rozstanie.. czy z klasa? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstanie.. czy z klasa?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 56 do 110 z 120 ]

56

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

To nie jest tak, że ja jestem już teraz zdesperowany i patrze tylko żeby kogoś znaleźć.  Tak jak piszecie, muszę najpierw dojść sam do siebie, poukładać to wszystko w głowie.   

GabrielaKlym,  ja do końca nie rozumiem Twoich argumentów, bo wynika z tego tylko tyle że trzeba szukać, szukać, do skutku.   A mi chodzi tylko o to, że oczywiście może się mi coś nie podobać, czy drugiej stronie. Ale wtedy siadamy, rozmawiamy , jeśli ten ktoś mówi, że on tego nie zmieni, to wtedy rozstanie ma sens. 
Na początku zawsze jest cukierkowo, poza tym chyba trzeba iść czasami na kompromis.  Chyba o to w tym chodzi? Bo mam wrażenie, że teraz bronisz, mówiąc nie zwodziła Cie itp.   

Bo mówisz o związku z miłości, to czym jest miłość dla Ciebie? Chodzi o motyle w brzuchu?   Dla mnie miłość to jest szacunek, wzajemne wsparcie w dobrych i złych chwilach, wyrozumiałość, umiejętność powiedzenia przepraszam, dziękuje że jesteś itp itd.

Zobacz podobne tematy :

57

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

=telefonik=Chodzi o motyle w brzuchu?   Dla mnie miłość to jest szacunek, wzajemne wsparcie w dobrych i złych chwilach, wyrozumiałość, umiejętność powiedzenia przepraszam, dziękuje że jesteś itp itd.

Zgadzam się, ale jak pisał anderstud nie wszystkie jednostki mają ten sam procesor. Niektóre go wogole nie mają. I co zrobisz?
Fajnie, że masz takie wartości. Trzymaj je dla siebie, jako swój skarb który pokażesz wtedy kiedy będziesz już wiedział, że warto.
A będziesz wiedział wtedy kiedy będzie Twoje akcja- Jej reakcja a nie Twoja akcja- jej sraczka - patrz metoda zwierciadełka.

Say What You Mean, Mean What You Say

58

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
telefonik napisał/a:

To nie jest tak, że ja jestem już teraz zdesperowany i patrze tylko żeby kogoś znaleźć.  Tak jak piszecie, muszę najpierw dojść sam do siebie, poukładać to wszystko w głowie.   

GabrielaKlym,  ja do końca nie rozumiem Twoich argumentów, bo wynika z tego tylko tyle że trzeba szukać, szukać, do skutku.   A mi chodzi tylko o to, że oczywiście może się mi coś nie podobać, czy drugiej stronie. Ale wtedy siadamy, rozmawiamy , jeśli ten ktoś mówi, że on tego nie zmieni, to wtedy rozstanie ma sens. 
Na początku zawsze jest cukierkowo, poza tym chyba trzeba iść czasami na kompromis.  Chyba o to w tym chodzi? Bo mam wrażenie, że teraz bronisz, mówiąc nie zwodziła Cie itp.   

Bo mówisz o związku z miłości, to czym jest miłość dla Ciebie? Chodzi o motyle w brzuchu?   Dla mnie miłość to jest szacunek, wzajemne wsparcie w dobrych i złych chwilach, wyrozumiałość, umiejętność powiedzenia przepraszam, dziękuje że jesteś itp itd.


Takie rzewne teksty to sobie daruj. Ta cała miłość to tylko hormony nic wiecej, najpierw ci fenyloetyloamina a potem oksytocyna ci łeb zalewa, latasz za "suczką" jak pies, ba niektórzy nawet samobója sobie strzelają.

59

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Niestety ja jestem typem troszkę romantyka, lubię rozpieszczać "swoja" kobietę kwiatami, wszelaką pomocą.   Generalnie czynami, bo słowami typu kochanie, cukiereczku to tylko w odpowiednich chwilach. 
Jakoś się tak nauczyłem, przywiązywać do swoich dziewczyn.  Pewnie to wina dzieciństwa, troszkę kompleksów. Nie zgrywałem nigdy samca alfa, ale umiem też się zbuntować.

Nie ukrywam, że cięzko mi jest to wszystko w głowie sobie poukładać, cały czas o tej dziewczynie myśle, to nie jest może tęsknota ale przywiązanie? Nie wiem sam już.

60

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
telefonik napisał/a:

Nie ukrywam, że cięzko mi jest to wszystko w głowie sobie poukładać, cały czas o tej dziewczynie myśle, to nie jest może tęsknota ale przywiązanie? Nie wiem sam już.

To jest jedno i to samo tęsknota i przywiązanie jednocześnie przerwana naturalna więź i coś jak nałóg nikt nie jest dokonały
Masz prawo czuć co czujesz.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

61

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
fuorviatos napisał/a:

=telefonik=Chodzi o motyle w brzuchu?   Dla mnie miłość to jest szacunek, wzajemne wsparcie w dobrych i złych chwilach, wyrozumiałość, umiejętność powiedzenia przepraszam, dziękuje że jesteś itp itd.

Zgadzam się, ale jak pisał anderstud nie wszystkie jednostki mają ten sam procesor. Niektóre go wogole nie mają. I co zrobisz?
Fajnie, że masz takie wartości. Trzymaj je dla siebie, jako swój skarb który pokażesz wtedy kiedy będziesz już wiedział, że warto.
A będziesz wiedział wtedy kiedy będzie Twoje akcja- Jej reakcja a nie Twoja akcja- jej sraczka - patrz metoda zwierciadełka.

Dokładnie tak. Właściwie wszystko się sprowadza do trzech banalnie prostych zasad:

1. Za darmo nie ma nic
2. Tyle weźmiesz ile dasz
3. Traktuj innych tak jak sam chcesz być traktowany

Jak już znajdziesz laskę, która to rozumie, nie puszczaj jej z rąk, bo takie osoby to nie autobusy i nie zjawiają się co 10 minut.

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

62

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Tylko czy są takie osoby? Gdzie ich szukać, ze świecą?

63

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Podszedłbym do tego inaczej. Zadaj sobie pytanie jaką ty chcesz być osoba bo jak tak będziesz szukał to trafisz na kolejny bluszcz lub pasożyta. Zmień przekonanie o sobie i swoje zachowanie. A jak będziesz stosował metodę zwierciadełka to szybko będziesz wiedział czy gra jest warta świeczki czy babrasz się w gównie.

Say What You Mean, Mean What You Say

64

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
telefonik napisał/a:

Tylko czy są takie osoby? Gdzie ich szukać, ze świecą?

fuorviatos napisał/a:

Podszedłbym do tego inaczej. Zadaj sobie pytanie jaką ty chcesz być osoba bo jak tak będziesz szukał to trafisz na kolejny bluszcz lub pasożyta.

Popieram mojego przedmówcę. Nie ma co szukać na siłę, a we właściwym czasie i miejscu odnajdzie cię samo.
Całkiem niedawno sam byłem w niemal identycznej sytuacji jak ty teraz. Właściwie gdyby podmienić wiek oraz imiona bohaterów,
to nasze historie niczym by się od siebie nie różniły smile Też mi laska zasadziła kopa w odwłok i w okolicznościach podobnych jak u ciebie
i też tak samo jak ty teraz wpadłem na świetny pomysł poszukania sobie szybko następnej, zresztą zawsze tak robię i zawsze działa.

No widzisz niekoniecznie, bo tym razem zadziałać nie chciało. Poznałem kilka nawet w sumie fajnych dziewczyn, poumawiałem się na randki,
ożłopałem się kawy, pogadałem sobie o dupie maryni, wysłuchałem setny raz tych wszystkich standardowych pierdół, które znam już na pamięć...
i stwierdziłem, że to nie ma żadnego sensu. Po prostu. Nie wiem, bo tego nie liczę, ale już chyba z miesiąc czasu z żadną nawet się nie umówiłem.
O przepraszam, jedna taka co z nią kiedyś dawno się spotykałem, wyciągnęła mnie w niedzielę na lody (takie prawdziwe, do jedzenia, zboki smile )
a że akurat moja była żona pojechała gdzieś z moim dzieckiem, to i tak nie miałem w sumie nic ciekawego do roboty i dałem się namówić.
Posiedzieliśmy, pogadaliśmy, żadne tam podchody ani nic z tych rzeczy, od razu jej zapowiedziałem, że nic z tego, na co ona, że spoko i luz.

I to tyle. Zero napinki, zajmuję się swoimi sprawami, do tematu latania za babami czy jakichś randek podchodzę już na totalnej wyjebce.
Także tobie również polecam się opanować, bo jak będziesz szukał na chama, to znów się wpakujesz w jakieś gówno, a szkoda na to zdrowia.
Taka moja rada, chociaż jak powszechnie wiadomo nie jestem tu od tego, żeby udzielać rad smile

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

65

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Dobrze prawisz anderstud smile

Say What You Mean, Mean What You Say

66

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Dziękuje Ci anderstud, bardzo przyjemnie się czyta Twoje posty.  Wydajesz się człowiekiem bardzo pewnym siebie, powiedz mi proszę czy mentalnie długo się zbierałeś po tej akcji? Bo z tego co czytam to wnioskuje, że szybko się pozbierałeś , skoro zacząłeś działać z innymi kobietami. 
Nie miałeś jakiś wyrzutów sumienia, pretensji do siebie, że to może Ty zawiniłeś?  Bo ja również miewam takie myśli w swojej głowie.

67

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
telefonik napisał/a:

Dziękuje Ci anderstud, bardzo przyjemnie się czyta Twoje posty.  Wydajesz się człowiekiem bardzo pewnym siebie, powiedz mi proszę czy mentalnie długo się zbierałeś po tej akcji? Bo z tego co czytam to wnioskuje, że szybko się pozbierałeś , skoro zacząłeś działać z innymi kobietami. 
Nie miałeś jakiś wyrzutów sumienia, pretensji do siebie, że to może Ty zawiniłeś?  Bo ja również miewam takie myśli w swojej głowie.

Przed tą akcją byłem dwukrotnie żonaty, a oprócz tego zaliczyłem dość pokaźną liczbę różnego rodzaju "znajomości"
które się kończyły w mniej lub bardziej dramatycznych okolicznościach, więc w moim przypadku procentuje już doświadczenie
i rozstania takie czy siakie generalnie po mnie raczej spływają, gdyż wychodzę z założenia - jak nie to nie, na ch*j drążyć temat -
a jeśli już o doświadczeniu mowa, to równie dobrze potrafię udawać idiotę jak i jednocześnie świetnie czytać między wierszami,
więc w zasadzie można powiedzieć, że niemal w 100% byłem pewien co się stanie, wiedziałem też kiedy dokładnie to nastąpi,
jedyne co w tym wszystkim budziło jakąś tam moją ciekawość, to tylko powód, ale jak się okazało tu również nie było zaskoczenia.

Czy nie miałem wyrzutów sumienia? Wydaje mi się, że to jest całkowicie normalny i zdrowy naturalny odruch, gdy kurz i emocje opadną,
przychodzi czas na analizy i wnioski. No chyba że mówimy o osobowości narcystycznej lub psychopatycznej pozbawionej ludzkich uczuć,
to wtedy może jest inaczej, ale u zdrowych osobników bez zaburzeń coś takiego jak wyrzuty sumienia prędzej czy później się pojawiają,
bo nikt z nas nie jest doskonały wbrew temu co niektórzy chcieliby o sobie samych sądzić. Każdy ma coś za uszami, ja też mam, oczywiście.
Jednak w dużej mierze moje zachowanie wynikało bezpośrednio z tego jak byłem w tej relacji traktowany (patrz zasada zwierciadła m.in.)
co oczywiście generowało coraz więcej nieporozumień i mnożyło kolejne konflikty, bo ja nie jestem jakiś cienki bolek z pierwszej łapanki
i nie dam sobie nasrać na łeb nikomu, nawet kobiecie którą kocham i której właśnie się oświadczyłem, nie o to chodzi w byciu razem.

Czy mam do siebie pretensje? Nie. Nie mam do siebie pretensji. Za prowadzenie relacji odpowiadają dwie osoby, a nie tylko ja jeden.
Uważam, że i tak zbyt dużo z siebie dawałem w porównaniu z tym co sam dostawałem. Podczas naszej ostatniej rozmowy
wielokrotnie ją prosiłem o podanie chociaż trzech rzeczy, które ona zrobiła dla mnie przez cały okres ponad 2 lat naszej znajomości.
Nie była w stanie podać nawet jednej. Wszystko co zdołała z siebie wydusić to - nie przypominam sobie takiej sytuacji - fajnie, co?
O całej reszcie nie będę już nawet wspominał, bo musiałbym osobny wątek założyć, żeby tam pomieścić tylko te razy o których pamiętam,
kiedy mnie wystawiła, kiedy mnie zawiodła, kiedy jej się nie chciało, kiedy zapomniała, kiedy nie mogła, kiedy coś tam i coś tam i coś tam.
Co oczywiście w niczym jej nie przeszkadzało żądać ode mnie i wymagać rzeczy tak niedorzecznych, że do dziś mnie nosi na samą myśl,
że mogłem być tak głupi i to dla niej robić w zamian za ... no w zamian za praktycznie nic. Dosłownie i w przenośni jedno wielkie puste NIC
No to powiedz sam, o co ja mogę mieć do siebie pretensje? Chyba tylko o to, że tak długo i cierpliwie to wszystko znosiłem,
a na koniec i tak usłyszałem że jestem zerem, że do niczego się nie nadaję, że jestem szmatą, pijawką i że ona ma odruch wymiotny smile

Jeśli miewasz takie myśli w głowie, że to ty zawiniłeś, to w narzędziach systemowych Windowsa masz tam takie coś jak notatnik.
Weź go sobie otwórz w nowym oknie i powypisuj najpierw ile razy ty byłeś o coś proszony, potem ile razy sam o coś prosiłeś,
a następnie ile razy ty odmówiłeś i na koniec ile razy tobie odmawiano. Ja tak zrobiłem, tyle że na zwykłej kartce papieru
i kiedy doszedłem do wyniku 0:10 na moją niekorzyść, wypieprzyłem kartkę do kosza, spakowałem torbę i pojechałem na siłownię.
Takie ćwiczenia bardzo szybko pozwalają wrócić myślom na właściwe tory i skutecznie leczą z zapędów do wchodzenia w kolejny syf.
Nie ma zmiłuj, jak nie będziesz cały czas kontrolował sytuacji, to nawet się nie zorientujesz, kiedy laska cię przerobi na mielone.

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

68

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
anderstud napisał/a:

No widzisz niekoniecznie, bo tym razem zadziałać nie chciało. Poznałem kilka nawet w sumie fajnych dziewczyn, poumawiałem się na randki,
ożłopałem się kawy, pogadałem sobie o dupie maryni, wysłuchałem setny raz tych wszystkich standardowych pierdół, które znam już na pamięć...
i stwierdziłem, że to nie ma żadnego sensu. Po prostu. Nie wiem, bo tego nie liczę, ale już chyba z miesiąc czasu z żadną nawet się nie umówiłem.

...

I to tyle. Zero napinki, zajmuję się swoimi sprawami, do tematu latania za babami czy jakichś randek podchodzę już na totalnej wyjebce.
Także tobie również polecam się opanować, bo jak będziesz szukał na chama, to znów się wpakujesz w jakieś gówno, a szkoda na to zdrowia.
Taka moja rada, chociaż jak powszechnie wiadomo nie jestem tu od tego, żeby udzielać rad smile

W sumie mam teraz podobnie, żadne tam Sympatie, We Dwoje czy My Dwoje i inne swatki. Jak się ma stać to się stanie bez tej całej napinki. A jak nie to nie, chociażbyś nogi uchodził.
Jeszcze jedno bym dopisała do tych randek z neta: to, że ktoś się spodoba wizualnie a także jest z nim o czymś pogadać, to też nic.
Bo bywało, że pan ogólnie niczego sobie, na dodatek czysty, schludny, porozmawiać też się dało, nawet pożartować, z kulturą wszystko... a i tak nic z tego nie wyszło aniz jednej ani z drugiej strony a często kończyło się na jedynym spotkaniu i zdawkowym SMSie "było miło, dziękuję z a spotkanie", albo i bez SMSa.

69

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Czyli wierzycie w przeznaczenie, że co ma się stać to stanie ? smile

70

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
telefonik napisał/a:

Czyli wierzycie w przeznaczenie, że co ma się stać to stanie ? smile

Coś w tym stylu ale nie do końca. Bo moim zdaniem człowiek się zmienia i w jednym momencie życia może być tak, że faktycznie przeznaczona mu samotność.
Ale ten sam człowiek za jakiś czas może cos zmienić w swoim życiu, w swoim zachowaniu, wyciągnąć wnioski i to przeznaczenie się zmieni.
Inaczej możnaby leżeć na kanapie i nic nie robić bo co ma być to będzie.

71

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
rossanka napisał/a:
telefonik napisał/a:

Czyli wierzycie w przeznaczenie, że co ma się stać to stanie ? smile

Coś w tym stylu ale nie do końca. Bo moim zdaniem człowiek się zmienia i w jednym momencie życia może być tak, że faktycznie przeznaczona mu samotność.
Ale ten sam człowiek za jakiś czas może cos zmienić w swoim życiu, w swoim zachowaniu, wyciągnąć wnioski i to przeznaczenie się zmieni.
Inaczej możnaby leżeć na kanapie i nic nie robić bo co ma być to będzie.

edit:
Ścislej pisząc, chodziło mi o coś takiego, że jak dobrze Ci w czyimś towarzystwie, to samo się wszystko dzieje, tematy do rozmów same przychodzą, samo wychodzi np wychodzenie z tąosobą na koncert, czy siedzenie nad planszówkami.
A jak chcesz za bardzo kogoś poznać to się spinasz, jak kogoś poznajesz to wymyślasz tematy do rozmowy, nie iskrzy, nie trybi, ale facet rokuje, kulturalny, czysty, wizualnie ok - a i tak nic z tego nie będzie.

72

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
rossanka napisał/a:

W sumie mam teraz podobnie, żadne tam Sympatie, We Dwoje czy My Dwoje i inne swatki. Jak się ma stać to się stanie bez tej całej napinki. A jak nie to nie, chociażbyś nogi uchodził.
Jeszcze jedno bym dopisała do tych randek z neta: to, że ktoś się spodoba wizualnie a także jest z nim o czymś pogadać, to też nic.
Bo bywało, że pan ogólnie niczego sobie, na dodatek czysty, schludny, porozmawiać też się dało, nawet pożartować, z kulturą wszystko... a i tak nic z tego nie wyszło aniz jednej ani z drugiej strony a często kończyło się na jedynym spotkaniu i zdawkowym SMSie "było miło, dziękuję z a spotkanie", albo i bez SMSa.

U mnie bywało, że dawałem zielone światło tego typu znajomościom, ot po prostu na zasadzie "zobaczymy co będzie, spróbować nie zaszkodzi"
i jak sięgam pamięcią chyba nigdy to nie trwało dłużej niż miesiąc, a po zakończeniu czułem taką ulgę, że miałem wszystkiego dość na jakiś czas.
Obecnie już nawet nie chce mi się zaczynać ani próbować, bo jak nie ma tego czegoś od samego startu, jak mnie do kogoś nie ciągnie zwyczajnie,
to całe to zamieszanie jest po prostu zbędne w skrócie rzecz ujmując. Nie wiem, albo jest za ciepło jakoś w tym roku wyjątkowo,
albo coś mi się w głowie poprzestawiało, ale jak kiedyś nie mogłem na tyłku w spokoju usiedzieć, jeśli jakiejś laski akurat nie miałem,
tak teraz mi to kalafiorem wisi jak nigdy. Od czasu do czasu zajrzę na portal, przelecę myszką te profile, coś tam przeczytam jak ktoś napisze,
czasami odpowiem, czasami mam w dupie, czasami z jakąś starą znajomą pogadam, bo z kolejnym palantem jej nie wyszło i tak sobie czas leci.

No ale my rossanka jesteśmy starsi od węgla, nie to co autor wątku, może tu leży przyczyna zmiany optyki na pewne sprawy, nie wiem...
Aktualnie dobrze mi jest samemu i nie garnę się jakoś do zawierania nowych znajomości, a co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze,
to od kiedy mi się tak we łbie porobiło, obserwuję jakby wzmożoną aktywność ze strony płci przeciwnej wokół mojej skromnej osoby,
ale może to być skutek tego, że ja generalnie ciężko znoszę upały i być może mam już jakieś omamy wywołane udarem cieplnym czy coś...

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

73

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Macie racje, ja jestem zdecydowanie od Was młodszą osobą więc moje spojrzenie jest zupełnie inne. Ale zmienia się, inaczej myślałem na temat związków 5 lat temu inaczej teraz.
Ja nie wiem czy już wspominałem, raczej na pewno, że moi znajomi są już w związkach małżeńskich i z dziećmi więc ja "łaknę" tego samego matrixa.  Wasze posty mi bardzo prostują myślenie , metoda zwierciadełka tak prosta i oczywista, a ja nawet o niej nie pomyślałem. Chociaż patrząc na te związki z boku, widać że nie wszyscy są szczęśliwi  albo nie dają tego po sobie poznać.

Jeśli chodzi o  mnie to życie się toczy dalej,  kontakt jest urwany, profile pokasowane , nie zaglądam, nie sprawdzam.   Jedynie co to myślę, ale są to myśli do opanowania. Wziąłem sie za siebie, bo jestem osobą szczupłą, ektomorfikiem.  Generalnie czułem się z tym do tej pory dobrze, ale teraz zaczęło mi to przeszkadzać. Także ogaraniam jedzenie i siłka. Akurat gdy się ogarne psychicznie to mam nadzieje fizycznie też nabiorę troszkę masy.

Chętnie bym sobie wyjechał gdzieś nawet na weekend, bo nie wspomnę już o urlopie. Ale nie mam z kim. 

Jeszcze raz dziękuje wszystkim i każdemu z osobna za Wasze posty i rady. Bez nich chyba dalej bym tkwił w gównianych myślach i pogłębiał depresje

74

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Nurtuje mnie jeszcze jeden temat, może Wy mi to objaśnicie.

Jak to jest skoro dwoje ludzi się poznaje, po jakimś czasie są razem. Tyczy się to bardziej kobiet , które później zostawiają facetów.
I takie kobietki znają wady i zalety tych mężczyzn i one później stwierdzają, że jednak nie chcą być w takim związku?  Ja rozumiem, jak facet jest leniwy, tylko leży, pije piwo etc.  Ale w moim związku były kwiaty, pomoc, wspólne wizyty u rodzin i wszystko to co powinno być.   I ciężko mi jest zrozumieć, dlaczego kobiety wychodzą z takiej relacji? Nudzi im się to? Szukają nie wiadomo czego? Czy może to świadczy o niedojrzałości mojej partnerki?

Bo ja mam takie podejście, że tak jak napisaliście coś musi wychodzić samo z siebie, nie ma ideałów, więc jeśli plusów jest więcej niż minusów to warto spróbować jechać na tym wózku dalej.   Nie szukam nie wiadomo czego, bo takich ludzi nie ma, każdy ma swoje za uszami.

75 Ostatnio edytowany przez fuorviatos (2019-06-27 22:27:46)

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Ciężko jednoznacznie stwierdzić, dlaczego niektóre Kobiety szybciej wychodzą ze związków niż inne. To samo jest z facetami.  Może zamiast to rozkminiać bo przypadek, przypadkowi nierówny i szkoda głowy, to skup się na akceptacji faktu, ze nic nie jest na zawsze. Zmieniają się okoliczności, potrzeby i my sami. Ja na przykład kiedyś byłem wielkim romantykiem a dziś długo pomyśle zanim kupie Kobiecie kwiaty. Swoje przeżyłem i swoje wiem. Aktualnie pracuje nad akceptacja samego siebie i zupełnie przeszło mi parcie na Kobiety. Wyznaczam sobie inne cele w życiu i na tym się skupiam. A co ma być to będzie, ale pamiętaj „zwierciadło prawdę Ci powie” smile

Say What You Mean, Mean What You Say

76

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
telefonik napisał/a:

I takie kobietki znają wady i zalety tych mężczyzn i one później stwierdzają, że jednak nie chcą być w takim związku?  Ja rozumiem, jak facet jest leniwy, tylko leży, pije piwo etc.  Ale w moim związku były kwiaty, pomoc, wspólne wizyty u rodzin i wszystko to co powinno być.   I ciężko mi jest zrozumieć, dlaczego kobiety wychodzą z takiej relacji? Nudzi im się to? Szukają nie wiadomo czego? Czy może to świadczy o niedojrzałości mojej partnerki?

Szukają nie wiadomo czego? Naprawdę? Czy to oznacza, ze Ty nie wiedziałeś, czego szuka, chce, oczekuje i pragnie Twoja partnerka? To kto ma to wiedzieć, jak nie Ty?
Widzisz, o to chodzi, że w związku obie strony dają sobie coś, co jest dla tej osoby ważne i cenne. To wcale nie musi być to samo i tak samo, po równo, symetrycznie, dlatego na tę metodę zwierciadełka to patrz trochę przez palce - ona dotyczy głównie poziomu zaangażowania. Ale jedno co musi być na pewno to ZAINTERESOWANIE partnerem zamiast projektowania na niego jakichś swoich wizji, często wyidealizowanych.Jeśli się nie interesujesz przeżyciami i pragnieniami, przeszłością i planami na przyszłość, to tak naprawdę żyjesz nie z tą osobą, ale obok niej.
Ja właśnie z tego powodu odchodziłam dwukrotnie z relacji, bo doświadczałam pustki w relacji, bo moje przeżycia, pragnienia, itd. wcale nie były istotne, odbijałam się od ściany, bo miałam jakaś być. Zatem jeśli Ty nie wiesz, czego pragnęła, oczekiwała i chciała Twoja partnerka, to może tu też coś nie grało albo Ty się nie interesowałeś, albo ona nie potrafiła do Ciebie dotrzeć.

77 Ostatnio edytowany przez fuorviatos (2019-06-27 23:11:24)

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Fajnie się to czyta Magda. Tak dojrzałe, ze aż utopijne. Każdy ma inne potrzeby. Być może tutaj dziewczyna po prostu szukała „jelenia”, zobaczyła, ze chłopak ma dobre serce, pomaga, angażuje się to wzięła ile dawał i się zwinęła.
Zmierzam do tego, ze każdy kij ma dwa końce. Gdyby jej zależało, to ona interesowałaby się nim/jego potrzebami, tymczasem wolała skrzętnie go wykorzystać.
Moja przeszłość związkowa jest dokładnym odbiciem Twojej bo ja się wlasnie za bardzo interesuje partnerem i liczę z jego potrzebami. A trafiam na takie które tego w ogole nie potrzebują bo są zimne, wyrachowane i dobrze wiedza jak rozgrywać karty. Także tego...
Niech autor skupi się na sobie, pozna własne potrzeby i nie wychodzi przed szereg. Niech pozna swoja wartość i nauczy się szanować siebie, zamiast wsłuchiwać się tylko w partnera. Jak będzie to robił we własnym stylu i w zgodzie ze sobą, to jego związki będą lepsze.
Nikomu tym krzywdy nie zrobi a przynajmniej będzie miał do siebie szacunek
No i niech przybiera na masie - nic tak nie pomaga jak testosteron wink

Say What You Mean, Mean What You Say

78

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
fuorviatos napisał/a:

Fajnie się to czyta Magda. Tak dojrzałe, ze aż utopijne. Każdy ma inne potrzeby. Być może tutaj dziewczyna po prostu szukała „jelenia”, zobaczyła, ze chłopak ma dobre serce, pomaga, angażuje się to wzięła ile dawał i się zwinęła.
Zmierzam do tego, ze każdy kij ma dwa końce. Gdyby jej zależało, to ona interesowałaby się nim/jego potrzebami, tymczasem wolała skrzętnie go wykorzystać.

Tak, zgadzam się z powyższym jak najbardziej.
To właśnie lekcja dla autora, żeby dobrze się w przyszłości zorientować, czego lub kogo potrzebuje osoba ukochana. Wystarczy słuchać, obserować i wyciągać wnioski bez nakładania swoich projekcji na tego kogoś.

79

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Znałem potrzeby, ale to były materialne, typu własne mieszkanie. Inne potrzeby były spełniane, w mniejszym bądź większym stopniu. Nie jestem w stanie spełnić aż takich zachcianek, więc stąd ten wynajem, lecz tutaj ja ustąpiłem, bo mojej partnerce bardziej to pasowało, miała bliżej do pracy,  ja z racji swoich obowiązków, musiałbym wstawać wcześnie rano, jeździć i przesiadać się w inny samochód. 
Do tego tak jak wspomniałem, mam niepełnosprawnego ojca po amputacji, któremu muszę też czasami pomagać.   Mówiłem swojej eks, że ten okres jest trudny i trzeba go przeczekać, mogłem się postawić i powiedzieć, ja się nigdzie nie wyprowadzam, ale poszedłem jej na rękę. Jak widzicie nie doceniła tego.   

Dlatego też droga Magdo, ja liczę na empatię, bo nie jestem idealny, to jest dla mnie bardzo trudny rok pod wieloma względami.   W moim związku tego zabrakło, mimo iż druga strona na początku zachowywała się zupełnie inaczej, ale znalazłem powód dla którego tak było.

80

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Z tego płynie też kolejny wniosek. Gdybys wtedy zastosował metodę zwierciadełka to nigdy byś nie ustąpił. Bo jak ktoś kocha, to rozumie, że masz problem z ojcem i musisz się nim opiekować. Tymczasem ona myślała tylko o sobie. Gdyby to ona była w Twojej sytuacji, ty byś zrozumiał/ustąpił.
Ona tego nie zrobiła. To dużo mówi o tym jaka jest osoba i za kogo Cię miała. Drugi raz tego błędu nie popełnisz i już nie będziesz taki rycerski, przynajmniej nie na początku wink

Say What You Mean, Mean What You Say

81 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-06-28 10:23:02)

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
telefonik napisał/a:

Dlatego też droga Magdo, ja liczę na empatię, bo nie jestem idealny, to jest dla mnie bardzo trudny rok pod wieloma względami.   W moim związku tego zabrakło, mimo iż druga strona na początku zachowywała się zupełnie inaczej, ale znalazłem powód dla którego tak było.

To jest w jakimś sensie i w pewnym stopniu rodzaj prawdy uniwersalnej, tj. że każdy z nas potrzebuje i oczekuje empatii od kogoś z kim jest w relacji, oraz że nikt z nas nie jest idealny.
Powiem Ci tylko, że ja też trafiam kulą w płot i w finale okazuje siłę, że znowu trafiłam na kogoś, kto tak naprawdę moje uczucia ma w d***e (brak empatii), bo się okazałam nie taka, jak miałam być (nie-idealna), więc Cię rozumiem. Nie wiem, jak to przełamać.

PS
Możesz napisać powód, który odkryłeś?

82 Ostatnio edytowany przez telefonik (2019-06-28 10:54:38)

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Tak. Moja partnerka przez bodajże 3-4 lata mieszkała w stolicy, pracowała tam w pewnej firmie i niestety zawrotnej kariery tam nie zrobiła, praca z jakiś względów jej się tam posypała, bo pracodawcy zaczęli jej oferować gorsze warunki.  Na tle uczuciowym również bez sukcesów, postanowiła więc wrócić na stare śmieci , w rodzinne strony. I w okresie przejściowym, gdy zmieniała prace, byłem ja.  Wtedy ta osoba była do rany przyłóż, nie przeszkadzało jej w mojej osobie.. Znała doskonale tryb mojej pracy, moje zwyczaje etc.    Po zmianie pracy, dłuższym pobycie w "domu" ,  już nie było tak kolorowo. A przy rozstaniu zostało mi wyciągnięte , że nie pasujemy do siebie, bo ja wstaje wcześnie rano, a ona lubi pospać i inne tematy.   Gdzie ja cały czas prowadziłem ten sam tryb życia.

Więc byłem raczej plastrem, okresem przejściowym smile Niestety wcześniej tego nie zauważyłem...

P.S Związek zaczęliśmy właśnie w końcówce okresu w stolicy. Jakoś dwa miesiące przed zakończeniem pracy.

83 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-06-28 11:09:48)

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

To jest trochę tak, jak wyrwanie dziewczyny z domu, w którym jest patologia. Jest dość łatwe, bo taka panna przeważnie ma niewielkie wymagania odnośnie tego kim jesteś, wystarczy, ze po prostu jesteś i jakby chronisz ją przed patologią.
Sęk w tym, że jak taka dziewczyna poczuje się już pewniej i bezpieczniej, to wchodzi na inny level i zaczyna patrzeć też na to kim jest wybranek.
Rozumiesz analogię? Taki związek łatwo rozpocząć, trudniej utrzymać.

Twoim celem kolejnym razem powinno być (1) zrozumienie pobudek, które kierują Twoją partnerką, bo one stanowią dla niej wartość i (2) ocena, czy to jest TO, na czym Tobie zależy.

84 Ostatnio edytowany przez fuorviatos (2019-06-28 12:25:17)

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
MagdaLena1111 napisał/a:

Twoim celem kolejnym razem powinno być (1) zrozumienie pobudek, które kierują Twoją partnerką, bo one stanowią dla niej wartość i (2) ocena, czy to jest TO, na czym Tobie zależy.

A może dla odmiany też kogoś tak potraktujesz? A nuż Ci się spodoba wink
Traktujmy ludzi tak jak oni sami nas traktują. Ja próbowałem, i w sumie jest fajnie smile.
Sprawa akurat tyczyła się "Tępej dzidy" z którą nigdy bym nie był, ale teścik przeszła wzorowo smile

A tak na poważnie. Ty nie masz nic "rozumieć". Ty masz pytać, zbierać dane i działać albo nie.
Co stoi na przeszkodzie żeby po pierwszych endorfinkach, zapytać czego/kogo ty chcesz i jasno powiedzieć sobie nawzajem czy jesteście dla siebie nawzajem tym czego szukacie?
Do takiej rozmowy trzeba samemu wiedzieć czego i kogo się chce, a czasami szkoda rozwalać fajne momenty - znam to.

Jednak "rozumienie" niesie za sobą ryzyko, popadnięcia we własny wyidealizowany obraz drugiej osoby, a to już równia pochyła.
Nie trzeba rozumieć. Trzeba rozmawiać i rozumieć dopiero w drugiej kolejności, w zgodzie z własnymi potrzebami.

Say What You Mean, Mean What You Say

85

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
fuorviatos napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Twoim celem kolejnym razem powinno być (1) zrozumienie pobudek, które kierują Twoją partnerką, bo one stanowią dla niej wartość i (2) ocena, czy to jest TO, na czym Tobie zależy.

A może dla odmiany też kogoś tak potraktujesz? A nuż Ci się spodoba wink
Traktujmy ludzi tak jak oni sami nas traktują. Ja próbowałem, i w sumie jest fajnie smile.
Sprawa akurat tyczyła się "Tępej dzidy" z którą nigdy bym nie był, ale teścik przeszła wzorowo smile

I tak powstaje błędne koło. Mnie ktoś skrzywdził, więc daje sobie przyzwolenie na skrzywdzenie innej osoby, a ona kolejnej, aż znów trafię na kogoś, kto mnie skrzywdzi.


A tak na poważnie. Ty nie masz nic "rozumieć". Ty masz pytać, zbierać dane i działać albo nie.
Co stoi na przeszkodzie żeby po pierwszych endorfinkach, zapytać czego/kogo ty chcesz i jasno powiedzieć sobie nawzajem czy jesteście dla siebie nawzajem tym czego szukacie?
Do takiej rozmowy trzeba samemu wiedzieć czego i kogo się chce, a czasami szkoda rozwalać fajne momenty - znam to.

Jednak "rozumienie" niesie za sobą ryzyko, popadnięcia we własny wyidealizowany obraz drugiej osoby, a to już równia pochyła.
Nie trzeba rozumieć. Trzeba rozmawiać i rozumieć dopiero w drugiej kolejności, w zgodzie z własnymi potrzebami.

Ale w takim razie po co zbierać dane, jeśli finalnie nie dają one obrazu danej osoby i '’zrozumienia’, jak ona działa?

86 Ostatnio edytowany przez fuorviatos (2019-06-28 14:12:54)

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

I tak powstaje błędne koło. Mnie ktoś skrzywdził, więc daje sobie przyzwolenie na skrzywdzenie innej osoby, a ona kolejnej, aż znów trafię na kogoś, kto mnie skrzywdzi.

Nie demonizujmy. Dziewczyna była mną od dawna zainteresowana, więc postanowiłem dać jej szanse, samemu chyba licząc na cud że coś z tego będzie.
Potrzebowałem sobie odbić ciałem to odbiłem. Sprawa potrwała miesiąc bez żadnych deklaracji. Nie zwodziłem, gruszek na wierzbie nie obiecywałem.
Ja tylko wsłuchałem się we własne potrzeby a ona żadnej krzywdy nie zaznała wink. Teraz odpoczywam od związków na dobre smile.

Ale w takim razie po co zbierać dane, jeśli finalnie nie dają one obrazu danej osoby i '’zrozumienia’, jak ona działa?

Miałem na myśli, że powinno się wiedzieć od początku czego się chce i czy ta osoba "tym" właśnie jest.
Za zbieranie danych uważam min. wyciąganie wniosków ze wspólnych sytuacji.
Załóżmy, że dziewczyna ma kontakt z byłym. Mi to nie odpowiada, ale ma też dużo fajnych cech i zachowań które są na plus.
Jeśli wiem czego chce od partnera, to szczerze jej powiem, że mi to nie odpowiada, że rozumiem, że on jest dla niej ważny (załóżmy, że jest), ale nie potrafię tego zaakceptować.
Wykazałem się zrozumieniem, nawet empatią, ale ostatecznie podążyłem za własną potrzebą bo wiedziałem, że nic z tego nie będzie.
Może to skrajny przypadek. Ja to tak właśnie widzę - zbierasz dane i filtrujesz przez własne potrzeby. Nie robisz tego za plecami partnera, tylko jasno komunikujesz co jesteś w stanie zaakceptować a co nie.
Wyjaśniłem?

Say What You Mean, Mean What You Say

87 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-06-28 14:31:45)

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
fuorviatos napisał/a:

Miałem na myśli, że powinno się wiedzieć od początku czego się chce i czy ta osoba "tym" właśnie jest.
Za zbieranie danych uważam min. wyciąganie wniosków ze wspólnych sytuacji.
Załóżmy, że dziewczyna ma kontakt z byłym. Mi to nie odpowiada, ale ma też dużo fajnych cech i zachowań które są na plus.
Jeśli wiem czego chce od partnera, to szczerze jej powiem, że mi to nie odpowiada, że rozumiem, że on jest dla niej ważny (załóżmy, że jest), ale nie potrafię tego zaakceptować.
Wykazałem się zrozumieniem, nawet empatią, ale ostatecznie podążyłem za własną potrzebą bo wiedziałem, że nic z tego nie będzie.
Może to skrajny przypadek. Ja to tak właśnie widzę - zbierasz dane i filtrujesz przez własne potrzeby. Nie robisz tego za plecami partnera, tylko jasno komunikujesz co jesteś w stanie zaakceptować a co nie.
Wyjaśniłem?

Zgadzam, jak najbardziej :-)
Z tym, że czasami nie wie się „od początku, czego się chce i czy ta osoba "tym" właśnie jest”, dlatego obserwujesz i słuchasz danej osoby, tworzysz sobie w głowie jej obraz, uwzględniając kontekst danej osoby i sytuacje, w której się ona znajduje.
Tego zabrakło w Twoim opisie i generalnie tego zabrakło w postępowaniu partnerki autora, bo ona też wybrała to, co dla niej lepsze, bez oglądania się na partnera, choć może miał dla niej szereg zalet (załóżmy, źe miał).

88

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

dla cieie najlepiej jak najszybciej pogodzisz sie z realiami ona traktuje cie jako schodek, nadepchniety, ale przecie tam sa nastepne, I beda kolejni, poszukaj normalnej dziewczyny a nie pustej lali co patrzy jak cie wykorzystac

89

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Z tym, że czasami nie wie się „od początku, czego się chce i czy ta osoba "tym" właśnie jest”, dlatego obserwujesz i słuchasz danej osoby, tworzysz sobie w głowie jej obraz, uwzględniając kontekst danej osoby i sytuacje, w której się ona znajduje.

Ja to rozumiem tak, że dajesz sobie i komuś trochę czasu na poznanie się, żeby zobaczyć czy coś z tego będzie.
Uwzględnianie kontekstu i sytuacji w ocenie drugiej osoby, podchodzi mi już pod empatię a na tym polu trzeba uważać, bo to tu biegnie linia zdrowej świadomości w tym jak kogoś widzimy.
Ja na przykład jestem bardzo empatyczny, aż za bardzo, dlatego pilnuje się na tym polu.
Zasadnicze pytanie to, gdzie jest granica między zdrową fazą poznawczą a zauroczeniem, lekką fascynacją która może odebrać nam resztki rozumu i wpędzić w kolejny schemat.
Znasz odpowiedź?

Say What You Mean, Mean What You Say

90

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
MagdaLena1111 napisał/a:

To jest trochę tak, jak wyrwanie dziewczyny z domu, w którym jest patologia. Jest dość łatwe, bo taka panna przeważnie ma niewielkie wymagania odnośnie tego kim jesteś, wystarczy, ze po prostu jesteś i jakby chronisz ją przed patologią.
Sęk w tym, że jak taka dziewczyna poczuje się już pewniej i bezpieczniej, to wchodzi na inny level i zaczyna patrzeć też na to kim jest wybranek.
Rozumiesz analogię? Taki związek łatwo rozpocząć, trudniej utrzymać.

Twoim celem kolejnym razem powinno być (1) zrozumienie pobudek, które kierują Twoją partnerką, bo one stanowią dla niej wartość i (2) ocena, czy to jest TO, na czym Tobie zależy.

Nie wiem jakie pobudki ją kierowały, kierują teraz w życiu.  A co dla niej stanowi wartość? Sądząc po jej zachowaniu, nie ma takich wartości.


Ja również jak fuorviatos , jestem empatyczny.  Nie umiem odmówić pomocy ale od momentu choroby ojca i amputacji mu nogi, ta empatia zaczyna wygasać.    Nie chodzi mi atencje, wsparcie. Ale nikt z dobrych znajomych nie zadzwoni, nie zapyta jak mi się wiedzie etc. Kompletna cisza.    Więcej obcych pyta, ale to pewnie z ciekawości , aby powielać plotki wink

Magdaleno piszesz, że nie wie czego się chce od początku? Być może się nie wie przez pierwszy miesiąc, ale chyba później wiemy czy dana osoba jest imprezowa, lubi podróżować, domator etc.     Ja za gówniarskich czasów uwikłałem się w taki związek, gdzie byliśmy zupelnie z innych światów. Ale ja wtedy miałem ogromne kompleksy, więc wybaczałem tej dziewczynie wszystko. Gdybym zaczynał go teraz, od razu bym sobie dał spokój.

Ja nie mogę pojąć i boje się, bo czytam inne posty, gdzie ludzie biorą śluby, a po 5-10 latach sie rozwodzą.. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie ktos się zmienia.  Powtarzam, w moich związku dziewczyna widziała jaki jestem, ja się nie zmieniłem znacząco.   Doszły tylko kolejne problemy zyciowe, ona mnie z nimi zostawiła i sobie poszła z dnia na dzień.  Bez próby rozmowy, wyjaśnienia na chłodno sprawy.   To budzi we mnie ogromne rozgoryczenie, czemu ludzie są zdolni do takich rzeczy.  Pisaliście oczywiście, że to mógłbyć zapalnik, ze planowała od dawna. Ale sygnałów niestety nie dostawałem wprost.

W mojej rodzinie, dziewczyna została zostawiona przez narzeczonego, bodajże 4 dni przed ślubem.  Ten sam narzeczony podobno później bardzo zabiegał ponownie o względy..  Ciekaw jestem co takimi ludzmi właśnie kieruje.
Uważam, że są zasady. Nieprzekraczalne, może jestem konserwatywny pod tym względem.  Ale pewnych rzeczy nie wypada robić.   Ja miałem znajomości, które od początku były czyste, nikomu nie obiecywałem tak jak mówi  fuorviatos gruszek na wierzbie.   Ale pewne deklaracje, czyny wg mnie do czegoś zobowiązują. Oczywiście nie do ślubu, ale do szacunku.

91

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Ale pewne deklaracje, czyny wg mnie do czegoś zobowiązują. Oczywiście nie do ślubu, ale do szacunku.

.

W pełni się z Tobą zgadzam. Skoro to napisałeś to wiesz już gdzie u Ciebie leży linia szacunku.
W ostatnim związku nie wiedziałeś, teraz wiesz. I tego się trzymaj i nigdy nie pozwalaj nikomu tej lini przesunąć.
Twoje wartości, przekonania są Twoim własnym skarbem; sztuką jest tylko nauczyć się je jasno komunikować.
Znajdzie się dziewczyna która je doceni. Zobaczysz, ale nie pokazuj od razu "całej dupy", bo ktoś może to mieć głęboko gdzieś.
Świat nie jest idealny, niestety smile

Say What You Mean, Mean What You Say

92

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
fuorviatos napisał/a:

Ja to rozumiem tak, że dajesz sobie i komuś trochę czasu na poznanie się, żeby zobaczyć czy coś z tego będzie.

Dokładnie

Uwzględnianie kontekstu i sytuacji w ocenie drugiej osoby, podchodzi mi już pod empatię a na tym polu trzeba uważać, bo to tu biegnie linia zdrowej świadomości w tym jak kogoś widzimy.
Ja na przykład jestem bardzo empatyczny, aż za bardzo, dlatego pilnuje się na tym polu.

Przeczytałam ostatnio (po burzliwej dyskusji w jednym z wątków) „Przeciw empatii”., gdzie autor przedstawia argumenty na rzecz świadomej i rozważnej refleksji w życiu codziennym, dowodząc, że powinniśmy starać się posługiwać raczej głową niż sercem, bo empatia jest stronnicza, bo nie da się jednocześnie empatyzować z dwoma osobami. Pewnie oznacza to, źe nie da się równocześnie empatyzować z sobą i z nią/nim ;-) Teraz pytanie kogo porzucisz a czyimi uczuciami się zaopiekujesz, swoimi czy jej/jego?

Zasadnicze pytanie to, gdzie jest granica między zdrową fazą poznawczą a zauroczeniem, lekką fascynacją która może odebrać nam resztki rozumu i wpędzić w kolejny schemat.
Znasz odpowiedź?

To się raczej czuje, jak zaczynasz płynąć. A jak płyniesz, to widocznie jest w Tobie wolne miejsce do zagospodarowania.
Obawiasz się, że odpłyniesz w niewłaściwym kierunku? Chyba trzeba być wyczulonym właśnie na pewne sygnały, które świadczą, że podążasz utartą ścieżką, które wiedzie na manowce/schematy, czyli wszelkie oznaki dyskomfortu, bólu, zranienia, braku szacunku,...i wtedy świadomie się z tego wycofać pomimo niechęci.


telefonik napisał/a:

Magdaleno piszesz, że nie wie czego się chce od początku? Być może się nie wie przez pierwszy miesiąc, ale chyba później wiemy czy dana osoba jest imprezowa, lubi podróżować, domator etc.

A jednak nie zorientowałeś się, że dla niej ważniejsze niż związek z Tobą były inne rzeczy, chociaż dawała dość powodów żeby to zrozumieć. To oznacza, że nie stworzyłeś sobie poprawnego obrazu osobowości swojej partnerki albo z uporem maniaka ignorowałeś zagrażające dane.
Ale nie ma czego żałować, bo stało się DOBRZE, tylko jeszcze tego nie dostrzegasz, skupiając się na stracie.

Na przyszłość warto zapamiętać, że przyglądanie i przesłuchiwanie się osobie, którą mamy na celowniku ma dwa cele:
(1)Poznawanie, żeby poznać jej potrzeby (żeby je zaspokoić),
(2)Poznawanie, żeby poznać jej intencje ( dowiedzieć się, czy zaspokoi moje potrzeby)

93 Ostatnio edytowany przez fuorviatos (2019-06-29 12:24:45)

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Na przyszłość warto zapamiętać, że przyglądanie i przesłuchiwanie się osobie, którą mamy na celowniku ma dwa cele:
(1)Poznawanie, żeby poznać jej potrzeby (żeby je zaspokoić),
(2)Poznawanie, żeby poznać jej intencje ( dowiedzieć się, czy zaspokoi moje potrzeby)

Innymi słowy; trzeba wiedzieć czego się samemu chce/szuka. I nie narzucać sobie rygoru "zrozumienia" drugiego, na pewno nie na początku znajomości.
A te wszystkie rycerskie gesty jak podawanie płaszcza, noszenie siatek i inne przejawy bycia "księciem" dla księżniczki, robić wtedy kiedy wiesz, że to to.
A tego nie podpowie Ci serce, tylko rozum i analiza danych.
Wtedy to nie będzie "rozpieszczanie", ale przejaw normalnego uczucia, z wzajemnością.

Eh..chyba na starość staje się zgnuśniałym tetrykiem. Przynajmniej psu nie przeszkadza wink

Say What You Mean, Mean What You Say

94

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
fuorviatos napisał/a:

Na przyszłość warto zapamiętać, że przyglądanie i przesłuchiwanie się osobie, którą mamy na celowniku ma dwa cele:
(1)Poznawanie, żeby poznać jej potrzeby (żeby je zaspokoić),
(2)Poznawanie, żeby poznać jej intencje ( dowiedzieć się, czy zaspokoi moje potrzeby)

Innymi słowy; trzeba wiedzieć czego się samemu chce/szuka. I nie narzucać sobie rygoru "zrozumienia" drugiego, na pewno nie na początku znajomości.
A te wszystkie rycerskie gesty jak podawanie płaszcza, noszenie siatek i inne przejawy bycia "księciem" dla księżniczki, robić wtedy kiedy wiesz, że to to.
A tego nie podpowie Ci serce, tylko rozum i analiza danych.
Wtedy to nie będzie "rozpieszczanie", ale przejaw normalnego uczucia, z wzajemnością.

Eh..chyba na starość staje się zgnuśniałym tetrykiem. Przynajmniej psu nie przeszkadza wink

Trochę mniej oczywiste potrzeby miałam na myśli :-P

Ale tak ogólnie, to różnie można trafić i taka np. Zosia Samosia nie pozwoli sobie płaszcza podać, walizki pociągnąć, więc nie ma co się też zanadto wyrywać :-D

95

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
telefonik napisał/a:

To nie jest tak, że ja jestem już teraz zdesperowany i patrze tylko żeby kogoś znaleźć.  Tak jak piszecie, muszę najpierw dojść sam do siebie, poukładać to wszystko w głowie.   

GabrielaKlym,  ja do końca nie rozumiem Twoich argumentów, bo wynika z tego tylko tyle że trzeba szukać, szukać, do skutku.   A mi chodzi tylko o to, że oczywiście może się mi coś nie podobać, czy drugiej stronie. Ale wtedy siadamy, rozmawiamy , jeśli ten ktoś mówi, że on tego nie zmieni, to wtedy rozstanie ma sens. 
Na początku zawsze jest cukierkowo, poza tym chyba trzeba iść czasami na kompromis.  Chyba o to w tym chodzi? Bo mam wrażenie, że teraz bronisz, mówiąc nie zwodziła Cie itp.   

Bo mówisz o związku z miłości, to czym jest miłość dla Ciebie? Chodzi o motyle w brzuchu?   Dla mnie miłość to jest szacunek, wzajemne wsparcie w dobrych i złych chwilach, wyrozumiałość, umiejętność powiedzenia przepraszam, dziękuje że jesteś itp itd.

Ale czasem nie ma o czym rozmawiać. Czasem ma się po prostu dość. Widocznie w tym momencie jej uczucia były już na tyle słabe, że stwierdziła, że to koniec.

Kiedyś gdy chciałam zerwać, mój ex przekonał mnie, żebyśmy jeszcze porozmawiali i spróbowali naprawić problem. I tak przez rok się męczyłam, bo za każdym razem, gdy mówiłam "to koniec", on nagle chciał walczyć. Zazdroszczę twojej ex, że miała siłę tak po prostu odejść, gdy poczuła, że coś jest nie tak.

Najpierw są motyle w brzuchu, a potem przyjaźń, pożądanie, akceptacja i wzajemny szacunek. To dla mnie jest miłość.

gdykochamy

96 Ostatnio edytowany przez telefonik (2019-06-29 23:21:08)

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

GabrielaKlym, ja już nie mogę czytać postów typu "dość, odeszłą była silna, poczuła to i tamto" . Ja nie mam do niej pretensji o to, pisałem kilka postów wyżej, nie ślubowała mi przed Panem Bogiem.   Wystarczyło na chłodno przyjść, spotkać się, powiedzieć,  nie chce, bo ......  i nie chce zmian bo .....    nie podobasz mi sie bo ...

Ze jedna ze swoich byłych mam kontakt do tej pory, potrafiła się zachować jak człowiek, wyjaśniliśmy sobie to i owo,  patrze na nią normalnie, jak na koleżankę, ona jest w związku, za chwile bierze ślub ,ma chłopaka skrojonego dla niej. A ja ? Nie stworzyłbym z nią długiego związku, zbyt wiele nas różni.

Z tą dziewczyną o której mówię, być może też by tak było. Mi chodzi o sam fakt rozstania, bez klasy, bez niczego.    I proszę nie używajcie argumentów, że dobrze zrobiła. Nie, nie zrobiła dobrze.  I powiem wam więcej , mamy wspólnych znajomych, którzy teraz nie wiedzą kogo zapraszać, jak zapraszać. Do tego jedna z jej najlepszych koleżanek ma dziecko, którym jestem ojcem chrzestnym.   Z tej sytuacji dało się wyjść z twarzą, teraz został absmak i ona będzie musiała go przełknąć.

Być może tak jak mówicie teraz nic nie czuje, ale gdy za 3-6-8-10 miesięcy stwierdzi, że popełniła błąd, błąd być może życia? I napisze z przeprosinami? To co wtedy?

Ja popełniłem wiele błędów w tej relacji, lecz nie zostawiłem tej dziewczyny z dnia na dzień, miałem moment "zawahania" powiedziałem o tym wprost, dziewczyna przyjechała do mnie sama, wyjaśniliśmy, udało się dogadać.  Ona nie zagrała w te same karty. Nie zrozumiem takiego zachowania i na prawdę nie pomogą słowa, że po co miała kłamać etc. Rozmowa, rozmowa, rozmowa.  Ona kłamała, grała  i oszukiwała .

97

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Ok, może nie zachowała się z klasą, ale widocznie w tamtym momencie uznała to za słuszne. Może tak było jej łatwiej to powiedzieć.

Nie, ona nie stwierdzi, że popełniła błąd życia. Nie chce z tobą być.

Wiesz co może pomóc po zerwaniu? Myślenie o złych stronach związku. Przeanalizuj sobie wszystko na spokojnie i być może zaraz pomyślisz, że bardzo dobrze, że to się skończyło.

gdykochamy

98

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
GabrielaKlym napisał/a:

Ok, może nie zachowała się z klasą, ale widocznie w tamtym momencie uznała to za słuszne. Może tak było jej łatwiej to powiedzieć.

Nie, ona nie stwierdzi, że popełniła błąd życia. Nie chce z tobą być.

Wiesz co może pomóc po zerwaniu? Myślenie o złych stronach związku. Przeanalizuj sobie wszystko na spokojnie i być może zaraz pomyślisz, że bardzo dobrze, że to się skończyło.


hm.. nie chodzi o to, że ja chce siebie podbudować stwierdzając, tym że popełniła błąd życia. Tylko znam tą dziewczynę i wiem, że ona potrafi o 180 stopni zmienić kąt myślenia.  np praca która ją super zadowalała, potrafiła w kolejnym miesiącu ja obrzydzać.

Spokojnie, ja jestem w trakcie leczenia samego siebie więc analizuje,  nie mam pretensji do siebie. zrobiłem wszystko co mogłem.

99

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
telefonik napisał/a:

Spokojnie, ja jestem w trakcie leczenia samego siebie więc analizuje,  nie mam pretensji do siebie.

Gówno prawda. Jesteś wściekły. Na nią że ciebie zwodziła, na siebie że się dawałeś i jeszcze na niego, że się w ogóle pojawił.
Tak tak, nie słuchaj wyświechtanych pierdów na pocieszenie, że to wcale nie o niego chodzi, bo o niego właśnie chodzi,
podświadomie to czujesz, ale świadomość wypiera, normalny mechanizm obronny, bo to że zostawiła ciebie dla kogoś innego
jest w tym wszystkim najgorsze, dlatego skupiasz się na nieistotnych detalach, omijając szerokim łukiem główne źródło problemu,
przez co masz mocno wypaczony osąd tego co się wokół ciebie dzieje i kręcisz się w kółko powtarzając "no ale dlaczego tak zrobiła..."
Dlaczego tak zrobiła? Bo one tak robią. Po prostu. A jak inaczej miała to zrobić? Gdyby do ciebie przyszła i powiedziała ci wprost

- Chcę spotykać się teraz z kimś innym i zobaczyć jak będzie. Odchodzę. Zrozum proszę i nie utrudniaj. Na razie, cześć.

To czułbyś się wtedy lepiej? No chyba jakoś nie sądzę. Po to jest właśnie wymyślone robienie sobie przerw i proszenie o czas.
Nie do namysłu, tylko żeby oswoić partnera z faktem, że coś się skończyło, a jednocześnie takimi gadkami usuwa się go z drogi,
aby w spokoju móc przetestować nową relację na różne okoliczności i twoje jojczenie mogłoby tylko wprowadzać niemiłą atmosferę.
A więc nie wprowadzaj i zajmij się sobą, bo nic już tutaj nie zdziałasz, a nawet gdybyś mógł, to ona nie jest tego warta. Serio.
Być może tam nie wypali, być może faktycznie za miesiąc, dwa albo pięć, ona zechce do ciebie wrócić... Zapomnij. Dobrze ci radzę.
One nie wracają dlatego, że coś sobie przemyślały i zrozumiały. Wracają tylko dlatego, że chwilowo nie mają nic lepszego na oku
i słowo "chwilowo" jest tutaj kluczowe.

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

100

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Gasisz mnie zawsze jak peta smile  Masz racje, gdyby powiedziała tak jak piszesz, że odchodzi do innego to by było kiepsko.  Wydawało mi się, że tego by mi nie zrobiła smile

101

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Witam, po 2 miesiącach musiałem nawiązać kontakt z eks w celu zakończenia pewnych spraw poza związkowych.   Z ciekawości czystej napisałem, czy możemy normalnie porozmawiać bez negatywnych emocji. Niestety Pani odpisała tylko na te sprawy które musimy zakończyć, a na moje pytania odpowiedziała krótko, że nic się nie zmieniło i nie będzie na ten temat rozmawiać ..
Eh.. i znowu wszystko wrócilo, cały żal do siebie, wewnętrzne rozbicie i ogromna pustka, czemu ona taka jest ;/

102

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
telefonik napisał/a:

Witam, po 2 miesiącach musiałem nawiązać kontakt z eks w celu zakończenia pewnych spraw poza związkowych.   Z ciekawości czystej napisałem, czy możemy normalnie porozmawiać bez negatywnych emocji. Niestety Pani odpisała tylko na te sprawy które musimy zakończyć, a na moje pytania odpowiedziała krótko, że nic się nie zmieniło i nie będzie na ten temat rozmawiać ..
Eh.. i znowu wszystko wrócilo, cały żal do siebie, wewnętrzne rozbicie i ogromna pustka, czemu ona taka jest ;/

Znajdz w sobie tyle sily aby na spokojnie zaltwic z nia co masz do zalatwienia I uciekaj, po co ci te negatywne emocje, im dalej od niej tym latwiej dla ciebie, nie ustawiaj sie w pozycji smiesznego klauna, bo to da jej sile

103

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Skoro po 2 miesiącach nie chce rozmawiać, to nie rozmawiaj... Zaakceptuj to rozstanie.

104

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
telefonik napisał/a:

Witam, po 2 miesiącach musiałem nawiązać kontakt z eks w celu zakończenia pewnych spraw poza związkowych.   Z ciekawości czystej napisałem, czy możemy normalnie porozmawiać bez negatywnych emocji.

A jakież to sprawy co dwa miesiące musiały czekać (śmiech) i o czym to zamierzałeś z nią porozmawiać (jeszcze większy śmiech)
Koniec to koniec, nie dzwonisz, nie załatwiasz spraw, nie rozmawiasz, nie jesteś jej nic winien, ani ona tobie też nie, więc?
Co się z tobą dzieje do chu*a wacława? Czego się spodziewałeś? Że zacznie chlipać w słuchawkę jak bardzo za tobą tęskniła?
Chcesz żebym się tutaj udusił ze śmiechu albo ataku serca dostał? Zaraz wychodzę na imprezę pożegnalną kolegi, którego wczoraj pochowałem
i nie mogę tam się pojawić w takim stanie, bo nie wypada, przynajmniej chociaż na początku muszę poudawać smutnego zanim się nawalę,
więc już nie róbmy sobie jaj z pogrzebu i jak doczytasz ten tekst do końca, to weźmiesz swój telefon do ręki i wykasujesz od razu jej numer.

Czy to jest ku*wa jasne?

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

105

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
anderstud napisał/a:
telefonik napisał/a:

Witam, po 2 miesiącach musiałem nawiązać kontakt z eks w celu zakończenia pewnych spraw poza związkowych.   Z ciekawości czystej napisałem, czy możemy normalnie porozmawiać bez negatywnych emocji.

A jakież to sprawy co dwa miesiące musiały czekać (śmiech) i o czym to zamierzałeś z nią porozmawiać (jeszcze większy śmiech)
Koniec to koniec, nie dzwonisz, nie załatwiasz spraw, nie rozmawiasz, nie jesteś jej nic winien, ani ona tobie też nie, więc?
Co się z tobą dzieje do chu*a wacława? Czego się spodziewałeś? Że zacznie chlipać w słuchawkę jak bardzo za tobą tęskniła?
Chcesz żebym się tutaj udusił ze śmiechu albo ataku serca dostał? Zaraz wychodzę na imprezę pożegnalną kolegi, którego wczoraj pochowałem
i nie mogę tam się pojawić w takim stanie, bo nie wypada, przynajmniej chociaż na początku muszę poudawać smutnego zanim się nawalę,
więc już nie róbmy sobie jaj z pogrzebu i jak doczytasz ten tekst do końca, to weźmiesz swój telefon do ręki i wykasujesz od razu jej numer.

Czy to jest ku*wa jasne?



20/20

106

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
anderstud napisał/a:
telefonik napisał/a:

Witam, po 2 miesiącach musiałem nawiązać kontakt z eks w celu zakończenia pewnych spraw poza związkowych.   Z ciekawości czystej napisałem, czy możemy normalnie porozmawiać bez negatywnych emocji.

A jakież to sprawy co dwa miesiące musiały czekać (śmiech) i o czym to zamierzałeś z nią porozmawiać (jeszcze większy śmiech)
Koniec to koniec, nie dzwonisz, nie załatwiasz spraw, nie rozmawiasz, nie jesteś jej nic winien, ani ona tobie też nie, więc?
Co się z tobą dzieje do chu*a wacława? Czego się spodziewałeś? Że zacznie chlipać w słuchawkę jak bardzo za tobą tęskniła?
Chcesz żebym się tutaj udusił ze śmiechu albo ataku serca dostał? Zaraz wychodzę na imprezę pożegnalną kolegi, którego wczoraj pochowałem
i nie mogę tam się pojawić w takim stanie, bo nie wypada, przynajmniej chociaż na początku muszę poudawać smutnego zanim się nawalę,
więc już nie róbmy sobie jaj z pogrzebu i jak doczytasz ten tekst do końca, to weźmiesz swój telefon do ręki i wykasujesz od razu jej numer.

Czy to jest ku*wa jasne?


Dziękuje za zjebkę, akurat tego potrzebowałem.
Nie spodziewałem się szlochania, ale kur... jestem zbyt głupi, nie wiem sam czego sie spodziewałem .

A sprawy to firma, ona jest udziałowcem w mojej spółce, więc musi się eksmitować, księgowa wraca wkrótce z urlopu i trzeba tą sprawę załatwić. Tylko po to się kontaktowałem. Nie chciałem żelazka ani żelu pod prysznic wink

107

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
telefonik napisał/a:

czemu ona taka jest ;/

Kto to wie ? Nie kocha to jest Różne 'sztuki " i akrobacje możesz zobaczyć sam siedź na 4literach nie zaczynaj za każdym razem tak będziesz się czuł jak się odezwiesz pierwszy jak sobie odpuścisz to to poczujesz wtedy nie będziesz szukał kontaktu ani takiej potrzeby

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

108

Odp: rozstanie.. czy z klasa?

Mam pytanie: czy to możliwe, że dwoje małżonków którzy podobno postanowili się rozwieść (nawet mąż wystąpił do prokuratury o zaprzeczenie ojcostwa syna aby nie płacić na niego alimentów, a ona założyła mężowi niebieską kartę bo ją szarpał) idą razem na koncert plenerowy w miasteczku w którym mieszkają? Wszyscy ich znają, widzą.
Pytam, bo pracujemy w jednej firmie i mąż nam opowiada o tym rozwodzie i brudach. A tu nagle widzimy taki widok...

109

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
słaba kobietka napisał/a:

Mam pytanie: czy to możliwe, że dwoje małżonków którzy podobno postanowili się rozwieść (nawet mąż wystąpił do prokuratury o zaprzeczenie ojcostwa syna aby nie płacić na niego alimentów, a ona założyła mężowi niebieską kartę bo ją szarpał) idą razem na koncert plenerowy w miasteczku w którym mieszkają? Wszyscy ich znają, widzą.
Pytam, bo pracujemy w jednej firmie i mąż nam opowiada o tym rozwodzie i brudach. A tu nagle widzimy taki widok...

Kto sie lubi to sie czubi wink

W tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz,

110

Odp: rozstanie.. czy z klasa?
gogo7r napisał/a:
słaba kobietka napisał/a:

Mam pytanie: czy to możliwe, że dwoje małżonków którzy podobno postanowili się rozwieść (nawet mąż wystąpił do prokuratury o zaprzeczenie ojcostwa syna aby nie płacić na niego alimentów, a ona założyła mężowi niebieską kartę bo ją szarpał) idą razem na koncert plenerowy w miasteczku w którym mieszkają? Wszyscy ich znają, widzą.
Pytam, bo pracujemy w jednej firmie i mąż nam opowiada o tym rozwodzie i brudach. A tu nagle widzimy taki widok...

Kto sie lubi to sie czubi wink

smile A o tym w taki sposób nigdy nie pomyślałam smile

Posty [ 56 do 110 z 120 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstanie.. czy z klasa?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018