Bert44 napisał/a:No slodko
Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina...
Zmyj podłogę wyrzuć śmieci, potem idz wyprowadz psa.... ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kto powinien płacić w związku
Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 … 15 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Bert44 napisał/a:No slodko
Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina...
Zmyj podłogę wyrzuć śmieci, potem idz wyprowadz psa.... ![]()
Podobne tematy
Zmyj podłogę wyrzuć śmieci, potem idz wyprowadz psa....
Nie znałam tego kawałka. Trzeba przyznać, że nie zostawia zbyt wiele miejsca na interpretację ![]()
Bert44 napisał/a:Zmyj podłogę wyrzuć śmieci, potem idz wyprowadz psa....
Nie znałam tego kawałka. Trzeba przyznać, że nie zostawia zbyt wiele miejsca na interpretację
Zawsze ciągnęło mnie w stronę miłosnych ballad
Karmaniewraca napisał/a:I jest tak że ludzie powinni celować w swoją ligę, pisze tu o tym smutna i wujek czesiek. To istnieje i im szybciej ludzie się wkoncu z tym pogodzą tym mniej rozczarowań będzie.
Ciekawe co na to partnerka Cristiano Ronaldo
malam na myśli z ligii atrakcyjności. Co do ligii majętności to w pewnym kręgach takich jak lekarze, teraz już mniej prawnicy raczej wiążą się w swoich bankach ale obecnie związki są raczej już mocno mieszane statusowo.
Żona Cristiano chyba jest dość młoda i ładna calkiem rodzinna a o to chyba chodzi? Nie o to że ma robić sciepe na paliwo, ale ma budować ognisko domowe, zajmować się rodziną, być czuła, miła i ma do tego warunki żeby taka być
Tutaj te rozważania forumowych dziadków są naprawdę dość ponure i smutne.
Nie chcę ich poraz kolejny obrażać ale naprawdę istnieją mężczyźni którzy po prostu lubią płacić, robić prezenty i wy możecie mieć inne zdanie które nikogo nie obchodzi bo nie macie pojęcia o związkach bo ich nie macie.
Karmaniewraca napisał/a:I jest tak że ludzie powinni celować w swoją ligę, pisze tu o tym smutna i wujek czesiek. To istnieje i im szybciej ludzie się wkoncu z tym pogodzą tym mniej rozczarowań będzie.
Ciekawe co na to partnerka Cristiano Ronaldo
No jak to co? Przecież dla kobiet zarezerwowane jest święte prawo do hipergamii! ![]()
Poza tym CR7, z majątkiem szacowanym na circa 1,4 miliarda kapusty, zalicza się w sumie do wyjątków, do kilku tysięcy najbogatszych przedstawicieli naszego globu (a ze względu na status celebrycko-kultowy - przynajmniej w oczach wielu kibiców - staje się jeszcze bardziej wyjątkowy), a wyjątki rządzą się swoimi prawami, a nie ogólnymi regułami. Zwykły mieszkaniec AS (o pracownikach zagranicznych, zwłaszcza z biednych krajów nie mówiąc) nie mógłby sobie pozwolić na takie wyskoki, na jakie tam wszyscy przymykają oko, a i sama Georgina nie miałaby tam takiego luzu (i nie mówię o luzie finansowym) gdyby była żoną powiedzmy jakiegoś tajskiego czy banglijskiego robotnika pracującego w AS.
Ergo: wyjątki są kiepskim argumentem do uzasadniania reguł...
To ja jeszcze dorzucam 3 grosze.
W okolicach matury, początku studiów miałam swój feministyczny woke
Wyszło no to, że skoro mam trochę grosza to najuczciwsza opcja zawsze płacić za siebie. Z praktyki mi wyszło, że to było wyjątkowo dziwne.
Byłam trochę jak Harry Styles, czyli facet malujący paznokcie w spódnicy. Chłopcy nie nadrabiali tego charakterem, fajnymi akcjami. Ci fajni po prostu nie wiedzieli jak się odnaleźć i zachować, ci pasożytniczy pasożytowali.
Trochę straciłam zapał do wymyślania koła na nowo i jednak w PL to się nie sprawdza.
W Skandynawii natomiast jest ok. Laska która nie płaci wychodzi na tandetną i można poznać kogoś fajnego w modelu 50/50. Tylko, że tam faceci są trochę inaczej wychowywani i trochę więcej potrafa wnosić poza portfelem.
W Niemczech chyba kobiety mają woke i płacą same, ale też potrafią trzymać za mordę. Przynajmniej tak twierdzą koledzy, którzy przyjeżdżają do polskich filii z Berlina szukać żony
Co sądzicie, w innych krajach jak by odpowiedzieli w tym wątku?
Tutaj te rozważania forumowych dziadków są naprawdę dość ponure i smutne.
Nie chcę ich poraz kolejny obrażać ale naprawdę istnieją mężczyźni którzy po prostu lubią płacić, robić prezenty i wy możecie mieć inne zdanie które nikogo nie obchodzi bo nie macie pojęcia o związkach bo ich nie macie.
Zależy od kultury. Szwedzi i Duńczycy są raczej powściągliwi w tym temacie, ale też nie oczekują żeby im prac gatki i gotować ![]()
Karmaniewraca napisał/a:Tutaj te rozważania forumowych dziadków są naprawdę dość ponure i smutne.
Nie chcę ich poraz kolejny obrażać ale naprawdę istnieją mężczyźni którzy po prostu lubią płacić, robić prezenty i wy możecie mieć inne zdanie które nikogo nie obchodzi bo nie macie pojęcia o związkach bo ich nie macie.Zależy od kultury. Szwedzi i Duńczycy są raczej powściągliwi w tym temacie, ale też nie oczekują żeby im prac gatki i gotować
W Anglii to zazwyczaj placi facet na pierwszej randce,a na kazdej kolejnej placa po polowie-ale to jest regula ogólna, a wiadomo, że są wyjatki
Karmaniewraca napisał/a:I jest tak że ludzie powinni celować w swoją ligę, pisze tu o tym smutna i wujek czesiek. To istnieje i im szybciej ludzie się wkoncu z tym pogodzą tym mniej rozczarowań będzie.
Ciekawe co na to partnerka Cristiano Ronaldo
A czy on przypadkiem nie jest najsilniej związany z matką?
Karmaniewraca napisał/a:Tutaj te rozważania forumowych dziadków są naprawdę dość ponure i smutne.
Nie chcę ich poraz kolejny obrażać ale naprawdę istnieją mężczyźni którzy po prostu lubią płacić, robić prezenty i wy możecie mieć inne zdanie które nikogo nie obchodzi bo nie macie pojęcia o związkach bo ich nie macie.Zależy od kultury. Szwedzi i Duńczycy są raczej powściągliwi w tym temacie, ale też nie oczekują żeby im prac gatki i gotować
Właśnie czasem oglądam ciekawostki na temat Norwegii. Tam nie ma czegoś takiego, że mężczyzna pomaga w domu, on jest partnerem robi w domu to samo co partnerka.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:Karmaniewraca napisał/a:Tutaj te rozważania forumowych dziadków są naprawdę dość ponure i smutne.
Nie chcę ich poraz kolejny obrażać ale naprawdę istnieją mężczyźni którzy po prostu lubią płacić, robić prezenty i wy możecie mieć inne zdanie które nikogo nie obchodzi bo nie macie pojęcia o związkach bo ich nie macie.Zależy od kultury. Szwedzi i Duńczycy są raczej powściągliwi w tym temacie, ale też nie oczekują żeby im prac gatki i gotować
Właśnie czasem oglądam ciekawostki na temat Norwegii. Tam nie ma czegoś takiego, że mężczyzna pomaga w domu, on jest partnerem robi w domu to samo co partnerka.
I tak powinno byc. Pomagać to moga dzieci, a maz/partner to ma tak samo robic w domu wszystko co kobieta i to bez dyskusji żadnej i wymowek,ze on chodzi do pracy,zwłaszcza jezeli kobieta tez pracuje
Tamiraa napisał/a:SmutnaDziewczyna007 napisał/a:Zależy od kultury. Szwedzi i Duńczycy są raczej powściągliwi w tym temacie, ale też nie oczekują żeby im prac gatki i gotować
Właśnie czasem oglądam ciekawostki na temat Norwegii. Tam nie ma czegoś takiego, że mężczyzna pomaga w domu, on jest partnerem robi w domu to samo co partnerka.
I tak powinno byc. Pomagać to moga dzieci, a maz/partner to ma tak samo robic w domu wszystko co kobieta i to bez dyskusji żadnej i wymowek,ze on chodzi do pracy,zwłaszcza jezeli kobieta tez pracuje
Nie bede prasował i co mi kto zrobi ![]()
Julia life in UK napisał/a:Tamiraa napisał/a:Właśnie czasem oglądam ciekawostki na temat Norwegii. Tam nie ma czegoś takiego, że mężczyzna pomaga w domu, on jest partnerem robi w domu to samo co partnerka.
I tak powinno byc. Pomagać to moga dzieci, a maz/partner to ma tak samo robic w domu wszystko co kobieta i to bez dyskusji żadnej i wymowek,ze on chodzi do pracy,zwłaszcza jezeli kobieta tez pracuje
Nie bede prasował i co mi kto zrobi
To nie bedziesz se miał wyprasowanych ubrań ![]()
paslawek napisał/a:Julia life in UK napisał/a:I tak powinno byc. Pomagać to moga dzieci, a maz/partner to ma tak samo robic w domu wszystko co kobieta i to bez dyskusji żadnej i wymowek,ze on chodzi do pracy,zwłaszcza jezeli kobieta tez pracuje
Nie bede prasował i co mi kto zrobi
To nie bedziesz se miał wyprasowanych ubrań
Phi
![]()
Julia life in UK napisał/a:paslawek napisał/a:Nie bede prasował i co mi kto zrobi
To nie bedziesz se miał wyprasowanych ubrań
Phi
![]()
No tak będzie phi ![]()
Zawsze ciągnęło mnie w stronę miłosnych ballad
Mmm… wrażliwiec
A podobno takich mężczyzn już nie ma ![]()
malam na myśli z ligii atrakcyjności. Co do ligii majętności to w pewnym kręgach takich jak lekarze, teraz już mniej prawnicy raczej wiążą się w swoich bankach ale obecnie związki są raczej już mocno mieszane statusowo.
Powiem tak.
Zgadzam się z tym, że lepiej gdy ludzi więcej łączy niż dzieli.
Natomiast zupełnie nie rozumiem spłycania tego do poziomu wyglądu i pieniędzy, co miało miejsce również w tym temacie, ponieważ na atrakcyjność składa się bardzo wiele czynników.
Jeśli brać pod uwagę wspólne życie, to według mnie dużo istotniejsza jest dojrzałość emocjonalna, inteligencja, otwartość, poczucie humoru, dobre maniery, brak nałogów, zaradność, wartości, jakimi kieruje się w życiu dany człowiek.
Zdrowy styl przywiązania.
Kompatybilny język miłości.
Bo są to cechy dużo bardziej stałe niż kasa i fizyczność.
Żona Cristiano chyba jest dość młoda i ładna calkiem rodzinna a o to chyba chodzi? Nie o to że ma robić sciepe na paliwo, ale ma budować ognisko domowe, zajmować się rodziną, być czuła, miła i ma do tego warunki żeby taka być
A już na pewno ma dużą motywację, by pielęgnować cechy przez niego pożądane.
Niejedna jędza przepoczwarzyłaby się w miłą i rodzinną, gdyby otrzymała szansę na takie życie.
Ergo: wyjątki są kiepskim argumentem do uzasadniania reguł...
Większość bardzo zamożnych ludzi to mężczyźni.
Ciężko byłoby im wiązać się tylko z kobietami z własnej ligi.
Także, mimo że zwykle nie są to aż tak spektakularne awanse społeczne, zdarzają się dość często.
Karmaniewraca napisał/a:malam na myśli z ligii atrakcyjności. Co do ligii majętności to w pewnym kręgach takich jak lekarze, teraz już mniej prawnicy raczej wiążą się w swoich bankach ale obecnie związki są raczej już mocno mieszane statusowo.
Powiem tak.
Zgadzam się z tym, że lepiej gdy ludzi więcej łączy niż dzieli.
Natomiast zupełnie nie rozumiem spłycania tego do poziomu wyglądu i pieniędzy, co miało miejsce również w tym temacie, ponieważ na atrakcyjność składa się bardzo wiele czynników.
Jeśli brać pod uwagę wspólne życie, to według mnie dużo istotniejsza jest dojrzałość emocjonalna, inteligencja, otwartość, poczucie humoru, dobre maniery, brak nałogów, zaradność, wartości, jakimi kieruje się w życiu dany człowiek.
Zdrowy styl przywiązania.
Kompatybilny język miłości.
Bo są to cechy dużo bardziej stałe niż kasa i fizyczność.
Problem w tym, że różnice w zarobkach bardzo szybko dają znać o sobie, zwłaszcza kiedy jedna z osób stać na więcej od drugiej. Idąc śladem panów, którzy preferują płacenie na randce 50/50 - weźmy pod uwagę taką sytuację: on zaprasza ją do miejsca, które odpowiada jego możliwościom finansowym, oczekiwaniom i stylowi życia, a ona nie jest w stanie za tym nadążyć. Co mamy wtedy? Sytuację krępującą dla niej, ponieważ staje przed koniecznością sprostania czemuś, na co finansowo jej nie stać. W rezultacie może poczuć się niekomfortowo i zniechęcona, a sama randka/spotkanie zamiast przyjemnością, staje się źródłem stresu i nieporozumień.
Mówienie, że pieniądze się nie liczą, jest piękne i romantyczne, ale niestety czysto teoretyczne w większości przypadków. Co więcej, zapraszanie kobiety do drogiego miejsca lub na które być może ją nie stać (tego nie wiadomo na początku), a potem oczekiwanie, że podzieli się kosztami w części po prostu jest nieeleganckie. To wywołuje poczucie dyskomfortu i niezręczności, zamiast budować przyjemną atmosferę na spotkaniu. Działa to oczywiście także w drugą stronę.
Bardziej przyjaźnie już chyba tego wyrazić się na da. Starałam się.
KoralinaJones napisał/a:adekwatna postawa po randce, na której muszę płacić – nie ma po randce seksu
![]()
.
No i taką postawę, to ja szanuję
![]()
A tak poważnie, spróbujmy chociaż, nigdy nie ma czegoś takiego jak pół na pół, a każdy kto powie, że on tak ma, zwyczajnie kłamie albo nie potrafi dobrze liczyć. Przynajmniej kiedy jeszcze się poruszamy w tych pierwszych tygodniach czy miesiącach znajomości, to zawsze facet inwestuje więcej i nie ma chuja we wsi, żeby było inaczej. I tutaj nie chodzi nawet o jakieś oczekiwania dziewcząt czy wyrywność chłopców, tylko po prostu tak jest przyjęte i koniec kropka. Można sobie psioczyć, można sobie ponarzekać, ale finalnie i tak wychodzi tak, że to koleś zabezpiecza finansowo spędzanie razem czasu, a typiara albo dołoży, albo nie dołoży i jeśli jest warta zachodu (ma zgrabny tyłek, fajne cycki, ładną buzię i dobrze robi loda na przykład) to żaden facet nie będzie grymasił ani marudził, jeśli jednak nie dołoży.
Oczywiście zaraz się ktoś oburzy i chyba wiem nawet kto, że co ja pierdolę, że nie można wszystkich kobiet traktować jak kurwy, że muszę sobie polutować to i owo, bo coś mi nie styka... Tak? Mi nie styka? No to proszę bardzo niech ktoś mi opowie na przykład o tym jak wygląda klasyczny podryw w pubie, klubie czy na baletach. Od czego się wszystko zaczyna i jaki ma to później przebieg? No ja wiem, dla niektórych klasyczny podryw w lokalu, to chodzenie co sobotę wieczorem w te same miejsca, stanie we trzech przy barze albo pod ścianą i czekanie do czwartej nad ranem, aż ktoś do nich zagada, co wiemy wszyscy doskonale, że nigdy się nie zdarza, więc?
Może podpowiem. Klasyczny podryw w miejscach tego typu najczęściej lub zawsze wygląda tak, że faceci obcinają towarzystwo, typują potencjalnie rokujące egzemplarze i kolejno do nich podbijają, zaczynając od tych najładniejszych.- Przepraszam młoda damo, mogę ci postawić drinka?
Nie od tego się zaczyna? (...).
Całkiem możliwe, że przeważająca część męskiego towarzystwa tego nie rozumie, bo nigdy nie stanęła przed takim "dylematem". Ich jedyne doświadczenia to najczęściej spotkania, które mają charakter rozmów kwalifikacyjnych z portali randkowych, gdzie oczekuje się, że każda strona zapłaci za siebie.
Dlatego prostym rozwiązaniem będzie właśnie celowanie w kogoś ze "swojej półki", pod warunkiem, że zamożniejsza strona nie godzi się na stałe lub okresowe sponsorowanie strony mniej zamożnej. Poza tym, owa "ta sama półka" to nie tylko półka finansowa, ale też zawodowo-środowiskowo-towarzyska. Osoby o znacznych rozbieżnościach w samych finansach raczej rzadko spotkają się razem w jednym miejscu. Jeśli nawet, to potem może wystąpić znacząca różnica co wizji podziału i wkładu w związek, jak u Autora(jeśli sobie tego wcześniej nie omówili a tylko oczekują odpowiedniego działania z przeciwnej strony).
Osoba zarabiająca średnią krajową rzadko chyba przebywa w towarzystwie osób, których pensje sięgają kwot pięciocyfrowych, ale tych z górnego zakresu widełek, chyba, że są to kontakty krótkotrwałe.
Z drugiej strony, różnice w zarobkach mogą dopiero się pogłębić po jakimś czasie, kiedy jedno bardziej dynamicznie rozwija swoją karierę a drugie skupia się na domu albo lubi swoją pracę, choć jest ona stosunkowo mało płatna.
Problem w tym, że różnice w zarobkach bardzo szybko dają znać o sobie, zwłaszcza kiedy jedna z osób stać na więcej od drugiej.
To zależy, jaki oboje mają stosunek do pieniędzy.
Gdy koniecznie zależy im na równym podziale, to oczywiście wyraźne dysproporcje w aspekcie finansowym stają się problematyczne, aczkolwiek wielu mężczyzn wcale nie oczekuje, by kobieta płaciła dokładnie tyle samo, a jedynie, by się czasem zrewanżowała i generalnie okazywała zaangażowanie w relację, zamiast tylko brać.
Mówię to także z własnego doświadczenia.
Po kilku latach związku mój partner mocno mnie przegonił w zarobkach.
Nie spowodowało to żadnych wielkich rewolucji między nami.
Idąc śladem panów, którzy preferują płacenie na randce 50/50 - weźmy pod uwagę taką sytuację: on zaprasza ją do miejsca, które odpowiada jego możliwościom finansowym, oczekiwaniom i stylowi życia, a ona nie jest w stanie za tym nadążyć. Co mamy wtedy? Sytuację krępującą dla niej, ponieważ staje przed koniecznością sprostania czemuś, na co finansowo jej nie stać. W rezultacie może poczuć się niekomfortowo i zniechęcona, a sama randka/spotkanie zamiast przyjemnością, staje się źródłem stresu i nieporozumień.
Dlatego podkreśliłam kilka cech, które pozwalają zminimalizować ryzyko takich sytuacji.
Uważność na drugą osobę nie jest niczym niezwykłym w przypadku mężczyzny dojrzałego i empatycznego.
Mówienie, że pieniądze się nie liczą, jest piękne i romantyczne, ale niestety czysto teoretyczne w większości przypadków.
Liczą się, ale nie są najważniejsze.
Co więcej, zapraszanie kobiety do drogiego miejsca lub na które być może ją nie stać (tego nie wiadomo na początku), a potem oczekiwanie, że podzieli się kosztami w części po prostu jest nieeleganckie. To wywołuje poczucie dyskomfortu i niezręczności, zamiast budować przyjemną atmosferę na spotkaniu. Działa to oczywiście także w drugą stronę.
Zgadzam się.
No jak to co? Przecież dla kobiet zarezerwowane jest święte prawo do hipergamii!
Nie da się ukryć - jest. Nadal. Skutek uboczny tysięcy lat patriarchatu. To swoiste "prawo" pojawia się na całym świecie, w różnych kulturach i raczej nie zniknie tak - ot. Kiedyś zapewne tak, ale raczej nie za naszego życia.
To nie jest moja feministyczna odchyłka, tak na wszelki wypadek zaznaczam. To akurat czysto kulturoznawcza informacja.
Tam, gdzie (niszowo) był/jest matriarchat (rozumiany bardzo szeroko i potocznie, nie definicyjnie) zjawisko pojawia się śladowo i absolutnie nie jest dla kobiet zarezerwowane, wręcz przeciwnie jeśli już.
(...) Idąc śladem panów, którzy preferują płacenie na randce 50/50 - weźmy pod uwagę taką sytuację: on zaprasza ją do miejsca, które odpowiada jego możliwościom finansowym, oczekiwaniom i stylowi życia, a ona nie jest w stanie za tym nadążyć. Co mamy wtedy? Sytuację krępującą dla niej, ponieważ staje przed koniecznością sprostania czemuś, na co finansowo jej nie stać. W rezultacie może poczuć się niekomfortowo i zniechęcona, a sama randka/spotkanie zamiast przyjemnością, staje się źródłem stresu i nieporozumień(...)
Dokładnie tak bym się właśnie poczuł na miejscu takiej kobiety: niezręcznie i krępująco, gdyż poczucie rewanżu nakazuje mi się odwdzięczyć, choćby następnym razem..
(...) Idąc śladem panów, którzy preferują płacenie na randce 50/50 - weźmy pod uwagę taką sytuację: on zaprasza ją do miejsca, które odpowiada jego możliwościom finansowym, oczekiwaniom i stylowi życia, a ona nie jest w stanie za tym nadążyć. Co mamy wtedy? Sytuację krępującą dla niej, ponieważ staje przed koniecznością sprostania czemuś, na co finansowo jej nie stać. W rezultacie może poczuć się niekomfortowo i zniechęcona, a sama randka/spotkanie zamiast przyjemnością, staje się źródłem stresu i nieporozumień(...)
Dokładnie tak bym się właśnie poczuł na miejscu takiej kobiety: niezręcznie i krępująco, gdyż poczucie rewanżu nakazuje mi się odwdzięczyć, choćby następnym razem..
Jeżeli kobieta jest pewna, że mężczyzna jest nią zainteresowany i chce się z nią spotykać, nic nie stoi na przeszkodzie, by zaprosiła go na spotkanie czy zaproponowała randkę w ramach rewanżu, kierując się własnymi możliwościami finansowymi. Oczywiście, przy różnicy w zarobkach, znalezienie równowagi na poziomie księgowym jest niemożliwe. Jeśli jednak zapraszam mężczyznę do mojego świata, na moich zasadach, nie oczekiwałabym, że pokryje on połowę kosztów takiego spotkania, niezależnie od tego, na jakim poziomie finansowym się znajdujemy. Idea "dorzucenia się do randki/spotkania" przez drugą stronę, zwłaszcza na tych wcześniejszych etapach spotykania się, o których wspomniał Wujek Czesiek, jest po prostu niestosowna i niekulturalna.
Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, by zaproponować zapłacenie części kosztów rachunku, jednak w przeważających przypadkach, wśród ludzi, którzy się szanują, taka propozycja może zostać odebrana jako nietakt czy wręcz jako obraza.
Zazwyczaj to mężczyźni są wyczuleni na tym punkcie, choć jak widać nie wszyscy. Może to zależy od tego, kto w jakim towarzystwie się obraca.
Co więcej, zapraszanie kobiety do drogiego miejsca lub na które być może ją nie stać (tego nie wiadomo na początku), a potem oczekiwanie, że podzieli się kosztami w części po prostu jest nieeleganckie. To wywołuje poczucie dyskomfortu i niezręczności, zamiast budować przyjemną atmosferę na spotkaniu. Działa to oczywiście także w drugą stronę.
Bardziej przyjaźnie już chyba tego wyrazić się na da. Starałam się.
No widzisz, dlatego właśnie delikatnie i z taktem zaproponowałem Ci wyjście do maca. Miałabyś swobodę w uiszczeniu rachunku, gdybyś liczyła na seks.
A Ty kręcisz nosem i wymyślasz... No nie dogodzisz babie ![]()
Właśnie, o ten rewanż( w takiej czy innej formie, niekoniecznie tej samej) od początku się rozchodzi. Poza tym, jeśli na początkowym etapie jedno czy drugie zaprasza, to raczej wiadomo, że zapłacić powinien tek, kto zaprosił, zamiast wymagać, aby się druga strona koniecznie dorzuciła.
Natomiast, jeśli mówimy np. o jakimś dłuższym wyjeździe czy szeregu atrakcji, to jednak wolałbym, aby koszty były zróżnicowane, tym bardziej jeśli oboje się decydujemy na wspólne spędzanie czasu. Chyba, że chłop zarabia sześciocyfrową kwotę /msc i ma całkowicie gdzieś, ile wyda na kilkudniowy wyjazd czy dwutygodniowe wakacje nie wiadomo gdzie..
Właśnie, o ten rewanż( w takiej czy innej formie, niekoniecznie tej samej) od początku się rozchodzi. Poza tym, jeśli na początkowym etapie jedno czy drugie zaprasza, to raczej wiadomo, że zapłacić powinien tek, kto zaprosił, zamiast wymagać, aby się druga strona koniecznie dorzuciła.
Natomiast, jeśli mówimy np. o jakimś dłuższym wyjeździe czy szeregu atrakcji, to jednak wolałbym, aby koszty były zróżnicowane, tym bardziej jeśli oboje się decydujemy na wspólne spędzanie czasu. Chyba, że chłop zarabia sześciocyfrową kwotę /msc i ma całkowicie gdzieś, ile wyda na kilkudniowy wyjazd czy dwutygodniowe wakacje nie wiadomo gdzie..
W całej tej dyskusji niektórym panom bardzo zależało na podziale rachunku 50/50, i to właśnie do tej kwestii się odniosłam. Rewanż, to zupełnie inna bajka, której oni raczej nie czytali w dzieciństwie.
KoralinaJones napisał/a:Co więcej, zapraszanie kobiety do drogiego miejsca lub na które być może ją nie stać (tego nie wiadomo na początku), a potem oczekiwanie, że podzieli się kosztami w części po prostu jest nieeleganckie. To wywołuje poczucie dyskomfortu i niezręczności, zamiast budować przyjemną atmosferę na spotkaniu. Działa to oczywiście także w drugą stronę.
Bardziej przyjaźnie już chyba tego wyrazić się na da. Starałam się.
No widzisz, dlatego właśnie delikatnie i z taktem zaproponowałem Ci wyjście do maca. Miałabyś swobodę w uiszczeniu rachunku, gdybyś liczyła na seks.
A Ty kręcisz nosem i wymyślasz... No nie dogodzisz babie
A ja Ci dałam do zrozumienia, że nie grasz w mojej lidze
.
Dodałabym jeszcze, że równie dobrze ten człowiek z możliwościami finansowymi może być totalnym dusigroszem i wtedy też lipa, bo co z tego, że zarobki będą na podobnym poziomie, skoro jedna strona nie kwapi się do korzystania ze swoich pieniędzy.
Właśnie, o ten rewanż( w takiej czy innej formie, niekoniecznie tej samej) od początku się rozchodzi. Poza tym, jeśli na początkowym etapie jedno czy drugie zaprasza, to raczej wiadomo, że zapłacić powinien tek, kto zaprosił, zamiast wymagać, aby się druga strona koniecznie dorzuciła.
To już nie musi być koniecznie ten sam zasób?
Natomiast, jeśli mówimy np. o jakimś dłuższym wyjeździe czy szeregu atrakcji, to jednak wolałbym, aby koszty były zróżnicowane, tym bardziej jeśli oboje się decydujemy na wspólne spędzanie czasu. Chyba, że chłop zarabia sześciocyfrową kwotę /msc i ma całkowicie gdzieś, ile wyda na kilkudniowy wyjazd czy dwutygodniowe wakacje nie wiadomo gdzie..
Przecież pisałeś, że takie coś jest patologią. Zmieniłeś zdanie? Pytam bez złośliwości.
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:KoralinaJones napisał/a:Co więcej, zapraszanie kobiety do drogiego miejsca lub na które być może ją nie stać (tego nie wiadomo na początku), a potem oczekiwanie, że podzieli się kosztami w części po prostu jest nieeleganckie. To wywołuje poczucie dyskomfortu i niezręczności, zamiast budować przyjemną atmosferę na spotkaniu. Działa to oczywiście także w drugą stronę.
Bardziej przyjaźnie już chyba tego wyrazić się na da. Starałam się.
No widzisz, dlatego właśnie delikatnie i z taktem zaproponowałem Ci wyjście do maca. Miałabyś swobodę w uiszczeniu rachunku, gdybyś liczyła na seks.
A Ty kręcisz nosem i wymyślasz... No nie dogodzisz babieA ja Ci dałam do zrozumienia, że nie grasz w mojej lidze
.
No przecież wiem, dlatego próbowałem zejść trochę w dół, byś mogła doskoczyć:D
KoralinaJones napisał/a:RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:No widzisz, dlatego właśnie delikatnie i z taktem zaproponowałem Ci wyjście do maca. Miałabyś swobodę w uiszczeniu rachunku, gdybyś liczyła na seks.
A Ty kręcisz nosem i wymyślasz... No nie dogodzisz babieA ja Ci dałam do zrozumienia, że nie grasz w mojej lidze
.
No przecież wiem, dlatego próbowałem zejść trochę w dół, byś mogła doskoczyć:D
Doskakiwaniem do Twojej też nie jestem zainteresowana, więc myślę, że spokojnie możesz spożytkować swój czas, energię i środki materialne na inną niewiastę
.
Zdania tak łatwo nie zmieniam jednak
Swoje określenie zostawię dla siebie a skoro dla kogoś mieści się to w granicach normalności, to droga wolna.
Skoro facet CHCE płacić za wszystko swojej kobiecie, niech sobie płaci, tak, jak to opisał WujekCzesiek. Aczkolwiek mam na takie zjawisko odpowiednie określenie, gdyż to na literę "p" jest jedynie łagodniejszą formą.
Zasób? Miło by było, gdyby po 2. czy 3. razie mojego organizowania ( na samym początku) dziewczyna sama zaprosiła na kolację, kino albo cokolwiek innego. Zakładam(być może błędnie), że każdy przyzwoity człowiek ma poczucie, że nie powinien drugiego naciągać DŁUGO/ZAWSZE na wszelakie atrakcje, nie płacąc za nie w ŻADNYM stopniu.
Swoje określenie zostawię dla siebie a skoro dla kogoś mieści się to w granicach normalności, to droga wolna.
Skoro facet CHCE płacić za wszystko swojej kobiecie, niech sobie płaci, tak, jak to opisał WujekCzesiek. Aczkolwiek mam na takie zjawisko odpowiednie określenie, gdyż to na literę "p" jest jedynie łagodniejszą formą.
Sam napisałeś:
Chyba, że chłop zarabia sześciocyfrową kwotę /msc i ma całkowicie gdzieś, ile wyda na kilkudniowy wyjazd czy dwutygodniowe wakacje nie wiadomo gdzie..
Zupełnie jakbyś sugerował, że jak mężczyznę stać i ma gest, to wszystko git.
Miło by było, gdyby po 2. czy 3. razie mojego organizowania ( na samym początku) dziewczyna sama zaprosiła na kolację, kino albo cokolwiek innego.
Z tym się mogę zgodzić.
To, jak sam coś nazywam, nie ma wpływu na wybory innych ludzi. Skoro mają wystarczające środki na realizację swoich marzeń i zachcianek(albo zachcianek swoich partnerek) - droga wolna! Jest takie zjawisko, nic mi do tego, jak postępują inni, chociaż sam tego nie uznaję, nazywając rzeczy po imieniu według swojej definicji.
To nie sugestia, tylko raczej przyjęcie do wiadomości faktu od kogoś, kto takie zjawisko spotyka na własne oczy. Nie oznacza to, że to popieram.
KoralinaJones napisał/a:Problem w tym, że różnice w zarobkach bardzo szybko dają znać o sobie, zwłaszcza kiedy jedna z osób stać na więcej od drugiej.
To zależy, jaki oboje mają stosunek do pieniędzy.
Problem w tym temacie ma niewiele wspolnego z pieniedzmi.
Problem dotyczy kwestii czy partnerka (wymyslonego) autora patrzy na niego z szacunkiem i miloscia majac zamiar budowac z nim wspolne zycie czy dodatkowa karte do bankomatu i zrodlo chwilowej rozrywki.
A ja wam napiszę, że dla mnie łażenie po restauracjach jest nudne i pewnie nawet gdybym była milionerka to bym nie chciała tam ciągle lazic ileż można lazic do drogich restauracji albo do kina... jakbym miała partnera to bym chciała z nim cały dzień i cała noc spędzić wśród dzika,piekna przyroda wśród fajnych, kochanych zwierząt-to by była randka życia, a nie takie coś nudne co miliony ludzi robi w kółko to samo i by nie było problemów z kasą ![]()
A ja wam napiszę, że dla mnie łażenie po restauracjach jest nudne i pewnie nawet gdybym była milionerka to bym nie chciała tam ciągle lazic ileż można lazic do drogich restauracji albo do kina... jakbym miała partnera to bym chciała z nim cały dzień i cała noc spędzić wśród dzika,piekna przyroda wśród fajnych, kochanych zwierząt-to by była randka życia, a nie takie coś nudne co miliony ludzi robi w kółko to samo i by nie było problemów z kasą
Jak to, Julka, nie chciałabyś pójść do maca? ![]()
Julia life in UK napisał/a:A ja wam napiszę, że dla mnie łażenie po restauracjach jest nudne i pewnie nawet gdybym była milionerka to bym nie chciała tam ciągle lazic ileż można lazic do drogich restauracji albo do kina... jakbym miała partnera to bym chciała z nim cały dzień i cała noc spędzić wśród dzika,piekna przyroda wśród fajnych, kochanych zwierząt-to by była randka życia, a nie takie coś nudne co miliony ludzi robi w kółko to samo i by nie było problemów z kasą
Jak to, Julka, nie chciałabyś pójść do maca?
A po co tam? Tam.som zabite biedne zwierzęta to już wolę oglądać je żywe i to za darmo w pięknym świecie ![]()
KoralinaJones napisał/a:Julia life in UK napisał/a:A ja wam napiszę, że dla mnie łażenie po restauracjach jest nudne i pewnie nawet gdybym była milionerka to bym nie chciała tam ciągle lazic ileż można lazic do drogich restauracji albo do kina... jakbym miała partnera to bym chciała z nim cały dzień i cała noc spędzić wśród dzika,piekna przyroda wśród fajnych, kochanych zwierząt-to by była randka życia, a nie takie coś nudne co miliony ludzi robi w kółko to samo i by nie było problemów z kasą
Jak to, Julka, nie chciałabyś pójść do maca?
A po co tam? Tam.som zabite biedne zwierzęta to już wolę oglądać je żywe i to za darmo w pięknym świecie
Oferta taka jest. Ja nie skorzystam, to się zmarnuje
.
Tamiraa napisał/a:SmutnaDziewczyna007 napisał/a:Zależy od kultury. Szwedzi i Duńczycy są raczej powściągliwi w tym temacie, ale też nie oczekują żeby im prac gatki i gotować
Właśnie czasem oglądam ciekawostki na temat Norwegii. Tam nie ma czegoś takiego, że mężczyzna pomaga w domu, on jest partnerem robi w domu to samo co partnerka.
I tak powinno byc. Pomagać to moga dzieci, a maz/partner to ma tak samo robic w domu wszystko co kobieta i to bez dyskusji żadnej i wymowek,ze on chodzi do pracy,zwłaszcza jezeli kobieta tez pracuje
Tylko tej równości nie ograniczajmy do spraw domowych. Jak wszędzie to wszedzie. Bez dyskusji
Julia life in UK napisał/a:Tamiraa napisał/a:Właśnie czasem oglądam ciekawostki na temat Norwegii. Tam nie ma czegoś takiego, że mężczyzna pomaga w domu, on jest partnerem robi w domu to samo co partnerka.
I tak powinno byc. Pomagać to moga dzieci, a maz/partner to ma tak samo robic w domu wszystko co kobieta i to bez dyskusji żadnej i wymowek,ze on chodzi do pracy,zwłaszcza jezeli kobieta tez pracuje
Tylko tej równości nie ograniczajmy do spraw domowych. Jak wszędzie to wszedzie. Bez dyskusji
Dokladnie zgadzam się... dlatego też kobiety powinny zarabiać tyle samo co faceci, a faceci też powinni sie tak samo dziecmi zajmować co kobiety
Julia life in UK napisał/a:KoralinaJones napisał/a:Jak to, Julka, nie chciałabyś pójść do maca?
A po co tam? Tam.som zabite biedne zwierzęta to już wolę oglądać je żywe i to za darmo w pięknym świecie
Oferta taka jest. Ja nie skorzystam, to się zmarnuje
.
Dlaczego nie?
Moja oferta i tak jest lepsza, nie trzeba wogole kasy tracic jedyny skutek uboczny to moze byc zezarcie przez dzikie zwierzęta ![]()
Mrs.Happiness napisał/a:Karmaniewraca napisał/a:malam na myśli z ligii atrakcyjności. Co do ligii majętności to w pewnym kręgach takich jak lekarze, teraz już mniej prawnicy raczej wiążą się w swoich bankach ale obecnie związki są raczej już mocno mieszane statusowo.
Powiem tak.
Zgadzam się z tym, że lepiej gdy ludzi więcej łączy niż dzieli.
Natomiast zupełnie nie rozumiem spłycania tego do poziomu wyglądu i pieniędzy, co miało miejsce również w tym temacie, ponieważ na atrakcyjność składa się bardzo wiele czynników.
Jeśli brać pod uwagę wspólne życie, to według mnie dużo istotniejsza jest dojrzałość emocjonalna, inteligencja, otwartość, poczucie humoru, dobre maniery, brak nałogów, zaradność, wartości, jakimi kieruje się w życiu dany człowiek.
Zdrowy styl przywiązania.
Kompatybilny język miłości.
Bo są to cechy dużo bardziej stałe niż kasa i fizyczność.Problem w tym, że różnice w zarobkach bardzo szybko dają znać o sobie, zwłaszcza kiedy jedna z osób stać na więcej od drugiej. Idąc śladem panów, którzy preferują płacenie na randce 50/50 - weźmy pod uwagę taką sytuację: on zaprasza ją do miejsca, które odpowiada jego możliwościom finansowym, oczekiwaniom i stylowi życia, a ona nie jest w stanie za tym nadążyć. Co mamy wtedy? Sytuację krępującą dla niej, ponieważ staje przed koniecznością sprostania czemuś, na co finansowo jej nie stać. W rezultacie może poczuć się niekomfortowo i zniechęcona, a sama randka/spotkanie zamiast przyjemnością, staje się źródłem stresu i nieporozumień.
Mówienie, że pieniądze się nie liczą, jest piękne i romantyczne, ale niestety czysto teoretyczne w większości przypadków. Co więcej, zapraszanie kobiety do drogiego miejsca lub na które być może ją nie stać (tego nie wiadomo na początku), a potem oczekiwanie, że podzieli się kosztami w części po prostu jest nieeleganckie. To wywołuje poczucie dyskomfortu i niezręczności, zamiast budować przyjemną atmosferę na spotkaniu. Działa to oczywiście także w drugą stronę.
Bardziej przyjaźnie już chyba tego wyrazić się na da. Starałam się.
No. A w tym watku mamy odwrotna sytuacje. Majetna pani nie dokłada sie do półmajetnego pana. Nawet na chipsy. Pewnie moze sie czuć trochę sfrustrowany czy skrępowany
Uprzedzając wszystko nie mam żadnego problemu z płaceniem na randkach. Sprawa poboczna. Ważne jest odczucie zaangażowania z obu stron a to nie musi wynikac z tego kto płaci
KoralinaJones napisał/a:Mrs.Happiness napisał/a:Powiem tak.
Zgadzam się z tym, że lepiej gdy ludzi więcej łączy niż dzieli.
Natomiast zupełnie nie rozumiem spłycania tego do poziomu wyglądu i pieniędzy, co miało miejsce również w tym temacie, ponieważ na atrakcyjność składa się bardzo wiele czynników.
Jeśli brać pod uwagę wspólne życie, to według mnie dużo istotniejsza jest dojrzałość emocjonalna, inteligencja, otwartość, poczucie humoru, dobre maniery, brak nałogów, zaradność, wartości, jakimi kieruje się w życiu dany człowiek.
Zdrowy styl przywiązania.
Kompatybilny język miłości.
Bo są to cechy dużo bardziej stałe niż kasa i fizyczność.Problem w tym, że różnice w zarobkach bardzo szybko dają znać o sobie, zwłaszcza kiedy jedna z osób stać na więcej od drugiej. Idąc śladem panów, którzy preferują płacenie na randce 50/50 - weźmy pod uwagę taką sytuację: on zaprasza ją do miejsca, które odpowiada jego możliwościom finansowym, oczekiwaniom i stylowi życia, a ona nie jest w stanie za tym nadążyć. Co mamy wtedy? Sytuację krępującą dla niej, ponieważ staje przed koniecznością sprostania czemuś, na co finansowo jej nie stać. W rezultacie może poczuć się niekomfortowo i zniechęcona, a sama randka/spotkanie zamiast przyjemnością, staje się źródłem stresu i nieporozumień.
Mówienie, że pieniądze się nie liczą, jest piękne i romantyczne, ale niestety czysto teoretyczne w większości przypadków. Co więcej, zapraszanie kobiety do drogiego miejsca lub na które być może ją nie stać (tego nie wiadomo na początku), a potem oczekiwanie, że podzieli się kosztami w części po prostu jest nieeleganckie. To wywołuje poczucie dyskomfortu i niezręczności, zamiast budować przyjemną atmosferę na spotkaniu. Działa to oczywiście także w drugą stronę.
Bardziej przyjaźnie już chyba tego wyrazić się na da. Starałam się.
No. A w tym watku mamy odwrotna sytuacje. Majetna pani nie dokłada sie do półmajetnego pana. Nawet na chipsy. Pewnie moze sie czuć trochę sfrustrowany czy skrępowany
Uprzedzając wszystko nie mam żadnego problemu z płaceniem na randkach. Sprawa poboczna. Ważne jest odczucie zaangażowania z obu stron a to nie musi wynikac z tego kylto płaci
Dołożyć to się można do zrzutki na biedne dzieci.
Dlatego prostym rozwiązaniem będzie właśnie celowanie w kogoś ze "swojej półki", pod warunkiem, że zamożniejsza strona nie godzi się na stałe lub okresowe sponsorowanie strony mniej zamożnej. Poza tym, owa "ta sama półka" to nie tylko półka finansowa, ale też zawodowo-środowiskowo-towarzyska. Osoby o znacznych rozbieżnościach w samych finansach raczej rzadko spotkają się razem w jednym miejscu. Jeśli nawet, to potem może wystąpić znacząca różnica co wizji podziału i wkładu w związek, jak u Autora(jeśli sobie tego wcześniej nie omówili a tylko oczekują odpowiedniego działania z przeciwnej strony).
Osoba zarabiająca średnią krajową rzadko chyba przebywa w towarzystwie osób, których pensje sięgają kwot pięciocyfrowych, ale tych z górnego zakresu widełek, chyba, że są to kontakty krótkotrwałe.
Z drugiej strony, różnice w zarobkach mogą dopiero się pogłębić po jakimś czasie, kiedy jedno bardziej dynamicznie rozwija swoją karierę a drugie skupia się na domu albo lubi swoją pracę, choć jest ona stosunkowo mało płatna.
Wrzucając na szale skrajności (zawodowo-srdowiskowo -towarzyskie) jakbym dostał 2 alternatywy do wyboru i musiałbym jakaś wybrać wolałbym wesoła ciepła sprzątaczkę niz rozpuszczona złośliwa panią prawnik z 5 fakultetami.
Za bardzo cenię sobie święty spokoj
Hmm, pytanie czy większość prawników to ludzie rozpuszczeni i złośliwi?
W sumie, to jeszcze żadnego nie poznałem osobiście..
A fakultet wystarczy jeden
Mamona czy przekonanie o własnej zaj***ci lub zaradności każdemu może uderzyć do głowy.
Mrs.Happiness napisał/a:KoralinaJones napisał/a:Problem w tym, że różnice w zarobkach bardzo szybko dają znać o sobie, zwłaszcza kiedy jedna z osób stać na więcej od drugiej.
To zależy, jaki oboje mają stosunek do pieniędzy.
Problem w tym temacie ma niewiele wspolnego z pieniedzmi.
Problem dotyczy kwestii czy partnerka (wymyslonego) autora patrzy na niego z szacunkiem i miloscia majac zamiar budowac z nim wspolne zycie czy dodatkowa karte do bankomatu i zrodlo chwilowej rozrywki.
Zgadzam sie
JohnyBravo777 napisał/a:Mrs.Happiness napisał/a:To zależy, jaki oboje mają stosunek do pieniędzy.
Problem w tym temacie ma niewiele wspolnego z pieniedzmi.
Problem dotyczy kwestii czy partnerka (wymyslonego) autora patrzy na niego z szacunkiem i miloscia majac zamiar budowac z nim wspolne zycie czy dodatkowa karte do bankomatu i zrodlo chwilowej rozrywki.Zgadzam sie
Ja też się wyjątkowo zgadzam ![]()
Co więcej, zapraszanie kobiety do drogiego miejsca lub na które być może ją nie stać (tego nie wiadomo na początku), a potem oczekiwanie, że podzieli się kosztami w części po prostu jest nieeleganckie. To wywołuje poczucie dyskomfortu i niezręczności, zamiast budować przyjemną atmosferę na
Karolina taki facet to kretyn. Bezmyslny
Bert44 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:I tak powinno byc. Pomagać to moga dzieci, a maz/partner to ma tak samo robic w domu wszystko co kobieta i to bez dyskusji żadnej i wymowek,ze on chodzi do pracy,zwłaszcza jezeli kobieta tez pracuje
Tylko tej równości nie ograniczajmy do spraw domowych. Jak wszędzie to wszedzie. Bez dyskusji
Dokladnie zgadzam się... dlatego też kobiety powinny zarabiać tyle samo co faceci, a faceci też powinni sie tak samo dziecmi zajmować co kobiety
Kobiety powinny zarabiac tyle na ile zasluguja a nie tyle ile faceci. Jak z ich pracy taka sama korzyść to tyle samo, jak mniejsza to mniej, jak większa to więcej
Bert44 napisał/a:KoralinaJones napisał/a:Problem w tym, że różnice w zarobkach bardzo szybko dają znać o sobie, zwłaszcza kiedy jedna z osób stać na więcej od drugiej. Idąc śladem panów, którzy preferują płacenie na randce 50/50 - weźmy pod uwagę taką sytuację: on zaprasza ją do miejsca, które odpowiada jego możliwościom finansowym, oczekiwaniom i stylowi życia, a ona nie jest w stanie za tym nadążyć. Co mamy wtedy? Sytuację krępującą dla niej, ponieważ staje przed koniecznością sprostania czemuś, na co finansowo jej nie stać. W rezultacie może poczuć się niekomfortowo i zniechęcona, a sama randka/spotkanie zamiast przyjemnością, staje się źródłem stresu i nieporozumień.
Mówienie, że pieniądze się nie liczą, jest piękne i romantyczne, ale niestety czysto teoretyczne w większości przypadków. Co więcej, zapraszanie kobiety do drogiego miejsca lub na które być może ją nie stać (tego nie wiadomo na początku), a potem oczekiwanie, że podzieli się kosztami w części po prostu jest nieeleganckie. To wywołuje poczucie dyskomfortu i niezręczności, zamiast budować przyjemną atmosferę na spotkaniu. Działa to oczywiście także w drugą stronę.
Bardziej przyjaźnie już chyba tego wyrazić się na da. Starałam się.
No. A w tym watku mamy odwrotna sytuacje. Majetna pani nie dokłada sie do półmajetnego pana. Nawet na chipsy. Pewnie moze sie czuć trochę sfrustrowany czy skrępowany
Uprzedzając wszystko nie mam żadnego problemu z płaceniem na randkach. Sprawa poboczna. Ważne jest odczucie zaangażowania z obu stron a to nie musi wynikac z tego kylto płaci
Dołożyć to się można do zrzutki na biedne dzieci.
Wiesz o co chodzi
JohnyBravo777 napisał/a:Mrs.Happiness napisał/a:To zależy, jaki oboje mają stosunek do pieniędzy.
Problem w tym temacie ma niewiele wspolnego z pieniedzmi.
Problem dotyczy kwestii czy partnerka (wymyslonego) autora patrzy na niego z szacunkiem i miloscia majac zamiar budowac z nim wspolne zycie czy dodatkowa karte do bankomatu i zrodlo chwilowej rozrywki.Zgadzam sie
Serio? Wbrew temu, co literalnie wprost wyraził autor?
Hmm, pytanie czy większość prawników to ludzie rozpuszczeni i złośliwi?
W sumie, to jeszcze żadnego nie poznałem osobiście..
A fakultet wystarczy jeden![]()
Mamona czy przekonanie o własnej zaj***ci lub zaradności każdemu może uderzyć do głowy.
Nie o to mi chodziło. Wolę fanja osobę z niższych sfer niz niefajna z "wysokiego levela".
Pisze o tym bo pisałeś ze ludzie powinni pasować srodowiskowo - towarzysko- zawodowo. I generalnie się z tym zgadzam ale uważam ze sa rzeczy ważniejsze
Bert44 napisał/a:JohnyBravo777 napisał/a:Problem w tym temacie ma niewiele wspolnego z pieniedzmi.
Problem dotyczy kwestii czy partnerka (wymyslonego) autora patrzy na niego z szacunkiem i miloscia majac zamiar budowac z nim wspolne zycie czy dodatkowa karte do bankomatu i zrodlo chwilowej rozrywki.Zgadzam sie
Serio? Wbrew temu, co literalnie wprost wyraził autor?
Tak
KoralinaJones napisał/a:Bert44 napisał/a:No. A w tym watku mamy odwrotna sytuacje. Majetna pani nie dokłada sie do półmajetnego pana. Nawet na chipsy. Pewnie moze sie czuć trochę sfrustrowany czy skrępowany
Uprzedzając wszystko nie mam żadnego problemu z płaceniem na randkach. Sprawa poboczna. Ważne jest odczucie zaangażowania z obu stron a to nie musi wynikac z tego kylto płaci
Dołożyć to się można do zrzutki na biedne dzieci.
Wiesz o co chodzi
Ja już wyśniłam o co mi chodzi, a o co chodzi z płaceniem na randkach/spotkaniach to wyjaśnił Wujek Czesiek jasno tak, że się już bardziej łopatologicznie nie da.
KoralinaJones napisał/a:Bert44 napisał/a:Zgadzam sie
Serio? Wbrew temu, co literalnie wprost wyraził autor?
Tak
Ukryta prawda
.
Uprzedzając wszystko nie mam żadnego problemu z płaceniem na randkach. Sprawa poboczna. Ważne jest odczucie zaangażowania z obu stron a to nie musi wynikac z tego kto płaci
W teorii brzmi fajni, w praktyce w Polsce faceci , którzy nie płacą , nie za bardzo mają się czym wykazać. Każdy zarobiony i zestresowany robotą, hobby piwo , brak przyjaciół- czytaj statystyki o męskiej depresjj i kryzysie męskości. Raczej szuka odskoczni w postaci kobiety.
Takich biednych facetów w typie wodzireja, czyli umie rozruszać atmosferę i nie jest patusem prawie nie ma. Z reguły jak już ktoś umie oddziaływać na towarzystwo, to szybko zaczyna się to przekładać na siatkę znajomości, a potem na życiowe okazję i dobre zarobki.
Bert44 napisał/a:KoralinaJones napisał/a:Serio? Wbrew temu, co literalnie wprost wyraził autor?
Tak
Ukryta prawda
.
No tak. Pisze o kasie ale tez: o jej biedzie mentalnej (nie wnikam czy racja), ze 95% spotkan kończy ona, ze w tygodniu nie dla niego czasu, o jego obawie związanej z angażowaniem sie, ze ona nie potrafi nic ugotować, ze czuje sie jej czasoumilaczem. Kasa to tylko pretekst do pomarudzenia
E tam. Mocna jest w time menagment. Randka 2 h I nie ma bata, 120 minut i do domu.
A on safanguła nie goni za forsą, to by trwonił czas na głupoty ![]()
E tam. Mocna jest w time menagment. Randka 2 h I nie ma bata, 120 minut i do domu.
Ja bym chciała mieć randkę cały dzień i cała noc
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:E tam. Mocna jest w time menagment. Randka 2 h I nie ma bata, 120 minut i do domu.
Ja bym chciała mieć randkę cały dzień i cała noc
Ja nawet mógłbym z dnia zrezygnoqac
KoralinaJones napisał/a:Bert44 napisał/a:Tak
Ukryta prawda
.
No tak. Pisze o kasie ale tez: o jej biedzie mentalnej (nie wnikam czy racja), ze 95% spotkan kończy ona, ze w tygodniu nie dla niego czasu, o jego obawie związanej z angażowaniem sie, ze ona nie potrafi nic ugotować, ze czuje sie jej czasoumilaczem. Kasa to tylko pretekst do pomarudzenia
I, że prezent dla niego wynosił 1/3 wartości tego, który on jej dał a przecież, w domyśle, powinien być odpowiednio drogi, wprost proporcjonalnie do wysokości jej zarobków. Przyznaję, mogła mu kupić coś adekwatnego do wysokości swojej wypłaty. Na otarcie łez
.
bagienni_k napisał/a:Właśnie, o ten rewanż( w takiej czy innej formie, niekoniecznie tej samej) od początku się rozchodzi. Poza tym, jeśli na początkowym etapie jedno czy drugie zaprasza, to raczej wiadomo, że zapłacić powinien tek, kto zaprosił, zamiast wymagać, aby się druga strona koniecznie dorzuciła.
To już nie musi być koniecznie ten sam zasób?
MUSI! jak on ją zaprosi na Seksmisje do kina, to ona w rewanżu też go musi zaprosić do kina. Na Seksmisje oczywiście. Inny seans mógłby spowodować dysproporcje w dobrej zabawie. Optymalnie usiąść w tym samym rzędzie ![]()
Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 … 15 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kto powinien płacić w związku
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026