noben napisał/a:No to chyba pora zrewidować swoja dotychczasowa politykę psychiczna, bo formowe głaskanie po główce, dawanie sobie czasu itp. duperele oraz mądrości kouczow z youtuba dały efekt...taki sobie, najogólniej rzecz biorąc.
Ja wiem, ze wygodnie się urządziłaś w gniazdku biednej ofiary, ale sama widzisz, ze jak nie ruszysz dupy, to za rok dalej będziesz tu gdzie byłaś i jesteś.
I to nie jest złośliwość ani brak empatii -o co już parokrotnie mnie oskarżałaś - to jest konstruktywne, a nie 'wygodne' podejście do tematu.
Im szybciej zaczniesz wymagać od samej siebie i skończysz się użalać, tym prędzej z tego wyjdziesz.
Proste. Nie łatwe, ale proste.
Przez takie bzdury nie mam ochoty pisać tutaj czasami.
"Rusz dupę"... "wygodnie się urządziłaś w gniazdku biednej ofiary"... "skończ się użalać...wymagaj" ...i oczywiście to nie jest złośliwość, brak empatii...tylko konstruktywne... Sama w to wierzysz noben? Widzę, że wiesz więcej i lepiej niż nie jeden psycholog i psychiatra...
Takie teksty nie pomagają, zwłaszcza napisane w taki sposób. Jestem już dwa lata "po" a jest czasami różnie. Ja sięgnęłam po leki po pięciu miesiącach, bo chciałam być ta silna, że dam radę sama. A te pierwsze tygodnie to był koszmar, dostałam nerwicy żołądka, nie spałam prawie wcale, czasami udało mi się przysnąć na chwilę, byłam jak zombie, nie jadłam...mało co mi przechodziło przez gardło i ani smaku ani głodu, pociłam się jak mysz...nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. Przeszłam dwie ogromne traumy w ciągu kilku miesięcy. No ale przecież powinnam wykopać męża, uśmiechnąć się i lecieć na ploty z psiapsiółką tryskając radością według niektórych...Ehh
Biorę leki do dziś, małą dawkę, ale biorę. Próbowałam odstawić, ale nie udało się, nic na siłę. Spróbuję wiosną, teraz nie jest dobry moment. Jestem po terapii, a w zasadzie dwóch terapiach, wizytach u dwóch psychiatrów, bo kiedy nie mogłam sobie poradzić - szukałam pomocy. Nikt z nich, ani psychiatra ani psycholog czy terapeuta nie mówił mi, że się mam wziąć w garść i przestać użalać, nikt nie popędzał do bycia poza tym wszystkim. Wręcz przeciwnie, słyszałam, że świetnie sobie radzę jak na to co przeszłam, że każdy ma swoje tempo, że trzeba dać sobie czas, pozwolić na bycia słabą i na te gorsze momenty, że nie muszę być cały czas silna, że tych emocji, które mam nie mogę wcisnąć w siebie, zakopać głęboko, mam je przeżyć i poczuć. Ile czasu na to potrzebuję to zależy ode mnie, od moich przeżyć i sytuacji emocjonalnej z całego życia, ale też od okoliczności, sytuacji wokół mnie obecnie.
Jestem osobą silną, za taką się uważam i za taką mają mnie osoby bliskie. Jestem bardzo energiczna i wszędzie mnie pełno, ale też jestem mocno wrażliwa. Tak samo jak mogę być silna, tak samo mam prawo do bycia kruchą i słabą jeśli przyjdzie taki moment. Ania też ma prawo poczuć się gorzej, szukać pomocy i ma prawo przeżywać swoje emocje czy słabości kiedy potrzebuję. Nikt z nas nie chodzi ze zwieszoną miną 24 godziny na dobę. Nikt z nas nie cierpi 7 dni w tygodniu. To są momenty, flashbacki i żal, który ma prawo się pojawić. Są też momenty radości, spontaniczności i uśmiechu i jest ich dużo więcej.
Noben a Ty dajesz sobie prawo do bycia słabą, kruchą ? Przecież życie choćby idealne ma takie momenty. No chyba, że nie dopuszczamy do siebie wszystkich emocji i nie pozwalamy sobie na uczucia związane ze smutkiem. Tylko czy to prawdziwe życie?