Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Strony Poprzednia 1 2 3 4 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 372 ]

39

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
Tonia80 napisał/a:

Ja też znajduje tony husteczek a w telefonie filmiki. Jak ja chciałam to twierdził, że jest zmęczony albo zestresowany. Oni nie potrafią nawiązać i utrzymać normalnej relacji z kobietą. Albo słyszę oskarżenia, że nie jestem taka sexi jak te panienki na filmach. Jak ktoś nie potrafi odróżnić fikcji od życia to już jego problem. Zaznaczę, że jestem wysoka, szczupła, kobieca i nigdy nie narzekałam ma brak adoratorów. Tylko jemu nie odpowiadam taka jaka jestem.

I u mnie było z tym podobnie. W telefonie zawsze mnóstwo filmów. Jak mu mówiłam że jest jakiś nienormalny z tym to mówił że przesadzam że każdy facet sobie lubi obejrzeć od czasu do czasu. Dziwne to wszystko takie podobne.

Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
Tonia80 napisał/a:

Zaznaczę, że jestem wysoka, szczupła, kobieca i nigdy nie narzekałam ma brak adoratorów. Tylko jemu nie odpowiadam taka jaka jestem.

Wiesz jak to jest po jakimś czasie w związku:
"Tyłeczek masz zgrabny, cycusie też niczego sobie... Ehh... Żebyś Ty chociaż troszkę obca była."

41 Ostatnio edytowany przez Tonia80 (2019-02-03 10:30:03)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Fakt ale bez przesady, to dopiero  ponad 10 lat po ślubie to co potem?
A u mnie czarę goryczy przelała sytuacja z poniedziałku.
Pojechałam do pracy jak zwykle na 7. Pan i Władca szedł na 14, poprzedniego dnia miał wolne a wcześniej kilka nocek. Ok 8 dzwoni do mnie do pracy z papą "Gdzie ty ku...Warszawa jesteś! ( Jakby nie wiedział). Ja idę do pracy, czemu dzieci nie odwiozłas? Ja jestem po nockach, muszę się wyspać. Ja ich nie odwiozę, zostaną tu same, ciekawe co teraz zarobisz." Darł się, że całe moje biuro słyszało. No to wsiadłam w auto, przyjechałam, ubrałam dzieci i zawiozłam do przedszkola. A on w tym czasie mówił, po co przyjechałam przecież ich by odwiózł i mam wracać do pracy. A wszystko zaczęło się jakiś czas temu bo mi zakomunikował, że on wstydzi się jeździć swoim autem i dzieci odwozić nie będzie. A ja mam lepszy to ja powinnam.
Teraz wożę dzieci codziennie, powiedziałam, że nie będzie mi robił jazd. Wszystko robię już osobno, gotuję tylko dla siebie i dzieci, zakupy, pranie też.

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"
Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

"Wiesz jak to jest po jakimś czasie w związku:
Tyłeczek masz zgrabny, cycusie też niczego sobie... Ehh... Żebyś Ty chociaż troszkę obca była."

Jakoś wierzę że nie każdy facet tak ma. Owszem, popatrzy się ale nie żeby zaraz ściągać filmiki i szukać podniet.  Kolega z pracy męża,  już były kolega, ma dziecko, a jak jego kobieta była w ciąży jeszcze to konta na portalach, burdele, laski z pracy, itd. Wszyscy wiedzą że ja zdradza tylko nie ona. To świadczy o niedojrzałosci emocjonalne.

Czy oni wszyscy mają jedna chorobę? Że mówią jedno a za 5 min drugie?

43 Ostatnio edytowany przez Aaannaaa (2019-02-03 11:11:20)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
Tonia80 napisał/a:

Fakt ale bez przesady, to dopiero  ponad 10 lat po ślubie to co potem?
A u mnie czarę goryczy przelała sytuacja z poniedziałku.
Pojechałam do pracy jak zwykle na 7. Pan i Władca szedł na 14, poprzedniego dnia miał wolne a wcześniej kilka nocek. Ok 8 dzwoni do mnie do pracy z papą "Gdzie ty ku...Warszawa jesteś! ( Jakby nie wiedział). Ja idę do pracy, czemu dzieci nie odwiozłas? Ja jestem po nockach, muszę się wyspać. Ja ich nie odwiozę, zostaną tu same, ciekawe co teraz zarobisz." Darł się, że całe moje biuro słyszało. No to wsiadłam w auto, przyjechałam, ubrałam dzieci i zawiozłam do przedszkola. A on w tym czasie mówił, po co przyjechałam przecież ich by odwiózł i mam wracać do pracy. A wszystko zaczęło się jakiś czas temu bo mi zakomunikował, że on wstydzi się jeździć swoim autem i dzieci odwozić nie będzie. A ja mam lepszy to ja powinnam.
Teraz wożę dzieci codziennie, powiedziałam, że nie będzie mi robił jazd. Wszystko robię już osobno, gotuję tylko dla siebie i dzieci, zakupy, pranie też.


Boze Tonia, u mnie to samo. Potrafi zadzwonić z gębą gdzie jestem, ze mam szybko wracac bo cos tam. Ja cala w nerwach przyjezdzam jak najszybciej, a on ze moglam sobie zrobic spokojnie zakupy itp ze sie az tak nie spieszylo. Chore.

Kobietka taka 123 wydaje mi sie, ze kazdy facet potrzebuje czasem obejrzec taki film i zrobic sobie samemu dobrze, to normalne. Problem pojawia sie, kiedy to zastepuje mu stosunki z partnerka, kiedy wymyka mu sie spod kontroli. Twoj faktycznie ma chyba z tym problem, z tego co tu przeczytalam. Nie moze sie dziwić, ze nie chcesz z nim sypiac i dawac przyjemności, bo nie traktuje Cie należycie. Wiec później szuka uciech gdzie indziej i tak zamyka bledne kolo.

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Mialam kilka takich sytuacji jak wy, np.ze gadam z kimś przez telefon a on próbuje się dodzwonić bo.. znalazł czajnik na temperaturęi chcial mi powiedzieć o tym, żeby mi przyjemność zrobić! Potem pretensje były ze on coś dla mnie robi a ja nie doceniam.. To było w 9 mies. Ciąży i w dzien jak moja mama miala do nas przyjechać.. i weź rób szybko dobra mine do złej gry i udawaj że jest dobrze ..

Tonia czytalam wątek Anny, nie chce się szarpać, ale jeszcze też muszę chwilę odczekać zanim się rozejdziemy.  I szkoda, że nie ma tabletek na szacunek.  Bo na opanowanie można coś brać, na uspokojenie, ale nie na emocje i uczucia,  których mój mąż nie rozumie. On czasem nic nie czuje. A ja jestem bardzo emocjonalna dlatego tak jest jak jest.

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Powiedziałam dziś,  że lepiej nam wyjdzie przyjaźń choćby ze względu na dziecko. Moze jestem głupia,  ale mała ma dopiero 5 miesięcy,  wolę żeby tatuś był normalny i dlatego powiedziałam że mu pomogę. On nie do konca zaczail, mówił że nie chce się rozstawać. Pytał czy tego chce czy  go nie kocham. Mówię że jeszcze coś czuję,  ale to co się dzieje nie jest normalne. Że się tylko kłócimy. Niby zaczął mówic jak to bedzie, gdzie będę mieszkała, mówił że nie chce by mi było zle, że na pewno nie pozwoliłby mi zginąć.. Niby dochodziło do niego to i nie.
Powiedziałam że wczoraj mówił mi tak wiele,  że ja się zdecydowałam ze lepiej będzie jak będziemy osobno,  a on ze mam mu przypomnieć co mówił.. potem że tak nie chce,  zaczęło dochodzić w ogóle to do niego z czasem, wszedł nerwowo do pokoju mówiąc czemu go nienawidzę..  Mówię że tak nie jest.. tłumaczyłam że nie można seksem wszystkiego załatwić, że to są emocje itd..

Powiedział o tym dziś swojej siostrze. W sumie  to dobrze, niech wie. Niedługo będziemy w Polsce, ja zamierzam tam zostać trochę dłużej. Ma być tak, że jeśli się nie poprawi, mogę odejść.

Moze jestem głupia, ale robię to dla dziecka. Cos jeszcze do niego czuje, nie wiem co. Byc moze dojrzeję aby naprawdę go opuścić. Chce podjac wlasciwa decyzje w odpowiednim czasie. Zobaczymy.

46

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Czyli rozumiem, że on właściwie nie protestował jakoś specjalnie? Jeśli tak i jeśli faktycznie tak będzie jak się umowiliscie, to chyba najlepszy dla Ciebie i dziecka scenariusz. Jeśli coś mu nie odbije w międzyczasie, a wszystko może się wydarzyć.  Trochę Ci zazdroszczę, bo czuje, że u mnie nie obejdzie się bez krzykow z jego strony (mam nadzieję, że już na odległość), wizwisk, płaczu i lament naprzemian.

47

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
Aaannaaa napisał/a:

Czyli rozumiem, że on właściwie nie protestował jakoś specjalnie? Jeśli tak i jeśli faktycznie tak będzie jak się umowiliscie, to chyba najlepszy dla Ciebie i dziecka scenariusz. Jeśli coś mu nie odbije w międzyczasie, a wszystko może się wydarzyć.  Trochę Ci zazdroszczę, bo czuje, że u mnie nie obejdzie się bez krzykow z jego strony (mam nadzieję, że już na odległość), wizwisk, płaczu i lament naprzemian.

U mnie właśnie tak jest, raz, że odejdzie i nie będzie wojny a wczoraj mi powiedział, że mnie będzie gnoić już do końca życia. I cały czas mnie straszył, że nic na niego nie mam i że do niczego się nie przyzna w sądzie. Boję się, bo pewnie tak będzie.
A po południu mówił, że mam się zastanowić, bo on mnie kocha (!) i z nikim nie będę miała lepiej. Ze on wcale nie jest taki straszny, że chce z niego zrobić potwora.
Za to co się stało próbuje mnie obarczyć, że przeze mnie sypie się małżeństwo bo mi odbiło.

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"

48

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Dlatego ja zaczelam nagrywac niektóre sytuacje.

49

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
Aaannaaa napisał/a:

Dlatego ja zaczelam nagrywac niektóre sytuacje.

Ja też nagrywam, kupiłam sobie taki niby pendrive

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"

50 Ostatnio edytowany przez NotAgirlNotYetAwoman (2019-02-04 15:18:13)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

U mnie dokładnie to samo sad((

          Oboje byliśmy po przejściach, on po rozwodzie, a ja po długoletnim związku, z którego nic nie wyszło. Szybko zamieszkaliśmy razem i szybko zaszłam w ciąże. Wydał mi się spełnieniem moim marzeń. Inteligentny, spokojny, opiekuńczy, skłonny do rozmowy na każdy temat, samodzielny w życiu, pracujący. Na początku naszą miłością mogliśmy przenosić góry, nic nie było dla mnie problemem, wszystko akceptowałam w różowych okularach. Teraz, dwa lata razem, dziecko ma rok, a u nas zaczęły się nawarstwiać problemy obiektywne i subiektywne, że tak to ujmę.
         
          Problemów mamy aktualnie multum i uważam, że każdy z osobna już może być przyczyna rozpadu przeciętnego związku, a u nas są wszystkie naraz:

1.Problemy finansowe - spłacanie długów i kredytów, które każdy wniósł do związku (jestesmy juz po 30 stce), aktualnie żyjemy na debecie.
2.Problemy zdrowotne mojego partnera, który doznał urazu z czyjejś winy (nie złapano przestępcy) w związku z tym przeszedł juz kilka operacji, co wiąże sie z dodatkowym obciążeniem finansowym. Po wypadku okazało się, że nie był ubezpieczony dodatkowo, więc nic nie otrzymał i wszystkie koszty dojazdów, wizyt prywatnych pokrywamy z własnej kieszeni.
3.Sprawa sądowa o podwyższenie alimentów na rzecz syna (mój partner ma syna z poprzedniego związku) zalożone przez matkę, z którą syn zamieszkuje, ale u nas jest systematycznie od piątku do niedzieli i tak samo w te dni go utrzymujemy regularnie, poza tym partner dokładał sie po połowie do wszelkich wydatków, ale była żona jest wredna, pazerna i bez honoru, zdradzala go, rozwód był z jej winy (orzeczenie sadu, tak jest napisane w wyroku), zabrała mu ukochanego syna, poszła mieszkać do matki, dość dobrze prosperuje finansowo, weekedny ma wolne i robi co chce, ale stwierdziła, zę byłego męża trzeba udupic do cna i zarządała podwyższenia alimentów, które i tak płacił pomimo,iż jest zaangazowany w wychowanie bardzo) dodam jeszcze, że mama wystarala sie dla dziecka orzeczenie o niepelnosprawnosci z uwagi na zespol aspergera, fakt  - ma on ten zespol, ale jest ogolnie bardzo inteligencty i naprawde dobrze funkcjonuje, a na pewno nie jest osoba niepelnosprawna, ale zamiast sama wozic dziecko do szkoly to wozi go bus dla niepelnosprawnych i tym samym chlopiec jest stygmatyzowany, bo wysiada z buda z dziecmi ktore przyjezdzaja np na wozkach inwalidzkich, tak wiec, mama nie wozi go do szkoly, w opiece pomaga jej matka, ona wraca pozno, nie dopilnowuje syna pod wzgledem szkoly ,a w piatek po poludniu juz ma wolne od macierzynstwa, bo maly jest u nas smile zarzadala alimentow 1000 zł smile sadzimy sie.
4.Moj partner ma depresje, nic mu sie nie chce, nie ma motywacji do niczego tlumaczy, ze to przez problemy finansowe.
5. Codziennie po pracy partner musi wypic jakis alkohol, pali paierosy i lezy calymi godzinami na kanpaie ogladajac seriale. Mobilizuje się w weekendy, gdy jest starszy syn.
6.Mamy male dziecko i ja doswiadczylam depresji poporodowej, odczuwam ze w tygodniu cala opieka nad nasza wspolna pociecha spada na mnie, a w weekend partner dzieli swoj czas pomiedzy nas a starszego syna.
7.Matka starszego syna ingeruje w nasze życie, nie lubi mnie, komentowala mnie wiele razy, a ja sie tak poswiecam dla jej syna, dbam o niego, zawsze mu cos kupuje do pokoju, ksiazki, zrobilam mu nawet album z komunii, bo nikt inny z rodziny nie zadbal by mial pamiatke w postaci wypelnionej ksiazki komunijnej.
8.jestem juz zmeczona macierzynstwem, co mysle odczuwa kazda mloda matka.
9.partner pomimo tego mojego zmeczenia i braku pomocy mi oczekuje seksu i czesto sie obraza i ma ten seks, nawet powiem, ze jestem bardzo pomyslowa w tej dziedzinie, ale on sie przyzwyczail do tego, ze seks jest czesto, a ja juz nie mam sily na to ani ochoty, jesli jest tyle problemow i jestem zmeczona malym , a on mi nie pomaga duzo, bo lezy, tlumaczac, ze jemu sie zyc nie chce.
10. Parnterowi nie moge nic powiedzie, bo zaraz sie denerwuje.
11. Czesto sie klocimy i jestemy oboje wybuchowi.
12.Partner robi sie coraz bardziej zlosliwy w klotniach - ale rowniez przepelniony agresja - zrobil raz dziure w drzwiach piescia, rozbil mi pod nogami jajka i straszyl, ze zaraz mi rzuci jajkiem w glowe, robi to przy naszym malym maluchu, satrszy jest wtedy zamkniety w pokoju i oglnie w klotniach bardzo go chroni, a naszego malego nie. raz jak sie z nim poklocilam i chcialam wyjsc zeby ochlonac, to wystawil mi go na klatke schodowa, zebym go zabrala ze soba ,a maly jeszcze nie chodzi. Potem moiwl, jaka to ze mnie zla, chora psychicznie matka.
13.Partner foworyzuje moim zdaniem straszego syna, zawsze jak jego syn jest u nas to mam problemy tego typu, ze balagani, obsikuje deske sedesowa, trzaska drzwiami i budzi malego, a mnie szlag trafia, bo ja wstaje po 5 razy w nocy i chodze na palcach, bo jak maly sie obudzi to oczywiscie nikt go nie uspi tylko ja musze. Nie powiem, jak jest miedzy nami dobrze, to partner dopilnowuje starszego i sie stara, zebym nie musiala sie denerwowac, problem zaczyna sie, gdy sie poklocimy , wtedy jest zlosliwy i nie zwraca juz straszemu uwagi. Ja moge tez mu zwracac uwage, ale w koncu wychodzi na to, ze tylko mam pretensje i sama sie z tym zle czuje, bo nie jestem mama starszego syna, nie zrekompensuje mu pretensji i uwag pieszczotami lub bliskoscia duza emocjonalna, bo nie ma miedzy nim a mna tego co jest miedzy mama a synem, zeszta kiedys chcialam, ale uswiadomiono mi , ze matke on ma i nie dam rady jej zastapic. Mecze sie,bo jakby to byl moj syn wszystko byloby prostsze sad

Problemow jest chyba wystarczajaco. Dodam, ze bylo duzo dobrych okresow miedzy nami, wtedy to tez potrafimy mowic sobie ze sie kochamy, czesto sie przytulamy, partner stara sie po rowno dzielic milosc miedzy syna starszego, mlodszego i mnie, ale w klotniach dzieja sie rzeczy straszne i padaja straszne slowa.

Poszlam na terapie, zeby poradzic sobie z zazdroscia o przeszlosc partnera, o jego syna, ze swoimi wybuchami zlosci. Psycholog sugerowala bardzo mocno terapie par, jednak moj partner nie jest przekonany i raczej wykazywal niechec, choc niby az juz sie zgodzil ,ale jednak tlumaczy, ze nie mamy na to pieniedzy i ma w sumie racje. Nie ma terapii par na fundusz.

W ostatnie klotnie zostali wciagnieci jego rodzice i moi, padlo wiele raniacych slow, rozice starali sie byc obektywni, ale ja w ostatecznym rozrachunku wynioslam sie ze swoim synkiem do moich rodzicow i juz mysle o wynajeciu kawalerki. Przerasta mnie to wszsytko juz, mam tego dosyc. W ostatniej klotni uslyszlama, ze wszystko jest przez to ze ja nienawidze jego syna!!! ok, przyznaje, ze nielatwa jest milosc do pasierba, na poczatku bylismy soba zauroczeni, maly mnie polubil ,ale zmienilo sie duzo, jak urodzilam dziecko i sama zostalam matka, bo zaczelam od starszego wymagac pewnych zasad, typu mycie rak, dmuchanie wiecznie zasmarkanego nosa, sprzatanie po sobie, oczywiscie delikatnie to robilam, ale maly sie buntowal i juz byly zgrzyty (jego matka mi napisala, ze nie zyczy sobe jakiejkolwiek ingerencj iw jego zycie z mojej strony), wykonczona po calym tygodniu samotnej opieki nad moim synkiem gdy przychodzil weekend wkurzalam sie, ze zamiast odpoczac i miec pomoc partnera lub jakis wspolny wyjazd relaksujacy, to partner angazuje sie w zycie starszego i robi to, co byla zona mu polecila, np. wozi na basen, zajecia dodatkowe, a ja znoiw sama z malym.
Tak, jestem zazdrosna o milosc do starszego syna, bo widze, ze dla tamtego oddal by zycie, a jesli chodzi o naszego wspolnego synka to nie wykazuje az takiego entuzjazmu i zaangazowania sad. Od poczatku bylo mi z tym zle, bo to moje pierwsze dziecko i patrzylam na mezow kolezanek, ktorzy ubostwiaja swoje pierworodne bobasy ,a moj byl bez entuzjazmu, bo ob to juz wszystko przechodzil.

Nie mam powodow, by byc zazdrosna o byla zone, choc wiele razy mu ja wypominalam przyznaje, lekko ze mna nie mial, wiele bylo wyrzutow ,ale jest ogolnie malo asertywny i czesto mam wrazenie ze t ona karty rozdaje.

Wiem, ze wylewam tu same brudy, nasze zycie skladalo sie tez z wielu dobrych okresow, ale teraz od jakiegos czasu bylo coraz gorzej, problemy nas przytloczyly i w koncu jest teraz taka sytuacja, ze nie wiem, czy chce to ciagnac. Uwazam, ze albo terapia albo nie ma sensu sie meczyc w zlych emocjach. Moj partner potrzebuje terapii by radzic sobie ze stresem i by poukladac sobie uczucia zwiazane z synami, bo wydaje mi sie ze wobec pierwszego ma duze poczucie winy zwiazane z rozwodem i stad go faworyzuje emocjonalnie, a tak nie moze byc.


PS To nie jest tak, ze moj partner jest tylko zly, wiele rzeczy rozumie i wiele razy rozmaiwlamy o roznych rzeczach, nawet przez jakis czas pewne rozwiazania funkcjonowaly , ale jednak po jakims czasie, przy jakiejs jednej drugiej klotni wszystko sie zalamuje, najgorsze, ze u nas klotnie przeradzaja sie w tornado, ktore sieje spustoszenie na calym froncie. partner ma wiele zaprzeszlosci, czasem mam wrazenie, ze nie poradzil sobie z emocjami zlosci, frustracji i rozgoryczenia zdradami bylej zoby i na mnie przelewa swoje frustracje, bo zdarza sie ze wyzywa mnie od "kobiet lekkich obyczajow". Gdy sie spotkalismy byl po rozwodzie juz 4 lata i ledwo przadl, bo calymi dniami lezal, pil, zyl od weekednu do weekednu, bo czekal na syna. Nie upija sie , ale zawsze potrzebuje alkoholu by sie uspokoic. Byla zona zawsze mu truje glowe, dzwoni do niego z pretensjami, najgorsze, ze nasze klotnie wyplynely do niej, bo starszy syn jej o wszystkim opowidzial, poczulam sie wtedy inwigilowana we wlasnym domu sad((((( W dodatku zyjemy w ihc dawnym mieszkaniu, bo to bylo mieszkanie mojego partnera i nawet nie stac nas na zmiane i jakis powazny remont, musze trzymac swoje ubrania w szafie, w ktorej ona kiedys trzymala, gotowac na kuchni, na ktorej ona gotowala, wiem - moja zazdrosc jest duza, ale szlag mnie trafia z powodu tych wszystkich niedogodnosci. Dodam, ze ja pracuje, ale urlop rodzicielski, gdzie dostalam tylko 80 procent pensji dobil nas tez finansowo.

Jestem juz bliska wynajecia stancji. bez terapii nie udzwigniemy tych problemow. Jak zyc? sad((((((((

NotAgirlNotYetAwoman - obecnie już dawno 'Woman' smile

51

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Witaj w gronie NotAGirl,
tutaj wszystkie mamy poplatane związki. Mój też jest i dobry i zły, w zależności od humoru. I to właśnie jest najgorsze, bo jakby był tylko zły to decyzja byłaby prostsza  i na pewno zapadłaby szybciej. Tak działa przemoc domowa, dobre chwile przeplatają się ze złymi.
Do poczytania fajny blog, dziś go odkryłam : szczuryiwadery.blogspot.com

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"
Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Oj dużo nas jest, dużo.

Niby nie protestował,  widzi ze póki co jest na przegranej pozycji, ja nie czuje nic za bardzo, nie wiem czy już tak zostanie czy będzie inaczej jak coś zrobi. Dzis mial jechac zawieźć papier do kliniki to zapomniał karty zdrowia i tylko mnie od koleżanki odebrał,  potem już nie jechał tam bo "poddaje sie".. Jutro.

Aaa, no i często mówi że sobie faceta w Pl znajdę nowego.

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
Tonia80 napisał/a:

Witaj w gronie NotAGirl,
tutaj wszystkie mamy poplatane związki. Mój też jest i dobry i zły, w zależności od humoru. I to właśnie jest najgorsze, bo jakby był tylko zły to decyzja byłaby prostsza  i na pewno zapadłaby szybciej. Tak działa przemoc domowa, dobre chwile przeplatają się ze złymi.
Do poczytania fajny blog, dziś go odkryłam : szczuryiwadery.blogspot.com

Dziekuje Tonia80 za odpowiedź. Jak napisalas o przemocy w kontekscie mojego posta, to zaczelam teraz o tym myslec... czy u mnie jest ta przemoc domowa... nie chcialabym tak myslec, ale psychiczna byc moze juz jest, a do fizycznej jest niedaleko, jesli juz mi grozi, ze we mnie czyms rzuci, zreszta raz kiedys poszly juz w ruch poduszki i kiedys w klotni klepnal mnie mocno w tylek, ale to bylo agresywne. ja nie mowie, ze nie stosowalam wobec niego przemocy psychicznej, bo non stop wyrzucalam mu jego przeszlosc, uzywalam niewybrednych sluch, wpadalam we wscieklosc. Kazda kolejna klotnia byla coraz gorsza. Nie umiemy sie klocic jak ludzie normalni, chocoststanio zauwazylam, ze ja w klotniach po terapii jestem bardziej opanowana, a on wrecz przeciwnie, robi sie coraz gorszy.

jak traktowac ta sytuacje? Jsko przemoc z jego strony? jak nasz obopolny problem? Czy namawiac na terapie wspolna czy sobie to odpuscic, wiem, ze nikt mi nie powie, tak naprawde to moja decyzja, ale zawsze chcialam stworzyc pelna rodzine dla dziecka sad no i , gdyby terapia przyniosla efekty to bylby super zwiazek sad ale ja nie wiem, czy nie przekroczylismy juz granic ostatecznosci i czy sobie nie darowac.

NotAgirlNotYetAwoman - obecnie już dawno 'Woman' smile

54

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

NotAGirl...., Twoje problemy nie są zupełnie wyjątkowe. Wejdź na temat " być drugą i macochą" w dziale psychologia, tam masz kilkaset stron zapisanych przez kobiety, które mają podobne problemy w związkach. Oraz masę rad, jak je rozwiązać.

Czy w waszym związku jest przemoc nie wiem, ale zdecydowanie musisz sobie poradzić z zazdrością, bo inaczej nic z tego nie będzie. Wiedziałaś, że będziesz mieszkać w " ich" mieszkaniu, wiedziałaś, że on ma syna. A teraz wylewasz frustrację, bo nie radzisz sobie z czymś, co jest nie do zmiany. Poczytaj wątek o macochcach, na pewno ci pomoże.

Witam was dzielne kobiety. Czytałam i ten wątek, i te poprzednie. Ja właśnie dojrzewam do ruszenia z miejsca. Jestem w trakcie terapii i mocno trzymam kciuki za konsekwencję każdej z was.

55 Ostatnio edytowany przez NotAgirlNotYetAwoman (2019-02-05 00:53:46)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Dzięki Kasjanaa, ze w ogóle chciało Ci sie to czytać...

To prawda, wszystko wiedziałam , że ma syna, że będziemy narazie tam mieszkać. Wszystko działo sie szybko - dziecko wspólne itp. A teraz najzwyczajniej w świecie nie mogę tego zaakceptować na poziomie emocjonalnym.

Bylam na terapii. Do tego te wszystkie inne problemy... ehh. Rozchwiałam sie do tego stopnia emocjonalnie, że miewam napady histerii, płaczę, krzyczę, wychodzę z domu... Zazdroszczę ludziom, którzy są opanowani i dojrzali emocjonalnie. Próbowalam w ostatnim czasie ratowac się sportem, prosiłam kogo mogłam, by został z małym i szlam na basen lub biegać, jednak dziś stwierdziłam, że mój stan jest na tyle poważny obecnie i rozchwiany, że idę do psychiatry jutro po antydepresanty na jakiś czas. Byc może juz wcześniej powinnam to była zrobić, żeby sie do takiego stanu nie doprowadzić.

Ogólnie to czytam dużo literatury nt. rodzin patchworkowych, nawet ostatnio przeczytałam sobie bardzo fajna książkę: Zmowa drugich żon wink. Ale do tego stopnia boli mnie moja sytuacja, że na pewnym rozdziale nawet sie popłakałam, tak mnie dotknęło to, o czym czytałam i że mam podobnie.

W obecnej sytuacji muszę się podleczyć psychicznie, dojść do równowagi i powiem szczerze, że obecnie uważam, że najlepszym rozwiązaniem dla mnie będzie kawalerka i wyprowadzenie się tam  z moim dzieckiem. Nie jestem w stanie trwać dłużej w takiej sytuacji i nie jestem w stanie tolerować weekendów, nie dam rady udźwignąć tych wszystkich emocji i sytuacji związanych z pierworodnym synem partnera, jego matką i innymi problemami. Tak sobie myślę, że może to nawet niezłe rozwiązanie, że mam osobne lokum, w którym partner może nas odwiedzać od pn do pt, a w weekend mam święty spokój. Tylko oczywiście nie wiem, czy się utrzymam, bo mało zarabiam obecnie.

Dziękuję Kasjanaa  - na pewno trafię na wątek o macochach, choc juz na sama myśl mnie wzdryga obecnie.

NotAgirlNotYetAwoman - obecnie już dawno 'Woman' smile

56

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Dziewczyny jest nas dużo. Dzięki Wam czuje się mniej osamotniona w moich rozterkach.
Niestety mniej optymistyczne jest to, że jak już raz się człowiekowi nie poukłada w życiu to potem problemy rodzą kolejne problemy. Zawsze już próbując ułożyć sobie życie na nowo może okazać się że problemy są zwiazane z brakiem akceptacji naszych dzieci przez kolejnych partnerów lub ciagnacymi się bataliami z ex partnerami (alimenty, opieka, zazdrość obecnych partnerów itd.)

Ja już nie bede próbować zmieniać byłego. Wczoraj z nim rozmawiałam trochę na spokojnie zupełnie. Pogodził się z naszym rozstaniem jednak winę za rozpad widzi głównie we mnie. Jak mu powiedziałam że używanie wulgarnych słów przy dziecku odbija się na jego życiu w przyszłości to stwierdził że mówię jakby on codziennie tak się zachowywał, a przecież tak nie było mało tego stwierdził że ja miałam satysfakcje że go wyprowadzam z równowagi ... I gadaj tu do ściany. Tyle że to była luźna rozmowa już bardziej na zasadzie wyciagnijmy wnioski na przyszłość. On często odwiedza syna albo go zabiera do siebie. Widzę jak mały bardzo go kocha. Jak ważny w jego życiu jest tata.
Chciałby wszystko naprawić ale ja nie mam tej nadzieji już która macie Wy... Nie widzę szans na zmianę u niego. Po prostu mu nie wierzę. Terapeuta nam powiedział jak jeszcze chodziliśmy na terapię że u nas oboje się zasypujemy tylko zalami do siebie. Ze jest to bez sensu bo wyrzucamy potoki słów które nie trafiają do drugiej strony. Każdy z nas skupia się na tej drugiej osobie żeby udowodnić winę a żadne z nas nie stara się zrozumieć. Zgadzam się z tym. Powiedział też że nie wyglądam na ofiarę przemocy psychicznej. Nie mam strachu przed tym co powiem i jestem bardzo pewna siebie wręcz dominuje co widać po tonie wypowiedzi i samej treści. Postawa też wskazuję że to on niby jest uległy bardziej i że warto pracować nad tym zwiazkiem.

Ja odpuszczam. Nie dlatego że mi się nie chce pracować. Tylko właśnie z braku nadzieji na zmianę. Do tego te używki o których wam pisałam wcześniej. Ja nie mam siły walczyć ze wszystkim. Do tego ciągle bym miała strach że problemy wrócą.

57 Ostatnio edytowany przez Tonia80 (2019-02-06 09:54:56)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
LullyMilly napisał/a:

Dziewczyny jest nas dużo. Dzięki Wam czuje się mniej osamotniona w moich rozterkach.
Niestety mniej optymistyczne jest to, że jak już raz się człowiekowi nie poukłada w życiu to potem problemy rodzą kolejne problemy. Zawsze już próbując ułożyć sobie życie na nowo może okazać się że problemy są zwiazane z brakiem akceptacji naszych dzieci przez kolejnych partnerów lub ciagnacymi się bataliami z ex partnerami (alimenty, opieka, zazdrość obecnych partnerów itd.)

Ja już nie bede próbować zmieniać byłego. Wczoraj z nim rozmawiałam trochę na spokojnie zupełnie. Pogodził się z naszym rozstaniem jednak winę za rozpad widzi głównie we mnie. Jak mu powiedziałam że używanie wulgarnych słów przy dziecku odbija się na jego życiu w przyszłości to stwierdził że mówię jakby on codziennie tak się zachowywał, a przecież tak nie było mało tego stwierdził że ja miałam satysfakcje że go wyprowadzam z równowagi ... I gadaj tu do ściany. Tyle że to była luźna rozmowa już bardziej na zasadzie wyciagnijmy wnioski na przyszłość. On często odwiedza syna albo go zabiera do siebie. Widzę jak mały bardzo go kocha. Jak ważny w jego życiu jest tata.
Chciałby wszystko naprawić ale ja nie mam tej nadzieji już która macie Wy... Nie widzę szans na zmianę u niego. Po prostu mu nie wierzę. Terapeuta nam powiedział jak jeszcze chodziliśmy na terapię że u nas oboje się zasypujemy tylko zalami do siebie. Ze jest to bez sensu bo wyrzucamy potoki słów które nie trafiają do drugiej strony. Każdy z nas skupia się na tej drugiej osobie żeby udowodnić winę a żadne z nas nie stara się zrozumieć. Zgadzam się z tym. Powiedział też że nie wyglądam na ofiarę przemocy psychicznej. Nie mam strachu przed tym co powiem i jestem bardzo pewna siebie wręcz dominuje co widać po tonie wypowiedzi i samej treści. Postawa też wskazuję że to on niby jest uległy bardziej i że warto pracować nad tym zwiazkiem.

Ja odpuszczam. Nie dlatego że mi się nie chce pracować. Tylko właśnie z braku nadzieji na zmianę. Do tego te używki o których wam pisałam wcześniej. Ja nie mam siły walczyć ze wszystkim. Do tego ciągle bym miała strach że problemy wrócą.

Ja te na swoim wątku pisałam, że to on oskarza mnie o rozpad małżeństwa. U niego tez są wulgaryzmy, używki itp. On nie widzi w tym problemu, mówi mi że nie zrobię z niego pantofla. Też oskarża mnie o to, że to niby ja używam przemocy wobec niego. i też mu nie wierzę i nie ufam.


NotAGirl u ciebie bardzo razi mnie ta dysproporcja między traktowanie obu synów przez twojego partnera. To bardzo niepokojące, twoje dziecko to widzi i czuje. To nie jest ok.

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"
Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Chciałam wczoraj napisać, ale nie zdążyłam wysłać, w sumie dobrze bo sytuacja zmieniła się znowu kilka godzin później..

był w klinice, zabrali się za niego od razu. ma znowu wizytę za tydzień i albo terapia stacjonarna albo chodzić. on woli chodzić a ja bym wolała zeby tam został. no ale szkoła bla bla.. w ogóle to jak jedliśmy kilka dni temu kolację to mówił że naprawdę mnie kocha, ze ze mną chce być, że nie mówił poważnie o rozstaniu, itd.. fajnie, ale tez oczekuje ze od razu bede szczęśliwa jak kiedys na poczatku i jest niecierpliwy.

wczoraj nawet był seks, ale wg niego wymuszony, a ja w sumie chciałam alw po prostu dziecko cały czas coś chce to tak też się nie da, to że nie wkładam w to emocji, i w ogole czemu powiedziaałam że chcę się przyjażnic zaraz dzien po tym jak on niby chcial się rozstac.. itd.. tłumaczyłam ze musi poczekac, ze tak sie nie da od razu, że to że rozmawiamy nie znaczy że zaraz bedę go obskakiwać, no ale dzień był ok, za to w nocy..

wpadl o 1.40 do mnie z pytaniem, ze czemu tak bylo ze ja chcialam przyjaźni, że on to MUSI wiedzieć, że jemu to nie daje spokoju, a ja byłam zła ze mnie budzi. mowił że i tak nie spie, ale ja jak jest dziecko mam lekki sen, wiadomo. wyszłam i patrzę która godzina, a tam przed 2.. byłam zła mówiłam że mial nas do lekarza zawieyc rano bo juz kilka dni sie umawialismy, bo jest na chorobowym. a on ze spać mu się nie chce, że i tak jezdze sama, na co ja że nie można na niego liczyc skoro obiecuje a potem olewa, wkurzył sie, znowu gadka że nie chcę z nim być... poszlam do lóżka i wrócił to znowu dyskusja, potem powiedzial ze już chce spać a ja zaczełam mówić, wtedy mnie walnął w głowę, ja niesttety oddałam, wtedy on mnie w twarz niby nie mocno ale jednak, ja sie znowu wkurzyłam, mówie i co dalej zrobi, wiem ze prowokowałam ale juz tak mnie wkurzył, że masakra.. i wtedy zepcnal mnie z łózka tak że uderzyłam głowa w szafę, a potem zszedł i pod oknem przycisnal.. to nie ma sensu, ja sie sama nakrecam i dzieja sie straszne rzeczy, możecie mnie zlinczować ale tak mnie ten człowiek dobija że nie umiem inaczej czasami.

dziś sama jechałam do doktora, mówil ze go sprowokowałam, że przeze mnie taki jest, że wariuje przeze mnie.. potem kazał sprzątać dom, klnąc przy tym na mnie.. mówił że niczego dziecka nie nauczę i mi kiedyś je odbierze, że nic nie umiem, że jestem najgorszą jego kobietą, jego zyciową porażka.. potem ze wcale nie chciał tak mi zrobić, potem  ze skoro juz nie jestemy razem zalozy sobie konta na seks portalach bo nie bedzie tylko ciągle walił.. masakra.. powiedziałam że mógłby byc troche przyzwoity...

dopiero niedawno wylałam żale ze już tak nie dam rady, ze się szarpiemy, że ciagle coś, on że nie wie czy pakować w ten zwiazek ładunek emocjonalny jeszcze, ze terapia będzie długa..   


jest tragedia. niby sie rozwodzic mamy, ale jaki sąd w Polsce teraz nas rozwiedzie.

59

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Ojej zle sie dzieje. Bardzo zle. Widzisz to "walniecie" w glowre, uderzyl Cie piescia czy z otwartej ręki? Jestes gotowa zeby odejsc, chcesz wrocic do Polski czy zostac w De? Ja sobie ostatnio zdalam sprawe, ze jesli cos by mi sie stało przy takich sytuacjach jak Twoja, bo.tez tego niestety doswiadczylam, to jesli on by sie wywinal, dziecko mogloby byc wychowywane przez niego... a wtedy tragedia... co to dziecko by przezylo... szkoda gadac musimy sie ewakuowac kochana. I nie, to nie Twoja wina. Ja tez wiele razy milcze na te jego akcje, ale nie jestem z tych ktore podkulaja ogon i znosza wszystko bez slowa. Pisalam dzis o tym w swoim temacie. To.nie Twoja wina. Z Twoim definitywnie jest cos nie tak, z moim tez. Nie daj Boze walnie Cie mocniej i pozbawi dziecko matki... trzynaj.sie jakos jestem z Toba, napisz co u Ciebie jak to dalej sie toczy.

60

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
kobietka taka 123 napisał/a:

Chciałam wczoraj napisać, ale nie zdążyłam wysłać, w sumie dobrze bo sytuacja zmieniła się znowu kilka godzin później..

był w klinice, zabrali się za niego od razu. ma znowu wizytę za tydzień i albo terapia stacjonarna albo chodzić. on woli chodzić a ja bym wolała zeby tam został. no ale szkoła bla bla.. w ogóle to jak jedliśmy kilka dni temu kolację to mówił że naprawdę mnie kocha, ze ze mną chce być, że nie mówił poważnie o rozstaniu, itd.. fajnie, ale tez oczekuje ze od razu bede szczęśliwa jak kiedys na poczatku i jest niecierpliwy.

wczoraj nawet był seks, ale wg niego wymuszony, a ja w sumie chciałam alw po prostu dziecko cały czas coś chce to tak też się nie da, to że nie wkładam w to emocji, i w ogole czemu powiedziaałam że chcę się przyjażnic zaraz dzien po tym jak on niby chcial się rozstac.. itd.. tłumaczyłam ze musi poczekac, ze tak sie nie da od razu, że to że rozmawiamy nie znaczy że zaraz bedę go obskakiwać, no ale dzień był ok, za to w nocy..

wpadl o 1.40 do mnie z pytaniem, ze czemu tak bylo ze ja chcialam przyjaźni, że on to MUSI wiedzieć, że jemu to nie daje spokoju, a ja byłam zła ze mnie budzi. mowił że i tak nie spie, ale ja jak jest dziecko mam lekki sen, wiadomo. wyszłam i patrzę która godzina, a tam przed 2.. byłam zła mówiłam że mial nas do lekarza zawieyc rano bo juz kilka dni sie umawialismy, bo jest na chorobowym. a on ze spać mu się nie chce, że i tak jezdze sama, na co ja że nie można na niego liczyc skoro obiecuje a potem olewa, wkurzył sie, znowu gadka że nie chcę z nim być... poszlam do lóżka i wrócił to znowu dyskusja, potem powiedzial ze już chce spać a ja zaczełam mówić, wtedy mnie walnął w głowę, ja niesttety oddałam, wtedy on mnie w twarz niby nie mocno ale jednak, ja sie znowu wkurzyłam, mówie i co dalej zrobi, wiem ze prowokowałam ale juz tak mnie wkurzył, że masakra.. i wtedy zepcnal mnie z łózka tak że uderzyłam głowa w szafę, a potem zszedł i pod oknem przycisnal.. to nie ma sensu, ja sie sama nakrecam i dzieja sie straszne rzeczy, możecie mnie zlinczować ale tak mnie ten człowiek dobija że nie umiem inaczej czasami.

dziś sama jechałam do doktora, mówil ze go sprowokowałam, że przeze mnie taki jest, że wariuje przeze mnie.. potem kazał sprzątać dom, klnąc przy tym na mnie.. mówił że niczego dziecka nie nauczę i mi kiedyś je odbierze, że nic nie umiem, że jestem najgorszą jego kobietą, jego zyciową porażka.. potem ze wcale nie chciał tak mi zrobić, potem  ze skoro juz nie jestemy razem zalozy sobie konta na seks portalach bo nie bedzie tylko ciągle walił.. masakra.. powiedziałam że mógłby byc troche przyzwoity...

dopiero niedawno wylałam żale ze już tak nie dam rady, ze się szarpiemy, że ciagle coś, on że nie wie czy pakować w ten zwiazek ładunek emocjonalny jeszcze, ze terapia będzie długa..   


jest tragedia. niby sie rozwodzic mamy, ale jaki sąd w Polsce teraz nas rozwiedzie.

Każdy sąd, tylko musisz mieć dowody. Na drugi raz pierwszy takiej akcji idź na obdukcję. I nie zastanawiaj się już. Uderzył raz, uderzy znowu. Nikt nie ma prawa uderzyć, nie tłumacz go, że prowokowalas. Wpadł do ciebie w nocy, zrobił awanturę i uderzył, tak nie zachowuje się normalny człowiek. Idź jutro załóż mu niebieską kartą, idź do dzielnicowego albo jakiegoś centrum.

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"

61

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Dziewczyno zaczęłam się poważnie o Ciebie martwić chociaż jesteś mi zupełnie obca osoba. A co Ty niby sprowokowalas? Pierwszy Ciebie obudził i pierwszy uderzył i już nieistotne czy z otwartej czy z pięści. Kochana tutaj terapia juz nie pomoże, macie dziecko i musisz zapewnić mu bezpieczeństwo. Na pewno dziecko kochasz najbardziej na świecie więc pomysl proszę o nim. Wiem, że to wszystko nie jest proste. Ja nie widzę innego wyjścia niż szybka separacja. Przy takich osobach i z nas wychodzą najgorsze cechy. W końcu dojdzie do tragedii. U nas nigdy nie było żadnego szarpanina czy bicia a i tak czuję że w końcu by doszło do tego... Tym bardziej gdy widzę ile cech wspólnych maja Ci panowie... Ja też bym oddała. Na 100 %. Jeszcze bym mu w szale coś zrobiła.
Ogarnij sobie miejsce do którego możesz odejść i to szybko. Terapię możecie odbywać nie mieszkając razem.

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
LullyMilly napisał/a:

Dziewczyno zaczęłam się poważnie o Ciebie martwić chociaż jesteś mi zupełnie obca osoba. A co Ty niby sprowokowalas? Pierwszy Ciebie obudził i pierwszy uderzył i już nieistotne czy z otwartej czy z pięści. Kochana tutaj terapia juz nie pomoże, macie dziecko i musisz zapewnić mu bezpieczeństwo. Na pewno dziecko kochasz najbardziej na świecie więc pomysl proszę o nim. Wiem, że to wszystko nie jest proste. Ja nie widzę innego wyjścia niż szybka separacja. Przy takich osobach i z nas wychodzą najgorsze cechy. W końcu dojdzie do tragedii. U nas nigdy nie było żadnego szarpanina czy bicia a i tak czuję że w końcu by doszło do tego... Tym bardziej gdy widzę ile cech wspólnych maja Ci panowie... Ja też bym oddała. Na 100 %. Jeszcze bym mu w szale coś zrobiła.
Ogarnij sobie miejsce do którego możesz odejść i to szybko. Terapię możecie odbywać nie mieszkając razem.


Podjęliśmy decyzję. Rozstanie. Nadal mnie kocha ale nie chce dla mnie źle. I wiecie co, ulga. On podobno też, ale ma zamiar szukać bab żeby odreagować.. Nie uważam tego za przyzwoite ale jakoś mi to wisi. Kurczę chyba już go jednak nie kocham. On się chce emocjonalnie ode mnie oderwać i przestać kochać uprawiając seks z innymi.. Nie mieści mi się to w głowie ale jakoś naprawdę nie potrafię być zazdrosna nawet. Może gdybym zobaczyła.

Na razie mieszkamy razem ale mamy się podzielić kasa itd. Mieszkanie też na razie zostaje i mamy szukać dla siebie. Jeszcze wczoraj jakoś to chcialam znosić ale po tych rekoczynach nie... Nie da rady. Masakra a za kilka tyg miala być 1 rocznica ślubu.. Ale to wszystko głupie.

63

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Lepiej teraz niz pozniej, zanim dojdzie do gorszych rzeczy i dopoki Wasze dziecko jest jeszcze takie malutkie. Ja żałuję, ze nie zrobilam tego dwa lata temu, mialam powazny kryzys wewnętrzny i bylam bardzo bliska odejscia, ale balam sie. Dziś wiem, ze bym sobie poradzila. Ty tez sobie poradzisz.
Z tymi kobietami, to moze nie do konca byc tak jak on mowi, ale daj Boze. Ja tez wiele razy słyszałam czego on to nie bedzie robil, ile kobiet mial itd itp a potem blagal zebym mu dala szanse... Twoj tez z tego co widzę jest bardzo zmienny w zależności od tego, co chce osiagnac. Zycze Ci zebys sobie jak najszybciej wszystko ulozyla. To, co wydarzylo sie u Was zeszlej nocy nie powinno miec miejsca. Czytalam tamten post kilka razy ze lzami w oczach, niestety bardzo dobrze znam takie scenariusze... trzymam kciuki i mam nadzieję, ze szybko sie od niego uwolnisz.

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Z tymi kobietami to jak najbardziej może być prawda. Kiedyś odkryłam ze pisze z innymi o seksie. Załamana byłam.  Stwierdził że zaczął się w to wkręcać  bo dużo mu o eks co walił opowiadałam. I się zagubił. Wtedy chcialam odejść ale wybaczylam, choć już zaufać nie umiałam. Ale jakoś się toczyło i przestałam myśleć o innych.

Jak widać to nie była prawdziwa miłość, skoro on jest zdania już nie jesteśmy razem to może szukać kobiet na seks żeby oderwać się emocjonalnie ode mnie. Juz pisał do kumpla z Polski, takiego co to wali konia dziennie na potęgę i szuka lasek w Internecie, oj będą pewnie chcieli pozarywac jak się kiedyś spotkają.. ze względu na moje nerwy i to ze nie chce się kłócić, nic nie mówię, chociaż to jest chore, zero przyzwoitości, ja mu nie daje bo wiadomo, to ręka nie wystarczy. Wg niego. To teraz gdybym zechciala zostać to musiałby się powstrzymywać a tak to lekka ręka szuka bo wydaje mu się że to pomoże. A mi bzdury były wmawiane o romansach itd, nie mam nikogo i na pewno teraz nie chce.

To że się z innymi spotykać będzie nie wprowadza mnie w zle uczucia. To znak że nie kocham. Nie stało się to ot tak tylko było długotrwałym procesem.

65 Ostatnio edytowany przez kobietka taka 123 (2019-02-08 09:25:49)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Pomóżcie proszę:(

Niby ustalamy jak co po kolei robić, itd. Ale widzę że on cierpi. Naprawdę. Coś mi uświadomił o czym w zasadzie nie myslalam chociaż jest prawdziwe.

Ślub był prawie rok temu. Cywilny. Oświadczył mi się nie przez ciążę tylko szybciej. Ciąża była chciana. Ślub jak bylam w 3 miesiącu. No i powiedział że wyjdzie na to jakbyśmy wpadli, szybko hajtneli i nawet roku nie wytrzymali. Znowu mówił to w środku nocy budząc mnie. No ale już olałami gadaliśmy o tym. Twierdzi ze zawalil ze byłabym inna gdyby nie on ale ze też go oszukiwalam bo już go dłużej nie kocham, a to nie tak, czuje ze to we mnie zaczęło wygasac gdzieś w okolicach listopada, grudnia.. cholera przykre to ale nie stalo się z dnia na dzień. Gdzieś z tylu glowy mialam jakieś myśli że ten związek chyba nie będzie tym na całe życie. No ale żal mi się robi jak pomyślę jak to serio wygląda. Jak chcialam iść na terapie małżeństw mówił że nie,  a jak o tym teraz mówię twierdzi że nie mówiłam,  oczywiście ze mowilam. Widzi ze zawalil, ale co ja mam zrobić? Przepychanki były już prędzej, a mimo to się hajtnelismy i zrobiliśmy dziecko. Eh. Żal mi się zrobiło że się tak czuje bo chcąc nie chcąc psyche ma zrabana i mówię mu żeby poszedł na stacjonarne leczenie, ze go tam przypilnuja itd. I się przytuliłam i zasnelsimy.

Wcześniej jeszcze za dnia mówił że nie będzie widział jak dziecko sie rozwija, jak wszystko odkrywa, dorasta.. kurczę to jest naprawdę przykre. Nie wszystko co mowi to manipulacja, wierzcie. Mowil ze jest mu zle ale nje nie potrafi tego wyzwolic, ze tlumi w sobie, ze niby oglada śmieszne seriale ale mu nie do śmiechu, czuję się paskudnie ze zdecydowalam sie odejsc, bo sam sie o taki bagaz nie prosil przychodząc na swiat, a z rozwodem i tak trzeba czekać bo nie mamy pieniędzy na to na razie..myślę  że gdybym go kochała inaczej bym reagowała na jego chęci zakładania kont itd płakałabym,  była zazdrosna bardzo, itd ..nie potrafię.. seksu też nie umiałam uprawiać bo jakby stał mi się obojętny..  czuję się okropnie. Taka porażka.  Wiadomo, czemu człowiek nie zerwał, po co dziecko itd.. uzależnilam się od złych emocji z poprzedniego związku i weszły w ten, podobny jak widać.

Do 2-3  lat chciałabym wrócić do kraj, ale nie tak to sobie wyobrażałam.

A może jednak spróbować terapii małżeńskiej? Może ten ostatni krok uczynic? Nie wiem, to strasznie ciężkie, ale nie chciałabym rzucać tak tym wszystkim od razu. Z drugiej strony jeśli on ma już gdzieś te konta to czy mu zaufam jeszcze? Nie wiem czy kieruje mna żal, współczucie,  czy coś jeszcze  do niego czuje, nie potrafię tego odkryć.

Masakra. Jestem tak zagubiona i boję się co będzie.

66 Ostatnio edytowany przez Tonia80 (2019-02-08 09:59:46)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
kobietka taka 123 napisał/a:

Pomóżcie proszę:(

Niby ustalamy jak co po kolei robić, itd. Ale widzę że on cierpi. Naprawdę. Coś mi uświadomił o czym w zasadzie nie myslalam chociaż jest prawdziwe.

Ślub był prawie rok temu. Cywilny. Oświadczył mi się nie przez ciążę tylko szybciej. Ciąża była chciana. Ślub jak bylam w 3 miesiącu. No i powiedział że wyjdzie na to jakbyśmy wpadli, szybko hajtneli i nawet roku nie wytrzymali. Znowu mówił to w środku nocy budząc mnie. No ale już olałami gadaliśmy o tym. Twierdzi ze zawalil ze byłabym inna gdyby nie on ale ze też go oszukiwalam bo już go dłużej nie kocham, a to nie tak, czuje ze to we mnie zaczęło wygasac gdzieś w okolicach listopada, grudnia.. cholera przykre to ale nie stalo się z dnia na dzień. Gdzieś z tylu glowy mialam jakieś myśli że ten związek chyba nie będzie tym na całe życie. No ale żal mi się robi jak pomyślę jak to serio wygląda. Jak chcialam iść na terapie małżeństw mówił że nie,  a jak o tym teraz mówię twierdzi że nie mówiłam,  oczywiście ze mowilam. Widzi ze zawalil, ale co ja mam zrobić? Przepychanki były już prędzej, a mimo to się hajtnelismy i zrobiliśmy dziecko. Eh. Żal mi się zrobiło że się tak czuje bo chcąc nie chcąc psyche ma zrabana i mówię mu żeby poszedł na stacjonarne leczenie, ze go tam przypilnuja itd. I się przytuliłam i zasnelsimy.

Wcześniej jeszcze za dnia mówił że nie będzie widział jak dziecko sie rozwija, jak wszystko odkrywa, dorasta.. kurczę to jest naprawdę przykre. Nie wszystko co mowi to manipulacja, wierzcie. Mowil ze jest mu zle ale nje nie potrafi tego wyzwolic, ze tlumi w sobie, ze niby oglada śmieszne seriale ale mu nie do śmiechu, czuję się paskudnie ze zdecydowalam sie odejsc, bo sam sie o taki bagaz nie prosil przychodząc na swiat, a z rozwodem i tak trzeba czekać bo nie mamy pieniędzy na to na razie..myślę  że gdybym go kochała inaczej bym reagowała na jego chęci zakładania kont itd płakałabym,  była zazdrosna bardzo, itd ..nie potrafię.. seksu też nie umiałam uprawiać bo jakby stał mi się obojętny..  czuję się okropnie. Taka porażka.  Wiadomo, czemu człowiek nie zerwał, po co dziecko itd.. uzależnilam się od złych emocji z poprzedniego związku i weszły w ten, podobny jak widać.

Do 2-3  lat chciałabym wrócić do kraj, ale nie tak to sobie wyobrażałam.

A może jednak spróbować terapii małżeńskiej? Może ten ostatni krok uczynic? Nie wiem, to strasznie ciężkie, ale nie chciałabym rzucać tak tym wszystkim od razu. Z drugiej strony jeśli on ma już gdzieś te konta to czy mu zaufam jeszcze? Nie wiem czy kieruje mna żal, współczucie,  czy coś jeszcze  do niego czuje, nie potrafię tego odkryć.

Masakra. Jestem tak zagubiona i boję się co będzie.


To wszystko przykre co piszesz. Ja też jestem w tej sytuacji, ale wiem również, że tyle złego się już wydarzyło, że już lepiej nie będzie. Ja swojemu mężowi już nie ufam, jestem strasznie podejrzliwa a z drugiej strony obojętna. Jak można komuś zaufać kto już raz nas zawiódł. Jedynie co widzę, to to, że on teraz stał się bardziej ostrożny. Wszystko chowa, pozakładał blokady na telefon, pozmieniał hasła. Jakby nie miał nic do ukrycia to by tak nie robił. Mysli,że mnie w ten sposób oszuka. A to już nic nie daje, widząc te jego wysyłki jest mi to coraz bardziej obojętne i coraz bardziej mnie upewnia w tym, że rozwód to jedyne dobre rozwiązanie.
Kobietkataka ja bym się nie łudziła, że terapia coś zmieni, najpierw musiałby się zgłosić aj jak widzę nie podejmuje żadynch kroków ku lepszemu jedynie nie daje ci spać, wzbudza w Tobie poczucie winy i bierze na litość. i pamiętaj, że skoro już cię uderzył to uderzy znowu, następnym razem może mocniej. Do tego sam wyznaje, że sobie ze sobą nie radzi a Ty nadal chcesz przy nim trwać, chcesz z nim cierpieć  i przez niego, w imię czego?

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"

67

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko
kobietka taka 123 napisał/a:

Pomóżcie proszę:(

Niby ustalamy jak co po kolei robić, itd. Ale widzę że on cierpi. Naprawdę. Coś mi uświadomił o czym w zasadzie nie myslalam chociaż jest prawdziwe.

Ślub był prawie rok temu. Cywilny. Oświadczył mi się nie przez ciążę tylko szybciej. Ciąża była chciana. Ślub jak bylam w 3 miesiącu. No i powiedział że wyjdzie na to jakbyśmy wpadli, szybko hajtneli i nawet roku nie wytrzymali. Znowu mówił to w środku nocy budząc mnie. No ale już olałami gadaliśmy o tym. Twierdzi ze zawalil ze byłabym inna gdyby nie on ale ze też go oszukiwalam bo już go dłużej nie kocham, a to nie tak, czuje ze to we mnie zaczęło wygasac gdzieś w okolicach listopada, grudnia.. cholera przykre to ale nie stalo się z dnia na dzień. Gdzieś z tylu glowy mialam jakieś myśli że ten związek chyba nie będzie tym na całe życie. No ale żal mi się robi jak pomyślę jak to serio wygląda. Jak chcialam iść na terapie małżeństw mówił że nie,  a jak o tym teraz mówię twierdzi że nie mówiłam,  oczywiście ze mowilam. Widzi ze zawalil, ale co ja mam zrobić? Przepychanki były już prędzej, a mimo to się hajtnelismy i zrobiliśmy dziecko. Eh. Żal mi się zrobiło że się tak czuje bo chcąc nie chcąc psyche ma zrabana i mówię mu żeby poszedł na stacjonarne leczenie, ze go tam przypilnuja itd. I się przytuliłam i zasnelsimy.

Wcześniej jeszcze za dnia mówił że nie będzie widział jak dziecko sie rozwija, jak wszystko odkrywa, dorasta.. kurczę to jest naprawdę przykre. Nie wszystko co mowi to manipulacja, wierzcie. Mowil ze jest mu zle ale nje nie potrafi tego wyzwolic, ze tlumi w sobie, ze niby oglada śmieszne seriale ale mu nie do śmiechu, czuję się paskudnie ze zdecydowalam sie odejsc, bo sam sie o taki bagaz nie prosil przychodząc na swiat, a z rozwodem i tak trzeba czekać bo nie mamy pieniędzy na to na razie..myślę  że gdybym go kochała inaczej bym reagowała na jego chęci zakładania kont itd płakałabym,  była zazdrosna bardzo, itd ..nie potrafię.. seksu też nie umiałam uprawiać bo jakby stał mi się obojętny..  czuję się okropnie. Taka porażka.  Wiadomo, czemu człowiek nie zerwał, po co dziecko itd.. uzależnilam się od złych emocji z poprzedniego związku i weszły w ten, podobny jak widać.

Do 2-3  lat chciałabym wrócić do kraj, ale nie tak to sobie wyobrażałam.

A może jednak spróbować terapii małżeńskiej? Może ten ostatni krok uczynic? Nie wiem, to strasznie ciężkie, ale nie chciałabym rzucać tak tym wszystkim od razu. Z drugiej strony jeśli on ma już gdzieś te konta to czy mu zaufam jeszcze? Nie wiem czy kieruje mna żal, współczucie,  czy coś jeszcze  do niego czuje, nie potrafię tego odkryć.

Masakra. Jestem tak zagubiona i boję się co będzie.


Zrobisz jak zechcesz. Ja to widzę tak z Twojego opisu, że jesteś już w kręgu przemocy. Zatacza się właśnie kolejne koło, aż do następnego wybuchu Twojego męża. Ile to potrwa? Jak sądzisz?
Nie jesteś na tyle silna teraz by postawić granice i by odejść. Sądzę że lada dzień zmienisz decyzję i się nie rozstaniecie, nie pójdziecie też na terapię. Zadowolisz się kilkoma jego dobrymi słowami, które napełnia Cie nadzieja, że będzie w porządku. Niestety nie będzie... Nie piszę tego złośliwie. Sama.to przerabialam tylko na przemocy psychicznej. Widocznie musi w Tobie dojrzeć ta decyzja.
Jak zobaczysz strach w oczach swojego dziecka gdy wybucha awantura w domu to zrozumiesz, że lepiej jednak czasami by dziecko było z jednym rodzicem.

Teraz jestes rozbita i pewnie trochę niedowierzasz że to się wydarzyło. To że on Ci mówi że ma konta na portalach to już jest ostatni problem jaki macie. Jeśli na twoją decyzję o rozstaniu on reaguje w taki sposób, a wie że masz zajebiscie poważny powód to jest jakaś masakra. I jeszcze jedno... Ty mówiłaś o terapii a on Ci wmawia że nie mówiłaś. To stara zagrywka. Zrobić z Ciebie idiotke byś jak najbardziej watpila w swoją decyzję, w siebie i obraz rzeczywistości.
Jeśli potrzebujesz próbować to próbuj. Może łatwiej będzie Ci gdy zrozumiesz że Ty zrobiłaś wszystko co w Twojej mocy by uratować rodzinę. Każdy ma chwilę zwątpienia, ale decyzja o rozstaniu ma być tylko i wyłącznie Twoja.
Chciałabym wierzyć że uda się Wam naprawic błędy i uratować rodzinę... Niestety moja wiara w takie cuda jest ograniczona. Nie po takich rekoczynach. Moja mama mawiała że jak raz ktoś uderzy to zawsze będzie już mu ręką lecieć. To tak jak z wyzwiskami
Jak mój mąż powiedział do mnie pierwsze zamknij się to było już po kilku latach związku. Nie mógłam w to uwierzyć... To było takie niepodobne do niego. Potem coraz dalej i częściej... Aż poleciały okrutne obelgi. I mam to gdzieś co było powodem i co go wyprowadziło z równowagi. Miałam dzieciństwo zepsute i nie zamierzam psuć sobie dorosłego życia atym bardziej mojemu dziecku..

68 Ostatnio edytowany przez kobietka taka 123 (2019-02-08 11:06:59)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Pewnie macie rację. Ile już razy zesmy się klocili i padały przekleństwa, okropne słowa.. płakać mi się chce jak patrzę na moje dziecko, że jeszcze jest taka malutka i nawet tata mama nie mówi...

Spytalam czy mam po urlopie wrócić z nim. Czy da radę. On ze mam jedyną okazję odpocząć od tego wszystkiego i pobyć z rodziną więc chce żebym została. Że powinnam tryskac radością i energia tak jak robię to przy moich przyjaciołach, a  stałam się osowiala, obojętna itd. Że to jego wina.

On jest niedojrzały emocjonalnie. Dzieciństwo mu odebrano,  próbuje chyba teraz nadrabiać. Hasła czasem jak z podstawówki lub gimnazjum. Nadpobudliwy, potem nerwowy,  mowil ze jak długo tlumi w sobie coś to potem wyrzywa się na mnie.

Nerwowy ojciec, nerwowa matka, ojczym socjopata/psychopata I przemocowiec. Gdyby kiedyś zaczął się leczyć wcześniej może byłoby lepiej. Ale rodzice mieli go gdzieś  do czasu, a niezaleczone traumy niszczą życie innym osobom spotykanym na swojej drodze. Do tego ja jeszcze nerwowa przez to wszystko,  ogólnie z natury trochę też taka jestem ale przez ostatnie lata pogorszylo się na pewno. Wszyscy mają mnie za ideał a ja tez umiem pokazać swoje.

Dni będą mijać a my za tydzień dopiero do Polski. Do tego bede mieć urodziny i rocznica. Nie wiem kompletnie co robić. On częściowo ma spac u nas i trochę u siostry,  u znajomych.

Troche boje się co jego ojciec powie. Długo byli skloceni a teraz znowu gadają i jeszcze mu pewnie powie że to jego wina i dołoży swoje. Sam nie był lepszy, pił, też z matką jego się szarpali, ona też okladala dzieci byle czym, a potem ojczym który już przeginal ze strach pisac co się działo. Gdybym tylko miala odwagę odejść wcześniej, ale niestety.

Czy ja nie jestem egoistka? Bo już dawno się zle czułam, ale co miałam robić? W ciąży nie było zle, dziecko dużo pokazało, poza tym jego obowiązki które sobie sam nałożył, i znowu brak szacunku, i gadanie ze go oklamywalam.. wyć się chce

sad

69 Ostatnio edytowany przez Tonia80 (2019-02-08 11:20:29)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Nie, nie jesteś egoistką, ty i dziecko zasługujecie na spokojne życie, bez przemocy. Świętowanie rocznicy sobie odpuść, nie ma co świętować chyba, ze wyzwiska i bicie to okazja do świętowania. Niech śpi tylko u swojej rodziny a trudne dzieciństwo nikogo nie upoważnia do krzywdzenia innych ludzi. Nie bierz odpowiedzialności za jego dzieciństwo, nie przejmuj się jego ojcem. Przejmuj się sobą, nareszcie przejmuj się tylko sobą i dzieckiem. Masz okazje do odpoczynku w Polsce od niego i tego popapranego życia z nim, wykorzystaj to.

Nie wspominaj dobrych chwil  z nim, to cię osłabia, on to wykorzystuje. Przypominaj sobie ile ci przysporzył cierpienia, to Cię popchnie do działania.

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"

70 Ostatnio edytowany przez Aaannaaa (2019-02-08 12:22:21)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Ja bym nie wierzyla. Ostatnio mowil, ze zgadza sie na rozstanie. Pamietasz jak sie dziwilam, ze tak latwo odpuszcza. A jednak nie, zmienił zdanie. Bedzie je zmienial jeszcze wiele razy w zależności od tego, czeo bedzie od Ciebie chciał. Ja też to latami przerabialam, tez wierzylam i przebaczalam, bylo mi go tak starsznie zal, bo jaki on biedny itp jakie mial ciezkie zycie. A potem on sie nade mna nie litowal, tylko bluzgal i popychal, przypieral do sciany znowu. Tak jak pisza dziewczyny bedzie tylko gorzej, a za rok, dwa lata moze zrobi to przy dziecku i bedziesz plakac i zalowac, dlaczego nie odeszlas wcześniej. Moj tez mnie atakowal przeciez jeszcze w zeszłym tygodniu, aktualnie sprzata w domu, robi pranie, zmywa, zajmuje sie dzieckiem. Co noc probuje dostac trochę przyjemnosci, ale z zadnym skutkiem. Tez czuje sie zagrozony, wiec sie stara. Nie powiem, bo wiadomo ze byl wiele razy normalny i pomocny itp ale szczegolnie jak widzi zagrożenie to jest mega dobry. Nawet wstaje wcześniej.

To wszystko jest chwilowe. Przeczytaj swoj wątek od początku do konca, teraz jak on Cie probuje urobic. Ja tak ostatnio zrobilam ze swoim, przeczytalam jak lekture i przerazilam sie, bo w ten sposob zobaczysz wypisane post pod postem traktowanie i incydenty zebrane w calosc. Moze zdasz sobie sprawe z powagi sytuacji. Nie zaluj go. Wiadomo, kazdego zal jak sie ma dobre serce. Ale to nie znaczy, ze on ma prawo zniszczyc Ci reszte zycia. Widzisz sama, jaki wpływ na jego obecne zachowanie, a tym samym na zycie Twoje i Waszego dziecka mialo jego dzieciństwo. Ja mam syna. I ktos mi kiedyś napisal, ze jeśli cos z tym nie zrobie, to wyrosnie na takiego samego popapranca jak tata. Ze bedzie mnie wyzywal jak jego ojciec, ze bedzie tak traktował kiedys swoja kobiete, ktora przeżyje to co ja. Albo stanie sie OFIARA jakiegos odchylenca.

I wiesz, ze to prawda? Moj tez byl swiadkiem jakiejs przemocy ojca w stosunku do matki. Jego ojciec tez nie szanowal matki. Popatrz, jak historia zatoczyla kolo. Ja z mojego dziecka nie dam zrobić psychola. Nie pozwole, zeby wyniosl z domu taki wzorzec meskosci, dlatego szykuje sie do odejscia.

Ty masz coreczke. Twoja córka bedzie swiadkiem, jak tata traktuje mame. Bedzie sluchala epitetow, kierowanych w Twoim kierunku. Podswiadomie (mimo Twoich tlumaczen) bedzie w sobie utrwalac wzorzec rodziny. Tata wyzywa mame, popycha ją, może jej sie nalezy. Moze tata mowi prawde. Skoro tatus tak robi, to pewnie sluszne. Potem mama mu wybacza, przytulaja sie i kochają. Za parenascie lat to ona moze stac sie ofiara takiego faceta, moze podswiadomie kogos takiego szukac. Moj mial kiedyś dziewczyne, ktora wlasnie wychowała sie w takim domu. Do tego sama nieraz obrywala od ojca, slownie i fizycznie. Wiesz, ze ona w zwiazku z moim facetem, upokarzana przez niego (przyznal mi sie) dalej pragnela z nim byc? On ja wyzywal, a ona go przepraszala i blagala zeby nie odchodzil, bo ona go tak strasznie kocha. Chcesz zgotowac swojej coreczce taki los?

Tamta dziewczyna ma dzis spokoj (albo jest w związku z innym odchylencem), tylko dlatego, ze moj poznal mnie i ona w koncu przestala za nim biegac. Ona potrzebowala kogos jak jej ojciec, bo nie znala innego traktowania niz takie, jakie pokazal jej ojciec w domu rodzinnym. Nie wierz mu kochana. To chwilowe. On probuje wzbudzic w Tobie zal i litość. Niedlugo znow Cie "walnie" jak bedzie mial dosc rozmowy.

PS. Powiedzial, ze bedzie wygladalo, jakbyscie nawet roku nie wytrzymali w małżeństwie czy cos takiego. A co Ciebie obchodzi jak to bedzie wyglądało? Ja tez dlugo patrzylam na opinie, bo co powiedzą sasiedzi, rodzina. Dzis mam to gdzies, liczy sie szczescie moje i mojego dziecka. Nie daj mu sie zmanipulowac.
Ja postanowiłam ze odejdę. Po cichu odkładam pieniądze, snuje plany. Dalej z nim zyhe, owszem. Ale nie dam sobie zrobic wody z mózgu, nie tym razem. Nie musisz mu mowic o swoich planach. Nastaw sie na najgorsze, przygotuj grunt, planuj zycie z dzieckiem. Porozmawiaj z rodzina czy Ci pomoga. Tymczasem graj dobra mine do zlej gry. Kiedy on bedzie myslal ze wszystko ok, zobaczysz jak mu na Tobie zalezy. Niech sobie idzie na terapie, powiedz ze dajesz Wam jeszcze szanse. Zobaczysz, ze to i tak nic nie da. On i tak wybuchnie. Chocbys jak Ty sie starala.

71 Ostatnio edytowany przez Tonia80 (2019-02-08 12:31:51)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

"Moj tez mnie atakowal przeciez jeszcze w zeszłym tygodniu, aktualnie sprzata w domu, robi pranie, zmywa, zajmuje sie dzieckiem. Co noc probuje dostac trochę przyjemnosci, ale z zadnym skutkiem. Tez czuje sie zagrozony, wiec sie stara" Aannaa to się fachowo nazywa miesiąc miodowy w spirali przemocy, poczekaj będzie niedługo następny wybuch. Ja też aktualnie jestem na tym etapie i to samo u mnie przymilanie się, pomoc i zabieganie o kontakty seksualne. Poczytajcie o miesiącu miodowym to zrozumiecie o co chodzi oprawcy i jak myśli wtedy ofiara, czyli my.

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"

72

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Tak Toniu, ja juz wiem bo sie naczytalam. Wypisz wymaluj to co w definicji. Dlatego dobre jest to pielegnowanie w sobie mysli o tym co bylo najgorsze. Czytanie tego co tu o nim pisalam. Dlatego nie było seksu od miesiaca i trzymam sie na dystans. I to dziala. Ostatnio tez byl dobry az nie wytrzymal, bo widział ze to nie dziala. Olalam jego ataki i poszlam spac. Odpuscil. Fajnie by bylo, gdyby byl taki jak teraz caly czas. Ale wiem, ze tak nie bedzie, ze to tylko chwilowe. Licze sie z tym, ze znow bedzie afera niebawem. Jest mi latwiej sobie z tym radzic, kiedy wiem, ze to pewien przewidywalny mechanizm. Wiem na co sie nastawic i dzieki tej wiedzy jestem silniejsza i mam motywację i nie daje sie znow zmanipulowac. Jak jest dobry to z nim rozmawiam, ale wiem, ze tak wiecznie nie bedzie i już sie nie ekscytuje, ze nagle cudownie on sie zmienil bo zrozumial, ze zle robi. Zachecam autorke do poczytania artykulow o przemocy, mnie to bardzo pomaga.

73 Ostatnio edytowany przez Tonia80 (2019-02-08 13:20:50)

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Dokładnie Aaannaaa.
Mój wczoraj miał mały wybuch bo kupił sobie auto, bo tamto było już stare i strach było nim jeździć z dziećmi. Twierdził, że wstydzi się nim jeździć, wcale nie pomyślał nawet o bezpieczeństwie dzieci. A teraz twierdzi, że tym też dzieci nie będzie woził bo mu foteliki zniszczą siedzenia, bo są skórzane. Pytam się to po co taki kupiłeś to powiedział, że taki mu się podobał i to nie jest auto do wożenia dzieci, a kogo? Już nie dokończyłam. Czyli myśli tylko o sobie co utwierdza mnie tylko w mojej decyzji.
Po.S. jakiś czas temu wszystko co od niego dostałam spakowałam i włożyłam do szuflady, tzn obrączkę, serduszko na łańcuszku, pierścionek zaręczynowy. Powiedziałam mu to, to się wcale nie przejął. Stwierdził że on też nie nosi.

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"
Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Ja po prostu czuje się po części winna, tak jak w poprzednim związku. Jak słyszę że klamalam,  że nie zrobiliśmy tego, tamtego, nie sądzę żeby był świadomy wszystkiego co mówi. W sensie ze nie potrafi zrozumieć swojego postępowania. Ja widzę tutaj chorobę psychiczną.

Oczywiście to go nie tłumaczy, nikt nie zasługuje na zle traktowanie. Dla mnie to ogromny wysiłek emocjonalny, góra dół góra dół, miałam wcześniej podobnie a mąż jaki zly na eks chłopaka był! Nawet kiedyś go policja postraszyl. A ostatnio powiedział że jest od niego gorszy.

Czemu dalam się wkręcić w podobny schemat, nie wiem. Zbyt słaba. Myślę że takie osoby nie rozumieją swoich emocji i może nawet nie chca tak postępowac.  Ale tak robią. Nie chce usprawiedliwiać.

Mowil ze musimy oszczędzić na kasie żeby nam dwojgu znaleźć mieszkanie. Najlepsze,  że kredyt wzial na siebie na 7 lat na nowe auto itd, meble..A auto popsuło się po 3 miesiącach,  silnik..  masakra no nie wiem jak to wszystko ugryźć,  brak kasy też nam przeszkadza.

75

Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Mój nie chce się wyprowadzić a mieszkanie jest moje, dostałam przed ślubem. Nie wyobrażam sobie jak my będziemy funkcjonować po złożeniu pozwu. Przecież on mnie zniszczy psychicznie. I to jest moja bolączka. Co z tym zrobić, jak to ugryźć.
Obwinia mnie, że sobie teraz życia nie ułoży, że chcę naciągnąć go na alimenty, że stracił przeze mnie dużo lat oto.

"NIE KOCHAM GO. BRAKUJE MI TYLKO MIŁOŚCI, KTÓREJ NIE OTRZYMAŁAM JAKO DZIECKO"
Odp: Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Wróciłam właśnie z miasta, musiałam coś załatwić, wracam a on mnie obmacuje,  chodzi po domu goły, jakby nigdy nic, nie umie pojac jak ja nagle przestałam coś czuć, a to przecież nie było nagle! Umierało powoli;/

Posty [ 39 do 76 z 372 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Albo terapia, albo koniec, on nie rozumie. Mamy małe dziecko

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018