Da się uratować nasze małżeństwo? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Da się uratować nasze małżeństwo?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 do 120 z 133 ]

61

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Dobre pytania, na które chyba sam w tym momencie nie umiem odpowiedziec. Ja jednak muszę brać dużo rzeczy pod uwagę. Żona, dziecko, choroba żony, która dała się ''uśpić", ale może nawrócić, bo depresja taka jest. Jak zakomunikuje jej, że chce odejść, zacząć inne życie już bez niej przy boku, co się może stać? To nie jest wieść, która po człowieku spłynie jak po kaczce. Moją żonę to może wewnętrznie zabić. Przy jej historii choroby niczego, włącznie z najgorszymi opcjami, wykluczyć nie mogę.
Czego szukam? Mam spokój, stabilizację, zadowolony powinienem być, że sprawy się dały uregulować, a braki odczuwam.. Adrenaliny? Nie wiem. Chciałbym nowego związku? Nie. Nowych związków nie chce. Żadnych głębokich relacji, żadnego życia z inną osobą. Napisałem, jaki rodzaj relacji miałby to być.
Tocze walkę z własnymi myślami każdego dnia. Może decyzję o odejściu łatwiej byłoby mi podjąć, bez rozbierania na czynniki pierwsze, gdyby ktoś mi dał gwarancje, że żona ogarnie nową rzeczywistość, w której mnie nie będzie, dziecko mimo rozpadu rodziny, nie będzie miało traumy. I jakoś się to wszystko naturalnie ułoży.
Sam siebie nie poznaje.

Zobacz podobne tematy :

62

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Powtórzę. 
Nikt przytomny nie zagwarantuje Ci niczego, ani tego, że po żonie Twe odejście "spłynie jak po kaczce", ani tego, że wasze wspólne życie będzie sielanką, ani tego, że po rozstaniu będziesz zadowolonym z życia człowiekiem. Konsekwencje Twej decyzji, jakąkolwiek by ona nie była, poniesiesz i Ty, i Twa żona, i Wasze dziecko (niezależnie od jego wieku).

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

63

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Zostawmy na razie żonę i dziecko.

Jak długo chciałbyś się cieszyć taką nieograniczoną wolnością seksualną?
Ile lat miałaby ona trwać?
Czy widzisz siebie za 20 lat jako playboya zmieniającego partnerki i cieszącego się z wielkiego powodzenia u kobiet?

Jaki pożytek z prędkości, jeśli zmierza się w złym kierunku?

Jeśli wciąż nie spotkałaś mężczyzny u boku którego chciałabyś się zestarzeć, nie przejmuj się, Bez mężczyzny też się zestarzejesz. Może tylko później.
Mężczyzna jest jaki jest i nie ma co przy nim majstrować. Im szybciej kobieta to zrozumie tym lepiej dla niej. I dla niego - Maria Czubaszek

64

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:

Dobre pytania, na które chyba sam w tym momencie nie umiem odpowiedziec. Ja jednak muszę brać dużo rzeczy pod uwagę. Żona, dziecko, choroba żony, która dała się ''uśpić", ale może nawrócić, bo depresja taka jest. Jak zakomunikuje jej, że chce odejść, zacząć inne życie już bez niej przy boku, co się może stać? To nie jest wieść, która po człowieku spłynie jak po kaczce. Moją żonę to może wewnętrznie zabić. Przy jej historii choroby niczego, włącznie z najgorszymi opcjami, wykluczyć nie mogę.
Czego szukam? Mam spokój, stabilizację, zadowolony powinienem być, że sprawy się dały uregulować, a braki odczuwam.. Adrenaliny? Nie wiem. Chciałbym nowego związku? Nie. Nowych związków nie chce. Żadnych głębokich relacji, żadnego życia z inną osobą. Napisałem, jaki rodzaj relacji miałby to być.
Tocze walkę z własnymi myślami każdego dnia. Może decyzję o odejściu łatwiej byłoby mi podjąć, bez rozbierania na czynniki pierwsze, gdyby ktoś mi dał gwarancje, że żona ogarnie nową rzeczywistość, w której mnie nie będzie, dziecko mimo rozpadu rodziny, nie będzie miało traumy. I jakoś się to wszystko naturalnie ułoży.
Sam siebie nie poznaje.

Jesteś więźniem swojego życia. Chciałbyś odejść, ale na to sobie nie pozwalasz. Frustracja będzie w Tobie narastać aż faktycznie zrobisz coś głupiego i niekoniecznie będzie to romans.

Forumowe perełki:
"Kiedy kobiety naucza się jednej prostej rzeczy: Żeby w małżeństwie było dobrze, muszą rozkładać nogi. To ich obowiązek." - Szeptuch
"Kamil, dość dyktatury kobiet, dość." - ulle

65

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
M!ri napisał/a:
Ramsay napisał/a:

Dobre pytania, na które chyba sam w tym momencie nie umiem odpowiedziec. Ja jednak muszę brać dużo rzeczy pod uwagę. Żona, dziecko, choroba żony, która dała się ''uśpić", ale może nawrócić, bo depresja taka jest. Jak zakomunikuje jej, że chce odejść, zacząć inne życie już bez niej przy boku, co się może stać? To nie jest wieść, która po człowieku spłynie jak po kaczce. Moją żonę to może wewnętrznie zabić. Przy jej historii choroby niczego, włącznie z najgorszymi opcjami, wykluczyć nie mogę.
Czego szukam? Mam spokój, stabilizację, zadowolony powinienem być, że sprawy się dały uregulować, a braki odczuwam.. Adrenaliny? Nie wiem. Chciałbym nowego związku? Nie. Nowych związków nie chce. Żadnych głębokich relacji, żadnego życia z inną osobą. Napisałem, jaki rodzaj relacji miałby to być.
Tocze walkę z własnymi myślami każdego dnia. Może decyzję o odejściu łatwiej byłoby mi podjąć, bez rozbierania na czynniki pierwsze, gdyby ktoś mi dał gwarancje, że żona ogarnie nową rzeczywistość, w której mnie nie będzie, dziecko mimo rozpadu rodziny, nie będzie miało traumy. I jakoś się to wszystko naturalnie ułoży.
Sam siebie nie poznaje.

Jesteś więźniem swojego życia. Chciałbyś odejść, ale na to sobie nie pozwalasz. Frustracja będzie w Tobie narastać aż faktycznie zrobisz coś głupiego i niekoniecznie będzie to romans.

Dlatego muszę wszystko przemielić i przepracować (nie chodzi o sesje terapeutyczne) zanim wybiorę to albo to. Całego życia pod innych - nikt tak nie chce.

Agnes - nie, nie widzę siebie jako typa, który kobiety zmienia jak rękawiczki czy skarpetki.
Ale nie kryje - na razie tylko na forum - że mam ochotę pójść w długą.

66 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-11-24 18:52:22)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:

(...) Ale nie kryje - na razie tylko na forum - że mam ochotę pójść w długą.

Tę ochotę widziałam już od Twego drugiego posta.
Załóżmy, że pójdziesz w długą. Jak sobie wyobrażasz, co będzie dalej? Jak będziesz żył? Konkrety. Zrób bilans, dla siebie, nie dla nas na forum. smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

67

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:
okruszek00 napisał/a:

Ciesz się, że jest przyjaźń. U mnie po 15 latach nie ma przyjaźni, raczej tylko wspólne mieszkanie. Rozmów brak. Wspólnych zainteresowań brak. Wspólnego spędzania czasu brak. Każdy sobie. Dlatego tak łatwo było mnie zauroczyć przez kogoś innego. Teraz nie ma nikogo. Została pustka. Dzień podobny do dnia. Żyję sobie bez celu.

Okruszek, u mnie jest inaczej jeżeli chodzi o relacje z żoną. Nie ma tak, jak u Ciebie, a mimo to podobnie poplynąłem. Nie było seksu, ale myśli krążą nie koło zony. Doskonale Cię rozumiem. Wczoraj w jednej wiadomości napisałem, że muszę wyłączyć popęd, a włączyć myślenie, ale wiem, za łatwe to nie będzie. Nadal się gryze i bije z myślami. Bo choojem, który zdradza za plecami tak, że żona będzie szorowala porożem o sufit, być nie chce. Tylko szczera rozmowa i wtedy mogę iść.
Uroki kryzysu wieku średniego...

To walcz. Tylko od pani bocznej musisz się odciąć bo inaczej karmisz te motyle.
Ja już tyle w necie się naczytałam i wniosek jest zazwyczaj jeden: na dłuższą metę i bez tajemnicy nowa pani też spowszednieje, motyle zdechną. Pomyśl czy jeśli skończysz z żoną, to nie będziesz tęsknił?

68 Ostatnio edytowany przez Ramsay (2022-11-24 19:13:55)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Wielokropku, nie jestem dzieckiem i mam świadomość, że zanim podejme decyzję, muszę mieć zaplecze i wszystko pozbierane do kupy, zeby nie wyjść na tym jak ostatni palant. To nigdy nie są łatwe decyzje i dlatego przyznaje Ci rację, że te konkrety to podstawa.

Okruszek, chciałbym - w końcu - powalczyć o siebie. Ale pochopnie się nie rzucę w nowe życie. Żeby nie wyszło, że jestem lujem, który włączył myślenie kutasem.

69

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:

Agnes - nie, nie widzę siebie jako typa, który kobiety zmienia jak rękawiczki czy skarpetki.
Ale nie kryje - na razie tylko na forum - że mam ochotę pójść w długą.

Spoko, nie Ty jeden.

Nie chcę prowadzić tej rozmowy z pozycji osoby wzywającej Cię do wypełniania życiowych obowiązków, jako skutku podjętych kiedyś decyzji. Sam to doskonale wiesz, jesteś łebski facet, i zdajesz sobie sprawę jak to wpłynie na pozostałych członków rodziny.
Teraz mam ochotę zabawić się we wróżkę spełniającą marzenia.
A' propos - jest taki bardzo mądry film, pokazujący co się dzieje gdy nasze marzenia nagle się urzeczywistniają. Jeden z mądrzejszych przekazów kinematografii, a ma tytuł Shrek Forever. To nie jest żart z mojej strony - jeśli nie widziałeś tego filmu to koniecznie jak najszybciej go oglądnij. Polecam gorąco nie tylko Tobie.

No więc idziesz w długą...a ja mam różdżkę i spełniam wszystkie marzenia wink
Czego chcesz?
Jak wygląda Twój zwykły, roboczy dzień dzień od rana do wieczora, a co w weekend. Masz do dyspozycji 20 lat.
Piszesz i masz.
Dajesz wink

Jaki pożytek z prędkości, jeśli zmierza się w złym kierunku?

Jeśli wciąż nie spotkałaś mężczyzny u boku którego chciałabyś się zestarzeć, nie przejmuj się, Bez mężczyzny też się zestarzejesz. Może tylko później.
Mężczyzna jest jaki jest i nie ma co przy nim majstrować. Im szybciej kobieta to zrozumie tym lepiej dla niej. I dla niego - Maria Czubaszek

70

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:

Okruszek, chciałbym - w końcu - powalczyć o siebie. Ale pochopnie się nie rzucę w nowe życie. Żeby nie wyszło, że jestem lujem, który włączył myślenie kutasem.

Ja jestem w takim miejscu, że chciałbym być sama. W myślach ciągle ten inny, ale wiem że kontaktu już nigdy nie będzie. Może dlatego ciągle o nim myślę, bo pragnienia podobnie jak u Ciebie nie zostały zrealizowane. Pozostaje jedynie śnić.

71

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Agnes76,
chapeau bas! smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

72

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Wielokropek napisał/a:

Agnes76,
chapeau bas! smile

big_smile
jak coś to przybywaj z pomocą wink

Jaki pożytek z prędkości, jeśli zmierza się w złym kierunku?

Jeśli wciąż nie spotkałaś mężczyzny u boku którego chciałabyś się zestarzeć, nie przejmuj się, Bez mężczyzny też się zestarzejesz. Może tylko później.
Mężczyzna jest jaki jest i nie ma co przy nim majstrować. Im szybciej kobieta to zrozumie tym lepiej dla niej. I dla niego - Maria Czubaszek

73

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

big_smile

A Shreka uwielbiam, tę wspomnianą przez Ciebie część także, po jej obejrzeniu błyskawicznie "marzenia" idą precz a rozum wraca z dalekiej wędrówki.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

74

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Agnes, może sprawiam wrażenie, że mój rozum ulecial jak sen złoty i fiut rządzi, ale mam rozum, i zanim cokolwiek zrobię, to go użyje.
Shreka oglądałem, ale to nie moja bajka, i do filmów tego typu nie wracam.

75

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:

Agnes, może sprawiam wrażenie, że mój rozum ulecial jak sen złoty i fiut rządzi, ale mam rozum, i zanim cokolwiek zrobię, to go użyje.
Shreka oglądałem, ale to nie moja bajka, i do filmów tego typu nie wracam.

Nie o to mi chodzi, naprawdę. Wcale nie odnoszę wrażenia, że rozum Ci odleciał, wręcz przeciwnie, dlatego chcę Cie skłonić abyś go użył i porozmawiał ze mną.
Wiesz co jest naszym największym obciążeniem w życiu - poczucie przymusu. Wydaje się nam, że gdybyśmy zrzucili wszystkie nasze "muszę" to świat byłby piękny a my szczęśliwi. Więc chcę dać Ci okazję do nieograniczonego "mogę wszystko" i osadzenia tego w realiach codzienności. Od wszystkiego nie uciekniemy, więc chcę zobaczyć tą różnicę między obecnym życiem a tym wymarzonym.
No więc dawaj swoje magiczne 20 lat, rok po roku, z uwzględnieniem wszystkich Twoich sił i ograniczeń.

Shreka Forever oglądałeś czy jakiegoś innego? - Bo nie o każdej części mogę napisać to, co akurat o tej.

Jaki pożytek z prędkości, jeśli zmierza się w złym kierunku?

Jeśli wciąż nie spotkałaś mężczyzny u boku którego chciałabyś się zestarzeć, nie przejmuj się, Bez mężczyzny też się zestarzejesz. Może tylko później.
Mężczyzna jest jaki jest i nie ma co przy nim majstrować. Im szybciej kobieta to zrozumie tym lepiej dla niej. I dla niego - Maria Czubaszek
Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Piszesz, że nie chcesz głębszych relacji z Panią, tylko o seks chodzi? A uważasz, że tej Pani chodzi o to samo? A nie boisz się, że jak już popłyniecie razem, to jej nie wystarczy bycie Twoją kochanką i nie zechce mieć Cię na własność? I co wtedy zrobisz?
Nie chcesz ranić zony odchodząc, ale nie zranisz zdradzając? Odpowiedz sobie na te pytania.

77

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Mnie z panem po 15 latach nie wiele łączy. Brak wspólnych zainteresowań. Czas spędzamy oddzielnie. Wygląd fizyczny pana wiele do życzenia, jest nieatrakcyjny. Pojawił się na horyzoncie inny i wraz z nim motyle. Pan poszedł w odstawkę, nie myślę o nim, pojawiły się myśli refleksje czy tak chcę żyć za 20 lat. Strach przed zmianą i dzieleniem tego co mamy, dzieci nastoletnie. Inny nic nie obiecuje i nie zmieni swego życia bo żonaty,  ustabilizowany i grubo po 60. Nie ma szans na nic. Ja jednak rozmyślam nad sensem mojego związku z panem z którym jestem ponad 15 lat.

78

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Shreka obejrzałem jedynkę, nie podpadla mi i więcej nie widziałem. Nie dla mnie to.

Pani melancholia, powtórze: jeżeli wybiorę kogoś innego, to poinformuję żone. Nie za jej plecami, udajac przed nią wiernego, kochającego męża.
I tyle ode mnie.

79

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

fajnie ze sa.. faceci potrafiacy odmowic chetnej kobiecie (dla tej kobiety mozesz byc teraz jeszcze bardziej atrakcyjny takze.. trzymaj sie poki czegos nie ustalisz)..
Ciezko wybrac miedzy dobrem dziecka a swoim wlasnym... pomijam żone i jej chorobe - czy w razie czego dziecko zostaloby z nia (chora, jest na tyle male?) czy raczej.. odszedlbys z dzieckiem?

80

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Ja autorze już na pierwszej stronie Twojego wątku napisałam, że dobro pani bocznej też należy mieć na względzie, bo niby boczna będzie dorosła i sama podejmie decyzję, co dalej z jej życiem, jednak załóżmy że zaangażuje się uczuciowo i co wtedy?
Układ z Tobą zablokuje ja skutecznie w jej sprawach osobistych. Wpedzisz więc kogoś w kanał, bo kobieta skończy jako osoba samotna. Nikogo nie pozna, nie będzie miała bliskich np na stare lata.
Musiałbyś znaleźć taką kobietę, której tego rodzaju układ pasowałby z wielu względów, bo miałaby już tak ułożone życie, że niczego nie chciałaby zmieniać, a Ty byłbyś dla niej tylko dodatkiem.
Jakiś sponsoring?
Może mężatka?
Zdeklarowana singielka, która na pewno nigdy nie będzie chciała z nikim związać się na stałe?

W sumie masz niezły zgryz, bo jak tu zrobić, żeby i wilk był syty, i owca cała?

Decydując się na odejście od żony pójdziesz w nieznane. Może czas pokaże, że była to najlepsza decyzja w Twoim życiu, a może będziesz wył do księżyca z rozpaczy, że na własne życzenie skazales się na szukanie wiatru w polu?

Nie możesz mieć pewności, jak potoczą się dalsze losy Twojej żony, jak ona da sobie radę.
W wersji optymistycznej możesz założyć, że jakoś to będzie. Ze pomożesz jej, że pomoże ten czy tamta, że powiedzmy za rok będzie już nieźle ogarnięta.
W wersji pesymistycznej możesz przyjąć czarny scenariusz.
I bądź tu człowieku mądry.
W końcu kawał życia jeszcze przed Tobą, więc w sumie byłoby jeszcze o co kruszyć kopie.
Musisz chyba pójść w tę stronę, ktora dyktuje Ci serce i jakąś wewnętrzna intuicja.
Dobrze by też było, żebyś podejmując ostateczną decyzję brał pod uwagę własną konstrukcje psychiczną, do czego due nadajesz, a do czego nie. Jeśli postąpisz jak nie Ty, to nie zaznasz spokoju, gdyż niby będziesz miał coś, czego teraz chcesz, ale tak do końca nie będziesz zadowolony, jakbyś miał wszyta obca skórę na siebie.

Większość małżeństw o stażu tak długim, jak Twoje i które do tej pory jeszcze się ostały przypomina układ dwójki starych znajomych znających się jak łyse konie.
Nie ma w tym niczego aż tak złego, żeby chcieć coś zmieniać, jednak z drugiej strony człowiek czuje, że coś ważnego przemija obok i zostanie tylko taka zwykła bylejakość, a chciałoby się jeszcze tak dużo.
Jesteś na prawdziwym życiowym rozdrożu.

81

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
ewa po 40 napisał/a:

Mnie z panem po 15 latach nie wiele łączy. Brak wspólnych zainteresowań. Czas spędzamy oddzielnie. Wygląd fizyczny pana wiele do życzenia, jest nieatrakcyjny. Pojawił się na horyzoncie inny i wraz z nim motyle. Pan poszedł w odstawkę, nie myślę o nim, pojawiły się myśli refleksje czy tak chcę żyć za 20 lat. Strach przed zmianą i dzieleniem tego co mamy, dzieci nastoletnie. Inny nic nie obiecuje i nie zmieni swego życia bo żonaty,  ustabilizowany i grubo po 60. Nie ma szans na nic. Ja jednak rozmyślam nad sensem mojego związku z panem z którym jestem ponad 15 lat.

Dokładnie to samo mam

82

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
ewa po 40 napisał/a:

Mnie z panem po 15 latach nie wiele łączy. Brak wspólnych zainteresowań. Czas spędzamy oddzielnie. Wygląd fizyczny pana wiele do życzenia, jest nieatrakcyjny. Pojawił się na horyzoncie inny i wraz z nim motyle. Pan poszedł w odstawkę, nie myślę o nim, pojawiły się myśli refleksje czy tak chcę żyć za 20 lat. Strach przed zmianą i dzieleniem tego co mamy, dzieci nastoletnie. Inny nic nie obiecuje i nie zmieni swego życia bo żonaty,  ustabilizowany i grubo po 60. Nie ma szans na nic. Ja jednak rozmyślam nad sensem mojego związku z panem z którym jestem ponad 15 lat.

Dokładnie to samo mam. Poza tym innym który zlał mnie. Ale te przemyślenia, wiek, dzieci, strach przed zmianą i strach przed stagnacją i takim życiem już do końca taki sam.

83

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

No i te motyle w brzuchu na myśl o tym drugim. Zupełnie bez sensu bo ani nie byłam jedyna ani mnie już nie chce. Umysł durnej nastolatki w ciele starej baby. Jeszcze niedawno wyśmiałabym takie myśli i dylematy. Śmiałam się z kryzysu wieku średniego. A jednak jest coś takiego i człowiek faktycznie głupieje. Boje się takiego nijakiego życia już do końca. Z osobą która coraz bardziej mnie wkurza.

84

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
okruszek00 napisał/a:

No i te motyle w brzuchu na myśl o tym drugim. Zupełnie bez sensu bo ani nie byłam jedyna ani mnie już nie chce. Umysł durnej nastolatki w ciele starej baby. Jeszcze niedawno wyśmiałabym takie myśli i dylematy. Śmiałam się z kryzysu wieku średniego. A jednak jest coś takiego i człowiek faktycznie głupieje. Boje się takiego nijakiego życia już do końca. Z osobą która coraz bardziej mnie wkurza.

A co ostatnio zrobiłaś aby rodzina przeżyła coś ciekawego? Jak chcesz sobie i całej rodzinie zorganizować życie, żeby nie było nijakie?
Czy są obiektywne przeszkody aby wnieść w Wasze życie element zaskoczenia i przygody?

Jaki pożytek z prędkości, jeśli zmierza się w złym kierunku?

Jeśli wciąż nie spotkałaś mężczyzny u boku którego chciałabyś się zestarzeć, nie przejmuj się, Bez mężczyzny też się zestarzejesz. Może tylko później.
Mężczyzna jest jaki jest i nie ma co przy nim majstrować. Im szybciej kobieta to zrozumie tym lepiej dla niej. I dla niego - Maria Czubaszek

85

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
okruszek00 napisał/a:

No i te motyle w brzuchu na myśl o tym drugim. Zupełnie bez sensu bo ani nie byłam jedyna ani mnie już nie chce. Umysł durnej nastolatki w ciele starej baby. Jeszcze niedawno wyśmiałabym takie myśli i dylematy. Śmiałam się z kryzysu wieku średniego. A jednak jest coś takiego i człowiek faktycznie głupieje. Boje się takiego nijakiego życia już do końca. Z osobą która coraz bardziej mnie wkurza.

Rozumiem Cie w 100 procentach. Tylko Ty możesz mieć dość, jak na co dzień jest kijowo.
Człowiek głupieje i takie są fakty.

86

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
okruszek00 napisał/a:

No i te motyle w brzuchu na myśl o tym drugim. Zupełnie bez sensu bo ani nie byłam jedyna ani mnie już nie chce. Umysł durnej nastolatki w ciele starej baby. Jeszcze niedawno wyśmiałabym takie myśli i dylematy. Śmiałam się z kryzysu wieku średniego. A jednak jest coś takiego i człowiek faktycznie głupieje. Boje się takiego nijakiego życia już do końca. Z osobą która coraz bardziej mnie wkurza.

Czyli życia sama z sobą obok czegoś co kiedyś było mężem i co też wkurza zastępczo ?

"Cichociemny na paralotni" big_smile

87 Ostatnio edytowany przez ewa po 40 (2022-11-24 21:34:34)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Ja akurat dużo próbowałam, ale pan nie lubi nie ma ochoty, on z nami nie będzie jechał tu czy tam, on robi to co lubi sadzi sieje zbiera plony mnie zostawia z dziećmi mówiąc róbcie co chcecie. Ja po tylu latach pełnego max zaangażowania dla rodziny dla dzieci + praca zawodowa sukcesy i satysfakcja w pracy jestem wypalona rodzinnie i małżeńsko. Jak wypalenie zawodowe. Trafił się inny, czyli klasyka. Tylko że jestem jeszcze pewnie na etapie początku z innym. Motyle emocje z dwóch stron, ale pewnie to się skończy jak tam piszecie.

Choć pan wyczuwa zmiany, zaczął się starać, bilety na spektakl, pranie wstawia, ale u mnie lód.

88

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
ewa po 40 napisał/a:

Ja akurat dużo próbowałam, ale pan nie lubi nie ma ochoty, on z nami nie będzie jechał tu czy tam, on robi to co lubi sadzi sieje zbiera plony mnie zostawia z dziećmi mówiąc róbcie co chcecie. Ja po tylu latach pełnego max zaangażowania dla rodziny dla dzieci + praca zawodowa sukcesy i satysfakcja w pracy jestem wypalona rodzinnie i małżeńsko. Jak wypalenie zawodowe. Trafił się inny, czyli klasyka. Tylko że jestem jeszcze pewnie na etapie początku z innym. Motyle emocje z dwóch stron, ale pewnie to się skończy jak tam piszecie.

Choć pan wyczuwa zmiany, zaczął się starać, bilety na spektakl, pranie wstawia, ale u mnie lód.

O to mój też nie lubi, nie chce mu się. Przestałam prosić. Cały związek ja wymyślałam wszystko, zachęcałam. Już mi się nie chce.

89 Ostatnio edytowany przez Ramsay (2022-11-24 21:48:25)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
cześka8 napisał/a:

fajnie ze sa.. faceci potrafiacy odmowic chetnej kobiecie (dla tej kobiety mozesz byc teraz jeszcze bardziej atrakcyjny takze.. trzymaj sie poki czegos nie ustalisz)..
Ciezko wybrac miedzy dobrem dziecka a swoim wlasnym... pomijam żone i jej chorobe - czy w razie czego dziecko zostaloby z nia (chora, jest na tyle male?) czy raczej.. odszedlbys z dzieckiem?

Z matką. Żona jest, na szczęście, zdrowa, ale to była depresja, a jak jest przy depresji to już wspominałem. Nawrót może być i uderzy ze zdwojoną siłą.
Dlatego przed podjęciem decyzji muszę rozważyć wszystkie opcje, i przy okazji znaleźć solidny mur, wziąć rozbieg i strzelić baranka.

90

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Okruszek, może to tak wygląda właśnie po tylu latach. Myślę też że jeśli nie ma wspólnych zainteresowań pasji , to gdzieś to potem się rozłazi, jak nie dorzucamy wspólnie do tego ogniska to wygasa. Gorzej jeszcze jak jednemu się nie chce, mojemu nie chciało się  nic zrobić większego dla nas, ja z nim , za nim i gdzieś to siedziało w środku we mnie. Inny natomiast przyczynił się do analizy związku i relacji z mężem.

91

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
ulle napisał/a:

Ja autorze już na pierwszej stronie Twojego wątku napisałam, że dobro pani bocznej też należy mieć na względzie,

Oj weź przestań z tą udawaną troską o kochankę, bo jesteś na tym forum pierwsza do wyzywania ich od kurwiszonów. Twój post to nic innego jak manipulacja aby autor spełniał swój obowiązek trwania przy żonie.

Nawet jak teraz autor deklaruje ze nie chce związku z żadną inną nie znaczy że mu się pogląd nie zmieni jak się zakocha.

Forumowe perełki:
"Kiedy kobiety naucza się jednej prostej rzeczy: Żeby w małżeństwie było dobrze, muszą rozkładać nogi. To ich obowiązek." - Szeptuch
"Kamil, dość dyktatury kobiet, dość." - ulle

92

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
M!ri napisał/a:
ulle napisał/a:

Ja autorze już na pierwszej stronie Twojego wątku napisałam, że dobro pani bocznej też należy mieć na względzie,

Oj weź przestań z tą udawaną troską o kochankę, bo jesteś na tym forum pierwsza do wyzywania ich od kurwiszonów. Twój post to nic innego jak manipulacja aby autor spełniał swój obowiązek trwania przy żonie.

Nawet jak teraz autor deklaruje ze nie chce związku z żadną inną nie znaczy że mu się pogląd nie zmieni jak się zakocha.

Po pierwsze, nie uważam, żeby autor miał kochankę, a po drugie daleko mi do tego, by zachęcać go, by został z żoną. To znaczy dobrze by było, żeby został z żoną, jednak nie że względu na dobro dziecka albo w trosce o zdrowie żony. Fajnie byłoby, żeby został, ale pod warunkiem, że ją kocha.

Nie troszczę się o jego ewentualną wybrankę do seksu, jednak uważam, że powinien dobrze zastanowić się nad tym, kogo wybiera, bo nie każda kobieta nadaje się do układu z żonatym facetem. Niewłaściwie wybrana boczna to prosta droga do mega kłopotów, dramatów i tragedii ludzkich.
Należy brać taka, która nadaje się do tego rodzaju ukladu.

93 Ostatnio edytowany przez cześka8 (2022-11-25 16:44:41)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Autor nie zamierza (oby wytrwal) zdradzac zony - wiec nie musi wybierac takiej ktora sie nadaje (znaczy takiej ktorej pasuje uklad z zonatym, bo dzis pasuje jutro nie)...  Ma dylemat jak w tytule... nic nie jest czarnobiale, szczegolnie jak jest dziecko...
Czasem jak kreci sie 3osoba temperatura w lozku wzrasta - jak to jest u Ciebie autorze?  Czy przynajmniej udalo sie szczerze porozmawiax z zona, ze czujesz pustke, ze cos sie wypalilo, moze sie jeszcze rozpali??

94 Ostatnio edytowany przez Lazuryt35 (2022-11-25 23:37:28)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:

Shreka obejrzałem jedynkę, nie podpadla mi i więcej nie widziałem. Nie dla mnie to.

Pani melancholia, powtórze: jeżeli wybiorę kogoś innego, to poinformuję żone. Nie za jej plecami, udajac przed nią wiernego, kochającego męża.
I tyle ode mnie.

Szkoda, że żona nie ma tyle samo czasu na zastanowienie się nad własnym wyborem, a ma jedynie czekać w nieświadomości na Pański wyrok, kiedy już go Pan sam ze sobą ustali. A przecież wyrokuje Pan i o jej życiu, a także o życiu jej dziecka. O ich przyszłości. O być lub nie być Waszej rodziny, a nie jedynie o własnym życiu, bo nie jest Pan przecież samotnym kawalerem bez zobowiązań, który rozważa np. czy wyjechać na stałe za granicę. Nie jest Pan też bardziej lub mniej ważny w tej rodzinie od żony czy dziecka. Czy zatem tak istotną decyzję, o trwaniu lub rozpadzie rodziny powinien Pan podejmować sam i tylko o niej "informować" resztę jej członków?
Proszę postarać się wzbić nad swój lęk i nie podejmować decyzji w pojedynkę. Powiedzieć żonie o swoich wątpliwościach, dać prawo do zdecydowania o tym, czy chce tkwić w związku z kimś, kto czeka w blokach startowych, czy chce żyć w złudnej iluzji, że ma szczęśliwe życie i jest kochana i pożądana przez męża. Odważy się Pan na to?

A może okaże się, że żona ma podobne wątpliwości? Może ona też marzy o czymś (lub kimś) innym? Może też jest w jakiś sposób nieszczęśliwa, niespełniona, tylko nie ma odwagi tego wyrazić? Podejrzewam, że myśli Pan, że to niemożliwe, ale proszę pomyśleć, że skoro Pan boryka się z takim dylematem, a żona niczego dotąd nie zauważyła, to taka sama sytuacja może być i po drugiej stronie. Moze to tylko wrażenie, że to Pan podejmuje aktualnie decyzję, a może ona właśnie jest podejmowana i wobec Pana? ...

Uważam, że w życiu sprawdzają się proste prawdy. To, co mamy, doceniamy kiedy już to stracimy. I nie piszę tego jako teoretyk, niestety.

Niezależnie od tego, co Pan postanowi, proszę zadbać o żonę jako o matkę własnego dziecka. Pańskiemu dziecku potrzebna będzie silna mama, a nie zrozpaczona kobieta na psychotropach. Każdą rzecz w życiu można załatwić na dwa sposoby, nawet rozstanie. Uczciwie lub nie. Proszę postarać się postąpić wobec żony uczciwie, sam Pan pisał, że na to zasłużyła. Postąpi Pan tym samym w porządku wobec siebie samego- wypowiedzianych kiedyś słów, złożonej obietnicy. Szacunek jest wart więcej niż miłość, zwłaszcza taka, która dobiegła końca. Pozdrawiam i życzę dobrych wyborów.

95

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Ach ten dzień świra i wydalizowana kobieta z plaży. Uważasz że ten sex przygoda będzie lepsza z obcą kobietą niż próba fajnego sexu z żoną. No nic chemia to trudny przedmiot. Mam nadzieję że uda ci się ułożyć życie bez dalszego krzywdzenia innych i siebie jeśli czujesz wyrzuty sumienia. Mam też nadzieję że nie skrzywdzisz tej kobiety.

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Ojej, następnemu chłopczykowi odpalił się gadzi instynkt. Nie wiem czemu czuje taka wewnętrzna pogardę do ludzi nieodpowiedzialnych. Wezmę ślub, zrobię dziecko a potem zobaczymy. Piotrusiu, czym jest dla Ciebie małżeństwo? Po co  obiecałeś werbalny gołodupcu? Bycie mężczyzna to nie sportowe samochody, sześciopak na brzuchu czy wianuszek kobiet, bycie mężczyzna to dotrzymywanie obietnic NIEZALEŻNIE od chwilowej niewygody. Piotrusiu, myślałeś ze przez cały czas trwania małżeństwa morze sie rozstępuje? Czy może wprowadziłeś aneks do umowy i przysięgałeś że będziesz tylko na dobre? Idź Pan do kina. Nie jesteś w stanie czegoś obiecać to nie obiecujesz. Trzeba było ruchać za młodu jak była okazja. Podcieracie sobie dupę rzeczami ważnymi, dlatego ja podcieram sobie dupę wami. Mój świat jest prosty.

97 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2022-11-26 22:01:36)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
noben napisał/a:

Drogi Autorze.
Nie wiem jak Ci pomoc w Twoim problemie, ale wiem, ze każda wizyta na tym forum tylko Ci zaszkodzi. Żadnej konstruktywnej porady tu nie znajdziesz.

Tutaj teoretycy życia będą Ci wmawiać wszystko co najgorsze - zwłaszcza poczucie winy; a przy swoich aktualnych rozterkach jesteś bardzo podatny na takie manipulacje.

Teoretykiem życia to Ty jesteś Noben, nie podzieliles/łaś  się nawet informacją o swojej płci,  a ci dopiero faktach z życia: D
Ja kibicuję  tutaj żonie.
Będzie ciężko, będzie zdruzgotana.
Ale teraz jest w gorszej sytuacji o wiele, bo nie wie z kim dzieli życie.a wygląda na to, ze z osobą nieszczerą wobec niej.
Jest całkiem prawdopodobne, że mnóstwo jej energii zostaje marnowane na podtrzymywanie tego mitu i w związku z tym problemy  nerwicowe
Znam ludzi których spotkało kupę nieszczęść, śmierć dziecka i wcale nikt nie poszedł  w długą..
Teraz serio autorze bo byłam taką żoną: uwolnij ją od swojej osoby, dzieckiem się zajmuj, uczciwie podziel majątek niezależnie od wkładu i wymagań nowej kobiety.
Nie chciałabym mieć takiego męża, dla niej, tombak nie zloto..szkoda życia.
Nie chcę Ciebie tu obrazić, chodzi mi o to, że dla niej przedstawiasz wbrew pozorom małą wartość w życiu, chociaż pewnie nie od razu przyjmie  to do świadomości.

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

98 Ostatnio edytowany przez Ramsay (2022-11-26 23:03:16)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Psycholog Na Niby napisał/a:

Ojej, następnemu chłopczykowi odpalił się gadzi instynkt. Nie wiem czemu czuje taka wewnętrzna pogardę do ludzi nieodpowiedzialnych. Wezmę ślub, zrobię dziecko a potem zobaczymy. Piotrusiu, czym jest dla Ciebie małżeństwo? Po co  obiecałeś werbalny gołodupcu? Bycie mężczyzna to nie sportowe samochody, sześciopak na brzuchu czy wianuszek kobiet, bycie mężczyzna to dotrzymywanie obietnic NIEZALEŻNIE od chwilowej niewygody. Piotrusiu, myślałeś ze przez cały czas trwania małżeństwa morze sie rozstępuje? Czy może wprowadziłeś aneks do umowy i przysięgałeś że będziesz tylko na dobre? Idź Pan do kina. Nie jesteś w stanie czegoś obiecać to nie obiecujesz. Trzeba było ruchać za młodu jak była okazja. Podcieracie sobie dupę rzeczami ważnymi, dlatego ja podcieram sobie dupę wami. Mój świat jest prosty.

Gadzi instynkt, nieodpowiedzialnych, werbalny gołodupcu... Zejdź ze mnie, człowieku, bo łatwo się ocenia zza monitora. Twój świat jest prosty? To super, gratuluje. Przyjmij, że nie u wszystkich tak jest. Co nie znaczy, że się  decyzje, które zrobią kilku osobom rewolucje w życiu, podejmuje łatwo, bez ścisku wewnątrz, bo by chyba trzeba było być pozbawionym empatii lub mieć ją rozwiniętą na poziomie ameby, żeby ważne decyzje podejmować bez mrugnięcia okiem. Tobie zalecam większą powściągliwość w wygłaszaniu opinii.

99 Ostatnio edytowany przez Shoggies (2022-11-27 01:45:29)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Na pytanie postawione w tytule Twojego posta tylko Ty znasz odpowiedź. Biorąc pod uwagę jednak Twój wiek oraz to, co napisałeś o swoim małżeństwie, myślę, że możesz mierzyć się z kryzysem wieku średniego. 40 lat to taka umowna "połowa życia", kiedy zwykle dzieci są odchowane (albo prawie odchowane), cele założenia rodziny, dorobienia się czegoś, zrobienia kariery zostały osiągnięte albo nie i nadchodzi czas podsumowań. Często takie podsumowanie daje wynik negatywny, a człowiekowi wydaje się, że mógł osiągnąć więcej, niż osiągnął. Dlatego często w tym wieku ludzie dokonują różnych dużych zmian (np. zmiana partnera, zmiana pracy, wyprowadzka na drugi koniec kraju) albo znajdują jakieś szalone hobby (motocykle, wspinaczki wysokogórskie), bo to pozwala poczuć, że życie wciąż jeszcze twa i można się nim nasycić trochę "od nowa".

W takim wypadku najlepiej chyba by było, gdybyś na spokojnie popracował z terapeutą. Zrozumiał dobrze czego chcesz, czego potrzebujesz, podłoże swoich wątpliwości i zdecydował, czy faktycznie rozstanie z żoną jest tym, czego naprawdę chcesz (niewykluczone, że tak jest, nie wszystkie związki trwają do końca świata). Może się też jednak okazać, że tak naprawdę nie chodzi o kondycję Twojego małżeństwa, a problem tkwi dużo głębiej?

Co więcej, mam wrażenie, że depresja Twojej żony zaburzyła mocno dynamikę Waszej relacji. Z partnera, męża i kochanka, stałeś się tak jakby jej "opiekunem", kimś, kto jest takim trochę rodzicem i nawet kosztem siebie stara się ją chronić przed brutalnym światem. Nie jest to zbyt romantyczna rola i może właśnie to odebrało Ci poczucie bycia kimś więcej niż dobry kumpel? A sprawiło, że do żony czujesz sentyment i przyjaźń? A nawet taką braterską potrzebę opieki nad nią?

Sam napisałeś, że decyzja o rozstaniu może żonie mocno zaszkodzić i boisz się, że żona sobie bez Ciebie nie poradzi. Z jednej strony, to mocne świadectwo Twojej troski o nią (niezależnie od rozterek, z którymi się borykasz), a z drugiej coś co może tylko bardziej Cię od niej oddalać, bo w takim układzie nie jesteście sobie równi. Może nawet gdzieś głęboko w podświadomości widzisz ją jako "balast", który musisz nieść, bo inaczej ona sama nie przetrwa, a to prowadzi do zmęczenia, frustracji, niechęci, złości, potrzeby uwolnienia się.

Masz rację, że depresja to choroba, która w każdym momencie może nawrócić i jeśli ostatecznie zdecydujesz się z żoną rozstać, należy się zatroszczyć o to, aby miała należne wsparcie, opiekę - ale sam o tym przecież wiesz. Niemniej, litość wobec partnera albo poczucie "że on sobie bez Ciebie nie poradzi" nie jest dobrym spoiwem w walce o utrzymanie relacji i wzniecenie "starego ognia", powiedziałabym nawet, że to jest coś, co ten związek prędzej czy później doprowadzi do katastrofy.
Trwanie w małżeństwie "dla dziecka" to też zwykle nie jest dobry pomysł - to zrzucanie odpowiedzialności na dziecko za trwanie w nieszczęśliwym związku. W moim otoczeniu mnóstwo jest ludzi, których rodzice rozwiedli się jak tylko ich najmłodsze pociechy wyfrunęły z domu. I dla nikogo taki obrót spraw nie był zaskoczeniem, a dodatkowo wyrobił w tych młodych ludziach postawę „cierpiętnictwa” i poświęcania się „dla innych”.
Nie chcę przez to napisać, że nie powinieneś starać się naprawić tej relacji i wzbudzić swoje zaangażowanie od nowa, tylko, że wyżej wymienione motywacje, mimo iż na pewno szczere i szlachetne, mogą nie być wystarczające, żeby ostatecznie cel udało się osiągnąć.
Twoje sytuacja jest nie do pozazdroszczenia, ale też jest do uratowania, jeśli zrobisz uczciwy rachunek sumienia i sam przed sobą rozliczysz się ze swoich prawdziwych potrzeb i motywacji. Ćwiczenie, które Ci tutaj zaproponowano jest naprawdę super - wyobraź sobie, że możesz teraz zrobić cokolwiek chcesz i przeżyć następną dekadę jak Ci się podoba. Nie musisz tutaj pisać co Ci wyszło, po prostu przejdź przez to mentalnie.
Powodzenia!

100 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2022-11-27 08:55:18)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Shoggies, oczywiście że doprowadzi do katastrofy wspieranie kogoś- ale tylko wtedy gdy nie ma miłości.
Ja wspierałam ex męża w życiowych mocnych katastrofach i nie poczulam, że jest mi nierówny,  natomiast gdy pierwszy raz po 18 latach ja potrzebowałam tego wsparcia: A sprawy były w obu przypadkach o moim i jego takim kalibrem, którego nikomu nie życzę, to dla niego byłam balastem, co zresztą mi oznajmił.
Więc to tak działa jak Ty piszesz, gdy traktujemy małżeństwo jak spółkę z oo.
A przecież, jak wspomniał Psycholog na Niby, ludzie wchodzą w związek małżeński z jasno określoną przysięgą, i nie w Vegas biorą te śluby po pijaku,  tylko zwykle w kościołach urzędach, często z należną pompą.
Więc nie mam pojęcia co rozumieją przez "Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, w dostatku i biedzie"??
Rozumiem, że są małżeństwa, gdzie ktoś kompletnie rolę męża czy żony zlewa i to jest stan ciągły a nawet pogarszający się, gdy jest kompletna niezgodność charakterow, ale tu sam pisze że żonie nie bardzo jest co zarzucić.
Ona pewno nie uważa, że są w małżeństwie jak uprzejmi wobec siebie kumple.
Po prostu oni mają w warstwie faktycznej kompletnie inny system wartości, bo w deklaratywnej to autor mógł sobie coś tam deklarować.
Terapię własną dla niego popieram, chociaż wątpię czy ją zakończy, bo terapia to nie pieszczoty.
Podtrzymuję że w wartościowego męża dla niej, to raczej On się nie zamieni, ale dla partnerki takiej jak on, może być wartościowym partnerem, póki będą wymieniać to, na czym im zależy.

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

101

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Autor zdradził ale lekko. Ma bardzo sztywniutki kręgosłup moralny, ale czasami się ugina. Po prostu nie chce, ale musi. Generalnie chce zaruchac kochankę, ale ze szlachetnych pobudek. Normalnie pan świeci się i wygląda jak złoto, ale jednak jest podróbką.

102 Ostatnio edytowany przez Ramsay (2022-11-27 11:18:34)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
BEKAśmiechu napisał/a:

Autor zdradził ale lekko. Ma bardzo sztywniutki kręgosłup moralny, ale czasami się ugina. Po prostu nie chce, ale musi. Generalnie chce zaruchac kochankę, ale ze szlachetnych pobudek. Normalnie pan świeci się i wygląda jak złoto, ale jednak jest podróbką.

Znasz znaczenie terminu "kochanka"? Lekkie wymizianie z panią i już "kochanka"?
Nie, nie było to ok, ale nie używajmy wielkich słów, kompletnie nie pasujących do sytuacji.

Chcesz żyć z żoną w małżeństwie jak starzy, dobrzy kumple? Proszę bardzo. Tak, żonie nie mam nic do zarzucenia, tak, ona się stara i raczej kumpelstwa w naszym małżeństwie nie widzi (?), ale JA widzę, JA czuje. Nie zaczęła mi być żona obojętna i nigdy nie będzie, na dziecko się nie wypne - kutasem NIE jestem i nie będę, ale coś pękło. Ty tego nie zrozumiesz, nawet nie wiem, czy jest sens ci tłumaczyć, co nie gra, panie z idealnie sztywnym kręgosłupem moralnym.

103

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Pierw myślenie o innej, później spotkania, pocałunki, przytulanki, miziania, obmacywanie, lodzik (wg wielu to nie seks).
Kiedy zaczyna się zdrada?

Życie ... Mam dużego

104 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2022-11-27 12:02:21)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Wiesz to forum autorze jest strasznie stare..i widziało niejedną taką akcję, chociaż Tobie wydaje się że sytuacja jest wyjatkowa:)
Nie będziesz kutasem wobec dziecka i żony?
Czyli co? Zostawisz im mieszkanie czy raczej żoną z dzieckiem ma szukać  jakiegoś pokoju do wynajęcia, jak Ukrainki,  gdy Ty pójdziesz na front pod apartamentem kochanki wojować swoim mieczem? smile

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

105

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:
BEKAśmiechu napisał/a:

Autor zdradził ale lekko. Ma bardzo sztywniutki kręgosłup moralny, ale czasami się ugina. Po prostu nie chce, ale musi. Generalnie chce zaruchac kochankę, ale ze szlachetnych pobudek. Normalnie pan świeci się i wygląda jak złoto, ale jednak jest podróbką.

Znasz znaczenie terminu "kochanka"? Lekkie wymizianie z panią i już "kochanka"?
Nie, nie było to ok, ale nie używajmy wielkich słów, kompletnie nie pasujących do sytuacji.

Chcesz żyć z żoną w małżeństwie jak starzy, dobrzy kumple? Proszę bardzo. Tak, żonie nie mam nic do zarzucenia, tak, ona się stara i raczej kumpelstwa w naszym małżeństwie nie widzi (?), ale JA widzę, JA czuje. Nie zaczęła mi być żona obojętna i nigdy nie będzie, na dziecko się nie wypne - kutasem NIE jestem i nie będę, ale coś pękło. Ty tego nie zrozumiesz, nawet nie wiem, czy jest sens ci tłumaczyć, co nie gra, panie z idealnie sztywnym kręgosłupem moralnym.

Albo jesteś w 100% mężem swojej żony, albo jesteś wobec niej szczery, odchodzisz i układasz sobie życie po swojemu.
Wszystko "pośrodku" jest świństwem albo kurestwem, zależy od zaistniałych sytuacji.

106

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ewe131 napisał/a:
Ramsay napisał/a:
BEKAśmiechu napisał/a:

Autor zdradził ale lekko. Ma bardzo sztywniutki kręgosłup moralny, ale czasami się ugina. Po prostu nie chce, ale musi. Generalnie chce zaruchac kochankę, ale ze szlachetnych pobudek. Normalnie pan świeci się i wygląda jak złoto, ale jednak jest podróbką.

Znasz znaczenie terminu "kochanka"? Lekkie wymizianie z panią i już "kochanka"?
Nie, nie było to ok, ale nie używajmy wielkich słów, kompletnie nie pasujących do sytuacji.

Chcesz żyć z żoną w małżeństwie jak starzy, dobrzy kumple? Proszę bardzo. Tak, żonie nie mam nic do zarzucenia, tak, ona się stara i raczej kumpelstwa w naszym małżeństwie nie widzi (?), ale JA widzę, JA czuje. Nie zaczęła mi być żona obojętna i nigdy nie będzie, na dziecko się nie wypne - kutasem NIE jestem i nie będę, ale coś pękło. Ty tego nie zrozumiesz, nawet nie wiem, czy jest sens ci tłumaczyć, co nie gra, panie z idealnie sztywnym kręgosłupem moralnym.

Albo jesteś w 100% mężem swojej żony, albo jesteś wobec niej szczery, odchodzisz i układasz sobie życie po swojemu.
Wszystko "pośrodku" jest świństwem albo kurestwem, zależy od zaistniałych sytuacji.

O tym piszę przez cały czas. Nie mam zamiaru robić w uja żony za jej plecami, a przed nią udawać, że jestem dobrym, najwierniejszym mężem (tak, całowanie i przytulanie też nie były w porządku, ale nie porównywałbym tego do robienia loda czy minety).

107

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:
Ewe131 napisał/a:
Ramsay napisał/a:

Znasz znaczenie terminu "kochanka"? Lekkie wymizianie z panią i już "kochanka"?
Nie, nie było to ok, ale nie używajmy wielkich słów, kompletnie nie pasujących do sytuacji.

Chcesz żyć z żoną w małżeństwie jak starzy, dobrzy kumple? Proszę bardzo. Tak, żonie nie mam nic do zarzucenia, tak, ona się stara i raczej kumpelstwa w naszym małżeństwie nie widzi (?), ale JA widzę, JA czuje. Nie zaczęła mi być żona obojętna i nigdy nie będzie, na dziecko się nie wypne - kutasem NIE jestem i nie będę, ale coś pękło. Ty tego nie zrozumiesz, nawet nie wiem, czy jest sens ci tłumaczyć, co nie gra, panie z idealnie sztywnym kręgosłupem moralnym.

Albo jesteś w 100% mężem swojej żony, albo jesteś wobec niej szczery, odchodzisz i układasz sobie życie po swojemu.
Wszystko "pośrodku" jest świństwem albo kurestwem, zależy od zaistniałych sytuacji.

O tym piszę przez cały czas. Nie mam zamiaru robić w uja żony za jej plecami, a przed nią udawać, że jestem dobrym, najwierniejszym mężem (tak, całowanie i przytulanie też nie były w porządku, ale nie porównywałbym tego do robienia loda czy minety).

To skoro to wiesz to o co pytasz...???

108 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2022-11-27 15:23:31)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Pyta czy nie popełni błędu, aby JA czuło że jest ok.
Życie pokaże.
Ale gdyby Twoja żona autorze, reagowała tak entuzjastycznie na zaloty Panow jak Ty na tę kobietę, to miałbyś rogi z 50 razy, bo takich Panów  kręci się mnóstwo i szkoda mężowi ciśnienie podnosić.
Czy przed poznaniem tej kobiety, załóżmy tydzień wcześniej,  myślałeś serio o rozwodzie?, ale sam sobie szczerze  odpowiedź?
Bo jeśli nie, toś frajer i naiwniak.

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

109 Ostatnio edytowany przez Ramsay (2022-11-27 16:19:56)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Nijakos naszego małżeństwa widze od dawna. Jest ogólnie na co dzień miło, jest dobrze, bo nie ma kłótni, a jak są to bez ,,latających talerzy" i bez kryzysów - ale też nijako, bez polotu. Seks jest dokładnie taki sam - mogłoby go nie być i wiele by to nie zmieniło. Żona się stara, ale nie pociąga mnie. Dobra, bardzo dobra koleżanka.
Mnie brakuje czegoś, juz to napisałem. Chce i potrzebuje czegoś innego. Nie związku jako pełnego związku z nowym kimś, tylko w formie relacji łóżkowej. Ale... Nie jest mi łatwo podjąć decyzje. Nie jestem gówniarz, który walnie wszystkim i hulaj dusza. Musze mieć wszystko i pod każdym kątem przeanalizowane.
Ale też nie będę ukrywał, że znajoma (bede używał tego słowa) mnie drgnęła. Dała kopa, żeby pomyśleć o zmianie.

110

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

A ja nie o to pytałam.
Tylko o to, czy tydzień  przed koleżanką myślałeś poważnie o ROZWODZIE

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

111

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ela210 napisał/a:

A ja nie o to pytałam.
Tylko o to, czy tydzień  przed koleżanką myślałeś poważnie o ROZWODZIE

Rozwodzie? Nie.

112

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:

Nijakos naszego małżeństwa widze od dawna. Jest ogólnie na co dzień miło, jest dobrze, bo nie ma kłótni, a jak są to bez ,,latających talerzy" i bez kryzysów - ale też nijako, bez polotu. Seks jest dokładnie taki sam - mogłoby go nie być i wiele by to nie zmieniło. Żona się stara, ale nie pociąga mnie. Dobra, bardzo dobra koleżanka.
Mnie brakuje czegoś, juz to napisałem. Chce i potrzebuje czegoś innego. Nie związku jako pełnego związku z nowym kimś, tylko w formie relacji łóżkowej. Ale... Nie jest mi łatwo podjąć decyzje. Nie jestem gówniarz, który walnie wszystkim i hulaj dusza. Musze mieć wszystko i pod każdym kątem przeanalizowane.
Ale też nie będę ukrywał, że znajoma (bede używał tego słowa) mnie drgnęła. Dała kopa, żeby pomyśleć o zmianie.

Na co dzień jest miło, bez kryzysów, seks jest ale taki sam - więc tak naprawdę go nie cenisz. Żona się stara...
Wiesz co - powiedz jej, że myślisz o zdradzie bo spokojne życie Ci się znudziło.
Już żona zapewni Ci emocje a nuda uleci z szybkością światła.

Jaki pożytek z prędkości, jeśli zmierza się w złym kierunku?

Jeśli wciąż nie spotkałaś mężczyzny u boku którego chciałabyś się zestarzeć, nie przejmuj się, Bez mężczyzny też się zestarzejesz. Może tylko później.
Mężczyzna jest jaki jest i nie ma co przy nim majstrować. Im szybciej kobieta to zrozumie tym lepiej dla niej. I dla niego - Maria Czubaszek

113

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:

Nijakos naszego małżeństwa widze od dawna. Jest ogólnie na co dzień miło, jest dobrze, bo nie ma kłótni, a jak są to bez ,,latających talerzy" i bez kryzysów - ale też nijako, bez polotu. Seks jest dokładnie taki sam - mogłoby go nie być i wiele by to nie zmieniło. Żona się stara, ale nie pociąga mnie. Dobra, bardzo dobra koleżanka.
Mnie brakuje czegoś, juz to napisałem. Chce i potrzebuje czegoś innego. Nie związku jako pełnego związku z nowym kimś, tylko w formie relacji łóżkowej. Ale... Nie jest mi łatwo podjąć decyzje. Nie jestem gówniarz, który walnie wszystkim i hulaj dusza. Musze mieć wszystko i pod każdym kątem przeanalizowane.
Ale też nie będę ukrywał, że znajoma (bede używał tego słowa) mnie drgnęła. Dała kopa, żeby pomyśleć o zmianie.

Na miejscu Twojej żony wolałabym żebyś poszedł w ...
Brakuje Ci czegoś, jest nijako, żona cię nie pociąga, jest jak koleżanka . Biedna kobieta. Związała się z kimś takim jak Ty, ma z nim dzieci- przerąbane.

Żyj tak, aby nikt przez Ciebie nie płakał.

114

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Skoro nie myślałeś wcześniej o rozwodzie, to jest duże prawdopodobieństwo, że nie oceniasz sytuacji trzeźwo  pod wpływem emocji związanych z koleżanką i spieprzysz sobie życie.
Doradzam  terapeutę.

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

115

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Najgorzej jak taki produkt mężczyznopodobny dorabia wielką ideologię do chęci skoku w bok. Jak ktoś się szanuje będąc w relacji, płeć przeciwna jest dla niego przezroczysta (wiadomo w jakim sensie). A tu kolejny prostaczek chce zadupczyc i dwóm kobietom zjebać życie na dłuższy czas.

116

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:
Ela210 napisał/a:

A ja nie o to pytałam.
Tylko o to, czy tydzień  przed koleżanką myślałeś poważnie o ROZWODZIE

Rozwodzie? Nie.

Czytałeś wątek 82Petera ?

"Cichociemny na paralotni" big_smile

117 Ostatnio edytowany przez Ramsay (2022-11-27 18:17:50)

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Terapia dla mnie samego?


Nie czytałem, ale ktoś już rzucił w moim wątku nickiem tego Petera

Beka, "znajoma" raczej na to, jak to określiłeś, zadupczenie, jest chętna, jakie zmarnowane życia jej?

118

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:

Nie czytałem, ale ktoś już rzucił w moim wątku nickiem tego Petera

To poczytaj https://www.netkobiety.pl/t129288.html
Pewne rzeczy zrozumiesz, bo jeszcze nie jesteś na aż tak zaawansowanym etapie.
Chcesz, by to tak wyglądało?

Życie ... Mam dużego

119

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?
Ramsay napisał/a:

Terapia dla mnie samego?


Nie czytałem, ale ktoś już rzucił w moim wątku nickiem tego Petera

Beka, "znajoma" raczej na to, jak to określiłeś, zadupczenie, jest chętna, jakie zmarnowane życia jej?

Teraz Cię to nie ruszy, o ile w ogóle kiedykolwiek,nie ten stan, nie ten etap, nie ta faza u was dwojga
inne "znieczulacze" włączone,odlot ,wahadełko puszczone w ruch lub moneta rzucona
ale jak poczytasz wspomnienia kochanek żonatych facetów to się zdziwisz "znajoma" również  pewnie by się zdziwiła
wszystko jednak już było, nic prawdopodobnie nowego nie wymyślicie

"Cichociemny na paralotni" big_smile

120

Odp: Da się uratować nasze małżeństwo?

Ja jeszcze niczego nie postanowiłem. Niektórzy, co widać po komentarzach, uważają mnie za faceta, który odleciał w kosmos i tam został, a jego życiem rządzi chu.., a nie mózg.
Nie, tak to nie działa, chyba że miałbym empatie na poziomie ameby. Tak, emocje są, plany podobnie, ale mózg tak samo.
Przejrzałem wątek Petera pobieżnie i już na starcie mamy coś innego: on bzykal przez kilka miesięcy za plecami żony, a żona poroże miała w okolicach księżyca. Nie, ja bym tak nie zrobił.

Posty [ 61 do 120 z 133 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Da się uratować nasze małżeństwo?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021