Również zwróciłam uwagę na tę sytuację. Autorka poprosiła męża o pomoc, bo musiała dostać się do pracy, w takiej dosyć kłopotliwej sytuacji albo się pomaga, albo podsuwa jakieś alternatywne rozwiązanie, a nie wrzeszczy, że zepsuty samochód trzeba naprawić. Strasznie to było zresztą 'odkrywcze'.
Mnie jakieś trzy tygodnie temu padł akumulator. Tak się złożyło, że miałam kilka spraw do załatwienia, w tym jedną umówioną na konkretną godzinę. Kiedy zadzwoniłam do męża z samym zapytaniem czy to aby na pewno akumulator (tak wydedukowałam, ale pewna nie byłam), bo kolejno wyświetlają się komunikaty wskazujące na cały szereg awarii pojazdu, to pomimo że był w drodze do pracy, do której ma 25 kilometrów, wrócił, by to sprawdzić i podwieźć mnie tam, gdzie najpilniej potrzebowałam. Nigdy nie zdarzyło się, żeby w jakiejkolwiek podobnej sytuacji odmówił, a tym bardziej unosił się, nawet jeśli było to dla niego kłopotliwe.
Moim zdaniem masz, Josz, rację, że tak gwałtowna reakcja może wskazywać na jakiś drażliwy temat, być może możliwość zdemaskowania, że koleżanka też czekała na przysługę. Jeśli tak, to w tym miejscu pojawia się pytanie dlaczego ten temat jest aż tak drażliwy. Tego możemy się jednak głównie domyślać.
W każdym razie trochę za dużo tych wszystkich sygnałów, które wzbudziły Twój, Verko, niepokój. Tak szczerze, to u mnie również zapaliłaby się lampka ostrzegawcza, tym bardziej, że ta pani wydaje się nie mieć żadnych oporów. Owszem, decyzja zawsze należeć będzie do męża, ale ten - jak widać - nie widzi w jej zachowaniu nic niestosownego, wybucha nieadekwatnie do bodźca, a przy tym twierdzi, że histeryzujesz, choć zdaje się, że od histerii dzielą Cię jeszcze lata świetlne.