netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

340 odpowiedzi13 824 wyświetleniazałożony przez IllaTidandi, 09.10.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 341 ]

131

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Agnes76 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

poza tym gdyby porody dla wszystkich kobiet były taką traumą, to rodzin wielodzietnych byłoby o wiele, wiele mniej.

Ta teza byłaby prawdziwa, gdyby każde dziecko z rodzin wielodzietnych zostało poczęte na skutek świadomej decyzji rodziców.

Niby racja, nie pomyślałam o tym, bo sama wokół siebie nie mam nikogo, kto decyzji o dziecku nie podjąłby świadomie czy to pierwszym czy kolejnym, a z drugiej strony pomijając skrajnie religijne małżeństwa, kobieta zawsze może brać tabletki tak, żeby facet się nie zorientował, jeżeli ten jest przeciwnikiem antykoncepcji, można założyć sobie wkładkę i facet nie wyczuje. Można przy kolejnym porodzie znaleźć zaufanego lekarza, który podwiąże jajowody, no jest trochę możliwości poza zostawianiem siebie na łaskę losu i nasienia męża. To gorzej ma facet jak on nie chce, a kobieta bardzo chce.

132

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Agnes76 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

poza tym gdyby porody dla wszystkich kobiet były taką traumą, to rodzin wielodzietnych byłoby o wiele, wiele mniej.

Ta teza byłaby prawdziwa, gdyby każde dziecko z rodzin wielodzietnych zostało poczęte na skutek świadomej decyzji rodziców.

Tu trochę pojechałaś, chcesz powiedzieć że wielodzietne to same wpadki oprócz pierwszego?

133

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Autorko, do poczytania smile

https://www.netkobiety.pl/t82575.html
https://www.netkobiety.pl/t128308.html
https://www.netkobiety.pl/t125066.html

Szukałam konkretnego tematu, w którhm przyszła kobieta w wieloletnim związku, bo mąż po latach postawił ultimatum, że albo dziecko albo rozstanie, ale nie znalazłam. Ktoś kojarzy?

Gdzie na jakichś zawodach kolega ją "rozbudził" i o tym był początek a później zeszło na męża co chce dziecka?

A może, to dawno było, ale pamiętam, że ona w końcu się zgodziła na pomysł męża.

134 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2022-10-10 14:30:46)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:

Autorko, do poczytania smile

https://www.netkobiety.pl/t82575.html
https://www.netkobiety.pl/t128308.html
https://www.netkobiety.pl/t125066.html

Szukałam konkretnego tematu, w którhm przyszła kobieta w wieloletnim związku, bo mąż po latach postawił ultimatum, że albo dziecko albo rozstanie, ale nie znalazłam. Ktoś kojarzy?

Nie kojarzę.
Ale zapamiętałam wątek, w którym po latach związku kobieta zapragnęła dziecka, a jej partnerowi to się nie uśmiechało.
Linkuję: https://www.netkobiety.pl/t122608.html

Jeszcze jedno. Trzeci z wyżej podanych linków do jeden z wątków Rity i wiem to na pewno, tak że teges :-/

135

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
bb8 napisał/a:
anna.zakochana napisał/a:

Szeptuch, bardzo szanowałam Twoje zdanie ale po tej dyskusji nie wiem co myśleć, bo jak facet opowiada że poród to nic wielkiego to mi się nóż w kieszeni otwiera. wielu facetów nawet nie potrafi przy porodzie BYĆ.

myślisz że to takie niestraszne mieć nacięte krocze albo 15cm bliznę która CIę ciągnie i może powodować różne inne schorzenia? że to nie jest straszne mieć kilkanaście godzin skurczy których ból jest ROZRYWAJĄCY? że to nie jest straszne zostać z cyckami jak naleśniki albo skórą na brzuchu która nigdy nie będzie taka jak wcześniej? czy to nie jest strasnzne że przy porodzie możesz UMRZEĆ ??? no kuwa... współczuję Twojej żonie.

W Shreku była postać, która powiedziała : "Niektórzy z was zginą, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów".

Maku: czyli nie sprawdziłeś. Coś jest jednak nie halo z Twoją ciekawością świata.

Loka: Szeptuch przed chwilą roztoczył wizję liberalnego (sic!) rządu, który zmusza kobiety do rodzenia dzieci. Na czym ją opiera? Na swojej fantazji, bo historia pokazuje, że to konserwatyści obyczajowi mieli takie zapędy. Czy naprawdę dla Was fantazjowanie ma tylko znaczenie erotyczne?

Serio,nie wiedziałem,ze żeby o czymś dyskutować to trzeba mieć o tym mokre sny.
Tak dla jasności, uważam ze lepiej by było zeby Europa wymarła, niz zmuszać kobiety do rodzenia dzieci.
To co wyróżnia cywilizacje zachodnia na tle innych,to to ze szanuje się prawa jednostki (jeszcze)
I chce żeby tak zostało.
Co do porodów to racja Loka,trochę poniosła mnie dyskusja,przepraszam.
Akurat poród mojej żony był trauma,ze względu na komplikacje,ale po porodowe.
Natomiast zony moich 3 przyjaciół, wszyscy mają po 3 dzieci, wszystkie chciane i wyczekiwane.
wiec łącznie 9 porodów, i komentują to "e tam, nic specjalnego"

136

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
MagdaLena1111 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Autorko, do poczytania smile

https://www.netkobiety.pl/t82575.html
https://www.netkobiety.pl/t128308.html
https://www.netkobiety.pl/t125066.html

Szukałam konkretnego tematu, w którhm przyszła kobieta w wieloletnim związku, bo mąż po latach postawił ultimatum, że albo dziecko albo rozstanie, ale nie znalazłam. Ktoś kojarzy?

Nie kojarzę.
Ale zapamiętałam wątek, w którym po latach związku kobieta zapragnęła dziecka, a jej partnerowi to się nie uśmiechało.
Linkuję: https://www.netkobiety.pl/t122608.html

Jeszcze jedno. Trzeci z wyżej podanych linków do jeden z wątków Rity i wiem to na pewno, tak że teges :-/

Jestem pogubiona w alterego Rity, sorry hmm

137

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Szeptuch, daj link do tych badań o symulacji porodu u facetów, bo jestem ciekawa.

138

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Szokuje mnie liczba głosów w tej dyskusji dających sobie prawo, a autorce wręcz powinność, do podjęcia decyzji za partnera. Przecież to jest absurd. Autorka powinna zrobić jedną rzecz – i zrobiła ją bardzo wcześnie – czyli poinformować partnera o wątpliwościach i prawdopodobnym scenariuszu bezdzietności. Myślę, że z dużym prawdopodobieństwem partner autorki nie siedział w piwnicy przez ostatnie 30 lat bez kontaktu ze światem oraz jest całkiem biegły w myśleniu przyczynowo-skutkowym i tym samym potrafi świadomie decydować o sobie. Na Twoim miejscu Autorko upewniłabym się tylko, że on rozumie, że, np. jest aż 90% szans, że tego dziecka nie będzie. Co z tym zrobi jest absolutnie jego i tylko jego decyzją. Ma absolutne prawo postawić na świetną partnerkę niż szukać dalej z mglistą nadzieją na coś równie wspaniałego i dodatkowo szansą na potomka.

Znam zarówno mężczyzn jak i kobiety, którym się odmieniło (albo je wręcz nagle trzasnęło) i zdecydowały się na (z tego co mogę zaobserwować szczęśliwe) rodzicielstwo. Znam mężczyzn i kobiety, którzy z wczesnodorosłego „chcę” przeszli do obecnego „nie chcę”. Znam osoby, które twardo stoją przy swoim „nie”. Bywa różnie, krótko mówiąc. Statystyk pewnie na ten temat nie znajdziesz, ale odpowiadając na pytanie: tak, znam kobiety, którym się odmieniło i są szczęśliwe. Znam też takie, które zdecydowały się z partnerem trochę zdroworozsądkowo i czują się w rodzicielstwie okej – bez dramatu, ale też bez peanów.

I rzeczywiście, Twoje rozterki brzmią trochę jakbyś nigdy nie miała dłuższego kontaktu z małymi dziećmi, a może się okazać, że jak taki kontakt gdzieś złapiesz, to wyjdzie, że nie taki diabeł straszny jak go malują wink Może warto, np. zaproponować przyjazd na weekend do jakiejś koleżanki, żeby pomóc? Mieć lepsze rozeznanie co i jak.

139 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2022-10-10 14:38:03)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
Agnes76 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

poza tym gdyby porody dla wszystkich kobiet były taką traumą, to rodzin wielodzietnych byłoby o wiele, wiele mniej.

Ta teza byłaby prawdziwa, gdyby każde dziecko z rodzin wielodzietnych zostało poczęte na skutek świadomej decyzji rodziców.

Tu trochę pojechałaś, chcesz powiedzieć że wielodzietne to same wpadki oprócz pierwszego?

Niczego takiego nie napisałam. Nie popadaj w skrajności.
Po prostu nie zgodziłam się z  tezą, że o ilości dzieci decyduje brak porodowej traumy przy wcześniejszym porodzie.

140

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:
Agnes76 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

poza tym gdyby porody dla wszystkich kobiet były taką traumą, to rodzin wielodzietnych byłoby o wiele, wiele mniej.

Ta teza byłaby prawdziwa, gdyby każde dziecko z rodzin wielodzietnych zostało poczęte na skutek świadomej decyzji rodziców.

Niby racja, nie pomyślałam o tym, bo sama wokół siebie nie mam nikogo, kto decyzji o dziecku nie podjąłby świadomie czy to pierwszym czy kolejnym, a z drugiej strony pomijając skrajnie religijne małżeństwa, kobieta zawsze może brać tabletki tak, żeby facet się nie zorientował, jeżeli ten jest przeciwnikiem antykoncepcji, można założyć sobie wkładkę i facet nie wyczuje. Można przy kolejnym porodzie znaleźć zaufanego lekarza, który podwiąże jajowody, no jest trochę możliwości poza zostawianiem siebie na łaskę losu i nasienia męża. To gorzej ma facet jak on nie chce, a kobieta bardzo chce.

Normalnie zaleciało patologią i gwałtem.
Naprawdę tak ciężko uwierzyć że ludzie chcą mieć kilka dzieci a nie tylko jedno lub dwoje?
Moja ciocia kiedyś spotkała się z takim poglądem u lekarza gdzie po wywiadzie i usłyszeniu że urodziła czworo dzieci została podsumowana jako właśnie patologia/dzieciorób(oczywiście nie takimi słowami) a że moja ciocia jest wygadana to wdała się w dyskusję i okazało się że lekarka ma jedno dziecko które wybiera się na studia no i lekarka została oświecona że cała czwórka dzieci cioci już ma wyższe oraz jakie kierunki pokończyły i tu kopareczka jej opadła.

Kiedyś posiadanie kilkorga dzieci było czymś normalnym ale zrobiono z tego patologie.

141

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Szeptuch napisał/a:

Co do porodów to racja Loka,trochę poniosła mnie dyskusja,przepraszam.
Akurat poród mojej żony był trauma,ze względu na komplikacje,ale po porodowe.
Natomiast zony moich 3 przyjaciół, wszyscy mają po 3 dzieci, wszystkie chciane i wyczekiwane.
wiec łącznie 9 porodów, i komentują to "e tam, nic specjalnego"

Luz smile
Ja się nie zorientowałam, że mam skurcze. Fakt, że były za wcześnie, ale jak poszłam do lekarza to powiedziałam, że no tak lekko mnie pobolewa, jak na okres, a tu rozwarcie.
Potem bolało bardziej jak były częściej, ale też bez szału, może mam wysoki próg bólu, nie wiem. Lekarze potem mówili, że generalnie skurcze przy normalnym porodzie są lżejsze, bo ciało jest do nich przygotowane, a ja miałam wszystko nagle i to generalnie bardziej boli, a przynajmniej tak mówią pacjentki, które mają porównanie obu. No mnie jakoś bardzo nie bolało, w dalszym ciągu gorsze są dla mnie nudności ciążowe.

Ale ja też nie musiałam wypychać dojrzałego dzkecka, ta część została mi oszczędzona, więc nie będę tutaj twierdzić, że mam jedyną i słuszną wiedzę, bo ten etap pewnie boli jeszcze bardziej wink jak się uda to sprawdzę w przyszłym roku.

Z drugiej strony jak zobaczyłam dziecko to zapomniałam, że cokolwiek mnie wcześniej bolało.

142

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Ta teza byłaby prawdziwa, gdyby każde dziecko z rodzin wielodzietnych zostało poczęte na skutek świadomej decyzji rodziców.

Niby racja, nie pomyślałam o tym, bo sama wokół siebie nie mam nikogo, kto decyzji o dziecku nie podjąłby świadomie czy to pierwszym czy kolejnym, a z drugiej strony pomijając skrajnie religijne małżeństwa, kobieta zawsze może brać tabletki tak, żeby facet się nie zorientował, jeżeli ten jest przeciwnikiem antykoncepcji, można założyć sobie wkładkę i facet nie wyczuje. Można przy kolejnym porodzie znaleźć zaufanego lekarza, który podwiąże jajowody, no jest trochę możliwości poza zostawianiem siebie na łaskę losu i nasienia męża. To gorzej ma facet jak on nie chce, a kobieta bardzo chce.

Normalnie zaleciało patologią i gwałtem.
Naprawdę tak ciężko uwierzyć że ludzie chcą mieć kilka dzieci a nie tylko jedno lub dwoje?
Moja ciocia kiedyś spotkała się z takim poglądem u lekarza gdzie po wywiadzie i usłyszeniu że urodziła czworo dzieci została podsumowana jako właśnie patologia/dzieciorób(oczywiście nie takimi słowami) a że moja ciocia jest wygadana to wdała się w dyskusję i okazało się że lekarka ma jedno dziecko które wybiera się na studia no i lekarka została oświecona że cała czwórka dzieci cioci już ma wyższe oraz jakie kierunki pokończyły i tu kopareczka jej opadła.

Kiedyś posiadanie kilkorga dzieci było czymś normalnym ale zrobiono z tego patologie.

Ej ale ja nigdzie tego nie napisałam. Odnosiłam się do braku świadomej decyzji o większej ilości dzieci i do tego, że jak kobieta więcej nie chce i o to zadba, to jej nikt nie zmusi wink

Znam wielodzietnych i nigdy bym ich nie określiła mianem patologii, gdybym mogła, chciałabym 3 żyjących dzieci wink

143

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
Agnes76 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Żeby było jasne ja nie wymagam od autorki żeby rodziła dzieci - chociaż dziewczyny ródźcie dzieci bo nam demografia siada cool - jej sprawa.
Uważam jedynie że powinna faceta puścić wolno bo wykorzystuje jego uczucie do siebie dla własnych celów.

W żadnym razie nie wykorzystuje.
Gdyby go okłamała, że  urodzi a robiła wszystko żeby dziecka nie mieć, gdyby go szantażowała, chociażby emocjonalnie, by z nią został pomimo jej braku zgody, wtedy mógłbyś mówić o wykorzystywaniu.
Ona uczciwie dba o swoje szczęście przedstawiając partnerowi w jaki sposób chce żyć.
On też niech zadba o swoje szczęście i zdecyduje czy jest gotowy na związek z nią.

Ludzie często coś by chcieli dla siebie, ale  chcą by konsekwencje ich decyzji ponosili inni. To nie jest odpowiedzialna postawa.
Ludzie często skarżą się, że muszą to czy tamto, a potem obwiniają innych za swoje spaprane życie. Pielęgnują urazę, że się poświęcali i dlatego im tak źle. Nikt im tego życia nie spaprał, bo od chwili gdy wchodzą w dorosłość mogą o sobie stanowić. Każda decyzja ma swoje konsekwencje, ale musimy sobie zdawać sprawę, że to my te decyzje podejmujemy. Nawet jeśli nic nie robimy, to też jesteśmy odpowiedzialni, ze zostawiamy wszystko bez zmian. Jeśli się poświęcamy to wcale nie dlatego, że musimy, tylko dlatego bo to coś nam dawało - chociażby dobre samopoczucie, czyjąś miłość albo szacunek i  podziw innych. Jeśli się zdarzy, że nasze poświęcenie było niepotrzebne, albo nie otrzymujemy tego na co liczyliśmy pielęgnujemy urazę i mamy żal do kogoś - to łatwiejsze niż przyznanie, że źle zainwestowaliśmy, i wzięcie steru dalszego życia w swoje ręce.
Ja wiem, że zdarzają się różne nieprzewidziane okoliczności - choroby, wypadki, kataklizmy itp. Wszystkiego się nie przewidzi. Dobre relacje mogą nam wtedy pomóc przetrwać trudny czas, wiec niejako są w naszym interesie. Tylko dobre relacje to nie te, które pozbawiają nas sensu i radości życia.

Generalnie to zgadzam się z tym co napisałaś. Klarownie i racjonalnie, tylko teraz tak samo opisz uczucie zakochania i co z tym się wiąże.

Ona nie musi go szantażować, wykorzystuje jego uczucia do siebie. A że on kocha...to się godzi, tak to się odbywa.

Cieszę się, że się z tym zgadzasz generalnie big_smile big_smile
Czy pytając o uczucie zakochania masz na myśli budzące się pożądanie ?

Może dla równowagi teraz Ty napisz jak  widzisz  uczucie zakochania i jak należy sobie z nim radzić,  a potem przedyskutujemy temat big_smile

144

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
bb8 napisał/a:

Szeptuch, daj link do tych badań o symulacji porodu u facetów, bo jestem ciekawa.

jak znajdę to dodam, widziałem to kilka lat temu  w Galileo .
I nie były to badania,tylko eksperyment.
Nie pamiętam czy użyłem tutaj tego czy tego słowa.

145

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
chouchou napisał/a:

Szokuje mnie liczba głosów w tej dyskusji dających sobie prawo, a autorce wręcz powinność, do podjęcia decyzji za partnera. Przecież to jest absurd. Autorka powinna zrobić jedną rzecz – i zrobiła ją bardzo wcześnie – czyli poinformować partnera o wątpliwościach i prawdopodobnym scenariuszu bezdzietności. Myślę, że z dużym prawdopodobieństwem partner autorki nie siedział w piwnicy przez ostatnie 30 lat bez kontaktu ze światem oraz jest całkiem biegły w myśleniu przyczynowo-skutkowym i tym samym potrafi świadomie decydować o sobie. Na Twoim miejscu Autorko upewniłabym się tylko, że on rozumie, że, np. jest aż 90% szans, że tego dziecka nie będzie. Co z tym zrobi jest absolutnie jego i tylko jego decyzją. Ma absolutne prawo postawić na świetną partnerkę niż szukać dalej z mglistą nadzieją na coś równie wspaniałego i dodatkowo szansą na potomka.

Mam podobne wrażenie, że robi się tu (nie pierwszy raz zresztą) z dorosłego faceta bezwolnego matoła, który jest „szantażowany” swoim własnym zakochaniem.
W tej historii niebagatelną rolę odgrywa (zazwyczaj, bo jak wspomniałam to powtarzająca się na forum myśl) wyrachowana kobieta ;-), która nie ma prawa się zakochać, zawsze musi być przytomna i „tą mądrzejszą”, która za niemotę faceta podejmie najlepszą dla niego decyzję :-D

Nowa jesteś? To jeszcze nie raz i nie dwa się zdziwisz ;-)


Loka, wiem, można się pogubić w tych wątkach, szczególnie, że nie wszystkie te „postaci” zostały oznaczone ;-)

146

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Agnes76 napisał/a:
maku2 napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Ta teza byłaby prawdziwa, gdyby każde dziecko z rodzin wielodzietnych zostało poczęte na skutek świadomej decyzji rodziców.

Tu trochę pojechałaś, chcesz powiedzieć że wielodzietne to same wpadki oprócz pierwszego?

Niczego takiego nie napisałam. Nie popadaj w skrajności.
Po prostu nie zgodziłam się z  tezą, że o ilości dzieci decyduje brak porodowej traumy przy wcześniejszym porodzie.

Może i popadam ale przeczytaj co sama napisałaś
- mi wychodzi że w rodzinach wielodzietnych nie planują dzieci a są z wpadki
- brak świadomej decyzji czyli wpadka
No tak mi wychodzi.

147

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:
maku2 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Niby racja, nie pomyślałam o tym, bo sama wokół siebie nie mam nikogo, kto decyzji o dziecku nie podjąłby świadomie czy to pierwszym czy kolejnym, a z drugiej strony pomijając skrajnie religijne małżeństwa, kobieta zawsze może brać tabletki tak, żeby facet się nie zorientował, jeżeli ten jest przeciwnikiem antykoncepcji, można założyć sobie wkładkę i facet nie wyczuje. Można przy kolejnym porodzie znaleźć zaufanego lekarza, który podwiąże jajowody, no jest trochę możliwości poza zostawianiem siebie na łaskę losu i nasienia męża. To gorzej ma facet jak on nie chce, a kobieta bardzo chce.

Normalnie zaleciało patologią i gwałtem.
Naprawdę tak ciężko uwierzyć że ludzie chcą mieć kilka dzieci a nie tylko jedno lub dwoje?
Moja ciocia kiedyś spotkała się z takim poglądem u lekarza gdzie po wywiadzie i usłyszeniu że urodziła czworo dzieci została podsumowana jako właśnie patologia/dzieciorób(oczywiście nie takimi słowami) a że moja ciocia jest wygadana to wdała się w dyskusję i okazało się że lekarka ma jedno dziecko które wybiera się na studia no i lekarka została oświecona że cała czwórka dzieci cioci już ma wyższe oraz jakie kierunki pokończyły i tu kopareczka jej opadła.

Kiedyś posiadanie kilkorga dzieci było czymś normalnym ale zrobiono z tego patologie.

Ej ale ja nigdzie tego nie napisałam. Odnosiłam się do braku świadomej decyzji o większej ilości dzieci i do tego, że jak kobieta więcej nie chce i o to zadba, to jej nikt nie zmusi wink

Znam wielodzietnych i nigdy bym ich nie określiła mianem patologii, gdybym mogła, chciałabym 3 żyjących dzieci wink

Oczywiście że nie napisałaś tylko miałem takie odczucie a to moja już sprawa/problem.

148

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
bb8 napisał/a:

Szeptuch, daj link do tych badań o symulacji porodu u facetów, bo jestem ciekawa.

tak, też poproszę. bo słyszałam akurat o tym że podłączali takich gości w chinach na.. 5 minut. haha. (i nie było to żadne badanie)

do porównywania bólu porodowego do kopania w jaja nawet się nie odniosę bo porównanie jest doprawdy śmieszne.

poza tym nie chodzi tylko o ból, a ogólnie o zmiany w organizmie które zachodzą, nieodwracalne często. o połóg, o którym się w ogóle nie mówi.
zmienia się ciało kobiety i zmienia się całą chemia w mózgu. samą ciążę różnie kobiety przechodzą przecież.

umniejszanie tego wszystkiego uważam po prostu za totalną ignorancję i brak szacunku.

a człowiek nie pamięta po czasie bólu, pamięta że bolało, ale gdyby miał pamięć tego bólu to by populacja ludzka dawno wymarła.

149

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Agnes76 napisał/a:
maku2 napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

W żadnym razie nie wykorzystuje.
Gdyby go okłamała, że  urodzi a robiła wszystko żeby dziecka nie mieć, gdyby go szantażowała, chociażby emocjonalnie, by z nią został pomimo jej braku zgody, wtedy mógłbyś mówić o wykorzystywaniu.
Ona uczciwie dba o swoje szczęście przedstawiając partnerowi w jaki sposób chce żyć.
On też niech zadba o swoje szczęście i zdecyduje czy jest gotowy na związek z nią.

Ludzie często coś by chcieli dla siebie, ale  chcą by konsekwencje ich decyzji ponosili inni. To nie jest odpowiedzialna postawa.
Ludzie często skarżą się, że muszą to czy tamto, a potem obwiniają innych za swoje spaprane życie. Pielęgnują urazę, że się poświęcali i dlatego im tak źle. Nikt im tego życia nie spaprał, bo od chwili gdy wchodzą w dorosłość mogą o sobie stanowić. Każda decyzja ma swoje konsekwencje, ale musimy sobie zdawać sprawę, że to my te decyzje podejmujemy. Nawet jeśli nic nie robimy, to też jesteśmy odpowiedzialni, ze zostawiamy wszystko bez zmian. Jeśli się poświęcamy to wcale nie dlatego, że musimy, tylko dlatego bo to coś nam dawało - chociażby dobre samopoczucie, czyjąś miłość albo szacunek i  podziw innych. Jeśli się zdarzy, że nasze poświęcenie było niepotrzebne, albo nie otrzymujemy tego na co liczyliśmy pielęgnujemy urazę i mamy żal do kogoś - to łatwiejsze niż przyznanie, że źle zainwestowaliśmy, i wzięcie steru dalszego życia w swoje ręce.
Ja wiem, że zdarzają się różne nieprzewidziane okoliczności - choroby, wypadki, kataklizmy itp. Wszystkiego się nie przewidzi. Dobre relacje mogą nam wtedy pomóc przetrwać trudny czas, wiec niejako są w naszym interesie. Tylko dobre relacje to nie te, które pozbawiają nas sensu i radości życia.

Generalnie to zgadzam się z tym co napisałaś. Klarownie i racjonalnie, tylko teraz tak samo opisz uczucie zakochania i co z tym się wiąże.

Ona nie musi go szantażować, wykorzystuje jego uczucia do siebie. A że on kocha...to się godzi, tak to się odbywa.

Cieszę się, że się z tym zgadzasz generalnie big_smile big_smile
Czy pytając o uczucie zakochania masz na myśli budzące się pożądanie ?

Może dla równowagi teraz Ty napisz jak  widzisz  uczucie zakochania i jak należy sobie z nim radzić,  a potem przedyskutujemy temat big_smile

Nie, nie pożądanie - raczej rodząca się ślepotę względem partnera.
I jaka równowaga skoro mi nie odpowiedziałaś na pytanie. Bo pytanie to nie odpowiedź. smile

150

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
anna.zakochana napisał/a:
bb8 napisał/a:

Szeptuch, daj link do tych badań o symulacji porodu u facetów, bo jestem ciekawa.

tak, też poproszę. bo słyszałam akurat o tym że podłączali takich gości w chinach na.. 5 minut. haha. (i nie było to żadne badanie)

Mi głównie chodzi o kalibrację tej metody. Bo najpierw wypadałoby to tych elektrod podpiąć x kobiet po porodzie, żeby mieć jakieś pojęcie, czy ból jest porównywalny w symulacji i w życiu. Plus, czy badanie trwa kilkanaście godzin, a jeśli nie, to czy natężenie impulsu jest odpowiednio przeskalowane.

151

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:

Nie, nie pożądanie - raczej rodząca się ślepotę względem partnera.
I jaka równowaga skoro mi nie odpowiedziałaś na pytanie. Bo pytanie to nie odpowiedź. smile

Teraz wiem, że zakochanie postrzegasz jako ślepotę, to baaaardzo cenna dla mnie informacja big_smile
Odpowiedziałam Ci już na kilka pytań, baw się grzecznie i daj pierwszy odpowiedź na swoje pytanie big_smile

152

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
anna.zakochana napisał/a:
bb8 napisał/a:

Szeptuch, daj link do tych badań o symulacji porodu u facetów, bo jestem ciekawa.

tak, też poproszę. bo słyszałam akurat o tym że podłączali takich gości w chinach na.. 5 minut. haha. (i nie było to żadne badanie)

do porównywania bólu porodowego do kopania w jaja nawet się nie odniosę bo porównanie jest doprawdy śmieszne.

poza tym nie chodzi tylko o ból, a ogólnie o zmiany w organizmie które zachodzą, nieodwracalne często. o połóg, o którym się w ogóle nie mówi.
zmienia się ciało kobiety i zmienia się całą chemia w mózgu. samą ciążę różnie kobiety przechodzą przecież.

umniejszanie tego wszystkiego uważam po prostu za totalną ignorancję i brak szacunku.

a człowiek nie pamięta po czasie bólu, pamięta że bolało, ale gdyby miał pamięć tego bólu to by populacja ludzka dawno wymarła.

A gdzie ja to umniejszam?
Nie chce się powtarzać.
Tak poród to ból,ale to nie koniec świata.
to ze sobie to przerysowujecie,aby wyszło na to ze jesteście zbawicielkami świata nic mnie nie interesuje.
Podobne przerysowanie ma miejsce w opiece nad dzieckiem, jakie to trudne, wręcz niemożliwe do wykonania,tylko wy dzielne kobiety sobie z tym  radzicie.
to że wybieracie sobie na partnerów dupków,którzy nie rozumieją ze opieka nad dzieckiem to tez jego obowiązek, cóż wasz problem.
Z reguły przy drugiej ciąży ten animator z pierwszej jest zastępowany przez opiekuna.
dziwne prawda?

153 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-10-10 15:17:53)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

a ktoś napisał że jest zbawicielką świata?
Szeptuch, ile czasu byłeś na rodzicielskim żeby wiedzieć jak to jest z dzieckiem cały dzień w domu?

mój ex wstawał do dziecka w nocy, po pracy się nim zajmował, starał się, ale ostatecznie nie wziął rodzicielskiego więc nie był w stanie tego zakumać. ja mimo jego sporego wkładu  byłam przetyrana jak nigdy wcześniej w życiu. bo jednak 9-10h sama z dzieckiem byłam. a od pracy nigdy nie stroniłam i pracować 12h to dla mnie pikuś w porównaniu do siedzenia w domu z noworodkiem.
więc pytam czy masz takie doświadczenie że jesteś przez dłuższy czas sam z dzieckiem większość dnia i możesz sobie to ocenić czy tak sobie z "obserwacji" mówisz

154

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Agnes76 napisał/a:

Teraz wiem, że zakochanie postrzegasz jako ślepotę, to baaaardzo cenna dla mnie informacja big_smile

smile To miała być wskazówka a nie info o mnie.

Agnes76 napisał/a:

Odpowiedziałam Ci już na kilka pytań, baw się grzecznie i daj pierwszy odpowiedź na swoje pytanie big_smile

Aaa taka równowaga...
Ciężko to opisać...zakochanie...nie będę filozofował zwłaszcza że poeta/pisarz ze mnie żaden...uskrzydla, znosi bariery, dodaje barw, znajdujesz kolejne cele w życiu, zmienia Cię...mówiłem, pisarz ze mnie mierny.
A może dlatego że w uczuciach jestem bardziej skryty niż otwarty.
U niektórych powoduje ślepotę odnośnie partnera - stąd takie zaskoczenia gdy pojawia się np. zdrada.

155

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

bb8
Odpowiesz na moje pytanie?

156

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:

bb8
Odpowiesz na moje pytanie?

Które, to pytanie o "lewactwo" ? To jest nowomowa stalinowska. Takie jest źródło tego słowa. Jak słyszę, że ktoś go używa w niby poważnej dyskusji, to mi się odechciewa jej kontynuować. I nie, nie pytałam o to czym to słowo jest "dla ciebie", na wypadek gdybyś chciał odwracać kota ogonem.

157

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
anna.zakochana napisał/a:

a ktoś napisał że jest zbawicielką świata?
Szeptuch, ile czasu byłeś na rodzicielskim żeby wiedzieć jak to jest z dzieckiem cały dzień w domu?

mój ex wstawał do dziecka w nocy, po pracy się nim zajmował, starał się, ale ostatecznie nie wziął rodzicielskiego więc nie był w stanie tego zakumać. ja mimo jego sporego wkładu  byłam przetyrana jak nigdy wcześniej w życiu. bo jednak 9-10h sama z dzieckiem byłam. a od pracy nigdy nie stroniłam i pracować 12h to dla mnie pikuś w porównaniu do siedzenia w domu z noworodkiem.
więc pytam czy masz takie doświadczenie że jesteś przez dłuższy czas sam z dzieckiem większość dnia i możesz sobie to ocenić czy tak sobie z "obserwacji" mówisz

Niestety,nie dane mi było zajmować się noworodkiem, siła wyższa.
Mogę się opierać tylko  na tym co opowiadała mi żona.
Jako samotna matka,której mąż zmarł ogarniała wszystko, i prace i studia.
Oraz na rozmowach z żonami moich przyjaciół.
Czyli łącznie wszystkie 4 kobiety,razem 10 dzieci.
I wszystkie mówią to samo:
Jak kobieta nie jest w stanie ogarniać życia przy dziecku,nie jest w stanie dbać o siebie,dbać o męża oraz "na nic nie am czasu"
To odp sa dwie:
Ma żałosnego męża który o nią nie dba (jej wina ze sobie takiego wybrała)
Oraz nie potrafi sobie zorganizować dnia.
Chyba jedyne co robi to sie na dziecko patrzy.
bo niemowlaki przysypiają prawie cała dobe( tak tak wiem,wy mieliście wyjątkowe dzieci,trzeba było sie na nie patrzeć 24h)
I one, przy trójce dzieci, potrafiły zadbać o siebie,ćwiczyć w domu,było posprzątane a na męża czekał ciepły obiad, i sex wieczorem.
I jakoś dały radę.niesamowite co nie?
tylko one wybrały sobie na partnerów facetów którzy brali przysługujące im urlopy,aby zluzować żony,brali chorobowe gdy dziecko było chore,a żony potem poszły do pracy.
wysyłali zony do spa czy na weekendowe wycieczki, aby odpoczęły od dzieci, w tym czasie oni sie nimi zajmowali.
normą było to ze gdy oni wracali z pracy,a  dziecko było niemowlakiem, to wysyłali żonę do kawiarni,kina,na spacer, i tak dzień w dzień.
Bo uwagą
Są mężami i ojcami, wiec maja określone obowiązki względem żony i dzieci.

Skoro ty nie masz na nic czasu, to skorzystaj z usług profesjonalistki,niech ci ułoży grafik dnia, mówię serio, takie coś naprawdę pomaga,i można sei zdziwić, ile w rzeczywistości ma sie wolnego czasu.

158

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
bb8 napisał/a:
maku2 napisał/a:

bb8
Odpowiesz na moje pytanie?

Które, to pytanie o "lewactwo" ? To jest nowomowa stalinowska. Takie jest źródło tego słowa. Jak słyszę, że ktoś go używa w niby poważnej dyskusji, to mi się odechciewa jej kontynuować. I nie, nie pytałam o to czym to słowo jest "dla ciebie", na wypadek gdybyś chciał odwracać kota ogonem.

Ale ja pytałem czym jest dla Ciebie a nie skąd się wziął bo to wiem.
" Lewactwo jest skrajnym poglądem lewicowym o rodowodzie komunistycznym, zwanym goszyzmem, ruchem ideologicznym powstałym w latach 60. XX wieku, szerzącego idee nonkonformistycznej kultury, której odmianą jest „gender”, opartym na trockizmie i maoizmie. Jest „kastą” ludzi o kosmopolitycznych poglądach na świat, negującego w nim wszelkie podziały kulturowo-polityczne i terytorialne, za swą ojczyznę uznając nie Kraj ale cały świat, wolnego od podziałów i wszelkich granic, politycznie i społecznie stopionego w jedną wspólnotę ogólnoludzką. Stanowiący przeciwieństwo patriotyzmu i nacjonalizmu."
Widzisz, czytam.

159

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
bb8 napisał/a:
maku2 napisał/a:

bb8
Odpowiesz na moje pytanie?

Które, to pytanie o "lewactwo" ? To jest nowomowa stalinowska. Takie jest źródło tego słowa. Jak słyszę, że ktoś go używa w niby poważnej dyskusji, to mi się odechciewa jej kontynuować. I nie, nie pytałam o to czym to słowo jest "dla ciebie", na wypadek gdybyś chciał odwracać kota ogonem.

Ale ja pytałem czym jest dla Ciebie a nie skąd się wziął bo to wiem.
" Lewactwo jest skrajnym poglądem lewicowym o rodowodzie komunistycznym, zwanym goszyzmem, ruchem ideologicznym powstałym w latach 60. XX wieku, szerzącego idee nonkonformistycznej kultury, której odmianą jest „gender”, opartym na trockizmie i maoizmie. Jest „kastą” ludzi o kosmopolitycznych poglądach na świat, negującego w nim wszelkie podziały kulturowo-polityczne i terytorialne, za swą ojczyznę uznając nie Kraj ale cały świat, wolnego od podziałów i wszelkich granic, politycznie i społecznie stopionego w jedną wspólnotę ogólnoludzką. Stanowiący przeciwieństwo patriotyzmu i nacjonalizmu."
Widzisz, czytam.

Dla mnie jest tym, czym jest, czyli nowomową stalinowską. Nie posługuję się takimi figurami w rozmowie. Nie musisz mi też cytować biuletynów partyjnych, czy to to tam jest. Z mojej strony to wszystko w tym temacie.

160

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
bb8 napisał/a:
maku2 napisał/a:
bb8 napisał/a:

Które, to pytanie o "lewactwo" ? To jest nowomowa stalinowska. Takie jest źródło tego słowa. Jak słyszę, że ktoś go używa w niby poważnej dyskusji, to mi się odechciewa jej kontynuować. I nie, nie pytałam o to czym to słowo jest "dla ciebie", na wypadek gdybyś chciał odwracać kota ogonem.

Ale ja pytałem czym jest dla Ciebie a nie skąd się wziął bo to wiem.
" Lewactwo jest skrajnym poglądem lewicowym o rodowodzie komunistycznym, zwanym goszyzmem, ruchem ideologicznym powstałym w latach 60. XX wieku, szerzącego idee nonkonformistycznej kultury, której odmianą jest „gender”, opartym na trockizmie i maoizmie. Jest „kastą” ludzi o kosmopolitycznych poglądach na świat, negującego w nim wszelkie podziały kulturowo-polityczne i terytorialne, za swą ojczyznę uznając nie Kraj ale cały świat, wolnego od podziałów i wszelkich granic, politycznie i społecznie stopionego w jedną wspólnotę ogólnoludzką. Stanowiący przeciwieństwo patriotyzmu i nacjonalizmu."
Widzisz, czytam.

Dla mnie jest tym, czym jest, czyli nowomową stalinowską. Nie posługuję się takimi figurami w rozmowie. Nie musisz mi też cytować biuletynów partyjnych, czy to to tam jest. Z mojej strony to wszystko w tym temacie.

Czyli należysz do ludzi co samo się ograniczają okopując się na z góry upatrzonych pozycjach?
Należysz do ludzi którzy mają rację bo mają racje?
Czy tak Ciebie to słowo "lewactwo" ubodło bo do nich się zaliczasz?

161

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Szeptuch napisał/a:

Skoro ty nie masz na nic czasu, to skorzystaj z usług profesjonalistki,niech ci ułoży grafik dnia, mówię serio, takie coś naprawdę pomaga,i można sei zdziwić, ile w rzeczywistości ma sie wolnego czasu.

Jesteś tak bezczelny, że aż mnie rozśmieszyłeś big_smile Specjalista teoretyk (co sam przyznajesz!)

162 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-10-10 16:50:32)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
bb8 napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Skoro ty nie masz na nic czasu, to skorzystaj z usług profesjonalistki,niech ci ułoży grafik dnia, mówię serio, takie coś naprawdę pomaga,i można sei zdziwić, ile w rzeczywistości ma sie wolnego czasu.

Jesteś tak bezczelny, że aż mnie rozśmieszyłeś big_smile Specjalista teoretyk (co sam przyznajesz!)

Czy żeby być kardiologiem to trzeba przejść zawał?
skoro twój mózg nie jest w stanie ogarnąć, ze uwaga, w kzdej większej firmie każdy np dyrektor ma asystenta, którego zadaniem właśnie( miedzy innymi )jest organizacja dnia, po to aby wszsytko sie speiło to twoj problem
a rodzina, to taka firma, gdzie jest dużo obowiązków i mało czasu.
i tak, można skorzystać z pomocy, aby ktos kto zawodowa zajmuje sie organizacja, był wstanie tak nam pookładać nasz dzień,aby więcej z niego wykrzesać.
Ty podstawowych pojęć nie rozumiesz, loka dobrze napisała,ty nic nie ogarniasz.

163

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:

Ciężko to opisać...zakochanie...nie będę filozofował zwłaszcza że poeta/pisarz ze mnie żaden...uskrzydla, znosi bariery, dodaje barw, znajdujesz kolejne cele w życiu, zmienia Cię...mówiłem, pisarz ze mnie mierny.
A może dlatego że w uczuciach jestem bardziej skryty niż otwarty.
U niektórych powoduje ślepotę odnośnie partnera - stąd takie zaskoczenia gdy pojawia się np. zdrada.

maku2 napisał/a:

teraz tak samo opisz uczucie zakochania i co z tym się wiąże.

Teraz lepiej zrozumiałam o co Ci chodzi smile
Zakochanie to swoiste zauroczenie drugim człowiekiem, zachwyt nim całym, chęć by być blisko i spędzać razem jak najwięcej czasu, dzielić się emocjami, myślami, wszystkim co się ma.   Zakochanie nie musi pozbawiać rozsądku. Trzeźwe podejście do życia szybko pozwala oceniać bilans zysków i strat jakie poniosę wiążąc się z daną osobą , albo jaką cenę zapłacę spełniając jej oczekiwania kosztem swoich wyrzeczeń.
Nigdy nie upatrywałam w związku sposobu na zapewnienie sobie lepszego życia czy pewniejszej przyszłości - szukałam człowieka do wspólnej podróży przez życia, a na bilet chciałam  zapracować sama. Nigdy też nie czekałam w księcia na białym koniu który mnie uratuje - sama potrafiłam dosiąść rumaka by gnać przez życie.

Jeśli wiesz, że na Tobie spoczywa odpowiedzialność za Twoje dobre, spokojne życie i bezpieczeństwo, to nie nabierasz się na obiecanki cacanki. Patrzysz co ten człowiek robi a nie na to co mówi, patrzysz jak traktuje ludzi którzy są od niego zależni a nie tych od których on zależy. I oczywiście musi Cię coś w nim fascynować, przyciągać, bo bez tego wszystko na nic.
Tą fascynację trzeba w sobie podsycać,  dostarczać sobie nawzajem dobrych momentów, i żyć tak, aby ta druga strona myślała od czasu do czasu, że wygrała główny los na loterii. Ludzie nie lubią ryzykować straty głównej wygranej wink
Ja nie mam pewności, że dziecko musi dawać  uczucie, że się trafiło główną wygraną. Dlatego nie bardzo wierzę, że faceci wiążą się z kobietami dla dziecka - to raczej tylko jedna ze składowych, którą mogą zastąpić czymś innym, jeśli się postarają bo naprawdę im na sobie zależy.

164

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Co do porodów, to moje dwie koleżanki na studiach opowiadały że to naprawdę nic takiego. Co dziwne, miały bardzo podobne odczucia: że skurcze bolą jak przy okresie, potem tylko trochę mocniejszy ból gdy wychodzi główka i to wszystko.

Ale słyszałam tez o straszliwych i bolesnych porodach. Słyszałam tez o koszmarnym traktowaniu rodzących przez personel. Wyśmiewanie młodego wieku, wyśmiewanie starszego wieku, wyśmiewanie nadwagi, wyśmiewanie krzyków, płaczu. Ordynarne nazewnictwo czynności czy części ciała. Kobiety często po takim traktowaniu przez personel mają traumę i nie chcą więcej rodzić.

A a propos historii gdzie mąż chciał, ona nie. Miałam koleżankę, w zasadzie przyjaciółkę. Mąż bardzo nalegał na dziecko. W końcu mu uległa, choć nie czuła instynktu. Urodziła mając 32 lata. Mówiła po latach szczerze i otwarcie, że macierzyństwo to horror. ze pięknie jest tylko na reklamach i billboardach. To udręka, mnóstwo łez, brak snu. Ale jednocześnie stwierdziła że teraz, gdy jej córka jest starsza, zaczyna się robić fajnie. Potem sama mnie zachęcała żebym chociaż jedno dziecko sobie zrobiła. Gdy jej córka miała 13 lat, moja przyjaciółka zginęła. Co zrobił ojciec dziewczynki, który tak nalegał na dziecko? Najpierw się rozpił, a kilka miesięcy potem wyjechał za granicę. Dziewczyna została sama w wielkim domu, opiekowała się nią jakaś ciocia.

I tyle z wielkiej ojcowskiej miłości.

To tylko taka historia. Wiadomo że żadna reguła.

165

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Szeptuch napisał/a:


Ty podstawowych pojęć nie rozumiesz, loka dobrze napisała,ty nic nie ogarniasz.

Oho! big_smile No i to zasługuje, żeby być w mojej stopce, zaraz to ogarniam, oczywiście z oryginalną pisownią.

166 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-10-10 17:53:43)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Szeptuch napisał/a:
anna.zakochana napisał/a:

a ktoś napisał że jest zbawicielką świata?
Szeptuch, ile czasu byłeś na rodzicielskim żeby wiedzieć jak to jest z dzieckiem cały dzień w domu?

mój ex wstawał do dziecka w nocy, po pracy się nim zajmował, starał się, ale ostatecznie nie wziął rodzicielskiego więc nie był w stanie tego zakumać. ja mimo jego sporego wkładu  byłam przetyrana jak nigdy wcześniej w życiu. bo jednak 9-10h sama z dzieckiem byłam. a od pracy nigdy nie stroniłam i pracować 12h to dla mnie pikuś w porównaniu do siedzenia w domu z noworodkiem.
więc pytam czy masz takie doświadczenie że jesteś przez dłuższy czas sam z dzieckiem większość dnia i możesz sobie to ocenić czy tak sobie z "obserwacji" mówisz

Niestety,nie dane mi było zajmować się noworodkiem, siła wyższa.
Mogę się opierać tylko  na tym co opowiadała mi żona.
Jako samotna matka,której mąż zmarł ogarniała wszystko, i prace i studia.
Oraz na rozmowach z żonami moich przyjaciół.
Czyli łącznie wszystkie 4 kobiety,razem 10 dzieci.
I wszystkie mówią to samo:
Jak kobieta nie jest w stanie ogarniać życia przy dziecku,nie jest w stanie dbać o siebie,dbać o męża oraz "na nic nie am czasu"
To odp sa dwie:
Ma żałosnego męża który o nią nie dba (jej wina ze sobie takiego wybrała)
Oraz nie potrafi sobie zorganizować dnia.
Chyba jedyne co robi to sie na dziecko patrzy.
bo niemowlaki przysypiają prawie cała dobe( tak tak wiem,wy mieliście wyjątkowe dzieci,trzeba było sie na nie patrzeć 24h)
I one, przy trójce dzieci, potrafiły zadbać o siebie,ćwiczyć w domu,było posprzątane a na męża czekał ciepły obiad, i sex wieczorem.
I jakoś dały radę.niesamowite co nie?
tylko one wybrały sobie na partnerów facetów którzy brali przysługujące im urlopy,aby zluzować żony,brali chorobowe gdy dziecko było chore,a żony potem poszły do pracy.
wysyłali zony do spa czy na weekendowe wycieczki, aby odpoczęły od dzieci, w tym czasie oni sie nimi zajmowali.
normą było to ze gdy oni wracali z pracy,a  dziecko było niemowlakiem, to wysyłali żonę do kawiarni,kina,na spacer, i tak dzień w dzień.
Bo uwagą
Są mężami i ojcami, wiec maja określone obowiązki względem żony i dzieci.

Skoro ty nie masz na nic czasu, to skorzystaj z usług profesjonalistki,niech ci ułoży grafik dnia, mówię serio, takie coś naprawdę pomaga,i można sei zdziwić, ile w rzeczywistości ma sie wolnego czasu.

a w którym miejscu napisalam, że nie mam na nic czasu a moje mieszkanie było zasyfione? big_smile a ja patrzyłąm się na dziecko i nic nie robiłam? big_smile ja ogólnie jestem dobra  multitasking co się przydało bo moje dziecko w dzień zawsze mało spało, miało 2 drzemki po 45 minut a ja nie karmiłąm prosto z piersci tylko ściągałam pokarm - co 2,5 godziny 12h/7 smile
ja to wszystko co piszesz miałam od mojego narzeczonego a on miał czysto i było co zjeść big_smile big_smile a do pracy wróciłam jak dziecko skończyło 8 miesięcy. i wciąż mam czyściej w domu niż niejedna bezdzietna big_smile


tylko dalej nie kumasz przekazu, a tym postem tylko potwierdzasz to - że NIE DOCENIACIE jako faceci tej pracy właśnie. pracy kobiet w domu.
ja mam doświadczenie pracy zarobkowej po kilkanaście godzin dziennie i zajmowania się domem i dzieckiem 9 godzin i po prostu mówię że to drugie jest bardziej wyczerpujące!
powtózę: DA SIĘ, tylko to DUŻY WYSIŁEK. który Ty sprowadzasz do normalki.

a posty takie jak Twój wpędzają kobiety w poczucie winy i normalizują to że kobieta wszystko absolutnie ogarnia na błysk jak tylko ma męża który po pracy sie zajmie dzieckiem. a mi chodzi o ten czas jak on jest w pracy - to ona zasuwa bardziej.
a kobiety same często kolorują sobie macierzyństwo - nie przyznają się że są na skraju wyczerpania ogarniając to wszystko co mówisz.

ja sama za dużo od siebie wymagałam i sobie dociskałam, czułam się złą matką bo byłam zniecierpliwiona czasami że mała nie chce zasnąć. później się okazało że miałam zaburzenia adaptycyjne / depresję poporodową. ale przecież inne matki ogarniają, nie? to ja też muszę, nie mogę pokazać słabości? później taki Szeptuch właśnie napisze jakim nieogarem jestem. pfff.

moja sytuacja jest generalnie nietypowa co prawda bo ja spędziłam wcześniej kilka miesięcy z dzieckiem w szpitalu walcząc o jego życie a mój poród jest drugim na świecie taki jaki był z filmowaniem go na potrzeby medyczne włącznie więc tego stresu było więcej, jednak rutyna wokół dziecka naprawdę jest męcząca. owszem, satysfakcja jest, ale to ciężka praca.

167

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

@anna.zakochana - Szeptuch to gawędziarz teoretyk. On nawet nie widział jak jego kobieta wstaje do niemowlęcia a chce tutaj robić za eksperta od kosztów opieki nad dzieckiem. Związał się z nią gdy dziecko miała kilka dobrych lat i chce wszystkich uczyć  jak należy żyć, bo uważa się za jej królewicza na białym koniu.
Nie próbuj mu wyjaśniać cokolwiek bo i tak nie zrozumie. On tu jest by po to, żeby się wszyscy zachwycali jego życiowym poświęceniem i sukcesami, a czym bardziej innych obrzuci błotem tym bardziej będzie się czuł tutaj elegancki. Dostałaś próbkę wyssanych zarzutów bo facet nie  myśli, on wie.
Daj sobie spokój wink

168 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-10-10 18:08:05)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
anna.zakochana napisał/a:

a w którym miejscu napisalam, że nie mam na nic czasu a moje mieszkanie było zasyfione? big_smile a ja patrzyłąm się na dziecko i nic nie robiłam? big_smile ja ogólnie jestem dobra  multitasking co się przydało bo moje dziecko w dzień zawsze mało spało, miało 2 drzemki po 45 minut a ja nie karmiłąm prosto z piersci tylko ściągałam pokarm - co 2,5 godziny 12h/7 smile
ja to wszystko co piszesz miałam od mojego narzeczonego a on miał czysto i było co zjeść big_smile big_smile a do pracy wróciłam jak dziecko skończyło 8 miesięcy. i wciąż mam czyściej w domu niż niejedna bezdzietna big_smile


tylko dalej nie kumasz przekazu, a tym postem tylko potwierdzasz to - że NIE DOCENIACIE jako faceci tej pracy właśnie. pracy kobiet w domu.
ja mam doświadczenie pracy zarobkowej po kilkanaście godzin dziennie i zajmowania się domem i dzieckiem 9 godzin i po prostu mówię że to drugie jest bardziej wyczerpujące!
powtózę: DA SIĘ, tylko to DUŻY WYSIŁEK. który Ty sprowadzasz do normalki.

a posty takie jak Twój wpędzają kobiety w poczucie winy i normalizują to że kobieta wszystko absolutnie ogarnia na błysk jak tylko ma męża który po pracy sie zajmie dzieckiem. a mi chodzi o ten czas jak on jest w pracy - to ona zasuwa bardziej.
a kobiety same często kolorują sobie macierzyństwo - nie przyznają się że są na skraju wyczerpania ogarniając to wszystko co mówisz.

ja sama za dużo od siebie wymagałam i sobie dociskałam, czułam się złą matką bo byłam zniecierpliwiona czasami że mała nie chce zasnąć. później się okazało że miałam zaburzenia adaptycyjne / depresję poporodową. ale przecież inne matki ogarniają, nie? to ja też muszę, nie mogę pokazać słabości? później taki Szeptuch właśnie napisze jakim nieogarem jestem. pfff.

moja sytuacja jest generalnie nietypowa co prawda bo ja spędziłam wcześniej kilka miesięcy z dzieckiem w szpitalu walcząc o jego życie a mój poród jest drugim na świecie taki jaki był z filmowaniem go na potrzeby medyczne włącznie więc tego stresu było więcej, jednak rutyna wokół dziecka naprawdę jest męcząca. owszem, satysfakcja jest, ale to ciężka praca.


Nie doceniamy? Wszyscy faceci?
skoro tak nie elegancko generalizujemy to ok:
we kobiety nie docenianie pracy faceta, często sporych nadgodzin i pracy w soboty abyście WY tą prace w domu mogli spokojnie, z zapleczem finansowym wykonywać.
Ale to tylko generalizacja, pamiętaj.

i widzisz tutaj można postawić kont tezę.
Czy MY ci zli podli,straszni,niewdzięczni  facecie nie doceniamy pracy kobiet w domy
Czy wy kobiety ja przeceniacie?

Ot to takie pytanie.

Dlatego ludzie inteligentni  wymyślili coś takiego jak podział obowiązków
Jeżeli jakiś facet, sprawdza kobietę do roli pani domu, i nie okazuje jej za to szacunku, to w tedy taka pani domu powinna dac mopa facetowi i przypomnieć o tym ze ma zrobić obiad, raz dwa zacznie szanować.
(chyba ż sie dogadali,on zarabia, ona zajmuje sei domem, ale nawet w tedy kobiecie za jej prace w domu należy sie taki sam szacunek, jak facetowi za prace zarobkową)
Serio kobiety, kogo wy sobie za partnerów bierzecie.

169

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Agnes76 napisał/a:

@anna.zakochana - Szeptuch to gawędziarz teoretyk. On nawet nie widział jak jego kobieta wstaje do niemowlęcia a chce tutaj robić za eksperta od kosztów opieki nad dzieckiem. Związał się z nią gdy dziecko miała kilka dobrych lat i chce wszystkich uczyć  jak należy żyć, bo uważa się za jej królewicza na białym koniu.
Nie próbuj mu wyjaśniać cokolwiek bo i tak nie zrozumie. On tu jest by po to, żeby się wszyscy zachwycali jego życiowym poświęceniem i sukcesami, a czym bardziej innych obrzuci błotem tym bardziej będzie się czuł tutaj elegancki. Dostałaś próbkę wyssanych zarzutów bo facet nie  myśli, on wie.
Daj sobie spokój wink

ojojoj odezwała sie wielka obrończyni kobiet, która w każdym temacie, gdzie tylko ktoś napisze cokolwiek co psuje jej wizerunek biednej uciśnionej pomiatanej kobiety, która jednoczenie jest dzielną waleczną i samodzielną kobieta, przychodzi sie spłakać.
Typowa feministka.

170

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Szeptuch napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

@anna.zakochana - Szeptuch to gawędziarz teoretyk. On nawet nie widział jak jego kobieta wstaje do niemowlęcia a chce tutaj robić za eksperta od kosztów opieki nad dzieckiem. Związał się z nią gdy dziecko miała kilka dobrych lat i chce wszystkich uczyć  jak należy żyć, bo uważa się za jej królewicza na białym koniu.
Nie próbuj mu wyjaśniać cokolwiek bo i tak nie zrozumie. On tu jest by po to, żeby się wszyscy zachwycali jego życiowym poświęceniem i sukcesami, a czym bardziej innych obrzuci błotem tym bardziej będzie się czuł tutaj elegancki. Dostałaś próbkę wyssanych zarzutów bo facet nie  myśli, on wie.
Daj sobie spokój wink

ojojoj odezwała sie wielka obrończyni kobiet, która w każdym temacie, gdzie tylko ktoś napisze cokolwiek co psuje jej wizerunek biednej uciśnionej pomiatanej kobiety, która jednoczenie jest dzielną waleczną i samodzielną kobieta, przychodzi sie spłakać.
Typowa feministka.

buachahahahaaaa
Ja i uciśniona, ja i pomiatana?
Gdzie?
Chyba w Twoich snach albo marzeniach.
Chciałbyś
Niedoczekanie Twoje.

I tak wygląda Twoja logika i zarzuty - wszystko wyssane z palca bo nie potrafisz logicznie łączyć faktów.
Jak byś mógł to nie nawiązuj więcej ze mną rozmowy, nie odnoś się do moich postów.
Napisałeś mi już laurkę i nie interesuje mnie więcej czy coś się w tym temacie zmieniło.
Ze swojej strony nie mam potrzeby z Tobą rozmawiać, nie lubię ludzi którzy szastają ocenami innych, więc żegnam.

171

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

jaki podział obowiązku w trakcie macierzyńskiego? XD XD no koleś jest w pracy a dziewczyna w domu, Ty umiesz czytać? nie mówię o sytuacji gdzie facet nic nie robi, robi ale PO PRACY.
aj a  mówię tylko o tym że praca w domu jest wyczerpująca bardziej niż te Twoje nadgodziny.
i ja mogę to powiedzieć bo zaznałam obydwu rzeczy wink

Agnes76 napisał/a:

@anna.zakochana - Szeptuch to gawędziarz teoretyk. On nawet nie widział jak jego kobieta wstaje do niemowlęcia a chce tutaj robić za eksperta od kosztów opieki nad dzieckiem. Związał się z nią gdy dziecko miała kilka dobrych lat i chce wszystkich uczyć  jak należy żyć, bo uważa się za jej królewicza na białym koniu.
Nie próbuj mu wyjaśniać cokolwiek bo i tak nie zrozumie. On tu jest by po to, żeby się wszyscy zachwycali jego życiowym poświęceniem i sukcesami, a czym bardziej innych obrzuci błotem tym bardziej będzie się czuł tutaj elegancki. Dostałaś próbkę wyssanych zarzutów bo facet nie  myśli, on wie.
Daj sobie spokój wink

XD
masz rację że z teoretykami nie ma co sobie pruć żył.

172

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Agnes76 napisał/a:

Ja nie mam pewności, że dziecko musi dawać  uczucie, że się trafiło główną wygraną. Dlatego nie bardzo wierzę, że faceci wiążą się z kobietami dla dziecka - to raczej tylko jedna ze składowych, którą mogą zastąpić czymś innym, jeśli się postarają bo naprawdę im na sobie zależy.

Oczywiście że dziecko to żadna wygrana to coś więcej co trudno opisać słowami.
I tak, faceci nie wiążą się z kobietami dla dziecka.
I nie, dziecka nie da się zastąpić czymś innym.

173

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Agnes76 napisał/a:
Szeptuch napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

@anna.zakochana - Szeptuch to gawędziarz teoretyk. On nawet nie widział jak jego kobieta wstaje do niemowlęcia a chce tutaj robić za eksperta od kosztów opieki nad dzieckiem. Związał się z nią gdy dziecko miała kilka dobrych lat i chce wszystkich uczyć  jak należy żyć, bo uważa się za jej królewicza na białym koniu.
Nie próbuj mu wyjaśniać cokolwiek bo i tak nie zrozumie. On tu jest by po to, żeby się wszyscy zachwycali jego życiowym poświęceniem i sukcesami, a czym bardziej innych obrzuci błotem tym bardziej będzie się czuł tutaj elegancki. Dostałaś próbkę wyssanych zarzutów bo facet nie  myśli, on wie.
Daj sobie spokój wink

ojojoj odezwała sie wielka obrończyni kobiet, która w każdym temacie, gdzie tylko ktoś napisze cokolwiek co psuje jej wizerunek biednej uciśnionej pomiatanej kobiety, która jednoczenie jest dzielną waleczną i samodzielną kobieta, przychodzi sie spłakać.
Typowa feministka.

buachahahahaaaa
Ja i uciśniona, ja i pomiatana?
Gdzie?
Chyba w Twoich snach albo marzeniach.
Chciałbyś
Niedoczekanie Twoje.

I tak wygląda Twoja logika i zarzuty - wszystko wyssane z palca bo nie potrafisz logicznie łączyć faktów.
Jak byś mógł to nie nawiązuj więcej ze mną rozmowy, nie odnoś się do moich postów.
Napisałeś mi już laurkę i nie interesuje mnie więcej czy coś się w tym temacie zmieniło.
Ze swojej strony nie mam potrzeby z Tobą rozmawiać, nie lubię ludzi którzy szastają ocenami innych, więc żegnam.

Ty czytać umiesz?
widzę że nie.
Nie ty jesteś biedna i uciśniona.

Tylko reagujesz GDY KTOŚ postanawia napisać cokolwiek co psuje jej(tobie) wizerunek  (jakiejś) kobiety, która w ideologi współczesnego pseudo feminizmu łączy te skrajności, czyli jest jednocześnie bidna,pokrzywdzona,słaba,dyskryminowana ale jednocześnie jest tez silna niezależna  samodzielna itp, i w tedy przychodzisz ty, cała na biało.

ale masz racje, ja tez na posty feministki nie będę odpowiadał.

174

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
madoja napisał/a:

Co do porodów, to moje dwie koleżanki na studiach opowiadały że to naprawdę nic takiego. Co dziwne, miały bardzo podobne odczucia: że skurcze bolą jak przy okresie, potem tylko trochę mocniejszy ból gdy wychodzi główka i to wszystko.

Ale słyszałam tez o straszliwych i bolesnych porodach. Słyszałam tez o koszmarnym traktowaniu rodzących przez personel. Wyśmiewanie młodego wieku, wyśmiewanie starszego wieku, wyśmiewanie nadwagi, wyśmiewanie krzyków, płaczu. Ordynarne nazewnictwo czynności czy części ciała. Kobiety często po takim traktowaniu przez personel mają traumę i nie chcą więcej rodzić.

A a propos historii gdzie mąż chciał, ona nie. Miałam koleżankę, w zasadzie przyjaciółkę. Mąż bardzo nalegał na dziecko. W końcu mu uległa, choć nie czuła instynktu. Urodziła mając 32 lata. Mówiła po latach szczerze i otwarcie, że macierzyństwo to horror. ze pięknie jest tylko na reklamach i billboardach. To udręka, mnóstwo łez, brak snu. Ale jednocześnie stwierdziła że teraz, gdy jej córka jest starsza, zaczyna się robić fajnie. Potem sama mnie zachęcała żebym chociaż jedno dziecko sobie zrobiła. Gdy jej córka miała 13 lat, moja przyjaciółka zginęła. Co zrobił ojciec dziewczynki, który tak nalegał na dziecko? Najpierw się rozpił, a kilka miesięcy potem wyjechał za granicę. Dziewczyna została sama w wielkim domu, opiekowała się nią jakaś ciocia.

I tyle z wielkiej ojcowskiej miłości.

To tylko taka historia. Wiadomo że żadna reguła.

Chyba wiem dlaczego nie chcesz mieć dzieci - Ty nie masz żadnego dobrego przykładu/historii.

175 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-10-10 18:45:51)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
anna.zakochana napisał/a:

jaki podział obowiązku w trakcie macierzyńskiego? XD XD no koleś jest w pracy a dziewczyna w domu, Ty umiesz czytać? nie mówię o sytuacji gdzie facet nic nie robi, robi ale PO PRACY.
aj a  mówię tylko o tym że praca w domu jest wyczerpująca bardziej niż te Twoje nadgodziny.
i ja mogę to powiedzieć bo zaznałam obydwu rzeczy wink

Agnes76 napisał/a:

@anna.zakochana - Szeptuch to gawędziarz teoretyk. On nawet nie widział jak jego kobieta wstaje do niemowlęcia a chce tutaj robić za eksperta od kosztów opieki nad dzieckiem. Związał się z nią gdy dziecko miała kilka dobrych lat i chce wszystkich uczyć  jak należy żyć, bo uważa się za jej królewicza na białym koniu.
Nie próbuj mu wyjaśniać cokolwiek bo i tak nie zrozumie. On tu jest by po to, żeby się wszyscy zachwycali jego życiowym poświęceniem i sukcesami, a czym bardziej innych obrzuci błotem tym bardziej będzie się czuł tutaj elegancki. Dostałaś próbkę wyssanych zarzutów bo facet nie  myśli, on wie.
Daj sobie spokój wink

XD
masz rację że z teoretykami nie ma co sobie pruć żył.

A ile trwa ten macierzyński?
pół życia?
Czy jakiś jego krótki okres.
Sory dolores, to tak jak byś była górnikiem i narzekała ze ejstes brudna.
Konsekwencja macierzyńskiego to to ze zajmujesz sie dzieckiem a twoja praca to dom, ale nawet w tedy facet powinien mieć jakieś obowiązki w domu, żeby cie wspierać i odciążyć na tyle żebyś mogla miec chwile dla siebie.

"aj a  mówię tylko o tym że praca w domu jest wyczerpująca bardziej niż te Twoje nadgodziny."

Widsz a 3 kobiety z moje otoczenia mówią ze nie,i mowa tu o 3 dzieci a nie o 1 jak w twoim przypadku, życie

176

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
madoja napisał/a:

Co do porodów, to moje dwie koleżanki na studiach opowiadały że to naprawdę nic takiego. Co dziwne, miały bardzo podobne odczucia: że skurcze bolą jak przy okresie, potem tylko trochę mocniejszy ból gdy wychodzi główka i to wszystko.

Ale słyszałam tez o straszliwych i bolesnych porodach. Słyszałam tez o koszmarnym traktowaniu rodzących przez personel. Wyśmiewanie młodego wieku, wyśmiewanie starszego wieku, wyśmiewanie nadwagi, wyśmiewanie krzyków, płaczu. Ordynarne nazewnictwo czynności czy części ciała. Kobiety często po takim traktowaniu przez personel mają traumę i nie chcą więcej rodzić.

A a propos historii gdzie mąż chciał, ona nie. Miałam koleżankę, w zasadzie przyjaciółkę. Mąż bardzo nalegał na dziecko. W końcu mu uległa, choć nie czuła instynktu. Urodziła mając 32 lata. Mówiła po latach szczerze i otwarcie, że macierzyństwo to horror. ze pięknie jest tylko na reklamach i billboardach. To udręka, mnóstwo łez, brak snu. Ale jednocześnie stwierdziła że teraz, gdy jej córka jest starsza, zaczyna się robić fajnie. Potem sama mnie zachęcała żebym chociaż jedno dziecko sobie zrobiła. Gdy jej córka miała 13 lat, moja przyjaciółka zginęła. Co zrobił ojciec dziewczynki, który tak nalegał na dziecko? Najpierw się rozpił, a kilka miesięcy potem wyjechał za granicę. Dziewczyna została sama w wielkim domu, opiekowała się nią jakaś ciocia.

I tyle z wielkiej ojcowskiej miłości.

To tylko taka historia. Wiadomo że żadna reguła.

Chyba wiem dlaczego nie chcesz mieć dzieci - Ty nie masz żadnego dobrego przykładu/historii.

To ja dorzucę kolejną historię.

Też miałam koleżankę. Obydwoje chcieli dzieci. Ona urodziła najpierw jedno potem drugie. Zawiesiła swoją karierę. Przez dobrych kilka lat była uwiązania do dzieci. Widać było po niej jak bardzo jest nieszczęśliwa tym siedzeniem w domu. Nigdzie nie wychodziła, bo dzieci. Dopiero gdy dzieci podrosły do przedszkola zaczęła odżywać i wróciła do zawodu. Przez cały ten czas mąż wygodnie uciekł w pracę. Prawie nigdy go nie było. W końcu koleżanka postawiła ultimatum: albo on zmienia pracę albo rozwód. Zmienił. Ale czy zmienił się też dystans między nimi? Czy zostało coś z tego małżeństwa? Nie wiadomo.

177

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
maku2 napisał/a:
madoja napisał/a:

Co do porodów, to moje dwie koleżanki na studiach opowiadały że to naprawdę nic takiego. Co dziwne, miały bardzo podobne odczucia: że skurcze bolą jak przy okresie, potem tylko trochę mocniejszy ból gdy wychodzi główka i to wszystko.

Ale słyszałam tez o straszliwych i bolesnych porodach. Słyszałam tez o koszmarnym traktowaniu rodzących przez personel. Wyśmiewanie młodego wieku, wyśmiewanie starszego wieku, wyśmiewanie nadwagi, wyśmiewanie krzyków, płaczu. Ordynarne nazewnictwo czynności czy części ciała. Kobiety często po takim traktowaniu przez personel mają traumę i nie chcą więcej rodzić.

A a propos historii gdzie mąż chciał, ona nie. Miałam koleżankę, w zasadzie przyjaciółkę. Mąż bardzo nalegał na dziecko. W końcu mu uległa, choć nie czuła instynktu. Urodziła mając 32 lata. Mówiła po latach szczerze i otwarcie, że macierzyństwo to horror. ze pięknie jest tylko na reklamach i billboardach. To udręka, mnóstwo łez, brak snu. Ale jednocześnie stwierdziła że teraz, gdy jej córka jest starsza, zaczyna się robić fajnie. Potem sama mnie zachęcała żebym chociaż jedno dziecko sobie zrobiła. Gdy jej córka miała 13 lat, moja przyjaciółka zginęła. Co zrobił ojciec dziewczynki, który tak nalegał na dziecko? Najpierw się rozpił, a kilka miesięcy potem wyjechał za granicę. Dziewczyna została sama w wielkim domu, opiekowała się nią jakaś ciocia.

I tyle z wielkiej ojcowskiej miłości.

To tylko taka historia. Wiadomo że żadna reguła.

Chyba wiem dlaczego nie chcesz mieć dzieci - Ty nie masz żadnego dobrego przykładu/historii.

To ja dorzucę kolejną historię.

Też miałam koleżankę. Obydwoje chcieli dzieci. Ona urodziła najpierw jedno potem drugie. Zawiesiła swoją karierę. Przez dobrych kilka lat była uwiązania do dzieci. Widać było po niej jak bardzo jest nieszczęśliwa tym siedzeniem w domu. Nigdzie nie wychodziła, bo dzieci. Dopiero gdy dzieci podrosły do przedszkola zaczęła odżywać i wróciła do zawodu. Przez cały ten czas mąż wygodnie uciekł w pracę. Prawie nigdy go nie było. W końcu koleżanka postawiła ultimatum: albo on zmienia pracę albo rozwód. Zmienił. Ale czy zmienił się też dystans między nimi? Czy zostało coś z tego małżeństwa? Nie wiadomo.

więc sama widzisz miri, gdzie lezy problem w tych wszystkich opowieściach?

W kobietach.
Po pierwsze w wyborze tragicznego męża,(animatora, a nie partnera, pamiętasz? dyskutowaliśmy o tym) który nie tylko nie dopełnia swoich obowiązków względem dzieci ale przede wszystkim względem swojej żony.
Nie wierze że ten facet nie widział że jego zona jest nieszczęśliwa, widział i po prostu miał to gdzieś, opieka and dzeicmi to obowiązek obydwojga rodziców, a ten scedował wszystko na żonę i zadowolony.
Po drugie w braku okazywania swoich potrzeb, gdyby zakomunikowała mu to wcześniej historia wyglądała by inaczej.
skoro facet chciał deici tak samo jak ona, to powinni sie podzielić, czy to raz ona a raz on bierze te wszystkie urlopy, chorobowe itp.
ale podejrzewam że kobieta nawet sie nie za jąkała o tym, dopiero gdy juz miała wszystkiego dość, postanowiła pogadać z mężem.
tu ejst kilka problemów, choćby to ze dlaczego jego kariera i praca ma być ważniejsza od jej?
Znów brak rozmowy,brak postawienia swoich żądań ze strony kobiety.
Widze na przykładzie moich przyjaciół ze mąż i żona mogą tak to rozplanować że obydwoje tracą mało na rozwoju zawodowym,, a nie że tylko kobieta.

178

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

W Polsce nadal mamy średniowiecze i matkę uwiazaną do dziecka. Tymczasem w jednym z krajów europejskich  rodzice mają OBOWIĄZEK wziąć 6 tygodni urlopu macierzyńskiego i tacierzyńskiego bezpośrednio po porodzie, razem są w domu i razem zmieniają pieluchy i wstają w nocy. Po upływie tych 6 tygodni każde z rodziców może wziąć po 10 tygodni dodatkowego płatnego urlopu. Mogą wziąć go jednocześnie lub osobno, mogą się wymieniać np 4 tygodnie ona, potem 4 tygodnie on i znowu zmiana. To jest wspólne wychowywanie dziecka, a nie to co w Polsce, że on się rozwija zawodowo i po pracy pobawi się z dzieckiem i je wykąpie, a ona siedzi w domu rok, zmienia pieluchy, słucha gaworzenia i cofa się w rozwoju zawodowym (bo stoi w miejscu,  a świat idzie do przodu).

179

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Ja nie mam pewności, że dziecko musi dawać  uczucie, że się trafiło główną wygraną. Dlatego nie bardzo wierzę, że faceci wiążą się z kobietami dla dziecka - to raczej tylko jedna ze składowych, którą mogą zastąpić czymś innym, jeśli się postarają bo naprawdę im na sobie zależy.

Oczywiście że dziecko to żadna wygrana to coś więcej co trudno opisać słowami.
I tak, faceci nie wiążą się z kobietami dla dziecka.
I nie, dziecka nie da się zastąpić czymś innym.

Samego dziecka nie da się zastąpić czymś innym, bo dziecko to dziecko, podobnie jak sukcesów zawodowych nie można zastąpić ładnym wyglądem. Każda ze składowych jest inna, ale rózne składowe mogą dać pełny zestaw do poczucia spełnienia w zyciu.
Zastanowiłam się przez chwilę jaką największą naszą potrzebę zaspokaja dziecko.
To może być poczucie, że jesteś dla kogoś całym światem, obiektem miłości bezwarunkowej, że możesz czuć się niezastąpiony i koniecznie potrzebny, najważniejszy na świecie. Chyba nic innego nie daje takiego zestawu emocji, o ile tak bardzo potrzebujesz czuć się niezastąpionym dla drugiego człowieka, by Twoje życie miało sens.
Bez dziecka  potrzebę bycia ważnym, najważniejszym na świecie i kochanym musisz zaspokoić czymś innym, co może nie przychodzić już tak naturalnie, i kosztować  sporo wysiłku. Ludzie nie zawsze mają na tyle duże poczucie własnej wartości,  by nie szukać jej potwierdzenia w cudzych oczach, a ufne oczy dziecka nadają się do tego doskonale. Tatuś przychodzi do domu a tam czeka na niego słońce.
Czasem, gdy te oczy zaczynają patrzeć oskarżająco, zaczyna się poczucie krzywdy, bo takie poświęcenie a tu żadnej satysfakcji.
Tylko czy to miało być poświęcenie?
A jak Ty myślisz?

180

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Mam w rodzinie daleką kuzynkę wychowującą dziecko z wpadki. Wzięli ślub ze swoim facetem, oboje jeszcze studiują (bez dziekanki). Na instagramie pozuje na matkę - silaczkę, która zarazem super radzi sobie ze studiami. Nie wspomina tylko, że dzieckiem opiekują się dziadkowie. Mnóstwo dziewczyn komentuje z podziwem jej bohaterstwo, a my w rodzinie mamy gremialną bekę, bo dobrze wiemy, jaka jest prawda. Dla mnie to dobra szkoła, żeby patrzeć przez palce na te wszystkie wonderwomen i po prostu robić swoje. Na pewno ryzyko depresji poporodowej jest wtedy mniejsze.

181

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
IllaTidandi napisał/a:

Moje pytania w związku z powyższym:
1. Nie chce rezygnować z cudnej relacji, ale wiem ze te tematy są dość biało-czarne. Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Jak postąpił?

Osobiście nie byłam w takiej sytuacji, ale znam pary, w których to panowie chcieli, a panie nie - jedna para rozpadła się, druga trwa, ale szczerze to nie wiem jak długo. Tak jak u Ciebie, w tych związkach była szczerość, pan nr 1 miał nadzieję, że jej się odmieni, nie odmieniło się. Rozstali się, jednak do dziś on z nikim nie jest, nie ma upragnionego dziecka, a utracił cenny związek.
Tak jak wspomniałaś, jesteś szczera, niczego nie zataiłaś. Partner jest dorosły i można przypuszczać wink że rozumie co mówisz.

IllaTidandi napisał/a:

2. Czy są tu kobiety którym się odmieniło i zachciały rodzicielstwa późno…. i były potem szczęśliwe z dzieckiem?

Mi się odmieniło po 26stych urodzinach, ale to chyba nie było późno.

IllaTidandi napisał/a:

I dodatkowe, trochę głupie pytanie:
3. Czy mając małe dziecko daloby się trochę przykładowo malować obrazy żeby nie zwariować? Np odkładasz sobie na godzinę albo dwie do kołyski, ono

Powiem Ci tak. Uważam, że się da. Niekoniecznie odłożyć do kołyski wink ale przecież partner też się będzie dzieckiem zajmował. Możecie mieć opiekunkę, która zajmie się w tym czasie dzieckiem. Nie wiem w jakim kraju mieszkasz, ale przecież dziecko prędzej czy później pójdzie do placówki. Ja byłam w ciąży bardzo długo aktywna zawodowo, po porodzie bardzo szybko wróciłam do pracy. Co pomogło w tym wszystkim, żeby mieć dziecko i "normalne życie"? Bardzo zaangażowany partner, pieniądze (opiekunka) i oczywiście w miarę bezproblemowe dziecko. A to niestety loteria.

182

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Szeptuch napisał/a:
M!ri napisał/a:
maku2 napisał/a:

Chyba wiem dlaczego nie chcesz mieć dzieci - Ty nie masz żadnego dobrego przykładu/historii.

To ja dorzucę kolejną historię.

Też miałam koleżankę. Obydwoje chcieli dzieci. Ona urodziła najpierw jedno potem drugie. Zawiesiła swoją karierę. Przez dobrych kilka lat była uwiązania do dzieci. Widać było po niej jak bardzo jest nieszczęśliwa tym siedzeniem w domu. Nigdzie nie wychodziła, bo dzieci. Dopiero gdy dzieci podrosły do przedszkola zaczęła odżywać i wróciła do zawodu. Przez cały ten czas mąż wygodnie uciekł w pracę. Prawie nigdy go nie było. W końcu koleżanka postawiła ultimatum: albo on zmienia pracę albo rozwód. Zmienił. Ale czy zmienił się też dystans między nimi? Czy zostało coś z tego małżeństwa? Nie wiadomo.

więc sama widzisz miri, gdzie lezy problem w tych wszystkich opowieściach?

W kobietach.
Po pierwsze w wyborze tragicznego męża,(animatora, a nie partnera, pamiętasz? dyskutowaliśmy o tym) który nie tylko nie dopełnia swoich obowiązków względem dzieci ale przede wszystkim względem swojej żony.
Nie wierze że ten facet nie widział że jego zona jest nieszczęśliwa, widział i po prostu miał to gdzieś, opieka and dzeicmi to obowiązek obydwojga rodziców, a ten scedował wszystko na żonę i zadowolony.
Po drugie w braku okazywania swoich potrzeb, gdyby zakomunikowała mu to wcześniej historia wyglądała by inaczej.
skoro facet chciał deici tak samo jak ona, to powinni sie podzielić, czy to raz ona a raz on bierze te wszystkie urlopy, chorobowe itp.
ale podejrzewam że kobieta nawet sie nie za jąkała o tym, dopiero gdy juz miała wszystkiego dość, postanowiła pogadać z mężem.
tu ejst kilka problemów, choćby to ze dlaczego jego kariera i praca ma być ważniejsza od jej?
Znów brak rozmowy,brak postawienia swoich żądań ze strony kobiety.
Widze na przykładzie moich przyjaciół ze mąż i żona mogą tak to rozplanować że obydwoje tracą mało na rozwoju zawodowym,, a nie że tylko kobieta.

Tak tak, wszystko wina kobiet. A jak nie ich wina, to i tak same sobie wybrały, więc patrz punkt pierwszy.
To też ich wina że urodziły w takiej, a nie innej kulturze i w takim kraju.

Gdyby każda wybierała takiego Szeptucha to ich życie byłoby idealne przecież. Sklonujmy go.

jeneste92 napisał/a:

W Polsce nadal mamy średniowiecze i matkę uwiazaną do dziecka. Tymczasem w jednym z krajów europejskich  rodzice mają OBOWIĄZEK wziąć 6 tygodni urlopu macierzyńskiego i tacierzyńskiego bezpośrednio po porodzie, razem są w domu i razem zmieniają pieluchy i wstają w nocy. Po upływie tych 6 tygodni każde z rodziców może wziąć po 10 tygodni dodatkowego płatnego urlopu. Mogą wziąć go jednocześnie lub osobno, mogą się wymieniać np 4 tygodnie ona, potem 4 tygodnie on i znowu zmiana. To jest wspólne wychowywanie dziecka, a nie to co w Polsce, że on się rozwija zawodowo i po pracy pobawi się z dzieckiem i je wykąpie, a ona siedzi w domu rok, zmienia pieluchy, słucha gaworzenia i cofa się w rozwoju zawodowym (bo stoi w miejscu,  a świat idzie do przodu).

Nie wyjeżdżaj z takim lewactwem tongue Tu jest Polska i w Polsce kobieta ma przede wszystkim rodzić, a później się potomstwem opiekować jak na matkę polkę przystało. I jeszcze obiadek i sex wieczorem dla mężusia ma być.

183

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
Tylwyth Teg napisał/a:

A ostatnie pytanie, czy można dziecko zostawić na 2 godziny i iść malować, świadczy o tym, że nie masz pojęcia o dzieciach, żadnego.

Rozumiem, że ze swojego doświadczenia mówisz? Jak nie, to poczytaj o matkach, które nie mają czasu nawet spokojnie iść pod prysznic.

Musisz być bardzo młodą i naiwną osobą jeżeli sądzisz, że wszystko “jakoś się ułoży” i wszystko się da. Są całe grupy na fb zrzeszające matki, które żałują macierzyństwa i najchętniej cofnęłyby czas. Im się nie ułożyło.

Z tego jednego zdania wszystko to wyczytałaś?! tongue A poza tym wszyscy zdrowi?
Przecież ja tylko stwierdziłam poniekąd słuszny fakt, że Autorka nie ma o dzieciach pojęcia.

184

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Tylwyth Teg napisał/a:
M!ri napisał/a:
Tylwyth Teg napisał/a:

A ostatnie pytanie, czy można dziecko zostawić na 2 godziny i iść malować, świadczy o tym, że nie masz pojęcia o dzieciach, żadnego.

Rozumiem, że ze swojego doświadczenia mówisz? Jak nie, to poczytaj o matkach, które nie mają czasu nawet spokojnie iść pod prysznic.

Musisz być bardzo młodą i naiwną osobą jeżeli sądzisz, że wszystko “jakoś się ułoży” i wszystko się da. Są całe grupy na fb zrzeszające matki, które żałują macierzyństwa i najchętniej cofnęłyby czas. Im się nie ułożyło.

Z tego jednego zdania wszystko to wyczytałaś?! tongue A poza tym wszyscy zdrowi?
Przecież ja tylko stwierdziłam poniekąd słuszny fakt, że Autorka nie ma o dzieciach pojęcia.

A Ty masz pojęcie, aby to oceniać?

185

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:

Gdyby każda wybierała takiego Szeptucha to ich życie byłoby idealne przecież. Sklonujmy go.

Nie przesadzaj, az tak dobrym człowiekiem nie jestem.
jedyna kobietą zasługująca na taki skarb jak ja, jest moja żona.
Także sory panie, moich kopi nie będzie.

186 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2022-10-10 20:28:40)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
jeneste92 napisał/a:

W Polsce nadal mamy średniowiecze i matkę uwiazaną do dziecka. Tymczasem w jednym z krajów europejskich  rodzice mają OBOWIĄZEK wziąć 6 tygodni urlopu macierzyńskiego i tacierzyńskiego bezpośrednio po porodzie, razem są w domu i razem zmieniają pieluchy i wstają w nocy. Po upływie tych 6 tygodni każde z rodziców może wziąć po 10 tygodni dodatkowego płatnego urlopu. Mogą wziąć go jednocześnie lub osobno, mogą się wymieniać np 4 tygodnie ona, potem 4 tygodnie on i znowu zmiana. To jest wspólne wychowywanie dziecka, a nie to co w Polsce, że on się rozwija zawodowo i po pracy pobawi się z dzieckiem i je wykąpie, a ona siedzi w domu rok, zmienia pieluchy, słucha gaworzenia i cofa się w rozwoju zawodowym (bo stoi w miejscu,  a świat idzie do przodu).

Pozwolę sobie tylko zauważyć, że w Polsce matka ma obowiązek wzięcia 14 tygodni urlopu macierzyńskiego, resztę może oddać ojcu dziecka, czyli 6 tygodni. Urlop ojcowski może być wzięty po macierzyńskim albo w jego trakcie. Dodatkowo mamy 32 tygodnie urlopu rodzicielskiego, który może być dzielony pomiędzy oboje rodziców i mogą brać go wymiennie.
(Mam nadzieję, że nie skopałam ilości tygodni, bo sprawdzałam to już jakiś czas temu, ale nawet jeśli to zasada i tak jest taka sama)

Od 2023 jeżeli faktycznie wejdą nowe przepisy to urlop ojcowski będzie odrębnym bytem, nie będzie odbierany od macierzyńskiego.

Więc matka wcale nie musi siedzieć rok w domu, nie jest uwiązana do dziecka i dawno już wyszliśmy ze średniowiecza. Tylko widocznie z jakiegoś powodu się z tego nie korzysta. Zwykle dlatego, że jak kobieta karmi piersią na żądanie przez pierwszy rok życia dziecka, to po prostu fizycznie nie ma szans na pracę z biura.

187

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

moim zdaniem to kwestia a) społeczeństwa - które na facetów idących na rodzicielski wciąż patrzy jak na kosmitów (nawet mieszkając w dużym mieście, mój kolega który wziął 3 miesiace był praktycznie wytykany przez kolegów z roboty i uciszyli się dopiero jak usłyszeli że żona więcej zarabia). i b) właśnie zarobki - faceci zarabiają częściej więcej i to kwestia czysto finansowa w tym wypadku.

z karmieniem.. tu znowu mało kobiet wie o KPI smile /Karmienie Piersią Inaczej/ - ja też nie wiedziałam, dopóki sytuacja mnie nie zmusiła do tego.

i cieszę się na nowe zasady, kibicuję. smile

188

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:
jeneste92 napisał/a:

W Polsce nadal mamy średniowiecze i matkę uwiazaną do dziecka. Tymczasem w jednym z krajów europejskich  rodzice mają OBOWIĄZEK wziąć 6 tygodni urlopu macierzyńskiego i tacierzyńskiego bezpośrednio po porodzie, razem są w domu i razem zmieniają pieluchy i wstają w nocy. Po upływie tych 6 tygodni każde z rodziców może wziąć po 10 tygodni dodatkowego płatnego urlopu. Mogą wziąć go jednocześnie lub osobno, mogą się wymieniać np 4 tygodnie ona, potem 4 tygodnie on i znowu zmiana. To jest wspólne wychowywanie dziecka, a nie to co w Polsce, że on się rozwija zawodowo i po pracy pobawi się z dzieckiem i je wykąpie, a ona siedzi w domu rok, zmienia pieluchy, słucha gaworzenia i cofa się w rozwoju zawodowym (bo stoi w miejscu,  a świat idzie do przodu).

Pozwolę sobie tylko zauważyć, że w Polsce matka ma obowiązek wzięcia 14 tygodni urlopu macierzyńskiego, resztę może oddać ojcu dziecka, czyli 6 tygodni. Urlop ojcowski może być wzięty po macierzyńskim albo w jego trakcie. Dodatkowo mamy 32 tygodnie urlopu rodzicielskiego, który może być dzielony pomiędzy oboje rodziców i mogą brać go wymiennie.
(Mam nadzieję, że nie skopałam ilości tygodni, bo sprawdzałam to już jakiś czas temu, ale nawet jeśli to zasada i tak jest taka sama)

Od 2023 jeżeli faktycznie wejdą nowe przepisy to urlop ojcowski będzie odrębnym bytem, nie będzie odbierany od macierzyńskiego.

Więc matka wcale nie musi siedzieć rok w domu, nie jest uwiązana do dziecka i dawno już wyszliśmy ze średniowiecza. Tylko widocznie z jakiegoś powodu się z tego nie korzysta. Zwykle dlatego, że jak kobieta karmi piersią na żądanie przez pierwszy rok życia dziecka, to po prostu fizycznie nie ma szans na pracę z biura.

Nie musi siedzieć rok w domu, jednak zmiany mentalne u nas nie nadążają za zmianami prawnymi i ile kobiet faktycznie wraca do pracy po upływie tych 14 tygodni? Może 5%? Nie sprawdzałam danych statystycznych, ale naprawdę bym się zdziwiła, gdyby to było więcej niż 10%.

W moim przykładzie matka po upływie 6 tygodni może wrócić do pracy (nie musi siedzieć 14 tygodni jak w Polsce), dodatkowo z uwagi na fakt, że każde z rodziców musi wziąć ten urlop, nie dyskryminuje się kobiet na rynku pracy, bo tak naprawdę jedyna różnica między kobietą a mężczyzną jeżeli chodzi o wymiar nieobecności w pracy przypada na te kilka tygodni/miesięcy ciąży. W tamtym kraju nie rozdają zwolnień lekarskich tuż po zobaczeniu dwóch kresek jak u nas, ciąża musi być podwyższonego ryzyka lub muszą zaistnieć inne medyczne wskazania.

189

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
jeneste92 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
jeneste92 napisał/a:

W Polsce nadal mamy średniowiecze i matkę uwiazaną do dziecka. Tymczasem w jednym z krajów europejskich  rodzice mają OBOWIĄZEK wziąć 6 tygodni urlopu macierzyńskiego i tacierzyńskiego bezpośrednio po porodzie, razem są w domu i razem zmieniają pieluchy i wstają w nocy. Po upływie tych 6 tygodni każde z rodziców może wziąć po 10 tygodni dodatkowego płatnego urlopu. Mogą wziąć go jednocześnie lub osobno, mogą się wymieniać np 4 tygodnie ona, potem 4 tygodnie on i znowu zmiana. To jest wspólne wychowywanie dziecka, a nie to co w Polsce, że on się rozwija zawodowo i po pracy pobawi się z dzieckiem i je wykąpie, a ona siedzi w domu rok, zmienia pieluchy, słucha gaworzenia i cofa się w rozwoju zawodowym (bo stoi w miejscu,  a świat idzie do przodu).

Pozwolę sobie tylko zauważyć, że w Polsce matka ma obowiązek wzięcia 14 tygodni urlopu macierzyńskiego, resztę może oddać ojcu dziecka, czyli 6 tygodni. Urlop ojcowski może być wzięty po macierzyńskim albo w jego trakcie. Dodatkowo mamy 32 tygodnie urlopu rodzicielskiego, który może być dzielony pomiędzy oboje rodziców i mogą brać go wymiennie.
(Mam nadzieję, że nie skopałam ilości tygodni, bo sprawdzałam to już jakiś czas temu, ale nawet jeśli to zasada i tak jest taka sama)

Od 2023 jeżeli faktycznie wejdą nowe przepisy to urlop ojcowski będzie odrębnym bytem, nie będzie odbierany od macierzyńskiego.

Więc matka wcale nie musi siedzieć rok w domu, nie jest uwiązana do dziecka i dawno już wyszliśmy ze średniowiecza. Tylko widocznie z jakiegoś powodu się z tego nie korzysta. Zwykle dlatego, że jak kobieta karmi piersią na żądanie przez pierwszy rok życia dziecka, to po prostu fizycznie nie ma szans na pracę z biura.

Nie musi siedzieć rok w domu, jednak zmiany mentalne u nas nie nadążają za zmianami prawnymi i ile kobiet faktycznie wraca do pracy po upływie tych 14 tygodni? Może 5%? Nie sprawdzałam danych statystycznych, ale naprawdę bym się zdziwiła, gdyby to było więcej niż 10%.

W moim przykładzie matka po upływie 6 tygodni może wrócić do pracy (nie musi siedzieć 14 tygodni jak w Polsce), dodatkowo z uwagi na fakt, że każde z rodziców musi wziąć ten urlop, nie dyskryminuje się kobiet na rynku pracy, bo tak naprawdę jedyna różnica między kobietą a mężczyzną jeżeli chodzi o wymiar nieobecności w pracy przypada na te kilka tygodni/miesięcy ciąży. W tamtym kraju nie rozdają zwolnień lekarskich tuż po zobaczeniu dwóch kresek jak u nas, ciąża musi być podwyższonego ryzyka lub muszą zaistnieć inne medyczne wskazania.

Już nie czepiajmy się różnicy 6 i 14 tygodni bo to najmniej ważne w tym wszystkim.
Możliwości prawne są i tyle. To, że się z nich nie korzysta to inna sprawa. Patrząc na to, jak zostałam zjechana w innym temacie kiedy napisałam, że po roku planuję wrócić do pracy i jak stwierdzono, że jestem arogancka i życzą mi, żeby mi się nie udało, to nie wiem jak ktoś patrzyłby na kobietę, która wróciłaby faktycznie po 14 tygodniach.
My rozważaliśmy też, żeby mąż wziął rodzicielski, ale to zobaczymym szczerze mówiąc nie wiem czy chciałabym odpuścić rozszerzanie diety, południowe spacery itd smile

190

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Loka, jeśli mówisz o temacie Jemiołuszki to tam nie zostałaś zjechana dlatego że chcesz wrócić po roku do pracy tongue
no ale może o innym wink

u nas mentalność się nie zmieni dopóki nie wprowadzi się obowiązku podziału rodzicielskiego. bo na razie jest błędne koło.
co do 6 tygodni to przesada w drugą stronę - uważam że 14 tygodni macierzynskiego jest dobre ze względu na zdrowie kobiety - połóg się w większości przypadków skończy. nie zapominajmy o nim, to czas kiedy mamy dojść jako tako do siebie.
a później myślę że rodzicielski dobrze byłoby obowiązkowo pół na pół, wyrówna szanse kobiety na rynku pracy a faceci docenią pracę w domu wink
ale zaraz mnie ktoś od lewaków będzie wyzywał tongue

191

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:

Już nie czepiajmy się różnicy 6 i 14 tygodni bo to najmniej ważne w tym wszystkim.
Możliwości prawne są i tyle. To, że się z nich nie korzysta to inna sprawa. Patrząc na to, jak zostałam zjechana w innym temacie kiedy napisałam, że po roku planuję wrócić do pracy i jak stwierdzono, że jestem arogancka i życzą mi, żeby mi się nie udało, to nie wiem jak ktoś patrzyłby na kobietę, która wróciłaby faktycznie po 14 tygodniach.
My rozważaliśmy też, żeby mąż wziął rodzicielski, ale to zobaczymym szczerze mówiąc nie wiem czy chciałabym odpuścić rozszerzanie diety, południowe spacery itd smile

Przerażające.
Moim zdaniem u nas też przydałoby się takie 6 tygodni obowiązkowego zwolnienia dla ojca po porodzie. Tak, żeby sam zobaczył jak wyczerpująca fizycznie i psychicznie jest praca w domu przy dziecku, zwłaszcza dla kobiety, która chodzi do pracy, bo lubi, a nie dlatego, że musi. Dodatkowo wzmocniłoby to więzi na linii ojciec-dziecko oraz partner-partnerka czy mąż-żona.

192

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Ja nie uważam, żeby obowiązkowe dzielenie urlopu było dobre. Czemu mamy mówić ludziom jak mają żyć tylko dlatego, że my uważamy, że kobieta powinna wrócić do pracy? Powinna być możliwość w obie strony. Jeżeli kobieta chce wrócić do pracy, powinna mieć taką możliwość, powinna być odpowiednia ilość żłobków, opieka itd, ale jeżeli kobieta nie chce wracać do pracy, to czemu ktokolwiek ma ją do tego zmuszać?

Kwestia ustalenia, że kobieta jest dojrzałym człowiekiem i potrafi razem z partnerem przedyskutować różne opcje i wybrać najlepszą dla ich rodziny i najlepszą dla siebie, swojej pracy i swojego zdrowia psychicznego.

Ale ja ogólnie jestem mocno przeciwna robieniu sztywnych ram na wszystko. Ludzie są dorośli i zadecydują, co dla nich dobre, tylko muszą być nauczeni, że mają taką możliwość.

193

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
IllaTidandi napisał/a:

Witajcie!

Jestem ogarnięta, 30-letnia kobieta mieszkająca zagranica. Mam prace, która jest moja pasja i sukcesem, ale pracowałam ciężko 10 lat żeby być tu gdzie jestem. Mój sens życia to kreatywność, moje wielkie hobby na boku, oprócz tego co robię to malowanie. Praca zajmuje mi więcej godzin dziennie niż przeciętnie (tak niestety jest w mojej branży), wiec co roku staram się brać 2 miesiące wolnego żeby poświęcać się malowaniu, po czym zaczynam kolejny projekt.

Rok temu po zakończonym związku poznałam niesamowitego faceta, 3 lata starszego. Na prawdę specjalnego. Jesteśmy razem 10 miesięcy, nigdy nie znałam mężczyzny tak empatycznego, ciepłego, ogarniętego. Chce z nim być z całego serca i jest to obustronne, on tez trochę oszalał już od samego początku. Im jesteśmy dłużej razem tym jest lepiej. Jego rodzina i znajomi są super, rowniez oni bardzo mnie już lubią.

Jest tylko jeden problem. Zapytany przeze mnie, mówił ze chciałby kiedyś dzieci. Dla mnie z kolei wizja macierzyństwa to zawsze była czarna chmura na linii mojego życia - czas który może niestety kiedyś nadejść ale który będzie końcem szczęśliwego życia, momentem kiedy będę musiała utracić cześć siebie, kreatywność, ciężko wypracowana pozycje w pracy, wartości które są dla nie ważne, wolność - dla kolejnego małego człowieka na tej przeludnionej planecie. Nigdy nie widziałam w tym sensu. I na ten moment wiem ze nie chce dziecka. Ale wiem tez ze niektórym kobietom się odmieniło przed 35 rokiem życia. Wiec nie chce zostawić tego cudownego człowieka, bo co jesli jest szansa, ze może mi sie zmienić? Tylko co jesli nie? Chciałabym wiedzieć co będę miała w tej kwestii w głowie za 3-4 lata, ale zazwyczaj do tej pory było to stabilne ‚nie’.

On wie i rozumie. Rozmawiałam z nim już o tym wszystkim po miesiącu związku i traktowałam to jako poważna rozmowę, chciałam żeby wiedział wcześnie ze mam mętlik w głowie w tej kwestii. Chciałabym chcieć. On podszedł do tego na luzie, bym zaskoczony ze poruszam ten temat tak wcześnie i mówił ze według niego w ogóle ja nie muszę jeszcze wiedzieć bo mam czas i ze to jest ok. I nie ma z jego strony żadnej presji. On nawet uważa na to co mówi bo nie chce żebym ja to odebrała jako chęć "namawiania mnie". Jest bardzo analityczny i empatyczny i potrafi się postawić w moje sytuacji. Ale "jesli pytasz o moje odczucia w tej sprawie, dzieci bym kiedyś chciał". Ale kontynuujemy związek i dla niego cała sytuacja wydaje sie być na luzie, podczas gdy ja bardziej to roztrząsam w głowie.
Wspomnial kiedyś coś, co sugerowało, ze może jego chęć dzieci mogłaby sie zmienić, pod wpływem tego ze np woli być ze mną w związku, ale to było bardzo teoretyczne i ‚rzucone na wiatr’ stwierdzenie, wiec nie chce robić sobie nim nadziei bo wiem ze te instynkty nie sa tak proste do skasowania.

Ostatnio zaczęliśmy rozmawiać o kupnie razem mieszkania, trochę romantycznie / trochę jako wspólna inwestycje żeby gdzieś ulokować pieniądze, razem łatwiej. I wtedy znowu wróciły moje rozkminy w kwestii rodziny, bo połączyłby nas kredyt.  Ale z drugiej strony mieszkanie zawsze można sprzedać.

Nie chce marnować jego czasu i za 4 lata powiedzieć mu ze nic się w tej kwesti nie zmieniło. Chociaż on wydaje się tym w ogóle nie przejmować, końcem końców facetom zegar biologiczny nie tyka. Ale najgorsza dla mnie sytuacja byłoby zerwanie z nim, a potem po kilku latach pojawienie się jakiegoś instynktu macierzyńskiego. Nie wiem czy jest to realistyczne.

Moje pytania w związku z powyższym:
1. Nie chce rezygnować z cudnej relacji, ale wiem ze te tematy są dość biało-czarne. Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Jak postąpił?
2. Czy są tu kobiety którym się odmieniło i zachciały rodzicielstwa późno…. i były potem szczęśliwe z dzieckiem?

I dodatkowe, trochę głupie pytanie:
3. Czy mając małe dziecko daloby się trochę przykładowo malować obrazy żeby nie zwariować? Np odkładasz sobie na godzinę albo dwie do kołyski, ono sobie śpi a ty działasz?

Dzięki!


Koleżanki feministki nasrali ci do głowy. Mężczyzn nie interesują twoje sukcesy ale twoje wymiary.
Jeśli nie chcesz dzieci to facet pewnie zrezygnuje, bo mężczyznom zależy na potomstwie (do wrzeszczących feministwk: facet który nie chce dzieci do pizda i baba)

Przyjmij rade starego chlopa: nas na prawdę wali co ty osiągnęłaś w życiu. Co gorsza kobiety tez to poerdoli. One cie zeżrą żywcem z zazdrości.

Nie angażuj się w to. Złam mu serce. On spotka kiedyś fajna babkę z kręgosłupem moralnym.

Ty zostaniesz kociara wcześniej czy później. Dlatego daruj temu biedakowi, niech ma szansę się ogarnąć póki moze...

194 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-10-11 00:37:52)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:

Ja nie uważam, żeby obowiązkowe dzielenie urlopu było dobre. Czemu mamy mówić ludziom jak mają żyć tylko dlatego, że my uważamy, że kobieta powinna wrócić do pracy? Powinna być możliwość w obie strony. Jeżeli kobieta chce wrócić do pracy, powinna mieć taką możliwość, powinna być odpowiednia ilość żłobków, opieka itd, ale jeżeli kobieta nie chce wracać do pracy, to czemu ktokolwiek ma ją do tego zmuszać?

Kwestia ustalenia, że kobieta jest dojrzałym człowiekiem i potrafi razem z partnerem przedyskutować różne opcje i wybrać najlepszą dla ich rodziny i najlepszą dla siebie, swojej pracy i swojego zdrowia psychicznego.

Ale ja ogólnie jestem mocno przeciwna robieniu sztywnych ram na wszystko. Ludzie są dorośli i zadecydują, co dla nich dobre, tylko muszą być nauczeni, że mają taką możliwość.

i ja też tylko jak ich nauczysz? mamy sytuację taką że "od zawsze" to głównie kobiety zostawały z dzieckiem w domu i z tego powodu mentalność jest jaka jest. niestety w większości dla rodziny najlepsze finansowo jest by facet pracował. a jest najlepsze bo kobiety mają niższe pensje a to znowu wynika m.in. z tego że mają gorszą pozycję na rynku pracy bo przecież kiedyś z dzieckiem zostaną. i mamy błędne koło.
jeśli byłoby rozwiązanie mniej siłowe to byłabym za nim, ale takiego nie widzę.

to tak jak z rewolucją rowerową w Holandii - w tym momencie tam mało kto chciałby zmienić sposób poruszania się po ulicy na inny niż rower, ogólnie im z tym dobrze. ale to nie stało się w ten sposób, że ludzie sobie stwierdzili że fajnie się przesiąść na rower. tam zostały wprowadzone duże ograniczenia dla samochodów, ułatwienia dla rowerzystów i niejako ludzie byli zmuszeni do poruszania się rowerem. i w ten sposób zmieniła się mentalność. kolejny przykład - Singapur, najczystszy kraj świata. i nikt już sobie tam nie wyobraża wyrzucić papierka na chodnik, lubią swoją czystość i mają takie nawyki. ale ta mentalność również nie powstała znikąd - wprowadzono ekstramalne kary za zaśmiecanie miejsc publicznych (bo mieli z tym problem)

więc żeby dać ludziom faktycznie wybór trzebaby najpierw ich do pewnych rzeczy zmusić. niestety taka nasza natura.
faceci muszą zmienić nastawienie że zostawanie w domu z dzieckiem uwłacza jakoś ich męskości a kobiety - że to facet ma przynosić kasę.

195

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
anna.zakochana napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Ja nie uważam, żeby obowiązkowe dzielenie urlopu było dobre. Czemu mamy mówić ludziom jak mają żyć tylko dlatego, że my uważamy, że kobieta powinna wrócić do pracy? Powinna być możliwość w obie strony. Jeżeli kobieta chce wrócić do pracy, powinna mieć taką możliwość, powinna być odpowiednia ilość żłobków, opieka itd, ale jeżeli kobieta nie chce wracać do pracy, to czemu ktokolwiek ma ją do tego zmuszać?

Kwestia ustalenia, że kobieta jest dojrzałym człowiekiem i potrafi razem z partnerem przedyskutować różne opcje i wybrać najlepszą dla ich rodziny i najlepszą dla siebie, swojej pracy i swojego zdrowia psychicznego.

Ale ja ogólnie jestem mocno przeciwna robieniu sztywnych ram na wszystko. Ludzie są dorośli i zadecydują, co dla nich dobre, tylko muszą być nauczeni, że mają taką możliwość.

i ja też tylko jak ich nauczysz? mamy sytuację taką że "od zawsze" to głównie kobiety zostawały z dzieckiem w domu i z tego powodu mentalność jest jaka jest. niestety w większości dla rodziny najlepsze finansowo jest by facet pracował. a jest najlepsze bo kobiety mają niższe pensje a to znowu wynika m.in. z tego że mają gorszą pozycję na rynku pracy bo przecież kiedyś z dzieckiem zostaną. i mamy błędne koło.
jeśli byłoby rozwiązanie mniej siłowe to byłabym za nim, ale takiego nie widzę.

to tak jak z rewolucją rowerową w Holandii - w tym momencie tam mało kto chciałby zmienić sposób poruszania się po ulicy na inny niż rower, ogólnie im z tym dobrze. ale to nie stało się w ten sposób, że ludzie sobie stwierdzili że fajnie się przesiąść na rower. tam zostały wprowadzone duże ograniczenia dla samochodów, ułatwienia dla rowerzystów i niejako ludzie byli zmuszeni do poruszania się rowerem. i w ten sposób zmieniła się mentalność. kolejny przykład - Singapur, najczystszy kraj świata. i nikt już sobie tam nie wyobraża wyrzucić papierka na chodnik, lubią swoją czystość i mają takie nawyki. ale ta mentalność również nie powstała znikąd - wprowadzono ekstramalne kary za zaśmiecanie miejsc publicznych (bo mieli z tym problem)

więc żeby dać ludziom faktycznie wybór trzebaby najpierw ich do pewnych rzeczy zmusić. niestety taka nasza natura.
faceci muszą zmienić nastawienie że zostawanie w domu z dzieckiem uwłacza jakoś ich męskości a kobiety - że to facet ma przynosić kasę.

Pierdolenia, ale Baran tego nie zrozumie.

Posty [ 131 do 195 z 341 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026