Rozstanie po ponad 10 latach związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie po ponad 10 latach związku

Strony Poprzednia 1 2 3 4 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 742 ]

39

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Co do słabości, mówi się: drzewo jest silne a trawa jest słaba ale gdy nadejdzie wichura drzewo się złamie bo stawia tak silny opór a trawa nie stawia oporu i się ugina, dzięki czemu przetrwa wichurę. To metafora człowieka. Warto byś poszukała w sobie człowieka, bo póki co widać w Tobie autorko zbyt dużo twardych (przez co nieelastycznych) mechanizmów. Uśmiechnij się, bo to dobra lekcja dla Ciebie. Pozdrawiam!

Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

cslady
W pracy jak masz normalne szefostwo myślę , że warto porozmawiać o zmianach w twoim życiu , przez jakiś czas możesz mieć więcej wsparcia i zrozumienia jak nawet coś zawalisz .Jeśli chodzi o męża to on przez te 10 lat mógł być uczciwy względem Ciebie ,mógł kochać ale w momencie jak poznał nową kobietę zachował się jak mały chłopiec który nie potrafi wziąść odpowiedzialności za rodzinę którą stworzył .Zdradzający czasem na siłę wyszukują pierdół w nas aby uspokoić swoje sumienie .Nie da się długo tak żyć w takim zawieszeniu i w niespełnionych oczekiwaniach , wtedy cięcie związku , odejście na każdej płaszczyźnie a najważniejsza emocjonalna jest bardzo wskazana.
Małymi krokami do przodu naucz się cieszyć z drobnych codziennych spraw .Trzymaj sie

41

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Z tego co autorka napisała wynika, że jest kobietą twardo stąpającą po ziemi, uparcie zmierzającą do wyznaczonego celu - a to może naruszać ego niektórych mężczyzn. Bowiem zastanawiające jest to, że w małżeństwie rzekomo nic złego się nie działo, aż tu nagle dojrzały, podobno odpowiedzialny facet znajduje sobie kochankę i zrywa więzi z rodziną, w tym małymi dziećmi. Oczywiście jest to możliwe lecz może autorka zbytnio idealizuje swoje małżeństwo(?) Dopóki mąż się nie wypowie, pozostaje gdybanie. Może rzeczywiście jest tylko zwykłym gnojkiem a może ma coś na swoją obronę.

42

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Nie no, bez przesady. Fakt, twardo stąpam po ziemi, ale o naruszaniu ego nie było mowy. Lubię działać i zmieniać to, co mi się nie podoba, ale to nie oznacza, że moje życie prywatne również wygląda w ten sposób. Związek czy moja rodzina nigdy nie były dla mnie projektem, ani listą rzeczy do odhaczenia. Nie było też tak, że nie okazywałam słabości.

Co do idealizowania małżeństwa to z założenia nikt nie jest w stanie obiektywnie spojrzeć na własny związek. Ja swoje wnioski opierałam wyłącznie na zachowaniu mojego męża, który funkcjonował sobie szczęśliwy i zadowolony... do czasu, gdy pojawiła się kochanka. I nie uważam, że on jest gnojkiem, bo miał prawo przestać mnie kochać. Ot, jego zachowanie "po" jest czymś, co uważam za mocno krzywdzące i rozczarowujące. A mąż to już się raczej nie wypowie, bo nie chce mu się fatygować. Dziś od niego usłyszałam, że "Nie zawsze w życiu rzeczy dobrze się zgrywają. Nic nie zrobisz" - no i dokładnie tak to wygląda. Nic nie zrobię.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

43

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Cslady, czytając Twoje wpisy widzę podobieństwo Twojego podejścia do życia i związku, jakie kiedyś miałam ja. Może się mylę, bo na takim forum po pierwsze pisze się tylko o maleńkich fragmentach tego co jest czy było, ale też pisze się, co się chce pokazać na zewnątrz, ale mam nieodparte wrażenie że miałaś swoją wizję i wszystko miało być tak jak ma być i koniec. Taka stanowczosc bije z Twoich słów. Jakbyś była osobą bardzo pewna siebie, może go to przerosło?. Macie małe dzieci, rola męża i już ojca go przerosła? Nie chcę bronić zdrajców, bo to jest straszne. Jednocześnie na własnej skórze przekonałam się, że nasze wyobrażenie o tym jak być powinno, jak jest, a jak odbiera to druga osoba jest tak różne, że czasem ciężko uwierzyć. Widzę że starasz zaakceptować całą sytuację, nie oskarżasz, nie obrażasz, ale myślę że nawet dobrze dla samej siebie, byłoby przemyśleć co było dobrze, co było źle, co można zmienić w sobie, dla siebie.

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

44

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

I jeszcze jedno, ten cytat, który masz w stopce, czy można wiedzieć kto jest autorem?  smile

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

45

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

RangeRove'a, nie do końca. Tak, lubię mieć plan na swoje życie osobiste, ale te cele są bardzo elastyczne, bo modyfikują się pod wpływem doświadczeń i nowej wiedzy. Gdybym chciała, żeby zawodowo wszystko było tak jak chcę, żeby było, to bym nie mogła robić tego, co robię. W pracy zespołowej na wiele rzeczy nie mam wpływu, ale to, co ode mnie zależy, mogę ogarniać. Na mój związek nie miałam wizji w tym sensie, żebym planowała "w tym roku kupimy X, w kolejnym pojedziemy na wakacje do Y, nasze dzieci będą chodzić do szkoły Z" itp. O wszystkim decydowaliśmy na bieżąco i wspólnie. Czasami ja ustępowałam, czasami on. Raczej nie mieliśmy tego typu kompromisów, by komuś coś szczególnie nie odpowiadało.

A za stanowczość przepraszać nie będę, bo to nie jest coś, co krzywdzi innych ludzi. Wprost przeciwnie. Jeśli mojemu mężowi wcześniej podobał się mój charakter i imponowało mu to, jaka jestem (a tak było), to nie mam żadnego wpływu na to, że nagle zamarzyło mu się moje przeciwieństwo. Nawet gdybym się zmieniła, to jaką miałabym gwarancję, że za chwilę znowu nie zmieni zdania? Jego obecna kobieta jest rozrywkowa, wyciąga go na koncerty, biwaki i podróże w jakichś semi-spartańskich warunkach. Wcześniej on nawet nie chciał o tym słyszeć - i to nie że nie chciał słyszeć o tym ze mną, bo się nie nadaję do takich rozrywek, tylko ogólnie zapierał się rękami i nogami, nawet jak znajomi proponowali.

Chętnie bym poznała jego wyobrażenie i to, co mu nie odpowiadało, ale tego mogę się już nie dowiedzieć, bo on nie chciał ze mną rozmawiać ani na początku, ani teraz. Jedyny konstruktywny komentarz to: "tak musiało być, nic nie zrobisz".

RangeRove'a napisał/a:

I jeszcze jedno, ten cytat, który masz w stopce, czy można wiedzieć kto jest autorem?  smile

Harlan Ellison

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

46

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Nie chcę żebyś źle odebrała moja wypowiedź, ale myślę, że kompletnie nie rozumiesz co się wydarzyło. Czytałam wpisy przede mną i widzę, że inne osoby też delikatnie próbują dać Ci do zrozumienia, że on po prostu uciekł. Najgorszy i najbardziej okrutny sposób wybrał to fakt, ale może twoja zajebistość go po prostu pokonała, jako faceta, jako człowieka. Dlatego też myślę że nie chce z Tobą kontaktu, bo pewnie nie potrafi tego nawet Jeszce wytłumaczyć, ale zaczął wreszcie oddychać. Absolutnie go nie bronię. Chodzi mi o to, żebyś zajrzała głębiej. W siebie. Pamiętaj pokora. Do życia do ludzi. Dlatego zapytałam Cię o cytat, bo mam wrażenie że odzwierciedla Twoje podejście do życia.

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

47 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-26 10:38:52)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
RangeRove'a napisał/a:

Nie chcę żebyś źle odebrała moja wypowiedź, ale myślę, że kompletnie nie rozumiesz co się wydarzyło. Czytałam wpisy przede mną i widzę, że inne osoby też delikatnie próbują dać Ci do zrozumienia, że on po prostu uciekł. Najgorszy i najbardziej okrutny sposób wybrał to fakt, ale może twoja zajebistość go po prostu pokonała, jako faceta, jako człowieka. Dlatego też myślę że nie chce z Tobą kontaktu, bo pewnie nie potrafi tego nawet Jeszce wytłumaczyć, ale zaczął wreszcie oddychać. Absolutnie go nie bronię. Chodzi mi o to, żebyś zajrzała głębiej. W siebie. Pamiętaj pokora. Do życia do ludzi. Dlatego zapytałam Cię o cytat, bo mam wrażenie że odzwierciedla Twoje podejście do życia.

Podpisuję się pod tą wypowiedzią.
Składam na karb trudnej sytuacji to, że trudno cslady dostrzec jak przechodzi z idealizacji do dewaluacji jakby nie było nic pomiędzy. Brak miejsca dla normalnego człowieka ze słabościami, brak miejsca na związek, w którym są okresy, kiedy nie dzieje się najlepiej, brak miejsca na pracę, w której czasami jest się przeciętniakiem,...


PS. cslady, mi się w ogóle wydaje, że Twój mąż Ci uwierzył, że jesteś silną babą, która wszystko zniesie, wszystkiemu podoła, jest superwomen itd, stąd teraz te jego komentarze, nie uwględniające Twojego cierpienia, wynikającego z Twojej kruchości i delikatności.
Chyba nawet Ty sama przestałaś widzieć w sobie kruchą i delikatną osobę, bo Ci się to kojarzy ze słabością, a to przecież nie w Twoim stylu.

48 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-03-26 11:28:53)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Chyba nie ma sensu analizowanie osobowości Autorki. Jest jaka jest, mnie osobiście wydaje się  sensowną babką smile Pewnie miało to wpływ na sytuację, ale jaki sens być kimś, kim się nie jest? To mąż ponosi odpowiedzialność za swoją decyzję.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

49

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Nawiąże do Twojego cytatu bo jeśli hołdujesz w życiu takiej postawie to znaczy że ani sobie ani innym nie dajesz prawa do błędu, opinia może być wyrażona tylko jeśli ma naukowe podstawy i najlepiej potwierdzona przez światowy autorytet , jeśli opinia byłaby wyrażona pod wpływem emocji, odczuć, intuicji to już nie może być, Twój mąż to raczej nie może Ci  nić ciekawego powiedzieć bo może to co chciałby powiedzieć nie bierze się z wiedzy a więc wie że nie zrozumiesz, zresztą na taki dyskomfort w samopoczuciu jaki obecnie odczuwasz jest dużo sprawdzonych, naukowych porad i jeśli się zastosujesz a Ty to potrafisz powinno być Ci lepiej. Zmieniać się nie masz co, nie każdy musi być w związku

50

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Piegowata'76 napisał/a:

To mąż ponosi odpowiedzialność za swoją decyzję.

Pierwsza do rozpalania stosu już jest :-P


Nie chodzi o to, by szukać winnych, ale przyczyny.
Można też przejść nad całą sprawą bezrefleksyjnie i to wcale nie jest bez sensu.
Po prostu zadaje się inne pytanie: zamiast „DLACZEGO?”, które trzyma w przeszłości zapytać „PO CO?”, które kieruje nas do czego się dąży w przyszłości.

51

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Jest sprawą bezdyskusyjną jak dla mnie że człowiek decydujący o czymś tam ponosi za tę decyzję / wybór odpowiedzialność.
A co do stosu są mniej i więcej łatwopalni więc spokojnie, jeszcze nikt w ogniu nie stoi

52

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
MagdaLena1111 napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

To mąż ponosi odpowiedzialność za swoją decyzję.

Pierwsza do rozpalania stosu już jest :-P


Nie chodzi o to, by szukać winnych, ale przyczyny.
Można też przejść nad całą sprawą bezrefleksyjnie i to wcale nie jest bez sensu.
Po prostu zadaje się inne pytanie: zamiast „DLACZEGO?”, które trzyma w przeszłości zapytać „PO CO?”, które kieruje nas do czego się dąży w przyszłości.

Magdaleno, nie przesadzaj z tym stosem.
Jasne, że refleksja nie zaszkodzi.
Ale myślę, że nie zawsze nasze cechy muszą być rozpatrywane w kategoriach winy. Po prostu Autorka jest jaka jest, jej mąż jest jaki jest i tyle. Może mąż uznał, że się pomylił, może przestał kochać, może oboje znaleźli się po prostu na innym etapie życia. Refleksja się przyda, ale czasami trzeba uznać, że jest jak jest i jakoś sobie z tym poradzić.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

53

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Oczywiście, nie zmienia to faktu, że przeżywasz okropny czas i to , co Cię spotkało jest straszne. Nie zamykaj emocji w sobie. Wręcz przeciwnie wywalaj je, odreaguj byle nie na dzieciach. Jeśli nawet nie czujesz że powinnaś płakać, obejrzyj jakiś refleksyjny film i płacz, albo biegaj, cokolwiek co nie będzie tłumiło, tego co w Tobie siedzi, bo nie wierzę że Cię nie boli. A potem możesz znowu realizować zadania i odhaczać kolejne punkty.

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

54 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2019-03-26 12:55:54)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Nie widze w poscie Piegowatej nic co by mialo znamiona rozpalania stosu. Sama tez rozpalac go nie zamierzam ale uwazam ze nie zawsze jest tak ze wina lezy po obu stronach. Czasem naprawde bywaja przypadki ze ktores w zwiazku sie znudzi, przerosnie jego lub ja rzeczywistosc, rutyna, kierat domowych obowiazkow. Maz cslady jak dla mnie uciekl nie od niej jako silnej baby herod, ktora go jakos tyrała i dominowala tylko od rodziny, byc moze od malych wymagajacych dzieci, szarosci obowiazkow. Teraz ma kolorowe zycie, wypady z pogranicza survivalu czyli atrakyjna innosc. A ze z zona nie umie nawet uczciwie porozmawiac... No bo tak latwiej, udac ze "tak bywa", "takie zycie" "zycie to nie bajka" i inne slogany ktore w bardzo gladki sposob odsuwaja odpowiedzialnosc za obecny stan rzeczy z niego na blizej nieokreslone przypadki losu. Nie kazdy ma jaja zeby rzec-tak odchodze i zakanczam dzieje naszego malzenstwa i rodziny. To moja decyzja i konsekwencje jakie to bedzie mialo dla nas wszystkich sa moim dzielem.
Naprawde bywaja malzenstwa ktore sie rozpadaja przez jedna ze stron albo brzydka forma tego rozpadu jest dzielem jednej ze stron. Nie trzeba robic od razu psychoanalizy strachu odchodzacego ktory w tym wypadku biedny i stlamszony musi uciekac przed rozmowa z grozna jeszcze zona.... i kontaktem z wlasnymi dziecmi. No bez jaj.
Edit: dla jasnosci nie uwazam ze ktos nie ma prawa odejsc jesli przestal kochac. Ma ale niech fakty beda faktami. Jesli potrace kogos na pasach autem (calkowicie nie zamierzenie i mimo ze staralam sie byc uwazna) to nie bede filozofowac ze takie bylo przeznaczenie, tak bywa, kazdemu sie moze zdarzyc, producent auta dal zbyt slabe hamulce tylko wezme to na klate. Tak potracilam czlowieka i on przez moj czyn moze poniesc konsekwencje zdrowotne.

55

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

cslady, wspolczuje sytuacji.

cslady napisał/a:

Co do idealizowania małżeństwa to z założenia nikt nie jest w stanie obiektywnie spojrzeć na własny związek. Ja swoje wnioski opierałam wyłącznie na zachowaniu mojego męża, który funkcjonował sobie szczęśliwy i zadowolony... do czasu, gdy pojawiła się kochanka. I nie uważam, że on jest gnojkiem, bo miał prawo przestać mnie kochać. Ot, jego zachowanie "po" jest czymś, co uważam za mocno krzywdzące i rozczarowujące. A mąż to już się raczej nie wypowie, bo nie chce mu się fatygować. Dziś od niego usłyszałam, że "Nie zawsze w życiu rzeczy dobrze się zgrywają. Nic nie zrobisz" - no i dokładnie tak to wygląda. Nic nie zrobię.

Twój mąz unika konfrontacji albo wręcz Cie atakuje, bo prawdopodobnie nie jest w stanie unieść tego, jak się wobec Ciebie zachowal - ze Cie bardzo mocno skrzywdzil. Dlatego uważam, ze jest tchórzem - jakkolwiek by nie było miedzy Wami, to po tylu latach związku partner zasluguje na szczerość. Tutaj tego zabrakło, i w tym kontekście nic go nie usprawiedliwia. Szczeniackie zachowanie, moim zdaniem.

56

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Związki dzis nie są trwałe, a ludzie rzadko decydują się na głębsze refleksje. Trzeba więc zrobić inaczej i na takowe się zdobyć. Ja bym się skupił jednak na samym początku, jak go poznałam, co mi naprawdę imponowało, jak wszystko przebiegało itd. Czasem można jednak dostrzec pewne błędy. No i lepsze to niż płacz do poduszki z tęsknoty, chociaż niewątpliwie i to nikogo nie ominie.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

57 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-26 13:18:28)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
feniks35 napisał/a:

Nie widze w poscie Piegowatej nic co by mialo znamiona rozpalania stosu. Sama tez rozpalac go nie zamierzam ale uwazam ze nie zawsze jest tak ze wina lezy po obu stronach. Czasem naprawde bywaja przypadki ze ktores w zwiazku sie znudzi, przerosnie jego lub ja rzeczywistosc, rutyna, kierat domowych obowiazkow. Maz cslady jak dla mnie uciekl nie od niej jako silnej baby herod, ktora go jakos tyrała i dominowala tylko od rodziny, byc moze od malych wymagajacych dzieci, szarosci obowiazkow. Teraz ma kolorowe zycie, wypady z pogranicza survivalu czyli atrakyjna innosc. A ze z zona nie umie nawet uczciwie porozmawiac... No bo tak latwiej, udac ze "tak bywa", "takie zycie" "zycie to nie bajka" i inne slogany ktore w bardzo gladki sposob odsuwaja odpowiedzialnosc za obecny stan rzeczy z niego na blizej nieokreslone przypadki losu. Nie kazdy ma jaja zeby rzec-tak odchodze i zakanczam dzieje naszego malzenstwa i rodziny. To moja decyzja i konsekwencje jakie to bedzie mialo dla nas wszystkich sa moim dzielem.
Naprawde bywaja malzenstwa ktore sie rozpadaja przez jedna ze stron albo brzydka forma tego rozpadu jest dzielem jednej ze stron. Nie trzeba robic od razu psychoanalizy strachu odchodzacego ktory w tym wypadku biedny i stlamszony musi uciekac przed rozmowa z grozna jeszcze zona.... i kontaktem z wlasnymi dziecmi. No bez jaj.
Edit: dla jasnosci nie uwazam ze ktos nie ma prawa odejsc jesli przestal kochac. Ma ale niech fakty beda faktami. Jesli potrace kogos na pasach autem (calkowicie nie zamierzenie i mimo ze staralam sie byc uwazna) to nie bede filozofowac ze takie bylo przeznaczenie, tak bywa, kazdemu sie moze zdarzyc, producent auta dal zbyt slabe hamulce tylko wezme to na klate. Tak potracilam czlowieka i on przez moj czyn moze poniesc konsekwencje zdrowotne.

Kolejna, potrzebująca kogoś obwinić już jest. Jak nic kolejna zdradzona, która uważa się za skrzywdzoną. Nie odpowiadaj i tak wiem swoje :-P

Przypomnę krótko to, czego nie doczytałaś, że nikt tu nie zaprzecza, że zdrada jes haniebnym czynem, oznaką tchórzostwa, oznaką braku lojalności do partnera, itd. itp. Już było tu pisane to wielokrotnie, więc się nie będę powtarzać.

Sęk w tym, że zdrada jest także oznaką braku miłości i szacunku do partnera, bo na litość boską nie zdradza się osoby, którą się kocha. Zdrada jest skutkiem a nie przyczyną, więc opowieść o idealnym porozumieniu z partnerem się po prostu kupy nie trzyma. Trzeba się zdobyć na odwagę i powiedzieć, że słabo przynajmniej jednej osobie było w tym związku, ta osoba nie potrafiła lub nie umiała o tym mówić a ja nie potrafiłam lub nie umiałam tego dostrzec, ale to nie zmienia faktu, że tam gdzie jest prawdziwa bliskość i przyjaźń między partnerami, to zdrad nie ma.

58

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

W najlepszym związku czasem jest słabo. Wierność to decyzja. Zdrada też.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

59

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
MagdaLena1111 napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Nie widze w poscie Piegowatej nic co by mialo znamiona rozpalania stosu. Sama tez rozpalac go nie zamierzam ale uwazam ze nie zawsze jest tak ze wina lezy po obu stronach. Czasem naprawde bywaja przypadki ze ktores w zwiazku sie znudzi, przerosnie jego lub ja rzeczywistosc, rutyna, kierat domowych obowiazkow. Maz cslady jak dla mnie uciekl nie od niej jako silnej baby herod, ktora go jakos tyrała i dominowala tylko od rodziny, byc moze od malych wymagajacych dzieci, szarosci obowiazkow. Teraz ma kolorowe zycie, wypady z pogranicza survivalu czyli atrakyjna innosc. A ze z zona nie umie nawet uczciwie porozmawiac... No bo tak latwiej, udac ze "tak bywa", "takie zycie" "zycie to nie bajka" i inne slogany ktore w bardzo gladki sposob odsuwaja odpowiedzialnosc za obecny stan rzeczy z niego na blizej nieokreslone przypadki losu. Nie kazdy ma jaja zeby rzec-tak odchodze i zakanczam dzieje naszego malzenstwa i rodziny. To moja decyzja i konsekwencje jakie to bedzie mialo dla nas wszystkich sa moim dzielem.
Naprawde bywaja malzenstwa ktore sie rozpadaja przez jedna ze stron albo brzydka forma tego rozpadu jest dzielem jednej ze stron. Nie trzeba robic od razu psychoanalizy strachu odchodzacego ktory w tym wypadku biedny i stlamszony musi uciekac przed rozmowa z grozna jeszcze zona.... i kontaktem z wlasnymi dziecmi. No bez jaj.
Edit: dla jasnosci nie uwazam ze ktos nie ma prawa odejsc jesli przestal kochac. Ma ale niech fakty beda faktami. Jesli potrace kogos na pasach autem (calkowicie nie zamierzenie i mimo ze staralam sie byc uwazna) to nie bede filozofowac ze takie bylo przeznaczenie, tak bywa, kazdemu sie moze zdarzyc, producent auta dal zbyt slabe hamulce tylko wezme to na klate. Tak potracilam czlowieka i on przez moj czyn moze poniesc konsekwencje zdrowotne.

Kolejna, potrzebująca kogoś obwinić już jest. Jak nic kolejna zdradzona, która uważa się za skrzywdzoną. Nie odpowiadaj i tak wiem swoje :-P

Przypomnę krótko to, czego nie doczytałaś, że nikt tu nie zaprzecza, że zdrada jes haniebnym czynem, oznaką tchórzostwa, oznaką braku lojalności do partnera, itd. itp. Już było tu pisane to wielokrotnie, więc się nie będę powtarzać.

Sęk w tym, że zdrada jest także oznaką braku miłości i szacunku do partnera, bo na litość boską nie zdradza się osoby, którą się kocha. Zdrada jest skutkiem a nie przyczyną, więc opowieść o idealnym porozumieniu z partnerem się po prostu kupy nie trzyma. Trzeba się zdobyć na odwagę i powiedzieć, że słabo przynajmniej jednej osobie było w tym związku, ta osoba nie potrafiła lub nie umiała o tym mówić a ja nie potrafiłam lub nie umiałam tego dostrzec, ale to nie zmienia faktu, że tam gdzie jest prawdziwa bliskość i przyjaźń między partnerami, to zdrad nie ma.

A mnie serio nie interesuje w co Ty wierzysz lub nie. Gdybys czytala troche moje posty (a jestem tu 4 rok) to wiedzialabys ze akurat zdrada nigdy mnie nie dotknela. Dzieci tez nie mam (niestety) zebym znala z autopsji jak to jest gdy meza przerastaja obowiazki rodzinne. Nie zyje jednak na pustyni i wokol mnie jest bardzo wiele par ktore juz sie rozwiodly badz zyja po zdradzie.
Nigdzie tez nie napisalam o idealnym porozumieniu w zwiazku. Zyje w samym malzenstwie 17 lat i naprawde nie musisz mnie "oswiecac" oczywistymi prawdami. Nie oznacza to jednak ze nie bywaja przypadki gdy mimo rozmow i komunikacji ktos ucieka w zdrade. Mam znajomego ktory sam przyznaje ze szuka materialu na kochanke. Do zony nic nie ma, jest dobra zona i matka dla ich dzieci, jest madra, wciaz atrakcyjna, sex jest i to czesto z jej inicjatywy. Otwarta jest na spontaniczne decyzje i wypady itp.... ale po 20 latach zwiazku jest dla niego jak siostra, za dobrze ja zna i nie ma juz tej niewiadomej. I co w takiej sytuacji? Co mialby jej powiedziec i co ona moglaby zmienic zeby mu sie wydala mniej znajoma? Powiekszyc cycki czy dokonac napadu rabunkowego zeby rzekl woow no z tej strony to Cie nie znalem.
Zeby bylo jasne nawet ja sama nie wykluczam takiego scenariusza w swoim zyciu. Nie mam zadnych podejrzen ani nie trzese gaciami ze tak moze sie zdarzyc. Uwazam jednak ze pewne w zyciu to sa jedynie smierc i podatki.

60 Ostatnio edytowany przez Burzowy (2019-03-26 13:53:40)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Pamiętaj Magdaleno, ze nie do końca zawsze tak jest. Raz, ze jak się od kogoś chce odejść, to się odchodzi. Chyba przykładowo takiej cslady należało się rozwiązanie kontraktu za porozumieniem stron, za dobre lata. No, chyba ze koleś był idiota i postanowił założyć rodzinę z kimś, kogo nie znosił. Dwa, ze jest masa związków, gdzie są zdrady, ale dane strony o tym nie wiedzą. A bo to alkohol kogoś zacmil, a to cos tam. I po zdradzie następuje namiastka straty i zdradzacz myśli "cholera, to był błąd". No i te oczekiwania... mam kolegę, którego narzeczona sypia z prawie każdym, a z nim najrzadziej. I tak bylo od prawie samego początku. I co powiesz, ze on jej nie rozbudza i to jego wina? Bo jest zbyt miły i lekko ciapowaty? Owszem jest taki, ale on ZAWSZE taki był i nigdy tego nie ukrywał, ona tez to wiedziala, trochę się znali przed. Szczerze mówiąc ja tu jego winy nie widzę, chociaż głupota jest to, ze on ma nadzieje, ze ona się zmieni po ślubie. Aha i to ona na slub naciska. I nie, to nie jest układ, na który oni przystali swiadomie. Przede wszystkim jak można od kogoś oczekiwać, ze będzie taki, czy siaki... O co prawda jedna z wypowiedzi cslady sprzed lat lekko mnie zaniepokoila i szczerze mówiąc gdybym mial strzelać, to wybrała raczej faceta, który imponowal męskościa, ale niekoniecznie był gwarantem lojalności, tym niemniej wchodząc w oficjalny związek zobowiązał się on do przestrzegania jego zasad. A jak ktoś uważa, ze różnie moze byc, to ślubu brać nie powinien, bo po co mu to? A temat wspólnej pracy nad problemami to już w ogóle dla niektórych jakaś abstrakcja yikes.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

61 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-26 14:10:33)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Burzowy Ludzie mają różne potrzeby, może Twój kolega czerpie satysfakcję z tego, że jego dziewczyna jest tak rozchwytywana, może lubi jak mu opowiada o swoich podbojach - nie wnikam.
Odnośnie zdrad po alkoholu to też bm była ostrożna, bo co innego jak ktoś przeholował i został półprzytomny wykorzystany, ale co innego, jak ktoś sobie luzuje hamulce, tym bardziej jeśli ma na oku od jakiegoś czasu kolegę lub koleżankę i szuka „pretekstu” lub „usprawiedliwienia”.
Tutaj mamy zupełnie inną sytuację. Jestem przekonana, że w związku cslady kiedyś było fantastycznie i cudownie, ale tak przestało być i to nie wydarzyło się w momencie zdrady, ale jeszcze zanim do niej doszło. Mąż cslady zrobił najpierw w swoim sercu, w swojej głowie miejsce na coś nowego. Ona przestała go interesować, przestała być tym, czego szuka i potrzebuje: nowości, ekscytacji, wyzwania, zachwytu w cudzym spojrzeniu,...
Rodzina najwidoczniej nie jest jego priorytetem. Albo mu się znudziło.



feniks, odpuszczam sobie słowne przepychanki z Tobą, bo wyczuwam osobiste zaangażowanie a nie chęć wymiany opinii.

62

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Zakochał się w innej kobiecie, bywa.
Mógł to wszystko poukładać i zakończyć małżeństwo z klasą.
Nie zrobił tego. Naprawdę nie widzę tu winy Autorki, że jej mąż nie miał odwagi wprost jej powiedzieć, że chce ułożyć sobie życie z inną kobietą. Tchórz i tyle.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

63

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
MagdaLena1111 napisał/a:

Burzowy Ludzie mają różne potrzeby, może Twój kolega czerpie satysfakcję z tego, że jego dziewczyna jest tak rozchwytywana, może lubi jak mu opowiada o swoich podbojach - nie wnikam.
Odnośnie zdrad po alkoholu to też bm była ostrożna, bo co innego jak ktoś przeholował i został półprzytomny wykorzystany, ale co innego, jak ktoś sobie luzuje hamulce, tym bardziej jeśli ma na oku od jakiegoś czasu kolegę lub koleżankę i szuka „pretekstu” lub „usprawiedliwienia”.
Tutaj mamy zupełnie inną sytuację. Jestem przekonana, że w związku cslady kiedyś było fantastycznie i cudownie, ale tak przestało być i to nie wydarzyło się w momencie zdrady, ale jeszcze zanim do niej doszło. Mąż cslady zrobił najpierw w swoim sercu, w swojej głowie miejsce na coś nowego. Ona przestała go interesować, przestała być tym, czego szuka i potrzebuje: nowości, ekscytacji, wyzwania, zachwytu w cudzym spojrzeniu,...
Rodzina najwidoczniej nie jest jego priorytetem.



feniks, odpuszczam sobie słowne przepychanki z Tobą, bo wyczuwam osobiste zaangażowanie a nie chęć wymiany opinii.

Wyczuwaj co chcesz. Kryzysy malzenskie nie sa moim problemem, co innego problemy zdrowotne. Ale wiem ze jak sie nie ma argumentow to wtedy siega sie po blizej nieokreslone powody braku checi rozmowy.  Zreszta to chyba ja powinnam napisac ze to Ty nie jestes zainteresowana wymiana opinii bo swoja odpowiedz raczylas zaczac od osobistych wycieczek w moja strone, kompletnie mnie nie znajac.
Tak czy siak dalsza "rozmowa" faktycznie nie ma sensu.

64

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
feniks35 napisał/a:

Tak czy siak dalsza "rozmowa" faktycznie nie ma sensu.

Dziękuję :-)

65

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Cyngli napisał/a:

(...) Mógł to wszystko poukładać i zakończyć małżeństwo z klasą. (...)

Gdyby mógł, to by wszystko poukładał i zakończył małżeństwo z klasą.




Zofia Milska-Wrzosińska napisał/a:

Zgoda na relację z drugim człowiekiem, to zawsze jest ryzyko. Nikt nam nie da gwarancji, że nie zostaniemy zdradzeni.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

66

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Wielokropku, myślę że mógł. Ale nie chciał. Dokonał pewnego wyboru. Niechlubnego, moim zdaniem.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

67

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Cyngli napisał/a:

Nie zrobił tego. Naprawdę nie widzę tu winy Autorki, że jej mąż nie miał odwagi wprost jej powiedzieć, że chce ułożyć sobie życie z inną kobietą. Tchórz i tyle.

dokładnie tak. również nie widzę winy autorki, jej postępowanie wyróżnia się pozytywnie w porównaniu z innymi sytuacjami, rzadko spotykam taką chęć rozwiązywania problemów jak w pierwszym poście. Tak samo nie widzę żeby życie rodzinne miało go przerastać - z tego co widać autorka zachowywała równowagę, nie było całkowitej koncentracji na dzieciach z pominięciem męża. Jeśli nie mógł podołać życiu w określonym modelu rodziny, mógł nie podejmować się tej roli, zamiast podejmować działania mające zły wpływ na tyle osób. Wina męża jest jednoznaczna, niestety taki wniosek nie przywróci tego co utracone:( i nie wiem czy dla autorki taka informacja może być pomocna, czy lepiej wiedzieć że coś można było zrobić inaczej, czy że zrobiło się wszystko co było możliwe. W tej sytuacji chyba skorzystałbym z poradni psychologicznej (mam już pozytywne doświadczenia) żeby móc zachować równowagę w życiu i skupić się na sobie oraz dzieciach.

"Poznacie ich po ich owocach":D

68

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Czy nie możecie sobie odpuścić szukania winnych? Po co Wam to winny-niewinny?
Jak jest wina to zaraz pewnie będzie i kara.

69

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
MagdaLena1111 napisał/a:

Czy nie możecie sobie odpuścić szukania winnych? Po co Wam to winny-niewinny?
Jak jest wina to zaraz pewnie będzie i kara.

Zapytaj tych, co próbowali zrzucić ciężar odejścia męża na Autorkę wątku, może Ci odpowiedzą.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

70

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Cyngli napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Czy nie możecie sobie odpuścić szukania winnych? Po co Wam to winny-niewinny?
Jak jest wina to zaraz pewnie będzie i kara.

Zapytaj tych, co próbowali zrzucić ciężar odejścia męża na Autorkę wątku, może Ci odpowiedzą.

Pytam wszystkich szukających winnych dookoła, bo nie widzę specjalnej różnicy w przerzucaniu się oskarżeniami.
Jedni i drudzy lubią kogoś ukamienować.

71

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

W tym miejscu było kilka postów zawierających wyłącznie off topy i złośliwości, które właśnie z tego powodu zostały usunięte

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

72 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-03-26 17:07:14)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
IsaBella77 napisał/a:

W tym miejscu było kilka postów zawierających wyłącznie off topy i złośliwości, które właśnie z tego powodu zostały usunięte

O.K., sorry, język mnie zaświerzbiał, jak to mnie. Nikt tu jednak win się nie doszukiwał, jak uparcie twierdzi Magdalena. I kropka.

P.S. Odpowiedzialność i wina to nie są synonimy.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

73

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
MagdaLena1111 napisał/a:
Cyngli napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Czy nie możecie sobie odpuścić szukania winnych? Po co Wam to winny-niewinny?
Jak jest wina to zaraz pewnie będzie i kara.

Zapytaj tych, co próbowali zrzucić ciężar odejścia męża na Autorkę wątku, może Ci odpowiedzą.

Pytam wszystkich szukających winnych dookoła, bo nie widzę specjalnej różnicy w przerzucaniu się oskarżeniami.
Jedni i drudzy lubią kogoś ukamienować.

A nie możemy po prostu trzymać się faktów? Mąż odszedł do innej kobiety, przy czym zrobił to kompletnie bez słowa. Koniec, kropka.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

74

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
MagdaLena1111 napisał/a:

Burzowy Ludzie mają różne potrzeby, może Twój kolega czerpie satysfakcję z tego, że jego dziewczyna jest tak rozchwytywana, może lubi jak mu opowiada o swoich podbojach - nie wnikam.

Nie wnikasz, a na dodatek nie czytasz w całości moich postów. tongue


Odnośnie zdrad po alkoholu to też bm była ostrożna, bo co innego jak ktoś przeholował i został półprzytomny wykorzystany, ale co innego, jak ktoś sobie luzuje hamulce, tym bardziej jeśli ma na oku od jakiegoś czasu kolegę lub koleżankę i szuka „pretekstu” lub „usprawiedliwienia”.

Mówimy o najczęstszym przypadku, czyli alkohol i pójście do wyra z osobą, którą poznaliśmy na tej imprezie ;].

Tutaj mamy zupełnie inną sytuację. Jestem przekonana, że w związku cslady kiedyś było fantastycznie i cudownie, ale tak przestało być i to nie wydarzyło się w momencie zdrady, ale jeszcze zanim do niej doszło. Mąż cslady zrobił najpierw w swoim sercu, w swojej głowie miejsce na coś nowego. Ona przestała go interesować, przestała być tym, czego szuka i potrzebuje: nowości, ekscytacji, wyzwania, zachwytu w cudzym spojrzeniu,...
Rodzina najwidoczniej nie jest jego priorytetem. Albo mu się znudziło.

Ano właśnie, mogło tak być. Tylko ja bym jednak większość winy przerzucił na niego. Bo jeżeli cslady była taka sama jak zawsze, to jaka jest jej wina? Ok kobieta kocha bardziej swoje dzieci niż męża (a może nawet tylko dzieci w takim stopniu jak facet kocha kobietę?) i dla wielu to jest szok gdy się dowiedzą i wtedy się psuje. To trochę jak z tym ciastkiem, co chce się je zjeść i mieć. Bawmy się w śluby i rodziny, ale bądźmy jak wtedy gdy mieliśmy 20 lat. No, ale społeczeństwo takie, co do łóżka chce iść coraz szybciej i szybciej, dzieci w przedszkolu uświadamiać czym jest seks, ale żeby o sobie jak o partnerach myśleć, to nieee ;p. Mi się wydaje, że najpierw trzeba pomóc ofierze, a jak dojdzie do siebie to wtedy się zastanawiać.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

75

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Winna, nie winna... a to nie jest tak że jak szanownemu coś nie odpowiadało to powinien usiąść i porozmawiać ? A nie uciekać ?

76

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Cyngli napisał/a:

A nie możemy po prostu trzymać się faktów? Mąż odszedł do innej kobiety, przy czym zrobił to kompletnie bez słowa. Koniec, kropka.

O właśnie! Tak więc wracając do faktów, technicznie rzecz biorąc to mąż nie odszedł do innej kobiety, a cslady po kilku miesiącach niedogadywania się z mężem, wiercenia mu dziury w brzuchu zabrała dzieciaki i odeszła od niego. Jak sama zaznaczyła nawet kiedy odchodziła mąż zaprzeczał, że ma romans. Czytając wprost zapisaną przez nią sekwencję zdarzeń, po odejściu od męża dostaje potwierdzenie od osób postronnych, że romans istnieje, a potem poznaje ową panią. Potem opisuje, że po swoim odejściu przeżywa sytuację, znów próbuje mężowi wiercić dziurę w brzuchu oczekując czegoś, pewnie żeby się tłumaczył i wyjaśniał, co ten kwituje, że co tu wyjaśniać skoro ona odeszła, to widać nie chce już z nim być. Koniec streszczenia, podziękowania od osób dla których pierwszych parę postów było za długich proszę przesyłać na pw.
Tak więc wracając do świata faktów, to cslady jako osoba lubiejąca mieć kontrolę nad sytuacją postawiła męża przed faktem dokonanym czyli wyprowadzką. Podejrzewam, że to coś z gatunku "ty mnie rzucasz, przecież to ja cię miałam rzucić wcześniej". No więc uprzedzając fakty, a kobieta dumna i kontrolująca sytuację nie pozwala sobie żeby jej się pewnego dnia facet wyprowadził do kochanki. Ona pierwsza się wyprowadzi i w ten sposób mu pokaże, gdzie raki zimują. Tak zrobiła, nie mówię, że źle zrobiła ale teraz chodzi rozżalona, że facet to zaakceptował i wykorzystał jako ostateczny pretekst żeby jej się z niczego nie tłumaczyć, bo i po co skoro ona decyzję już podjęła.
No i sorki, mimo całej sympatii ale mąż ma całkowicie rację. On podjął decyzję o romansie (na jakim etapie ten romans był w momencie jej wyprowadzki nie wiemy) ale to ona podjęła decyzję o odejściu od niego oraz zakończeniu małżeństwa poprzez złożeniu papierów rozwodowych. Dopóki kłamał o romansie można domniemywać, że zakładał dalsze trwanie w małżeństwie z nią, może wciąż był niezdecydowany, może widział możliwość małżeństwa i odrobiny świeżego powietrza w postaci romansiku, który prędzej czy później się skończy. Może postawiony do piony jasną, prostą ale wyglądającą na upokorzenie deklaracją - żadna wywłoka mi ciebie nie odbierze, jesteś mój i tylko mój, będę o ciebie walczyć z każdą zdzirą, dowiem się co to za jedna, a wtedy zobaczy ta taka i owaka co znaczy zadrzeć ze mną i dobierać się do tego co jest moje i tylko moje, to wtedy otrząsnąłby się i podjął próbę wspólnej walki o przetrwanie tego małżeństwa. Kiedy ona zamknęła za sobą drzwi z drugiej strony mógł z "czystym sumieniem" wzruszyć ramionami - no jak tak, to tak, decyzja zapadła. Reszta to już tylko konsekwencja tego czyli złośliwe wytykanie "ty już zdecydowałaś, to po co się mam tłumaczyć" i takież odgrywanie "zabrałaś mi dzieci, to się nimi zajmuj, nie są znowu takim pępkiem świata żebyś mi dupę co chwila zawracała co u nich słychać". Tymczasem świat wokół nabrał barw i zapachów, jest się czym na razie ekscytować.

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

Posty [ 39 do 76 z 742 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie po ponad 10 latach związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018