30lat i cały czas sam - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 467 468 469 470 471 … 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30,421 do 30,485 z 31,049 ]

30,421

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Piszesz bym zaczął robić rzeczy, których unikam tyle, że ja nawet nie wiem jakie to są.

Przecież od prawie 4 lat ci to wszyscy tutaj wytykają baranie jeden. Szkolna psycholog już to zaczęła robić. Babka z kolejnej terapii to samo. I aktualna - w co wątpię, aby miała miejsce - również.


Dosłownie wystarczy tylko sięgnąć po telefon i zadzwonić. I nie mogę choćby nie wiem jak bardzo bym chciał.

Ale umówić się na masaż pały to mogłeś co nie?


LOL
xD

Zobacz podobne tematy :

30,422

Odp: 30lat i cały czas sam

Nie wątpię Shini że dotyka Cie "wyuczona bezradność". Mam jednak wrażenie że dla Ciebie fakt ten stal się dupochronem. Dzięki któremu możesz stać w miejscu.

Nie jestem terapeuta ale z tego co wiem to pokonuje się ten problem (w CBT) małymi sukcesami. Nie rzucamy się na głęboka wodę tylko krok po kroku.  Maly sukces za małym sukcesem.  I coraz wyżej i wyżej. Problem jest taki ze tego kroku nikt za Ciebie nie wykona.  To wymaga Twojego przełamania się.  Ty teorie znasz teraz czas na niewygodne ruchy. Piszę to bo jestem pewny że możesz to zacząć robić. Jesteś całkiem bystry, sensownie uzasadnisz (czy się zgadzam czy nie to inna sprawa). Jest lęk który możesz pokonać tylko Ty działaniem.

Ale Ty stanąłeś za gruba czerwona linia opisana "nie da się" . A właśnie ze się da.  Rób te głupie kroczki.  Jak Muqin Ci pisała poinformuj rodziców że znikasz do niedzieli.  I zniknij. Pierwszy mały kroczek do niezależności.  Albo podapatrz jak się robi schabowe i je zrob. Zadecyduj że Ty dziś robisz.

Ważniejsza jednak jest robota.  Jak przeraża Cie wysłanie CV to podziel na kroki. Nie chodzi o to żebyś się wdarł do HR i powodzial: ok nie wysłałem Cv ale wiem że mnie potrzebujecie. Pierwszy tydzień - co mógłbym robić? Drugi  - co jest na rynku. Trzeci - spis opcji......... dziewiąty   wysłanie cv. Ty za linie nawet palca nie wystawisz. Możemy tylko rozmawiać o możliwości wystawienia palca i już na tym etapie wszystko pada. 

Niestety to Ty musisz wykonać pierwszy niewygodny krok.  Ała i do przodu.

30,423

Odp: 30lat i cały czas sam

Bagiennik, ja nawet takiego lęku nie miałem. To prawda, że nigdy nie lubiłem gdzieś dzwonić i coś załatwiać ale mimo nie lubienia nigdy nie sprawiało mi to większych problemów, zawsze się udawało. Zapisać się do lekarza, załatwić sprawę w urzędzie czy zapytać o coś w sklepie, takie rzeczy zawsze się udawały. Z tą pracą to jest dosłownie jedyny taki przypadek, że mnie to wręcz paraliżuje.

Z nikogo nie robię idioty, a nawet jakbym chciał to nie potrafię. Nie sądziłem, że te domowe czynności też się zaliczają do rzeczy, których unikam. To nie jest to samo co zmiana pracy i nie traktowałem tego na równi. No dobra ale jak już wychodzić z domu to przecież trzeba mieć jakiś cel. Iść czy jechać na jakieś konkretne miejsce i robić tam konkretne rzeczy. Serio nic mnie nie cieszy. Wiele rzeczy mi zbudza moją ciekawość ale nic nie utrzymuje się długo. Nawet jak pojawi się jakiś temat, który mnie zaciekawi to szybko wracam do ustawień fabrycznych i już nie pamiętam co mnie ciekawiło.

Powiedzieć "wychodzę i nie wiem kiedy wrócę" raczej nie wchodzi w grę. Pełnoletni jestem tylko na papierze i z wyglądu. Osobiście się tak nie czuję i nie jestem tak traktowany. W czy to uniezależnienie się nie powinno być całkowicie naturalnym etapem w życiu każdego człowieka? Nawet coś co powinno być tak oczywiste, że nie trzeba się nad tym zastanawiać też ma cenę?

Kanapki i sałatki robiłem nie raz. Nawet podobno moja sałatka z tuńczyka jest bardzo dobra. Tego schabowego też raczej dałbym radę zrobić, zupa to już wyższy poziom. Kiedy popełniłeś te błędy ktoś cały czas nad tobą stał, wytykał każdy błąd i ciągle powtarzał "zostaw, ja to zrobię"?

30,424

Odp: 30lat i cały czas sam

Bert, problem w tym, że pracy nie da się zmienić krok po kroku. Tak samo jak wyprowadzić się od rodziców. Piszesz, że jestem bystry, w ja nie mogę się zgodzić. Gdybym faktycznie był to nie tkwilbym w obecnej sytuacji. Tak samo już nie jedna osoba chwaliła moją inteligencję, a przecież gdyby faktycznie tak było to już dawno znalazłbym rozwiązanie tych problemów.

Powiedzmy, że jutro po prostu wyjdę z domu, wsiądę w samochód i pojadę. Tylko dokąd? Nie mam ani krzty pomysłu dokąd jechać i co robić. Poza tym wyjazd z domu na dwa dni to już jest wyprawa wymagająca szeregu przygotowań i kosztowna. Musiałbym gdzieś spać, noc w hotelu to już jest kilkaset złotych, jedzenie w restauracjach przez dwa dni też wyjdzie z 300 zł jak nie więcej, a już niewiele mi zostało z ostatniej wypłaty. Nawet gdybym faktycznie miał zniknąć to wciąż trzeba najpierw wiedzieć dokąd i po co.

Takich pierwszych tygodni miałem już wiele i nigdy nie udało się nawet przejść do drugiego. Robiłem dziesiątki analiz, testów, rozmów z AI, wypisywałem te opcje, próbowałem określić co lubię i w czym mógłbym być dobry co akurat nigdy się nie udało. Ja te "tygodnie" robiłem wielokrotnie i zawsze efekt był taki sam. Rynku nigdy nie sprawdzałem bo nawet nie wiem jak to zrobić. Co do wysyłania CV to kiedyś też robiłem to wielokrotnie ale jeszcze nigdy nie dostałem odpowiedzi. Znaczy dla mnie wielokrotnie bo dla większości ludzi to pewnie nie byłoby nawet mało patrząc na to, że niektórzy podobno wysyłają po kilkadziesiąt dziennie.

30,425 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-09 18:23:30)

Odp: 30lat i cały czas sam

TBH ja bym chciała żeby mi ktoś tak mówił zostaw ja to zrobię. Wizyty w urzędzie, robienie zakupów, naprawy w domu, gotowanie, zakupy, pranie, prasowanie, odkurzanie... to wcale nie jest ani ciekawe ani fajne. Szczególnie jak trzeba to robić kilka razy w tygodniu i za chwilę od nowa. Lodówka pełna przysmaków? Guess what za 3 dni będzie pusta i trzeba od nowa lecieć po zakupy. Swieza pościel, nie bardzo, za tydzień i tak trzeba wyprać od nowa.
Sama nie wiem. Moim zdaniem to ty po prostu masz mega luz. Gdyby bycie obsługiwanym nie było zgodne z twoim charakterem, to byś zwiał z domu nawet na wakacje do pracy u Niemca. Dużo ludzi lubi byc obsługiwanym, nawet płaca za to dużą kase żeby ktoś za nich prowadził dom, ogarniał ogród, remonty. Ty żyjesz sobie całkiem fajnie, nie odczuwasz dyskomfortu, ani się tym nie dusisz. Nigdy żadnych ambicji ani planów nie miałeś, więc nie czujesz że coś zawaliłeś.
Ja powiem szczerze, że gdyby mi się chłop zgodził na full stay at home pakiet - czyli ja tylko przynosze kase do domu i na reszte mam wywalone bo on ogarnia, to bym nie zastanawiała się ani sekundy.
Dobra koniec rantu. Idę odkurzyć, potem pranie sad
Moim zdaniem zamiast porównywac się z innymi powinieneś wykorzystać to co masz- nie masz rodziny ani obowiązków, więc masz czas na szukanie pracy w 100% zgodnej z twoimi potrzebami i zainteresowaniami. Możesz popracować miesiąc jako taksówkarz, potem jako handlowiec, potem zrobić kurs barbera, potem elektromontera... może ci to zająć kilka lat zanim spróbujesz wszystkiego, bo i tak masz all inclusive na chacie. Do wojska nie biorą, dzieci jeść nie wołają. Niepotrzebnie dałes sobie wkręcić te terapie. Masz gotowe to wiadomo, że ci się nie chce. Komu by się chciało?
A na jakie studia chodziłeś? Każda uczelnia ma doradztwo zawodowe za darmo dla absolwentów. Skoro poszedłeś na jakieś studia to może warto iśc na targi pracy branżowe? Albo forum, grupa na facebook?

30,426 Ostatnio edytowany przez Serduszko<3 (2026-01-09 18:43:08)

Odp: 30lat i cały czas sam

Ja jestem na swoim, a i tak beztalenciem kulinarnym. Starałam sie nauczyc z przepisami, nawet yt, i to nie pół roku czy rok, a 5, żeby nie wydawać kasy na mieście. Nic mi nie wychodzi, ani nie ma wyglądu, konsystencji,  nawet mi nie smakuje. Potrafie zepsuć jajecznice. Pieczenia też próbowałam. Nie potrafie przyprawiać. Zazdroszcze ludziom/kobietom, które to potrafią.
Nawet sprawdzałam czy u mnie w mieście jest jakiś kurs, ale lipa.

30,427

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Z nikogo nie robię idioty, a nawet jakbym chciał to nie potrafię. Nie sądziłem, że te domowe czynności też się zaliczają do rzeczy, których unikam.


Te fragmenty, które tu cytowałem niedawno z twoich wypowiedzi to są fragmenty sprzed kilku lat z rozmowy z tobą na dokładnie ten sam temat. Kropka w kropkę. Dlatego te zdania padły w takim, a nie innym kontekście.


To prawda, że nigdy nie lubiłem gdzieś dzwonić i coś załatwiać ale mimo nie lubienia nigdy nie sprawiało mi to większych problemów, zawsze się udawało. Zapisać się do lekarza, załatwić sprawę w urzędzie czy zapytać o coś w sklepie, takie rzeczy zawsze się udawały. Z tą pracą to jest dosłownie jedyny taki przypadek, że mnie to wręcz paraliżuje.

LOL. Czyli da się. Co tak na dobrą sprawę kończy dyskusję. Bo pokazuje, że możesz, tylko nie chcesz i pierdolisz dla atencji, bo sumarycznie wygodnie się żyje - w domu zrobione, lodówka pełna, gacie wyprane, z roboty nikt nie zwolni.....


Kiedy popełniłeś te błędy ktoś cały czas nad tobą stał, wytykał każdy błąd i ciągle powtarzał "zostaw, ja to zrobię"?

Szydera ze spalonego sadzonego czy zbyt słonej zupy to normalna sprawa. Nikt nie będzie wokół ciebie chodził na paluszkach. Każdy kto miał ojca, co nie był miętką fają robiony to swoje na garba dostał za złe trzymanie latarki.


Tak samo już nie jedna osoba chwaliła moją inteligencję, a przecież gdyby faktycznie tak było to już dawno znalazłbym rozwiązanie tych problemów.

Zdecyduj się. Dosłownie kilka zdań wcześniej klepałeś, że cały dom z ciebie gnije, z każdego błędu. A teraz piszesz, że wszyscy wokół cię chwalą jaki ty bystrzak jesteś.



SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

A na jakie studia chodziłeś? Każda uczelnia ma doradztwo zawodowe za darmo dla absolwentów. Skoro poszedłeś na jakieś studia to może warto iśc na targi pracy branżowe? Albo forum, grupa na facebook?

Jak dobrze pamiętam - coś związanego z obroną narodową/rynkiem security. Czyli bardzo, ale to bardzo chodliwy temat od wielu już lat.

30,428

Odp: 30lat i cały czas sam
Serduszko<3 napisał/a:

Ja jestem na swoim, a i tak beztalenciem kulinarnym. Starałam sie nauczyc z przepisami, nawet yt, i to nie pół roku czy rok, a 5, żeby nie wydawać kasy na mieście. Nic mi nie wychodzi, ani nie ma wyglądu, konsystencji,  nawet mi nie smakuje. Potrafie zepsuć jajecznice. Pieczenia też próbowałam. Nie potrafie przyprawiać. Zazdroszcze ludziom/kobietom, które to potrafią.
Nawet sprawdzałam czy u mnie w mieście jest jakiś kurs, ale lipa.

No widzisz, nie umiesz, a żyjesz. Dużo ludzi nie potrafi czegoś, ale nie chodzą na terapie tylko sobie kupują mrozonke, albo gotowe danie.
Moja ciocia umie jeżdzić autem tylko po jednej trasie. Jak był remont ulicy to mówiła że pierwszy raz skręciła na skrzyżowaniu w nową droge i się cała trzęsła ze strachu. I żyje, mąż jej nie zostawił, nie jest w terapii, ani nie aspiruje do startu w dakarze. Ma męza co potrafi, a ona za to robi co innego w domu.
Shini mówił że super sprząta, ma samochod i wystarczy. Niech ogarnia prace. Bo teraz się okaze ze gotowanie, potem ogrodnictwo, potem szycie na drutach i zrobi się specjalista od wszystkiego, tylko że na minimalnej.

30,429

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Kiedy popełniłeś te błędy ktoś cały czas nad tobą stał, wytykał każdy błąd i ciągle powtarzał "zostaw, ja to zrobię"?

Szydera ze spalonego sadzonego czy zbyt słonej zupy to normalna sprawa. Nikt nie będzie wokół ciebie chodził na paluszkach. Każdy kto miał ojca, co nie był miętką fają robiony to swoje na garba dostał za złe trzymanie latarki.

Zależy od wieku. Jak maluch coś robi to wszyscy ojojają, ale jak dorosły chłop przypala jajecznice, to trudno mieć cierpliwość.
Taki ojciec to jest potrzebny każdemu facetowi. Jak jest ojciec kumpel, co głaska i wyręcza, to facet zostaje dużym dzieckiem i się spłacze przy pierwszym życiowym zakrecie. Trzeba dziecko hartować.

30,430

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Zależy od wieku. Jak maluch coś robi to wszyscy ojojają, ale jak dorosły chłop przypala jajecznice, to trudno mieć cierpliwość.
Taki ojciec to jest potrzebny każdemu facetowi. Jak jest ojciec kumpel, co głaska i wyręcza, to facet zostaje dużym dzieckiem i się spłacze przy pierwszym życiowym zakrecie. Trzeba dziecko hartować.

Nikt celowo z 4 czy 5 latka nie drwi, ale też jak taki kaszojad coś pierdolnie to nie raz nie idzie się powstrzymać od śmiechu. Niektórzy robią sobie potem z tego traumę wykopując takie wspomnienia na siłę na terapii i znajdują w tym usprawiedliwienie w dorosłym życiu. Ale tak naprawdę to są normalne zdarzenia w życiu absolutnie każdego człowieka. To nie jest tak, że na Shinim pety gasili za to, że jajko na miękko wyszło mu na twardo. A za zbyt grubą i nierówną pajdę chleba też go przecież nikt w piwnicy nie zamykał i nie napierdalał kablem od prodiża.

W wielu domach tradycyjnych (i religijnych) - szczególnie tych biednych, marnotrawienie żywności jest dużym problemem (i grzechem jednocześnie) to i do spięć może dochodzić. Ale też nie róbmy kurwy z logiki i nie ćwiczmy szpagatów logicznych, aż się pizda rwie, bo 30stolatkowi coś w kuchni nie wyjdzie i boi się usłyszeć od rodzica kilku kwaśnych komentarzy.


I to samo można odnieść do ewentualnej zmiany pracy. Sprawy urzędowe mógł załatwić, szkolić pracownika mógł, ogarnąć zlecenie dla klienta też, masaż pindola załatwił sobie w mgnieniu oka, a nagle napisanie CV go przerasta? Ta, pewnie.


Jeszcze można zrozumieć argumentację, że firma rodzinna i ma szanse na zostanie współwłaścicielem, że chce kontynuować i podtrzymywać rodzinny dorobek, bo choć pensja niska to jednak ma liczne "French benefits" i wyrównanie na koniec roku w postaci premii. Czy cokolwiek. I chuj tam - to ma jeszcze ręce i nogi. Ale te jego bajania i wymówki to są śmieszno-żałosne jednak.

30,431

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Piszesz, że jestem bystry, w ja nie mogę się zgodzić. Gdybym faktycznie był to nie tkwilbym w obecnej sytuacji. Tak samo już nie jedna osoba chwaliła moją inteligencję, a przecież gdyby faktycznie tak było to już dawno znalazłbym rozwiązanie tych problemów.

Powiedzmy, że jutro po prostu wyjdę z domu, wsiądę w samochód i pojadę. Tylko dokąd? Nie mam ani krzty pomysłu dokąd jechać i co robić. Poza tym wyjazd z domu na dwa dni to już jest wyprawa wymagająca szeregu przygotowań i kosztowna. Musiałbym gdzieś spać, noc w hotelu to już jest kilkaset złotych, jedzenie w restauracjach przez dwa dni też wyjdzie z 300 zł jak nie więcej, a już niewiele mi zostało z ostatniej wypłaty. Nawet gdybym faktycznie miał zniknąć to wciąż trzeba najpierw wiedzieć dokąd i po co.

Inteligencji można używać na wiele sposobów. Ty Shini swój intelektualny potencjał w sporej części wydatkujesz w określony sposób, na przykład tłumacząc iluś osobom na forum coś, czego te osoby nie pojmą albowiem nie chcą/nie są w stanie pojąć.

Dokąd pojechać? W promieniu 100 km. od Warszawy jest ileś miejsc podobnież wartych obejrzenia. Zimą powiedzmy  parki krajobrazowe może nie są najbardziej atrakcyjne, ale już taka Twierdza Modlin? Byłeś tam kiedyś?

Nie musisz wyjeżdżać na 2 dni. Na Modlin jeden dzień jak znalazł. Wyjazd po śniadaniu, powrót na kolację.

Po co wyjechać - cel to masz - żeby NIE SIEDZIEĆ W DOMU. Żeby wyjść z zaklętego kręgu domu, rodziców, internetu. Zobaczyć coś innego.
Modlin równie dobry jak co innego. Nie musi ci się spodobać. Ale kto wie, może w którymś miejscu coś zaklika? Nie w Modlinie to w Żelazowej Woli, Żyrardowie, Skierniewicach. Może coś zaciekawi? Intelekt się ruszy w inną stronę niż międlenie redpillowych treści, znane mangi i anime? Bez gwarancji. Ale możliwość jest.

30,432

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Zależy od wieku. Jak maluch coś robi to wszyscy ojojają, ale jak dorosły chłop przypala jajecznice, to trudno mieć cierpliwość.
Taki ojciec to jest potrzebny każdemu facetowi. Jak jest ojciec kumpel, co głaska i wyręcza, to facet zostaje dużym dzieckiem i się spłacze przy pierwszym życiowym zakrecie. Trzeba dziecko hartować.

Nikt celowo z 4 czy 5 latka nie drwi, ale też jak taki kaszojad coś pierdolnie to nie raz nie idzie się powstrzymać od śmiechu. Niektórzy robią sobie potem z tego traumę wykopując takie wspomnienia na siłę na terapii i znajdują w tym usprawiedliwienie w dorosłym życiu. Ale tak naprawdę to są normalne zdarzenia w życiu absolutnie każdego człowieka. To nie jest tak, że na Shinim pety gasili za to, że jajko na miękko wyszło mu na twardo. A za zbyt grubą i nierówną pajdę chleba też go przecież nikt w piwnicy nie zamykał i nie napierdalał kablem od prodiża.

Ale jednak przykłady dajesz. Bicie, pety... Tacy ludzie też są i może im terapia pomoże.

30,433

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

No widzisz, nie umiesz, a żyjesz. Dużo ludzi nie potrafi czegoś, ale nie chodzą na terapie tylko sobie kupują mrozonke, albo gotowe danie.
Moja ciocia umie jeżdzić autem tylko po jednej trasie. Jak był remont ulicy to mówiła że pierwszy raz skręciła na skrzyżowaniu w nową droge i się cała trzęsła ze strachu. I żyje, mąż jej nie zostawił, nie jest w terapii, ani nie aspiruje do startu w dakarze. Ma męza co potrafi, a ona za to robi co innego w domu.
Shini mówił że super sprząta, ma samochod i wystarczy. Niech ogarnia prace. Bo teraz się okaze ze gotowanie, potem ogrodnictwo, potem szycie na drutach i zrobi się specjalista od wszystkiego, tylko że na minimalnej.


Nie wpadło mi do głowy iść na terapie, bo nie umiem gotować. Żeby iść na terapie to trzeba mieć prawdziwe problemy jak w Gazie: ludobójstwo, głód, zimno i jeszcze powódź. Oni nie mają dachu nad głową, ani takich problemów, że nie umieją gotować, bo zwyczajnie nie mają co. Pomoc humanitarna nieprzepuszczana, a jak już co dotrze to strzelają do ciebie z ostrej jak próbujesz sie doczołgać po lure, która nawet nie jest zupą.
Nie wrzucam do tego chorób psychicznych jak psychozy czy inne, bo takie osoby powinny sie leczyć pod okiem specjalisty.


Jednak jest mi poprostu wstyd. Niby 21 wiek ale jednak co innego gdy facet jak Shini nie umie gotować a co innego kobieta, bo oczekiwania społeczne są inne.
Też inaczej jak jesteś sama, a inaczej jak masz rodzine i nie umieć ugotować obiadu. Porażka.



A panowie co wy myślicie? Gdybyście mieli poznać dziewczyne co nie umie gotować prteszkadzałoby wam to?


Jak dotąd mówie, że nie lubie, bo aż cringe w tym wieku, żeby nie potrafić.

30,434

Odp: 30lat i cały czas sam

Smutna, pewnie mi nie uwierzysz ale nie chciałabyś. Tu nie chodzi o samo wykonywanie tych wszystkich czynności domowych. Chodzi o czas, który na to idzie dzięki czemu nie zmieniasz się w zombie siedzącego ciągle przed komputerem. I o to, że wykonywanie tych czynności uczy samodzielności, chyba. Sam chętnie zająłbym się pakietem full stay at home gdybym miał bogatą dziewczynę. Tak samo gdybym sam był bogaty to wynajął bym sobie służbę, miałbym pokojówki, prywatnego kierowcę, kucharza i lokaja. Niestety jestem biedakiem i muszę nie tylko pracować ale też nauczyć się ogarniać te wszystkie rzeczy samemu bo najprawdopodobniej nigdy nie będę tak bogaty. Niestety masz rację z tym, że jeśli nie musisz czegoś robić to nie odczuwasz potrzeby robienia tego. Moje studia to żadna tajemnica i chyba już nie raz ci o nich pisałem. To było bezpieczeństwo, czyli bardzo ogólny kierunek nie dający żadnych konkretnych umiejętności ani kwalifikacji. Może i jestem absolwentem ale teraz nawet bym nie wszedł na teren uczelni bo cały teren jest wojskowy i bez przepustki w postaci na przykład legitymacji studenckiej nawet się nie wejdzie. O targach nie pomyślałem, trzeba będzie sprawdzić czy w ogóle są targi pracy z tej branży. Z tym sprzątaniem to prawda, lubię to robić i chyba wychodzi mi to całkiem dobrze. Z tym próbowaniem też całkiem nieźle trafiłaś. Zwykle właśnie tak jest, że kiedy czegoś spróbuję to się okazuje, że całkiem nieźle mi idzie tyle, że krótko i za minimalną.

Serduszko, ciekawy podział na ludzi i kobiety, feministki by cię chyba za to ukrzyżowały. W dzisiejszych czasach brak umiejętności gotowania raczej nie jest niczym ujmującym. Masz rację to nie jest powód do terapii ale też nie trzeba być ofiarą zbrodni wojennych żeby na nią iść.

Muqin, nie znam innego sposobu na jego używanie, o ile faktycznie jakiś jest. Wiem, że większość nie zdoła pojąć tego co tu tłumaczę bo tego nie da się pojąć jeśli samemu się tego nie doświadczyło. Twierdza Modlin też może nie być najbardziej atrakcyjna na akurat ten weekend zważywszy na temperaturę i moją łatwość chorowania. Chociaż może w niedzielę. Nie byłem tam wcześniej i nawet nie pomyślałem o tym miejscu podobnie jak o Żelazowej Woli. W Żyrardowie i Skierniewicach byłem nie raz z dziewczyną. Nawet nie myślałem o wyjazdach w takie miejsca bez niej bo wcześniej nigdy nie potrafiłem wyciągnąć z takich wyjazdów nic pozytywnego będąc samemu. W ogóle nie myślałem o niczym poza samą Warszawą. Ciekawe czy teraz byłoby inaczej. Masz jeszcze jakieś pomysły podobne do twierdzy? Zapiszę sobie kolejne opcje.

30,435

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Muqin, nie znam innego sposobu na jego używanie, o ile faktycznie jakiś jest. Wiem, że większość nie zdoła pojąć tego co tu tłumaczę bo tego nie da się pojąć jeśli samemu się tego nie doświadczyło. Twierdza Modlin też może nie być najbardziej atrakcyjna na akurat ten weekend zważywszy na temperaturę i moją łatwość chorowania. Chociaż może w niedzielę. Nie byłem tam wcześniej i nawet nie pomyślałem o tym miejscu podobnie jak o Żelazowej Woli. W Żyrardowie i Skierniewicach byłem nie raz z dziewczyną. Nawet nie myślałem o wyjazdach w takie miejsca bez niej bo wcześniej nigdy nie potrafiłem wyciągnąć z takich wyjazdów nic pozytywnego będąc samemu. W ogóle nie myślałem o niczym poza samą Warszawą. Ciekawe czy teraz byłoby inaczej. Masz jeszcze jakieś pomysły podobne do twierdzy? Zapiszę sobie kolejne opcje.

Wiadomo najlepiej przyjemne z pożytecznym. 
Nie trać celu z pola widzenia. Wbrew woli rodziców zniknij na weekend.  I nie tłumacz się. Facet lat 30 nie musi. Idź na nocowanke do kumpla i juz

30,436 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-10 00:21:34)

Odp: 30lat i cały czas sam

Odnośnie tego nieszczęsnego gotowania raz jeszcze(chociaż dotyczyć to może w sumie każdej aktywności): czy ktoś mi wytykał błędy? Oczywiście, że tak! To raczej naturalna kolej rzeczy. Sam zresztą uznawałem to za normalne zjawisko, jednak z czasem, w miarę, jak mi bardziej zależało, zacząłem konsekwentnie oponować, próbując przebić się niejako ze swoimi argumentami. Wyglądało to, jakbym próbował przekonać, że "nawet, jak coś schrzanię, to nic się nie stanie, ale przynajmniej się stopniowo nauczę. Jeśli ktokolwiek stał przy mnie czy mi bez przerwy "doradzał" niewątpliwie odczuwałem spory stres, ale dzięki uporowi najwidoczniej dałem radę smile
Dzisiaj np. zrobiłem sobie na obiad placki ziemniaczane - niby banał, ale jak robiłem sam pierwszy raz, to dostałem opie**ol  za to, że nie odlałem wody z ziemniaków.. Potem już byłem mądrzejszy a to nie jest jednak potrawa wymagająca specjalnego kunsztu kulinarnego.

Zgodnie z tym, co ktoś wyżej napisał: być może pewnych rzeczy nie trzeba się nauczyć, aby przeżyć. Możesz jadać w knajpach, jeśli Cię stać. Możesz oddawać brudne rzeczy do pralni, tak samo, jak nająć gosposię do ogarniania domu. Wszystko jest na miejscu, jeśli widzisz z tego konkretne korzyści, jak możesz np. poświęcić ten czas, koniecznie na ogarnianie domu na pracę lub jeszcze inne zajęcia. Rozbija się to właśnie o potrzeby czy pragnienia(chęci) nie zaś o przymus. Osobiście u mnie te chęci się pojawiły, więc chciałem, tak sam od siebie, nauczyć się pewnych rzeczy, które mnie zaciekawiły. Przykładowo, jeśli mówimy o takich, których nie opanowałem, to choćby pływanie. Nigdy mnie do wody nie ciągnęło, przez co ciężko mi jest się utrzymać na wodzie. Osobiście, dla siebie, wolę umieć sobie coś ugotować niż koniecznie opanować sztukę machania rękami i nogami w wodzie.

30,437

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Ale jednak przykłady dajesz. Bicie, pety... Tacy ludzie też są i może im terapia pomoże.


Może pomoże, a może nie. Niemniej jednak to nie jest przypadek Shiniego.



Serduszko<3 napisał/a:

A panowie co wy myślicie? Gdybyście mieli poznać dziewczyne co nie umie gotować prteszkadzałoby wam to?


Tak jeśli twierdzi jednocześnie, że nigdy się nie nauczy, na zasadzie "bo nie".

30,438

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Inteligencji można używać na wiele sposobów. Ty Shini swój intelektualny potencjał w sporej części wydatkujesz w określony sposób, na przykład tłumacząc iluś osobom na forum coś, czego te osoby nie pojmą albowiem nie chcą/nie są w stanie pojąć.


Schizofrenik czy autystyk też tak może tłumaczyć swoje fazy i odchyły, co wcale nie znaczy, że są inteligentni. To nie cały świat jest w błędzie tylko oni. Bo to nie jest tak, że Shini jest super uzdolniony w jakimś tam aspekcie, przez co może być wyalienowany społecznie. On nie robi nic. Przepala czas bawiąc się siusiakiem do kreskówek tłumacząc jak to nie może nic z życiem zrobić.....bo w sumie nie. Spod jego palców ani jeden logiczny argument nie padł. Ani jedno logiczne uzasadnienie. Ani jedna wersja wydarzeń z jego życia, która nie miałaby przynajmniej kilku wersji zdarzeń. A przepraszam - jedyne co było w jednej, niezmiennej formie to wydarzenia związane z płatnym masażem prącia.

Prawda jest taka, że poza nim jedynymi osobami, które się tak zachowują (z takim uporem maniaka w niezmiennie debilnej argumentacji) i miały takie rozjazdy co do wydarzeń ze swojego życia to albo autystyczny Raka albo nasza forumowa schizofreniczna Rita czy jak jej tam było.

30,439

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Niestety masz rację z tym, że jeśli nie musisz czegoś robić to nie odczuwasz potrzeby robienia tego.

A ja się z tym nie zgodzę, a co tam smile
Jak weźmiemy niemowlaka to zobaczymy, że w naturalny sposób robi masę rzeczy, których absolutnie robić nie musi. Sam z siebie. Odczuwa potrzebę poznawania świata, zdobywania nowych umiejętności. Gdyby tego człowiek nie miał z samej swej natury, to żaden niemowlak by się siadać nie nauczył, bo niby czemu by miał to robić, jeśli podstawowe potrzeby by miał zaspokojone, był najedzony, przewinięty, w cieple i spokoju by był ? No po cholerę mu jakieś siadanie, chodzenie?
Faktem jest, że tą naturalną powiedzmy ciekawość świata  i równie naturalny pęd do rozwoju można skutecznie w człowieku  stłumić, także w niemowlaku oraz oczywiście na wszystkich dalszych etapach życia. I to wcale nie używając metod brutalnych i bolesnych.
Co stłumione przynajmniej teoretycznie jest do odzyskania.

Shini, jeśli ustalisz sobie niewielki cel pt. nie spędzić kolejnego weekendu w stałym schemacie czyli nie siedzieć w rodzinnym domu, wśród znanych ścian, ze znanymi do bólu ludźmi,  i podłączonym do internetu to pozostaje zrealizować. Czyli pokazać samemu sobie, że "sposób, w jaki spędzę weekend zależy ode mnie, ja o tym zdecyduję". Nie oznacza to z automatu iż zapewnię sobie doznania euforyczne, będzie wspaniale i moje życie się zmieni radykalnie. Będzie jak będzie, celem w tym momencie jest INACZEJ i MOJA decyzja.

Masz rację, jechać w ciemno dokądkolwiek, wydać pieniądze na hotel i wrócić to mało atrakcyjna wizja. Taka bardziej straceńcza.
Mieszkasz pod Warszawą zatem dokądkolwiek jest ograniczone terytorialnie. No to skoro mam się nie wynudzić wpisuję w wyszukiwarkę "Warszawa okolice ciekawe miejsca" i coś nam ta wyszukiwarka wypluwa z siebie, czyż nie? Tak uczyniłam i mi wypluło Twierdzę Modlin, Żyrardów, Skierniewice, Żelazową Wolę i parę innych miejsc. Parki krajobrazowe i atrakcje na wolnym powietrzu odrzuciłam wstępnie, nie ta pora roku raczej. Znaczy ja  osobiście to mogę po lesie także zimą i nawet mogę uznać to za ciekawe, ale samotne spacery po zimowym lesie to raczej nie to, o czym marzysz.
Każde z tych miejsc co to mi wyszukiwarka wypluła przynajmniej teoretycznie ma jakąś atrakcję. Tak twierdzą liczni, co miejsca znają.
Przy okazji Żyrardowa ( zachciało mi się zobaczyć ten Żyrardów, całkiem przy okazji) wykonało mi się skojarzenie z Łodzią (trochę jak tag to zadziałało) i w Łodzi znalazłam coś w niedzielę 1 lutego , atrakcję konkretną co do miejsca, czasu oraz ceny (przystępnej) i gdybym była Tobą, to tym bym się chyba zainteresowała.   
Nie powiem Ci teraz, co znalazłam, podałam Ci ścieżkę, którą do tego czegoś doszłam. I zachęcam do poszukania, co też takiego ta Muqin w Łodzi znalazła czyli do próby rozwiązania zagadki.  smile Potraktuj to jako coś na luzie, możliwe że za mało danych podałam do rozwiązania zagadki, wprawy w tym nie mam czyli możesz dopytywać śmiało.

30,440 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-01-10 23:16:13)

Odp: 30lat i cały czas sam
Bert44 napisał/a:

Wiadomo najlepiej przyjemne z pożytecznym. Nie trać celu z pola widzenia. Wbrew woli rodziców zniknij na weekend. I nie tłumacz się. Facet lat 30 nie musi. Idź na nocowanke do kumpla i juz

Nie mam nikogo do kogo mógłbym pójść na "nocowankę". Nikt ze znajomych nie ma do tego warunków, poza tym nie śmiał bym nawet o coś takiego zapytać chyba, że nie miałbym innego wyboru.

Bagiennik, uczenie się na błędach to chyba najbardziej oczywisty sposób nauki i również chyba najbardziej skuteczny. Jednak by to było możliwe trzeba mieć możliwość do popełniania tych błędów. Trzeba dostać na nie pozwolenie od innych, a może przede wszystkim od samego siebie. Nigdy nie mogłem zrozumieć krytyki czy jak to napisałeś "opie**olu" jako motywacji. Zmieszanie człowieka z błotem, zwyzywanie go od najgorszych śmieci itp, by ten chciał udowodnić, że jest inaczej. Czy nie lepiej byłoby powiedzieć "dobrze ci idzie, próbuj dalej" albo "nie przejmuj się, następnym razem ci się uda"?

Ja nie mam tak, że te domowe czynności mnie ciekawią czy żebym po prostu lubił je robić. Ja jedynie czuję, że powinienem to wszystko robić bo "normalni" ludzie tak robią. Ciekawy przykład podałeś z tym pływaniem bo dla mnie to akurat jest jedna z umiejętności, którą chciałbym mieć na najwyższym możliwym poziomie. Sam nie wiem czemu ale zawsze uważałem to za jedną z tych umiejętności, które powinien mieć każdy. Z tego właśnie powodu planuję pochodzić trochę na basen w najbliższym czasie. Może nawet uda mi się nauczyć lepiej pływać choć samemu to może być trudne.

Muqin, ja z kolei z tym nie do końca mogę się zgodzić. Czy u dzieci ten podstawowy rozwój nie następuje w pewnym sensie automatycznie? W sensie dziecko nawet się nad tym nie zastanawia tylko po prostu robi naturalnie. Nie ma wątpliwości ani rozważań typu plusy i minusy robienia czegoś. Każde zwierzę ten podstawowy rozwój ma w pewnym sensie to zapisane w genach. Najpierw się rodzi, potem zaczyna chodzić, potem biegać itd, aż do dorosłości. Co ciekawe zwierzęta nawet po osiągnięciu dorosłości radzą sobie dalej, wszystkie poza ludźmi. Zapewne wynika to z faktu, że tylko ludzie mogą się znaleźć w warunkach nie wymagających ciągłej walki o przetrwanie. To nie jest kwestia żadnej ciekawości świata tylko właśnie tego przetrwania. To najważniejszy genetyczny rozkaz każdej żywej istoty, a jednak ludzie potrafią popełniać samobójstwa. Niby potrafimy się sprzeciwić naturze, a mimo to w większości przypadków działa to na naszą niekorzyść.

To nawet nie chodzi o nie spędzenie całego weekendu w domu tylko o robienie czegoś co mi nie szkodzi w nadmiernych ilościach. O robienie czegoś produktywnego co może przynieść jakieś dalsze korzyści. Dokładnie jak piszesz chodzi też o "własną decyzję". To może być nawet cały weekend w domu ale chodzi o to żeby to nie było na zasadzie robienia tego samego co zawsze bo nie ma nic innego do wyboru tylko żeby to było na zasadzie "właśnie to chcę teraz robić".

Mi też by nie przeszkadzało chodzenie po lesie nawet w zimę choć może nie przy aż takich warunkach jakie są teraz. Co najmniej 10 stopniowy mróz i niemal ciągle opady śniegu niezbyt sprzyjają pieszym wycieczkom po lasach, szczególnie jeśli to miałaby być dłuższa wyprawa. Nawet miałem plan żeby zrobić sobie taką wyprawę po Kampinosie jak kiedyś za czasów przynależności do tej organizacji pozarządowej. Jednakże samemu to może być dość nudne i wymagałoby przygotowania w postaci chociażby ubrań do tego pasujących. Ale jak zrobi się cieplej to kto wie. Żyrardów podobno jest dość podobny do Łodzi przynajmniej pod względem architektonicznym. Nigdy nie byłem w Łodzi i tak tylko słyszałem. Chyba znalazłem to wydarzenie w Łodzi, o którym piszesz, a przynajmniej tak mi się wydaje, że to może być to. Czy to wydarzenie ma charakter motoryzacyjny?

30,441

Odp: 30lat i cały czas sam

Shini - w ramach modyfikacji myślenia to Ci powiem, że całkiem normalni ludzie niektóre rzeczy robią, a innych nie. Ja się nauczyłam gotować około 30-ki. Jak mi to zaczęło być potrzebne. Do tego momentu sobie głowy tematem nie zawracałam i się nie porównywałam do nikogo, nie wspominając o jakichś "powinnam, bo inni coś tam". Daj z tym na luz.

Fajnie że chcesz podciągnąć pływanie, sugeruję skorzystać z jednej - dwóch lekcji z trenerem, technika jest ważna, także w pływaniu rekreacyjnym. Na spontanie można sobie nieźle utrwalić złe nawyki.

Oczywiście, ze u dzieci jest ten rozwój wpisany w geny. Ale wiesz, co wpisane nie znika... również dorosłe zwierzaki wykazują zaciekawienie otoczeniem, uczą się nowych umiejętności z zapałem, choć nie muszą by przetrwać. Te z bardziej rozwiniętym mózgiem mają już sferę emocjonalną, potrafią na przykład mieć depresję. I życie zwierząt nie polega tylko na czystym przetrwaniu.

Dalsze korzyści może przynieść między innymi dowiadywanie się różnych rzeczy, oglądanie miejsc, robienie czegoś. I trochę nie wiadomo, co się kiedyś i do czego przyda, to ma sporą wartość w tzw. interakcjach międzyludzkich. Ma się coś do opowiedzenia na przykład, jak jakiś temat wypływa, nie jest się biernym słuchaczem czyichś opowieści. A i tak trochę w ciemno, dla własnej uciechy też warto coś zobaczyć. 
Lasy mogą poczekać. Rzecz miedzy innymi w tym Twoim "samemu nudne". Jak idziesz przez jakiś las bardziej świadomie, coś o nim wiesz, to przestaje być nudne. Kampinos prócz lasu jako takiego ma też historię na przykład.

Patrz - pisałeś, ze byleś ileś razy w tym Żyrardowie a z czymś Ci się kojarzy? Byleś a jakbyś nie był. A przecież ten Żyrardow jak królik z kapelusza nie wyskoczył, z jakiegoś powodu uznawany jest za ciekawe miejsce. Sprawdź, czemu, co Ci szkodzi smile  Skąd ta architektura, czemu kojarzona z Łodzią? Zamień "tak tylko słyszałem" na "wiem".
Moja myśl innymi ścieżkami poszła odnośnie wydarzenia, zatem nie zgadłeś. Moja myśl szła w kierunku tego, z czego Łódź znana była od XIX wieku. Od lat odnośnie miast mam odruch sprawdzania oferty muzeów miedzy innymi. W muzeach doby obecnej nie jest już tak przeraźliwie nudno, jak to bywało 20 lat temu. Ale samo wydarzenie - uwaga - jest zupełnie innego rodzaju, właściwie nie tyle jest to wydarzenie ile możliwość uczestniczenia w czymś być może ciekawym za niewielka opłatą.

Zagadka aktualna, ale przy okazji  to najwyraźniej znalazłeś coś, czego ja nie znalazłam, coś motoryzacyjnego. Tyż piknie, jeśli się motoryzacją choć trochę interesujesz. smile

30,442 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-11 12:04:14)

Odp: 30lat i cały czas sam

Shini Nie zagłębiając się zbytnio w szczegóły: zwierzęta również uczą się poprzez doświadczenie, nabywając w trakcie życia wielu cennych umiejętności, koniecznych do przetrwania. Najbardziej widać to u gatunków stadnych, dość wysoko rozwiniętych ewolucyjnie. Poza przetrwaniem, liczą się również więzi relacje socjalne, jeśli mówimy akurat o takich gatunkach, żyjących w mniej lub bardziej zorganizowanych społecznościach. Jest różnica między strategią życiową planktonu unoszącego się w wodzie, życiem żaby trawnej, codziennością wędrownego ptaka a relacjami w stadzie wilków, słoni czy szympansów. Polecam obejrzeć jakiś dobry film przyrodniczy, Natura może nas wiele rzeczy nauczyć - sorry, zboczenie zawodowe smile

Co do chodzenia po lesie, (czy ewentualnie po górach) - cóż, tutaj nie chcę za bardzo wychwalać zalet takiego spędzania czasu, bo brzmiałoby to zbyt niewiarygodnie zważywszy na moje zaangażowanie(zawodowe i hobbystyczne) w tym temacie. Mogę jedynie powiedzieć, że warto. Chociażby dla uspokojenia umysłu, wyciszenia i relaksu. Na mnie to zawsze działa kojąco, wręcz terapeutycznie. Odgłosy cywilizacji potrafią mnie wyprowadzić z równowagi, przyprawiając o nerwicę, zaś wystarczy, że znajdę się w dziczy, gdzieś, gdzie nie ma zwartej zabudowy, asfaltu, betonu i szkła - czuję się, jakbym się wydostawał z głębokiej wody albo cuchnącego pomieszczenia na świeże powietrze.
Nie każdy tak ma, niektórzy mogą odczuwać coś zupełnie przeciwnego, więc każdy wie najlepiej, co mu odpowiada.

Możliwość do popełniania błędów: wydaje mi się, że każdy człowiek taką szansę dostaje, lecz nie odczytuje w pełni prawidłowo owych sygnałów czy sposób ich przekazywania. Ciężko oczekiwać od większości osób z naszego otoczenia(tym bardziej rodziców czy bliskich) spokojnych reakcji, pozbawionych emocji. Człowiek jest z natury istotą emocjonalną, nic na to nie poradzimy. Niemal na każdym kroku w codziennym życiu doświadczamy mniej lub bardziej emocjonalnych doświadczeń. Co więcej, często, im bardziej ktoś jest nam bliższy, tym gorzej mu zachować dystans do nas czy też błędów przez nas popełnianych. Zatem rodzic, partner czy dobry kumpel prędzej zastosuje tego typu środki, niż ktoś nam obcy a przynajmniej inaczej do tego podejdziemy, jeśli np. się to powtarza. Akurat w moim przypadku, ów op***dol związany z obiadem, nie przybrał aż tak drastycznej formy, ale mimo to odczułem go całkiem dobitnie - ktoś stoi nade mną, wytykając mi błędy, więc automatycznie czuję się zestresowany i zapędzony w "kozi róg". Nikt mnie z błotem nie mieszał ani nie traktował, jak śmiecia - przynajmniej ja się tak nie czułem. Mimo wszystko, dostawałem wielokrotnie szansę na to, aby ponownie próbować, starać się i doskonalić. Nie zamknięto przede mną drzwi od razu, widząc, że mi nie idzie, ale...co BARDO WAŻNE: aby skutecznie móc działać czy nawet próbować, MUSIAŁEM okazywać zainteresowanie albo nawet wręcz usilnie napraszać się na wykonanie danej czynności. Zatem druga strona, widząc moje zaangażowanie(CHĘCI), po którymś tam razie, odpuszczała. Można to było nazwać do pewnego stopnia ograniczoną współpracą smile Faktem jest, że gdyby nie moje zdecydowanie, to nie osiągnąłbym nic, bo automatycznie zostałoby to załatwione przez kogoś innego, czyt. Matkę. Mowa tutaj oczywiście raczej o czynnościach domowych, bo te związane z pracą czy innymi zajęciami to już ogarniałem sobie sam, choć też - na początku -z różnym skutkiem.



Emocje stanowią nieodłączny element naszego życia. Czasami nawet można się spotkać z opinią, kiedy to ludzie opanowani, stateczni, niezbyt skłonni do ekspresyjnego okazywania uczuć czy emocji na co dzień(niekoniecznie w związku) są uważani za dziwaków czy wręcz osoby podejrzane, niegodne wchodzenia w bliższą relację. Na kilku forach nieraz spotykałem się z opiniami, gdzie kobiety otwarcie krytykowały kogoś, kto nawet w pobieżnym kontakcie wykazuje się opanowaniem czy też zdolnością do chłodnej analizy, choćby w stresującej sytuacji. Osoba taka wzbudza zwykłą niechęć, odrzuca swoim "zbyt sztywnym podejściem" do życia. Być może wyczuwają intuicyjnie, że w związku ktoś taki byłby równie oziębły i nieczuły, choć moim zdaniem, to zbyt pochopny wniosek.
Paradoks, prawda?
Jak się tak bliżej przyjrzysz relacjom międzyludzkim, to jednak przestajesz mieć jakiekolwiek złudzenia.

30,443

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Jak weźmiemy niemowlaka to zobaczymy, że w naturalny sposób robi masę rzeczy, których absolutnie robić nie musi

Musi. Jest to związane z rozwojem i dorastaniem. Jak tego nie ma to mamy potem jednostki zaburzone rozwojowo na różnych płaszczyznach.



No to skoro mam się nie wynudzić wpisuję w wyszukiwarkę "Warszawa okolice ciekawe miejsca" i coś nam ta wyszukiwarka wypluwa z siebie, czyż nie?

Miał to tłumaczone tutaj przynajmniej kilkanaście razy. Jak dobrze pamiętam to albo ja, albo ktoś inny podrzucał mu nawet linki do stron z atrakcjami/evantami w stoli i okolicach.

30,444 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-11 13:13:21)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Czy nie lepiej byłoby powiedzieć "dobrze ci idzie, próbuj dalej" albo "nie przejmuj się, następnym razem ci się uda"?

Nie pajacuj. Już mieliśmy gadkę np o trash talk w sporcie, który jest po prostu elementem kultury - szczególnie sportów walki. A ty wiecznie zdziwiony, nigdy niczego nie widziałeś, nie słyszałeś, albo reagujesz na to 180stopni inaczej niż absolutnie każdy osobnik podejmujący taką (lub inną) aktywność.

Nie, głaskanie po główce nie działa. Nigdy nie działało. Dlatego zawsze miałeś, masz i będziesz mieć "drill sergeant" i odpowiedników funkcjonalnych.


Ja nie mam tak, że te domowe czynności mnie ciekawią czy żebym po prostu lubił je robić.

Nikt nie odczuwa dreszczyku emocji z tytułu konieczności umycia okien, odkurzenia czy wyszorowania kibla. To są elementy dorosłości. I to, że o tym rozmawiamy w gronie 30+ jest po prostu żenujące.


Co ciekawe zwierzęta nawet po osiągnięciu dorosłości radzą sobie dalej, wszystkie poza ludźmi.

Nope. Nawet nie blisko. Natura jest w chuj brutalna. Za błędy płacisz tam życiem. Złamana nóżka oznacza śmierć. Człowiek moze sobie przetrącić kręgosłup, a i tak może dalej osiągać sukcesy i sprawnie funkcjonować dziesięcioleciami.


To nawet nie chodzi o nie spędzenie całego weekendu w domu tylko o robienie czegoś co mi nie szkodzi w nadmiernych ilościach. O robienie czegoś produktywnego co może przynieść jakieś dalsze korzyści. Dokładnie jak piszesz chodzi też o "własną decyzję". To może być nawet cały weekend w domu ale chodzi o to żeby to nie było na zasadzie robienia tego samego co zawsze bo nie ma nic innego do wyboru tylko żeby to było na zasadzie "właśnie to chcę teraz robić".

Wiesz co, kolejny raz pierdolisz to samo. Już rok czy dwa temu pierdoliłeś te same frazesy i fantasmagorie, jak planowałeś wakacyjny wyjazd, które to zaowocowały nawet wątkiem na ten temat https://www.netkobiety.pl/t132978.html


Nawet miałem plan żeby zrobić sobie taką wyprawę po Kampinosie jak kiedyś za czasów przynależności do tej organizacji pozarządowej. Jednakże samemu to może być dość nudne i wymagałoby przygotowania w postaci chociażby ubrań do tego pasujących.

Masz chłopie 30 lat na karku i robisz z siebie sierotę życiową, którą przerasta jednodniowy spacer po podmiejskim lesie w niepogodę. No ja pierdole, i ty chcesz, żeby ktokolwiek brał ciebie na poważnie?

30,445 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-11 13:03:31)

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Możliwość do popełniania błędów: wydaje mi się, że każdy człowiek taką szansę dostaje, lecz nie odczytuje w pełni prawidłowo owych sygnałów czy sposób ich przekazywania. Ciężko oczekiwać od większości osób z naszego otoczenia(tym bardziej rodziców czy bliskich) spokojnych reakcji, pozbawionych emocji.

Zacznijmy od tego, że błędy przede wszystkim wywołują negatywne emocje, bo błąd polega na pomyłce. Zrobieniu czegoś złego, niewłaściwego (co do celu lub sposobu) co niesie ze sobą negatywne konsekwencje. Jak ktoś jest nagradzany za błąd pobłażliwością to przestaje być to błędem.

Ogólnie rzecz biorąc to jednak dyskusja osiąga niewiarygodny poziom abstrakcji. Żeby 30latkowi tłumaczyć, że jednak może ugotować obiad pomimo marudzenia rodziców, albo że nie musi prosić  nikogo o pozwolenie, żeby wyjechać na weekend to naprawdę niedorzeczność. Można zrozumieć taką dyskusję z młodym chłopcem w wieku, nie wiem - 13 lat. Albo jak się dyskutuje z Mikloszą czy Raką. Rozmawiamy ze zdrowym (bo diagnozowanym jednak w czasach szkolnych) 30letnim absolwentem studiów wyższych o pełni praw.


Wróć. Miklosza i Raka zaszli dalej w życiu niż Shini. Już więcej życia, ambicji i zmotywowania przedstawia ten 76 latek:

30,446

Odp: 30lat i cały czas sam

Owszem, popełnianie błędów skutkuje wyzwoleniem negatywnych emocji, lecz kluczem do radzenia sobie z nimi jest ich akceptowanie. Akurat obecnie mamy mnóstwo przypadków, kiedy to ktoś torpeduje swoje własne działania, "tłumacząc" to sobie niemożliwością powodzenia czy też zbyt dużym ryzkiem popełnienia błędu. Jeśli zaś do czegokolwiek dojdzie, rezygnują z jakichkolwiek aktywności przy pierwszych napotkanych trudnościach.


Shini Tak jeszcze a propos wycieczek i wyjść. Obawiasz się złej pogody? A powiedz, Ty w zimie chodzisz po dworze w podkoszulku czy w samych gaciach? Nie masz kurtki czy butów, dostosowanych do zimowych warunków? Chcesz się gdzieś wybrać, ale nie masz w co się ubrać?
Masz swoje pieniądze? Rozejrzyj się po sklepach i może załatw sobie odpowiednie wyposażenie!
Wszystko się mieści w pewnych określonych granicach. Wiadomo, kiedy chcesz się po prostu przespacerować po lesie, wystarczy ciepła kurtka, polar i czapka bądź kaptur i podstawowy prowiant. Nie wybierasz się zdobywać zimą K2 czy wspinać się na Zawrat, gdzie być potrzebował wysoce specjalistycznego sprzętu - raków, czekanu, kasku i puchowej odzieży. Na krótsze wyprawy wystarczyłyby biegówki czy rakiety śnieżne, zaś na ów spacer wystarczą dobre buty trekkingowe. Czy to aż takie trudne?
Przepracuj może na tej terapii ową chorobliwą tendencję do szukania wszędzie dowolnych wymówek, uniemożliwiających Ci zrobienie choćby pół kroku do przodu..

30,447

Odp: 30lat i cały czas sam

Nie możesz iść na uczelnie bez przepustki? Kłamiesz. Jeśli chodziłeś na WAT to macie biuro karier. Jak każda uczelnia w Polsce.

"Smutna, pewnie mi nie uwierzysz ale nie chciałabyś. Tu nie chodzi o samo wykonywanie tych wszystkich czynności domowych. Chodzi o czas, który na to idzie dzięki czemu nie zmieniasz się w zombie siedzącego ciągle przed komputerem. "
Jeśli spędzasz bezproduktywnie czas przed komputerem to dlatego, że lubisz. na komputerze możesz przeglądać oferty pracy, pisać CV, robić studia podyplomowe, uczyć się języków. To że wolisz porno i anime, to twoja sprawa. Dzięki temu, że masz mniej obowiązków domowych, masz więcej czasu i pieniędzy na samorozwój. To że tego nie wykorzystujesz to tylko i wyłącznie twoja sprawa.

30,448 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-11 17:44:35)

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Owszem, popełnianie błędów skutkuje wyzwoleniem negatywnych emocji, lecz kluczem do radzenia sobie z nimi jest ich akceptowanie.

No nie wiem. W takim sensie, że co mnie obchodzi czyjeś gderanie z powodu mojego błędu? Zawsze znajdzie się ktoś, komu nie będzie pasować co robisz, jak robisz, w co się ubierasz, bo za głośno oddychasz itp.


Akurat obecnie mamy mnóstwo przypadków, kiedy to ktoś torpeduje swoje własne działania, "tłumacząc" to sobie niemożliwością powodzenia czy też zbyt dużym ryzkiem popełnienia błędu. Jeśli zaś do czegokolwiek dojdzie, rezygnują z jakichkolwiek aktywności przy pierwszych napotkanych trudnościach.

To się nazywa szukaniem wymówki. Próbują tylko to i tylko w takim stopniu, żeby im nikt nad głową nie gderał i przy pierwszych, wymyślonych "problemach" rezygnują.



SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Jeśli chodziłeś na WAT to macie biuro karier. Jak każda uczelnia w Polsce.


Nie każda uczelnia coś takiego ma, ale większość posiada (lub odpowiedniki). Tak czy siak, wiele uczelni prowadzi różne formy wsparcia, dni kariery, organizuje sympozja i konferencje gdzie można poznać ludzi z branży. Z resztą doradztwo zawodowe to nie jest żaden unikat. To są powszechne i dostępne usługi.

30,449

Odp: 30lat i cały czas sam

Dobra Jack, oboje wiemy, że on i tak zawsze znajdzie jakąś wymówkę. On potrzebuje osoby takiej jak Muqin. Normalne poradnictwo zawodowe nie obejmuje zabawy kredkami i zwalania na mame.

30,450

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Dobra Jack, oboje wiemy, że on i tak zawsze znajdzie jakąś wymówkę. On potrzebuje osoby takiej jak Muqin. Normalne poradnictwo zawodowe nie obejmuje zabawy kredkami i zwalania na mame.


Przez takie osoby jak Muqin to właśnie nic się u niego nie zmieni. Bo i po co? Ojojanie jest? Jest. Działać trzeba? Nie. Można wiecznie narzekać dalej.


"Zwalanie na mamę" w kontekście jego ulubionego sposobu spędzania wolnego czasu jakoś tak dziwnie mi się skojarzyło....

30,451

Odp: 30lat i cały czas sam

Hahaha
Zwalanie winy! Dobrze się pośmiać bo na poważnie ten temat nie za bardzo.

30,452 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-01-12 04:09:56)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Ja nie mam tak, że te domowe czynności mnie ciekawią czy żebym po prostu lubił je robić.

Nikt nie odczuwa dreszczyku emocji z tytułu konieczności umycia okien, odkurzenia czy wyszorowania kibla. To są elementy dorosłości. I to, że o tym rozmawiamy w gronie 30+ jest po prostu żenujące.

Amen. 

Jack Sparrow napisał/a:

Ogólnie rzecz biorąc to jednak dyskusja osiąga niewiarygodny poziom abstrakcji. Żeby 30latkowi tłumaczyć, że jednak może ugotować obiad pomimo marudzenia rodziców, albo że nie musi prosić  nikogo o pozwolenie, żeby wyjechać na weekend to naprawdę niedorzeczność. Można zrozumieć taką dyskusję z młodym chłopcem w wieku, nie wiem - 13 lat. Albo jak się dyskutuje z Mikloszą czy Raką. Rozmawiamy ze zdrowym (bo diagnozowanym jednak w czasach szkolnych) 30letnim absolwentem studiów wyższych o pełni praw.

Amen raz jeszcze.
Była kiedyś taka kreskówka dla dzieci, niespecjalnie ją lubiłam, ale ile razy czytam Shiniego, tyle razy przypomnina mi się jej tytuł: Marceli Szpak dziwi się światu big_smile Shini też jest taki wiecznie wszystkim zdziwiony, zaskoczony, dziwnie niedoinformowany.

Shinigami napisał/a:

Nawet miałem plan żeby zrobić sobie taką wyprawę po Kampinosie jak kiedyś za czasów przynależności do tej organizacji pozarządowej. Jednakże samemu to może być dość nudne i wymagałoby przygotowania w postaci chociażby ubrań do tego pasujących.

Po pierwsze, być może najważniejsze, warto dążyć do tego, aby nawet samemu ze sobą nie było Ci nudno - gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz. Ja dla przykładu sama ze sobą nigdy się nie nudzę, bo gdziekolwiek jestem, to po prostu potrafię zająć się sobą, a w razie potrzeby, to przecież niemal wszędzie są jacyś ludzie, z którymi można zamienić kilka słów.

Po drugie - no i co z tego, że trzeba  przygotować ubrania nadające się na taką wyprawę? Jesteś dorosły i naprawdę uważasz, że to jest przeszkoda, która powinna stanowić o tym, że rezygnujesz z planów?

Pomijam przy tym, że gdziekolwiek idziesz, to wypada jakoś się do tego przygotować - do pracy inaczej, na siłownię inaczej, do teatru czy na luźne, towarzyskie spotkanie również.
Ty jednak lubisz piętrzyć sztuczne problemy, bo one dają Ci złudne poczucie bycia "usprawiedliwionym" w swoim braku podejmowania jakiegokolwiek działania, a nawet jego prób.


P.S.
Masz stały kontakt ze swoją dziewczyną? Coś się może wyjaśniło w temacie jej powrotu?

30,453

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Po pierwsze

(...)

Po drugie

(...)

A po trzecie to przy okazji się okazało, że Shini gdzieś tam w swojej przeszłości jeszcze należał do organizacji pozarządowej oprócz swoich sztuk walki, zawodów i wyjazdów. Także mamy kolejna woltę w jego życiorysie. Jak będzie dalej takie szpagaty robił to sobie w końcu pizde rozerwie. lol xD


Była kiedyś taka kreskówka dla dzieci, niespecjalnie ją lubiłam, ale ile razy czytam Shiniego, tyle razy przypomnina mi się jej tytuł: Marceli Szpak dziwi się światu big_smile Shini też jest taki wiecznie wszystkim zdziwiony, zaskoczony, dziwnie niedoinformowany.

No było. Nudna jak flaki z olejem z tego co pamiętam. Wolałem Pomysłowego Dobromira wink i anime na TVPolonia czy tam Polonia1 (nie pamiętam jak się ten kanał nazywał). Tak czy siak - to już oficjalne, będę nazywał Shiniego Marcelem. big_smile

30,454

Odp: 30lat i cały czas sam

Ktos pomoże z faktografią? O co chodzi z dziewczyną Shiniego?

Priscillo, też mi się to rzuciło w oczy. Sweter i szalik to teraz kolejne wyzwanie nie do przejścia.... ale nie mam tyle cierpliwości co ty.

30,455 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-12 11:26:07)

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Ktos pomoże z faktografią? O co chodzi z dziewczyną Shiniego?

Priscillo, też mi się to rzuciło w oczy. Sweter i szalik to teraz kolejne wyzwanie nie do przejścia.... ale nie mam tyle cierpliwości co ty.


Dziewczyna Marcelka:

1) nie istniała
2) istniała
3) nie istniała
4) obecny status: wyjechała "na sylwestra do rodziny" i słuch po niej zaginął

Tak samo jak wszystko inne.


Wierzy wogóle ktokolwiek w jej istnienie?

30,456 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-12 16:19:17)

Odp: 30lat i cały czas sam

Shini teraz tak na poważnie: obawiasz się kilkugodzinnej wycieczki w teren, choćby w takiej pogodzie, jaka obecnie panuje za oknem?
Jako, że regularnie, od paru lat chodzę zimą po górach, mogę Cię zapewnić, że aby pójść na krótki spacer w śniegu po kostki nie trzeba się wyposażać w sprzęt za kilka tysięcy.. Wystarczą dobre buty, kurtka i czapka smile

30,457

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

mogę Cię zapewnić, że aby pójść na krótki spacer w śniegu po kostki nie trzeba się wyposażać w sprzęt za kilka tysięcy.. Wystarczą dobre buty, kurtka i czapka smile

Zaraz tu przeczytasz dywagacje, że co to znaczy "dobre", bo on się na tym nie zna, nie wie na co zwrócić uwagę, nikt go tego nie nauczył, rodzice z nim nigdzie nie wychodzili, a do sklepu nie pójdzie, bo boi się, że źle wybierze.

wink

30,458

Odp: 30lat i cały czas sam

Na dobrą sprawę, to nie jest aż tak głupie pytanie.. chociaż bardziej nieco bardziej uzasadnione, jeśli chce się człowiek wyposażyć już w coś bardziej specjalistycznego. Wątpię, czy Kolega będzie chciał się wybrać na daleką eskapadę, więc od biedy mogą mu wystarczyć nawet czółenka - pod warunkiem wcześniejszego odśnieżenia dróg. Można polecać wyprawę do Decathlonu czy MartesSport. Można zapewnić, że na miejscu zawsze jest pracownik, który jest na miejscu, gotowy doradzić w wyborze odpowiedniego towaru. Problem się zacznie na etapie realizacji.
Sam musiałem swego czasu zasięgnąć języka w sprawie kupna raczków do zimowych wyjść w góry - nie miałem zielonego pojęcia, co i gdzie wybrać, więc nie pozostawało nic innego, jak wejść do odpowiedniego sklepu i otworzyć usta...

30,459

Odp: 30lat i cały czas sam

bagienni_k ale tu mowa o wyjściu do Kampinosu lub w podobny teren. Jeśli masz cokolwiek zimowo-jesiennego to da to radę. Tylko w plecak drugą parę skarpet, termos z czymś ciepłym, batonik proteinowy albo dwa i tyle. Więcej nie trzeba. To nie jest wyprawa - to jest tyle co wsiąść w samochód i podjechać na spacer. Jak będzie zimno lub mokro albo zgłodnieje to może się wycofać w każdym momencie i wrócić do domu.

Dzieci potrafią się ubrać i wybrać do lokalnego parku pozjeżdżać na sankach przez pół dnia i nie robią problemów. No ludzie kochani. Takie warunki są niebezpieczne dla emerytów, rencistów, ludzi przewlekle chorych (nerki/płuca/układ krążenia/cukrzyca), a nie dla zdrowych i wytrenowanych koni w sile wieku. On to mógłby trailówki założyć, zimowe leginsy, bluzę, rękawiczki i może ewentualnie czapkę (choć zwykły, najcieńszy buff by styknął) żeby pójść na 1-2h joggingu po lesie.

Kurwa mać, zaraz się dowiemy, ze wyjście na spacer zimową porą przerasta jego możliwości.

30,460 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-12 18:29:02)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Ktos pomoże z faktografią? O co chodzi z dziewczyną Shiniego?

Priscillo, też mi się to rzuciło w oczy. Sweter i szalik to teraz kolejne wyzwanie nie do przejścia.... ale nie mam tyle cierpliwości co ty.


Dziewczyna Marcelka:

1) nie istniała
2) istniała
3) nie istniała
4) obecny status: wyjechała "na sylwestra do rodziny" i słuch po niej zaginął

Tak samo jak wszystko inne.


Wierzy wogóle ktokolwiek w jej istnienie?

Nie żartuj. Co on mówił o niej? Wg niego była ale zniknęła 12!!! Dni temu? Skąd się znają?
Na razie nie wiem czy wierzę bo nie znam szczegółów.

30,461 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-12 18:22:54)

Odp: 30lat i cały czas sam

Bagienniku a gdzie na majówkę? Chciałam zacząć łazić ale na początek interesują mnie trasy butelka wody+ adidasy/ jakieś lepsze trepy i kilka tras dostępnych z jednego miejsca żeby nie nocować z namiotem, tylko wracać na noc wygrzać się w hotelowej wannie smile

30,462

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Nie żartuj. Co on mówił o niej? Wg niego była ale zniknęła 12!!! Dni temu? Skąd się znają?


31.12.2024

Shinigami napisał/a:

Plan na tego sylwestra był tylko się posypał bo dziewczyna musiała wyjechać w sprawach rodzinnych.

W związku jeszcze się nie posypało ale nie wiadomo jak długo ten jej wyjazd potrwa. Może być tak, że nawet kilka miesięcy się nie zobaczymy.


Ale wiecie, że to nie chodzi o samą w sobie imprezę tylko o fakt bycia samemu? Nie mieć z kim porozmawiać, to jest najgorsze. Bagiennik, pierwszy raz od 6 lat i według ciebie to jest to samo co prawie 30 zawsze sam? Takie dni najbardziej uświadamiają człowiekowi, że jego życie jest zmarnowane. Nikt nie dzwoni, nikt nigdzie nie zaprasza, nikt nawet nie zapyta czy dobrze się czujesz. Jedyna osoba dzięki, której nie byłem sam zniknęła na czas nieokreślony i od razu wróciłem do punktu wyjścia. Chociaż nie, teraz jest jeszcze gorzej bo wcześniej nawet nie wiedziałem jak to jest nie być samemu.

30,463 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-12 18:51:59)

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Bagienniku a gdzie na majówkę? Chciałam zacząć łazić ale na początek interesują mnie trasy butelka wody+ adidasy/ jakieś lepsze trepy i kilka tras dostępnych z jednego miejsca żeby nie nocować z namiotem, tylko wracać na noc wygrzać się w hotelowej wannie smile

Również chodzę (od dziecka) to się wtrącę.

Z mniej znanych i uczęszczanych, ale niesamowicie urokliwych to Góry Izerskie, Góry Stołowe, Góry Sowie, Gorce albo coś ze szlaku Orlich Gniazd. Jest gdzie pochodzić i co pozwiedzać w razie niepogody, bo te ruiny i zamki są mega malownicze.

W Szczyrku jest też kilka fajnych tras i miejsc. Moim zdaniem dupy to nie urywa, ale na kilka dni jak znalazł. Jest gdzie pochodzić, można wyciągiem krzesełkowym pojeździć (jest kilka różnych wariantów), a w mieście jest też hotel 5* z ogólnodostępnym spa za niewiarygodnie niskie pieniądze. Także jak się zmęczysz chodzeniem to można dupkę wygrzać w saunie lub popływać dla odmiany.

Mając choćby i średniej jakości podejściówki lub buty do trailu to tak naprawdę w okresie ciepłym to można nawet i większość tras tatrzańskich obskoczyć (np ścieżka pod i nad reglami, a z Sarniej Skały to jak dobrze pamiętam był fajny widok na Zakopane). To tylko kwestia kondycji i komfortu (termika i pocenie). Moim zdaniem bielizna (najlepiej dobrej jakości merino) jest dużo istotniejsza niż buty czy kurtka. Mokry t-shirt i przepocone skarpety zabijają człowieka szybciej niż sportowe obuwie w miejscu typowo turystycznego.

30,464 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-12 19:56:36)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Bagienniku a gdzie na majówkę? Chciałam zacząć łazić ale na początek interesują mnie trasy butelka wody+ adidasy/ jakieś lepsze trepy i kilka tras dostępnych z jednego miejsca żeby nie nocować z namiotem, tylko wracać na noc wygrzać się w hotelowej wannie smile

Również chodzę (od dziecka) to się wtrącę.

Z mniej znanych i uczęszczanych, ale niesamowicie urokliwych to Góry Izerskie, Góry Stołowe, Góry Sowie, Gorce albo coś ze szlaku Orlich Gniazd. Jest gdzie pochodzić i co pozwiedzać w razie niepogody, bo te ruiny i zamki są mega malownicze.

W Szczyrku jest też kilka fajnych tras i miejsc. Moim zdaniem dupy to nie urywa, ale na kilka dni jak znalazł. Jest gdzie pochodzić, można wyciągiem krzesełkowym pojeździć (jest kilka różnych wariantów), a w mieście jest też hotel 5* z ogólnodostępnym spa za niewiarygodnie niskie pieniądze. Także jak się zmęczysz chodzeniem to można dupkę wygrzać w saunie lub popływać dla odmiany.

Mając choćby i średniej jakości podejściówki lub buty do trailu to tak naprawdę w okresie ciepłym to można nawet i większość tras tatrzańskich obskoczyć (np ścieżka pod i nad reglami, a z Sarniej Skały to jak dobrze pamiętam był fajny widok na Zakopane). To tylko kwestia kondycji i komfortu (termika i pocenie). Moim zdaniem bielizna (najlepiej dobrej jakości merino) jest dużo istotniejsza niż buty czy kurtka. Mokry t-shirt i przepocone skarpety zabijają człowieka szybciej niż sportowe obuwie w miejscu typowo turystycznego.

Dzięki!
Na początek chciałam poszwędać się po prostych trasach zanim zainwestuje w sprzęt i zaczne atakować jakieś poważne szczyty. Plus jestem po chorobie, więc z fit świrka w pół roku zamianiłam się w netflixiare.

30,465 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-12 21:30:53)

Odp: 30lat i cały czas sam

Wprawdzie ja omijam szerokim łukiem wszelkie hotele ze spa czy saunami(to nie moje klimaty zupełnie), ale jak dobrze poszukasz, to znajdziesz. Myślę, że dzisiaj oferta jest na tyle szeroka, że bez trudu dopasujesz coś do swoich gustów.
Szlaki turystyczne też pozostawiają szeroki wybór. Osobiście unikam Tatr, jak mogę z uwagi na tłumy, ale na dobrą sprawę część szlaków bywa mniej uczęszczana( Tatry Zachodnie). Przy słabszej kondycji, zdecydowanie lepsze będą niższe partie gór, chociaż wszędzie można się natknąć na łagodniejsze i bardziej wymagające miejsca. Zależy też, gdzie masz blisko.

Osobiście nie wychodzę w góry(jakiekolwiek) bez butów trekkingowych powyżej kostki, o grubej i antypoślizgowej podeszwie. Czuje się w nich po prostu pewniej. Bielizna termiczna oczywiście też się przydaje.

30,466

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Wprawdzie ja omijam szerokim łukiem wszelkie hotele ze spa czy saunami(to nie moje klimaty zupełnie), ale dużo zależy gdzie możesz najbliżej. Myślę, że dzisiaj oferta jest na tyle szeroka, że bez problemu takie miejsca znajdziesz. Szlaki turystyczne też pozostawiają szeroki wybór. Osobiście unikam Tatr, jak mogę z uwagi na tłumy, ale na dobrą sprawę część szlaków bywa mniej uczęszczana. Przy słabszej kondycji, zdecydowanie lepsze będą niższe partie gór, chociaż wszędzie można się natknąć na łagodniejsze i bardziej wymagające miejsca. Zależy też, gdzie masz blisko.

Osobiście nie wychodzę w góry(jakiekolwiek) bez butów trekkingowych powyżej kostki, o grubej i antypoślizgowej podeszwie. Czuje się w nich po prostu pewniej. Bielizna termiczna oczywiście też się przydaje.

lolz

30,467

Odp: 30lat i cały czas sam

Cóż takiego szokującego było w tym poście?

Ciężko coś doradzić, jak się nie ma dokładniejszych danych..

30,468

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Cóż takiego szokującego było w tym poście?

W sumie nic. Ot, stara szkoła.

Wraz z modą na barefoot i pierdylionem badań nad mechaniką chodu to zmieniła się doktryna i technologia (to już chyba z kilkanaście lat w sumie będzie). Do backpackingu, hikingu czy lekkiego i niewymagającego trekkingu przestano zalecać twardsze buty (meindlowe 'b') ze sztywniejszą cholewką, co jeszcze ~20 lat temu było standardem. Zdecydowanie poszło to w stronę butów krótkich, do kostki lub 3/4 albo bardzo uniwersalnych, oględnie nazwanych jako "buty outdoorowe". Sam sobie zobacz: https://8a.pl/buty-podejsciowe-meskie

A skoro Smutna pyta o majówkę i góry na adidaski to tak naprawdę przy naszych szlakach zrobi wszystko (bo są bajecznie przygotowane i oznaczone). Łącznie z Rysami. Orlej Perci bym jej tylko nie polecał, ale całą resztę w dobrych trailówkach zrobi z palcem w zadku. Chyba, że gdzieś wyżej śnieg będzie leżał, bo to na początku maja może być różnie. Ale niższe góry i prostsze trasy - czym chata bogata. Jedynie co, to jeśli prognozy będą chujowe to te trailówki fajnie, aby były z membraną lub dobrze wypryskane impregnatem + opcjonalnie jakieś krótkie stuptuty (nawet simondy z decathlonu dadzą radę). No i pokrowiec wodoodporny na plecak (albo duże strunówki, żeby jednak zawartość plecaka sucha była) Ale przy dobrych prognozach to tylko buty bym prysnął i gra gitara.

30,469

Odp: 30lat i cały czas sam

Muqin, bardzo chętnie dałbym z tym na luz ale nie bardzo da radę. Porównywanie się jest tak mocno wbite do głowy, że na tą chwilę nie widzę możliwości by tego nie robić. Może dalszą terapia coś na to zaradzi.

Obawiałem się, że to napiszesz. Wolałbym nie mieszać w to nikogo innego ale tak jak piszesz to może okazać się konieczne.

Czystym może i nie ale to jest główny cel życia każdego zwierzęcia. Chodzi tu bardziej o to, że dla zwierząt żyjących wolno są tylko dwie opcje, przetrwać albo zginąć. Ludzie mają ich znaczenie więcej co poza oczywistymi korzyściami powoduje też problemy nieznane dla zwierząt.

Żeby mieć coś do opowiedzenia to jak najbardziej warto jak najwięcej zobaczyć. Uciechy jeszcze nigdy z tego nie miałem ale może po prostu nigdy nie widziałem nic co by mnie wystarczająco ucieszyło. Z samymi interakcjami międzyludzkimi jest podobnie. Nigdy nie rozumiałem co jest w nich takiego super ale zawsze wiedziałem, że powinno się mieć ich jak najwięcej i być w nich jak najlepszym, bo tego wymaga społeczeństwo. Dziś ten temat był ostro poruszany na terapii.

Nie wiem czemu wyskoczył, byłem tam nie raz i nic nadzwyczajnego nie widziałem poza tą architekturą. To znaczy jedynie tyle, że będę musiał się bardziej zagłębić w temat. Żyrardów i Łódź łączy fakt, że w obu miastach były zakłady włókiennicze. Czyżby właśnie z tym było związane wydarzenie, o którym piszesz? Będę szukał dalej.

Co do muzeów to zawsze chciałem pójść do tego z dinozaurami. Wybacz, nie pamiętam nazwy. Pamiętam jeszcze, że kiedyś w Warszawie organizowali wystawę ludzkich organów. Coś takiego też zawsze chciałem zobaczyć.

Bagiennik, teraz to aż mnie zaciekawiłeś co to za zawód. Wierz mi, że nie musisz mi tłumaczyć zwierzęcych zwyczajów stadnych. Obejrzałem mnóstwo filmów przyrodniczych. Wiem, że wilki czy szympansy znacząco się różnią od planktonu. W pełni się zgadzam, że od zwierząt można się na prawdę wiele nauczyć jednak wciąż niewiele ma to wspólnego z ludzkimi problemami natury psychicznej w XXI wieku. Zwierzęta, które z jakiegoś powodu nie wpasowują się w swoje społeczeństwo umierają. Ludzie nie bo współczesna nauka i technologia to umożliwiają. Gdybyśmy się przenieśli kilkaset lat wstecz jednostki takie jak ja umierały by przed osiągnięciem dorosłości. Zresztą nawet nie trzeba kilkuset lat, wystarczyłyby czasy sprzed wynalezienie antybiotyków i nie dożył bym nawet połowy obecnego wieku.

Co do chodzenia po lesie nie bardzo mogę się wypowiedzieć bo jeszcze tego nie próbowałem. To znaczy nie samemu i nie ogarniając wszystko samemu. Dlatego pisałem, że to by wymagało przygotowania. Nie mam w tym doświadczenia i wszystko musiałbym robić na oko, nie wiadomo czy w lesie byłby zasięg by mieć internet. To też nawet nie jest tak, że jakoś szczególnie tego chcę czy żeby mnie to bardzo ciekawiło. Bardziej widzę w tym możliwość odbodźcowania się.

Wiem i dlatego zawsze mówiłem, że jeśli ktoś zdoła opracować jakiś sposób na tymczasowe lub nawet trwałe wyłączenie emocji będzie jedno z największych osiągnięć w historii ludzkości. Co do tego przekonania o mieszaniu z błotem i traktowania jak śmiecia przynajmniej już wiem skąd mi się to bierze. Ja wciąż widzę to tak, że wszyscy mogą te błędy popełniać tylko ja nie. Przerabiam to na terapii od samego jej początku i dziś był kolejny raz. Zaczynam się wręcz kłócić z terapeutką. Wracając do tematu po prostu nie widzę tego by ktokolwiek, a zwłaszcza rodzice dali mi możliwość do próbowania, popełniania błędów i uczenia się na nich.

Ja myślę, że ta niechęć do osób opanowanych wynika z czegoś innego. Ze strachu przed skutecznością takich osób. Im mniej człowiek kieruje się emocjami tym bardziej jest skuteczny, tym mniej się waha czy obawia własnego niepowodzenia. We wszystkich scenariuszach gdzie maszyny pokonują ludzi robią to nie dzięki zaawansowanym możliwościom obliczeniowym czy bazie danych zawierajacej całą wiedzę ludzkości. Maszyny wygrywają bo nigdy się nie wahają, nigdy nie rezygnują, nie boją się ani nie mają depresji, po prostu działają z niezrównaną skutecznością. Im bardziej człowieka przypomina taką maszynę tym większą niechęć wzbudza bo kojarzy się z kimś kto się nie zawaha. Przynajmniej ja tak to widzę. Dziś na terapii sporo rozmawialiśmy o relacjach międzyludzkich i o tym, że ja mam to nieźle wypaczone więc możliwe, że powyższe spojrzenie też mam błędne. Mimo wszystko wolałbym w ogóle ich nie mieć i być całkowicie bezuczuciową maszyną ale mieć realny wpływ na swoje życie niż żeby tak bardzo mnie blokowały.

Co do zimowych wycieczek mam zimową kurtkę, buty, a nawet czapkę i rękawiczki. Na chodzenie po mieście zestaw jak znalazł ale na całodniową wyprawę do lasu już nie bardzo. W ogóle nie spodziewałem się, ten las wywoła coś takiego co tu się zadziało. Gdybym wiedział, że będzie z tego aż taka afera to nawet bym o tym nie wspomniał. Chciałem tylko napisać, że teraz aktualnie nie mam sprzętu na takie wyprawy, niektórzy gdyby mogli to chcieliby za to ukrzyżować. Nie muszę pisać o kogo chodzi bo co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości ale trzeba mieć na prawdę dużo czasu żeby klepać takie ilości postów o tak błahej sprawie. Wracając do tematu, faktycznie nie mam takiego wyposażenia i tak jak piszesz na luzie mógłbym iść kupić parę rzeczy. Przykładowo te buty, mam ciepłe i dość wytrzymałe, na warunki panujące w mieście czy jego obrzeżach są bardziej niż wystarczające ale koło prawdziwych trekingowych to one nawet nie stały.

Pytałeś czy się obawiam kilkugodzinnej wycieczki w teren przy obecnych warunkach. Trochę tak bo nawet nie wiem czy bym dojechał na miejsce startu takiej wycieczki moim 19 letnim samochodem z oponami wielosezonowymi.

Priscilla, kontakt z dziewczyną jest ale co do powrotu nic się nie wyjaśniło. Wybacz ale nie napiszę nic więcej, zresztą już kiedyś zostałem tu mocno upomniany za wypisywanie naszych prywatnych spraw.

30,470

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Co do chodzenia po lesie nie bardzo mogę się wypowiedzieć bo jeszcze tego nie próbowałem. To znaczy nie samemu i nie ogarniając wszystko samemu. Dlatego pisałem, że to by wymagało przygotowania. Nie mam w tym doświadczenia i wszystko musiałbym robić na oko, nie wiadomo czy w lesie byłby zasięg by mieć internet.

To jest tak wymuszona żenada, że wywołuje jedynie śmiech.


Wiem i dlatego zawsze mówiłem, że jeśli ktoś zdoła opracować jakiś sposób na tymczasowe lub nawet trwałe wyłączenie emocji będzie jedno z największych osiągnięć w historii ludzkości.

LOL, jak wyżej.


Co do zimowych wycieczek mam zimową kurtkę, buty, a nawet czapkę i rękawiczki.

Mam trzy latka, trzy i pół,
Sięgam głową ponad stół,
Mam fartuszek z muchomorkiem,
Do przedszkola chodzę z workiem.


W ogóle nie spodziewałem się, ten las wywoła coś takiego co tu się zadziało

Bo robisz z siebie pośmiewisko. Dziecko w wieku wczesnoszkolnym potrafi się ogarnąć na wyjście całodniowe na sanki, a ty mając 30ści lat nie ogarniasz wyjścia zimową porą z domu na kilka godzin. A przynajmniej na taką niedojdę się kreujesz.

30,471 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-01-13 01:58:55)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

No było. Nudna jak flaki z olejem z tego co pamiętam. Wolałem Pomysłowego Dobromira wink i anime na TVPolonia czy tam Polonia1 (nie pamiętam jak się ten kanał nazywał). Tak czy siak - to już oficjalne, będę nazywał Shiniego Marcelem. big_smile

To fakt, nudna, dlatego bardzo rzadko oglądałam, ale już "Pomysłowy Dobromir", "Zaczarowany ołówek" czy choćby kultowi "Sąsiedzi" - to nomen omen zupełnie inna bajka wink. Nawiasem mówiąc, właśnie sobie pomyślałam, że w kontekście tej dyskusji to jest dosyć wymowne.

SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Priscillo, też mi się to rzuciło w oczy. Sweter i szalik to teraz kolejne wyzwanie nie do przejścia.... ale nie mam tyle cierpliwości co ty.

Nie wiem, czy to aby na pewno jest cierpliwość. Po prostu trudno mi przejść obojętnie i udawać, że się nabieram, jeśli coś mi aż zgrzyta wink

Shinigami napisał/a:

Priscilla, kontakt z dziewczyną jest ale co do powrotu nic się nie wyjaśniło. Wybacz ale nie napiszę nic więcej, zresztą już kiedyś zostałem tu mocno upomniany za wypisywanie naszych prywatnych spraw.

Rozumiem, szanuję, pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę, że zostałeś upomniany nie za to, że poruszasz temat Waszej relacji jako takiej, ale że wchodzisz w zbyt intymne szczegóły i to takie, które mogłyby spowodować zranienie, gdyby dziewczyna to wszystko przeczytała. Być może ze mną się nie zgodzisz, ale uważam, że to jest ogromna różnica.

30,472 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-13 11:44:11)

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Nie wiem, czy to aby na pewno jest cierpliwość. Po prostu trudno mi przejść obojętnie i udawać, że się nabieram, jeśli coś mi aż zgrzyta


Dla mnie jego posty i kolejne problemy jakie opisuje to jak ci wspomniani przez ciebie "Sąsiedzi". To jest dla mnie humor i komizm tego samego rodzaju. big_smile To jak jego prawa i lewa półkula wink

30,473

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Wprawdzie ja omijam szerokim łukiem wszelkie hotele ze spa czy saunami(to nie moje klimaty zupełnie), ale dużo zależy gdzie możesz najbliżej. Myślę, że dzisiaj oferta jest na tyle szeroka, że bez problemu takie miejsca znajdziesz. Szlaki turystyczne też pozostawiają szeroki wybór. Osobiście unikam Tatr, jak mogę z uwagi na tłumy, ale na dobrą sprawę część szlaków bywa mniej uczęszczana. Przy słabszej kondycji, zdecydowanie lepsze będą niższe partie gór, chociaż wszędzie można się natknąć na łagodniejsze i bardziej wymagające miejsca. Zależy też, gdzie masz blisko.

Osobiście nie wychodzę w góry(jakiekolwiek) bez butów trekkingowych powyżej kostki, o grubej i antypoślizgowej podeszwie. Czuje się w nich po prostu pewniej. Bielizna termiczna oczywiście też się przydaje.

lolz

gdzie jechać. Twoja wypowiedz to
1. ja tu nie jeżdzę i tego nie lubię
2. ogólnik że czasem góry sa wysokie a czasem niskie
3. kolejna opowieść o tobie.
powiedz że jestes starym kawalerem bez mówienia że jesteś starym kawalerem

30,474

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

powiedz że jestes starym kawalerem bez mówienia że jesteś starym kawalerem

Koleś po prostu nie jest sprzedawcą. Mało kto potrafi wyciągnąć z kilku ogólnikowych zdań cokolwiek sensownego. W szczególności adepci "starej szkoły", którzy to mentalnie i wyposażeniowo mają bliżej do XIX wieku niż do czasów współczesnych. Wtedy wyprawa na Morskie Oko zajmowała dwa dni. Dzisiaj to tam w laczkach można podejść.

Znałem paru takich. Każde wyjście w teren to kilka dni planowania, masa szpeju, bo przecież "nigdy nie wiadomo, a góry to nie zabawa", a wspomnianą przeze mnie ścieżką pod reglami można przejść w japonkach pchając spacerówkę z kaszojadem. Przynajmniej na większości odcinków. Tak czy siak nie ma z czego gnić i co wytykać za bardzo.


Tak mi się też przypomniało - dość nietypowo, ale Szwajcaria Kaszubska jest przepiękna. Bardzo fajne trasy spacerowe, pagórki (jak to krajobraz morenowy), a i jest co pozwiedzać także nawet jak pogoda będzie chujowata to jest co tam porobić. Ogólnie Kaszuby to spoko kierunek. Nie jest tak płasko jak się wydaje, piękna przyroda i masa atrakcji do zobaczenia.

https://www.podrozepoeuropie.pl/szwajcaria-kaszubska/

30,475

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

powiedz że jestes starym kawalerem bez mówienia że jesteś starym kawalerem

Koleś po prostu nie jest sprzedawcą. Mało kto potrafi wyciągnąć z kilku ogólnikowych zdań cokolwiek sensownego. W szczególności adepci "starej szkoły", którzy to mentalnie i wyposażeniowo mają bliżej do XIX wieku niż do czasów współczesnych. Wtedy wyprawa na Morskie Oko zajmowała dwa dni. Dzisiaj to tam w laczkach można podejść.

Znałem paru takich. Każde wyjście w teren to kilka dni planowania, masa szpeju, bo przecież "nigdy nie wiadomo, a góry to nie zabawa", a wspomnianą przeze mnie ścieżką pod reglami można przejść w japonkach pchając spacerówkę z kaszojadem. Przynajmniej na większości odcinków. Tak czy siak nie ma z czego gnić i co wytykać za bardzo.


Tak mi się też przypomniało - dość nietypowo, ale Szwajcaria Kaszubska jest przepiękna. Bardzo fajne trasy spacerowe, pagórki (jak to krajobraz morenowy), a i jest co pozwiedzać także nawet jak pogoda będzie chujowata to jest co tam porobić. Ogólnie Kaszuby to spoko kierunek. Nie jest tak płasko jak się wydaje, piękna przyroda i masa atrakcji do zobaczenia.

https://www.podrozepoeuropie.pl/szwajcaria-kaszubska/

Wiesz co, to chyba powinnam więcej się kolegowac ze sprzedawcami. Networking z ogarniętymi ludzmi jest świetny.

30,476

Odp: 30lat i cały czas sam

Ogólnie obcowanie z ogarniętymi ludźmi jest świetne. Bo w takim towarzystwie nie ma problemów, zastojów i mentalnych zaparć. Są tylko wyzwania, rozwiązania i możliwości.


Ale nasz Marcelek to też taki fajny folklor. Taki miks Sąsiadów z Jasiem Fasolą, Allo Allo i Sprawą dla reportera momentami zalatujący Super Expressem

https://nonsa.pl/images/thumb/c/cc/Nie-spie-bo-trzymam-kredens.jpg/300px-Nie-spie-bo-trzymam-kredens.jpg

No i jak on to ma puścić? No jak?!

30,477

Odp: 30lat i cały czas sam

Smutna Komplementy z Twojej strony są zawsze na najwyższym poziomie smile
Uprzejmie dziękuję smile

Powiedz jednak, co takiego mam Ci doradzić, po tej ogólnikowej, fragmentarycznej wypowiedzi? Jak to szło? " butelka wody/adidasy i kilka tras z jednego miejsca". Mówię o swoich przyzwyczajeniach, bo jak inaczej? Ciężko mi spojrzeć z perspektywy kogoś innego, jak mam tak mało informacji. Chociaż jak wspomniałaś o hotelach z wanną, to tym bardziej ciężko mi będzie cokolwiek wskazać - no, nie korzystam smile
Skoro nie mam pojęcia skąd w ogóle jesteś, to ciężko powiedzieć gdzie będzie najlepiej dotrzeć. Już Shiniemu można doradzić więcej, skoro wiadomo, że ma blisko chociażby do tego Kampinosu...
Zakładam jednak, że Ty prędzej się wybierzesz gdziekolwiek niż on..

Na dobrą sprawę, to z każdego miejsca, gdzie leży jakikolwiek hotel czy schronisko górskie(gdziekolwiek) wybiega więcej niż jedna trasa smile Możesz sobie przyjechać na te kilka dni skądkolwiek i sama opracować plan, nawet na miejscu. Natomiast, jeśli wolisz spokój i ciszę, to poza Tatrami czy pewnymi odcinkami w Beskidach, możesz spokojnie znaleźć swój wymarzony kącik. W miarę dziki i pozbawiony tłumów jest płd.-wschód, szczególnie Pogórze Przemyskie, Góry Słonne i oczywiście cały Beskid Niski. Co jeszcze? Góry Świętokrzyskie - taki dobry przykład.
Odnośnie terenów nizinnych to akurat tutaj się dużo gorzej orientuję, więc niestety nie pomogę...

A w laczkach czy trampkach nie chodzę - niewygodnie jakoś... big_smile

30,478 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-13 18:24:57)

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Powiedz jednak, co takiego mam Ci doradzić, po tej ogólnikowej, fragmentarycznej wypowiedzi?

Ok, to takie abc "sprzedaży".


Bazujesz na tym co wiesz i o co ktoś bezpośrednio pyta. Poziom odpowiedzi (szczegółowość) dostosowujesz do tego co masz. A co wiesz?

Smutna to kobieta w okolicy 30stki. Nie pisała nigdy o żadnych istotnych dolegliwościach zdrowotnych. Pyta o jednodniowe trasy na adidaski i "jakieś lepsze trepy" z dobrym zapleczem horeca. Także zdecydowanie nie chodzi jej o rejony w Lasach Państwowych z zalegalizowanym bushcraftem (program "zanocuj w lesie") czy inne schroniska.

Na co warto zwrócić uwagę:

1) użyta nomenklatura i opis posiadanego wyposażenia świadczy raczej o niewielkim (lub umiarkowanym) doświadczeniu, można domniemywać też o słabej kondycji co potwierdziła
2) pyta o weekend majowy - można to ekstrapolować na jakikolwiek długi weekend ciepłą porą

Na czym zależy osobom wychodzącym w góry w takich okolicznościach? Albo na łatwych i przyjemnych trasach spacerowych o niskim stopniu trudności albo o łatwo dostępnej przygodzie dla każdego i na wyciągnięcie ręki (czyli powiedzmy coś ala Słowacki Raj lub trasy z fajnymi punktami widokowymi). Skoro mamy styczeń, a Smutna pyta o majówkę to długoterminowe planowanie świadczyć może o napiętym grafiku. To nie jest spontan. Co za tym idzie - w grę wchodzi duża niewiadoma w postaci pogody oraz możliwość dostania okresu akurat na wyjazd, bo tego nie zaplanujesz. Może to ona skorygować antykoncepcją, ale nie wiadomo czy Smutna stosuje i jakie ma do takich zabiegów podejście praktyczne. Także to są dwie istotne niewiadome, które fajny wyjazd mogą zamienić w koszmar. Zatem zawsze na propsie będzie opcja, jeśli w danej okolicy coś da się zrobić inaczej, z mniejszym wysiłkiem fizycznym, z lepszym zapleczem higienicznym niż "świniarnia" (zbiorowe prysznice/toalety) itp. Dodatkowo, skoro pyta na forum ludzi o teoretycznie większym doświadczeniu, to znaczy, że oblegane i mainstreamowe miejsca ją mniej interesują, bo do tej informacji jest w stanie dotrzeć sama. Zatem szuka ciekawych i urokliwych perełek. Mniej oczywistych, ale nie dziur w dupie tylko z dobrą infrastrukturą turystyczną.


To ma być fajny wyjazd turystyczno-krajoznawczy. Nie dla sprawdzenia siebie, nie do społecznego wyalienowania, nie pokonywania km. Hiking z widokami i alternatywami w przypadku niepogody, obtartej pięty, zakwasów czy okresu. Ale nie taki na 2 tygodnie, tylko raptem na dłuższy weekend.


Nawet jak nie trafisz idealnie polecając cokolwiek, to jak weźmiesz powyższe pod uwagę to wciąż będziesz wystarczająco blisko.

30,479 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-13 18:52:37)

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Ciężko mi spojrzeć z perspektywy kogoś innego

To najlepsze podsumowanie które bije z twojej wypowiedzi. Taka postawa mi się kojarzy ze starym kawalerem.
Plus to że zaczynasz mówić o sobie, kiedy to ja proszę o poradę, ale nie zadajesz follow up question.

30,480

Odp: 30lat i cały czas sam

Shini

Odnośnie mojego zawodu: akurat teraz mam więcej wspólnego z łażeniem po lesie (czy górach lub bagnach), choć w zdecydowanie w celach przyrodniczych, nie turystycznych. Zainteresowanie światem zwierząt czy tematami pokrewnymi doprowadziło mnie do podjęcia takiego a nie innego kierunku rozwoju zawodowego, doprowadzając mnie do miejsca, gdzie jestem obecnie. Niemniej takie zagadnienia do dzisiaj z przyjemnością zgłębiam.

Niepotrzebnie tak bardzo rozbudowujesz pewne dość proste sprawy..

Chcąc się przejechać na spacer. Zatrzymujesz się w miejscu, po czym rozpoczynasz wycieczkę i wracasz potem z powrotem do auta. Powiedz tak szczerze(biorąc pod uwagę, że żyjemy w XXI wieku, w Europie Środkowej, gdzie ciężko się gdziekolwiek zgubić): jakie to trudności należy podjąć, aby sobie taką wycieczkę załatwić. Brzmisz po prostu, jakbyś szykował się na miesięczną wyprawę w Himalaje, gdzie finalnym punktem będzie zdobywanie Everestu zimą.

Tymczasem masz:
- mapę papierową
- naładowany telefon z powerbankiem i nawigacją, ewentualnie odbiornik GPS
- plecak z prowiantem
- czołówka
chociaż na dobrą sprawę wszystko znajdziesz w telefonie...

Wcześniej możesz sobie wszystko znaleźć w sieci tak naprawdę. Czego więcej Ci potrzeba? Podpowiem: nic. Wystarczą CHĘCI, ochota na ciekawe spędzenie czasu, pragnienie resetu/odpoczynku od codzienności. Sprzętu nie masz? Zatem co robisz dalej? Wybierasz się do sklepu albo sprawdzasz w sieci - choćby na początku było to niekoniecznie pierwszego sortu..
Ponownie: nie wybierasz się na wyprawę na drugi koniec świata w XIX wieku, gdzie spora część obszarów dalej pozostaje dziewicza. Jedziesz na krótki wypad poza miasto, dajmy na to w niedzielę i wracasz się za kilka godzin. Gdzie Ty widzisz jakieś zagrożenia czy przeszkody?
Potrzebujesz sprzętu/ubrania/wyposażenia - mamy dzisiaj Internet, wyszukiwarki, specjalistyczne sklepy - czego chcieć więcej?

30,481 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-14 09:28:00)

Odp: 30lat i cały czas sam

Jak ja ide na spacer do lasu, choc rzadko,  to w normalnych ciuchach. Jesli ktos sie nie interesuje survivalem albo chocby nie bywa w lesie czesto to po co cos kupowac. Ja bym na to nawet nie wpadla.

Ten temat zamienil sie w monotemqtyczna grupe wsparcia Shiniego xD

30,482

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Tymczasem masz:
- mapę papierową
- naładowany telefon z powerbankiem i nawigacją, ewentualnie odbiornik GPS
- plecak z prowiantem
- czołówka
chociaż na dobrą sprawę wszystko znajdziesz w telefonie...


Na kilka godzin do Kampinosu to nie trzeba nic. Już nie przesadzajmy z tą czołówką czy plecakiem z prowiantem. To nie bushcraft tylko spacerek max na kilka h.

Wystarczy ci tak naprawdę tylko to: https://mapa-turystyczna.pl/node/kampin … 0.46324/14

Planujesz i idziesz. Np w Lesznie masz parking. Idziesz niebieskim w lewo aż do czerwonego. Czerwonym w prawo do zielonego. Potem skręcasz w żółty w prawo i z powrotem do Leszna. Wychodzi to 26 hm. W razie czego można to skrócić, bo tam jest jak pokombinować z tą pętlą.

30,483

Odp: 30lat i cały czas sam

Na dobrą sprawę wystarczy w pełni naładowany telefon z powerbankiem. W telefonie znajdzie się wszystko, co potrzeba. MapyGoogle, kompas - może sobie zainstalować aplikacje nawigujące - co tylko sobie zamarzy. Poza tym szlaki czy ścieżki są zwykle tak dobrze oznakowane, że raczej trzeba się mocno postarać, aby się zgubić.
Ze swojej strony doradzam to, co zwykle używam. Jak zostało powiedziane gdzieś wyżej: "przyzwyczajenie naturą człowieka", dlatego podrzucam od siebie to, co sam stosuję.
Niech się Kolega najpierw ogarnie i zastanowi, czy w ogóle chce gdziekolwiek się wybrać. Może trochę czasu upłynąć, zanim się zdecyduje.

30,484

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Poza tym szlaki czy ścieżki są zwykle tak dobrze oznakowane, że raczej trzeba się mocno postarać, aby się zgubić.


Dokładnie o to mi chodziło. Zwłaszcza w takim miejscu jak Kampinos.

Można zabrać termos (ja w warunkach zimowych zawsze go wkładam dodatkowo w grubą skarpetę albo dwie) i jakiegoś batona w wewnętrzną kieszeń, gdzieś przy ciele. Branie czegoś więcej spożywczego do plecaka mija się z celem przy dużych mrozach, bo albo zdąży zamarznąć, albo jest paskudnie przemrożone. Kanapki przy -15/-20 albo nie są w ogóle zjadliwe, albo tak przemrożone, że zęby i dziąsła bolą. Mróz zelżał, ale zimne żarcie to żadna frajda. Lepiej wziąć batonika proteinowego/energetycznego. Czekolada zawsze na propsie, a ciepła herbata w jakimś urokliwym miejscu to sama przyjemność. Także takie rzeczy na taki krótki spacer to tylko dla fanu, a nie z jakiejś szczególnej konieczności. Ja zawsze brałem też zapasowe skarpety (na powrót, bo stopy zawsze mi się sporo pociły przy wysiłku) i stuptuty, bo lubiłem się pobawić w głębokim śniegu i też miałem zawsze fan z chodzenia w rakietach. Wolałem wtedy krótsze trasy, bo i tak tempo jest śmiesznie niskie, ale przy tej specyfice chodzenia w rakietach i świeżym, głębokim śniegu to zawsze czułem się jak wiktoriański podróżnik-odkrywca. wink

Niemniej jednak, kilka godzin, a kilkanaście godzin zimową porą robi różnicę. Przy kilku nie trzeba niczego poza wazeliną na ryj/dłonie/stopy. Nawet sprawdzać trasy. Wsiadasz i jedziesz. "Tu będzie dobrze" i idziesz w las. Godzinkę lub dwie w jedną i wracasz. Tyle styka dla "dziewicy". W końcu to ma być jedynie gra wstępna i delikatny petting - coś na początek.



Niech się Kolega najpierw ogarnie i zastanowi, czy w ogóle chce gdziekolwiek się wybrać. Może trochę czasu upłynąć, zanim się zdecyduje.

Nigdzie nie pójdzie tak jak i nie pojechał na te wakacje, o których w zeszłym roku (czy tam dwa lata temu) pisał. Skończy się na paplaninie i tyle z tego będzie.


Swoją drogą jakie masz buty? Klasyczne Islandy Meidla/Aku Bellamont lub coś podobnego czy jednak coś bardziej nowoczesnego?

30,485 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-14 13:40:46)

Odp: 30lat i cały czas sam

Generalnie dzisiaj większość popularnych tras i szlaków, zarówno na nizinach, jak i w górach, bywa dobrze lub nawet idealnie oznakowana. Jako, że częściej chodzę po górach, to mam nieco większe rozeznanie w tym temacie. Wyłączając główne szlaki piesze, istnieje jeszcze cała sieć dróg, ścieżek i tras, jakie można użytkować. Patrząc na mapy ma się wrażenie, że nie da się przejść dłużej niż 30 min bez przekraczania jakiejkolwiek ścieżki.
Infrastruktura turystyczna dzisiaj jest na tak wysokim poziomie, że nawet bez NICZEGO, ciężko jest stracić gdziekolwiek orientację.

Góry to jednak inna bajka. Sam chodzę zwykle na cały dzień, gdzie często schodzę ze szlaku(gdzie jest względnie bezpiecznie i tam, gdzie można), więc biorę zazwyczaj ze sobą nieco więcej. Twarz smaruję właściwie przy większych mrozach. Dlatego wspomniałem chociażby o tej czołówce. Natomiast termos, prowiant(na zimę słodki) czy takie akcesoria, jak stuptuty czy rakiety bywają pomocne. Przymierzam się do małej wyprawy w sobotę, gdzie pewnie obie rzeczy się przydadzą.

Co do butów, to zdecydowanie bliżej im to pierwszego typu. Celuję zawsze we wzmocnienie kostki, dość grubą podeszwę i dobrą membranę antypoślizgową. Pokonuję często, w ramach roboty, także teren poza szlakami a wtedy nie zawsze same km decydują o trudności wyprawy tylko lokalne warunki, jak strome podejścia/zejścia, błoto czy osuwające się kamienie. W takich warunkach nie wyobrażam sobie założyć buta poniżej kostki.

Termos akurat ten sam od 12 lat, trzyma spore ciepło do tych 8-10 godzin, a czasami po 16 jeszcze całkiem nie stygnie:
https://www.4camping.pl/p/termoska-life … NEQAvD_BwE

Na rynku są i takie, co trzymają ciepło całą dobę, ale to już dla wytrawnych turystów.

Posty [ 30,421 do 30,485 z 31,049 ]

Strony Poprzednia 1 … 467 468 469 470 471 … 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024