Witam. Od jakiegoś czasu jestem w związku z chłopakiem przez internet. Kochamy się bardzo (tak mi się wydaje), ale narazie jest ciężko ze wszystkim, ale planujemy spotkanie. Jednak nie po to tu jestem żeby rozmawiać na temat związków przez internet, tylko mam inną sprawę. Nie wiem czy on mnie dobrze traktuje. Raz kiedy chciałam z nim pograć w grę to mnie olał i poszedł ze swoimi znajomymi grać. Mówił, że mogę dołączyć jednak ja głupio czekałam i mnie nie zaprosił. Wyjaśniliśmy sobie potem wszystko i przyznał, że źle zrobił i to powinnam ja być dla niego ważniejsza od znajomych. Nie chcę jednak żeby całkowicie się odcinał od znajomych tylko poświęcał mi więcej czasu. Miał to udowodnić czynem. Po tym wszystkim naprawdę poświęcał mi więcej czasu, jednak nadal tak bardzo czuję się dla nikogo ważna....nawet dla niego. Ciągle czuję tą cholerną pustkę i samotność...Dziś np. grał w grę i odpisywał mi dopiero po wielkich odstępach czasowych. Często jak ja się rozpisuje to on potrafi tylko odpisać jednym słowem...to mnie denerwuje. Jakbym mu przeszkadzała, bo on gra w grę...nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Wie, że mam depresję i ciągle się czuję źle, obwiniam się za wszystko. On też ją kiedyś miał, lecz zwalczył. Zawsze jak jestem smutna lub mam problem to po prostu zostawia mnie samą. Ja już nie chce być dłużej sama. Mam jej serdecznie dość. Myślę, że on nie docenia tego jak bardzo go kocham i jak bardzo się boję, że go stracę...Nie chce mu ciągle marudzić, że to mi przeszkadza i tamto...Chcę żeby był przy mnie szczęśliwy a nie zawracać mu ciągle głowę problemami....Nie wiem co mam robić.
czyli jeszcze ani razu się nie widzieliście na żywo?
Takie są wirtualne związki, że gra jest ważniejsza. Nie da się wielce kochać przez internet. Ty kochasz to, że on Ci wypełnia pustkę. Kochasz wyobrażenie o nim, które masz. Zwykle takie wyobrażenia rozbijają się o rzeczywistość.
forum jest dla osób pełnoletnich, śmiem wątpić, że jesteś w tej grupie wiekowej
Od jakiegoś czasu jestem w związku z chłopakiem przez internet.
Nie jesteś w żadnym związku. Po prostu masz internetowego kolegę. Tak jak kiedyś istnieli tzw. Pen palls, tak teraz są znajomości internetowe. Ty dla niego nie jesteś niczym więcej, niż jego gry. To nie jest miłość do prawdziwej osoby tylko do wyobrażenia o nim.
post przeniesiony
Witam. Na początku sierpnia zaczęłam być w związku z chłopakiem którego znam już rok. Świetnie nam się zawsze rozmawiało, on mnie zawsze rozumiał a ja jego. Jednak jest to narazie związek przez internet. Tak, wiem że związki na internecie są ciężkie i miałam już się nigdy z nikim nie wiązać na nim, ale jednak uczucia były silniejsze. Jednakże już za miesiąc planujemy nasze pierwsze spotkanie. Mam jednak pewne obawy co do jego uczuć czy są szczerze. Zawsze powtarza mi, że chce tylko mnie i żadnej innej albo, że nigdy nie spotkał takiej dziewczyny jak ja i żadna nie dorasta mi do pięt. Czy to są tylko puste słowa? Możliwe. Myślę, że czasami nie traktuje mnie dobrze. Jakiś czas temu olał sobie mnie i poszedł grać w grę ze swoimi znajomymi, mimo że na niego czekałam. Mówił, że mogę dołączyć jednak ja głupio czekałam i mnie nie zaprosił. Wyjaśniliśmy sobie potem wszystko i przyznał, że źle zrobił i to powinnam ja być dla niego ważniejsza od znajomych. Przez jakiś czas naprawdę poświęcał mi więcej uwagi, ale no właśnie. Przez jakiś czas aż do wczoraj kiedy zrobił dokładnie to samo. Wczoraj miałam problem i czułam się mega okropnie przez pewne prywatne sprawy. Co zrobił on? Napisał typowe "wszystko będzie dobrze" i poszedł streamować sobie grę dla znajomych. Potem napisał do mnie tylko dobranoc. ZAWSZE gdy się coś złego dzieje to nigdy go przy mnie nie ma, kiedy potrzebuje go najbardziej. To mnie bardzo boli. Dla mnie w związku najważniejsza jest szczerość, lojalność i żebym była najważniejsza dla mojego partnera choćby nie wiem co. Jeśli mój partner nie ma dla mnie czasu lub mnie olewa, to nie wiem czy jest miejsce dla takiej osoby w moim sercu...Kocham go bardzo i nie chcę go stracić...jednak jak on mnie tak traktuje no to nie wiem co sobie myśleć...
Wydaje mi się, że za bardzo się zaangażowałaś jak na relację tylko przez internet. Widać, że on nie podziela Twoich uczuć. Macie jakieś plany, żeby się spotkać? Mówisz, że masz depresję. Powiedziałaś o tym komuś? Ktoś Ci pomaga w zwalczaniu jej czy jesteś z tym sama?
Oczywiścje, że to są puste słowa. Twoje są równie puste. Kochacie swoje wyobrażenia, a nie siebie, bo się nie znacie. Rok przez internet bez spotkania? To nie ma szans na powodzenie.
Oczywiścje, że to są puste słowa. Twoje są równie puste. Kochacie swoje wyobrażenia, a nie siebie, bo się nie znacie. Rok przez internet bez spotkania? To nie ma szans na powodzenie.
Owszem, ma, jeśli obu stronom zależy i obie strony się starają.
Pierwszy raz spotkałam mojego męża po około trzech latach pisania i dzwonienia.
Lady Loka napisał/a:Oczywiścje, że to są puste słowa. Twoje są równie puste. Kochacie swoje wyobrażenia, a nie siebie, bo się nie znacie. Rok przez internet bez spotkania? To nie ma szans na powodzenie.
Owszem, ma, jeśli obu stronom zależy i obie strony się starają.
Pierwszy raz spotkałam mojego męża po około trzech latach pisania i dzwonienia.
Cyngli, Wy jesteście naprawdę wyjątkiem w tej kwestii ![]()
Cyngli napisał/a:Lady Loka napisał/a:Oczywiścje, że to są puste słowa. Twoje są równie puste. Kochacie swoje wyobrażenia, a nie siebie, bo się nie znacie. Rok przez internet bez spotkania? To nie ma szans na powodzenie.
Owszem, ma, jeśli obu stronom zależy i obie strony się starają.
Pierwszy raz spotkałam mojego męża po około trzech latach pisania i dzwonienia.Cyngli, Wy jesteście naprawdę wyjątkiem w tej kwestii
Znam całkiem sporo innych takich „wyjątków” ![]()
Oczywiścje, że to są puste słowa. Twoje są równie puste. Kochacie swoje wyobrażenia, a nie siebie, bo się nie znacie. Rok przez internet bez spotkania? To nie ma szans na powodzenie.
oczywiście, że się znamy. To, że się jeszcze nie spotkaliśmy nie zabrania nam poznać się na internecie...
Lady Loka napisał/a:Cyngli napisał/a:Owszem, ma, jeśli obu stronom zależy i obie strony się starają.
Pierwszy raz spotkałam mojego męża po około trzech latach pisania i dzwonienia.Cyngli, Wy jesteście naprawdę wyjątkiem w tej kwestii
Znam całkiem sporo innych takich „wyjątków”
To dobrze. Ja znam właśnie w drugą stronę. Wydaje mi się, że jak już teraz są takie problemy, to niezbyt będzie co robić i nad czym pracować.
I nie wierzę w kocham przez internet. Do powiedzenia kocham trzeba więcej niż czysto internetowej znajomosci.
Wydaje mi się, że za bardzo się zaangażowałaś jak na relację tylko przez internet. Widać, że on nie podziela Twoich uczuć. Macie jakieś plany, żeby się spotkać? Mówisz, że masz depresję. Powiedziałaś o tym komuś? Ktoś Ci pomaga w zwalczaniu jej czy jesteś z tym sama?
za miesiąc. On wie o mojej depresji....jednak w realu nikt, bo nikogo by i tak to nie obchodziło.
14 2020-08-28 20:53:32 Ostatnio edytowany przez Britan (2020-08-28 20:57:32)
Lady Loka napisał/a:Oczywiścje, że to są puste słowa. Twoje są równie puste. Kochacie swoje wyobrażenia, a nie siebie, bo się nie znacie. Rok przez internet bez spotkania? To nie ma szans na powodzenie.
oczywiście, że się znamy. To, że się jeszcze nie spotkaliśmy nie zabrania nam poznać się na internecie...
To przeczytaj moją historię. Podobna, ale od drugiej strony
Dużo bardziej dramatyczna.
Ona się na prawdę mocno zaangażowała, a ja ją olewałem, zgłupiałem, byłem niedojrzały, ogarnął mnie strach. Na prawdę tego żałuję i pracuję nad sobą.
To była moja pierwsza internetowa znajomość, randka, nie wiem jak to nazwać.
Dlaczego ją olewałem oprócz powodów wyżej? Pewnie dlatego, bo to było czysto internetowe. Nie mogłem jej dotknąć, powąchać, zobaczyć na żywo, cokolwiek.
Jak miało dojść do spotkania to mocno ją skrzywdziłem. Ona zerwała relację i tak zostało póki co.
Na pewno mi na niej bardzo zależało, ba dalej zależy. Ale czy ją kochałem. Zdecydowanie za mocne słowo jak na internetową relację, wyobrażenie.
Myślę, że jak się spotkacie to wszystko się wyklaruje.
Bez spotkania będzie cię olewać dalej.
Więc ja w coś takiego jak miłość internetowa zdecydowanie nie wierzę. To był mój pierwszy i ostatni raz.
Xxiwonkax3 napisał/a:Wydaje mi się, że za bardzo się zaangażowałaś jak na relację tylko przez internet. Widać, że on nie podziela Twoich uczuć. Macie jakieś plany, żeby się spotkać? Mówisz, że masz depresję. Powiedziałaś o tym komuś? Ktoś Ci pomaga w zwalczaniu jej czy jesteś z tym sama?
za miesiąc. On wie o mojej depresji....jednak w realu nikt, bo nikogo by i tak to nie obchodziło.
A zwierzyłaś się komuś? Jak nie to skąd to wiesz?
ania98980 napisał/a:Lady Loka napisał/a:Oczywiścje, że to są puste słowa. Twoje są równie puste. Kochacie swoje wyobrażenia, a nie siebie, bo się nie znacie. Rok przez internet bez spotkania? To nie ma szans na powodzenie.
oczywiście, że się znamy. To, że się jeszcze nie spotkaliśmy nie zabrania nam poznać się na internecie...
To przeczytaj moją historię
Ona się na prawdę mocno zaangażowała, a ja ją olewałem, zgłupiałem, byłem niedojrzały, ogarnął mnie strach. Na prawdę tego żałuję i pracuję nad sobą.
To była moja pierwsza internetowa znajomość, randka, nie wiem jak to nazwać.Dlaczego ją olewałem oprócz powodów wyżej? Pewnie dlatego, bo to było czysto internetowe. Nie mogłem jej dotknąć, powąchać, zobaczyć na żywo, cokolwiek.
Na pewno mi na niej bardzo zależało, ba dalej zależy. Ale czy ją kochałem. Zdecydowanie za mocne słowo jak na internetową relację, wyobrażenie.Myślę, że jak się spotkacie to wszystko się wyklaruje.
Bez spotkania będzie cię olewać dalej.Więc ja w coś takiego jak miłość internetowa zdecydowanie nie wierzę. To był mój pierwszy i ostatni raz.
ania98980 napisał/a:Xxiwonkax3 napisał/a:Wydaje mi się, że za bardzo się zaangażowałaś jak na relację tylko przez internet. Widać, że on nie podziela Twoich uczuć. Macie jakieś plany, żeby się spotkać? Mówisz, że masz depresję. Powiedziałaś o tym komuś? Ktoś Ci pomaga w zwalczaniu jej czy jesteś z tym sama?
za miesiąc. On wie o mojej depresji....jednak w realu nikt, bo nikogo by i tak to nie obchodziło.
A zwierzyłaś się komuś? Jak nie to skąd to wiesz?
Jeśli ludziom naprawdę zależy na sobie, traktują się jak należy to wszystko będzie dobrze. Moja siostra też poznała swojego faceta przez internet, zaczeli być ze sobą a po jakimś czasie się spotkali i są teraz zaręczeni. Da się? Da się. Spotykamy się za miesiąc. A co do depresji wiem, bo moja rodzina jest ciężka i by mnie wyśmiali. ![]()
Britan napisał/a:ania98980 napisał/a:oczywiście, że się znamy. To, że się jeszcze nie spotkaliśmy nie zabrania nam poznać się na internecie...
To przeczytaj moją historię
Ona się na prawdę mocno zaangażowała, a ja ją olewałem, zgłupiałem, byłem niedojrzały, ogarnął mnie strach. Na prawdę tego żałuję i pracuję nad sobą.
To była moja pierwsza internetowa znajomość, randka, nie wiem jak to nazwać.Dlaczego ją olewałem oprócz powodów wyżej? Pewnie dlatego, bo to było czysto internetowe. Nie mogłem jej dotknąć, powąchać, zobaczyć na żywo, cokolwiek.
Na pewno mi na niej bardzo zależało, ba dalej zależy. Ale czy ją kochałem. Zdecydowanie za mocne słowo jak na internetową relację, wyobrażenie.Myślę, że jak się spotkacie to wszystko się wyklaruje.
Bez spotkania będzie cię olewać dalej.Więc ja w coś takiego jak miłość internetowa zdecydowanie nie wierzę. To był mój pierwszy i ostatni raz.
ania98980 napisał/a:za miesiąc. On wie o mojej depresji....jednak w realu nikt, bo nikogo by i tak to nie obchodziło.
A zwierzyłaś się komuś? Jak nie to skąd to wiesz?
Jeśli ludziom naprawdę zależy na sobie, traktują się jak należy to wszystko będzie dobrze. Moja siostra też poznała swojego faceta przez internet, zaczeli być ze sobą a po jakimś czasie się spotkali i są teraz zaręczeni. Da się? Da się. Spotykamy się za miesiąc. A co do depresji wiem, bo moja rodzina jest ciężka i by mnie wyśmiali.
Kompletnie nie o to mi chodziło. Sens mojej wypowiedzi był taki, że przez internet słowo kocham cię jest puste.
Co do depresji w mojej historii, dziewczyna też na nią cierpi i też rodzina jest ciężka.
Ale jakoś nauczyła się z nimi gadać. Też z czasem się nauczysz
Tylko trzeba zacząć.
Lady Loka napisał/a:Oczywiścje, że to są puste słowa. Twoje są równie puste. Kochacie swoje wyobrażenia, a nie siebie, bo się nie znacie. Rok przez internet bez spotkania? To nie ma szans na powodzenie.
oczywiście, że się znamy. To, że się jeszcze nie spotkaliśmy nie zabrania nam poznać się na internecie...
Znasz to, jak on się Tobie pokazuje. Wiesz tyle ile sam Ci powie. W realu to od razu można porównać z zachowaniem na żywo w stosunku do innych. Tutaj masz kreację. Tak naprawdę nie wiesz jak będzie Ci się nawet rozmawiać z nim na żywo.
Tak naprawdę dopóki się nie spotkacie, nie pobędziecie ze sobą na żywo, to ciężko mówić o byciu w związku czy o miłości. Może i jesteś zauroczona czy zakochana, ale to nie jest miłość.
ania98980 napisał/a:Lady Loka napisał/a:Oczywiścje, że to są puste słowa. Twoje są równie puste. Kochacie swoje wyobrażenia, a nie siebie, bo się nie znacie. Rok przez internet bez spotkania? To nie ma szans na powodzenie.
oczywiście, że się znamy. To, że się jeszcze nie spotkaliśmy nie zabrania nam poznać się na internecie...
Znasz to, jak on się Tobie pokazuje. Wiesz tyle ile sam Ci powie. W realu to od razu można porównać z zachowaniem na żywo w stosunku do innych. Tutaj masz kreację. Tak naprawdę nie wiesz jak będzie Ci się nawet rozmawiać z nim na żywo.
Tak naprawdę dopóki się nie spotkacie, nie pobędziecie ze sobą na żywo, to ciężko mówić o byciu w związku czy o miłości. Może i jesteś zauroczona czy zakochana, ale to nie jest miłość.
Nie, to nie jest zauroczenie. Fakt na początku może być ciężko, bo jestem nieśmiała, ale im więcej czasu ze sobą będziemy spędzać w realu tym będzie coraz lepiej.
Poczekaj na spotkanie w realu. Twarzą w twarz będziesz w stanie wyczytać więcej emocji niż przez internet. Jest trochę tak, że boisz się utraty kogoś kto Cię rozumie i poniekąd w jakiś tam sposób wspiera, ale jeśli będziesz na niego naciskać to w pewnym momencie będzie miał dość. Porozmawiaj z nim na spokojnie o tym, że czujesz się źle jak nie odpisuje.
20 2020-11-06 18:10:25 Ostatnio edytowany przez ania98980 (2020-11-06 18:10:53)
Witam. Od pewnego czasu mam wielkie problemy z partnerem. Oboje mamy po 21 lat i ja się mega zaangażowałam w ten związek, byłabym w stanie zrobić dla niego wszystko, jednak pytanie czy warto dla tej osoby? Mieliśmy wiele sprzeczek, głównie o to, że nie potrafi zaangażować się w ten związek, walczyć o mnie ani okazywać uczuć. Zawsze kiedy mieliśmy sprzeczki on zachowywał się tak jak by to nie obchodziło, że zaraz może mnie stracić. Opowiadał mi o swojej przeszłości, że to głównie przez nią jest teraz taką osobą i uważa, że po co ma o kogoś walczyć jeśli i tak wszyscy go opuszczą. Przez to wszystko co przeszliśmy razem nie pojmuję jak może nadal tak uważać, udowadniałam mu nie raz, że od niego nie odejdę, bo go kocham najmocniej na świecie. Inna dziewczyna już by go dawno zostawiła przez to co odwalał, ale ja próbuje zrozumieć jego problemy. Jednak jeśli on nie chce sobie pomóc to co ja mam zrobić? Powiedział, że jestem dla niego ważna, ale nie potrafi tego okazać. Dzielą nas 2h od siebie więc nie możemy spotykać się codziennie, bo również długo pracuje więc to również wszystko utrudnia, ale planujemy kolejne spotkanie 13 listopada a kolejne 20 na parę dni. Wracając do poprzedniego zdania - uważam, że jeśli ktoś nie potrafi komuś okazać uczuć ani o tą osobę walczyć to po prostu jej nie kocha na tyle. Przy ostatniej sprzeczce powiedział również, że nie czuje swobody w tym związku. Np. czuje się źle z tym, że jak idzie grać z kimś w grę to mnie musi zostawiać samą. No cóż mi też jest smutno jak z kimś długo gra, ale nie zabroniłam mu nigdy spędzać czasu ze znajomymi. Oczywiście chciałabym z nim jak najwięcej czasu spędzać, przez to że długo pracuje i nie mieszkamy blisko siebie to nie mamy jak za bardzo. Czasami potrafi przyjść z pracy i iść sobie grać ze znajomymi zostawiając mnie samą co mnie boli. Potrzebuje bliskości bardzo, bo mam tylko jego jednak nie chce mu zabraniać spędzania czasu ze znajomymi. Nie mam pojęcia co mam już robić ![]()
(...) byłabym w stanie zrobić dla niego wszystko, jednak pytanie czy warto dla tej osoby? Mieliśmy wiele sprzeczek, głównie o to, że nie potrafi zaangażować się w ten związek, walczyć o mnie ani okazywać uczuć. (...)
udowadniałam mu nie raz, że od niego nie odejdę, bo go kocham najmocniej na świecie. Inna dziewczyna już by go dawno zostawiła przez to co odwalał, ale ja próbuje zrozumieć jego problemy. (...)
uważam, że jeśli ktoś nie potrafi komuś okazać uczuć ani o tą osobę walczyć to po prostu jej nie kocha na tyle. (...)
Potrzebuje bliskości bardzo, bo mam tylko jego jednak nie chce mu zabraniać spędzania czasu ze znajomymi. Nie mam pojęcia co mam już robić
Niepokojące zdania.
O podobnych do Ciebie kobietach jest na forum potężny wątek "Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo", w nim znajdziesz, jeśli będziesz chciała, odpowiedzi na swe pytania.
ania98980 napisał/a:(...) byłabym w stanie zrobić dla niego wszystko, jednak pytanie czy warto dla tej osoby? Mieliśmy wiele sprzeczek, głównie o to, że nie potrafi zaangażować się w ten związek, walczyć o mnie ani okazywać uczuć. (...)
udowadniałam mu nie raz, że od niego nie odejdę, bo go kocham najmocniej na świecie. Inna dziewczyna już by go dawno zostawiła przez to co odwalał, ale ja próbuje zrozumieć jego problemy. (...)
uważam, że jeśli ktoś nie potrafi komuś okazać uczuć ani o tą osobę walczyć to po prostu jej nie kocha na tyle. (...)
Potrzebuje bliskości bardzo, bo mam tylko jego jednak nie chce mu zabraniać spędzania czasu ze znajomymi. Nie mam pojęcia co mam już robićNiepokojące zdania.
O podobnych do Ciebie kobietach jest na forum potężny wątek "Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo", w nim znajdziesz, jeśli będziesz chciała, odpowiedzi na swe pytania.
nie rozumiem co w tym niepokojącego. To źle, że komuś daje dużo miłości?
nie rozumiem co w tym niepokojącego. (...)
W tym też problem.
(...) To źle, że komuś daje dużo miłości?
Kotka też można zagłaskać na śmierć.
ania98980 napisał/a:nie rozumiem co w tym niepokojącego. (...)
W tym też problem.
(...) To źle, że komuś daje dużo miłości?
Kotka też można zagłaskać na śmierć.
głupie gadanie xD
Napisz, proszę, odpowiedź, jaką chcesz przeczytać. Skopiuję ją i wkleję. ![]()
Napisz, proszę, odpowiedź, jaką chcesz przeczytać. Skopiuję ją i wkleję.
o co Ci chodzi? jeśli nie potrafisz pomóc to nie wiem co tutaj robisz.
Co robię? Najczęściej stawiam do pionu.
Przeczytałaś już wspomniany wyżej wątek? [pytanie retoryczne]
Jakiej pomocy oczekujesz? Że ktoś pogłaszcze po głowie?
Eee jak Ci nie pasuje jaki jest to po prostu się rozstan. Niby oczywiste, prawda? Nie zmieniaj Go, to bardzo nie w porządku zmieniać kogokolwiek. Kupując buty, kupujesz całokształt czy tylko podeszwe?
Masz dwa wyjścia
Akceptacja
Rozstanie
Co wybierasz?
Jakiej pomocy oczekujesz? Że ktoś pogłaszcze po głowie?
Eee jak Ci nie pasuje jaki jest to po prostu się rozstan. Niby oczywiste, prawda? Nie zmieniaj Go, to bardzo nie w porządku zmieniać kogokolwiek. Kupując buty, kupujesz całokształt czy tylko podeszwe?
Masz dwa wyjścia
Akceptacja
Rozstanie
Co wybierasz?
po to jest forum żeby prosić o pomoc. Nie chce zmieniać jego charakteru. Nie wszystkie rzeczy w moim partnerze muszą mi się podobać i ciężko niektóre zaakceptować.
Tytuł posta brzmi: "Czy nie przesadzam?"
Odpowiedź jest prosta: tak, przesadzasz.
Szczerze powiedziawszy, Twój chłopak udowadnia, że mu na Tobie zależy tym, że wciąż z Tobą jest. Uwierz, to co opisujesz wydaje się być tak szalenie męczące dla drugiej strony, że ja na jego miejscu już dawno bym uciekła.
Twoja miłość jest bardzo neurotyczna: potrzebujesz ciągłych zapewnień, dowodów, znaków. Gorzej. Wygląda na to, że męczysz o to faceta, suszysz głowę, on pewnie nawet coś tam próbuje, ale w rezultacie i tak dostaje kolejną pogadankę. Stąd pewnie śliskie wytłumaczenie, że to przez przeszłość nie potrafi się zaangażować. Dzięki temu jest trochę rozgrzeszony, ma odrobinę oddechu.
Sprawa jest jednak odrobinę prostsza. Nie doceniamy rzeczy i osób, które przychodzą nam zbyt łatwo. Inaczej spojrzysz na 100 złotych znalezione na ulicy, inaczej na takie, na które musiałaś ciężko pracować kilka(naście) godzin. Ty podajesz się na tacy, wiernie czekasz, podporządkowujesz swoje życie pod jego plany, zapewniasz o miłości i ogólnie - jak śpiewała Groniec - "ze swojej drogi zejdę, będę z tobą". Bardziej się Ciebie zdobyć nie da, więc po co on ma się starać?
Niby nie zabroniłaś mu grać ze znajomymi, niby kreujesz wizerunek wspierającej dziewczyny w jego kontaktach z innymi ludźmi, jednak w każdym z trzech wątków przejawia się ten sam żal, że wybiera innych, a Ty siedzisz sama. Rzeczywiście, nawet jeżeli mówisz mu, żeby grał, on gra, a Ty potem okazujesz smutek i rozgoryczenie, że wybrał to, co sama pozwoliłaś mu wybrać, no to nie dziw się, że on czuje, że się dusi.
Moment w którym on gra, to powinien być moment na Twoje pasje. Nie da się zbudować stabilnego, zdrowego związku, jeżeli partnerzy nie mają czasu na pobycie z samym sobą i własnymi zainteresowaniami.
Twoja potrzeba bliskości i idące za nią wymagania są definicją kobiety-bluszczu, a z takimi kobietami nikt na dłuższą metę nie wytrzymuje.
Możesz więc dobre rady Wielokropka i Istotki wyśmiewać. Możesz również obrazić się na moją wiadomość. Obiecuję Ci jednak, że jeżeli nie zatrzymasz się nad swoim podejściem, wrócisz na to forum za jakiś czas z wątkiem "jak go odzyskać".
PS, trzecie rozwiązanie - terapia
I nie, nie jesteś hm chora psychicznie (jak pewnie to rozwiązanie odbierasz), tylko potrzebujesz coś w sobie naprawić, przepracowac. Może kompleksy, może zbyt mało uwagi od bliskich dostawałas, a może po prostu naczytalas się "mądrych" artykułów.
Jak jest?
32 2020-11-06 23:47:17 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-11-06 23:49:59)
Kota można bardzo łatwo zagłaskać na śmierć i ten kot, w osobie tego biednego faceta, już chyba zaczyna umierać...
Dlaczego tutaj na forum jest tak mało( wydaje się po przeczytaniu) związków, gdzie panuje jakaś równowaga sił i zaangażowania?
Słowem: jest NORMALNIE - pozdro dla Istotki
Jeśli to jest dawanie dużej dawki miłości, to ja bym zwiewał czym prędzej z takiej relacji.
33 2020-11-07 00:41:26 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-11-07 01:12:08)
Kota można bardzo łatwo zagłaskać na śmierć i ten kot, w osobie tego biednego faceta, już chyba zaczyna umierać...
Dlaczego tutaj na forum jest tak mało( wydaje się po przeczytaniu) związków, gdzie panuje jakaś równowaga sił i zaangażowania?
Słowem: jest NORMALNIE - pozdro dla Istotki![]()
Jeśli to jest dawanie dużej dawki miłości, to ja bym zwiewał czym prędzej z takiej relacji.
Nie wiesz jak wygląda nasza relacja. Zawsze daję mu wsparcie, zawsze jestem przy nim kiedy mnie potrzebuje, zawsze jestem z nim szczera, jednak nie dostaję tego samego od niego tylko ma zawsze wyrąbane. Tym bardziej jak nasz związek jest w takim złym stanie to powinien skupić się na nas, ale nie to przecież nudne tak że aż ziewać się chce, bo dziewczyna naprawdę chce walczyć o ten związek.
Tytuł posta brzmi: "Czy nie przesadzam?"
Odpowiedź jest prosta: tak, przesadzasz.Szczerze powiedziawszy, Twój chłopak udowadnia, że mu na Tobie zależy tym, że wciąż z Tobą jest. Uwierz, to co opisujesz wydaje się być tak szalenie męczące dla drugiej strony, że ja na jego miejscu już dawno bym uciekła.
Twoja miłość jest bardzo neurotyczna: potrzebujesz ciągłych zapewnień, dowodów, znaków. Gorzej. Wygląda na to, że męczysz o to faceta, suszysz głowę, on pewnie nawet coś tam próbuje, ale w rezultacie i tak dostaje kolejną pogadankę. Stąd pewnie śliskie wytłumaczenie, że to przez przeszłość nie potrafi się zaangażować. Dzięki temu jest trochę rozgrzeszony, ma odrobinę oddechu.
Sprawa jest jednak odrobinę prostsza. Nie doceniamy rzeczy i osób, które przychodzą nam zbyt łatwo. Inaczej spojrzysz na 100 złotych znalezione na ulicy, inaczej na takie, na które musiałaś ciężko pracować kilka(naście) godzin. Ty podajesz się na tacy, wiernie czekasz, podporządkowujesz swoje życie pod jego plany, zapewniasz o miłości i ogólnie - jak śpiewała Groniec - "ze swojej drogi zejdę, będę z tobą". Bardziej się Ciebie zdobyć nie da, więc po co on ma się starać?Niby nie zabroniłaś mu grać ze znajomymi, niby kreujesz wizerunek wspierającej dziewczyny w jego kontaktach z innymi ludźmi, jednak w każdym z trzech wątków przejawia się ten sam żal, że wybiera innych, a Ty siedzisz sama. Rzeczywiście, nawet jeżeli mówisz mu, żeby grał, on gra, a Ty potem okazujesz smutek i rozgoryczenie, że wybrał to, co sama pozwoliłaś mu wybrać, no to nie dziw się, że on czuje, że się dusi.
Moment w którym on gra, to powinien być moment na Twoje pasje. Nie da się zbudować stabilnego, zdrowego związku, jeżeli partnerzy nie mają czasu na pobycie z samym sobą i własnymi zainteresowaniami.Twoja potrzeba bliskości i idące za nią wymagania są definicją kobiety-bluszczu, a z takimi kobietami nikt na dłuższą metę nie wytrzymuje.
Możesz więc dobre rady Wielokropka i Istotki wyśmiewać. Możesz również obrazić się na moją wiadomość. Obiecuję Ci jednak, że jeżeli nie zatrzymasz się nad swoim podejściem, wrócisz na to forum za jakiś czas z wątkiem "jak go odzyskać".
Nie, nie udowadnia mi nic. Jestem z nim nadal, bo go kocham. Mogłam już odejść setki razy, bo mi na to pozwalał swoim zachowaniem, ale tego nie zrobiłam. Zrozum również, że on długo pracuje. Czasami wraca o 23/22 i w ogóle nie mamy czasu dla siebie przez to również, że nie mieszkamy blisko siebie. Uważam, że powinniśmy tym bardziej skupić się na tym związku przez to właśnie w jak bardzo złym stanie on jest. On nie angażuje się w ogóle i sam mi to powiedział, że ciężko mu się zaangażować i zrozumieć to, że jego życie się zmienia, bo ja jestem w nim.
PS, trzecie rozwiązanie - terapia
I nie, nie jesteś hm chora psychicznie (jak pewnie to rozwiązanie odbierasz), tylko potrzebujesz coś w sobie naprawić, przepracowac. Może kompleksy, może zbyt mało uwagi od bliskich dostawałas, a może po prostu naczytalas się "mądrych" artykułów.
Jak jest?
mój partner ma się niby przejść do psychologa ze swoimi problemami. Ja w sumie też powinnam. Z bliskimi w szkole miałam problem to prawda, zamykałam się długo przed całym światem. Dopiero przed nim się całkowicie otworzyłam i miałam nadzieję na nowy początek.
34 2020-11-07 01:00:34 Ostatnio edytowany przez Istotka6 (2020-11-07 01:03:35)
Jeśli wraca późno to zrozum, że facet chce trochę odpocząć, zrelaksować się np grając. Tym, że napierasz na to jak według Ciebie powinien wyglądać Jego czas wolny to zrozum proszę że odniechecasz Go. Prosty mechanizm - jeśli ktoś ode mnie czegoś w związku wymaga, to pojawia się u mnie blokada, bunt, bo jak to? Związek to akceptacja kogoś jakim jest. To facet musi chcieć, a nie Ty chcesz by on chciał. Natomiast nic na siłę, jeśli naprawdę nie możesz zaakceptować Go jakim jest, to widocznie to nie jest ten. Naprawdę akceptacja to słowo klucz. Jesteś w stanie zaakceptować Go jakim jest i nie suszyć mu głowy?
Też rozumiem Ciebie, chcesz więcej uwagi, ale jeśli macie odmienne potrzeby to po co na siłę ciągnąć taki związek gdzie frustracja będzie się tylko nasilac?
Dziękuję bagienni_ku ![]()
Edit, nawiązując do nowego postu, widzę tu obraz zagubionej dziewczynki potrzebującej odrobinę uwagi, akceptacji, której nie otrzymała. Zastanów się nad terapia szczególnie dla siebie, powinnaś to przepracowac bo widać to rzutuje na Twój związek. Fajnie jakby była to terapia partnerska, ale skup się proszę nad sobą a to też bardzo dużo pomoże w zrozumieniu i zaakceptowaniu i siebie i partnera
Jeśli wraca późno to zrozum, że facet chce trochę odpocząć, zrelaksować się np grając. Tym, że napierasz na to jak według Ciebie powinien wyglądać Jego czas wolny to zrozum proszę że odniechecasz Go. Prosty mechanizm - jeśli ktoś ode mnie czegoś w związku wymaga, to pojawia się u mnie blokada, bunt, bo jak to? Związek to akceptacja kogoś jakim jest. To facet musi chcieć, a nie Ty chcesz by on chciał. Natomiast nic na siłę, jeśli naprawdę nie możesz zaakceptować Go jakim jest, to widocznie to nie jest ten. Naprawdę akceptacja to słowo klucz. Jesteś w stanie zaakceptować Go jakim jest i nie suszyć mu głowy?
Też rozumiem Ciebie, chcesz więcej uwagi, ale jeśli macie odmienne potrzeby to po co na siłę ciągnąć taki związek gdzie frustracja będzie się tylko nasilac?Dziękuję bagienni_ku
Edit, nawiązując do nowego postu, widzę tu obraz zagubionej dziewczynki potrzebującej odrobinę uwagi, akceptacji, której nie otrzymała. Zastanów się nad terapia szczególnie dla siebie, powinnaś to przepracowac bo widać to rzutuje na Twój związek. Fajnie jakby była to terapia partnerska, ale skup się proszę nad sobą a to też bardzo dużo pomoże w zrozumieniu i zaakceptowaniu i siebie i partnera
Kocham go za to jaką osobą jest, ale ma wiele problemów w czym próbuje mu pomóc, ale sama nie dam rady. Próbuje co mogę i wszystko nadaremno. Nigdy nie naciskałam na niego, zawsze pytam go czy okej się z tym czuje itp. Raz w życiu tylko naciskałam na niego kiedy na drugim naszym spotkaniu miał przyjechać do mnie - to co zrobił w dzień spotkania? pojechał po kartę graficzną przez co później już nie miał czasu się ze mną spotkać. Potem nie był pewny sam czy chce przyjechać i musiałam dzwonić do niego, rozmawiać z nim przez jakąś godzinę żeby łaskawie do mnie przyjechał.
Hm, a ja bym Ci na początek poleciła przeczytanie książki "partnerstwo bliskości", która może Ci otworzyć oczy na pewne sprawy. Możliwe że dzięki niej zrozumiesz nad czym warto pracować w tej relacji i u siebie. Ona jest o stylach przywiązania - jak Cię czytam, pasujesz mi pod lęk przez odrzuceniem, a on lęk przed bliskością. Takie pary bardzo często razem się dobierają, a potem występuje u nich klasyczna walka o zachowanie optymalnego poziomu bliskości - dla Ciebie jest on dużo większy niż dla niego i nie ma w tym nic nienormalnego ani złego, dopóki Twoje zachowanie nie krzywdzi innych.
Tam oczywiście nie ma oceniania i wartościowania, który styl jest lepszy/gorszy, za to masa dobrej wiedzy, testów, ćwiczeń i rad. To może być naprawdę dobry wstęp do pracy nad sobą i związkiem;).
Istotka zwróciła uwagę na ważny fakt, coś w stylu reżyserowania komuś życia. Jedna osoba uważa, że można układać scenariusz relacji według swojego planu i wydaje się jej, że to najlepsza i jedyna opcja, jaka istnieje. Tutaj chyba każde ciągnie w swoją stronę, bo potrzebuje czego innego: Autorka ciągłej i nieustającej uwagi a jej facet świętego spokoju. W tym momencie jestem bardziej w stanie zrozumieć faceta, bo każdy człowiek jest niezależnym bytem i sam sobie powinien wyznaczyć przestrzeń i czas tylko i wyłącznie dla sienie, przysłowiowy święty spokój. Takie poczucie luzu, które sprawia, że czujemy się swobodnie. Niezależny bt oznacza też, że sam sobie powinien dawać radę z problemami, bo nikt go za rączkę nie będzie prowadzić jak małe dziecko. Facet ewidentnie ucieka od Autorki, bo się czuje zbyt osaczony i kierowany pod tym względem, jak i co powinien robić w tym związku.
38 2020-11-07 11:34:33 Ostatnio edytowany przez Shoggies (2020-11-07 11:35:56)
Nie, nie udowadnia mi nic. Jestem z nim nadal, bo go kocham. Mogłam już odejść setki razy, bo mi na to pozwalał swoim zachowaniem, ale tego nie zrobiłam. Zrozum również, że on długo pracuje. Czasami wraca o 23/22 i w ogóle nie mamy czasu dla siebie przez to również, że nie mieszkamy blisko siebie. Uważam, że powinniśmy tym bardziej skupić się na tym związku przez to właśnie w jak bardzo złym stanie on jest. On nie angażuje się w ogóle i sam mi to powiedział, że ciężko mu się zaangażować i zrozumieć to, że jego życie się zmienia, bo ja jestem w nim.
Skoro Twój facet nie robi nic co dałoby Ci satysfakcję z tego związku, to dlaczego chcesz w to inwestować tyle wysiłku? Mówisz, że go kochasz, ale usilnie chcesz go zmienić. Jego zachowanie i brak zaangażowania ma prawo Ci nie odpowiadać, ale im bardziej będziesz próbowała wymusić na nim optymalny dla Ciebie stan związku, tym bardziej będzie się opierał. Spróbuj postawić się na jego miejscu, chciałabyś angażować się w związek na tyle ile chcesz i możesz w danym momencie, czy być przymuszana?
Poza tym z kim chcesz walczyć o ten związek? I dlaczego tak uparcie ciągnąć coś z czego ani Ty ani on nie jesteście zadowoleni?
mój partner ma się niby przejść do psychologa ze swoimi problemami. Ja w sumie też powinnam. Z bliskimi w szkole miałam problem to prawda, zamykałam się długo przed całym światem. Dopiero przed nim się całkowicie otworzyłam i miałam nadzieję na nowy początek.
I tu chodzi o to, że Twoje wyobrażenia i oczekiwania od tego związku niekoniecznie musiały się spotkać z jego oczekiwaniami. Możliwe, że Twój facet ma problem z bliskością i się jej obawia, jeśli naprawdę Ci na nim zależy to daj mu przestrzeń, zrób mu miejsce, żeby się zaangażował i spróbował wejść w ten związek na tyle na ile może i chce, jak walczysz i kochasz za dwoje, to on już nic nie ma do roboty. A ten czas kiedy będziesz mu dawała przestrzeń możesz poświęcić na pracę nad sobą i zrozumienie, że o ile masz prawo mieć potrzeby i oczekiwania, to druga strona wcale nie musi mieć takich samych i to też jest ok. Miłość to dla mnie postawa szacunku wobec potrzeb partnera, jeśli on nie chce się mocniej angażować to albo to akceptuję, albo jeśli nie chce tak żyć (i mam do tego pełne prawo), odchodzę i próbuję zbudować relacje z kimś kto ma podobne potrzeby i wartości.
Poza tym, piszesz, że chcesz mu pomóc, a on nie chce nic ze sobą zrobić. I to niestety też trzeba zaakceptować. Nie można kogoś zbawiać na siłę, natomiast jeśli autentycznie chcesz dla niego dobrze, ale nie po to, żeby mieć go bardziej dla siebie, tylko żeby lepiej się w życiu czuł, to jest szansa, że on Cię posłucha.
Na razie mam wrażenie, że chcesz mu pomóc, żeby stał się partnerem jakim chcesz żeby był, a nie żeby on czuł się lepiej, i to może być podświadome. Trochę rozumiem zatem dlaczego on może takiej pomocy nie chcieć. Zapytałaś go kiedyś czego on chce i oczekuje od Ciebie albo tego związku? Wiesz jak on sobie wyobraża Waszą relacje?
A on chce od Ciebie pomocy? Szczerze tego chce? Czy to aby nie jest tak, że to Ty chcesz partnerowi pomóc i nakładasz na Niego presję by on też "chciał"? Moim zdaniem mijacie się w potrzebach, wizjach związku. Miej też na uwadze, że jak różowe okulary opadają, to związek też się trochę zmienia, każda lub jedna ze stron chce więcej czasu dla siebie, na swoją przestrzeń i to jest zdrowe.
Przechodziłam też przez to, musiałam zaakceptować kilka kwestii w partnerze, które mi przeszkadzały ale zdałam sobie sprawę, że on taki jest i albo to akceptuje albo nie. A jeśli nie akceptuje, to nie będę kogoś zmieniac bo nie o to w związku chodzi.
Moja rada, odpuść Kochana, wyluzuj. Za bardzo kierujesz się emocjami a one są zwykle złym doradcą
ania98980 napisał/a:Nie, nie udowadnia mi nic. Jestem z nim nadal, bo go kocham. Mogłam już odejść setki razy, bo mi na to pozwalał swoim zachowaniem, ale tego nie zrobiłam. Zrozum również, że on długo pracuje. Czasami wraca o 23/22 i w ogóle nie mamy czasu dla siebie przez to również, że nie mieszkamy blisko siebie. Uważam, że powinniśmy tym bardziej skupić się na tym związku przez to właśnie w jak bardzo złym stanie on jest. On nie angażuje się w ogóle i sam mi to powiedział, że ciężko mu się zaangażować i zrozumieć to, że jego życie się zmienia, bo ja jestem w nim.
Skoro Twój facet nie robi nic co dałoby Ci satysfakcję z tego związku, to dlaczego chcesz w to inwestować tyle wysiłku? Mówisz, że go kochasz, ale usilnie chcesz go zmienić. Jego zachowanie i brak zaangażowania ma prawo Ci nie odpowiadać, ale im bardziej będziesz próbowała wymusić na nim optymalny dla Ciebie stan związku, tym bardziej będzie się opierał. Spróbuj postawić się na jego miejscu, chciałabyś angażować się w związek na tyle ile chcesz i możesz w danym momencie, czy być przymuszana?
Poza tym z kim chcesz walczyć o ten związek? I dlaczego tak uparcie ciągnąć coś z czego ani Ty ani on nie jesteście zadowoleni?
ania98980 napisał/a:mój partner ma się niby przejść do psychologa ze swoimi problemami. Ja w sumie też powinnam. Z bliskimi w szkole miałam problem to prawda, zamykałam się długo przed całym światem. Dopiero przed nim się całkowicie otworzyłam i miałam nadzieję na nowy początek.
I tu chodzi o to, że Twoje wyobrażenia i oczekiwania od tego związku niekoniecznie musiały się spotkać z jego oczekiwaniami. Możliwe, że Twój facet ma problem z bliskością i się jej obawia, jeśli naprawdę Ci na nim zależy to daj mu przestrzeń, zrób mu miejsce, żeby się zaangażował i spróbował wejść w ten związek na tyle na ile może i chce, jak walczysz i kochasz za dwoje, to on już nic nie ma do roboty. A ten czas kiedy będziesz mu dawała przestrzeń możesz poświęcić na pracę nad sobą i zrozumienie, że o ile masz prawo mieć potrzeby i oczekiwania, to druga strona wcale nie musi mieć takich samych i to też jest ok. Miłość to dla mnie postawa szacunku wobec potrzeb partnera, jeśli on nie chce się mocniej angażować to albo to akceptuję, albo jeśli nie chce tak żyć (i mam do tego pełne prawo), odchodzę i próbuję zbudować relacje z kimś kto ma podobne potrzeby i wartości.
Poza tym, piszesz, że chcesz mu pomóc, a on nie chce nic ze sobą zrobić. I to niestety też trzeba zaakceptować. Nie można kogoś zbawiać na siłę, natomiast jeśli autentycznie chcesz dla niego dobrze, ale nie po to, żeby mieć go bardziej dla siebie, tylko żeby lepiej się w życiu czuł, to jest szansa, że on Cię posłucha.
Na razie mam wrażenie, że chcesz mu pomóc, żeby stał się partnerem jakim chcesz żeby był, a nie żeby on czuł się lepiej, i to może być podświadome. Trochę rozumiem zatem dlaczego on może takiej pomocy nie chcieć. Zapytałaś go kiedyś czego on chce i oczekuje od Ciebie albo tego związku? Wiesz jak on sobie wyobraża Waszą relacje?
Nie przymuszam do go niczego, zawsze go pytam czy chce tego, czy chce tamtego. On wie, że czasami popełnia błędy i mi o tym już mówił, że czuje się źle robiąc to i tamto. Wczoraj ponownie rozmawialiśmy szczerze.
A on chce od Ciebie pomocy? Szczerze tego chce? Czy to aby nie jest tak, że to Ty chcesz partnerowi pomóc i nakładasz na Niego presję by on też "chciał"? Moim zdaniem mijacie się w potrzebach, wizjach związku. Miej też na uwadze, że jak różowe okulary opadają, to związek też się trochę zmienia, każda lub jedna ze stron chce więcej czasu dla siebie, na swoją przestrzeń i to jest zdrowe.
Przechodziłam też przez to, musiałam zaakceptować kilka kwestii w partnerze, które mi przeszkadzały ale zdałam sobie sprawę, że on taki jest i albo to akceptuje albo nie. A jeśli nie akceptuje, to nie będę kogoś zmieniac bo nie o to w związku chodzi.Moja rada, odpuść Kochana, wyluzuj. Za bardzo kierujesz się emocjami a one są zwykle złym doradcą
mówił, że chce. Wczoraj ponownie mieliśmy szczerą rozmowę i powiedział, że czuje się głupio z niektórymi rzeczami które robi, bo jest lekkomyślny.
ania98980, nie pisz, proszę, postu pod postem - to niezgodne z naszym Regulaminem. Jeśli chcesz coś dopisać do swojej wypowiedzi, używaj opcji „edytuj”.
...... musiałam zaakceptować kilka kwestii w partnerze, które mi przeszkadzały ale zdałam sobie sprawę, że on taki jest i albo to akceptuje albo nie. A jeśli nie akceptuje, to nie będę kogoś zmieniac bo nie o to w związku chodzi.
Moja rada, odpuść Kochana, wyluzuj. Za bardzo kierujesz się emocjami a one są zwykle złym doradcą
sto procent prawdy! Zapamietaj to sobie jak bedziesz robila podobne bledy w innych swoich zwiazkach ![]()
nie zmienisz go na sile, wiec tak jak napisala kolezanka na gorze albo akceptujesz albo zmieniasz partnera
Twoje wszystkie pogadanki i wywody na wiele sie nie zdadza. Nie mowie ze nie masz go informowac o swoich odczuciach i uczuciach ale nie rob tego non stop bo kompletnie mu zobojetnieje to co mowisz - jesli juz nie zobojetnialo. Zajmij sie soba, bo na przyklad nie mozesz sie spotkac bo masz swoje rzeczt do roboty. Poki co jestes na kazde zawolanie i tak jak to ktos wczesniej napisal podalas sie mu na tacy wiec on nie musi sie starac. Daj na wstrzymanie zeby on sie troche postaral, bo poki co pewnie uwazasz ze jak ty sie nie postarasz to nic z tego nie bedzie i starasz sie za was oboje a pozniej masz do niego pretensje.