netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Związek w którym oboje są po przejściach.

165 odpowiedzi8 715 wyświetleńzałożony przez JedynaMonika, 26.10.2025

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Związek w którym oboje są po przejściach.

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 166 ]

66 Ostatnio edytowany przez Motocyklistka (2025-10-28 11:45:55)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
minnie.89 napisał/a:
Motocyklistka napisał/a:

Owszem, u mnie potoczyło się to całkiem fajnie, ale nie masz pojęcia ile razy zapłakana mówiłam mojej przyjaciółce, że mam dość, że chcę spokoju, że jestem tym zmęczona. W moim przypadku dodaj jeszcze bardzo zazdrosną o relację panią mamusię, która zdecydowanie starała się utrudnić budowanie relacji.
"Te pańcie" też są tylko ludźmi.

Oczywiście, że są ludźmi. Tylko oczekiwanie, iż była będzie się cieszyła z tego, że jej były mąż ma super związek to chyba pobożne życzenie. Natomiast utrudnianie to juz celowe działanie którego oczywiście nie popieram.

Zazdrość to bardzo brzydka cecha ale też ludzka.

Wcale nie oczekiwałam, że będzie się cieszyć naszym szczęściem. Nie doprecyzowałam w poprzednim wpisie. Chodziło mi o relację z dziećmi, nie z ich ojcem. Jej zazdrość o mojego męża poczułam dobitniej i wprost.
Wystarczyło nie prać mózgów dzieciom, bo największą szkodę, to wyrządzała tak naprawdę im.
Rozumiem, że jej było trudno słuchać o rzeczach, które wspólnie z nimi robiłam, albo jak chwaliły się co razem gotowaliśmy, ale mogła darować sobie całą szopkę, którą odwalała.
W konsekwencji zbliżo mnie to tak naprawdę do dzieciaków, bo same stwierdziły, że coś jest  nie tak skoro matka na mnie nadaje non stop, a ja nigdy przy nich złego słowa na nią nie powiedziałam (chociaż w myślach było ich miliony).

67

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Motocyklistka napisał/a:

Wcale nie oczekiwałam, że będzie się cieszyć naszym szczęściem. Nie doprecyzowałam w poprzednim wpisie. Chodziło mi o relację z dziećmi, nie z ich ojcem. Jej zazdrość o mojego męża poczułam dobitniej i wprost.
Wystarczyło nie prać mózgów dzieciom, bo największą szkodę, to wyrządzała tak naprawdę im.
Rozumiem, że jej było trudno słuchać o rzeczach, które wspólnie z nimi robiłam, albo jak chwaliły się co razem gotowaliśmy, ale mogła darować sobie całą szopkę, którą odwalała.
W konsekwencji zbliżo mnie to tak naprawdę do dzieciaków, bo same stwierdziły, że coś jest  nie tak skoro matka na mnie nadaje non stop, a ja nigdy przy nich złego słowa na nią nie powiedziałam (chociaż w myślach było ich miliony).

To jest częsty problem. Nie popieram zazdrości, ale gdzieś tam rozumiem, bo to jest ludzkie. Mało osób powie, cieszę się że byłemu/byłej się układa. Najczęściej powie, że jest mi to obojętne. Oczywiście, że lepiej aby dzieci miały dobry kontakt z partnerem rodzica.

Trudno jest się cieszyć że dzieci miały fajny czas kiedy ona mogla tylko płakać z samotności. Dlatego wiele dzieci nie mówi co robiło, albo celowo mówi źle, żeby mama poczuła się lepiej.
Wiem, ktoś napisze mogła coś robić, ale to coś to zazwyczaj zapychacz czasu.

68 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-10-28 12:01:53)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

No i zlapaliscie sie na baita autorki w dyskusje o tym co jest lepsze dla nie jej dziecka, na ktore ona ma wyjebane i co do ktorego sie w ogole nie powinna wypowiadac.
Nie interesuje jej dziecko tylko trafil sie jej gosc z kasa i zamiast samemu odejsc z niepasujacego jej ukladu to chce z niego wypchnac dzieciaka.

Nic tylko wspolczuc dziecku jaka glupi ojciec sprowadzil do domu lumpeciare.

69 Ostatnio edytowany przez Motocyklistka (2025-10-28 12:02:21)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
minnie.89 napisał/a:
Motocyklistka napisał/a:

Wcale nie oczekiwałam, że będzie się cieszyć naszym szczęściem. Nie doprecyzowałam w poprzednim wpisie. Chodziło mi o relację z dziećmi, nie z ich ojcem. Jej zazdrość o mojego męża poczułam dobitniej i wprost.
Wystarczyło nie prać mózgów dzieciom, bo największą szkodę, to wyrządzała tak naprawdę im.
Rozumiem, że jej było trudno słuchać o rzeczach, które wspólnie z nimi robiłam, albo jak chwaliły się co razem gotowaliśmy, ale mogła darować sobie całą szopkę, którą odwalała.
W konsekwencji zbliżo mnie to tak naprawdę do dzieciaków, bo same stwierdziły, że coś jest  nie tak skoro matka na mnie nadaje non stop, a ja nigdy przy nich złego słowa na nią nie powiedziałam (chociaż w myślach było ich miliony).

To jest częsty problem. Nie popieram zazdrości, ale gdzieś tam rozumiem, bo to jest ludzkie. Mało osób powie, cieszę się że byłemu/byłej się układa. Najczęściej powie, że jest mi to obojętne. Oczywiście, że lepiej aby dzieci miały dobry kontakt z partnerem rodzica.

Trudno jest się cieszyć że dzieci miały fajny czas kiedy ona mogla tylko płakać z samotności. Dlatego wiele dzieci nie mówi co robiło, albo celowo mówi źle, żeby mama poczuła się lepiej.
Wiem, ktoś napisze mogła coś robić, ale to coś to zazwyczaj zapychacz czasu.

Oj już tak nie współczuj mamuśce. Pani mamcia mogła pupcią podczas małżeństwa nadto na boki nie machać.  Co prawda on papiery rozwodowe złożył, ale pani mama miała wtedy swojego pocieszyciela od w sumie kilku lat. smile
Wyjątkowo mam w nosie, jak ona sobie radzi z myślą, że jej ex jest w fajnym związku.
Jedynie jestem w stanie zrozumieć, że może jej być nie do końca po drodze, że dzieci robią ze mną więcej, jak z nią, że chętniej ze mną rozmawiają.

70

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Motocyklistka napisał/a:

Oj już tak nie współczuj mamuśce. Pani mamcia mogła pupcią podczas małżeństwa nadto na boki nie machać.  Co prawda on papiery rozwodowe złożył, ale pani mama miała wtedy swojego pocieszyciela od w sumie kilku lat. smile
Wyjątkowo mam w nosie, jak ona sobie radzi z myślą, że jej ex jest w fajnym związku.
Jedynie jestem w stanie zrozumieć, że może jej być nie do końca po drodze, że dzieci robią ze mną więcej, jak z nią, że chętniej ze mną rozmawiają.

Są różne są sytuacje, bardzo się ciesze, że udało Ci się poukładać to. Jednak myślę, że w Twojej sytuacji korzystne było to, że nie byłaś negatywnie nastawiona do dzieci, jako osoba nie posiadająca dzieci. Tu postawa autorki jest inna.

71 Ostatnio edytowany przez Motocyklistka (2025-10-28 13:27:05)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Uwierz mi, że gdybym na początku mojej przygody jako macocha trafiła na to forum, to mogłabym wystosować podobny post, do tego Moniki.

Nie byłam negatywnie nastawiona, ale musiałam wpuścić do mojego życia dwie zupełnie obce osoby, które wywróciły mój świat (i mieszkanie smile ) do góry nogami.
Nawe nie wiesz ile łez było wylanych w poduszkę, bo nie tak wyobrażałam sobie "szczęśliwe początki". Ciężko się przygotować na pojawienie się w życiu dodatkowych osób, z którymi musisz się dzielić partnerem. Tylko ja wiem ile miałam po drodze wątpliwości, tylko ja wiem ile razy zadawałam sobie pytanie "po co mi to wszystko", zwłaszcza że w trakcie wypracowywania relacji na chwilę pojawiła się zazdrość dzieci o ojca.
Ciężko tu było o entuzjazm.
To jak jest teraz, to praca i chęci nas wszystkich zainteresowanych. Na ten moment jesteśmy totalnym patchworkiem, ale myślę że szczęśliwym.

Jeśli u Moniki jest to rzeczywista niechęć do córki, to za jakiś czas będzie musiała poddać związek.
Niestety, to nie przejdzie. Dodatkowo mam wrażenie, że dzieci w takim patchworku są wyczulone na emocje partnerki ojca. Same nie wiedzą do końca jak mają się zachować w towarzystwie "nowej pańci" i nieszczerość wyczują szybciej, niż może się wydawać.

72

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Wiele kobiet wiąże się z mężczyznami po przejściach, nie jest to łatwe, ale najważniejsze to umieć sobie odpowiedzieć czy warto i czy umiesz się w tym odnaleźć. Ja wyraźnie napisałam i zawsze mówię wprost, że do mężczyzn którzy mają 2-3letnie dzieci podchodzę z dystansem, bo to zupełnie inny etap i tu nie dziwię się autorce, że podkreśliła mój syn ma 20 lat. Natomiast słabe co wszyscy dostrzegli jest wmawianie wszystkim, że to matka ma się zająć dzieckiem a tu matka jest nowoczesna.

Inna sprawą jest to, że często nowa pańcia rzeczywiście wchodzi do funkcjonującej rodziny i chce żeby ona już nie funkcjonowała, czytaj mieli opiekę naprzemienną mimo, że uważam to za słaby model to mieli a teraz córka ma odwiedzać ojca bo nowej pańci się nie podoba.

73

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
JedynaMonika napisał/a:

Kiedy dziewczynka jest u nas, wszystko w domu kręci się wokół niej: plany, posiłki, codzienny rytm, nawet sposób spędzania wolnego czasu. Gdy wyjeżdża do matki, wszystko się zmienia – robi się spokojniej, ciszej, jakbyśmy wracali do zupełnie innego świata. I tak co dwa tygodnie: dwa różne tryby życia, dwa różne nastroje, dwa różne domy.

Nie mam do nikogo pretensji. Mój partner jest oddanym ojcem i bardzo go za to szanuję. Jego córka jest sympatyczna, miła, staram się, żeby czuła się u nas dobrze – choć zachowuję pewien dystans, bo wiem, że nie jestem jej mamą i nie chcę wchodzić w tę rolę. Mimo to bywa mi zwyczajnie trudno. Czasem czuję się trochę zawieszona między jego światem a swoim. Kiedy jest córka – dopasowuję się, gdy jej nie ma – wracamy do naszej codzienności. Ciągła zmiana rytmu bywa męcząca, emocjonalnie i organizacyjnie.

Dodatkowo jego była żona też ma już nowego partnera. Z jednej strony to dobrze – córka ma stabilne warunki po obu stronach. Z drugiej – mam wrażenie, że w tym całym układzie dziecko trochę gubi się między dwoma domami, zasadami i dorosłymi, którzy próbują to wszystko pogodzić.



Nie szukam współczucia. Bardziej zależy mi na perspektywie. Może ktoś z Was był w podobnej sytuacji? Jak to ułożyć, żeby nie czuć frustracji, ale też nie zatracić siebie?

No to z perspektywy obserwatora czyli mojej wygląda to mniej więcej tak, jak poniżej.

1. Twojemu partnerowi i jego byłej ten układ opieki nad córką odpowiada i pasuje. Wniosek - jeśli zaczniesz przy tym majstrować - będzie źle. Nie Twoja rola.
2. Córce partnera sytuacja odpowiada, bo musi. Dziecko się dostosowuje do tego, co zostaje mu narzucone. Poczucie bezpieczeństwa dla dziecka to po pierwsze zadowoleni rodzice. Dopiero po drugie stałe miejsce zamieszkania. W okresie nastoletnim kolejność może się zmienić, ale nie musi, zależy od dziecka.
Uważam za możliwe ze Ty, jako ktoś w rodzaju "cioci", dostrzegasz jakieś zagubienie córki partnera w tym układzie stałych przeprowadzek, ale nawet jeśli to obserwacja trafna, patrz pkt. 1 - jeśli to ruszysz, będzie źle. Partnerowi i jego byłej układ odpowiada. Być może im wygodnie nie widzieć zagubienia córki.
3. Dziewczynka ma lat 14 czyli do jej matury masz 5 lat. To będą lata dynamiczne, bo dziewczynka będzie dorastała, miała coraz więcej własnego zdania, własnych pomysłów na życie i funkcjonowanie, ogólnie będzie się działo. Co zapewne pamiętasz z tego okresu u swojego syna.  I co ogólnie wiadomo, czas 14-19 to bywa solidny rollercoaster dla rodziców.
4. Że ciebie męczy ten dwutygodniowy cykl - oczywiste. Każdego by męczył. Nikt sobie dobrowolnie czegoś takiego w życiu nie funduje jeśli nie musi, no może z wyjątkiem bigamistów mających dwie rodziny w dwóch rożnych miastach.
5. Tzw. dobra rada ciotki z kanapy czyli co teoretycznie możesz rozważyć - jest to ułożenie się nieco inaczej do tego, czego zmienić nie możesz.
Córka mieszka  z wami - ty się dostosowujesz. Tu jest być może jakieś pole manewru czyli stopień, skala i zakres twojego dostosowania. Możesz potraktować te dwa tygodnie jako "mam więcej obowiązków" albo "mam więcej czasu dla siebie, bo partner jest zajęty".

74

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Moniko, Muqin ma sporo racji.
Nie próbuj gmerać w tym układzie, bo to nic dobrego Ci nie da.
Jest to totalnie męczące, ale znalezienie w tym czasu dla siebie jest dobrym pomysłem smile
Wiem, że chciałabyś mieć czas tylko z nim, ale jest jak jest.
Z czasem może znajdziesz w tych dwóch tygodniach z jego córką coś dla siebie? Np wspólny shopping z młodą?
Jeśli nie możesz czegoś zmienić, to może warto to oswoić?

75

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Ciekawostka. Słyszałam, że po tym, gdy kilka lat temu wprowadzono w stanie Kentucky domyślną opiekę naprzemienną, spadła tam liczba rozwodów, bo ludziom mniej się opłaca rozstawać.

A jaki jest mój stosunek do takiej formy opieki?
To zależy.
Przede wszystkim od tego, jacy są rodzice, czy na podobnym poziomie dbają o dziecko, dobrze je traktują, poświęcają uwagę, wzbudzają poczucie bezpieczeństwa, nie nastawiają go przeciwko sobie i czy przekazują mu podobne wartości.
Kolejna ważna kwestia, to jaka odległość dzieli oba domy.
Zupełnie inaczej jest cały rok chodzić do tej samej szkoły, mieć tych samych znajomych i podobne otoczenie, bo rodzice mieszkają względnie blisko siebie, niż tułać się co dwa tygodnie z walizkami do innego miasta, żeby tam prowadzić kompletnie inne życie. Mała szansa, że w obu miejscach zaadaptuje się tak samo dobrze.
Dlatego warto rozmawiać z dzieckiem i upewnić się, że czuje się dobrze prowadząc taki styl życia.

Niezmiennie zadziwiają mnie kobiety, które świadomie wchodzą w związek z dzieciatym mężczyzną, gdzie od początku jest jasne, w jakim stopniu angażuje się on w wychowanie, po czym próbują ingerować w łączące go z dziećmi relacje, bo odczuwają z tego powodu dyskomfort i uważają, że jakoś tam żyłoby się wszystkim lepiej, podczas gdy często jedynymi osobami, które narzekają na ten układ, są one same.
Kiedyś na grupie prawnej widziałam, jak jedna taka cwaniara doradzała się, w jaki sposób facet mógłby wydziedziczyć dzieci z poprzedniego związku, bo niedawno urodziło im się własne maleństwo i chciałaby, żeby to ono w przyszłości wszystko odziedziczyło.

76

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Mrs.Happiness napisał/a:

Ciekawostka. Słyszałam, że po tym, gdy kilka lat temu wprowadzono w stanie Kentucky domyślną opiekę naprzemienną, spadła tam liczba rozwodów, bo ludziom mniej się opłaca rozstawać.


Kiedyś na grupie prawnej widziałam, jak jedna taka cwaniara doradzała się, w jaki sposób facet mógłby wydziedziczyć dzieci z poprzedniego związku, bo niedawno urodziło im się własne maleństwo i chciałaby, żeby to ono w przyszłości wszystko odziedziczyło.

To akurat jest stałe zagranie.

77

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Mrs.Happiness napisał/a:

A jaki jest mój stosunek do takiej formy opieki?
To zależy.
Przede wszystkim od tego, jacy są rodzice, czy na podobnym poziomie dbają o dziecko, dobrze je traktują, poświęcają uwagę, wzbudzają poczucie bezpieczeństwa, nie nastawiają go przeciwko sobie i czy przekazują mu podobne wartości.

No właśnie. A to są zawsze indywidualne przypadki a najczęściej opiekę naprzemienna sąd przyklepuje bez wnikania w szczegóły, bo w sumie nawet chyba się nie da? A jak to wygląda w życiu?

Pokażcie mi takich świadomych, zgodnych rodziców, którzy potrafią odłożyć animozje na bok i współpracować ze sobą dla dobra dziecka. Zawsze coś gdzieś mocno zgrzyta. A to jedno z rodziców nie może się pogodzić z rozstaniem i nastawia dziecko przeciwko, a to macocha niezadowolona z tego, że obcy dzieciak się plącze po domu...I tylko dziecko ma najtrudniej musząc się odnaleźć w tym świecie dorosłych, którzy zgotowali mu ten los. Ale przecież zawsze liczy się najbardziej jego dobro...

78

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Solaris napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:

A jaki jest mój stosunek do takiej formy opieki?
To zależy.
Przede wszystkim od tego, jacy są rodzice, czy na podobnym poziomie dbają o dziecko, dobrze je traktują, poświęcają uwagę, wzbudzają poczucie bezpieczeństwa, nie nastawiają go przeciwko sobie i czy przekazują mu podobne wartości.

No właśnie. A to są zawsze indywidualne przypadki a najczęściej opiekę naprzemienna sąd przyklepuje bez wnikania w szczegóły, bo w sumie nawet chyba się nie da? A jak to wygląda w życiu?

Pokażcie mi takich świadomych, zgodnych rodziców, którzy potrafią odłożyć animozje na bok i współpracować ze sobą dla dobra dziecka. Zawsze coś gdzieś mocno zgrzyta. A to jedno z rodziców nie może się pogodzić z rozstaniem i nastawia dziecko przeciwko, a to macocha niezadowolona z tego, że obcy dzieciak się plącze po domu...I tylko dziecko ma najtrudniej musząc się odnaleźć w tym świecie dorosłych, którzy zgotowali mu ten los. Ale przecież zawsze liczy się najbardziej jego dobro...

ach tam - guzik prawda. Z założenia może i sens to ma, ale w praktyce bywa różnie.

Dzieci chciały się spotkać z kolegami w okolicy ich dotychczasowego domu, czyli tam gdzie mieszkają z matką.
W związku z tym po szkole z miejscowości obok przyjeżdżały na obiad, po obiedzie mąż odwoził do kolegów i potem po nich przyjeżdżał. No niby da się, nie?
Tyle, że logistyka i czas zmarnowany na dojazdy to już bzdura, bo to w jedną stronę z 40 minut.
U nas nie mają kolegów/koleżanek, więc przez 2 tygodnie albo byli odcięci, albo jakoś organizowaliśmy się z dowożeniem. Raz mąż, raz ja.
Czas dojazdu do szkoły analogicznie dłuzszy - około godziny w jedną stronę, więc musieliśmy je zrywać z łóżka dość wcześnie rano.
Jakby zliczyć te dojazdy, wizyty u kolegów itp, to w tygodniu rzeczywistego spędzonego czasu z ojcem było naprawdę niewiele, a umęczone czasem były dość mocno.
No, ale tak było - trzeba było się dostosować.

79

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Solaris napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:

A jaki jest mój stosunek do takiej formy opieki?
To zależy.
Przede wszystkim od tego, jacy są rodzice, czy na podobnym poziomie dbają o dziecko, dobrze je traktują, poświęcają uwagę, wzbudzają poczucie bezpieczeństwa, nie nastawiają go przeciwko sobie i czy przekazują mu podobne wartości.

No właśnie. A to są zawsze indywidualne przypadki a najczęściej opiekę naprzemienna sąd przyklepuje bez wnikania w szczegóły, bo w sumie nawet chyba się nie da? A jak to wygląda w życiu?

Pokażcie mi takich świadomych, zgodnych rodziców, którzy potrafią odłożyć animozje na bok i współpracować ze sobą dla dobra dziecka. Zawsze coś gdzieś mocno zgrzyta. A to jedno z rodziców nie może się pogodzić z rozstaniem i nastawia dziecko przeciwko, a to macocha niezadowolona z tego, że obcy dzieciak się plącze po domu...I tylko dziecko ma najtrudniej musząc się odnaleźć w tym świecie dorosłych, którzy zgotowali mu ten los. Ale przecież zawsze liczy się najbardziej jego dobro...

Z praktycznego punktu widzenia, to jeśli są zgodni to sąd może to przyklepać, ale tak, że są bardzo zgodni to co do zasady są to nieliczne przypadki ale jest ich coraz więcej. Z Opieka naprzemienna to nie jest prosty temat, dużo osób się z niej też wycofuje jak właśnie pozna partnera bo kurcze nie chce tu nikomu dogryzać, ale to, ze z opieki naprzemiennej jak pojawia się nowa pańcia, czy partnerka zależy jaką rolę chce pełnić ojca jest prawdą.

znany mi jest także przypadek gdzie to właśnie ojciec z nową partnerka przejęli opiekę.

Jednak zawsze ale to zawsze trzeba wiedzieć, iż jeśli są dzieci to te nie jest tak że nagle znikną bo Pani ich nie chce. Myślę, tez że autorka nie jest zadowolona z odpowiedzi, bo pisała nie chce współczucia a jakoś ono nie przyszło.

Podstawową kwestią jest to, że autorka chce spokoju bo ma dorosłe dziecko a przy nastolatce nie będzie go miała, więc po co zwalać winę

80

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Motocyklistka napisał/a:

ach tam - guzik prawda. Z założenia może i sens to ma, ale w praktyce bywa różnie.

Dzieci chciały się spotkać z kolegami w okolicy ich dotychczasowego domu, czyli tam gdzie mieszkają z matką.
W związku z tym po szkole z miejscowości obok przyjeżdżały na obiad, po obiedzie mąż odwoził do kolegów i potem po nich przyjeżdżał. No niby da się, nie?
Tyle, że logistyka i czas zmarnowany na dojazdy to już bzdura, bo to w jedną stronę z 40 minut.
U nas nie mają kolegów/koleżanek, więc przez 2 tygodnie albo byli odcięci, albo jakoś organizowaliśmy się z dowożeniem. Raz mąż, raz ja.
Czas dojazdu do szkoły analogicznie dłuzszy - około godziny w jedną stronę, więc musieliśmy je zrywać z łóżka dość wcześnie rano.
Jakby zliczyć te dojazdy, wizyty u kolegów itp, to w tygodniu rzeczywistego spędzonego czasu z ojcem było naprawdę niewiele, a umęczone czasem były dość mocno.
No, ale tak było - trzeba było się dostosować.

I tu jest sedno, czyli w takim przypadku opieka naprzemienna nie mogła funkcjonować. Ja z moim byłym mieszkamy blisko siebie córka po porostu jedzie dłużej lub krócej o 3 przystanki autobusem i to tym samym a i tak nie oceniam tego za doskonałe, bo zostawiła bluzę, bo nie ma czegoś do odrobienia lekcji, więc logistycznie jest to ciężki orzech do zgryzienia. Natomiast nie jest to w żaden mierze aspekt tego, że jest komuś trzeciemu którego z całym szacunkiem ale komfort będzie nieco niżej

81

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
minnie.89 napisał/a:

Myślę, tez że autorka nie jest zadowolona z odpowiedzi, bo pisała nie chce współczucia a jakoś ono nie przyszło.

Podstawową kwestią jest to, że autorka chce spokoju bo ma dorosłe dziecko a przy nastolatce nie będzie go miała, więc po co zwalać winę

No właśnie, może i miałaby współczucie, gdyby napisała prawdę, że w ogóle się w tym nie odnajduje i dziecko jej przeszkadza, zamiast robić z siebie troskliwą macochę i zasłaniać się jego dobrem wink

82

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
minnie.89 napisał/a:
Motocyklistka napisał/a:

ach tam - guzik prawda. Z założenia może i sens to ma, ale w praktyce bywa różnie.

Dzieci chciały się spotkać z kolegami w okolicy ich dotychczasowego domu, czyli tam gdzie mieszkają z matką.
W związku z tym po szkole z miejscowości obok przyjeżdżały na obiad, po obiedzie mąż odwoził do kolegów i potem po nich przyjeżdżał. No niby da się, nie?
Tyle, że logistyka i czas zmarnowany na dojazdy to już bzdura, bo to w jedną stronę z 40 minut.
U nas nie mają kolegów/koleżanek, więc przez 2 tygodnie albo byli odcięci, albo jakoś organizowaliśmy się z dowożeniem. Raz mąż, raz ja.
Czas dojazdu do szkoły analogicznie dłuzszy - około godziny w jedną stronę, więc musieliśmy je zrywać z łóżka dość wcześnie rano.
Jakby zliczyć te dojazdy, wizyty u kolegów itp, to w tygodniu rzeczywistego spędzonego czasu z ojcem było naprawdę niewiele, a umęczone czasem były dość mocno.
No, ale tak było - trzeba było się dostosować.

I tu jest sedno, czyli w takim przypadku opieka naprzemienna nie mogła funkcjonować.

No, ale funkcjonowała dość długi czas.
Też przerabiałam odwożenie dzieciaków do szkoły, jak mąż musiał szybciej wyjść do pracy.
Logistycznie i technicznie było ciężko, ale jakoś się to dociągnęło bez ofiar. smile

83

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
JedynaMonika napisał/a:

Jak to ułożyć, żeby nie czuć frustracji, ale też nie zatracić siebie?

Wracając do tematu wątku to wiesz, Monika, tak mi się pomyślało, ze paradoksalnie ta sytuacja może być znakomitą okazją do zyskania siebie (taki mój nieudolny antonim do "stracić siebie").

Córka partnera jest przez 2 tygodnie u was czyli w to wchodzi jeden weekend. Partner jest zajęty, bo opiekuje się córką i więź buduje oraz relację utrzymuje czyli , z pewnego punktu widzenia Ty, "masz wolne" Cały, calutki weekend dla siebie.
Możesz go poświęcić na cokolwiek, co jest tylko Twoje, tylko dla Ciebie. Spotkać się z od lat nie widzianą koleżanką, co mieszka daleko, pojechać do SPA jeśli lubisz, zafundować sobie jakieś warsztaty samorozwoju, nawet studia skończyć w trybie zaocznym, dowolne, tak "dla siebie". Takie "coś własnego" warto mieć, a jeśli jeszcze nie masz, zawsze możesz się porozwijać, czas w życiu stosowny, bo Ty już swoje dziecko odchowałaś.

84

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Nie wiem. Po prostu nie rozumiem czy to jest twoja córka już just

85

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
JedynaMonika napisał/a:
Samba napisał/a:
minnie.89 napisał/a:

A teraz postaw się w sytuacji tej matki czy ona ma być umęczoną cierpiętnica? A tatuś ma mieć nową partnerką a matka zrezygnować z lepszej pracy, czyli klepać słodką biedę do tego czekać na śmierć bo co jej innego zostało.

Nie, a kto powiedział że musi być umęczona? Pytanie jest takie, czemu ona nie chce oddać dziecka pod stałą opiekę ojca? Czemu nie tak?


Nie chcę być to nienowoczesną, ale mimo wszystko uważam, że matki to zazwyczaj lepsi rodzice, a zwłaszcza dziewczynie lepiej będzie z pewnością z matką, gdzie z ojcem nie pogada sobie o ważnych dla niej rzeczach.


O, przepraszam, z matką może o dojrzewaniu pogadać przy kawie czy herbacie. Do tego nie trzeba wspólnego mieszkania. A co z dojrzewaniem chłopców, oni też z matką o tym pogadają?

86 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-10-29 20:59:26)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Offtop ale najbardziej mnie w takim wątku zastanawia, jak to możliwe, że ci ludzie się rozwiedli, a teraz przeszli płynnie do coparentingu i mają przyjazne stosunki na przyjacielskiej stopie. Skoro mają tyle dobrej woli wobec siebie i dobro dziecka na względzie, oboje są rodzinni i nie migają się od obowiązków domowych to na papierze wydaje się, że nie powinni się rozstać.
Ludzie którzy się nienawidzą wiadomo- rozejść się, ale letnie rozwody to jest dla mnie prawdziwa zagadka.

Z psychologicznego punktu widzenia trochę mamy trójkąt. W związku 2 osób masz wzajemność, to co wkładasz to otrzymujesz. Tutaj nasz "wkład" zaczyna uciekać i osoba z normalnym stylem przywiązania może odczuwać zmęczenie. Była fajnie przez dwa tygodnie, a tu nagłe oddalenie, niedostępność. Monika może potrzebować się wygadać, przytulić, a partner akurat zajęty. Więc jeśli ona go w okienku bez dziecka akurat przytuliła i pocieszyła może czuć się trochę ograbiona z tego co jej się należy-wzajemność i dostępność. Wprawdzie sytuacja spowodowana obiektywnymi trudnościami i dodatkowymi obowiązkami, a nie złą wolą, ale mózg chyba tego tak nie przetwarza. Bardzo mocno uzależniająca mieszanka hormonów: naturalny hot & cold co 2 tygodnie.
Myślę, że cokolwiek Monika zrobi musi zrobić to szybko bo taki układ wydaje się być naturalnym uzależniaczem.
Taki związek na pewno nie jest dla każdego. Jeśli ktoś ma zdrowy styl przywiązania, oczekuje prostoty, dostępności, nie chce sztucznych barier - 2 tygodnie mniejszej dostępności to może się męczyć. Unikowcy pewnie nawet by się ucieszyli, że taka swoboda i czas na samorealizacje, jak napisała Muqin, czas odzyskać siebie.

87

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Offtop ale najbardziej mnie w takim wątku zastanawia, jak to możliwe, że ci ludzie się rozwiedli, a teraz przeszli płynnie do coparentingu i mają przyjazne stosunki na przyjacielskiej stopie. Skoro mają tyle dobrej woli wobec siebie i dobro dziecka na względzie, oboje są rodzinni i nie migają się od obowiązków domowych to na papierze wydaje się, że nie powinni się rozstać.


I tak i nie. Kiedyś fajne opracowanie czytałem na temat zmian w zachowaniu wywołanych wrogą architekturą i stresem środowiskowym. Połączenie jednego z drugim powoduje, że ludzie zaczynają ze sobą walczyć i wyładowywać na sobie frustracje. Kiedy ten czynnik znika, ich negatywne emocje względem siebie nawzajem również znikają.

88

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Tylko Monika wiedziała, że facet ma dziecko. Do tego dziewczynka jest miła i chyba nie powoduje aż takiego chaosu w życiu swego ojca i jego partnerki, żeby trzeba myśleć o tym, jak się pozbyć w białych rękawiczkach. Ciasno w domu też chyba aż tak nie jest, żeby nie można było sobie miejsca znaleźć bez tego dziecka.

Ja rozumiem, że Monika chciałaby swego partnera tylko dla siebie 24h/7 ale to chwilowo jeszcze jest nieosiągalne. Podkreślam: Chwilowo jeszcze, bo czas szybko płynie i ani się wszyscy obejrzą, gdy dziecko przestanie być dzieckiem i będzie miała wlasne ścieżki.
Mnie zawsze tylko dziecka żal, a tutaj ta mała, mało że musiała przeżyć rozwod rodzicow i znalezienie sobie przez nich nowych partnerów, mało że akceptuje i stara się dostosować do tego co jej zafundowali dorośli, to okazuje się, że nawet ta chwilowa równowaga również może za chwilę trzasnąć.

Trudna sytuacja, bo zdaje się że Monika w czasie tych dwóch tygodni gdy to dziecko jest z ojcem gra rolę dobrej cioci, a tak naprawdę jest to dla niej wyczerpujące i po prostu nie do zaakceptowania na dłuższy czas. Nie potrafi się zachowywać naturalnie i po prostu zaakceptować, że ktoś trzeci pojawia się od czasu do czasu w życiu jej i partnera. Mimo zapewnień Moniki nie widać, aby była nawiązana jakaś więź miedzy nią a tym dzieckiem. Raczej jest to "odwalanie orki na ugorze", a to nie sprzyja zbudowaniu trwałego porozumienia a tym samym powoduje frustrację u Moniki, taka kwadratura koła.

Tego, aby zaczęła wywierać presję na partnera, aby zmienić jego i jego żony ustalenia dotyczące dziecka raczej odradzam.

89 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-10-29 21:08:17)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Jack Sparrow napisał/a:

I tak i nie. Kiedyś fajne opracowanie czytałem na temat zmian w zachowaniu wywołanych wrogą architekturą i stresem środowiskowym. Połączenie jednego z drugim powoduje, że ludzie zaczynają ze sobą walczyć i wyładowywać na sobie frustracje. Kiedy ten czynnik znika, ich negatywne emocje względem siebie nawzajem również znikają.

Dla mnie nadal brzmi jak rozwód z nudów. Nie było źle, mogło być lepiej, ale pora na rewolucje.
Ciekawe czy Monika nam napisze jaki był powód rozwodu bo umieram z ciekawości.

Salomonka napisał/a:

Tego, aby zaczęła wywierać presję na partnera, aby zmienić jego i jego żony ustalenia dotyczące dziecka raczej odradzam.

Chodzi ci o aspekty praktyczny czy etyczny? Facet podjął te zobowiązania zanim poznał Monikę, teraz może mu się zmienić. Pogłębienie relacji z Moniką może dać mu więcej satysfakcji niż dotrzymanie ustaleń z żoną.

90

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Dla mnie nadal brzmi jak rozwód z nudów. Nie było źle, mogło być lepiej, ale pora na rewolucje.

Czasem jest tak, że ludzie nie chcą już nie mogą ze sobą być. Czasem mają jak najbardziej niedobre doświadczenia razem, nie mają ochoty mieć cokolwiek ze sobą wspólnego, są sobie obojętni emocjonalnie.
Jednak ze względu na dziecko i tylko ograniczając się do tej sytuacji, umieją ze sobą rozmawiać czy iść sobie czasem na rękę- dla dobra dziecka.
To nie jest tak że tylko miłość czy sympatia albo nienawiść. Jest cała gama pomiędzy, a ludzie którzy nie mieliby ochoty ani potrzeby mieć już cokolwiek ze sobą wspólnego, potrafią przejść ponad niechęcią czy obojetniscią, bo mają w tym ważny cel, ich wspólne dziecko.
Trzeba odsunąć ego, czasem nawet się udaje.

91

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Tego, aby zaczęła wywierać presję na partnera, aby zmienić jego i jego żony ustalenia dotyczące dziecka raczej odradzam.

Chodzi ci o aspekty praktyczny czy etyczny? Facet podjął te zobowiązania zanim poznał Monikę, teraz może mu się zmienić. Pogłębienie relacji z Moniką może dać mu więcej satysfakcji niż dotrzymanie ustaleń z żoną.

Jakiej satysfakcji Smutna? Bo chyba tego, że zawiedzie swoje dziecko satysfakcją nazwać nie można. Facet dał dziecku poczucie jako takiego bezpieczeństwa w tym chaosie jaki mu stworzyli z jej matką rozwodząc się i raczej nie wypada robić z gęby cholewy. Tym bardziej jak zaznaczyłaś, że deklaracje padły zanim poznał Monikę.

92

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
JedynaMonika napisał/a:

Ja nigdy o takim standardzie nie słyszałam, ani czegoś takiego dziwnego nie zauważyłam żeby dzieci rozwiedzonych rodziców żyły non stop na walizkach i przerzucały się tym dzieckiem jak workiem kartofli, mój przypadek to jedyny jaki znam i wcale nie jestem ze wsi. Ja nie sądzę żeby takie coś z psychologicznego punktu widzenia było korzystne dla dziecka. I nikt nie mówi, że matka ma robić wszystko, a tatuś sobie olewać.

Jeszcze możesz zatęsknić za tym co masz teraz, kiedy córunia tatunia skończy 18-tkę i wtedy razem postanowią, że zamieszka z wami na stałe, a Ciebie nawet nikt o zdanie nie zapyta, bo gówno kogo ono obchodzi. Taki przypadek znasz? No widzisz, a ja znam smile

93

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

A Twój syn gdzie mieszka studiuje w innym mieście, ale tam mieszka czy przyjeżdża na weekendy?

94

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

I tak i nie. Kiedyś fajne opracowanie czytałem na temat zmian w zachowaniu wywołanych wrogą architekturą i stresem środowiskowym. Połączenie jednego z drugim powoduje, że ludzie zaczynają ze sobą walczyć i wyładowywać na sobie frustracje. Kiedy ten czynnik znika, ich negatywne emocje względem siebie nawzajem również znikają.

Dla mnie nadal brzmi jak rozwód z nudów. Nie było źle, mogło być lepiej, ale pora na rewolucje.




Chodziło mi o to co betonoza robi z człowiekiem:

These stressors aren’t simply inconvenient or irritating, though; research has suggested that urban living has a significant impact on mental health. One meta-analysis found that those living in cities were 21% more likely to experience an anxiety disorder – mood disorders were even higher, at 39%. People who grew up in a city are twice as likely to develop schizophrenia as those who grew up in the countryside

Urban stressors appear to have a biological impact, too. A 2011 study from the Central Institute of Mental Health at the University of Heidelberg found that city living was associated with greater stress responses in both the amygdala and the cingulate cortex – areas linked to emotional regulation, depression and anxiety. This increased activation, the research team said, could have a “lasting effect”, both on the brain’s development and its ongoing susceptibility to mental illness.


Także czasem bywa tak, że po rozejściu się i zmianie przynajmniej części środowiska człowiek odnajduje spokój.



A autorce po prostu ciężko się odnaleźć w sytuacji, kiedy ma zmianę o 180 stopni co dwa tygodnie.

95 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-10-29 22:06:50)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Czasem jest tak, że ludzie nie chcą już nie mogą ze sobą być.....

Jasne, rozumiem. Po prostu nie znam ani jednego małżeństwa które się rozpadło w letniej atmosferze, dlatego mnie to tak interesuje. Zdrady, inne plany co do posiadania dzieci, nałogi, przemoc -tak. Ale nigdy pary ludzi którzy oboje są na tyle rodzinni, że kierują się dobrem dziecka, ale na tyle zorientowani na własne szczęście i samorealizacje, że mimo braku większego dramatu rozchodzą się.

Nielogiczne dla mnie jest dlaczego w takim małżeństwie się popsuło. Skoro byli zorientowani na komórkę rodzinną, na siebie i dobro potomstwa, to dlaczego dopuścili do eskalacji problemów. Do tego jeśli są na tyle cywilizowani, że cooparentingują sobie zgodnie.

Trochę jakby osoba, która uwielbia sport i zdrową żywność była otyła. Przecież trudno przytyć jeśli jesz na śniadanie eko gotowane jajka i chelb z niskim IG i lecisz zaraz na siłownie.

Chyba, że to była sytuacja "projekt dziecko" i partner i tak był zbędnym elementem układanki od początku.

Jack Sparrow napisał/a:

A autorce po prostu ciężko się odnaleźć w sytuacji, kiedy ma zmianę o 180 stopni co dwa tygodnie.

Każdej osobie, która nie jest chaos addict by było. Mnie po prostu interesuje tak wzorcowy rozwód, który nie jest tu tematem głównym. Wzmianka o jednorożcu rozwodników- przyjacielskim, letnim rozwodzie bez nienawiści mnie zaintrygowała. Nie znam takich par, ciekawi mnie czym się różnią od tych nienawistnych.

96

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Po prostu nie znam ani jednego małżeństwa które się rozpadło w letniej atmosferze, dlatego mnie to tak interesuje. Zdrady, inne plany co do posiadania dzieci, nałogi, przemoc -tak. Ale nigdy pary ludzi którzy oboje są na tyle rodzinni, że kierują się dobrem dziecka, ale na tyle zorientowani na własne szczęście i samorealizacje, że mimo braku większego dramatu rozchodzą się.

Ja znam jedno, które w takiej sytuacji nawet wciąż mieszkało razem dla dobra dziecka przez parę lat. Realnie to każde z nich prowadziło osobne życia, a jak dzieciak wyjechał na studia to i się poprzeprowadzali - każde gdzie indziej.


Skoro byli zorientowani na komórkę rodzinną, na siebie i dobro potomstwa, to dlaczego dopuścili do eskalacji problemów.

Bo nie byli zorientowani na rodzinę tylko na obowiązek, bo zaliczyli wpadkę. W tym znanym mi przypadku nigdy jakiegoś uczucia nie było. Był wspólny obowiązek, a reszta ich nie obchodziła. Każde z nich chodziło swoimi drogami.

97 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-10-29 22:09:04)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Jack Sparrow napisał/a:

Bo nie byli zorientowani na rodzinę tylko na obowiązek, bo zaliczyli wpadkę. W tym znanym mi przypadku nigdy jakiegoś uczucia nie było. Był wspólny obowiązek, a reszta ich nie obchodziła. Każde z nich chodziło swoimi drogami.

Tak mi się wydaje, że rodzina z rozsądku może być jednym z czynników, które decyduje o letnim rozwodzie. Nie było wielkiej namiętności, więc nie ma wielkiej nienawiści.
Ciekawy temat. Może ktoś jeszcze podzieli się swoimi wrażeniami z takimi małżeństwami?

98

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
minnie.89 napisał/a:

ona rodzicielstwo ma za sobą, chce spokoju a nie zajmowania się cudzym dzieckiem.

Kurcze, i co ona biedna na zrobić? Przecież facet jest bogaty...

99

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Inocynt napisał/a:
minnie.89 napisał/a:

ona rodzicielstwo ma za sobą, chce spokoju a nie zajmowania się cudzym dzieckiem.

Kurcze, i co ona biedna na zrobić? Przecież facet jest bogaty...

A po co jej bogaty facet? Kasa faceta to zguba dla kobiety

100 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-10-29 23:57:42)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
JedynaMonika napisał/a:

Cześć,

Chciałabym napisać o czymś, co od pewnego czasu bardzo mnie męczy, a nie bardzo mam z kim o tym porozmawiać. Może ktoś z Was był w podobnej sytuacji i znajdzie w tym coś znajomego.

Jestem w związku z mężczyzną, który ma córkę z poprzedniego małżeństwa. Oboje jesteśmy po czterdziestce. Ja mam dorosłego syna – ma 20 lat, studiuje i mieszka w innym mieście – więc myślałam, że etap codziennego wychowywania dzieci mam już za sobą. Tymczasem okazało się, że rzeczywistość potrafi zaskoczyć.

Mój partner i jego była żona mają dość nietypowy układ opieki nad córką. Zamiast klasycznego rozwiązania, w którym dziecko mieszka na stałe z matką, a ojciec widuje je w ustalonych terminach i płaci alimenty (tak jak to wygląda w 99% przypadków), oni postanowili, że córka będzie mieszkać na zmianę – dwa tygodnie u matki i dwa tygodnie u nas. Na papierze brzmi to nowocześnie i partnersko, ale w praktyce wygląda to jak życie na walizkach. Co dwa tygodnie przeprowadzka, zmiana otoczenia, rytmu dnia, zasad – zero prawdziwej stabilizacji.

Była żona mojego partnera to osoba, którą można by określić jako „nowoczesną”. Ma dobre relacje z byłym mężem, potrafią spokojnie rozmawiać, wspólnie ustalać sprawy dotyczące córki. Z zewnątrz wygląda to bardzo dojrzale i „światowo”. Ona sama jest też bardzo aktywna – dużo podróżuje, ma swoje pasje, dba o siebie, lubi mówić o samorozwoju i pozytywnym myśleniu. I choć to wszystko brzmi naprawdę dobrze, to czasem mam wrażenie, że w tym ich „nowoczesnym” układzie brakuje zwykłego, codziennego spokoju, którego dziecko po prostu potrzebuje.

Kiedy dziewczynka jest u nas, wszystko w domu kręci się wokół niej: plany, posiłki, codzienny rytm, nawet sposób spędzania wolnego czasu. Gdy wyjeżdża do matki, wszystko się zmienia – robi się spokojniej, ciszej, jakbyśmy wracali do zupełnie innego świata. I tak co dwa tygodnie: dwa różne tryby życia, dwa różne nastroje, dwa różne domy.

Nie mam do nikogo pretensji. Mój partner jest oddanym ojcem i bardzo go za to szanuję. Jego córka jest sympatyczna, miła, staram się, żeby czuła się u nas dobrze – choć zachowuję pewien dystans, bo wiem, że nie jestem jej mamą i nie chcę wchodzić w tę rolę. Mimo to bywa mi zwyczajnie trudno. Czasem czuję się trochę zawieszona między jego światem a swoim. Kiedy jest córka – dopasowuję się, gdy jej nie ma – wracamy do naszej codzienności. Ciągła zmiana rytmu bywa męcząca, emocjonalnie i organizacyjnie.

Dodatkowo jego była żona też ma już nowego partnera. Z jednej strony to dobrze – córka ma stabilne warunki po obu stronach. Z drugiej – mam wrażenie, że w tym całym układzie dziecko trochę gubi się między dwoma domami, zasadami i dorosłymi, którzy próbują to wszystko pogodzić.

I może to zabrzmi egoistycznie, ale czasem tęsknię za prostotą. Za spokojnym, przewidywalnym życiem. W głębi duszy wolałabym, żeby wszystko wyglądało „normalniej” – żeby córka mieszkała głównie z matką, a ojciec miał z nią regularny kontakt. Tak byłoby po prostu łatwiej ułożyć wspólne życie. A teraz mam wrażenie, że nie do końca wiem, w jakim rytmie żyję – swoim czy cudzym. Uważam też, że to byłoby lepsze również dla ich córki, bo jednak mimo wszystko uważam, że lepiej mieć stałe miejsce zamieszkania i stabilną sytuację, a nie raz tutaj, a raz tutaj. Dla dorosłego przeprowadzka bywa ciężka i stresująca, a tutaj mówimy o nastolatce, która co dwa tygodnie się przeprowadza. Nie mam zielonego pojęcia co im strzeliło do głowy, że taki sposób sprawowania opieki będzie najlepszy, trochę to z zewnątrz wygląda tak jakby przerzucali się tym dzieckiem jak workiem kartofli.

Nie szukam współczucia. Bardziej zależy mi na perspektywie. Może ktoś z Was był w podobnej sytuacji? Jak to ułożyć, żeby nie czuć frustracji, ale też nie zatracić siebie?

To jest chyba jakieś prowo big_smile ... kobieto przy 15 letniej dziewczynie to ma się tyle obowiązków co kot napłakał, to ja przy 12 latce prawie nic już nie robie, a Ty robisz z tego wielkie halo jakby 15 latka was conajmniej 10 godzin na dobę potrzebowała.

101 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-10-30 00:09:03)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Offtop ale najbardziej mnie w takim wątku zastanawia, jak to możliwe, że ci ludzie się rozwiedli, a teraz przeszli płynnie do coparentingu i mają przyjazne stosunki na przyjacielskiej stopie. Skoro mają tyle dobrej woli wobec siebie i dobro dziecka na względzie, oboje są rodzinni i nie migają się od obowiązków domowych to na papierze wydaje się, że nie powinni się rozstać.
Ludzie którzy się nienawidzą wiadomo- rozejść się, ale letnie rozwody to jest dla mnie prawdziwa zagadka.

.

Nie zrozumiesz tego Smutna, bo nie masz dziecka.

Najpierw człowiek czuje, że nie chce jej więcej widzieć na oczy, że życie stałoby się o wiele prostsze gdyby np. samolot z nią na pokładzie się rozbił. Po pewnym czasie przychodzi jednak refleksja, że o ile jej byłemu mężowi byłoby łatwiej żyć i zacząć od nowa gdyby los ją totalnie wymazał ze świata, to jednocześnie to by przyniosło wielki ból jego jedynemu dziecku, które jest jednocześnie i jej dzieckiem. Bo to dziecko będzie zawsze w jakimś stopniu łącznikiem, nawet gdy oboje ułożą życie na nowo. Czas mija dalej i jedno i drugie koncentruje się na dobru dziecka. I po pewnym czasie oboje sobie przypominają, że że to drugie jest tą drugą z dwóch najbliższych ich dziecku osób; że poprawne stosunki i brak kłótni wpływają na nastrój dziecka, że dziecko dzięki temu jest weselsze i spokojniejsze. Gdy jeszcze bardziej dym po wybuchu nuklearnym opadnie, to oboje sobie dodatkowo przypominają, że mają to dziecko dzięki temu drugiemu. I dzięki temu, ze względu na dziecko, z czasem mogą dojść do całkiem poprawnych stosunków.

102 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-10-30 00:15:32)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
JedynaMonika napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
JedynaMonika napisał/a:

Nie mam do nikogo pretensji.

No wcale;)

Ile to dziecko ma lat? Jeśli jest nastolatką to pewnie już niedaleko do 18 a wtedy sytuacja się zmieni. Zresztą, nastolatki już nie wymagają tyle uwagi co małe dzieci, chyba trochę przesadzasz z tym opisem że wszystko pod dziecko.
Przypuszczam że wiedziałaś na co się piszesz, więc skąd ten post? Czego Ty od nas oczekujesz?

Opieka naprzemienna jest bardzo dobrym rozwiązaniem, jeśli oboje rodzice chcą być zaangażowani w wychowanie dziecka. To jest standard na zachodzie.
Dziecko na tym korzysta, bo oba miejsca zna dobrze, w obu jest u siebie, może ciszyc sie codziennoscią z tatą i mamą, od obu czerpać wzorce, a rodzic który ma dziecko na określony czas, jest bardziej na nie uważny, zaangażowany.

W grudniu będzie 14. Nie chcę tutaj być źle zrozumiana, ja osobiście nie robię problemów żadnych kiedy chodzi o jakieś odwiedziny, spotkania, wakacje, itp. itd. Opieka naprzemienna jest natomiast jednym z gorszych rozwiązań, co to w ogóle za durny pomysł żeby dziecko na zmianę mieszało raz tutaj a raz tam ? To może ty się tak przeprowadzaj co tydzień ?

Najgorsze to jest całkowicie pozbawić dziecka ojca dla alimentów. Bo nie oszukujmy się opieka naprzemienna uniemozliwia,a juz napewno znacznie utrudnia pobieranie od ojca alimentow.

Nie rozumiem tego glupiego myślenia, ze dziecku jest zle na dwa domy. Co z ojcem jest dziecku źle? A jak by dziecko widzialo ojca tylko od święta,to wtedy by bylo dziecku dobrze tak?

Ja nie mam klasycznej opieki naprzemiennej,ale od lat stosuje z ex zasade,ze w kazdy weekend corka jest u niego. Nigdy dziecko pod tym.wzgledem trauma nie miało. W jego mieszkaniu corka ma tez ubrania,różne swoje rzeczy,poznala tam kilka fajnych kolezanek, zawsze wraca do domu zadowolona. A tez moglam zabrać dziecko i walczyc o alimenty, tylko po co mi ten stres? Lepiej,zeby ojciec tez sie poczuwal do odpowiedzialności chociaz czesciowo, a ja weekendy mam wolne dzięki temu. Ta matka o ktorej piszesz tez by chciała sobie odpocząć dlatego wybrala opieke naprzemienna,a nie,ze ona bedzie robic WSZYSTKO przy dziecku,a tatus czyli Twoj nowy partner bedzie sobie robil NIC. Zrobil dzieciaka niech się tez poczuwa do odpowiedzialności

103

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Czyli tak - ona cię zdradziła, ona cię zostawiła, ale wydaje ci się, że masz jakieś połączenie ze swoją narkotyczną ex ze względu na fakt, że macie dziecko ?

104

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Jack Sparrow napisał/a:

Czyli tak - ona cię zdradziła, ona cię zostawiła, ale wydaje ci się, że masz jakieś połączenie ze swoją narkotyczną ex ze względu na fakt, że macie dziecko ?

Nie jełopie. Mam z nią poprawne stosunki dlatego, że mamy dziecko. Gdyby nie było dziecka, to najzwyczajniej w świecie nie mielibyśmy ŻADNYCH stosunków.

105

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Nowe_otwarcie napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Czyli tak - ona cię zdradziła, ona cię zostawiła, ale wydaje ci się, że masz jakieś połączenie ze swoją narkotyczną ex ze względu na fakt, że macie dziecko ?

Nie jełopie. Mam z nią poprawne stosunki dlatego, że mamy dziecko. Gdyby nie było dziecka, to najzwyczajniej w świecie nie mielibyśmy ŻADNYCH stosunków.

Ty na pewno. Ona je miała jeszcze zanim zakończyła związek z tobą smile


Poprawne stosunki masz z nią dlatego, że jakby ona pstryknęła palcami to ty poleciałbyś w podskokach, a nie dlatego, że macie dziecko. Dlatego piszesz o dziecku jako łączniku, o przypomnieniu, że masz to dziecko właśnie dzięki tej drugiej osobie. I dlatego pisałeś o niej per 'narkotyczna'. Dziewczyny ci tu już wypominały, że obecną partnerkę to opisywałeś wyjątkowo blado w porównaniu do ex.


Smutna rozumie czym jest dziecko i rozumie jak ono może wpływać na relację między ludźmi. Mniej rozumie dlaczego PO rozstaniu może być ok, a przed już nie może, skoro dziecko jest w tym układzie swego rodzaju stałą. Dlaczego to dziecko nie mogło tak łączyć przed rozpadem związku, a nagle już po staje się argumentem do utrzymania jednak "poprawnych" (cokolwiek by to nie znaczyło) stosunków.

106

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Jack Sparrow napisał/a:


Poprawne stosunki masz z nią dlatego, że jakby ona pstryknęła palcami to ty poleciałbyś w podskokach, a nie dlatego, że macie dziecko. Dlatego piszesz o dziecku jako łączniku, o przypomnieniu, że masz to dziecko właśnie dzięki tej drugiej osobie. I dlatego pisałeś o niej per 'narkotyczna'. Dziewczyny ci tu już wypominały, że obecną partnerkę to opisywałeś wyjątkowo blado w porównaniu do ex.

Jackie, dalej jesteś tępy jak nóż po krojeniu kości i widzisz tylko to co chcesz widzieć.
Nie, nie wróciłbym, tym bardziej że nawet ostatnio pokazała że w pewnych kwestiach nic się nie zmieniła. Tylko dzięki istnieniu córki nie rozszarpałem jej na strzępy i w wielu rozmowach starałem się różne rzeczy łagodnie tłumaczyć (żeby nie odbiło się na córce) zamiast zjebać ją jak psa. I kolejna ciekawostka dla ciebie: to ona akurat zdaje się szukać kontaktu (dzwoniąc więcej niż to niezbędne czy wyszukując powody by coś mi przekazać osobiście zamiast przez córkę) i to praktycznie zawsze ja kończę rozmowę pod pozorem braku czasu; pogadam dłużej w sumie tylko wtedy gdy trzeba ją uspokoić i rozładować jej emocje żeby się nie rzucała do naszej córy (to akurat mi całkiem dobrze wychodzi, choćby ostatnio, bo jakieś 3 tygodnie temu autentycznie się obawiałem że dopuści się względem młodej jakiejś przemocy, w taką furię wpadła).

Odnośnie bladego opisu: Jalapeno (choć jest smaczna) też wypada blado przy Trinidad Scorpion, jednak ten drugi (aczkolwiek zapewnia ekstremalne emocje) w większych ilościach szkodzi.

Jack Sparrow napisał/a:

Smutna rozumie czym jest dziecko i rozumie jak ono może wpływać na relację między ludźmi. Mniej rozumie dlaczego PO rozstaniu może być ok, a przed już nie może, skoro dziecko jest w tym układzie swego rodzaju stałą. Dlaczego to dziecko nie mogło tak łączyć przed rozpadem związku, a nagle już po staje się argumentem do utrzymania jednak "poprawnych" (cokolwiek by to nie znaczyło) stosunków.

No to jak widać tylko częściowo rozumie. Kluczem jest przesyt sobą przed rozpadem związku i znacznie mniejsze dawkowanie obecności/kontaktów/ wszelkich form interakcji po rozstaniu (a przede wszystkim po opadnięciu porozwodowego nuklearnego grzyba). Bardzo możliwe, że znaczna część tych osób by się nie rozstała gdyby odpowiednio wcześnie przeszła na relację w stylu relacji np... Salomonki wink

107

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Offtop ale najbardziej mnie w takim wątku zastanawia, jak to możliwe, że ci ludzie się rozwiedli, a teraz przeszli płynnie do coparentingu i mają przyjazne stosunki na przyjacielskiej stopie. Skoro mają tyle dobrej woli wobec siebie i dobro dziecka na względzie, oboje są rodzinni i nie migają się od obowiązków domowych to na papierze wydaje się, że nie powinni się rozstać.
Ludzie którzy się nienawidzą wiadomo- rozejść się, ale letnie rozwody to jest dla mnie prawdziwa zagadka.

A to nie jest trochę tak, że wtedy jest inny poziom zależności? Inny poziom oczekiwać itp?
Chodzi mi o to, że jako żona/mąż byli fatalni, ale całkiem dobrze można się dogadać w kwestii dziecka?
Mojego męża relacja z ex jest dość formalna i chłodna i tylko ze wzgl. na dzieci, ale jestem w stanie sobie wyobrazić dobrze współpracujących rodziców podczas, gdy małżeństwem byli fatalnym.

108

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Nowe_otwarcie napisał/a:

Jackie, dalej jesteś tępy jak nóż po krojeniu kości i widzisz tylko to co chcesz widzieć.

Tia i żeby udowodnić jak bardzo ci jest obojętna to jebnąłeś o niej elaborat na kilka linijek, w którym rozpisujesz się jak to dobrze idzie ci jej uspokajanie. smile


Bardzo możliwe, że znaczna część tych osób by się nie rozstała gdyby odpowiednio wcześnie przeszła na relację w stylu relacji np... Salomonki

Tacy ludzie nigdy nie powinni być razem w pierwszej kolejności.

109 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-10-30 12:22:02)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

NO, czy twoja żona cię nie zdradzała czasem?

Tak jak pisał Jack, dziecko jest zawsze, więc dlaczego nie było motywacją żeby się ogarnąć wcześniej. Szczególnie że te pary potem wchodzą w nowe związki, więc nie mają predyspozycji samotniczych.
Trochę to jest po ptokach. Teraz zasłaniać się dobrem dziecka, które musi zrozumieć nowa partnera/ja, ale sam rodzic tego nie rozumiał na tyle żeby ratować małżeństwo.
Czy dziecko nie jest wtedy zagubione? Widzi rodziców współpracujących, ale po czasie.
Trochę dziwne te nowoczesne rozwody. Coraz bardziej skłaniam się do babcinego żeby nie bił i nie pił XD

A na poziomie emocjonalnym absolutnie zgadzam się z Salomonką. Po prostu brakuje mi logiczngo argumentu. Rodzina jest najważniejsza? To po co rozwód? Dobro dziecka? To dlaczego nie poczekać aż wyfrunue z gniazda. Partner musi się dostosować do dziecka? A dlaczego rodzice tego nie potrafili?

110

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Czy dziecko nie jest wtedy zagubione? Widzi rodziców współpracujących, ale po czasie.

Mam paru znajomych, których rodzice rozwiedli się/rozeszli jak byliśmy w wieku szkolnym.

Zagubiona była tylko jedna dziewczyna, przed którą rodzice grali. Chowali ją pod kloszem. Nie była świadoma tego, że jej rodzice nie mogą na siebie patrzeć. Faktycznie średnio skończyła. Najpierw dragi, z których wyszła, ale potem, w życiu dorosłym poszła w pracoholizm. Obecnie jest samotną mamą, która facetów zmienia częściej niż bieliznę. A przynajmniej tyle co o niej słyszałem od wspólnych znajomych. Ile w tym prawdy to nie wiem.



Reszta była względnie zadowolona z odzyskanego spokoju, bo przed rozejściem się rodzicieli byli polem ich rozgrywek lub workiem zrzutowym negatywnych emocji w stylu "zobacz jaki ten twój tata to nieudacznik, albo "ta twoja matka to pojebana jest". Kończył się okres walki (który faktycznie źle znosili) to i kończyła się ich gehenna, a zaczynał spokój i gojenie ran.

Jak patrzę po ludziach, to najgorzej wyszli ci ze skonfliktowanych domów. Bez względu na to czy ten konflikt odbywał się przed czy po rozwodzie.

111

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

NO, czy twoja żona cię nie zdradzała czasem?

Tak jak pisał Jack, dziecko jest zawsze, więc dlaczego nie było motywacją żeby się ogarnąć wcześniej. Szczególnie że te pary potem wchodzą w nowe związki, więc nie mają predyspozycji samotniczych.
Trochę to jest po ptokach. Teraz zasłaniać się dobrem dziecka, które musi zrozumieć nowa partnera/ja, ale sam rodzic tego nie rozumiał na tyle żeby ratować małżeństwo.
Czy dziecko nie jest wtedy zagubione? Widzi rodziców współpracujących, ale po czasie.
Trochę dziwne te nowoczesne rozwody. Coraz bardziej skłaniam się do babcinego żeby nie bił i nie pił XD

A na poziomie emocjonalnym absolutnie zgadzam się z Salomonką. Po prostu brakuje mi logiczngo argumentu. Rodzina jest najważniejsza? To po co rozwód? Dobro dziecka? To dlaczego nie poczekać aż wyfrunue z gniazda. Partner musi się dostosować do dziecka? A dlaczego rodzice tego nie potrafili?

nie, nie jest zagubione. Takie emocje jak tu piszą niektórzy ma się do bylych, gdy sobie ich nie można odpuscić. Większość ludzi ze wzgledu na dzieci układy ma normalne. I rozwód nie oznacza, że małżeństwo było pełne awantur i niedogadywania się. Zdrada o dziwo tez tego nie oznacza.
normalnie były powiewa mi jako mężczyzna, ale jest ojcem moich dzieci i z tego względu życzę mu dobrze, by dzieci nie mialy smutnych czy trudnych chwil. Co tu jest do zrozumienia?
dobre małżeństwa się nie rozpadają więc jak sie rozpadło to nie było dobre i tyle

112

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Ela210 napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

NO, czy twoja żona cię nie zdradzała czasem?

Tak jak pisał Jack, dziecko jest zawsze, więc dlaczego nie było motywacją żeby się ogarnąć wcześniej. Szczególnie że te pary potem wchodzą w nowe związki, więc nie mają predyspozycji samotniczych.
Trochę to jest po ptokach. Teraz zasłaniać się dobrem dziecka, które musi zrozumieć nowa partnera/ja, ale sam rodzic tego nie rozumiał na tyle żeby ratować małżeństwo.
Czy dziecko nie jest wtedy zagubione? Widzi rodziców współpracujących, ale po czasie.
Trochę dziwne te nowoczesne rozwody. Coraz bardziej skłaniam się do babcinego żeby nie bił i nie pił XD

A na poziomie emocjonalnym absolutnie zgadzam się z Salomonką. Po prostu brakuje mi logiczngo argumentu. Rodzina jest najważniejsza? To po co rozwód? Dobro dziecka? To dlaczego nie poczekać aż wyfrunue z gniazda. Partner musi się dostosować do dziecka? A dlaczego rodzice tego nie potrafili?

nie, nie jest zagubione. Takie emocje jak tu piszą niektórzy ma się do bylych, gdy sobie ich nie można odpuscić. Większość ludzi ze wzgledu na dzieci układy ma normalne. I rozwód nie oznacza, że małżeństwo było pełne awantur i niedogadywania się. Zdrada o dziwo tez tego nie oznacza.
normalnie były powiewa mi jako mężczyzna, ale jest ojcem moich dzieci i z tego względu życzę mu dobrze, by dzieci nie mialy smutnych czy trudnych chwil. Co tu jest do zrozumienia?
dobre małżeństwa się nie rozpadają więc jak sie rozpadło to nie było dobre i tyle

Dokładnie ja  z ex ojcem corki tez sie dogaduje,rzadko kiedy sie klocimy, no,ale zwiazku z nim nie chce mimo,ze on sam kilka razy pytał "czy znowu sprobowac" no ale ja nie chce. Lepiej mi samej dziecko wychowywac

113

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Ela210 napisał/a:

dobre małżeństwa się nie rozpadają więc jak sie rozpadło to nie było dobre i tyle

Chyba to jest sedno sprawy.
Po prostu mnie zaciekawiło, że po rozpadzie związku, ta sama para zachowuje się jak zgodne małżeństow big_smile Dziecko dogadane, zaopiekowane, sprawy finansowe dopiete, każdy zadowolony ma czas i przestrzeń na siebie.

114

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Julia life in UK napisał/a:

Dokładnie ja  z ex ojcem corki tez sie dogaduje,rzadko kiedy sie klocimy, no,ale zwiazku z nim nie chce mimo,ze on sam kilka razy pytał "czy znowu sprobowac" no ale ja nie chce. Lepiej mi samej dziecko wychowywac

A on nie jest arabem? To ten co chciał mieć 2 żony?

115

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

dobre małżeństwa się nie rozpadają więc jak sie rozpadło to nie było dobre i tyle

Chyba to jest sedno sprawy.
Po prostu mnie zaciekawiło, że po rozpadzie związku, ta sama para zachowuje się jak zgodne małżeństow big_smile Dziecko dogadane, zaopiekowane, sprawy finansowe dopiete, każdy zadowolony ma czas i przestrzeń na siebie.

No tak jest to jak najbardziej możliwe. Nie ma co się kłócić przez lata. Szkoda życia na złość

116

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Okoliczność że się rozstali nie oznacza, że od razu musza być w konflikcie, są byłe pary które mają pozytywne relacje, bo emocje opadną.

Jednak mówienie, że były z którym spędziło się naście lat to obcy człowiek świadczy o niskiej dojrzałości emocjonalnej, bo jak z kimś z kim dzieliło się wiele lat można powiedzieć, że to jest obcy człowiek. Nie czujesz się za niego/ nią odpowiedzialny/a ale też nie przesadzajmy, że udajesz, iż go nie znasz. W takim przypadku to jest sytuacja zazdrości, zawiści. Oczywistym jest, że jeśli jedno ułożyło sobie życie po rozstaniu a drugie nie może, to często to które miał mniej szczęścia będzie podsycało jad.

Problem polega na tym, ze mówi się, słyszy się o tym co złe, bo to jest nośne, a nie o tym co dobre. Czy ktoś kto ułożył sobie życie po rozstaniu siada na forum dla kobiet i pisze wiecie udało mi się, to są sporadyczne przypadki, głownie mówimy o problemie, stad odbiór że się nie układa, że ludzie drą koty.
Nikt nie mówi ile rozwodów odbyło się na jednej rozprawie, bo o czym tu umówić, a o tych co walczą latami owszem.
Dlatego nie negowałabym, że nie da się. Mamy ogólną tendencję do narzekania, do mówienia o tym co złe. Nikt nie prosi o rady gdy jest dobrze, stąd obraz, że zawsze jest źle, a nie zawsze tak jest.

117

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Jack Sparrow napisał/a:

Tia i żeby udowodnić jak bardzo ci jest obojętna to jebnąłeś o niej elaborat na kilka linijek, w którym rozpisujesz się jak to dobrze idzie ci jej uspokajanie. smile

Z równym skutkiem, jak wyjaśniać tobie pewne rzeczy, można wyjaśniać widelcowi smak danej potrawy...

Jeśli z kimś się spędziło 20 lat, to ta osoba nigdy nie będzie już całkiem obojętna; gdyby była, to raczej psycholog powinien się dokładnie przyjrzeć właśnie temu, komu były wieloletni partner/partnerka byłby całkowicie obojętny. ZWŁASZCZA gdy niewygaszalnym łącznikiem jest dziecko, jedyne dla nich obojga. Ale to działa w dwie strony: tak samo jak dziecko jest nierozerwalnym łącznikiem, tak samo w tej sytuacji może być JEDYNYM łącznikiem. Gdy myślisz przede wszystkim o dziecku, jego samopoczuciu, gdy musisz pewne własne żale i animozje schować do kieszeni dla dobra dziecka. I znamienne, że rozumie to Ela, a z tobą i Smutną to jakby rozmawiać ze ślepym o kolorach.

Bo Smutna chyba właśnie dlatego nie rozumie; w jej życiu brakuje pewnych doświadczeń i czynników, które pozwalałaby jej w tej sytuacji widzieć coś więcej poza zewnętrzną otoczką. Dopóki nie masz dziecka, nie dotrzeżesz tego co trzeba dla niego zrobić; dopóki nie musisz walczyć o odzyskanie więzi z nim, to nie będzie dla ciebie oczywiste co trzeba poświęcić w razie konieczności.




Jack Sparrow napisał/a:

Tacy ludzie nigdy nie powinni być razem w pierwszej kolejności.

Dalej nie rozumiesz, że ci, którzy nie chcą przebywać (a wręcz źle się czują gdy muszą) z kimś 365/7/24 też potrzebują (nieraz bardzo) uczuć (nie namiastki "czekoladopodobnej" zwanej przyjaźnią/koleżeństwem tylko uczuć i czułości, jakie mogą sobie dać jedynie kobieta z facetem) i potrafią je dać.

118 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-10-31 12:46:32)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Nie NO. Nie rozumiem letnich rozwodów. Nowoczesnych rozwodów.

Rozumiem, że można drzeć koty i po latach ochłonąć. To jest rozwód klasyczny- wielka drama, potem ludzie odpuszczają.
Nie znam ani jednych letnich rozwodników. Znam dramatycznych, obrażonych, skłóconych. Albo mierne małżeństwa, bez głębokiej więzi.
To chyba stosunkowo nowe zjawisko. Nie rozstać się przez dramat, zdradę, ale dlatego bo czegoś brakuje, jakoś tak wygasło, jakoś się nie skleja już.
Nie chodzi o media ale życie. W życiu takich nie znam. A na Onecie to pewnie teksty o rozwodzie w przyjaźni hulają.

119

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Nie NO. Nie rozumiem letnich rozwodów. Nowoczesnych rozwodów.

Rozumiem, że można drzeć koty i po latach ochłonąć. To jest rozwód klasyczny- wielka drama, potem ludzie odpuszczają.
Nie znam ani jednych letnich rozwodników. Znam dramatycznych, obrażonych, skłóconych. Albo mierne małżeństwa, bez głębokiej więzi.
To chyba stosunkowo nowe zjawisko. Nie rozstać się przez dramat, zdradę, ale dlatego bo czegoś brakuje, jakoś tak wygasło, jakoś się nie skleja już.
Nie chodzi o media ale życie. W życiu takich nie znam. A na Onecie to pewnie teksty o rozwodzie w przyjaźni hulają.

Smutna, ale moj rozwód nie był letni. Ja wręcz zamierzałem walczyć o to małżeństwo.  Tylko w międzyczasie zdarzyło się coś, co podcięło mi skrzydła: ona wznowiła i doprowadziła do końca (I to sporym kosztem) procedurę unieważnienia małżeństwa.  I w tym momencie zdałem sobie sprawę, że jeśli do tego stopnia jest zdeterminowana by wymazać nasze małżeństwo, to nie mam szansy niczego uratować. I dlatego skończyło się na jednej sprawie,, co wcale nie znaczy że chciałem końca małżeństwa ani że zapomniałem krzywdy jakich od niej doznałem. Nie zapomniałem, nie wybaczyłem, nie wybaczę. Ale w tym momencie została mi już tylko walka o utrzymanie więzi z córką, ona srała się wtedy jedyną już bliską mi isobą i na to przekierowałem wszystkie siły. Na to, by jej życie było spokojne, by konflikt między nami nie odbijał się na młodej.  Dla niej zawarłem pokój, mimo że w pierwszych miesiącach autentycznie uważałem  że gdyby podczas lotu z którejś z konferencji jej samolot się rozbił, to autentycznie byłoby mi łatwiej, że mógłbym całkowicie zamknąć ten rozdział. Ale zaraz potem przed oczami stanęła mi córka rozpaczającą po śmierci matki, a tego bym za żadną cenę nie chciał. Po prostu normalne stosunki.z matką dziecka to jedyny sposób by dziecko czuło się normalnie, by miało jako takie dzieciństwo i dalsze życie. Bo wojna między dwiema najbliższymi osobami najbardziej odbija się na tym, kto jest między młotem i kowadlem. Moja ex przez lata tego nie rozumiała, ha to odczułem na własnej skórze podczas jej konfliktu z moimi rodzicami. Teraz chyba i ona coś zrozumiała, choć trochę.

120

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Nie NO. Nie rozumiem letnich rozwodów. Nowoczesnych rozwodów.

Rozumiem, że można drzeć koty i po latach ochłonąć. To jest rozwód klasyczny- wielka drama, potem ludzie odpuszczają.
Nie znam ani jednych letnich rozwodników. Znam dramatycznych, obrażonych, skłóconych. Albo mierne małżeństwa, bez głębokiej więzi.
To chyba stosunkowo nowe zjawisko. Nie rozstać się przez dramat, zdradę, ale dlatego bo czegoś brakuje, jakoś tak wygasło, jakoś się nie skleja już.
Nie chodzi o media ale życie. W życiu takich nie znam. A na Onecie to pewnie teksty o rozwodzie w przyjaźni hulają.

Ja znam, m.in. moja przyjaciółka tak się rozwidlą bez większych scen, mój znajomy tez bez sens, wszystkie te pary łączyło jedno nie mieli dzieci. Mimo, że małżeństwa trwały ponad 10 lat.

Statystycznie na prawdę sporo rozwodów odbywa się podczas 1 rozprawy, stąd był jest pomysł, żeby wystarczyło samo oświadczenie przed kierownikiem USC lub notariuszem jeśli są zgodni. Zazwyczaj są to pary bezdzietne, bez wspólnego majątku, ale są i wcale nie jest ich tak mało, tylko skoro są zgodni to o tym nie mówią. wink

121

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Przykre jest to, że właśnie tych letnich rozwodów przybywa, jakby rozejście się było nie jedynym, ale najłatwiejszym sposobem na "rozwiązanie" problemu.

122

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
bagienni_k napisał/a:

Przykre jest to, że właśnie tych letnich rozwodów przybywa, jakby rozejście się było nie jedynym, ale najłatwiejszym sposobem na "rozwiązanie" problemu.

Tak jest niestety. Znam pare,ktora rozwiodla sie przez psa

123

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
bagienni_k napisał/a:

Przykre jest to, że właśnie tych letnich rozwodów przybywa, jakby rozejście się było nie jedynym, ale najłatwiejszym sposobem na "rozwiązanie" problemu.

Czasem się nie da, ja myślę, że problem jest w seksie, bo tu po latach pary się mocno rozjeżdżają, więc jak jeden chce, drugi nie chce/nie może, zgodnie mogą się rozwieść.
Albo jedno chce dziecko, drugiemu się odwidzi mimo deklaracji.
Jeszcze by się nie jedna przyczyna znalazła.

124 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2025-10-31 14:21:25)

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
bagienni_k napisał/a:

Przykre jest to, że właśnie tych letnich rozwodów przybywa, jakby rozejście się było nie jedynym, ale najłatwiejszym sposobem na "rozwiązanie" problemu.

A co się dziwisz, jak nawet wśród Twoich foralnych koleżanek dominuje takie nastawienie, że nawet małżeństwa traktują jakby to był zwykły, luźny związek? Ja wychodzę z założenia, że małżeństwo to najpoważniejszy związek i jak już ktoś się na nie decyduje, to ma psi obowiązek walczyć o niego ze wszystkich sił (a nie "nic na siłę") i małżenstwo może zostać zakończone jak już ludzie nie mogą się na oczy oglądać; niestety, przedstawicielek tej drugiej (czyli "nic na siłę" ) postawy tylko przybywa.

125

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Instytucja małżeństwa ewoluuje, jej tak zwana rola społeczna się zmienia, a koncepcja "małżeństwo jest na cale życie" umiera. Z miliona powodów.

126

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Muqin napisał/a:

Instytucja małżeństwa ewoluuje, jej tak zwana rola społeczna się zmienia, a koncepcja "małżeństwo jest na cale życie" umiera. Z miliona powodów.

To może dać sobie z tym spokój, bo jeśli "dopóki śmierć nas nie rozłączy" zmieniło się we łbach wielu zawierających je na "dopóki mi się nie odwidzi", to nie ma sensu żeby to w tej formie trwało, bo to kpina z małżeństwa. Jak jest "zwykły" związek, to przynajmniej człowiek wie co się w tej formule zawiera i nie ma niepotrzebnych złudzeń, wie na czym stoi.
Nie jesteś zdolny do potraktowania małżeństwa priorytetowo, do wysiłków dla jego ratowania i do poświęceń, to się nie hajtaj!

127

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
Nowe_otwarcie napisał/a:
Muqin napisał/a:

Instytucja małżeństwa ewoluuje, jej tak zwana rola społeczna się zmienia, a koncepcja "małżeństwo jest na cale życie" umiera. Z miliona powodów.

To może dać sobie z tym spokój, bo jeśli "dopóki śmierć nas nie rozłączy" zmieniło się we łbach wielu zawierających je na "dopóki mi się nie odwidzi", to nie ma sensu żeby to w tej formie trwało, bo to kpina z małżeństwa. Jak jest "zwykły" związek, to przynajmniej człowiek wie co się w tej formule zawiera i nie ma niepotrzebnych złudzeń, wie na czym stoi.
Nie jesteś zdolny do potraktowania małżeństwa priorytetowo, do wysiłków dla jego ratowania i do poświęceń, to się nie hajtaj!

Dokładnie masz rację

128

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.

Większych głupot dawno nie czytałam, może zakażmy rozwodów?
Nie ludzie się rozwodzili już w czasach starożytnych jest milion różnych stacji, dla których ludzie się rozstają.

129

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
minnie.89 napisał/a:

Większych głupot dawno nie czytałam, może zakażmy rozwodów?
Nie ludzie się rozwodzili już w czasach starożytnych jest milion różnych stacji, dla których ludzie się rozstają.

Oczywiscie,ze ludzie sie rozwodzili dawno temu.

130

Odp: Związek w którym oboje są po przejściach.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Nie NO. Nie rozumiem letnich rozwodów. Nowoczesnych rozwodów.

Rozumiem, że można drzeć koty i po latach ochłonąć. To jest rozwód klasyczny- wielka drama, potem ludzie odpuszczają.
Nie znam ani jednych letnich rozwodników. Znam dramatycznych, obrażonych, skłóconych. Albo mierne małżeństwa, bez głębokiej więzi.
To chyba stosunkowo nowe zjawisko. Nie rozstać się przez dramat, zdradę, ale dlatego bo czegoś brakuje, jakoś tak wygasło, jakoś się nie skleja już.
Nie chodzi o media ale życie. W życiu takich nie znam. A na Onecie to pewnie teksty o rozwodzie w przyjaźni hulają.

Rozwody dziś są jak nowy trend – łatwe, modne i wszędzie zachwalane. Gdy pojawiają się większe tarcia, zamiast naprawiać „usterki” (choćby z pomocą specjalisty), ludzie wybierają „reset”. Rozwód. Media reklamują go jak najnowszy model smartfona – po co ci stary, skoro możesz mieć nowy? A przecież w niektórych krajach rozwód to nie tylko kliknięcie „usuń konto”, ale prawdziwy tor przeszkód!

Posty [ 66 do 130 z 166 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Związek w którym oboje są po przejściach.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026