Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 120 z 120 ]

66

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
czekoladazfigami napisał/a:

Mój mąż musi sobie nadążać z prasowaniem. Przez całe małżeństwo nie wyprasowałam mu żadnej koszuli. Ba żelazka w ręku nie miałam.

Biorę koszulę z szafy i się nie zastanawiam czy wyprasowana. Jak żona pyta czemu chodziłem w nieuprasowanej, to odpowiadam, że jak jej to robi różnicę, to niech prasuje. I tak 2/3 osób, które zauważą ten feler źle pomyśli o mojej żonie, że mnie tak puściła wink
W ten sposób rzadko jestem uprasowany tj. głównie jak żona każe mi się w coś ubrać.

Zobacz podobne tematy :
Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Snake napisał/a:
czekoladazfigami napisał/a:

Mój mąż musi sobie nadążać z prasowaniem. Przez całe małżeństwo nie wyprasowałam mu żadnej koszuli. Ba żelazka w ręku nie miałam.

Biorę koszulę z szafy i się nie zastanawiam czy wyprasowana. Jak żona pyta czemu chodziłem w nieuprasowanej, to odpowiadam, że jak jej to robi różnicę, to niech prasuje. I tak 2/3 osób, które zauważą ten feler źle pomyśli o mojej żonie, że mnie tak puściła wink
W ten sposób rzadko jestem uprasowany tj. głównie jak żona każe mi się w coś ubrać.


Mój chłop sam sobie prasuje. Na szczęście. Bo ugotować mu mogę obiad z 5 dań. Ale żelazka do łapy nie wezmę. Generalnie przed ślubem jakoś żył. Albo sam sobie radził, albo delegował zadania... wink

68

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Snake napisał/a:
czekoladazfigami napisał/a:

Mój mąż musi sobie nadążać z prasowaniem. Przez całe małżeństwo nie wyprasowałam mu żadnej koszuli. Ba żelazka w ręku nie miałam.

Biorę koszulę z szafy i się nie zastanawiam czy wyprasowana. Jak żona pyta czemu chodziłem w nieuprasowanej, to odpowiadam, że jak jej to robi różnicę, to niech prasuje. I tak 2/3 osób, które zauważą ten feler źle pomyśli o mojej żonie, że mnie tak puściła wink
W ten sposób rzadko jestem uprasowany tj. głównie jak żona każe mi się w coś ubrać.

Zawsze mnie to irytowało jak mama mi mówiła, że mam mieć idealnie wyprasowane ubrania, bo inaczej ludzie będą o niej źle myśleć big_smile kij z tym, że ubrania mną się też jak się je nosi.

Ja mojemu facetowi nie prasuję. Sobie od wielkiego dzwonu jak idziemy gdzieś oficjalnie i trzeba się ładnie ubrać.

69

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Moje koszulę identyfikują się jako uprasowane, a ja nie wnikam.

70

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
czekoladazfigami napisał/a:
Snake napisał/a:
czekoladazfigami napisał/a:

Mój mąż musi sobie nadążać z prasowaniem. Przez całe małżeństwo nie wyprasowałam mu żadnej koszuli. Ba żelazka w ręku nie miałam.

Biorę koszulę z szafy i się nie zastanawiam czy wyprasowana. Jak żona pyta czemu chodziłem w nieuprasowanej, to odpowiadam, że jak jej to robi różnicę, to niech prasuje. I tak 2/3 osób, które zauważą ten feler źle pomyśli o mojej żonie, że mnie tak puściła wink
W ten sposób rzadko jestem uprasowany tj. głównie jak żona każe mi się w coś ubrać.


Mój chłop sam sobie prasuje. Na szczęście. Bo ugotować mu mogę obiad z 5 dań. Ale żelazka do łapy nie wezmę. Generalnie przed ślubem jakoś żył. Albo sam sobie radził, albo delegował zadania... wink

czy tylko ja tu jestem gotująco-sprzątająco-ciastapiekąco-prasująca? Ja się chyba nie powinnam dziwić, że mam chłopa z poprzedniej epoki jak ja sama zatrzymałam się na etapie Flinstonów... Cholera ale frajerka ze mnie...

71

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Gotuję głównie ja, ale mąż jak ma czas (pracuje na jakieś nieludzkie i rozwalające dzień zmiany), też od tego nie stroni. Jeśli coś trzeba upiec albo przygotować przyjęcie, to jest to wyłącznie moja działka. Sprzątaniem się dzielimy. Codzienne zakupy robi mąż, ja raz w tygodniu, czasem raz na dwa tygodnie, głównie po to, aby kupić to co ja uważam za słuszne wink lub jest mi potrzebne, ewentualnie żeby pewne produkty i towary wybrać "po kobiecemu". Prasujemy każde sobie, ale jeśli coś jest wyjątkowo trudne "do obrobienia", jak choćby elegancki garnitur, to rzeczywiście ja się za to biorę. Ja upinam firanki i ja niestety myję okna, czego robić nie znoszę, choć to ostatnie też nie jest regułą. Jak trzeba coś uszyć, to rzecz jasna jest to moje zadanie, także wtedy, gdy nastąpi jakaś odzieżowa awaria. To również ja zajmuję się praniem, w tym regularną wymianą pościeli, ręczników itp. Dla przeciwwagi mąż ogarnia mój samochód i robi to najlepiej na świecie big_smile, on też zajmuje się stricte techniczną stroną domu.

Generalnie stanowimy dosyć zgrany team i jednak po prostu się uzupełniamy. Syn w tym uczestniczy i ostatnie czego bym sobie życzyła, to aby w przyszłości leżał i pachniał, oczekując, że kobieta będzie mu wszystko podtykać pod nos. To zresztą dlatego już dziś nie ma żadnej taryfy ulgowej i jest w tym względzie niemal samowystarczalny.

72

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Olinka. Identycznie jak u mnie tak swoją rodzinę opisałaś. Z tym, że mam jeszcze do ogarnięcia dom letniskowy - tam wyłącznie męska, techniczna robota.
Tak że  - rasowa - dużo jest mężczyzn pomagających w domu. Przecież wiedziałaś kogo bierzesz.

73

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Witek7 napisał/a:

Olinka. Identycznie jak u mnie tak swoją rodzinę opisałaś. Z tym, że mam jeszcze do ogarnięcia dom letniskowy - tam wyłącznie męska, techniczna robota.
Tak że  - rasowa - dużo jest mężczyzn pomagających w domu. Przecież wiedziałaś kogo bierzesz.

Witek, każdemu kto ma problem z drugą połówką możesz tak powiedzieć! I to nie jest tak, że narzekam, że jest za niski. Wtedy taka uwaga miałaby sens, wiele innych rzeczy wychodzi niestety z czasem, ludzie przestają się starać, zmieniają swoje zachowania. Ja pewnie też nie jestem taka sama.

Przyznaje jednak że jak poczytałam Wasze komentarze to widzę, że trochę byłam niesprawiedliwa. U nas mąż ogarnia ogród, garaż, zakupy. Ale z codziennych spraw wszystko na mojej głowie. Moja teściowa twierdzi że od 50 lat nie tknęła odkurzacza, mycie okien to dla niej abstrakcja, te sprawy ogarnia teść i nie trzeba mu przypominać. Mąż jak już poproszę to sprzątnie i zrobi to lepiej niż ja, ino sam nigdy nie wpadnie na pomysł by to zrobić co oznacza że to nadal jest na mojej głowie hmm

74

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Odpowiedzi typu 'wiedziałaś kogo bierzesz" raczej nie są pomocne, to jakby kogoś po wywrotce zapytać "czemu nie uważałaś/uważałeś"?

Nie ma znaczenia również dlaczego akurat teraz padło takie pytanie, ważne jest to że przyszły refleksje i jakaś chęć poprawy jakości relacji (inicjatywa zadania pytania na forum o tym świadczy).

Zacznę od tego, jak już wyżej napisano, krótka odpowiedź 'jest ok' nie musi oznaczać czegoś negatywnego. Ja jestem w bardzo szczęśliwym związku, jestem bardzo dumny ze swojej kobiety ale również miałbym problem z odpowiedzią na takie pytanie znienacka.
Spróbuj porozmawiać z mężem i zakomunikuj mu, że sprawiłby Ci wielką przyjemność gdyby postarał się odpowiedzieć na to pytanie, nie koniecznie w tym momencie ale np. pod koniec dnia.

Dodam jeszcze, że nie zgadzam się z tym, że jeżeli do tej pory nie byliście przyjaciółmi to już się tego nie zmieni. Owszem, zależy to od charakteru i na pewno nie będzie to wyglądało jak w wykonaniu kogoś z kogo płynie taki rodzaj relacji naturalnie, ale nie oznacza to że nie uzyskasz chociaż części tego co potrzebujesz. Najważniejsze są rozmowy, jeżeli jakiś problemów nie komunikuje się od razu, to wraz z czasem trudniej je rozwiązać, a najgorsze co można zrobić to je przemilczeć. Na początek możesz zapytać męża, czy jest coś co chciałby zmienić lub czego mu brakuje w Waszym związku, a następnie opisać czego Tobie brakuje (ale w delikatny sposób, bez oskarżeń i krytyki drugiej osoby). Również możesz dać mu trochę czasu gdyby był problem z uzyskaniem odpowiedzi od razu.

75

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
RafaliMarta napisał/a:

Odpowiedzi typu 'wiedziałaś kogo bierzesz" raczej nie są pomocne, to jakby kogoś po wywrotce zapytać "czemu nie uważałaś/uważałeś"?

Nie ma znaczenia również dlaczego akurat teraz padło takie pytanie, ważne jest to że przyszły refleksje i jakaś chęć poprawy jakości relacji (inicjatywa zadania pytania na forum o tym świadczy).

Zacznę od tego, jak już wyżej napisano, krótka odpowiedź 'jest ok' nie musi oznaczać czegoś negatywnego. Ja jestem w bardzo szczęśliwym związku, jestem bardzo dumny ze swojej kobiety ale również miałbym problem z odpowiedzią na takie pytanie znienacka.
Spróbuj porozmawiać z mężem i zakomunikuj mu, że sprawiłby Ci wielką przyjemność gdyby postarał się odpowiedzieć na to pytanie, nie koniecznie w tym momencie ale np. pod koniec dnia.

Dodam jeszcze, że nie zgadzam się z tym, że jeżeli do tej pory nie byliście przyjaciółmi to już się tego nie zmieni. Owszem, zależy to od charakteru i na pewno nie będzie to wyglądało jak w wykonaniu kogoś z kogo płynie taki rodzaj relacji naturalnie, ale nie oznacza to że nie uzyskasz chociaż części tego co potrzebujesz. Najważniejsze są rozmowy, jeżeli jakiś problemów nie komunikuje się od razu, to wraz z czasem trudniej je rozwiązać, a najgorsze co można zrobić to je przemilczeć. Na początek możesz zapytać męża, czy jest coś co chciałby zmienić lub czego mu brakuje w Waszym związku, a następnie opisać czego Tobie brakuje (ale w delikatny sposób, bez oskarżeń i krytyki drugiej osoby). Również możesz dać mu trochę czasu gdyby był problem z uzyskaniem odpowiedzi od razu.

Bardzo Ci dziękuję za tę empatyczną i mądrą odpowiedź wink Możliwe, że jeszcze kiedyś zadam takie pytanie i zastosuję się do wszystkich wskazówek jakie zostały tu udzielone

76

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
ra-sowa napisał/a:
czekoladazfigami napisał/a:
Snake napisał/a:

Biorę koszulę z szafy i się nie zastanawiam czy wyprasowana. Jak żona pyta czemu chodziłem w nieuprasowanej, to odpowiadam, że jak jej to robi różnicę, to niech prasuje. I tak 2/3 osób, które zauważą ten feler źle pomyśli o mojej żonie, że mnie tak puściła wink
W ten sposób rzadko jestem uprasowany tj. głównie jak żona każe mi się w coś ubrać.


Mój chłop sam sobie prasuje. Na szczęście. Bo ugotować mu mogę obiad z 5 dań. Ale żelazka do łapy nie wezmę. Generalnie przed ślubem jakoś żył. Albo sam sobie radził, albo delegował zadania... wink

czy tylko ja tu jestem gotująco-sprzątająco-ciastapiekąco-prasująca? Ja się chyba nie powinnam dziwić, że mam chłopa z poprzedniej epoki jak ja sama zatrzymałam się na etapie Flinstonów... Cholera ale frajerka ze mnie...

Pytanie jest, czy lubisz tak robic?
Moje malzenstwo tak nie wyglada. Ciasto pieke czasem sama, czesto razem. Ja mowie co robic, a maz robi podczas gdy ja robie jakas inna czesc i razem szybciej nam idzie.
Gotuje tez czasem sama (zalezy co, jezeli cos co jest moja specjalnoscia to wole sama jak np francuska zupa cebulowa) albo razem albo maz sam gotuje bo gotuje swietnie. Zalezy jaki nastroj panuje, jezeli mam nastroj, ze mi sie nie chce gotowac, ale chce mi sie jesc czegos to mowie to mezowi i on idzie do kuchni  i mi to gotuje. Czasami tak jest codziennie, czasami jest sezon, ze ja robie wiecej.
Pranie robimy razem, wieszamy razem. Nigdy nie prasuje rzeczy mojego meza, ani on moich.

77 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-08-24 22:56:29)

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Wiele rzeczy na mój temat PP mówił mimochodem, w rozmowach, nie musiałabym go jakoś specjalnie pytać, żeby wiedzieć, co o mnie myśli.
Takie wypowiedzi są najfajniejsze, bo niewymuszone.

Moim zdaniem mąż autorki miał problem z odpowiedzią na pytanie, gdyż zabrzmiało ono zbyt ogólnie. Po prostu nie wiedział, do czego się odnieść.

78

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Zupa podana, dupcia podana, koszule wyprasowane, no jak jest? Jest ok.
Jeśli facet nie jest wylewny, to jest to pytanie mina z gatunku "kochanie, czy jestem gruba?". Wtedy włącza się w nim tryb protokołu dyplomatycznego i uruchamia się zestaw odpowiedzi nie budzących konfliktów jak "skądże", "oczywiście, że nie", "lubię Cię taką, jaka jesteś". Ale kobieta pomyśli "Czyli jestem gruba".
Jesteś ok, czyli jesteś kochana, lubię mieć Cię koło siebie, lubię jak coś robisz dla mnie, lubię jak się mną zajmujesz, jak dbasz o dom i dzieci, czuje się bezpiecznie przy Tobie, bo jesteś ok.
No przepraszam, że kolega, Twój mąż znaczy, nie potrafił Ci w tamtym momencie powiedzieć, że jesteś jego promyczkiem, który rozjaśnia istotę jego życia i piękną duszą.

79 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2020-08-24 23:56:41)

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
m4jkel napisał/a:

Zupa podana, dupcia podana, koszule wyprasowane, no jak jest? Jest ok.
Jeśli facet nie jest wylewny, to jest to pytanie mina z gatunku "kochanie, czy jestem gruba?". Wtedy włącza się w nim tryb protokołu dyplomatycznego i uruchamia się zestaw odpowiedzi nie budzących konfliktów jak "skądże", "oczywiście, że nie", "lubię Cię taką, jaka jesteś". Ale kobieta pomyśli "Czyli jestem gruba".
Jesteś ok, czyli jesteś kochana, lubię mieć Cię koło siebie, lubię jak coś robisz dla mnie, lubię jak się mną zajmujesz, jak dbasz o dom i dzieci, czuje się bezpiecznie przy Tobie, bo jesteś ok.
No przepraszam, że kolega, Twój mąż znaczy, nie potrafił Ci w tamtym momencie powiedzieć, że jesteś jego promyczkiem, który rozjaśnia istotę jego życia i piękną duszą.

Wydaje mi sie, ze taka odpowiedz to jest zwyczajnie charakter jej meza. Tez wyzej Mr_Str4nger wspominal, slusznie o kulturze jaka panuje.
Jednak bycie 'ok' lub bycie 'milym' jest... takie jak flaki z olejem.
Pamietam, ze kolega raz mi mowil o swojej kobiecie 'to jest mila dziewczyna' i wiedzialam juz, ze bedzie rozstanie. I bylo rozstanie.
Teraz ona jest z kims kto uwaza, ze jest najlepsza i godna podziwu.
Taka odpowiedz ma brak jakichkolwiek emocji i dlatego brzmi tak zle.
Juz lepsza jest odpowiedz negatywna haha.

Wydaje mi sie, ze nie da sie nagle wymagac by zwiazek zmienil drastycznie tory po jakim sie porusza.
Jak widze swoja relacje z mezem i nasz styl zycia domowego to moglabym powiedziec, ze to jest zycie jak z przyjaciolka (jezeli wyjmie sie zwiazek) bo sa glebokie rozmowy, jest wspolne zajmowanie sie domem i tak dalej. Mowie z 'przyjaciolka', a nie z 'przyjacielem' z powodu tego jak kulturowo kobieca przyjazn jest widziana jako bliska i bardziej gleboka i bardziej rowna. Tak samo jak my nie mozemy nagle stac sie taka typowa para romatyczna, tak samo nie moze sie stac nagle odwrotnie. Takie cos mozna zmienic, byc moze, ale osobowosci ludzkiej nie zmienisz.
Jezeli maz jest taki mrukowaty, odpowiada jednym slowem i przede wszystkim: Jezeli nie ma bogatego zycia wewnetrznego, wielu przemyslen, ukrytych emocji... To z pustego sie nie naleje. Niektorzy podchodza do zycia prosto i nie mysla za duzo.

80

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
m4jkel napisał/a:

Jesteś ok, czyli jesteś kochana, lubię mieć Cię koło siebie, lubię jak coś robisz dla mnie, lubię jak się mną zajmujesz, jak dbasz o dom i dzieci, czuje się bezpiecznie przy Tobie, bo jesteś ok.
No przepraszam, że kolega, Twój mąż znaczy, nie potrafił Ci w tamtym momencie powiedzieć, że jesteś jego promyczkiem, który rozjaśnia istotę jego życia i piękną duszą.

Ładnie napisane smile.

Jeśli zaś mowa o pytaniach-minach, to rzeczywiście one potrafią być zmorą i pewnie niejednego męża/partnera przyprawiają o palpitacje serca.
Niedawno sama zadałam mężowi jedno z nich, odpowiedział tak, że spokojnie można byłoby znaleźć w tym drugie, a nawet trzecie dno. Na szczęście szybko się zreflektowałam, zaczęłam śmiać i prześmiewczo pociągnęłam temat dalej - jak mogłaby ta dyskusja wyglądać, gdybym sama o sobie nie wiedziała tego, o co kokieteryjnie zapytałam, a czego jestem niemal w 100% pewna.

Edit:
W sumie z moim mężem nie bardzo da się grać w te gierki, bo on już doskonale wie co należy powiedzieć, by nie wpakować się na minę, a co może stać się niebezpieczne wink. Nawet dziś zainspirowana tym wątkiem usiłowałam wciągnąć go w stosowną dyskusję, ale szybko stwierdziłam, że to jest bez sensu, bo nawet jeśli coś będzie zgodne z prawdą, to i tak w pierwszej kolejności nie usłyszę, że dobrze gotuję albo perfekcyjnie dbam o dom, które to w założeniu mają świadczyć, że mnie docenia, bo szybko dostanie po głowie, że jest tak przyziemny, hahaha. Tak że tego...

81 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2020-08-25 00:19:23)

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Olinka napisał/a:
m4jkel napisał/a:

Jesteś ok, czyli jesteś kochana, lubię mieć Cię koło siebie, lubię jak coś robisz dla mnie, lubię jak się mną zajmujesz, jak dbasz o dom i dzieci, czuje się bezpiecznie przy Tobie, bo jesteś ok.
No przepraszam, że kolega, Twój mąż znaczy, nie potrafił Ci w tamtym momencie powiedzieć, że jesteś jego promyczkiem, który rozjaśnia istotę jego życia i piękną duszą.

Ładnie napisane smile.

Jeśli zaś mowa o pytaniach-minach, to rzeczywiście one potrafią być zmorą i pewnie niejednego męża/partnera przyprawiają o palpitacje serca.
Niedawno sama zadałam mężowi jedno z nich, odpowiedział tak, że spokojnie można byłoby znaleźć w tym drugie, a nawet trzecie dno. Na szczęście szybko się zreflektowałam, zaczęłam śmiać i prześmiewczo pociągnęłam temat dalej - jak mogłaby ta dyskusja wyglądać, gdybym sama o sobie nie wiedziała tego, o co kokieteryjnie zapytałam, a czego jestem niemal w 100% pewna.

Edit:
W sumie z moim mężem nie bardzo da się grać w te gierki, bo on już doskonale wie co należy powiedzieć, by nie wpakować się na minę, a co może stać się niebezpieczne wink. Nawet dziś zainspirowana tym wątkiem usiłowałam wciągnąć go w stosowną dyskusję, ale szybko stwierdziłam, że to jest bez sensu, bo nawet jeśli coś będzie zgodne z prawdą, to i tak w pierwszej kolejności nie usłyszę, że dobrze gotuję albo perfekcyjnie dbam o dom, które to w założeniu mają świadczyć, że mnie docenia, bo szybko dostanie po głowie, że jest tak przyziemny, hahaha. Tak że tego...

U nas w relacji panuje calkowita szczerosc. Dlatego nikt nie unika miny mozliwej i nie odpowiada zachowawczo. Lepszy dla nas konflikt niz wymijanie. 
Nawet byla taka rozmowa przed slubem naszym 'Mowilas, ze ta suknia slubna jest ciasna i na Twoj wymiar, ale wydaje mi sie, ze przytylas. Wejdziesz w nia teraz?' 
Albo ja mowie 'jezu, nie wyszla mi ta zapiekanka! Ale jestem wkurzona' On na to 'No jakas inna jest, bez smaku. Co poprzednio zrobilas inaczej?'

Chociaz z drugiej strony, ja nie zadaje pytan w stylu 'czy ladnie wygladam' tylko mowie to 'patrz! ale ladnie wygladam'.

Wydaje mi sie, ze maz autorki odpowiadajac o niej w sposob nijaki jak gdyby byla takim sobie obiadem w resto... Nie byl wcale zachowawczy. Wrecz przeciwnie. Autorko czy on kiedykolwiek jest entuzjatyczny. Na przyklad jak zje ulubione jedzenie i super smakujace to mowi o tym, ze bylo super? Czy nie wyraza swoich opinii w taki sposob?

82

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Mnie się w ogóle wydaje, że o wiele cenniejsze jest to, co usłyszy się z własnej inicjatywy partnera, nawet jeśli zostanie powiedziane między wierszami. Metoda nacisku, przesłuchania - to się prawie nigdy nie sprawdza, ponadto buduje właśnie tę atmosferę niepewności, może zakłopotania.

Ja w gruncie rzeczy zachowuję się podobnie do Ciebie - samą siebie potrafię głośno skrytykować lub pochwalić, mąż wtedy albo temu zaprzeczy, albo poprze. Nie obrażam się, nie złoszczę, w końcu nie chodzi o to, żeby mi bezpodstawnie słodził, w zamian jeśli już pojawi się komplement, to mam świadomość, że jest w pełni szczery.

83

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Olinka napisał/a:

Mnie się w ogóle wydaje, że o wiele cenniejsze jest to, co usłyszy się z własnej inicjatywy partnera, nawet jeśli zostanie powiedziane między wierszami. Metoda nacisku, przesłuchania - to się prawie nigdy nie sprawdza, ponadto buduje właśnie tę atmosferę niepewności, może zakłopotania.

Ja w gruncie rzeczy zachowuję się podobnie do Ciebie - samą siebie potrafię głośno skrytykować lub pochwalić, mąż wtedy albo temu zaprzeczy, albo poprze. Nie obrażam się, nie złoszczę, w końcu nie chodzi o to, żeby mi bezpodstawnie słodził, w zamian jeśli już pojawi się komplement, to mam świadomość, że jest w pełni szczery.

zgadzam się z tym. lepiej słuchać partnera w codziennych sytuacjach i wyciągnać wnioski na podstawie bieżących obserwacji niż zadawać pytania "co o mnie myslisz".
jak zrobisz obiad i mąż po nim mówi "ale to było pyszne, rób częściej" to oznacza zapewne że lubi twoją kuchnię i docenia twoje umiejetnosci kulinarne.

jak ja ostatnio ciężko pracuję i mi partner mowi, że dzialna jestem to wiem, że budzi w nim to podziw i troskę. nie trzeba wtedy wyciągać od kogoś co o mnie myśli. to się słyszy między wierszami.

84 Ostatnio edytowany przez ra-sowa (2020-08-25 09:04:59)

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Olinka napisał/a:

Mnie się w ogóle wydaje, że o wiele cenniejsze jest to, co usłyszy się z własnej inicjatywy partnera, nawet jeśli zostanie powiedziane między wierszami. Metoda nacisku, przesłuchania - to się prawie nigdy nie sprawdza, ponadto buduje właśnie tę atmosferę niepewności, może zakłopotania.

Ja w gruncie rzeczy zachowuję się podobnie do Ciebie - samą siebie potrafię głośno skrytykować lub pochwalić, mąż wtedy albo temu zaprzeczy, albo poprze. Nie obrażam się, nie złoszczę, w końcu nie chodzi o to, żeby mi bezpodstawnie słodził, w zamian jeśli już pojawi się komplement, to mam świadomość, że jest w pełni szczery.

Zgadzam się że pytania miny są upierdliwe. Mąż mógł wyczuć, że żadna odpowiedź nie będzie wystarczająca więc próbował katapultować się jakąś bezpieczną acz wykrętną gadką.

Jeden z moich znajomych na pytanie, jaka jest jego nowa znajoma odparł: jest odpowiedzialna. w jednym filmie pan pytał panią jaki jest jej mąż, ona na to - czysty. Chyba już wolę być OK...

85

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Olinka napisał/a:

W sumie z moim mężem nie bardzo da się grać w te gierki, bo on już doskonale wie co należy powiedzieć, by nie wpakować się na minę, a co może stać się niebezpieczne wink. Nawet dziś zainspirowana tym wątkiem usiłowałam wciągnąć go w stosowną dyskusję, ale szybko stwierdziłam, że to jest bez sensu, bo nawet jeśli coś będzie zgodne z prawdą, to i tak w pierwszej kolejności nie usłyszę, że dobrze gotuję albo perfekcyjnie dbam o dom, które to w założeniu mają świadczyć, że mnie docenia, bo szybko dostanie po głowie, że jest tak przyziemny, hahaha. Tak że tego...

Po latach życia razem to się wie. Nawet z niewerbalnych komunikatów umie się wyciągać wnioski np. "ohooo, będzie się działo!" tongue Nawet w dowcipach o tym piszą, że jedno z najbardziej niebezpiecznych słów wypowiadanych przez kobietę brzmi NIC. Kochanie, coś się stało? NIC.....! Kochanie ale o co ci chodzi? O NIC! I już wiesz, że masz przesrane wink Życie mężczyzny tak przedstawiane jako wesołe życie trutnia, jest tak naprawdę porównywalne tylko z ciężką służbą sapera na wojnie. Musi umieć omijać wykrywać i omijać pola minowe, a w razie konieczności to patyk w rękę i idziesz rozbrajać...
Nic dziwnego, że po całym dniu takiej wyczerpującej walki facet chce sobie w milczeniu z piwem w ręku pogapić się w telewizor tongue

86

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Snake napisał/a:
Olinka napisał/a:

W sumie z moim mężem nie bardzo da się grać w te gierki, bo on już doskonale wie co należy powiedzieć, by nie wpakować się na minę, a co może stać się niebezpieczne wink. Nawet dziś zainspirowana tym wątkiem usiłowałam wciągnąć go w stosowną dyskusję, ale szybko stwierdziłam, że to jest bez sensu, bo nawet jeśli coś będzie zgodne z prawdą, to i tak w pierwszej kolejności nie usłyszę, że dobrze gotuję albo perfekcyjnie dbam o dom, które to w założeniu mają świadczyć, że mnie docenia, bo szybko dostanie po głowie, że jest tak przyziemny, hahaha. Tak że tego...

Po latach życia razem to się wie. Nawet z niewerbalnych komunikatów umie się wyciągać wnioski np. "ohooo, będzie się działo!" tongue Nawet w dowcipach o tym piszą, że jedno z najbardziej niebezpiecznych słów wypowiadanych przez kobietę brzmi NIC. Kochanie, coś się stało? NIC.....! Kochanie ale o co ci chodzi? O NIC! I już wiesz, że masz przesrane wink Życie mężczyzny tak przedstawiane jako wesołe życie trutnia, jest tak naprawdę porównywalne tylko z ciężką służbą sapera na wojnie. Musi umieć omijać wykrywać i omijać pola minowe, a w razie konieczności to patyk w rękę i idziesz rozbrajać...
Nic dziwnego, że po całym dniu takiej wyczerpującej walki facet chce sobie w milczeniu z piwem w ręku pogapić się w telewizor tongue

nie pozostaje mi nic innego jak się zgodzić. Twierdzę jednak, że zanim macie przed sobą minę przeciwpiechotną z każdej możliwej strony, mieliście kapiszon, łatwy do rozbrojenia ot tak. Tylko ewolucja przeskoczyła u Was ten etap, który pozwalał na dostrzeżenie zagrożenia dopóki nie ma ono rozmiaru mamuta. Często słyszę, że kobiety czepiają się drobiazgów i robią z igły widły. To potem są już bracie tylko widły

87 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-08-25 09:46:22)

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Moja najbliższa przyjaciółka, osoba niezwykle wrażliwa i uczuciowa, która notabene, zarzuca mi, że myślę jak facet wink, rozbraja mnie swoim "nic", gdy pytam ją, co słychać. Po tym "niczym" następuje elaborat smile

Nie wiem, czy aż tak bardzo jestem "męska", nie wydaje mi się, ale w moich "siostrach" czasami drażni mnie to wieczne dzielnie włosa na czworo i mnożenie problemów.
Aczkolwiek pamiętam swój zawód, kiedy zapytałam męża, dlaczego ze mną jest, co we mnie lubi. Wiecie, co mi odpowiedział? "Lubię, kiedy się złościsz"! Więcej nic nie zdołał z siebie wydusić, po prostu go to przerastało i zapewne drażniło tzw. upierdliwością.
Ale mój mąż taki po prostu był. Słowo nie było jego żywiołem. Za to teraz, kilka lat po rozwodzie, dwa po jego śmierci, dostrzegam wiele niewypowiedzianych słowami treści.
Nie związałabym się z nim po raz drugi, bo to była zupełna pomyłka, ale widzę, jak często go nie rozumiałam.

PP mi mówił, że np. jestem mądra, że mam poczucie humoru, nazywał mnie czubkiem i był to komplement. Mówił też z przekąsem, że Piegowata na wszystko ma czas i że czego nie dotknie to zepsuje big_smile

88

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
ra-sowa napisał/a:

Często słyszę, że kobiety czepiają się drobiazgów i robią z igły widły. To potem są już bracie tylko widły

Nie, to działa inaczej. Jeśli ktoś się czepia drobiazgów, dzieli włos na czworo, to się tym możesz przejmować... jakiś rok, może dwa. Potem zdrowe zmęczenie materiału, jak też stępienie wrażliwości na bodźce powoduje, że twoja percepcja to pomija. To stąd się bierze najczęściej, że "jemu trzeba wszystko kilka razy powtarzać". Obserwuje to po swoich synach, którzy mają już świetnie wykształcony stępiony słuch na słowa matki. Jest to typowe zjawisko reakcji na pewną formę kobiecej ekspresji. Gada, bo gada, musi sobie pogadać, kto by tego słuchał? Oczywiście pozostaje wrażliwość na pewne słowa klucze, które sygnalizują wejście na minę wink
To się w facetach kształtuje od dziecka. Skoro moje chłopaki już doskonale odróżniają co mówi ojciec, a co matka. Wiedzą, że kiedy mówi ojciec, to jest to komunikat jasno powiązany z konkretnym działaniem. Kiedy mówi matka no to... mówi wink

89 Ostatnio edytowany przez ra-sowa (2020-08-25 10:42:50)

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Snake napisał/a:
ra-sowa napisał/a:

Często słyszę, że kobiety czepiają się drobiazgów i robią z igły widły. To potem są już bracie tylko widły

Nie, to działa inaczej. Jeśli ktoś się czepia drobiazgów, dzieli włos na czworo, to się tym możesz przejmować... jakiś rok, może dwa. Potem zdrowe zmęczenie materiału, jak też stępienie wrażliwości na bodźce powoduje, że twoja percepcja to pomija. To stąd się bierze najczęściej, że "jemu trzeba wszystko kilka razy powtarzać". Obserwuje to po swoich synach, którzy mają już świetnie wykształcony stępiony słuch na słowa matki. Jest to typowe zjawisko reakcji na pewną formę kobiecej ekspresji. Gada, bo gada, musi sobie pogadać, kto by tego słuchał? Oczywiście pozostaje wrażliwość na pewne słowa klucze, które sygnalizują wejście na minę wink
To się w facetach kształtuje od dziecka. Skoro moje chłopaki już doskonale odróżniają co mówi ojciec, a co matka. Wiedzą, że kiedy mówi ojciec, to jest to komunikat jasno powiązany z konkretnym działaniem. Kiedy mówi matka no to... mówi wink

a ja słyszę pytanie: jak to jest że oni (dwóch nastolatków) ciebie słuchają a mnie nie. Ja nie gadam, żeby gadać. Psy tez słuchają się mnie najbardziej wink

90

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Wielokrotnie już tutaj, na forum, pisałam, ale raz jeszcze powtórzę, że o ile lubię głębokie rozmowy, to w codzienności bliżej mi do faceta - jestem konkretna, oszczędna w słowach, nie gadam po to tylko, żeby gadać. To mnie zwyczajnie pozbawia energii. 
Nie dalej jak wczoraj usłyszałam od męża powiązany z tym komplement: jak to fajnie, że na co dzień nie jesteś tak męcząca, jak żona T. (współpracownik), który to akurat opowiadał mu jakim wyzwaniem było spędzić z własną kobietą tydzień urlopu sam na sam. Mój dla odmiany uznał, że w moim towarzystwie świetnie mu się wypoczywa i to właśnie dlatego, że nie marudzę, nie księżniczkuję, nie suszę głowy o jakieś bzdury, nie dzielę tego przysłowiowego włosa na czworo. Nie powiem, zrobiło mi się całkiem miło smile.

91

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Olinka napisał/a:

Wielokrotnie już tutaj, na forum, pisałam, ale raz jeszcze powtórzę, że o ile lubię głębokie rozmowy, to w codzienności bliżej mi do faceta - jestem konkretna, oszczędna w słowach, nie gadam po to tylko, żeby gadać. To mnie zwyczajnie pozbawia energii. 
Nie dalej jak wczoraj usłyszałam od męża powiązany z tym komplement: jak to fajnie, że na co dzień nie jesteś tak męcząca, jak żona T. (współpracownik), który to akurat opowiadał mu jakim wyzwaniem było spędzić z własną kobietą tydzień urlopu sam na sam. Mój dla odmiany uznał, że w moim towarzystwie świetnie mu się wypoczywa i to właśnie dlatego, że nie marudzę, nie księżniczkuję, nie suszę głowy o jakieś bzdury, nie dzielę tego przysłowiowego włosa na czworo. Nie powiem, zrobiło mi się całkiem miło smile.

super! na pewno fajnie się poczułaś smile

92

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

No wlaśnie, cięzko relaksować sie przy kimś, kto ciągle wierci dziurę w brzuchu..
Jesli Twój mąż tez jest czlowiekiem przy ktorym wypoczywa sie bez spiny, to gratulacje

93

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
ra-sowa napisał/a:
Olinka napisał/a:

Wielokrotnie już tutaj, na forum, pisałam, ale raz jeszcze powtórzę, że o ile lubię głębokie rozmowy, to w codzienności bliżej mi do faceta - jestem konkretna, oszczędna w słowach, nie gadam po to tylko, żeby gadać. To mnie zwyczajnie pozbawia energii. 
Nie dalej jak wczoraj usłyszałam od męża powiązany z tym komplement: jak to fajnie, że na co dzień nie jesteś tak męcząca, jak żona T. (współpracownik), który to akurat opowiadał mu jakim wyzwaniem było spędzić z własną kobietą tydzień urlopu sam na sam. Mój dla odmiany uznał, że w moim towarzystwie świetnie mu się wypoczywa i to właśnie dlatego, że nie marudzę, nie księżniczkuję, nie suszę głowy o jakieś bzdury, nie dzielę tego przysłowiowego włosa na czworo. Nie powiem, zrobiło mi się całkiem miło smile.

super! na pewno fajnie się poczułaś smile

Ja ostatnio od męża też usłyszałam komplement między wierszami. Coś w stylu jak Ty smile. Powiedział, że cieszy się z takiej żony. Nie marudzę, na urlopie może sobie wypić, pobawić się. Za to, że czasami jestem jego szoferem, nawet o 4 rano.
Ale największy komplementem usłyszałam przez przypadek. Poszłam do męża, a on rozbawiał ze znajomymi i nie widząc mnie tak mnie wychwalał, że osłupiałam.
Ale do czego zmierzam,wtedy udałam, że nie nie słyszałam. A wieczorem spytałam za co mnie kocha i co powiedział? Za to, że jesteś smile
Także dostałam odpowiedź prostą i myślę, że dla niego najlepszą smile

94

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
WiolaK napisał/a:

Poszłam do męża, a on rozbawiał ze znajomymi i nie widząc mnie tak mnie wychwalał, że osłupiałam

Zawsze uważałem, że tylko ostatni jeleń obgaduje, narzeka na swoją żonę w towarzystwie. Nawet jeśli ma obiektywne powody. Rozsądek podpowiada, że w rzeczonym towarzystwie należy zalety swej połowicy wychwalać wink

A poza tym dziś wieczór chodzę i jęczę po domu, wychwalając sam przed sobą swoje przewagi i ludzką niewdzięczność. Otóż, przeprowadziłem osobiście przeprowadzkę żoninego telefonu. Odebrałem przesyłkę z nowym smartfonem. Tenże smartfon zabrałem do fachowca, który zamontował szkiełko ochronne. Kupiłem gustowne ochronne etui. Potem siedziałem i instalowałem aplikacje, przenosiłem kontakty, hasła, itp. Dałem gotowy do użytkowania. Teraz siedzę, piję wino i klnę, że nie ma wdzięczności na tym świecie... lol

95

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Poczekaj jeszcze wcześnie.

96

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
paslawek napisał/a:

Poczekaj jeszcze wcześnie.

Eeee tam, z fizjologią nie wygram.

97

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Snake napisał/a:
paslawek napisał/a:

Poczekaj jeszcze wcześnie.

Eeee tam, z fizjologią nie wygram.

dobrze, że masz forum na którym się możesz pożalić wink

98

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Trzeba nieustannie komplementować między wierszami. Osobiście lubię to robić, i od żony też usłyszę dobre słowo. Chociaż najlepsze co od niej usłyszałem, z jej własnej inicjatywy, nie pytana o nic, powiedziała: wiesz czemu jestem z Tobą? Bo sprawiasz, że czuję się piękna.Z jednej strony zaskoczenie, z drugiej informacja, że robię to dobrze. W sensie że daję jej poczucie bycia kochaną i że biorą ją w całości, jaka jest.
Jednak każdy ma też jakieś wady i z tych też trzeba czasem umieć przekuć w quasi komplement. Jak wtedy, gdy siedzi i ogląda serial, już kolejny odcinek, a mnie nosi, żeby coś w końcu zrobiła poza gapieniem się w TV. Wiem, że do niczego jej nie zmuszę, bo nie lubię tego robić, więc ostatnio powiedziałem "wkur...sz mnie tymi serialami, a i tak cię kocham". Zatrzymała serial, wpiła się w moje usta. Po czym dokończyła odcinek i wzięła się do roboty.
No cóż, zabić nie można, tylko kochać. smile

A propos słynnego NIC. Nie u mnie. Nu, nu, nie ma takiej opcji. Jak chodzi zła jak osa i trajkocze, że nic się nie dzieje, to jest dywanik i spowiedź święta pod przymusem. Wolę najgorszą prawdę, niż cały dzień jej skopanego humoru, bo NIC. Nie ma NIC, kurna. Potem okazuje się, to jakaś pierdoła do wyjaśnienia w 3 sekundy i jest lepiej.
Do tego, co napisał Snake, czysta prawda, oparta na 12 letnim pożyciu małżeńskim, dodam tylko takie przypomnienie: faceci potrafią nie myśleć. Jak wasz partner siedzi i nic nie robi, to znaczy, że siedzi i nic nie robi, nawet nie myśli. On JEST i to mu wystarcza. Nie ma w tym filozofii. Neurony śmigają ślepakami, nie niosą informacji, aż w końcu podleci taka "piwa bym się napił".

99

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
m4jkel napisał/a:

Do tego, co napisał Snake, czysta prawda, oparta na 12 letnim pożyciu małżeńskim, dodam tylko takie przypomnienie: faceci potrafią nie myśleć. Jak wasz partner siedzi i nic nie robi, to znaczy, że siedzi i nic nie robi, nawet nie myśli. On JEST i to mu wystarcza. Nie ma w tym filozofii. Neurony śmigają ślepakami, nie niosą informacji, aż w końcu podleci taka "piwa bym się napił".

Taaaak, to jest to Wasze słynne, magiczne, a nam, kobietom, zupełnie obce, tzw. pudełko "NIC" big_smile. Był kiedyś na ten temat filmik na YouTube - genialny i jakże prawdziwy!

Ela210 napisał/a:

No wlaśnie, cięzko relaksować sie przy kimś, kto ciągle wierci dziurę w brzuchu..
Jesli Twój mąż tez jest czlowiekiem przy ktorym wypoczywa sie bez spiny, to gratulacje

Ba, od takiej osoby w końcu zaczyna się uciekać, bo chyba każdy z nas lubi mieć choć odrobinę tzw. świętego spokoju. No dobrze, życie pokazuje, że niestety nie każdy big_smile.

Po ostatnich wakacjach oboje głośno przyznaliśmy, że bardzo dobrze nam się ze sobą podróżuje i bardzo dobrze wypoczywa. Choć ogólnie jesteśmy dosyć różni, to jednak w tym temacie lubimy tzw. złoty środek, czyli dobrze jest, jeśli coś się dzieje, ale równocześnie nie można poczuć przesytu. Jednym słowem jest czas na działanie i rozmowy, ale i czas na spokój i milczenie.
A skoro już o podróży mowa, to nawet jeśli przez kilka godzin jedziemy samochodem, to zwykle w końcu nastaje cisza, jedynie od czasu do czasu przerywana jakimś niewymuszonym pytaniem albo stwierdzeniem. Nie zniosłabym na tak niewielkiej przestrzeni kogoś, kto potrafi przez kilka godzin nadawać jak katarynka, a znam takich.

100

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Snake napisał/a:
WiolaK napisał/a:

Poszłam do męża, a on rozbawiał ze znajomymi i nie widząc mnie tak mnie wychwalał, że osłupiałam

Zawsze uważałem, że tylko ostatni jeleń obgaduje, narzeka na swoją żonę w towarzystwie. Nawet jeśli ma obiektywne powody. Rozsądek podpowiada, że w rzeczonym towarzystwie należy zalety swej połowicy wychwalać wink

A poza tym dziś wieczór chodzę i jęczę po domu, wychwalając sam przed sobą swoje przewagi i ludzką niewdzięczność. Otóż, przeprowadziłem osobiście przeprowadzkę żoninego telefonu. Odebrałem przesyłkę z nowym smartfonem. Tenże smartfon zabrałem do fachowca, który zamontował szkiełko ochronne. Kupiłem gustowne ochronne etui. Potem siedziałem i instalowałem aplikacje, przenosiłem kontakty, hasła, itp. Dałem gotowy do użytkowania. Teraz siedzę, piję wino i klnę, że nie ma wdzięczności na tym świecie... lol

Dostałeś zaufanie i transparentność, reszta kiedyś indziej smile

101 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-08-26 10:35:11)

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Czas jakąś gorzką kawę wypić, bo zaraz zemdleję od tego zaslodzenia..:)
U mnie marudzil ex malzonek. O wszystko.
Co lepsze, nie bylam.w stanie tego zauważyć, dopóki się nie wyprowadził.
Jak czasem z koniecznosci pojawia się w moim zyciu i z rozpędu rzuca krytykę rzeczy, które juz go nie dotyczą w żaden sposób, to czuję jakbym się odtruła.:)
Co lepsze i dziwniejsze, ja nie krytykowalam go prawie nigdy, bo w zyciu szkoda mi nerwów na rzeczy malo istotne.
To pokazuje że w parze grunt to się wlasciwie dobrać. Dlatego jak coś mocno zgrzyta na początku, to lepiej nie wierzyć w mityczne docieranie się i to przerwać.

102

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Ela210 napisał/a:

To pokazuje że w parze grunt to się wlasciwie dobrać. Dlatego jak coś mocno zgrzyta na początku, to lepiej nie wierzyć w mityczne docieranie się i to przerwać.

Też tak uważam. Jeśli nie mogę być sobą, jeśli nie akceptuję drugiego człowieka, to związek nie ma dla mnie sensu.

103

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Ela210 napisał/a:

Czas jakąś gorzką kawę wypić, bo zaraz zemdleję od tego zaslodzenia..:)
U mnie marudzil ex malzonek. O wszystko.
Co lepsze, nie bylam.w stanie tego zauważyć, dopóki się nie wyprowadził.
Jak czasem z koniecznosci pojawia się w moim zyciu i z rozpędu rzuca krytykę rzeczy, które juz go nie dotyczą w żaden sposób, to czuję jakbym się odtruła.:)
Co lepsze i dziwniejsze, ja nie krytykowalam go prawie nigdy, bo w zyciu szkoda mi nerwów na rzeczy malo istotne.
To pokazuje że w parze grunt to się wlasciwie dobrać. Dlatego jak coś mocno zgrzyta na początku, to lepiej nie wierzyć w mityczne docieranie się i to przerwać.

mój ostatni ex taki był.  maruda i krytykant o każdą pierdołę, czepiający się o nieistotne bzdury.
oczywiście zwala to na depresję. po  rozstaniu odżyłam. do dziś taki jest jak przez jakiś czas nie bierze leków.

104

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Ooo, a ja lubię czasem pomarudzić wink Na przykład wczoraj. Sięgam w kuchni do szuflady po wykałaczkę i wołam - ej, gdzie są wykałaczki? Aaaa, widzę, tj. są dokładnie po przekątnej. Żona mówi - przestawiłam żeby ci było wygodniej. Ja na to - no jasne... jak już ogarnąłem, że leżą w jednym miejscu, to mi przestawiasz w drugie...
I tak jest z różnym rzeczami, średnio tak co pół roku zmieniają położenie żebym się nie przyzwyczajał...

105

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Nie chodzi o takie bzdurki, tylko ogólne życiowe marudzenie.

106

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Z tytułowym problemem autorki (pomijając prawdziwe jego powody) skojarzyła mi się ta wypowiedź:

"Mężczyzna kocha nie samą kobietę, a swój stan przy niej. Swoje samopoczucie.
Dlatego Prawdziwa Kobieta nie musi być najładniejsza, najinteligentniejsza i odnosząca sukcesy w życiu społecznym. Prawdziwa Kobieta obdarowuje mężczyznę przede wszystkim stanem, a nie mądrością, nie pięknem, nie ciałem, nie sukcesami. Kobieta, która stwarza u mężczyzny szczególny stan – męski, zawsze będzie kochana. Stwarza ten stan, rozkoszując się towarzystwem swojego mężczyzny i podziwiając go. Ten szczególny stan zawsze będzie przyciągał go jak magnes".
Siergiej Łazariew

Toteż sądzę, że jeśli mężczyzna ma w.w. dobre samopoczucie to w sumie nic mu więcej nie potrzeba wink 
Natomiast być ok jest ok big_smile  Mój mąż też się czasem zachowuje jakby mnie nie znał, a tak naprawdę to pewnych rzeczy nie koduje, bo uważa, że są mu do życia niepotrzebne. Taka anegdota: Swego czasu "walczyłam" z nim o to by uprzejmie raczył zalać mi herbatę. Wstawiam czajnik, przy nim swój kubek z torebką herbaty. Mąż słyszy, że się wyłącza czajnik, podchodzi, wyjmuje swój kubek, wsypuje kawy, zalewa.... i odchodzi. Tyle razy pytałam go czy zastanawiał się po jakie licho ten kubek stoi przy czajniku i po co ja go włączyłam? Okazywało się, że on go ponoć nie widział heh. Dla mnie to było niezrozumiałe, że nie domyśli się, aby go zalać albo żeby chociaż zapytać czy mi tę herbatę zalać. On nie wie o co mi chodzi i patrzy zdziwiony. Jednak ja tego osobiście do siebie nie brałam, bardziej mnie to bawiło lub jedynie ręce mi opadały wink Teraz mąż się naumiał i zalewa nawet pusty nieumyty kubek, który znalazł się tam przypadkiem tongue  cóż... chciałam to mam http://emotikona.pl/emotikony/pic/02icon_mryellow.gif

107

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
tajemnicza75 napisał/a:

Z tytułowym problemem autorki (pomijając prawdziwe jego powody) skojarzyła mi się ta wypowiedź:

"Mężczyzna kocha nie samą kobietę, a swój stan przy niej. Swoje samopoczucie.
Dlatego Prawdziwa Kobieta nie musi być najładniejsza, najinteligentniejsza i odnosząca sukcesy w życiu społecznym. Prawdziwa Kobieta obdarowuje mężczyznę przede wszystkim stanem, a nie mądrością, nie pięknem, nie ciałem, nie sukcesami. Kobieta, która stwarza u mężczyzny szczególny stan – męski, zawsze będzie kochana. Stwarza ten stan, rozkoszując się towarzystwem swojego mężczyzny i podziwiając go. Ten szczególny stan zawsze będzie przyciągał go jak magnes".
Siergiej Łazariew

Toteż sądzę, że jeśli mężczyzna ma w.w. dobre samopoczucie to w sumie nic mu więcej nie potrzeba wink 
Natomiast być ok jest ok big_smile  Mój mąż też się czasem zachowuje jakby mnie nie znał, a tak naprawdę to pewnych rzeczy nie koduje, bo uważa, że są mu do życia niepotrzebne. Taka anegdota: Swego czasu "walczyłam" z nim o to by uprzejmie raczył zalać mi herbatę. Wstawiam czajnik, przy nim swój kubek z torebką herbaty. Mąż słyszy, że się wyłącza czajnik, podchodzi, wyjmuje swój kubek, wsypuje kawy, zalewa.... i odchodzi. Tyle razy pytałam go czy zastanawiał się po jakie licho ten kubek stoi przy czajniku i po co ja go włączyłam? Okazywało się, że on go ponoć nie widział heh. Dla mnie to było niezrozumiałe, że nie domyśli się, aby go zalać albo żeby chociaż zapytać czy mi tę herbatę zalać. On nie wie o co mi chodzi i patrzy zdziwiony. Jednak ja tego osobiście do siebie nie brałam, bardziej mnie to bawiło lub jedynie ręce mi opadały wink Teraz mąż się naumiał i zalewa nawet pusty nieumyty kubek, który znalazł się tam przypadkiem tongue  cóż... chciałam to mam http://emotikona.pl/emotikony/pic/02icon_mryellow.gif

piękna historia <3

108

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
sosenek napisał/a:
tajemnicza75 napisał/a:

Z tytułowym problemem autorki (pomijając prawdziwe jego powody) skojarzyła mi się ta wypowiedź:

"Mężczyzna kocha nie samą kobietę, a swój stan przy niej. Swoje samopoczucie.
Dlatego Prawdziwa Kobieta nie musi być najładniejsza, najinteligentniejsza i odnosząca sukcesy w życiu społecznym. Prawdziwa Kobieta obdarowuje mężczyznę przede wszystkim stanem, a nie mądrością, nie pięknem, nie ciałem, nie sukcesami. Kobieta, która stwarza u mężczyzny szczególny stan – męski, zawsze będzie kochana. Stwarza ten stan, rozkoszując się towarzystwem swojego mężczyzny i podziwiając go. Ten szczególny stan zawsze będzie przyciągał go jak magnes".
Siergiej Łazariew

Toteż sądzę, że jeśli mężczyzna ma w.w. dobre samopoczucie to w sumie nic mu więcej nie potrzeba wink 
Natomiast być ok jest ok big_smile  Mój mąż też się czasem zachowuje jakby mnie nie znał, a tak naprawdę to pewnych rzeczy nie koduje, bo uważa, że są mu do życia niepotrzebne. Taka anegdota: Swego czasu "walczyłam" z nim o to by uprzejmie raczył zalać mi herbatę. Wstawiam czajnik, przy nim swój kubek z torebką herbaty. Mąż słyszy, że się wyłącza czajnik, podchodzi, wyjmuje swój kubek, wsypuje kawy, zalewa.... i odchodzi. Tyle razy pytałam go czy zastanawiał się po jakie licho ten kubek stoi przy czajniku i po co ja go włączyłam? Okazywało się, że on go ponoć nie widział heh. Dla mnie to było niezrozumiałe, że nie domyśli się, aby go zalać albo żeby chociaż zapytać czy mi tę herbatę zalać. On nie wie o co mi chodzi i patrzy zdziwiony. Jednak ja tego osobiście do siebie nie brałam, bardziej mnie to bawiło lub jedynie ręce mi opadały wink Teraz mąż się naumiał i zalewa nawet pusty nieumyty kubek, który znalazł się tam przypadkiem tongue  cóż... chciałam to mam http://emotikona.pl/emotikony/pic/02icon_mryellow.gif

piękna historia <3

też się uśmiechnęłam
ja sobie wyobrażam ile wysiłku Twojego męża kosztowało żeby pamiętać o tej herbacie! poważnie!
dziś mój mąż z kolei powiedział: kocham cię bo jesteś bardzo ok smile
wchodzimy na wyższy poziom wyszukania

109

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

jest progres!

110

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
ra-sowa napisał/a:

też się uśmiechnęłam
ja sobie wyobrażam ile wysiłku Twojego męża kosztowało żeby pamiętać o tej herbacie! poważnie!
dziś mój mąż z kolei powiedział: kocham cię bo jesteś bardzo ok smile
wchodzimy na wyższy poziom wyszukania

Pamiętać jak pamiętać, ale zauważać w ogóle tongue
Super, małymi krokami do przodu.

111

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
tajemnicza75 napisał/a:

Pamiętać jak pamiętać, ale zauważać w ogóle tongue
Super, małymi krokami do przodu.

I tu się właśnie znacząco różnimy, bo dla nas pewne rzeczy są oczywiste, a tam trzeba palcem pokazać, a w międzyczasie najlepiej jeszcze ze trzy razy przypomnieć. Nie powiem, bywa to frustrujące wink.
Warto mieć przy tym świadomość, że to nie jest przeciwko komukolwiek wymierzone ani tym bardziej robione złośliwie, ale wynika z różnicy płci. Oczywiście też nie ma co generalizować, bo i kobiety takie są, i nie wszyscy mężczyźni.

112

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Olinka napisał/a:
tajemnicza75 napisał/a:

Pamiętać jak pamiętać, ale zauważać w ogóle tongue
Super, małymi krokami do przodu.

I tu się właśnie znacząco różnimy, bo dla nas pewne rzeczy są oczywiste, a tam trzeba palcem pokazać, a w międzyczasie najlepiej jeszcze ze trzy razy przypomnieć. Nie powiem, bywa to frustrujące wink.

Moja żona, mądra kobieta przypomina mi z wyprzedzeniem o wszelkich naszych rocznicach, urodzinach, imieninach itp. Rozsądnie nie ufa męskiej pamięci, skoro mylą mi się daty narodzin własnych dzieci wink Aczkolwiek datę jej urodzin wbiłem sobie do głowy przez powiązanie z datą urodzin rodzonej matki i to daje się ogarnąć. Datę ślubu kościelnego tak wybrała, że wypada zawsze w święto, w tym to interesujące mnie więc daje się sobie przypomnieć. Daty ślubu cywilnego nie pamiętam tongue  Ogólnie jest lepsza niż komputerowe organizery, bo pamięta daty urodzin i imienin wszystkich moich znajomych, i łaskawie o nich przypomina jak ma humor. Ja dobrze, że ogarniam, że jedno dziecko urodziło mi się jesienią, a drugie zimą...

113 Ostatnio edytowany przez Witek7 (2020-08-28 08:09:49)

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Snake napisał/a:

Moja żona, mądra kobieta przypomina mi z wyprzedzeniem o wszelkich naszych rocznicach, urodzinach, imieninach itp.

Podobno są takie mądre kobiety.
Mam bardzo dobrą pamięć, tyle że tę dłuższą. W rodzinie słynę z pamięci, jak to nazywają, słoniowej. Niestety ta bliższa szwankuje.
Nie zaznałem tego, co ma Snake. Szkoda, bo rozwiązałoby to wiele smutnych przeżyć.
Kiedyś byliśmy na tak cudownym urlopie, że zapomniałem o rocznicy ślubu. Po prostu dni były tak bajkowe, że wyleciało z głowy. Przez 2 dni żona się nie odzywała. Pytałem się o co chodzi. Nic - odpowiadała, ale jej twarz mówiła co innego. Z 10 dniowego, wspaniałego urlopu - 2 wyjęte z życia. Miałem niezły, bo traumatyczny odjazd.
A wystarczyło rano wspomnieć - kochanie, mamy dziś rocznicę.
Coś bym, jak zwykle, zorganizował fajnego. Nie podchodzę nonszalancko do rocznic, są ważne dla mnie.
Zastanawia mnie fakt i zjawisko, że o rocznicach ślubu to mąż ma pamiętać. Dlaczego?

114

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Snake napisał/a:
Olinka napisał/a:
tajemnicza75 napisał/a:

Pamiętać jak pamiętać, ale zauważać w ogóle tongue
Super, małymi krokami do przodu.

I tu się właśnie znacząco różnimy, bo dla nas pewne rzeczy są oczywiste, a tam trzeba palcem pokazać, a w międzyczasie najlepiej jeszcze ze trzy razy przypomnieć. Nie powiem, bywa to frustrujące wink.

Moja żona, mądra kobieta przypomina mi z wyprzedzeniem o wszelkich naszych rocznicach, urodzinach, imieninach itp. Rozsądnie nie ufa męskiej pamięci, skoro mylą mi się daty narodzin własnych dzieci wink Aczkolwiek datę jej urodzin wbiłem sobie do głowy przez powiązanie z datą urodzin rodzonej matki i to daje się ogarnąć. Datę ślubu kościelnego tak wybrała, że wypada zawsze w święto, w tym to interesujące mnie więc daje się sobie przypomnieć. Daty ślubu cywilnego nie pamiętam tongue  Ogólnie jest lepsza niż komputerowe organizery, bo pamięta daty urodzin i imienin wszystkich moich znajomych, i łaskawie o nich przypomina jak ma humor. Ja dobrze, że ogarniam, że jedno dziecko urodziło mi się jesienią, a drugie zimą...

Ale dzieci Ci się jeszcze nie mylą ? I na pewno własne ?

115

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Witek7 napisał/a:
Snake napisał/a:

Moja żona, mądra kobieta przypomina mi z wyprzedzeniem o wszelkich naszych rocznicach, urodzinach, imieninach itp.

Podobno są takie mądre kobiety.
Mam bardzo dobrą pamięć, tyle że tę dłuższą. W rodzinie słynę z pamięci, jak to nazywają, słoniowej. Niestety ta bliższa szwankuje.
Nie zaznałem tego, co ma Snake. Szkoda, bo rozwiązałoby to wiele smutnych przeżyć.
Kiedyś byliśmy na tak cudownym urlopie, że zapomniałem o rocznicy ślubu. Po prostu dni były tak bajkowe, że wyleciało z głowy. Przez 2 dni żona się nie odzywała. Pytałem się o co chodzi. Nic - odpowiadała, ale jej twarz mówiła co innego. Z 10 dniowego, wspaniałego urlopu - 2 wyjęte z życia. Miałem niezły, bo traumatyczny odjazd.
A wystarczyło rano wspomnieć - kochanie, mamy dziś rocznicę.
Coś bym, jak zwykle, zorganizował fajnego. Nie podchodzę nonszalancko do rocznic, są ważne dla mnie.
Zastanawia mnie fakt i zjawisko, że o rocznicach ślubu to mąż ma pamiętać. Dlaczego?

w dobie telefonów z kalendarzem, wymówka „zapomniałem” nie trafia do mnie.

Jak to dlaczego? Jest sprawcą bałaganu, klękał, pytał to teraz niech organizuje obchody wink wink wink

116

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Rasowa: w dobie telefonów z kalendarzem, wymówka „zapomniałem” nie trafia do mnie.
-----------------
Ale to nie była dzisiejsza doba. To był rok 2005 i miałem wtedy Nokię 5110 i nie było tam kalendarza. Nawet gdyby miała orkiestrę z wodotryskiem, to i tak zostałaby w domu. Urlop z telefonem?! Wystarczy, że żona miała. Jak pisałem - ona nigdy nie rozstaje się z telefonem. Pięć lat wcześniej w ogóle nie miałem a jeździliśmy na urlopy.
Można? Można!
Z tym klękaniem to też nie całkiem było tak, jak sądzisz. he he.. smile

117

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Witek7 napisał/a:

Zastanawia mnie fakt i zjawisko, że o rocznicach ślubu to mąż ma pamiętać. Dlaczego?

No właśnie, dlaczego? Ja sama też zawsze coś od siebie przygotowuję - prezent, jakieś wyjście, kolację dla dwojga. Moim zdaniem najważniejsze, żeby żadna ze stron do niczego się nie zmuszała ani drugiej nie uszczęśliwiała na siłę. Takie wymuszone rocznice dla mnie byłyby bez sensu.

Swoją drogą mój mąż nie ma specjalnie głowy do dat, ale o moich urodzinach i naszej rocznicy zawsze pamięta. Kilka razy dostałam kwiaty przesłane przez pocztę kwiatową, a tego nie da się zorganizować w ostatniej chwili. W tym roku był bukiet i dodatek w jubilerskim pudełeczku. Wczoraj z kolei, zupełnie bez okazji, przyniósł mi przepięknego słonecznika, ale nie takiego do jedzenia big_smile, a z kwiaciarni.

Jeśli zaś ogólnie o męskiej pamięci do dat mowa, to mój chrzestny wszystkich zadziwia - pamięta o każdym święcie (wszystkie dni kobiet, babć, dziadków i inne takie), ale też daty urodzin i rocznic oraz innych ważnych okazji związanych z żoną, dziećmi, wnukami i wszystkimi bliskimi mu osobami. Mnie zaskoczył, kiedy na swojej 50-rocznicy ślubu zaczął wspominać moje wesele, którego datę oczywiście doskonale pamiętał. Nie znam drugiego takiego faceta, serio.

118 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2020-08-29 01:03:05)

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

My swietujemy rocznice zwiazku i rocznice slubu. Ogolnie dla nas grudzien to jest miesiac swietowania.
W grudniu sa moje urodziny, rocznica slubu, urodziny kota, urodziny meza, swieta, sylwester. Takze wszystko razem big_smile
Mi sie zawsze myli nasza rocznica slubu bo nie pamietam czy byla dzien po moich urodzinach czy dwa dni. Teraz nie wiem wlasnie.
Kazda okazja dobra do prezentow i ciasta.

119 Ostatnio edytowany przez Witek7 (2020-08-29 09:03:22)

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Olinka Właśnie ludzie powinni być empatyczni jak opisujesz, szczególnie dla najbliższych. Ileż to awantur można byłoby uniknąć!
Po 15 latach, po moim zapomnieniu o rocznicy, ciągle chodzi mi po głowie do czego doprowadziła żona. Zachowała się jak sadystka i masochistka w jednym. Pamiętam tamte 2 dni. ..."Mam cię..." i wyżywała się.
Każdy ma prawo do błędów. I popełniają. Dlaczego nieomylny z definicji papież ma spowiednika?
Jak mówiłem - lubię rocznice ślubu i to ja zawsze organizowałem. Wydaje mi się, że rola żony polegała na - ..."będzie pamiętał czy nie"...
A przecież nie pamięta kiedy to na rocznicę zorganizowałem w tajemnicy wypad do zamorskiego kraju?. Jak bedąc już we Włoszech wybraliśmy się do Wenecji?
Albo bajkowa wspinaczka po bajkowych Alpach Julijskich. To były mojr pomysły.
Mamy domek na Mazurach i tego dnia wstaje ona, a na plaży widzi kajak z liliami i grążelami go bokach gotowy na romantyczną wycieczkę. Albo  po latach jeszcze wspominamy pewną zwariowaną wycieczkę rowerową w tamtym rejonie.
Ech ... rozmarzyłem się.

Edit - A może należało zrobić jak teść, który nigdy przenigdy nie pamiętał o rocznicach, imieninach, urodzinach. Wspaniały człowiek, ale nie miał zamiaru zaprzątać tymi rzeczami głowy. Wszyscy się z tym pogodzili i nigdy nie miał awantur z tego powodu.

120

Odp: Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.
Witek7 napisał/a:

Olinka Właśnie ludzie powinni być empatyczni jak opisujesz, szczególnie dla najbliższych. Ileż to awantur można byłoby uniknąć!

Kolejna kwestia jest taka, że w ten sposób samemu sobie strzela się w stopę, bo wielkie oczekiwania szybko wywołują wielkie rozczarowanie. Bez sensu, po co to sobie wzajemnie robić? To ma być jakiś test uczuć czy nie rozumiem?
A przecież można, jeśli drugie zapomni, cieszyć się z tego, że się go zaskoczyło i samemu zrobiło niespodziankę. Mnie się to czasem udawało, a już na przykład w dzień mężczyzny udaje mi się to dokładnie zawsze, bo mąż nigdy o tym nie pamięta.

Witek7 napisał/a:

A może należało zrobić jak teść, który nigdy przenigdy nie pamiętał o rocznicach, imieninach, urodzinach. Wspaniały człowiek, ale nie miał zamiaru zaprzątać tymi rzeczami głowy. Wszyscy się z tym pogodzili i nigdy nie miał awantur z tego powodu.

To wcale nie jest głupie wink. Pokazać, że "ten typ tak ma", a jak choć raz jeden jedyny o czymś sobie w porę przypomni, to pewnie pojawiają się wielkie fanfary i okrzyki radości wink.

Winter.Kween, u nas już od drugiej połowy listopada zaczyna się prawdziwy festiwal świąt i prawdę mówiąc kiedy grudzień się kończy, to oddycham z ulgą. Na początku tego ostatniego miesiąca roku przez trzy dni, jeden pod drugim, świętujemy. Trudno wtedy ze wszystkim nadążyć. Kilka dni wcześniej są moje urodziny W międzyczasie wypada rocznica śmierci mojego brata, a choć to nie jest dzień radosny, to jednak również wymaga skupienia uwagi. Potem oczywiście święta i Sylwester, rozdzielone urodzinami kuzynki i przyjaciółki, które też wspólnie obchodzimy. W każdym razie w grudniu wolałabym zapaść w sen zimowy i obudzić się po nim wink, bo przesyt też nie jest dobry.

Posty [ 66 do 120 z 120 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kiedy mąż na pytanie: jaka jestem? odpowiada: jesteś ok.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024