ona. Teraz organizuje włoski strajk z biletami do teatru. Ale nie napisał jakie on ma pomysły na spędzenie czasu wolnego. Może ona po prostu nie poczuwa się wychodzić przed szereg i pchać to na wyższy level?

435 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-11-04 19:24:31)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Muqin
Zakładam, że jeśli ktoś wynajmuje nianię, nie robi tego bezmyślnie, nie zdając sobie sprawy z kosztów oraz nie przemyślając tego uprzednio. Czy dzielić wydatek pół na pół? Czemu nie? Rodzinie zaś nie mam zamiaru płacić, to jest oczywiste. Zresztą, często sami z siebie wykazują chęć opieki nad wnukami, przynajmniej czasowej.
W ogóle opieki nad maleńkim dzieckiem nie uwzględniałem w całej tej dyskusji. Wiadomo, że jest to wyjątkowa sytuacja, aczkolwiek przewidywalna w znacznym stopniu. Biorąc pod uwagę, że to jednak w zdecydowanej większości matki zostają z dziećmi w domu, podczas urlopu macierzyńskiego, nie widzę powodu, aby nie nie dnać w TYM KONKRETNYM czasie o domowe finanse.
Co do Twojego długiego związku: udało się prowadzić wydatki w systemie pół na pół? No niebywałe!:D Jedna rzecz mi się nasunęła: wiadomo, że w trakcie zwiazku różnie bywa. Sama przyznałaś, że raz utrzymanie całości spoczywało na jednej stronie, raz na drugiej. Życie biegnie różnymi ścieżkami, więc ciężko przewidzieć, jak się sytuacja potoczy.
Pytanie zasadnicze brzmi: czy byłabyś gotowa świadomie wejść w taką relację, gdzie OD SAMEGO POCZĄTKU ten podział miałby być skrajnie asymetryczny? Zaczynając od wkładu i kosztów, związanych z rozwojem relacji, jak potencjalnego późniejszego życia....? Poznając potencjalnego partnera, wiesz, że dzieli Was znacząca różnica w zarobkach (choćby 10-krotna), ale poza tym świetnie się dogadujecie i razem tworzylibyście zgraną parę, uzupełniając się wzajemnie?
Jeśli oczekujesz ode mnie odpowiedzi, to właśnie brzmi ona: zdecydowane NIE big_smile
Nie wspominam już o tym, że raczej miałbym marną szansę kogoś takiego w ogóle spotkać na swojej drodze.

Odnośnie domów wielopokoleniowych: docelowo, to wiadomo, że młodzi raczej chcą być na swoim. Nie należy wykluczyć, że będą jednak postawieni przed pewnymi wyborami, gdzie zdecydują się przez jakiś czas zamieszkać na takim własnym piętrze, gromadząc w tym czasie środki na zakup własnego mieszkania czy domu, zamiast wynajmować mieszkanie i płacić za nie obcym ludziom. Zakładamy, że z teściami da się jakoś blisko żyć. big_smile

436

Odp: Kto powinien płacić w związku

Bagienni_k, i tak bywa, bo nie ma innego wyjścia, w gospodarstwach rolnych to jest norma.
Ale młodzi obecnie, jak widać mają podobne dylematy, bo rodzice budowali domy w zamyśle, żeby dziecko z nimi mieszkało na starość, szczególnie ci co wcześniej mieszkali na swoim i nie zdają sobie sprawy na co się piszą, bo ten kij ma dwa końce, choć na pewno są rodziny co się zgadzają.
W przypadku autora nie dogadali by się co do mieszkania razem, nie jedna rokująca para rozeszła się z tego względu.

437

Odp: Kto powinien płacić w związku
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

NO, to już są twoje uprzedzenia. Mogą się spotykać tak rzadko bo on nie wykazuje inicjatywy.

Smutna, jakie moje uprzedzenia? Przypomnij sobie co wiele osób pisało o takim spotykaniu się jedynie w weekendy (i nie był to tylko Jack). Przypomnij sobie wątki, w których autor/autorka pisze że spotyka się ze swoją bliską osobą w weekendy. Jakie teksty temu towarzyszyły? "Ja pracuję w Warszawie, on w Krakowie"; "Ja znalazłam pracę w dużym mieście, on został w rodzinnym mniejszym mieście". Smutna, to były chyba wyłącznie przypadki osób mieszkających/pracujących w innych miastach, związki na odległość. Oni żyją w jednym mieście i jest to najwyżej Łódź  czy Kraków. Jak oboje chcą, to widzą się częściej w takiej sytuacji; jest tak nawet jeśli jednemu na tym zależy, a drugie ani bardzo na tak ani w sumie na nie. Dzieje się tak jedynie gdy albo oboje mają wylane na coś więcej niż okazyjny czasoumilacz albo jedno co prawda chce, ale drugie - wręcz przeciwnie (tylko pojawia się pytanie: czemu?)


SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Może ona po prostu nie poczuwa się wychodzić przed szereg i pchać to na wyższy level?

No, z tym że u niej nie widać chęci wchodzenia na wyższy level, to się z tobą zgodzę.

438 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-11-04 20:19:11)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Jedno z nich. Ty zakładasz, że na pewno ona. To jest uprzedzenie.

bagienni_k napisał/a:

Muqin
Zakładam, że jeśli ktoś wynajmuje nianię, nie robi tego bezmyślnie, nie zdając sobie sprawy z kosztów oraz nie przemyślając tego uprzednio. Czy dzielić wydatek pół na pół? Czemu nie? Rodzinie zaś nie mam zamiaru płacić, to jest oczywiste. Zresztą, często sami z siebie wykazują chęć opieki nad wnukami, przynajmniej czasowej.

Tak, tak na pewno babcie 70+ marzą, żeby robić przysiady i skłony przy raczkującym niemowlaku przez kilka godzin kiedy mama pracuje.
Fakt, że zakładasz, że ktoś, najpewniej kobieta z twojej rodziny tak za darmo na emeryturze wskoczy w nowy etat u ciebie na chacie, po 3 stronach perrorowania o 50/50 jest niezłym podsumowaniem mentalności polskiego chłopa. To , że wykazują ochotę robić coś za darmo, nie znaczy, że taki honorowy i etyczny mężczyzna jak ty, ma im sie nie zrewanżować zastrzykiem gotówki wink

439

Odp: Kto powinien płacić w związku

W tej chwili dzieci nie posiadam, ale kto wie, co by było, gdyby.. big_smile

Przykłady zaczerpnąłem zaś z bliskiej rodziny, kiedy to rzeczywiście dziadkowie przejmowali opiekę(przynajmniej częściową) nad wnukami.  Jako, że sami rodzice dość wcześnie urodzili, to ci dziadkowie jeszcze nieco krzepy potrafili z siebie wydobyć. W każdym razie, jakoś te dzieciaki przetrwały a oboje rodzice pracowali, tudzież studiowali(kończyli)
Wszyscy przetrwali big_smile

To nieco inny styl życia, gdyż kuzynostwo dość wcześnie zakładało rodziny - zostawali rodzicami między 20 a 25 rokiem życia, czasami nieco później. Z kolei ich rodzice(czyli dziadkowie) zostawali owymi dziadkami tuż po 50ce. Taki lajf smile

440 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-11-04 20:43:12)

Odp: Kto powinien płacić w związku

I tuż po 50 taka babcia, aby nie być nazwaną przez rodzinę pasożytem, powinna zrezygnować ze swojego życia i zostać darmową niańką na etat?
Bagiennik: 40 zł za godzinę w Krakowie przez 8 godzin to 320 zł dziennie. Tyle kosztuje niańka.
Tak dla informacji.
I to nie jest wygórowana stawka za ciężką pracę.
Ja sama jie zrobiłam tego mojej Mamie, płaciłam niani. Przez krótki czas przyjezdzala tesciowa bo bardzo chciała, decyzja ex męża.
Mama nic nie jest Ci winna, no chyba że ma do odrobienia na wnukach, bo sama podrzucała dzieci dziadkom.
Ja nie mam smile
Czy było mnie stać mieć nianię przez wiele lat na pełen etat? Zgadnij? Nie.
Więc kobieta zostaję często w domu kosztem swojej pracy. Co z tego wynika?
Że  nie warto wiązać się z mężczyzną, który brak pracy zawodowej nazwie wykorzystywaniem męża, chyba że dzieci są naprawdę wykluczone..
A ponieważ instynkt nakazuje nam łączyć się w pary dla prokreacji, czy się chce czy nie chce dzieci deklaratywnie, tęgo typu postawa mężczyzny nie jest atrakcyjna podświadomie.

441

Odp: Kto powinien płacić w związku

A tak naprawdę do 3 roku życia dziecko powinna wychowywać mama.
Żadna babcia czy niania nie zastąpi rodzica.

442

Odp: Kto powinien płacić w związku

Z tego, co mi wiadomo, to owe babcie(moje ciotki) podejmowały się tego z racji wolnego czasu, więc niczego nie musiały poświęcać za bardzo smile Wcześniej odeszły na emeryturę z racji problemów zdrowotnych lub specyfiki wykonywanego dotychczas zawodu. Nie siedziały z tymi dziećmi 24/h, ale poświęcały im na tyle sporo czasu, że rodzice mogli pracować albo się jeszcze dokształcać. Dodatkowo, nawet, kiedy dzieci były nieco starsze, przejmowały nad nimi opiekę w niektóre weekendy, kiedy rodzice sobie razem spędzali czas ze sobą.

443 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-11-04 20:57:34)

Odp: Kto powinien płacić w związku
wieka napisał/a:

A tak naprawdę do 3 roku życia dziecko powinna wychowywać mama.
Żadna babcia czy niania nie zastąpi rodzica.

Są jeszcze żłobki. Pamiętasz coś takiego? Miliony ludzi w Polsce jako dzieciaki przez nie przeszły i normalnie żyją.

444

Odp: Kto powinien płacić w związku

Spodziewałbym się jednak, że kwestia żłobka czy niani jest bardziej hamowana przez zasadę ograniczonego zaufania do obcej osoby, która ma się dzieckiem opiekować...Myślę, że dopiero, jak się zostaje rodzicem, można to w pełni zrozumieć.
Natomiast "podrzucanie" dzieci na krócej lub dłużej dziadkom, było w mojej rodzinie dość powszechne.

445

Odp: Kto powinien płacić w związku
Nowe_otwarcie napisał/a:
wieka napisał/a:

A tak naprawdę do 3 roku życia dziecko powinna wychowywać mama.
Żadna babcia czy niania nie zastąpi rodzica.

Są jeszcze żłobki. Pamiętasz coś takiego? Miliony ludzi w Polsce jako dzieciaki przez nie przeszli i normalnie żyją.

Żłobki też są drogie w Polsce. Jak ktoś ma iść zarabiać pieniądze na nianki/żłóbki i rachunki po czym wszyscy domownicy mieli by klepac biedę to pójście do pracy się wogole nie opłaca w tym przypadku. Moja bratowa chodzi do pracy,ale ona to musiała, bo mają kredyt do spłacenia i sama mówiła mi "ze gdyby nie kredyt to by została z dziećmi w domu aż pójdą do szkoły, bo haruję jak dziki osioł a nic z tego nie ma" . Jeszcze dobrze, ze moj brat pracuje to chociaz na zycie mają

446

Odp: Kto powinien płacić w związku
Julia life in UK napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
wieka napisał/a:

A tak naprawdę do 3 roku życia dziecko powinna wychowywać mama.
Żadna babcia czy niania nie zastąpi rodzica.

Są jeszcze żłobki. Pamiętasz coś takiego? Miliony ludzi w Polsce jako dzieciaki przez nie przeszli i normalnie żyją.

Żłobki też są drogie w Polsce. Jak ktoś ma iść zarabiać pieniądze na nianki/żłóbki i rachunki po czym wszyscy domownicy mieli by klepac biedę to pójście do pracy się wogole nie opłaca w tym przypadku. Moja bratowa chodzi do pracy,ale ona to musiała, bo mają kredyt do spłacenia i sama mówiła mi "ze gdyby nie kredyt to by została z dziećmi w domu aż pójdą do szkoły, bo haruję jak dziki osioł a nic z tego nie ma" . Jeszcze dobrze, ze moj brat pracuje to chociaz na zycie mają

Julcia, Ty już przestań kombinować, bo znamy Cię nie od dziś i wiemy że chwycisz się każdego pretekstu (niczym tonąc brzytwy) by nie pracować wink

447

Odp: Kto powinien płacić w związku

Dziękuję wszystkim za tak żywą dyskusję i udział w niej mimo że nie zgadzam się ze wszystkimi opiniami to doceniam zaangażowanie w temat.
Na początek żeby rozwiać wątpliwości ten temat to nie jest fejk. To jest realny problem z którym mierzę się od pewnego czasu. Wiem że dużo w tym mojej winy. Nie chodzi o wydawane pieniądze i to że żałuję czegoś kupować czy wydawać na partnerkę.
Na początku zupełnie mi to nie przeszkadzało. Po jakimś czasie przyszło zastanowienie.
Ostatnio a w zasadzie od wspólnego wyjazdu kilkudniowego nad morze zacząłem się martwić czy nie robię sobie kłopotu. Czy ja się nie zaangażuję emocjonalnie a ta relacja tak naprawdę nie rokuje w żaden sposób. Dodam że wyjazd opłacony po połowie za hotel i paliwo.
Koszty życia natomiast podczas wyjazdu już po mojej stronie. Partnerka ani razu nie wyciągnęła portfela do płacenia przez te wszystkie dni wypoczynku.
Zgadzam się z opiniami że my raczej do siebie nie pasujemy. Jesteśmy chyba z innych światów i nie chodzi tu jedynie o kwestie finansowe.
Tak w ogóle można być bogatym z urodzenia ale biednym mentalnie. Partnerka ma bogatych ale wiekowych rodziców. Została ustawiona materialnie tylko pytanie czy potrafi zarządzać odpowiednio majątkiem. Ja mam wątpliwości i wynika to z moich obserwacji. Nie ma takiego majątku którego nie można zmarnować jeśli nie potrafi się wydawać rozsądnie pieniędzy .
Pełne szafy markowych ubrań i dziesiątki par butów to wszystko kosztuje.
Ktoś wspomniał o milionowych inwestycjach...
Nie tu chodzi o małe mieszkania które nie mają takich wartości. Oczywiście lepiej mieć niż nie mieć. Tak czy owak ona po pół roku od zakupienia w kredycie drugiego mieszkania wynajęła swoje pierwsze kupione przez rodziców i wprowadziła się do willi rodziców gdyż tak łatwiej.
Mieszkamy po dwóch stronach dużego miasta wojewódzkiego.
Dzieli nas jakieś 45 minut drogi. Spotykamy się głównie w weekendy. W tygodniu jeśli już to przejeżdżam w większości ja. Partnerka jest zupełnie niedostępna trzy dni w tygodniu ze względów zawodowych. W pozostałe dwa dni też bywa problem ponieważ siłownia, nauka języka i czasami koleżanki.
Co więcej czasami sama odwołuje spotkanie z powodu jakichś zajęć albo jest zwyczajnie zmęczona.
Mało jest tego czasu.
Ogólnie jakieś 95% naszych spotkań kończy się z jej inicjatywy. Po prostu przychodzi taki moment że mówi iż musimy się zbierać bo jest późno albo ma coś jeszcze do zrobienia. W weekend jest dokładnie to samo.
Spotykamy się w sobotnie popołudnie i spędzamy czas do niedzieli.
Czuję się właśnie od jakiegoś czasu właśnie jak taki czasoumilacz a nie do końca partner.
Świadczą też o tym uwagi jakobym nie angażował się odpowiednio, nie proponował spontanicznych wyjść i wyjazdów.
Tylko pytam co proponuje moja partnerka ?
Tak to prawda że większość czasu spędzamy u niej a nie u mnie. Z tym że posiłki są głównie na mieście. Partnerka nie gotuje. Czasami zrobimy razem pizzę albo spaghetti. Zostaje wino i herbata oraz coś słodkiego. Zawsze przywożę coś ze sobą.
Partnerka twierdzi że od początku znajomości jest na bardzo wysokich obrotach. Jest sobą zachwycona. Nie ma sobie nic do zarzucenia.
Lubi gdy coś się dzieje, lubi wyjścia itp.
Sorry ale ja tego nie widzę.
Ja dostrzegam w niej osobowość narcystyczną. Trudno z nią rozmawiać. Argumentów raczej nie słyszy i nie przyjmuje.
Ktoś wspomniał o kinie... byliśmy cztery razy i zawsze ją płaciłem. Ostatnio wróciliśmy mimo że staliśmy pod kasami z biletami ale uznała że 20 w sobotę to za późno mimo że to był jej pomysł... ręce mi opadły , to wtedy gdy po drodze mówiła że wzięła chipsy bo za drogo kupować w kinie. Dla mnie sorry ale to żenada.
Dla odmiany kiedy idziemy na zakupy jest bardzo aktywna i zawsze prowadzi zakupy z telefonem w ręku rozmawiając z mamą i konsultując się cały czas, robiąc zdjęcia i dzieląc nimi. Ja tam wtedy robię jako kwiatek do kożucha.

Po prostu jesteśmy różni i nic chyba z tego nie będzie.

448 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-11-04 21:15:22)

Odp: Kto powinien płacić w związku
wieka napisał/a:

A tak naprawdę do 3 roku życia dziecko powinna wychowywać mama.
Żadna babcia czy niania nie zastąpi rodzica.

dokładnie- tylko powiedz to gosciowi który uważa taką pracę za pasozytnictwo, czy nie ma pojęcia jak wygląda żłobek

Autorze, skoro tak jest jak opisujesz, to nie są problemem te pieniądze na wyjsciach, tylko ogólny jej brak zaangażowania.
Daj sobie z Nią spokój. Nie wyglada to na wytęsknione weekendy, gdy czas jest tylko dla partnera i cos się dla niego robi a cały świat nie istnieje.

449 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-11-04 21:13:24)

Odp: Kto powinien płacić w związku
Nowe_otwarcie napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Są jeszcze żłobki. Pamiętasz coś takiego? Miliony ludzi w Polsce jako dzieciaki przez nie przeszli i normalnie żyją.

Żłobki też są drogie w Polsce. Jak ktoś ma iść zarabiać pieniądze na nianki/żłóbki i rachunki po czym wszyscy domownicy mieli by klepac biedę to pójście do pracy się wogole nie opłaca w tym przypadku. Moja bratowa chodzi do pracy,ale ona to musiała, bo mają kredyt do spłacenia i sama mówiła mi "ze gdyby nie kredyt to by została z dziećmi w domu aż pójdą do szkoły, bo haruję jak dziki osioł a nic z tego nie ma" . Jeszcze dobrze, ze moj brat pracuje to chociaz na zycie mają

Julcia, Ty już przestań kombinować, bo znamy Cię nie od dziś i wiemy że chwycisz się każdego pretekstu (niczym tonąc brzytwy) by nie pracować wink

Ale ja nie pisalam o sobie tym razem,a to,ze ja nie chce pracować to oglaszam wszem i wobec i nawet tego nie ukrywam big_smile

Natomiast prawda jest też to,ze jezeli kobieta nie ma dość wysokich zarobkow to większość swojej wyplaty wyda albo na nianke albo na zlobek i tez to zależy od ilosci dzieci-im ma wiecej tych dzieci tym wiecej zaplaci.  Wiec iść do pracy tylko dlatego, ze mąż chodzi, a klepac pozniej biede to wogole sie nie opłaca i lepiej przeczekac aż dzieci pojda do darmowej szkoły 

A ja tez nie idę do pracy, bo za niedługo bede bisneswomen

450

Odp: Kto powinien płacić w związku
bagienni_k napisał/a:

Z tego, co mi wiadomo, to owe babcie(moje ciotki) podejmowały się tego z racji wolnego czasu, więc niczego nie musiały poświęcać za bardzo smile Wcześniej odeszły na emeryturę z racji problemów zdrowotnych lub specyfiki wykonywanego dotychczas zawodu. Nie siedziały z tymi dziećmi 24/h, ale poświęcały im na tyle sporo czasu, że rodzice mogli pracować albo się jeszcze dokształcać. Dodatkowo, nawet, kiedy dzieci były nieco starsze, przejmowały nad nimi opiekę w niektóre weekendy, kiedy rodzice sobie razem spędzali czas ze sobą.

Nie o to chodzi, że nie mogą, ale to nie temat o wychowywaniu dzieci, więc nie ma co rozkładać na czynniki pierwsze.

451 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-11-04 21:15:19)

Odp: Kto powinien płacić w związku
Ela210 napisał/a:

Czy było mnie stać mieć nianię przez wiele lat na pełen etat? Zgadnij? Nie.
Więc kobieta zostaję często w domu kosztem swojej pracy. Co z tego wynika?
Że  nie warto wiązać się z mężczyzną, który brak pracy zawodowej nazwie wykorzystywaniem męża, chyba że dzieci są naprawdę wykluczone..
A ponieważ instynkt nakazuje nam łączyć się w pary dla prokreacji, czy się chce czy nie chce dzieci deklaratywnie, tęgo typu postawa mężczyzny nie jest atrakcyjna podświadomie.

Aaaa, tu Cię boli. Czyli jednak wyliczyli Ci emeryturę i stąd te gorzkie żale i wkurw skierowany w stronę ex męża?
Wiesz co, dziwię się że akurat Ty to piszesz, bo  (jako co najmniej kilka lat starsza ode mnie) lepiej pamiętasz dawniejsze czasy, kiedy ludzie (W TYM KOBIETY) korzystali ze żłobków i nie wydziwiali (oraz nie wydziwiały) jak dziś i mimo braku męża zarabiającego 10 koła na rękę i płatnej niańki potrafili zacisnąć pasa, odmówić sobie czegoś (RAZEM!) i mimo wszystko potrafili być szczęśliwi!

452

Odp: Kto powinien płacić w związku
Nowe_otwarcie napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Czy było mnie stać mieć nianię przez wiele lat na pełen etat? Zgadnij? Nie.
Więc kobieta zostaję często w domu kosztem swojej pracy. Co z tego wynika?
Że  nie warto wiązać się z mężczyzną, który brak pracy zawodowej nazwie wykorzystywaniem męża, chyba że dzieci są naprawdę wykluczone..
A ponieważ instynkt nakazuje nam łączyć się w pary dla prokreacji, czy się chce czy nie chce dzieci deklaratywnie, tęgo typu postawa mężczyzny nie jest atrakcyjna podświadomie.

Aaaa, tu Cię boli. Czyli jednak wyliczyli Ci emeryturę i stąd te gorzkie żale i wkurw skierowany w stronę ex męża?
Wiesz co, dziwię się że akurat Ty to piszesz, bo  (jako co najmniej kilka lat starsza ode mnie) lepiej pamiętasz dawniejsze czasy, kiedy ludzie (W TYM KOBIETY) korzystali ze żłobków i nie wydziwiali (oraz nie wydziwiały) jak dziś i mimo braku męża zarabiającego 10 koła na rękę i płatnej niańki potrafili zacisnąć pasa, odmówić sobie czegoś (RAZEM!) i mimo wszystko potrafili być szczęśliwi!

Tylko porównaj sobie jakie byly ceny wszystkiego kiedyś, a jakie są teraz. To nawet nie ma co porownywac.  A ludzie nie tylko sobie odmawiali, ale tez i dzieciom jak juz musieli zaciskac pasa to cala rodzinka zazwyczaj

453

Odp: Kto powinien płacić w związku

Carlitos9, od początku nie widać między wami uczucia, wieje chłodem, nic też o tym nie piszesz.
Do tego jest wam nie po drodze, więc nie marnujcie sobie nawzajem czasu.

454 Ostatnio edytowany przez carlitos9 (2025-11-04 21:28:55)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Napewno jest także moja wina i wszyscy praktycznie wspominaliście że komunikacja z mojej strony szwankuje i ok zgadzam się tylko od jakiegoś czasu jestem przez partnerkę regularnie wpędzany właśnie w to cholerne poczucie winy a ona nie ma sobie nic do zarzucenia kiedy ja nie widzę jej specjalnego zaangażowania.

Zaczęło się od jakiegoś czasu że ja nie wymyślam, nie organizuję itp.
z tym że ja za wszystko płaciłem od początku i ok płaciłbym dalej ale gdzie w tym wszystkim druga strona ? Co jest w stanie zaproponować?
Akcja z kinem i chipsami mnie rozwaliła ale to nic. Wyjazd nad morze pokazał że to skrajnie roszczeniowa osoba.

455 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2025-11-04 21:30:17)

Odp: Kto powinien płacić w związku

Autorze, podtrzymuję wszystko, co napisałam w poprzednich postach, w szczególności to, że od razu rzuca się w oczy, iż dziewczyna jest przyzwyczajona do pieniędzy, do tego, że ktoś w nią inwestuje – niezależnie od tego, czy są to rodzice, pracodawca, czy partner.
Nie wydaje się też zbyt dojrzała. Scenka z zakupów mnie rozbawiła – nic nie stało na przeszkodzie, by wybrała się na babskie zakupy z matką, zamiast marnować Twój czas.

Posty [ 391 do 455 z 948 ]

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kto powinien płacić w związku

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026