Minnie, za 4 lata będzie jakoś, kompletnie nie wiesz jak.
Myśli to coś w twojej głowie. Zapewne stosujesz metodę porównań starannie dobierając osoby do porównania takie, żeby ci wyszło "jestem gorsza". "Zadanie domowe' - porównuj się do osób, od których jesteś lepsza, jeśli już musisz się porównywać.
Dyspozycyjność nie ma bezpośredniego i prostego przełożenia na atrakcyjność - ba! kobieta mniej dostępna dla wielu staje się bardziej atrakcyjna, bo się muszą postarać żeby zdobyć.
Podobne tematy
W mojej ocenie rodzina to bardzo ambitny cel.
Nie uważam, jakoby ambitnym celem było posiadanie czegoś materialnego, wszystko co potrzebne do życia już mam.
Masz już rodzinę. Dziecko to rodzina.
Nie wyszło ci z ex, to poszukaj innego.
ALE!!!
Najpierw się napraw mentalnie, bo będziesz torpedować każdy związek.
Ja niestety często mam takie myśli że jestem gorsza.
I to musisz zmienić
Oczywiście jako matka nie czuję się jakoś specjalnie gorsza
I dobrze
Jako pracownik chyba jestem bardziej zorganizowana niż moje koleżanki w stałych związkach
Pracodawca to doceni
Jako potencjalna partnerka z pewnością mniej dyspozycyjna co przekłada się na atrakcyjność.
Nie na atrakcyjność jako taką, ale na potencjał do związku
4 lata nie wiem czy za rok będzie łatwiej pewnie trudniej bo będę starsza więc będzie jeszcze trudniej. Raczej moi rówieśnicy nie są zainteresowani kobietami z dziećmi ale to inna para kaloszy
Za rok powinno być łatwiej pod względem sytuacji z ex. Nie musisz szukać wśród rówieśników.
264 2025-06-07 22:49:02 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-06-07 23:04:29)
Czesc Minnie.
Nie czytalem tego wątku. Rzuciłem okiem na ostatnią strone. Jeśli już ktoś o to pytał to sorki za powtórkę.
Powiedz co tak przeraża Cie w probie "poukladania" spraw w glowie z pomocą specjalisty? Czemu tak się przed tym bronisz rękami i nogami? Ile już osób chcąc Cie wesprzeć mowilo: wykonaj ten krok? Naprawde rozgryzanie rzeczywistości i podchodzenie do niej z prawej, lewej, z przodu i tyłu nic Ci nie da. Nie stoisz na nogach. Jestes wplatana w jakieś pokrecone uklady i klimaty z ludzmi Cie otaczającymi a przede wszystkim w Twojej glowie jest niezrozumialy chaos o ktorego istnieniu nie masz pojęcia (lub swiadomosci o co chodzi). Masz 36 lat - dla mnie jesteś małolata z dużym potencjałem a ktora sie marnuje i prześpi swoją szansę na szczęście w zyciu.
Powiedz proszę co Cie tak przeraża w terapii? Czego się boisz? Zmiany, tego odkryjesz, bolesnej prawdy? Czego? Babo zrob do cholery ten krok. Nie pisz za tydzien, kiedyś, przemysle tylko to zrob. Jak nie dla siebie to dla corki. Teraz Ci wjadę na sumienie - nie chcesz oglądać swojej dorosłej corki jak marnuje sie w gównianych zwiazkach z debilami bo wzorca nie miała ani od taty ani od mamy. Przestan ociekac. Zawalcz o siebie i corke do cholery
Zrob to a za rok czy dwa wejdziesz na forum zeby pomoc innym upartym i opowiedzieć swoją historie
Równo rok temu, było mi bardzo ciężko, czułam się upokorzona na każdej płaszczyźnie. Czułam się nic nie warta. Rok temu rozpoczęłam zupełnie Innu etap swojego życia, zmieniłam pracę rozpoczęłam nową drogę.
Niczego się nie boję, w sensie że się czegoś dowiem, czego już nie wiem. Od wielu lat żyłam w obłudzie i zakłamaniu, że tworzymy rodzinę, będąc dla kogoś wygodną opcją. Żyje schematami, a nawet stereotypami czy statystyką. Statystycznie samotna matka przed 40 ma zdecydowanie mniejsze szanse na ułożenie sobie życia niż jej młodsza koleżanka. Ja nie żyję marzeniami, tylko kalkulacją.
Oczywiście, że nie chciałabym, żeby moja córka tkwiła w gównianych związkach, ważne, żeby podeszła do tego z rozwagą, żeby nie popełniła tego błędu co ja, żeby się związać z kimś bo pociąg odjedza. Dużo bardziej wolałabym, żeby skorzystała, sprawdziła przekonała się co jest dla niej ważne zanim pomyśli o poważnym związku.
Kiedy pomyślę, jaki był pomysł rok temu a jak się skończyło, mogę powiedzieć, że sporo wygrałam, sporo uzyskałam, więcej niż początkowo zakładałam.
Mimo, że nie miałam miłości i wsparcia partnera z zewnątrz można powiedzieć, że miałam wszystko. Rodzina, zdrowie, różne dobra materialne, wakacje, perspektywy.
Dziś optyka jest inna, nie mam jakiś zacnych perspektyw, ale jest stabilnie, nie ma co prawda prestiżu, ale nie jest źle, mniej jest nieprzewidzialnych sytuacji co dla mnie akturat teraz jest bardzo ważne.
Farmer, co do rówieśników, raczej nie wyobrażam sobie innej możliwości, to nie jest ten okres życia, że inne relacje miałby jakiś sens.
Minnie widać, że znów jesteś"w formie", silna, zwarta i ma sytuację pod kontrolą.... a ileś zadanych prostych pytań sobie zniknęło pod dywanem.
Nie boisz się, ze się czegoś dowiesz, boisz się urazić swojego byłego. Nową droga w chorej symbiozie z byłym (to twoje określenie, nie moje) .... no z jednej strony dużo już zrobiłaś i brawo, a z drugiej ... ten lęk przed byłym to niczym pętla na szyi.
Co zrobisz, jak on zwyczajnie powie, że opieka nad córką ma być sprawowana tak, jak jest i już?
267 2025-06-07 23:55:46 Ostatnio edytowany przez minnie.89 (2025-06-07 23:58:19)
Co zrobię? Odpowiedź jest prosta z każdym miesiącem jego "lewar" jest coraz słabszy o czym on doskonale wie. Wie, że rok temu to miał więcej do powiedzenia, a teraz ma coraz mniej. Dziecko jest coraz starsze, więc to nie jest już tylko wola rodziców w przypadków sądowych rozgrywek, początkowo był pewny, że w sądzie może ugrać wiele, ale już wie, że realnie ma małe szanse.
Zapraszam, chętnie posłucham jak w sądzie wywodzi że mu się należy, z racji samego bycia ojcem.
To że ma dużo wyższy dochód, to nie robi wrażenia, bo po pierwsze dziecko woli mieszkać ze mną, dziecko się go boi, z nim nie odrabia prac domowych, mniej się uczy, nie ma tam koleżanek. Na co on liczy?
Coś jakby klimat wypowiedzi ci się zmienił, daje się wyczuć wielce przydatna w tej symbiotycznej sytuacji złość na stan rzeczy.
Dasz radę w sobie to uruchomić rozmawiając z nim? Nie że masz na niego wrzeszczeć czy się kłócić, chodzi mi o twoje wewnętrzne nastawienie, tą siłę która (wreszcie) pobrzmiewa w tym, co napisałaś.
Wola dziecka w sądzie to dopiero za dwa lata tak bezpośrednio i to za długo czekać, ale tak czy tak wreszcie chyba pożyteczne emocje ci się zaczynają uruchamiać
W naszym systemie prawnym to w praktyce on mało może w sprawie opieki, bo system ewidentnie kobiety faworyzuje. Co ogólnie jest nie ok, ale w twojej sytuacji (skoro jest jak jest z tą sądową praktyką) to pewne ułatwienie.
Opieka naprzemienna w chwili decyzji o niej wydawała się nam odpowiednia dlatego że ja miałam widmo że będę musiała pracować z poza Trójmiasta a z czegoś trzeba żyć. Stad jest tak nietypowo że on ma pierwszą część tygodnia. On też trochę nie chciał weekendów bo ma wtedy dużo innych zajęć.
Ja ogólnie gdyby nie to że córka sama powiedziała że tak nie chce to myślałabym o zmianie.
Kiedy ten argument odpadł do tego doszło że córka jest niezadowolona to nie widzę sensu kontynuować tego.
On doskonale wie że ja nie należę do emocjonalnych histeryczek.
270 2025-06-08 10:19:48 Ostatnio edytowany przez złoto (2025-06-08 14:44:10)
Co zrobię? Odpowiedź jest prosta z każdym miesiącem jego "lewar" jest coraz słabszy o czym on doskonale wie. Wie, że rok temu to miał więcej do powiedzenia, a teraz ma coraz mniej. Dziecko jest coraz starsze, więc to nie jest już tylko wola rodziców w przypadków sądowych rozgrywek, początkowo był pewny, że w sądzie może ugrać wiele, ale już wie, że realnie ma małe szanse.
Zapraszam, chętnie posłucham jak w sądzie wywodzi że mu się należy, z racji samego bycia ojcem.
To że ma dużo wyższy dochód, to nie robi wrażenia, bo po pierwsze dziecko woli mieszkać ze mną, dziecko się go boi, z nim nie odrabia prac domowych, mniej się uczy, nie ma tam koleżanek. Na co on liczy?
Współczuję Ci obecnej szarpaniny, to trochę potrwa. ![]()
Jednak, może Cię ro nie pocieszy, to się kiedyś skończy, szybciej niż myślisz i będzie tylko wspomnieniem. Póki co musisz trzymać swoje nerwy.
Wiadomo, że najlepiej jest jak jest wszystko dobrze, pełna rodzina, wszyscy szczęśliwi (czy jednak jest to możliwe), ale czy jest to możliwe całe życie?
Poleciłabym Ci poczytać tu na forum w działach o rozstaniach podobne historie, tylko to jest bez większego sensu, bo Twoja historia jest jak tysiące innych, ale inna, bo Twoja. Co pomogło jednej osobie, może pomoże Tobie a może nie.
dlaczego się go trzymam bo nie znoszę porażki, kiedy obiorę sobie cel, ale nie cel, że kupię coś tam, tylko ten życiowy, to dla mnie pogodzenie się z porażką jest niczym świadome wejście do piekła.
To jest to cholerne wychowanie dziewczynek w przekonaniu, że celem kobiety jest wyjść za mąż urodzić dzieci i być dobra żoną. Wychowanie którego choćbym nie wiem ile lat spędziła na terapii to się nie pozbędę.
Przewrotne pytanie. Minnie a nie siedzi gdzieś gleboko w Tobie przekonanie ze odejście Twojego exa to była Twoja porażka z ktora sie nie pogodziłaś? Moze to nie strach przed nim. Moze jestes taka "nice girl" w nadziei ze wroci? Że uratujesz twor pt. rodzina? Nie wystarczyłoby zeby ładnie przeprosił i po sprawie?
Czy nie jest tak ze wyczekujesz az on sie z kims zwiaze bo wtedy "zapadnie klamka", powrotu nie będzie i w końcu bedziesz mogla pojsc dalej?
Jesli Cie uraziłem to przepraszam. Jest w Tobie tak wiele - brak zaufania do facetow, niskie poczucie własnej wartości, nieumiejętność spacyfikowania krzykaczy, dziwne rozumienie rodziny, przkonania dot. kobiety z dzieckiem itd itd. Tego jest za dużo bez pomocy zawodowca ciezko bedzie - bedziesz tylko łatać dziury.
Co do przekonania o którym piszesz powyżej dot. roli kobiety w zwiazku - mylisz sie da sie to zmienić (ale najlepiej nie o 180 stopni jak robisz teraz). Da sie zmienić na zdrowe podejście. Ale samo sie nie zrobi.
PS. Dzieciom przekazujemy nie to co chcemy tylko to co one widzą. Ty sobie mozesz glosno mowic A a dziecko i tak wyczuje prawdę. Mozesz mowic ze eks jest ok - Twoja córka bedzie sie go bala (faceta ktory buduje jej wizje drugiej plci), przekonasz ja zeby uwazac na facetow i jak piszesz zeby nie spieszyła sie ze ślubem. Moze bedzie optymalizować facetow i żaden nie "doskoczy" do oczekiwanego poziomu i w wieku 36 lat stwierdzi ze to dziwne ze jest sama. Każdy krzykacz w zyciu, w pracy itd rozłoży ja jednym słowem na łopatki. Bedzie bezbronna. A Ty jej jeszcze pokazujesz ze kobiecie można napluc w twarz (u Ciebie byly wszystkie kombinacje przemocy) i ona ma sie dajel starać (obiadki gotowac). Uwierz mi lepiej byłoby zeby Twoja corka zobaczyła pewna siebie, wesoła, stojąca na nogach, przyjazna mamę która szanuje ludzi ale nie pozwala wejść sobie na głowę.
Masz dużo więcej możliwości prawnych zeby rozegrać eksa (co ja mówię???). Ale nice girl tak nie robi. Ty jesteś ta porzadna zona i matka.
272 2025-06-08 14:07:04 Ostatnio edytowany przez minnie.89 (2025-06-08 14:53:23)
Dlaczego bym chciała żeby sobie kogoś znalazł?
Odpowiedz jest prosta, bo będzie miał mniej czasu, będzie mniej cisnął na opiekę pół na pół bo kiedyś będzie musiał mieć czas dla tego osoby.
Dalej relacje w takim wieku to nie gimnazjum, że po 3 miesiącach to wielka miłość raczej nie przedstawia się dziecku nowej dziewczyny taty wcześniej niż po pół roku czy nawet roku. Mając ona uwadze upływ czasu zbydowanie relacji z 12 łatka jest trudne, to nie jest dziecko które chce iść na plac zabaw i na lody. Nie jest głupi, wiec doskonale, że to jest niemożliwe tym bardziej że córka jest bardzo zazdrosna. Nie znam przypadku kobiety której by przeszkadzał partner z dzieckiem który się z nim spotyka powiedz razy w tygodniu, zatem nie będzie to dla niego zbyt trudne.
Egoistyczne ale ... zimna kaklikacja.
Kolejny aspekt to rozliczenie jednego tematu, tu czas działa na moją korzyść, wiem doskonale, że jakby kogoś poznał to temat musiałby być zamknięty szybko a to stawia go w gorszej sytuacji.
Jakie mam prawne narzędzia oj duże i on to wie, że ja wiem. Nie jest głupi, wie doskonale, że na tym polu nie miałby szans. Jedyną jego kartą przetargową jest to, że ja nie chce iść do sądu, bo jest mi wstyd z powodu porażki i wolałabym zatrzymać dla siebie widzę o tym i nie chciałabym publicznie przed osobami które znam prać moich brudów.
Może na rzęsach stanąć i nie ma szans, żebyśmy byli razem, on to wie.
A tak na marginesie po kilku wizytach na różnych portalach gdzie z 20% mężczyzn określiło wprost że nie jest zainteresowanych kobietą mającą dzieci to chyba mówi samo za siebie. Większość pewnie nie miła odwagi tego napisać. Odwrotnie robiąc benchmark nie zauważyłam żeby chociaż jedna kobieta tak napisała.
Czyli spokojnie uzależniasz życie codzienne swoje i córki od tego czy on sobie kogoś znajdzie? Dobrze ja czytam?
I jeszcze sądzisz, że wiesz, jak te jego hipotetyczna relacja będzie wyglądała? Że on uprzejmie odczeka rok zanim córce tą swoją (jeszcze nie istniejącą) partnerkę przedstawi? Zdajesz sobie oczywiście sprawę, ze to jest twój scenariusz oparty na wielce wątłych podstawach ? Że w tym scenariuszu bardzo dużo może pójść zupełnie inaczej i na dodatek twój wpływ na wydarzenia będzie znikomy? Tak uczciwie to zakładasz, że on się z kimś zwiąże, córka da tej "nowej" popalić i były w związku z tym odpuści opiekę naprzemienną. No to jest nic innego jak czysto przedmiotowe traktowanie córki, ten scenariusz, w którym jej rękami czy raczej emocjami (domniemana/zakładana silna zazdrość o nową partnerkę ojca) chcesz rozwiązać kwestię opieki naprzemiennej. Która to opieka naprzemienna już teraz źle na córkę wpływa czyli dla dobra córki należało by to zmienić jak najszybciej. A ty sobie spokojniusio analizujesz, że opłaca ci się poczekać....gdzie tu jest, za przeproszeniem, dobro dziecka?
Nie chcesz iść do sądu bo się wstydzisz? Jasne, wstydzę się, że mąż mnie leje to siniaki korektorem zatuszuję, powiem że ten siniak to od upadku ze schodów i będzie mnie tak lał latami, bo ja brudów publicznie prać nie będę, na policję nie zadzwonię, a do sądu to już na pewno nie pójdę bo "wszyscy się dowiedzą". To jest klasyka u części ofiar przemocy domowej, ten schemat myślenia. Jasne, może być bardziej elegancko, były cię nie leje i siniaków nie tuszujesz, taka różnica. Myślenie - identyczne.
Nie napisałam że będę czekać
Temat trzeba załatwić jak najszybciej
Ja nie chce żebyśmy byli razem tyle. Nic więcej
Nie życzę mu źle niech sobie ułoży z kimś życie w końcu ma większe szanse statystycznie niż ja więc co ja mu będę przeszkadzać
275 2025-06-08 23:26:29 Ostatnio edytowany przez Herne (2025-06-08 23:37:42)
minnie.89 trochę pobieżnie przeczytałem kilka wypowiedzi wstecz i jedno się rzuca w oczy dosyć mocno - Ty nie rozstałaś się jeszcze z byłym. Owszem, "technicznie" nie jesteście już parą, ale On dalej kieruje Twoim życiem i dalej ma na nie wpływ, dalej jest w Twoich myślach. Zwracasz uwagę na to co powie, co robi, jak się do Ciebie zwraca, czy kogoś ma.
Nie.
A niech radośnie spłonie w ogniu zapomnienia
Dopóki się go z tego życia nie pozbędziesz (oczywiście w ramach pewnych ograniczeń, ponieważ to dalej ojciec Twojego dziecka a więc jeszcze sporo lat się będziecie widzieć i komunikować) dopóty nie zaczniesz życia od nowa.
Zrób to dla siebie i zrób to dla córki.
To nastolatka (z tego co pamiętam) - myślisz, że nie obserwuje sytuacji i ta sytuacja nie ma na nią negatywnego wpływu?
PS. Nie wiem też skąd się wzięło przeświadczenie, że Twoi rówieśnicy nie chcą być w związkach z kobietami z dziećmi. A może sami mają swoje i wcale tak nie jest, ponieważ takie podejście zalatywałoby hipokryzją?
PS.2 (
) tak się wgłębiam w Twoje wypowiedzi teraz - może prościej dla Ciebie samej będzie porozmawiać i zebrać wszystkie informacje, jak założysz swój własny wątek? Widzę, że dyskusja rozgorzała w kilku kierunkach w kilku wątkach równocześnie.
276 2025-06-08 23:42:09 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-06-08 23:49:25)
Nie napisałam że będę czekać
Temat trzeba załatwić jak najszybciej
Ja nie chce żebyśmy byli razem tyle. Nic więcej
Nie życzę mu źle niech sobie ułoży z kimś życie w końcu ma większe szanse statystycznie niż ja więc co ja mu będę przeszkadzać
Minnie ja jestem facetem. W poglądach damsko-meskich nawet nie wysrodkownym tylko lekko przesuniętym w strone facetow. Będę bronił faceta w sytuacji niepewnej, jeśli nie mam pewności nie dam powiedziec zlego slowa. Ale w przypadku Twojego eks mam nadzwyczajna łatwość myslenia o nim jak o wstretnej hienie. O zwykłym kuta..ie który mnie irytuje na sama mysl. A Ty go chronisz. Padalca który pastwil sie nad Wami chronisz. Gdzie jest ta Twoja ukryta złość. Gdzie wku...rw który jest w takim przypadku naturalny. Dlaczego on nie ma niebieskiej karty do cholery? Mowisz ze on ma świadomość ze prawnie jest na przegranej? Nie. On ma świadomość ze mu nie podskoczysz. Kropka.
Występujemy tu anonimowo. Generalnie mam wywalone. To forum w trudnym okresie mojego życia jest dla mnie chwilowa "odskocznia" od problemow. Ale generalnie mi nie zależy. Czasem trafia sie jakis "przypadek" któremu kibicuje. Tak np. miałem z Shinnim. Chyba zniknął z forum. Zajebiscie. Powiedział robię terapie i chyba zniknął? Moze zycie prawdziwe odkrywa.
Ty Minnie jesteś osobą której kibicuje. Chciałbym przeczytać kiedys ze zaczęłaś terapie. Ze terapeuta jest ok ale jest tak zajeb..cie ciezko. I ze pewnego dnia po prostu wiecej sie nie odezwiesz na forum. Bo to będzie oznaczać ze bierzesz swoje życie za fraki. Tego Ci życzę. Na to czekam.
I nie odpuszczę Ci pytania na które nie chcesz odpowiedzieć? DLACZEGO BOISZ SIĘ TERAPII????
Mowisz ze on ma świadomość ze prawnie jest na przegranej? Nie. On ma świadomość ze mu nie podskoczysz.
Wspaniale podsumowane, Bert. On wie, że Minnie się boi.
Minnie, piszesz. że sprawę opieki należy załatwić jak najszybciej. Pisałaś też, że były w tej sprawie już się wypowiedział, że mianowicie córka przesadza czy jakoś podobnie, jak mu o tym wspomniałaś, a sama córka już teraz boi się z ojcem porozmawiać, ze wolałaby jednak w jednym miejscu mieszkać.
Pytałam, co zrobisz, jeśli były się nie zgodzi na zmianę sposobu opieki. To jest całkiem konkretne pytanie dotyczące całkiem konkretnego wycinka bieżącej rzeczywistości.
Wychodzi na to, że jeśli on powie "nie zgadzam się na zmiany" to ....jak piszesz do sądu o ustalenie sposobu sprawowania opieki nad córkę nie pójdziesz czyli...no kurczę, co zamierzasz zatem ZROBIĆ?
Możliwości sprawowania opieki zasadniczo są takie, że córka mieszka stale z jednym z rodziców albo jest opieka naprzemienna. Sugerowalaś, że on chciał naprzemiennej miedzy innymi z powodu alimentów, woli płacić za konkrety a nie przekazywać ci pieniądze. Jeśli tak, to na pewno nie zechce z opieki naprzemiennej zrezygnować, bo niby czemu.
Przy okazji alimentów - to nie ty jesteś od decydowania i unoszenia się honorem, że "ja od niego alimentów nie chcę" bo to się pieniądze córki, nie twoje. Ty masz prawo nimi zarządzać do jej pełnoletności. A należeć jej się będą dłużej niż do 18 roku życia. Nie chcesz tych pieniędzy używać - to załóż konto osobne, zbieraj tam te alimenty, córka będzie miała ładną sumkę na start jak dorośnie. Alimenty na dziecko nie są twoją własnością.
W mojej rodzinie od pewnego momentu, chyba od 16 roku życia Młoda alimentami od ojca sama dysponowała, były jej pierwszymi własnymi pieniędzmi - i całkiem nieźle się to sprawdziło.
278 2025-06-09 09:36:42 Ostatnio edytowany przez Motocyklistka (2025-06-09 09:36:53)
Opieka naprzemienna w chwili decyzji o niej wydawała się nam odpowiednia dlatego że ja miałam widmo że będę musiała pracować z poza Trójmiasta a z czegoś trzeba żyć. Stad jest tak nietypowo że on ma pierwszą część tygodnia. On też trochę nie chciał weekendów bo ma wtedy dużo innych zajęć.
Ja ogólnie gdyby nie to że córka sama powiedziała że tak nie chce to myślałabym o zmianie.
Kiedy ten argument odpadł do tego doszło że córka jest niezadowolona to nie widzę sensu kontynuować tego.
On doskonale wie że ja nie należę do emocjonalnych histeryczek.
Czyli mieszkamy w pobliżu siebie ![]()
Wiesz co mnie bardzo "razi" w tym, co piszesz?
Sama zepchałaś siebie gdzieś na gorsze pozycje, bo jesteś samotną matką, co jest bzdurą absolutną.
Tkwiłaś w związku przemocowym, a teraz sama sobie mentalne kłody pod nogi kładziesz.
Nie wiem, może potrzebujesz w czymś pomocy? Może mogę w jakiś sposób Ci pomóc?
279 2025-06-09 09:47:40 Ostatnio edytowany przez minnie.89 (2025-06-09 10:23:38)
Co zrobię jak się nie zgodzi, córka rozpocznie terapie za 2 tygodnie, takie opóźnienie, bo zależało mi na konretnej godzinie, żeby to zawsze były wtorki o 18
Jeśli psycholog stwierdzi, że w jej przypadku lepsze będzie aby mieszkała z jednym z rodziców, to nie będzie dyskusji, jak nie pójdzie dobrowolnie to załatwię to sądownie z tym to akturat sobie poradzę
On doskonale wie, że na wojnę ze mną nie może iść i to otwartą, może ja to źle przedstawiam, ale to nie jest tak, że ja jestem biedną dziewczynką do bicia. To, że zachowałam się w swoim życiu nieracjonalnie i nie zabezpieczyłam się finansowo i po wyjściu z tego związku ja wyszłam z długami a on z nieruchomościami o wartości kilku mln, to wyciągnęłam wnioski z tego takie, że dla żadnego więcej facet nie poświęcę swojej kariery i swoich możliwości. I też z pewnością nie będę go wspierać tak jak robiłam dla niego w imię, tego, że ja się poświęcę, żeby było dla rodziny.
On tez wie, że jak będzie mocno podskakiwał to ja mu to błyskawicznie ukrócę. Nie jest idiotą, nikt tyle o nim nie wie co ja, w tym o problemach z hazardem.
Ten żal poczucia ogromnej niesprawiedliwości jest dla mnie przytłaczający. Mimo terapii, to poczucie krzywdy zawsze gdzieś będzie, może nie słowo krzywda, ale ten bilans wejścia i wyjścia po tylu latach jest dla mnie trudny. Nawet nie jest to kwestia kasy, co perspektyw, ze ja nie ma szans tego odrobić. Gdzieś tam świadomie wybrałam rodzinę zamiast pracy.
Mogłabym być jak większość kobiet i powiedzieć o to teraz zobaczysz jak będziesz mial pod górę, bo ja zrobię z Ciebie hazardzistę bez mrugnięcia okiem. Dalej kilka moich kolezenk z chęcią będzie zezowalo przeciw Tobie że jesteś niezrównoważony, pamiętając że większość z nich jest doskonale obyta z sala sądową i kto będzie bardziej wiarygodny.
Prawdę mówiąc to ja teraz nie chce się z kimś związać, bo nie czuję takiej potrzeby, dobrze mi samej, mogę sobie robić co chce na co mam ochotę.
Tamat dość stary, ale ...
Aktualnie 11 letnia córka nie chce tak żyć. Chce mieć jeden dom, może iść do drugiego na jakiś czas ale nie tak trochę tu trochę tam.
On nie akceptuje tego, bo mu się przecież należy i jest problem.W ocenie córki czuje się jak walizka która nigdzie nie ma miejsca ;/
Tak przypomnę, od czego się zaczęła nowa odsłona tego tematu.
Od tego, że córka jasno wyraziła swoje zdanie w kwestii opieki naprzemiennej. Jasno i jednoznacznie.
Oraz od tego, że były tego nie akceptuje bo jemu "się należy".
I co dalej - idziemy do psychologa z dzieckiem, bo... bo dziecko głupie i nie wie czego chce ? Jasno powiedziało. I czego chce i jak się czuje w obecnej sytuacji. Plus - boi się to powiedzieć własnemu ojcu.
A jeśli psycholog stwierdzi, że ma zostać tak, jak jest to co? Uznasz, ze psycholog na 100% wie lepiej? Masz jakieś własne zdanie i rozeznanie czy musisz mieć podkłądkę w postaci "opinii fachowca"?
Akurat w sprawie opieki naprzemiennej twoja córka, Minnie, reaguje całkiem typowo. Bardzo trudno jest żyć , nie mając jednego, swojego "miejsca na ziemi".
Nie wydaje mi się, żeby większość kobiet po rozstaniu poświęcała dalsze lata swojego życia na odgrywanie się na byłym. Jakaś tam grupa na pewno, ale czy większościowa...śmiem wątpić.
Motocyklistka pisze, że tkwiłaś w związku przemocowym, a teraz sobie mentalne kłody pod nogi rzucasz. Ja to widzę inaczej - moim zdaniem w tym związku nadal mentalnie tkwisz po uszy. Te kłody to po prostu coś, co było i jest nadal, mimo formalnego osobnego zamieszkania. Nadal skupiasz masę uwagi na nim. Nie na sobie, nie na córce ale na nim. Bo ...nie chcesz go urazić. Co sama ileś razy napisałaś.
Wiesz , między "nie chcę go urazić" a "z zemsty rozsmaruję go na ścianie i dowalę mu aż będzie kwiczał" jest jeszcze złoty środek - jego samopoczucie przestanie być dla mnie istotne, tak bym to ujęła. Wykonam co należy, a czy jemu z tym będzie miło i przyjemnie czy wręcz przeciwnie to już...nie mój problem.
Przykrość ci sprawie rozliczanie godzin - robisz to dobrowolnie, wcale nie musisz. Żaden prawomocny wyrok sądu ci tego nie nakazuje. Robisz - bo on tak chce. Bo zapewne wolisz znosić tą przykrość niż żeby on krzyczał i się awanturował?
Motocyklistka pisze, że tkwiłaś w związku przemocowym, a teraz sobie mentalne kłody pod nogi rzucasz. Ja to widzę inaczej - moim zdaniem w tym związku nadal mentalnie tkwisz po uszy. Te kłody to po prostu coś, co było i jest nadal, mimo formalnego osobnego zamieszkania. Nadal skupiasz masę uwagi na nim. Nie na sobie, nie na córce ale na nim. Bo ...nie chcesz go urazić. Co sama ileś razy napisałaś.
Wiesz , między "nie chcę go urazić" a "z zemsty rozsmaruję go na ścianie i dowalę mu aż będzie kwiczał" jest jeszcze złoty środek - jego samopoczucie przestanie być dla mnie istotne, tak bym to ujęła. Wykonam co należy, a czy jemu z tym będzie miło i przyjemnie czy wręcz przeciwnie to już...nie mój problem.
Odnosiłam się bardziej do tego, że Minnie sama siebie dyskwalifikuje, bo jest samotną matką. Co jakiś czas pisze, że jest gorsza, bo tak jej się to życie poukładało..
Tak, zgodzę się z Tobą, że nadal tkwi w tym związku i nie jestem pewna, czy sama będzie potrafiła z tego wyjść.
282 2025-06-09 14:55:28 Ostatnio edytowany przez minnie.89 (2025-06-09 14:56:14)
W części jest racja, ta nie chce, żeby on się awanturował i krzyczał.
To nie jest tak, że ja potrzebuje opinii fachowca, zawsze i wszędzie, dla córki to jest szok.
W większości rozstań to on się wyprowadza, u nas było inaczej to ja się wyniosłam, więc okoliczność, że dziecko chce być w nowym miejscu zamiast w tym które jest mu znane jest nietypowa.
Mogę sama powiedzieć słuchaj ona nie chce, ale zakończy się aferą i presją na dziecku że jak może nie chcieć. Dlatego chciałabym, żeby po woli zmniejszać ilość godzin u niego, może to będzie łatwiejsze, tak jestem w pełni samodzielna.
Tak mentalnie trochę jeszcze w tym tkwię, z tygodnia na tydzień coraz mniej, ale jednak w tym tkwię.
Tak macie rację czuję się gorsza bo jestem samotna matką.
W części jest racja, ta nie chce, żeby on się awanturował i krzyczał.
To nie jest tak, że ja potrzebuje opinii fachowca, zawsze i wszędzie, dla córki to jest szok.
W większości rozstań to on się wyprowadza, u nas było inaczej to ja się wyniosłam, więc okoliczność, że dziecko chce być w nowym miejscu zamiast w tym które jest mu znane jest nietypowa.
Mogę sama powiedzieć słuchaj ona nie chce, ale zakończy się aferą i presją na dziecku że jak może nie chcieć. Dlatego chciałabym, żeby po woli zmniejszać ilość godzin u niego, może to będzie łatwiejsze, tak jestem w pełni samodzielna.
Tak mentalnie trochę jeszcze w tym tkwię, z tygodnia na tydzień coraz mniej, ale jednak w tym tkwię.
Tak macie rację czuję się gorsza bo jestem samotna matką.
Czujesz się gorsza, bo w Polsce jeszcze panuje zascianek pod tym wzgledem. Gdybyś mieszkała na zachodzie to by Ci nawet przez jedną sekundę nie przyszło do głowy "ze jesteś gorsza". W Anglii setki tysięcy kobiet(a także facetów) wychowują dzieci sami, wiele z nich jest w nowych związkach i nigdy nie słyszałam "ze by czuli się gorsi "
W części jest racja, ta nie chce, żeby on się awanturował i krzyczał.
To nie jest tak, że ja potrzebuje opinii fachowca, zawsze i wszędzie, dla córki to jest szok.
W większości rozstań to on się wyprowadza, u nas było inaczej to ja się wyniosłam, więc okoliczność, że dziecko chce być w nowym miejscu zamiast w tym które jest mu znane jest nietypowa.
Mogę sama powiedzieć słuchaj ona nie chce, ale zakończy się aferą i presją na dziecku że jak może nie chcieć. Dlatego chciałabym, żeby po woli zmniejszać ilość godzin u niego, może to będzie łatwiejsze, tak jestem w pełni samodzielna.
Tak mentalnie trochę jeszcze w tym tkwię, z tygodnia na tydzień coraz mniej, ale jednak w tym tkwię.
Tak macie rację czuję się gorsza bo jestem samotna matką.
i ja tego zrozumieć nie potrafię.
Tzn chcesz mi powiedzieć, że czujesz się gorsza, bo chcąc zapewnić sobie i dziecku spokój wyniosłaś się od przemocowca? Bo wzięłaś na barki trud codziennej opieki nad dzieckiem w pojedynkę? Bo jesteś na tyle niezależna ekonomicznie, że dasz radę? To jest ta "gorszość"?
Spójrz na siebie bardziej wyrozumiałym okiem..
285 2025-06-09 15:14:02 Ostatnio edytowany przez minnie.89 (2025-06-09 15:39:19)
minnie.89 napisał/a:W części jest racja, ta nie chce, żeby on się awanturował i krzyczał.
To nie jest tak, że ja potrzebuje opinii fachowca, zawsze i wszędzie, dla córki to jest szok.
W większości rozstań to on się wyprowadza, u nas było inaczej to ja się wyniosłam, więc okoliczność, że dziecko chce być w nowym miejscu zamiast w tym które jest mu znane jest nietypowa.
Mogę sama powiedzieć słuchaj ona nie chce, ale zakończy się aferą i presją na dziecku że jak może nie chcieć. Dlatego chciałabym, żeby po woli zmniejszać ilość godzin u niego, może to będzie łatwiejsze, tak jestem w pełni samodzielna.
Tak mentalnie trochę jeszcze w tym tkwię, z tygodnia na tydzień coraz mniej, ale jednak w tym tkwię.
Tak macie rację czuję się gorsza bo jestem samotna matką.
i ja tego zrozumieć nie potrafię.
Tzn chcesz mi powiedzieć, że czujesz się gorsza, bo chcąc zapewnić sobie i dziecku spokój wyniosłaś się od przemocowca? Bo wzięłaś na barki trud codziennej opieki nad dzieckiem w pojedynkę? Bo jesteś na tyle niezależna ekonomicznie, że dasz radę? To jest ta "gorszość"?Spójrz na siebie bardziej wyrozumiałym okiem..
Tak, tą wizję zbudowałam w oparciu o pozycję na rynku matrymonialnym, co przełożyłam na inne aspekty.
Po prostu to rozstanie zepsuło mój idealny wizerunek i pora się do tego przyznać.
W części jest racja, ta nie chce, żeby on się awanturował i krzyczał.
To nie jest tak, że ja potrzebuje opinii fachowca, zawsze i wszędzie, dla córki to jest szok.
W większości rozstań to on się wyprowadza, u nas było inaczej to ja się wyniosłam, więc okoliczność, że dziecko chce być w nowym miejscu zamiast w tym które jest mu znane jest nietypowa.
Mogę sama powiedzieć słuchaj ona nie chce, ale zakończy się aferą i presją na dziecku że jak może nie chcieć. Dlatego chciałabym, żeby po woli zmniejszać ilość godzin u niego, może to będzie łatwiejsze, tak jestem w pełni samodzielna.
Tak mentalnie trochę jeszcze w tym tkwię, z tygodnia na tydzień coraz mniej, ale jednak w tym tkwię.
Tak macie rację czuję się gorsza bo jestem samotna matką.
Minnie co tak realnie grozi Ci ze strony eksa? Jest realne zagrożenie "fizyczne"? Moze Ci zrobic krzywdę? Jest ekonomiczne? Moze Cie gdzies finansowo "uwalic"? Prawne nawet nie musisz mowic - nawet małżeństwem nie byliście wiec tu luzik. Boisz sie jego wybuchow gniewu? Czy poza "pokrzyczeniem" i wyzywaniem jest jakieś realne zagrozenie?
Twojego zdania na temat samotnych matek nie zmienię- za dużo ludzi próbowało. Uparta jestes i tyle ![]()
287 2025-06-09 17:25:19 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-06-09 17:26:20)
minnie.89 napisał/a:W części jest racja, ta nie chce, żeby on się awanturował i krzyczał.
To nie jest tak, że ja potrzebuje opinii fachowca, zawsze i wszędzie, dla córki to jest szok.
W większości rozstań to on się wyprowadza, u nas było inaczej to ja się wyniosłam, więc okoliczność, że dziecko chce być w nowym miejscu zamiast w tym które jest mu znane jest nietypowa.
Mogę sama powiedzieć słuchaj ona nie chce, ale zakończy się aferą i presją na dziecku że jak może nie chcieć. Dlatego chciałabym, żeby po woli zmniejszać ilość godzin u niego, może to będzie łatwiejsze, tak jestem w pełni samodzielna.
Tak mentalnie trochę jeszcze w tym tkwię, z tygodnia na tydzień coraz mniej, ale jednak w tym tkwię.
Tak macie rację czuję się gorsza bo jestem samotna matką.
Minnie co tak realnie grozi Ci ze strony eksa? Jest realne zagrożenie "fizyczne"? Moze Ci zrobic krzywdę? Jest ekonomiczne? Moze Cie gdzies finansowo "uwalic"? Prawne nawet nie musisz mowic - nawet małżeństwem nie byliście wiec tu luzik. Boisz sie jego wybuchow gniewu? Czy poza "pokrzyczeniem" i wyzywaniem jest jakieś realne zagrozenie?
Twojego zdania na temat samotnych matek nie zmienię- za dużo ludzi próbowało. Uparta jestes i tyle
Jak minnie boi się powiedzieć, że powinni coś zmienić, bo córka czuję się jak walizka i lepiej jakby miała swoje stałe miejsce u jednego rodzica, wolałaby u matki, w tej sytuacji nic by się nie zmieniło w kosztach utrzymania, to o czym tu mówić.
288 2025-06-09 17:48:16 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-06-09 17:52:13)
Coś mi się zdaje, że Minnie ma plan rozpisany w czasie, który co rusz modyfikuje lub uzupełnia po głębokich analizach, szczególnie kiedy pojawiają się nowe okoliczności. Bynajmniej coś jest u Niej na rzeczy w tym temacie. Nie wykluczam, że mogę mylić się co do tego. Mimo to mam takie nieodparte wrażenie już od jakiegoś czasu patrząc na niektóre Jej wypowiedzi.
Czas pokaże i zweryfikuje.
289 2025-06-09 17:56:22 Ostatnio edytowany przez Herne (2025-06-09 18:03:49)
minnie.89 pozwolę sobie zacytować i zestawić w jednym miejscu Twoje wypowiedzi z kilku wątków, na przestrzeni...zaledwie czterech dni.
Może to da Ci więcej do myślenia:
W części jest racja, ta nie chce, żeby on się awanturował i krzyczał.
Mimo, że nie miałam miłości i wsparcia partnera
Tak też zrobiłam, od razu było wiadomo, ze ja nie chce z nim ustalać kwoty x, bo wiedziałam że będzie mnie szantażował, on albo jakaś panna o wątpliwej inteligencji, bo mądra by się nigdy nie wtrąciła
Po wielu latach tłamszenia, że sobie nie poradzę, że nie dam rady nad wszystko chciałam udowodnić trochę jemu, ale bardziej sama sobie, że dam radę. Może to głupie, ale ja po tym wszystkim czułam się jak śmieć i chciałam z tego wyjść.
To moja wina nie postawiła granic 10 lat temu i efekt tego ma do dziś, z każdym dniem byłam coraz bardziej posłuszna podległa, gdzieś tam zaszczuta i szantażowana, tekstem zobaczymy kto na kogo ma większy lewar.
Mam kila takich dowodów
Moja córka czasem gra w The Sims - jak robi ludzików to zazwyczaj są to kopie ludzi z jej otoczenia, więc jestem ja cechy charakteru rodzinnie, ambitna, co lubi gotować i aktywność fizyczną
on cechy charakteru - złośliwy, pan na włościach, lubi oglądać sport.
Przykre, ale prawdziwe, ja nigdy nie postawiłam mu granic, zawsze wiedział, że ma przewagę finansowa, były okresy że 10 krotną i umiał to wykorzystać.
Oraz coś, co najbardziej mnie uderzyło:
Tak, w relacji z nim zawsze ustąpiłam dla świętego spokoju, żeby był spokój, żeby nie krzyczał. Córka też niestety tak robi, że ustąpi, żeby on się nie zdenerwował.
Mogę sama powiedzieć słuchaj ona nie chce, ale zakończy się aferą i presją na dziecku że jak może nie chcieć
Po pierwsze: Miałaś do czynienia z wieloletnią przemocą psychiczną
Po drugie: Twoje dziecko również i doświadcza jej nawet obecnie. I zaczyna reagować. Nie dziwię się, że nie chce opieki naprzemiennej.
I to ostatnie jest najgorsze. Chroń swoją córkę i nie wiem, czy w Twoim wypadku nie byłoby najbardziej zasadne bardzo mocne ograniczenie jej kontaktów z ojcem.
I chroń siebie - przede wszystkim zrób wszystko żeby zakończyć tą "dziwną symbiozę" (to o symbiozie to też Twoje słowa). Ty jesteś uzależniona od przemocowca.
Nic dziwnego, że poczucie własnej wartości szoruje u Ciebie po dnie - "ktoś" zadbał o to przez kilkanaście lat co najmniej
Coś mi się zdaje, że Minnie ma plan rozpisany w czasie, który co rusz modyfikuje lub uzupełnia po głębokich analizach, szczególnie kiedy pojawiają się nowe okoliczności. Bynajmniej coś jest u Niej na rzeczy w tym temacie. Nie wykluczam, że mogę mylić się co do tego. Mimo to mam takie nieodparte wrażenie już od jakiegoś czasu patrząc na niektóre Jej wypowiedzi.
Czas pokaże i zweryfikuje.
Dla mnie to naturalne. Jest na zakręcie życiowym i gryzie sie z tym. Trudno to w glowie pokukladac. W szczególności czytając nasze opinie - od sasa do lasa. Od poćwiartuj i zakop w lesie do drugiej skrajności- opinii Minnie (ugotuj obiad)
minnie.89 pozwolę sobie zacytować i zestawić w jednym miejscu Twoje wypowiedzi z kilku wątków, na przestrzeni...zaledwie czterech dni.
Może to da Ci więcej do myślenia:
minnie.89 napisał/a:W części jest racja, ta nie chce, żeby on się awanturował i krzyczał.
minnie.89 napisał/a:Mimo, że nie miałam miłości i wsparcia partnera
minnie.89 napisał/a:Tak też zrobiłam, od razu było wiadomo, ze ja nie chce z nim ustalać kwoty x, bo wiedziałam że będzie mnie szantażował, on albo jakaś panna o wątpliwej inteligencji, bo mądra by się nigdy nie wtrąciła
minnie.89 napisał/a:Po wielu latach tłamszenia, że sobie nie poradzę, że nie dam rady nad wszystko chciałam udowodnić trochę jemu, ale bardziej sama sobie, że dam radę. Może to głupie, ale ja po tym wszystkim czułam się jak śmieć i chciałam z tego wyjść.
To moja wina nie postawiła granic 10 lat temu i efekt tego ma do dziś, z każdym dniem byłam coraz bardziej posłuszna podległa, gdzieś tam zaszczuta i szantażowana, tekstem zobaczymy kto na kogo ma większy lewar.minnie.89 napisał/a:Mam kila takich dowodów
Moja córka czasem gra w The Sims - jak robi ludzików to zazwyczaj są to kopie ludzi z jej otoczenia, więc jestem ja cechy charakteru rodzinnie, ambitna, co lubi gotować i aktywność fizyczną
on cechy charakteru - złośliwy, pan na włościach, lubi oglądać sport.minnie.89 napisał/a:Przykre, ale prawdziwe, ja nigdy nie postawiłam mu granic, zawsze wiedział, że ma przewagę finansowa, były okresy że 10 krotną i umiał to wykorzystać.
Oraz coś, co najbardziej mnie uderzyło:
minnie.89 napisał/a:Tak, w relacji z nim zawsze ustąpiłam dla świętego spokoju, żeby był spokój, żeby nie krzyczał. Córka też niestety tak robi, że ustąpi, żeby on się nie zdenerwował.
minnie.89 napisał/a:Mogę sama powiedzieć słuchaj ona nie chce, ale zakończy się aferą i presją na dziecku że jak może nie chcieć
Po pierwsze: Miałaś do czynienia z wieloletnią przemocą psychiczną
Po drugie: Twoje dziecko również i doświadcza jej nawet obecnie. I zaczyna reagować. Nie dziwię się, że nie chce opieki naprzemiennej.I to ostatnie jest najgorsze. Chroń swoją córkę i nie wiem, czy w Twoim wypadku nie byłoby najbardziej zasadne bardzo mocne ograniczenie jej kontaktów z ojcem.
I chroń siebie - przede wszystkim zrób wszystko żeby zakończyć tą "dziwną symbiozę" (to o symbiozie to też Twoje słowa)Nic dziwnego, że poczucie własnej wartości szoruje u Ciebie po dnie - "ktoś" zadbał o to przez kilkanaście lat co najmniej
W punkt
W punkt, bardzo staranną pracę Herne wykonałeś.
Nie zauważyłam, żeby akurat ćwiartowanie byłego i zakopywanie w lesie było sugerowane, ale może coś przeoczyłam. Zemsta to głupi pomysł, nienawiść potrafi związać równie silnie jak miłość, a raczej chyba o odwiązanie się mentalne minnie od byłego idzie, to jest jej potrzebne.
Gdyby nie ta jedenastolatka to bym w tym wątku zapewne nie pisała, a jeśli już to mniej intensywnie, ale cierpienie dziecka, które nie jest w stanie samo się obronić zawsze mnie rusza.
Minnie - czy ty zrobiłaś najprostszą rzecz czyli zapytałaś, gdzie ( z kim) ona chce mieszkać? Wprost zapytałaś? Dla porządku pytam.
Jeśli wiesz, że córka chce mieszkać z tobą to po co ten psycholog czyli dodatkowy, niepotrzebny stres dla dziecka?
Herne, biorąc pod uwagę to, że były minnie stosuje przemoc, nie ogarnia warunków, w jakich na co dzień mieszka ( zmywanie, pranie, gotowanie) i jeszcze ma problem z hazardem...no zdrowy rozsądek by sugerował ewidentnie uregulowanie kontaktów wiążące się zwykle z jakąś wersją ich ograniczenia. Z tego co minnie napisała wychodzi, że jej córka pół codziennego życia mieszka w chlewie (sprawiedliwie - chlew jest duży, ona ma w nim własny elegancki boks i jest nawet stumetrowy taras czyli chlew z wybiegiem) z awanturującym się hazardzistą właściwie tylko dlatego, że tenże awanturujący się pan uważa, że mu "się należy". Jedenastoletnia dziewczynka weekend spędza w swoim pokoju, bo tatuś pracuje w swoim gabinecie, ale obecność dziecka mu "się należy". No żesz.
Podpisuję się pod pytaniami Berta - jakie jest realne zagrożenie ze strony byłego? Oprócz krzyków i awantur.
"Gorszość" boś samotna matka? No dla mnie odejście od przemocowca to powód do tego, żeby być z siebie DUMNĄ.
Budowanie poczucia własnej wartości w oparciu o "badanie" pseudo - rynku pseudo - matrymonialnego (bo ani to prawdziwy rynek, ani matrymonialny) to prosty sposób, żeby je sobie skutecznie obniżyć.
Alessandro napisał/a:Coś mi się zdaje, że Minnie ma plan rozpisany w czasie, który co rusz modyfikuje lub uzupełnia po głębokich analizach, szczególnie kiedy pojawiają się nowe okoliczności. Bynajmniej coś jest u Niej na rzeczy w tym temacie. Nie wykluczam, że mogę mylić się co do tego. Mimo to mam takie nieodparte wrażenie już od jakiegoś czasu patrząc na niektóre Jej wypowiedzi.
Czas pokaże i zweryfikuje.Dla mnie to naturalne. Jest na zakręcie życiowym i gryzie sie z tym. Trudno to w glowie pokukladac. W szczególności czytając nasze opinie - od sasa do lasa. Od poćwiartuj i zakop w lesie do drugiej skrajności- opinii Minnie (ugotuj obiad)
Tak mam zakrojony plan, w największym skróci chodzi o to, żeby się ze mną normalnie rozliczył i przytył na zabronowaną przeze mnie kwotę. Aktualnie ma do mnie nie mały interes. Wstępnie juz się zgodził, kwestia żeby to dopiąć formalnie.
Tak jak pojawiają się nowe okoliczności sukcesywnie z nich korzystam.
Oczywiście on to, wie, że ma do niego żal o zmarnowane lata, o to, że jako kobieta zabrał mi najlepsze lata, że teraz to już za późno dla mnie żeby sobie z kimś życie ułożyć, że mogłam zrobić karierę zawodową, że się przeprowadziłam dla niego na to wygwizdowie i z tytułu utraconych korzyści mi się coś należy.
Prawda jest gdzieś po środku, rzeczywiście wiele straciłam, czego nie odzyskam, nie będę już miała rodziny, pięknych wspomnień, bajkowego ślubu, kariery zawodowej też już nie zrobię. Natomiast mogę mieć jeszcze lepszą relację z córką i to już jest jedyne co mogę mieć, co też jest fajne ![]()
Nie żyję marzeniami, jestem ogromną realistką, ja nie mowię o rzeczach prawdowpodobnych tylko o realnych nigdy o nich nie rozmawiam. Od kilku lat a w ostatnim czasie już szczególnie podchodzę do wszystkiego z zimną kalkulacją co jest możliwe a co nie jest, nie skupiam się na tym, czego prawdopodobieństwo jest niskie.
Tak, za "rodzinę" z obrazka znosiła przemoc, psychiczną, ekonomiczną, czasem fizyczną, bo miałam, wrażenie, że tak trzeba, za tą obłudę dla ludzi z zewnątrz idealnych. Wielu z zewnątrz nie widzących tego co jest w środku, widziało wakacje, samochody, piękne mieszkanie, on który się realizował przy jej pomocy, ładnej ciepłej, dobrej, dziecko w prywatnej szkole z idealnym mundurkiem wyprasowanym aż sztywnym. Było minęło, od jakiegoś czasu układam inne życie, zupełnie niepodobne do tego jakie było tamto, czy lepsze czy gorsze nie wiem, na pewno inne.
Bert44 napisał/a:Alessandro napisał/a:Coś mi się zdaje, że Minnie ma plan rozpisany w czasie, który co rusz modyfikuje lub uzupełnia po głębokich analizach, szczególnie kiedy pojawiają się nowe okoliczności. Bynajmniej coś jest u Niej na rzeczy w tym temacie. Nie wykluczam, że mogę mylić się co do tego. Mimo to mam takie nieodparte wrażenie już od jakiegoś czasu patrząc na niektóre Jej wypowiedzi.
Czas pokaże i zweryfikuje.Dla mnie to naturalne. Jest na zakręcie życiowym i gryzie sie z tym. Trudno to w glowie pokukladac. W szczególności czytając nasze opinie - od sasa do lasa. Od poćwiartuj i zakop w lesie do drugiej skrajności- opinii Minnie (ugotuj obiad)
Tak mam zakrojony plan, w największym skróci chodzi o to, żeby się ze mną normalnie rozliczył i przytył na zabronowaną przeze mnie kwotę. Aktualnie ma do mnie nie mały interes. Wstępnie juz się zgodził, kwestia żeby to dopiąć formalnie.
Tak jak pojawiają się nowe okoliczności sukcesywnie z nich korzystam.Oczywiście on to, wie, że ma do niego żal o zmarnowane lata, o to, że jako kobieta zabrał mi najlepsze lata, że teraz to już za późno dla mnie żeby sobie z kimś życie ułożyć, że mogłam zrobić karierę zawodową, że się przeprowadziłam dla niego na to wygwizdowie i z tytułu utraconych korzyści mi się coś należy.
Prawda jest gdzieś po środku, rzeczywiście wiele straciłam, czego nie odzyskam, nie będę już miała rodziny, pięknych wspomnień, bajkowego ślubu, kariery zawodowej też już nie zrobię. Natomiast mogę mieć jeszcze lepszą relację z córką i to już jest jedyne co mogę mieć, co też jest fajne
Nie żyję marzeniami, jestem ogromną realistką, ja nie mowię o rzeczach prawdowpodobnych tylko o realnych nigdy o nich nie rozmawiam. Od kilku lat a w ostatnim czasie już szczególnie podchodzę do wszystkiego z zimną kalkulacją co jest możliwe a co nie jest, nie skupiam się na tym, czego prawdopodobieństwo jest niskie.
Tak, za "rodzinę" z obrazka znosiła przemoc, psychiczną, ekonomiczną, czasem fizyczną, bo miałam, wrażenie, że tak trzeba, za tą obłudę dla ludzi z zewnątrz idealnych. Wielu z zewnątrz nie widzących tego co jest w środku, widziało wakacje, samochody, piękne mieszkanie, on który się realizował przy jej pomocy, ładnej ciepłej, dobrej, dziecko w prywatnej szkole z idealnym mundurkiem wyprasowanym aż sztywnym. Było minęło, od jakiegoś czasu układam inne życie, zupełnie niepodobne do tego jakie było tamto, czy lepsze czy gorsze nie wiem, na pewno inne.
Nie jesteś realistką. Jestes pesymistka.
Nie będę miała rodziny, slubu, bla bla bla. A skąd wiesz co Cię czeka? Masz 36 lat smarkulo. Tego to ja Ci zazdroszczę. Już nigdy nie będę miał 36 lat. Wszystko stracone...Jak sie coś zawali to moje szanse na rynku matrymonialnym są....mam przechlapane
Jeszcze dużo dobrego może Cie w zyciu czekać. Już sie tak w grobie nie układaj bo się jeszcze zdziwisz
Nie jesteś realistką. Jestes pesymistka.
Nie będę miała rodziny, slubu, bla bla bla. A skąd wiesz co Cię czeka? Masz 36 lat smarkulo. Tego to ja Ci zazdroszczę. Już nigdy nie będę miał 36 lat. Wszystko stracone...Jak sie coś zawali to moje szanse na rynku matrymonialnym są....mam przechlapane
Jeszcze dużo dobrego może Cie w zyciu czekać. Już sie tak w grobie nie układaj bo się jeszcze zdziwisz
Jasne, że się może wydarzyć, ale już coś innego. Po prostu teraz bardziej liczę na coś innego.
Teraz skupiam się na czymś innym. Na dziecku, bo w gruncie rzeczy jest jeszcze małe i to jest dla mnie ważne.
Nie wydaje mi się, żeby Twoje szanse były aż tak małe ![]()
Zdecydowanie lepsze, bo Twoje, tylko Twoje i Twojej córki. Buduj je wg własnego pomysłu, wg własnego upodobania.
A co do posiadania rodziny, pięknych wspomnień to wstrzymałbym się z konkretnymi decyzjami. Jesteś jeszcze bardzo młoda i wszystko przed Tobą (i zostaw już te wszystkie analizy, szablony, statystyki, schematy, a najlepiej spal je, niech zostanie po nich tylko popiół). Gdybyś miała 66 czy 76 lat to przyznałbym Tobie rację, ale nie 36 lat.
Dobrze kombinujesz, wbrew wszystkiemu i wszystkim. I co ważne, osiągasz poszczególne cele. Nawet jeśli nie wszystko wychodzi jak chciałabyś to jedna przegrana bitwa nie oznacza przegranej wojny.
Bert44 napisał/a:Nie jesteś realistką. Jestes pesymistka.
Nie będę miała rodziny, slubu, bla bla bla. A skąd wiesz co Cię czeka? Masz 36 lat smarkulo. Tego to ja Ci zazdroszczę. Już nigdy nie będę miał 36 lat. Wszystko stracone...Jak sie coś zawali to moje szanse na rynku matrymonialnym są....mam przechlapane
Jeszcze dużo dobrego może Cie w zyciu czekać. Już sie tak w grobie nie układaj bo się jeszcze zdziwisz
Jasne, że się może wydarzyć, ale już coś innego. Po prostu teraz bardziej liczę na coś innego.
Teraz skupiam się na czymś innym. Na dziecku, bo w gruncie rzeczy jest jeszcze małe i to jest dla mnie ważne.
Nie wydaje mi się, żeby Twoje szanse były aż tak małe
A właśnie ze sa male. Faceci na tinderze są przeuwani w prawo czy lewo (w pozytywna strone) 5 razy na sto prob. Z tych 5 osób 15 % umawia sie na kawę. Ile przebrnie jeszcze dalej nawet nie wiem. Skutecznosc 0.5%. Wsrod mlodych. A w tym wieku? Chyba ze jakas małolata jak wrzucę zdjęcie w rollsie (rollsa nie mam ale mogę pożyczyć). Nie ma szans, nie ma szans. ZERO.
Widzisz jak to jest jak sie ktoś zabetonuje?
298 2025-06-09 19:40:13 Ostatnio edytowany przez minnie.89 (2025-06-09 19:41:43)
minnie.89 napisał/a:Bert44 napisał/a:Nie jesteś realistką. Jestes pesymistka.
Nie będę miała rodziny, slubu, bla bla bla. A skąd wiesz co Cię czeka? Masz 36 lat smarkulo. Tego to ja Ci zazdroszczę. Już nigdy nie będę miał 36 lat. Wszystko stracone...Jak sie coś zawali to moje szanse na rynku matrymonialnym są....mam przechlapane
Jeszcze dużo dobrego może Cie w zyciu czekać. Już sie tak w grobie nie układaj bo się jeszcze zdziwisz
Jasne, że się może wydarzyć, ale już coś innego. Po prostu teraz bardziej liczę na coś innego.
Teraz skupiam się na czymś innym. Na dziecku, bo w gruncie rzeczy jest jeszcze małe i to jest dla mnie ważne.
Nie wydaje mi się, żeby Twoje szanse były aż tak małe
A właśnie ze sa male. Faceci na tinderze są przeuwani w prawo czy lewo (w pozytywna strone) 5 razy na sto prob. Z tych 5 osób 15 % umawia sie na kawę. Ile przebrnie jeszcze dalej nawet nie wiem. Skutecznosc 0.5%. Wsrod mlodych. A w tym wieku? Chyba ze jakas małolata jak wrzucę zdjęcie w rollsie (rollsa nie mam ale mogę pożyczyć). Nie ma szans, nie ma szans. ZERO.
Widzisz jak to jest jak sie ktoś zabetonuje?
Trudno mi w to uwierzyć, żeby aż taki odsiew był na zacnym Tinderze, myślę, że coś byś ogarnął.
Co do rodziny to raczej tamat zamknięty. Ważne jest dla mnie dziś dziecko i w niewielkim stopniu realizowanie się zawodowo na tyłe, żebym miałam stabilne źródło utrzymania.
Zdecydowanie lepsze, bo Twoje, tylko Twoje i Twojej córki. Buduj je wg własnego pomysłu, wg własnego upodobania.
A co do posiadania rodziny, pięknych wspomnień to wstrzymałbym się z konkretnymi decyzjami. Jesteś jeszcze bardzo młoda i wszystko przed Tobą (i zostaw już te wszystkie analizy, szablony, statystyki, schematy, a najlepiej spal je, niech zostanie po nich tylko popiół). Gdybyś miała 66 czy 76 lat to przyznałbym Tobie rację, ale nie 36 lat.
Dobrze kombinujesz, wbrew wszystkiemu i wszystkim. I co ważne, osiągasz poszczególne cele. Nawet jeśli nie wszystko wychodzi jak chciałabyś to jedna przegrana bitwa nie oznacza przegranej wojny.
Raczej nie wszystko, ale też mogą być fajne momenty
, tak skupiam się na realizowaniu celów, nawet jak przegrywam poszczególne potyczki.
299 2025-06-09 19:41:47 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-06-09 19:44:18)
Zmieniłam zdanie. Nie sądze że jesteś zaradną babką, która da sobie radę ze wszystkim, ale ma kompleksy na punkcie samotności i braku faceta.
Moim zdaniem jesteś kompletie bezradna i chcesz oddać pałeczkę w życiu komuś, komukolwiek, żeby nie ponosić za nic żadnej odpowiedzialności.
Opisujesz przemoc psychiczną i fizyczną, której doświadczałaś. Powinnaś była odejść. Nie odeszłas bo córka. A jaki psycholog powie, że jest zdrowo dla córki obserwować jak jej mama doświadcza przeocy? Więc o jakim dobru dziecka mówimy?
Rozstanie. Nie układasz sobie życia jak chcesz, bo ex ma inne preferencje. Niby możesz, niby on wie, że ty wiesz, niby cośtam, ale nic nie robisz.
Opieka naprzemienna. Zmuszasz córkę do podejmowaniu decyzji dla niej zbyt dużych. 12 latka ma zdecydować czy woli spędzać po równo godziny z mamą i tatą, czy więcej tu czy więcej tam? I sobie najlepiej sama to wynegocjować z tatą z którym nawet ty, dorosła osoba sobie nie radzi. Aha. Czyli 12 latka jest w stanie przewidzieć skutki psychiczne normalizowania towarzystwa osoby, któa na jej oczach dopuszczała się przemocy różnej maści? Ty jesteś zbyt nieporadna, żeby zdjąć z niej ten ciężar i po prostu postawić na swoim? Niech ona i ojciec decydują, albo najlepiej nowa dziewczyna twojego exa. Wystarczy poczekać samo się załatwi
Robisz bardzo duże fikołki żeby tylko zwalić odpowiedzialność na kształt swojego życia na kogoś.
Teraz razem z exem gaslightingujesz córkę. No niby nie chce mieszkać z tatą, niby widziała jakieś przejawy przemocy, ale niech zapomni, teraz jesteście super happy i jecie razem obiadki, bo tak chciał ex.
Myślę, że wątek który poruszała Ela z tysiac razy jest prawdziwy. Skoro nie odeszłaś miałaś jakieś korzyści. Może to, że nie musiałaś brać za nic odpowiedzialności? Za to czy twoje dziecko jest szczęśliwe-tata zdecydował że nie, że będzie miała gównianą przemocową rodzinę, pełną stresów. Za to czy ty jesteś szczęsliwa- no raz poznałaś jednego faceta no to juz tak wyszło, że nie będziesz.
Może to jest różnica charakterów, dlatego tak negatywnie cię oceniam. Z tego co widzę ty wolisz przeczekać, jakoś to będzie, jakoś się ułoży, ktoś za ciebie ułoży. Ja czegos takiego nie rozumiem. Nie wiem, może strategia czekania aż się samo ułoży ma jakiś sens, jestem jednak w stanie zrozumieć że twoja strategia na przeczekanie wymaga od twojej córki aktywnej postawy-ona musi oceniać wasze kompetencje jako rodziców i decydowac gdzie i jak zamieszka. A jest w podstawówce.
300 2025-06-09 19:52:01 Ostatnio edytowany przez minnie.89 (2025-06-09 19:59:20)
Zmieniłam zdanie. Nie sądze że jesteś zaradną babką, która da sobie radę ze wszystkim, ale ma kompleksy na punkcie samotności i braku faceta.
Moim zdaniem jesteś kompletie bezradna i chcesz oddać pałeczkę w życiu komuś, komukolwiek, żeby nie ponosić za nic żadnej odpowiedzialności.
Opisujesz przemoc psychiczną i fizyczną, której doświadczałaś. Powinnaś była odejść. Nie odeszłas bo córka. A jaki psycholog powie, że jest zdrowo dla córki obserwować jak jej mama doświadcza przeocy? Więc o jakim dobru dziecka mówimy?
Rozstanie. Nie układasz sobie życia jak chcesz, bo ex ma inne preferencje. Niby możesz, niby on wie, że ty wiesz, niby cośtam, ale nic nie robisz.
Opieka naprzemienna. Zmuszasz córkę do podejmowaniu decyzji dla niej zbyt dużych. 12 latka ma zdecydować czy woli spędzać po równo godziny z mamą i tatą, czy więcej tu czy więcej tam? I sobie najlepiej sama to wynegocjować z tatą z którym nawet ty, dorosła osoba sobie nie radzi. Aha. Czyli 12 latka jest w stanie przewidzieć skutki psychiczne normalizowania towarzystwa osoby, któa na jej oczach dopuszczała się przemocy różnej maści? Ty jesteś zbyt nieporadna, żeby zdjąć z niej ten ciężar i po prostu postawić na swoim? Niech ona i ojciec decydują, albo najlepiej nowa dziewczyna twojego exa. Wystarczy poczekać samo się załatwi
Robisz bardzo duże fikołki żeby tylko zwalić odpowiedzialność na kształt swojego życia na kogoś.Teraz razem z exem gaslightingujesz córkę. No niby nie chce mieszkać z tatą, niby widziała jakieś przejawy przemocy, ale niech zapomni, teraz jesteście super happy i jecie razem obiadki, bo tak chciał ex.
Myślę, że wątek który poruszała Ela z tysiac razy jest prawdziwy. Skoro nie odeszłaś miałaś jakieś korzyści. Może to, że nie musiałaś brać za nic odpowiedzialności? Za to czy twoje dziecko jest szczęśliwe-tata zdecydował że nie, że będzie miała gównianą przemocową rodzinę, pełną stresów. Za to czy ty jesteś szczęsliwa- no raz poznałaś jednego faceta no to juz tak wyszło, że nie będziesz.
Może to jest różnica charakterów, dlatego tak negatywnie cię oceniam. Z tego co widzę ty wolisz przeczekać, jakoś to będzie, jakoś się ułoży, ktoś za ciebie ułoży. Ja czegos takiego nie rozumiem. Nie wiem, może strategia czekania aż się samo ułoży ma jakiś sens, jestem jednak w stanie zrozumieć że twoja strategia na przeczekanie wymaga od twojej córki
aktywnej postawy-ona musi oceniać wasze kompetencje jako rodziców i decydowac gdzie i jak zamieszka. A jest w podstawówce.
Co miałam iluzję, nic więcej. Czy wolę zaczekać, nie absolutnie nie chce czekać, bo jakby się dało, to z całą pewnością już bym wiele rzeczy domknęła. Ona nie ma o niczym decydować, spokojnie.
Ona nic nie musi ocenić.
Już ocena została wykonana.
Strategia na zmęczenie, na poczekanie w minionym roku okazała się dobra, ale teraz nie będę czekać.
to jest tak, ja wychodzę z założenia że z nim nie warto iść na wojnę, bo on uwielbia walczyć, daje mu to paliwo. Jednak nie znosi jeśli coś mu nie wychodzi. Jeśli mu nie wychodzi wycofuje się rakim, i to bardzo szybko.
Tak jak pisałam, opiekę naprzemienną ustaliliśmy mając na uwadze inne dane, a mianowicie to że ja nie będzie w 100% pracować w Trójmieście.
Dziś wiemy, że takiej sytuacji nie będzie, za to on tez sobie nie radził w 100%, nie zawsze ofensywna strawia w pierwszej połowie się sprawdza,
Doświadczenie moje i mojej przyjaciółki która jest prawnikiem zajmującym się tylko sprawami rodzinnymi, znajomość wielu spraw, widziałam doskonale, że większość chce na początku a później się im nudzi, natomiast wielu chce wojny bo to ich cieszy, wyniszczającej toksycznej wojny.
Po co??
Co do rodziny to raczej tamat zamknięty. Ważne jest dla mnie dziś dziecko i w niewielkim stopniu realizowanie się zawodowo na tyłe, żebym miałam stabilne źródło utrzymania.
Ale wiesz ze droga do szczęścia Twojej corki wiedsie przez magakonflikt z eks?
minnie.89 napisał/a:Co do rodziny to raczej tamat zamknięty. Ważne jest dla mnie dziś dziecko i w niewielkim stopniu realizowanie się zawodowo na tyłe, żebym miałam stabilne źródło utrzymania.
Ale wiesz ze droga do szczęścia Twojej corki wiedsie przez magakonflikt z eks?
Trudno
Ważne żeby ona była szczęśliwa mój ex jest jeszcze młody może sobie ułożyć coś on ma dopiero 38 lat jako mężczyzna dzieci może mieć do 60 spokojnie
Tak mam zakrojony plan, w największym skróci chodzi o to, żeby się ze mną normalnie rozliczył i przytył na zabronowaną przeze mnie kwotę. Aktualnie ma do mnie nie mały interes. Wstępnie juz się zgodził, kwestia żeby to dopiąć formalnie.
Tak jak pojawiają się nowe okoliczności sukcesywnie z nich korzystam.
No i jak się to, co zacytowane, ma do nie czekania? Nie będziesz czekać z tą naprzemienna opieką czy jednak będziesz? Póki co czekasz, bo on ma do ciebie mały interes i trzeba to dopiąć formalnie. Na co przecież trzeba ...poczekać. Już powiedziałaś córce, że najprędzej to od września, bo są wakacje.
Owszem, z tego co piszesz czekasz. Bo córka jasno ci powiedziała, jak się czuje i czego chce. Czekasz, bo realizujesz swój plan pt. normalne rozliczenie się z nim - cokolwiek to normalne rozliczenie oznacza. I to rozliczenie wydaje się być priorytetem.
Córka nic nie musi ocenić - Minnie, ona ocenia. Nie dlatego, że musi czy nie musi, ocenia cały czas. Między innymi to, co robisz i to, czego nie robisz. Decyzje, które podejmujesz w sprawie jej życia też ocenia. Bo dzieci nas oceniają, chcemy czy nie, tak mają. Widzą i rozumieją więcej niż by to było dla nas, rodziców, wygodne. Wiele rzeczy wiedzą i dostrzegają intuicyjnie, nie będąc w stanie ich dokładnie opisać czy nawet ująć w proste słowa, bo jeszcze są dziećmi. Oceniają i rozliczają, czasem także ponownie po latach. Ty swoją matkę oceniasz - córka oceni ciebie. Oby ci bilans na plus wyszedł.
Bert - znowu w punkt, ten konflikt jest nieunikniony. Bo eks to nie jest człowiek , z którym idzie się porozumieć w normalny sposób. On w relacjach stosuje przemoc - będzie to nadal robił, bo czemu nie? Sprawdza mu się, działa.
Co cię obchodzi, czy on sobie ułoży życie?
Nie obchodzi mnie to w gruncie rzeczy czy sobie ułoży czy nie. Dziś wiem że dziecko nie jest zadowolone z tego podziału opieki nie chce być pół na pół tylko powiedzmy 2 dni u niego i tyle.
Jej zdanie jest ważniejsze najważniejsze. Co do wakacji to nie jest tak że o teraz to ona będzie u mnie a ja się nie wiem zwolnię z pracy żeby z nią siedzieć tak się nie da
Ma jechać z ojcem do Włoch ma mieć tydzień półkolonii żeglarskich bo chce z tydzień to ja wezmę urlopu, tydzień pewnie moi rodzice przyjadą więc też będzie ze mną popołudniami
Nie obchodzi mnie to w gruncie rzeczy czy sobie ułoży czy nie. Dziś wiem że dziecko nie jest zadowolone z tego podziału opieki nie chce być pół na pół tylko powiedzmy 2 dni u niego i tyle.
Jej zdanie jest ważniejsze najważniejsze. Co do wakacji to nie jest tak że o teraz to ona będzie u mnie a ja się nie wiem zwolnię z pracy żeby z nią siedzieć tak się nie da
Ma jechać z ojcem do Włoch ma mieć tydzień półkolonii żeglarskich bo chce z tydzień to ja wezmę urlopu, tydzień pewnie moi rodzice przyjadą więc też będzie ze mną popołudniami
Minnie napisze to ostatni raz nie będę Cie już męczył. Nie dasz sobie z tym sama rady mając taki mętlik w głowie. Masz spokoj na wyciągnięcie ręki tylko decyzji brakuje. Potrzebujesz terapii. Ty jak nikt inny. Za duzo chaosu, za duzo bólu, za dużo zastanawiania sie ktoredy pojsc. My wszyscy mowimy zrob tak zrob siak, to dla Ciebie zle, to dla Twojej córki źle. Ty sama bedziesz wiedziec co jest dla Ciebie zle a co dla corki. Jak odzyskasz równowagę. Za duzo "smieci" wyniesionych z domu, za dużo rozczarowania w życiu, za dużo przemocy która trwa. To za dużo dla człowieka. Nie udźwigniesz. Nie chcę gloryfikowac terapii ale mam przeczucie ze akurat Ty tego potrzebujesz. Już nie będę o tym wiecej pisał ale nie ma dla Ciebie lepszej drogi niż "akcja" po której będziesz wiedziała co robić, co jest dobre, jak spacyfikowac krzykacza czy manipulanta. My mowimy o wycinkach Twojego życia, decyzji itd. Ale to wycinki, to zalepianie dziury, to nie naprawa. Wzmocnij się dla siebie samej i corki.
nie musisz iść z nim na wojnę szarpaną. ale mozesz sprawy z córką negocjować, postawić jasno i spokojnie, wziąż na siebie wiecej czasu z córką bez warunków wstępnych dla niego, coś mozecie ustalić,
ale najważniejsze: mozesz ją odciążyć od tych decyzji, nie masz opowiadać jaki to on świetny ojciec.
skup się na tym, by z nią rozmawiać o Waszych relacjach. Możesz ją zapewnić że jestes po jej stronie, masz zawsze dla niej czas
i że nie będziesz się wtrącać w jej relacje z ojcem, bo nie masz takiej mocy. to niestety musi zaakceptować.
wykorzystaj to, że jest ta terapia, poproś terapeutkę o porozmawianie z exem, ja będzie szanować w przeciwieństwie niestety do Ciebie.
i naprawdę omijaj sprawy exa i jego osobę z daleka.
Bert44 napisał/a:minnie.89 napisał/a:Co do rodziny to raczej tamat zamknięty. Ważne jest dla mnie dziś dziecko i w niewielkim stopniu realizowanie się zawodowo na tyłe, żebym miałam stabilne źródło utrzymania.
Ale wiesz ze droga do szczęścia Twojej corki wiedsie przez magakonflikt z eks?
Trudno
Ważne żeby ona była szczęśliwa mój ex jest jeszcze młody może sobie ułożyć coś on ma dopiero 38 lat jako mężczyzna dzieci może mieć do 60 spokojnie
Tylko z kim ten 60 latek będzie miał te dzieci, z inną 60 latką? Odpada.
Z 50 latką również. Zostają mu 40latki, czyli 20 lat młodsze, to duża różnica, wieku. Pewniejsza będzie 30 latka pod względem płodności, ale 60 latek i 30 latka? Spójrzmy realnie, tu nie ma celebrytów ![]()
minnie.89 napisał/a:Bert44 napisał/a:Ale wiesz ze droga do szczęścia Twojej corki wiedsie przez magakonflikt z eks?
Trudno
Ważne żeby ona była szczęśliwa mój ex jest jeszcze młody może sobie ułożyć coś on ma dopiero 38 lat jako mężczyzna dzieci może mieć do 60 spokojnieTylko z kim ten 60 latek będzie miał te dzieci, z inną 60 latką? Odpada.
Z 50 latką również. Zostają mu 40latki, czyli 20 lat młodsze, to duża różnica, wieku. Pewniejsza będzie 30 latka pod względem płodności, ale 60 latek i 30 latka? Spójrzmy realnie, tu nie ma celebrytów
Realnie to on w tym roku może sie z 30 związać. Zresztą jest pytanie czy go dzieci interesują. Czy chce więcej. Patrząc na jego zacięcie chyba raczej nie
309 2025-06-09 22:17:39 Ostatnio edytowany przez minnie.89 (2025-06-09 22:19:47)
złoto napisał/a:minnie.89 napisał/a:Trudno
Ważne żeby ona była szczęśliwa mój ex jest jeszcze młody może sobie ułożyć coś on ma dopiero 38 lat jako mężczyzna dzieci może mieć do 60 spokojnieTylko z kim ten 60 latek będzie miał te dzieci, z inną 60 latką? Odpada.
Z 50 latką również. Zostają mu 40latki, czyli 20 lat młodsze, to duża różnica, wieku. Pewniejsza będzie 30 latka pod względem płodności, ale 60 latek i 30 latka? Spójrzmy realnie, tu nie ma celebrytówRealnie to on w tym roku może sie z 30 związać. Zresztą jest pytanie czy go dzieci interesują. Czy chce więcej. Patrząc na jego zacięcie chyba raczej nie
To był zawsze zarzut wobec mnie brak drugiego dziecka brak męskiego potomka. Oczywiście że on ma dużo większe szanse niż ja tylko po co mam o tym myśleć? To jakby zapytać czy a mam większe szanse na poznanie kogoś fajnego czy 23 latka, ale po co się dołować?
310 2025-06-09 22:21:59 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-06-09 22:22:58)
Bert44 napisał/a:złoto napisał/a:Tylko z kim ten 60 latek będzie miał te dzieci, z inną 60 latką? Odpada.
Z 50 latką również. Zostają mu 40latki, czyli 20 lat młodsze, to duża różnica, wieku. Pewniejsza będzie 30 latka pod względem płodności, ale 60 latek i 30 latka? Spójrzmy realnie, tu nie ma celebrytówRealnie to on w tym roku może sie z 30 związać. Zresztą jest pytanie czy go dzieci interesują. Czy chce więcej. Patrząc na jego zacięcie chyba raczej nie
To był zawsze zarzut wobec mnie brak drugiego dziecka brak męskiego potomka
Aaaaa to taki typ? Chce nazwisko przewieźć.
A nie mogłaś mu powiedzieć ze plec dziecka zalezy od faceta a nie babki? Babka daje tylko chromosom X od niego nie zależy plec. Zależy od faceta wiec słabo się starał.
Powiedział gość który ma 2 corki ![]()
Aaaaa to taki typ? Chce nazwisko przewieźć.
A nie mogłaś mu powiedzieć ze plec dziecka zalezy od faceta a nie babki? Babka daje tylko chromosom X od niego nie zależy plec. Zależy od faceta wiec słabo się starał.
Powiedział gość który ma 2 corki
Pewnie gdzieś tam tak. Ja już nie mam na to wpływu. Jest dość młody więc …
Ja wolę się skupić na moim jedynym dziecku i na sobie niż na zastanawianiu się dlaczego on nie ma syna i co teraz
minnie.89 napisał/a:Bert44 napisał/a:Realnie to on w tym roku może sie z 30 związać. Zresztą jest pytanie czy go dzieci interesują. Czy chce więcej. Patrząc na jego zacięcie chyba raczej nie
To był zawsze zarzut wobec mnie brak drugiego dziecka brak męskiego potomka
Aaaaa to taki typ? Chce nazwisko przewieźć.
A nie mogłaś mu powiedzieć ze plec dziecka zalezy od faceta a nie babki? Babka daje tylko chromosom X od niego nie zależy plec. Zależy od faceta wiec słabo się starał.
Powiedział gość który ma 2 corki
Przeyslalem to. To co napisałem bylo nie fair. O przewiezieniu nazwiska. To normalne ze chlop chce mieć syna nie ma co się czepiać. To glupie bylo.
Reszta o winie dot. plci była już ok
313 2025-06-10 17:20:51 Ostatnio edytowany przez minnie.89 (2025-06-10 17:44:20)
Tak tylko normalne jest jak chłop mówi że chce drugie dziecko a nie mówi jej w chwili rozstania że nawet drugiego dziecka nie urodziłaś.
Nie ma co nad tym myśleć
A tak na marginesie po kilku wizytach na różnych portalach gdzie z 20% mężczyzn określiło wprost że nie jest zainteresowanych kobietą mającą dzieci to chyba mówi samo za siebie. Większość pewnie nie miła odwagi tego napisać. Odwrotnie robiąc benchmark nie zauważyłam żeby chociaż jedna kobieta tak napisała.
W moim najbliższym otoczeniu 3/4 facetów ma kobiety z dziećmi z poprzedniego związku.
minnie.89 napisał/a:A tak na marginesie po kilku wizytach na różnych portalach gdzie z 20% mężczyzn określiło wprost że nie jest zainteresowanych kobietą mającą dzieci to chyba mówi samo za siebie. Większość pewnie nie miła odwagi tego napisać. Odwrotnie robiąc benchmark nie zauważyłam żeby chociaż jedna kobieta tak napisała.
W moim najbliższym otoczeniu 3/4 facetów ma kobiety z dziećmi z poprzedniego związku.
W Anglii tego jest pełno daje sobie leb uciąć,ze na kazdej ulicy jest conajmniej jedno takie mieszkanie lub dom,w ktorym tak wlasnie jest ![]()
minnie.89 napisał/a:A tak na marginesie po kilku wizytach na różnych portalach gdzie z 20% mężczyzn określiło wprost że nie jest zainteresowanych kobietą mającą dzieci to chyba mówi samo za siebie. Większość pewnie nie miła odwagi tego napisać. Odwrotnie robiąc benchmark nie zauważyłam żeby chociaż jedna kobieta tak napisała.
W moim najbliższym otoczeniu 3/4 facetów ma kobiety z dziećmi z poprzedniego związku.
Syzyfowa praca. Nie przekonasz ![]()
minnie.89 napisał/a:A tak na marginesie po kilku wizytach na różnych portalach gdzie z 20% mężczyzn określiło wprost że nie jest zainteresowanych kobietą mającą dzieci to chyba mówi samo za siebie. Większość pewnie nie miła odwagi tego napisać. Odwrotnie robiąc benchmark nie zauważyłam żeby chociaż jedna kobieta tak napisała.
W moim najbliższym otoczeniu 3/4 facetów ma kobiety z dziećmi z poprzedniego związku.
Ciekawe ?
Gdzie takie otoczenie?
Może nie ta grupa wiekowa w sensie młodsi starsi?
W moim najbliższym nie ma nikogo
W dalszym też w sumie nie
Gdzieś tam kogoś znam na zasadzie wiem jak się nazywa ale bez żadnej znajomości mogłabym wskazać
Kiedyś nawet zapytałam kolegi który jest prawnikiem specjalnie bo przecież to dla niego chleb powszedni czy dałby radę w takim związku to wskazał że byłoby mu trudno raczej nic poważniejszego a już gdyby jednak się zdecydował to z pewności bez małżeństwa, bo nie chciałby brać na siebie tego. Takie słowa dają do myślenia ale raczej ja nie wybiegam w przyszłość dalej niż do końca miesiąca
Samba napisał/a:minnie.89 napisał/a:A tak na marginesie po kilku wizytach na różnych portalach gdzie z 20% mężczyzn określiło wprost że nie jest zainteresowanych kobietą mającą dzieci to chyba mówi samo za siebie. Większość pewnie nie miła odwagi tego napisać. Odwrotnie robiąc benchmark nie zauważyłam żeby chociaż jedna kobieta tak napisała.
W moim najbliższym otoczeniu 3/4 facetów ma kobiety z dziećmi z poprzedniego związku.
Ciekawe ?
Gdzie takie otoczenie?
Może nie ta grupa wiekowa w sensie młodsi starsi?
W moim najbliższym nie ma nikogo
W dalszym też w sumie nie
Gdzieś tam kogoś znam na zasadzie wiem jak się nazywa ale bez żadnej znajomości mogłabym wskazać
Kiedyś nawet zapytałam kolegi który jest prawnikiem specjalnie bo przecież to dla niego chleb powszedni czy dałby radę w takim związku to wskazał że byłoby mu trudno raczej nic poważniejszego a już gdyby jednak się zdecydował to z pewności bez małżeństwa, bo nie chciałby brać na siebie tego. Takie słowa dają do myślenia ale raczej ja nie wybiegam w przyszłość dalej niż do końca miesiąca
Może to tak samo, jak gdy kobieta jest w ciąży, to idąc ulicą zauważa inne kobiety w ciąży już z kilometra ![]()
Może za bardzo filtrujesz to swoje otoczenie pod pewną tezę.
A np. w moim otoczeniu i w przedziale wiekowym niekoniecznie znacznie wyższym od Twojego targetu takich związków mam dosyć dużo. Mam kilku znajomych-kolegów 34 - 45 lat, ten z dołu skali nie ma własnego dziecka a jest w związku (coś ze 4 lata) z dziewczyną lekko młodszą od niego, która ma 8-letnią córkę. Ten z góry skali z kolei jest w związku (też parę lat) ze starszą kobietą, oboje mają dzieci z poprzednich związków. Ci w środku skali podobnie. Więc wiesz...
A wymienione wyżej przez Ciebie procenty mężczyzn (20% nie chce kobiety z dzieckiem) to jest naprawdę bardzo dobra informacja. Znaczy, że 80% pozostałych ma do tego stosunek co najmniej neutralny, ale nie negatywny ![]()
minnie.89 Bert44 wspominał o terapii - a nie jesteś przypadkiem na takowej? Tak coś-gdzieś mi literki mignęły na ekranie.
20% pisało wprost, a gdzie reszta która nie umiała się do tego przyznać? Generalnie to jest ciężka sytuacja. Jeden powie wolę jak są małe, bo mogę do siebie przyzwyczaić ktoś inny powie, dziecko powyżej 15 lat prędzej zrozumie. Mało to nawet tu przypadków gdzie dorosłe 20+ czy nawet 30+ dzieci są oburzone że mama sobie kogoś znalazła, że jak śmiała, że się jej zachciewa.
To jest zawsze bardzo trudne, to jednak tylko dziecko, nie wszystko rozumie, ale bardzo dużo czuje.
Nie jestem odklejona widzę co się dzieje, że rośnie ilość rodzin patchworkowych, co z jednej strony jest dobre, ze ludzie nie zniechęcają się, a z drugiej pokazuje, jak źle wybieramy, skala rozwodów jest coraz większa.
Kiedyś się zasatanwiałam kiedy zaczęło się po między nami psuć i myślę, że to był 2017 rok a pandemia tylko to dobiła, wtedy dowiedziałam się że się z kimś spotykał, chociaż twierdził, że nie było chemii i odpuścił. Serce pęka, ale dziś są inne tematy. Dziś ważniejsze jest, żeby wyjść z kryzysu.
Co do mojej terapii to bardzo nieregularnie chodzę, ale tak staram się.
Generalnie ja mam ten problem że myśle stereotypowo, czyli samotna matka = patologia, której nikt nie chce, III sort.
Zarówno mnie jak i mojemu dziecku które jest tu ważniejsze jest cieżko odnaleźć się w wariancie, że teraz to będzie inaczej. Dla dziecka które miało wszystko, rodziców na każde skinienie, wakacje, zabawki jakie chciało. I teraz kiedy tego nie ma, jest jej cieżko.
320 2025-06-11 00:31:38 Ostatnio edytowany przez Herne (2025-06-11 01:01:06)
20% pisało wprost, a gdzie reszta która nie umiała się do tego przyznać?
Skąd założenie, że reszta nie chciała kobiety z dzieckiem, ale nie umiała się przyznać? ![]()
Generalnie to jest ciężka sytuacja. Jeden powie wolę jak są małe, bo mogę do siebie przyzwyczaić ktoś inny powie, dziecko powyżej 15 lat prędzej zrozumie. Mało to nawet tu przypadków gdzie dorosłe 20+ czy nawet 30+ dzieci są oburzone że mama sobie kogoś znalazła, że jak śmiała, że się jej zachciewa.
To jest zawsze bardzo trudne, to jednak tylko dziecko, nie wszystko rozumie, ale bardzo dużo czuje.
Z dziećmi partnerów różnie jest, a i owszem. Ale zakładanie od razu najgorszych scenariuszy nie ma kompletnie sensu. A może będzie akurat fajnie i np Twój przyszły partner zaakceptuje w pełni Twoją córkę, a córka partnera?
Trochę jest tak, ze sama sobie te kłody wrzucasz pod nogi już na starcie. A w wszystko jest w Twojej głowie.
Nie jestem odklejona widzę co się dzieje, że rośnie ilość rodzin patchworkowych, co z jednej strony jest dobre, ze ludzie nie zniechęcają się, a z drugiej pokazuje, jak źle wybieramy, skala rozwodów jest coraz większa. .
Jest, społeczeństwo się zmienia. Ale chyba lepiej się rozwieść niż być w związku np jak w Twoim przypadku - przemocowym? Kiedyś-kiedyś było mniej rozwodów, ale to bardziej na zasadzie, że ludzie się nienawidzili ale byli ze sobą "bo tak wypada" i "co ludzie powiedzą"
Kiedyś się zasatanwiałam kiedy zaczęło się po między nami psuć i myślę, że to był 2017 rok a pandemia tylko to dobiła, wtedy dowiedziałam się że się z kimś spotykał, chociaż twierdził, że nie było chemii i odpuścił. Serce pęka, ale dziś są inne tematy. Dziś ważniejsze jest, żeby wyjść z kryzysu..
Hmmm...czyli facet Cię zdradził kilka lat temu, a Ty z nim zostałaś?
Co do mojej terapii to bardzo nieregularnie chodzę, ale tak staram się. .
Terapia żeby była skuteczna, musi być ciągła i regularna. Inaczej to tylko luźne pogaduchy.
Generalnie ja mam ten problem że myśle stereotypowo, czyli samotna matka = patologia, której nikt nie chce, III sort.
...i m.in. dlatego potrzebna jest Ci terapia. Da Ci odpowiedź, jaką genezę ma takie myślenie.
Nie będę polemizował z tą częścią Twojej wypowiedzi porównującej samotną matkę do patologii - i tak nie przyjmiesz w tej chwili moich argumentów
.
Zarówno mnie jak i mojemu dziecku które jest tu ważniejsze jest cieżko odnaleźć się w wariancie, że teraz to będzie inaczej. Dla dziecka które miało wszystko, rodziców na każde skinienie, wakacje, zabawki jakie chciało. I teraz kiedy tego nie ma, jest jej cieżko.
Dziecko miało "wszystko"? - zapakowaną w ładny papierek ułudę szczęśliwego życia? Ponieważ po rozpakowaniu tegoż papierka ukazywała się rzeczywistość - przemoc domowa w najczystszej postaci, krzyki, agresja, brak szacunku. I unikanie za wszelką cenę gniewu ojca. Przemoc to nie tylko bicie i siniaki. Myślisz, że te zabawki i wakacje kompensowały Jej brak poczucia bezpieczeństwa i brak miłości? "miała na skinienie rodziców" - jakich rodziców? Nie kochających się nawzajem i ojca krzyczącego na matkę? Podziękuj jakiejś sile wyższej (może być w postaci wyznawanego przez Ciebie jakiegoś Boga) że to się skończyło.
minnie.89 krótka piłka. Obecnie koniecznie przydałaby Ci się ta terapia (ale terapia, nie nieregularne spotykanie się na luźną wymianę myśli) i najpierw uporządkuj to co masz u siebie w głowie i sercu. Tu i teraz.
Ponieważ jeżeli tego nie zrobisz, to...za kilkanaście lat zamiast Ciebie na kozetce u psychologa wyląduje Twoja córka szukając odpowiedzi na pytanie: "co się stało, że ZNOWU kolejna relacja mi się rozpadła bo trafiłam ZNOWU na przemocowca który mnie traktował jak gówno? Dlaczego tak się dzieje?" I ten psycholog cofnie się w Jej życie i odkryje że, tak jak jej matka, wpadła w pewien schemat doboru do związku partnera pod klucz pt. "przemoc". Ponieważ taki wybór, dokonywany nieświadomie, był to jej jedyny znany sposób przekazywany, również nieświadomie, od pokoleń.
Przerwij to tu i teraz. Idź na psychoterapię i rozstań się w końcu w tym facetem, w tej chwili On ma nad Tobą jeszcze pełną władzę, jest cały czas w Twoich myślach.
Zrób to dla siebie i przede wszystkim dla córki, dla Jej przyszłości.
P.S. Rzeczywiście trzeba Ci trochę tez odpocząć od szukania kogokolwiek do relacji. Jest duże prawdopodobieństwo, że w chwili obecnej wybierzesz kopię ex.
321 2025-06-11 10:44:07 Ostatnio edytowany przez minnie.89 (2025-06-11 10:44:54)
Herne poświęciłaś masę czasu na tą wypowiedź, za co dziękuję.
Każdy kto tu pisze, że chciałam żyć w obłudzie ma rację bo taka jest prawda.
Doskonale wiedziałam, że pomiędzy nami nie ma miłości ale jest wzajemna współpraca? Nie wiem jak to nazwać, może dosadniej wrażenie na otoczeniu.
Nie było pomiędzy nami miłości czułości bliskości. Dobrym obrazem tego jest to, że czasem jechaliśmy 8h samochodem i nie zamieniliśmy słowa, po pierwsze bo bałam się ze się zdenerwuje i coś uderzy, po drugie widziałam że i tak wydźwięk tego będzie taki, że jestem cymbałem i mam siedzieć cicho.
Po trzecie z czasem odaliliśmy się tak od siebie, że nie było o czym rozmawiać.
Wczoraj powiedziałam do mojej córki, że moje najpiękniejsze wpomnienie z dzieciństwa to kiedy siedzieliśmy na malutkim balkonie z mamą i rozmawialiśmy, ciepły letni wieczór nawet noc i zapach maciejki. Z nim każde rozmowy kończyły się tak, że uznał mnie za głąba i po temacie.
Mój były zwrócił mi uwagę, że córka nie szanuje jego ani jego mamy problem polega na tym, że on nie szanował też mnie, dziecko to widziało i tak się też do nich odnosi.
Problem mojego byłego jest taki że mamy inna definicję szacunku, dla mnie szacunek to prawo do inności, odmiennego zdania czy poglądu, czy innego rozwiązania sprawy, własnych potrzeb, uwzględnienie tej drugiej osoby. Dla mojego byłego szacunek = posłuszeństwo. Tym samym, jeśli ja nie byłam posłuszna to go nie szanowałam, dziecko nie jest posłuszne to go nie szanuje, nie szanowałam teściowej bo jej nie słuchałam. I tak można mnożyć.
Dziś już oboje wiemy, że ta opieka naprzemienna się nie sprawdziła, że czasem trzeba odpuścić. On też już jest tego świadomy.
Mam nadzieję, że mimo wszystko dogadamy się do kwestii finansowych i ostatecznie każdy pójdzie w swoją stronę.
A co do samotnego macierzyństwa i ewentualnych związków, wpisałam w Google samotna matka a związki i masa hejtu ;/ i jak budować świadomość że jest inaczej?
322 2025-06-11 10:55:17 Ostatnio edytowany przez Motocyklistka (2025-06-11 10:55:50)
A co do samotnego macierzyństwa i ewentualnych związków, wpisałam w Google samotna matka a związki i masa hejtu ;/ i jak budować świadomość że jest inaczej?
aż mi zęby same zgrzytają i żołądek na lewą stronę się wykręca, jak czytam o gorszości z powodu bycia samotną matką.
Wiesz czego ja się musiałam nasłuchać? "Nie rodziłaś dzieci, co z Ciebie za kobieta?" "prawdziwą kobietą jest tylko ta, co urodzi" itp itd
Dałam sobie wmówić, że brak potomstwa dyskredytuje mnie jako kobietę. Czułam się..... gooorsza niż wszystkie.
Tkwiłam w tym wiele wiele lat.
To, że rak pokrzyżował mi plany związane z macierzyństwem, a później fatalne małżeństwo nikogo nie obchodzi. Ważne jest to, że można pocisnąć.
Dopiero później zdałam sobie sprawę, że to moje życie i tak naprawdę powinno mnie obchodzić co JA O SOBIE myślę, a nie inni.
Różnie życie się układa. Różne są sytuacje i nikt nie ma prawa tego oceniać.
minnie.89 napisał/a:A co do samotnego macierzyństwa i ewentualnych związków, wpisałam w Google samotna matka a związki i masa hejtu ;/ i jak budować świadomość że jest inaczej?
aż mi zęby same zgrzytają i żołądek na lewą stronę się wykręca, jak czytam o gorszości z powodu bycia samotną matką.
Wiesz czego ja się musiałam nasłuchać? "Nie rodziłaś dzieci, co z Ciebie za kobieta?" "prawdziwą kobietą jest tylko ta, co urodzi" itp itd
Dałam sobie wmówić, że brak potomstwa dyskredytuje mnie jako kobietę. Czułam się..... gooorsza niż wszystkie.
Tkwiłam w tym wiele wiele lat.
To, że rak pokrzyżował mi plany związane z macierzyństwem, a później fatalne małżeństwo nikogo nie obchodzi. Ważne jest to, że można pocisnąć.
Dopiero później zdałam sobie sprawę, że to moje życie i tak naprawdę powinno mnie obchodzić co JA O SOBIE myślę, a nie inni.
Różnie życie się układa. Różne są sytuacje i nikt nie ma prawa tego oceniać.
Tak, bo hejt, ostracyzm, ocenianie jest naszym sportem narodowym.
Młodo urodzi zmarnowała sobie młodość i całe życie najlepiej, rodzi po 40, jak tak można kto to widział.
Jasne że każdy by chciał mieć kochającego męża, 2 czy 3 dzieci, dobrą pracę piękny domu i być zdrowym, ale większość tak nie ma.
Wiesz ile ja usłyszałam kazań że czemu zrezygnowałam z kariery, że czemu nie wybrałam pracy w jakimś korpo które pewnie już wykończyłoby mnie tak, że ważyłabym 42kg, ale co tam. Ważne jest to, że można sobie powiedzieć, że jest samotną matką, że ją zostawił, bo pewnie była chu****, ocenianie przychodzi nam bardzo łatwo i przypisywanie winy.
Oceniamy zawsze każdego przez pryzmat czegoś, jaką szkołę skończył, co robi, ile zarabia. I to jest bolesne.
Motocyklistka napisał/a:minnie.89 napisał/a:A co do samotnego macierzyństwa i ewentualnych związków, wpisałam w Google samotna matka a związki i masa hejtu ;/ i jak budować świadomość że jest inaczej?
aż mi zęby same zgrzytają i żołądek na lewą stronę się wykręca, jak czytam o gorszości z powodu bycia samotną matką.
Wiesz czego ja się musiałam nasłuchać? "Nie rodziłaś dzieci, co z Ciebie za kobieta?" "prawdziwą kobietą jest tylko ta, co urodzi" itp itd
Dałam sobie wmówić, że brak potomstwa dyskredytuje mnie jako kobietę. Czułam się..... gooorsza niż wszystkie.
Tkwiłam w tym wiele wiele lat.
To, że rak pokrzyżował mi plany związane z macierzyństwem, a później fatalne małżeństwo nikogo nie obchodzi. Ważne jest to, że można pocisnąć.
Dopiero później zdałam sobie sprawę, że to moje życie i tak naprawdę powinno mnie obchodzić co JA O SOBIE myślę, a nie inni.
Różnie życie się układa. Różne są sytuacje i nikt nie ma prawa tego oceniać.Tak, bo hejt, ostracyzm, ocenianie jest naszym sportem narodowym.
Młodo urodzi zmarnowała sobie młodość i całe życie najlepiej, rodzi po 40, jak tak można kto to widział.
Jasne że każdy by chciał mieć kochającego męża, 2 czy 3 dzieci, dobrą pracę piękny domu i być zdrowym, ale większość tak nie ma.
Wiesz ile ja usłyszałam kazań że czemu zrezygnowałam z kariery, że czemu nie wybrałam pracy w jakimś korpo które pewnie już wykończyłoby mnie tak, że ważyłabym 42kg, ale co tam. Ważne jest to, że można sobie powiedzieć, że jest samotną matką, że ją zostawił, bo pewnie była chu****, ocenianie przychodzi nam bardzo łatwo i przypisywanie winy.Oceniamy zawsze każdego przez pryzmat czegoś, jaką szkołę skończył, co robi, ile zarabia. I to jest bolesne.
Bolesne jest to, że Ty sama siebie tak oceniasz.
Wiesz, jak mnie oceniano, jak walczyłam z rakiem, byłam przeraźliwie chuda i miałam posiniaczone ręce w okolicach wkłuć? - Chyba nie muszę mówić.
To jest niestety konsekwencja życia w schemacie. Samotna matka = ch*owa, brak dzieci = lenistwo, wygoda, itp itd
Bolesne jest to, że Ty sama siebie tak oceniasz.
Wiesz, jak mnie oceniano, jak walczyłam z rakiem, byłam przeraźliwie chuda i miałam posiniaczone ręce w okolicach wkłuć? - Chyba nie muszę mówić.
To jest niestety konsekwencja życia w schemacie. Samotna matka = ch*owa, brak dzieci = lenistwo, wygoda, itp itd
Tylko czy jest sens cofać kijem Wisłę?
Tak sama weszłam w ten schemat, siebie też tak oceniłam, pomijając, że ja po pierwsze jestem samodzielna finansowo, mam jakieś perspektywy, myślę, że tej drugiej stronie byłabym w stanie wiele zaoferować.