Cześć dziewczyny (i jak się okazuje chłopaki również)
Od wieeelu lat jestem szczęśliwą mężatką. No właśnie- szczęśliwą? Kocham swojego męża, jest najlepszą osobą jaką znam i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Ale jeśli chodzi o seks... ehh ![]()
Jestem załamana
mój seks to totalna porażka... gdyby nie wszelkiego rodzaju zabawki, które sprezentował mi mąż (lub sama sobie sprawiłam, ale to w zdecydowanej mniejszości) to już w ogóle chodziłabym non stop sfrustrowana itp.
Po kolei- do długodystansowców mój mąż nie należał NIGDY. Parę ruchów i po ptokach.
Czasem nawet nie zdąży dojść do penetracji. No i teraz ciekawe- czy to ja go tak podniecam, czy tak "po prostu ma"? Nie mam pojęcia.
Ja już nawet staram się go nie ruszać, a już na pewno nie uskuteczniać robótek ręcznych czy ustnych, bo wiem, że wtedy nawet nie mam co liczyć na penetrację (on i tak nie potrzebuje stymulacji- nawet widok mnie nagiej, po ponad 20 latach małżeństwa potrafi go doprowadzić do mocnego wzwodu). Chociaż mi z tym okropnie źle, ale- jak pisałam- wtedy ja już w ogóle nic nie będę z tego miała.
Gra wstępna- praktycznie jej nie ma. A jak jest, to bardzo kiepska... no dobra- ostatnio zrobił mi masaż ale potem i tak 3 ruchy i po sprawie. Niestety nie słucha mojego ciała. Co ja mówię- ciała... MNIE nie słucha! Wyraźnie mu mówię, czego nie lubię a on i tak to robi (bo wydaje mu się, że to może być dla mnie fajne). Przynajmniej w drugą stronę to działa- tzn jak mu mówię, że coś bardzo lubię, to stara się to robić. Jeśli robi coś dobrze i mi się to podoba to wiadomo- oddech mi przyspiesza itd- podniecenie widać, ale.. wtedy albo zmienia nacisk albo przyspiesza i moja przyjemność spada gdzieś w otchłań. Powinnam jeszcze tutaj dodać, że ja nie mam tak, że mi się podniecenie utrzymuje- jeśli zrobi coś, czego nie lubię (ale tak naprawdę nie lubię) to cały czas u mnie pryska... trochę mnie to boli bo wielokrotnie mu mówiłam, czego nie lubię a tu potem...zonk- i tak to robi. No to nie ma się co dziwić, że wejdę potem na właściwe tory, bo to po prostu niemożliwe.
Czy któraś z Was też tak ma? Czasem chce mi się wyć w poduszkę. Czasem wyję- z bezsilności? złości? nie wiem. On ma potem wyrzuty sumienia, ale podobno tego przedwczesnego wytrysku nie da się kontrolować- nie mogę mieć do niego o to pretensji ![]()
Nie mogę powiedzieć, że jest egoistą w łóżku...wręcz przeciwnie- ja widzę, że on się baaardzo stara, żeby sprawić mi przyjemność. Tylko mu nie wychodzi.
Zdrada nie wchodzi w grę. Chciałabym kiedyś przeżyć "seks życia" ale chyba nie będzie mi to dane ![]()
Póki co niestety jestem bliska stwierdzenia, że seks jest mocno przereklamowany. Tak wiem- zaraz znajdzie się ktoś, kto mi powie, że nie znalazlam właściwego partnera, ale, tak jak pisałam wcześniej, zdrada nie wchodzi w grę. Mam swoje zabawki. Ale jednak tego kontaktu z nim nie da się zastąpić żadną z zabawek, które mam.
Tak tylko chciałam się wygadać
ciekawa jestem ile kobiet jest w podobnej sytuacji...