Salomonka napisał/a:aż skręca człowieka, że ten ideał nie odwzajemnia twojego zaangażowania nawet w jednym procencie i nie liczy się z tobą ani z twoim zdaniem na temat Bartusia. Gdyby nie to, to oczywiście bylibyście parą doskonale perfekcyjną.
No ba, myślę że po tym wszystkim co już o nas wiecie, to nikt nie ma żadnych wątpliwości, że tak by właśnie było. Bo i zresztą było
Słuchajcie, nie chcę się tutaj przechwalać, bo i nie ma czym tak po prawdzie, ale przez te ponad trzydzieści lat dorosłego życia w okresach kiedy nie byłem akurat czyimś mężem, poznawałem całe tabuny dziewczyn i kobiet, które mniej lub bardziej były mną zainteresowane, tylko szkopuł tkwił w tym, że niestety ja nimi wcale. Nie dlatego, że były brzydkie, bo z brzydkimi się nie spotykam. Nie dlatego, że fizycznie mi nie odpowiadały, bo z takimi też się nie spotykam. Generalnie wszystkie były ładne i atrakcyjne, no może z pewnymi wyjątkami od reguły, które "troszkę" oszukiwały za zdjęciach i kiedy po nie podjeżdżałem na umówione miejsce spotkania i pierwszy raz ujrzałem moją wybrankę na żywo, to już nie było jak i gdzie kurwa zawrócić, a że wóz mam na tyle charakterystyczny i przed spotkaniem informuję czym przyjadę, to były sytuacje na przykład takie, że celowo przejeżdżałem obok czekającej na mnie laski, jadąc dalej i paląc głupa, że patrzę w telefon (niby sprawdzam w nim adres, który mi wcześniej podała, a naprawdę zerkam spode łba na drogę, gdzie tu można szybko spierdolić) a po chwili ten jebany telefon zaczyna dzwonić i na wyświetlaczu widzę jej numer, no to przecież nie ucieknę jak pizda, skoro i tak już mnie widziała i dobrze wie, że ja ją też, ale to takie tam anegdoty do opowiadania przy wódce z kolegami, a nie rozwlekania się tutaj niepotrzebnie.
Do czego zmierzam w kolejnym przydługim wywodzie... ano do tego, że w swoim bardzo długim życiu ja więcej czasu randkowałem i spotykałem się z różnymi typiarami, niż większość z was tu obecnych żyje na tym świecie, więc czytając w kółko o kryteriach wyboru, które jak już mamy ustalone posiadam chujowe, za to inni mają lepsze, a wiedzę na ten temat wynieśli po kilku latach spędzonych z jednym partnerem i często jedynym związku w ogóle, no to nie wiem... Nie będę teraz czytał jeszcze raz od początku piętnastu poprzednich stron wątku i wyszukiwał cytatów ze złotymi myślami, więc za przykład niech posłuży ten jeden, który szczególnie się utrwalił w mej pamięci, bo chyba dwadzieścia minut musiałem sprzątać biurko i czyścić laptopa, które zaplułem frytkami z keczupem jak to przeczytałem.
Cytuję z pamięci, bo już nie chce mi się teraz kopać i tego szukać...
- Czesio, ale to jaką ktoś jest matką, mówi wszystko o tym jakim jest człowiekiem
Czyżby. Przeanalizujmy zatem tę błyskotliwą myśl odnosząc jej treść do osoby z którą się ożeniłem...
Setny raz powtórzę, że kiedy ją poznałem, jedną z pierwszych rzeczy, którą od niej usłyszałem było to, że nie radziła sobie ze swoim krnąbrnym synem i kiedy któregoś dnia zabroniła mu wyjść z domu, a on ją odepchnął, żeby zeszła mu z drogi, podjęła decyzję o wyeksmitowaniu szczeniaka do jego ojca w trybie natychmiastowym, po czym ucięła z nim wszelkie kontakty. Rok później się poznaliśmy i przez kolejny rok ta sytuacja nie uległa zmianie.
Rozumiem, że to świadczy najlepiej o tym, jak podłym i okrutnym człowiekiem była moja żona już w momencie, kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem, ale jej dupa i cycki przesłoniły mi trzeźwy osąd zdarzeń, no bo jak wiemy, kierowałem się zjebanymi kryteriami wyboru, to nie ma się co dziwić, że teraz mam to co mam.
Zgadza się? Dobrze, idźmy więc dalej...
To co mam teraz, to jest sytuacja odwrócona o 180 stopni w której moja żona nie dopuszcza możliwości pozbycia się pasożyta z naszego mieszkania, nawet pod groźbą wyrażoną w ostateczności na tyle dosadnie w formie ustnej oraz pisemnej, aby nie było co do tego żadnych wątpliwości, że jeśli on się nie wyprowadzi, ja to zrobię i ta kwestia nie podlega żadnej dyskusji, żadnym negocjacjom ani umowom, których poza mną nikt w tym domu nie dotrzymuje.
No i teraz się dowiaduję, że skoro ona wybrała utrzymywanie darmozjada zamiast swojego męża w mojej skromnej osobie, to po raz kolejny tylko udowodniła swoim postępowaniem, jak złym i zepsutym jest człowiekiem.
Zgadza się? Czy mam przepierdolić cały wątek od początku i odszukać konkretne wypowiedzi konkretnych użytkowników na dowód, że zostało tutaj napisane to co zostało napisane? Bo serio mi się nie chce, ale jeśli będę musiał...
W ocenie forumowiczów, niezależnie od tego jak w danym czasie czy sytuacji postępuje moja żona, jest to zawsze potwierdzeniem tego, że branie z nią ślubu było najgorszą decyzją w moim życiu, ale gdybym się kierował innymi kryteriami wyboru, mógłbym tego wszystkiego uniknąć i żyć spokojnie u boku kogoś innego.
No to pomówmy o tych kryteriach wyboru, które niemal w każdej wypowiedzi się przewijają...
- Wiesz Czesio, ja jestem ze swoim facetem siedem lat i oczywiście mieliśmy w tym czasie różne kwasy, nieprzyjemne sytuacje czy gorsze momenty, ale powiem ci że patrząc z szerszej perspektywy, teraz jest nawet lepiej niż było na początku, tak że wiesz.
Chyba nie wiem. Z tego wpisu wynika, że inni dopuszczają w swoich związkach "różne kwasy, nieprzyjemne sytuacje czy gorsze momenty" bo ogólnie mają w sumie lepiej niż mieli wcześniej. Czesio natomiast jest głupi tolerując wybryki swojej małżonki, no ale co się jemu dziwić, skoro on za kryterium wyboru przyjmuje... Zaraz zaraz, chwila moment. Gdybyś Ty kierowała się innymi kryteriami przy wyborze obecnego partnera, to mogłabyś uniknąć tych wszystkich kwasów, nieprzyjemnych sytuacji czy gorszych momentów, nie przeleciała Ci taka myśl między uszami? Dlaczego nie odeszłaś wiedząc że dokonałaś chujowego wyboru na podstawie równie chujowych kryteriów i nie związałaś się z kimś innym na podstawie innych kryteriów, a wtedy nie było żadnych kwasów, żadnych nieprzyjemnych sytuacji czy gorszych momentów?
No i jak? Szach mat? Czy dalej będziemy sobie radośnie pierdolić o kryteriach wyboru ze szklanej kuli, którą każdy ma zawsze przy sobie...