minnie.89 napisał/a:Żyjemy w kraju gdzie samotna matka jest czymś gorszym
Że co proszę? Gorszym ?!?
Ileś lat za samotną matkę robiłam. W tym samym kraju. W życiu nie czułam się gorsza z tego powodu, ba! ja się przewrotnie czasami czułam sprawniejsza, silniejsza oraz bardziej niezależna tudzież wielce sobie samopoczucie podnosiłam tym, że oto ja daję radę a i Iksińska, Igrekowska i Zetowska to połowy tego co ja nie są w stanie ogarnąć oraz obrobić. Ludzie czyli tzw.o otoczenie jak wyżej, nigdy nikt mnie za gorszą nie uznał, za to wyrazy podziwu i owszem, pojawiały się. Nie w wielkiej obfitości, ale się zdarzały.
Tak z perspektywy lat wielu ten okres był niesamowicie twórczy w moim życiu. Jakby ...dorosłam. Chyba. I ewidentnie się usamodzielniłam. Przede wszystkim mentalnie, we własnej głowie.
Byłam lat 5 młodsza od ciebie, minnie, jak u mnie to macierzyństwo samotne zaistniało po 8 latach związku i dziecię miałam wtedy młodsze. Jak porównywać to porównywać - nie byłam finansowo niezależna tak, jak ty jesteś, musiałam kompletnie zmienić zawód z takiego co lubiłam na taki całkiem inny za to dający przychód ( co spokojnie można uznać za porażkę jeśli się chce w tych kategoriach), mieszkałyśmy z Młodą w dwuklitkowym lokalu z ciemna kuchnią w odrażającej wielkiej płycie, a eksio czyli ojciec Młodej ...no osobna historia. Miał sporo ciekawych pomysłów na ciąg dalszy, zwłaszcza odnośnie opieki nad Młodą oraz łożenia na jej utrzymanie. Pieniądze miał, ale miał też swoje wizje, na przykład kiedy, ile i za co łaskawie będzie płacił. Wtedy w praktyce przećwiczyłam, że jego pomysły to jego pomysły, a ja mam pełne prawo mieć inne i wcale nie muszę jego koncepcji realizować. Podobnie jak spotkań z Młodą zgodnych z jego wydumanym harmonogramem, który uwzględniał li tylko jego wygodę. W ogóle zauważyłam, ze skoro potraktował i mnie i nasze małżeństwo tak, jak potraktował (osobna historia, uwierz że nieładnie to rozstanie wykonał i to bardzo) to właściwie dlaczego ja mam go jakoś super dopieszczać? Naprzeciw jego potrzebom wychodzić?
Wszak ze mną chciał się rozstać i rozstał. No kurczę, nie to nie, ileś milionów mężczyzn jest na świecie, nie on jeden. W tamtym czasie nie w głowie mi było szukanie następcy, małe dziecię do zaopiekowania poziom wczesne przedszkole, ja zasuwam w nowym zawodzie z nienormowanym czasem pracy, zasypiałam czytając Młodej bajkę na dobranoc...ona do dziś to pamięta
Jak to nieco ogarnęłam następca sam się pojawił, jakoś tak. W ogóle się nad tym nie zastanawiałam, nie szukałam, nie zastanawiałam nad swoimi szansami i ot - pojawił się. Chętny jak najbardziej, zachwycony, że pieluchy go ominęły, własnych dzieci mieć nie chciał. Możliwe, że rzadki egzemplarz ale ...ale wszak jedna sztuka wystarczy. 