Bezradny_bez_nadziei napisał/a:Agnes76 napisał/a:Bezradny_bez_nadziei napisał/a:Jestem z tych co potrafią przyznać się do winy. Tak mnie wychowano
To jest prawdziwą przyczyną rozpadu związku. Jedno słowo było kroplą, która przelała czarę.
Tylko ja nie szukam odpowiedzi dlaczego to się sypnęło. Równie dobrze mógłbym zrobić kupę na środku Jej mieszkania. Przynajmniej wtedy miałbym pewność, że to gówniana sprawa i wszystko jest klarowne.
Agnes76, nadal Ją kocham, nie mogę zapomnieć. Tyle. I moje pytanie brzmi, jak sobie inni radzili w takich sprawach. Jak ujarzmili uczucie, które powinno się wypalić a nie wypala.
Masz 40 lat, a pierdzielisz farmazony jakbyś miał co najwyżej 14.
Po pierwsze primo - odpowiedź na pytanie dlaczego się sypnęło, jest kluczowa przy ocenie tego ile warta była ta osoba i ta relacja w ogóle. Możesz sobie nie wierzyć, zaprzeczać, wypierać, wmawiać co chcesz i robić co chcesz, ale rzeczywistość zwykle jest jaka jest i ma głęboko w dupie to jaka byś chciał żeby była. Kobiety bardzo rzadko odchodzą w próżnię, a jeszcze rzadziej z jakiegoś gównianego powodu. Pomijając dopuszczalny błąd statystyczny, takie przypadki w przyrodzie nie występują.
Po drugie primo - ktoś mądry kiedyś powiedział albo napisał "prawdziwa miłość, to wiele zakończeń i początków" i ja się z tym zgadzam. Z moją obecną partnerką rozstawałem się już tyle razy, że nawet kurwa nie pamiętam. Kłóciliśmy się jak pojebani i to znacznie gorzej niż te wasze dziecinne przekomarzanki, po czym ona wyganiała mnie z domu, ja zabierałem rzeczy, zostawiałem jej klucze w skrzynce na listy, zapadała martwa cisza i to był koniec. Definitywny i ostateczny. Za każdym razem. A najdalej po tygodniu już nas skręcało i jedno albo drugie zaczynało kombinować jakby tutaj zagadać, a to niby jakieś ważne papiery niechcący zabrałem i mam jej oddać, a to drugi kluczyk od samochodu jej zostawiłem i muszę go odebrać, a to pierścionek zaręczynowy nie zdążyła mi zwrócić, a to jej psa do lekarza trzeba zawieźć... Tego typu oraz podobnych sytuacji było pierdyliard i wiesz co? Po każdej takiej akcji było tylko lepiej, aż w końcu doszliśmy do takiego etapu, kiedy każde z nas wie co drugiego wkurwia i po prostu oboje staramy się tego nie robić. Oczywiście sprzeczki i kłótnie zdarzają się nadal, bo takie mamy charaktery, że jak któreś się odpali, to nawet nie podchodź, ale mimo wszystko kochamy się jak pierdolnięci i po każdej burzy przychodzi spokój. Ona ma 40 lat, ja mam 50, oboje byliśmy wcześniej w wielu długoletnich związkach czy krótkotrwałych relacjach, które kończyły się nagle i oboje mamy tego świadomość, że nasza znajomość za którymś razem też może się tak zakończyć. Nie jesteśmy do siebie przyspawani, nie mamy ślubu ani wspólnych dzieci, ja mam swoje mieszkanie, które stoi puste i w każdej chwili mogę odpalić dzidę od tej wariatki, tak jak i ona może mnie wygonić, wymienić zamki i za dwa dni mieć kolejkę dwóch i pół tysiąca chętnych na moje miejsce, wystarczy że założy sobie konto na tinderze. Ale z jakiegoś powodu jesteśmy razem, bo chcemy być razem, a że od czasu do czasu mamy ochotę wzajemnie się pozabijać... w zdrowym związku musi być ogień.
Po trzecie primo ultimo - nie chcesz słuchać dobrych rad, które wyżej już dostałeś. Zajmij się czymś, np. sportem siłowym, który wyzwala produkcję testosteronu i dopaminy, hamując jednocześnie wydzielanie kortyzolu, to są podstawy podstaw, nie tylko w sprawach sercowych, ale ogólnie w sytuacjach stresogennych. Przy okazji będziesz miał mniej czasu na rozmyślanie o sprawach i rzeczach kompletnie bez znaczenia, a poprawa kondycji, samopoczucia i nastroju, dodatkowo podreguluje twoją samoocenę, która teraz szoruje po dnie i ten stan nie minie, jeśli zamierzasz zmarnować kolejne cztery miesiące życia na rozgrzebywanie gówna patykiem. Jeśli ona jest z innym, a wszystko na to wskazuje, to pozamiatane i tracisz tylko bezpowrotnie cenny czas, który mógłbyś poświęcić na poznanie już kogoś nowego, bo ileż można przeżywać rozstanie, ogarnij się chłopie. Jak byłem w twoim wieku, to w cztery miesiące zdążyłem rozstać się z żoną, wziąć rozwód, obrócić dwie inne dupy i poznać jeszcze trzecią z którą później byłem przez ponad dwa lata. Nie szkoda ci życia na tkwienie w przeszłości, której i tak już nie zmienisz?
Po czwarte i ostatnie - jeśli przypadkiem planujesz jeszcze jakieś spektakularne powroty do tej laski, to przestań.