Shinigami napisał/a:Gary napisał/a:A jak mieszkasz z rodzicami to nie możesz iść do klubu? Dorosły jesteś przecież...
Dopóki mieszkam z rodzicami nie mogę nawet piwa wypić. W ich słowniku nie istnieją słowa takie jak: samodzielność, niezależność, imprezy czy podryw, a przynajmniej w słowniku matki na pewno nie. Bez wyprowadzenia się nie ma nawet mowy o pójściu do klubu czy gdziekolwiek indziej bez mówienia gdzie idę, na jak długo, o której wrócę i co będę tam robił. Niestety kontrola jest zbyt duża, a nawet jeśli faktycznie nie jest to ja już mam zbyt duże blokady.
Wiele rzeczy da się załatwić metodą małych kroczków. Nawet przyzwyczaić własną matkę, że jej syn będzie nago w łóżku z kobietą, i w dodatku połączeni w jedno
To smutne, że dorosłe dziecko musi robić plan, aby wyrwać się spod klosza nierozumnej egoistycznej mamy... Ale niektórzy tak mają.
Niektórzy nie mają rodziców... niektrzy mają słych... niektrzy są zdrowi, a inni nie... niektórzy są bogaci, inni biedni...
Wysocy, niscy, grubi, chudzi, mądrzy, głupi, ładni, brzydcy...
No ale trzeba się starać...
Tylko chyba trwoga przed zrobieniem małego mini kroczku Cię blokuje...
CZy Ty w tej swoje rodzinie cokolwiek możesz? Wrócić godzinę później z pracy? Wyjść wieczorem na spacer? Spać do późna? Siedzieć do późna? Wyjechać gdzieś na parę dni?
Bo rozumiem, że pracujesz. Nie masz rodziny na utrzymaniu, więc pieniądze są...
Gary napisał/a:A gdybym był po studiach, lat 25+, zarabiał... i mieszkał z rodzicami, to większość kasy bym przeznaczył na poprawę wizerunku, i na randki.
Randki byłyby w większości spalone. Pasmo niepowodzeń. Same wtopy. Chodziłbym nawet na randki, aby się "przetrzeć" i dojść do wprawy.
Przeczytałbym wszystkie książki i oglądnął wszystkie filmy jakie mogę o podrywie, relacjach.
Na prawdę podziwiam cię za tą niezachwianą wiarę w sukces.
No przecież koleżanka wyżej mówi, że jej koledzy "chodzą na dupeczki".
Ja nie potrafię tego zrozumieć i w tej akurat kwestii zgadzam się z jakis_czlowiek. Też nie rozumiem jaki jest sens próbować nie tylko mając nikłe szanse powodzenia ale wręcz będąc pewnym porażki.
No bo później się nauczysz i będziesz wiedział, że jak idziesz pod górę, to kamienie obijają łydki, możesz glebnąć i stłuc sobie łokieć, i jeszcze pies ugryzie... ale w końcu i tak jesteś wysoko tam gdzie chciałeś być. No ale na początku jak się potkniesz, to wiadomo, że się siada i płacze.
Czy to nie jest jedynie starta czasu, pieniędzy i nerwów?
Nieeee... I tak jest ze wszystkim. Trzeba się napracować.
Sami tu piszecie, że robiąc coś z nastawieniem na porażkę na pewno się nie uda. No to o co w takim razie chodzi? Tak samo te książki i filmy o sztuce podrywu. Już nie raz na tym forum czytałem, że uczenie się tego to głupota, i że stosowanie takich wyuczonych technik od razu odrzuca kobiety. Próbowałem już nie raz oglądać na YT tego typu filmy ale poziom żenady był tak zatrważający, że nie mogłem wytrzymać nawet 10min.
PUA to tylko Neil Strauss, Szabelski i Johhny Sopporno. Ten ostatni mówi, że nie ma czegoś takiego jak "successful PUA". Są same porażki. Ale czasem ktoś wygrywa.
No zobacz na sport... Wszyscy przegrywają, a jeden wygrywa.