netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Wasza wartosc

696 odpowiedzi32 453 wyświetleniazałożony przez rossanka, 03.09.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wasza wartosc

Strony Poprzednia 1 … 9 10 11

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 651 do 697 z 697 ]

651

Odp: Wasza wartosc

Ja na swoje poczucie wartości bardzo ciężko pracowałam. Teraz wiem, że każdy człowiek ma swoją wartość i godność. Niezależnie od wielu rzeczy. Pomogły mi medytację, intencje. Ale to nie znaczy, że mam super pewność siebie, chociaż ogólnie dla ludzi jestem pewna siebie bardzo. Natomiast jak pisałaś i ja też kiedyś pisałam, myślę o sobie, że moje życie nie ma sensu i po co się urodziłam. Nie mam tak, że wchodzę i myślę, ale jestem zajebista. Często - choć już rzadziej, myślę czasami i mówię do siebie, ale jesteś debilem, jesteś durna jak but. Ogólnie jesli ktos by mi powiedział, ale jesteś głupia to nie mam w ogóle woli broń się albo uciekaj. Stoje i chce przyznać rację. Już mniej oficjalnie, jednak wciąż.
Jedynie z czego jestem dumna, że zawalczylam o siebie, że się nie poddałam, mimo raczej kiepskiego dzieciństwa, postawiłam na siebie, na to że jestem warta i ważna dla siebie. A co tam się dookoła dzieje czasem w mojej głowie to drugie.
Co do wyglądu, nie jest to dla mnie powód do domu. Cieszę się z tego jak wyglądam, wiem że jest dobrze, ale nie ma tak że ale jestem zajebiscie ładna i lepsza. Nie. Bardziej bym chciała mieć wiarę w siebie taka zawodową bo uważam, że jestem tragicznym debilem dlatego nie mogę osiągnąć jakiegoś pułapu o którym marzę.

652

Odp: Wasza wartosc

Dla mnie wartościowe jest to, że:
- lubię się uczyć, po to, żeby żyło mi się lepiej,
- jestem systematyczna,
- mam pomysły,
- nie boję się nowych doświadczeń.
Wartość, czyli to co dany człowiek uznaje za cenne. Ja myślę, ż wartość jest własnością człowieka, to jest to co on wypracował, np. własne zdolności w jakiejś dziedzinie, własne umiejętności, własne cechy osobowościowe- wszystko w wyniku nauki, pracy i doświadczeń.
Dla jednego wartością jest uśmiechnięte i zadowolone dziecko np. po wspólnej zabawie , a dla drugiego nauczenie się obcego języka - bo to wszystko są umiejętności, zdolności osiągnięte w wyniku pracy, czyli myślenia, w tych przypadkach: np. jaką wspólną zabawę wymyśleć, żebyśmy razem mieli przyjemność i osiągnąć wynik w postaci uśmiechniętego i zadowolonego dziecka, albo w jaki sposób uczyć się języka obcego, żeby go biegle opanować.

653

Odp: Wasza wartosc
Beyondblackie napisał/a:

Ross,ja swojego bratanka opierdodiam gdy się spóźnił pół godziny. Mój czas i czas Misia nie jest jakąś nieważną pierdolą. To jest nasze życie i jak ktoś to ignoruje, to może sobie walić w ściane i mnie to zero interesuje.

Bratanek to nie syn.

654

Odp: Wasza wartosc
WiosnaLatoZima napisał/a:

Ja na swoje poczucie wartości bardzo ciężko pracowałam. Teraz wiem, że każdy człowiek ma swoją wartość i godność. Niezależnie od wielu rzeczy. Pomogły mi medytację, intencje. Ale to nie znaczy, że mam super pewność siebie, chociaż ogólnie dla ludzi jestem pewna siebie bardzo. Natomiast jak pisałaś i ja też kiedyś pisałam, myślę o sobie, że moje życie nie ma sensu i po co się urodziłam. Nie mam tak, że wchodzę i myślę, ale jestem zajebista. Często - choć już rzadziej, myślę czasami i mówię do siebie, ale jesteś debilem, jesteś durna jak but. Ogólnie jesli ktos by mi powiedział, ale jesteś głupia to nie mam w ogóle woli broń się albo uciekaj. Stoje i chce przyznać rację. Już mniej oficjalnie, jednak wciąż.
Jedynie z czego jestem dumna, że zawalczylam o siebie, że się nie poddałam, mimo raczej kiepskiego dzieciństwa, postawiłam na siebie, na to że jestem warta i ważna dla siebie. A co tam się dookoła dzieje czasem w mojej głowie to drugie.
Co do wyglądu, nie jest to dla mnie powód do domu. Cieszę się z tego jak wyglądam, wiem że jest dobrze, ale nie ma tak że ale jestem zajebiscie ładna i lepsza. Nie. Bardziej bym chciała mieć wiarę w siebie taka zawodową bo uważam, że jestem tragicznym debilem dlatego nie mogę osiągnąć jakiegoś pułapu o którym marzę.

Hmm, to znam to wymyślanie sobie, miałam to jako nastolatka i w póżniejszych latach. Nie wyzywałam sie od debilek, ale od dna, któremu nic sie nie udaje (czy to klasówka, czy egzamin na studiach, czy już poźniej znalezienie faceta czy coś nie tak w wyglądzie) trwało to długo, ale w końcu przeszło, nawet nie wiem kiedy. Nie wiem od czego to zależy, jedna nastolatka będzie miała depresje i czarn mysli, druga będzie bawiła sie i uwazała siebie z ósmy cud świata. Wejda w dorosłość i ich postawy albo się zmienią albo pogłębią. Może to zalezy po trochu, od charakteru, plus wychowania plus środowiska?
co do kwestii, którą poruszyłaś, o tym, że niepotrzbnie sie urodziłąś - to też snam, tak myślałam już jako 6 latka, oczywiscie nie przez cały czas i czasem myślę teraz (co nie znaczy, ze chce popełnić samobójstwo, bo czawsze jednoczesnie panicznie bałam się śmierci. Jak miałam 14 lat to wkręciłam na przykład sobie, ze boję się zasnąć, bo rano mogę się nie obudzić. Pojecia nie mam, skad mi się wtedy wzielo takie myślenie.
Wartośc - myślę, że zalezy od takiej bazy charakteru, osobowości i nie zalezy od wyglądu ani wykształcenia.

655

Odp: Wasza wartosc
Renata01 napisał/a:

Dla mnie wartościowe jest to, że:
- lubię się uczyć, po to, żeby żyło mi się lepiej,
- jestem systematyczna,
- mam pomysły,
- nie boję się nowych doświadczeń.
Wartość, czyli to co dany człowiek uznaje za cenne. Ja myślę, ż wartość jest własnością człowieka, to jest to co on wypracował, np. własne zdolności w jakiejś dziedzinie, własne umiejętności, własne cechy osobowościowe- wszystko w wyniku nauki, pracy i doświadczeń.
Dla jednego wartością jest uśmiechnięte i zadowolone dziecko np. po wspólnej zabawie , a dla drugiego nauczenie się obcego języka - bo to wszystko są umiejętności, zdolności osiągnięte w wyniku pracy, czyli myślenia, w tych przypadkach: np. jaką wspólną zabawę wymyśleć, żebyśmy razem mieli przyjemność i osiągnąć wynik w postaci uśmiechniętego i zadowolonego dziecka, albo w jaki sposób uczyć się języka obcego, żeby go biegle opanować.

Niezupełnie o to mi chodziło, ale to co wymieniłaś to tez swego rodzaju wartości, przy czym jak pisze, dla jednego wartością miże być wykształcenie dla innego rodzina, a jeszcze dla innego rozwój osobisty i kazdy będzie miał rację.

656

Odp: Wasza wartosc
KoralinaJones napisał/a:
Harvey napisał/a:

Bla bla bla, kolejne 10 lat bla...

Rosi jest tak wygodnie, (...)

A temat się dalej ciągnie tongue

Z tym się akurat zgodzę.

Ciągutka z bananem big_smile

657 Ostatnio edytowany przez wrzosiec (2022-10-03 11:09:36)

Odp: Wasza wartosc

rossanka
..wartości, przy czym jak pisze, dla jednego wartością może być wykształcenie dla innego rodzina, a jeszcze dla innego rozwój osobisty i kazdy będzie miał rację..."

wykształcenie to rozwój osobisty

Ale Ty się upierasz że człowiek bez partnera nie jest wiele wart.Twój sąsiad bez rodziny miły,sympatyczny,empatyczny,pogodny nie jest wartościowy bo nie ma dzieci?Człowiek który spełnia swoje marzenia ,realizuje pasje,podróżuje  a nie ma rodziny jest mniej wart od tego co ma rodzinę?Wartość jest w nas,a rodzina to ,,rzecz "nabyta ona nas nie wartościuje.Jej brak nam nie umniejsza.Patrząc na człowieka widzimy człowieka.Nie jego matkę,nie partnera,nie dzieci.Człowieka który jest ,,jakiś"robi,,coś"jest spełniony lub nie,szczęśliwy lub nie.
Jeżeli robisz coś dla siebie ,i czujesz  ,,twój czas,twoje emocje,twoje endorfinki,twoje spełnienie"w tym szukaj wartości.Co zrobiłaś dla siebie przez ostatnie 10 lat,co widziałaś,gdzie byłaś ,czego się nauczyłaś,jak sprawiłaś sobie przyjemność,co zmieniłaś by było lepiej?//
Od dzisiaj liczy się kolejne 10lat.Co robisz od jutra by te kolejne 10 były lepsze?
masz jakieś plany?

Usłużność innym chociażby rodzinie Cię nie wartościuje.To nie pomoc,to działanie kosztem siebie.
Uwierz nikt tego w konsekwencji nie doceni.
Brak granic trochę z wartości obdziera bo czujemy się wykorzystani,niedocenieni i mimo podawania się na tacy ,,samotni"Ludzie chętnie biorą,z czasem przyzwyczajają się do brania tak bardzo że traktują to jako coś należnego im,oczywistego
Pomoc ? tak,ale w granicach rozsądku i nie z powodu tego że nie masz rodziny.
Rodzicom należy się wsparcie od wszystkich dzieci,nie od samotnego.
Zrób coś dla siebie ,zajmij się czymś,realizuj się .Będziesz mogła powiedzieć,,nie mogę być na twoje/wasze skinienie ,też mam życie ,dzisiaj robię coś dla siebie....Masz do tego prawo tak jak reszta.I tak jak reszta masz prawo brać skoro dajesz.

658

Odp: Wasza wartosc

Dzisiaj jako skutek mojego myślenia mam dużo pieniędzy, żyje mi się dobrze i wygodnie, a Ty dalej uważaj że to jest bla bla bla, a ja pojadę do SPA.

659

Odp: Wasza wartosc
wrzosiec napisał/a:

rossanka


Ale Ty się upierasz że człowiek bez partnera nie jest wiele wart.Twój sąsiad bez rodziny miły,sympatyczny,empatyczny,pogodny nie jest wartościowy bo nie ma dzieci?Człowiek który spełnia swoje marzenia ,realizuje pasje,podróżuje  a nie ma rodziny jest mniej wart od tego co ma rodzinę?Wartość jest w nas,a rodzina to ,,rzecz "nabyta ona nas nie wartościuje.Jej brak nam nie umniejsza.Patrząc na człowieka widzimy człowieka.Nie jego matkę,nie partnera,nie dzieci.Człowieka który jest ,,jakiś"robi,,coś"jest spełniony lub nie,szczęśliwy lub nie.
Jeżeli robisz coś dla siebie ,i czujesz  ,,twój czas,twoje emocje,twoje endorfinki,twoje spełnienie"w tym szukaj wartości.Co zrobiłaś dla siebie przez ostatnie 10 lat,co widziałaś,gdzie byłaś ,czego się nauczyłaś,jak sprawiłaś sobie przyjemność,co zmieniłaś by było lepiej?//
Od dzisiaj liczy się kolejne 10lat.Co robisz od jutra by te kolejne 10 były lepsze?


Nic nie planuje, boie wiadomo przecież co sie wydarzy. Od jakiegoś czasu staram się żyć dniem dzisiejszym. Za 10 lat może mnie już nie być, a może bede mieszkac za granicą, albo zachorować, albo adoptowac dwoje dzieci w wieku szkolnym, kto to wie.
Jakieś małe plany mam a bo i pracować trzeba i cały czas się dokształcać, dbać o forme psychiczna i fizyczną, uczyć się nowych rzeczy. Ale to małe plany.
Kiedyś, jak byłam dużo młodsza miałam 15, czy nawet 25 lat miałam plany. Dużo rzeczy potoczyło sie jednak zupełnie inaczej niż zakładałam, dlatego teraz wystrzegam się planowania, jak będzie tak będzie.

wrzosiec napisał/a:

Usłużność innym chociażby rodzinie Cię nie wartościuje.To nie pomoc,to działanie kosztem siebie.
Uwierz nikt tego w konsekwencji nie doceni.
Brak granic trochę z wartości obdziera bo czujemy się wykorzystani,niedocenieni i mimo podawania się na tacy ,,samotni"Ludzie chętnie biorą,z czasem przyzwyczajają się do brania tak bardzo że traktują to jako coś należnego im,oczywistego
Pomoc ? tak,ale w granicach rozsądku i nie z powodu tego że nie masz rodziny.
Rodzicom należy się wsparcie od wszystkich dzieci,nie od samotnego.
Zrób coś dla siebie ,zajmij się czymś,realizuj się .Będziesz mogła powiedzieć,,nie mogę być na twoje/wasze skinienie ,też mam życie ,dzisiaj robię coś dla siebie....Masz do tego prawo tak jak reszta.I tak jak reszta masz prawo brać skoro dajesz.

Tak, od dłuższego czasu robie dużo rzeczy tylko dla siebie, realizuje sie jak mówisz, biorę od siebie.
Chciałabym tylko być zdrowa.

660

Odp: Wasza wartosc
Renata01 napisał/a:

Dzisiaj jako skutek mojego myślenia mam dużo pieniędzy, żyje mi się dobrze i wygodnie, a Ty dalej uważaj że to jest bla bla bla, a ja pojadę do SPA.

Nie mówiłam akurat o pieniądzach, ale przyznaję, ze one zaraz po zdrowiu sa najważniejsze.
Do SPA może się tez kiedys wybiorę, czemu nie.

661

Odp: Wasza wartosc

Z tą wewnętrzną wartością to chyba nie bardzo łapię o co Ci chodzi ale mam mocne przekonanie, że warto trochę pożyć na tym świecie smile i to siedzi we mnie tak jakoś immanentnie. Zastanowiło mnie jakby to było gdybym nie miała dzieci, gdybym nie miała pewności co do swojej niezależności i poczucia bezpieczeństwa - to jakby to było ? Czy faktycznie wypracowane albo hm... 'posiadane' dobra to to co stanowi o mojej wartości ? Czy też zdolność do ich wypracowania ? Od razu czuję wewnętrzny sprzeciw.

662

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
Renata01 napisał/a:

Dla mnie wartościowe jest to, że:
- lubię się uczyć, po to, żeby żyło mi się lepiej,
- jestem systematyczna,
- mam pomysły,
- nie boję się nowych doświadczeń.
Wartość, czyli to co dany człowiek uznaje za cenne. Ja myślę, ż wartość jest własnością człowieka, to jest to co on wypracował, np. własne zdolności w jakiejś dziedzinie, własne umiejętności, własne cechy osobowościowe- wszystko w wyniku nauki, pracy i doświadczeń.
Dla jednego wartością jest uśmiechnięte i zadowolone dziecko np. po wspólnej zabawie , a dla drugiego nauczenie się obcego języka - bo to wszystko są umiejętności, zdolności osiągnięte w wyniku pracy, czyli myślenia, w tych przypadkach: np. jaką wspólną zabawę wymyśleć, żebyśmy razem mieli przyjemność i osiągnąć wynik w postaci uśmiechniętego i zadowolonego dziecka, albo w jaki sposób uczyć się języka obcego, żeby go biegle opanować.

Niezupełnie o to mi chodziło, ale to co wymieniłaś to tez swego rodzaju wartości, przy czym jak pisze, dla jednego wartością miże być wykształcenie dla innego rodzina, a jeszcze dla innego rozwój osobisty i kazdy będzie miał rację.

Zgadza się każdy będzie miał rację. Ja nie  zamierzam nikogo do niczego przekonywać, z nikim walczyć, a ni też nie zamierzam  pisać zgodnie  z oczekiwaniami. Wybór należy do człowieka : co jest dla niego wartościowe.

663

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
Renata01 napisał/a:

Dzisiaj jako skutek mojego myślenia mam dużo pieniędzy, żyje mi się dobrze i wygodnie, a Ty dalej uważaj że to jest bla bla bla, a ja pojadę do SPA.

Nie mówiłam akurat o pieniądzach, ale przyznaję, ze one zaraz po zdrowiu sa najważniejsze.
Do SPA może się tez kiedys wybiorę, czemu nie.

Tobie zależy na walce i na tym, żeby Cię przekonywać, a jednocześnie lekceważysz doświadczenia i wybory innych ludzi.
Ja skorzystałam z tego, co ludzie napisali, sam też napisałam o sobie.
Nauczyłam się, doświadczyłam. Doszłam do wniosku, że nie stać mnie na to, żeby tracić czas na walkę i przekonywanie innych. Zostawiam Was z tą dyskusją i idę dalej myśleć, co zrobić, żeby żyło mi się jeszcze lepiej i wygodnie z pieniędzmi.

664

Odp: Wasza wartosc
random.further napisał/a:

Z tą wewnętrzną wartością to chyba nie bardzo łapię o co Ci chodzi ale mam mocne przekonanie, że warto trochę pożyć na tym świecie smile i to siedzi we mnie tak jakoś immanentnie. Zastanowiło mnie jakby to było gdybym nie miała dzieci, gdybym nie miała pewności co do swojej niezależności i poczucia bezpieczeństwa - to jakby to było ? Czy faktycznie wypracowane albo hm... 'posiadane' dobra to to co stanowi o mojej wartości ? Czy też zdolność do ich wypracowania ? Od razu czuję wewnętrzny sprzeciw.

Może byłabys wtedy inna i miała inne przekonania bez dzieci, rodziny i wsparcia? Tego sie już nie dowiesz. Może nic by sie nie zmieniło, nadal czułabyś się wartosciowa, miała poczucie bezpieczeństwa i niezależności nawet jesli nagle zostałabyś sama (dzieci wyjezdzaja, zakładaja swoje rodziny, mąż bierze rozwód, albo ogólnie nigdy dzieci nie mieliście - teraz to takie gdybanie).
Może jest troche tego i tego, troche z wewnątrz a trochę z zewnątrz wbrew popularnej obecnie teorii, która mówi, że szczescie, samozadowolenie, wartościowośc powinno pochodzic z wętrza a nie otoczenia.
Przeczyłyby temu posty tych wszystkich szczesliwych mężatek, które odkryły zdrady, czy ogólnie małżeństwa im sie posypały, a one nagle odkryły, że sa załamane, nieszczęśliwe, samotne i ocierają sie o depresje. Jasne, że dochodzi tu też tęsknota za dobrymi latami razem, ale czesto czytajac te watki mam wrażenie, że w małżeństwie/związku kobiety te były szczesliwe, spełnione, zadowolone, czuły się bezpiecznie, wartościowe i pozytywnie nastawione do życia. Znika partnet - znika to wszystko. Dlatego cos nie do końca wierze, że trzeba byc szczesliwym samym ze sobą a potem szcześliwym z kimś. To mi sie tu kłóci. Bo inaczej te porzucone kobiety przeżywałyby jedynie rozstanie, utrate bliskiej osoby, a nie traciły nagle poczucia własnej wartości, wpadały  z tego powodu w depresje, uważały się gorsze od kochanek, mniej inteligentne, mniej ładne i tak dalej. Może to jest właściwe zachowanie.

665

Odp: Wasza wartosc

rossanka

,,wbrew popularnej obecnie teorii, która mówi, że szczescie, samozadowolenie, wartościowośc powinno pochodzic z wętrza a nie otoczenia.
Przeczyłyby temu posty tych wszystkich szczesliwych mężatek, które odkryły zdrady, czy ogólnie małżeństwa im sie posypały, a one nagle odkryły, że sa załamane, nieszczęśliwe, samotne i ocierają sie o depresje. Jasne, że dochodzi tu też tęsknota za dobrymi latami razem, ale czesto czytajac te watki mam wrażenie, że w małżeństwie/związku kobiety te były szczesliwe, spełnione, zadowolone, czuły się bezpiecznie, wartościowe i pozytywnie nastawione do życia. Znika partnet - znika to wszystko. Dlatego cos nie do końca wierze, że trzeba byc szczesliwym samym ze sobą a potem szcześliwym z kimś. To mi sie tu kłóci..."

ale tu się właśnie nic nie kłóci
Kobieta która ma kawałek swojego szczęśiwego świata + jest szczęsliwa w związku gdy się przejedzie na partnerze nadal ma ..kawałek swojego świata".wypada z niego tylko jeden element który ją zawiódł.
Kobieta która jest szczęśliwa w związku i z tego jedynie czerpie energię w momencie przejechania się na partnerze tą energię traci a CAŁY świat rozpada się na kawałki na bardzo długo Nie zostaje nic.Czyli czerpała siłę,radość od innych,sama jej nie tworzyła dla siebie tylko dla innych.Wyłącznie

to zresztą dotyczy także mężczyzn rezygnujących w całości ze swojego świata wchodząc w związek

666

Odp: Wasza wartosc

Wrzosiec - czyli żadna kobieta tego nie ma a związek wpływa na jej samopoczucie i wartość, świadczą o rym wpisy na forum, gdy po rozwodzie zawala się cały świat.  Nie znam sytuacji, gdy po rozstaniu kobieta czy mezczyzna cierpi jedynie z powodu utraty drugiej osoby. Z tego co czytam wali się wtedy cały świat, ludzie nie mogą jeść, spać, pracować, czasem okazuje się, że znajomi topnieją, bo byli wspólni z małżonkiem. Wakacje stają pod znakiem zapytania, bo mieli jechać razem. Święta stają się tragedia. Częste są też obawy, że "nie ułożę sobie już życia po rozwodzie" "już nigdy nikogo nie poznam"-a to świadczy o tym, że chyba to poczucie wartości I poczucie zadowolenia nie wychodzi z wewnątrz. I to jest normalny stan, bo za wyjątkiem osób, które wyszły z przemocowych relacji, albo z takich, w których od dawna nie chciały być, ludzie reagują wlasnie tak, że wali im się cały świat i nagle okazuje się, że sami ze  sobą właściwie nie mają co robić.
Piszę na podstawie forów i obserwacji rozpadów par na żywo.

667

Odp: Wasza wartosc

rossanka, ale chyba czym innym jest sytuacja, kiedy ktos traci kogos, kogo kochał, albo przynajmniej był z nim jakoś związany wspolnym zyciem, a stan, kiedy uzalezniasz swoje szczescie od, ogolnie, bycia w związku. Stan opuszczenia przez partnera, czy partnerkę na pewno moze wpływac na samopoczucie, czy poczucie wlasnej wartosci, ale wtedy ich samopoczucie jest adekwatne do sytuacji, i u normalnej osoby mija po jakimś czasie (żaloba), po prostu ludzie, ktorzy maja miłosc w sobie, do siebie, szybciej sie podnoszą po rozstaniu. Poza tym wiedzą tez, ze nic nie jest dane raz na zawsze, związek też.

btw, bardzo uogolniasz, mierzysz wszystkich swoją miarą, tak zauważam.

668

Odp: Wasza wartosc
Alika_ napisał/a:

btw, bardzo uogolniasz, mierzysz wszystkich swoją miarą, tak zauważam.

A kto tu na forum nie mierzy wszystkich swoją miarą, możesz podać chociaz jeden nick?

669

Odp: Wasza wartosc
Alika_ napisał/a:

rossanka, ale chyba czym innym jest sytuacja, kiedy ktos traci kogos, kogo kochał, albo przynajmniej był z nim jakoś związany wspolnym zyciem, a stan, kiedy uzalezniasz swoje szczescie od, ogolnie, bycia w związku. Stan opuszczenia przez partnera, czy partnerkę na pewno moze wpływac na samopoczucie, czy poczucie wlasnej wartosci, ale wtedy ich samopoczucie jest adekwatne do sytuacji, i u normalnej osoby mija po jakimś czasie (żaloba), po prostu ludzie, ktorzy maja miłosc w sobie, do siebie, szybciej sie podnoszą po rozstaniu. Poza tym wiedzą tez, ze nic nie jest dane raz na .

Wiedziałam, że ktoś napisze coś takiego.
Co przeczy całej teorii:D gdy partner to tylko pewien wycinek życia, a jak odchodzi to kobieta ma oparcie w pracy, hobby, przyjaciołach, rodzinie, swoich aktywnisciach-tylko czy przeczytałaś chociaż jeden taki wątek? Bo ja przez 10lat bytności tutaj nie.
W rozstaniu rozsypuje się wszystko i nie pomaga praca, dzieci, kolejne hobby, koleżanki czy wycieczki.

Ta teoria po prostu nie działa w rzeczywistości, poczytaj historie ludzi.
Może jest po prostu błędna, co pokaże się za ileś lat. Tak jak kiedyś uważano, że lanie dzieci to metoda wychowawcza, teraz jest to zabronione.

670

Odp: Wasza wartosc

rossanka, a ty wiedzę o zyciu czerpiesz tylko z forumowych historii??
Zresztą, nawet gdyby opierac sie tylko na forum, to tu tez mozna znaleźć kilka -roznych- historii, gdzie ktos całkiem dobrze sobie poradził z rozstaniem, i przeciwnie, latami zyje dawnym związkiem. Tylko wiele wątkow, jak zauwazylam, jest nie dokonczonych, bo autorzy stracili zainteresowanie forumemxD (Zreszta kazda opowieść jest troche inna. Wszystko tak naprawde zalezy od czlowieka, jak sobie radzi z roznymi sytuacjami, i jaki jest.)

671

Odp: Wasza wartosc
Alika_ napisał/a:

rossanka, a ty wiedzę o zyciu czerpiesz tylko z forumowych historii??
Zresztą, nawet gdyby opierac sie tylko na forum, to tu tez mozna znaleźć kilka -roznych- historii, gdzie ktos całkiem dobrze sobie poradził z rozstaniem, i przeciwnie, latami zyje dawnym związkiem. Tylko wiele wątkow, jak zauwazylam, jest nie dokonczonych, bo autorzy stracili zainteresowanie forumemxD (Zreszta kazda opowieść jest troche inna. Wszystko tak naprawde zalezy od czlowieka, jak sobie radzi z roznymi sytuacjami, i jaki jest.)

Na żywo znam. Koleżanki rozpaczają po stracie związków (chyba, że któraś sama odeszła, bo się męczyła, albo poznała innego). A jak już rozpacz mija to szukają sobie drugiego, bo jak mówią chcą sobie ułożyć jeszcze życie z kimś.

Dokładnie, wiele wątków jest niedokończonych i nie eiadomo jak się potoczyły historie.

Co do siebie dodam, że u mnie po rozstaniu wpadłam w duże załamanie, nie pomogła mi wtedy ani praca, ani hobby, ani sport , czy spotkania ze znajomymi, bo i tak skończyłam na lekach antydepresyjnych. Czas mi dopiero pomógł.
Także tak to wygląda.

672

Odp: Wasza wartosc

Rossanka, "dziarmolisz," czyli gadasz bzdury. ja jestem przykładem, że można się doskonale pozbierać po rozstaniu i sobie chwalić nawet to rozstanie, i czerpać przyjemność z życia solo. Bardzo dramatycznie przeżyłam rozstanie, byłam 6 razy w szpitalu z tego powodu, razem leczenie szpitalne zabrało mi z pół roku, ale obecnie jestem w remisji i nawet cieszę się, że przyszło mi chorować na to, na co choruję. Na początku owszem - całkowite rozbicie i utrata wartości, świat się zatrzymał, ale w perspektywie ponad dekady solo widzę, jak świetnie sobie poradziłam, ile siły swojej zbudowałam, ile rzeczy osiągnęłam, jaki poziom wiedzy i samoświadomości osiągnęłam,  jestem pewna swojej wartości i nie wezmę byle kogo, byle mieć tylko dlatego, że zostałam zdradzona i porzucona, zachorowałam ciężko na dyskryminującą chorobę (mam taką diagnozę, że nerwica brzmi dystygonwanie), samotnie wychowuję dzieci, nie jestem dziewicą i dawno wybiła mi czterdziestka. Ja nie mam ochoty zaniżać kryteriów, byle tylko kogokolwiek mieć, nie chcę godzić się na bylejakość, miałam kilka ofert związków z różnymi panami, ale do tej pory nie skorzystałam, bo nie spełniali moich wymagań, nie zaiskrzyło po prostu.

673

Odp: Wasza wartosc
Symbi napisał/a:

Rossanka, "dziarmolisz," czyli gadasz bzdury. ja jestem przykładem, że można się doskonale pozbierać po rozstaniu i sobie chwalić nawet to rozstanie, i czerpać przyjemność z życia solo. Bardzo dramatycznie przeżyłam rozstanie, byłam 6 razy w szpitalu z tego powodu, razem leczenie szpitalne zabrało mi z pół roku, ale obecnie jestem w remisji i nawet cieszę się, że przyszło mi chorować na to, na co choruję. Na początku owszem - całkowite rozbicie i utrata wartości, świat się zatrzymał, ale w perspektywie ponad dekady solo widzę, jak świetnie sobie poradziłam, ile siły swojej zbudowałam, ile rzeczy osiągnęłam, jaki poziom wiedzy i samoświadomości osiągnęłam,  jestem pewna swojej wartości i nie wezmę byle kogo, byle mieć tylko dlatego, że zostałam zdradzona i porzucona, zachorowałam ciężko na dyskryminującą chorobę (mam taką diagnozę, że nerwica brzmi dystygonwanie), samotnie wychowuję dzieci, nie jestem dziewicą i dawno wybiła mi czterdziestka. Ja nie mam ochoty zaniżać kryteriów, byle tylko kogokolwiek mieć, nie chcę godzić się na bylejakość, miałam kilka ofert związków z różnymi panami, ale do tej pory nie skorzystałam, bo nie spełniali moich wymagań, nie zaiskrzyło po prostu.

właśnie napisałam dokładnie to samo.
Przecie z piszesz, że sama przeżyłaś to dramatyczznie, byłaś prze to w szpitalu, swiat si e zatrzymał, byłas rozbita. Tak ludzie przeżywają rozpady związków (chyba, że bys sama chciała odejść bo nie wiem, odkochałabś sie, poznała innego i tak dalej - to wiadomo, że byś nie cierpiała). Odchorowałaś to, minął czas - i o tym właśnie piszę. To sa normalne reakcje. A nie, że komuś partner odchodzi, a ktoś przyjmuje to z lekkim smuteczkiem, bo to był tylko skrawek jego życia, a ma jeszcze dużo takich skrawków, bo i koleżanki i hobby i prace, swoje zainteresowania, kursy, szkolenia, spotkania z rodziną, więc rozstanie niespecjalnie go rusza.
Musisz odchorowac i musi minąć czas, choćbyś miała super pracę, koleżanki, rodzinę, zainteresowania, hobby i świadomośc siebie.

674 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2022-10-04 11:51:08)

Odp: Wasza wartosc

Nie, ross, nie piszesz o tym samym. Ty piszesz o robieniu dramatu z tego, że ktoś nie ma partnera w życiu, nie może go sobie znaleźć a użytkowniczki powyżej o stracie partnera.

675

Odp: Wasza wartosc
KoralinaJones napisał/a:

Nie, ross, nie piszesz o tym samym. Ty piszesz o robieniu dramatu z tego, że ktoś nie ma partnera w życiu, nie może go sobie znaleźć a użytkowniczki powyżej o stracie partnera.

Wiem o czym pisze,  po utracie partnerów chcą jeszcze "ułożyć sobie życie" z komś i rozpaczają, ze nie mogą nikogo poznać albo, ze nie chcą być same. (chyba, że to jakieś 80letnie emerytki, to one może i juz nie maja siły do poznawania kogoś).
Na forum (znowu podaje forum jako najbliższy przykład - jest ileś takich historii. Ze strony mężczyzn z resztą też.

Tylko u mnie tak to sie wybija, bo ja tu na forum głównie o tym pisze.

676 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2022-10-04 11:59:54)

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:

Nie, ross, nie piszesz o tym samym. Ty piszesz o robieniu dramatu z tego, że ktoś nie ma partnera w życiu, nie może go sobie znaleźć a użytkowniczki powyżej o stracie partnera.

Wiem o czym pisze,  po utracie partnerów chcą jeszcze "ułożyć sobie życie" z komś i rozpaczają, ze nie mogą nikogo poznać albo, ze nie chcą być same. (chyba, że to jakieś 80letnie emerytki, to one może i juz nie maja siły do poznawania kogoś).
Na forum (znowu podaje forum jako najbliższy przykład - jest ileś takich historii. Ze strony mężczyzn z resztą też.

Tylko u mnie tak to sie wybija, bo ja tu na forum głównie o tym pisze.

Nie przeczę przecież, że są ludzie którzy potrzebują do życia drugiej osoby jak tlenu do oddychania. W źródła tego pragnienia nie wnikam.

677

Odp: Wasza wartosc

Ja Ci Rossanko piszę, że gdy życie dało mi cytryny, ja z nich zrobiłam lemoniadę, a ty zafiksowałaś się na wybranym przez ciebie smutnym etapie mojego życia. Przecież napisałam dalej, że jestem obecnie solo i bardzo szczęśliwa, wyniosłam same korzyści z rozstania, którego przecież kiedyś nie chciałam;  uważam się za wartościową na wielu polach osobę. nawet napisałam to co zarzucałaś innym w innych wątkach, że jakby mieli propozycję związku, to by z niej skorzystali - napisałam wyraźnie, że ja miałam takowe i nie skorzystałam. I nie tylko czas ma z tym coś wspólnego (jego upływ), a ciężka praca nad sobą, którą wykonałam, którą porównałabym do tworzenia pracy co najmniej licencjackiej.

678 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-10-04 13:32:33)

Odp: Wasza wartosc

Należy zacząć od tego, że poczucie własnej wartości rzeczywiście powinno w pierwszej kolejności pochodzić z wewnątrz. Dlaczego? Bo jeśli partner dostrzeże, że jest dla kogoś tym całeym światem, to najprawdopodobniej wykorzysta to dla swoich własnych korzyści. Wyczuje słabe strony drugiej osoby, stopniowo ją od siebie uzależniając.

Twierdszenie, żę nie da się otrząsnąć z krzywdy i poradzić sobie ze zdradą czy rozstaniem jest zwyczajnym nonsensem i głupotą. O ile na początku jest rzeczywiście trudno, to potem przeciez ludzie kolejny raz wchodzą w związki, zakochują się i tworzą pary. Więc co: jeśli ktoś się rozstał to skazany jest już na wieczne cierpienie? To się kupy nie trzyma. Wiadomo, że strata i krzywda boli, ciężko się zatem skupić na czymś innym, ale z czasem człowiek się niejako odradza, bo musi. Wszędzie naokoło mamy tego przykłady. Ludzie siłą rzeczy ponownie zaczynają normalnie funckonować. Zaprzeczanie temu jest zakłamywaniem rzeczywistości.

Należy poza tym rozróznić potrzebę posiadania partnera, przy prowadzeniu zwyczajnego, satysfakcjonującego życia od niezmiennego głodu drugiej osoby w swoim życiu, co jest właściwie jedynym celem a inne okoliczności czy zdarzenia przestają się w ogóle liczyć. To widać na przykładzie osób, które nie są w stanie być same nawet przez krótki okres swojego życia, choćby te kilka miesięcy, bo właśnie potrzebują tego partnera niemal jak tlenu.

679

Odp: Wasza wartosc
Symbi napisał/a:

Ja Ci Rossanko piszę, że gdy życie dało mi cytryny, ja z nich zrobiłam lemoniadę, a ty zafiksowałaś się na wybranym przez ciebie smutnym etapie mojego życia. Przecież napisałam dalej, że jestem obecnie solo i bardzo szczęśliwa, wyniosłam same korzyści z rozstania, którego przecież kiedyś nie chciałam;  uważam się za wartościową na wielu polach osobę. nawet napisałam to co zarzucałaś innym w innych wątkach, że jakby mieli propozycję związku, to by z niej skorzystali - napisałam wyraźnie, że ja miałam takowe i nie skorzystałam. I nie tylko czas ma z tym coś wspólnego (jego upływ), a ciężka praca nad sobą, którą wykonałam, którą porównałabym do tworzenia pracy co najmniej licencjackiej.

Z ciekawości, dlaczego nie weszłaś w te związki? Jakieś kłótni były, nieporozumienia czy zbyt duża odległość jeśli to internetowy związek?

680

Odp: Wasza wartosc

Ross, sorry, ale jesteś zupełnie odklejona jakaś.

To chyba oczywiste, że jak rozpada się związek- nieważne z jakiego powodu- to czlowiek to przezywa, czasem dosyć dramatycznie. Ja jestem po rozwodzie i po ciężkim rozstaniu z wieloletnim partnerem. Co dziwne, jakoś żyję, mam się dobrze i nawet gdy jeszcze byłam singielką to nie siedziałam rycząc w pokoju z czarnymi zaslonami. Niektóre rzeczy były dla mnie zaskakujące, bo nagle się okazało, że uwielbiam dyskutować o polityce, która dla byłego chłopaka była nudna, czy, że chciałam wrócić do gry na fortepianie, czego mój mąż nie trawił.

I nie, nawet po rozwodzie, moją pierwsza myślą nie bylo, że MUSZĘ znaleźć następnego partnera. Przyznam, chodziłam na luźne randki, ale nie traktowalam ich rozmowy kwalifikacyjne na stanowisko o nazwie "partner zyciowy". Pewnie właśnie dlatego poznałam Miśka, bo myśmy się normalnie kolegowali i łączyly nas pasje i zainteresowania.

681

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:

]
Z ciekawości, dlaczego nie weszłaś w te związki? Jakieś kłótni były, nieporozumienia czy zbyt duża odległość jeśli to internetowy związek?

Nic z tych rzeczy. Wszyscy z tej samej okolicy, z prawem jazdy i samochodami, raz kawaler bezdzietny, inny chciał mi chałupę remontować, ostatni nawet chciał sie żenić. Nie spełniali moich wymagań, pare spotkań, żadne związki.

682

Odp: Wasza wartosc
Symbi napisał/a:
rossanka napisał/a:

]
Z ciekawości, dlaczego nie weszłaś w te związki? Jakieś kłótni były, nieporozumienia czy zbyt duża odległość jeśli to internetowy związek?

Nic z tych rzeczy. Wszyscy z tej samej okolicy, z prawem jazdy i samochodami, raz kawaler bezdzietny, inny chciał mi chałupę remontować, ostatni nawet chciał sie żenić. Nie spełniali moich wymagań, pare spotkań, żadne związki.

Aaa to tak się nie liczy. Myślałam, że była wielka miłość , fajny facet, dobrze sie dogadywaliscie, podobał się Tobie Ty jemu, lubili siebie, był dobry seks ale nie chciałaś być w związku, bo wolałabyś być sama.
Jeśli zaś nie spełniali Twoich iczekiwan i to było parę spotkan-to żadna rezygnacja ze  związku.
Nie pisz na forum, że nie spełniali Twoich wymagań, bo usłyszysz, że masz za wysokie i zostaniesz sama sad
Chyba rozumiem skąd wokoło tyle nieudanych związków. Ludzie siedzą że sobą, choć nie chcą, ale wola to aby nie być samemu , tak to wygląda.

683

Odp: Wasza wartosc

Jakbym miała seks, to bym Ci wtedy napisala, że mam za soba kilka związków, a nie, że nie weszłam w związki. Ktos wprost otwarcie i wyraźnie proponuje związek (mówi wyraxnie i tymi słowami: może będziemy razem?) i chce miec dziecko z tobą, to chyba jest to jakaś propozycja. prawda?
resztę wypowiedzi zbojkotowałaś, żeby wyszło na Twoje. Naprawde jesteś nieuleczalna i odklejona.

684

Odp: Wasza wartosc
Symbi napisał/a:

Jakbym miała seks, to bym Ci wtedy napisala, że mam za soba kilka związków, a nie, że nie weszłam w związki. Ktos wprost otwarcie i wyraźnie proponuje związek (mówi wyraxnie i tymi słowami: może będziemy razem?) i chce miec dziecko z tobą, to chyba jest to jakaś propozycja. prawda?
resztę wypowiedzi zbojkotowałaś, żeby wyszło na Twoje. Naprawde jesteś nieuleczalna i odklejona.

Bo to nie były związki.
I jak jest seks, to nie znaczy od razu, że to jest związek.
Jak ktoś otwarcie proponuję związek i chcesz być z nim ale wybierasz życie solo-to znaczy, że nie zdecydowałaś się na związek.
Jeśli druga osoba nie pasuje Ci jako partner, nawet jak chce się żenić i mieć dzieci, jeśli nie postrzegasz Go w taki sposób jak partnera, to nie ma mowy o rezygnacji że związku, bo nigdy nie miałaś takiej ochoty, rozumiesz? Więc z niczego nie zrezygniwalas.

685

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:
Symbi napisał/a:
rossanka napisał/a:

]
Z ciekawości, dlaczego nie weszłaś w te związki? Jakieś kłótni były, nieporozumienia czy zbyt duża odległość jeśli to internetowy związek?

Nic z tych rzeczy. Wszyscy z tej samej okolicy, z prawem jazdy i samochodami, raz kawaler bezdzietny, inny chciał mi chałupę remontować, ostatni nawet chciał sie żenić. Nie spełniali moich wymagań, pare spotkań, żadne związki.

Aaa to tak się nie liczy. Myślałam, że była wielka miłość , fajny facet, dobrze sie dogadywaliscie, podobał się Tobie Ty jemu, lubili siebie, był dobry seks ale nie chciałaś być w związku, bo wolałabyś być sama.
Jeśli zaś nie spełniali Twoich iczekiwan i to było parę spotkan-to żadna rezygnacja ze  związku.
Nie pisz na forum, że nie spełniali Twoich wymagań, bo usłyszysz, że masz za wysokie i zostaniesz sama sad
Chyba rozumiem skąd wokoło tyle nieudanych związków. Ludzie siedzą że sobą, choć nie chcą, ale wola to aby nie być samemu , tak to wygląda.

Jakby była wielka miłość i wszystkie wymagania spełnione to dlaczego miałaby rezygnować z związku z danym facetem? Z tych powodów ludzie wchodzą w związki, wiesz?

Chyba, że się jest desperatem i łapie pierwszego lepszego który się napatoczy, aby tylko nie być samej.

686

Odp: Wasza wartosc
M!ri napisał/a:
rossanka napisał/a:
Symbi napisał/a:

Nic z tych rzeczy. Wszyscy z tej samej okolicy, z prawem jazdy i samochodami, raz kawaler bezdzietny, inny chciał mi chałupę remontować, ostatni nawet chciał sie żenić. Nie spełniali moich wymagań, pare spotkań, żadne związki.

Aaa to tak się nie liczy. Myślałam, że była wielka miłość , fajny facet, dobrze sie dogadywaliscie, podobał się Tobie Ty jemu, lubili siebie, był dobry seks ale nie chciałaś być w związku, bo wolałabyś być sama.
Jeśli zaś nie spełniali Twoich iczekiwan i to było parę spotkan-to żadna rezygnacja ze  związku.
Nie pisz na forum, że nie spełniali Twoich wymagań, bo usłyszysz, że masz za wysokie i zostaniesz sama sad
Chyba rozumiem skąd wokoło tyle nieudanych związków. Ludzie siedzą że sobą, choć nie chcą, ale wola to aby nie być samemu , tak to wygląda.

Jakby była wielka miłość i wszystkie wymagania spełnione to dlaczego miałaby rezygnować z związku z danym facetem? Z tych powodów ludzie wchodzą w związki, wiesz?

Chyba, że się jest desperatem i łapie pierwszego lepszego który się napatoczy, aby tylko nie być samej.

A ja to o czym niby pisze?
O tym samym.
Nie zrezygnowała z tych związków bo nie chciałabyc  w tych związkach, to nie miała z czego rezygnować.

Jakby chciała być z jakimś facetem ale zrezygnowała z tego (z powodu znanego sobie), to by można było mówić o rezygnacji z bycia w związku. I wyborze życia solo.
A tu nie było żadnego wyboru. Jaki mógłby być wybór między bycia singlem a życiem z kimś z kim nigdy nie chciało się i nie chce być w związku?

Co do drugiej części odpowiedzi, to samo pisałam wielokrotnie, to zarzucano mi, że wybrzydzam.

687

Odp: Wasza wartosc

Przypominam Rossanko, że zapytałaś o WEJŚCIE w związek. a nie o rezygnację z BYCIA w ISTNIEJĄCYM związku. Bardzo trollujesz i manipulujesz słowami. Wciąż bojkotujesz te wypowiedzi, w których jest napisane, że ktoś jest zadowolony z bycia solo, niewazne, czy to stała droga, czy etap w życiu.

688

Odp: Wasza wartosc
Symbi napisał/a:

Przypominam Rossanko, że zapytałaś o WEJŚCIE w związek. a nie o rezygnację z BYCIA w ISTNIEJĄCYM związku. Bardzo trollujesz i manipulujesz słowami. Wciąż bojkotujesz te wypowiedzi, w których jest napisane, że ktoś jest zadowolony z bycia solo, niewazne, czy to stała droga, czy etap w życiu.

Cały czas o tym pisze.
A rezygnacja z wejścia w związek z osobą, z którą nie chce się być w związku to dla mnie żadna rezygnacja.
To tak jak ktoś, kto nigdy nie chciał mieć dzieci powie, że rezygnuje z bycia rodzicem. Niby na to samo wychodzi , a kontekst inny.

689

Odp: Wasza wartosc

Dobry temat.

Ja w swoich 20tych latach czulem, ze mam wysoka wartosc bo bylem najambitniejsza osoba w kazdym pomieszczeniu.
Jak nie pracowalem to sie ciagle czegos uczylem. Po roku pracy w IT zostalem liderem programistow z 5-7 latami doswiadczenia.
Zarabialem wiecej niz wszyscy moi rowiesnicy, mialem wzorowy LinkedIn, kobiete modelke i mase motywacyjnego syfu nawkladanego do glowy.

Dzisiaj nie mysle wcale o swojej wartosci. Przestalem o to dbac bo zrozumialem, ze to wiezienie.
Czuje sie bardziej spelniony niz kiedykolwiek.
Nie mysle juz o swoich celach,
Nie rozposcieram fantazji o tym kim jestem lub kim zostane.

Zwyczajnie patrze wewnatrz i dookola i zajmuje sie rozwiazaniem realnych problemow.
Po raz pierwszy w historii ludzkosci stoimy przed sytuacja gdzie wszystko wskazuje ze za 50 lat nie bedzie zorganizowanego zycia na ziemi.
Stoimy w obliczu wojny nuklearnej i zmian klimatycznych.
Spoleczenstwa tak bardzo sie zradykalizowaly i podzielily, ze nikt nie probuje juz ze soba nawiazac dialogu.
Ci nieliczni, ktorzy probuja nie potrafia bo z uwagi na ilosc zastraszenia i indoktrynacji glupoty w szkolach, kosciolach, w mediach i na arenie politycznej nie potrafimy prowadzic debat.

Zycie poza swoja glowa jest tak bogate i ciekawe, ze koncentracja na wlasnej pozycji wzgledem innych jest chodzeniem w za ciasnych butach.
Podazanie za swoimi wlasnymi celami w karierze i pozycji spolecznej w oderwaniu od realnych problemow to zamykanie sie we wlasnej glowie tak samo jak torturuje sie wiezniow zamykajac ich w izolatce.
Nic dziwnego, ze ludzie sie pozniej radykalizuja i wariuja.

690 Ostatnio edytowany przez DotykDuszy (2022-10-04 20:59:53)

Odp: Wasza wartosc

Niektórzy niestety stają się chodzącymi, oddychającymi CYBORGAMi - robotami…
Rywalizują kto lepszy, są skupieni tak naprawdę tylko na sobie, żeby im było dobrze, a innych, innych potrzeby, uczucia mają gdzieś, traktują ludzi przedmiotowo, nie chce im się rozumieć ludzi,
mają to gdzieś, ważne żeby mi było dobrze…
Empatia, „Człowieczeństwo” zanika…

- STRASZNY EGOIZM/myślenie tak naprawdę o sobie, a innych potrzeby mnie nie obchodzą, inni są mi potrzebni tylko żebym mógł spełniać swoje cele, a nie jako - Żywy Człowiek(który posiada uczucia)
- BRAK EMPATII/Niezdolność - ułomność w rozumieniu uczuć innych ludzi
- WYRACHOWANIE/fałszywość ludzka, bycie miłym żeby tylko osiągnąć swój określony cel - korzyści, kontakt z ludźmi z tymi z których są korzysci, posuwanie się do niby pozornie „małych” kłamstw dla swoich korzyści
- TRAKTOWANIE INNEGO CZŁOWIEKA POWIERZCHOWNIE - jak rzecz…jak mi się przyda to Ok, jak nie to niech spada.

Czy jest coś co to zjawisko powstrzyma?
Niektórzy odsuwają się od ludzi…
Zamykają się sami w domu,
ze zwierzętami, unikają ludzi?
i dlaczego?
Niby chcą innego człowieka, a jednak się boją,
Tacy sami, a ściana między nami…
Nie jest to bez powodu, zawsze coś za tym stoi.
Czy niektórzy odnajdują się w tym schemacie?
Jakim człowiekiem jestem?

691

Odp: Wasza wartosc
DotykDuszy napisał/a:

Czy jest coś co to zjawisko powstrzyma?

Obalenie kapitalizmu (rzadow przez totalitarne, miedzynarodowe korporacje), ktorego ideologia zaklada, ze droga do szczescia jest wyscig szczurow / rywalizacja / walka z wszystkimi dookola.

692

Odp: Wasza wartosc
rossanka napisał/a:

Chyba rozumiem skąd wokoło tyle nieudanych związków. Ludzie siedzą że sobą, choć nie chcą, ale wola to aby nie być samemu , tak to wygląda.

  Widzisz to, co chcesz widzieć.

693

Odp: Wasza wartosc
DotykDuszy napisał/a:

Niektórzy niestety stają się chodzącymi, oddychającymi CYBORGAMi - robotami…
Rywalizują kto lepszy, są skupieni tak naprawdę tylko na sobie, żeby im było dobrze, a innych, innych potrzeby, uczucia mają gdzieś, traktują ludzi przedmiotowo, nie chce im się rozumieć ludzi,
mają to gdzieś, ważne żeby mi było dobrze…
Empatia, „Człowieczeństwo” zanika…

Straszne widzięc swiat z takiej perspektywy, współczuję.

694

Odp: Wasza wartosc
Alika_ napisał/a:
DotykDuszy napisał/a:

Niektórzy niestety stają się chodzącymi, oddychającymi CYBORGAMi - robotami…
Rywalizują kto lepszy, są skupieni tak naprawdę tylko na sobie, żeby im było dobrze, a innych, innych potrzeby, uczucia mają gdzieś, traktują ludzi przedmiotowo, nie chce im się rozumieć ludzi,
mają to gdzieś, ważne żeby mi było dobrze…
Empatia, „Człowieczeństwo” zanika…

Straszne widzięc swiat z takiej perspektywy, współczuję.

No potrzeba odwagi i inteligencji aby patrzyc na swiat takim jakim jest jednoczesnie pozostajac optymista.
Tego Ci zycze Alika_ smile

695

Odp: Wasza wartosc
JohnyBravo777 napisał/a:

No potrzeba odwagi i inteligencji aby patrzyc na swiat takim jakim jest jednoczesnie pozostajac optymista.
Tego Ci zycze Alika_ smile

No dziękuję, i wzajemnie.

696

Odp: Wasza wartosc
Alika_ napisał/a:
rossanka napisał/a:

Chyba rozumiem skąd wokoło tyle nieudanych związków. Ludzie siedzą że sobą, choć nie chcą, ale wola to aby nie być samemu , tak to wygląda.

  Widzisz to, co chcesz widzieć.

Proszę Cię.

697

Odp: Wasza wartosc
Alika_ napisał/a:
DotykDuszy napisał/a:

Niektórzy niestety stają się chodzącymi, oddychającymi CYBORGAMi - robotami…
Rywalizują kto lepszy, są skupieni tak naprawdę tylko na sobie, żeby im było dobrze, a innych, innych potrzeby, uczucia mają gdzieś, traktują ludzi przedmiotowo, nie chce im się rozumieć ludzi,
mają to gdzieś, ważne żeby mi było dobrze…
Empatia, „Człowieczeństwo” zanika…

Straszne widzięc swiat z takiej perspektywy, współczuję.

Niektórzy sami siebie oszukują,
twierdząc że tacy ludzie nie istnieją,
No Ok,
Albo chcą usprawiedliwiać swoje złe cechy?
Bo ich dotyczą?

Posty [ 651 do 697 z 697 ]

Strony Poprzednia 1 … 9 10 11

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wasza wartosc

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026