Rozstanie po ponad 10 latach związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie po ponad 10 latach związku

Strony Poprzednia 1 2 3 4 22 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 56 do 110 z 1,201 ]

56

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Związki dzis nie są trwałe, a ludzie rzadko decydują się na głębsze refleksje. Trzeba więc zrobić inaczej i na takowe się zdobyć. Ja bym się skupił jednak na samym początku, jak go poznałam, co mi naprawdę imponowało, jak wszystko przebiegało itd. Czasem można jednak dostrzec pewne błędy. No i lepsze to niż płacz do poduszki z tęsknoty, chociaż niewątpliwie i to nikogo nie ominie.

-
Zobacz podobne tematy :

57 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-26 13:18:28)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
feniks35 napisał/a:

Nie widze w poscie Piegowatej nic co by mialo znamiona rozpalania stosu. Sama tez rozpalac go nie zamierzam ale uwazam ze nie zawsze jest tak ze wina lezy po obu stronach. Czasem naprawde bywaja przypadki ze ktores w zwiazku sie znudzi, przerosnie jego lub ja rzeczywistosc, rutyna, kierat domowych obowiazkow. Maz cslady jak dla mnie uciekl nie od niej jako silnej baby herod, ktora go jakos tyrała i dominowala tylko od rodziny, byc moze od malych wymagajacych dzieci, szarosci obowiazkow. Teraz ma kolorowe zycie, wypady z pogranicza survivalu czyli atrakyjna innosc. A ze z zona nie umie nawet uczciwie porozmawiac... No bo tak latwiej, udac ze "tak bywa", "takie zycie" "zycie to nie bajka" i inne slogany ktore w bardzo gladki sposob odsuwaja odpowiedzialnosc za obecny stan rzeczy z niego na blizej nieokreslone przypadki losu. Nie kazdy ma jaja zeby rzec-tak odchodze i zakanczam dzieje naszego malzenstwa i rodziny. To moja decyzja i konsekwencje jakie to bedzie mialo dla nas wszystkich sa moim dzielem.
Naprawde bywaja malzenstwa ktore sie rozpadaja przez jedna ze stron albo brzydka forma tego rozpadu jest dzielem jednej ze stron. Nie trzeba robic od razu psychoanalizy strachu odchodzacego ktory w tym wypadku biedny i stlamszony musi uciekac przed rozmowa z grozna jeszcze zona.... i kontaktem z wlasnymi dziecmi. No bez jaj.
Edit: dla jasnosci nie uwazam ze ktos nie ma prawa odejsc jesli przestal kochac. Ma ale niech fakty beda faktami. Jesli potrace kogos na pasach autem (calkowicie nie zamierzenie i mimo ze staralam sie byc uwazna) to nie bede filozofowac ze takie bylo przeznaczenie, tak bywa, kazdemu sie moze zdarzyc, producent auta dal zbyt slabe hamulce tylko wezme to na klate. Tak potracilam czlowieka i on przez moj czyn moze poniesc konsekwencje zdrowotne.

Kolejna, potrzebująca kogoś obwinić już jest. Jak nic kolejna zdradzona, która uważa się za skrzywdzoną. Nie odpowiadaj i tak wiem swoje :-P

Przypomnę krótko to, czego nie doczytałaś, że nikt tu nie zaprzecza, że zdrada jes haniebnym czynem, oznaką tchórzostwa, oznaką braku lojalności do partnera, itd. itp. Już było tu pisane to wielokrotnie, więc się nie będę powtarzać.

Sęk w tym, że zdrada jest także oznaką braku miłości i szacunku do partnera, bo na litość boską nie zdradza się osoby, którą się kocha. Zdrada jest skutkiem a nie przyczyną, więc opowieść o idealnym porozumieniu z partnerem się po prostu kupy nie trzyma. Trzeba się zdobyć na odwagę i powiedzieć, że słabo przynajmniej jednej osobie było w tym związku, ta osoba nie potrafiła lub nie umiała o tym mówić a ja nie potrafiłam lub nie umiałam tego dostrzec, ale to nie zmienia faktu, że tam gdzie jest prawdziwa bliskość i przyjaźń między partnerami, to zdrad nie ma.

58

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

W najlepszym związku czasem jest słabo. Wierność to decyzja. Zdrada też.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

59

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
MagdaLena1111 napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Nie widze w poscie Piegowatej nic co by mialo znamiona rozpalania stosu. Sama tez rozpalac go nie zamierzam ale uwazam ze nie zawsze jest tak ze wina lezy po obu stronach. Czasem naprawde bywaja przypadki ze ktores w zwiazku sie znudzi, przerosnie jego lub ja rzeczywistosc, rutyna, kierat domowych obowiazkow. Maz cslady jak dla mnie uciekl nie od niej jako silnej baby herod, ktora go jakos tyrała i dominowala tylko od rodziny, byc moze od malych wymagajacych dzieci, szarosci obowiazkow. Teraz ma kolorowe zycie, wypady z pogranicza survivalu czyli atrakyjna innosc. A ze z zona nie umie nawet uczciwie porozmawiac... No bo tak latwiej, udac ze "tak bywa", "takie zycie" "zycie to nie bajka" i inne slogany ktore w bardzo gladki sposob odsuwaja odpowiedzialnosc za obecny stan rzeczy z niego na blizej nieokreslone przypadki losu. Nie kazdy ma jaja zeby rzec-tak odchodze i zakanczam dzieje naszego malzenstwa i rodziny. To moja decyzja i konsekwencje jakie to bedzie mialo dla nas wszystkich sa moim dzielem.
Naprawde bywaja malzenstwa ktore sie rozpadaja przez jedna ze stron albo brzydka forma tego rozpadu jest dzielem jednej ze stron. Nie trzeba robic od razu psychoanalizy strachu odchodzacego ktory w tym wypadku biedny i stlamszony musi uciekac przed rozmowa z grozna jeszcze zona.... i kontaktem z wlasnymi dziecmi. No bez jaj.
Edit: dla jasnosci nie uwazam ze ktos nie ma prawa odejsc jesli przestal kochac. Ma ale niech fakty beda faktami. Jesli potrace kogos na pasach autem (calkowicie nie zamierzenie i mimo ze staralam sie byc uwazna) to nie bede filozofowac ze takie bylo przeznaczenie, tak bywa, kazdemu sie moze zdarzyc, producent auta dal zbyt slabe hamulce tylko wezme to na klate. Tak potracilam czlowieka i on przez moj czyn moze poniesc konsekwencje zdrowotne.

Kolejna, potrzebująca kogoś obwinić już jest. Jak nic kolejna zdradzona, która uważa się za skrzywdzoną. Nie odpowiadaj i tak wiem swoje :-P

Przypomnę krótko to, czego nie doczytałaś, że nikt tu nie zaprzecza, że zdrada jes haniebnym czynem, oznaką tchórzostwa, oznaką braku lojalności do partnera, itd. itp. Już było tu pisane to wielokrotnie, więc się nie będę powtarzać.

Sęk w tym, że zdrada jest także oznaką braku miłości i szacunku do partnera, bo na litość boską nie zdradza się osoby, którą się kocha. Zdrada jest skutkiem a nie przyczyną, więc opowieść o idealnym porozumieniu z partnerem się po prostu kupy nie trzyma. Trzeba się zdobyć na odwagę i powiedzieć, że słabo przynajmniej jednej osobie było w tym związku, ta osoba nie potrafiła lub nie umiała o tym mówić a ja nie potrafiłam lub nie umiałam tego dostrzec, ale to nie zmienia faktu, że tam gdzie jest prawdziwa bliskość i przyjaźń między partnerami, to zdrad nie ma.

A mnie serio nie interesuje w co Ty wierzysz lub nie. Gdybys czytala troche moje posty (a jestem tu 4 rok) to wiedzialabys ze akurat zdrada nigdy mnie nie dotknela. Dzieci tez nie mam (niestety) zebym znala z autopsji jak to jest gdy meza przerastaja obowiazki rodzinne. Nie zyje jednak na pustyni i wokol mnie jest bardzo wiele par ktore juz sie rozwiodly badz zyja po zdradzie.
Nigdzie tez nie napisalam o idealnym porozumieniu w zwiazku. Zyje w samym malzenstwie 17 lat i naprawde nie musisz mnie "oswiecac" oczywistymi prawdami. Nie oznacza to jednak ze nie bywaja przypadki gdy mimo rozmow i komunikacji ktos ucieka w zdrade. Mam znajomego ktory sam przyznaje ze szuka materialu na kochanke. Do zony nic nie ma, jest dobra zona i matka dla ich dzieci, jest madra, wciaz atrakcyjna, sex jest i to czesto z jej inicjatywy. Otwarta jest na spontaniczne decyzje i wypady itp.... ale po 20 latach zwiazku jest dla niego jak siostra, za dobrze ja zna i nie ma juz tej niewiadomej. I co w takiej sytuacji? Co mialby jej powiedziec i co ona moglaby zmienic zeby mu sie wydala mniej znajoma? Powiekszyc cycki czy dokonac napadu rabunkowego zeby rzekl woow no z tej strony to Cie nie znalem.
Zeby bylo jasne nawet ja sama nie wykluczam takiego scenariusza w swoim zyciu. Nie mam zadnych podejrzen ani nie trzese gaciami ze tak moze sie zdarzyc. Uwazam jednak ze pewne w zyciu to sa jedynie smierc i podatki.

60 Ostatnio edytowany przez Burzowy (2019-03-26 13:53:40)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Pamiętaj Magdaleno, ze nie do końca zawsze tak jest. Raz, ze jak się od kogoś chce odejść, to się odchodzi. Chyba przykładowo takiej cslady należało się rozwiązanie kontraktu za porozumieniem stron, za dobre lata. No, chyba ze koleś był idiota i postanowił założyć rodzinę z kimś, kogo nie znosił. Dwa, ze jest masa związków, gdzie są zdrady, ale dane strony o tym nie wiedzą. A bo to alkohol kogoś zacmil, a to cos tam. I po zdradzie następuje namiastka straty i zdradzacz myśli "cholera, to był błąd". No i te oczekiwania... mam kolegę, którego narzeczona sypia z prawie każdym, a z nim najrzadziej. I tak bylo od prawie samego początku. I co powiesz, ze on jej nie rozbudza i to jego wina? Bo jest zbyt miły i lekko ciapowaty? Owszem jest taki, ale on ZAWSZE taki był i nigdy tego nie ukrywał, ona tez to wiedziala, trochę się znali przed. Szczerze mówiąc ja tu jego winy nie widzę, chociaż głupota jest to, ze on ma nadzieje, ze ona się zmieni po ślubie. Aha i to ona na slub naciska. I nie, to nie jest układ, na który oni przystali swiadomie. Przede wszystkim jak można od kogoś oczekiwać, ze będzie taki, czy siaki... O co prawda jedna z wypowiedzi cslady sprzed lat lekko mnie zaniepokoila i szczerze mówiąc gdybym mial strzelać, to wybrała raczej faceta, który imponowal męskościa, ale niekoniecznie był gwarantem lojalności, tym niemniej wchodząc w oficjalny związek zobowiązał się on do przestrzegania jego zasad. A jak ktoś uważa, ze różnie moze byc, to ślubu brać nie powinien, bo po co mu to? A temat wspólnej pracy nad problemami to już w ogóle dla niektórych jakaś abstrakcja yikes.

-

61 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-26 14:10:33)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Burzowy Ludzie mają różne potrzeby, może Twój kolega czerpie satysfakcję z tego, że jego dziewczyna jest tak rozchwytywana, może lubi jak mu opowiada o swoich podbojach - nie wnikam.
Odnośnie zdrad po alkoholu to też bm była ostrożna, bo co innego jak ktoś przeholował i został półprzytomny wykorzystany, ale co innego, jak ktoś sobie luzuje hamulce, tym bardziej jeśli ma na oku od jakiegoś czasu kolegę lub koleżankę i szuka „pretekstu” lub „usprawiedliwienia”.
Tutaj mamy zupełnie inną sytuację. Jestem przekonana, że w związku cslady kiedyś było fantastycznie i cudownie, ale tak przestało być i to nie wydarzyło się w momencie zdrady, ale jeszcze zanim do niej doszło. Mąż cslady zrobił najpierw w swoim sercu, w swojej głowie miejsce na coś nowego. Ona przestała go interesować, przestała być tym, czego szuka i potrzebuje: nowości, ekscytacji, wyzwania, zachwytu w cudzym spojrzeniu,...
Rodzina najwidoczniej nie jest jego priorytetem. Albo mu się znudziło.



feniks, odpuszczam sobie słowne przepychanki z Tobą, bo wyczuwam osobiste zaangażowanie a nie chęć wymiany opinii.

62

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Zakochał się w innej kobiecie, bywa.
Mógł to wszystko poukładać i zakończyć małżeństwo z klasą.
Nie zrobił tego. Naprawdę nie widzę tu winy Autorki, że jej mąż nie miał odwagi wprost jej powiedzieć, że chce ułożyć sobie życie z inną kobietą. Tchórz i tyle.

63

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
MagdaLena1111 napisał/a:

Burzowy Ludzie mają różne potrzeby, może Twój kolega czerpie satysfakcję z tego, że jego dziewczyna jest tak rozchwytywana, może lubi jak mu opowiada o swoich podbojach - nie wnikam.
Odnośnie zdrad po alkoholu to też bm była ostrożna, bo co innego jak ktoś przeholował i został półprzytomny wykorzystany, ale co innego, jak ktoś sobie luzuje hamulce, tym bardziej jeśli ma na oku od jakiegoś czasu kolegę lub koleżankę i szuka „pretekstu” lub „usprawiedliwienia”.
Tutaj mamy zupełnie inną sytuację. Jestem przekonana, że w związku cslady kiedyś było fantastycznie i cudownie, ale tak przestało być i to nie wydarzyło się w momencie zdrady, ale jeszcze zanim do niej doszło. Mąż cslady zrobił najpierw w swoim sercu, w swojej głowie miejsce na coś nowego. Ona przestała go interesować, przestała być tym, czego szuka i potrzebuje: nowości, ekscytacji, wyzwania, zachwytu w cudzym spojrzeniu,...
Rodzina najwidoczniej nie jest jego priorytetem.



feniks, odpuszczam sobie słowne przepychanki z Tobą, bo wyczuwam osobiste zaangażowanie a nie chęć wymiany opinii.

Wyczuwaj co chcesz. Kryzysy malzenskie nie sa moim problemem, co innego problemy zdrowotne. Ale wiem ze jak sie nie ma argumentow to wtedy siega sie po blizej nieokreslone powody braku checi rozmowy.  Zreszta to chyba ja powinnam napisac ze to Ty nie jestes zainteresowana wymiana opinii bo swoja odpowiedz raczylas zaczac od osobistych wycieczek w moja strone, kompletnie mnie nie znajac.
Tak czy siak dalsza "rozmowa" faktycznie nie ma sensu.

64

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
feniks35 napisał/a:

Tak czy siak dalsza "rozmowa" faktycznie nie ma sensu.

Dziękuję :-)

65

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Cyngli napisał/a:

(...) Mógł to wszystko poukładać i zakończyć małżeństwo z klasą. (...)

Gdyby mógł, to by wszystko poukładał i zakończył małżeństwo z klasą.




Zofia Milska-Wrzosińska napisał/a:

Zgoda na relację z drugim człowiekiem, to zawsze jest ryzyko. Nikt nam nie da gwarancji, że nie zostaniemy zdradzeni.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

66

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Wielokropku, myślę że mógł. Ale nie chciał. Dokonał pewnego wyboru. Niechlubnego, moim zdaniem.

67

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Cyngli napisał/a:

Nie zrobił tego. Naprawdę nie widzę tu winy Autorki, że jej mąż nie miał odwagi wprost jej powiedzieć, że chce ułożyć sobie życie z inną kobietą. Tchórz i tyle.

dokładnie tak. również nie widzę winy autorki, jej postępowanie wyróżnia się pozytywnie w porównaniu z innymi sytuacjami, rzadko spotykam taką chęć rozwiązywania problemów jak w pierwszym poście. Tak samo nie widzę żeby życie rodzinne miało go przerastać - z tego co widać autorka zachowywała równowagę, nie było całkowitej koncentracji na dzieciach z pominięciem męża. Jeśli nie mógł podołać życiu w określonym modelu rodziny, mógł nie podejmować się tej roli, zamiast podejmować działania mające zły wpływ na tyle osób. Wina męża jest jednoznaczna, niestety taki wniosek nie przywróci tego co utracone:( i nie wiem czy dla autorki taka informacja może być pomocna, czy lepiej wiedzieć że coś można było zrobić inaczej, czy że zrobiło się wszystko co było możliwe. W tej sytuacji chyba skorzystałbym z poradni psychologicznej (mam już pozytywne doświadczenia) żeby móc zachować równowagę w życiu i skupić się na sobie oraz dzieciach.

68

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Czy nie możecie sobie odpuścić szukania winnych? Po co Wam to winny-niewinny?
Jak jest wina to zaraz pewnie będzie i kara.

69

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
MagdaLena1111 napisał/a:

Czy nie możecie sobie odpuścić szukania winnych? Po co Wam to winny-niewinny?
Jak jest wina to zaraz pewnie będzie i kara.

Zapytaj tych, co próbowali zrzucić ciężar odejścia męża na Autorkę wątku, może Ci odpowiedzą.

70

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Cyngli napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Czy nie możecie sobie odpuścić szukania winnych? Po co Wam to winny-niewinny?
Jak jest wina to zaraz pewnie będzie i kara.

Zapytaj tych, co próbowali zrzucić ciężar odejścia męża na Autorkę wątku, może Ci odpowiedzą.

Pytam wszystkich szukających winnych dookoła, bo nie widzę specjalnej różnicy w przerzucaniu się oskarżeniami.
Jedni i drudzy lubią kogoś ukamienować.

71

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

W tym miejscu było kilka postów zawierających wyłącznie off topy i złośliwości, które właśnie z tego powodu zostały usunięte

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

72 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-03-26 17:07:14)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
IsaBella77 napisał/a:

W tym miejscu było kilka postów zawierających wyłącznie off topy i złośliwości, które właśnie z tego powodu zostały usunięte

O.K., sorry, język mnie zaświerzbiał, jak to mnie. Nikt tu jednak win się nie doszukiwał, jak uparcie twierdzi Magdalena. I kropka.

P.S. Odpowiedzialność i wina to nie są synonimy.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

73

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
MagdaLena1111 napisał/a:
Cyngli napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Czy nie możecie sobie odpuścić szukania winnych? Po co Wam to winny-niewinny?
Jak jest wina to zaraz pewnie będzie i kara.

Zapytaj tych, co próbowali zrzucić ciężar odejścia męża na Autorkę wątku, może Ci odpowiedzą.

Pytam wszystkich szukających winnych dookoła, bo nie widzę specjalnej różnicy w przerzucaniu się oskarżeniami.
Jedni i drudzy lubią kogoś ukamienować.

A nie możemy po prostu trzymać się faktów? Mąż odszedł do innej kobiety, przy czym zrobił to kompletnie bez słowa. Koniec, kropka.

74

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
MagdaLena1111 napisał/a:

Burzowy Ludzie mają różne potrzeby, może Twój kolega czerpie satysfakcję z tego, że jego dziewczyna jest tak rozchwytywana, może lubi jak mu opowiada o swoich podbojach - nie wnikam.

Nie wnikasz, a na dodatek nie czytasz w całości moich postów. tongue


Odnośnie zdrad po alkoholu to też bm była ostrożna, bo co innego jak ktoś przeholował i został półprzytomny wykorzystany, ale co innego, jak ktoś sobie luzuje hamulce, tym bardziej jeśli ma na oku od jakiegoś czasu kolegę lub koleżankę i szuka „pretekstu” lub „usprawiedliwienia”.

Mówimy o najczęstszym przypadku, czyli alkohol i pójście do wyra z osobą, którą poznaliśmy na tej imprezie ;].

Tutaj mamy zupełnie inną sytuację. Jestem przekonana, że w związku cslady kiedyś było fantastycznie i cudownie, ale tak przestało być i to nie wydarzyło się w momencie zdrady, ale jeszcze zanim do niej doszło. Mąż cslady zrobił najpierw w swoim sercu, w swojej głowie miejsce na coś nowego. Ona przestała go interesować, przestała być tym, czego szuka i potrzebuje: nowości, ekscytacji, wyzwania, zachwytu w cudzym spojrzeniu,...
Rodzina najwidoczniej nie jest jego priorytetem. Albo mu się znudziło.

Ano właśnie, mogło tak być. Tylko ja bym jednak większość winy przerzucił na niego. Bo jeżeli cslady była taka sama jak zawsze, to jaka jest jej wina? Ok kobieta kocha bardziej swoje dzieci niż męża (a może nawet tylko dzieci w takim stopniu jak facet kocha kobietę?) i dla wielu to jest szok gdy się dowiedzą i wtedy się psuje. To trochę jak z tym ciastkiem, co chce się je zjeść i mieć. Bawmy się w śluby i rodziny, ale bądźmy jak wtedy gdy mieliśmy 20 lat. No, ale społeczeństwo takie, co do łóżka chce iść coraz szybciej i szybciej, dzieci w przedszkolu uświadamiać czym jest seks, ale żeby o sobie jak o partnerach myśleć, to nieee ;p. Mi się wydaje, że najpierw trzeba pomóc ofierze, a jak dojdzie do siebie to wtedy się zastanawiać.

-

75

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Winna, nie winna... a to nie jest tak że jak szanownemu coś nie odpowiadało to powinien usiąść i porozmawiać ? A nie uciekać ?

76

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Cyngli napisał/a:

A nie możemy po prostu trzymać się faktów? Mąż odszedł do innej kobiety, przy czym zrobił to kompletnie bez słowa. Koniec, kropka.

O właśnie! Tak więc wracając do faktów, technicznie rzecz biorąc to mąż nie odszedł do innej kobiety, a cslady po kilku miesiącach niedogadywania się z mężem, wiercenia mu dziury w brzuchu zabrała dzieciaki i odeszła od niego. Jak sama zaznaczyła nawet kiedy odchodziła mąż zaprzeczał, że ma romans. Czytając wprost zapisaną przez nią sekwencję zdarzeń, po odejściu od męża dostaje potwierdzenie od osób postronnych, że romans istnieje, a potem poznaje ową panią. Potem opisuje, że po swoim odejściu przeżywa sytuację, znów próbuje mężowi wiercić dziurę w brzuchu oczekując czegoś, pewnie żeby się tłumaczył i wyjaśniał, co ten kwituje, że co tu wyjaśniać skoro ona odeszła, to widać nie chce już z nim być. Koniec streszczenia, podziękowania od osób dla których pierwszych parę postów było za długich proszę przesyłać na pw.
Tak więc wracając do świata faktów, to cslady jako osoba lubiejąca mieć kontrolę nad sytuacją postawiła męża przed faktem dokonanym czyli wyprowadzką. Podejrzewam, że to coś z gatunku "ty mnie rzucasz, przecież to ja cię miałam rzucić wcześniej". No więc uprzedzając fakty, a kobieta dumna i kontrolująca sytuację nie pozwala sobie żeby jej się pewnego dnia facet wyprowadził do kochanki. Ona pierwsza się wyprowadzi i w ten sposób mu pokaże, gdzie raki zimują. Tak zrobiła, nie mówię, że źle zrobiła ale teraz chodzi rozżalona, że facet to zaakceptował i wykorzystał jako ostateczny pretekst żeby jej się z niczego nie tłumaczyć, bo i po co skoro ona decyzję już podjęła.
No i sorki, mimo całej sympatii ale mąż ma całkowicie rację. On podjął decyzję o romansie (na jakim etapie ten romans był w momencie jej wyprowadzki nie wiemy) ale to ona podjęła decyzję o odejściu od niego oraz zakończeniu małżeństwa poprzez złożeniu papierów rozwodowych. Dopóki kłamał o romansie można domniemywać, że zakładał dalsze trwanie w małżeństwie z nią, może wciąż był niezdecydowany, może widział możliwość małżeństwa i odrobiny świeżego powietrza w postaci romansiku, który prędzej czy później się skończy. Może postawiony do piony jasną, prostą ale wyglądającą na upokorzenie deklaracją - żadna wywłoka mi ciebie nie odbierze, jesteś mój i tylko mój, będę o ciebie walczyć z każdą zdzirą, dowiem się co to za jedna, a wtedy zobaczy ta taka i owaka co znaczy zadrzeć ze mną i dobierać się do tego co jest moje i tylko moje, to wtedy otrząsnąłby się i podjął próbę wspólnej walki o przetrwanie tego małżeństwa. Kiedy ona zamknęła za sobą drzwi z drugiej strony mógł z "czystym sumieniem" wzruszyć ramionami - no jak tak, to tak, decyzja zapadła. Reszta to już tylko konsekwencja tego czyli złośliwe wytykanie "ty już zdecydowałaś, to po co się mam tłumaczyć" i takież odgrywanie "zabrałaś mi dzieci, to się nimi zajmuj, nie są znowu takim pępkiem świata żebyś mi dupę co chwila zawracała co u nich słychać". Tymczasem świat wokół nabrał barw i zapachów, jest się czym na razie ekscytować.

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

77 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-26 19:47:01)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Snake, przeginasz.
Nie dziwię się cslady, że miała dość, bo chociaż pomysł z wyprowadzką w świetle faktów, które zestawiłeś rzeczywiście wygląda nieciekawie, to wiesz jaki nieobecny jest ktoś, kto jest zauroczony. Przecież trudno z kimś takim się dogadać. Niedawno przerabiałam podobną sytuację. Zatem, że cslady już chciała postawić sytuację na ostrzu noża, żeby wyklarowało się cokolwiek, jest dla mnie zupełnie normalne.

78 Ostatnio edytowany przez Snake (2019-03-26 20:23:11)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
MagdaLena1111 napisał/a:

Snake, przeginasz.

Jako człowiek zobligowany wykształceniem do oceny faktów i technicznej strony zagadnienia dokonałem technicznego streszczenia, a nie dywagacji czy pan chodził z głową w chmurach. Na stan wyprowadzki winą męża była głowa w chmurach i kłótliwość? No serio, serio? Równie dobrze mógł być po prostu zmęczony żoną, dziećmi i zauroczony jakąś panienką, która stanowiła dla niego jedynie jakiś jasny punkt w ponurym harmonogramie dnia bez poważniejszych planów. Matko jedyna ile to razy niejeden mąż pogruchał sobie z jakąś panną żeby uciec myślami od tej ponurej małżeńsko - rodzinnej rzeczywistości. Od tych kapci, papilotów, przecierów z marchwi rozpaćkanych wszędzie na przemian z pampersami i tymi nad wyraz wku….cymi grzechotkami, misiami itd. Pogruchał, pogruchał, oczy przymknął z myślą - Jezu z taką kobietą, to bym nawet pod namiot pojechał, po czym otwierając oczy znów brał się za tarcie marchewki dla dzieci. No ale od tego się nie umiera...
Mam wrażenie, że Cslady odeszła od męża, a po fakcie ma pretensje, że ten to tak lekko przyjął zamiast rzucać się do kolan, błagać o wybaczenie, żeby ona mogła mu pokazać - o takiego wała, nigdy nie wrócę! Zabrała mu z dnia na dzień dzieci i ma teraz pretensje, że ten nie lata do niej z wywieszonym ozorem żeby dzieci zobaczyć. I już sam nie wiem czym ją najbardziej zawiódł, domniemaną zdradą przed wyprowadzką czy tym, że nie spełnił jej oczekiwań po wyprowadzce? Czy najbardziej boli ta jego domniemana zdrada przed wyprowadzką czy też jak lekko zaakceptował jej wyprowadzkę i popłynął dalej w swoją stronę? Popłynął, to popłynął po co to rozkminiać skoro już zdecydowała? Aaa, jeszcze jest przecież dalej kwestia jej, bo skoro tak to ona się kiedyś pomyliła w jego ocenie, a to znaczy, że skoro tu się pomyliła, to w wielu innych sprawach może się mylić i to jest już okropna myśl. Dla niektórych wręcz straszna, bo podważająca fundamenty światopoglądu. Niestety błądzić jest rzeczą ludzką...

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

79

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Snake napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Snake, przeginasz.

Jako człowiek zobligowany wykształceniem do oceny faktów i technicznej strony zagadnienia dokonałem technicznego streszczenia, a nie dywagacji czy pan chodził z głową w chmurach. Na stan wyprowadzki winą męża była głowa w chmurach i kłótliwość? No serio, serio? Równie dobrze mógł być po prostu zmęczony żoną, dziećmi i zauroczony jakąś panienką, która stanowiła dla niego jedynie jakiś jasny punkt w ponurym harmonogramie dnia bez poważniejszych planów. Matko jedyna ile to razy niejeden mąż pogruchał sobie z jakąś panną żeby uciec myślami od tej ponurej małżeńsko - rodzinnej rzeczywistości. Od tych kapci, papilotów, przecierów z marchwi rozpaćkanych wszędzie na przemian z pampersami i tymi nad wyraz wku….cymi grzechotkami, misiami itd. Pogruchał, pogruchał, oczy przymknął z myślą - Jezu z taką kobietą, to bym nawet pod namiot pojechał, po czym otwierając oczy znów brał się za tarcie marchewki dla dzieci. No ale od tego się nie umiera...

Cos liche zatem to Twoje wyksztalcenie albo ocena faktow dokonana po lebkach skoro zupelnie ulecialo Ci ze maz cslady przed jej wyprowadzka przestal wracac na noc, spal nie wiadomo gdzie i z kim (niewiadomo bo nie raczyl odpowiedziec zonie na zadane pytania). Dla mnie zatem to on sie pierwszy ulotnil tylko nawet do zakomunikowania tego nie mial jaj ale fakty sa faktami. Trudno zeby w tej sytuacji ona sobie tez zaczela wybywac z domu na cale dnie i noce albo czekala wiernie z obiadkiem i  nadzieja ze maz "tylko" spi u mamusi a nie obraca co noc kochanke. No ale dla Ciebie to zapewne kolejny niewinny wybryk do ktorego mlody maz i ojciec ma prawo a zona nie ma tu nic do gadania. Ona nie moze czuc zmeczenia, frustracji i miec rowniez czasem dosc tych pampersow, tartych marchewek itp. Wkoncu to jej dziecko a nie wspolne z mezem.

80

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Oj tam, na noc nie wracał. Ale o świcie drogę do domu znajdował? Znaczy pamiętał, gdzie dom jego i rodzina. Też wracałem o świcie wink Czy to tak ważne dla kobiet żeby facet mówił gdzie był i co robił? Gładkie kłamstwo lepsze od milczenia?

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

81

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Snake, zaprezentowałeś techniczne poczucie humoru na kobiecym forum. Na co Ty liczyłeś? Lepiej się ulotnij, bo zginiesz jako niezrozumiały geniusz.

-

82

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Snake napisał/a:

Oj tam, na noc nie wracał. Ale o świcie drogę do domu znajdował? Znaczy pamiętał, gdzie dom jego i rodzina. Też wracałem o świcie wink Czy to tak ważne dla kobiet żeby facet mówił gdzie był i co robił? Gładkie kłamstwo lepsze od milczenia?

Oj tam sie od razu wyprowadzila. Wziela dlugi urlop od prania mu skarpet i gotowania obiadkow. Czy to tak ważne zeby zona w domu mieszkala? Trzeba od razu szukac sobie innej kobiety? tongue

83

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Snake'u,

"żadna wywłoka mi ciebie nie odbierze, jesteś mój i tylko mój, będę o ciebie walczyć z każdą zdzirą, dowiem się co to za jedna, a wtedy zobaczy ta taka i owaka co znaczy zadrzeć ze mną i dobierać się do tego co jest moje i tylko moje, to wtedy otrząsnąłby się i podjął próbę wspólnej walki o przetrwanie tego małżeństwa,"
Aleś pojechał po całości big_smile najbardziej podoba mi się to, będę o Ciebie walczyć z każdą zdzira,, smile smile smile

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

84

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Czyżby czasy się zmieniły? To rycerze na białych rumakach już nie walczą o księżniczki? smile

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

85

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Cslady , byłam w bardzo podobnej sytuacji jak Ty teraz. Nie było łatwo.

Zabolało kłamstwo, zdrada, agresja, obwinianie mnie za całe zło tego świata przy jednoczesnym robieniu ofiary (!) z siebie. Nie pomagało to, że bm w ogóle nie chciał rozmawiać.

Spokój osiągnęłam dopiero kiedy zrozumiałam co dokładnie i dlaczego to się wszystko stało.

Rozumiem, że to Ty byłaś w związku ta silna i dlatego on się poczuł niedoceniony i niepotrzebny. Jesteś jaka jesteś, a to, jak ktoś inny się czuje sam ze sobą, jakie jest jego poczucie własnej wartości - na to wpływu nie masz. Robić z siebie lebiegę, żeby ktoś się poczuł przy nas lepiej?... Bez sensu, nawet jeśli jest to warunek, aby związek trwał.

Cztery lata temu zawalił mi się świat. Dziś czuję się dobrze, lekko, bez balastu (tak, tak!), jakim był... bm. To zrozumiałam później. Dzięki rozstaniu otworzyły się przede mną nowe możliwości i wszystkie te zmiany... na lepsze. Tego też Tobie życzę.

W sumie to czasami zastanawiam się czy w końcu nie wysłać kochance bm kwiatów. big_smile

86 Ostatnio edytowany przez Snake (2019-03-26 22:01:35)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
feniks35 napisał/a:

Czy to tak ważne zeby zona w domu mieszkala?

Formalnie tak, bo są na to jakieś prawnicze określenia istotne przy rozwodzie. No ale to już kwestia niuansów czy rozwód taki czy owaki, nie wiem czy istotnych dla autorki czyli ustalenia winy. Jak nie było dowodów na zdradę, nie pił notorycznie, nie bił, na rodzinę łożył, w domu bywał regularnie, to chłop wygląda w sądzie na całkiem spoko gościa. No ale jak już żona go porzuciła czyli nie wyprowadziła się na parę dni do mamusi ale zabrała się ze wspólnego mieszkania razem z dziećmi na stałe, to jawność romansowania po tym fakcie nie stawia go już w tak złym świetle przed sądem. Nastąpił faktyczny rozpad pożycia więc on dalej go tylko usankcjonował. Tak to chyba wygląda ale ma to znaczenie tylko, gdyby cslady chciała się z nim boksować o ustalenie jego wyłącznej winy rozwodu czy też alimentów dla siebie. Jeśli nie, to rozwód jak rozwód, nie będzie wnosił o podział opieki nad dziećmi, sąd ustali alimenty dla dzieci i tyle.

Tak ogólnie, to jednak przychodzi mi co raz częściej do głowy, że kobiety są za ciekawskie. Ciągle zadają pytania, gdzie byłeś, co robiłeś, dlaczego to, dlaczego tamto. Jak chłop wciąż do domu wraca, to znaczy, że jeszcze coś go tam trzyma.

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

87

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Cslady, 3m się.
jesteś na życiowym wirażu i masz pełne prawo być jeszcze w szoku.

dlaczego on to zrobił?
bo chciał i bo mógł.
trochę głupio, nie?
dlatego więc niczego nie tłumaczy.

przechodzisz żałobę po związku, daj sobie prawo do różnych emocji.
miałaś 10 lat fajnego małżeństwa, wielu nie jest dane nawet kawałka tego.
ten stary mąż umarł, opłacz go.
ten nowy to jakiś obcy facet, jakbys zaczepiła jakiegoś na ulicy - nie zrozumie, czego od niego chcesz.

a ta kontrola, co daje złudne poczucie bezpieczeństwa...
nie sprawdziła się, nie zadziała, nie uchroniła.
to może zastąpić to niesprawne narzędzie czymś nowym?
przeświadczeniem, że wszystko może się zdarzyć i mamy wpływ tylko na to, co teraz?

przytul się.
pogadaj do siebie w lustrze na głos.
zapytaj, co mozesz dla siebie zrobić.
a potem to zrób.

88 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2019-03-26 22:46:37)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

O co chodzi z tą kontrolą?

Edit

Kontrola daje poczucie bezpieczeństwa? Czy o to chodzi?

89 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-03-26 22:32:05)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Do żałoby jeszcze daleeekoo. Teraz jest szok i rozczarowanie postawą męża. Ale cóż, gdyby uznał Ciebie za godną szacunku żonę i matkę, to siebie musiałby za kogo?
Macie dzieci, więc niestety całkiem z życia On Ci nie zniknie..tutaj można zazdrościć tym co mogą kogoś całkiem wykreślić.
Myślałaś, ze żyjesz z innym człowiekiem i to boli.
Co Ci poradzić?
Wywal złość- zyskasz siłę.
Zajmij się czymś, nie rozkmniniaj za wiele..
Wspomnienia- trzeba je zalaminować i zapakować..
Bądż sobą i wyrzuć go z głowy- jesteś bardzo młoda jeszcze, zycie przed Tobą. I lepszy związek. Mężczyzna z którym będziesz bliżej.
To nie koniec świata, tylko tak wygląda smile

Kontrola to złe słowo- u mnie był pełen luz.. big_smile
ale Doroya ma chyba na myśli dopuszczenie do głowy- że nie ma nic raz na zawsze w związkach między ludżmi.. Ta myśl wydaje się przykra, ale jak ją przyswoisz, to potem cieszysz się każdym łykiem smile

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

90

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Nie dobrze, że się wyprowadziłaś. To porzucenie męża i czynnik na twoją niekorzyść. Twój mąż może teraz złożyć wniosek o rozwód z twojej winy. Romansu powie że nie miał a kłopoty w małżeństwie chciał naprawiać no ale ty się wyprowadziłaś..

Najpierw pozew rozwodowy, później wyprowadzka. Prawnik mi to jak mantrę powtarzał. Jak tylko on odbierze pismo z sądu możesz się wyprowadzić. Nie wcześniej.

A co do twojego stanu psychicznego to za 2 lata będzie lepiej. Najpierw musisz się złamać, upaść  z bólu na kolana, stracić radość życia, dotknąć dna, nabawić się depresji, aby w końcu nabrać ogromnej siły już jako trochę inny człowiek - po przejściach. Uszkodzony ale bardzo silny.  Za 2 lata będziesz inna osoba poniekąd.

91

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

W sumie to nie wiem czy komentować niektóre posty, bo nie za bardzo chce mi się bronić przed zarzutami wyssanymi z palca, np. analizą całej osobowości na podstawie cytatu w stopce (?). Jednak ogólnie rzecz biorąc, to wcale nie ja byłam tą silniejszą stroną w związku. Co najwyżej nie byłam sierotką, którą trzeba się non stop opiekować.

Co do walki o męża - to nie było tak, że on wracał nad ranem, tylko w ogóle nie wracał na noc. Gdybym widziała, że jest rozdarty, zmęczony naszym życiem czy coś w tym stylu, to jasne, że bym o niego walczyła. Jednak z miesiąca na miesiąc stanął przede mną zupełnie obcy człowiek, któremu byłam totalnie obojętna. Można walczyć, gdy jest sens, bo ktoś był słaby i się pogubił. On nie jest pogubiony - po prostu w jego oczach nie ma już uczucia.

W sumie nie wiem po co ta cała dyskusja o winach. Nie zamierzam udowadniać mu winy, walczyć z nim w sądzie czy jakoś go karać. Nie zrzucam na niego winy przy rodzinie i znajomych, nie mówię o nim źle. Zależy mi przede wszystkim na tym, żeby pozbyć się tego bólu, albo żeby on stał się znośny. Uświadomiliście mi, że jeszcze nie jestem na etapie zastanawiania się co poszło nie tak, by wyciągnąć wnioski na przyszłość. Aktualnie mnie to po prostu nie interesuje, bo nie myślę o swojej przyszłości, nie widzę jej. Może myliłam się cały czas co do naszego związku.

I_see_beyond napisał/a:

Cztery lata temu zawalił mi się świat. Dziś czuję się dobrze, lekko, bez balastu (tak, tak!), jakim był... bm. To zrozumiałam później. Dzięki rozstaniu otworzyły się przede mną nowe możliwości i wszystkie te zmiany... na lepsze. Tego też Tobie życzę.

Dziękuję. Jak u Ciebie wyglądał proces przechodzenia od zawalonego świata do nowych możliwości?

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

92

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Praktyka zawsze miło poczytać. Jasne, że mąż chciał naprawiać małżeństwo, bo niby jak mu udowodnić, że nie chciał? Powiedzieć w sądzie, że bo próbowałam ale on się nie odzywał? To on powie coś przeciwnego. Na to ma się kwitki z prób umówienia w jakichś poradniach, terapeutach czy cokolwiek na papierze. Choćby nagrania na komórce rozmów. A jak się wyprowadza z domu, to już nie ma jak rozmawiać, a skąd on wiedział po co ona się wyprowadza i co robi bez niego? No i taki może drobiazg ale kobieta zdradzona każe się wyprowadzić facetowi z domu, a nie sama się wyprowadza. Taka tradycja, niby drobiazg, a inaczej wygląda niestety.
Tak poza tym, to przecież statystyki mówią, że pierwsze kryzysy w związkach skutkujące rozwodami pojawiają się po 8-10 latach.

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

93

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
cslady napisał/a:

Dziękuję. Jak u Ciebie wyglądał proces przechodzenia od zawalonego świata do nowych możliwości?

Zaczęłam od odcięcia się od bm. Kiedy romans trwa w najlepsze, niemożliwe jest wspólne życie pod jednym dachem. Tak uważam. Bm się wyprowadził (zmusiłam go) i... wtedy odetchnęłam. Skończyła się jego agresja względem mnie, absurdalne zarzuty, nie wyczekiwałam na niego w domu, czy przyjedzie planowo z pracy czy wróci od tamtej.

Potem podjęłam kroki prawne.

I... zajęłam się sobą. Robiłam wszystko to, czego nie mogłam robić będąc w małżeństwie. Mnóstwo spotkań z fajnymi ludźmi, rozmów, wyjazdów, wróciłam do swoich pasji - to tak w skrócie. Odżyłam, a i jak niektórzy stwierdzili, rozkwitłam. wink

Potem wyprowadziłam się bardzo daleko od byłego męża, zmieniłam pracę, kupiłam mieszkanie, żyję. smile

Nie utrzymuję żadnych kontaktów z nim - nigdy się już nie spotkamy.

Dojście do siebie zajęło mi ok. 1,5 roku.

94

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

I_see_beyond więc w pewnym sensie dostałaś od losu szansę na lepsze życie?

95

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
crissrs napisał/a:

I_see_beyond więc w pewnym sensie dostałaś od losu szansę na lepsze życie?

Zrobiłam i robię wszystko, aby tak było.

96 Ostatnio edytowany przez Snake (2019-03-27 10:01:10)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
cslady napisał/a:

że myliłam się cały czas co do naszego związku.

Ależ nie może ale na pewno się myliłaś tylko czemu jest to dla ciebie takim zaskoczeniem? Czy to jakieś zaślepienie, zadufanie? Myliłaś się z tego prostego powodu, że nie ma czegoś takiego jak jeden obraz związku w dodatku niezmienny w czasie. Nie ma nawet czegoś takiego jak jeden obraz drugiego człowieka. Ja sam co najmniej parę razy w życiu zaskoczyłem sam siebie swoim zachowaniem, a kto niby miał mnie znać lepiej niż ja sam? Dopóki rzeczywistość tego nie zweryfikowała okazywało się, że miałem mylny obraz o samym sobie w niektórych kwestiach. Tym bardziej tworzenie sobie obrazu innych ludzi i relacji z nimi w większości jest wynikiem naszych urojeń, chciejstwa i negowania tego co nam nie pasuje albo czego nie rozumiemy.

cslady napisał/a:

Gdybym widziała, że jest rozdarty, zmęczony naszym życiem czy coś w tym stylu, to jasne, że bym o niego walczyła. Jednak z miesiąca na miesiąc stanął przede mną zupełnie obcy człowiek, któremu byłam totalnie obojętna. Można walczyć, gdy jest sens, bo ktoś był słaby i się pogubił. On nie jest pogubiony - po prostu w jego oczach nie ma już uczucia.

Myślę, że jednak nikt pewnego ranka nie wstaje, patrzy na śpiącą obok kobietę i po 10 latach związku nagle wali się dłonią w łeb wołając - k....., co ja robię tu?! Przegapiłaś dużo wcześniej może setki sygnałów, że coś jest nie tak. Inna kobieta może zamieszać w głowie tak, że facet już sam się gubi co do kogo czuje, do kogo więcej ale wątpię czy może w parę miesięcy wykorzenić wszelkie stare uczucia. Albo ich nigdy nie było albo umierały w ciszy już od dawna. Pisałem na samym początku, że mąż najpierw udał się na emigrację wewnętrzną i to musiało być wcześniej. Zewnętrzne ekscesy przychodzą kiedy facet już to przetrawił w środku i podjął decyzje albo od trawienia zaczęło się przelewać na zewnątrz. No ale wtedy to już jest po herbacie. 
Teraz faktycznie jedyne co możesz zrobić, to przyswoić sobie, że było ale minęło.

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

97

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
I_see_beyond napisał/a:
crissrs napisał/a:

I_see_beyond więc w pewnym sensie dostałaś od losu szansę na lepsze życie?

Zrobiłam i robię wszystko, aby tak było.

Macie dzieci?

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

98

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Czytajac ten watek mam wrazenie, ze niektórym wydaje się, ze im bardziej cynicznie podejdą do tematu, tym lepiej. Szok, szkoda nawet komentować hmm

99

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Masz racje coś sobie trawil w głowie.
Tylko partnerka to nie mama co ma się domyślać co dziecko boli. On po prostu uciekł na inną gałąź olewajac to że ma dzieci. skoro przy nowym życiu ma je gdzieś.. Tu jest rozczarowanie gościem.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

100

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Snake napisał/a:
cslady napisał/a:

że myliłam się cały czas co do naszego związku.

Ależ nie może ale na pewno się myliłaś tylko czemu jest to dla ciebie takim zaskoczeniem? Czy to jakieś zaślepienie, zadufanie? Myliłaś się z tego prostego powodu, że nie ma czegoś takiego jak jeden obraz związku w dodatku niezmienny w czasie. Nie ma nawet czegoś takiego jak jeden obraz drugiego człowieka. Ja sam co najmniej parę razy w życiu zaskoczyłem sam siebie swoim zachowaniem, a kto niby miał mnie znać lepiej niż ja sam? Dopóki rzeczywistość tego nie zweryfikowała okazywało się, że miałem mylny obraz o samym sobie w niektórych kwestiach. Tym bardziej tworzenie sobie obrazu innych ludzi i relacji z nimi w większości jest wynikiem naszych urojeń, chciejstwa i negowania tego co nam nie pasuje albo czego nie rozumiemy.

cslady napisał/a:

Gdybym widziała, że jest rozdarty, zmęczony naszym życiem czy coś w tym stylu, to jasne, że bym o niego walczyła. Jednak z miesiąca na miesiąc stanął przede mną zupełnie obcy człowiek, któremu byłam totalnie obojętna. Można walczyć, gdy jest sens, bo ktoś był słaby i się pogubił. On nie jest pogubiony - po prostu w jego oczach nie ma już uczucia.

Myślę, że jednak nikt pewnego ranka nie wstaje, patrzy na śpiącą obok kobietę i po 10 latach związku nagle wali się dłonią w łeb wołając - k....., co ja robię tu?! Przegapiłaś dużo wcześniej może setki sygnałów, że coś jest nie tak. Inna kobieta może zamieszać w głowie tak, że facet już sam się gubi co do kogo czuje, do kogo więcej ale wątpię czy może w parę miesięcy wykorzenić wszelkie stare uczucia. Albo ich nigdy nie było albo umierały w ciszy już od dawna. Pisałem na samym początku, że mąż najpierw udał się na emigrację wewnętrzną i to musiało być wcześniej. Zewnętrzne ekscesy przychodzą kiedy facet już to przetrawił w środku i podjął decyzje albo od trawienia zaczęło się przelewać na zewnątrz. No ale wtedy to już jest po herbacie. 
Teraz faktycznie jedyne co możesz zrobić, to przyswoić sobie, że było ale minęło.


Snake, bywasz bardzo kąśliwy, prawdziwy wąż z Ciebie!! Wcale się nie dziwię autorce, że nie spodziewała się romansu i dostała jak obuchem w głowę. Ja pomimo, że często się klocilismy, i milion razy zastanawiałam się co ja tu robię, dokładnie tak jak napisałeś, prosiłam o rozmowę, w końcu o rozstanie nigdy nie wzięłam w moim malutkim rozumku pod uwagę że po prostu pójdzie sobie w bok i się puści jak ostatnia kur....a. miał tyle rozwiązań, na tacy, rozmowy, prośby, groźby. Więc nie mów mi proszę, że ktoś przeoczy sygnały, które druga osoba ma w głowie, jeśli na zewnątrz jest dobrze. Na tym ma polegać udany związek że przez cały czas nagany śledzić każdy gest partnera czy przypadkiem nie układa sobie życia na boku??

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

101

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Ela210 napisał/a:

Tylko partnerka to nie mama co ma się domyślać co dziecko boli.

Nie zgodzę się. Przestajesz myśleć co tam się dzieje w głowie partnera/partnerki, to już przegrałaś. Nic się nie dzieje? To znaczy, że bardzo dużo się dzieje tylko ty już tego nie widzisz. Skoro nawet statystyki wskazują, że duży kryzys wyskakuje ok. 8-10 lat związku, to znaczy, że ten kryzys narastał przez lata. Zaczynając od banalnego znudzenia. Patrzysz już tysięczny dzień na tą samą kobitę, matko już samo to potrafi zdołować i spowodować, że faceta zaczyna nosić. Tysięczny raz słyszysz ten sam jej śmiech i nagle łapiesz się, że jak słyszysz ten śmiech, to cię aż nosi w środku, a przecież kiedyś uwielbiałeś jak się tak śmiała...

Ela210 napisał/a:

On po prostu uciekł na inną gałąź olewajac to że ma dzieci. skoro przy nowym życiu ma je gdzieś.. Tu jest rozczarowanie gościem.

Ooo, to jest akurat bardzo proste. Ona zabrała mu przecież dzieci. Wyprowadzając się z dziećmi pokazała nie mniej, nie więcej jak "idę i zabieram moje dzieci. Zabrała je jak swoją własność, nie ich. Skoro to jej dzieci, to proszę bardzo... Dziecinne co? Ale cóż prawdziwe.

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

102

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Snake napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Tylko partnerka to nie mama co ma się domyślać co dziecko boli.

Nie zgodzę się. Przestajesz myśleć co tam się dzieje w głowie partnera/partnerki, to już przegrałaś. Nic się nie dzieje? To znaczy, że bardzo dużo się dzieje tylko ty już tego nie widzisz. Skoro nawet statystyki wskazują, że duży kryzys wyskakuje ok. 8-10 lat związku, to znaczy, że ten kryzys narastał przez lata. Zaczynając od banalnego znudzenia. Patrzysz już tysięczny dzień na tą samą kobitę, matko już samo to potrafi zdołować i spowodować, że faceta zaczyna nosić. Tysięczny raz słyszysz ten sam jej śmiech i nagle łapiesz się, że jak słyszysz ten śmiech, to cię aż nosi w środku, a przecież kiedyś uwielbiałeś jak się tak śmiała...

Ela210 napisał/a:

On po prostu uciekł na inną gałąź olewajac to że ma dzieci. skoro przy nowym życiu ma je gdzieś.. Tu jest rozczarowanie gościem.

Ooo, to jest akurat bardzo proste. Ona zabrała mu przecież dzieci. Wyprowadzając się z dziećmi pokazała nie mniej, nie więcej jak "idę i zabieram moje dzieci. Zabrała je jak swoją własność, nie ich. Skoro to jej dzieci, to proszę bardzo... Dziecinne co? Ale cóż prawdziwe.

Wedle Twoich opisow Snake facet to naprawde grymasne dziecko, ktore szybko sie nudzi, potrzebuje nowych bodzcow i samo nie wie czego chce a kobieta, jak to juz napisala Ela, ma byc czujna mamusia ktora powinna sama wypytywac czy brzusio nie boli i nie czas zmienic pieluche bo bobas sam nie wyartykuluje, ze cos jest nie tak. No i ten opis, ze wciaz ta sama kobieta, ten sam smiech juz nudny i do porzygu. Czy wogole dopuszczasz mysl ze dokladnie te same odczucia moze miec zona? Bo odnosze wrazenie ze postrzegasz mezczyzn jako ludzi specjalnej troski, ktorzy z racji tego wymagaja szczegolnego traktowania.

103

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Snake napisał/a:

Oj tam, na noc nie wracał. Ale o świcie drogę do domu znajdował? Znaczy pamiętał, gdzie dom jego i rodzina. Też wracałem o świcie wink Czy to tak ważne dla kobiet żeby facet mówił gdzie był i co robił? Gładkie kłamstwo lepsze od milczenia?

autentycznie ręce mi opadły..
Nie no oczywiście, że nieważne gdzie był, z kim i co robił. Kobieta powinna zawsze czekać, być wdzięczna że pan mąż raczył wrócić i dać jeszcze ciepły obiadek a po posiłku przykryć kocykiem na tapczanie i donieść zimne piwko z lodówki. A takiego!
Czasy niewolnictwa dawno się skończyły tak a propos. Jeśli ktoś szuka rozrywki poza domem to niech idzie mieszkać do hotelu, tam będzie mógł robić co chce, za jedzenie zapłaci i pranie i jeszcze tłumaczyć się nie będzie musiał. A nie niszczy druga osobę. To tyczy obu płci.

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"

104

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Snake napisał/a:
Ela210 napisał/a:

On po prostu uciekł na inną gałąź olewajac to że ma dzieci. skoro przy nowym życiu ma je gdzieś.. Tu jest rozczarowanie gościem.

Ooo, to jest akurat bardzo proste. Ona zabrała mu przecież dzieci. Wyprowadzając się z dziećmi pokazała nie mniej, nie więcej jak "idę i zabieram moje dzieci. Zabrała je jak swoją własność, nie ich. Skoro to jej dzieci, to proszę bardzo... Dziecinne co? Ale cóż prawdziwe.

Wymyślasz jakieś niestworzone historie. Ja mu dzieci nie zabrałam, tylko on sam nie chciał się nimi zajmować. Np. kiedy jeszcze razem mieszkaliśmy miał się nimi zająć wieczorem, bo sam tak chciał i zadeklarował - nie przyszedł i nie dał nawet znać. Takie zachowanie to nie był pojedynczy przypadek. Nie można było na niego liczyć w kwestii opieki, w domu prawie się nie pojawiał. Zanim się wyprowadziłam wiele razy próbowałam z nim rozmawiać na ten temat - nie wyprowadziłam się ani nagle, ani bez słowa. Mogliśmy normalnie ustalić opiekę, ale on to olał. Dzieci nie są moje, tylko nasze. Nie ja jestem osobą, która tego nie rozumie, tylko mój mąż.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."
Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
feniks35 napisał/a:

Wedle Twoich opisow Snake facet to naprawde grymasne dziecko, ktore szybko sie nudzi, potrzebuje nowych bodzcow i samo nie wie czego chce a kobieta, jak to juz napisala Ela, ma byc czujna mamusia ktora powinna sama wypytywac czy brzusio nie boli i nie czas zmienic pieluche bo bobas sam nie wyartykuluje, ze cos jest nie tak. No i ten opis, ze wciaz ta sama kobieta, ten sam smiech juz nudny i do porzygu. Czy wogole dopuszczasz mysl ze dokladnie te same odczucia moze miec zona? Bo odnosze wrazenie ze postrzegasz mezczyzn jako ludzi specjalnej troski, ktorzy z racji tego wymagaja szczegolnego traktowania.

Dodam od siebie, że mam wrażenie, iż Snake uważa, że to co zrobił mąż cslady jest rzeczą normalną i każdemu to się przytrafi po 8-10 latach związku.
Więc w zasadzie to nic się nie stało, autorka powinna była to brać pod uwagę rodząc dzieci i zakładać dom.
Snake, rozgrzeszasz jej męża, ba! uważasz że to jej wina. Bo gdyby się nie wyprowadziła, dałaby sygnał mężowi, że nadal jej zależy, mimo iż ten jest nią niezainteresowany. Wg Ciebie, powinna ona błagać go o miłość. No niestety, tak to nie działa.

Cslady nie prosiła o rady dot. męża, tylko o poradzenie sobie z uczuciami. Jej świat rozpadł się na kawałki i zebranie ich z podłogi zajmie trochę czasu.

106

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Snake napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Tylko partnerka to nie mama co ma się domyślać co dziecko boli.

Nie zgodzę się. Przestajesz myśleć co tam się dzieje w głowie partnera/partnerki, to już przegrałaś. Nic się nie dzieje? To znaczy, że bardzo dużo się dzieje tylko ty już tego nie widzisz. Skoro nawet statystyki wskazują, że duży kryzys wyskakuje ok. 8-10 lat związku, to znaczy, że ten kryzys narastał przez lata. Zaczynając od banalnego znudzenia. Patrzysz już tysięczny dzień na tą samą kobitę, matko już samo to potrafi zdołować i spowodować, że faceta zaczyna nosić. Tysięczny raz słyszysz ten sam jej śmiech i nagle łapiesz się, że jak słyszysz ten śmiech, to cię aż nosi w środku, a przecież kiedyś uwielbiałeś jak się tak śmiała...

Ela210 napisał/a:

On po prostu uciekł na inną gałąź olewajac to że ma dzieci. skoro przy nowym życiu ma je gdzieś.. Tu jest rozczarowanie gościem.

Ooo, to jest akurat bardzo proste. Ona zabrała mu przecież dzieci. Wyprowadzając się z dziećmi pokazała nie mniej, nie więcej jak "idę i zabieram moje dzieci. Zabrała je jak swoją własność, nie ich. Skoro to jej dzieci, to proszę bardzo... Dziecinne co? Ale cóż prawdziwe.

Żałosne. Nikt nikogo nie trzyma na siłę. Jak się nie podoba śmiech czy inne duperele to drzwi są tam gdzie zawsze były. Nie bo po co. Lepiej udawać i uciekać jak smarkacz z domu w imprezy i przygody niż stawić czoła i zakończyć związek z fasonem.

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"

107

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Nagle wstała pięknego poranka i wyprowadziła się?.
Jak znam życie to autorka oszczędziła tu nam opisu wielu przykrych scen. kiedy jej się wydawało ze o cos walczą razem a On  walczy l tylko o siebie.
Teraz to on cale swoje życie z nią musi sprowadzać do parteru zdeptac.. By mógł to znieść.
A ona pogodzić się z tym że złoto  z obrączki to zwykły tombak.
Bo tu nie chodzi o to.ze On się zakochał.bo to się zdarza.. Tylko o styl rozstania. Zresztą czy ktoś zdolny do miłości potraktuje tak byłą żonę i dzieci.
Podziwiam odwagę tamtej  Pani.. Bo ja bym nie chciała gościa który dawne życie tak po prostu wyrzucił na śmietnik.
.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

108

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Ela210 napisał/a:

Nagle wstała pięknego poranka i wyprowadziła się?.
Jak znam życie to autorka oszczędziła tu nam opisu wielu przykrych scen. kiedy jej się wydawało ze o cos walczą razem a On  walczy l tylko o siebie.

Nie opisuję tego, bo to nie ma sensu. Nie chcę pastwić się nad mężem gdzieś na forum, a po za tym nie widzę sensu, by do tego wracać i rozdrapywać. Taką refleksję i dochodzenie do "wniosków" zrobię sobie wtedy, gdy będę na to gotowa. On już i tak mnie nie kocha, więc nawet nie nastawiam się na walkę. Kontakt z dziećmi bardzo chętnie ułatwię mu na każdy możliwy sposób, tylko on też musiałby tego chcieć. A na razie mówi mi, że chce, ale nie ma czasu.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

109

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Cslady,
Jak się czujesz? kiedy masz spotkanie z psychologiem?

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

110

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
RangeRove'a napisał/a:

Cslady,
Jak się czujesz? kiedy masz spotkanie z psychologiem?

Raz lepiej, raz gorzej. Choć to "lepiej" to nadal nie jest "dobrze". W ciągu dnia jakoś to leci. Najgorsze są wieczory i weekendy. Nie lubię myśli, że niedługo będzie piątek i dwa dni wolnego, choć obiektywnie przyda mi się odpoczynek. Spotkanie z psychologiem umówiłam na piątkowe popołudnie.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

Posty [ 56 do 110 z 1,201 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 22 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie po ponad 10 latach związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018