netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

563 odpowiedzi78 422 wyświetleniazałożony przez anna.zakochana, 16.03.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 564 ]

391

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

tak, ja wiem że nie chodzi o mnie - chodzi o dziecko i o niego wink albo o niego i dziecko. i dlatego ja nie chcę z nim spędzać czasu.

392

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
WindyBoy napisał/a:

Ania, może tak na to nie patrzysz, ale jego zainteresowanie spędzaniem czasu z dzieckiem NIE wiąże się ze spędzaniem czasu z Tobą. Ok, jak mu nowy związek z dziunią nie wyjdzie to będzie chciał wrócić, ale czy na pewno chciałabyś być kołem zapasowym, rezerwą - do kolejnego razu?
A jeśli dwoje dorosłych ludzi, niezależnie od popełnionych względem siebie świństw potrafi być na tyle dorosłych, żeby dziecko miało dostępnych oboje rodziców, to jest to duży plus. Tu na forum i w życiu znam przynajmniej kilka sytuacji, gdzie dzieci mocno tracą przez wojnę rodziców (nawet, jeśli osoby zdradzone są gotowe podejść do sprawy po ludzku - to jednak odrębny temat) i kilka, gdzie rodzice się dogadują i dzieciom to służy. A sytuacja Twoja, moja, paru innych osób z forum to naprawdę nic w porównaniu do przyczyn niektórych rozwodów z tej drugiej opcji. Warto oddzielić (choć to trudne) kwestie "Was" jako byłych partnerów i "Was" jako rodziców.
Gdzieś tu Ulle napisała, że np. za bardzo odpuszczałem jż zamiast ją mocniej docisnąć. Może ma rację, ale koniec końców dogadujemy się w kwestii opieki tak jak chciałem (naprzemiennie), nie ma między nami wojny (to może być akurat stan tymczasowy, bo nie mogę doprosić się o podpis na porozumieniu ws. opieki, które chcę dołączyć do pozwu) i ja to doceniam. Jasne, jakby przegięła to musiałbym grać ostrzej, ale przy rozważaniu różnych decyzji zawsze biorę pod uwagę, jaki wpływ na dzieci będą one miały - nawet chowając ego do kieszeni. U mnie minęło już prawie 9 miesięcy - nawet jak jż mnie czasem wkurza swoimi zachowaniami, to jest to jej życie, nie "nasze".

Ja mam pozew rozwodowy złożony bez podpisu szanownej jż pod planem wychowawczym dzieci, bo też mi cyrk w tym temacie zrobiła. Zasadniczo nie jest to mocny błąd, kwestia sędziego.

Generalnie nastaw się Aniu, że w przypadku zawirowań uczuciowych, zapewne będzie się przymilał. To chyba... kolejna część schematu. Zmienić trzeba podejście dot. tych osób, jako biologicznych rodziców - tylko i wyłącznie. Bo mimo wszystko, przy takich ich... obojętnościach, nie da się odbudować związku, to już nigdy nie byłoby to samo. Dorośli ludzie, a sami nie wiedzą... o co im chodzi.
Niestety dużym minusem jest fakt, że nam się wówczas... robi zamęt i wielką pustkę w głowie, ale jak wspomniałem, tym to się on najmniej przejmują...

393

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Ania, super sobie radzisz kochana! Ale właśnie dobrze Ci tu piszą - nie ma co nadinterpretowac jego zainteresowania i jakichś gestów. Mój mąż przedstawił już niunie całej rodzinie więc raczej myśli o niej poważnie. A mimo to potrafi mi jeszcze wbijać szpileczki i np wytykać facetów (których obecnie nie mam, to jest czasem komiczne) albo próbować mnie "włączyć" jakimiś tekstami o niej i czekać na moją reakcję. Ale ja wiem, że to jakieś jego ego zagrywki w głowie nie mające nic wspólnego ze mną.
Doszłam do etapu, gdzie podziękowałam wszechświatowi już że usunął go z mojego życia. Dzięki temu mogę to życie jakoś świadomie przeżyć na swoich zasadach a nie w jakiejś iluzji gdzie myślałam że obok mam miłość życia. Też dojdziesz do tego etapu, fajny jest:)

394

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

A tylko nadmienię, że moja jż spotyka się z kimś, raczej już tego nie kryje nawet, bo jeździ jego samochodem przykładowo. Nie przeszkadza jej to np. pytać się mnie i to podniesionym głosem, czy ja się z kimś spotykam, bo dlaczego mi się np. spieszy z rozwodem.
No kabaret... sam też pomału dziękuję, że samej jej się zachciało z mojego życia usunąć. Bo życie w tej iluzji... to byłaby dopiero porażka.

Wzbudzanie jakichkolwiek emocji w nas, to chyba ich cel i dodatkowa pożywka, bo inaczej tego zrozumieć jakoś nie mogę.

395 Ostatnio edytowany przez Morfeusz1 (2022-05-23 16:02:18)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

pjack
,, dlaczego mi się np. spieszy z rozwodem."

Ja od swojej słyszę to samo idiotyczne pytanie, no i dostałem łaskawie przyzwolenie że nie broni mi spotykać się z kim chcę. smile

396 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-05-23 16:41:30)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Weźcie pod uwagę w takich sytuacjach gdzie są wspólne dzieci i nikt nie znika nie odchodzi nagle w siną dal
to  mają znaczenie różne aspekty przyzwyczajeń,przywiązania,uzależnienia emocjonalnego u osób ,które zdradziły miały romans,nico inaczej i co innego próbują pokazać na zewnątrz,ale są czasem bardziej zaborcze i zazdrosne uzależnione emocjonalnie niż osoby które zostały zdradzone, też jesteście ,ich własnością w swoisty pokrętny sposób,one ,projektują co wam wolno, a co nie pozwalają nie pozwalają ,to wszystko próba kontroli do czasu rozstania a i potem też miewa miejsce,jednym z elementów dlaczego romanse się ukrywa jest poczucie posiadania zdradzonego partnera na własność, oczywiście w różnym stopniu i natężeniu ale moim zdaniem jest coś takiego,no i jak ma się romans to obsesyjnie kontroluje się najbliższe otoczenie na różne sposoby,łatwo to zacząć robić ,trudno przestać nawet po kilku miesiącach,to jest skrzętnie skrywane przed wami,ponieważ uzależnienie od was mocno irytuje i wkurza.To jeden z powodów trzymania romansu w tajemnicy jest lub bywa trzymać formalnego partnera partnerkę w rezerwie jako zaplecze dostarczyciela i dawcę czegoś jakichś emocji,które z kolei są rozładowywane po części romansem.Romans to co najmniej trzy osoby na ogół powiązane ze sobą i uwikłane emocjami różnymi całą gamą oraz przez jakiś czas to silne i mocne.To co wam pokazują to jest niekoniecznie to co o was myślą i czują.Lepiej się też czują czasami litując się nad wami z łaski.
Romans prawie niemożliwym jest oddzielić od małżeństwa idealnie bez żadnych konsekwencji to złudzenie ułuda z początkowego okresu raczej życzenie ,tak żeby jedna relacja nie wpływała na drugą to mocno absorbujące i męczące działania nie znikają od razu
a na pewno nie znikają jeżeli się mieszka ze sobą musi potrwać zanim obie strony odparują i odetną się od siebie,nie zawsze obie strony to robię czasem jedna nie odpuszcza i niekoniecznie jest to osoba zdradzona
to taka kula u nogi na własne życzenie ale na dłuższą metę nie chciana a mimowolna i odruchowa

397 Ostatnio edytowany przez PainIsFinite (2022-05-23 16:45:17)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
Morfeusz1 napisał/a:

pjack
,, dlaczego mi się np. spieszy z rozwodem."
Ja od swojej słyszę to samo idiotyczne pytanie, no i dostałem łaskawie przyzwolenie że nie broni mi spotykać się z kim chcę. smile

Dobra Pani:D

pjack napisał/a:

A tylko nadmienię, że moja jż spotyka się z kimś, raczej już tego nie kryje nawet, bo jeździ jego samochodem przykładowo. Nie przeszkadza jej to np. pytać się mnie i to podniesionym głosem, czy ja się z kimś spotykam, bo dlaczego mi się np. spieszy z rozwodem.
No kabaret... sam też pomału dziękuję, że samej jej się zachciało z mojego życia usunąć. Bo życie w tej iluzji... to byłaby dopiero porażka.

Wzbudzanie jakichkolwiek emocji w nas, to chyba ich cel i dodatkowa pożywka, bo inaczej tego zrozumieć jakoś nie mogę.

Przeczytałam kiedyś coś takiego, że osoby z rysem narcystycznym celują w wywołanie emocji w swojej ofierze - nieważne czy pozytywnej czy negatywnej - bo to jest nadal UWAGA skierowana na nich. To zapełnia im te dziurę która w sobie noszą - uwagi, zauważenia ich, władzy nad czyimiś emocjami
Dlatego zaleca się stosowanie metody grey rock czyli totalnego ignorowania ich. I z doświadczenia mówię - mojego męża nic bardziej nie wqrwia niż to, że mam wywalone na to co mówi i jak nie daję się włączać. Dwa dni temu odbierając dzieci ode mnie coś mi mówił że ona przylatuje i jedzie z nimi na uroczystość rodzinną i patrzył na mnie, czekając na reakcję. A ja powiedziałam "ok" i wzruszyłam ramionami, po czym zaczęłam coś do dzieciaków mówić. Daję słowo, mam wrażenie, że się lekko zirytował. Więc to nie chodzi o nas, o uczucia do nas, nigdy nie chodziło. Oni czują się ważni jak ktoś nimi się interesuje, okazuje uwagę. Dlatego grey rock działa pięknie:)

398

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

dostaliśmy obuchem w twarz.

od dwóch tygodni jestem z córeczką z powrotem w szpitalu. jechaliśmy na badania, na dwie doby. ja pewna że będzie OK, bo jakbyście ją zobaczyli to najweselsze i najbardziej energiczne dziecko na świecie. ale badania tak wyszły, że dziecko wylądowało na stole operacyjnym.. może nie w trybie ratowania życia, ale jednak. mamy dodatkowe diagnozy, leczenie zmienione o 180 stopni. lekarz w szoku. ja też, On też.

no ale wątek o rozstaniu. i właśnie jak tu się rozstawać i isć dalej ze swoim życiem? jak dostaliśmy wyniki to pół dnia przesiedzieliśmy wtuleni w siebie. na drugi dzień już wyczułam dystans, ale chyba nie chodziło o mnie a po prostu on kminił sam w głowie co i jak bo był super zamyślony i nieobecny. i sama się wycofałam, z drugiej strony - a tu mi przywiózł ulubione ciastko, tu jak wychodził ze szpitala wysłał mi zdjęcie tęczy. sporo drobnych gestów. raz napisał żebyśmy spały spokojnie - no kurde nie musiał, córce tego nie przekażę przecież bo ma rok. nie wiem w co wierzyć. z jednej strony czuję się teraz zaopiekowana przez niego, ale też czuję dystans emocjonalny, nie mam do jego uczuć dostępu.

wiecie, można powiedzieć że robi to dla mnie jako matki dziecka i pewnie tak jest, tylko to są rzeczy które sprawiają że nie jestem w stanie psychicznie się odciąć. jest u nas codziennie, wziął urlop. czuję ogromny bezsens naszego rozstania, bo wspieramy się teraz mocno jako rodzicie, dzielimy opieką, ale też jemy razem obiady i sporo czasu spędzamy razem na oddziale. i w związku z poszerzoną diagnozą, czeka nas aktualnie cięższe parę miesięcy niż myśleliśmy. być może jeszcze będą hospitalizacje, a na pewno będzie dużo jeżdżenia na badania i konsultacje. nie wyobrażam sobie żebyśmy w takiej sytuacji mogli w ogóle wiązać się z kimś innym. nie mam pojęcia czy on się dalej spotyka z dziunią, nie wiem co ktoś może mieć w ogóle w głowie samemu będąc signlem i  chcąc wiązać się z gościem kilkanaście lat starszym który ma dziecko w takiej sytuacji i który będzie spędzał dużo czasu z ex z którą nie pozamykał spraw.

jedna rzecz jest jeszcze "śmieszna". cale 10 lat mówimy do siebie w specyficzny, zdrobniały sposób. może nie jest to misiu i żabciu, ale nie mówimy normalnie po imieniu, od razu wiadomo że ludzie zwracający się do siebie w ten sposób łączy coś więcej. no i my cały czas tak do siebie mówimy.. i o ile przez pierwsze 2 miesiące po rozstaniu to w ogóle unikaliśmy mówienia tak żeby musieć się zwrócić po imieniu normalnie (tak jak po ślubie ludzie unikają zwracania się do teściowej żeby nie powiedzieć 'mamo' wink ), to to mineło i on się do mnie zwraca w ten sposób tak samo często jak ja do niego. chyba jesteśmy dziwni. uzależnieni?

gdyby nie to, że wiem jak on potrafi udawać, jak sobie przypominam jak mnie całował w czółko a potem jechał do niej a ja sobie robiłam nadzieje to bym powiedziała, że się teraz zbliżyliśmy. ale chyba sama w to nie wierzę. pierwsze kilka dni było dla mnie ku***sko ciężkich, płakałam w poduszkę codziennie. już wychodziłyśmy na prostą! mam przyjaciół któzy oferują pomoc, on pomaga codziennie, fizycznie nie jestem sama, ale czułam się bardzo samotna. teraz już powoli staję na nogi, ale na pewno zrobilam przez to wszystko krok w tył. ale jeden dzień mam myśli że my musimy być razem bo jak w takiej sytuacji nie być, na drugi dzień myślę że za dużo krzywdy mi zrobił żebym mogła mu zaufać.

nic nie robię, ale po prostu czuję ogromną niesprawiedliwość. jestem też super niewyspana co wpływa bardzo na moje myśli, ale jak córka wieczorem idzie spac to ja siadam do komputera, bo dopiero niedawno zaczęłam pracować i naprawdę chcę pracować. w złych chwilach mówię sobie że skupiam się na dwóch rzeczach właśnie: na córce i na pracy. ale gdzieś te myśli o nim krążą. ale jak mają nie krążyć jak spędzamy parę godzin dziennie razem..

piękny weekend, korzystajcie smile

399

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Ania, nie bierzesz jednej rzeczy pod uwagę. On ma na bank ku***sko duże poczucie winy. Mój ex do dziś ma i widzę jak rekompensuje dzieciom co zrobił. Akurat tego jestem pewna. Żaden człowiek nie chce o sobie myśleć że jest zły więc musi sobie racjonalizować pewne swoje czyny. Stąd przerzucanie winy. A Twój narzeczony jak teraz dostał możliwość rehabilitacji swojej osoby w oczach swoich i Twoich - to z tego korzysta. I dobrze. Bo potrzebujesz teraz takiego wsparcia. Gorzej jakby się wypiął.
Proszę Cię tylko o jedno. Nie przypisuj temu czegoś więcej niż jest. On wybrał inna kobietę. Nie porzucił dziecka ale wybrał inna kobietę a nie Ciebie. Oddziel to w głowie. Nie myśl że to coś więcej. On jest tam dla dziecka i dla swojego odkupienia bo ma poczucie winy. Ale nawet jakby wrócił do Ciebie to dziś możemy się założyć że i tak byś nie udźwignęła tego. Wiem bo jesteś niezależna i pewna siebie, znasz swoją wartość i na dłuższą metę to by Cię zjadło jak już emocje opadną.

400 Ostatnio edytowany przez 123Sprawdzam (2022-06-05 20:58:13)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
PainIsFinite napisał/a:

Wiem bo jesteś niezależna i pewna siebie, znasz swoją wartość i na dłuższą metę to by Cię zjadło jak już emocje opadną.

Jak bardzo trafiłaś w sedno Pain, bardzo trudno to wszystko o czym piszesz, schować w tą przysłowiową kieszeń i zacząć żyć na ten "nowy rachunek". Niszczy to strasznie. Niby relację można odbudować na nowo, może być ona nawet bardzo dobra między wami, sex może być nawet super, ale tej emocjonalnej bliskości już nie tak za bardzo, ciągle będzie coś kuleć. Dużo wody w Wiśle będzie musiało upłynąć, mnóstwo dobrego będzie musiało się wydarzyć, żeby przykryć to zło, które się wydarzyło. Druga strona musi być w pełni świadoma tego, że już nigdy nie będzie tak jak było kiedyś. Że to wszystko jest teraz o wiele bardziej delikatne i kruche. Trudne to strasznie, ale nie nie możliwe.

No nic, może za 5 lat będzie Nam dane napisać, że się udało, że jest super, że wszystko wróciło ... A co będzie to czas pokaże.

401

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Tak. I to przy założeniu, że on by się mega starał i okazywał skruchę, chciał ją odzyskać. A tu już poszło przerzucanie winy wcześniej czyli słynne devalue.

402 Ostatnio edytowany przez 123Sprawdzam (2022-06-05 22:48:24)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Rozważ wszystko uważnie i bardzo wnikliwie, wszystkie za i przeciw, daj sobie na to czas, żeby ta "główna nagroda", o którą podejmiesz decyzję żeby walczyć, na końcu Twojej drogi, nie okazała się zwykłą ... "nagrodą pocieszenia".

403

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
PainIsFinite napisał/a:

Ania, nie bierzesz jednej rzeczy pod uwagę. On ma na bank ku***sko duże poczucie winy. Mój ex do dziś ma i widzę jak rekompensuje dzieciom co zrobił. Akurat tego jestem pewna. Żaden człowiek nie chce o sobie myśleć że jest zły więc musi sobie racjonalizować pewne swoje czyny. Stąd przerzucanie winy.

Ma poczucie winy albo nie ma. Np. moja jż takiego poczucia nie ma. Odnoszę wrażenie, że raczej wkurza ją, że się pozbierałem. Na miejscu autorki nastawiałbym się na to, że zostawienie jej dla dziuni nie oznacza zostawienia córeczki. I bardzo dobrze - tak samo dla dziecka jak i obojga rodziców - jej dobro powinno być najważniejsze dla obojga.
A że różne myśli się po głowie kołaczą... też tak miałem, analizowałem wypowiedzi, zachowania itd., a to jednak rozgrzebywanie bolesnej rany. On równie dobrze może potem lecieć do dziuni, a wśród rodziny/znajomych będzie opowiadał z czasem "no rozstaliśmy się, ale dogadujemy się dobrze i jest ok" - a wtedy też łatwiej ukryć winę.

404

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Jak bardzo ulotnym i plastycznym zjawiskiem jest poczucie winy, to świetnie obrazuje ten wątek.
Autorka pisząc pierwszy post też miała poczucie winy, wręcz przeświadczenie, że to ona doprowadziła do zakończenia związku. Wystarczyły dwa tygodnie i kilka wpisów obcych, anonimowych osób, by doszła do równie silnego przeświadczenia, że jest Bogu ducha winną ofiarą.

A może by tak nie wydurniać się w robienie wirtualno-zaocznej psychoanalizy facetowi i uznać, że po prostu jest przyzwoitym człowiekiem i zachowuje się tak, jak powinien, a z Autorką rozstał się, bo nie chciał z nią być?
Tak po prostu.

405

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

W przypadku zdrady człowiek jest w takim stanie, że nie patrzy racjonalnie na świat (zdradzający często zresztą też). Been there. Dlatego kwestia poczucia winy zmienia się w czasie. Dużo lepiej dla własnego zdrowia psychicznego rozdzielić temat związkowy od tematu rodzicielskiego. I co wyjdzie w pierwszym z nich, to wyjdzie.
A jeśli szanownemu zachce się wrócić do niej (bo np. dziunia jednak nie będzie w dłuższej perspektywie taka, jak mu się wydawało), a Ania będzie widziała w tym szansę, to będzie do jej decyzja i jej ryzyko (moim skromnym zdaniem - olbrzymie ryzyko powtórki).

406

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
WindyBoy napisał/a:

A jeśli szanownemu zachce się wrócić do niej (bo np. dziunia jednak nie będzie w dłuższej perspektywie taka, jak mu się wydawało), a Ania będzie widziała w tym szansę, to będzie do jej decyzja i jej ryzyko (moim skromnym zdaniem - olbrzymie ryzyko powtórki).

Pojadę tu patetycznie i ogólnikowo. smile Kobieca miłość wiruje, nawet tytuł kultowego filmu o tym mówi. smile Ona jeszcze wiruje wokół tego nieszczęśnika i nie ma znaczenia jakim on tam jest głąbem. Prawo wirowania działa. Wirowanie słabnie, tak jak słabnie w końcu trąba powietrzna, bo zaczyna brakować paliwa. Ale wystarczy, że czy to na wywiadówce córki, czy to w pracy pyknie i zostanie znaleziony nowy obiekt wirowania, tak tamten pójdzie na boczny tor zobojętnienia.

407 Ostatnio edytowany przez polis (2022-06-06 10:34:41)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
noben napisał/a:

A może by tak nie wydurniać się w robienie wirtualno-zaocznej psychoanalizy facetowi i uznać, że po prostu jest przyzwoitym człowiekiem i zachowuje się tak, jak powinien, a z Autorką rozstał się, bo nie chciał z nią być?
Tak po prostu.

Przyzwoity facet z kręgosłupem moralnym by nie zdradził i w takich okolicznościach nie obwiniałby partnerki winą za rozstanie.

408 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-06-06 15:09:16)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
123Sprawdzam napisał/a:

Rozważ wszystko uważnie i bardzo wnikliwie, wszystkie za i przeciw, daj sobie na to czas, żeby ta "główna nagroda", o którą podejmiesz decyzję żeby walczyć, na końcu Twojej drogi, nie okazała się zwykłą ... "nagrodą pocieszenia".

póki co nawet nie rozważam, bo..

PainIsFinite napisał/a:

Tak. I to przy założeniu, że on by się mega starał i okazywał skruchę, chciał ją odzyskać. A tu już poszło przerzucanie winy wcześniej czyli słynne devalue.

właśnie nie wierzę w taki scenariusz że on by się na tyle starał. a jednak już aż tak zdesperowana nie jestem żeby ot tak rzucić się na szyję.
ale nagroda pocieszenia to coś co mi siądzie teraz w mózgu, bardzo ta metafora do mnie przemawia..

Pain, dzięki, jak zwykle Twoje posty stawiają do pionu smile

polis napisał/a:
noben napisał/a:

A może by tak nie wydurniać się w robienie wirtualno-zaocznej psychoanalizy facetowi i uznać, że po prostu jest przyzwoitym człowiekiem i zachowuje się tak, jak powinien, a z Autorką rozstał się, bo nie chciał z nią być?
Tak po prostu.

Przyzwoity facet z kręgosłupem moralnym by nie zdradził i w takich okolicznościach nie obwiniałby partnerki winą za rozstanie.

plus całe zachowanie PO, kłamanie, całowanie w czółko, itd. owszem, ogólnie uważam że jest dobrym człowiekiem i że generalnie to zanim zdradził mnie, zdradził siebie i mu z tym źle.
niemniej, noben, ja mam wrażenie że Ty wybiórczo czytasz moje posty bo w żadnym się nie wycofałam z mojej części winy za kryzys w związku. czuję się w wielu aspektach winna i z tego powodu właśnie byłabym w stanie wybaczyć. plus pracuję nad kwestiami które chcę zmienić. no a druga sprawa to to o czym wspomniał Windy. już nie patrzę przez różwe okulary na ex, widzę wiele błędów również po jego stronie.

@Legat, bardzo trafne to co napisałaś wink szkoda tylko że do wywiadówek jeszcze parę lat, a ja pracuję zdalnie tongue

409

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

nie wiem czy ktoś to czyta ale chcę kontynuować - dla siebie bo mam tu pamiętnik i mogę wrócić do swoich uczuć i emocji, jak i dla "potomnych" - bo byłam super wdzieczna za wątki które nie urywały się nagle.

niecałe pół roku - tyle zajęło mi sięgnięcie dna albo dojście do ściany, zwał jak zwał.
przez ostatnie dwa miesiące sporo się wydarzyło, wylądowaliśy znowu w szpitalu, znowu na 2 tygodnie. przed tym wydarzeniem ja sobie wkręciłam że się do siebie zbliżamy i że on na pewno już z nią wychładza znajomość. to zasługa tej pierwszej wizyty w szpitalu. ubzdurałam sobie, że przecież w tak kryzysowej sytuacji nikt nie mógłby utrzymywać romansów! my na pewno do siebie wracamy! terapeutka moja była przerażona w pewnym momencie, bo do mnie nic nie docieralo. ja ogólnie jestem osobą bardzo nastawioną na cel, co w pracy pomaga ale w takiej sytuacji ja nie widziałam nic tylko jego i rodzinę którą musimy odbudować. i wstyd się przyznać, ale trochę wokół niego skałam. teraz jak o tym myślę to mi naprawdę z tym źle, ale nie biczuję się bo sytuacja kryzysowa i człowieka ciągnie do tego co zna. w każdym razie ta druga wizyta w szpitalu. tam kryzys za kryzysem w leczeniu. sam fakt że wylądawaliśmy był zaskoczeniem znowu, ale córeczka jeden zabieg, później musiała mieć drugi, człowiek na rzęsach chodzi bo warunki do spania średnie, no nic fajnego. On - był codziennie po 9-10h. pracował po nocach żebym ja mogła na 3-4h wyrwać się w ciągu dnia i albo popracować albo najwzyczajniej w świecie się przespać. spędziliśmy razem prakycznie te 2 tygodnie, bardzo miło zresztą. codziennie razem śniadania, obiadki razem, niestety widzę jak pozytywnie to wpływało też na dziecko. normalnie bajka, gdyby nie szpital.

po 2 tygodniach wracamy do domu, byłam wyczerapana. nie czułam tego wcześniej ale jak przekroczyłam próg mieszkania, cała adrenalina ze mnie zeszła, rozpłakałam się. ze zmęczenia, z emocji, z tego rollercostera. było mi w tym momencie wszystko jedno. pytam go czy my nie musimy porozmawiać bo nie rozumiem tej naszej sytuacji. "no pewnie kiedyś musimy". pytam czy w takim razie mogę ja mu powiedzieć co myślę i czuję - "*tu zdrobniale o mnie* dzisiaj jestem zmęczony".
i uciekł.
i to był moment kiedy we mnie wszystko pękło. to był moment kiedy doszło do mnie co on mi robi. to był moment w którym w końcu poczułam swoją krzywdę. do tej pory, zapatrzona w cel, w niego, jechałam na automacie.
w kńcu NAPRAWDĘ zrozumiałam, że zostawił mnie samą z małym dzieckiem! nieważne czy dla dziuni czy nie, nie dał rady udżwignąć bycia głową rodziny.
oczywiście godzinę po ucieczce pisał mi czy coś pomóc, siamto, tamto, może do diecka przyjść żebym odpoczęła, itd. w dupę, nie tego potrzebuję! napisałam, że potrzebuję być 3 dnia sama. i naprawdę tak czułam. że nie chcę go oglądać, nie dam rady żyć z takim push and pull. odciełąm się. 3 dni ryczałam, po czym wstałam. najpierw we wkurzu totalnym, teraz już czuję smutek, ale jestem pewna tego co robię i tego że w końcu chcę się odciąć.

oczywiście nie przyszedł porozmawiać. ja poszłąm do niego bo nie lubię spraw niezamkniętych. powiedziałam mu że mam dosyć jego uciekania, że nie chcę tak życ. że rozumiem że musiał poczuć ogormne emocje wobec tamtej dziewczyny skoro byl w stanie zdradzić własne wartości, ale zrobił rzecz bardzo złą i że zachowuje się egoistycznie cały ten rok. że nie uważam że jest złym człowiekiem przy tym tylko jego zachowania są nieakceptowalne. i że emocjonalnie we mnie pękło. że chcę w tym miesiącu wszystkie formalności zamknąć oficjalnie. poprosiłam go o przjerzenie czy ma coś mi jescze do przekazania w kwestii rozliczeń, ja podliczę koszty dziecka i ustalimy oficjalnie alimenty. i żebyśmy przepisali oboje mieszkanie na córkę. i znowu - zrobiłam to super spokojnie i będąc tego pewna.

i odcięłam się, emocjonalnie przede wszystkim. piszę do niego tylko jak NAPRAWDĘ muszę. w tym momencie nie wyobrażam sobie z nim być. gdzieś na dnie jest takie malutkie ziarenko szansy dla niego, ziarenko które teraz opiera się tylko i wyłącznie na pragmatyczności i dobru, NIE "wróćmy do siebie", bardziej  "nie wiem ale porozmawiajmy" ale nie wiem czym on musiałby je podlewać żeby coś z tego urosło. bo ja jstem juz pewna, że nie zrobię w jego kirtunku żadnego kroku. za dużo mnie to kosztuje później.  rozmowa z nim też mi uświadomiła, że on jest w tym miejscu w którym był pół roku temu - oskarża mnie o zdradę. zapytałam go czy wg niego jak w związku dzieje się źle to znaczy że jest OK zdradzić. usłyszałam najpierw że zrobiłąm to i to i pewne zchowania "nigdy" mu się we mnie nie podobały. mówię OK, przyjmuję,jeśli tak jest to faktycznie nie mamy o czym rozmawiać. ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie. to odpowiedział "ale to nieważne czy ja uważam czy coś jest ok czy nie". i że jeśli tak dalej myśli to znaczy że romans kwitnie.

smutno mi że to tak się skończyło. codziennie mam po kilka-kilkanaście szpilek na zasadzie "tu byliśmy", "tam przeżyliśmy", sporo dobrych wspomnień mi wraca. ale muszę iść do przodu. staram się praktykować wdzięczność. mam za co być wdzięczna.
zobaczymy co przyniesie życie.
pozdrawiam wszystkich czytających smile

410

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Anno, bardzo dobry krok te rozwiązania prawno-finansowe. I Ty jesteś na dobrej drodze. Pewnie wiesz, że jest 5 etapów żałoby: szok, zaprzeczenie, targowanie się, depresja i akceptacja. Wychodząc do eks z wnioskami o ustalenie alimentów i niejako podział majątku poprzez darowanie mieszkania wspólnemu dziecku przeszłaś do ostatniego etapu żałoby. Oczywiście, jak pewnie wiesz, one mogą mieszać się ze sobą, występować w różnej kolejności, wracać. Ale domknięcie spraw finansowych na pewno będzie sprzyjało domknięciu ranu w sercu. Zobaczysz, jeszcze wiele pięknych dni przed Tobą, nie możesz jeszcze mówić, że życie zamknęło się przed Tobą, wszystko mija, ból - znaczy tak długo, a takie krótkie to słowo - ale mija.

411

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Czytam Aniu, czytam smile
Nawet wczoraj myślałam co u Ciebie.
Trudno Ci się odciąć, bo nie dostajesz konkretnych odpowiedzi na konkretne pytania. Ty byś chciała wiedzieć na czym stoisz tu decyzji z jego strony brak. Zastanów się jaki on ma cel żeby Cię zwodzić? Co zyskuje na takim  zawieszeniu sprawy? Może analiza pod tym kątem pomoże Ci zrozumieć jego zachowanie.
Niepewność sytuacji to jedno z najtrudniejszych położeń w życiu. Nie wiesz co Cię czeka, na co możesz liczyć, jaki krok wykonać żeby być w zgodzie z ustaleniami. Dlatego Twój stan emocjonalny nie może być dobry, bo nie masz poczucia bezpieczeństwa i stabilności.
Może Ty sama powinnaś narzucić ramy tej relacji i tego się trzymać. On wcale nie chce się deklarować, bo potem musiałby się trzymać ustaleń. A tak ma wolną rękę - nie chce to nie przyjdzie i wszystko jest w porządku, chce to przyjdzie i jest witany jak król. Po co mu to zmieniać?

412

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Cześć Anna,
Ja też czytam Twój wątek. Dobrze, że piszesz. I dobrze, że córeczka już w domu.
Też uważam, że jasne określenie alimentów i czasu kiedy ojciec będzie zajmował się małą to słuszny ruch. I niech pozabiera swoje rzeczy .
Tak to niestety jest, że łapiemy się wszelkich cieplejszych gestów czy słów bo po prostu tego chcemy. A dla drugiej strony to tylko gesty i nic za nimi się nie kryje.
Niestety, musisz liczyć się z tym, że tych górek i dołków wiele jeszcze przed Tobą. Ja osobiście mam nadzieję i wierzę w to, że górki będą utrzymywały się dłużej a dołki nie będą już tak głębokie.
Przytulam wirtualnie i siły Ci życzę smile

413

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Podsumowując: na zachodzie bez zmian... O ile po pierwszych dwóch miesiącach można było zrozumieć twoje wahania i pokladanie nadziei w jego "gestach", które chyba tylko Ty interpretowalas jako chec naprawy, tak dzisiaj już ciężko pojąć dlaczego sama nie chcesz tego uciąć. Kolejna, która pod przykrywką "dobra dziecka" ugnie kark i będzie się ponizac, byleby facet wrócił?

414

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
BEKAśmiechu napisał/a:

Podsumowując: na zachodzie bez zmian... O ile po pierwszych dwóch miesiącach można było zrozumieć twoje wahania i pokladanie nadziei w jego "gestach", które chyba tylko Ty interpretowalas jako chec naprawy, tak dzisiaj już ciężko pojąć dlaczego sama nie chcesz tego uciąć. Kolejna, która pod przykrywką "dobra dziecka" ugnie kark i będzie się ponizac, byleby facet wrócił?

O to, to. To jest ciągle faza "zaprzeczenie" i oprócz upływu czasu nic się nie zmienia.

415 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-08-08 22:20:32)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

yyy ja napisałam że się odcinam i przestałam się uganiać to skąd Wy macie te wnioski? big_smile przeczytaliście całość czy tylko tak ło, począteczek bo się nie chce? może trochę rozwlekle piszę, ale to specjalnie, bo chciałam ująć emocje które mi towrarzyszyły ten czas. to głównie dla mnie żebym mogła wejść za pół roku i zobaczyć postępy. smile

@Agnes, @Symbi, @Nadzieja wielkie dzięki, ściskam Was i dziękuje za wsparcie które tu dostałam - od wszystkich.
tak, jescze droga daleka i wiem że będzie raz w górę raz w dół, ale czuję że mam za sobą kolejny kamień milowy, bo do tej pory cały czas go postrzegaam jako osobę bliską, a ten dzień i ta ucieczka która przelała czarę sprawił że pcozułam że jest dla mnie obcy. i że ja się nie liczę totalnie a to wszystko wokół to tylko ma zagłuszyć jego wyrzuty sumienia. czuję że nie zasługuje by wiedzieć jak ja się naprawdę czuję, co robię, itd co też sprawia że mi łatwiej się odciąć bo przyszło w końcu naturalnie.

416 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2022-08-09 08:49:06)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
anna.zakochana napisał/a:

yyy ja napisałam że się odcinam i przestałam się uganiać to skąd Wy macie te wnioski?
big_smile przeczytaliście całość czy tylko tak ło, począteczek bo się nie chce?

Przeczytaly(smy) całość, wnioski stad, ze masz teraz fazę x i wmawiasz sobie x, ale Twój wczorajszy post nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, ze jak napisała osoba wyżej - nic się nie zmieniło i nadal nie chcesz dostrzec, ze jest tak, ze on Ci nie daje żadnych nadziei, a nie ze je daje i odbiera. Nie idziesz do przodu nie dlatego, ze on Cię trzyma w niepewności, lecz dlatego, ze jedynie sobie wmawiasz, ze tak jest. Ze wszystkich Twoich postów wynika niezbicie, ze on Cię w żadnej niepewności nie trzyma. Piszemy Ci od miesięcy, ze on nie chce powrotu do Ciebie, bo na to wskazują Twoje posty. Po prostu widzisz to, co chcesz widzieć. Blednie interpretujesz, to nie była ucieczka. On od Ciebie odszedł (miesiące temu) i jest konsekwentny. Gdyby chciał do Ciebie wrócić, nie musiałabyś po raz kolejny zaczynać rozmowy, on by to zrobił. Zapewne po prostu nie chciał znowu wałkować tego samego i wysłuchiwać o Twoich projekcjach.

anna.zakochana napisał/a:

w kńcu NAPRAWDĘ zrozumiałam, że zostawił mnie samą z małym dzieckiem! nieważne czy dla dziuni czy nie, nie dał rady udżwignąć bycia głową rodziny.

Mylisz się. On Cię nie zostawił samej z dzieckiem. Dla porównania. Mój ojciec nie zniknął na amen, ale w praktyce w 100% zostawił moja mamę sama z dziećmi. Twój były nie mieszka z Tobą i córka, ale człowiek, który spędza tyle godzin z dzieckiem, czuwa w szpitalu, interesuje się dzieckiem, to zupełnie inny człowiek niż ten, ktory, jak napisałaś, zostawia kobietę sama z dzieckiem. On po prostu zostawił Ciebie. Kobietę, z która ma dziecko. To różnica. Może kiedyś ja dostrzeżesz i faktycznie, czytając swoje dawne posty, zobaczysz postępy, ale na razie są one tylko w Twojej głowie. Zrozum, ze zostawienie kobiety, z która ma się dziecko, to nie to samo, co zostawienie kobiety samej z dzieckiem.

Piszesz, ze przelała się u Ciebie czara goryczy. Wiesz, jak to wyglada z boku? To jemu się przelała czara goryczy miesiące temu i dlatego od Ciebie odszedł. Wraca do dziecka, a Ty widzisz, co chcesz. Szanse na powrót, ucieczkę, zostawienie matki samej z dzieckiem.

417 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-08-09 07:10:53)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Anno, przeczytam bardzo uważnie Twój post, który napisałaś wczoraj.
To prawda, że już nie przypominasz aż tak bardzo siebie sprzed dwóch, trzech miesięcy, jednak jeszcze daleko Ci do obojętności na tego faceta.
Po części jest tak dlatego, że masz problem z choroba dziecka. Żyjesz samotnie i podstawowym tematem Twojego życia jest dziecko.
Ten facet to taki temat zastępczy, rodzaj iluzji, że oprócz chorego dziecka niby masz także życie osobiste.
Za wszelką cenę nie chcesz przynależeć do tych kobiet, dla których skończyło się wszystko, a jedyne co im pozostało, to opiekować się chorym dzieckiem.
Od samego początku jest problem zdrowotny z tym dzieckiem
Długie pobyty w szpitalu, stres i ogromny lek przed tym, co będzie dalej.
Co czuje matka, która mieszka w szpitalu, bo dziecko ma operacje?
A to nie był Twój pierwszy i jedyny pobyt w szpitalu.
Bardzo Ci współczuję.
Nic dziwnego, że tak ciężko przychodzi Ci zrozumienie tego, że ten facet naprawdę odszedł.
Jak mógł zostawić chore dziecko?
Anno, z tego co opisujesz wynika, że on dziecka nie zostawił. Tak samo jak Ty też lata po szpitalach, siedzi z dzieckiem dniami i nocami i robi wszystko, że małej niczego nie brakowało.
On zostawił tylko Ciebie.
Gdyby ten człowiek był Ci obojętny, to pisalabys zupełnie inaczej albo w ogóle byś nie pisała, bo miałabyś naprawdę wywalone na niego.
Tymczasem Ty urządzasz jakieś demonstracje w stosunku do niego i tak naprawdę nie tylko stał Ci się obojętny, ale wręcz wzrósł Twój poziom agresji w stosunku do niego.
Jesteś zmęczona problemami z chorującym dzieckiem i żeby nie zwariować znalazłaś w tym facecie temat zastępczy.
Zarzucił Ci jakąś zdradę - pierwszy raz napisałaś coś takiego albo ja przeoczyłam coś wcześniej.
To jak to było?
Zdradziłaś go kiedyś?
Anno, jesteś kłębkiem nerwów.

418

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
anna.zakochana napisał/a:

yyy ja napisałam że się odcinam i przestałam się uganiać to skąd Wy macie te wnioski? big_smile przeczytaliście całość czy tylko tak ło, począteczek bo się nie chce?

stąd:

anna.zakochana napisał/a:

gdzieś na dnie jest takie malutkie ziarenko szansy dla niego, ziarenko które teraz opiera się tylko i wyłącznie na pragmatyczności i dobru, NIE "wróćmy do siebie", bardziej  "nie wiem ale porozmawiajmy" ale nie wiem czym on musiałby je podlewać żeby coś z tego urosło

i jeszcze stąd - to też Ty, tylko w innym wątku i tydzień temu:

anna.zakochana napisał/a:

ja próbowaam znaleźć właśnie długo odpowiedź na pytanie jak to mżliwe że ludzie rzucają rodziny i dorobki życia dla kogoś kogo znają x razy krócej (samo 'są świniami' mi nie wystrczyło) i właśnie to słowo mi pozowliło to zrozumieć. jestem przekonana, że ich związek ma datę przydatności. no chyba że zaciążą smile limerence trwa od 3 do 48 miesięczy, najczęściej około 2 lat.
jakby ktoś był ciekawy to podrzucam link, podcast długi i po angielsku, ale defacto jeden z nielicznych wartych przesłuchania, koleś ma doktorat w temacie i to co mówi to wiedza naukowa, a nie jakieś tam kołczowanie.
ciekawostka jest taka, że rozwiódł się z żoną dla kochanki, po 3 latach się ponownie hajtnęli, po 30 latach są dalej razem i robią na tym biznes wink

to również Ty z innego wątku, wpis sprzed 2 miesięcy:

anna.zakochana napisał/a:

jako że sama jestem w temacie to takie stronki są wink w skrócie, bierzesz na klate swoje błędy i je przepracowujesz i tu jest rozwój, później wracasz do ex rozwinięty i bez błędów i go odzyskujesz.
sama teraz trochę ironizuję, no ale jeśli czytać jakieś poradniki o odzyskiwaniu to tego typu nie szkodzą.

również dwa miesiące temu w Twoim wątku:

anna.zakochana napisał/a:

na pewno zrobilam przez to wszystko krok w tył. ale jeden dzień mam myśli że my musimy być razem bo jak w takiej sytuacji nie być

trzy miesiące temu:

anna.zakochana napisał/a:

@Masia, widziałam Twój post na drugim wątku o sklejaniu.. opowiesz?

dalej nie chce mi się już cofać. Podsumowując

anna.zakochana napisał/a:

może trochę rozwlekle piszę, ale to specjalnie, bo chciałam ująć emocje które mi towrarzyszyły ten czas. to głównie dla mnie żebym mogła wejść za pół roku i zobaczyć postępy. smile

nie zrobiłaś żadnych postępów, i jeśli będziesz się nadal kurczowo trzymać swoich mrzonek, to ich nadal nie zrobisz. Ani za pół roku, ani za lat 10, ponieważ ciągle powtarzasz to samo - że teraz to już naprawdę koniec, no, chyba że .... no ale to on by musiał nie wiadomo jak się postarać, nie wiadomo co zrobić, po czym przychodzi taki dzień, kiedy on mrugnie do Ciebie/ kiwnie palcem, i ten Twój definitywny koniec zapowiadany po raz 50-ty, diabli biorą w mgnieniu oka. Posty ulle i Apogeum są niezwykle trafne, on naprawdę odszedł od Ciebie, ale nie od dziecka, tymczasem Ty jego ojcostwo i podejście do Waszej córki, traktujesz ciągle jak otwartą furtkę, którą skrupulatnie odchwaszczasz, czyścisz, malujesz, i koło której ciągle przechodzisz, trącając ją palcem, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie skrzypi. Bo nie powinna skrzypieć gdyby chciał wrócić. Żeby go broń Boże nie spłoszyć. Bo w ogóle to wiadomo przecież, że to definitywny koniec z Twojej strony i również z Twojej strony nie może być mowy o żadnym powrocie, no, chyba żeby on ....
i tak do następnego razu, który nazywasz robieniem postępów.

419 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2022-08-09 08:53:15)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
anna.zakochana napisał/a:

w kńcu NAPRAWDĘ zrozumiałam, że zostawił mnie samą z małym dzieckiem!

anna.zakochana napisał/a:

On - był codziennie po 9-10h.

Anno, naprawdę nie wiesz, ze te dwa fragmenty sie wykluczają?

I to Twoje ostentacyjne informowanie, ze zamykacie sprawy formalne. Słabe. A wiesz, ze nie pierwszy raz to robisz?

anna.zakochana napisał/a:

*tu zdrobniale o mnie*

Serio łapiesz się takich rzeczy jak tonący brzytwy? Nie wiesz, ze przyzwyczajenie to druga natura człowieka? Poza tym do niej tez zapewne mówi zdrobniałe, wiec…

anna.zakochana napisał/a:

w tym momencie nie wyobrażam sobie z nim być.

Tego fragmentu nawet nie skomentuje. Jestem naprawdę ciekawa, czy domyślasz się dlaczego.

Odniosę się jeszcze na koniec do tytułu wątku. Anno, zrozum, ze jesteś zakochana bez wzajemności. Dla własnego dobra. Jeśli pomyślałaś teraz, ze już nie jesteś w nim zakochana, to wiedz, ze twoje zachowanie pokazuje, ze jesteś. Złe emocje w stosunku do niego, które się teraz w Tobie obudziły, tego nie wykluczają. Życzę Ci, żebyś się odkochala prędzej niż pozniej. Ale żeby tak sie stało, musisz na początek zaczac widzieć rzeczy takimi, jakie sa, a nie takimi, jakimi bys je chciała widzieć. Nie zostałaś sama z dzieckiem, to Twoje emocje, a nie fakty. Nie warto inwestować emocje w kogoś, kto nas nie chce. Dlaczego to sobie robisz? Zapewne jest Ci łatwiej myśleć o nim jak o złym, bo lepiej zostać porzuconym przez złego, ale to nie ten przypadek. A to, ze on nie mieszka z córka i Tobą w domu z białym płotkiem, nie oznacza, ze zostawil Cię sama z dzieckiem.

420

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
Apogeum napisał/a:
anna.zakochana napisał/a:

w kńcu NAPRAWDĘ zrozumiałam, że zostawił mnie samą z małym dzieckiem!

anna.zakochana napisał/a:

On - był codziennie po 9-10h.

Anno, naprawdę nie wiesz, ze te dwa fragmenty sie wykluczają?

I to Twoje ostentacyjne informowanie, ze zamykacie sprawy formalne. Słabe. A wiesz, ze nie pierwszy raz to robisz?

anna.zakochana napisał/a:

*tu zdrobniale o mnie*

Serio łapiesz się takich rzeczy jak tonący brzytwy? Nie wiesz, ze przyzwyczajenie to druga natura człowieka? Poza tym do niej tez zapewne mówi zdrobniałe, wiec…

anna.zakochana napisał/a:

w tym momencie nie wyobrażam sobie z nim być.

Tego fragmentu nawet nie skomentuje. Jestem naprawdę ciekawa, czy domyślasz się dlaczego.

Odniosę się jeszcze na koniec do tytułu wątku. Anno, zrozum, ze jesteś zakochana bez wzajemności. Dla własnego dobra. Jeśli pomyślałaś teraz, ze już nie jesteś w nim zakochana, to wiedz, ze twoje zachowanie pokazuje, ze jesteś. Złe emocje w stosunku do niego, które się teraz w Tobie obudziły, tego nie wykluczają. Życzę Ci, żebyś się odkochala prędzej niż pozniej. Ale żeby tak sie stało, musisz na początek zaczac widzieć rzeczy takimi, jakie sa, a nie takimi, jakimi bys je chciała widzieć. Nie zostałaś sama z dzieckiem, to Twoje emocje, a nie fakty. Nie warto inwestować emocje w kogoś, kto nas nie chce. Dlaczego to sobie robisz? Zapewne jest Ci łatwiej myśleć o nim jak o złym, bo lepiej zostać porzuconym przez złego, ale to nie ten przypadek. A to, ze on nie mieszka z córka i Tobą w domu z białym płotkiem, nie oznacza, ze zostawil Cię sama z dzieckiem.

W samo sedno - łatwiej jest uwierzyć w to, że zostało się porzuconym przez nic niewartego człowieka i to najlepiej porzuconym z dzieckiem, niż przyjąć do wiadomości, że odszedł od nas normalny facet, z którym dałoby się żyć pod jednym dachem.
Człowiek ma wtedy mniejsze poczucie straty, klęski i na dodatek wzbudza zrozumienie oraz współczucie zarówno swoje, jak i otoczenia.
Gorzej jednak pogodzić się z tym, że odszedł całkiem fajny facet.
A swoją drogą zauważyłam, że kobiety generalnie lubią nie zostawiać na facecie suchej nitki w przypadku, gdy zostały porzucone.
Inaczej jest z facetami - oni wręcz idealizują kobietę, która ich porzuciła i trzeba otwierać im oczy, że tak naprawdę nie stracili żadnego cuda, tylko zwykła kobietę z wadami i zaletami.
Autorko, nie odszedł od Ciebie zwykły skur.....el, bo gdyby tak było jego zainteresowanie chora córka byłoby zerowe. O pomaganiu Tobie nie byłoby żadnej mowy.
Ten facet zostawił Cię, ponieważ z jakiegoś powodu przestał Cię kochać i gdyby nie fakt, że macie dziecko prawdopodobnie w ogóle nie odzywalby się do Ciebie.
Ty widziałaś, że teraz przy okazji operacji córki oj bardzo się uaktywnił i dawał z siebie wszystko, żeby tylko ulżyć dziecku. Mała była szczęśliwa, że tak często widzi tatę, a Ty widząc jej radość promieniałas.
Znowu więc coś tam sobie uroilas.
Tymczasem po raz kolejny on dał Ci do zrozumienia, że z Was nic już nie będzie.
Unioslas się honorem i znowu urządziłas mu awanturę.
Przestań robić takie rzeczy, bo doprowadzisz do sytuacji, że facet będzie unikał Cię jak ognia. Zaszkodzisz tym samym córce, a przecież dla własnego dziecka chciałabys jak najlepiej, prawda?

Ten facet od dawna żyje swoim życiem i pozwala żyć swoim życiem także i Tobie.
Ciężko jest żyć matce samotnie wychowującej chorujące dziecko, ale i tak docen to, że ojciec dziecka pomaga Ci na każdym kroku, oczywiście w sprawach dziecka.
I dlaczego on zarzucił Ci zdradę?
Bo jeśli zdradziłaś go będąc z nim w związku, to też wiele by wyjaśniało, a wydaje mi się, że do tej pory kwestia Twojej zdrady nie była poruszana w twoim wątku.

Czy Ty przypadkiem nie stworzyłaś sobie alternatywnej rzeczywistości?
Bo jeśli tak, to i dekada chodzenia na terapię oraz wszystko inne nic Ci nie pomogą. Z roku na rok coraz bardziej będziesz zasklepiala się w swojej wymyślonej wersji zdarzeń.

421 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-08-09 12:15:23)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

wyciągacie mi cytaty sprzed 2-3 miesięcy, do mnie dotarły rzeczy 2 tygodnie temu smile nie będę cytwać poszczególnych wypowiedzi bo trochę by to zajęło.

napiszę jeszce raz: ZGADZAM się że sobie rzeczy "roiłam". między dwoma szpitalami. i dużo wcześniej też. w szpitalu sobie roiłam. jak wyszliśmy - dotarło. tu chronologia jest ważna.
a roiłam sobie bo robił push i pull. z tym się nie zgodzę że był konsekwtny. nie był. dalej nie jest. w ostatni weekend znowu zaprosił mnie na obiadek. odmówiłam - po raz pierwszy. (i gwoli ścisłości zanim ktoś napisze że chciał się zobaczyć z dzieckiem - on był z dzieckiem). nie miałam ochoty. więc dzięki za "wsparcie" mówiące że nic nie zmieniłam wink czuję inaczej.

nie było też żadnej awantury ani "ostentacyjnego" mówienia.
była krótka rzeczowa rozmowa, nie będę przecież go zaskakiwać wnioskiem sądowym, dałam znać że taki będzie.


i fajnie że po raz kolejny niektórzy próbują wystawić medal ojcu bo się zajmuje swoim dzieckiem. smile łaski mi nie robi w tym względzie akurat. jakoś wobec matek nie ma braw jak się zajmuje po x godzin dziennie dziećmi, a tu mam "doceniac" ze przychodzi. nie, to ma być NORMA. jeśli facet zostawia dziecko to jest ch***. przychodzi - taki jego obowiązek. a mnie zostawił samą z mnóstwem rzeczy okołodzieciowych. na moich barkach jest codzienność. wielkie brawa bo przyjdzie do dziecka 2x w tygodniu na parę godzin i weźmie dziecko na weekend - to nianię zatrudnię, akurat mnie stać. albo ciocia przyjdzie się pobawić.

a matka młoda potrzebuje przede wszystkim wsparcia psychicznego dla siebie. przeczytałam ostatnio taki post na fb - pt. "trzymaj matke nie dziecko". bo matka się dzieckiem zajmie, a to ona potrzebuje wsparcia. "matka zapamięta kto ja trzymał kiedy była najsłabsza" - to do mnie przemówiło. bo dobra, można się odkochać, można odejść. tylko robić to w momencie w którym jest się najsłabyszm w życiu bo akurat pojawiłą się dziunia - a ja właśnei w takim stanie byłam kiedy on zaczął romans.
i znowu, nie napisałam że jest zwykłym skur*** - nie jest. jakby był to nie miałabym tyle czasu chęci na powrót. ale zachował się w sposób skur***ński. jest dobrym człowiekiem który zrobił złą rzecz.

@ulle nie wiem o którą część Ci chdozi ze zdradą, bo ja go nigdy nie zdradziłam.

do tego: nie wiem co to za farmazony dotyczące tego że nie mam życia osobistego bo akutalnie mam więcej kontaktów towarzyskich niż Ex. poza dziunią on z nikim za bardzo się nie spotyka bo się boi pytań bo nie powiedział znajomym nawet o tym że się ze mną rozstał. rodzina się musi do niego dobijać żeby wiedzieć czy wszystko OK.  pracuję też i nieźle zarabiam.

422

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Nikt mu nie wystawia medalu za to, że zajmuje się dzieckiem, ale to ty usilnie starasz się przekonać, że ona porzucił ciebie I DZIECKO. Jak widać porzucił tylko ciebie, a ty pomimo tego, że minęło pół roku, nie jesteś w stanie tego zrozumieć. I nie ściemniaj, że sobie nie roisz, bo wczoraj stwierdziłaś, że nadal jest jakieś "ziarenko" szansy. Jutro będzie "okruszek", pojutrze "drobinka", za miesiąc "pyłek", a za 2 lata "cień"... wspaniale się oszukujesz.

423

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

a dla was wszytko jest albo czarne albo białe? smile to ziarenko jest ale tak jak wcześniej miałam 90% czasu myśli że chcę wrócić i 10% że nie, tak teraz mam 99% - nie potrafiłabym i 1% - "ale rodzina, logistyka". i tak jak wcześniej myślałam że to dla mnie najlepsza opcja żeby on wrócił tak teraz myśle kurde, czy byłabym w stanie się tak poświęcić, bo widzę to w pewien sposób jako poświęcenie. ale nie wykluczam całkowicie.
widzisz różnicę? bo ja widzę.

424

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Anno, przecież wczoraj Ty osobiście napisałaś, że on oskarżył Cię o zdradę oraz inne Twoje zachowania, których od dłuższego czasu nie mógł znieść.
Skoro on oskarżył Cię o zdradę, to ja czytając coś takiego, od razu pomyślałam sobie, że " o, mowa jest o jej zdradzie? To coś nowego. Zapytam ja więc o co chodzi z tą zdrade, bo to znacząco zmieniłoby postać rzeczy". Dlatego o tym napisałam.

Anno, ten facet chce utrzymać z Tobą w miarę poprawny kontakt, ponieważ uważa, że tak będzie lepiej dla wszystkich.
Nie przyjęłaś jego zaproszenia na obiad nie dlatego, że nie miałaś ochoty spędzić z nim czasu, lecz dlatego, żeby zademonstrować mu swoją wrogość.
Za chwilę wystrzelisz pozwem - wiesz, zachowujesz się jak mała mrówka, która wygraża się słoniowi.
I co Ty w tym pozwie mu zarzucisz?
Przecież to nie był nawet Twój mąż, lecz zaledwie niedoszły narzeczony.
Nazywasz jego kobietę dziunią - dalej więc jesteś przepełniona złymi emocjami.
Ty masz znajomych i liczne kontakty towarzyskie, a on siedzi tylko z dziunią, gdyż wstydzi się przed znajomymi tego, co zrobił i ukrywa wszystko przed światem.

Aniu, pisałaś to raptem wczoraj.

Przecież Ciebie aż nosi z nienawiści, a to zdrowe dla Ciebie na pewno nie jest.

Nie mów hop, dopóki nie przeskoczysz.

425 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-08-09 13:42:19)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
ulle napisał/a:

Anno, przecież wczoraj Ty osobiście napisałaś, że on oskarżył Cię o zdradę oraz inne Twoje zachowania, których od dłuższego czasu nie mógł znieść.
Skoro on oskarżył Cię o zdradę, to ja czytając coś takiego, od razu pomyślałam sobie, że " o, mowa jest o jej zdradzie? To coś nowego. Zapytam ja więc o co chodzi z tą zdrade, bo to znacząco zmieniłoby postać rzeczy". Dlatego o tym napisałam.

i jednak piszę za szybko wink oskarżył mnie o swoją zdradę. w sensie że ja jestem winna temu że on zdradził

ulle napisał/a:

Anno, ten facet chce utrzymać z Tobą w miarę poprawny kontakt, ponieważ uważa, że tak będzie lepiej dla wszystkich.
Nie przyjęłaś jego zaproszenia na obiad nie dlatego, że nie miałaś ochoty spędzić z nim czasu, lecz dlatego, żeby zademonstrować mu swoją wrogość.

pierwsza część - tak, prawda. druga część - proszę nie mów mi co czułam smile to jedna z rzeczy z których włąśnie jestem zadowolona - że naprawdę nie miałam ochoty.

ulle napisał/a:

Za chwilę wystrzelisz pozwem - wiesz, zachowujesz się jak mała mrówka, która wygraża się słoniowi.
I co Ty w tym pozwie mu zarzucisz?
Przecież to nie był nawet Twój mąż, lecz zaledwie niedoszły narzeczony.

nie pozwem tylko oficjalnie sądwnie ustalimy kontakty, alimenty - zależy czy się dogadamy. myślę że tak więc wtedy to będzie między nami, jak się nie dogadamy to wtedy też przez sąd to ustalimy. nic nie mam zamiaru mu zarzucać wink

ulle napisał/a:

Nazywasz jego kobietę dziunią - dalej więc jesteś przepełniona złymi emocjami.
Ty masz znajomych i liczne kontakty towarzyskie, a on siedzi tylko z dziunią, gdyż wstydzi się przed znajomymi tego, co zrobił i ukrywa wszystko przed światem.

Aniu, pisałaś to raptem wczoraj.

Przecież Ciebie aż nosi z nienawiści, a to zdrowe dla Ciebie na pewno nie jest.

Nie mów hop, dopóki nie przeskoczysz.

jestem jeszcze lekko rozżalona, ale głównie czuję smutek teraz. i głównie spowodowany utratą rodziny. owszem, nazywanie ja dziunią mi pomaga i o ile nic mi ta dziewczyna nie jest winna to nie czuję do niej pozytywnych emocji i nie mam takiego obowiązku. może będzie mi kiedyś obojętna, ale to też jeden z mechanizmów obronnych u każdego zdradzonego.

i wbrew temu co piszesz ja się wobec niego aktualnie zachowuję super poprawnie. jestem neutralna, jak pyta o dziecko to odpowiadam / odpisuje z uśmiechem. nie okazuje wrogości żadnej, nawet jeśli w danej chwili mam negatywne emocje. to jedna z rzeczy które mi dają siłę - że w końcu kontroluję emocje. któe wiem że kiedyś zbledną. żałuję pewnych swoich zachowań z tego roku które były impulsywne i dobrze mi z tym że od dłuższego czasu już jestem spokojna.
nie móiąc ja w ogóle jestem bardzo pozytywną osobą na co dzień, wiadomo że tutaj tego taknie widać bo to miejsce żebym mogła powylewać żale. tongue

czy mnie nosi - czasem tak. ale to też normalne, nie mówię że przeżyłam całą żałobę, nie przeżyłam. więc jeszcze chwilę ponosi. ale te emocje już nie wpływają na to co robię.

426 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-08-09 14:31:26)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
anna.zakochana napisał/a:
ulle napisał/a:

Anno, przecież wczoraj Ty osobiście napisałaś, że on oskarżył Cię o zdradę oraz inne Twoje zachowania, których od dłuższego czasu nie mógł znieść.
Skoro on oskarżył Cię o zdradę, to ja czytając coś takiego, od razu pomyślałam sobie, że " o, mowa jest o jej zdradzie? To coś nowego. Zapytam ja więc o co chodzi z tą zdrade, bo to znacząco zmieniłoby postać rzeczy". Dlatego o tym napisałam.

i jednak piszę za szybko wink oskarżył mnie o swoją zdradę. w sensie że ja jestem winna temu że on zdradził

ulle napisał/a:

Anno, ten facet chce utrzymać z Tobą w miarę poprawny kontakt, ponieważ uważa, że tak będzie lepiej dla wszystkich.
Nie przyjęłaś jego zaproszenia na obiad nie dlatego, że nie miałaś ochoty spędzić z nim czasu, lecz dlatego, żeby zademonstrować mu swoją wrogość.

pierwsza część - tak, prawda. druga część - proszę nie mów mi co czułam smile to jedna z rzeczy z których włąśnie jestem zadowolona - że naprawdę nie miałam ochoty.

ulle napisał/a:

Za chwilę wystrzelisz pozwem - wiesz, zachowujesz się jak mała mrówka, która wygraża się słoniowi.
I co Ty w tym pozwie mu zarzucisz?
Przecież to nie był nawet Twój mąż, lecz zaledwie niedoszły narzeczony.

nie pozwem tylko oficjalnie sądwnie ustalimy kontakty, alimenty - zależy czy się dogadamy. myślę że tak więc wtedy to będzie między nami, jak się nie dogadamy to wtedy też przez sąd to ustalimy. nic nie mam zamiaru mu zarzucać wink

ulle napisał/a:

Nazywasz jego kobietę dziunią - dalej więc jesteś przepełniona złymi emocjami.
Ty masz znajomych i liczne kontakty towarzyskie, a on siedzi tylko z dziunią, gdyż wstydzi się przed znajomymi tego, co zrobił i ukrywa wszystko przed światem.

Aniu, pisałaś to raptem wczoraj.

Przecież Ciebie aż nosi z nienawiści, a to zdrowe dla Ciebie na pewno nie jest.

Nie mów hop, dopóki nie przeskoczysz.

jestem jeszcze lekko rozżalona, ale głównie czuję smutek teraz. i głównie spowodowany utratą rodziny. owszem, nazywanie ja dziunią mi pomaga i o ile nic mi ta dziewczyna nie jest winna to nie czuję do niej pozytywnych emocji i nie mam takiego obowiązku. może będzie mi kiedyś obojętna, ale to też jeden z mechanizmów obronnych u każdego zdradzonego.

i wbrew temu co piszesz ja się wobec niego aktualnie zachowuję super poprawnie. jestem neutralna, jak pyta o dziecko to odpowiadam / odpisuje z uśmiechem. nie okazuje wrogości żadnej, nawet jeśli w danej chwili mam negatywne emocje. to jedna z rzeczy które mi dają siłę - że w końcu kontroluję emocje. któe wiem że kiedyś zbledną. żałuję pewnych swoich zachowań z tego roku które były impulsywne i dobrze mi z tym że od dłuższego czasu już jestem spokojna.
nie móiąc ja w ogóle jestem bardzo pozytywną osobą na co dzień, wiadomo że tutaj tego taknie widać bo to miejsce żebym mogła powylewać żale. tongue

czy mnie nosi - czasem tak. ale to też normalne, nie mówię że przeżyłam całą żałobę, nie przeżyłam. więc jeszcze chwilę ponosi. ale te emocje już nie wpływają na to co robię.

No tak, czasem tak jest, że człowiek w pośpiechu napisze coś zupełnie innego, niż chciałby napisać.
W takim razie on gada bzdury. Za zdradę odpowiada tylko i wyłącznie on, chociaż mamy tu sąsiadujący z Twoim wątek Clasha, który będąc ciągle żonatym znalazł kochankę, tzn on jej nie szukał, po prostu tak wyszło, że zaczął spotykać się z inną.
A zresztą pisałaś w tym wątku, więc wiesz, o co chodzi
Mnóstwo ludzi trzyma z jego kochanką, ponieważ ich zdaniem żona zwolniła go ze wszystkich wobec niej zobowiązań i dlatego on miał prawo tak postąpić.
Idąc więc tym tokiem rozumowania Ty też jesteś sama sobie winna, ponieważ byłaś okropna w codziennym współżyciu i dlatego on poszedł do innej, z która miło spędzało mu się czas.
Ja, jak wiesz, nie zgadzam się z takim rozumowaniem i chociaż staram się zrozumieć Clasha, to jednak uważam, że wprowadzenie do związku osoby trzeciej jest czymś najgorszym, co można zrobić.
Nie wiem, jaka osobą na co dzień musiałabyś być dla tego faceta, żeby chciał aż tak daleko od Ciebie uciec.
A może byłaś taka upiorna?
Czytałaś wątek niejakiej Kasi, która non stop darła się na męża i goniła go do roboty sama od siebie niewiele dając?
Tu też wszyscy trzymali stronę jej męża i życzyli mu, żeby znalazł kobietę, z która dałoby się normalnie i spokojnie żyć.
Aniu, jakby nie było i czego byś nie miała sobie albo jemu do wyrzucenia, to przyjmij do wiadomości, że Wasz związek, to historia.
Teraz musicie tylko nauczyć się normalnie ze sobą rozmawiać po to, by Wasza córka miała jak największe poczucie bezpieczeństwa, szczególnie że mała nie ma dobrego zdrowia i prawie od urodzenia musi być poddawana hospitalizacji.
Tak więc dla własnego komfortu psychicznego i dla dziecka, a także dla jej ojca, żeby jak najdłużej cieszył się dobrym zdrowiem, by pomagać córce powinnaś zacząć wybaczać mu to, że odszedł od Ciebie.
Zrzucisz z pleców ciężki wór, uwierz mi.

427 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-08-09 14:55:08)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

nie byłam upiorna, chociaż zdecydowanie nie bylam najlepszą wersją siebie i rzucałam pirunami. ale co najlepsze, on tweirdzi że to nie rzucanie piorunami w końcowej fazie go odsunęło tylko ogólnie rzeczy jescze sprzed tego jak mi się oświadczył i zrobiliśmy sobie dziecko wink wiem że on teraz naprawdę odczuwa i myśli żę "nigdy do siebie nie pasowaliśmy", ale też wiem (z tych filmików które tak mi tutaj zarzucacie jako dowód że nie idę do przodu) że to nie znaczy że tak myślał i czuł wcześniej. długo mnie dręczyło to czy ja te 10 lat żyam w jakiejś fikcji fajnego związku ale wiem teraz że ludzie po zdradzie nadpisują historię.

z tym wybaczeniem dziwna sprawa. ja byłam przekonana że mu wybaczyłam, ale ja po prostu odsunęłam od siebie sam fakt zdrady i byłam w jakimś transie w któym celem było odzyskanie ex i nie widziałąm nic wiecej. ale prawda jest taka, że nie wybaczyłam jeszcze. tzn. samą zdradę chyba tak. ale tego że nie po zdradzie nie próbował naprawiać rodziny - nie. kiedyś do tego dojdę. ale pomału.

w pewien sposób w ogóle doceniam te pół roku. co prawda nie chciałabym teg ponownie przechodzić ale bardzo dużo się dowiedziałam ogólnie o związkach, relacjach, mam zdecydowanie większą empatię.  wobec niego też mimo że czasem rzucem pod nosem coś w kierunku telefonu jak napisze to rozumiem, że musiał zapałać ogromnym uczuciem do tej dziewczyny. bo gdyby nie to może i odszedłby ale nie w takim momencie i nie w ten sposób.
fajnie że jeśli uda mi się kiedyś wejść w nowy związek to wiem że będzie lepszy bo ja będę znacznie bardziej świadoma. i o ile na razie jeszce nie jestem gotowa to za 5 lat widzę się z jakimś przystojniakiem, moją córeczką i naszym nowourodzonym dzidziusem gdzieś na Kanarach albo w Tajlandii na plaży smile będzie dane to fajnie, nie będzie też będzie fajnie, wtedy będziemy tam we 2.

428

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Te aktualne wpisy Autorki wyglądają trochę jak kompilacja kołczingowych aforyzmów z neta.

429 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-08-09 17:44:39)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
noben napisał/a:

Te aktualne wpisy Autorki wyglądają trochę jak kompilacja kołczingowych aforyzmów z neta.

To taki etap,faza w zmienianiu myślenia na początku po rozstaniu - w sumie normalka na moje oko oczywiście big_smile
ani to dobre, ani to niedobre
zależy co później się z tym zrobi,czy pójdzie dalej, czy się zatrzyma na tym poziomie lub wycofa.

430 Ostatnio edytowany przez polis (2022-08-09 16:57:37)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Ostatnio czytałam książke Stefanie Stahl, która jest psycholożką i psychoterapeutką i ten fargment przywołał mi przed oczami ten wątek Ani i jej partnera jak dobrze pamiętam z depresją, który zachowuje się jakby sam nie wiedział czego chce.

Kolejny problem w związku z osobą o depresyjnej strukturze stwarza ich mała autentyczność, która wynika z ich nikłego kontaktu z własnymi potrzebami i uczuciami oraz z lęku przed konfliktem. Z jednej strony osoby te mają ogromne wymagania dotyczące bliskości partnera, z drugiej rzadko artykułują jakiekolwiek prośby. Także dlatego, że same nie wiedzą do końca, czego tak naprawdę chcą. Dużo częściej wiedzą, czego nie chcą. Jednak zamiast to wyrazić, oczekują, że partner odgadnie ich potrzeby -tak jak one potrafią to robić. A jeśli partnerowi to się nie udaje, osoby depresyjne mają poczucie, że nie dostają w związku tego, czego potrzebują.
Biorą to partnerowi za złe. Niektóre zrzędzą i jęczą, ale z trudem przychodzi im przedstawienie we właściwy i dojrzały sposób swoich próśb i potrzeb. Zdarza się, że w osobach tych narasta coraz więcej zimnej złości. Ale i ona może być wyrażana w tak aluzyjny sposób, że partner jej nie dostrzega. Najczęściej partnerzy osób depresyjnych nie mają pojęcia, jak źle w oczach tych osób wygląda związek. Zawsze jestem wstrząśnięta, jak skrajnie różna może być ocena jakości związku przez osobę depresyjną i jej niczego nieprzeczuwającego partnera. Kiedy osoba depresyjna stoi o krok od rozstania, jej partner sądzi, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Osoba depresyjna stopniowo wycofuje się mentalnie z relacji, ale na zewnątrz ciągle funkcjonuje zgodnie z rutyną. W tej fazie związku osoby depresyjne często wdają się w romanse i skoki w bok. Tam szukają uwagi i wsparcia, którego według ich przekonania -nie otrzymują od swego partnera czy partnerki. Wycofanie się ze związku udaje im się zazwyczaj wtedy, kiedy znajdują sobie kogoś nowego. Źle znoszą bycie w pojedynkę. Partner osoby depresyjnej jest kompletnie zaskoczony, kiedy się okazuje, że ona z nim zrywa lub że ma z kimś romans.

431 Ostatnio edytowany przez adela 07 (2022-08-09 18:19:51)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Aniu
Minęło niewiele czasu. Pół roku? Co znaczy pół roku po takim ciosie? Masz prawo do nazywania Dziuni, Dziunią. To i tak łagodne określenie. Kit z tym, że może kiedyś będzie Ci nieco głupio, że nie " trzymałaś klasy". I tak jesteś cudownie opanowana w stosunku do exa. Moim zdaniem masz prawo do złości, wściekłości, żalu i pretensji.I to do uzewnętrznionej. Na tym wczesnym etapie jak najbardziej cały ten jad ma prawo się wydobywać. Niektórzy potrafią udawać, że go nie ma, i kisić w sobie, albo starają się, żeby cały ten syf " wyszedł po angielsku". Facet poniżył Cię, nie szanował, poszedł do młodszej dupy...i nie ważne czy mąż, czy " niedoszły narzeczony". Zachował się chujowo na maksa, ale to Ty zdanie niektórych powinnaś zachowywać się elegancko, mając w swoim życiu masę gówna, jaka zostawił Ci, znikając ( ale z klasą, bo dba o dziecko, martwi się).
Raz idziesz do przodu, raz się cofasz. Jest Ci wystarczająco ciężko, i powinnaś dostawać raczej wsparcie, ale nieraz ludzie wolą dawać kopy, w dobrej wierze, oczywiście.
To wybaczenie, ten stan gdy zrzucasz z siebie ciężki wór paskudnych emocji i uczuć- jest gdzieś tam, i jest niezbędny do dalszego szczęśliwego życia. Ale to jeszcze daleka droga niestety.
Także niejednokrotnie nam tu napiszesz, że jesteś prawie " ponad to", że Karaiby, i tak dalej, a potem, znów wrócą dziunię i pretensje, i tak w kółko.
I Ty sama będziesz już wiedzieć, czy poszłaś naprzód.

432

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

@Adele, dzięki smile miło usłyszeć nieco zrozumienia.

@polis noooo nie powiem, faktycznie ten fragment mocno do niego pasuje. w sumie nie ma tu nic co nie pasuje.
oczywiście to za mało żeby cokolwiek stwierdzić, ale aż z ciekawości sobie poczytam. jaki tytuł tej książki?

433

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Straszni jesteście, serio. Dziewczyna ma dużo na talerzu obecnie. Samo wychodzenie z traumy zdrady jest ogromnym wyczynem, a jak się doda stres związany z dzieckiem to myślę że ona i tak świetnie sobie radzi!  Jasne, że ma jakieś ziarenko nadziei bo do jasnej ciasnej minęły raptem 2 miesiące od jej początkowych wpisów! To jest proces. Proces takiego prawdziwego poczucia wywalenia na partnera, pożegnania się z przeszłością i pogodzenia z tym co jest potrafi trwać długie miesiące a nawet lata. Ja dopiero teraz, po 2 latach mogę powiedzieć, że mój ex mąż jest mi obojętny. Dopiero teraz. Ale to był długi i ciężki proces. Żal, rozpacz, nienawiść. Szał wolności, smutek, radość. Wszystko się ze sobą przeplatało.
Kochana, radzisz sobie dobrze. Jestes w sytuacji ekstremalnej. Rozstanie, choroba dziecka. Jesteś mega silna ale potrzebujesz czasu i to normalne. Nie daj sobie wmówić, że już powinnaś być obojętna. No hellooooouuuu.
Jak wrócę z wakacji to biorę Cię na piwo

434

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

To jest fragment z książki: Kochaj najlepiej, jak potrafisz! O sztuce bycia razem.

435

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

@anna i @pain, ja też chcę na to piwo! Pogadamy, może Wisłę kijem zawrócimy

436 Ostatnio edytowany przez PainIsFinite (2022-08-09 23:30:20)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
Nadzieja_w_kieszeni napisał/a:

@anna i @pain, ja też chcę na to piwo! Pogadamy, może Wisłę kijem zawrócimy

Oczywiście!!! W trójkę idziemy. Może jeszcze Windy się przypląta:)

adela 07 napisał/a:

Aniu
Minęło niewiele czasu. Pół roku? Co znaczy pół roku po takim ciosie? Masz prawo do nazywania Dziuni, Dziunią. To i tak łagodne określenie. Kit z tym, że może kiedyś będzie Ci nieco głupio, że nie " trzymałaś klasy". I tak jesteś cudownie opanowana w stosunku do exa. Moim zdaniem masz prawo do złości, wściekłości, żalu i pretensji.I to do uzewnętrznionej. Na tym wczesnym etapie jak najbardziej cały ten jad ma prawo się wydobywać. Niektórzy potrafią udawać, że go nie ma, i kisić w sobie, albo starają się, żeby cały ten syf " wyszedł po angielsku". Facet poniżył Cię, nie szanował, poszedł do młodszej dupy...i nie ważne czy mąż, czy " niedoszły narzeczony". Zachował się chujowo na maksa, ale to Ty zdanie niektórych powinnaś zachowywać się elegancko, mając w swoim życiu masę gówna, jaka zostawił Ci, znikając ( ale z klasą, bo dba o dziecko, martwi się).
Raz idziesz do przodu, raz się cofasz. Jest Ci wystarczająco ciężko, i powinnaś dostawać raczej wsparcie, ale nieraz ludzie wolą dawać kopy, w dobrej wierze, oczywiście.
To wybaczenie, ten stan gdy zrzucasz z siebie ciężki wór paskudnych emocji i uczuć- jest gdzieś tam, i jest niezbędny do dalszego szczęśliwego życia. Ale to jeszcze daleka droga niestety.
Także niejednokrotnie nam tu napiszesz, że jesteś prawie " ponad to", że Karaiby, i tak dalej, a potem, znów wrócą dziunię i pretensje, i tak w kółko.
I Ty sama będziesz już wiedzieć, czy poszłaś naprzód.

Super, że to napisałaś. Jest jakieś dziwne przekonanie, że nawet jak ktoś Ci rozwalił życie i świat, który latami budowałas - to masz zachować tzw "klasę". Masz przełykać, kisić w sobie a na zewnątrz być niczym Budda.
Ja nie trzymałam się tej reguły:)
Czasem jak pomyślę co ja mówiłam i robiłam do ex męża i kochanki to ojojoj. Ale nie żałuję. Moja reakcja była ekstremalna bo sytuacja była ekstremalna. Wybaczyłam to sobie. Strasznie cierpiałam, strasznie nie mogłam się pogodzić z tym że ktoś mi tak niby bliski mógł aż tak mnie podeptać. Nie uważam, że powinnam była być cichutką pokorna myszka wtedy, która znosi dzielnie ciosy. Jak ktoś mi wypowiedział wojnę - to...poszłam na wojnę. A tam jak wiemy nie ma zasad...I choć czasem było nieprzyjemnie to ta złość, nienawiść - miały ujście. A potem się wysyciły i odeszły, a na ich miejsce przyszła obojętność. Myślę, że gdybym je wtedy zatrzymała to dziś nadal bym je mieliła. Uważam, że wqrw jest ADEKWATNĄ reakcją na krzywdę od najbliższej osoby.
Jedyne co warto to robić i mówić tyle by SAMEMU ze sobą czuć się ok. A to co pomyśli ex czy jego kochanka to nie ma znaczenia.
Ja na ogół jestem opanowana i rozsądna, rzadko kiedy się jakoś unoszę. Ale wtedy byłam w takich emocjach jak nigdy wcześniej w życiu i pewnie mieli wodę na swój młyn pt "zobacz jaka ona była, teraz już rozumiesz czemu musiałem skoczyć w bok". Oczywiście nie wspomina się o tym, że w małżeństwie tak się nie zachowywałam:)
Ale to nie ma znaczenia.
Rób jak czujesz i tylko patrz czasem wewnątrz siebie - czy czujesz się ok z tym co robisz i mówisz. Ty, nikt inny.

437

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
PainIsFinite napisał/a:
Nadzieja_w_kieszeni napisał/a:

@anna i @pain, ja też chcę na to piwo! Pogadamy, może Wisłę kijem zawrócimy

Oczywiście!!! W trójkę idziemy. Może jeszcze Windy się przypląta:)

Zaraz go zawołam big_smile

438

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Hop hop Windyyyyyyyy

439 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2022-08-10 04:45:57)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
PainIsFinite napisał/a:

Jest jakieś dziwne przekonanie, że nawet jak ktoś Ci rozwalił życie i świat, który latami budowałas - to masz zachować tzw "klasę". Masz przełykać, kisić w sobie a na zewnątrz być niczym Budda.

Absolutnie nie mam takiego przekonania. W ogóle nie o tym piszemy. Nie jestem w sytuacji autorki i nie oceniam jej. Przyznam, ze nie lubię udzielać się w tym wątku i robię to rzadko, bo poza tym, ze autorka pisze tu, żeby dać ujście emocjom, które są naturalne, chce jedynie głaskania po głowie, nawet gdy pisze i zachowuje się niedorzecznie. Uważam (i nie jestem w tej opinii odosobniona), ze autorka popłynęła w swoich, nie wiem jak to nazwać, wyobrażeniach, które bierze za rzeczywistość. Jako córkę samotnej matki razi mnie, gdy człowiek, który opuścił kobietę, a nie dziecko, jest posądzany o to, ze zostawił kobietę sama z dzieckiem. Nie chce mi się cytować fragmentów, które dopiero cytowałam, ani tych sprzed pół roku, ale on nie zostawił dziecka. Przeciwnie, interesuje się, opiekuje. Jestem ostatnia osoba, która przyzna za to medal, uważam to za oczywistość, a jego wcale nie widzę jako ojca roku, ale razi mnie pisanie, ze x to nie x, lecz y. Tak, opuścił dom, w którym mieszka jego dziecko, ale nie opuścił córki, mimo ze nie będzie miała ojca w domu (co wcale nie musi oznaczać, ze nie będzie miała go na co dzień), a autorka rodziny z obrazka.

Powtarzam, nie chodzi o to, ze autorka ma nie okazywać przy nim emocji, raczej o to, ze te emocje nie pozwalają jej widzieć rzeczy takimi, jakie są, a to dwie różne rzeczy. Jestem cała sobą za nazywanie rzeczy po imieniu i, zdaje się, Ty właśnie to robiłaś, ale autorka już nie i właśnie to niektórzy próbują jej uzmysłowić.

Pisanie przez autorkę wątku, ze na ten moment nie wie, co on musiałby zrobic, żeby chciała z nim być, w sytuacji, gdy on po krótkiej chwili wahania, od marca nie widzi ich razem i jest z inna, a przede wszystkim nie chce być z nia - jest niedorzeczne, żeby nie napisac ostrzej.

Przyznam, ze o tyle, o ile pamietam Twój watek, a czytałam cały, to widzę między Waszymi sytuacjami i zachowaniem więcej różnic niż podobieństw. Wbrew pozorom. W końcu diabeł tkwi w szczegółach. W Twoim wątku nie pisałam, ponieważ nie udzielam sie w tego typu wątkach, dopoki nie poczuje sie sprowokowana przez to, co czytam.

440 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-08-10 05:57:12)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Owszem, jest mnóstwo roznic. W ogóle nie widziałam nigdzie na forum wątku w którym koleś zdradził kobietę a następnie nikomu nie mówi że się rozstał z nią, nowa relacje ukrywa pół roku a z ex chce chodzić na rodzinne obiadki i spędzać czas - oczywiście pod warunkiem że ja w tym czasie nie okazuje emocji. Przez pierwsze 2 miesiące każdy weekend spędzaliśmy razem i to ja musiałam to uciąć.
Jak okazałam trochę sympatii 8 zaintetesowania to z chęcią czynil mnie powiernika na tematy na które wiem że z dziunią nie pogada. Pisze do mnie codziennie na komunikatorze, głównie w sprawie dziecka ale nie są to tematy niezbędne a i nie tylko o dziecku zagaduje.  Nie mówię już nawet o tym że jak jest sam z dzieckiem i  ja napisałam czy wszystko ok to dostawałam 3 zdjęcia z całym opisem co fajnego im się przytrafiło. Na urodziny dostałam kwiaty,  jego urodziny spedzilismy we 3 z jego inicjatywy. Popłakal się jak dostał gówniany prezent ode mnie za który dałam 10 zl. parę razy przyniósł mi drobne zakupy z targu bo "ładnie wyglądały więc pomyślałem że ci przyniose" (nie, nie są to rzeczy dla dziecka).Jak dostaliśmy skierowanie do szpitala to mnie za rękę zlapal na moment jak szlismy do auta. Ale w międzyczasie cały czas puka inna.

Czy to jest człowiek który jest konsekwenty i wie czego chce? Zaraz ktoś wyskoczy że No fajnie ze tak robi i że w ogóle znaczy że powinnam być wdzięczna i zajebioza totalna. Nie,  bo to miesza w głowie. Szczególnie jak bardzo tęsknisz za rodzina. Inna sprawa że ja go znam i na forum pewnych rzeczy o sytuacji nie oddam. Wiem że mnie nie kocha, ale wiem też że za rodziną tęskni.

Apogeum, bardzo mi przykro z powodu Twojej sytuacji i zgadzam się że to ogromna różnica gdy facet całkiem znika z życia dziecka. Szacun dla Twojej mamy i wszystkich kobiet w takiej sytuacji. Ale ja mam mocne zdanie na temat odchodzenia od rodziny. A przypominam że gdy mój ex stwierdził że odchodzi, córka nie miała roku. Dla mnie jak decydujesz się na dziecko to powinieneś być konsekwenty w tej decyzji i zrobić wszystko by rodzinę naprawić. Uważam że ludzie w dzisiejszych czasach za szybko decydują się by nie naprawiac i uważam takie decyzję jak podjął mój były za skrajnie egoistyczne. I tak jak jest ogromna różnica między mną a Twoja mama tak jest ogromna między mną a kobieta która ma ojca dziecka na co dzień w domu. Mnie razi traktowanie takiej sytuacji jak mam ja z sytuacja w której rozstają się dwie osoby które dzieci nie mają.

441

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
PainIsFinite napisał/a:

Straszni jesteście, serio. Dziewczyna ma dużo na talerzu obecnie. Samo wychodzenie z traumy zdrady jest ogromnym wyczynem, a jak się doda stres związany z dzieckiem to myślę że ona i tak świetnie sobie radzi!  Jasne, że ma jakieś ziarenko nadziei bo do jasnej ciasnej minęły raptem 2 miesiące od jej początkowych wpisów! To jest proces. Proces takiego prawdziwego poczucia wywalenia na partnera, pożegnania się z przeszłością i pogodzenia z tym co jest potrafi trwać długie miesiące a nawet lata. Ja dopiero teraz, po 2 latach mogę powiedzieć, że mój ex mąż jest mi obojętny. Dopiero teraz. Ale to był długi i ciężki proces. Żal, rozpacz, nienawiść. Szał wolności, smutek, radość. Wszystko się ze sobą przeplatało.
Kochana, radzisz sobie dobrze. Jestes w sytuacji ekstremalnej. Rozstanie, choroba dziecka. Jesteś mega silna ale potrzebujesz czasu i to normalne. Nie daj sobie wmówić, że już powinnaś być obojętna. No hellooooouuuu.
Jak wrócę z wakacji to biorę Cię na piwo

Pain jak zwykle na straży... Z tego co zauważyłem, to wątek ciągnie się już pół roku, a facet (patrząc na ostatni wpis autorki) nie daje jej żadnych szans (w moim odczuciu) na to, że mogłoby być inaczej. Chyba nie zauważyłaś, że Anna w twoim wątku pisała o dacie przydatności nowego związku ojca jej dziecka - przecież to nic innego jak szkodliwe dokarmianie swoich iluzji. Tak samo powyżej polis pisze o tym, żeby Anna przeczytała o depresji i sprawdziła, czy czasami to może się kryć za zachowaniem jej eks, na co zresztą autorka przystała. Ja się pytam - po co?! Po co żywić się urojeniami, po co tworzyć projekcje? Zastanów się Pain, czy taki wpis jaki popełniłaś powyżej nie powoduje, że Anna dłużej siedzi w tym bagnie? Przecież sama jesteś "po", na serio uważasz, że powinna teraz mielić w głowie to czy nowy związek jej eks ma datę przydatności, czy sprawdzać informacje o potencjalnej depresji? Tym sposobem to i za 2 lata (wtedy rzekomo nowa relacja upadnie) będziemy tu widzieli Annę kiszącą się w śmierdzącym sosie własnych nadziei.

442

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
anna.zakochana napisał/a:

Czy to jest człowiek który jest konsekwenty i wie czego chce?.

Tak.
Chce być z 'dziunią', a Tobie chce 'osłodzić' rozstanie i zachowywać się przy tym fair (w swoim mniemaniu).

Tak jak Ty próbujesz wdrażać wątpliwe teorie wątpliwych guru od związków, tak on nazbyt naiwnie wczuł się w temat ''zostańmy przyjaciółmi'', nie wiedząc, że po rozstaniu najlepszym lekarstwem jest odcięcie, a nie przepoczwarzenie w pseudo-przyjaciela.

Zrozumienie jego zachowania i motywacji wymaga 10 minut pomyślunku, a nie pół roku ślęczenia w dziełach z zakresu psychologii i psychiatrii.

443

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

widzisz Beka, Twój wpis mi pokazuje że totalnie źle mnie oceniacie. psychologię to ja mam wpisaną w cv od x lat jako hobby. do tej pory czytałam głównie książki dotyczące osobowości, jarałam się Jungiem i funkcjami kognitywnymi i teraz siłą rzeczy przerzuciłam się na tematy bardziej relacyjne. w polis widzę pokrewny umysł big_smile ja uwielbiam rozkminiać, analizować, łączyć informacje. mam duszę naukowca.  zresztą też mój zawód na tym polega. jak zaszłam w ciążę to nie czytałam poradników w stylu anny lewandowskiej tylko książki o rozwoju mózgu, o kształtowaniu ludzi przez ewolucję itd. dlatego też tak dużo oglądam podcastów w temacie - abstrahując od tego że siedzę w bagnie to mnie to po prostu żywo interesuje i ciekawi. umysł ludzki i schematy w jakie wpadamy są fascynujace. swoją drogą to jeden z tematów które mnie z ex dzielił - wkurzało go to moje hobby i nie chciał na głębsze tematy rozmawiać.

a Pain - widzisz, jest jak moja najbliższa przyjaciółka. ktos napisał że ja chcę głaskania po główce. nie. ale chcę empatii. drażni mnie jak ktoś mówi co czuję albo co powinnam czuć. przyjaciółka mnie stawia do pionu - bo tego potrzebuję - ale nie kłóci się z tym co czuję. mówi spoko, masz prawo tak czuć, ale zastanów się czy to co robisz przyniesie ci korzyści. czy to co robisz jest najlepszym co możesz zrobić.

444

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
anna.zakochana napisał/a:

widzisz Beka, Twój wpis mi pokazuje że totalnie źle mnie oceniacie. psychologię to ja mam wpisaną w cv od x lat jako hobby. do tej pory czytałam głównie książki dotyczące osobowości, jarałam się Jungiem i funkcjami kognitywnymi i teraz siłą rzeczy przerzuciłam się na tematy bardziej relacyjne. w polis widzę pokrewny umysł big_smile ja uwielbiam rozkminiać, analizować, łączyć informacje. mam duszę naukowca.  zresztą też mój zawód na tym polega. jak zaszłam w ciążę to nie czytałam poradników w stylu anny lewandowskiej tylko książki o rozwoju mózgu, o kształtowaniu ludzi przez ewolucję itd. dlatego też tak dużo oglądam podcastów w temacie - abstrahując od tego że siedzę w bagnie to mnie to po prostu żywo interesuje i ciekawi. umysł ludzki i schematy w jakie wpadamy są fascynujace. swoją drogą to jeden z tematów które mnie z ex dzielił - wkurzało go to moje hobby i nie chciał na głębsze tematy rozmawiać.

a Pain - widzisz, jest jak moja najbliższa przyjaciółka. ktos napisał że ja chcę głaskania po główce. nie. ale chcę empatii. drażni mnie jak ktoś mówi co czuję albo co powinnam czuć. przyjaciółka mnie stawia do pionu - bo tego potrzebuję - ale nie kłóci się z tym co czuję. mówi spoko, masz prawo tak czuć, ale zastanów się czy to co robisz przyniesie ci korzyści. czy to co robisz jest najlepszym co możesz zrobić.

Każdym, ale to absolutnie każdym wpisem potwierdzasz, że nie chcesz wyjść z tego bagienka. Chcesz mi teraz wmówić, że zajmowanie się sprawami twojego byłego, rozkminianie czy ich związek się rozpadnie, czy ma depresję, czy porwali go kosmici, ma jakiekolwiek racjonalne uzasadnienie?! Sama się oszukujesz pisząc, że to "dusza naukowca" i smykałka do psychologii kieruje cię w te rejony.

445

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Jest to też oczywiście sposób w jaki radzę sobie z emocjami i sytuacja. Dla was dziwny, dla mnie naturalny bo tak samo robię w innych dziedzinach życia. Czyli zyskując wiedzę. Nie znaczy to że nie chce wyjść z bagienka.

Miłego dnia wszystkim!

446 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-08-10 09:30:08)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Anno, myślę że Ty troszkę za dużo walkujesz ten temat - czytasz książki, masowo słuchasz podcastów, chodzisz do psychologa, sama ze sobą toczysz jakieś debaty itd, nie za dużo tego? Uczysz swój mózg nieustannego myślenia o tym facecie, a raz nauczony mózg ciągle odrywał Cię będzie od codziennego życia na rzecz myślenia o tym, co się stało.
Ja wiem, że próbujesz ratować się i robisz to wszystko, gdyż chciałabyś odzyskać w tej sprawie święty spokój, ale nie osiągniesz tego, jeśli sama non stop będziesz się zadręczała.
Kiedyś napisałam Ci, że ten facet jest jak ten Piotruś pan, taki chłopiec w krótkich spodenkach.
Rzeczywistość bardzo go przerosła, bo urodziło się dziecko z problemami zdrowotnymi, Ty chodziłaś pewnie spanikowana i zapewne nie w głowie było Ci wtedy dbanie o dobre samopoczucie faceta, ponieważ martwiłas się o dziecko.
Zaczęłaś być, według jego oceny, za szybko dorosła i wszystko to, co kiedyś bawiło go w Tobie nagle zniknęło, bo wyłoniła się inna kobieta, nerwowa, przestraszona i pełna trosk.
A przecież nie tak miało być.
On żeby nie oszaleć zaczął znikać z domu i trafił na młoda radosna i pełna życia dziewczynę. Złapał się jej niczym ostatniej deski ratunku.
Przy niej znowu mógł żyć, a przy Tobie mógł tylko wegetować i non stop martwić się.
Taki chłopiec, chociaż wygląda jak dorosły mężczyzna.
Nie jest jednak zły aż tak do końca, ponieważ zależy mu na córce i okazuje to na różne sposoby.
Nie wróci do Ciebie, gdyż Ty kojarzysz mu się z wiecznym zamartwianiem się i zvtaka czysta, brutalna proza życia.
On tego nie chce.
On chce żyć bez takich problemów w samym centrum wydarzen.
Ty też mogłabyś zareagować tak jak on, czyli mogłabyś odciąć się od dziecka i rzucić w wir imprez a może nawet zbudować równolegle życie z jakimś facetem, życie radosne, bezproblemowe.
Nie zrobiłaś tego jednak i wiadomo, że nie zrobisz.
Bo Ty przeszłaś przez szybki kurs nauki życia i z kobiety o mentalności nastolatki stałaś się dojrzała kobieta.
On natomiast pozostał w tyle i dalej jest tym, kim był wcześniej.
Zrozum to wreszcie.
Nie masz żadnej możliwości, by sprawić, że ten człowiek nagle wyskoczy z krótkich spodni. Nic nie możesz zrobić w tym temacie.
Dlatego nie powinnaś zniżać się teraz do poziomu uczącej się życia nastolatki, która non stop miedli jedna rzecz, wręcz obsesyjnie miedli, bo uwierz mi, wyjaśnienie motywów działania tego faceta jest bardzo proste. Nie trzeba siedzieć i słuchać podcastow od rana do nocy, gdyż wystarczy tylko włączyć swoje własne szare komórki i odpowiedzi masz gotowe, podane na tacy.

Niestety, ale swoje plany, marzenia i cele życiowe zwiazalas z niewłaściwym facetem, ponieważ on ciągle jest dzieckiem. Nie jest jednak to Twoja winą - Ty wtedy, będąc na tamtym etapie życia, nie mogłaś myśleć w taki sposób, nie mogłaś przewidzieć, że spotkają Was tak trudne problemy.
On mentalnym chłopcem prawdopodobnie zostanie do końca, jednak nie oznacza to, że na swój sposób, stosownie do poziomu, jaki sobą reprezentuje, nie będzie się starał.
Będzie się starał, bo nie jest to podły człowiek.
Jednak Twoja oferta życia, jaka mu proponujesz jego po prostu przeraża i on wie, że nie tak chciałby żyć.
Postaraj się więc jak najmniej myśleć o tym człowieku i oducz swój mózg pewnych schematów myślowych.
Pół roku po rozstaniu, a on dalej ma problem z ujawnieniem prawdy, jaka jest między Wami - chodzi o rodzinę i znajomych
No sama widzisz. Oznacza to, że on doskonale wie o tym, że zachował się jak gówniarz, wstydzi się tego, ale nie oznacza to, że chciałby odwrócić bieg wydarzeń, wrócić do Ciebie, czyli przyjąć Twoja ofertę na życie.
Bo czym innym jest pójść do szpitala i siedzieć przy dziecku nawet i dwa tygodnie czuwając nad córką, jednak z możliwością powrotu do swojego fajnego życia, a czym innym jest trwać w tym szpitalu i razem z matką tego dziecka dalej dzielić codzienność.
Jego mozg musi przecież odpocząć i on takie możliwości sobie stworzył.
Po dniach szpitalnej mordęgi on wraca do siebie, przychodzi młoda radosna dziewczyna i jego problemy się kończą, do następnego razu oczywiście 
Twój mózg też musi odpocząć, ale Ty nie masz takich możliwości, Ty musisz żyć w swojej rzeczywistości.
Dlatego zrozum, że w tak trudnych warunkach, jakie Tobie zgotowało życie nie możesz jeszcze dokładać sobie złej karmy, czyli non stop roztklimiac sprawy z tym facetem.
Prędzej zadreczysz się tym wszystkim, nim pogodzisz się ze swoją rzeczywistościa i zaczniesz żyć bez tego wora na plecach.

447

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Z tym co napisała Ulle trudno jest się nie zgodzić.
Facet jest niedojrzały, zachował się adekwatnie do stopnia swojego rozwoju. Jednocześnie stara się " być w porządku" wobec córki, oraz (choć to niemożliwe raczej ,bo pewne rzeczy są nieodwracalne)- wobec Ciebie.
Muszę się powtórzyć, że tylko czas jest w stanie spowodować to że trzeba się z tym pogodzić. I bunt, złość, wściekłość będą jeszcze długo Twoim udziałem. Ale branie Jego zachowania za " dobra monetę", choć dla Ciebie kuszące, to błąd, z powodów które opisała Ulle.

448

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Czytając ten, czy inne podobne wątki, cieszę się, że są tutaj takie osoby, jak ulle czy Apogeum, które potrafią się wypowiedzieć na dany temat, choć na chwilę odsuwając emocje, które można odczuć, kiedy się słucha o czyimś nieszczęściu. Nieszczęście polega na tym akurat, że osoba nas krzywdzi i zawodzi na pewnym polu, ale nie zostaje tym samym najgorszą możliwą szują, o czym świadczy w tym ywpadku zachowanie gościa w stosunku do córki. Jeśli tutaj "grzechem" faceta jest ucieczka od tej tzw prozy życia czy też unikanie przebywania w towarzystwie kobiety, która kojarzy mu się wyłacznie z troskami i zmartwieniami, to niestety, ale nie jest to znowu tak rzadkie zjawisko. Spotyka się je u wielu osób, albo tuż przed tym, jak to życie stawia przed nimi takie warunki, albo po latach, kiedy mają tego "szarego" życia dość.
Nie robiłbym z tego faceta najgorszej możliwej kanalii..Ot, zawiódł on nadzieje Autorki na to, że stanie się jej wymarzonym towarzyszem życia, że go wyciągnie z tych krótkich spodni, jakie on cały czas najwidoczniej nosi.

449

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Pierwszy post z 16 marca:
"no i powiedziałam mu że ma dwie opcje. pierwsza taka, że idzie sobie zaczynać wszystko z suką. zabezpieczamy dziecko, zostawia jej WSZYSTKO co mamy skoro on odchodzi, ustalamy alimenty itd, że nie będę czekać aż suka go na bejbika złapie (nic nie powiedział). druga opcja że  walczy o rodzinę, ale tu i teraz."

Post z 8 sierpnia:
" i że emocjonalnie we mnie pękło. że chcę w tym miesiącu wszystkie formalności zamknąć oficjalnie. poprosiłam go o przjerzenie czy ma coś mi jescze do przekazania w kwestii rozliczeń, ja podliczę koszty dziecka i ustalimy oficjalnie alimenty. i żebyśmy przepisali oboje mieszkanie na córkę."
Tyle jeżeli chodzi o "zmiany" u Anny. Po prostu nie dopuszczała do siebie wtedy (marzec), co jeszcze można było zrozumieć i nie dopuszcza dzisiaj, co już absolutnie jest niezrozumiałe, że facet ją zostawił. Jest dokładnie w tym samym miejscu, a raczej cofa się, bo miesiące mijają, a młodsza nie będzie.

450 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-08-10 10:49:35)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

faktycznie post ulle do mnie przemawia, dzięki. nie popatrzyłam na te kwestie w ten sposób że siebie jakoś programuję.

Beka, tu nie wiem co masz myśli bo wtedy nie byłam gotowa na takie działania i tego nie zrobiłam. teraz jestem gotowa, jestem w trakcie pisania porozumienia rodzicielskiego i zrobiłam już excela z kosztami smile w weekend exluby dostanie szystko na maila.
i mimo że to mega boli to czuję też pomiędzy tym bólem nieco wolności, że dzięki uporządkowaniu spraw formalnych trohę mi się w głowie uporządkuje. a od niego się zdystansowałam te prawie 3 tygodnie temu, mimo że sporo jeszcze myślę to kontakty przez mój dystans zdecydowanie się ochłodziły.

451 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-08-10 11:10:08)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
anna.zakochana napisał/a:

faktycznie post ulle do mnie przemawia, dzięki. nie popatrzyłam na te kwestie w ten sposób że siebie jakoś programuję.

Beka, tu nie wiem co masz myśli bo wtedy nie byłam gotowa na takie działania i tego nie zrobiłam. teraz jestem gotowa, jestem w trakcie pisania porozumienia rodzicielskiego i zrobiłam już excela z kosztami smile w weekend exluby dostanie szystko na maila.
i mimo że to mega boli to czuję też pomiędzy tym bólem nieco wolności, że dzięki uporządkowaniu spraw formalnych trohę mi się w głowie uporządkuje. a od niego się zdystansowałam te prawie 3 tygodnie temu, mimo że sporo jeszcze myślę to kontakty przez mój dystans zdecydowanie się ochłodziły.


Anno, ależ oczywiście, że siebie programujesz. Uczyniłas w swojej głowie tak wielką postać z osoby tego faceta, który w swojej istocie jest tylko niedojrzałym chłopcem, że postać jego zamiast zmniejszać się ciągle Ci rośnie.
Gdybym non stop myślała o jakim człowieku, to przecież wiadomo, że po jakimś czasie dostałabym obsesji na jego punkcie.
Potem, gdybym w końcu chciała uwolnić się od tych myśli, to miałabym problem, bo jak to zrobić? Moj mózg już by miał to wdrukowane.
Musisz zacząć więc od teraz pozolna prace nad tym, żeby sama siebie oduczyć tego myślenia.
Tylko tak uda Ci się uwolnić od tej sprawy.
Tak więc nie kolejny podkast psychologiczny od samego rana, tylko słuchanie, jeśli już tak lubisz zegos słuchać, podkastu np o tematyce historycznej, przyrodniczej czy innej.
Wszystko byle tylko coraz skuteczniej odrywać swoje myśli od tego człowieka.

Musisz nauczyć się odpoczywać.
Warunki do odpoczynku masz trudne i niestety one takie pozostaną, bo w długą przecież nie pójdziesz, ale musisz stworzyć dla siebie jakiś psychiczny azyl.
Pain zaczęła np od intensywnej jazdy na rowerze i to było świetnym posunięciem.

Ty też poszukaj czegoś dla siebie.

Inaczej będziesz tak kręcić się wokół własnego ogona jeszcze bardzo długo.

On ma swój azyl i chociaż w głowie cały czas ma też i córkę i poniekąd także Ciebie, to przecież Wy tylko bywacie w jego życiu.
Normalnie żyje on jednak swoimi sprawami.

W Twoim życiu natomiast on nie bywa, tylko non stop jest i coraz bardziej rośnie.

Rób odwrotnie, niż do tej pory robiłaś.

452

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..
anna.zakochana napisał/a:

Jest to też oczywiście sposób w jaki radzę sobie z emocjami i sytuacja. Dla was dziwny, dla mnie naturalny bo tak samo robię w innych dziedzinach życia. Czyli zyskując wiedzę. Nie znaczy to że nie chce wyjść z bagienka.

Miłego dnia wszystkim!

Ja to rozumiem.  smile

Przetrawi się, przeanalizuje i czego się człowiek nauczy to jego. Następnym razem będzie o tę wiedzę mądrzejszy. Ja się na przykład nauczyłam, że warto podbijać sobie samoświadomość, a co do relacji patrzeć, czy partner ma niską czy wysoką samoświadomość. Jak niską to omijać szerokim łukiem, bo nie wiadomo, czy taki to jest z Tobą, bo faktycznie kocha, czy raczej z braku laku, bo nie trafił się nikt fajniejszy w mniemaniu tej osoby albo czy nie siedzi z Tobą ze strachu przed samotnością albo z jeszcze innego powodu w tym stylu. Nie mówiąc już o tym jakie bagno taka osoba potrafi pozostawić po sobie jak wiać po wątkach tutaj chociażby.

Dla mnie to też była taka faza po rozstaniu. Nasłuchałam się, wyciągnęłam coś dla siebie, ale po pewnym czasie zainteresowanie minęło samo z siebie. Została najwyżej taka letnia ciekawość, żeby coś poczytać od czasu do czasu. Dla przykładu tę książkę, której fragment podałam to czytam chyba już z 2 miesiące, bo mam inne rzeczy do roboty i inne książki do czytania, a to nie jest gruba księga. Jakbym trafiła na nią w innym czasie, to pewnie dzień do kilku dni góra i byłaby przeczytana. Nie ma co kreślić jakichś scenariuszy, że ktoś kto czyta takie książki o relacjach czy słucha takich podcastów wpadnie w obsesję, wcale nie musi tak być.

453

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Windy jest, tylko chwilowo wprowadza kolejną rewolucję w swoim życiu i rzadko ma czas zajrzeć:)
A znając trochę sytuację Ani to nadal będę stał na stanowisku, że po prostu potrzebuje czasu. Niektórzy potrzebują go mniej, niektórzy więcej. Ja po roku jestem już dużo dalej, ale na pewno nie na etapie, w którym jż jest mi całkowicie obojętna. Tylko jest już na tyle dobrze, że ze spokojem obserwuję zmiany w sobie w tym zakresie.
I doskonale rozumiem karmienie się przez Anię zachowaniami jej ex. Mi też długo zajęło dojście do prawdziwych intencji jż, które odbierałem zupełnie inaczej niż powinienem - to po prostu musi potrwać.
A fakty są jakie są:
- gość oświadczył się, wspólnie chcieli dziecko i niedługo potem zaczął zdradzać. Nosz k...., logika wskazywałaby, że burzę hormonów Ani w ciąży i po niej da się przeżyć, jak się wyrosło z krótkich spodenek. On nie wyrósł.
- Ania go jeszcze pewnie kocha, więc jak robi jej wodę z mózgu (nawet niezamierzenie) przebywając z nią i zachowując się "przyjaźnie", to trafia na podatny grunt - i takie wspólne spędzanie czasu jej szkodzi. Dopiero zaczyna dostrzegać, że gość dosyć jednoznacznie podejmuje każdego dnia decyzję o tym, że jednak idzie do łóżka z dziunią.
- "dziunia" jest w tym przypadku określeniem baaardzo trafnym:)
- trzeba korzystać z faktu, że gość ma jakieś poczucie winy związane z porzuceniem rodziny (bo jego zaangażowanie w pomoc Ani jest trochę za duże, żeby chodziło tylko o dziecko). Póki co facet próbuje wyjść z tematu jakoś z twarzą (bo pewnie o rozstaniu i dziuni mało kto z jego otoczenia w ogóle wie), to sprawy finansowe trzeba wyprostować. Jak mu dziunia zaciąży albo pojawi się jakaś inna miłość, to alimenty czy ich wpólne mieszkanie może stać się przedmiotem sporu.
Ja się w miarę możliwości od jż odcinam i to bardzo pomaga. Jak Ania będzie ograniczała kontakt do wymiany w opiece nad dzieckiem to też za kilka miesięcy będzie w innym miejscu:)
A piwo we wrześniu chętnie, sierpień mam zabity pod korek  smile

454 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-08-10 21:33:07)

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

odpiszę Wam Windy i Ulle tutaj, chcoiaż to bardiej pod Wasze posty na wątku obok ale nie chcę zaśmiecać smile

na aktywności to ja mam 1000 pomysłów (boks jest jednym z nich big_smile), mam wiele zainteresowań ale leżą sobie póki co bo czas dzielę między dziecko a pracę - którą swoją drogą bardzo lubię, ale żeby wyrobić tyle ile się zadeklarowałam (mimo że to nie jest pełen etat) to muszę nadganiać wieczorami i w weekendy. ale robię codziennie po kilkanaście kilometrów z wózkiem więc padam wieczorem i z chęcią do tego komputera siadam żeby popracować. a jak już mam wolne od dziecka to w tym momencie priorytetem jest dla mnie żeby wyjść towarzysko smile
niemniej ulle masz rację że nie potrafiłam odpoczywać - chodzi mi o ten czas spędzony z córeczką, zbyt na automacie i zbyt przewidywalnie. więc już dzisiaj zmieniłam swoją rutynę z córką i pojechałyśmy w miejsce w którym nas jeszcze nie było smile i parę innych takich znalazłam - w małym mieście nie mieszkam, jest co robić a i trzeba wykorzystać końcówkę lata. na jutro już też mam plan na nowość big_smile

455

Odp: Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

weekend huśtawka, trochę odpoczęłam i za siebie się wzięłam, dużo się śmiałam ale i trochę łez wylałam. z bólu. nie wiem nawet do końca co pod tym bólem jest, po prostu to wszystko dalej boli. excel wysłany, zostaje porozumienie, ale muszę tu parę punktów jeszcze przemyśleć. jest kilka kwestii na których mi zależy ale nie wiem czy to miejsce do ich uwzględnienia. ale do przodu w temacie.

no ale co się okazuje. 3 tygodnie mojego wycofu, on się też na mój wycof się zdynstansował ale jak mi dzisiaj dziecko oddawał to powiedział że chce pogadać. i trochę się zdziwiłam jak na moje pytanie ok, o czym on żę "o tym co się wydarzyło i dlaczego się wydarzyło". żeby spokojnie, bez dziecka, a pod koniec miesiąca będzie taka okazja jako że ciotka przyjeżdża. no i ja że ok, ale teraz to nie wiem co to za rozmowa ma być. w tej którą wam opisywałam, jakoś w trakcie na któreś moje pytanie powiedział "to na dłuższą rozmowę", ale nie przywiązywałam do tego uwagi, bo nigdy nie inicjował. a tu bęc. ogólnie to (Zgodnie z moim ostatnio ulubionym cytatem że 'when the pain exceeds the pleasure that's when people change') to musi go coś cholernie kłuć skoro chce ze mną gadać, bo to człowiek który nie znosi konfrontacji i nawet przy tym "zaproszeniu" czułam jego ogromy dyskomfort. tak sobie myślę - czy on się chce wybielic i mi nawtykać? z jednej strony to byłoby cholernie słabe, z drgiej - nic innego mi nie przychodzi do głowy.

ale żeby zająć sobie głowę czym innym, zapisałam się na speed dating na dwa dni przed tą rozmową tongue naoglądałąm się tego w serialach i zawsze chciałam na coś takiego iść, ale ostatnie x lat byłam w związkach to i wiadomo nie było jak big_smile

Posty [ 391 do 455 z 564 ]

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy warto walczyć? Zdradził, mamy małe dziecko..

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026