Może po prostu jesteś mocno ekspresyjna i łatwo wyrażasz zarówno złość jak i radość. Nad złością trzeba pracować. Nie zaprzeczać jej tylko być bardziej zrównoważoną w mówieniu albo okazywaniu jej.
Radości tez nie musisz całkowicie tłumić - jeśli w danej chwili coś fajnego się wydarzyło, to jak najbardziej możesz ją okazać, śmiejąc się czy co tam lubisz robić. Natomiast udawanie radości byle tylko jemu było miło nie jest dobrym sposobem.
Dobrej nocy ![]()
Podobne tematy
No dobrze, ja rozumiem dziecko, tyle ze sobą, emocje, uczucia, przyzwyczajenie itp i itd i itp i itd ... ALE wydaje mi się, że masz tą nadzieję, bo pamiętasz jak było kiedyś dobrze i do tego Ci tęskno. A tak na prawdę nie przerobiłaś w ogóle tego, jak to wszystko się zmieniło o 180 stopni. Tak jakbyś żyła tamtym związkiem i myślała, że cudownie to powróci. Nie powróci. To są zupełnie inne emocje, zupełnie inny związek. Na prawdę chciałabyś odzyskać osobę, która Cie w taki sposób zdradziła? Byłabyś w stanie o wszystkim zapomnieć i ruszyć na przód, wierzyć, ufać, dać szanse? Na prawdę czułabyś się lepiej, wygrywając rywalizacje o faceta - co jest niezmiernie upokarzające, jak policzek. Dałabyś mu się dotykać, wiedząc, że jeszcze chwile temu dotykał ją?
Nadmienie jeszcze, że ludzie często mają ciągoty do tego, co niedostępne. Gonienie za króliczkiem, skrajne emocje mieć-nie mieć i uzależnienie od tego. A tak na prawdę jak się za siebie wezmą, to okazuje się, że wcale nie chcą tego krolika.
133 2022-04-16 09:52:52 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-04-16 09:53:24)
Oj, jak to pięknie pokazuje, jak się można od kogoś uzależnić...
Na tym etapie, po tym, co on odstawił, to w zasadzie jedyną słuszną opcją jest chyba ograniczenie kontaktu do minimum. Jeśli, z uwagi na minione zdarzenia, zapadła decyzja o rozstaniu, to jakie jest inne wyjście?
Tu jednak gdzieś cały czas się tli ta nadzieja, mimo wszelkich sygnałów, pokazujących, że jest koniec..Facet jest w tym momencie poza :ogrodzeniem", dlatego tak bardzo Autorka do niego ciągnie..
Szczerze, to naprawdę szacun dla tych, którzy potrafią takie sprawy załatwić szybko i sprawnie: skoro była zdrada, jest wyprowadzka, odcięcie się, unikanie kontaktu fizycznego i wspólnego przebywania ze sobą.
serio, niektórym na tym forum widzę nie dogodzi, tylko chodzi o to żeby być na siłę kontrowersyjnym i bawić się w kołcza.
Bo nie głaszczę po głowie i nie podaję chusteczek? Błagam
Za dużo znam takich historii, poza tym od tego terapeutkę masz. Nie oceniam Cię jako osoby, a jedynie Twoją postawę w tej konkretnej chwili. Mam wrażenie, że zrobisz wszystko, zmienisz siebie, świat, nauczysz się stepować i jodłować, żeby tylko zatrzymać go przy sobie. Myślisz, że jeśli się wystarczająco postarasz, to on wróci do Ciebie (choć nie chce), że fakt, iż odszedł do innej kobiety jest winą Twoich wad (więc się zmienisz i wróci), że "tamta" jest tylko używką, to z Tobą przeżył 10 lat, więc Ty jesteś ta lepsza, tylko o tym zapomniał ( więc znów, zmienisz się i sobie przypomni). To tak nie działa. Jeśli przestał Cię kochać i chce od Ciebie odejść, zrobi (ł) to. I ani Twoje "zabiegi", ani dziecko, ani fakt przeżytych wielu wspólnych lat nie zmieni tego. I choćbyś miała tysiąc swoich racji, on znajdzie tysiąc pierwszą, która tamte przekreśli, bo patrzycie na sytuacje z dwóch rożnych stron.
Jeśli chcesz realnie coś zmienić, ogranicz kontakty do minimum. Bo na razie to takie pitu pitu, ja go kocham i zrobię "wszystko".
Jak się słyszy, że ktoś zrobi wszystko, aby z kimś być, to naokoło wyją mi syreny i palą się czerwone swiatła...
anna.zakochana napisał/a:serio, niektórym na tym forum widzę nie dogodzi, tylko chodzi o to żeby być na siłę kontrowersyjnym i bawić się w kołcza.
Bo nie głaszczę po głowie i nie podaję chusteczek? Błagam
Za dużo znam takich historii, poza tym od tego terapeutkę masz. Nie oceniam Cię jako osoby, a jedynie Twoją postawę w tej konkretnej chwili. Mam wrażenie, że zrobisz wszystko, zmienisz siebie, świat, nauczysz się stepować i jodłować, żeby tylko zatrzymać go przy sobie. Myślisz, że jeśli się wystarczająco postarasz, to on wróci do Ciebie (choć nie chce), że fakt, iż odszedł do innej kobiety jest winą Twoich wad (więc się zmienisz i wróci), że "tamta" jest tylko używką, to z Tobą przeżył 10 lat, więc Ty jesteś ta lepsza, tylko o tym zapomniał ( więc znów, zmienisz się i sobie przypomni). To tak nie działa. Jeśli przestał Cię kochać i chce od Ciebie odejść, zrobi (ł) to. I ani Twoje "zabiegi", ani dziecko, ani fakt przeżytych wielu wspólnych lat nie zmieni tego. I choćbyś miała tysiąc swoich racji, on znajdzie tysiąc pierwszą, która tamte przekreśli, bo patrzycie na sytuacje z dwóch rożnych stron.
Jeśli chcesz realnie coś zmienić, ogranicz kontakty do minimum. Bo na razie to takie pitu pitu, ja go kocham i zrobię "wszystko".
nie, akurat głąskania po głowie nie lubię. dlatego też np. nie zwierzam się mamie bo próbowałą mnie zagłaskać. ale oczekiwałabym raczej motywacji a nie "phi, uśmiałam się, nie zrobisz tego". raczej bardziej "dobra decyzja z tym zmniejszeniem kontaktu, trzymamy kciuki". moja rada taka i taka. coś w tym stylu bardziej. szydzić to każdy potrafi. po mnie to raczej spływa, ale jak w ten sposób ktoś chce "pomóc" (a chyba po to jest to forum) to raczej nie pomoże. chyba że chce się podbuować ![]()
masz dużo racji w tym co piszesz, ale ja nigdzie nie zaprzeczyłam że moje nadzieje zniknęły. one są ale żeby się ich pozbyć, wiem że MUSZĘ się odciąć. fakt, dużo w sobie zmieniam, ale patrzę na to jak na swóh rozwój. owszem, trochę pod kątem że GDYBY wrócił, ale wiem że nawet jak byśmy mieli szansę to będzie inny związek. a jak nie wróci to w nowy związek z innym mężczyzną też chcę wejść po przepracowaniu pewnych kwestii.
i nie jest tak że zmienię wszystko i za wszelką cenę. zmieniam cechy które z mojej strony doprowadziły do kryzysu, cechy któych w sobie nie lubię lub sobie zdałam z ich sprawę. nie przestanę nie wiem, malować paznokci bo on tego nie lubi. panuje nad emocjami mi z tym dobrze, jestem z siebie dumna i chcę zrobić kolejny krok w rozwoju. a że się nie podoba tutaj ludziom że nie jestem właśnie jedną z tych osób o któych wspomina bagiennik - które potrafią po prostu w sekdunę się odciąć - no cóż, taka jestem. za to pewnie są aspekty życia w których sobie radzę znacznie lepiej od tych osób. i nie szydzę że ktoś nie potrafi rzeczy które mi przychodzą z łatwością.
Zapominacie, że u Ani to świeża sprawa, jeszcze z takim maluchem.
Ja po takim czasie byłem w proszku, zacząłem ogarniać się wewnętrznie po 3-4 miesiącach, a postęp odnotowuję dopiero teraz (a i tak miewam gorsze dni).
Najważniejsze, to się nie cofać. A jak się da, to nie stać w miejscu.
Aniu, myśl o sobie, potem o dziecku, resztę świata miej w d...
Spójrz na siebie obiektywnie. Jesteś na takim etapie życia zawodowego i prywatnego, że będzie fajnie. Inaczej, niż wyobrażałaś sobie parę miesięcy temu, ale fajnie. Uświadomisz to sobie za jakiś czas:)
oby ![]()
powiem że jak już podjęłam tą decyzję o rozdzielności czasowej to czuję wewnętrzny spokój i czuję że to dobra decyzja. nawet w tym momencie już na rozmowę czekam. jest mi równocześnie bardzo smutno, ale to taki smutek o którym tu wiele osób pisało - tęsknię za tym co było i za tym co miało być i chyba dochodzi do mnie że nie będzie. ale obserwowałam go dzisiaj cały dzień i jemu faktycznie jest po prostu wygodnie mieć taki układ jak ma. adoracja i brak wymagań od dżesiki, u mnie fajnie spędzany czas rodzinnie, zero dyskomfortu, żyć nie umierać..
chyba faktycznie faceta którego kochałam już nie ma..
zastanawiam się czy ktoś się tak może zmienić? czy ja tego nie zauważyłam? powiem Wam, że on zawsze miał swoje zasady. mocno wyśrubowane. my też poznaliśmy się w pracy ale wtedy po pierwsze byłam zajęta, a po drugie - właśnie też pracowaliśmy w jednym zespole i on został przydzielony do wdrażania mnie jako taki opiekun, pomagałam mu w projekach jako junior seniorowi. zostaliśmy parą dopiero parę miesięcy po tym jak obie te rzeczy przestały być faktem i przyznał mi później że wpadłam mu w oko znacznie wcześniej ale dla niego obie te okoliczności oznaczały że nie może do mnie podbijać..
139 2022-04-16 20:04:55 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2022-04-16 20:06:40)
zastanawiam się czy ktoś się tak może zmienić? czy ja tego nie zauważyłam? powiem Wam, że on zawsze miał swoje zasady. mocno wyśrubowane. my też poznaliśmy się w pracy ale wtedy po pierwsze byłam zajęta, a po drugie - właśnie też pracowaliśmy w jednym zespole i on został przydzielony do wdrażania mnie jako taki opiekun, pomagałam mu w projekach jako junior seniorowi. zostaliśmy parą dopiero parę miesięcy po tym jak obie te rzeczy przestały być faktem i przyznał mi później że wpadłam mu w oko znacznie wcześniej ale dla niego obie te okoliczności oznaczały że nie może do mnie podbijać..
Przeczytałam wszystko. Ciebie autorko, i Twoją walkę o niego (tutaj przez niektórych piętnowaną jako złą postawę pt. zrobię wszystko) poniekąd rozumiem. Ta druga kobieta pojawiła się w życiu Twojego narzeczonego, w Waszym życiu, niejako w dobrym dla niej czasie, czasie Waszego kryzysu i czas ten oraz okoliczności zadziałały na jej korzyść (może ona nawet nie zdaje sobie z tego sprawy - nie bronię jej w ten sposób), i Ty autorko to czujesz, dlatego tak bardzo chcesz to ratować. Niestety najwyraźniej nie ma już na to sposobu. Przynajmniej na tę chwilę.
Czyli przytrafiła Wam się najbardziej typowa rzecz na Świecie. Jeden impuls (kobieta), kilka zmartwień - zweryfikowało wartość i siłę Waszego związku. Ludzie, jako tacy nie zmieniają się "aż tak" lub "od tak, po prostu", zmienia się jedynie ich postawa, zmienia się ich zachowanie wyłącznie pod wpływem okoliczności.
Wiem, że teraz trudno Ci w to uwierzyć i może trudno jeszcze przyjąć do siebie prawdę, że tak naprawdę Was tak jakby nigdy nie było.
140 2022-04-16 20:06:10 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-04-16 20:07:51)
Tym bardziej takie jego zachowanie, gdzie sobie zmienia miejsce pobytu i osobę, której na nim zależy, sprawia, że zasługuje na kopa w 4 litery. Kontakt z dzieckiem oczywiście powinien mieć, lecz cieżko sobie wyobrazić, żeby on spędzał czas z Tobą w jakikolwiek bliższy sposób. To on dokonał wyboru i wszystko wskazuje na to, że przestałaś mieć dla niego znaczenie.
Ciężko z zewnątrz tylko pojąć, zę pewne "wyczyny" blkisch osób sprawiają, że ich partnerzy mimo to dalej próbują coś zdziałać, na przekór wszystkiemu. Jeśli widzisz, że jest u Ciebie lepiej, to nic tylko sie cieszyć. Pozostaje trzymać ten minimalny kontakt i to wszystko.
Sam fakt, że wykorzystał kryzys w rozpoczęciu nowej relacji i jego "podwójna gra" świadczą tylko o nim.
bo mam..
Byłaś w związku 10 lat, zgadza się? Dziecko pojawiło się niedawno. Czy oboje chcieliście zostać rodzicami? Czy było raczej próbą ratowania związku z nudy, rutyny? Te wszystkie problemy, o których piszesz tj. depresja poporodowa itd. tylko pomogły mężowi podjąć decyzję, że to koniec. Nie szukaj winy w tej dziewczynie, ani się nie obwiniaj. Nie słuchaj też porad w stylu: jak facet „nie zje” w domu, to „zje” na mieście, bo więcej niż połowa kobiet przechodzi kryzys po urodzeniu dziecka (trudny poród, wahania hormonów, niewyspanie i rzucanie piorunami w partnera ze zmęczenia) a mimo wszystko ich mężowie z nimi dalej są. Podobnie jak rodzice wcześniaków, problemy z dzieckiem tylko wzmacniają ich związek. Twój facet lubi ryzyko, poznaliście się w pracy, więc miał z tego fun, żeby się nie wydało. Teraz też tak miało być, ale się wydało. Może chciał ciągnąć na dwa fronty? Jeżeli jest dobrym ojcem, to się ciesz, bo niektórzy nie ściemniają nawet ale znikają. Mimo żalu, bólu w sercu itd. nie ograniczaj mu kontaktów z dzieckiem, bądź mądrą kobietą. Według mnie nie warto ratować tego związku, ze względu na szacunek do samej siebie. Jesteś jeszcze młoda, znajdziesz kogoś innego. Gdyby to był jeden raz, to ojej, jeżeli masa wysokie poczucie wartości to żadna kochanka nie będzie miała z Tobą szans. Po prostu tu jest rywalizacja i żona, która ma więcej praw jest na wyższej pozycji i wygrywa tę konkurencję. Ale jeżeli facet Cię okłamuje, zdradza kilkukrotnie i liczy, że jesteś na tyle głupia, że będzie tu mógł robić za jakiś czas again&again, to nie dość, że nie będziesz mu ufać, to zaczniesz go podejrzewać, sprawdzać mu telefon 50x dziennie, kieszenie spodni, tindera itd. Po co? Nie szkoda życia na bawienie się w detektywa? Dla takiego typa, najgorszy policzek byłby wtedy gdyby przyszedł do jeszcze Waszego domu a tam byłby jakiś (podstawiony/opłacony) facet. Nie musisz się z nim przespać, chociaż możesz to już zrobić legalnie i to byłby policzek dla (jeszcze) Twojego męża, ale sam fakt, że jakiś mężczyzna (samiec, konkurent) dotyka jego żonę, dziecko itd. a ona jest z tego powodu zadowolona, uśmiechnięta i jeszcze ładnie ubrana (żadnych wyciągniętych dresów) dałby mu sygnał, że chol… dużo stracił. I że już nie odzyska. A wtedy zostawi tę pannę i przez pewien czas będzie sam. Bo łatwo jest kogoś zdradzać i bawić się emocjami, że ona taka głupia i nic nie robi, a niżeli zagrać na nim. Oczywiście jeżeli chcesz wyjść z tego związku z godnością i układać sobie życie na nowo. Bo nie widzę tu przyszłości, a poniżać się bo chcesz przespać nockę to chyba lepiej powierzyć malucha babci, przyjaciółce albo wynająć nianię. Albo ściągnąć mleko i dać facetowi dziecko na weekend a samej pojechać do SPA na 2 noce aby odespać i doładować akumulatory. Albo samej zostać w domu a on niech sobie wynajmie jakieś lokum i tam zajmuje się Waszym dzieckiem. Szanuj się kobietko. Nie warto włazić w d… dla faceta, który nie jest wart tego. Poradzisz sobie. Dzieci rosną, przesypiają noce. Naucz się prosić o pomoc bo jesteś w nieciekawym położeniu. Więcej wiary w siebie i głowa do góry.
anna.zakochana napisał/a:bo mam..
Byłaś w związku 10 lat, zgadza się? Dziecko pojawiło się niedawno. Czy oboje chcieliście zostać rodzicami? Czy było raczej próbą ratowania związku z nudy, rutyny? Te wszystkie problemy, o których piszesz tj. depresja poporodowa itd. tylko pomogły mężowi podjąć decyzję, że to koniec. Nie szukaj winy w tej dziewczynie, ani się nie obwiniaj. Nie słuchaj też porad w stylu: jak facet „nie zje” w domu, to „zje” na mieście, bo więcej niż połowa kobiet przechodzi kryzys po urodzeniu dziecka (trudny poród, wahania hormonów, niewyspanie i rzucanie piorunami w partnera ze zmęczenia) a mimo wszystko ich mężowie z nimi dalej są. Podobnie jak rodzice wcześniaków, problemy z dzieckiem tylko wzmacniają ich związek. Twój facet lubi ryzyko, poznaliście się w pracy, więc miał z tego fun, żeby się nie wydało. Teraz też tak miało być, ale się wydało. Może chciał ciągnąć na dwa fronty? Jeżeli jest dobrym ojcem, to się ciesz, bo niektórzy nie ściemniają nawet ale znikają. Mimo żalu, bólu w sercu itd. nie ograniczaj mu kontaktów z dzieckiem, bądź mądrą kobietą. Według mnie nie warto ratować tego związku, ze względu na szacunek do samej siebie. Jesteś jeszcze młoda, znajdziesz kogoś innego. Gdyby to był jeden raz, to ojej, jeżeli masa wysokie poczucie wartości to żadna kochanka nie będzie miała z Tobą szans. Po prostu tu jest rywalizacja i żona, która ma więcej praw jest na wyższej pozycji i wygrywa tę konkurencję. Ale jeżeli facet Cię okłamuje, zdradza kilkukrotnie i liczy, że jesteś na tyle głupia, że będzie tu mógł robić za jakiś czas again&again, to nie dość, że nie będziesz mu ufać, to zaczniesz go podejrzewać, sprawdzać mu telefon 50x dziennie, kieszenie spodni, tindera itd. Po co? Nie szkoda życia na bawienie się w detektywa? Dla takiego typa, najgorszy policzek byłby wtedy gdyby przyszedł do jeszcze Waszego domu a tam byłby jakiś (podstawiony/opłacony) facet. Nie musisz się z nim przespać, chociaż możesz to już zrobić legalnie i to byłby policzek dla (jeszcze) Twojego męża, ale sam fakt, że jakiś mężczyzna (samiec, konkurent) dotyka jego żonę, dziecko itd. a ona jest z tego powodu zadowolona, uśmiechnięta i jeszcze ładnie ubrana (żadnych wyciągniętych dresów) dałby mu sygnał, że chol… dużo stracił. I że już nie odzyska. A wtedy zostawi tę pannę i przez pewien czas będzie sam. Bo łatwo jest kogoś zdradzać i bawić się emocjami, że ona taka głupia i nic nie robi, a niżeli zagrać na nim. Oczywiście jeżeli chcesz wyjść z tego związku z godnością i układać sobie życie na nowo. Bo nie widzę tu przyszłości, a poniżać się bo chcesz przespać nockę to chyba lepiej powierzyć malucha babci, przyjaciółce albo wynająć nianię. Albo ściągnąć mleko i dać facetowi dziecko na weekend a samej pojechać do SPA na 2 noce aby odespać i doładować akumulatory. Albo samej zostać w domu a on niech sobie wynajmie jakieś lokum i tam zajmuje się Waszym dzieckiem. Szanuj się kobietko. Nie warto włazić w d… dla faceta, który nie jest wart tego. Poradzisz sobie. Dzieci rosną, przesypiają noce. Naucz się prosić o pomoc bo jesteś w nieciekawym położeniu. Więcej wiary w siebie i głowa do góry.
Przeczytaj kobieto jeszcze raz co napisałaś i się zastanów bo w drugiej połowie nieźle odleciałaś. Piszesz książki czy kryształowa kula przewidziała taki bieg wydarzeń?
ale obserwowałam go dzisiaj cały dzień i jemu faktycznie jest po prostu wygodnie mieć taki układ jak ma. adoracja i brak wymagań od dżesiki, u mnie fajnie spędzany czas rodzinnie, zero dyskomfortu, żyć nie umierać..
Brawo Anno
Pomalutku zaczynasz dostrzegać prawdziwe oblicze swojej sytuacji.
Pytałaś wcześniej, jak to się stało, że taka dziewczyna jak Ty znalazła się w takiej sytuacji. - Moim zdaniem przeliczyłaś własne siły.
Kobiety zawsze ogarnięte, perfekcjonistki siłaczki, chcą w życiu wszystko utrzymać na najwyższym poziomie. Tak zapewne było gdy byłaś sama i odnosiłaś sukcesy zawodowe, a potem gdy tworzyłaś wspaniały związek ze swoim partnerem. A potem urodziłaś dziecko, które wymagało szczególnej troski i opieki, które pochłaniało praktycznie cały Twój czas, myśli i siły. W takiej sytuacji nikt nie jest w stanie sprostać wszystkim wymaganiom jakie niesie życie na najwyższym poziomie. Musiałaś z czegoś zrezygnować, więc zrezygnowałaś z siebie, a od partnera zaczęłaś wymagać więcej niż tylko zajmowanie się własną osobą. To nic nadzwyczajnego, że nie sprostał zadaniu. Bardzo wielu ojców odchodzi z domu gdy dziecko ma poważne problemy ze zdrowiem.
On dobrze wie, że nie stanął na wysokości zadania, dlatego ukrywa przed wszystkimi fakt, że odszedł od Ciebie i dziecka. Dziecka którego pragnął, planował je razem z Tobą i świadomie się na nie zdecydował.
Nie chcę Ci niczego doradzać w kwestii związku, moim zdaniem sama najlepiej wiesz, co będzie dla Ciebie najlepsze. Jesteś mądrą kobietą.
Natomiast chciałabym Ci doradzić, żebyś pomału zaczęła odzyskiwać siebie jako KOBIETĘ.
On kiedyś zakochał się w Tobie jako kobiecie, i byłaś w tym tak dobra, że chciał się z Tobą związać na tyle, że kupiliście wspólne mieszkanie i wspólnie zdecydowaliście się na dziecko. Gdy stałaś się bardziej matką, odszedł do innej kobiety.
Nawet jeśli nie będziesz w końcu chciała kontynuować tej relacji, to Twoja kobiecość doda Ci sił, sprawi, że poczujesz się silniejsza i bardziej śmiało patrząca w przyszłość.
Takich historii jest na pęczki. Niektóre dobrze się kończą. Czasem facet przytomnieje i wraca. Czasem kobieta ułoży sobie życie na nowo. Bywają i gorsze scenariusze, stąd lepiej zadbać o siebie na pierwszym miejscu, nie po to aby jemu zaimponować, choć pewnie jest taki pęd
ale by utrzymać się na powierzchni, przetrwać.
Przeczytałam cały wątek i jest parę rzeczy, które rzuciły mi się w oczy. Spróbuję więc i ja dorzucić coś od siebie.
Zacznę od sprawy bocznej. Napisałaś, że według Twoich informacji a raczej obserwacji on nie spędza z nią weekendów, nie chodzi z nią na randki, że raczej z nią nie mieszka, tylko spotyka się na bzykanie. Jeśli faktycznie między nimi tak jest, to na pewno nie jest to żaden związek. Cały ten ich układ wygląda na czysto towarzyski i albo ten facet tak go prowadzi, albo boczna nie dąży do zacieśnienia ich kontaktów i nie ma dla niego czasu w weekendy.
Czy toczy się więc między nimi wojna o weekendy? Które z nich nie chce spędzać ich wspólnie? Ona czy on? On jest sporo starszy i ma kasę, więc kto wie czy nie chodzi tu o sponsoring? Mnóstwo młodych kobiet żyje na koszt sponsora, rzecz to znana i w pewnych środowiskach zupełnie normalna. To jakoś by tłumaczyło fakt, że ona znosi ze spokojem zostawianie jej samej na weekendy, a on też do niej w tym czasie nie ciągnie. Spotykają się tylko na bzykanie.
Można snuć domysły na ten temat, bo wiadomo, że ani Ty, ani ja ich materacem nie jesteśmy.
Generalnie chodzi mi o to czy ten ich układ w ogóle do czegoś zmierza? Planują jakieś jutro? Kto rządzi w tym ich układzie?
Ciekawe z kim on spędza teraz święta.
Napisałaś, że jesteś taka dobra osóbka, która ciężko jest obrazić i że każdego byś przyjęła, jeśli tylko ta osoba poprosilaby Cię o to.
Skoro taka jesteś, to nic dziwnego, że tak cackasz się z tym facetem i że nadal roztkliwia Cię jego widok, gdy opiekuje się on dzieckiem. Serce matki bije wtedy szybko i największy łajdak jest w stanie poruszyć matczyne serce. Może nie jest ten chłop taki ostatni? - założę się, że tak myślisz patrząc ze wzruszeniem na ojca i córkę. W końcu on kocha moje dziecko.
Na wielu przykładach udowodniono, że mężczyzna kocha dziecko, jeśli kocha i matkę dziecka. Może tak jest, ale ja odnosilabym takie sądy do obcych facetów, którzy wiążą się z kobietą mająca dziecko z kimś innym. Nie wiem jak to jest- napisałam to, bo akurat przypomniała mi się wypowiedź pewnego znanego psychologa.
Napisałaś, że on do tej pory nikomu nie powiedział, że z wami koniec. Coś tam pokrętnie tłumaczy albo nie tłumaczy - jednym słowem wasze sprawy nie są omawiane przez niego w gronie bliskich osób.
To zapewne kolejny powód, który daje Ci nadzieję, prawda?
Ciekawe czy Ty ujawnilas prawdę na wasz temat przed najbliższymi? Czy tak naprawdę dalej jest to wasza wielka tajemnica? Jeśli tak jest, to dlaczego?
Dalej- ciekawi mnie też dlaczego przez całą dekadę bycia ze sobą nie ożenił się z Tobą?
On nie chciał, Ty nie chciałaś czy oboje nie dazyliscie do zalegalizowania waszego związku? Bo wiesz, najczęściej jest tak, że takie długie związki bywają przechodzone, czyli bez jutra, a facet który zwleka ze ślubem tak naprawdę czeka na tę jedyną. A ta jedyna na pewno nie jest ta, z która siedzi jakby na przeczekanie.
Wzywają mnie obowiązki. Napiszę później.
146 2022-04-17 17:37:46 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-04-17 17:51:55)
bardzo Wam dziękuję za posty, sporo w nich racji, bardzo mi pomagacie. siebie jako kboietę odzyskuję, przez chwilę w ogóle wpadłąm w kompulsywne kupowanie koronkowej bielizny
parę fatałaszków sobie kupiłam, i wróciłam do bardziej kobiecych ubrań i też do większego makijażu, tak jak kiedyś się malowałam. pracuję już zawodowo i wychodzę wieczorami także jestem tu na dobrej drodze
i tak jak napisałaś DeppAndBlue - czasem po prostu sobie mówię że nie muszę nic dzisiaj zrobić poza tym co muszę, tylko trzeba przetrwać ten dzień.
no i zebrałam się już wczoraj do rozmowy. bo coś zadziało się między nim a dziunią bo pierwszy raz pisał do niej w trakcie weekendu, tak w dzień. nie jakoś długo, dosłownie pół godziny, ale to był pierwszy taki raz. próbował się chować do pokoju ale trochę średnio mu to wychodziło. minę miał nietęgą i generalnie wieczorem średni humor, więc albo się coś posprzeczali, chociaż na tym etapie relacji bardziej obstawiam że jej się coś "stało" i musiał ją pocieszać i się martwił. to mnie mocno zmotywowało i poczułam mieszankę żęnady, złości i żalu. i stwierdziłam, że nie będę czekać. ja tak mam też że długo się do niektóych rzeczy zbieram ale jak już coś postanowię to ciężko mi dalej nic nie robić.
powiedziałam że obecny układ jest dla mnie niekomfortowy i że ja chcę mieć rodzinę, ale prawdziwą a na pewno nie chcę żyć w trójkącie i nie możemy razem spędzać czasu. generalnie dużo emocji, popłakałam się przy tym ale byłam nieugięta bo w paru miejscach chciał wciąż wziąć rękę gdy dawałam palec. a odpowiedzialność za swoją decyzję musi w końcu wziąć. powiedziałam że spędźmy święta jak zaplanowaliśmy, ale później żeby sobie skombinował łóżeczko i co drugi weekend ma dziecko. na tygodniu 2 wieczory plus nocki. zgodził się. na koniec powiedziałam że mi bardzo przykro że to się tak skończyło i że w ogóle się skończyło ale dziękuję mu za te 10 lat bo uważam że to były bardzo dobre lata. mocno go to ruszyło, popłakał się razem ze mną. przytulił mnie, siedzieliśmy tak dobrą minutę, po czym uciekł do pokoju rozklejony. i dzisiaj cały dzień oczy czerwone. w pewnym momencie jak wzięłam od niego dziecko i mi też łzy poleciały to on też ze świeczkami w oczach i mnie w czoło pocałował.
pewnie z boku to wygląda jak niezła telenowela.. niestety przez jego reakcję we mnie dalej tli się nadzieja że może to jeszcze da się naprawić, ale za każdym razem gdy mi taka myśl przyjdzie, staram się włączyć rozum i mówię sobie jakie są fakty. a fakty są takie że sypia z kimś innym a płacze no bo jednak coś traci. ale nie na tyle żeby zrezygnować z dziuni i znaleźć siłę na terapię (niby ma iść w tym tygodniu). wiem, że wysyła jej zdjęcia naszego dziecka.. kurde no albo trafił na kobietę ideał albo jest super naiwny że jakaś 25latke obchodzi tak na serio jego córka bo wyśle serduszko na mesendżerze. no ale teoretycznie nie moja sprawa..
jestem pewna że wytrwam w niewidzeniu się z nim poza koniecznym kontaktem związanym z dzieckiem, ale wiem że przede mną ciężki okres i dużo łez do wylania. wszystko mi aktualnie przypomina o dobrych chwilach i tym co mieliśmy.
edit: napisałam z ulle w tym samym czasie. masz dużo trafnych spostrzeżeń.
co do ślubu, żadne z nas się nie paliło. ale jak teraz o tym myślę to może być tak że nie był mnie pewny. ale na dziecko się zdecydował świadomie, było zaplanowane, oświadczył się jak byłam w ciąży i mi to wystarczało.
sponsoring - nie widzę go w tej roli. myślę, że on naprawdę coś do niej czuje i że ona jest powodem dla której nie chce dać nam szansy, myśli że ona może byc tą jedyną i że ja mu nie dam tego szczęścia a ona tak. ona? nie mam pojęcia, ale jest to na pewno laska imprezowa, z tysiącem znajomych na fb (dosłownie) i która zerwałą z rówieśnikiem niedawno. więc może nie ma ochoty na stały związek, ma sporo znajomych więc póki co jej taki układ odpowiada. bzykają się plus mogą się sobie wyżalić. ale tak jak piszesz, mogę tylko snuć domysły.
Serce matki bije wtedy szybko i największy łajdak jest w stanie poruszyć matczyne serce. Może nie jest ten chłop taki ostatni? - założę się, że tak myślisz patrząc ze wzruszeniem na ojca i córkę. W końcu on kocha moje dziecko.
oczywiście że tak.
Napisałaś, że on do tej pory nikomu nie powiedział, że z wami koniec. Coś tam pokrętnie tłumaczy albo nie tłumaczy - jednym słowem wasze sprawy nie są omawiane przez niego w gronie bliskich osób.
To zapewne kolejny powód, który daje Ci nadzieję, prawda?
trochę tak, chociaż to też bardzo w jego stylu że baaaardzo mało mówi rodzinie czy znajomym o swoim prywatnym życiu. trzeba z niego wyciąać więc to dosyć typowa sytuacja dla niego.
Ciekawe czy Ty ujawnilas prawdę na wasz temat przed najbliższymi? Czy tak naprawdę dalej jest to wasza wielka tajemnica? Jeśli tak jest, to dlaczego?
ja w dzień w którym się dowiedziałam powiedziałam najbliższemu mi gronu
teraz - trochę poszerzyłam krąg i powiedzmy, okrąg nr 2 się zaczyna dowiadywać.
147 2022-04-17 22:04:16 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-04-17 22:50:27)
To skoro boczna jest taka rozrywkowa z tysiącem znajomych ciągle na imprezach, to znaczy, że to raczej ona nie chce spędzać z nim weekendów, bo co miałaby siedzieć z dziadkiem, jeśli może pójść na imprezę.
Można więc założyć, że to ona dyktuje warunki. On w ich układzie jest zadawalaczem , czyli rzeczywiście zaangażował się w to i kto wie czy któregoś dnia nie ożeni się z nią.
Z Tobą całą dekada była mu za krótka na podjęcie decyzji, a z tą może ożenić cię nawet po kilku miesiącach.
słyszałam o takich historiach właśnie gdzie po dłuoletnim związku facet odchodzi i szybko się żeni. tutaj nie jestem tylko pewna czy byłby w stanie udźwignąć to hmm społecznie. bo jednak to by znaczyło że zostawił kobietę z małym dzieckiem dla innej a chyba to sam wypiera i przed sobą się nie przyznaje.
pytanie też czy laska byłaby w stanie wyjść za dzieciatego. co innego się bzykać bez zobowiązań i zachwycać zdjęciami bombelka a co innego spędzać z takim malutkim dzieckiem czas. to nie nastolatka która woli koleżanki od rodziców a dziecko pod które jednak życie będziemy układać parę następnych lat. ale czytałam już tu na forum wypowiedzi kobiet zdziwionych że związek z dzieciatym trochę inaczej wygląda. a kasa się zgadza ![]()
Zaczynasz trochę trzeźwiej podchodzić do tematu, to dobrze
Zobaczysz, nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło, a posty Apogeum dobrze sobie poczytaj jeszcze raz. Jeśli faktycznie zakochał sie w tamtej kobiecie, nic z tym nie zrobisz. Tak, jak z tym, że nie odkochasz się na zawołanie. To uczucia, jak cierpienie, które Ty odczuwasz, a on niekoniecznie, może trochę żalu i dyskomfortu, z zaistniałej sytuacji. Nie wiem dlaczego, ale ciągle mam wrażenie, że źle między Wami było od dawna, być może nie przywiązywałaś do tego uwagi, zajęta planowaniem, następnie opieką nad dzieckiem. Być może ona była katalizatorem, który pozwolił mu uciec z Waszego związku. I uwierz mi, nie ma znaczenia ani ile ma lat, ani jak wygląda, co sobą reprezentuje i jak długo się znają. Ma coś, co na dzień dzisiejszy jest dla niego pociągające i stanowi jakąś wartość. Poza tym tak jak Ty starasz się wpływać na neigo, tak pewnie robi i ona. Bardzo ważne, abyś nie obwiniała się za jego decyzje i nie brała za nie odpowiedzialności. Nie porównuj się z nią, nie zbieraj o niej informacji, nie żyj nią i ich życiem, bo to Cię tylko zniszczy. Bardzo dobra rozmowa dotycząca podziału opieki. Naprawdę mam nadzieję, że będziesz konsekwentna i w postanowieniach wytrwasz, bo najtrudniejsze jest pilnowanie wytyczonych granic. I jeszcze jedno. Musisz się przygotować na teatr, który nierzadko będzie jego udziałem. Jeszcze nie raz przetrzesz oczy ze zdumienia.
Jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy.
Chodzi mianowicie o to, że skoro boczna to taka rozrywkowa osoba z tysiącem znajomych, wiecznie na imprezach, to on musi się czuć przy niej świetnie, jakby wrócił do lat młodości, do zabawy i beztroski.
Ty natomiast kojarzysz mu się z ciężkimi problemami, z chorobami, że smutkami, dramatami i wieczną walka o coś lub z kimś. Związek z Tobą zmęczył go więc i dodał lat.
To mogło być bezpośrednią przyczyną tego, że na przekór wszystkim i wszystkiemu zaczął zabawę z boczną.
Zaczynasz trochę trzeźwiej podchodzić do tematu, to dobrze
Zobaczysz, nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło, a posty Apogeum dobrze sobie poczytaj jeszcze raz. Jeśli faktycznie zakochał sie w tamtej kobiecie, nic z tym nie zrobisz. Tak, jak z tym, że nie odkochasz się na zawołanie. To uczucia, jak cierpienie, które Ty odczuwasz, a on niekoniecznie, może trochę żalu i dyskomfortu, z zaistniałej sytuacji. Nie wiem dlaczego, ale ciągle mam wrażenie, że źle między Wami było od dawna, być może nie przywiązywałaś do tego uwagi, zajęta planowaniem, następnie opieką nad dzieckiem. Być może ona była katalizatorem, który pozwolił mu uciec z Waszego związku. I uwierz mi, nie ma znaczenia ani ile ma lat, ani jak wygląda, co sobą reprezentuje i jak długo się znają. Ma coś, co na dzień dzisiejszy jest dla niego pociągające i stanowi jakąś wartość. Poza tym tak jak Ty starasz się wpływać na neigo, tak pewnie robi i ona. Bardzo ważne, abyś nie obwiniała się za jego decyzje i nie brała za nie odpowiedzialności. Nie porównuj się z nią, nie zbieraj o niej informacji, nie żyj nią i ich życiem, bo to Cię tylko zniszczy. Bardzo dobra rozmowa dotycząca podziału opieki. Naprawdę mam nadzieję, że będziesz konsekwentna i w postanowieniach wytrwasz, bo najtrudniejsze jest pilnowanie wytyczonych granic. I jeszcze jedno. Musisz się przygotować na teatr, który nierzadko będzie jego udziałem. Jeszcze nie raz przetrzesz oczy ze zdumienia.
Jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy.
Chodzi mianowicie o to, że skoro boczna to taka rozrywkowa osoba z tysiącem znajomych, wiecznie na imprezach, to on musi się czuć przy niej świetnie, jakby wrócił do lat młodości, do zabawy i beztroski.
Ty natomiast kojarzysz mu się z ciężkimi problemami, z chorobami, że smutkami, dramatami i wieczną walka o coś lub z kimś. Związek z Tobą zmęczył go więc i dodał lat.
To mogło być bezpośrednią przyczyną tego, że na przekór wszystkim i wszystkiemu zaczął zabawę z boczną.
myślę że znajduje w niej właśnie to - młodość, lekkość w byciu, łatwe spędzanie czasu. każdy kto był w delegacji wie że to fajna odskocznia a oni jeździli razem. mieli też wspólnego wroga w pracy więc łatwo się spiknąć. no i skoro akceptuje (przynajmniej pozornie) jego z "bagażem" w postaci dziecka to znaczy przecież że musi być na zabój w nim zakochana. może jest a może nie.teraz do mnie docierają pewne rzeczy które mówił mi jako "powód do rozstania" których nie rozumiałam totalnie bo były dla mnie z dupy a on po prostu wymieniał jej cechy, te które mu się podobają. zauważa te pozytywy których ja nie miałam ale zapomniał o wartościach które ja wnosiłam w jego życie.
dzisiaj jeszce jest u dziecka ale ja dzisiaj się zajmuję już sobą, mam dużo do zrobienia z codziennych obowiązków. ciężko mi jak cholera, mam żal ogromny, widzę że on też dalej ruszony i momentami emocje wychodzą oczami ale trzyma dystans.
152 2022-04-18 14:01:11 Ostatnio edytowany przez memo331 (2022-04-18 14:13:00)
widzę że on też dalej ruszony i momentami emocje wychodzą oczami ale trzyma dystans.
Ja i wiele osób z tego forum boleśnie przekonało się jak błędnym jest ufać w podobne teatry ![]()
no i skoro akceptuje (przynajmniej pozornie) jego z "bagażem" w postaci dziecka
Całkiem być może, że akceptuje zupełnie serio. Nie odbierz tego źle, ale dla niej jesteś byłą dziewczyną, którą zostawił z dzieckiem, po latach znajomości ( co dla niej samej już powinno być faktem dyskredytującym, ale trudno ogarnąć ludzkie deficyty) . Wybacz, ale oszczędzone im będą emocje związane z ew. rozwodem, podziałem majątków etc. Alimenty, opieka nad dzieckiem, dość łatwo będzie Cię usunąć z ich horyzontu. A z etycznym dyskomfortem poradzi sobie w czasie. Wysoce prawdopodobne, że Wasz związek i siebie w nim, przedstawił jej kompletnie inaczej, niż widzisz go Ty. Możliwe, że to Ty stałaś się ich wspólnym wrogiem. Co oprócz wspólnej pracy, wyjazdów zbliżało ich do siebie. Na koniec trochę statystyki. 1 na 10 romansów kończy się powodzeniem, a tylko 10 % z nich długoletnim związkiem
Tak więc szansa, że im się długofalowo uda wynosi 1%.
153 2022-04-18 14:34:37 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-04-18 14:35:01)
czytałam też ten artykuł
przede wszystkim jak nie przepracuje swoich ograniczeń to się mu żaden zdrowy związek nie uda. ten jest za szybko po nas. wszedł w relację kiedy jest bardzo słaby, to nie ma prawa na dłuższą metę się udać. dlatego też ja na terapię chodzę. i o ile mam ochotę zainstalować sobie jakiegoś tindera żeby porandkować to wiem, że byłoby to tylko na zasadzie plastra i podbudowania ego i dopiero jak pewne rzeczy jeszcze przepracuję i przeżyję żałobę to będę gotowa, trzeźwo myśląca i nie wpakuję się w żadne gówno.
masz rację w tym kim ja dla niej jestem i tak, ona akceptuje to że on ma dziecko, ale totalnie nie wie z czym to się je na co dzień i jakie to ewentualnie będzie nakładać ograniczenia na ich związek. jeśli bierze pod uwagę związek. on chce 50% czasu z dzieckiem, nie jest niedzielnym tatą.
Aniu kochana, nie miałam czasu wcześniej pisać ale byłam ciekawa jak sytuacja się u Ciebie rozkręca. Jestem pod wrażeniem Twojej samoświadomości i analizy. Serio, po 2 miesiącach od dnia "0" to ja w doopie czarnej byłam a nie stawiałam warunki mężowi. Owszem, inna sytuacja bo mój mnie zwodził i niby nic między nimi nie było więc trochę mnie poprzeciagał. Niemniej Ty jesteś bardzo silna i trzeźwa i gratulacje za to. Co do czerwonych oczu i jego wielkiej udręki... Ekhm. My to wszyscy tu znamy. Mój mąż że mną PŁAKAŁ, przytulał, rozmawiał pół nocy. Potem szedł i robił to samo...Owszem, na pewno ponoszą jakiś koszt emocjonalny, to bez wątpienia. Myślę że jednak czują poczucie winy, jakiś wstyd, są w pewien sposób rozdarci. Mój przez ten rok zaczął o wiele więcej pić po pracy, takie drineczki wieczorne by wyregulować napięcie. Ale wiesz co? To nie ma znaczenia kochana. Fakt jest taki że z tymi czerwonymi oczami Twój ex idzie do niej, przytula się do niej, kocha się z nią. I żadna udręka na jego twarzy, łzy i tak dalej tego nie zmienia. Bo ON NIE CHCE tego zmienić. On CHCE być z tamtą mimo że pewnie czasem zdaje sobie sprawę z tego co robi i jakim kosztem i ile ma do stracenia.
Puść go. Naprawdę nie jest wart tego żebyś dawała mu szansę. Zwłaszcza biorąc kontekst - po ciężkiej walce o dziecko on znajduje niunie zamiast wspierać Ciebie i być jeszcze mocniej z Tobą. Wiesz, na dobre czasy do większość ludzi się nada. Clue by znaleźć kogoś kto sprawdzi się w tych gorszych. Twój ex niestety przegral w grze "sprawdzam".
bardzo Ci dziękuję, Pain!
![]()
myślę, że moje postępy to duża zasługa wsparcia które mam. to forum daje mi dużo, mam fajne mądre osoby obok siebie które jak trzeba to mną trochę potrząsną i działam. jednocześnie gdyby on dzisiaj do mnie przyszedł, wiem żę jeszcze nie dałabym rady nie dać szansy. pewnie zrobiłabym to w miarę mądrze, bez rzucania się na szyję i tylko z terapią w tle, ale wpuściłabym. ja jestem też mądrzejsza o Wasze historie, dużo czytałam, Twoją przeczytałam od deski do deski i dużo się na nich nauczyłam. to płakanie mnie faktycznie przeraziło u Was, zapamiętałam je sobie dobrze. ogólnie ze złych rzeczy po tych lekturach nie wiem czy będę kiedykolwiek w stanie komuś zaufać tak na 100%.
i prawda, że przegrał.. pytanie czy się przed sobą przyzna i wyciagnie wniosek i nad tym popracuje. dla samego siebie.
156 2022-04-22 21:57:15 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-04-22 21:59:55)
powiem Wam, że myślałam, że nic mnie nie zaskoczy ale jednak.
przyszedł że chce pogadać. ja - ok. on że z jego strony to on chce iść na terapię ale nie teraz. że chce iść żeby wszystko wyjaśnić i porozmawiać przy trzeciej osobie, myślenie o tym czy chce próbować to za daleko ale żeby były normalne stosunki między nami. ja - ok, kiedy. on że nie wie, może 2 tygodnie może miesiąc bo nie jest gotowy. ja mówię że rozumiem że potrzebuje czasu ale ja nie chcę czekać więcej niż miesiąc. to co usłyszałam? że WŁAŚNIE O TO CHODZI że ja cały czas stawiam warunki, zarządzam nim, z dzieckiem też mu postawiłam warunki i zarządziłam jak ma być. takie to typowe i o to właśnie chodzi.
taka zła domina jestem. rozumiem że terapeuta jest po to żeby ewentualnie potwierdzić z jaką złą osobą żył tyle lat.
generalnie się pokłóciliśmy, ale ja po poprzednim weekendzie jestem już w innym miejscu niż tydzień temu. owszem, jak dzisiaj go zobaczyłam to mi się tak smutno zrobiło i zaczęłam tęsknić i dalej go kocham pomimo wszystkiego, ale ja już naprawdę trzeźwo myślę. już nie będę go gonić, adorować, spędzać czasu, pisać więcej niżfaktycznie muszę. nie ma takiej opcji. wysłałam mu namiar na jednego terapeutę i tyle, jeśli umówi, pójdę. nie umówi - trudno. ja się zajmuję sobą. bardzo jestem zawiedziona że nie widzę ani jednej autorefleksji z jego strony po takim czasie. jestem wręcz porażona brakiem myślenia. faktycznie jest w kiepskim stanie, ale ja już swoje (i tak bardzo przesunięte) granice przekroczyłam i nie pozwolę więcej robić z siebie wycieraczki.
potrzebowałam to wyrzucić.
Ciężko nam tu mówić, czy zachowywałąś się tak do niego, jalk on opisuje, ale jeśli to przebiega według tego schematu, co tutaj, to się chyba chłopu coś pomieszało w głowie..
Już nie chodzi o to, że nie pozwolisz, by ktoś robił z ciebie wycieraczkę.
Tu chodzi przede wszystkim o to, że ktoś robi sobie z Ciebie kpiny w żywe oczy, z Ciebie i z Twojego życia.
On przyjdzie i jeszcze będzie się stawiał. Boczna podbudowała jego ego, poczuł się przy niej tak, jakby znowu miał 20 lat, kuper podniósł wysoko i zamiast schylić łeb, on przychodzi i urządza Ci awantury.
Przylazl z pozycji PANA sytuacji oznajmiając, że on byłby nawet skłonny pójść na terapię, tylko że w grudniu po południu.
Gdy Ty się odezwałaś, wtedy zaatakował, bo jak smialas mieć swoje zdanie, zamiast popłakać się na jego oczach ze szczęścia.
Zbawienie przyszło.
Dziewczyno puść go wolno i najlepiej prosto w ramiona boczniary.
Jeszcze wiele razy przyjdzie do Ciebie, raz będzie miał zwieszony łeb w pokorze, innym razem obieca Ci gruszki na wierzbie, a jeszcze innym razem przyjdzie, żeby zrobić awanturę.
Trzymam za Ciebie kciuki.
powiem Wam, że myślałam, że nic mnie nie zaskoczy ale jednak.
przyszedł że chce pogadać. ja - ok. on że z jego strony to on chce iść na terapię ale nie teraz. że chce iść żeby wszystko wyjaśnić i porozmawiać przy trzeciej osobie, myślenie o tym czy chce próbować to za daleko ale żeby były normalne stosunki między nami. ja - ok, kiedy. on że nie wie, może 2 tygodnie może miesiąc bo nie jest gotowy. ja mówię że rozumiem że potrzebuje czasu ale ja nie chcę czekać więcej niż miesiąc. to co usłyszałam? że WŁAŚNIE O TO CHODZI że ja cały czas stawiam warunki, zarządzam nim, z dzieckiem też mu postawiłam warunki i zarządziłam jak ma być. takie to typowe i o to właśnie chodzi.
Mnie to akurat w ogóle nie zaskoczyło. Prawdę mówiąc uważałam , że wcześniej czy później coś takiego się pojawi.
To dosyć częsty motyw u par, gdzie ona niby taka wybuchowa a on taki poukładany i spokojny.
Prześledź Wasze wcześniejsze spory i sprawdź, ile razy taka jego postawa powodowała u Ciebie gwałtowny sprzeciw i prowadziła do kłótni, po czym Ty zostawałaś z poczuciem winy, chociaż tak naprawdę upominałaś się o coś zupełnie Ci należnego i oczywistego.
Dobrze, że już potrafisz oceniać sytuację obiektywnie i nie ulegasz manipulacji.
Czym bardziej będziesz przekonana o swojej racji tym łatwiej będziesz nad sobą panować.
Ciekawe jest to, że już któryś raz z rzędu jest jasny podział: kobieta ekstrawertyk, facet introwertyk. Nie można się jakoś dobierać bardzij zgodnie pod względem charakteru? ![]()
anna.zakochana napisał/a:powiem Wam, że myślałam, że nic mnie nie zaskoczy ale jednak.
przyszedł że chce pogadać. ja - ok. on że z jego strony to on chce iść na terapię ale nie teraz. że chce iść żeby wszystko wyjaśnić i porozmawiać przy trzeciej osobie, myślenie o tym czy chce próbować to za daleko ale żeby były normalne stosunki między nami. ja - ok, kiedy. on że nie wie, może 2 tygodnie może miesiąc bo nie jest gotowy. ja mówię że rozumiem że potrzebuje czasu ale ja nie chcę czekać więcej niż miesiąc. to co usłyszałam? że WŁAŚNIE O TO CHODZI że ja cały czas stawiam warunki, zarządzam nim, z dzieckiem też mu postawiłam warunki i zarządziłam jak ma być. takie to typowe i o to właśnie chodzi.
Mnie to akurat w ogóle nie zaskoczyło. Prawdę mówiąc uważałam , że wcześniej czy później coś takiego się pojawi.
To dosyć częsty motyw u par, gdzie ona niby taka wybuchowa a on taki poukładany i spokojny.
Prześledź Wasze wcześniejsze spory i sprawdź, ile razy taka jego postawa powodowała u Ciebie gwałtowny sprzeciw i prowadziła do kłótni, po czym Ty zostawałaś z poczuciem winy, chociaż tak naprawdę upominałaś się o coś zupełnie Ci należnego i oczywistego.
Dobrze, że już potrafisz oceniać sytuację obiektywnie i nie ulegasz manipulacji.
Czym bardziej będziesz przekonana o swojej racji tym łatwiej będziesz nad sobą panować.
A ja myślę, że autorka powinna prześledzić swoje zachowanie, czy faktycznie nie było może tak, jak on mówi. Wcale nie musi być nastawiony przez obecną partnerkę i wcale nie musi manipulować. Dziwi mnie nieodmienne traktowanie zdradzonych jako "niewinnych lelij", jakby każdy zdradzony taki był w 100%. Choć mogło być oczywiście tak, że jej "zarządzanie" sytuacjami było spowodowane jego brakiem działania i pozorną zgodą na wszystko, co każe robić partnerka, wtedy powinna zastanowić się, czy w byłym już związku była prawidłowa komunikacja miedzy nimi. I oczywiście należy mieć na uwadze fakt, że przy rozstaniu każdy powód jest dla odchodzącego ważny, ale tu jeszcze raz kłania się prawidłowa komunikacja.
162 2022-04-24 10:35:20 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2022-04-24 10:37:03)
Symbi w moim przekonaniu zdrada nie ma żadnego uzasadnienia. To czy zdradzana osoba jest leliją czy zołzą nie ma akurat żadnego znaczenia. Zdradziła/zdradził bo chciał zdradzić i tyle. Była okazja, albo poszukał okazji, i zdradził. Ludzie uczciwi też mają różne problemy małżeńskie a jednak się nie zdradzają.
Do rozmowy trzeba dwóch. Jak jedno komunikuje a drugie odbiega od tematu, narzuca tematy zastępcze, wraca do rzeczy z przeszłości aby zamydlić teraźniejszość albo właśnie posługuje się podobną manipulacją z odwracaniem tematu i wbijaniem w poczucie winy, jak opisała Anna, to do żadnego porozumienia nie dojdzie.
W tym wypadku jemu wcale nie chodzi o porozumienie, on ma mieć rację i prawo do decydowania o swoim życiu, jakby nie widział, ze jednocześnie pozbawia ją prawa do wpływu na jej życie. Ona ma czekać i czekać, aż on coś zdecyduje i wtedy może coś się z nimi zadzieje. Do czasu jego decyzji ma siedzieć cicho, bo inaczej chce rządzić. W tym nie ma żadnej chęci porozumienia, a dyskusja została zablokowana.
bagienniku z tymi introwertykami to nie zawsze do końca jest tak, że są spokojni i opanowani. Więc nie sprowadzajmy tych cech do tego typu osobowości ![]()
Ja nie napisałam, że usprawiedliwiam zdradę. Natomiast mogę zrozumieć, dlaczego do niej doszło. Skąd Twoja pewność, że prawidłowa komunikacja między nimi była? Co ja boli bardziej: to, że odszedł, czy to że zdradził? Jakie wnioski z tego związku może autorka wyciągnąć dla siebie na następny związek?
W opisanej rozmowie (bo co innego mogę ocenić), widzę jego manipulację, więc o żadnej prawidłowej komunikacji nie może być mowy. Gdy miał podjąć konkretną decyzję i dać odpowiedź nastąpiła z jego strony zmiana tematu, jest wbijanie w poczucie winy i nawiązanie do przeszłości, które w tym wypadku może być zupełnie nieprawdziwe.
Nie tak wygląda konstruktywny dialog i chęć rozwiązania problemu.
Zarządzanie i wydawanie poleceń vs brak działania i pozorna zgoda - ciekawe co było skutkiem a co przyczyną ? ![]()
166 2022-04-24 15:17:59 Ostatnio edytowany przez Symbi (2022-04-24 15:18:38)
Z mojego punktu widzenia z jego strony próba komunikacji była z jego strony, on zakomunikował, mówiąc kolokwialnie, że autorka "za bardzo się rządziła, także dzieckiem", wybrała mu nieomal terapeutę (dała przynajmniej namiary na terapeutę wybranego przez siebie), on tylko podał, w jakim terminie on widzi się na terapii. Może trzymała go pod pantoflem i wreszcie się zbuntował? Skąd mamy wiedzieć, że nie ma w tym ani krzty prawdy, skoro znamy wersję tylko autorki? Autorka się obraziła na niego, bo jego słowa na jej propozycje nie były zgodne z jej oczekiwaniami. A przecież to ona pyta, czy walczyć o związek, on chce mieć po prostu kontakty z dzieckiem. W związku są dwie osoby, a nie jedna wykonuje polecenia drugiej.
167 2022-04-24 17:07:34 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-04-24 17:45:01)
Problem ze terminu nie podał:) jakby powiedział np. Do końca lipca umowie nam termin" to byłoby ok. Mogę poczekać, wiem wtedy ile. A on zostawił sobie furtke otwarta na to że za miesiąc dalej powie "nie wiem kiedy może za miesiąc". jecze też inaczej by było jakby się z nikim nie spoytkał. a tak ja mam wrażenie że on mówi "poczekaj, zobacze jak mi z tą nową wyjdzie". Z tym terapeuta ja go zapytałam czy mam poszukać, powiedział że mogę poszukać i on też popatrzy. Akurat ja miałam od ręki namiar bo kojarzyłam z podcastu.
Pod pantoflem nie był. Owszem, ja jestem decyzją i do tego szybka. I myślę że to mógł być problem - mój że jak ja już podjęłam jakaś decyzję to niecierpliwiłam się na jego decyzję, jego- że wolal w takich sytuacjach odpuścić. Były też pewnie rzeczy o które go nie pytałam ale to raczej drobnica i kwestie które go średnio interesowały typu jakie talerze kupić. Ale może się mylę i czuł się z tym źle. Natomiast na pewno nie było poleceń, w kwestiach ważnych i na co dzień konsultowaliśmy wszystko. Podróże i weekendy zawsze ystalalismy razem a de facto on tu "rządził" czyli ustalał plan wycieczki, to on pokazywał mi świat. Natomiast mieliśmy problem z komunikacją naszych potrzeb w związku. On albo ich nie komunikował albo komunikował w taki sposób jak na tym przykładzie. Ja - komunikowałam w zły sposób, bardzo dosadnie. Ja jestem na terapii i nad tym pracuje. on - nie.
Co mnie najbardziej boli? Że nie dał nam szansy. Że wybrał ucieczkę, że dziewczyna z którą sypia trzy miesiące jest ważniejsza niż rodzina. Że nie jest w stanie poświęcić tej znajomości i pół roku czasu żeby się przekonać że to naprawdę dobra decyzja żeby się rozejść. I że mnie okłamywał i próbował robić idiotke.
Tu myślę że Agnes opisała perfekcyjnie jego zachowanie. wg mnie to manipulacja chociaż myślę że on nie zdaje sobie z tego sprawy. chce mieć drzwi uchylone gdyby boczniara jednak nie okazała się miłością życia.
168 2022-04-24 18:08:23 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2022-04-24 18:11:00)
Symbi próba komunikacji a rozwiązywanie spraw to dwie różne sprawy. Przez próbę komunikacji do niczego się nie dojdzie. Jeśli każdy sobie może coś tam powiedzieć i nic z tego nie wynika, to taką komunikację można sobie w buty włożyć. Nie piszę tego, żeby udowodnić swoją rację, tylko kiedyś Tobie też może się przydać taka wiedza. Bo gdy Tobie partner zacznie w ten sposób mydlić oczy, a Ty się na to nabierzesz, to zwyczajnie dasz się wykorzystać.
Anno Nie jest ważne jak on to nazywa, manipulacją czy nie, ważne, że w ten sposób uzyskuje nad Tobą przewagę. O nic więcej mu nie chodzi.
Ja bym Ci radziła przestać mu cokolwiek ułatwiać. W ten sposób, po pierwsze, przerzuca na Ciebie ciężar problemów, a po drugie nie czuje się odpowiedzialny za wynik działań. Ty wymyśliłaś, Ty organizowałaś = Ty jesteś odpowiedzialna za wyniki. Jak nie wyjdzie to nie jego wina. Jeszcze się dowiesz, że wybrałaś złego terapeutę, albo zmusiłać go gdy jeszcze nie był gotowy itp. On robił wszystko co chciałaś, skoro nie wyszło, to znaczy się chciałaś źle.
Nie daj się wmanewrować w kolejną jego gierkę.
169 2022-04-24 19:16:08 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-04-24 19:19:40)
Niezależnie od tego, co mu siedzi w głowie, to mnie zawsze w takich wypadkach obrzydza wręcz ten impuls i prostota, z jaką niewierny partner biegnie do nowo poznanej/poznanego. Wszystko przestaje mieć znacznie, istnieje tylko i wyłącznie ten drugi/ta druga. Widać, jak bardzo emocjonalni jesteśmy i szczerze mnie to trochę przeraża..
To nawet nie chodzi o jakieś przysięgi czy oddanie się na zawsze drugiej osobie, ale łatwośc z jaką po zwykle dośc krótkim czasie ktoś jest w stanie wszystko rzucić, biegnąc za swoim "nowym" wybrankiem, mimo, że tak naprawdę go nie zna. Niby zakochanie, ale tak bardzo żałośnie wyglądające z takiej perspektywy, jaką się widzi wielokrotnie przy zdradach. Świat mógłby runąć, ale mimo wszystko i tak liczy się "ta jedyna" osoba..
Agnes, może tak, może nie. Komunikacja nawala po obu stronach. Do konsensusu nie dojdzie. Agnieszkę boli, że decyzja o rozstaniu nie została podjęta WSPÓLNIE, tylko została postawiona przed faktem dokonanym. On decyzję podjął, uparcie powtarzam, że tylko autorka chce "walczyć" o związek.
dlatego chciałam iść na terapię - żeby tą komunikację poprawić. bo terapię zaproponowałam od razu jak nam się wszystko wylało (a jeszcze zanim o zdradzie się dowiedziałam). on nie chciał, więc poszłam na indywidualną i sobie pracuję. 3 miesiące po mojej pierwszej propozycji terapii on dalej nie jest gotowy i nie wie kiedy będzie.
i z jednej strony masz rację że to ja chcę (chciałam?) walczyć. pomimo tego on nie miał na tyle jaj żeby wyjść pierwszy z uczciwą propozycją podziału czasu córki i rozdzielenia naszego czasu, nie powiedział uczciwie "zakochałem się" czy "jestem teraz z inną" - nie przyznał tego ani razu. nawet podczas tej rozmowy tydzień temu, kiedy powiedziałam że rozumiem że chce być z dżesiką i będę to musiała zaakceptować tylko od niego oczekuję uczciwości bo z kimkolwiek się nie będzie spotykał, moje dziecko będzie miało z tą osobą duży kontakt i mam prawo wiedzieć kto to. to powiedział że tak, JEŚLI będzie się z kimś spotykał to powie. JEŚLI.
i skoro podjął decyzję to po co 2 miesiące mydlił oczy, całował w czółko, zapraszał na obiadki i tym samym dawał nadzieje. napiszecie że moja nadinterpretacja. i może tak, ale nie wiem czy dyby był tak pewny swojej decyzji to tak by robił?. a teraz jak ja mam więcej siły i sama zaczynam rezygnować z tej walki, próbuję zamknąć drzwi żeby iść dalej ze swoim życiem to on czując że traci nad sytuacją kontrolę i furtkę powrotu, znowu próbuje mnie zmanipulować.
masz rację Agnes że nie powinnam mu ułatwiać nic. wiem to, ale potrzebuję zdecydowanie żeby mi ktoś to też napisał, w chwilach słabości czytam sobie Wasze posty i mi to bardzo pomaga wrócić na dobry tor. na szczęście mam duuuuużo roboty ![]()
172 2022-04-25 07:32:01 Ostatnio edytowany przez Symbi (2022-04-25 07:41:46)
Może więc czas na oficjalne kroki w sprawie ustalenia zasad kontaktów z dzieckiem? Bo wpływanie na niego, by szedł na terapię ja bym sobie darowała, to raczej przyniesie odwrotny skutek. Ty bardzo dobrze, że zajmujesz się sobą. Może np. wysłać mu maila z propozycją ustalenia spotkań/opieki na dzieckiem? I oczywiście nie na dotychczasowych zasadach, że on siedzi u Ciebie (a Ty może wyobrażasz sobie Bóg wie co, że on przebywa z Tobą, a nie tylko z dzieckiem), tylko bierze dziecko do siebie (o ile dziecko nie wymaga np. karmienia piersią). Nie musi być to przecież oficjalne pismo przez prawnika, ale mail z planem np. nie/parzyste weekendy on od godziny ... w piątek do godziny .... w niedzielę , czy też on opieka co drugi parzysty tydzień miesiąca do godziny... do godziny.... - łatwiej czasem napisać, niż mówić, skoro gadanie nie dociera. Oczywiście z zaznaczeniem, że jesteś skłonna do negocjacji w sensie Ty zaproponujesz dla niego parzyste weekendy, on będzie wolał nieparzyste. Czy odważy się on na opiekę naprzemienną?
to właśnie zaproponowałam tydzień temu i stąd zarzut że się rządzę bo powiedziałam że proszę go o skombinowanie łóżeczka i co drugi weekend bierze dziecko do siebie i do tego ma na tygodniu dwa popołudnia z nocami - jego wybór które ale będę wdzięczna jak jednym z tych dni będzie wtorek. jak już przełknie to zarządzenie to operacyjnie się dogadamy kto ma który weekend, z tym nie będzie problemu. majówkę ustaliliśmy na pół. jemu chodzi o to że ja postanowiłam że ma dziecko brać do siebie.
nad opieką naprzemienną ewentualnie możemy się zastanowić jak dziecko będzie większe, nie do końca jestem przekonana chociaż wiem że Pain i Windy chwalą, zobaczymy, deklaracje są. na razie ja pracuje w niepełnym wymiarze z własnego wyboru bo chcę z dzieckiem spędzać więcej czasu niż 2h dziennie.
174 2022-04-25 10:02:45 Ostatnio edytowany przez Symbi (2022-04-25 10:03:48)
Super! Nie ma jednak sposobu, także prawnego (grzywny za brak zabierania dziecka do niego żaden sąd na niego nie nałoży), by przymusić go do realizacji porozumienia w sprawie kontaktów, bądź gotowa na to, że dzieckiem będziesz opiekowała się na co dzień sama, wciąż nieliczni panowie chcą zajmować się dziećmi w pojedynkę. W ostatecznym razie pozostaje ustalić kontakty sądownie, jest to również zabezpieczenie dla Ciebie, gdyby zarzucił Ci, że nie pozwalasz mu się widywać z dzieckiem - możesz wnieść do sądu rejonowego wydział ds.rodzinnych i nieletnich wniosek, by dziecko w ustalonych terminach brał do swojego miejsca zamieszkania. Ale i w razie czy to ugody sądowej, czy wyroku, nie przymusisz go, by chciał zabierać dziecko do siebie. On sam musi do tego dojrzeć, a to wymaga czasu.
Ania, ale moje dzieci są już duże więc opieka naprzemienna to trochę inna bajka w sytuacji gdy dzieciom normalnie wytłumaczysz co i jak...
Co do Twojego narzeczonego zaś - jeśli mogę Ci coś poradzić to nie bierz postów Symbi zbyt mocno do siebie;) Zawsze mam wrażenie czytając takie komentarze, że odpowiedzialność za komunikacje w związku leży po stronie osoby zdradzonej więc skoro ona o to nie zadbala - to niech się nie dziwi że zdrada była. A gdzie odpowiedzialność zdrajcy za pracę nad komunikacja w związku i związkiem w ogóle? Nieważne co było w związku źle. Można się rozstać nie deptając po drugiej osobie. Nikt nikomu nie każe trwać w czyms co mu nie odpowiada i nad czym nie chce pracować. Ale można pozostać człowiekiem i odejść z klasą, bez przerzucania winy i rozkmin nad tym czy zdradzony wystarczająco dużo pracował nad związkiem..
176 2022-04-25 12:54:08 Ostatnio edytowany przez Symbi (2022-04-25 12:55:18)
Pain, nie wkładaj mi w usta czegoś, czego NIE napisałam. Komunikacja to minimum DWIE osoby, związek to DWIE osoby, ja nie zrzucam odpowiedzialności na jedną stronę, tylko za każdym razem wychodzę poza utarty na forum schemat że zdradzony="niewinna lelija", zdradzający=wujek SAMO ZŁO. To naturalne, że każdy się broni i każdy widzi siebie w lepszych barwach, niż widzi go otoczenie, ma do tego prawo i odchodzący, i porzucany. Tak działa psychika.
W końcu coś w tych ludziach było, że wybrałyście ich na swoich partnerów i macie z nimi dzieci. Gdyby była dobra komunikacja z OBU stron, to by była może wspólna decyzja o rozstaniu, a tak decyzja zapadła z jednej strony i teraz odchodzący próbuje ją sobie zracjonalizowac.
177 2022-04-25 13:19:01 Ostatnio edytowany przez PainIsFinite (2022-04-25 13:24:42)
No nie Symbi. Ja i wiele osób z tego forum które były zdradzone - komunikowały się zajebiście w małżeństwie. Wiesz jaki jest problem? Że to tanga trzeba dwojga. Co z tego że jedna strona się komunikuje a druga na te komunikacje jest zamknięta? Albo ma to gdzieś? Albo już tak mało jej zależy że rozgląda się naokoło i szuka doznań bo najzwyczajniej w świecie...może? Możesz wtedy gadać do upadlego Symbi. Możesz tak jak ja niegdyś - całą noc o tym rozmawiać ze łzami w oczach. I co? I wiadro. Dlatego tak oponuję gdy próbuje się rozkładać po równo odpowiedzialność. W każdym związku masz górki i dołki, nikt nie jest idealny. Ale to nie ma znaczenia. Chyba że mówimy o jakiejś patologii mega że mąż bije żonę i ona wpada z desperacji w ramiona innego. Ale w takich standardowych układach jak jest Ania - to po prostu żałosny, nudny schemat. I żadne tam komunikacyjne problemy tylko ego, ego. Chęć nowości, poczucie ze "dobijam do 40tki i to wszystko, już nic więcej nie będzie???". Widziałam to Symbi zbyt wiele razy by dawać zdradzającym przywilej rozgrzeszania ich bo "żona miała problemy w komunikacji" (wtf?). A że zawsze się znajdzie COS? Tak, mi tez mąż zarzucał że ja o wszystkim decydowałam - np wyjazdy. Tyle że robiłam to dlatego że on sam jest raczej zombie i jakbym nie wzięła rzeczy w swoje łapki - to byśmy co roku wakacje co najwyżej w ogródkach działkowych spędzali. Ale ok. Mi to jakoś tam pasowało, zawsze go pytałam o zdanie a on najczęściej z wygody się zgadzał. Tyle że potem oczywiście wytknął mi to jako "wielkie ubezwłasnowolnienie". I z wszystkim tak się da Symbi zrobić. Tyle że nie dajmy się wkręcać w takie manipulacje. Owszem, każdy z nas ma jakąś robotę do zrobienia nas sobą. Ja też dużo przerobiłam. Ania też pracuje. A zdrady nie usprawiedliwia nic i proszę nigdy o tym nie zapominajmy..
Tak patrząc z boku, to raczej bardziej pasuje stwierdzenie, że obie strony mogą być winne kryzysowi czy rozpadowi, ale jeśli jedna zdradza, to raczej samej zdrady jest winna ta osoba, zdradzająca, nikt inny.
A zdziwilbys się Bagienniku ile z tych związków jakichś wielkich kryzysów nie miało. Owszem, może były tam kryzysy w GŁOWIE jednej z osób ale skoro były niewypowiedziane - to ciężko nad czymkolwiek pracować i poczuwać się do odpowiedzialności...
A zdziwilbys się Bagienniku ile z tych związków jakichś wielkich kryzysów nie miało. Owszem, może były tam kryzysy w GŁOWIE jednej z osób ale skoro były niewypowiedziane - to ciężko nad czymkolwiek pracować i poczuwać się do odpowiedzialności...
o taaak, to też w któymś momencie usłyszałam jak podałam argument że to nasz pierwszy kryzys to musimy go przepracować - że kryzysy były tylko on wziął je na siebie o.O
..... jak to napisała inna forumowiczka i ja się pod tym podpisuję: "tam gdzie w związku nie ma miejsca na kochankę, nie ma kochanki. "
czasem któs coś mówi ale druga strona słyszy a nie słucha... komunikacja, a zdrady winna jest zdradzająca - to nie ulega wątpliwości..
Przyznam, że nie za bardzo rozumiem charakter Waszych kontaktów, dość mętnie je przedstawiasz.
Odnoszę jednak wrażenie, że drastycznie przeceniasz swoją sprawczość.
Ty sobie niby podejmujesz jakieś decyzje, zwłaszcza w kontekście opieki nad dzieckiem z jakimś dziwnym przeświadczeniem, że to Ty i tylko Ty wyznaczasz mężowi pole działania. On ma zrobić to, albo śmo, albo tamto itd. Fakt, że facet reaguje dość biernie bierzesz za dobrą monetę w ogóle nie uwzględniając, że gdzieś tam w nim coś się kumuluje.
Ze szczątkowego opisu jego osobowości jaki tu podałaś, wnioskuję, że w którymś momencie nastąpi przesilenie i on wywróci cały ten stolik na którym układasz swoje projekty.
Oczywiście powinnaś zadbać o siebie, a nade wszystko o wyjaśnienie sytuacji, ale takie brnięcie w konflikt dla samego konfliktu - a do tego de facto parę osób Cię tu namawia, jest bez sensu.
że nie powinnam mu ułatwiać nic. wiem to, ale potrzebuję zdecydowanie żeby mi ktoś to też napisał,
W tej chwili opcją najbardziej dla Was realną jest rozstanie, a wobec wspólnego dziecka szkoda kreować atmosferę wojny.
PainIsFinite napisał/a:A zdziwilbys się Bagienniku ile z tych związków jakichś wielkich kryzysów nie miało. Owszem, może były tam kryzysy w GŁOWIE jednej z osób ale skoro były niewypowiedziane - to ciężko nad czymkolwiek pracować i poczuwać się do odpowiedzialności...
o taaak, to też w któymś momencie usłyszałam jak podałam argument że to nasz pierwszy kryzys to musimy go przepracować - że kryzysy były tylko on wziął je na siebie o.O
Dobry Pan;)
Przyznam, że nie za bardzo rozumiem charakter Waszych kontaktów, dość mętnie je przedstawiasz.
Odnoszę jednak wrażenie, że drastycznie przeceniasz swoją sprawczość.
Ty sobie niby podejmujesz jakieś decyzje, zwłaszcza w kontekście opieki nad dzieckiem z jakimś dziwnym przeświadczeniem, że to Ty i tylko Ty wyznaczasz mężowi pole działania. On ma zrobić to, albo śmo, albo tamto itd. Fakt, że facet reaguje dość biernie bierzesz za dobrą monetę w ogóle nie uwzględniając, że gdzieś tam w nim coś się kumuluje.
.
Odpowiedzialność za to, żeby się odezwać jak mu coś nie pasowało spoczywało wyłącznie na nim. To nie mały dzidziuś co nie umie mówić i nie potrafić powiedzieć jakie ma potrzeby. Nikt nie ma obowiązku zgadywać co inna osoba sobie myśli i czuje, bo nikt nikomu w głowie nie siedzi.
o taaak, to też w któymś momencie usłyszałam jak podałam argument że to nasz pierwszy kryzys to musimy go przepracować - że kryzysy były tylko on wziął je na siebie o.O
Ot, mistrz komunikacji.
No właśnie. Taki był słaby w komunikacji a jednak Ania go nie zdradziła wieeec...
Tylko Wy ciągle mielicie teorię związku i co kto powinien i co by było optymalne.
A ja piszę a tym co faktycznie jest i ew. może być w przyszłości.
A jest facet mocno skrywający swoje uczucia i zamiary - reagujący dopiero w momencie przesilenia. Ale za to reagujący z grubej rury.
Więc ja grzecznie sygnalizuję Autorce, że takie kolejne przesilenie może nastąpić w kwestii opieki nad dzieckiem bo jej zachowanie wydaje się jak sondowanie gruntu - ile jeszcze można się posunąć.
Bo akurat rzadko się zdarza, żeby facet palił się do pełnoetatowej opieki nad małym dzieckiem i takie roszczeniowe dociskanie śruby w tym temacie - jakie (z tego co zrozumiałam) - prezentuje Autorka, może doprowadzić do katastrofy.
Problem polega na tym, że Wy się tutaj po prostu oburzycie, napiszecie jaki to na jest zły i podły i Wam ulży, ale to Autorka zostanie sama, tak naprawdę sama z dzieckiem. Albo z otwartą wojną o opiekę. Jedno gorsze od drugiego.
noben na obecnym etapie autorka jeszcze nie zdecydowała do końca czego chce, więc my za nią nie mamy prawa decydować. Natomiast jak najbardziej mamy prawo pokazywać jej, w co on z nią gra, jak nią manipuluje by wzbudzić w niej poczucie winy. Tylko mając prawidłowy pogląd na sytuację może prawidłowo go ocenić, a co zdecyduje odnośnie relacji to już jej sprawa.
188 2022-04-25 21:47:14 Ostatnio edytowany przez PainIsFinite (2022-04-25 21:49:50)
Kwestia tego czy on będzie chciał zajmować się dzieckiem 50/50 ZUPEŁNIE nie zależy od tego jak i co powie Ania. Zależy od tego jakie ON ma podejście do kwestii swojego dziecka i jego opieki. Jeśli będzie mu zależało to będzie przychodził nawet jeśli Ania mu drzwi przed nosem zamknie. Jeśli nie będzie chciał tej opieki to Ania może mu czerwony dywan przed drzwiami rozwinąć a on wpadnie do córki raz na dwa tygodnie. Po prostu śmieszy mnie takie cackanie się z tymi ludźmi, jakby nie mieli swoich poglądów, swojego zdania, a wszystko co robią zaskakuje ich samych:) Mój ex do dziś próbuje jeszcze mnie czasem wykorzystywać w sprawach związanych z dziećmi ale mocno to ukrocilam. Chciał być beze mnie to nie będzie korzystać z mojego ogarnięcia. Na początku było mu ciężko ale wiecie co? Musiał się nauczyć i teraz ogarnia. Polecam tak na nich patrzeć a nie na jak jakieś biedne ludki z krucha psychika które przy mocniejszym słowie zemdleja:) Uwierzcie mi - NIE zemdleja a dużo u nich jest wykalkulowane.
Bo akurat rzadko się zdarza, żeby facet palił się do pełnoetatowej opieki nad małym dzieckiem i takie roszczeniowe dociskanie śruby w tym temacie - jakie (z tego co zrozumiałam) - prezentuje Autorka, może doprowadzić do katastrofy.
Ale to jest jego dziecko i łaski nie robi że też ma się dzieckiem zajmować nie tylko w weekendy ale też wtedy kiedy trzeba. Łatwo być weekendowym tatusiem i poświęcać dziecku czas tylko wtedy kiedy można albo kiedy ma się ochotę. To że autorka wymaga od niego dużego zaangażowania w opiekę nad dzieckiem to nie jest żadna roszczeniowość.
noben na obecnym etapie autorka jeszcze nie zdecydowała do końca czego chce,
Więc najlepiej jak popali wszystkie mosty i wznieci otwartą wojnę z eksem...
To jest świetny plan i podstawa do dalszych działań.
Przypominam, że to wciąż wygląda na 'zwykłe' rozstanie, a nie żadną zdradę i jakieś podłe manipulacje, których się tu doszukujecie ==> vide pierwszy post Autorki.
****
Mój ex do dziś próbuje....
Tylko że to nie jest wątek o Twoim ex i nie ma tu nawet zbytniej analogii, lecz mimo tego próbujesz rozciągać swoje osobiste żale do eksa na cudze wątki i życia.
Yyyy bo zazwyczaj na poparcie swoich poglądów podajemy przyklady ze swojego życia?
Tylko Wy ciągle mielicie teorię związku i co kto powinien i co by było optymalne.
A ja piszę a tym co faktycznie jest i ew. może być w przyszłości.A jest facet mocno skrywający swoje uczucia i zamiary - reagujący dopiero w momencie przesilenia. Ale za to reagujący z grubej rury.
Więc ja grzecznie sygnalizuję Autorce, że takie kolejne przesilenie może nastąpić w kwestii opieki nad dzieckiem bo jej zachowanie wydaje się jak sondowanie gruntu - ile jeszcze można się posunąć.
Bo akurat rzadko się zdarza, żeby facet palił się do pełnoetatowej opieki nad małym dzieckiem i takie roszczeniowe dociskanie śruby w tym temacie - jakie (z tego co zrozumiałam) - prezentuje Autorka, może doprowadzić do katastrofy.Problem polega na tym, że Wy się tutaj po prostu oburzycie, napiszecie jaki to na jest zły i podły i Wam ulży, ale to Autorka zostanie sama, tak naprawdę sama z dzieckiem. Albo z otwartą wojną o opiekę. Jedno gorsze od drugiego.
Ale jaka roszczeniowość? O czym ty piszesz? To jego własne dziecko i nikomu łaski nie robi, że się nim zajmuje przez 50% czasu. To jego obowiązek. Może nie chcieć, ale to by tylko pokazywało, że jest ojcem ch*jem i pewnie Piotrusiem Panem, który nie chciałaby mieć obowiązków, bo najlepiej zwalić własne obowiązki i odpowiedzialność na kogoś innego. Autorka wtedy niech go pozywa o wysokie alimenty ja tatuś nie chce pomagać, ona ma robić wszystko i mieć ograniczenia co do robienia kariery.
noben, nie wiem gdzie Ty widzisz palenie mostów i wojnę, bo póki co to ja ja jestem tą która wyciągała rękę. a jedyne co zrobiłam to wyznaczyłam swoje granice. raz się pokłóciliśmy no i ok, na co dzień pyta się o dziecko to normalnie mu opowiadam. dzisiaj przychodzi zgodnie z ustaleniem. nie zabraniam mu przecież kontaktów z córką, wręcz przeciwnie. co mnie też wkurza bo przez jego decyzję ja stracę wiele z dziecińśtwa mojego dziecka.
niezależnie - z Twoich postów czytam że to JA powinnam wziąć odpowiedzialność za to jakie reakcje ma i że skrywa emocje. nie - to jego odpowiedzialność i on powinien nad tym pracować żeby nie kumulować w sobie złości bo sam widzi co się z nim przez to teraz dzieje. druga sprawa tak jak już też zostało powiedziane - to jest również jego dziecko i łaski nie robi. i to również zrzucanie na mnie (ogólnie - na kobiety) odpowiedzialności że jak przestanie chcieć to będzie moja wina. bo on jest bohaterem bo pomimo że zdradził i porzucił rodzinę to chcę być zaangażowany - klaszczmy jak foki w zoo. ciekawe że jakoś kobietom nikt brawa nie bije jak chcą się swoimi dziećmi zajmować.
Wojnę - póki co - widzę na horyzoncie, bo tam Cię wiodą dobre forumowe rady, którym dość biernie ulegasz.
Proponuję wyjść z założenia że Twój mąż jest jaki jest i na tym bazować, a nie pisać mu scenariusze dotyczące tego co 'powinien'. Jego schematy komunikacyjne są określone. To, że Tobie one nie pasują, nie jest tożsame z koniecznością jego 'pracy' nad sobą. Nota bene widziały gały co brały.
W tej chwili Wasze rozstanie przebiega relatywnie spokojnie i lajtowo - jak na standardy rozstań. Jak będziesz wciąż próbowała nim zarządzać i rozstawiać po kątach (a do tego chyba uparcie zmierzasz), to się możesz zdziwić kolejnym wybuchem i woltą.
No chyba, że jest to cena jaką jesteś skłonna zapłacić za błogą satysfakcję, że to wszystko JEGO wina - ten kierunek w Twoich wpisach też jest charakterystyczny jak się porówna pierwszy post z kolejnymi.
195 2022-04-26 17:48:28 Ostatnio edytowany przez PainIsFinite (2022-04-26 17:55:13)
Ania idzie w dobrym kierunku. W kierunku trzeźwej oceny postępowania narzeczonego, bez jakichś racjonalizacji i prób brania na siebie winy, którą on jej próbuje sprzedać. Do tego wymaga od niego opieki nad jego własnym dzieckiem, do czego ma pełne prawo. Jeśli uważasz to za "rozstawianie po kątach" to w sumie co tu komentować. Nie bierzesz również pod uwagę stanu i uczuć autorki, więcej uwagi poświęcając uczuciom jej partnera.
Noben, prawda zazwyczaj jest prosta ale to ludzie dokładają jej dodatkowych wymiarów, robiąc wiwisekcję sobie i innym. Pomysl proszę jak ocenilabys zachowanie narzeczonego Ani gdyby Ania była...Twoja córka, która 10 miesięcy temu urodziła dziecko i walczyła o jego życie. Proszę pomysl. Pomyśl czy rozmydlałabys winę jej partnera, próbowała zrozumieć jego "styl komunikacji" i inne takie tam. Czy po prostu prawdę nazwała prawda ..?