i utwierdzam się w przekonaniu że skoro terapii nie chce to dobry krok z tym żeby się nie widzieć.. miałam parę dni bez niego, zajmowałam się sobą, mieszkaniem, pracą, śmiałam się, trochę wyzłaszczałam w głowie ale były to dobre dni, efektywne, dużo zrobiłam. przyszedł, siedzi przybity w jednym pokoju z telefon w ręku, pewnie do dziuni napierdala, ja w drugim i się skupić nie mogę a mam robotę do skończenia, płakać mi się chce. straszne to jest .. jeszcze chwilę temu był dla mnie najbliższą osobą. zapytałam go czy chce pogadać to pokręcił głową nawet na mnie nie patrząć. w doopę z czymś takim. niszczy mnie to i powoduje że robię krok w tył.
psychiatra stwierdził u niego depresję i stany lękowe. tylko przyznał że o zdradzie nie rozmawiali. dostał leki, ale terapii nie ma zaleconej. nie wiem co o tym myśleć.
196 2022-04-26 20:04:18 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-04-26 20:05:00)
Podobne tematy
psychiatra stwierdził u niego depresję i stany lękowe. tylko przyznał że o zdradzie nie rozmawiali. dostał leki, ale terapii nie ma zaleconej. nie wiem co o tym myśleć.
Spryciarz o wesołych eksperymentach z alkoholem i imprezach,tłumieniu swoich emocji,konfliktach zamiecionych pod dywan wybuchach i eskalowaniu deficytów znając życie też nie wspomniał zapewne ,dla niego to normalka i nieistotne szczegóły ,psychiatra nie będzie ciągnął nikogo za uczy na terapię jeżeli ktoś nie chce ,wypisze receptę i koniec ,tyle się otrzyma ( a nawet więcej jeżeli uczciwie i z szacunkiem podejdzie do tematu) ile się włożyło w terapię ,
niestety Twój facet Cię zwodzi klasycznie minimalizuje swoje wewnętrzne problemy odracza i stwarza pozory naprawiania
nie jest kompletnie pewny nowej partnerki Ty jesteś w tak zwanym odwodzie to nie jest powód aby się łudzić i czekać .
hah, pięknie to ująłeś.. pozory naprawiania..
Swoją drogą - Aniu piękna mentalna zmiana z początku tego wątku, na stan obecny, naprawdę. Coraz twardziej, chłodniej, racjonalniej oceniasz wszystko i kroki podejmujesz - fajnie naprawdę.
Niewątpliwie duży to plus dla Ciebie. ![]()
ta laska to na oko taka używka. mam też podstawę podejrzewać że przy okazji ich spotkań sporo piją.. weekendy spędza ze mną i dzieckiem, z nią nie spędził żadnego "dnia", tylko nocki. a ona niedawno też zakończyła długi związek. może oboje odbijają sobie? podobno ludzie którzy tłumią w sobie emocje mają skłonności do popadania w różne nałogi i takiej ucieczki. stąd mówię że jest w gorszym stanie psychicznym. osobom wybuchowym w pewnym sensie jest łatwiej, bo wyrzucimy z siebie emocje i nam lżej. ja sobie nie potrafię w ogóle wyobrazić tłumienia tego w środku.
.
Ten fragment sprzed kilku dni zwrócił moją uwagę szczególnie
Obiektywnie ,czasem pewnie przesadzam i przeginam ,na zimne dmuchach doszukując się uzależnienia czy problemów ,
takie skrzywienie ,ponieważ jestem sam nałogowcem "zawodowym" czyli zdiagnozowanym,
znam mnóstwo innych nałogowców i ich historię.
Całe rzesze facetów alkoholików miało takie przeżycia jak Twój facet zwłaszcza tych tak zwanych wysokofunkcjonujących
gdzie długo długo nie widać nawet cienia problemu z piciem ,czasem bywają epizody ucieczki w alkohol co bywa mylące ,
a już zwody z symulowanymi nerwicami i depresjami to nagminna sprawa ,ma różne cele ,zmyłkę, zwód w celu ominięcia właściwego problemu ,nerwica depresja jest bardziej strawna ,alkoholizm to stygmat i obciach wymaga leczenie go abstynencji co jest na pewnym etapie nie do zaakceptowania
,pozór leczenia dla odraczania ,bycia w stanie zawieszenia i jeszcze w przerwach między ostrzejszym piciem łatwo wyłudzić leki bez problemów legalnie pomagają przetrwać okres abstynencji która bywa męcząca .
W sumie jak dla mnie to i tak za mało info o jego piciu wcześniej do jakiegoś sensownego wniosku
z drugiej strony to o czym wspomniałaś - nie jest wyjątkowe właśnie u osób uzależnionych od alkoholu ,potrafią "zmylić" psychiatrę wprowadzając go w błąd i pomijając istotne szczegóły fakty ,to też nagminne i znany jest to mechanizm wypierania zaprzeczania ,a nerwica lękowa z depresją to chyba ulubiony myk ,wystarczy bez wysiłku opisać wybiórczo objawy związane z chorymi emocjami i ich tłumieniem
na pewnym etapie rozwoju uzależnienia wielu moich znajomych tak robiło jak Twój facet
,to co napisałem nie jest jakąś prawdą jedynie słuszną czy objawioną mogę się mylić ,ale coś mi rezonuje znajomo .
Jeżeli tak jest z nim to jedyne co możesz to zająć się tylko i wyłącznie sobą i egzekwowaniem o ile to możliwe wzajemnych ustaleń ,bezkompromisowo ,każde ustępstwo będzie karmić nałogową regulację emocji i podtrzymywać będzie przeświadczenie że wszystko z nim w porządku a to Ty jesteś wariatką i masz większy problem .
Wojnę - póki co - widzę na horyzoncie, bo tam Cię wiodą dobre forumowe rady, którym dość biernie ulegasz.
Proponuję wyjść z założenia że Twój mąż jest jaki jest i na tym bazować, a nie pisać mu scenariusze dotyczące tego co 'powinien'. Jego schematy komunikacyjne są określone. To, że Tobie one nie pasują, nie jest tożsame z koniecznością jego 'pracy' nad sobą. Nota bene widziały gały co brały.
W tej chwili Wasze rozstanie przebiega relatywnie spokojnie i lajtowo - jak na standardy rozstań. Jak będziesz wciąż próbowała nim zarządzać i rozstawiać po kątach (a do tego chyba uparcie zmierzasz), to się możesz zdziwić kolejnym wybuchem i woltą.
No chyba, że jest to cena jaką jesteś skłonna zapłacić za błogą satysfakcję, że to wszystko JEGO wina - ten kierunek w Twoich wpisach też jest charakterystyczny jak się porówna pierwszy post z kolejnymi.
Autorka nie musi mu wchodzić do głowy. Wystarczy, że zakomunikuje odpowiednio swoje potrzeby, a oczekiwanie, że ojciec zajmie się własnym dzieckiem nie jest żadną roszczeniowością. Autorka ma prawo nie chcieć siedzieć z nim w mieszkaniu po tym co zrobił, zwłaszcza jeśli gorzej przez to się czuje. Nikt jej medalu nie da za to, że będzie go znosić w mieszkaniu, tak jak i jemu żaden medal się nie należy za to, że zajmuje się własnym dzieckiem. Po tym co zrobił, to priorytetem powinno być dbanie o siebie, a nie analizy, a co ex-misio sobie pomyśli i czy jego dojrzałość emocjonalna pozwoli mu na załapanie, że się nie depcze cudzych granic, a jak się depcze, to trzeba się liczyć z konsekwencjami oraz czy do chłopa dotarło, że nie jest po prostu singlem tylko singlem z dzieckiem i wynikają z tego pewne obowiązki.
To co jej proponujesz, to zaciskanie zębów i znoszenie jego towarzystwa, bo ona jest kobietą, a on biednym tatusiem Piotrusiem, imprezy i randki z kochaneczką. Już nie mówiąc, że piszesz jakby złoty medal powinien dostawać, że własnym dzieckiem raczy się zajmować.
No niestety jak się ma dziecko, to z pewnym ograniczeniami trzeba się liczyć i dorosnąć też kiedyś trzeba, zwłaszcza jak się ma dziecko.
Słaba komunikacja w związku może być winą obu, ale zdrada to już jego wina 100%.
i utwierdzam się w przekonaniu że skoro terapii nie chce to dobry krok z tym żeby się nie widzieć.. miałam parę dni bez niego, zajmowałam się sobą, mieszkaniem, pracą, śmiałam się, trochę wyzłaszczałam w głowie ale były to dobre dni, efektywne, dużo zrobiłam. przyszedł, siedzi przybity w jednym pokoju z telefon w ręku, pewnie do dziuni napierdala, ja w drugim i się skupić nie mogę a mam robotę do skończenia, płakać mi się chce. straszne to jest .. jeszcze chwilę temu był dla mnie najbliższą osobą. zapytałam go czy chce pogadać to pokręcił głową nawet na mnie nie patrząć. w doopę z czymś takim. niszczy mnie to i powoduje że robię krok w tył.
psychiatra stwierdził u niego depresję i stany lękowe. tylko przyznał że o zdradzie nie rozmawiali. dostał leki, ale terapii nie ma zaleconej. nie wiem co o tym myśleć.
Może przygotowywać grunt na wszelki wypadek. Biedny, cierpiący miś, jakby mu z nową kochanką nie wyszło, to fajnie pewnie byłoby mieć jakieś koło zapasowe. Jak nie wyjdzie, to może przyjść do Ciebie i tłumaczyć się ze swoich świństw, 'ale ja miałem depresję i tak cierpiałem'. Nawet jeśli miał, to i tak go nie tłumaczy. Depresja nie jest cudownym wytłumaczeniem na wszelkie świństwa.
Powiem tak: NIEZALEŻNIE, jak taki związek wyglądał, to zabawianie się z kochanką w momencie, jak moja partnerka rodzi, jest czystym sku**twem. I koniec tematu. Tylko po czymś takim, nie dziwię się, że Autorka ma gościa dość. To jest jedno z tych, może nielicznych, przypadków, gdzie nie ma pola do negocjacji.
Dziecko i opieka nad nim jest obowiązkiem a nie koneicznością, jeśli oczywiście to dziecko się już posiada.
A może byście chociaż przejrzeli pobieżnie wątek zanim ubogacicie go o swoje złote rady..?
Przecież piszecie zupełnie nie na temat i nawet nie nawiązujecie do opisanej tu sytuacji.
O ile się nie mylę, wymienione wydarzenie miało miejsce? Chyba, że Autorka to zdementuje..
Jeśli to prawda, to dla mnei wystarczy, żeby nie mieć wobec gościa żadnych wątpliwości...
A może byście chociaż przejrzeli pobieżnie wątek zanim ubogacicie go o swoje złote rady..?
Przecież piszecie zupełnie nie na temat i nawet nie nawiązujecie do opisanej tu sytuacji.
Na razie to ten komentarz jest nie na temat. My doskonale nawiązujemy do opisanej sytuacji i dajemy rady - nie wiem czy złote - dotyczące sytuacji Autorki. Bazujemy na własnych doświadczeniach i doświadczeniach osób piszących na tym forum.
Powiem tak: NIEZALEŻNIE, jak taki związek wyglądał, to zabawianie się z kochanką w momencie, jak moja partnerka rodzi, jest czystym sku**twem. I koniec tematu. Tylko po czymś takim, nie dziwię się, że Autorka ma gościa dość. To jest jedno z tych, może nielicznych, przypadków, gdzie nie ma pola do negocjacji.
Dziecko i opieka nad nim jest obowiązkiem a nie koneicznością, jeśli oczywiście to dziecko się już posiada.
O ile się nie mylę, wymienione wydarzenie miało miejsce? Chyba, że Autorka to zdementuje..
Jeśli to prawda, to dla mnei wystarczy, żeby nie mieć wobec gościa żadnych wątpliwości...
dementuję, czegoś takiego nie było
wręcz przeciwnie, cała ciąża, poród i 5 miesięcy po to poza faktem szpitala był dobry czas, ja miałam wrażenie że jesteśmy jedyni na świecie którzy rozumiemy co przechodzimy. wspierał mnie cały czas.
chociaż jak patrze wstecz to chyba wpadli w oko sobie jak ja już byłam w ciąży. nie mówię że wtedy już zdrada emocjonalna była, raczej nie, ale zaczął się wspólny projekt i on napierdzielał z uśmiechem w komputer. to był jeszcze czas pracy zdalnej i pamiętam taką sytuacją że ona przyjechała do nas raz żeby mu jakieś dokumenty dostarczyć. niby asystentka, ale nie jego i generalnie takie rzeczy to taksówkarze albo kurierzy zazwyczaj wożą. pamiętam że było to dla mnie dziwne, nawet to zdziwienie wyraziłam głośno, ale nie przywiązywałam do tego zbytniej uwagi, ona nawet nie weszła do mieszkania tylko w progu parę słów wymienili. teraz sobie myślę że chyba chciała go zobaczyć (?) no a później zaczęły się nasze kłopoty z ciążą to on odstawił ją na półkę, ale wrócił do niej ze wzmożoną siłą jak to się skończyło a ja zaczęłam wariować w domu zamknięta z dzieckiem.
A może byście chociaż przejrzeli pobieżnie wątek zanim ubogacicie go o swoje złote rady..?
Przecież piszecie zupełnie nie na temat i nawet nie nawiązujecie do opisanej tu sytuacji.
Czytałam, dlatego napisałam, że komunikacja to może być winą dwóch stron, a skoro była po narodzinach nerwowa i wyładowywała to na nim, to pewnie się jej przyda pomoc w zarządzaniu emocjami i nauce jak to robić, tylko autorka pisała, że na terapię chodzi, czyli wie, że musi nad sobą pracować. Nie rozumiem za to twojego problemu? Pisz Ci tutaj, że odwiedziny byłego u dziecka źle na nią działają. No to czemu miałaby nie proponować, żeby zabierał dziecko do siebie i miałaby nie iść w nowe ustalenia? Ma cierpieć i komuś czy sobie coś udowadniać w tak głupi sposób?
Jeśli asertywnie się komunikuje z byłym, to jeśli on sobie coś dopisuje i nadinterpretuje, to już jego problem i jego nieprzepracowanych problemów. Problemy rozwiązuje się na bieżąco, a nie wybucha po latach, a bo ty 3 lata temu to, a 5 lat temu tamto.
Autorko, mój błąd w takim razie:) chodziło o oczekiwanie seksu w tak trudnym dla Ciebie okresie..Wyolbrzymiłem, ale ogólnie i tak nie za dobrze to o nim świadczy..
o seks nie chodziło, zresztą zanim poszedł do łóżka, my wznowiliśmy współżycie i było naprawdę super, lepiej niż przed ciążą
anna.zakochana napisał/a:ta laska to na oko taka używka. mam też podstawę podejrzewać że przy okazji ich spotkań sporo piją.. weekendy spędza ze mną i dzieckiem, z nią nie spędził żadnego "dnia", tylko nocki. a ona niedawno też zakończyła długi związek. może oboje odbijają sobie? podobno ludzie którzy tłumią w sobie emocje mają skłonności do popadania w różne nałogi i takiej ucieczki. stąd mówię że jest w gorszym stanie psychicznym. osobom wybuchowym w pewnym sensie jest łatwiej, bo wyrzucimy z siebie emocje i nam lżej. ja sobie nie potrafię w ogóle wyobrazić tłumienia tego w środku.
.
Ten fragment sprzed kilku dni zwrócił moją uwagę szczególnie
Obiektywnie ,czasem pewnie przesadzam i przeginam ,na zimne dmuchach doszukując się uzależnienia czy problemów ,
takie skrzywienie ,ponieważ jestem sam nałogowcem "zawodowym" czyli zdiagnozowanym,
znam mnóstwo innych nałogowców i ich historię.
Całe rzesze facetów alkoholików miało takie przeżycia jak Twój facet zwłaszcza tych tak zwanych wysokofunkcjonujących
gdzie długo długo nie widać nawet cienia problemu z piciem ,czasem bywają epizody ucieczki w alkohol co bywa mylące ,
a już zwody z symulowanymi nerwicami i depresjami to nagminna sprawa ,ma różne cele ,zmyłkę, zwód w celu ominięcia właściwego problemu ,nerwica depresja jest bardziej strawna ,alkoholizm to stygmat i obciach wymaga leczenie go abstynencji co jest na pewnym etapie nie do zaakceptowania
,pozór leczenia dla odraczania ,bycia w stanie zawieszenia i jeszcze w przerwach między ostrzejszym piciem łatwo wyłudzić leki bez problemów legalnie pomagają przetrwać okres abstynencji która bywa męcząca .
W sumie jak dla mnie to i tak za mało info o jego piciu wcześniej do jakiegoś sensownego wniosku
z drugiej strony to o czym wspomniałaś - nie jest wyjątkowe właśnie u osób uzależnionych od alkoholu ,potrafią "zmylić" psychiatrę wprowadzając go w błąd i pomijając istotne szczegóły fakty ,to też nagminne i znany jest to mechanizm wypierania zaprzeczania ,a nerwica lękowa z depresją to chyba ulubiony myk ,wystarczy bez wysiłku opisać wybiórczo objawy związane z chorymi emocjami i ich tłumieniem
na pewnym etapie rozwoju uzależnienia wielu moich znajomych tak robiło jak Twój facet
,to co napisałem nie jest jakąś prawdą jedynie słuszną czy objawioną mogę się mylić ,ale coś mi rezonuje znajomo .
Jeżeli tak jest z nim to jedyne co możesz to zająć się tylko i wyłącznie sobą i egzekwowaniem o ile to możliwe wzajemnych ustaleń ,bezkompromisowo ,każde ustępstwo będzie karmić nałogową regulację emocji i podtrzymywać będzie przeświadczenie że wszystko z nim w porządku a to Ty jesteś wariatką i masz większy problem .
dopiero doczytałam, straszne co piszesz. moja pierwsza reakcja "nie, na pewno nie" ale teraz to ja sobie za nic ręki nie dam uciąć. jako młodziak był uważany za "mocnego zawodnika", ale tak od paru lat to bardziej piliśmy winko razem wieczorem jak stare małżeństwo, rzadko już wychodził się napić. ostatni rok, dwa to może był raz czy dwa. po naszej dużej kłótni podobno pierwszy raz wypił sam wódkę, nie wiem ile ale chyba sporo. ale czy to był pierwszy raz to nie jestem pewna i po tym jak go wyrzuciłam z domu wiem też że co wieczór 2-3 piwa wjeżdzały. teraz nie wiem, albo przestał albo ukrywa bo fakt jedna rzecz mnie zaniepokoiła, że ja mu parę razy jak był u dziecka to wino proponowałam, bo sama już do wina wróciłąm (100 ml wina znika z mleka w 2h
) to za każdym razem odmawiał.
jednocześnie w depresję jego wierzę.
A ja tylko przed weekendem zostawię Ci moje przemyślenia, że jak na okres od dnia zero to doskonałe sobie radzisz:)
Będzie raz zle, raz gorzej, czasem lepiej, ale za pół roku-rok będziesz dalej niż ja teraz (a w sumie obiektywnie nie jest już źle).
Trzymaj się:)
dzięki Windy, chociaż nie do końca to czuję. dzisiaj przyszedł to się popłakałam przy robieniu hummusu. chyba nie widział bo to takie ciche płakanie. ale mało brakowało a podbiegłabym do niego i się wtuliła
tak miałam ochotę
mam teraz taki czas, że na zmianę albo tęsknię albo czuję odrazę. powstrzymałam się resztkami sił żeby głupiego nic nie robić przypominając sobie że ją P U K A. i później włączyłam odpowiedni filmik na jutubie z affair recovery i trochę ulżyło. ale ciężko kurde
jutro zabiera pierwszy raz dziecko. z jednej strony odpocznę, mam plany, jestem umówiona, wyśpię się. ale już mi serce pęka na tą myśl. że nie będę jej widzieć 2 doby, pierwszy raz! że gdyby nie to wszystko to pewnie na majówkę byśmy w jakieś fajne miejsce pojechali. śmiali się, cieszyli.. no trochę się dzisiaj nad sobą użalam.
ciekawe czy córka pozna młodziutką ciocię czy on sam spędza weekend. jak sam - oj będzie mu ciężko, bo nie wie co to znaczy jeszcze. jak z nią - powodzenia, na co dzień nie jest tak słodziutko jak na zdjęciach.
. ale już mi serce pęka na tą myśl. że nie będę jej widzieć 2 doby, pierwszy raz! że gdyby nie to wszystko to pewnie na majówkę byśmy w jakieś fajne miejsce pojechali. śmiali się, cieszyli.. no trochę się dzisiaj nad sobą użalam.
.
Oj mamusia, mamusia ![]()
no kto by właśnie pomyślał ![]()
no kto by właśnie pomyślał
normalne Aniu ,
a po dziewiętnastu latch to i paslawek jak córcia wyfruwała z gniazda szukał miejsca za zasłonką - taki twardziel
![]()
216 2022-04-29 21:00:00 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-04-29 21:00:34)
to dobrze wiedzieć że nie zwariowałam całkiem, bo jak nie miałam dzieci to przyznaję, że wydawało mi się dziwne jak kobiety przeżywały zostawienie dziecka. nie mam zresztą problemu zostawić córki pod opieką mamy czy niani i wyjść na parę godzin, ale to dzisiaj mnie dobiło. miałam bardzo słaby dzień, rozryczałam się niestety jak przyszedł ją odebrać. wypomniałam, że przez jego decyzję córka traci czas z matką i ojcem, bo on podjął decyzję że woli dziunię, a ja tracę część jej dzieciństwa. nie wytrzymałam. także cały czas ten ból jest ogromny. chociaż pewnie są dodatkowe kwestie jak kwestia majówki właśnie. nie dość żę piękna pogoda i chciałoby się rodzinnie to tak naprawdę dwa lata temu właśnie w majówkę powiedziałam mojemu że chciałabym dziecko. i przypomniałam sobie jak się cieszył.. naprawdę się cieszył, zaskoczył mnie tym wtedy. więc nie wmówi mi że byłam taka okropna.
w każdym razie napisał mi później że przypomina, że to ja ustaliłam takie zasady ale jak chcę i "będę się normalnie zachowywać" to on nie ma problemu żebym jutro się z córką zobaczyła. ale odpisałam, że o ile to dla mnie trudniejsze niz myślałam to chcę żebyśmy majówkę przeszli jak zaplanowaliśmy a ja nie ustaliłam tego bo to spełnienie moich marzeń, tylko szukam rozwiązania bo poprzedni układ to była ułuda i malowanie trawy na zielono a ja chcę się z prawdą zmierzyć. i że wydaje mi się że tego potrzebuję (tak naprawdę oboje potrzebujemy) żeby zobaczyć czy tak mogę x lat. i że ja nie widzę na razie innych opcji ale jak ma pomysł to z chęcią wysłucham. nie odpisał, ale 2 godziny później dostałam zdjęcia córki z mini raportem jak popołudnie. miło, ale serce mi pękło znowu
poszłam sobie do kosmetyczki, fajnie, ale wróciłam i taka cisza, z jednej strony relaksująca, z drugiej - dobijająca. takie same odczucia mam odnośnie weekendu - na każdy dzień mam coś zaplanowane, jutro jest tylko dla mnie a od niedzieli widzę się z przyjaciółmi, rodziną i z jednej strony się na to cieszę, z drugiej strony - jest mi po prostu smutno bo tęsknię za czasem spędzonym z nim plus pierwsza majówka córci i zamiast z obojegiem rodziców na wycieczce spędzi ja na dwa mieszkania. zastanawiam się na jakim ja w ogóle etapie w tym wszystkim jestem. piszę tu żeby wyrzucać z siebie to wszystko, pomaga mi to. taki dziennik.
zastanawiam się na jakim ja w ogóle etapie w tym wszystkim jestem..
Też mnie to ciekawi, bo co post, to jakby całkiem inna sytuacja opisana.
218 2022-04-30 15:00:26 Ostatnio edytowany przez polis (2022-04-30 15:01:49)
Normalne, że tęsknisz, jest ci smutno. Daj sobie możliwość przeżycia tych wszystkich emocji. One są normalne. Nie tłum w żadnym wypadku i nie musisz się "normalnie zachowywać". Czym się kończy tłumienie masz przykład na swoim byłym. Co z tego, że on tłumił emocje i nie mówił, że ma problem jak potem wypominał po latach przy rozstaniu? Już nie mówiąc o tym, że tłumienie to dobra droga do nabawienia się depresji w przyszłości.
219 2022-04-30 15:02:32 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-04-30 16:53:20)
czemu inna? poza tym, że aktualnie mam wrażenie że sama sobie dołek wykopałam. albo mam kryzys albo w ogóle byłam na poziomie -5 i udawałam że taka twarda jestem bo aktualnie czuję się jakbyśmy się rozstali wczoraj. dzisiaj ryczałam ze 2 godziny bo wyszłam na balkon a sąsiedzi z dołu siedzą sobie w ogórdku, piją kawkę i jedzą śniadanko we 2 a ich na oko 2letnie dziecko z pchaczem gania po ogródku. ![]()
pojechałam do sklepu po farbę bo ogarniam parę rzeczy w mieszkaniu i jak wracałam to spotkałam go na spacerze z dzieckiem, timing doskonały, 5 min wcześniej albo 5 min później i byśmy się nie zobaczyli. był bez dziuni co mojemu sercu mówi "o, popatrz, to nie na serio skoro majówki nie spędzają razem" - a wiem że to nie ma znaczenia że oni nie spędzają razem tylko że my nie spędzamy razem. nie znoszę tej bezsilności.
@polis dzięki za dobre słowo
EDIT: chyba się wyjaśniła zagadka kryzysu i ma na imię pms XD
220 2022-05-01 10:02:07 Ostatnio edytowany przez Symbi (2022-05-01 10:02:33)
Poczytaj sobie o etapach żałoby po rozstaniu http://7wiatrow.blogspot.com/2019/03/et … odzie.html, spotkałam sie kiedyś z ich wykresem w kształcie okręgu, co może znaczyć, że te etapy kręcą się, przeplatają, raz jest lepiej, za chwilę znowu może być gorzej, grunt, by nie napędzać tego koła, by wreszcie się zatrzymało.
anna.zakochana ja to mam wrażenie, że czytam inny wątek niż noben
Tak dobry pomysł z podcastami. Sama tak robiłam po rozstaniu i sporo się dowiedziałam. Co prawda trzeba uważać, czy trafiło się faktycznie na kogoś z wiedzę czy na samozwańczego eksperta youtubowego, ale mam na to prostą metodę. Wpisuję imię i nazwisko osoby prowadzącej podcast i szukam tej osoby na np. znanym lekarzu.
Mogę polecić już coś sprawdzonego.
dzięki, dziewczyny! ja podcastów słucham namiętnie, jak jakiś film do mnie przemawia to słucham go non stop (jak teraz, z affair recovery stop trying to make them love you - stawia mnie do pionu), na pewno się zapoznam z tymi które poleciłyście ![]()
bardzo przemawia do mnie tej okrąg, bo czytałam o tych fazach jakiś czas temu ale nie potrafiłam właśnie się w tym odnaleźć, a biorąc pod uwagę mój dynamiczny charakter to pasuje mi to przeplatanie się. i chyba tak będzie. dzisiaj mojego kochanego dzidziusia dostałam z powrotem i.. no biologii nie oszukasz
w momencie jak ją wzięłam na ręce poczułam taki spokój, depresyjny i desperacki nastrój zniknął, a teraz, po paru godzinach czuję właśnie złość. jestem wściekła na niego że nie dał szansy. ja nawet nie wiem czy byłabym mu w stanie zaufać na nowo, ale jestem zła że wyrzucił zamiast próbować. zdradę wybaczę, ale tego - nie.
Nie mów z góry, ze zdradę wybaczysz, bo zdrada zawsze ma drugie dno i zdrada zdradzie nierówna. ![]()
Raczej masz na myśli niewierność.
Przeczytałam cały wątek. Będzie długo, ale mam nadzieję, że Ci to pomoże.
Zwróciłam uwagę szczególnie na wątek, kiedy on zaproponował terapię "kiedyś", a Ty zdecydowałaś, że jest na to określony czas. On się wtedy zdenerwował, że zawsze tak jest, że Ty podejmujesz decyzje i już. Dobry sposób na wzbudzenie w Tobie poczucia winy.
Mogę tylko napisać: mój mąż też taki był. Wiele rzeczy ukrywał w sobie, trzymał niewypowiedziane, tłumił złe emocje czy swoje potrzeby. A potem wybuchał i mówił, że wszystko zawsze musi być po mojemu. W międzyczasie jeszcze był pasywno-agresywny i to był jego sposób na ukaranie mnie za to, że nie zwracam uwagi na jego potrzeby (te, o których nigdy nie mówił). Potrafił czegoś "zapomnieć" podświadomie, żeby mnie zdenerwować itd. W podcastach Marity dużo o tych pasywno-agresywnych zachowaniach jest. A ja jestem taka jak Ty - konkretna, szybko podejmuję decyzje, działam.
Co się zmieniło? Najpierw ja. Poszłam na terapię, na której dowiedziałam się pierwszej podstawowej zasady: ja jestem odpowiedzialna tylko za siebie. Nie odpowiadam za humor drugiej osoby ani nie muszę z nikim obchodzić się jak z jajkiem, żeby mógł przy mnie wyrazić swoje zdanie. Tak samo ta druga osoba jest odpowiedzialna za siebie - chce mieć spełnione swoje potrzeby, to musi je komunikować, musi czasem o nie zawalczyć, musi dostosować się do warunków. Nie, że ktoś ma ustąpić i wtedy jaśnie panicz może przedstawi swoje zdanie - tylko jak panicz chce, to musi znaleźć w sobie siłę, żeby to powiedzieć. Wszystko w jego życiu zależy od niego samego.
Od tamtej pory za każdym razem, jak mąż mówił mi, że nie wzięłam w czymś pod uwagę jego zdania, nie dałam się mu wypowiedzieć czy cokolwiek - odpowiadałam, że moją rolą nie jest go zachęcać do mówienia. Ja nie odpowiadam za to, że on zdecydował nie mówić albo nie walczyć o swoje. To jego świadoma decyzja. Dodawałam też wtedy, że nie czuję się już winna. Ucinałam na tym temat. Każdy. A było ich miliony.
Twojemu w przypadku z tą terapią powiedziałabym, że ja biorę odpowiedzialność za siebie, za swoje dobre samopoczucie i dlatego nie będę czekać, aż on coś konkretnego zdecyduje. Wybieram, że to będzie dla mnie najlepsze podejśćie. Jeśli on czuje się tu niezaspokojony to musi też znaleźć rozwiązanie, które jemu będzie pasowało - za to jest odpowiedzialny sam. Czyli zupełnie nie tak, że jak Ty dajesz miesiąc na terapię to on biedny idzie marudzić, że znów jego pomysł nie wyszedł. Tylko idzie, siada, myśli - szuka rozwiązania. Jeśli tego nie zrobi, może sobie pogratulować, że wybrał marudzenie i sam jest za to odpowiedzialny. Bo Ty nie powiedziałaś NIE - jedynie wzięłaś odpowiedzialność za swoją stronę tego rozwiązania. Wyjścia nadal są, nic się nie zamknęło. Zamknięcie tematu to jego WYBÓR.
U mnie takie stawianie granic i to, że przestałam czuć się winna i odpowiedzialna za decyzje drugiej osoby, dało dużo przede wszystkim mi samej. Zaczęłam być bardziej pewna siebie, skupiłam się na swoich potrzebach. A na męża podziałało leczniczo, bo już nie mógł się oszukiwać, że on taki biedny. Na każdym kroku przypominałam mu o prawdzie. Potem poszedł na terapię, gdzie utwierdził się w tym, że mam rację. Teraz to już zupełnie inny człowiek, a nasze małżeństwo kwitnie.
Trzymaj się!
225 2022-05-02 11:36:51 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-05-02 11:37:59)
@Mendre, bardzo Ci dziękuję! faktycznie Twój post mnie podnosi na duchu, i nie chodzi o to że Wasze małżeńśtwo kwitnie (czego gratuluję!) chociaż miło słyszeć że takie rzeczy da się zmienić. ale przemawia do mnie ta kwestia z niebraniem na siebie winy, bo ciągle to robię. a po opisie Twojego męża widzę że doskonale mnie rozumiesz, no kalka w kalkę. i w ogóle nie wiem jak to jest że takie posty trafią w doskonały czas, bo autentycznie dosłownie tej nocy zdałam sobie sprawę, że mój (już były) narzeczony stosuje bierną agresję i w tą winę mnie wpędza a ja łykam jak pelikan. ulżyło mi jak zdałam sobie sprawę, byłam skupiona na tym co ja za uszami mam, sarkazm nie jest mi obcy, ale tak jak podczas wczorajszego czatu z nim przejrzałam na oczy to dawno tak nie miałam - że on totalnie stosował to co piszesz, karanie (u niego - ciszą), rzucanie komentarza "jasne, jak zawsze" i wychodzenie z pokoju a jak za nim szłam żeby wyjaśnić to słyszałam, że no bo ja muszę mieć ostatnie słowo, itd.
to jest to na co Agnes mi zwracała uwagę żebym się zastanowiła i kiełkowało i kiełkowało i w końcu wykiełkowało ![]()
"Od tamtej pory za każdym razem, jak mąż mówił mi, że nie wzięłam w czymś pod uwagę jego zdania, nie dałam się mu wypowiedzieć czy cokolwiek - odpowiadałam, że moją rolą nie jest go zachęcać do mówienia. Ja nie odpowiadam za to, że on zdecydował nie mówić albo nie walczyć o swoje. To jego świadoma decyzja. Dodawałam też wtedy, że nie czuję się już winna. Ucinałam na tym temat. Każdy. A było ich miliony."
to jest majstersztyk, nauczę się tego na pamięć.
jeszcze raz dzięki ![]()
Miałam identycznie. Mój mąż nawet tak samo z pokoju wychodził obrażony i nie chciał rozmawiać a ja głupia za nim latałam, żebyśmy dokończyli rozmowę. A teraz? Jak wychodzi z pokoju, to mówię mu: "wybrałeś, że nie rozmawiamy i nie rozwiązujemy tego problemu. To Twoja odpowiedzialność, bo ja tu jestem i mogę rozmawiać". I co on może na to powiedzieć? Wraca i kończymy rozmowę, bo głupio mu, że ja już rozumiem te manipulacje.
Bywało, że w trakcie godzinnej rozmowy musiałam po 30 razy odpierać jego "a bo Ty... nie zrobiłaś tego/powiedziałaś coś/zrobiłaś złą minę/powiedziałaś to w zły sposób/skrytykowałaś mnie i już mi się nie chciało zmieniać". Mówiłam wtedy: "Stop. Twoje wybory nie powinny zależeć ode mnie i tego, co ja robię". Jak zacięta płyta.
Podziałało.
Co do tego, że masz swoje za uszami - ja też miałam mnóstwo. Jestem nerwowa, dużo brzydkich słów z mojej strony padało, krzyki itd. Ale kiedy on się zmienił, ja też miałam przestrzeń, żeby się zmienić. Już tego nie ma. Po prostu wtedy byłam wykończona poczuciem winy i bezradności, że nigdy nigdzie nie dochodzimy, bo on nie rozmawia tylko obwinia. Daj sobie więcej miłości i zrozumienia, a jemu więcej dyscypliny i granic ![]()
227 2022-05-02 19:33:47 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-05-02 19:35:19)
radę na pewno zastosuję, już stosuję, tylko "mój" się zaczyna buntować i jeszcze bardziej obwiniać. nie wiem czy to faza czy ten typ tak ma ale ja już mam po kokardki traktowania go jak jajko bo właśnie tak ostatnio podchodziłam. trochę poszłam za daleko z trzymaniem emocji na wodzy, w sensie od wyrażania źle emocji przeszłam do tłumienia żeby właśnie tylko panicz nie poczuł się urażony. teraz chcę po prostu te emocje wyrażać a fakty nazywać po imieniu, jednak bez agresji, sarkazmu, etc.
dużo wiadomości wymieniliśmy od wczorajszej nocy i nawet pomyślałam że kurcze jest ok, bo o swoich uczuciach mówimy jakoś tak w miarę szczerze to zawsze krok do przodu żeby wyczyścić atmodferę, ale jak napisałam mu że zdrada to zawsze decyzja zdradzającego to chyba dla niego było za dużo do przełknięcia bo zaczął mi wmawiać że on nie że odszedł "do innej" tylko chce być sam bo związek ze mną go niszczy a ja sobie racjonalizuję to inną kobietą zamiast zaakceptować. nie wiem czy on sam przed sobą się nie przyznaje że z kimś sypia czy tak perfidnie kłamie.. jak o skonfrotnowałam z faktem że zdał sobie sprawę że związek go niszczy jak się ktoś pojawił a rok wcześniej się oświadczył i zrobił świadomie dziecko to już "więcej dzisiaj nie będzie pisał" - chociaż "mógłby mi na każdy argument odpowiedzieć". fakt faktem że ma rację że nie zaakceptowałam jeszcze tej straty. jeszcze nie potrafię (no i przyznaję się do tego, jemu też się przyznałam)
i spełniła się przepowiednia Agnes, że wykorzystuje fakt że nazywam rzeczy po imieniu żeby "mieć wątpliwości co do terapii bo chciał iść żeby pozamykać rzeczy i nauczyć się komunikować ale teraz jak widzi co robię to nie widzi sensu". także już miałam szansę wykorzystać to co Ty Mendre mi podpowiedziałąś napisałam że ja tam jestem otwarta na terapię, a jak szuka wymówki to zawsze ją znajdzie. jego odpowiedzialność jak nie pójdziemy. niech myśli. chwilę ma, bo kolejne 20 lat co najmniej będziemy mieć kontakt
już nie mówiąc że argument że nie pójdziemy się uczyć komunikować bo się źle komunikujemy to trochę ekhem, z dupy jest.
radę na pewno zastosuję, już stosuję, tylko "mój" się zaczyna buntować
Pewnie dlatego, że 'Twój' jest żywym człowiekiem, a nie postacią wymyśloną na potrzeby kiczowatego poradnika;
Sorry, psychologiczne prawdopodobieństwo takich scenek oscyluje w okolicach zera:
Miałam identycznie. Mój mąż nawet tak samo z pokoju wychodził obrażony i nie chciał rozmawiać a ja głupia za nim latałam, żebyśmy dokończyli rozmowę. A teraz? Jak wychodzi z pokoju, to mówię mu: "wybrałeś, że nie rozmawiamy i nie rozwiązujemy tego problemu. To Twoja odpowiedzialność, bo ja tu jestem i mogę rozmawiać". I co on może na to powiedzieć? Wraca i kończymy rozmowę, bo głupio mu, że ja już rozumiem te manipulacje.
Może i gdzieś kiedyś coś takiego się wydarzyło, nie wiem, mooooże. Ale generalnie na normalnych ludzi to po prostu nie działa, ew. działa drażniąco i nic poza tym.
Zresztą Ania może sama przetestować i się przekona, że takimi zaklęciami tylko przypieczętuje koniec jakiegokolwiek dialogu.
229 2022-05-03 10:31:38 Ostatnio edytowany przez polis (2022-05-03 10:55:34)
anna.zakochana napisał/a:radę na pewno zastosuję, już stosuję, tylko "mój" się zaczyna buntować
Pewnie dlatego, że 'Twój' jest żywym człowiekiem, a nie postacią wymyśloną na potrzeby kiczowatego poradnika;
Sorry, psychologiczne prawdopodobieństwo takich scenek oscyluje w okolicach zera:Mendre napisał/a:Miałam identycznie. Mój mąż nawet tak samo z pokoju wychodził obrażony i nie chciał rozmawiać a ja głupia za nim latałam, żebyśmy dokończyli rozmowę. A teraz? Jak wychodzi z pokoju, to mówię mu: "wybrałeś, że nie rozmawiamy i nie rozwiązujemy tego problemu. To Twoja odpowiedzialność, bo ja tu jestem i mogę rozmawiać". I co on może na to powiedzieć? Wraca i kończymy rozmowę, bo głupio mu, że ja już rozumiem te manipulacje.
Może i gdzieś kiedyś coś takiego się wydarzyło, nie wiem, mooooże. Ale generalnie na normalnych ludzi to po prostu nie działa, ew. działa drażniąco i nic poza tym.
Zresztą Ania może sama przetestować i się przekona, że takimi zaklęciami tylko przypieczętuje koniec jakiegokolwiek dialogu.
Czyżbyś znała wszystkich ludzi na świecie, że wiesz, że nie działa tak dobrze? Czy może przeprowadziłaś jakieś poważne badania, że tak właśnie jest?
Przede wszystkim różnica pomiędzy mężem Mendre, a partnerem Ani jest taka, że mąż Mendre poszedł na terapię, więc są na innym etapie i oczywiście na partnera Ani może to nie zadziałać tak samo. Niemniej Ania dobrze robi, że mówi mu, że to jego wybór, że nie idą na terapię. Niech nie daje sobie wepchnąć, że wszystko jej wina, bo biedny miś dostaje ataku, że ktoś może chcieć konkretów i nie zamierza czekać nie wiadomo ile aż on coś ruszy w temacie. Na niego takie postawienie sprawy też może zadziałać otrzeźwiająco, tutaj bardzo zgadzam się z Mendre. Dzięki temu może dojrzeć, że on być może sam siebie oszukuje, że to wina złej Ani, że nie idą na terapię, a on biedny miś co nic nie może i na nic nie ma wpływu.
Ania, ten twój partner pewnie chce zachować dobry obraz siebie, chce siebie widzieć jako dobrego człowieka, a fakt, że zdradził wieloletnią partnerkę, z którą ma dziecko burzy dobry obraz siebie. Pewnie ma też poczucie winy, które teraz stara się tobie sprzedać swoim zachowaniem.
230 2022-05-03 11:54:48 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2022-05-03 11:56:29)
Aniu jesteś na dobrej drodze ![]()
Zwrócę Ci tylko uwagę, żebyś nie oczekiwała wielkich sukcesów terapii jeśli on na nią pójdzie z łaski, żeby coś Ci udowodnić, a robić będzie nadal to samo.
Terapia to nie wyrwanie bolącego zęba albo wycięcie migdałków - wyrzucamy coś zepsutego i organizm działa prawidłowo. To tak nie działa. Dlatego bez sensu jest zmuszanie go do czegokolwiek. Ty masz dbać o siebie i dziecko a on może się dostosować do sytuacji i być dla Was dobrym człowiekiem, albo egoistą, który robi tylko to co dla niego wygodne zasłaniając się Twoim wybuchowym charakterem. Gdybyś nie miała powodów wybuchać to byś nie wybuchała, i tu dobrze mieć świadomość, że najczęstszą przyczyną złości jest niesprawiedliwość jaka nas spotyka. Popatrz czasem pod tym kątem na swoje reakcje.
Trzymam kciuki, żeby narzeczony zrozumiał, iż życie w związku w którym jest dziecko to zupełnie inna bajka niż życie pary bezdzietnej. Niech się obudzi i zacznie wypełniać obowiązki jakie niesie ze sobą posiadanie potomstwa.
Powodzenia ![]()
taak, dlatego ja odpuściłam "starania" bo widzę że faktycznie nie jest gotowy by stawić prawdzie czoło i szczerze o pewnych sprawach rozmawiać. nie wiem czy będzie. a ostatnie czego mi trzeba to terapia która jest bez sensu i która ma na celu tylko zmydlić oczy. ja chcę takiej głębokiej terapii, gdzie naprawdę przyznajemy się do rzeczy do których nam ciężko się przyznać. która będzie boleć. ale byłaby oczyszczająca. póki co tego nie dostanę..
@noben to co wg Ciebie powinnam robić? ![]()
@noben to co wg Ciebie powinnam robić?
Spróbować ustalić, czy jego zdaniem też macie kryzys, czy ma już całkiem wywalone na Ciebie i tylko gra tak, żeby rozstanie przebiegło jak najbardziej ''miękko'' dla niego.
Oczywiście najlepiej byłoby przeprowadzić osławioną 'szczerą rozmowę' , ale sama wiesz, że z tym panem to nie przejdzie, więc musisz przeprowadzić proces poszlakowy.
Dywagacje o terapii, w sytuacji gdy nie znasz odpowiedzi na to pytanie są...
...nieuzasadnione, że tak powiem ładnie.
Poza tym nie zaszkodzi czasem spróbować go zrozumieć. Nie usprawiedliwiać, nie rozgrzeszać (jak zaraz mi zarzucą) ale zrozumieć: dlaczego on się zachowuje tak a nie inaczej i co chce osiągnąć.
nie powiedziałabym że ma wywalone, ale odleciał emocjonalnie ode mnie i uważa, że w końcu znalazł kogoś kto go rozumie - czyli dziunię. liczy że ona jest tą "jedyną" i da mu szczęście. ale ukrywa ten fakt bo równocześnie ma wyrzuty sumienia, bo na pewnym poziomie zdaje sobie sprawę że to jest egoistyczne i że jego decyzja wpływa na kilkanaście osób i że dziecko nie będzie miało pełnej rodziny. i przez to obwinia mnie że ze mną się nie da żyć. no i trudniejsze byłoby teraz odbudować relację ze mną, skonfrontować się z prawdą niż budować nowy związek. tam jest na razie fajnie i łatwo i jest to festiwal wzajemnej adoracji i ma u niej akceptację jak małe dziecko.
powiedziałabym że gdyby nie dziunia to poszedłby na terapię żeby zobaczyć opcje. co co by tracił? czas jedynie. a zyskać może.. wszystko. a tak nie chce stracić tej szansy na "prawdziwą miłość". dla niej poświęca aktualnie dorobek życia. dosłownie.
próby zrozumienia podejmuję codziennie ale mogę sobie dywagować, może mam rację, może nie.
ale ukrywa ten fakt bo równocześnie ma wyrzuty sumienia, bo na pewnym poziomie zdaje sobie sprawę że to jest egoistyczne i że jego decyzja wpływa na kilkanaście osób i że dziecko nie będzie miało pełnej rodziny. i przez to....
Chyba trochę odlatujesz w tych interpretacjach. Na mój gust to ukrywa z wygody, ale to bez znaczenia.
Na tą chwilę chyba z tym ukrywaniem trzeba skończyć, bo to go postawi przed decyzją: wóz albo przewóz i zakończy takie bezsensowne zawieszenie, które Ciebie wyniszcza, a jemu jest na rękę umożliwia dowolny ruch, tudzież uwalnia od smętów ze strony rodziny.
Więc pora oficjalnie 'ogłosić' rozstanie i trąbić o tym fakcie na prawo i lewo. On pewnie wstępnie się wkurzy i będzie próbował czynić pretensje i odwodzić różnymi psycho-trikami. Ale to ostatecznie zmusi go decyzji czy odchodzi 'całkiem' czy zostaje.
Więc pora oficjalnie 'ogłosić' rozstanie i trąbić o tym fakcie na prawo i lewo. On pewnie wstępnie się wkurzy i będzie próbował czynić pretensje i odwodzić różnymi psycho-trikami. Ale to ostatecznie zmusi go decyzji czy odchodzi 'całkiem' czy zostaje.
Nie widzę powodu aby wszystkim trąbić jak sobie chcę poukładać życie. Gdyby mój mąż zaczął trąbić o naszych najbardziej prywatnych sprawach to by było pozamiatane.' Ja się nie uginam pod naciskami, raczej bardziej ustawiam do walki.
Nie wszyscy pozwolą się zagonić do narożnika, po drugie nie wszyscy żyją na pokaz. To nie jest tak, że opinia innych ludzi do czegokolwiek mnie zmusi, bo to moje życie, moja przyszłość, a inni na chleb mi nie dają, żebym musiała się przejmować ich opiniami.
Dorośli ludzie na pewnej pozycji i dobrze sytuowani nie wystawiają się na publiczny osąd bo to jest żałosne. Jeszcze tego brakowało, żeby im sąsiedzi mówili jak mają żyć.
Aniu, bardzo dobrze robisz stosując metody Mendre. Nareszcie nie pozwalasz wpędzać się w poczucie winy przez manipulację biednego misia, co to został zakrzyczany przez złą kobietę. Jedyny sposób na ustawienie go do pionu to pokazania mu, że przejrzałaś jego metody i dalej nie pozwolisz się oszukiwać. Każde jego zachowanie to jego decyzja, brak decyzji i działania też jest decyzją, żeby nic nie robić. Nie pozwól mu od tej odpowiedzialności uciekać. Teraz się decyduje jakość Waszych relacji w przyszłości, czy dalej będzie korzystał ze starch sposobów, czy już nie dasz sobie tego robić.
On nie chce terapii, bo wypracował sobie system który przynosi mu korzyści i nie chce z tego zrezygnować. Na terapii mogłoby wyjść, że od lat manipuluje Tobą za pomocą poczucia winy i presji społecznej,nakładającej na kobietę bardzo wiele obowiązków. Kiedy nie mieliście dziecka byłaś w stanie temu podołać. Po urodzeniu i dodatkowych kłopotach zdrowotnych wszystko Cię przerosło i była potrzebna jego pomoc. On zwyczajnie nie miał ochoty przyjąć na siebie tych obowiązków jakie powinien, dlatego były spięcia a potem odszedł. Tak wybrał ze zwykłej wygody i tyle w temacie.
Dorośli ludzie na pewnej pozycji i dobrze sytuowani .
Dowartościowałaś się?
Agnes76 napisał/a:Dorośli ludzie na pewnej pozycji i dobrze sytuowani .
Dowartościowałaś się?
To było o Ani i jej narzeczonym. Oboje to przecież mają ![]()
238 2022-05-04 15:00:56 Ostatnio edytowany przez Symbi (2022-05-04 15:02:07)
A ja myślę, że Anna powinna zdać sobie sprawę, że tego związku już nie ma, nie ma "was". Z mojego punktu widzenia wszelkie wpływanie na eks, by szedł na terapię, to też jest manipulacja, choć ze strony Anny. Jak kocha, to niech puści wolno, o miłość się nie walczy, wsadził do innej pipki niejeden raz, a ta za nim wielce latać będzie w imię całości rodziny, niech spada.
239 2022-05-04 15:20:36 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-05-04 15:34:39)
noben napisał/a:Agnes76 napisał/a:Dorośli ludzie na pewnej pozycji i dobrze sytuowani .
Dowartościowałaś się?
To było o Ani i jej narzeczonym. Oboje to przecież mają
Szczerze? Uważasz się za lepsza od innych i praktycznie w każdym swoim poście lubisz dać do zrozumienia, że Tobie wiedzie się lepiej. W którymś tam temacie przeczytałam nawet dłuższą Twoja wypowiedź, jakiego to Ty masz bogatego męża, wielki dom i kilka mieszkań ( mogę jedynie mylić teraz szczegóły) i nawet pomyślałam sobie wtedy " ale zarozumiała baba, ta to będzie pouczać maluczkich i prawic dyrdymaly ze swoich wyżyn" i faktycznie potem tylko utwierdziłam się w swoim pierwszym wrażeniu.
Mam wrażenie, że pisząc tutaj do ludzi trzymasz przed sobą jakąś mundra książkę i przepisujesz z niej fragmenty. Szelest kartek papieru ja wyczuwam na kilometr.
Więcej życia koleżanko i mniej teorii, czyli srania w banię i gwizdania.
A Ty autorko, zamiast wymyślać coraz głupsze sposoby na tego faceta zacznij kierować się rozumem. Wbij sobie przede wszystkim do głowy to, że z niewolnika nie zrobisz pracownika. Ten facet zwyczajnie nie chce być z Tobą i jest na to milion powodów albo dwa lub trzy. Nie goni się za uciekającym autobusem.
Jeśli facetowi zależy, to zapewniam Cię, że żadna przeszkoda nie jest mu straszna, a facet odnajdzie Cię nawet na końcu świata.
Ten chce być wolny i żebyś uświadamiała go od świtu do nocy i od poniedziałku do niedzieli, to i tak do niczego go nie przekonasz.
Co masz robić?
Nic nie rób.
Żyj normalnie swoim życiem, zajmij się dzieckiem i przestań uganiać się za facetem, który Ciebie nie chce.
Ulle, wiedziałam, że w którymś momencie wyskoczą takie sprawy, dlatego nie lubię o sobie pisać. Fragmentów też nie znajdziesz, bo szybko je kasuję, mają znaczenie w danym momencie w kontekście sprawy, i nie chcę, żeby potem ktoś o tym czytał. Nie zawsze było mi tak dobrze, gdy braliśmy ślub oboje byliśmy biedni jak myszy kościelne, i wcale nie było nam wtedy gorzej tylko inaczej. Bo jak już pisałam, pieniądze są ważne, żeby mieć zapewnione podstawowe potrzeby, a potem już krawiec kraje, jak materii staje.
Ten majątek wcale nie przewrócił mi w głowie, bo wiesz...pizdnie jedna rakietka i po majątku. Nie ma się czym podniecać.
Dlatego gdy ludzie widzą w związku jedynie kasę i w kółko wokół tej kasy, bo nie potrafią zrozumieć, że są ważniejsze sprawy, to się temu sprzeciwiam. I tylko dlatego to napisałam, bo trudno mi było to inaczej wytłumaczyć.
Życia trochę przeżyłam, trochę ludzie opowiadali, sporo widziałam, a książki lubię, nie zaprzeczę.
No to sobie po mnie pojechałyście, wyrównało się i można dalej rozmawiać, bez poczucia, że jestem wyżej.
ja tylko powiem, że wszystkie posty tutaj są dla mnie cenne, zarówno Ciebie ulle, jak i Agnes odbieram jako kobiety z dużym doświadczeniem. Agnes jest daleka od skrajności i to w Tobie uwielbiam, ulle Ty jedziesz prosto z mostu i ja z takimi osobami z jednej strony będę się kłócić (mój pierwszy odruch), ale będę też bardzo myśleć nad tym co napisałaś. i lubię i jednej i drugiej styl. ![]()
i de facto obie macie rację - bo tak, z jednej strony muszę się przestać uganiać, z drugiej - muszę też znaleźć na niego sposób dotarcia bo mamy wspólne dziecko.
dostałam też ostatnio w realu fajną radę - żeby sobie czuć co czuję i nawet mieć nadzieję, ale postępować zgodnie z rozumem. to niby takie oczywiste, ale mi też pomogło, bo cały czas chciałam nie czuć tej tęsknoty żeby się nie uganiać ale to nie działało bo tłumiłam i wybuchało. nie chciałam czuć bólu, chciałam żeby serce i rozum nadawały na jednej fali. ale się nie da na razie. więc płaczę sobie, tęsknię, mam nadzieję że on "pjdzie po rozum do głowy" ale równolegle działam sobie -zgodnie z faktami umówiłam się już do adwokata, szukam samochodu bo zostałam bez (nie mieliśmy własnego, ex miał służbowy)
Symbi, dzięki za "wsadził do innej pipki niejeden raz, a ta za nim wielce latać będzie w imię całości rodziny, niech spada." - to mnie rozwaliło i przemówiło.
dzisiaj popołudnie lepsze, luzik totalny mam w głowie. ach, gdyby mi taki nastrój został ![]()
Aniu, bardzo dobrze robisz stosując metody Mendre. Nareszcie nie pozwalasz wpędzać się w poczucie winy przez manipulację biednego misia, co to został zakrzyczany przez złą kobietę. Jedyny sposób na ustawienie go do pionu to pokazania mu, że przejrzałaś jego metody i dalej nie pozwolisz się oszukiwać. Każde jego zachowanie to jego decyzja, brak decyzji i działania też jest decyzją, żeby nic nie robić. Nie pozwól mu od tej odpowiedzialności uciekać. Teraz się decyduje jakość Waszych relacji w przyszłości, czy dalej będzie korzystał ze starch sposobów, czy już nie dasz sobie tego robić.
On nie chce terapii, bo wypracował sobie system który przynosi mu korzyści i nie chce z tego zrezygnować. Na terapii mogłoby wyjść, że od lat manipuluje Tobą za pomocą poczucia winy i presji społecznej,nakładającej na kobietę bardzo wiele obowiązków. Kiedy nie mieliście dziecka byłaś w stanie temu podołać. Po urodzeniu i dodatkowych kłopotach zdrowotnych wszystko Cię przerosło i była potrzebna jego pomoc. On zwyczajnie nie miał ochoty przyjąć na siebie tych obowiązków jakie powinien, dlatego były spięcia a potem odszedł. Tak wybrał ze zwykłej wygody i tyle w temacie.
Dodałabym, że Ania nie powinna się zdziwić, jeśli fakt, że ona przejrzała jego manipulację na biednego misia sprawi, że on odejdzie do młodszej dziuni, którą może mu być o wiele łatwiej manipulować i łatwiejsze może być wjeżdżanie na jej poczucie winy starymi sztuczkami, które do tej pory stosował na niej. Wydaje mi się, że teraz albo otrzeźwiej albo właśnie uzna, że u Ani, która przejrzała jego sztuczki już nic nie wskóra, więc nie będzie już tak fajnie i miło, no i przede wszystkim nie będzie można stosować starych sztuczek. Trzeba by zacząć komunikować się inaczej, włożyć wysiłek w nauczenie się nowych sposobów, a manipulantowi, który wygodnie się urządził za pomocą manipulacji, może niespecjalnie zależeć na takiej zmianie.
Ta gadka o terapii to możliwe, że tak na wszelki wypadek, żeby pójść w jak najmiększe lądowanie, w razie, gdyby związek z dziunią nie wypalił i w szerokim świecie się nie powiodło. Możliwe, że już kombinuje jak tu załatwić sprawę, żeby w razie, gdyby jemu się nie udało z dziunią wrócić do Ani, bo przecież starał się ładnie zachować i na spokojnie rozejść, żeby przypadkiem nie palić mostów. To by też tłumaczyło czemu było mu tak niespieszno z terapią i dostał ataku, że Ania tu stawia mu deadline. Może oczekiwał, że on sobie pobędzie przez jakiś czas z dziunią zobaczy, czy im wyjdzie, a jak nie to wróciłby do Ani i dopiero wtedy łaskawie poszedłby na terapię.
dostałam też ostatnio w realu fajną radę - żeby sobie czuć co czuję i nawet mieć nadzieję, ale postępować zgodnie z rozumem
Dokładnie tak postępowałem u siebie. Bolało, ale z czasem człowiek docenia taki to postępowania.
A co ty się Anna martwisz o jego ojcostwo, martw się o swoje macierzyństwo. Przyjdzie czas, to i on dojrzeje do ojcostwa, po prostu mu w tym nie przeszkadzaj, a i dziecku nie tłumacz ojca. Bądź psychicznie przygotowana, że będziesz musiała radzić sobie w wielu sytuacjach sama, bo nie wiadomo, czy wyegzekwujesz naprzemienną opiekę. Niejedna kobieta dała radę, to i Ty dasz.
Mi się nieśmiało wydaje, że się trochę za daleko zapędzacie z tymi wszechobecnymi 'manipulacjami'.
Jak ktoś nie chce gadać i wychodzi, to jednak warto przynajmniej rozważyć, że po prostu może nie chcieć gadać. I już.
Tymczasem czytając co poniektóre wypowiedzi, można uznać, że facet nie śpi nocami, tylko wymyśla coraz to nowe intrygi, jak by tu znów zmanipulować Anię. Albo dla odmiany wielce przeżywa, że ona go 'rozgryzła'. Takiego wała jak Polska cała.
To w jakimś perwersyjnym sensie też jest myślenie życzeniowe, bo sugeruje, że on jednak ciągle o Ani myśli.
A ja brutalnie podejrzewam, że on sobie w wolnych chwilach fantazjuje o dziuni, a na Anię z jej pomysłami 'ratowania' związku tudzież kolejnymi czarodziejskimi metodami zwalczania domniemanych manipulacji reaguje jak na brzęczącą nad uchem muchę.
Po prostu go to irytuje i chce mieć jak najszybciej święty spokój.
no oczywiście że nie chce gadać, bo trzeba się wysilić. nikt nie przeczy temu. manipulacja polega na tym, że później zrzuca winę za sytuację niewyjaśnienia pewnych rzeczy czy niedokończenia bo ktoś go "zmusił" do tego żeby on milczał. a milczy z wygody. i wiadomo że chce mieć święty spokój - dlatego zresztą uciekł od codzienności w fun relację z 25letnią imprezową laską korzystającą z młodości
pół etatu o niej fantazjuje i nie wiadomo co tam się dzieje, pół etatu stara się być przykładnym tatusiem. wyrzuty sumienia ma, znam go. nie w stosunku do mnie, ale w stosunku do dziecka.
No to, teraz:
1. Jaki masz cel?
2. Jak zamierzasz go osiągnąć?
3. Jeśli osiągniesz - co dalej?
4. Jeśli nie osiągniesz - też, co dalej?
248 2022-05-04 21:18:50 Ostatnio edytowany przez polis (2022-05-04 21:19:19)
No jak to inaczej nazwać jak nie manipulacją? Inna sprawa, czy on robi tak świadomie, czy nieświadomie i wydaje mu się, że jest na prawdę tym biednym pokrzywdzonym misiem.
Nie wiem też skąd wzięłaś to wielkie przeżywanie. Wydaje mi się oczywiste, że jak ktoś wcześniej stosował grę na biednego misia i działało, uzyskiwał co chciał, to nie będzie mu równie miło jak ktoś odpowie takimi zdaniami jak podała Mendre i nagle się okazuje, że tą drogą nie uzyskuje tego co wcześniej, jak np. przerzucenia poczucia winy. Czy on to wielce przeżywa, ma jakąkolwiek refleksję czy pociesza się dziunią, to już inna bajka.
249 2022-05-04 21:55:51 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-05-04 21:57:19)
Ulle, wiedziałam, że w którymś momencie wyskoczą takie sprawy, dlatego nie lubię o sobie pisać. Fragmentów też nie znajdziesz, bo szybko je kasuję, mają znaczenie w danym momencie w kontekście sprawy, i nie chcę, żeby potem ktoś o tym czytał. Nie zawsze było mi tak dobrze, gdy braliśmy ślub oboje byliśmy biedni jak myszy kościelne, i wcale nie było nam wtedy gorzej tylko inaczej. Bo jak już pisałam, pieniądze są ważne, żeby mieć zapewnione podstawowe potrzeby, a potem już krawiec kraje, jak materii staje.
Ten majątek wcale nie przewrócił mi w głowie, bo wiesz...pizdnie jedna rakietka i po majątku. Nie ma się czym podniecać.
Dlatego gdy ludzie widzą w związku jedynie kasę i w kółko wokół tej kasy, bo nie potrafią zrozumieć, że są ważniejsze sprawy, to się temu sprzeciwiam. I tylko dlatego to napisałam, bo trudno mi było to inaczej wytłumaczyć.
Życia trochę przeżyłam, trochę ludzie opowiadali, sporo widziałam, a książki lubię, nie zaprzeczę.
No to sobie po mnie pojechałyście, wyrównało się i można dalej rozmawiać, bez poczucia, że jestem wyżej.
Ok, możemy dalej rozmawiać, z tym że jeśli chodzi o mnie to ja też sroce spod ogona nie wypadłam i byłabyś bardzo zaskoczona gdybyś wiedział ile osiągnęłam, tak więc ja to też lepszy sort. Żartuje oczywiście.
Jesteś chyba fajna osobą, tak prywatnie, bo mimo iż to Tobie troszkę pojechałam, Ty nie obraziłaś się, wyciągnęłas rękę do zgody i dalszej dyskusji. Inne osoby raczej by się kłóciły i to w dość niewybredny sposób.
Ela na przykład uznała, że jestem stuknięta i nadaje się do psychiatryka.
Z Tobą można rozmawiać z klasą.
Dobrze, że jesteś. Przepraszam, że niefajnie pisałam o tobie.
Ulle dziękuję Ci za dobre słowa, ja również się cieszę ze zgody i z tego, że tutaj jesteś ![]()
Ania też się ładnie zachowała, dziękuję ![]()
Trochę OFFtopu zrobiłyśmy, ale nie ma tego złego.
W życiu tak właśnie bywa. Uważam, że lepiej powiedzieć sobie w miarę szybko o co nam chodzi niż dusić w sobie niechęć. Ja wolę ludzi mówiących szczerze co myślą, bo wtedy łatwiej sobie wszystko wyjaśnić, zamiast podjazdów, wbijania szpileczek i udawania, że nic się nie dzieje. Z ludźmi otwartymi łatwiej mi się porozumieć, co trzeba to wyjaśnić , a gdy trzeba przeprosić nie mam z tym problemu ![]()
251 2022-05-05 13:00:07 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-05-05 13:00:27)
Ogólnie takie strojenie fochów czy rezygnacja z rozmowy, kiedy akurat nadchodzi ważny temat, wydaje mi się strasznie dziecinne. Może i niektórzy potrzebują pobyć chwilę sami, tylko nie można się dąsać, jak przedszkolak przez kilka dni..Czemu ma służyć takie zachowanie?
Ogólnie takie strojenie fochów czy rezygnacja z rozmowy, kiedy akurat nadchodzi ważny temat, wydaje mi się strasznie dziecinne. Może i niektórzy potrzebują pobyć chwilę sami, tylko nie można się dąsać, jak przedszkolak przez kilka dni..Czemu ma służyć takie zachowanie?
A ja spytam przewrotnie: czemu miałaby służyć rozmowa? (jemu)
253 2022-05-05 19:08:19 Ostatnio edytowany przez polis (2022-05-05 19:10:17)
bagienni_k napisał/a:Ogólnie takie strojenie fochów czy rezygnacja z rozmowy, kiedy akurat nadchodzi ważny temat, wydaje mi się strasznie dziecinne. Może i niektórzy potrzebują pobyć chwilę sami, tylko nie można się dąsać, jak przedszkolak przez kilka dni..Czemu ma służyć takie zachowanie?
A ja spytam przewrotnie: czemu miałaby służyć rozmowa? (jemu)
Przede wszystkim, gdyby rozmawiał od początku zamiast dusić w sobie, to nie narastałaby w nim pewnie frustracja, Ania mogłaby jakoś zareagować na te kryzysy co on widział, a ona ich nie widziała, bo z jej punktu widzenia mogło nie być problemu. Sprawy, które wyrzucał jej przy rozstaniu, że ona coś tam 3 czy 5 lat temu, zostałby rozwiązane 3 i 5 lat temu. On jak widać wolał kisić złość w sobie. Nie mówiąc już o tym, że gdyby zamiast kisić w sobie, rozmawiał i nie tłumił, to teraz miałby szanse nie mieć depresji i nie musiałby łykać leków. Na terapię tak, czy siak powinien iść, jeśli nie z Anią to sam, bo same leki nie zmienią magicznie sposobu myślenia i nie rozwiążą problemów, które doprowadziły do depresji.
Popłynę liście tu strasznie. Szkoda że facet którego dotyczy wątek nie może się tu wypowiedzieć. Sprawa wygląda tak że gość po prostu normalnie się rozstał z autorką, najzwyczajniej w świecie zostawił ją dla innej kobiety (oczywiście tego nie popieram ale takie rzeczy się zdarzają i to wcale nie rzadko). Autorka nadal chce to ciągnąć, coś ustala, kombinuje jak koń pod górę, wysyła faceta na terapię ale... Po co. Po co jemu ta terapia. Przecież on zakończył związek, jest teraz w nowym innym związku i jest szczęśliwy. Więc na co mu terapia? W tym wypadku trzeba po prostu ustalić sprawy opieki nad dzieckiem, sprawy finansowe itp i powiedzieć sobie Papa. Tyle, koniec, ale autorka uczepiła się faceta i nazywa manipulantem bo on nie chce iść na terapię na którą wcale nie potrzebuje iść. Dlaczego ma spełniać jej życzenia co do terapii skoro nie są już razem?
ps żadna magiczna terapia nie sprawi nagle że in wróci. On już NIE KOCHA i to koniec. Gdyby mi mój były truł zad o jakieś terapie itp po tym jak się z nim ROZSTAŁAM to bym chyba śmiechem zabiła.
Popłynę liście tu strasznie. Szkoda że facet którego dotyczy wątek nie może się tu wypowiedzieć. Sprawa wygląda tak że gość po prostu normalnie się rozstał z autorką, najzwyczajniej w świecie zostawił ją dla innej kobiety (oczywiście tego nie popieram ale takie rzeczy się zdarzają i to wcale nie rzadko). Autorka nadal chce to ciągnąć, coś ustala, kombinuje jak koń pod górę, wysyła faceta na terapię ale... Po co. Po co jemu ta terapia. Przecież on zakończył związek, jest teraz w nowym innym związku i jest szczęśliwy. Więc na co mu terapia? W tym wypadku trzeba po prostu ustalić sprawy opieki nad dzieckiem, sprawy finansowe itp i powiedzieć sobie Papa. Tyle, koniec, ale autorka uczepiła się faceta i nazywa manipulantem bo on nie chce iść na terapię na którą wcale nie potrzebuje iść. Dlaczego ma spełniać jej życzenia co do terapii skoro nie są już razem?
ps żadna magiczna terapia nie sprawi nagle że in wróci. On już NIE KOCHA i to koniec. Gdyby mi mój były truł zad o jakieś terapie itp po tym jak się z nim ROZSTAŁAM to bym chyba śmiechem zabiła.
Chyba nie dość uważnie przeczytałaś wątek. Nazywanie manipulantem odnosi się do tego, że próbuje na autorkę przerzucić winę i wmówić jej, że nie da się z nią rozmawiać, podczas gdy to on ucieka od rozmawiania. To zdaje mi się w psychologii się nawet ładnie nazywa: projekcja.
Z pomysłem terapii to on sam wyszedł, tylko się wkurzył, że Ania dała mu 'kosmiczne' wymaganie, że załatwi sprawę w ciągu miesiąca, a nie w jakieś nieokreślonej przyszłości, nie wiadomo czy za tydzień czy za 2 lata czy za 20 lat.
Jeśli facet po definitywnym rozstaniu, które tu najwyraźniej miało miejsce, facet zwyczajnie odpuścił, to nie byłoby w ogóle tematu. Tymczasem po co właściwie on się tak zachowuje? Z jakiej racji zaczyna o coś Autorkę obwiniać, skoro się niby z nią rozstał?
taki szczęśliwy jest że psychotropy bierze
jakby powiedział "Zakochałem się, rozstańmy się, odchodzę, ustalmy opiekę" to by można było powiedzieć że "najzwyczajniej w świecie" się rozstał. tu trochę inaczej było. nie mówiąc o tym że cały czas swoją relację ukrywa przed całym światem, łącznie chyba z sobą. mówi że nie jest w związku (czytaj: nie nazywam tego związkiem, bo jakbym nazwał to bym nie mógł mówić że nie odszedłem do innej i zwalić winę o rozpad związku na Ciebie).
terapia byłaby przede wszystkim po to żeby przepracować nasze wzajemne żale. mamy dziecko i przynajmniej w tym aspekcie się zgadzamy - że musimy jakoś komunikację wyprostować bo inaczej będzie nam ciężko nie przenieść na nią tych żali.
jak się nie będziemy dogadywać to opcja jest taka że jedno z nas będzie miało ograniczone prawa rodzicielskie. a tego nikt z nas nie chce. nie wiem display czy masz dzieci, ale to całkiem inna sytuacja. jakby nie córka to tego wątku w ogóle by nie było. ja też bym się inaczej zachowywała, bo wystarczy że go nie widzę 4 dni i od razu mi się poprawia. a później się widzimy i mam zjazd.
na szczęście po ostatnich rozmowach weszłam w jakiś stan wręcz lekkiego obrzydzenia do tego co robi i jakby miał termin na jutro na terapię to bym poszła z rozsądku, bo wiem że powinniśmy, ale szczerze przestałam mieć ochotę.
mówi że nie jest w związku .
To jest fakt.
(czytaj: nie nazywam tego związkiem, bo jakbym nazwał to bym nie mógł mówić że nie odszedłem do innej i zwalić winę o rozpad związku na Ciebie).
.
A to już jest Twoja przekombinowana interpretacja.
Ten pierwszy z brzegu przykład (zarówno objętościowo i jakościowo) pokazuje w jakich proporcjach mieszasz realny świat z własnymi projekcjami.
taki szczęśliwy jest że psychotropy bierze
![]()
jakby powiedział "Zakochałem się, rozstańmy się, odchodzę, ustalmy opiekę" to by można było powiedzieć że "najzwyczajniej w świecie" się rozstał. tu trochę inaczej było. nie mówiąc o tym że cały czas swoją relację ukrywa przed całym światem, łącznie chyba z sobą. mówi że nie jest w związku (czytaj: nie nazywam tego związkiem, bo jakbym nazwał to bym nie mógł mówić że nie odszedłem do innej i zwalić winę o rozpad związku na Ciebie).terapia byłaby przede wszystkim po to żeby przepracować nasze wzajemne żale. mamy dziecko i przynajmniej w tym aspekcie się zgadzamy - że musimy jakoś komunikację wyprostować bo inaczej będzie nam ciężko nie przenieść na nią tych żali.
jak się nie będziemy dogadywać to opcja jest taka że jedno z nas będzie miało ograniczone prawa rodzicielskie. a tego nikt z nas nie chce. nie wiem display czy masz dzieci, ale to całkiem inna sytuacja. jakby nie córka to tego wątku w ogóle by nie było. ja też bym się inaczej zachowywała, bo wystarczy że go nie widzę 4 dni i od razu mi się poprawia. a później się widzimy i mam zjazd.na szczęście po ostatnich rozmowach weszłam w jakiś stan wręcz lekkiego obrzydzenia do tego co robi i jakby miał termin na jutro na terapię to bym poszła z rozsądku, bo wiem że powinniśmy, ale szczerze przestałam mieć ochotę.
A co ma branie psychotropów do szczęścia? Leki psychotropowe bierze się na różne zaburzenia psychiczne i można być szczęśliwym biorąc je. To nie jest pigułka szczęścia.
Często używasz dziecka jako argumentu ale to o Twoje emocje tu chodzi, nie o dziecko. Dzieci doskonale wyczuwają złe relacje w rodzinie i lepiej byc w "rozbitym domu" niż z niekochającą się dwójką rodziców. Dziecko sobie poradzi tak długo jak będziesz dla niego matką i dasz ojcu być ojcem, ale przestań wyciągać te tanie argumenty pod tytułem "pozbawiłeś nasze dziecko rodziny" co tak naprawdę oznacza "odszedłeś ode mnie, czuję się porzucona, wkurzona i smutna". Nie bierz dziecka za kartę przetargową.
A co ma branie psychotropów do szczęścia? Leki psychotropowe bierze się na różne zaburzenia psychiczne i można być szczęśliwym biorąc je. To nie jest pigułka szczęścia.
Podejrzewam, że to była odpowiedź do display i jej zdania, że on jest teraz w szczęśliwym związku. Poza tym, tutaj masz przypadek gościa z depresją. Wydaje mi się, że ludzie z depresją raczej nie są szczęśliwi?