Czy powiedzieć żonie o nałogu? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 111 do 165 z 245 ]

111 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-04-26 23:18:52)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Hej, dzisiaj trzeźwo.
Slabiej się pisze, to jasne.
Olinka, temat zachowałem dla siebie. Bratu nic nie powiedziałem.
W kwestii domu i ze zona nie widzi? Trudno chyba zobaczyć jak sie nie zna tematu. Ja nie widzialem latami, ze otoczenie brało. Nie przyszło mi do głowy. Tu jest chyba podobnie.
Dzisiaj mialem rozmowę z kimś komu ufam i zna temat. Wniosek był jak wyżej, ze raczej mam problem z decyzja, ze chce to zabić. Tak jest.
Dzisiaj jednak podjąłem decyzje, ze nie biore. To nic nie znaczy. Nie wiem w sumie dlaczego. Może dlatego by udowodnić sobie ze dam rade.
Czas popłynie, zobaczymy co będzie za tydzień.
Wkurza mnie, ze piszecie ze nie boje się o żonę. To nie prawda. Egoizm egoizmem, ale martwię się jak by to zniosła. Nie możecie jednak tego tak czuc jak ja, to jasne. Do następnego spotkania wiec.

Zobacz podobne tematy :

112

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Tak. Boisz się o żonę. Do momentu gdy ją zupełnie olejesz biorąc kolejny raz. A potem znowu się o nią boisz. Taka swoista sinusoida z różną amplitudą....

113

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Hej, dzisiaj trzeźwo.
Slabiej się pisze, to jasne.
Olinka, temat zachowałem dla siebie. Bratu nic nie powiedziałem.
W kwestii domu i ze zona nie widzi? Trudno chyba zobaczyć jak sie nie zna tematu. Ja nie widzialem latami, ze otoczenie brało. Nie przyszło mi do głowy. Tu jest chyba podobnie.
Dzisiaj mialem rozmowę z kimś komu ufam i zna temat. Wniosek był jak wyżej, ze raczej mam problem z decyzja, ze chce to zabić. Tak jest.
Dzisiaj jednak podjąłem decyzje, ze nie biore. To nic nie znaczy. Nie wiem w sumie dlaczego. Może dlatego by udowodnić sobie ze dam rade.
Czas popłynie, zobaczymy co będzie za tydzień.
Wkurza mnie, ze piszecie ze nie boje się o żonę. To nie prawda. Egoizm egoizmem, ale martwię się jak by to zniosła. Nie możecie jednak tego tak czuc jak ja, to jasne. Do następnego spotkania wiec.

Hm..., jakoś tak przyszło mi na myśl - to może pisz tutaj dokładnie równo co tydzień i opowiadaj jak jest - spróbujesz ?

114

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

@Brother in arms
Prowadzisz tutaj bloga?

115

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Miłycham napisał/a:

@Brother in arms
Prowadzisz tutaj bloga?

smile Maruuuuudzisz...

116 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2019-05-01 22:59:37)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Nie wiem czy coś z tego wyjdzie.
Autor  nie widzi zagrożenia, w tym  ze bierze od czasu do czasu.
Z narkotykami to jest tak , że jak raz złapią to już tak zostanie i problem będzie się pogłębiał.

To się samo nie naprawi i nie pozostanie w tej samej formie w nieskończoność.

Pytanie jest , ile czasu zajmie zanim autorowi będzie wszystko jedno ?
Tzn. kiedy zamiast raczyć opowieścią o swoich międzykontynentalnych podróżach i udzielać sobie rozgrzeszenia ze względu na swój status,
powie : wszystko wuj , po prostu chciałem wciągnąć - nawet z podłogi.

Narkotykom przecież wszystko jedno , czy biedny czy bogaty, może pora na szczerość tez przed sobą ?
W zasadzie liczy  się tylko, czy kasa sie zgadza dla dealera.
Autor może sobie ubarwić tą metafizyczną podróż przez życie, ale dla dostawcy jest tylko źródłem dochodu.

Znajomy poleci dealer , da próbkę, potem ma zniżkę na towar dla siebie.

Jedyną lojalność jaką ma ćpun, to lojalność wobec dostawcy.

Póki jest kasa to jest fajnie , jest sie wartościowym klientem.


Może w miarę możliwości, prowadzić  resztę rodziny w to co przeżywa autor ?
Jak oni mu nie pomogą, to nikt mu nie pomoże.

Nawet nie wiadomo ile lat takie wychodzenie i nawroty mogą potrwać - 1 , 2 ,4, 8 - całe życie ?

Jedną z nielicznych zalet głupoty jest to , że nie można nią się zarazić.

117 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-05-11 01:51:37)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Hej, troche to wyglada jak blog. Na szczescie nie trzeba czytac jak ktos nie chce. Takze random cos tam, nie czytaj.

Dzisiaj poszlo. 3 tygodnie przerwy. Mialem ochote. Ciezki tydzien, bardzo. Zeszlo cisnienie. O to chyba chodzi.

Kwadrat napisal ze dojde do momentu ze bede mial wywalone na wszystko. Trudno mi sobie to wyobrazic, choc terapeuta mowil, ze branie zmienia. Nie wyobrazam sobie jednak odejscia od priorytetow: rodzina, praca, przyjaciele. Nikt inteligentny wedlug mnie nie zleje tego jesli dzisiaj jest to wazne.

Nie mam zludzen ze dla dealera jestem maszynka do kasy. Tu nie ma opcji na jakiekolwiek relacje. To jasne. Generalnie to sa przeciez bandyci. Nie czarujmy sie.
Kontakt ograniczam do minimum. Ryzyko kontaktu z nimi jest naturalnie. Inaczej sie nie da. Oczywiscie nigdy do domu. Nie prawda jest ze klient jest lojalny. Klient podaza za jakoscia. Jest info ze ktos ma dobry towar, grasz z nim. Nie ma lojalnosci. Zmiany sa nawet czeste. Ja dodatkowo boje sie glupkow, co nie kumaja. Nie wiedza jak sie nazywam ale jakby bardzo chcieli to oczywiscie moga namierzyc. Tylko po co. Glupi ruch z ich strony, oznacza koniec zakupow. Kupuje od znanych od lat moich znajomych zrodel, kilku. Cala paczka ludzi kupuje i oni wiedza ze my sie znamy, wiec moga stracic kilku dobrych klientow. Nie sa to naturalnie zbyt ogarnieci ludzie, choc ostatni od jakiego biore jest bystry.
Klei o co mi chodzi i jak chce sie kupic. Ja decyduje. Teraz powiem Wam jedno. Nigdy nie kupuje z reki do reki. Zawsze bez kontaktu, choc wiem jak wyglada. Ryzykuje strate kasy, ale tak jest bezpieczniej dla niego i dla mnie.
Wiem ze napiszecie, ze jak gosc wpadnie to moga do mnie dotrzeć, ale nie ma dowodow na zakup = posiadanie. Nie znamy przypasku wpadki dealera, po za tym medialnym, gdzie jesli prawda jest co sie mówi w mediach jak sprzedawal, to mnie nie dziwi, ze wpadl.
Na koniec bo chce isc spac. Jest serial na hbo polakim „slepnac od swiatel”. Wg mnie tez jednak troche odklejony w zakresie pracy dealera. Dealer nie nawiazuje zadnych relacji wg mnie. Tam pokazano ze wrecz zna dobrze klientow. Trudno sobie wyobrazic taka glupote. Jak ktos napisal. Kasa. Acha! Rabaty? Zapomnij. Jak czuja ze masz hajs to nie ma szans taniej. Cena dla paczki jest jedna. Bez wzgledu na jakosc, niestety

Na koniec. Pisze nieregularnie, bo zwykle jak biore, wiadomo, nie mozna spac. Normalnie to ciezko, ale postaram sie co tydzien, pewnie w piatek. To jedyny dzien gdy mam troche czasu dla siebie.

118 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2019-05-25 22:39:28)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Co by tam powiedzieć ... : ]
Każdy ma prawo przeżyć swoje życie tak jak mu się podoba.
A skoro tak, to gdzie jest problem , albo czy problem jest może wyimaginowany ?


Jeżeli spojrzy się w morze czy na wysokie góry.
To można poczuć bezkresna potęgę natury ,to budzi respekt czy podziw.
Można wyobrazić sobie też,  że te z  pozoru spokojne rzeczy w określonych warunkach mogą być niebezpieczne.
Rozszalałe morze podczas sztormu czy strome i wysokie góry ...


Jeżeli chodzi o niektóre nałogi i używki, to  patrzy się na to, ale nie widać potencjalnego niebezpieczeństwa.
Widać tzw. plusy i dobrą zabawę, może tam mgliście jakieś minusy.
Właśnie to potęguje problem.

Potem to chyba niebezpieczeństwem (dla nałogowca ) są ci, którzy będą chcieli przerwać nałóg a nie sam nałóg.


Nie chciałbym popadać w moralizatorstwo, nie czuje tez takiej potrzeby żeby bezinteresownie pomagać komuś, kto sam chce sobie zaszkodzić.
Ale właśnie w przypadku nałogów narkotykowych szanse nie są równe.

Narkotyki są teraz naprawdę dobrze skonstrułowane , ponieważ muszą generować dochody dla producentów.
Są tak dobre, żeby mogły doprowadzić do ruiny , do wyprzedaży za bezcen wszystkiego co dany delikwent czy delikwentka zgromadziła.
W miarę szybko. Przy okazji dokonując też dewastacji na innych polach.
To wyspecjalizowana gałąź przemysłu.
Bo to jest przemysł grabieży i transferu dóbr a nie dostarczania rozrywki.

No niech ktoś mi pokaże taki produkt , który małym nakładem kosztów producenta wygeneruje mu takie zyski ?
Gospodarka rabunkowa , ale klientów jak widać nie brakuje.
I to sie nigdy nie skończy, bo jest opłacalne a każdy ćpun bredzi o swojej osobistej wolności.



Tak wiec myślę , ze to iż autor pisze że sobie przyćpa wtedy i wtedy...
To jednak , tak jakby nie ogarniał.
Wznosi echy i achy nad sobą.

Patrzy na te morze i na te góry i się cieszy , ze morze takie zielone a góry takie wysokie.
I nic , żadnej refleksji, jakby instynkt samozachowawczy się wyłączył.

Jedną z nielicznych zalet głupoty jest to , że nie można nią się zarazić.

119

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Witaj Brother in arms ! To straszne, że dałeś się wplątać w narkotykową pajęczynę, miłe złego początki jak to się mówi. Narkomani skracają sobie życie dużo bardziej niż nawet alkoholicy... Jeszcze jest dla Ciebie szansa - zwróć swoje serce ku Bogu i Maryi, a zostaniesz uzdrowiony całkowicie. Módl się za żonę, która popadła w stany depresyjne. Dbaj o dzieci. Walcz o swoją rodzinę i o siebie. Wśród "klawiszy" jest takie powiedzenie, że bez nawrócenia więźnia nie ma żadnej resocjalizacji. To prawda i tak jest i u innych - u narkomanów, seksoholików, złodziei... Tylko w Jezusie ich zbawienie i szczęście. Jeśli korpo Cię wyniszcza otwórz swój biznesik i sam bądź sobie szefem, dla pieniądza nie można poświęcać wszystkiego, bo tracisz przez to najważniejsze. Co z tego że Włodki się zgadzają jak duchowo i emocjonalnie chodzisz w dziurawych skarpetkach ? smile Życzę mądrych decyzji i pozdrawiam wink !

120 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-05-31 07:52:57)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

hej, znowu jestem daleko od domu, wiec u Was noc, tutaj nie. Mogę coś napisać

@kwadrat, mam pełną swiadomość jak to działa i że chodzi o kasę. Lokalski w Kolumbi kupują sztukę za 1 dolara. jakość wybitna, nigdzie nie ma lepszej. wiemy ile to kosztuje w Europie, USA... zyski są niewyobrażalne... ale to nie ma znaczenia dla mnie, ze oni robią te kase. jestem jednym z tysiecy ktorzy im ją dają, bo chce. mam kase, wiec jakos o tym nie mysle ile wydalem, pewnie jakis niezly samochod... w pewnym sensie to jest problem, ze nie musze liczyc, bo gdybym nie mial kasy, trudniej bylo by kupowac
czy zyje w iluzji? pewnie troche tak, ale czy nie wszyscy zyjemy w jakims bablu?

@pomocna, dzieki ale ten temat nie dla mnie. szanuje wierzacych, ale jakos Bog mnie zawiadl i zawodzi na calej linii... sorry. za duzo gowna jest dookola, by jemu zaufac.
korpo jest dla mnie dobre, ale oczywiscie buduje cisnienie. lubie to jednak. nie wyobrazam sobie zycia bez roboty. pieniadze szczescia nie daja, ale bez nich trudno byc zadowolonym z zycia... nie zawsze madrze je wydajemy. one prowokuja rozne glupoty. wiara jednak to nie dla mnie. dawno stracilem wiare, powoli trace wiare w ludzi tez niestety... ludzie sa czasami straszni, zli. w biznesie morduja nawet rodzine... widzialem wiele i dlatego nie wierze, ze wiara moze pomoc.
tylko przyjaciele, rodzina. oby oni nie zawiedli, choc juz sie zdarzalo ze najblizsi zdradzali dla kasy, wiec nikomu do konca nie mozna ufac... w sumie, sobie jak widac tez do konca nie ufam smile
2 tygodnie spokoj z tematem, ale ten weekend pewnie bedzie. delikatnie. jak wroce do domu.

121

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

czy zyje w iluzji? pewnie troche tak, ale czy nie wszyscy zyjemy w jakims bablu?

Zycie w iluzji to wybor, a potem konsekwencje takiego wyboru. Ale jeśli tak wybierasz, to pozostaje tylko nie przeszkadzać.

122

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Myślę, że warto ją wprowadzić w ten temat. Skoro ma depresję to pewnie bierze leki i też chodzi do psychologa? Wsparcia Wam nie zabraknie a w zespole siła. Po co masz marnować siebie i swoje życie? Kochasz ją, więc powinna wiedzieć o tak poważnym problemie. Nałóg paskudny, ale nie poddawaj się! Bez tego życie też może być super!
Trzymam kciuki za Was!

Zapraszam na mojego bloga: [tu był nieregulaminowy link i został usunięty przez moderatora] smile

123

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

@pomocna, dzieki ale ten temat nie dla mnie. szanuje wierzacych, ale jakos Bog mnie zawiadl i zawodzi na calej linii... sorry. za duzo gowna jest dookola, by jemu zaufac.
korpo jest dla mnie dobre, ale oczywiscie buduje cisnienie. lubie to jednak. nie wyobrazam sobie zycia bez roboty. pieniadze szczescia nie daja, ale bez nich trudno byc zadowolonym z zycia... nie zawsze madrze je wydajemy. one prowokuja rozne glupoty. wiara jednak to nie dla mnie. dawno stracilem wiare, powoli trace wiare w ludzi tez niestety... ludzie sa czasami straszni, zli. w biznesie morduja nawet rodzine... widzialem wiele i dlatego nie wierze, ze wiara moze pomoc.
tylko przyjaciele, rodzina. oby oni nie zawiedli, choc juz sie zdarzalo ze najblizsi zdradzali dla kasy, wiec nikomu do konca nie mozna ufac... w sumie, sobie jak widac tez do konca nie ufam smile
2 tygodnie spokoj z tematem, ale ten weekend pewnie bedzie. delikatnie. jak wroce do domu.

Dzięki za odpowiedź ! Staram się na tym forum jakoś chociaż jednym postem zachęcić ludzi do zaufania Bogu, ale prawie wszyscy mnie olewają i prawie nikt nie odpisał, więc dzięki za Twoją odpowiedź jaka by nie była wink Myślę, że masz w głowie jakiś zniekształcony obraz Boga tak jak wielu ludzi... Wielu myśli, że Bóg jest od skracania cierpień, od dawania przyjemności i powodzenia w tym życiu. Judasz też tak myślał, zawiódł się, że Jezus jednak nie odkupi Izraela z rąk Rzymu (byli wtedy pod zaborem przecież) i wielu innych też się zawiodło, gdy umarł na krzyżu jak najgorszy skazaniec. Myśleli, że jednak jakoś ich zawiódł, oszukał. Tym czasem Jego chwała jest właśnie w służbie i przyjęciu cierpienia na ziemi - nagroda będzie dopiero na drugim świecie. Zrozumieli to pozostali apostołowie i umierali dla Niego nie w ciepłym łóżeczku, tylko śmiercią okrutną i męczeńską.
Nie musisz już nic odpisywać smile Pozdrawiam, wszystkiego dobrego !

124 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2019-06-09 22:36:25)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Tak sobie myślę , że czynniki materialne czy cele finansowe , prestiżowe czy inne ...
One mogą występować, w różnych mniejszych i większych społęcznościach z roznaitym nasileniem.
Bo jednak żyjemy w pewnym kręgach , w pewnej grupie ludzi  która to grupa nas ocenia ,i  my oceniamy ja przy okazji.

Gdyby tak może się nad tym zastanowić....
To w zasadzie, dana osoba może różnie postrzegać  czynniki czy cele ,w zależności od tego gdzie się urodzi i w jaki sposób zostanie ukształtowana.

Gdyby autor np. pochodził z innego miejsca i z innej grupy mógłby być :
-  ćpunem zupełnym , takim który kradnie na prochy i żyje na ulicy
-  być osobą która odrzuca nałóg , ponieważ nie potrzebuje uciekać od czegoś
-  ćpunem rujnującym życie swoje i osób najbliższych
-  osobą szukającą rozrywki od czasu do czasu
-  osobą która z innych powodów niż autor szuka czegoś w narkotykach
-  być dilerem narkotyków
- synem dyrektora korporacji


Jest trochę możliwości. Mogło być różnie.
Tutaj pojawił się taki splot sytuacji, gdzie branie narkotyków wydaje się autorowi optymalne.

Jednak byłoby wiele sytuacji, gdzie branie narkotyków nie byłoby  potrzebne, albo nie byłoby możliwe.
Może to wszystko, czego podjął sie autor jest za ambitne (nie chodzi mi ambicje w rodzaju - jak to ja nie dam rady) ?

Wiele rzeczy , które wydaje się że mają sens , po latach okazuje sie tylko jakaś zabawa - rolą do odegrania.
Rolą którą chcieliśmy zagrać , żeby się spełnić , żeby może coś zaleczyć, albo po prostu taka rola przypadłą nam w udziale.
Rolą którą ktoś nam przydzielił , mówiąc że to jest ważne.


Jednak czasem przychodzi taka refleksja , ze to trochę jednak taki cyrk.
Wszyscy widzą się jako dyrektorzy cyrku, ale czy naprawdę jest jakiś dyrektor ? 
A nawet jeśli. 
To czy sposób w jaki jest postrzegany ,  ma większe znaczenie dla dyrektora cyrku czy dla osób postronnych które na niego patrzą  ?
Wydaje sie , ze dla tego który chciał być dyrektorem.
Uwierzył w to tak bardzo , ze to coś zmieni - ta nowa rola.

I autor może też w coś chciał uwierzyć, bo akurat było mu to potrzebne.
Ale to moim zdaniem jest złudzenie - te role , ta potrzeba bycia potrzebnym, to poczucie władzy , te pieniążki które płyną.

Dokładanie do tego narkotyków może sprawić , ze złudzenie nigdy się nie skończy.
Bo narkotyki uwiarygodnią cała sytuacje  - jako działanie zaradcze.
Bo skoro musimy cos naprawiąć - to na pewno coś ważnego.

To jest po prostu, dla mnie, pijacki albo ćpuński sen o byciu ważnym , byciu potrzebnych i desperackich metodach utrzymania sie na powierzchni.


Ja uważam , że we wszystkim powinien być kompromis : w wymaganiach , możliwościach i profitach.
Inaczej sami siebie zniszczymy, przy okazji niszcząc to co chcieliśmy zbudować.

Jedną z nielicznych zalet głupoty jest to , że nie można nią się zarazić.

125

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Jak chcesz odstawić to przeżuć się najpierw na efedryne. Jest nielegalna ale nie jest psychoaktywna. Często do kupienia pod ladą w sklepach dla sportowców. Ew. poproś o pomoc kolegę, który ćwiczy na siłowni. Najgorszey przy odstawieniu fety jest zjazd fizyczny. Zjeżdżaj powoli miesiąc, dwa. Z fety na prawdę łatwo wyjść.

126 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2019-06-10 07:28:34)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Kwadrad, niby to wszystko prawda, co piszesz, ale jednak te wywody, moim zdaniem, nie sa niczym więcej niż tylko jednym wielkim usprawiedliwianiem osob bedacych w nalogu (taki trochę adwokat dlabla). I o ile fajnie się czyta takie filozoficzne wywody w skali makro ( bo fajnie i ciekawie), to jednak konkretnemu człowiekowi, borykającemu się z uzależnieniem, chyba nie pomoga.

Oczywiście, ze ksztaltuje nas dziecinstwo, rodzina, potem srodowisko, wpływ kultury i co tam jeszcze, ale na samym końcu zawsze jest to, co my sami chcemy zrobić ze sobą czy swoim życiem. Zgadzam się ze stwierdzeniem, ze w dzisiejszych czasach naprawdę mamy dużo prościej niż np. pokolenie naszych rodzicow, bo nauka - psychologia, socjologia sa w dużo większym stopniu usystematyzowane, jest dostep do netu, informacji, grup wsparcia, można poczytać, jak postepuje nalog, jak się wyrwac, poszukać ludzi, którzy tego dokonali.
Poczytac, jak wyglądaja zdrowe relacja, jak zadbac o zdrowie psychiczne. Poziom wiedzy jest dużo wyższy niż kiedys. Wcale nie trzeba się poddawac, plynąc z nurtem, można isc wlasną drogą.
Udzielam się w tym watku od początku, bo wydaje mi się, ze autor jeszcze moglby zawrocic z tej sciezki, z w miare niskimi kosztami. Im więcej czasu upłynie, tym może być trudniej.
pozdr

127 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-06-15 07:24:41)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Tak, masz absolutną rację że jestem pewnego rodzaju rzeczywistości stworzonej przez samego siebie że jestem doceniony.Cześć, myślę że wszystko to co piszecie jest trochę zbyt górnolotnie. Ja nadal chce brać, wtedy kiedy uznaje że mogę. Czasami nie mam możliwości to w ogóle mnie to nie boli. Jak tylko mam, to jadę.
Właśnie wracam do domu z kolejnej podróży służbowej. Jestem gdzieś w połowie drogi postanowiłem poczytać.
Dostałem awans. Będę miał jeszcze więcej stresu i więcej do upuszczania tego stresu. Myślę że na końcu dnia  to branie jest dla mnie jakimś sposobem na odreagowanie, bo żona kompletnie nie rozumie co się dzieje w mojej pracy. Jestem  ambitnym gościem a ona po prostu tego co mamy nie docenia, co dla mnie jest trudne. Co więcej czasami ma żal że mnie nie ma.  Tutaj rozjeżdżamy się. Czasami ona mówi, że mógłbym pracować na poczcie. To jednak tylko słowa, bo myślę że Standard naszego życia  od wielu lat po prostu jest bardzo wysoki według mnie nie potrafilibyśmy wrócić do mniejszego. Trudno jest np. wrócić do podróżowania np. w ekonomii, kiedy od wielu lat lata się w klasie biznes. Dla mnie to oczywiście też jest wygodne. Ona również zgubiła kompletnie kontakt z rzeczywistością. Potrafi zapłacić sprzątaczce za kilka godzin pracy 300-400 zł, bo dla niej to jest niewiele. Opiekunce do dzieci 200 zł za 3 h opieki, jak gdzieś musimy wyjść. Nie wnikam, bo generalnie stać nas na to, ale ona kompletnie tego nie czuję. To pułapka, ja pracuję, zarabiam kasę a ona tego kompletnie nie docenia. Jej rodzina mówi co chwila że w głowie jej się kompletnie przewróciło, ale tak to już jest. Generalnie pochodzi z dość biednej rodziny. Chyba tutaj tkwi sedno problemu, że jako samiec alfa nie jestem po prostu dowalony. Dla niej nasze życie stało się standardem.  Oczywiście są pewnie ludzie bogatsi od nas, ale na pewno nie jesteśmy standardową rodziną. Dodam, że kobiety pchają się do mnie grając na mojej słabości, próżności ale nigdy nie pozwoliłem sobie na skok w bok. To naprawdę trudne, jeśli ma się charakter jaki mam, a nie jestem doceniany przez najważniejszą osobą w moim życiu. Rozmawiałem o tym z nią, ale ona twierdzi że mnie bardzo bardzo ceni, tylko nie potrafi tego pokazać. Do tego teściowa dokłada 3 grosze mówiąc że jej córka jest nieszczęśliwa. To strasznie boli. Tak wiele staram się robić dla niej, a ciągle ponoszę niejako porażkę. Myślę że dlatego biorę, bo nie umiem niejako zadowolić mojej żony, która naprawdę szczerze kocham, a ona nie umie mnie docenić. Tak po prostu jest. Niby to wiem, ale to jest głębsze w podświadomości. Wina jest oczywiście po mojej stronie. To ja mam problem, że nie czuję się dowalony mimo tego że naprawdę odnoszę duze sukcesy zawodowo. Chciałbym by była ze mnie dumna a dla niej to standard. Po prostu zawsze tak było.
Dzieciaki są super, mam z nimi dobry kontakt. Kocham je ponad życie, one mnie też.  Choroba żony jest na dzisiaj przeszłością, więc teoretycznie wszystko jest super. Ona jednak cały czas jest niespokojna, ciągle się bada, co jest zrozumiałe. Żona bardzo stara się być dobrą żoną, jeśli rozumiecie o co mi chodzi. To był kiedyś mega problem (Pisałem o tym w drugim wątku), ale teraz po prostu jest ok, ale ona po prostu robi to bo wie ja tego potrzebuję. Nie lubi seksu. Bierze jakieś leki, które są związane z rakiem, który mega obniżają libido. Kiedyś nawet powiedziała, żebym sobie bezpiecznie kogoś znalazł. Dla mnie to był mega cios. Dała mi zielone światło na seks poza małżeństwem. Powiem tylko że jest naprawdę bardzo atrakcyjna kobietą. Bardzo dba o siebie i strasznie mnie kreci. Froud łobuz miał sporo racji w swoich teoriach. Facet pewnie zawsze chciałbym więcej seksu, ale rozumiem że wiele lat małżeństwa oznacza określone standardy w tym zakresie. Wiecie, wracamy do wątku niedowalenia. Oczywiście zająłem się tematem metodycznie, to seksuolog poradził terapię żonie  uznając oczywiście że nie jest jej zachowanie normalne, a mi polecil w oddzielnych sesjach, że powinienem zaspakajać się poza związkiem. Nie potrafię. Chociaż można od ręki, bo władza i pieniądze dają to szybko. Nie wierzę że dochodzę do takich wniosków, ale zastanawiam się czy cały mój problem nie opiera się na braku docenienia mnie jako faceta, ogólnie, na wielu poziomach, w tym na poziomie seksu.
Oczywiście znające temat wiedzą, że branie w krótkim terminie bardzo napędza checi. Dają sobie jednak jakoś z tym radę.
Kończę, bo zaraz ląduję.
Cieszę się że ciągle przelewacie swoje myśli w tym wątku. Jakoś raz na jakiś czas dobrze jest poczytać i mieć przekonanie że ktoś chciałby pomóc, komuś zależy. Złuda, ale pomaga.

@patrycja912 Podjąłem decyzję że jej nie powiem. Nie mogę jej tego zrobić, zachwiać jej poczucia bezpieczeństwa. Przegadałem to z przyjacielem i wspólnie uznaliśmy, że to byłoby bardzo złe rozwiązanie.
@pomocna88  szanuję twoje zdanie i wiem że są ludzie którym wiara pomaga. Ja jednak tego kompletnie nie czuję. Mam kolegę uzależnionego od hazardu i wiem że on w wierzeszuka pomocy. Spoko, szanuję, jeśli komuś to pomaga to super. Zawsze możesz pisać i próbować mnie przekonać, ale za dużo widziałem gówna na świecie, by Zaufać Bogu
@ kwadrat  wszystko co osiągnąłem osiągnąłem sam. Pochodzę ze wsi, rodzice raczej nie stawiali na mnie jako tego który coś osiągnie, bo była relatywna bieda.  Przypadek sprawił, że jednak mimo braku pomocy przebiłem się na studia, otrzymałem pomoc od kogoś z zewnątrz. Może i to jest jakimś problemem, że rodzice postawili na rodzeństwo bo wszystkich wykształcić nie mogli. To pewnie potęguje moją wolę bycia docenionym.
@benita  ja też mam cały czas przekonanie że jestem w stanie zrezygnować z tego. Wybieram jednak kontynuację, mi dobrze z tym. Dziękuję że jesteś w tym wątku, twoja opinia jest dla mnie ważna. Nie pomaga oczywiście fakt środowiska w jakim się znajduje. Nie dalej jak wczoraj na kolacji służbowej, ktoś po cichu po alkoholu zaproponował i oczywiście było grane. Trochę traktujemy to jak picie alkoholi. Po prostu raz na jakiś czas się zdarza i już. Wiem że to chore, ale tak naprawdę ludzie nie traktują tego jako coś złego. Ja jednak czuję zmęczenie, konsekwencje. A wrażenie że przez ostatnie dwa lata szybciej się postarzałem. To okres kiedy bawię się tym gównem.
@palaquito Mówisz o wyjściu z koksu? Chcę się upewnic gdybym zmienił zdanie, ale narazie ja nie chce z tego wychodzić. Nie mam pomysłu jak się odprężać

128 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2019-06-30 19:52:06)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Czasem jest tak , ze patrzy sie na rzeczy, na które sie nie ma wpływu.
Nie jest łatwo , wykształcić sobie taką umiejętność zrozumienia tego , ze z czasem coś jest poza zasięgiem , poza możliwościami.

Jednak kiedy taką umiejętność  się zdobędzie, to ona dużo ułatwia , powiedziałbym że ona uwalnia.
Pozwala przejść czasem nad wieloma utrapieniami , sprawami , zobaczyć je w mniej angażujący sposób.

Ja bym powiedział , ze każdego w życiu napędza wiele rzeczy.
Czasem są takie potrzeby które nigdy nie zostaną zrealizowane.
A czasem są takie które "wypłyną" dopiero kiedy dyplomacja zawiedzie.


Zdolność do mówienia o swoich potrzebach , o rzeczach które sie zrobilo , to jednak istotna umiejętność.
Zwracaniu uwagi, na swój wkład w to czy tamto.

Jeżeli istnieje mechanizm postrzegania i dostarczania informacji zwrotnej ,  w jakimś układzie (kilku /kilkunastu osób).
To bez wprowadzania do niego "poprawek" , w miarę rozwoju sytuacji ,na pewno dojdzie do poczucia pokrzywdzenia.

Autor sie tak zasłania tymi pieniędzmi , no ale ..tak na zdrowy rozsądek.
To owszem dają one poczucie pewnej władzy ale w pewnych sytuacjach przy braku innych umiejętności , będą takim wytrychem jak te narkotyki.

Nie pisze tego jakbym chciał odkrywać Amerykę ...
Ale sporo sytuacji w których grzęźniemy i one stają się niekomfortowe, pojawia się z jakiegoś powodu.

Może  dlatego że wizje bohaterów kreowana przez Mickiewicza czy Słowackiego ( na potrzeby ówczesnej sytuacji politycznej)
zmieniły się w bohaterskiego konsumenta, który bierze wszystko na kredyt.
Kupuje , zdobywa i rządzi.

To są obrazy którymi jesteśmy karmieni czy tam mamieni od małego.
Obrazy cudzych potrzeb i oczekiwań.
Wiele z nich , z tych obrazów, nie jest to kompatybilne z każdą naturą.


Czasem tez warto przemyśleć , czy to co robimy i to co chcemy jest nasze czy cudze ?
Wszystko i tak sie rozpadnie kiedyś w proch , może to jest wskazówka : ] ?

Jedną z nielicznych zalet głupoty jest to , że nie można nią się zarazić.

129

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

oczywiscie, że żona powinna wiedzieć

130 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-07-12 00:24:20)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
migdalowaaa napisał/a:

oczywiscie, że żona powinna wiedzieć

Dawno tutaj nie zaglądałem , skąd wiadomo że żona nie wie lub się nie domyśla może tak jej wygodnie żyć w niewiedzy .
Autor poczciwy ,pracowity, ambitny ,zaradny ,nie szaleje ,nie awanturny ,policja się nie czepia ,żadnych kłopotów przez ćpanie i picie nie ma - należy mu się trochę od życia .
W jego pracy wielu tak postępuje - powszechne po co ma się wyróżniać i odmawiać kolegom ,może nawet mityczni "wszyscy"tak postępują  na razie wybywa z domu cisza spokój .Nie zdradza jeszcze nawet ma pozwolenie jakby chciał skoczyć w bok od żony i psychologa  po co pytać i wiedzieć o resztę. Znane mi są takie przypadki (a może zmyślam ?) oczywiście wszystko do czasu na razie może żona czeka patrzy zajmuje się sobą i dziećmi lubi wygodę pozycję jest zależna była chora mąż był OK wtedy-  to się zdarza też coś tam próbuje kontrolować a mąż poczciwina pieniądz przynosi patrzy z uwielbieniem idealizuje taki zakochany , głowy za bardzo o seks  nie suszy ma przyzwolenie w razie  czego  można się przyzwyczaić .Taka wzajemna zmowa milczenia może tak może nie - normalka .Prawdopodobne czy nie ?
Na pewno wszystko jest inaczej na pewno wszystko dobrze.Żaden tam toksyczny związek na pewno wyjątek a ja marudzę ponury człek smile Za to nie było chyba zbyt górnolotnie ? Może się wywyższam i zazdraszczam po naszemu hmm.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

131 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-07-15 00:25:47)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

@kwadrad - rozumiem o czym piszesz, w sensie tej umiejetnosci patrzenia z boku. mam to do pewnego stopnia. nigdy nie mamy do konca wszystkiego co chcemy i z tym sie pogodzilem. zawieram kompromisy. prywatnie i słuzbowo.
nie rozumiem, dlaczego piszesz ze zaslaniam sie kasa... ona jest, nie daje szczescia, pomaga. nie kupie spokoju i szczescia. wiem to przeciez. dlaczego mowisz, ze sie zasłaniam kasa? nie nawidze uzywac wladzy z powodu pozycji czy kasy. to jest mega slabe... pilnuje sie na maksa w rodzinie, wsrod znajomych, by wlasnie tak mnie nie postrzegali, ze jak mam kase i pozycje, to jestem lepszy... nie jestem ale ludzie niestety z jakiegos podowu dokladnie odwrotnie potrzegaja ludzi z wladza i kasa... podswiadomie czuja sie gorsi. ja staram sie byc normalny, nie epatowac niczym, by nie uradzic i nie daj boze naduzyc wlasnie tych rzeczy, wladzy i kasy. szczegolnie prywatnie.
to mega trudne, bo z definicji ludzie zakladają, ze masz lepsze mniemanie o sobie z tych powodow...
czasami chciałbym byc bardziej normalny, pracować w okienku na poczcie i pokazac ludziom, by mnie szanowali za to kim jestem a nie za to ile mam kasy i na jakim stanowisku jestem...
ale jak pisałem boli mnie tez, ze zona przeszla do porzadku dziennego jak wiele poswiecam, troche bym chcial by lechtala maja proznosc, tylko od niej bym tego chcial, nie od obcych, ktorzy to robia a ona nie...
nie wiem czy rozumiesz. mnie nie interesuje opinia ludzi, ale zony tak.
na jej opinii mi zalezy nie klakierow, ale rozumiem, ze nie moge tego od niej wymagac, na prawde. boli mnie to ale zwazywszy na jej sytuacje rozumiem.

@migdalowaaa - pisalem, nie ma opcji by wiedziala. nie mam prawa jej tego robic, tzn zrzucic na nia tego, zabic poczucie bezpieczenstwa, ktore jakies tam ma w tym bąblu w jakim zyjemy

@paslawek - jesli jest jak mowisz, ze ona czuje, podejrzewa, to hmmm, byloby to straszne, ze tez nie ma odwagi zapytac, bo to oznacza, ze nasz zwiazek jest oparty na braku zaufania. ja wiem dlaczego jej nie mowie, jak wyzej napisalem. A ona? jesli wie, to zakladam, ze jednak ufa, ze nie odwale nic tak glupiego, co nas zabije... i jak zakładam dokładnie to - rozsadek w tym co robie, sa granice, ktorych nie przekrocze. moze ona mi ufa na tyle, ze to wie i woli nie pytac...
sam nie wiem, ale moze tak byc.

132

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Brother in arms, mnie tam się wydaje, ze jednak mało rozmawiasz z zoną. Tu piszesz kwiatki-szmatki, jak to Ci na niej zależy, ale z boku to tak nie wygląda, przynajmniej ja mam takie zdanie. Co takiego poswięciles, czego ona nie docenia?

kasa, pozycja, niejeden się na tym przejechal..

133

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Benita72 napisał/a:

Brother in arms, mnie tam się wydaje, ze jednak mało rozmawiasz z zoną. Tu piszesz kwiatki-szmatki, jak to Ci na niej zależy, ale z boku to tak nie wygląda, przynajmniej ja mam takie zdanie. Co takiego poswięciles, czego ona nie docenia?

kasa, pozycja, niejeden się na tym przejechal..

hmm, ciekawa uwaga...
wydaje mi się ze sporo rozmawialismy i co jakiś czas powraca temat związku. Zona jednak nie nalezy do wylewnych i jak rozmawiamy, to zapewnia mnie, ze mnie kocha, ale moze nie umie tego pokazac, jak ja bym oczekiwał... my generalnie mamy dobre zycie, wiec po za choroba nic się nie dzieje. proza zycia, praca, dom, szkola, rutyna, wakacje, itd... nie wiem o czym inni rozmawiają, ale my dużo rozmawiamy na różne tematy... raczej nie mijamy sie

Co ja poświęciłem? troche nie rozumiem, co masz na mysli i moze to problem. Daje jej 100% wolnosci, nie narzucam niczego, bo wiem, ze dla niej wazne. Popre ja we wszystkim co chciala by robic. Ja spelniam swoją role, zajmuje się dziecmi ile moge, staram się odciązać, by miala poczucie, ze nie jest sama z domem i by pokazac wsparcie. nie wiem co moglbym dac jej wiecej, by byla szczesliwa... problem w tym ze ona sama nie wie, co by chciała w zyciu robic tak trochę... bedac w domu mozna zwariowac wg mnie ale ona mowi, ze to dla niej ok. zadnej presji, by np pracowala. umowilismy sie, ze tak jest leiej dla dzieci. co jakis czas wracam z pytaniem, czy nadal tak chce... staram się ja komplementowac, zapewniam, ze jest dla atrakcyjna. kupuje kwiaty bez okazji raz na jakis czas, licze sie z jej zdaniem, konsultuje rozne rzeczy nawet z pracy, bo jest inteligentna i ma fajne, trawne oceny sytuacji..., itd
co moglbym dla niej poswiecic/zrobic wiecej?

chetnie wysłucham

faceci czesto nie widza czego oczekują kobiety, wiec moze tak jest, ze moge wiecej zrobic. na pewno tak jest, ale ja nie wiem, wydaje mi się, ze robie sporo dla niej, domu, dzieci. ... pewnie wiecej niz przecietni faceci, co czasami slysze od rodziny, znajomych...

134

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Sa rozmowy i rozmowy. Ja mam taką teorie, ze jednak nie rozmawiasz (w sensie nie otwierasz się ) z zoną, bo gdyby tak było, to - po pierwsze nie balbys się powiedzieć zonie o tym, z czym masz problem, tylko bylaby osobą, u której szukalbys wsparcia z walce z uzależnieniem, po drugie nie masz zaufania - boisz się, ze nie przyjmie tego dobrze. Z drugiej strony zona tez stracila czujność (jakby się uspila), bo jakos trudno mi wyobrazic sobie, ze w związku, w którym partnerzy sa ze sobą blisko, można czegos takiego nie zauwazyc, albo chociaż nie zainteresować się jakimiś sygnałami. Czyli brak szczerości, związek oparty na powierzchowności czy polprawdach.
To wszystko było już pisane, ale tez Ty sam tez jesteś ciagle w tym samym punkcie.


Brother in arms napisał/a:

Co ja poświęciłem? troche nie rozumiem, co masz na mysli i moze to problem. .

Może zacznij czytac uważniej swoje własne posty big_smile :

Brother in arms napisał/a:

ale jak pisałem boli mnie tez, ze zona przeszla do porzadku dziennego jak wiele poswiecam, troche bym chcial by lechtala maja proznosc, .

Nie jest dobrze w związku, w którym jedno uważa, ze poswięca cos dla drugiego, o to mi chodzilo. Branie i dawanie każdej ze stron powinno się rownowazyc.

135 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-07-17 00:47:10)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

@Benita...
wiem, ze nie piszę tu czesto, ale wydaje mi sie, ze straciłas kontekst mojej sytuacji... wszystkie Twoje watpliwości dlaczego sie tak zachowuje wobec zony tlumaczylem 16 razy...
nie rozumiesz dlaczego się boję powiedzieć? serio ? ciut wiecej bym od Ciebie oczekiwał...
laska jest chora na raka, walczy sama ze swoimi trudnosciami, wczesniej miałą depresję z której wychodiła ale poczciwy "Bóg" jej jebnął chorobą... jest przerażona... ale zajmuje się dziecmi, domem i daje rade...
pomyśl, serio uważasz, ze "jak bym rozmawiał to bym rozmawiał" - mam jej wpierdolić mój kryzys wieku średniego na plecy? i to jak sobie z tym radzę (albo nie radzę)?
no jakoś tego nie czuję, ze mam prawo,...ale jestem tylko facetem... może Ty sądzisz, że takiej w sytuacji można być aż takim egoistą..
no Benita wkurzyłać mnie powierzchownością swojej oceny
napisz wprost o co Ci chodzi. bez zagadek. my faceci tak wolimy. eureka!

Na koniec, czy ja powiedziałem kiedykolwiek ze żona dla mnie nie poświęca wystarczająco dużo ? powiedziałem, ze nie czuję docenienia z jej strony, co pewnie wynika z charakteru, ale równoważenie się "poświęcania" w związku nie ma tutaj znaczenia.
Wg mnie jak w związku trzeba zbyt dużo poświęcać to raczej nie jest dobrze dla każdej ze stron i związku, nawet jak każda robi poświęcenie na +10
Związek nie polega na poświęcaniu (co to w ogóle znaczy?). Poświęcać = tracić dla mnie. Związki buduje się na optymalizacji straty?
Nie! związki buduje się na uwypuklaniu zysków obu stron wg mnie.
My niczego nie poświęcamy dla siebie. Jesteśmy dobrani dobrze a jak ktoś jest to nie musi nic poświęcać.
By była jasność, zawieranie kompromisów jest oczywiste, ale to wcale nie musi oznaczać poświęcania/straty. To oznacza po prostu tolerancję i zrozumienie dla drugiej osoby, czyli ja robię to nie dla tego, ze poświęcam, tylko dlatego, ze rozumiem, ze dla drugiej osoby jest to ważne... to nie musi być równoznaczne z poczuciem poświęcenia czy straty ! patrz = oczekiwania wyrównania tego poczucia wobec drugiej strony wg ciebie? czy jak jak odnotowuję poświęcenie to nabywam prawo do wymagania poświęcenia od partnera? nie czuję tego

136

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Przykro mi w takim razie, ze Cie rozczarowałam swoim podejściem.
Pisales gdzies wczesniej, ze z chorobą zony sobie poradziliście.
Nadal podtrzymuje swoje zdanie, ze jeśli partnerzy sa sobie blisci, nie boja się mowic sobie nawzajem o swoich problemach np. z uzaleznieniami.

137

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Autorze, czytam watek, ale nie pisze, bo tu zostalo juz wszystko powiedziane.
Prawda jest, ze Benita upraszcza sprawe. Nie bede rozwlekac tematu. Porady typu: "powiedziec zonie,a i  Bozia tez pomoze"" nie sa uniwersalne. To takie...sranie w banie ze tak powiem.


Coz ja ci tu bede gadac, Autorze?
Sam wiesz, ze najlepszym wyjsciem byloby zaprzestanie brania.

Ale ta "porada" zakrawa na tani moral.

Jakos sie trzymaj.

Zyj Tu i Teraz.

138 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-07-17 18:46:36)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

@Benita, poradzilismy z chorobą..., bo teoretycznie jest zdrowa, nie ma przrzutow, mielismy sporo szczescia. Ryzyko nawrotu jest niewielkie, wiemy to też dzieki kasie bo robilismy super drogie badania, by pomoc lekarzom w podejściu do leczenia. Przy okazji przykre jest, ze nie jest standardem w Polsce sieganie po dostepne mozliwości i masakrowanie bez sensu schematem wielu kobiet. mielismy szczescie, ze nas bylo stac na badania i ze lekaz sie w ogole zająknal, ze jest taka opcja. ale nie o tym tu.
Zona jednak cigle sie martwi. Mysli, czy nie wroci, mimo swietnych rokowan. Taka jest. Ja rozummiem, tez sie martwie, ale to gdzies jest w niej. NIe da sie tego wymazac niczym, sesja, konsultacja najlepszych lekarzy. Tym bardziej, ze ona miala depresje i generalnie szybko się wkreca w zamartwianie.
Moze za 5 lat bedzie lepiej, ale na razie? za każdym razem na tydzień przez badaniami rutynowymi po prostu jest nieobecna i odpływa ze stresu. Nic jej nie pocieszy...
nie chce Cię lekceważyć, bo cenie sobie ocenę, ale tutaj jak ktoś nie przeszedł tego, to trudno to zrozumieć.
Co do szczerości. Nie jesteśmy idealnym małżeństwem. Wszystko się zmieniło po urodzeniu pierwszego dziecka. Żona nigdy nie chciała mieć dzieci. Mamy dwójkę. Do tego czasu byla inna osobą.. Dzieci sa najwazniejsze dla niej. Mielismy rozmowy czy dobrze zrobilismy. Ona mowi, ze dobrze, bo są sensem zycia dla niej. To ją jednak kosztuje. Gadamy o wszystkim o czym powinniśmy z wyjątkiem mojego problemu. Innych tajemnic większych nie mam. Czy ona mi wszystko mowi? Pewnie nie. Sa rzeczy ktorych nie potrzeba mowić, nie bo się oszukuje, ale gdyż nic nie wnoszą. Czy pary sa transparentne? Byloby super, ale to dlaczego wiekszosc moich znajomych się rozwiodło...

@Gosia, jasne. nie ma rady dobrej. przestac brac to cel, ale najpierw musze się dowiedziec na 100% dlaczego to robie. podjąlem decyzje, ze jednak musze rozpracowac to z psychologiem. ja czuje, ze wiem - pisalem o tym, ale moze jednak jest cos glebiej. wierze w terapie, zadaja dobre pytania, jak sa dobrzy. Najgorsze jak rozwiązać swoje frustracje, tego nie wiem....
Powiedz co sądzisz, jeśli sledzisz, to czujesz watek. Powiem, ze kazdy post mi pomaga jakoś tam. Cos wnosi. Daje do myślenia. Zaryzykowałabyś na moim miejscu?

Ja wiem, ze bez kontroli to bede raczej to robił. Robię mniej niż pol roku temu, rok temu, ale robie. Jak jestem sam, pozwalam sobie na wiecej. Terapia uzależnien byla zbyt wymagajaca, bo moje srodowisko wymaga picia a picie wlacza dragi. Presja na picie jest straszna. NIe pilem, to rodzina sie obrazila, zona prosila bym sie nie wuglupial. Wtedy nie bralem 3 miesiące, nie pilem miesiac. Terapeutka mowi "zero" i ma racje, bo wiedze jak to dziala. Ale jak to wytlumaczyć otoczeniu? wybralem drogę mniej brać i pic, choć po miesięcznej abstynencji piję dużo mniej. pułapka

Wiem, ze zona by mnie zmobilizowała. Ona wie, ze ja probowałem, bo nawet sobie zartuję czasami, ze jak ide to bedzie na pewno, ale mnie to nie kreci. Boje sie jednak, ze kompletnie sie załamie, bo ma tak dużo na głowie. Przyjaciolka która wie mówi też, ze nie mam prawa tego problemu zrzucac na nia. Muszę sam poradzić sobie, bo ona za mnie go nie rozwiąze. to prawda. Terapeuta tez odradzał mowienie, bo to ja muszę przestać, wiec chyba nie moge tak zaburzyc jej poczucia bezpieczenstwa. to nie fair. Ale... szanuje kazda opinie.
Najgorsze to to, ze Ci ktorzy wiedzą o tym mowia, że to nie jest fajne, ale problem wielki nie jest. Problem bedzie jak zaczne zawalac rzeczy brać w ciągu, czyli relatywizuja. Ja tez mam takie poczucie. Mogę robić przerwe na tygodnie, ale też jak jestem sam pozwalam sobie na więcej. Dla nas to jak alkohol w piątek, czesc normalnej gry. Tylko nie wiem dlaczego mnie to tak martwi i mam wyrzuty sumienia. Np. teraz troche bylo, ale dlatego, ze byla okazja, ale już w weekend nie bedzie i za tydzien raczej tez. kontrola jest złudna ale jednak jakas jest. nie mam poczucia tez bym sie rozpedzal. kiedys 2 szt w weekend teraz raczej 1 szt. przyznaje jednak, ze czasami na zejsciu trudno sie powstrzymac by nie domowic. mam problem wiem. ale zona ma za duzo i ona go nie rozwiaze. ja musze znalezc przyczyne. Tylko znowu, co jej powiedziec, dlaczego chodze do psychologa, czy klamac, ze chodze? robialne...

139 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-07-17 21:36:56)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Wiesz, gdyby ktos wynalazl odpowiedz na pytanie, czemu niektorzy potrzebuja uzaleznien, a inni nie, to dostalby nagrode Nobla z dziedziny psychologii, moze medycyny.
Jest (a raczej byla) teoria, ze niektorzy maja osobowosc pdatna na uzaleznienia, a inni nie. Ta teoria zostala obalona.

Ja pije chetnie wino- ale nie musze i nigdy sie nie uzaleznie. Natomiast pale fajki i jestem uzalezniona. Mimo naprawde silnego charakteru, lubie zapalic i potrzeba mi tego. O szkodliwosci palenia moglabym chyba napisac prace doktorska. I co ? I gowno. Jaram, jak smok.


Ja jestem zdania, ze ty musisz spasc na (jakies) dno:

Zona zagrozi, ze cie zostawi (jak sie dowie)
Ty zachorujesz i nie wolno.
Pracodawca postawi ultimatum, bo sie (w jakis sposob) dowie
Dostaniesz po braniu jakiegos strasznego odpalu, zabierze cie karetka, ty pobijesz sanitariusza, bedzie policja itp…..


To takie katastrofalne przyklady. I wtedy moze bys przestal. Ale nie z rozsadku, tylko ze strachu.

Mimo wszystko: kazdy powod, kazda motywacja sa dobre, by przestac.
Ale komu ja to mowie.
Ja sama-gdy die do lekarza, zawsze "czekam", ze on powie: noooo...pani Malgosiu (lekarz Polak), palenie trzeba rzucic, bo tu jest tak zle i to i tamto sie u pani  narobilo.

A tu nic. Zdrowa jak kon.

Ja  ciebie rozumiem, bo sama mam uzaleznienie.
Musimy czekac na katastrofe (=patrz wyzej), zeby przestac.

Zyj Tu i Teraz.

140

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Ja wiem, ze bez kontroli to bede raczej to robił. Robię mniej niż pol roku temu, rok temu, ale robie. Jak jestem sam, pozwalam sobie na wiecej. Terapia uzależnien byla zbyt wymagajaca, bo moje srodowisko wymaga picia a picie wlacza dragi. Presja na picie jest straszna. NIe pilem, to rodzina sie obrazila, zona prosila bym sie nie wuglupial. Wtedy nie bralem 3 miesiące, nie pilem miesiac. Terapeutka mowi "zero" i ma racje, bo wiedze jak to dziala. Ale jak to wytlumaczyć otoczeniu? wybralem drogę mniej brać i pic, choć po miesięcznej abstynencji piję dużo mniej. pułapka

Masz na myśli jakąś kontrolę zewnętrzną?

Jeśli chodzi o tę zależność picie = branie, to po raz kolejny powtarzam, że otworzenie się przed otoczeniem być może pozwoliłoby Ci wyeliminować i to, i to. Jeśli ktoś wie, a przy tym ma choć minimum rozsądku, że masz problem, to odpuści, nie będzie uporczywie namawiał na alkohol. Z drugiej strony Ty sam będziesz odczuwał presję, żeby być 'czystym', bo jesteś obserwowany i każde złamanie się czyni Cię w oczach innych ludzi słabym. Rzecz w tym, że Ty nadal chcesz zostawić sobie komfort, żebyś mógł ćpać kiedy tylko poczujesz taki wewnętrzny przymus i ostatnie czego chcesz, to żeby wówczas ktoś Ci w tym przeszkadzał.

Gosia1962 napisał/a:

Ja jestem zdania, ze ty musisz spasc na (jakies) dno:

Zona zagrozi, ze cie zostawi (jak sie dowie)
Ty zachorujesz i nie wolno
Pracodawca postawi ultimatum, bo sie (w jakis sposob) dowie
Dostaniesz po braniu jakiegos strasznego odpalu, zabierze cie karetka, ty pobijesz sanitariusza, bedzie policja itp…..


To takie katastrofalne przyklady. I wtedy moze bys przestal. Ale nie z rozsadku, tylko ze strachu.

Kiedyś już coś podobnego tutaj napisałam, ale to tak działa u zdecydowanej większości osób uzależnionych, jeśli nie u wszystkich - trzeba dotrzeć do swojego dna (swojego, bo dla każdego może być ono różne), żeby znaleźć w sobie wystarczająco silną motywację do zmiany.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

141 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-07-17 22:51:15)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Gosia1962 napisał/a:

Wiesz, gdyby ktos wynalazl odpowiedz na pytanie, czemu niektorzy potrzebuja uzaleznien, a inni nie, to dostalby nagrode Nobla z dziedziny psychologii, moze medycyny.
Jest (a raczej byla) teoria, ze niektorzy maja osobowosc pdatna na uzaleznienia, a inni nie. Ta teoria zostala obalona.

Ja pije chetnie wino- ale nie musze i nigdy sie nie uzaleznie. Natomiast pale fajki i jestem uzalezniona. Mimo naprawde silnego charakteru, lubie zapalic i potrzeba mi tego. O szkodliwosci palenia moglabym chyba napisac prace doktorska. I co ? I gowno. Jaram, jak smok.


Ja jestem zdania, ze ty musisz spasc na (jakies) dno:

Zona zagrozi, ze cie zostawi (jak sie dowie)
Ty zachorujesz i nie wolno.
Pracodawca postawi ultimatum, bo sie (w jakis sposob) dowie
Dostaniesz po braniu jakiegos strasznego odpalu, zabierze cie karetka, ty pobijesz sanitariusza, bedzie policja itp…..


To takie katastrofalne przyklady. I wtedy moze bys przestal. Ale nie z rozsadku, tylko ze strachu.

Mimo wszystko: kazdy powod, kazda motywacja sa dobre, by przestac.
Ale komu ja to mowie.
Ja sama-gdy die do lekarza, zawsze "czekam", ze on powie: noooo...pani Malgosiu (lekarz Polak), palenie trzeba rzucic, bo tu jest tak zle i to i tamto sie u pani  narobilo.

A tu nic. Zdrowa jak kon.

Ja  ciebie rozumiem, bo sama mam uzaleznienie.
Musimy czekac na katastrofe (=patrz wyzej), zeby przestac.

To Brother rozwiąże Twoje dylematy dno jest pewne tylko kiedy i co się ma z Tobą stać .
Najśmieszniejsze że można być zdrowym jak byk i serce mieć jak dzwon a śnieg plus alko powoduje ni stąd ni zowąd zapaść bez ostrzeżenia żadnego organizm zawodzi mózg się wyłącza fajrant tak było ze mną i to mnie nie ruszyło za bardzo ryzyk fizyk ale wk...rwia nie można polegać na swoim systemie nerwowym osłabiające i dołujące doświadczenie..
Przez rozum rozsądek będąc już uzależnionym nie da się utrzymać kontroli można jedynie wzmóc i utrwalić to złudzenie jej posiadania sam o tym piszesz wiele się poświęci żeby się utwierdzić w tym nawet przez jakiś czas mogłem mniej pic i brać po to żeby sobie wynagrodzić odbić z nawiązką czas posuchy .Walka z fizyką i chemią mózgu to spowoduje bezsilność prędzej czy później
Zmieniałem czasem alkohol na samą marihuanę bo nie odwalało mi po niej tak jak po alko nie czuć było i nie bardzo było widać po mnie do czasu a i tak potem sięgałem po marihuanie po alkohol to samo z amfetaminą znasz już to abstynencja nie przywraca kontroli panowania też żaden jej okres kolejne złudzenie.
Przekonanie że się świadomie weszło w dragi jest błędne padło na Ciebie nie wiadomo dlaczego od groma zmiennych ma na to wpływ jak Gosia napisała jeszcze nie wiadomo do końca co i jak.Ta wymówka służy do tego żeby siebie przekonać że skoro zacząłem brać pod wpływem swojej woli i decyzji to przestanę kiedy chce i odzyskam kontrolę kiedy chce ale jeszcze nie dziś i w sumie jak nic Ci nie jest to poco przestawać .No chyba że celowo się uzależniłeś bo tak chciałeś bzdura tego mimo wiedzy nikt nie przewidzi że straci panowanie.Jedni ludzie się uzależniają inni nie to są oczywiste fakty.Przez rozum to w ogóle jakaś znikoma ilość osób przestaje brać i pić promil a i Ci idą jednak się leczyć.
Chyba że jesteś z tych nielicznych co zostali alkoholikami ćpunami niby "świadomie " tylko co to dla Ciebie jest świadomość czy na poziomie wiedzy intelektu czy to coś głębszego trwalszego ? Poznałem paru takich sami przyznali że to była ściema bo tak naprawdę wcale nigdy nie chcieli być  i nie wiedzieli co znaczy być uzależnionym człowiekiem.Presja otoczenia na picie to już totalny nonsens nic tak dotkliwego nie istnieje nie róbmy z innych ludzi kretynów czyhających z wódką na Ciebie wrednie .
Poczciwy facet jesteś są tacy niewiele stracili niektórzy nawet nie bardzo skrzywdzili bliskich długo im jednak zajmuje doświadczenie tego że krzywdzą głownie samych siebie to dno przekonuje i ten strach czyściutki instynkt jak to olejesz to po Tobie .

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

142 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-07-18 02:40:08)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Nie mogę spać.
Poczytałem wasze wpisy z kilku miesięcy, swoje odpowiedzi i nasuwa mi się jeden wniosek. Większość z Was uważa, że powinienem powiedzieć żonie.

Nawet kilku z was to napisało, ale ja jakoś tego  nie widziałem. Uważacie, że obawa o reakcję żony to moja wymówka, która jest dla mnie wygodna. Tak naprawdę nie martwię się o nią,  tylko nie mówię jej, bo nie chce z tym skończyć.
Chyba macie rację.
Skonstruowałem całą machine tłumaczeń opartych na trosce o żonę, by nie kończyć z tym nałogiem.
To właśnie próbujecie mi powiedzieć?
Wszyscy też zgodnie piszecie, że nie mam szans sobie sam z tym poradzić, a ja ciągle was przekonywałem, że mam.

Czyli jedyna droga, to powiedzieć żonie bez względu na konsekwencje i wrócić na terapię. Tak?

Nie wiem, ale chyba to do mnie dotarło.

Chyba że się mylę w tym wniosku o 03:25 rano ...

Benita, Paławek, Olinka, Kwadrat dobrze to rozumiem?

Jeśli napiszecie, że dokładnie tak jest, to chyba będę miał dość trudny weekend…

Czekam.
Wszyscy nie możecie się mylić. Mylę się ja.

I ten mój pseudo inteligentny bełkot, momentami niespójny... uffff

Czekam.

143

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

smile Czekasz przede wszystkim na siebie.
Tak, powinienes powiedzieć żonie i mierzyć się z zawieruchą.
Tak, powinieneś przestać brać i nie wymyślać wymówek.

144

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Dobrze to rozumiesz.
Szczera rozmowa z żoną, następnie leczenie odwykowe.

145 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-07-18 07:30:24)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Przynajmniej od listopada masz już obsesje dość silną .
Wszystkie absolutnie wszystkie Twoje racjonalizacje/wymówki są typowe charakterystyczne naprawdę nie są wyjątkowe.Pokonanie większości przeszkód które piętrzysz żeby nie przestać jest do zrobienia załatwienia okazuje się że to łatwizna tak naprawdę .
Zasłaniasz się żona jakby była małym dzieckiem.
Co się stanie jak jej powiesz ? Zobaczysz wiele się dowiesz wtedy o waszym związku więzi .
Co Ona zrobi z tą wiedzą  ? Ja osobiście nie wiem mogę se gdybać  .
Jak Ciebie kocha to zostanie ,ale nie wytrzeźwieje za Ciebie za rączkę nie będzie z Tobą chodzić do psychologa.Ty dla niej też nie wytrzeźwiejesz ,bo  zaczniesz stawiać coraz więcej warunków nie do zrealizowania przez nią za trzeźwienie. Nie ma szczególnej nagrody i specjalnego traktowania przez życie to nierealne oczekiwanie.
Ma też swoje to prawda na głowie osoby chore na raka znam to też z ostatnich miesięcy w mojej rodzinie - jak jeszcze się nie oswoiły z chorobą czy stanem po operacji po chemii immunoterapii myślą bardziej o sobie nic niezwykłego czy złego to instynkt.
Z drugiej strony czy obiecaliście sobie ze będziecie zawsze zdrowi Ty i ona raczej to nie możliwe nikt nie wie takich rzeczy.Uzależnienie to też choroba .
Jak odejdzie to znaczy że była dla kasy wygody i wykorzystała Ciebie na siłę nie zatrzymasz kogoś kto udawał że kocha z resztą po co .
Czy tak bardzo jest zależna od Ciebie czy sobie sama nie poradzi tu się możesz zdziwić na plus lub na minus Ty też za nią życia nie przeżyjesz . Ukrywanie się przed nią jest dziecinne i to część uzależnienia .To prawda masz prawo do swojej przestrzeni wolności i prywatności nawet w związku ona to na swój sposób respektuje ale w nałogach przestrzeń świat kurczy się co raz bardziej z czasem żyje się już tylko piciem ćpaniem wszystko inne służy i jednocześnie przeszkadza w ćpaniu rodzina i praca nawet dzieci.
Wasza miłość nie musi być idealna doskonała zapewniam Cie jednak że jeżeli jest to wystarczy .

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

146

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Przyznanie sie zonie do nalogu bedzie wlasnie taka katastrofa, ktora moze pomoze, a moze nie.
Na pewno to malzenstwo juz po spowiedzi meza nie bedzie nigdy takie samo.
Moze zona zazada, zeby poszedl na terapie, a moze sie zalamie i znow zachoruje.

Tego nie wiemy.
Nikt tego nie wie.

Zyj Tu i Teraz.

147 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-07-18 17:32:13)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Jutro będę widział się z żoną i zakładam, że w ten weekend jej opowiem o tym co się dzieje. Oczywiście targa mną strach, ale większość z Was jasno to wielokrotnie sugerowała i ja sam też wewnętrznie czuję, że niestety innej drogi nie ma.
Oczywiście że małżeństwo po takiej spowiedzi nie będzie takie samo. Gosia masz rację. Problem w tym, że alternatywa jest niepewna dla mnie (a dla większości tu piszących w zasadzie pewna) i obawiam się, że jak jej nie powiem, to stanie się dokładnie to co stało się  za pierwszym razem jak poszedłem na terapię, rzuce ją i wrócę do ćpania.
Mam jeden dzień na przemyślenie tego jak jej to powiedzieć, w jakim momencie i czy na pewno w weekend. Rozważam odsunięcie tego o kilka dni i konsultacji z terapeutą w poniedziałek, bo udało mi się zapisać.
Oczywiście zastanawiam się, czy ta myśl by to odłożyć nie jest kolejnym elementem konstrukcji walki nałogu z decyzją, którą wydaje mi się że podjąłem by jej powiedzieć. Z drugiej strony pewnie kilka dni niewiele znaczy.
Gosia, masz na myśli że moja żona popadnie w depresję?  W tym sensie zachoruje?
No nie pomagasz mi tym zdaniem.

Wczoraj wydarzyło się coś, co odczytałem jako moje „dno”. Byłem bardzo blisko i w ostatniej chwili uniknąłem czegoś.  To coś, o czym nie chce pisać, na pewno nie wydarzyłoby się dwa lata temu, przed braniem. To dla mnie jasne że wczorajsza sytuacja jest wynikiem zmiany mojej osobowości i myślenia oraz relatywizowania rzeczywistość. Namacalnie poczułem, że ja  to nie ja sprzed dwoch lat. Tam ja nie lubilby dzisiejszego ja....
Dodam na koniec, że Wasza cierpliwość w czytaniu tego wątku + Wasze opinie oczywiście bardzo mi pomagają i pomogły dojść do wniosku do jakiego doszedłem wczoraj, ale tak naprawdę ja wiem, że żona powinna wiedzieć. Zebyśmy byli w lepszej formie to nie możemy mieć takich tajemnic. W końcu … Na dobre i na złe, prawda?

148

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Nie myśl. Po prostu powiedz całą prawdę i idź się leczyć bez względu na to, jaka będzie reakcja żony.

149 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-07-18 18:42:25)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Jutro będę widział się z żoną i zakładam, że w ten weekend jej opowiem o tym co się dzieje. Oczywiście targa mną strach, ale większość z Was jasno to wielokrotnie sugerowała i ja sam też wewnętrznie czuję, że niestety innej drogi nie ma.
Oczywiście że małżeństwo po takiej spowiedzi nie będzie takie samo. Gosia masz rację. Problem w tym, że alternatywa jest niepewna dla mnie (a dla większości tu piszących w zasadzie pewna) i obawiam się, że jak jej nie powiem, to stanie się dokładnie to co stało się  za pierwszym razem jak poszedłem na terapię, rzuce ją i wrócę do ćpania.
Mam jeden dzień na przemyślenie tego jak jej to powiedzieć, w jakim momencie i czy na pewno w weekend. Rozważam odsunięcie tego o kilka dni i konsultacji z terapeutą w poniedziałek, bo udało mi się zapisać.
Oczywiście zastanawiam się, czy ta myśl by to odłożyć nie jest kolejnym elementem konstrukcji walki nałogu z decyzją, którą wydaje mi się że podjąłem by jej powiedzieć. Z drugiej strony pewnie kilka dni niewiele znaczy.
Gosia, masz na myśli że moja żona popadnie w depresję?  W tym sensie zachoruje?
No nie pomagasz mi tym zdaniem.

Wczoraj wydarzyło się coś, co odczytałem jako moje „dno”. Byłem bardzo blisko i w ostatniej chwili uniknąłem czegoś.  To coś, o czym nie chce pisać, na pewno nie wydarzyłoby się dwa lata temu, przed braniem. To dla mnie jasne że wczorajsza sytuacja jest wynikiem zmiany mojej osobowości i myślenia oraz relatywizowania rzeczywistość. Namacalnie poczułem, że ja  to nie ja sprzed dwoch lat. Tam ja nie lubilby dzisiejszego ja....
Dodam na koniec, że Wasza cierpliwość w czytaniu tego wątku + Wasze opinie oczywiście bardzo mi pomagają i pomogły dojść do wniosku do jakiego doszedłem wczoraj, ale tak naprawdę ja wiem, że żona powinna wiedzieć. Zebyśmy byli w lepszej formie to nie możemy mieć takich tajemnic. W końcu … Na dobre i na złe, prawda?

Reakcje Twojej żony po prostu trudno przewidzieć znamy tylko Twój jej obraz równie dobrze może rzucić Ci się na szyje i rozpłakać może się zacznie pakować możesz dostać po ryju może Ciebie spakować i wywalić na zbity pysk ,ja tak nie prowadzę jakiś statystyk ale z doświadczeń moich przyjaciół w podobnej sytuacji do Twojej wynika że jednak  w większości kobiety żony  nie są takie "złe" raczej starają się rozumieć wspierać.To tak na pocieszenie ale gwarancji nikt Ci nie da .

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

150

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Nawet kilku z was to napisało, ale ja jakoś tego  nie widziałem. Uważacie, że obawa o reakcję żony to moja wymówka, która jest dla mnie wygodna. Tak naprawdę nie martwię się o nią,  tylko nie mówię jej, bo nie chce z tym skończyć.
Chyba macie rację.
Skonstruowałem całą machinę tłumaczeń opartych na trosce o żonę, by nie kończyć z tym nałogiem.
To właśnie próbujecie mi powiedzieć?
Wszyscy też zgodnie piszecie, że nie mam szans sobie sam z tym poradzić, a ja ciągle was przekonywałem, że mam.

Nie pamiętam już kto jeszcze, ale między innymi ja tak napisałam, bo istotnie uważam, że usiłujesz sobie zapewnić maksimum komfortu. Dopóki będziesz go miał, to moim zdaniem nie ma mowy o wychodzeniu na prostą.

Od początku pytasz o żonę - będąc na jej miejscu nie chciałabym nie wiedzieć, a dowiedzieć się dopiero wtedy, gdy będzie już naprawdę trudno. Gdybyś sam do mnie przyszedł z prośbą o pomoc, to bym jej nie odmówiła, ale postawiłabym kilka twardych warunków.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

151

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Nie znam twojej zony, nie wiem, co moze sie stac. Mialam na mysli depresje, zalamanie psychiczne. Jasne, ze taka wypowiedz nie pomga. Ale ja zawsze pisze, co mysle. Dlatego nie jestem tu na tym Forum ani akceptowana, ani lubiana. Znam sie na pewnych rzeczach, pracuje w tym bagnie i pisze z 25 letniego doswiadczenia zawodowego.
Dla niektorych sie wymadrzam.
Niech tak bedzie.

Zyj Tu i Teraz.

152 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-07-18 20:16:46)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Jakby fajnie bylo, bym widzial inna droge bez mieszania ja w to...
Mam obawy oczywiscie, ktore nazwala Gosia, ktora byc moze ujawnila sie w dobrym momencie... by mnie schlodzic z przyplywem szczerosci. Moja przyjaciolka która zna zone odradza stanowczo, ale ja juz tez krece.... bo mi wstyd....nie zna calego obrazka...
Mam terapie w poniedzialek, secjalista od uzaleznien, w srode psycholog ogolny.
Gosia trafia w punkt niestety w moja najwieksza obawe, ale z drugiej strony zona potrafi byc stanowcza, ostra jak trzeba. Jest inteligentna i raczej oceniam ze w trudnych sytuacjach zachowuje trzezwosc umysłu.
Jestesmy po za domem. To mi daje pewien komfort, ze raczej nie zrobi sceny i jesli bedzie zlosc, nawet taka pierwsza, to ona stłamsi to by przed znajomymi nie zrobic sceny. Tutaj jestem pewien, nie lubi po prostu na zewnatrz wzbudzac sensacji. Wiem ze to straszne i cyniczne, ale byc moze powinienem to wykorzystać.

Olinka to pisze, ze ona i pewnie kazda zona  ktorej zalezy, to nie chcialaby nie wiedziec.
Paslawek dodaje, jesli nie zalezy jej, to po co z nia byc...
To jest przetazajaca logika ale w 100% ja kupuje....
To prowadzi ze strach rysowany przez Gosie moze jedynie odsunac w czasie decyzje po rozmowie z terapeutą.

153 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-07-18 21:45:25)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Zapytaj terapeuty, co o tym sadzi. Jesli to madry i dobry fachowiec, to ci poradzi, jak trzeba. Kolezanka zony moze ma racje, a moze jej nie ma. To, ze ja dobrze zna, to za malo. Tu trzeba dzialac z wyczuciem, ale i stanowczo. Tylko ty nie mozesz zony traktowac jak deski ratunku- ze jak powiesz, to sie wyleczysz, bo ona wywrze presje. TY MUSISZ CHCIEC.

Nie wiem, czy ci to pomoze- ale faktem jest, ze w nieskonczonosc nalogu ciagnac nie mozesz. Dzieci sa male, one ciebie beda jeszcze dlugo potrzebowac. A za pare lat bedziesz wrakiem psychicznym i fizycznym.
Juz nie dosypiasz, nie dojadasz pewnie.Nie obchodzi cie zapewne zdrowe odzywianie itp. Masz inne priorytety.
Skonczysz sie. Skonczy sie zdrowie, skoncza sie pieniadze, rodzina sie rozpierdzieli. Wtedy pograzysz sie w nalogu na dobre. Zabiora ci prawo do widzenia z dziecmi.

wez sie w garsc i pozbieraj do kupy


Pamietaj, ze jezeli zonie powiesz, nie bedzie odwrotu od terapii.
Jesli na terapie nie pojdziesz, jesli nie dasz rady zyc bez uzaleznienia, to rodzina ci sie rozwali, bo zona bedzie ciagle niuchac, podejrzewac, plakac, marudzic. To juz nie bedzie zycie, jak do tej pory.
Stoisz przed wielkim zadaniem, przed toba milowy krok.

Zrob go.
To twoja szansa. Moze jedyna.

Zyj Tu i Teraz.

154 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-07-18 22:51:46)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

@Gosia, trudno Ci nie przyznac racji, ze sam fakt powiedzenie zonie z automatu oznacza, ze ja juz na 100% bede oddany terapii. Mozna zalozyc, choc to wlasnie chyba sedno, ze bez powiedzenia tez moge oddac sie terapii. Sek w tym, ze ten scenariusz juz raz nawalil.
Ty pewnie slusznie podpowiadasz konsekwentnie, ze fakt powiedzenia moze utrudnic wrecz wyjscie jesli reakcja zony nie bedzie jak w hollywoodzkim filmie....
To tez mozliwe, co nie musi oznaczac wcale, ze mnie pogoni. To moze sie zamienic faktycznie w slaby klimat w chacie. To jednak tylko jak nie bede konsekwentny w terapii i rozumiem, ze Ty uwazasz, tez z doswiadczenia, ze wcale nie musze bardziej byc konsekwentny jak powiem nie jak nie powiem, tak?

Wszystko sprowadza sie do mojej konsekwencji w terapii i czy musze miec bata nad soba i czy zona jest na pewno tym najlepszym batem...
Dzisiaj znowu mi sie wydaje, ze chce terapii i ze bede konsekwentny, ale juz raz mi sie tak wydawalo...

155 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-07-18 23:31:16)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Chyba forum juz mam mnie dosyc smile bo nie moge edytowac... swoich postow, nie mam uprawnien, wiec dopisze wyjatkowo wbrew regulaminowi (ten jeden powyzszy post nie chce sie edytowac...dziwne)

Konczac Gosia
Ja musze byc batem dla samego siebie i juz. Moge nim byc rowniez bez wciagania zony, bo jak ja nie bede, to ona tez nie wystarczy. To wydaje sie jesne niby, ale fajnie ze to Gosia uwypuklilas. Niby oczywista oczywistosc, ale jesli mam watpliwosci, to mowienie zony jest glupota....

Mam jeszcze troche czasu do pomyslenia... na szczescie jestem sam i moge dyskutowac sam ze sobą...

156

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Mam obawy oczywiscie, ktore nazwala Gosia, ktora byc moze ujawnila sie w dobrym momencie... by mnie schlodzic z przyplywem szczerosci. Moja przyjaciolka która zna zone odradza stanowczo, ale ja juz tez krece.... bo mi wstyd....nie zna calego obrazka...

Jeśli nie zna, to dobrze, bo nie wyobrażam sobie co można poczuć, kiedy nagle okazuje się, że otoczenie jest świadome problemu, ale żona nie. W zdrowo funkcjonującym związku małżonkowie powinni być sobie przyjaciółmi, dlatego uważam, że to ona powinna dowiedzieć się jako pierwsza, a na pewno nie ostatnia.
Z drugiej strony nadal nie potrafię zrozumieć jak można żyć ze sobą pod jednym dachem i czegoś takiego nie zauważyć. Dla mnie jest to wręcz niewiarygodne.

Niestety nie znamy Twojej żony, ogromnie trudno nam przewidzieć jak zareaguje i czy otrzymasz wsparcie, czy raczej okaże się, że zostaniesz z tym sam, a na dokładkę z nowym problemem. Tym niemniej nawet jeśli pierwsze emocje będą gwałtowne, to nie jest wykluczone, że kiedy już opadną, to nie zmieni nastawienia.

------------

Brother in arms napisał/a:

Chyba forum juz mam mnie dosyc smile bo nie moge edytowac... swoich postow, nie mam uprawnien, wiec dopisze wyjatkowo wbrew regulaminowi (ten jeden powyzszy post nie chce sie edytowac...dziwne).

Po północy dnia, w którym post został napisany, system blokuje możliwość edycji. W takiej sytuacji postów jeden pod drugim nie traktujemy jako naruszenie regulaminu.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

157 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-07-19 08:17:46)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Tak jak pisze Olinka- nie znamy zony, nie umiemy przewidziec jej reakcji. Ja tak troche radze po sobie- ja bym mezowi strasznie trula dupe.

Spowiedz u zony nie oznacza na 100% odwyku? i ona tak to zostawi? jakie to bedzie zycie? bedziesz dalej bral a ona co? bedzie cie obserwowac? marudzic? gniewac sie? plakac? jaki masz na to scenariusz?

Ale chyba najwiekszy problem ludzi uzaleznionych jest strach przed zyciem BEZ uzywki. Jak to bedzie bez brania, bez odlotu, bez "pomocy" narkotyku?

Ja to znam po sobie.
Rzucilabym fajki- ale jak zyc bez papieroska przy kawie, po obiadku, na imprezie z palaczami? Otwiera mi sie jakas pustka.

Jesli udzwigniesz konsekwencje reakcji zony, oraz jesli wiesz, ze sobie poradzisz bez narkotykow- to powiedz zonie.

Ale musisz wiedziec, ze twoje malzenstwo sie zmieni na zawsze.

Zyj Tu i Teraz.

158

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Moje zdanie jest takie - jeśli nie powie zonie, ryzykuje malzenstwo, choć jak doczytałam o tych roznych przyzwoleniach, to tez jeszcze trochę inny obraz się wylania tego związku.
Na pewno tez terapeuta pomoze podjąc wlasciwą decyzję, ale pamiętajmy, ze ostatnio przy probie terapii terapeuta okazal się "za ostry", ciekawe, co za tym stoi.

159 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-07-19 09:44:27)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Gosia,
Kumam co mowisz. Tez wiem, ze taka informacja to nie jest ... niedzielny obiadek
Nie wiem czy uda sie juz nigdy nie wziac. Chce sprobowac, ide na terapie, ale oczywiscie nie przewidze splotow sytuacji, dolkow i czy mi znowu sie nie zrelatywizuje i tylko.... raz na imprezce golnę...
Tego nie wiem
Ryzyko o jakim piszesz jest ogromne i racja ze moze warto sprobowac sie leczyc bez informowania zony. Wylania mi sie chyba decyzja ze to spotkania z terapeuta nie powiem. Nie ma znaczenia kilka dni a pokusa szybkiej spowiedzi moze byc zbyt kosztowna. Dla mnie i dla niej.

@Benita, „za ostry” bo powiedzial albo zero alko albo nie przychodzic wiecej.
Ja to rozumiem, bo wiem czy konczy sie odpuszczenie w piciu, ale z drugiej strony nie wyobrazam sobie na wakacjach nie wypic mojito z zona. Jak wytlumaczyc zero alko jak sie pije od 30 lat - trzebaby jej powiedziec. Inna kwestia czy chce strategii zero alko.

@Olinka, piszesz ze nie rozumiesz jak mozna zyc obok siebie i nie widziec.
Postawie kilka tez
- mozna nie chciec widziec, bo sie nie wie co z tym zrobic
- mozna byc za glupim po prostu, nie chce obrazic ale czesc ludzi ma prosta konstrukcje i nie jest sherlokami holmsami
- mozna nie znac tematu i jak ktos (bioracy) jest bardzo ostrozny i kontroluje sie, to wg mnie trudno bardzo dostrzec i MIEC pewność.
Ja przeciez nie robie tego tak by wystawic sie na ryzyko zlapania. Po wzieciu mam swiadomosc jakie odruchy hamowac. Staram sie kontrolowac. Po za tym rzadko sie zdarza jednak bym bral jak jestem tylko z zona. Ostatnio na pewno.

Na koniec. Kobieta i mezczyzna to zupelnie rozne gatunki czlowieka.
Troche mnie smieszy jak piszecie o tej szczerosci zwiazkow, bo to tylko swiadczy jak jestesmy rozni.
Nie znam faceta o ktorym cos tam wiem, ktory nie ma czegos, co zonce nie mowi. Nie mowie, ze musi byc to kaliber mojej tajemnicy. Wiara jednak ze pary mowia sobie wszystko jest dla mnie idealistyczna, zludna i wg mnie w 90% zwiazkow nie ma opcji. Wy drogie kobiety nie uwierzycie, ale uwazam ze zawsze powinnyscie zakladac ze nie wiecie czegos, ze facet Wam czegos nie mowi. Wiara ze mowi, to jest wg mnie naiwnosc. Moze ja zyje w zepsutym swiecie, troche bardziej samolubnych ludzi, pewnie tak i tutaj to bardziej widac. Jednak zwykli ludzie tez sa politycznie poprawni, grzeczni + co ludzie powiedza.... nie ma opcji.

By bylo jasne. Ja uwazam, ze nie ma potrzeby czasami wszystkiego mowic, czasami nawet by nie robic przykrosci w malo znaczacych sprawach. „Kochanie nie lubie jak zakladasz te spodnie” warto mowic czy nie? Po co skoro wiem, ze je lubi a ja ją wole w innych bardziej.
Czasami chyba mozna miec tajemnice. Taka nadmierna szczerosc nie musi robic dobrze. Ale oczywiscie to sie sprowadza do kazdego z nas sposobu na budowanie relacji. To jednak inny kaliber, co jasne. Ja przed tym problemem nie mialem wiekszych tajemnic przed zona. Jestem tez po za tym chyba dosc poprawnym mezem. Staram sie dbac o zone, dzieci, nigdy nie zdradzilem. Te dragi pojawily sie tak szybko i z nienadzka niejako ze ta sytuacja nie udalo mi sie „zarzadzic” niestety najlepiej i tu sie pogubilem

160 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-07-19 14:25:13)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Czy ja dobrze rozumiem? jestes politoksyczny- bierzesz amfetamine i naduzywasz alkoholu?

Mimo mojego doswiadczenia zawodowego troche sie dziwie, ze zona nie kuma, ze ty masz uzaleznienia.
Co do alkoholu to powiem tak ( i nie wyskoczcie zaraz na mnie):

Polska jest krajem, w ktorym nadmierne picie, upijanie sie jest wybrykiem kawalerskim. Obserwuje 3 kraje pod tym wzgledem: Polske, gdzie bywam b. czesto, Niemcy, gdzie mieszkam i szwajcarie, gdzie mam rodzine, rodzenstwo i bywam czesto, bo mieszkam przy granicy.

W Polsce pije sie duzo, czesto, na umor. Pije sie czesto po to, by sie nachlac.
Bywam w Szwajcarii i w Niemczech na weselach, urodzinach, imprezach zawodowych i rodzinnych. Pija, owszem. Ale nie widze uchlanych, kiwajacych sie, czy zalanych w trzy dupy gosci. Oni jakos pija z fasonem.
Niestety, polskie wesela (wracam swiezo z takiego!) wygladaja inaczej. Juz o 23:00 nie ma z kim gadac. I to nie bylo jakies wiejskie wesele, to bylo wesele mlodych, wyksztalconych prawnikow.
Wiecie, co chce napisac?

W Polsce mozna nalog przeoczyc. Tam pije prawie kazdy, wielu na imprezach sie upija i nie ma z tego sensacji.
Zona mysli: " on pije, ale kazdy tu pije".
Gdyby szwajcarski prawnik na weselu sie upil, bylaby sensacja. Tam trzyma sie fason.

A polski  pan mlody i jego koledzy byli zalani w trzy dupy jeszcze przed polnoca. I to nie bylo moje pierwsze wesele czy inna powazna imperaza w Polsce….
Chodze na polskie urodziny, czy tam inne imprezy.
W PL pije sie nie wino, bo ma fajny smak. Pije sie mocne trunki, bo szybko wchodza do glowy.
Wyobrazdzie sobie, ze moj maz (nie Polak) tez wypije. Pije piwo, wino na imprezach czy w domu. Lubi 2- 3 lampki dobrego wina na weekend, czy zimne piwko po pracy.
Zyjemy ze soba wiele, wiele lat.
Nigdy nie widzialam go pijanego. On by sobie na to nigdy nie pozwolil.

W Polsce nie ma imprezy bez alkoholu. Nawet na chrzcinach i komunii alkohol leje sie strumieniami.
W Szwajcarii, w Niemczech bardzo czesto jestem na urodzinach, czy kolacji, gdzie podaje sie wino na 4 osoby i koniec na tym.


I nie zlosccie sie, ze to napisalam.
Ja zyje w za granica od ponad 30 lat.
Z racji mojej pracy rodzaju doradczego (niewazne) obserwuje zachowania ludzi; tez bo ludzi lubie i mnie interesuja.

Duzo podrozuje miedzy Polska, Szwajcaria. I takie mam spostrzezenia.

I NIC NA TO NIE PORADZE.
Chcialabym, by bylo inaczej, bo nieraz za polskie pijanstwo mi wstyd, gdy jestesmy na odwiedzinach z mezem, jego bratem, szwagierka- i zostajemy gdzies zapraszani. Wodka leje sie strumieniami, oni tego pojac nie moga, jak mozna na chrzcinach czy komunii  pic wodke tak, zeby byc pijanym. ze czesto nie podaje sie dobrego wina czy kieliszka szampana na toast.

W Niemczech i Szwajcari sie tez sie pije ale nie ma to takiego przykrego wizerunku, bo oni (przynajmniej w pewnych kregach, ale przeciez nie mowimy tu o menelskim chlaniu pod budka z piwem) nikt nie upija sie w trupa.

Nagminne chlanie w Polsce zaciera spojrzenie na zachowania, ktore juz sa nalogowe.


Zona mogla nie dostrzec, ze ty jestes uzalezniony, chociaz czesto widzi cie podpitego.

Zyj Tu i Teraz.

161 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-07-19 14:20:44)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Napisalam Elaborat, sorry, ze teraz post pod postem, ale by bylo za dlugie i z innej beczki chce dodac, ze ty Autorze po terapii nie mozezsz juz nic pic. Zero alkoholu.
Proby terapii o tzw." piciu kontrolowanym" to bajka z Mchu i Paproci.
Autorem tej formy terapii byl Szwed, sam alkoholik, potem terapeuta, ktory wrocil do nalogu zreszta.


Nie ma takiego czegos, ze mozna troche wypic. Tylko calkowita abstynencja jest ukoronowaniem sukcesu terapii.
Dlatego napisalam, je najwieksza bolaczka ludzi uzaleznionych jest calkowite niepicie. Bo nastaje pustka i dziura w zachowaniu pijacego, ktora trudno wypelnic.

Jak mozna sobie z tym poradzic? w PL bedzie chyba  trudno. Nieprzyjete jest jeszcze pewnie (tego nie wiem) i nieakceptowane, niesalonowe powiedziec: jestem alkoholikiem po terapii, dziekuje, nie pije.

Na Zachodzie to jest normalne i jest to wpajane juz na terapii, by z nalogiem obchodzic sie ofensywnie i otwarcie. Nie budzi to sensacji. Mowi sie- a, ok, i propunuje sie napoje bezalkoholowe. Nikogo to ani nie zdziwi, ani nie ma sensacji.
W PL chyba niemozliwe? Nie wiem.

Mozesz gadac, ze bierzesz antybiotyk, ze masz problemy z zoladkiem, ze prowadzisz samochod.

Ale pic nie bedziesz mogl i nie daj sobie wmowic, ze jest taki fenomen, jak picie kontrolowane.
Bo nie ma.

Zyj Tu i Teraz.

162 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-07-19 16:52:56)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Gosia1962 napisał/a:

Napisalam Elaborat, sorry, ze teraz post pod postem, ale by bylo za dlugie i z innej beczki chce dodac, ze ty Autorze po terapii nie mozezsz juz nic pic. Zero alkoholu.
Proby terapii o tzw." piciu kontrolowanym" to bajka z Mchu i Paproci.
Autorem tej formy terapii byl Szwed, sam alkoholik, potem terapeuta, ktory wrocil do nalogu zreszta.


Nie ma takiego czegos, ze mozna troche wypic. Tylko calkowita abstynencja jest ukoronowaniem sukcesu terapii.
Dlatego napisalam, je najwieksza bolaczka ludzi uzaleznionych jest calkowite niepicie. Bo nastaje pustka i dziura w zachowaniu pijacego, ktora trudno wypelnic.

Jak mozna sobie z tym poradzic? w PL bedzie chyba  trudno. Nieprzyjete jest jeszcze pewnie (tego nie wiem) i nieakceptowane, niesalonowe powiedziec: jestem alkoholikiem po terapii, dziekuje, nie pije.

Na Zachodzie to jest normalne i jest to wpajane juz na terapii, by z nalogiem obchodzic sie ofensywnie i otwarcie. Nie budzi to sensacji. Mowi sie- a, ok, i propunuje sie napoje bezalkoholowe. Nikogo to ani nie zdziwi, ani nie ma sensacji.
W PL chyba niemozliwe? Nie wiem.

Mozesz gadac, ze bierzesz antybiotyk, ze masz problemy z zoladkiem, ze prowadzisz samochod.

Ale pic nie bedziesz mogl i nie daj sobie wmowic, ze jest taki fenomen, jak picie kontrolowane.
Bo nie ma.

W Polsce to Brother raczej nie spotka psychoterapii nastawionej na "picie kontrolowane " chyba że trafi na jakiegoś szamana- idiotę.Jeszcze podobno w "hameryce" próbuje się gdzieś tresury pod tym kątem ale szczegółów nie znam tych eksperymentów może to już przeszłość.
Jeśli chodzi o świadomość i ofensywne przyznawanie się do uzależnień to z moich obserwacji na przestrzeni dwudziestu paru lat PL nie różni się znacząco od zachodu mieliśmy (niestety siadło to w ostatnich paru latach ) jedne ze skuteczniejszych programów leczenia alkoholików w Europie Skandynawowie przyjeżdżali się uczyć  o tym się nie mówiło. .Ja tak naprawdę to może parę razy spotkałem się ze złośliwością czy głupimi uwagami z reguły spoko chyba że za plecami ktoś coś gada ale to olewam ciepłym... .Na co dzień nie noszę opaski z napisem alkoholik.Teraz to już w ogóle się nie tłumaczę nie i koniec bo niby dlaczego się mam tłumaczyć nie tłumaczyłem się też z tego że nie odmawiałem kiedy piłem i ćpałem.Odmawianie okazało się dla mnie i wielu moich znajomych jedna z łatwiejszych .przeszkód do pokonania.Niektóre projekcje są przezabawne tak na marginesie wszystkie grupy zawodowe mają z tym kłopoty ja jestem elektrykiem podobnie mają hydraulicy lekarze i prawnicy Ci ostatni mają przegwizdane z "logiką" i racjonalizowaniem sami o tym mówią z resztą Korpo ludki nie są tu wyjątkiem Brother
Myślenie o odmawianiu przed zaprzestaniem to jednak dla większości są straszne Himalaje jedna z wymówek i lęk  że się nie da nie uda .
Polscy alkoholicy tacy co jeszcze nie przetrzeźwieli też widzą w naszych realiach przeszkody nie do pokonania ale jak już zaczną trzeźwieć po terapii wszystko to okazuje się mitami i tworzeniem trudności na wyrost i potrzeby nałogowego myślenia ciągnie do tyłu po prostu.Naprawdę nie jesteśmy gorsi lepsi też nie i nie jesteśmy na pierwszym miejscu nawet jeżeli chodzi o spożycie ale to nie specjalnie istotne bo to nie alkohol amfa koks stanowi największy problem w uzależnieniach odstawienie jednak jest konieczne.
Brother jak chcesz być zdrowy picie odpada już na wstępie cudów nie ma tym bardziej że zastąpienie śniegu alkoholem to utopia nie wypełnisz dziury .Pisałem wcześniej o tym jak ja robiłem to też nic wyjątkowego.
Twoje wątpliwości są również zwyczajne prawie każdy kogo znam miał jak Ty.Może ze dwóch heroinistów znam co mogą pić alko ale i tak nie piją prewencyjnie jak byli młodzi to przez kilka lat brali tylko i wyłącznie kompot ale to rzadkość .
Faktem też jest to co Gośka napisała że jeszcze u nas przyzwolenie picia na umór jest większe co też kiedyś wcześniej pisałeś o swojej żonie że mówiąc o Twoim piciu powiedział że popadasz w skrajności albo dużo albo wcale.
Także w Polsce wcale moim zdaniem nie jest ani trudniej ani łatwiej,ponieważ znam też anonimowych niemieckich alkoholików którzy  "narzekają" smile  na nadopiekuńczość państwa w stosunku do alkoholików.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

163 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-07-19 16:17:09)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Co masz na mysli piszac "nadopiekunczosc"?

Niemieckie metody terapeutyczne sa na bardzo wysokim poziomie, zapewniam cie o tym. terapia jest zawsze bezplatna, porady psychologa i terapeuty zawsze oplaca kasa chorych.
Nie wiem, jak jest w Polsce, ale ostatnio rozmawialam z doswiadczona terapeutka wprawdzie nie od uzaleznien, ona pracuje w osrodku dla chorych umyslowo.

Byly rozne tematy, ja cos wtracilam o zaburzeniu Borderline, ona tego nie znala (!) Nie wiedziala tez, na czym polega schizofrenia paranoidalna (nie objawy, bo je widzi u swoich chorych, tylko skad sie bierze i jak dziala mozg schizofrenika).
Moze to wyjatek, nie wiem.

Na pewno sa w PL doswiadczeni i madrzy terapeuci i Autor na takiego trafi.
Jesli chodzi o spozycie, moze i nie na pierwszym miejscu, ale jesli chodzi o upijanie sie na umor, chlanie na trupa to wygrywa z Polakami tylko Rusek i Ukrainiec.
Polskie oblicze alkoholizmu jest smutne, tragiczne bo nie ma zaplecza socjalnego.
Ciemiezona matka albo zona zostaje po wyroku dalej w mieszkaniu z pijusem, bo nie ma dla niej miejsca.I tak dalej.

Zyj Tu i Teraz.

164 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-07-19 18:10:00)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Gosia1962 napisał/a:

Co masz na mysli piszac "nadopiekunczosc"?

To raczej było w formie żartu bardziej właśnie chodzi o procedury postępowania z alkoholikami moi znajomi z Niemiec mięli zastrzeżenia co do takiego traktowania że wiele rzeczy spraw załatwia się za alkoholika a to według niemieckich weteranów AA nie bardzo sprzyja rozwojowi niezależności i samodzielności z którą wielu alkoholików ma problemy.Jak pewnie wiesz tak to bywa z weteranami "za naszych czasów to było "

PS Ta terapeutka to chyba wyjątek o Borderline internety aż huczą teraz co druga osoba (przeważnie jednak zdrowa )ma się za bordera smile
a ze schizo to może młoda jeszcze niedouczona widzisz jak ważna jest wymiana doświadczeń.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

165 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-07-19 21:26:51)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Terapeutka (50-tetnia) w Polsce czyta o Borderline w internecie? ciekawe...w Niemczech ucza o tym na studiach….

a schizofrenia- obok depresji-to najczesciej wystepujaca choroba psychiczna. Jesli nawet bylyby mloda i niedoswiadczona- to normalnie TYMBARDZIEJ  bylaby swiezo po studiach i tematy mialaby obcykane.


Ta proba ratowania zakresu wiadomosci polskich terapeutek sie nie powiodla.
Masz inne pomysly?

Zyj Tu i Teraz.

Posty [ 111 do 165 z 245 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018