netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Wasza wartosc

696 odpowiedzi32 455 wyświetleńzałożony przez rossanka, 03.09.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wasza wartosc

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 11 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 697 ]

196

Odp: Wasza wartosc
bagienni_k napisał/a:

Właściwie to wniosek, że jest niezainteresowany, jest wzięty znikąd. Bo właśnie mogło być odwrotnie - czekał na Twój ruch. Czy to takie nieprawdopodobne?

No cóż, skoro niezainteresowany, to chyba ma do tego prawo...

Ruchy były. Co miałam się dalej rozebrać i położyć na drodze?
A może sznurkiem go związać?

197

Odp: Wasza wartosc

A mało to ludzie mają fantazji? Nie zdziwiłoby mnie to, gdyby się okazało, że go kręci takie coś.. smile

198

Odp: Wasza wartosc
bagienni_k napisał/a:

A mało to ludzie mają fantazji? Nie zdziwiłoby mnie to, gdyby się okazało, że go kręci takie coś.. smile

Do tego trzeba mieć kontakt a nie przeleciec koło kogoś.

199

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
Harvey napisał/a:
rossanka napisał/a:

Duch sie pojawił big_smile big_smile
Randki nie będzie. Chłop niezainteresowany.

A czemu nie zainteresowany? tongue

Nie mam pojęcia. Za chłopem nie trafisz.
A ty co, spotykasz się z jakąś, coś się zmieniło?

Tak, już jakiś czas wink

200 Ostatnio edytowany przez Alika_ (2022-09-15 09:33:24)

Odp: Wasza wartosc

A Ty, rossanka, masz jakies kolezanki? Wychodzisz gdzieś tak po prostu? Masz jakies zycie towarzyskie?
Czy wszystko jest u Ciebie ukierunkowane na 'szukanie faceta'??
Jak spedzasz wolny czas?

201

Odp: Wasza wartosc
Harvey napisał/a:
rossanka napisał/a:
Harvey napisał/a:

A czemu nie zainteresowany? tongue

Nie mam pojęcia. Za chłopem nie trafisz.
A ty co, spotykasz się z jakąś, coś się zmieniło?

Tak, już jakiś czas wink

Proszę proszę, to dobra wiadomość:)

202

Odp: Wasza wartosc
Alika_ napisał/a:

A Ty, rossanka, masz jakies kolezanki? Wychodzisz gdzieś tak po prostu? Masz jakies zycie towarzyskie?
Czy wszystko jest u Ciebie ukierunkowane na 'szukanie faceta'??
Jak spedzasz wolny czas?

Tak, wychodzę codziennie, teraz od października zaczną mi się dodatkowo moje zajęcia hobbystyczne(2) jak co roku, po przerwie wakacyjnej.
Chyba, że piszesz i wypady do pubów- to rzadko. Raz, na jakiś czas, bo barowe życie średnio mnie kręci. A alko nie tykam z powodów zdrowotnych.

203

Odp: Wasza wartosc

Nie, kompletnie nie chodzi mi o wypady do klubow, raczej wlasnie jakies spotkania towarzyskie, kawy z kolezankami, albo wyjazdy, wycieczki.
Grille, ogniska. Wypady na narty. O cos takiego mi chodzilo. Tam, gdzie ludzie spotykaja sie, niekoniecznie w celu imprezowania.

204

Odp: Wasza wartosc
Alika_ napisał/a:

Nie, kompletnie nie chodzi mi o wypady do klubow, raczej wlasnie jakies spotkania towarzyskie, kawy z kolezankami, albo wyjazdy, wycieczki.
Grille, ogniska. Wypady na narty. O cos takiego mi chodzilo. Tam, gdzie ludzie spotykaja sie, niekoniecznie w celu imprezowania.

Tak, bardzo dużo się spotykam, juz od dłuższego czasu. Poznałam kupę nowych ludzi, mężczyzn kobiet.
Mężczyźni w moim mniej więcej wieku żonaci, z dziećmi itd. Są też rozwodnicy żyjący w konkubinatach, wolnych związkach. Wolnych też poznałam, ale to jacyś studenci, albo 15-20lat młodsi.

205

Odp: Wasza wartosc

rossanka
po 10 latach się już poddałaś i doszłaś do wniosku, że nie zasługujesz na związek

Sabotujesz większość relacji z mężczyznami. Świadomie, bądź nieświadomie.
Wstawiasz swoje przemyślenia od 10 lat, ale nie ruszyłaś z miejsca. Co przez ten czas zmieniłaś w swoim życiu? Jak się zmieniłaś?

Ostatni facet Ciebie zignorował. "Nie mam pojęcia. Za chłopem nie trafisz."
Jako mężczyźni jesteśmy bardzo prości w obsłudze. Najprostsze wytłumaczenie jest najczęściej najwłaściwsze.

Zapytaj się jego, dlaczego to zrobił, bo chciałabyś poznać przyczynę.
To jest konieczne, byś nie powielała tego samego błędu przez kolejne lata.

Forum jest fajne, daje Tobie poczucie bliskości i zainteresowania, ale znajdź terapeutę.
I nawet jeśli wydasz 1000 zł na miesiąc, to wcześniej, czy później się zwróci.

Ogólnie jestem przeciwnikiem tindera i tego typu aplikacji, ale w Twoim wypadku uważam, że to dobre rozwiązanie.
Masz już doświadczenie życiowe.
Już po zdjęciach i krótkim opisie jesteś w stanie poznać odpady.
Have fun!!!

206

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
Alika_ napisał/a:

Nie, kompletnie nie chodzi mi o wypady do klubow, raczej wlasnie jakies spotkania towarzyskie, kawy z kolezankami, albo wyjazdy, wycieczki.
Grille, ogniska. Wypady na narty. O cos takiego mi chodzilo. Tam, gdzie ludzie spotykaja sie, niekoniecznie w celu imprezowania.

Tak, bardzo dużo się spotykam, juz od dłuższego czasu. Poznałam kupę nowych ludzi, mężczyzn kobiet.
Mężczyźni w moim mniej więcej wieku żonaci, z dziećmi itd. Są też rozwodnicy żyjący w konkubinatach, wolnych związkach. Wolnych też poznałam, ale to jacyś studenci, albo 15-20lat młodsi.

Alice bardziej chyba chodziło nie o to ilu mężczyzn i o jakim statusie związkowym masz w swoim towarzystwie, ale czy masz jakieś bliskie sobie osoby, jakieś przyjaciółki, z którymi możesz porozmawiać o martwiących Cię sprawach. Bo z tego co piszesz, to wynika raczej, że masz dużo przygodnych znajomych, ale żadnych przyjaciół.

207

Odp: Wasza wartosc
Beyondblackie napisał/a:
rossanka napisał/a:
Alika_ napisał/a:

Nie, kompletnie nie chodzi mi o wypady do klubow, raczej wlasnie jakies spotkania towarzyskie, kawy z kolezankami, albo wyjazdy, wycieczki.
Grille, ogniska. Wypady na narty. O cos takiego mi chodzilo. Tam, gdzie ludzie spotykaja sie, niekoniecznie w celu imprezowania.

Tak, bardzo dużo się spotykam, juz od dłuższego czasu. Poznałam kupę nowych ludzi, mężczyzn kobiet.
Mężczyźni w moim mniej więcej wieku żonaci, z dziećmi itd. Są też rozwodnicy żyjący w konkubinatach, wolnych związkach. Wolnych też poznałam, ale to jacyś studenci, albo 15-20lat młodsi.

Alice bardziej chyba chodziło nie o to ilu mężczyzn i o jakim statusie związkowym masz w swoim towarzystwie, ale czy masz jakieś bliskie sobie osoby, jakieś przyjaciółki, z którymi możesz porozmawiać o martwiących Cię sprawach. Bo z tego co piszesz, to wynika raczej, że masz dużo przygodnych znajomych, ale żadnych przyjaciół.

Mam koleżanki, znajome, ale przyjaciółek od dawna nie mam. To raczej koleżanki. Ale to chyba nic złego?

208 Ostatnio edytowany przez Alika_ (2022-09-15 12:33:18)

Odp: Wasza wartosc
Beyondblackie napisał/a:

Alice bardziej chyba chodziło nie o to ilu mężczyzn i o jakim statusie związkowym masz w swoim towarzystwie, ale czy masz jakieś bliskie sobie osoby, jakieś przyjaciółki, z którymi możesz porozmawiać o martwiących Cię sprawach. Bo z tego co piszesz, to wynika raczej, że masz dużo przygodnych znajomych, ale żadnych przyjaciół.

To tez, ale bardziej chodzilo mi o to, czy rossanka w ogole wychodzi z domu, czy raczej prowadzi domatorski tryb zycia. Bo jesli w większosci siedzi sie w domu, to poznanie kogos odpowiedniego dla siebie jest utrudnione.
Pozostają znajomosci przez internet, ale z tym to juz roznie bywa, moim zdaniem - ja akurat nie mam doswiadczenia w zadnych aplikacjach randkowych, to nie doradzę. Chociaz to tez moze byc sposob, jak tu juz wyzej napisano.

209

Odp: Wasza wartosc
Alika_ napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Alice bardziej chyba chodziło nie o to ilu mężczyzn i o jakim statusie związkowym masz w swoim towarzystwie, ale czy masz jakieś bliskie sobie osoby, jakieś przyjaciółki, z którymi możesz porozmawiać o martwiących Cię sprawach. Bo z tego co piszesz, to wynika raczej, że masz dużo przygodnych znajomych, ale żadnych przyjaciół.

To tez, ale bardziej chodzilo mi o to, czy rossanka w ogole wychodzi z domu, czy raczej prowadzi domatorski tryb zycia. Bo jesli w większosci siedzi sie w domu, to poznanie kogos odpowiedniego dla siebie jest utrudnione.
Pozostają znajomosci przez internet, ale z tym to juz roznie bywa, moim zdaniem - ja akurat nie mam doswiadczenia w zadnych aplikacjach randkowych, to nie doradzę. Chociaz to tez moze byc sposob, jak tu juz wyzej napisano.

Rossanka dużo wychodzi z domu. Zwłaszcza od ostatniego ponad roku. Stąd tyle nowych twarzy.
4lata temu kogoś poznałam, ale był z inną, potem się rozszedł i miałam nadzieję ale poznał inną. Potem z tamtą sie rozszedł i teraz jest z jeszcze inną, myślę, że to już docelowo. A teraz w czerwcu pojawił się ktoś jeszcze, na szczęście się nie zaangażowałam tylko zaciekawiłam, ale i tez nic z tego bo brak zainteresowania.
Coś im we mnie nie pasowało, ale przecież nie będę dociekała co.

210

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:

Mam koleżanki, znajome, ale przyjaciółek od dawna nie mam. To raczej koleżanki. Ale to chyba nic złego?

A czemu?

To raczej dosyć dziwne, że nie masz żadnych przyjaciół. Nawet tak introwertyczna osoba jak ja ma kilku bliskich przyjaciół i to wieloletnich. Uprzedzam, nie są to osoby samotne, ale żonate i dzieciate.

Kiedykolwiek miałaś przyjaciółki?

211

Odp: Wasza wartosc
Beyondblackie napisał/a:
rossanka napisał/a:

Mam koleżanki, znajome, ale przyjaciółek od dawna nie mam. To raczej koleżanki. Ale to chyba nic złego?

A czemu?

To raczej dosyć dziwne, że nie masz żadnych przyjaciół. Nawet tak introwertyczna osoba jak ja ma kilku bliskich przyjaciół i to wieloletnich. Uprzedzam, nie są to osoby samotne, ale żonate i dzieciate.

Kiedykolwiek miałaś przyjaciółki?

Od dziecka miałam, śmiałam się nawet, że chociaż związki mo nie wychodzą, ale co jak co  przyjaciółki mi się udały. Potem się znajomości poluznily, albo pokończyły, gdy przyjaciółki pozakładały rodziny.

Z jedną tylko świadomie zerwałam kontakt, znałyśmy się jakoś od czasow po studiach, ale z biegiem lat źle się przy niej czułam, umniejszała mnie.  już z 5 lat będzie jak kontakt się urwał.

212

Odp: Wasza wartosc

Beyond a kto to jest koleżanka?

213 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2022-09-15 13:33:46)

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:

Beyond a kto to jest koleżanka?

Koleżanka/ kolega to ktoś kogo w miarę lubię i mogę wyskoczyć na kawę czy piwo okazjonalnie by pogadać o pierdołach. Najczęściej jest to osoba z pracy lub ktoś kogo znam z silowni czy chóru.

Przyjaciólka/ przyjaciel to ktoś z kim jestem blisko, z kim mogę porozmawiać o poważnych problemach, z kim mam wspólne zainteresowania i taki flow, że możemy kończyć zdania sobie. Mójego najbliższego przyjaciela znam od chyba 26 lat i pomimo, że mieszka w Polsce, ma żonę i dzieci, regularnie ze sobą rozmawiamy i widzimy się jakos raz na rok kiedy przyjeżdża z rodziną do UK.

214

Odp: Wasza wartosc
Beyondblackie napisał/a:

Koleżanka/ kolega to ktoś kogo w miarę lubię i mogę wyskoczyć na kawę czy piwo okazjonalnie by pogadać o pierdołach. Najczęściej jest to osoba z pracy lub ktoś kogo znam z silowni czy chóru.

Hmm, to jakby tak patrzeć, to ja nawet nie mam kogo nazwać koleżanką/kolegą. Sami znajomi tylko tongue

215 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2022-09-15 14:25:01)

Odp: Wasza wartosc
jakis_czlowiek napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Koleżanka/ kolega to ktoś kogo w miarę lubię i mogę wyskoczyć na kawę czy piwo okazjonalnie by pogadać o pierdołach. Najczęściej jest to osoba z pracy lub ktoś kogo znam z silowni czy chóru.

Hmm, to jakby tak patrzeć, to ja nawet nie mam kogo nazwać koleżanką/kolegą. Sami znajomi tylko tongue

Lepiej mieć znajomych, koleżanki, kolegów niż fałszywych przyjaciół.

Rossanka,  a ty czego byś oczekiwała od potencjalnego partnera? Poznajesz przecież  mnóstwo ludzi i na pewno wymyśliłaś sobie w głowie, kto by mógł nim zostać, prawda?

216

Odp: Wasza wartosc
Beyondblackie napisał/a:
rossanka napisał/a:

Beyond a kto to jest koleżanka?

Koleżanka/ kolega to ktoś kogo w miarę lubię i mogę wyskoczyć na kawę czy piwo okazjonalnie by pogadać o pierdołach. Najczęściej jest to osoba z pracy lub ktoś kogo znam z silowni czy chóru.

Przyjaciólka/ przyjaciel to ktoś z kim jestem blisko, z kim mogę porozmawiać o poważnych problemach, z kim mam wspólne zainteresowania i taki flow, że możemy kończyć zdania sobie. Mójego najbliższego przyjaciela znam od chyba 26 lat i pomimo, że mieszka w Polsce, ma żonę i dzieci, regularnie ze sobą rozmawiamy i widzimy się jakos raz na rok kiedy przyjeżdża z rodziną do UK.

Wspólne zainteresowania mam z koleżankami. Na ogół nie obarczam i nie opowiadam im ciągle o swoich problemach, ale czasami coś tam powiem, to jest wypracowane na terapii, aby wszystkiego nie trzymać w sobie, jednak nie jest to często. O niektórych rzeczach nie powiem wcale albo mało komu.

217

Odp: Wasza wartosc
Tamiraa napisał/a:
jakis_czlowiek napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Koleżanka/ kolega to ktoś kogo w miarę lubię i mogę wyskoczyć na kawę czy piwo okazjonalnie by pogadać o pierdołach. Najczęściej jest to osoba z pracy lub ktoś kogo znam z silowni czy chóru.

Hmm, to jakby tak patrzeć, to ja nawet nie mam kogo nazwać koleżanką/kolegą. Sami znajomi tylko tongue

Lepiej mieć znajomych, koleżanki, kolegów niż fałszywych przyjaciół.

Rossanka,  a ty czego byś oczekiwała od potencjalnego partnera? Poznajesz przecież  mnóstwo ludzi i na pewno wymyśliłaś sobie w głowie, kto by mógł nim zostać, prawda?

Od partnera niczego nie oczekuje byleby był.
No może jednego, aby jak będzie jakaś choroba czy problemy życiowe, żeby nie nawiązując, ale tego roku nie można oczekiwac od ludzi.
Jestem dość samowystarczalna i samodzielna. Nie wiem skąd więc były te pomysły, abym nauczyła się żyć sama ze sobą:(

218

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
Tamiraa napisał/a:
jakis_czlowiek napisał/a:

Hmm, to jakby tak patrzeć, to ja nawet nie mam kogo nazwać koleżanką/kolegą. Sami znajomi tylko tongue

Lepiej mieć znajomych, koleżanki, kolegów niż fałszywych przyjaciół.

Rossanka,  a ty czego byś oczekiwała od potencjalnego partnera? Poznajesz przecież  mnóstwo ludzi i na pewno wymyśliłaś sobie w głowie, kto by mógł nim zostać, prawda?

Od partnera niczego nie oczekuje byleby był.
No może jednego, aby jak będzie jakaś choroba czy problemy życiowe, żeby nie nawiązując, ale tego roku nie można oczekiwac od ludzi.
Jestem dość samowystarczalna i samodzielna. Nie wiem skąd więc były te pomysły, abym nauczyła się żyć sama ze sobą:(

Czyli, może to być ktoś  kto jest niepełnosprawny albo ktokolwiek? Czy ja dobrze zrozumiałam?

219

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:
rossanka napisał/a:

Beyond a kto to jest koleżanka?

Koleżanka/ kolega to ktoś kogo w miarę lubię i mogę wyskoczyć na kawę czy piwo okazjonalnie by pogadać o pierdołach. Najczęściej jest to osoba z pracy lub ktoś kogo znam z silowni czy chóru.

Przyjaciólka/ przyjaciel to ktoś z kim jestem blisko, z kim mogę porozmawiać o poważnych problemach, z kim mam wspólne zainteresowania i taki flow, że możemy kończyć zdania sobie. Mójego najbliższego przyjaciela znam od chyba 26 lat i pomimo, że mieszka w Polsce, ma żonę i dzieci, regularnie ze sobą rozmawiamy i widzimy się jakos raz na rok kiedy przyjeżdża z rodziną do UK.

Wspólne zainteresowania mam z koleżankami. Na ogół nie obarczam i nie opowiadam im ciągle o swoich problemach, ale czasami coś tam powiem, to jest wypracowane na terapii, aby wszystkiego nie trzymać w sobie, jednak nie jest to często. O niektórych rzeczach nie powiem wcale albo mało komu.

Ja to ruzumiem zupełnie inaczej. Znajomy to ktoś kogo znam (współpracownik, sąsiad), ale niekoniecznie muszę lubić. Bardzo często to zupelnie obojętna mi osoba. Kolega, to ktoś kogo lubię, szanuję, ale nie jesteśmy blisko ze sobą, nie mamy wspólnych pasji. Przyjaciel zaś to osoba szalenie dla mnie ważna, która jest jak brat, której mogę się zwierzyć i w pelni ufam.

Mam wrażenie, że Ty nie rozumiesz na czym polega przyjaźń, a za tym nie rozumiesz czym jest zdrowy związek.

220

Odp: Wasza wartosc
Tamiraa napisał/a:
rossanka napisał/a:
Tamiraa napisał/a:

Lepiej mieć znajomych, koleżanki, kolegów niż fałszywych przyjaciół.

Rossanka,  a ty czego byś oczekiwała od potencjalnego partnera? Poznajesz przecież  mnóstwo ludzi i na pewno wymyśliłaś sobie w głowie, kto by mógł nim zostać, prawda?

Od partnera niczego nie oczekuje byleby był.
No może jednego, aby jak będzie jakaś choroba czy problemy życiowe, żeby nie nawiązując, ale tego roku nie można oczekiwac od ludzi.
Jestem dość samowystarczalna i samodzielna. Nie wiem skąd więc były te pomysły, abym nauczyła się żyć sama ze sobą:(

Czyli, może to być ktoś  kto jest niepełnosprawny albo ktokolwiek? Czy ja dobrze zrozumiałam?

Może być tylko ten, z kim się będę dobrze czuła, będzie mnie fizycznie pociągał i będę go kochała.
Tyle wymagam.
I odpadają żonaci, psychopaci, jacyś agresywni, którzy mogą przyłożyć.

221

Odp: Wasza wartosc
Beyondblackie napisał/a:
rossanka napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Koleżanka/ kolega to ktoś kogo w miarę lubię i mogę wyskoczyć na kawę czy piwo okazjonalnie by pogadać o pierdołach. Najczęściej jest to osoba z pracy lub ktoś kogo znam z silowni czy chóru.

Przyjaciólka/ przyjaciel to ktoś z kim jestem blisko, z kim mogę porozmawiać o poważnych problemach, z kim mam wspólne zainteresowania i taki flow, że możemy kończyć zdania sobie. Mójego najbliższego przyjaciela znam od chyba 26 lat i pomimo, że mieszka w Polsce, ma żonę i dzieci, regularnie ze sobą rozmawiamy i widzimy się jakos raz na rok kiedy przyjeżdża z rodziną do UK.

Wspólne zainteresowania mam z koleżankami. Na ogół nie obarczam i nie opowiadam im ciągle o swoich problemach, ale czasami coś tam powiem, to jest wypracowane na terapii, aby wszystkiego nie trzymać w sobie, jednak nie jest to często. O niektórych rzeczach nie powiem wcale albo mało komu.

Ja to ruzumiem zupełnie inaczej. Znajomy to ktoś kogo znam (współpracownik, sąsiad), ale niekoniecznie muszę lubić. Bardzo często to zupelnie obojętna mi osoba. Kolega, to ktoś kogo lubię, szanuję, ale nie jesteśmy blisko ze sobą, nie mamy wspólnych pasji. Przyjaciel zaś to osoba szalenie dla mnie ważna, która jest jak brat, której mogę się zwierzyć i w pelni ufam.

Mam wrażenie, że Ty nie rozumiesz na czym polega przyjaźń, a za tym nie rozumiesz czym jest zdrowy związek.


Na bracie też się można zawieść, tak jak i na innych członkach rodziny. Zaufanie mam tylko do siebie. Co nie znaczy, że nie mam kolezanek, z częścią z nich mamy wspólne zainteresowania, a z innymi całkiem rozne , bo co innego nas razem trzyma w kontakcie. Same wspolne zainteresowania to za mało.

Beyond ilu masz przyjaciół? Bo ja uważam, że jak się ma jednego to już jest dużo a dwoje to już jest bardzo dużo. Można mieć natomiast wiele bliższych lub dalszych koleżanek.


Uważam, że przyjaciel to jest np jednocześnie.partner czy mąż, tylko to jest tak, że na bazie relacji damsko męskiej buduje się przyjaźń
A nie odwrotnie, że na bazie przyjaźni buduje się związek. Szczerze, zakochał się ktoś kiedyś w przyjacielu?

222

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:

Szczerze, zakochał się ktoś kiedyś w przyjacielu?

Oczywiście, że można zakochać się w koledze, przyjacielu, kimś kto pod tym względem początkowo był nie był obiektem zainteresowania. Różne czynniki mogą zadecydować o tym, że pomiędzy dwojgiem osób pojawi i rozwinie się uczucie, całkiem niespodziewanie czasem.  A koleżeństwo, przyjaźń mogą być tym czynnikiem wyzwalającym, jak najbardziej.

223

Odp: Wasza wartosc
KoralinaJones napisał/a:
rossanka napisał/a:

Szczerze, zakochał się ktoś kiedyś w przyjacielu?

Oczywiście, że można zakochać się w koledze, przyjacielu, kimś kto pod tym względem początkowo był nie był obiektem zainteresowania. Różne czynniki mogą zadecydować o tym, że pomiędzy dwojgiem osób pojawi i rozwinie się uczucie, całkiem niespodziewanie czasem.  A koleżeństwo, przyjaźń mogą być tym czynnikiem wyzwalającym, jak najbardziej.

Myślę że to jest możliwe, ale tylko jak to.jest kolega-znajomy. Znasz kogoś przelotnie, z widzenia , wiesz ,że taki ktoś istnieje, a potem poznajesz go bardziej i bardziej i może zrodzić się uczucie. Jak znasz kolegę wiele lat i to dobrze go znasz i przez 10lat nie.muslalas o nim jak o facecie tylko o koledze, w międzyczasie spędzaliście razem czas na kajakach, piwie czy wycieczkach górskich i jeśli przez 10 lat nie zaiskrzyło.to nie zaiskrzy. Przynajmniej j ja tak mam.

224

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:
rossanka napisał/a:

Szczerze, zakochał się ktoś kiedyś w przyjacielu?

Oczywiście, że można zakochać się w koledze, przyjacielu, kimś kto pod tym względem początkowo był nie był obiektem zainteresowania. Różne czynniki mogą zadecydować o tym, że pomiędzy dwojgiem osób pojawi i rozwinie się uczucie, całkiem niespodziewanie czasem.  A koleżeństwo, przyjaźń mogą być tym czynnikiem wyzwalającym, jak najbardziej.

Myślę że to jest możliwe, ale tylko jak to.jest kolega-znajomy. Znasz kogoś przelotnie, z widzenia , wiesz ,że taki ktoś istnieje, a potem poznajesz go bardziej i bardziej i może zrodzić się uczucie. Jak znasz kolegę wiele lat i to dobrze go znasz i przez 10lat nie.muslalas o nim jak o facecie tylko o koledze, w międzyczasie spędzaliście razem czas na kajakach, piwie czy wycieczkach górskich i jeśli przez 10 lat nie zaiskrzyło.to nie zaiskrzy. Przynajmniej j ja tak mam.

Myślę, że za dużo robisz na ten temat analiz i za bardzo próbujesz w jakiś sposób uporządkować, usystematyzować to wszystko, tak jakbyś chciała wypracować jakieś prawidłowości w tym zakresie. A ja z kolei twierdzę, że jeśli o to chodzi, to wszystko jest możliwe.

225

Odp: Wasza wartosc

Bliskich przyjaciół mam trzech, wlączając w to mojego Misia, czterech. Dwóch mieszka w Polsce i przyjaźnimy sie więcej niż ćwierćwiecze, jeden w mieście jakieś 150 km ode mnie (mieszkałam tam wczesniej i poznaliśmy się w 2008). Na internecie rozmawiamy regularnie, widujemy się na żywca jak jest okazja.

Odpowiadając na pytanie: tak, mój związek z Misiem rozwinąl się z przyjaźni. Znaliśmy się prawie dwa lata przed jakąś oficjalną randką. Po prostu zaskoczyło. Z jednych z moich przyjaciół sytuacja była odwrotna- najpierw byl jakis romans, a potem przeszlo to w przyjaźń. On ma teraz żonę, którą bardzo kocha i jest git.

226

Odp: Wasza wartosc
KoralinaJones napisał/a:
rossanka napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:

Oczywiście, że można zakochać się w koledze, przyjacielu, kimś kto pod tym względem początkowo był nie był obiektem zainteresowania. Różne czynniki mogą zadecydować o tym, że pomiędzy dwojgiem osób pojawi i rozwinie się uczucie, całkiem niespodziewanie czasem.  A koleżeństwo, przyjaźń mogą być tym czynnikiem wyzwalającym, jak najbardziej.

Myślę że to jest możliwe, ale tylko jak to.jest kolega-znajomy. Znasz kogoś przelotnie, z widzenia , wiesz ,że taki ktoś istnieje, a potem poznajesz go bardziej i bardziej i może zrodzić się uczucie. Jak znasz kolegę wiele lat i to dobrze go znasz i przez 10lat nie.muslalas o nim jak o facecie tylko o koledze, w międzyczasie spędzaliście razem czas na kajakach, piwie czy wycieczkach górskich i jeśli przez 10 lat nie zaiskrzyło.to nie zaiskrzy. Przynajmniej j ja tak mam.

Myślę, że za dużo robisz na ten temat analiz i za bardzo próbujesz w jakiś sposób uporządkować, usystematyzować to wszystko, tak jakbyś chciała wypracować jakieś prawidłowości w tym zakresie. A ja z kolei twierdzę, że jeśli o to chodzi, to wszystko jest możliwe.

Nie zdarzyło mi się, to pisze. Podejrzewam, że na podobnej zasadzie może być w drugą stronę, mężczyzna widzi we mnie koleżankę, a z tego uczucie się nie narodzi.

227

Odp: Wasza wartosc
Beyondblackie napisał/a:

Bliskich przyjaciół mam trzech, wlączając w to mojego Misia, czterech. Dwóch mieszka w Polsce i przyjaźnimy sie więcej niż ćwierćwiecze, jeden w mieście jakieś 150 km ode mnie (mieszkałam tam wczesniej i poznaliśmy się w 2008). Na internecie rozmawiamy regularnie, widujemy się na żywca jak jest okazja.

Odpowiadając na pytanie: tak, mój związek z Misiem rozwinąl się z przyjaźni. Znaliśmy się prawie dwa lata przed jakąś oficjalną randką. Po prostu zaskoczyło. Z jednych z moich przyjaciół sytuacja była odwrotna- najpierw byl jakis romans, a potem przeszlo to w przyjaźń. On ma teraz żonę, którą bardzo kocha i jest git.

Jeśli tak to wygląda, to ja też mam takie osoby . Po prostu nazywam je bliższymi koleżankami, kolegami.

U mnie z koleżeństwa nigdy nie narodziło się nic więcej. Kolega zostawał kolegą. Chyba, że to byłby taki kolega znajomy, którego znam powiedzmy jakiś okres czasu może nawet lata, ale znam z widzenia, wiem, że taki ktoś jest ale go bliżej nie znam.

228

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:

Nie zdarzyło mi się, to pisze. Podejrzewam, że na podobnej zasadzie może być w drugą stronę, mężczyzna widzi we mnie koleżankę, a z tego uczucie się nie narodzi.

Nie chodzi o to, co Ci się zdarzyło lub nie, bo mnie też się do tej pory tak nie zdarzyło, lecz chodzi o rozumienie, wyczuwanie istoty nieprzewidywalności uczuć.

229

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:

Jeśli tak to wygląda, to ja też mam takie osoby . Po prostu nazywam je bliższymi koleżankami, kolegami.

U mnie z koleżeństwa nigdy nie narodziło się nic więcej. Kolega zostawał kolegą. Chyba, że to byłby taki kolega znajomy, którego znam powiedzmy jakiś okres czasu może nawet lata, ale znam z widzenia, wiem, że taki ktoś jest ale go bliżej nie znam.

Tylko, że ja przyjacielowi potrafię się zwierzyć, oni znaja moje slabe strony. I sami, podobnie, też się zwierzają. Nie, że to jest co rozmowa, ale jak jest trudna sytuacja, to wiemy, że możemy na sobie polegać.

Ty zaś wydajesz się niezdolna do zbudowania relacji z drugim czlowiekiem opartą na zaufaniu. Wszystko za barykadą.

230

Odp: Wasza wartosc
Beyondblackie napisał/a:
rossanka napisał/a:

Jeśli tak to wygląda, to ja też mam takie osoby . Po prostu nazywam je bliższymi koleżankami, kolegami.

U mnie z koleżeństwa nigdy nie narodziło się nic więcej. Kolega zostawał kolegą. Chyba, że to byłby taki kolega znajomy, którego znam powiedzmy jakiś okres czasu może nawet lata, ale znam z widzenia, wiem, że taki ktoś jest ale go bliżej nie znam.

Tylko, że ja przyjacielowi potrafię się zwierzyć, oni znaja moje slabe strony. I sami, podobnie, też się zwierzają. Nie, że to jest co rozmowa, ale jak jest trudna sytuacja, to wiemy, że możemy na sobie polegać.

Ty zaś wydajesz się niezdolna do zbudowania relacji z drugim czlowiekiem opartą na zaufaniu. Wszystko za barykadą.

Po prostu polegam na sobie i nie wiszę na innych ludziach.
Ale jak mam problem to też umiem o tym powiedzieć drugiej osobie. Oczywiście nie kazdej, bo niektórych znam lata, a nie wiedzą o mnie najistotniejszych rzeczy.

231

Odp: Wasza wartosc

To tzw, syndrom Zosia Samosia. Często wyksztalca sie u osób parentyfikowanych jako dzieci (czyli nie traktowanych jako brzdące, ale jako podpora dla rodziców). Jest to przypadlość, kiedy nie potrafimy zaufać innym, nie dajemy sobie pomóc, ukrywamy wewnetrzne myśli, bo mamy doświadczenie z dzieciństwa, że nikt nas nie sluchał, nie wypelnial naszych potrzeb, a nawet karał za okazywanie emocji. Zależnie od genetyki czy temperamentu, objawia się albo nadmierna agresją i dominacją by kontrolować innych bądź pasywnością, skrytością i ucieczką od ludzi.

232

Odp: Wasza wartosc
Beyondblackie napisał/a:

To tzw, syndrom Zosia Samosia. Często wyksztalca sie u osób parentyfikowanych jako dzieci (czyli nie traktowanych jako brzdące, ale jako podpora dla rodziców). Jest to przypadlość, kiedy nie potrafimy zaufać innym, nie dajemy sobie pomóc, ukrywamy wewnetrzne myśli, bo mamy doświadczenie z dzieciństwa, że nikt nas nie sluchał, nie wypelnial naszych potrzeb, a nawet karał za okazywanie emocji. Zależnie od genetyki czy temperamentu, objawia się albo nadmierna agresją i dominacją by kontrolować innych bądź pasywnością, skrytością i ucieczką od ludzi.

Nie diagnozuj mnie przez neta bo to tak jakbyś badała pacjenta, jtiry opisuje objawy, a na oczy go nie widziałaś.

Jak nie Zisia samosia, to jak to sobie wyobrazasz: przychodzę zła do domu, bo coś się stalo-w domu nie ma nikogo  muszę sama się uspokoić. Dzwonić po koleżankach i opowiadać z automatu jak to mnie wkurzył facet w MZK? A kogo to obchodzi?
Jestem chora-sama muszę się sobą zaopiekiwac, kupić keki, zmieniać pościel, robić herbatę, wozić do przychodni.
Cos się w domu zepsuje-sama dzwonie do fachowca, place i mam zrobione. Albo spartaczone , zależy na kogo trafi.
Mam atak lękowy-alez obok nikogo nie ma, przecież nie będę chodzić po sąsiadach aby mnie uspokoili.
To nie Zosia samosia, to konieczność, jak nie ja to kto.
Dlatego tak się wywnetrzam na forum, bo nie będę ciągle zamęczać koleżanek, że nie udaje mi się życie uczuciowe. Czasem im powiem, że np szukam kogoś, też chciałabym mieć rodzinę albo partnera, one pokiwają głowami i tyłe. Ja z kolei słucham ich problemów z dziećmi albo w małżeństwie i równowaga jest zachowana.

233

Odp: Wasza wartosc
KoralinaJones napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nie zdarzyło mi się, to pisze. Podejrzewam, że na podobnej zasadzie może być w drugą stronę, mężczyzna widzi we mnie koleżankę, a z tego uczucie się nie narodzi.

Nie chodzi o to, co Ci się zdarzyło lub nie, bo mnie też się do tej pory tak nie zdarzyło, lecz chodzi o rozumienie, wyczuwanie istoty nieprzewidywalności uczuć.

To może być to, nie przewidzisz. To się właśnie samo dzieje, nie ma tu klucz. To też nie jest tak, że pójdzie się na terapię, przepracuje pewne rzeczy i dalej będzie już w końcu związek. Równie dobrze po terapii można dalej być samemu.

234

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

To tzw, syndrom Zosia Samosia. Często wyksztalca sie u osób parentyfikowanych jako dzieci (czyli nie traktowanych jako brzdące, ale jako podpora dla rodziców). Jest to przypadlość, kiedy nie potrafimy zaufać innym, nie dajemy sobie pomóc, ukrywamy wewnetrzne myśli, bo mamy doświadczenie z dzieciństwa, że nikt nas nie sluchał, nie wypelnial naszych potrzeb, a nawet karał za okazywanie emocji. Zależnie od genetyki czy temperamentu, objawia się albo nadmierna agresją i dominacją by kontrolować innych bądź pasywnością, skrytością i ucieczką od ludzi.

Nie diagnozuj mnie przez neta bo to tak jakbyś badała pacjenta, jtiry opisuje objawy, a na oczy go nie widziałaś.

Jak nie Zisia samosia, to jak to sobie wyobrazasz: przychodzę zła do domu, bo coś się stalo-w domu nie ma nikogo  muszę sama się uspokoić. Dzwonić po koleżankach i opowiadać z automatu jak to mnie wkurzył facet w MZK? A kogo to obchodzi?
Jestem chora-sama muszę się sobą zaopiekiwac, kupić keki, zmieniać pościel, robić herbatę, wozić do przychodni.
Cos się w domu zepsuje-sama dzwonie do fachowca, place i mam zrobione. Albo spartaczone , zależy na kogo trafi.
Mam atak lękowy-alez obok nikogo nie ma, przecież nie będę chodzić po sąsiadach aby mnie uspokoili.
To nie Zosia samosia, to konieczność, jak nie ja to kto.
Dlatego tak się wywnetrzam na forum, bo nie będę ciągle zamęczać koleżanek, że nie udaje mi się życie uczuciowe. Czasem im powiem, że np szukam kogoś, też chciałabym mieć rodzinę albo partnera, one pokiwają głowami i tyłe. Ja z kolei słucham ich problemów z dziećmi albo w małżeństwie i równowaga jest zachowana.

Ja Cie nie diagnozuję, bo równie dobrze mogłabym diagnozować siebie. Wiem co to terror całkowitej samowystarczalności kiedy jest sie dzieckiem i kompletny brak wsparcia rodziców.

Tylko ja poszlam na terapię, skuteczną chyba, która uświadomila mi, że to nie jest normalne i, że dobrze jest mieć nie tylko męża, ale również przyjaciół z którymi dobrze sobie wzajemnie pomagać. Nie, nie polecę z placzem do sasiada albo kolegi z chóru, bo coś mi sie w zyciu pokićkalo- to byloby nie na miejscu. Ale mam przyjaciół do których mogę zazdzwonić czy sie umówić na skypie by obgadać sytuację.

Widzisz różnicę? Nie muszę gadać do doniczek na parapecie.

235

Odp: Wasza wartosc
Beyondblackie napisał/a:
rossanka napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

To tzw, syndrom Zosia Samosia. Często wyksztalca sie u osób parentyfikowanych jako dzieci (czyli nie traktowanych jako brzdące, ale jako podpora dla rodziców). Jest to przypadlość, kiedy nie potrafimy zaufać innym, nie dajemy sobie pomóc, ukrywamy wewnetrzne myśli, bo mamy doświadczenie z dzieciństwa, że nikt nas nie sluchał, nie wypelnial naszych potrzeb, a nawet karał za okazywanie emocji. Zależnie od genetyki czy temperamentu, objawia się albo nadmierna agresją i dominacją by kontrolować innych bądź pasywnością, skrytością i ucieczką od ludzi.

Nie diagnozuj mnie przez neta bo to tak jakbyś badała pacjenta, jtiry opisuje objawy, a na oczy go nie widziałaś.

Jak nie Zisia samosia, to jak to sobie wyobrazasz: przychodzę zła do domu, bo coś się stalo-w domu nie ma nikogo  muszę sama się uspokoić. Dzwonić po koleżankach i opowiadać z automatu jak to mnie wkurzył facet w MZK? A kogo to obchodzi?
Jestem chora-sama muszę się sobą zaopiekiwac, kupić keki, zmieniać pościel, robić herbatę, wozić do przychodni.
Cos się w domu zepsuje-sama dzwonie do fachowca, place i mam zrobione. Albo spartaczone , zależy na kogo trafi.
Mam atak lękowy-alez obok nikogo nie ma, przecież nie będę chodzić po sąsiadach aby mnie uspokoili.
To nie Zosia samosia, to konieczność, jak nie ja to kto.
Dlatego tak się wywnetrzam na forum, bo nie będę ciągle zamęczać koleżanek, że nie udaje mi się życie uczuciowe. Czasem im powiem, że np szukam kogoś, też chciałabym mieć rodzinę albo partnera, one pokiwają głowami i tyłe. Ja z kolei słucham ich problemów z dziećmi albo w małżeństwie i równowaga jest zachowana.

Ja Cie nie diagnozuję, bo równie dobrze mogłabym diagnozować siebie. Wiem co to terror całkowitej samowystarczalności kiedy jest sie dzieckiem i kompletny brak wsparcia rodziców.

Tylko ja poszlam na terapię, skuteczną chyba, która uświadomila mi, że to nie jest normalne i, że dobrze jest mieć nie tylko męża, ale również przyjaciół z którymi dobrze sobie wzajemnie pomagać. Nie, nie polecę z placzem do sasiada albo kolegi z chóru, bo coś mi sie w zyciu pokićkalo- to byloby nie na miejscu. Ale mam przyjaciół do których mogę zazdzwonić czy sie umówić na skypie by obgadać sytuację.

Widzisz różnicę? Nie muszę gadać do doniczek na parapecie.

Hmmm. Na forum co innego slyszalam: naucz się żyć sama ze sobą.
A teraz nawet była dyskusja o ludziach, którzy wyplakują swoje problemy innym, ogólnie tu stwierdzono, że inne osoby nie mają obowiązku słuchać o kłopotach innych osób, że to męczące. Tzn takie osoby są męczące, które wiecz nie potrzebują wysłuchania.
Więc życie swoje a porady na forum swoje.

Nie ma między nami aż tak dużej różnicy. Bo jak mam problem, to też mogę się nim z kimś podzielić, się robię to dopiero gdy sana nie daje sobie z nim rady. Nie jestem ze skały. Może tylko nie nazywam ich przyjaciółkami ale koleżankami.
Posiadanie męża nas różni to fakt. Dzięki temu nie musisz mówić tylko do kwiatków na parapecie.
Ostatnio sobie nawet kupiłam nowego.

236

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nie zdarzyło mi się, to pisze. Podejrzewam, że na podobnej zasadzie może być w drugą stronę, mężczyzna widzi we mnie koleżankę, a z tego uczucie się nie narodzi.

Nie chodzi o to, co Ci się zdarzyło lub nie, bo mnie też się do tej pory tak nie zdarzyło, lecz chodzi o rozumienie, wyczuwanie istoty nieprzewidywalności uczuć.

To może być to, nie przewidzisz. To się właśnie samo dzieje, nie ma tu klucz. To też nie jest tak, że pójdzie się na terapię, przepracuje pewne rzeczy i dalej będzie już w końcu związek. Równie dobrze po terapii można dalej być samemu.

Przeczytaj, rossanko, raz jeszcze to, co napisałaś i zastanów się nad tym, czemu ma służyć terapia?

237

Odp: Wasza wartosc
KoralinaJones napisał/a:
rossanka napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:

Nie chodzi o to, co Ci się zdarzyło lub nie, bo mnie też się do tej pory tak nie zdarzyło, lecz chodzi o rozumienie, wyczuwanie istoty nieprzewidywalności uczuć.

To może być to, nie przewidzisz. To się właśnie samo dzieje, nie ma tu klucz. To też nie jest tak, że pójdzie się na terapię, przepracuje pewne rzeczy i dalej będzie już w końcu związek. Równie dobrze po terapii można dalej być samemu.

Przeczytaj, rossanko, raz jeszcze to, co napisałaś i zastanów się nad tym, czemu ma służyć terapia?

Beond coś pisała o terapii, że przeszla ją a teraz ma męża, przyjaciół i żyje sobie w Irlandii.

Wiem, że terapia nie jest po to by znaleźć sobie partnera. Bo to się zdarza albo nie zdarza, albo trafisz albo nie.

238

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:

Hmmm. Na forum co innego slyszalam: naucz się żyć sama ze sobą.

Bo Ty nigdy się nie nauczyłaś żyć sama ze sobą. Nie pogodziłaś się z tym. Ciągle przeżywasz, że nie masz faceta i przez to uważasz się za gorszą. Każda Twoja dyskusja kręci się wyłącznie wokół braku związku.

239 Ostatnio edytowany przez rossanka (2022-09-15 16:52:18)

Odp: Wasza wartosc
M!ri napisał/a:
rossanka napisał/a:

Hmmm. Na forum co innego slyszalam: naucz się żyć sama ze sobą.

Bo Ty nigdy się nie nauczyłaś żyć sama ze sobą. Nie pogodziłaś się z tym. Ciągle przeżywasz, że nie masz faceta i przez to uważasz się za gorszą. Każda Twoja dyskusja kręci się wyłącznie wokół braku związku.

Kochana, ze sobą to ja żyje doskonale. Odwrotnie, nigdy nie nauczyłam się żyć z kimś. I to mam ćwiczyć a nie życie ze  sobą.

240

Odp: Wasza wartosc

Terapie przeszlam w Polsce i mieszkam w Anglii, nie Irlandii. Dokladnie na południowym wschodzie, w Kent.

Jest różnica pomiędzy smęceniem byle komu o każdej pierdole, co faktycznie jest upierdliwe i toksyczne, a konsultacją z bliskim przyjacielem w razie klopotów. Jeden z moich przyjaciół sie rozwodzil pięć lat temu i to byl rozwód jak z koszmaru (zdrada). W to jeszcze był wplątany ich maloletni syn. Czy wkurzało mnie, że chcial ze mną rozmawiać? Oczywiście, że nie. To była tragiczna sytuacja. Pomoglam bo chcialam, nie dlatego, że czułam poczucie winy gdybym tego nie zrobiła.

241

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:

Beond coś pisała o terapii, że przeszla ją a teraz ma męża, przyjaciół i żyje sobie w Irlandii.

Ale czy Beyond łączyła te fakty? Otóż nie.

rossanka napisał/a:

Wiem, że terapia nie jest po to by znaleźć sobie partnera. Bo to się zdarza albo nie zdarza, albo trafisz albo nie.

Istotnie. My to wiemy, a przynajmniej większość osób to wie. Natomiast ja odnoszę wrażenie, że Ty, rossanko, usiłujesz to sobie przyjąć do świadomości, zrozumieć, to jest nie to że wiesz o tym i zdajesz sobie z tego sprawę, ale że usiłujesz sobie zracjonalizować samotność powtarzając to jak mantrę. I mimo powtarzania - nie działa. Nie piszę Ci tego, żeby się nad Tobą pastwić, ale może ponowna terapia i szczere otwarcie się przed terapeutą pomogłoby zrozumieć a nie jedynie zracjonalizować rzeczywistość.

242

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
M!ri napisał/a:
rossanka napisał/a:

Hmmm. Na forum co innego slyszalam: naucz się żyć sama ze sobą.

Bo Ty nigdy się nie nauczyłaś żyć sama ze sobą. Nie pogodziłaś się z tym. Ciągle przeżywasz, że nie masz faceta i przez to uważasz się za gorszą. Każda Twoja dyskusja kręci się wyłącznie wokół braku związku.

Kochana, ze sobą to ja żyje doskonale. Odwrotnie, nigdy nie nauczyłam się żyć z kimś. I to mam ćwiczyć a nie życie ze  sobą.

Tak, doskonale sobie żyjesz...

rossanka napisał/a:

Ale to, ze nie jestem w związku, nie mam dzieci - to uważam za życiową porażkę i fakt, że jestem mało wartościową kobietą.

rossanka napisał/a:

Mam odwrotnie, uważam,że niepotrzebnie się urodziłam. Że moje istnienie samo w sobie nic nie znaczy, tak po prostu. Nie to,że chciałabym umrzeć, bo śmierci się boję, ale uważam, że niepotrzebnie zajmuje miejsce.
Czemu miałabym się czuć wartościowa? Za co? Co zrobić?
Podpowiem, dobrynwyglad nie.pomaga, Wykształcenie reż nie, praca też nie, zainteresowania też nie sprawiają, bym miala się czuć cokolwiek warta. Nawet nie wiem jak to ubrać w słowa. Mam tak.od dziecka, czasem mam lepsze a czasem gorsze momenty.

243

Odp: Wasza wartosc
M!ri napisał/a:
rossanka napisał/a:
M!ri napisał/a:

Bo Ty nigdy się nie nauczyłaś żyć sama ze sobą. Nie pogodziłaś się z tym. Ciągle przeżywasz, że nie masz faceta i przez to uważasz się za gorszą. Każda Twoja dyskusja kręci się wyłącznie wokół braku związku.

Kochana, ze sobą to ja żyje doskonale. Odwrotnie, nigdy nie nauczyłam się żyć z kimś. I to mam ćwiczyć a nie życie ze  sobą.

Tak, doskonale sobie żyjesz...

rossanka napisał/a:

Ale to, ze nie jestem w związku, nie mam dzieci - to uważam za życiową porażkę i fakt, że jestem mało wartościową kobietą.

rossanka napisał/a:

Mam odwrotnie, uważam,że niepotrzebnie się urodziłam. Że moje istnienie samo w sobie nic nie znaczy, tak po prostu. Nie to,że chciałabym umrzeć, bo śmierci się boję, ale uważam, że niepotrzebnie zajmuje miejsce.
Czemu miałabym się czuć wartościowa? Za co? Co zrobić?
Podpowiem, dobrynwyglad nie.pomaga, Wykształcenie reż nie, praca też nie, zainteresowania też nie sprawiają, bym miala się czuć cokolwiek warta. Nawet nie wiem jak to ubrać w słowa. Mam tak.od dziecka, czasem mam lepsze a czasem gorsze momenty.

Bo nie  nie znaczy. Z resztą i moje istnienie i Twoje. Nawet Elżbieta II która właśnie zmarla. Raz jesteś raz Cię niema.  Inni wcale się nie urodzą, to nie ma żadnego znaczenia.

244 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2022-09-15 17:23:29)

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
M!ri napisał/a:
rossanka napisał/a:

Hmmm. Na forum co innego slyszalam: naucz się żyć sama ze sobą.

Bo Ty nigdy się nie nauczyłaś żyć sama ze sobą. Nie pogodziłaś się z tym. Ciągle przeżywasz, że nie masz faceta i przez to uważasz się za gorszą. Każda Twoja dyskusja kręci się wyłącznie wokół braku związku.

Kochana, ze sobą to ja żyje doskonale. Odwrotnie, nigdy nie nauczyłam się żyć z kimś. I to mam ćwiczyć a nie życie ze  sobą.

Właśnie nie żyjesz sama ze sobą doskonale. Żyjesz samotnie i samodzielnie, ale na pewno nie doskonale sama ze sobą, czego wyrazem jest wszystko to co piszesz o wartości związku dla Ciebie w życiu. Między wierszami to wartość sama w sobie. 
Przykładowo to też działa w drugą stronę, kiedy ktoś mówi "nie umiem żyć bez Ciebie". Co to Twoim zdaniem znaczy? To znaczy, że jeśli będzie w związku to będzie tylko i wyłącznie z określoną osobą, z żadną inną i tylko z tą osoba będzie szczęśliwy. Ty zdajesz się mówić "nie umiem żyć bez związku". Czyli tak naprawdę szczęśliwa będę tylko i wyłącznie wtedy kiedy będę w związku.

Wiesz czego mi brakuje w tym wszystkim, ross? Konkretyzacji tego pragnienia.

Zostałaś zapytana o to jaki ten Twój wymarzony partner miałby być. I odpowiedziałaś że ... byleby był. W ten sposób nigdy nie będziesz szczęśliwa, jeśli sama nie umiesz skonkretyzować szczęścia którego szukasz.

245

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:

Bo nie  nie znaczy. Z resztą i moje istnienie i Twoje. Nawet Elżbieta II która właśnie zmarla. Raz jesteś raz Cię niema.  Inni wcale się nie urodzą, to nie ma żadnego znaczenia.

W ten sposób można podważyć sens wszystkiego w życiu. Jak to się ma do związku?

246

Odp: Wasza wartosc

Dobra, przyznaje Wam rację,  nie lubię się kłócić.

247 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2022-09-15 17:50:22)

Odp: Wasza wartosc

A to my się tu kłócimy? O co?


Odnoszę wrażenie, że nie jesteś szczera w tym, co jest rzeczywiście Twoim problemem, a brak upragnionego związku jest tylko tego konsekwencją i my rozmawiamy z Tobą cały czas dlaczego występuje ten skutek, a nie o tym, co jest jego prawdziwą przyczyną. Utrudniasz to także Ty, ross, ale utrudniasz to sama sobie, będąc dość oporną na otworzenie się na inne spojrzenie na Twój problem niż Twoje własne. Rozumiem, że w dzieciństwie narzucano Ci zdanie, nie mogłaś mieć własnego (tak jak o tym pisałaś) i to może być przyczyną dlaczego teraz, kiedy w końcu możesz, tak bardzo upierasz się przy swoich racjach. Ten aspekt zachowania też warto zrozumieć.

Ty, ross, chcesz prostej odpowiedzi na pytanie: jak sprawić aby być w związku? W związku. A nie z mężczyzną takim czy innym. I to jest punkt wyjścia, od którego powinnaś zacząć i ktoś Cię powinien przeprowadzić przez proces zmiany myślenia o związku, nie przez pryzmat związku jako takiego, a przez pryzmat dążenia do bycia w nim z określoną osobą.

248 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2022-09-15 19:52:39)

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
Tamiraa napisał/a:
rossanka napisał/a:

Od partnera niczego nie oczekuje byleby był.
No może jednego, aby jak będzie jakaś choroba czy problemy życiowe, żeby nie nawiązując, ale tego roku nie można oczekiwac od ludzi.
Jestem dość samowystarczalna i samodzielna. Nie wiem skąd więc były te pomysły, abym nauczyła się żyć sama ze sobą:(

Czyli, może to być ktoś  kto jest niepełnosprawny albo ktokolwiek? Czy ja dobrze zrozumiałam?

Może być tylko ten, z kim się będę dobrze czuła, będzie mnie fizycznie pociągał i będę go kochała.
Tyle wymagam.
I odpadają żonaci, psychopaci, jacyś agresywni, którzy mogą przyłożyć.

A może jest ktoś taki wśród twoich znajomych czy sąsiadów, tylko go nie dostrzegasz?
Kto tam wie?:)
Pewnie stąd te pomysły, że psychologowie tak tłumaczą, że jak nie będziesz sama dla siebie atrakcyjna, to dla innych tym bardziej. Ale ty to wszystko wiesz, ba, podejrzewam, że wiesz więcej ode mnie po swoich terapiach dlatego dobrze, że się rozglądasz, bo w końcu trafisz na odpowiedniego pana.

249 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2022-09-15 20:53:22)

Odp: Wasza wartosc

Rossanko, przecież nastawienie ludzi do siebie to nie jest jakaś  stałość.
To się może zmieniać  z czasem, można się zbliżać  oddalać,  ludzie reagują na swoje wzajemne zainteresowanie

Oddziałują na siebie

Więc nie koncentruj się na tym, co tam kto o Tobie myśli, tylko idź za tym co Ty.
Jak gość  Cię zaczepiał, flirtował,  a Ty chciałaś go poznać bliżej, to trzeba było dać znać że go lubisz bardziej niż Karola że sklepu osiedlowego.
Cieszyć się na jego widok i to pokazać, powiedzieć, coś w rodzaju, fajnie że jesteś.
Opowiadać coś o sobie.
Bardzo jestem ciekawa jak Ty z tymi mężczyznami rozmawiasz, Ci robisz, jak wygląda Twoja mowa ciała.
I co to w ogóle znaczy że ktoś Cię nie chcę.. że się trochę wycofa? Że jie zareaguje tak jak sobie to wymarzyłaś?.

Może za dużo harlekinow w głowie, że ktoś ma w Tobie zakochać się na zabój i pod drzwiami czychać?, tego chciałabyś?

250

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
Harvey napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nie mam pojęcia. Za chłopem nie trafisz.
A ty co, spotykasz się z jakąś, coś się zmieniło?

Tak, już jakiś czas wink

Proszę proszę, to dobra wiadomość:)

A bo ja wiem, życie kawalerskie mi się dopiero zaczynało podobać lol

251

Odp: Wasza wartosc
KoralinaJones napisał/a:

A to my się tu kłócimy? O co?


Odnoszę wrażenie, że nie jesteś szczera w tym, co jest rzeczywiście Twoim problemem, a brak upragnionego związku jest tylko tego konsekwencją i my rozmawiamy z Tobą cały czas dlaczego występuje ten skutek, a nie o tym, co jest jego prawdziwą przyczyną. Utrudniasz to także Ty, ross, ale utrudniasz to sama sobie, będąc dość oporną na otworzenie się na inne spojrzenie na Twój problem niż Twoje własne. Rozumiem, że w dzieciństwie narzucano Ci zdanie, nie mogłaś mieć własnego (tak jak o tym pisałaś) i to może być przyczyną dlaczego teraz, kiedy w końcu możesz, tak bardzo upierasz się przy swoich racjach. Ten aspekt zachowania też warto zrozumieć.

Ty, ross, chcesz prostej odpowiedzi na pytanie: jak sprawić aby być w związku? W związku. A nie z mężczyzną takim czy innym. I to jest punkt wyjścia, od którego powinnaś zacząć i ktoś Cię powinien przeprowadzić przez proces zmiany myślenia o związku, nie przez pryzmat związku jako takiego, a przez pryzmat dążenia do bycia w nim z określoną osobą.

Nie lubię się kłócić.
Dobrze, to przyjmijmy, że coś robię źle i mam niewłaściwe schematy myślowe i po terapii wszystkiego nie przerobiłam, bo część rzeczy się naprawiła i pewnie o nich nie pisze, a część nie. To zgoda. Nie lubię konfliktów. Pewnie tu większość ma rację, bo jednak jest w związkach, nie ja.

252 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2022-09-15 22:05:47)

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:

A to my się tu kłócimy? O co?


Odnoszę wrażenie, że nie jesteś szczera w tym, co jest rzeczywiście Twoim problemem, a brak upragnionego związku jest tylko tego konsekwencją i my rozmawiamy z Tobą cały czas dlaczego występuje ten skutek, a nie o tym, co jest jego prawdziwą przyczyną. Utrudniasz to także Ty, ross, ale utrudniasz to sama sobie, będąc dość oporną na otworzenie się na inne spojrzenie na Twój problem niż Twoje własne. Rozumiem, że w dzieciństwie narzucano Ci zdanie, nie mogłaś mieć własnego (tak jak o tym pisałaś) i to może być przyczyną dlaczego teraz, kiedy w końcu możesz, tak bardzo upierasz się przy swoich racjach. Ten aspekt zachowania też warto zrozumieć.

Ty, ross, chcesz prostej odpowiedzi na pytanie: jak sprawić aby być w związku? W związku. A nie z mężczyzną takim czy innym. I to jest punkt wyjścia, od którego powinnaś zacząć i ktoś Cię powinien przeprowadzić przez proces zmiany myślenia o związku, nie przez pryzmat związku jako takiego, a przez pryzmat dążenia do bycia w nim z określoną osobą.

Nie lubię się kłócić.
Dobrze, to przyjmijmy, że coś robię źle i mam niewłaściwe schematy myślowe i po terapii wszystkiego nie przerobiłam, bo część rzeczy się naprawiła i pewnie o nich nie pisze, a część nie. To zgoda. Nie lubię konfliktów. Pewnie tu większość ma rację, bo jednak jest w związkach, nie ja.

rossanko, jeżeli uzewnętrzniasz się przed kimś, czy to w realu czy to na forum, musisz liczyć się z tym, że nie usłysz tego, co chcesz usłyszeć i nie jest to kłótnią. Nie wiem czemu brniesz w twierdzenie o kłótni.
Nie musisz się zgadzać ze spostrzeżeniami, które prezentują tutaj użytkownicy.
Możesz się nie zgodzić, możesz się obruszyć, możesz się obrazić, możesz co chcesz - to Twój problem. Uwierz mi, nikt nie ma ani zamiaru ani ochoty kłócić się z Tobą o to jak Ci będzie w życiu, no chyba że to Ty przyszłaś się tu o to wykłócać. Przemyśl to sobie.

253

Odp: Wasza wartosc
Tamiraa napisał/a:
rossanka napisał/a:
Tamiraa napisał/a:

Czyli, może to być ktoś  kto jest niepełnosprawny albo ktokolwiek? Czy ja dobrze zrozumiałam?

Może być tylko ten, z kim się będę dobrze czuła, będzie mnie fizycznie pociągał i będę go kochała.
Tyle wymagam.
I odpadają żonaci, psychopaci, jacyś agresywni, którzy mogą przyłożyć.

A może jest ktoś taki wśród twoich znajomych czy sąsiadów, tylko go nie dostrzegasz?
Kto tam wie?:)
Pewnie stąd te pomysły, że psychologowie tak tłumaczą, że jak nie będziesz sama dla siebie atrakcyjna, to dla innych tym bardziej. Ale ty to wszystko wiesz, ba, podejrzewam, że wiesz więcej ode mnie po swoich terapiach dlatego dobrze, że się rozglądasz, bo w końcu trafisz na odpowiedniego pana.

Tak jest dwóch,  tzn było dwóch, wśród moich znajomych z otoczenia. Jeden chciał się tylko bzyknąć, nie zgodziłam sie. To już przeszłość. Drugiemu-szczerze, to kij wie, o co chodzi. Mam taką zasadę, że jak się człowiek zastanawia, czy druga strona jest zainteresowana to znaczy, że nie jest zainteresowana. Ale chętnie by się bzyknął. Powariowali wszyscy.
Co do seksu, to nie mam nic przeciwko, przecież z tego nie musi być zaraz związek na wieki, ale chciałabym jakiś spotkań, wyjść razem  jakiegoś wspólnie spędzonego czasu, a nie tylko seks a potem każdy idzie do siebie,  aż do kolejnego razu. To już gorzej niż w agencji towarzyskiej. sad

254

Odp: Wasza wartosc
Ela210 napisał/a:

Rossanko, przecież nastawienie ludzi do siebie to nie jest jakaś  stałość.
To się może zmieniać  z czasem, można się zbliżać  oddalać,  ludzie reagują na swoje wzajemne zainteresowanie

Oddziałują na siebie

Więc nie koncentruj się na tym, co tam kto o Tobie myśli, tylko idź za tym co Ty.
Jak gość  Cię zaczepiał, flirtował,  a Ty chciałaś go poznać bliżej, to trzeba było dać znać że go lubisz bardziej niż Karola że sklepu osiedlowego.
Cieszyć się na jego widok i to pokazać, powiedzieć, coś w rodzaju, fajnie że jesteś.
Opowiadać coś o sobie.
Bardzo jestem ciekawa jak Ty z tymi mężczyznami rozmawiasz, Ci robisz, jak wygląda Twoja mowa ciała.
I co to w ogóle znaczy że ktoś Cię nie chcę.. że się trochę wycofa? Że jie zareaguje tak jak sobie to wymarzył?

Z tym pierwszym trochę zawaliłam, tzn byłam bardzo sztywna, flirtu słownego było mało, chociaz rozmow dużo.
Z tym drugim rozmów mało, ale flirtow dużo , bo on każda rozmowę sprowadza do seksu. Zwykle się wtedy dystansowalam, ale teraz nie, robię dokładnie odwrotnie. W zasadzie jest nadal i ciągle flirt. Takie tam gadanie.

255

Odp: Wasza wartosc
Harvey napisał/a:
rossanka napisał/a:
Harvey napisał/a:

Tak, już jakiś czas wink

Proszę proszę, to dobra wiadomość:)

A bo ja wiem, życie kawalerskie mi się dopiero zaczynało podobać lol

Już nie narzekaj. Jakoś nie tryskales tu radością, tym bardziej więc widzę, że idzie ku dobremu.

256

Odp: Wasza wartosc
KoralinaJones napisał/a:
rossanka napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:

A to my się tu kłócimy? O co?


Odnoszę wrażenie, że nie jesteś szczera w tym, co jest rzeczywiście Twoim problemem, a brak upragnionego związku jest tylko tego konsekwencją i my rozmawiamy z Tobą cały czas dlaczego występuje ten skutek, a nie o tym, co jest jego prawdziwą przyczyną. Utrudniasz to także Ty, ross, ale utrudniasz to sama sobie, będąc dość oporną na otworzenie się na inne spojrzenie na Twój problem niż Twoje własne. Rozumiem, że w dzieciństwie narzucano Ci zdanie, nie mogłaś mieć własnego (tak jak o tym pisałaś) i to może być przyczyną dlaczego teraz, kiedy w końcu możesz, tak bardzo upierasz się przy swoich racjach. Ten aspekt zachowania też warto zrozumieć.

Ty, ross, chcesz prostej odpowiedzi na pytanie: jak sprawić aby być w związku? W związku. A nie z mężczyzną takim czy innym. I to jest punkt wyjścia, od którego powinnaś zacząć i ktoś Cię powinien przeprowadzić przez proces zmiany myślenia o związku, nie przez pryzmat związku jako takiego, a przez pryzmat dążenia do bycia w nim z określoną osobą.

Nie lubię się kłócić.
Dobrze, to przyjmijmy, że coś robię źle i mam niewłaściwe schematy myślowe i po terapii wszystkiego nie przerobiłam, bo część rzeczy się naprawiła i pewnie o nich nie pisze, a część nie. To zgoda. Nie lubię konfliktów. Pewnie tu większość ma rację, bo jednak jest w związkach, nie ja.

rossanko, jeżeli uzewnętrzniasz się przed kimś, czy to w realu czy to na forum, musisz liczyć się z tym, że nie usłysz tego, co chcesz usłyszeć i nie jest to kłótnią. Nie wiem czemu brniesz w twierdzenie o kłótni.
Nie musisz się zgadzać ze spostrzeżeniami, które prezentują tutaj użytkownicy.
Możesz się nie zgodzić, możesz się obruszyć, możesz się obrazić, możesz co chcesz - to Twój problem. Uwierz mi, nikt nie ma ani zamiaru ani ochoty kłócić się z Tobą o to jak Ci będzie w życiu, no chyba że to Ty przyszłaś się tu o to wykłócać. Przemyśl to sobie.

Tu się nic nie zmieniło I nadal chce być w związku.

257

Odp: Wasza wartosc

To, że nastawienie ludzi do siebie podlega zmianom, zależnym od ich samych, to taka oczywista oczywistość, że ciężko to jeszcze komuś tłumaczyć...

258 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2022-09-15 22:22:48)

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nie lubię się kłócić.
Dobrze, to przyjmijmy, że coś robię źle i mam niewłaściwe schematy myślowe i po terapii wszystkiego nie przerobiłam, bo część rzeczy się naprawiła i pewnie o nich nie pisze, a część nie. To zgoda. Nie lubię konfliktów. Pewnie tu większość ma rację, bo jednak jest w związkach, nie ja.

rossanko, jeżeli uzewnętrzniasz się przed kimś, czy to w realu czy to na forum, musisz liczyć się z tym, że nie usłysz tego, co chcesz usłyszeć i nie jest to kłótnią. Nie wiem czemu brniesz w twierdzenie o kłótni.
Nie musisz się zgadzać ze spostrzeżeniami, które prezentują tutaj użytkownicy.
Możesz się nie zgodzić, możesz się obruszyć, możesz się obrazić, możesz co chcesz - to Twój problem. Uwierz mi, nikt nie ma ani zamiaru ani ochoty kłócić się z Tobą o to jak Ci będzie w życiu, no chyba że to Ty przyszłaś się tu o to wykłócać. Przemyśl to sobie.

Tu się nic nie zmieniło I nadal chce być w związku.

Nie ma żadnego problemu aby całe życie trwać uparcie we własnych przekonaniach i nawykach nie przynoszących upragnionego szczęścia.
Jednak żaden mężczyzna nie chce być traktowany przez kobietę jak przedmiot jej związku. Może tu leży problem, którego brak zrozumienia istoty jest powodem niepowodzeń. Może ten problem leży w braku otwarcia się na to co ma być podmiotem związku. O ile zaślepiona dusza i spragnione serce mogę tego nie widzieć, to jednak jak bardzo musi być zatwardziały umysł, aby tego w końcu nie dostrzec.
Moim zdaniem tu jest problem. W instrumentalnym traktowaniu bycia w związku.
Przykro mi rossanko, ale chciałam być szczera.

259 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-09-15 22:24:37)

Odp: Wasza wartosc

Czy na świecie istniał/istnieje ktoś, kto chciał/chce być katalizatorem poczucia wartości innej osoby, jej lustrem, odpowiedzialnym za jej szczęście? <pytania retoryczne>

260

Odp: Wasza wartosc
KoralinaJones napisał/a:
rossanka napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:

rossanko, jeżeli uzewnętrzniasz się przed kimś, czy to w realu czy to na forum, musisz liczyć się z tym, że nie usłysz tego, co chcesz usłyszeć i nie jest to kłótnią. Nie wiem czemu brniesz w twierdzenie o kłótni.
Nie musisz się zgadzać ze spostrzeżeniami, które prezentują tutaj użytkownicy.
Możesz się nie zgodzić, możesz się obruszyć, możesz się obrazić, możesz co chcesz - to Twój problem. Uwierz mi, nikt nie ma ani zamiaru ani ochoty kłócić się z Tobą o to jak Ci będzie w życiu, no chyba że to Ty przyszłaś się tu o to wykłócać. Przemyśl to sobie.

Tu się nic nie zmieniło I nadal chce być w związku.

Nie ma żadnego problemu aby całe życie trwać uparcie we własnych przekonaniach i nawykach nie przynoszących upragnionego szczęścia.
Jednak żaden mężczyzna nie chce być traktowany przez kobietę jak przedmiot jej związku. Może tu leży problem, którego brak zrozumienia istoty jest powodem niepowodzeń. Może ten problem leży w braku otwarcia się na to co ma być podmiotem związku. O ile zaślepiona dusza i spragnione serce mogę tego nie widzieć, to jednak jak bardzo musi być zatwardziały umysł, aby tego w końcu nie dostrzec.
Moim zdaniem tu jest problem. W instrumentalnym traktowaniu bycia w związku.
Przykro mi rossanko, ale chciałam być szczera.

Jak się mam otworzyć jak ktoś nie chce? Nie mogę terriryziwac soba ludzi sad

Posty [ 196 do 260 z 697 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 11 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wasza wartosc

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026