Trzeba nieustannie komplementować między wierszami. Osobiście lubię to robić, i od żony też usłyszę dobre słowo. Chociaż najlepsze co od niej usłyszałem, z jej własnej inicjatywy, nie pytana o nic, powiedziała: wiesz czemu jestem z Tobą? Bo sprawiasz, że czuję się piękna.Z jednej strony zaskoczenie, z drugiej informacja, że robię to dobrze. W sensie że daję jej poczucie bycia kochaną i że biorą ją w całości, jaka jest.
Jednak każdy ma też jakieś wady i z tych też trzeba czasem umieć przekuć w quasi komplement. Jak wtedy, gdy siedzi i ogląda serial, już kolejny odcinek, a mnie nosi, żeby coś w końcu zrobiła poza gapieniem się w TV. Wiem, że do niczego jej nie zmuszę, bo nie lubię tego robić, więc ostatnio powiedziałem "wkur...sz mnie tymi serialami, a i tak cię kocham". Zatrzymała serial, wpiła się w moje usta. Po czym dokończyła odcinek i wzięła się do roboty.
No cóż, zabić nie można, tylko kochać. 
A propos słynnego NIC. Nie u mnie. Nu, nu, nie ma takiej opcji. Jak chodzi zła jak osa i trajkocze, że nic się nie dzieje, to jest dywanik i spowiedź święta pod przymusem. Wolę najgorszą prawdę, niż cały dzień jej skopanego humoru, bo NIC. Nie ma NIC, kurna. Potem okazuje się, to jakaś pierdoła do wyjaśnienia w 3 sekundy i jest lepiej.
Do tego, co napisał Snake, czysta prawda, oparta na 12 letnim pożyciu małżeńskim, dodam tylko takie przypomnienie: faceci potrafią nie myśleć. Jak wasz partner siedzi i nic nie robi, to znaczy, że siedzi i nic nie robi, nawet nie myśli. On JEST i to mu wystarcza. Nie ma w tym filozofii. Neurony śmigają ślepakami, nie niosą informacji, aż w końcu podleci taka "piwa bym się napił".