dzięki wszystkim za zaangażowanie w dyskusję, ale się porobiło
fajnie się czyta.
najbardziej kojące jest dla mnie po prostu zrozumienie że jestem w tym miejscu w którym jestem. to prawda, że czasem po prostu muszę wyrzucić emocje a one się pojawiają jak go widzę. zmiana myślenia i nawyków to nie jest pstryknięcie palcem. teraz znowu 5 dni bez i od razu wszystko się zaczyna zacierać, trochę się tu wyżalę, trochę do przyjaciół i nie mam potrzeby później rzucać piorunami w niego i potrafię się skupić na sobie. aktualnie to nie mam ochoty z nim gadać w ogóle. zobaczymy co będzie dzisiaj jak go zobaczę bo przychodzi.
prawda że nie dotknęłam dna. zbliżyłam się ostatnio lekko, stąd moja niechęć. wolałabym jednak tego dna nie dotykać i poradzić sobie w inny sposób.
noben, zapytałaś czy on sam z siebie - no dobrze podejrzewasz że nie. mój największy probem jest taki że chciałabym znać odpowiedzi na pytania na które odpowiedzi nie znam i nie rozumiem tego wszystkiego. dociera powoli że nie dostanę odpowiedzi, ale to trudne. i nie powtarzajcie mi że to "proste jak budowa cepa" bo nie kocha i sobie poszedł i tralalala życie. no dla mnie to nie jest proste. dla mnie jak się decydujesz na dziecko, dajesz pierścionek mówiąc że taki kamień wybrał bo jest wyjątkowy bo to i to to się deklarujesz i bierzez odpowiedzialność i jak się coś sypie to robisz wszystko żeby to naprawić. szczególnie że to było rok temu. nie 5, nie nawet 3 lata temu. ROK. zrobisz wszystko i się nie uda - ok, znaczy że trzeba iść dalej. i nie, gdyby tylko mi się coś opłacało a mojej rodzinie nie to bym nie skorzystała tak o.
totalnie zgadzam się z postami polis - co innego jakby mi powiedział "nie kocham Cię, nie chcę iść na terapię, chcę tylko kontakt z dzieckiem, uregulujmy". a on gra w swoją grę bo jak powie w ten sposób bo przyznaje że odszedł od młodej matki z niemowlakiem. jestem totalnie przekonana że to dla niego najtrudniejse w tym wszystkim - bo jak zrobić żeby ludzie pominęli ten fakt? trochę trudno, szczególnie jak ktoś znał nas oboje. fakt, że gdyby nie dziecko dawno by sobie z kochanką normalnie szalał i się nie odzywał. ale ja też bym była w innym miejscu i też bym o niego nie zabiegała. faceta to ja sobie znajdę jak będę chciała. bez dziecka to już w ogóle byłoby super proste.
niemniej analogia szerszenia do mnie przemawia bo tak teraz jest. a nie chcę być szerszeniem. jak dzisiaj przylezie to będę sobie tego szerszenia przywoływać w myślach.
p.s. temat założyłam żeby poznać opinię innych osób o sytuacji ale też żeby mieć miejsce na swoje żale. pisanie tu mi pomaga więc te żale jeszcze będę tu chwilę wylewać.