Witajcie!
Jestem ogarnięta, 30-letnia kobieta mieszkająca zagranica. Mam prace, która jest moja pasja i sukcesem, ale pracowałam ciężko 10 lat żeby być tu gdzie jestem. Mój sens życia to kreatywność, moje wielkie hobby na boku, oprócz tego co robię to malowanie. Praca zajmuje mi więcej godzin dziennie niż przeciętnie (tak niestety jest w mojej branży), wiec co roku staram się brać 2 miesiące wolnego żeby poświęcać się malowaniu, po czym zaczynam kolejny projekt.
Rok temu po zakończonym związku poznałam niesamowitego faceta, 3 lata starszego. Na prawdę specjalnego. Jesteśmy razem 10 miesięcy, nigdy nie znałam mężczyzny tak empatycznego, ciepłego, ogarniętego. Chce z nim być z całego serca i jest to obustronne, on tez trochę oszalał już od samego początku. Im jesteśmy dłużej razem tym jest lepiej. Jego rodzina i znajomi są super, rowniez oni bardzo mnie już lubią.
Jest tylko jeden problem. Zapytany przeze mnie, mówił ze chciałby kiedyś dzieci. Dla mnie z kolei wizja macierzyństwa to zawsze była czarna chmura na linii mojego życia - czas który może niestety kiedyś nadejść ale który będzie końcem szczęśliwego życia, momentem kiedy będę musiała utracić cześć siebie, kreatywność, ciężko wypracowana pozycje w pracy, wartości które są dla nie ważne, wolność - dla kolejnego małego człowieka na tej przeludnionej planecie. Nigdy nie widziałam w tym sensu. I na ten moment wiem ze nie chce dziecka. Ale wiem tez ze niektórym kobietom się odmieniło przed 35 rokiem życia. Wiec nie chce zostawić tego cudownego człowieka, bo co jesli jest szansa, ze może mi sie zmienić? Tylko co jesli nie? Chciałabym wiedzieć co będę miała w tej kwestii w głowie za 3-4 lata, ale zazwyczaj do tej pory było to stabilne ‚nie’.
On wie i rozumie. Rozmawiałam z nim już o tym wszystkim po miesiącu związku i traktowałam to jako poważna rozmowę, chciałam żeby wiedział wcześnie ze mam mętlik w głowie w tej kwestii. Chciałabym chcieć. On podszedł do tego na luzie, bym zaskoczony ze poruszam ten temat tak wcześnie i mówił ze według niego w ogóle ja nie muszę jeszcze wiedzieć bo mam czas i ze to jest ok. I nie ma z jego strony żadnej presji. On nawet uważa na to co mówi bo nie chce żebym ja to odebrała jako chęć "namawiania mnie". Jest bardzo analityczny i empatyczny i potrafi się postawić w moje sytuacji. Ale "jesli pytasz o moje odczucia w tej sprawie, dzieci bym kiedyś chciał". Ale kontynuujemy związek i dla niego cała sytuacja wydaje sie być na luzie, podczas gdy ja bardziej to roztrząsam w głowie.
Wspomnial kiedyś coś, co sugerowało, ze może jego chęć dzieci mogłaby sie zmienić, pod wpływem tego ze np woli być ze mną w związku, ale to było bardzo teoretyczne i ‚rzucone na wiatr’ stwierdzenie, wiec nie chce robić sobie nim nadziei bo wiem ze te instynkty nie sa tak proste do skasowania.
Ostatnio zaczęliśmy rozmawiać o kupnie razem mieszkania, trochę romantycznie / trochę jako wspólna inwestycje żeby gdzieś ulokować pieniądze, razem łatwiej. I wtedy znowu wróciły moje rozkminy w kwestii rodziny, bo połączyłby nas kredyt. Ale z drugiej strony mieszkanie zawsze można sprzedać.
Nie chce marnować jego czasu i za 4 lata powiedzieć mu ze nic się w tej kwesti nie zmieniło. Chociaż on wydaje się tym w ogóle nie przejmować, końcem końców facetom zegar biologiczny nie tyka. Ale najgorsza dla mnie sytuacja byłoby zerwanie z nim, a potem po kilku latach pojawienie się jakiegoś instynktu macierzyńskiego. Nie wiem czy jest to realistyczne.
Moje pytania w związku z powyższym:
1. Nie chce rezygnować z cudnej relacji, ale wiem ze te tematy są dość biało-czarne. Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Jak postąpił?
2. Czy są tu kobiety którym się odmieniło i zachciały rodzicielstwa późno…. i były potem szczęśliwe z dzieckiem?
I dodatkowe, trochę głupie pytanie:
3. Czy mając małe dziecko daloby się trochę przykładowo malować obrazy żeby nie zwariować? Np odkładasz sobie na godzinę albo dwie do kołyski, ono sobie śpi a ty działasz?
Dzięki!