Czy powiedzieć żonie o nałogu? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 97 ]

1 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2018-11-10 08:11:31)

Temat: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Witam,
Od okolo roku moge uznac, ze regularnie biore snieg. Weekendowo, ale dosc regularnie, prawie co tydzien. To jest nałóg, to wiem. Chce z tym skonczyc, ale nie udaje sie. Potrzebuje wsparcia, ale boje sie powiedziec zonie o tym, bo nie wiem jak zareaguje. To jednak nie jest standardowa sprawa.
Nie chce tlumaczyc jak to sie stalo, stalo sie. Zycie dalo popalic.

Problem w tym, ze zona ma depresje, ktora ciągnie sie latami, bierze leki. Miala tez raka, ale rokowania sa dobre, choc ona ciagle zyje w stresie.

Ja pracownik korpo, mozna powiedziec z sukcesami, ale mam spore cisnienie.
Pieniadze nie sa problemem, co utrudnia rzucenie nalogu, bo moge kupowac do woli.
Kocham bardzo zone, staralem sie mocno ja wspierac we wszystkim, troche kosztem siebie, ale tak chcialem. Nadal to robie.
Niczego nie tlumacze, ale snow pomaga mi obecnie podnosic sie ale to bylo wczesniej niz rak, wiec nie tłumacze sie. Zaczalem te zabawe z tym syfem przez srodowisko z jakim mam do czynienia.
Jestem w punkcie gdzie ja potrzebuje pomocy. To czuje. Czuje, ze dluzej nie dam rady i boje sie, ze zblizam sie do jakiegos zalamania nerwowego. Po prostu za duzo.

Ide do psychologa za tydzien, ale boje sie, ze zrobie cos glupiego na haju i zaczna sie klopoty na maksa. Mam na mysli karne sprawy + konsekwecje i potencjalne kwestie utrzymania rodziny, jak mnie zabraknie.
Mamy dzieci.

Czy mam prawo jej powiedziec szukajac wsparcia?
Bez niej nie skoncze raczej tego.
Czy ona da rade?
Co byscie powiedzialy Panie mile jak by maz, partner wyjechal z czyms takim?

Nie wiem jak ona zareaguje. Czy mnie wywali z chaty czy pomoze. Ma sporo ze soba klopotow...

Poradzcie czy ryzykowac szczerosc z zona.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Przy całej świadomości swojego problemu brak Ci wiedzy o reakcjach żony... hm...
Jeśli jest źle i czujesz, że będzie gorzej - chwyć się KAŻDEJ szansy wyjścia z dołka, jeśli żona jest do tego KONIECZNA (bo WIESZ, że sam nie dasz rady) - powiedz, choć różnie może być jak Ona się dowie, ale po to się chyba ma partnera aby razem powalczyć, ukrywanie problemów nie jest raczej dobre a Twój problem jak rozumiem - narasta.

3

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Powiedz żonie. I zgłoś się do centrum leczenia uzależnień.

4 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-11-10 09:02:38)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Nie wiem czy człowiekowi podczas depresji, powinno się mówić takie rzeczy. Ale na pewno tłumaczenie, że bez niej nie dasz rady jest formą usprawiedliwienia Twojej bezczynności, wobec wciągania. Jeśli nie potrafisz dla siebie to możesz dla dzieci i żony. Nikt Ciebie nie zmuszał.

5

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Zona powinna wiedzieć.

Byle na przekór...:P

6 Ostatnio edytowany przez paslawek (2018-11-10 20:33:05)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
sosenek napisał/a:

Powiedz żonie. I zgłoś się do centrum leczenia uzależnień.

Jak najbardziej tak ,tylko według mnie w odwrotnej kolejności.Dlatego że na terapii dostaniesz odpowiedź jak i kiedy  powiedzieć żonie a to ważne.
Jeżeli masz obawy to możesz połazić na mityngi AN lub AA (jak nie ma w Twojej okolicy AN)do czasu wizyty u psychologa
Dostaniesz tam wsparcie (w AN) nie musi Ci się spodobać na początku
Zrób to dla Siebie a żona  niebawem poczuje ulgę bo być może się domyśla ma wątpliwości czuje się niepewnie co nie pomaga w depresji

Pozdrawiam

7

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Jeśli chcesz ja dobić, to jej powiedz. Sprawę swojego nałogu załatw sam, po męsku, a nie będziesz szarpał słaba i chora kobietę. Co z ciebie za facet?

8

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

natasza, faceci nie mogą mieć słabości? co to w ogóle za tekst. Facet jest w nałogu, to nie jest błaha rzecz.

9

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Jest nalogowcen i dlatego powinien bombardowac chora żonę tego rodzaju informacją? Ona jeszcze nie wyszła z raka, ma nerwicę i depresję, bo walczy o życie, a tu nagle wyskakuje mąż z tego rodzaju rewelacja? I czego od niej oczekuje? Niech sam załatwi sprawę nałogu, a nie wciąga biedna i bezradna kobietę w takie bagno.

10

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Trudno określić jaka masz motywacje , ponieważ nie przedstawiasz nałogu jako główny problem.
Z jednej strony jako dorosła osoba masz prawo być "jakiś" określony przez wady , zalety , nałogi itd.
Jednak narkomania nie jest akceptowalna społecznie.

Jedną z nielicznych zalet głupoty jest to , że nie można nią się zarazić.

11

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Witam,
Od okolo roku moge uznac, ze regularnie biore snieg. Weekendowo, ale dosc regularnie, prawie co tydzien. To jest nałóg, to wiem. Chce z tym skonczyc, ale nie udaje sie. Potrzebuje wsparcia, ale boje sie powiedziec zonie o tym, bo nie wiem jak zareaguje. To jednak nie jest standardowa sprawa.
Nie chce tlumaczyc jak to sie stalo, stalo sie. Zycie dalo popalic.

Problem w tym, ze zona ma depresje, ktora ciągnie sie latami, bierze leki. Miala tez raka, ale rokowania sa dobre, choc ona ciagle zyje w stresie.

Ja pracownik korpo, mozna powiedziec z sukcesami, ale mam spore cisnienie.
Pieniadze nie sa problemem, co utrudnia rzucenie nalogu, bo moge kupowac do woli.
Kocham bardzo zone, staralem sie mocno ja wspierac we wszystkim, troche kosztem siebie, ale tak chcialem. Nadal to robie.
Niczego nie tlumacze, ale snow pomaga mi obecnie podnosic sie ale to bylo wczesniej niz rak, wiec nie tłumacze sie. Zaczalem te zabawe z tym syfem przez srodowisko z jakim mam do czynienia.
Jestem w punkcie gdzie ja potrzebuje pomocy. To czuje. Czuje, ze dluzej nie dam rady i boje sie, ze zblizam sie do jakiegos zalamania nerwowego. Po prostu za duzo.

Ide do psychologa za tydzien, ale boje sie, ze zrobie cos glupiego na haju i zaczna sie klopoty na maksa. Mam na mysli karne sprawy + konsekwecje i potencjalne kwestie utrzymania rodziny, jak mnie zabraknie.
Mamy dzieci.

Czy mam prawo jej powiedziec szukajac wsparcia?
Bez niej nie skoncze raczej tego.
Czy ona da rade?
Co byscie powiedzialy Panie mile jak by maz, partner wyjechal z czyms takim?

Nie wiem jak ona zareaguje. Czy mnie wywali z chaty czy pomoze. Ma sporo ze soba klopotow...

Poradzcie czy ryzykowac szczerosc z zona.


Czy żona  domyśla się że mozesz miec taki problem? Czy zdarzyło Ci się już zrobić coś głupiego na haju?

12

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Dziekuje za Wasze opinie.
Zapytalem, bo mam watpliwosc czy mowienie jej faktycznie nie zalamie.
Z drugiej strony przyznam, ze probuje dotrzec do specjalisty od uzaleznien, ale... to trudniejsze niz moze sie wydawac.
Zaczynam od psychologa. Ten nalog to pulapka mentalna. Jednego dnia chcesz z tym skonczyc, by za kilka relatywizowac, ze to sie nie rozni od alkoholu i dlaczego czasami sobie nie walnac.
Zastanawiam sie jakies motywacji potrzebuje, by jednak dotrzec tam... moze ultimatum od zony...

Do tej pory nie zrobilem nic glupiego na haju. Pilnuje sie i kontroluje na tyle, ze nie wezme jak mam jechac z dziecmi sam gdzies czy cos takiego. Bywa jednak ze jezdze samochodem na drugi dzien, na zejsciu, wiec jak kogos walne, to na badaniach z krwi wyjdzie. To sie kraktuje jak jazde pod wplywem i jesli cos sie komus stanie, to mozna miec klopoty, nawet zaliczyc odsiadke. Pomijam oczywiscie, ze nie chcialbym nic nikomu zrobic.
To jest inne niz alko. Wg mnie zdolnosc funkcjonowania na drugi dzien po jest duzo lepsza niz po alko, ale w swietle prawa i odpowiedzialnosci nie ma to znaczenia... i pewnie slusznie.
To nie jest takie latwe, ogarnac sie.. serio. Probowalem nie brac, robic przerwy, ale lamie sie i wracam... bo chce, lubie, potrzebuje, to mi pomaga
Nie ma prostej odpowiedzi.
Dzieki za przemyslenia. Wiem ze musze dotrzec do specjalistow, ale czy dotre to nie wiem...

13

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

(...) Zastanawiam sie jakies motywacji potrzebuje, by jednak dotrzec tam... moze ultimatum od zony... (...)

Motywacja zewnętrzna? Krótkotrwała.


To, co napisałeś w ostatnim poście jest typowe dla osoby uzależnionej.
Dotrzesz do specjalistów, jeśli będziesz zdeterminowany, by zerwać z nałogiem. Inaczej to "słowa, słowa, słowa."

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

14

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Z drugiej strony przyznam, ze probuje dotrzec do specjalisty od uzaleznien, ale... to trudniejsze niz moze sie wydawac.

To nie jest trudne, są w każdym mieście, chcesz, podam Ci numer telefonu, który znajdę w google. Szukasz wymówki. Jeszcze widocznie nie osiągnąłeś dna i zasłaniasz się żoną...

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

15 Ostatnio edytowany przez paslawek (2018-11-11 22:17:06)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
santapietruszka napisał/a:
Brother in arms napisał/a:

Z drugiej strony przyznam, ze probuje dotrzec do specjalisty od uzaleznien, ale... to trudniejsze niz moze sie wydawac.

To nie jest trudne, są w każdym mieście, chcesz, podam Ci numer telefonu, który znajdę w google. Szukasz wymówki. Jeszcze widocznie nie osiągnąłeś dna i zasłaniasz się żoną...

Jeżeli pracujesz w korpo to raczej nie na pipidówie.
santapietruszka ma racje - wymówki ,racjonalizacje itp itd

16

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Dzieki za przemyslenia. Wiem ze musze dotrzec do specjalistow, ale czy dotre to nie wiem...

Wcale nie musisz - jest wielu narkomanow, którzy nie podjęli takiego kroku, to Twoje zycie. Co do zony, nawet jak jest w depresji, to nie jest 5 letnim dzieckiem, tylko doroslą kobietą, która zasluguje na szczerość i ma prawo wiedzieć, z kim zyje pod swoim dachem i z kim dzieli zycie. Może Cie wyrzuci, a może będzie wspierać, tego nie wiemy, ale ukrywanie się z nałogiem jest drogą donikąd.

Byle na przekór...:P

17 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2018-11-12 17:24:16)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

TYLKO specjalista moze ci pomoc. Sam z tego nie wyjdziesz.

Co do zony to powiem tak: owijanie chorego na depresje w cukrowa wate jest niepotrzebne.
Ale tu dochodzi jej choroba nowotworowa, wiec to troche inna sytauacja.

Ty twoja zone znasz najlepiej, wiec decyduj sam. My mamy za malo wiadomosci na temat waszego zwiazku. Jesli zwiazek jest stabilny i mocny, a wasza milosc wielka, to dacie rade.
Porozmawiaj na ten temat z psychologiem.
Jesli nalogu chcesz sie NAPRAWDE  pozbyc, to terapii nie unikniesz.
Nie wyreczaj sie ultimatum od zony, nie czekaj na to. To nie fair wobec niej. A jak  ona nie da ci ultimatum, bo jest za slaba, zajeta wlasnymi WIELKIMI problemami?

Ty jestes uzalezniony.
Ty masz sie leczyc, jesli taka jest twoja wola.
Ty musisz podjac kroki na leczenie uzaleznienia.

TO MA BYC TWOJA DECYZJA, ktorej na zone zwalic ci nie wolno.
Nie idz na latwizne.

18

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

naprawdę to Ci pomaga? zjazdy serotoninowe, poczucie beznadziei i szarości świata bez narko - to wszystko jest dla Ciebie ok?
Świat jest piękny, ale ty nie pozwalasz sobie tego dostrzec, fundujac sobie co weekend rzeczywistość na dopalaczu. przypomnij sobie jak było kiedyś, ile tracisz przez wciaganie a ile zyskujesz. rachunek zawsze wychodzi na minus.

19

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Jeszcze raz dzięki za opinię.
Byłem u specjalisty i zaczynam brać się za to. Jak ktoś napisał, nie jest wskazane by mówić żonie, bo to ja muszę sam sobie z tym poradzić. Jak sam sobie poradzę, To kiedyś jej powiem.
Nasz związek kak każdy miał swoje lepsze i gorsze okresy. Obarczanie jej tym jednak byloby skrajnym egoizmem. Ja poczulbym sie lepiej moze, ale to nic nie wniesie a tylko moze jej zaszkodzic. Juz to rozumiem.
Kocham ja, dzieci tez.
Na pewno pierwsze spotkanie juz pomaga.
Wierze ze wyjde z tego, bo mam za duzo do stracenia.
Uważam że każdy ma prawo do słabości, faceci też, co więcej każdy je ma. Udawanie że jest inaczej jest największą słabością. Mamy prawo do błędów. Ja popełniłem kilka,  nic mnie nie usprawiedliwia. Nie mówcie jednak proszę, że jestem facetem i mam się ogarnąć, bo to nie jest takie proste. Napiszę za parę tygodni jak mi idzie.

20

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Atelka napisał/a:

naprawdę to Ci pomaga? zjazdy serotoninowe, poczucie beznadziei i szarości świata bez narko - to wszystko jest dla Ciebie ok?
Świat jest piękny, ale ty nie pozwalasz sobie tego dostrzec, fundujac sobie co weekend rzeczywistość na dopalaczu. przypomnij sobie jak było kiedyś, ile tracisz przez wciaganie a ile zyskujesz. rachunek zawsze wychodzi na minus.

Moje odczucia sa inne. Nie takie jak piszesz, ale nie pisze, by nie zachecac. To w duzej mierze kwestia jakosci i co sie bierze...
Nigdy nie wezme czegos z nieznanego zrodla
Moj staff drogo kosztuje, ale daje inne efekty.
Zdarzy sie czasami wpadka od znajomego ktory czestuje i zjazd jest trudny, ale rzadko. Nie mam po tym depresji raczej, na razie. Tak czuje

21 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2018-11-17 01:57:51)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Gosia1962 napisał/a:

TYLKO specjalista moze ci pomoc. Sam z tego nie wyjdziesz.

Co do zony to powiem tak: owijanie chorego na depresje w cukrowa wate jest niepotrzebne.
Ale tu dochodzi jej choroba nowotworowa, wiec to troche inna sytauacja.

Ty twoja zone znasz najlepiej, wiec decyduj sam. My mamy za malo wiadomosci na temat waszego zwiazku. Jesli zwiazek jest stabilny i mocny, a wasza milosc wielka, to dacie rade.
Porozmawiaj na ten temat z psychologiem.
Jesli nalogu chcesz sie NAPRAWDE  pozbyc, to terapii nie unikniesz.
Nie wyreczaj sie ultimatum od zony, nie czekaj na to. To nie fair wobec niej. A jak  ona nie da ci ultimatum, bo jest za slaba, zajeta wlasnymi WIELKIMI problemami?

Ty jestes uzalezniony.
Ty masz sie leczyc, jesli taka jest twoja wola.
Ty musisz podjac kroki na leczenie uzaleznienia.

TO MA BYC TWOJA DECYZJA, ktorej na zone zwalic ci nie wolno.
Nie idz na latwizne.

W punkt wszystko co piszesz. Wiem to, ale biore. Zonie nie powiem, nie zasluguje na takie atrakcje. Sama walczy, dzieci ogarnia i dom. Stara sie bardzo. Watek w zasadzie nie aktualny. To nic nie wniesie jak bedzie wiedziec tylko doloze jej problemow a jak piszesz SAM musze dojrzec do skonczenia z tym. Dzieki za te opinie. Super pragmatyczna i celna dla mnie.
Jestem u specjalisty. Zobaczymy

22 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2018-11-17 02:04:26)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
santapietruszka napisał/a:
Brother in arms napisał/a:

Z drugiej strony przyznam, ze probuje dotrzec do specjalisty od uzaleznien, ale... to trudniejsze niz moze sie wydawac.

To nie jest trudne, są w każdym mieście, chcesz, podam Ci numer telefonu, który znajdę w google. Szukasz wymówki. Jeszcze widocznie nie osiągnąłeś dna i zasłaniasz się żoną...

Nie zaslaniam sie. Dzisiaj mi pomaga bo problemow wiecej jest ale to bylo wczesniej niz rak, ale w trakcie depresji, ktora jest straszna choroba. Wrogom nie zycze.
Zapytalem czy jej powiedziec i szukac pomocy w niej. Bardzo ja kocham i teoretycznie „na dobre i na zle” ale jak pisalem wczesniej juz wiem, ze to bylby blad.
Dziekuje mam juz sensowna osobe ktore mega zna temat uzaleznien i mi pasuje.
Bede z nia walczyl.

23

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Benita72 napisał/a:
Brother in arms napisał/a:

Dzieki za przemyslenia. Wiem ze musze dotrzec do specjalistow, ale czy dotre to nie wiem...

Wcale nie musisz - jest wielu narkomanow, którzy nie podjęli takiego kroku, to Twoje zycie. Co do zony, nawet jak jest w depresji, to nie jest 5 letnim dzieckiem, tylko doroslą kobietą, która zasluguje na szczerość i ma prawo wiedzieć, z kim zyje pod swoim dachem i z kim dzieli zycie. Może Cie wyrzuci, a może będzie wspierać, tego nie wiemy, ale ukrywanie się z nałogiem jest drogą donikąd.


Z Toba sie nie zgodze. Moje zycie? Az takim egoista nie jestem by dalej ryzykowac zycie rodziny... jednak odpowiedzialnosc za rodzine mam, wiec szukam pomocy jak z tym skonczyc.
Szczerosc? Nie jesli tylko zadam bol. Za duze ryzyko, ze to pogorszy jej stan. Dla mnie za wazna jest. Musze wrocic na sciezke wsparcia jej, jak przez lata i z tym skonczyc. Nadal ja wspieram, jak umiem dla jasnosci, ale sam nie wiem jak dlugo dam rade.

24

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Skomentowalem najnowsze posty, ale wszystkie cenie.
Zagladam tu jak siedze w nocy, gdy moge w weekend, wiec prosze o cierpliwosc.

Dodam tylko, ze dziaiaj niestety.... wziolem....
mimo wizyty u specjalisty wziolem, bo wczesniej kupilem. Dlatego tez nie spie i jestem aktywny w pisaniu. Typowe objawy.
+ jestem odwazniejszy w pisaniu tego, jutro bede zalowal, ze to napisalem.
Ten staff mnie nie odurza, inaczej dziala. Kto zna to wie. Biala dama jest specyficzna.
Syfu nie biore jak dzieciaki ktorych nie stac na to. Kasy puszczam sporo, ale to nie problem. Chociaz mozna to lepiej wydac, co jasne. W tym roku ok 30k poszlo...jak nic. Kase jednak mam, co jest tez w pewnym sensie problemem. Dobra starczy. Prosze postarajcie sie nie oceniac, wiem ze jestem debilem, ale debilem ktory to wie i szuka wsparcia. Debilem ktory tu sie wygaduje, bo nie ma komu, bo to za gruby temat.
Wiekszosc znajomych tez bierze i powiedzenie im tego odczytaliby jako slabosc. W korpo nie ma miejsca na slabosci. Pulapka. Dobranoc.



-----------------
Nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim - łamiesz w ten sposób regulamin. Jeśli chcesz coś dopisać, użyj funkcji 'edytuj'.
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka

25

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Zgodnie z prośbą nie będę oceniać ani wygłaszać 'umoralniających' opinii. Zresztą wiem, że to i tak najczęściej przynosi skutek odwrotny do zamierzonego.

Na wstępie zadam Ci pytanie jak to możliwe, że żyjąc wspólnie pod jednym dachem, żona dotąd nie zauważyła, że masz tak poważny problem? Jak to możliwe, że nigdy nie widziała Twojego 'zjazdu' i nie zauważyła tego, co dzieje się później? Czy Wy się tylko mijacie?

Brother in arms napisał/a:

Czy mam prawo jej powiedziec szukajac wsparcia?
Bez niej nie skoncze raczej tego.
Czy ona da rade?
Co byscie powiedzialy Panie mile jak by maz, partner wyjechal z czyms takim?

Nie wiem jak ona zareaguje. Czy mnie wywali z chaty czy pomoze. Ma sporo ze soba klopotow...

Poradzcie czy ryzykowac szczerosc z zona.

Jeśli o mnie chodzi, to tak, zdecydowanie chciałabym wiedzieć i piszę to z pełną odpowiedzialnością. Jeśli mąż przyszedłby do mnie, zwierzył się i prosił o pomoc, to na pewno bym mu jej nie odmówiła. Mało tego, jestem typem zadaniowca, więc poza emocjonalnym wsparciem, prawdopodobnie podjęłabym bardzo konkretne działanie. Moim zdaniem ukrywanie problemu i udawanie, że nic się nie dzieje, jest czymś zdecydowanie gorszym niż przyznanie się do słabości.
Tym niemniej ja nie jestem Twoją żoną, a dla niej każda dodatkowa dawka stresu może być przysłowiowym gwoździem do trumny. Może, ale nie musi i wiele tu będzie zależeć od Twojej postawy.

Generalnie jednak samo to, że dopuściłeś do siebie świadomość i sam przed sobą się przyznajesz, że to już jest problem i potrzebujesz pomocy, w procesie wychodzenia na prostą bywa momentem przełomowym. Teraz musisz jeszcze znaleźć w sobie odpowiednio dużą dawkę wewnętrznej motywacji, ale powrót do normalności bez tego lęku, co będzie i co może się stać, żona, która wydaje się być dla Ciebie ważna, dzieci, dom, który możesz stracić, o zdrowiu nie wspominając - to już mogą być wystarczające bodźce, by chcieć żyć.

Pomijając podjęcie leczenia, w tym dobrze poprowadzonej psychoterapii, wydaje mi się, że jednym z pierwszych i nie wiem czy nie najważniejszych kroków, jakie powinieneś podjąć, jest wyrwanie się z tego środowiska, w którym się obracasz. Zmień pracę, odetnij się od tych ludzi wśród których obecnie przebywasz i którzy ciągną Cię na dno. Innej opcji nie widzę. Ja wiem, że to nie będzie łatwe, ale życie w ogóle łatwe nie jest, jest za to kwestią dokonywanych wyborów i ustawienia sobie właściwych priorytetów.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 
Dobry zwyczaj mówi: wypowiadając się w nowym wątku jako pierwsza/y, zacytuj cały post opisujący problem.

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

26

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Dodam tylko, ze dziaiaj niestety.... wziolem....
mimo wizyty u specjalisty wziolem, bo wczesniej kupilem. Dlatego tez nie spie i jestem aktywny w pisaniu. Typowe objawy.
+ jestem odwazniejszy w pisaniu tego, jutro bede zalowal, ze to napisalem.
Ten staff mnie nie odurza, inaczej dziala. Kto zna to wie. Biala dama jest specyficzna.
Syfu nie biore jak dzieciaki ktorych nie stac na to. Kasy puszczam sporo, ale to nie problem. Chociaz mozna to lepiej wydac, co jasne. W tym roku ok 30k poszlo...jak nic. Kase jednak mam, co jest tez w pewnym sensie problemem. Dobra starczy. Prosze postarajcie sie nie oceniac, wiem ze jestem debilem, ale debilem ktory to wie i szuka wsparcia. Debilem ktory tu sie wygaduje, bo nie ma komu, bo to za gruby temat.
Wiekszosc znajomych tez bierze i powiedzenie im tego odczytaliby jako slabosc. W korpo nie ma miejsca na slabosci. Pulapka.

Jesteś na równi pochyłej.
Powiedz jednak żonie - prawdopodobnie bez tego, bez upublicznienia - nie dasz rady się uwolnić.
Chyba nie masz w sobie siły wystarczającej, KTOŚ na serio musi Ci pomóc.

27

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Olinka napisał/a:

Zgodnie z prośbą nie będę oceniać ani wygłaszać 'umoralniających' opinii. Zresztą wiem, że to i tak najczęściej przynosi skutek odwrotny do zamierzonego.

Na wstępie zadam Ci pytanie jak to możliwe, że żyjąc wspólnie pod jednym dachem, żona dotąd nie zauważyła, że masz tak poważny problem? Jak to możliwe, że nigdy nie widziała Twojego 'zjazdu' i nie zauważyła tego, co dzieje się później? Czy Wy się tylko mijacie?

Brother in arms napisał/a:

Czy mam prawo jej powiedziec szukajac wsparcia?
Bez niej nie skoncze raczej tego.
Czy ona da rade?
Co byscie powiedzialy Panie mile jak by maz, partner wyjechal z czyms takim?

Nie wiem jak ona zareaguje. Czy mnie wywali z chaty czy pomoze. Ma sporo ze soba klopotow...

Poradzcie czy ryzykowac szczerosc z zona.

Jeśli o mnie chodzi, to tak, zdecydowanie chciałabym wiedzieć i piszę to z pełną odpowiedzialnością. Jeśli mąż przyszedłby do mnie, zwierzył się i prosił o pomoc, to na pewno bym mu jej nie odmówiła. Mało tego, jestem typem zadaniowca, więc poza emocjonalnym wsparciem, prawdopodobnie podjęłabym bardzo konkretne działanie. Moim zdaniem ukrywanie problemu i udawanie, że nic się nie dzieje, jest czymś zdecydowanie gorszym niż przyznanie się do słabości.
Tym niemniej ja nie jestem Twoją żoną, a dla niej każda dodatkowa dawka stresu może być przysłowiowym gwoździem do trumny. Może, ale nie musi i wiele tu będzie zależeć od Twojej postawy.

Generalnie jednak samo to, że dopuściłeś do siebie świadomość i sam przed sobą się przyznajesz, że to już jest problem i potrzebujesz pomocy, w procesie wychodzenia na prostą bywa momentem przełomowym. Teraz musisz jeszcze znaleźć w sobie odpowiednio dużą dawkę wewnętrznej motywacji, ale powrót do normalności bez tego lęku, co będzie i co może się stać, żona, która wydaje się być dla Ciebie ważna, dzieci, dom, który możesz stracić, o zdrowiu nie wspominając - to już mogą być wystarczające bodźce, by chcieć żyć.

Pomijając podjęcie leczenia, w tym dobrze poprowadzonej psychoterapii, wydaje mi się, że jednym z pierwszych i nie wiem czy nie najważniejszych kroków, jakie powinieneś podjąć, jest wyrwanie się z tego środowiska, w którym się obracasz. Zmień pracę, odetnij się od tych ludzi wśród których obecnie przebywasz i którzy ciągną Cię na dno. Innej opcji nie widzę. Ja wiem, że to nie będzie łatwe, ale życie w ogóle łatwe nie jest, jest za to kwestią dokonywanych wyborów i ustawienia sobie właściwych priorytetów.


Gdyby byla zdrowa to tak. Zaryzykowalbym. Ale z jej klopotami chyba nie mam prawa

"Generalnie jednak samo to, że dopuściłeś do siebie świadomość i sam przed sobą się przyznajesz, że to już jest problem i potrzebujesz pomocy, w procesie wychodzenia na prostą bywa momentem przełomowym. Teraz musisz jeszcze znaleźć w sobie odpowiednio dużą dawkę wewnętrznej motywacji, ale powrót do normalności bez tego lęku, co będzie i co może się stać, żona, która wydaje się być dla Ciebie ważna, dzieci, dom, który możesz stracić, o zdrowiu nie wspominając - to już mogą być wystarczające bodźce, by chcieć żyć."


Nie wiem tego. Tez sobie zadaje to pytanie. Opcje dwie: domysla sie, ale to duzy temat wiec nie chce ruszac bo nie ma pewnosci i jednak mi ufa. Wie, ze mam towarzystwo ktore bierze, ale nigdy nie zadala pytania czy ja wzialem. Zaklada pewnie ze tak, ale pewnie woli nie wiedziec.
Druga opcja: jednak w zwiazku ze swoimi problemami (depresja, rak, dom, dzieci) jednak nie dostrzega. Ja tez pije. Biore tylko jak pije wiec moze zakladac, ze to alko.
Nie mijamy sie. Duzo przebywamy razem. Ja biore tylko w weekend, wiec najczesciej jest blisko.

Na koniec. Psycholog mowi, ze zony uzaleznionych od alko i drugs, ktore sa zalezne od nich nawet jak wiedza to najczesciej nie konfrontuja, bo nie czuja, ze maja opcje. Moja zona nie pracuje. To moze byc tez ten przypadek, wariant 3. Nie sadze jednak, bo zawsze mielismy umowe, ze jak odejdzie, to ma gwarancje, ze ja i dzieci bede wspieral na zawsze. Przed slubem sie tak umowilismy, ze jak ktores przestanie kochac, to ma prawo odejsc. Na serio na pewno dotrzymalbym slowa, jesli to by ja uszczesliwilo.

28

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
random.further napisał/a:
Brother in arms napisał/a:

Dodam tylko, ze dziaiaj niestety.... wziolem....
mimo wizyty u specjalisty wziolem, bo wczesniej kupilem. Dlatego tez nie spie i jestem aktywny w pisaniu. Typowe objawy.
+ jestem odwazniejszy w pisaniu tego, jutro bede zalowal, ze to napisalem.
Ten staff mnie nie odurza, inaczej dziala. Kto zna to wie. Biala dama jest specyficzna.
Syfu nie biore jak dzieciaki ktorych nie stac na to. Kasy puszczam sporo, ale to nie problem. Chociaz mozna to lepiej wydac, co jasne. W tym roku ok 30k poszlo...jak nic. Kase jednak mam, co jest tez w pewnym sensie problemem. Dobra starczy. Prosze postarajcie sie nie oceniac, wiem ze jestem debilem, ale debilem ktory to wie i szuka wsparcia. Debilem ktory tu sie wygaduje, bo nie ma komu, bo to za gruby temat.
Wiekszosc znajomych tez bierze i powiedzenie im tego odczytaliby jako slabosc. W korpo nie ma miejsca na slabosci. Pulapka.

Jesteś na równi pochyłej.
Powiedz jednak żonie - prawdopodobnie bez tego, bez upublicznienia - nie dasz rady się uwolnić.
Chyba nie masz w sobie siły wystarczającej, KTOŚ na serio musi Ci pomóc.


To wiem, ze ide po rowni pochylej. Najpierw wyslucham specjalisty ktory to odradza. To nic nie zmieni, ze ona bedzie wiedziec tylko ja dodarkowo obciazy. Psycholog mowi, ze ja SAM musze to zalatwic i zrzucanie problemu to zone tylko mi da ulge, ale jej przylozy bardzo. Pani psycholog jeszcze nie wie, ze zona chora na raka. Serio, tez tak czuje. Dam jej cegle do plecaka ktory dzwiga i co? I tak sam musze to zalatwic a jej bedzie ciezej...
Cenie opinie, ale jesnak nie. Gdyby byla zdrowa i mniej zalezna ode mnie to moze, bo jest inteligentna i pragmatyczna, ale teraz moment jest fatalny na te informacje.
Chyba za bardzo ja kocham by jej to wrzucic na plecy. Jednoczesnie to robie, co jest dla mnie samego niezrozumiale.

Czuje ze wyjde z tego i zrobie cos by chronic innych przed tym. Jestem w szoku, ze wpadlem w te pulapke. Nie moge sam uwierzyc. Wydawalo mi sie, ze jestem madrzejszy, ale biala dama jest przebiegla...

29 Ostatnio edytowany przez paslawek (2018-11-18 01:00:35)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:
Olinka napisał/a:

Zgodnie z prośbą nie będę oceniać ani wygłaszać 'umoralniających' opinii. Zresztą wiem, że to i tak najczęściej przynosi skutek odwrotny do zamierzonego.

Na wstępie zadam Ci pytanie jak to możliwe, że żyjąc wspólnie pod jednym dachem, żona dotąd nie zauważyła, że masz tak poważny problem? Jak to możliwe, że nigdy nie widziała Twojego 'zjazdu' i nie zauważyła tego, co dzieje się później? Czy Wy się tylko mijacie?

Brother in arms napisał/a:

Czy mam prawo jej powiedziec szukajac wsparcia?
Bez niej nie skoncze raczej tego.
Czy ona da rade?
Co byscie powiedzialy Panie mile jak by maz, partner wyjechal z czyms takim?

Nie wiem jak ona zareaguje. Czy mnie wywali z chaty czy pomoze. Ma sporo ze soba klopotow...

Poradzcie czy ryzykowac szczerosc z zona.

Jeśli o mnie chodzi, to tak, zdecydowanie chciałabym wiedzieć i piszę to z pełną odpowiedzialnością. Jeśli mąż przyszedłby do mnie, zwierzył się i prosił o pomoc, to na pewno bym mu jej nie odmówiła. Mało tego, jestem typem zadaniowca, więc poza emocjonalnym wsparciem, prawdopodobnie podjęłabym bardzo konkretne działanie. Moim zdaniem ukrywanie problemu i udawanie, że nic się nie dzieje, jest czymś zdecydowanie gorszym niż przyznanie się do słabości.
Tym niemniej ja nie jestem Twoją żoną, a dla niej każda dodatkowa dawka stresu może być przysłowiowym gwoździem do trumny. Może, ale nie musi i wiele tu będzie zależeć od Twojej postawy.

Generalnie jednak samo to, że dopuściłeś do siebie świadomość i sam przed sobą się przyznajesz, że to już jest problem i potrzebujesz pomocy, w procesie wychodzenia na prostą bywa momentem przełomowym. Teraz musisz jeszcze znaleźć w sobie odpowiednio dużą dawkę wewnętrznej motywacji, ale powrót do normalności bez tego lęku, co będzie i co może się stać, żona, która wydaje się być dla Ciebie ważna, dzieci, dom, który możesz stracić, o zdrowiu nie wspominając - to już mogą być wystarczające bodźce, by chcieć żyć.

Pomijając podjęcie leczenia, w tym dobrze poprowadzonej psychoterapii, wydaje mi się, że jednym z pierwszych i nie wiem czy nie najważniejszych kroków, jakie powinieneś podjąć, jest wyrwanie się z tego środowiska, w którym się obracasz. Zmień pracę, odetnij się od tych ludzi wśród których obecnie przebywasz i którzy ciągną Cię na dno. Innej opcji nie widzę. Ja wiem, że to nie będzie łatwe, ale życie w ogóle łatwe nie jest, jest za to kwestią dokonywanych wyborów i ustawienia sobie właściwych priorytetów.


Gdyby byla zdrowa to tak. Zaryzykowalbym. Ale z jej klopotami chyba nie mam prawa

Generalnie jednak samo to, że dopuściłeś do siebie świadomość i sam przed sobą się przyznajesz, że to już jest problem i potrzebujesz pomocy, w procesie wychodzenia na prostą bywa momentem przełomowym. Teraz musisz jeszcze znaleźć w sobie odpowiednio dużą dawkę wewnętrznej motywacji, ale powrót do normalności bez tego lęku, co będzie i co może się stać, żona, która wydaje się być dla Ciebie ważna, dzieci, dom, który możesz stracić, o zdrowiu nie wspominając - to już mogą być wystarczające bodźce, by chcieć żyć.


Nie wiem tego. Tez sobie zadaje to pytanie. Opcje dwie: domysla sie, ale to duzy temat wiec nie chce ruszac bo nie ma pewnosci i jednak mi ufa. Wie, ze mam towarzystwo ktore bierze, ale nigdy nie zadala pytania czy ja wzialem. Zaklada pewnie ze tak, ale pewnie woli nie wiedziec.
Druga opcja: jednak w zwiazku ze swoimi problemami (depresja, rak, dom, dzieci) jednak nie dostrzega. Ja tez pije. Biore tylko jak pije wiec moze zakladac, ze to alko.
Nie mijamy sie. Duzo przebywamy razem. Ja biore tylko w weekend, wiec najczesciej jest blisko.

Na koniec. Psycholog mowi, ze zony uzaleznionych od alko i drugs, ktore sa zalezne od nich nawet jak wiedza to najczesciej nie konfrontuja, bo nie czuja, ze maja opcje. Moja zona nie pracuje. To moze byc tez ten przypadek, wariant 3. Nie sadze jednak, bo zawsze mielismy umowe, ze jak odejdzie, to ma gwarancje, ze ja i dzieci bede wspieral na zawsze. Przed slubem sie tak umowilismy, ze jak ktores przestanie kochac, to ma prawo odejsc. Na serio na pewno dotrzymalbym slowa, jesli to by ja uszczesliwilo.



To Ty taki jednak"mieszaniec" jesteś jak ja kiedyś.
Chodzi mi że alko i śnieg

To nie kwestia mądrości  padło na Ciebie i tyle ,urodziłeś się z taką skłonnością do uzależnień "chemicznych" , a w naszym świecie zbyt łatwo jest mieć chore emocje już od dziecka , i dostęp do używek też jest łatwy - takie życie.
Co nie zwalnia jeżeli już do Ciebie doszło albo dochodzi (bo to jest proces) to że masz problem,od odpowiedzialności i wolności codziennych wyborów.

Pozdrawiam

30 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-11-18 00:31:38)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Pisałem Ci, że to raczej nie jest dobra droga, by mówić żonie. Depresja nie jest stanem umysłu, który odbiera bodźce w sposób podobny do osoby zdrowej.
Swoją motywację znajdź w dzieciach, którymi musisz się opiekować. Nawet jeśli żona wyzdrowieje to na ten czes opieka nad nią i dzieciakami powinny stanowić Twoje priorytety.
Koledzy w pracy mogą się bawić, ale nie zaopiekują się dziećmi i żoną. Co najwyżej klepną Ciebie w plecy i powiedzą, że im przykro. A Tobie wciąganie poprawi humor na 40 minut, może 2 godziny, które niczego nie rozwiąże, co najwyżej będzie tworzyć coraz większe problemy. Spójrz z boku, gdzie są dzieciaki. Mają chorą matkę i ćpającego ojca. Wykorzystaj to, że wiesz, że masz problem i przygotuj się, że wcale nie będzie to przyjemny czas.

31 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2018-11-18 02:20:15)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

@paslawek - czyli mialem to zapisane w gwiazdach? Nie kupuje tego. Splot okolicznosci na to wplynal i ja podjalem decyzje ze wezme. Opieralem sie 2-3 lata na imprezach a czestowano i zapraszano, bo to ciagle bylo, bo sie tego balem, jak widac slusznie. W pewnym, gorszym momencie zycia sie nie oparlem i poszlo...
Wylacznie decyzja, nie karma. Nie znam kogos kto sprobowal kilka razy i porzucil...

@Milycham - powtarzam sobie w kolko ze kocham dzieci a jednak biore. Spada mi empatia do nich, co jest normalne przy braniu, ale udaje, ze jest ok. Dzisiaj tez mialem od drugiego goscia bo pierwszy by mi juz nie sprzedal na ten weekend. Limituje tak twierdzi. Obiecuje sobie ze to ostatni weekend na haju. Od pn ostra terapia i koniec. Pewnie dlatego tak plyne teraz... wiesz ja widze dzieci usmiechniete i oczywiscie nie maja pojecia co sie dzieje. Sa male. Zona super sie stara byc dobra matka dla nich, za dobra. Ja tez na za wiele im pozwalam. Masz jednak racje, dobrze nie jest. Te godziny jednak pozwalaja mi zapomniec na chwile o tej chujni, glownie chorobie zony. Teraz taka mam wymowke... wczesniej glownie imprezy. To trwa og swiat w grudniu, czyli prawie rok. Wczesniej raz na 3 miechy, nie w chacie. Teraz w chacie glownie

32 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-11-18 13:31:42)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Te godziny jednak pozwalaja mi zapomniec na chwile o tej chujni, glownie chorobie zony. Teraz taka mam wymowke... wczesniej glownie imprezy. To trwa og swiat w grudniu, czyli prawie rok. Wczesniej raz na 3 miechy, nie w chacie. Teraz w chacie glownie

To wszystko to tylko usprawiedliwianie się przed sobą. Nie chodzi o żadne zapominanie, a o czystą formę przyjemności. Tu i teraz jest dobrze, a bierzesz, bo nie potrafisz się powstrzymać. Nawet decydując się na terapię, bierzesz więcej przed. Jak zakochani ludzie, którzy nie potrafią się pożegnać, albo naprawdę głodny człowiek, który rzuca się na jedzenie bez opamiętania. Ostatnia fajka i rzucam, a później jeszcze dwie ostanie. Tym jest właśnie nałóg.
Straciłeś kontrolę i z tym będziesz się mierzył, sam ze sobą.

33

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

@paslawek - czyli mialem to zapisane w gwiazdach? Nie kupuje tego. Splot okolicznosci na to wplynal i ja podjalem decyzje ze wezme. Opieralem sie 2-3 lata na imprezach a czestowano i zapraszano, bo to ciagle bylo, bo sie tego balem, jak widac slusznie. W pewnym, gorszym momencie zycia sie nie oparlem i poszlo...
Wylacznie decyzja, nie karma. Nie znam kogos kto sprobowal kilka razy i porzucil...

W gwiazdach to nie wiem - raczej w genach ,ale to nie takie ważne nie zajmuj się tym na razie.
Nie chodź głodny ,odpoczywaj ,pobaw się z dziećmi ,nie siedź samotnie nie kombinuj za wiele.
Wiem że utrata kontroli jest bolesna "chciała by dusza do raju"
Być może teraz Twój przypadek dla Ciebie wydaje się bardzo wyjątkowy,ale tak nie jest.

"Nie znam kogos kto sprobowal kilka razy i porzucil..." - ja znam i co z tego to nie istotne teraz.

Trzymaj się

34

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Zastanawiam się na ile Twój opór przed powiedzeniem żonie o problemie wynika z rzeczywistej troski o nią, a na ile z obawy przed konsekwencjami, które mogą się pojawić. Mam tu na myśli na przykład presję. Teraz możesz, nie musisz, coś zrobić z nałogiem, a kiedy zdecydujesz się na szczerą rozmowę, to potem żona może Cię kontrolować i rozliczać, co z kolei odbierze Ci tę swobodę i spokój, który posiadasz. Dziś masz świadomość, że w zasadzie bierzesz kiedy chcesz i nikt Ci w tym nie przeszkadza, po wtajemniczeniu żony w temat tak łatwo już nie będzie i jak Cię dopadnie głód, to będziesz musiał się ukrywać albo tłumaczyć. To rodzi opór.

Miłycham napisał/a:

Spójrz z boku, gdzie są dzieciaki. Mają chorą matkę i ćpającego ojca.

To jest świetny bodziec, który - o ile człowiekowi na bliskich zależy - może nim potrząsnąć.

Wiele razy już tu komuś wyjaśniałam, że uzależniony musi znaleźć w sobie motywację, a ta najczęściej pojawia się, kiedy sięga swojego dna, przy czym to dno może mieć różny obraz, w tym przestraszone, pełne niechęci spojrzenia dzieci. Odnoszę wrażenie, że do Ciebie, Autorze, wiele już dociera, jednak do tego dna wciąż Ci daleko.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 
Dobry zwyczaj mówi: wypowiadając się w nowym wątku jako pierwsza/y, zacytuj cały post opisujący problem.

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

35

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Witam,
Od okolo roku moge uznac, ze regularnie biore snieg. Weekendowo, ale dosc regularnie, prawie co tydzien. To jest nałóg, to wiem. Chce z tym skonczyc, ale nie udaje sie. Potrzebuje wsparcia, ale boje sie powiedziec zonie o tym, bo nie wiem jak zareaguje. To jednak nie jest standardowa sprawa.
Nie chce tlumaczyc jak to sie stalo, stalo sie. Zycie dalo popalic.

Problem w tym, ze zona ma depresje, ktora ciągnie sie latami, bierze leki. Miala tez raka, ale rokowania sa dobre, choc ona ciagle zyje w stresie.

Ja pracownik korpo, mozna powiedziec z sukcesami, ale mam spore cisnienie.
Pieniadze nie sa problemem, co utrudnia rzucenie nalogu, bo moge kupowac do woli.
Kocham bardzo zone, staralem sie mocno ja wspierac we wszystkim, troche kosztem siebie, ale tak chcialem. Nadal to robie.
Niczego nie tlumacze, ale snow pomaga mi obecnie podnosic sie ale to bylo wczesniej niz rak, wiec nie tłumacze sie. Zaczalem te zabawe z tym syfem przez srodowisko z jakim mam do czynienia.
Jestem w punkcie gdzie ja potrzebuje pomocy. To czuje. Czuje, ze dluzej nie dam rady i boje sie, ze zblizam sie do jakiegos zalamania nerwowego. Po prostu za duzo.

Ide do psychologa za tydzien, ale boje sie, ze zrobie cos glupiego na haju i zaczna sie klopoty na maksa. Mam na mysli karne sprawy + konsekwecje i potencjalne kwestie utrzymania rodziny, jak mnie zabraknie.
Mamy dzieci.

Czy mam prawo jej powiedziec szukajac wsparcia?
Bez niej nie skoncze raczej tego.
Czy ona da rade?
Co byscie powiedzialy Panie mile jak by maz, partner wyjechal z czyms takim?

Nie wiem jak ona zareaguje. Czy mnie wywali z chaty czy pomoze. Ma sporo ze soba klopotow...

Poradzcie czy ryzykowac szczerosc z zona.


Myślę że żona wolała by wiedzieć.Może to w jakiś sposób by  też zmobilizowało  w walką o ciebie.

[tu był nieregulaminowy link - został usunięty przez moderację]

36 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2018-11-20 01:00:19)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Olinka napisał/a:

Zastanawiam się na ile Twój opór przed powiedzeniem żonie o problemie wynika z rzeczywistej troski o nią, a na ile z obawy przed konsekwencjami, które mogą się pojawić. Mam tu na myśli na przykład presję. Teraz możesz, nie musisz, coś zrobić z nałogiem, a kiedy zdecydujesz się na szczerą rozmowę, to potem żona może Cię kontrolować i rozliczać, co z kolei odbierze Ci tę swobodę i spokój, który posiadasz. Dziś masz świadomość, że w zasadzie bierzesz kiedy chcesz i nikt Ci w tym nie przeszkadza, po wtajemniczeniu żony w temat tak łatwo już nie będzie...

Wiele razy już tu komuś wyjaśniałam, że uzależniony musi znaleźć w sobie motywację, a ta najczęściej pojawia się, kiedy sięga swojego dna, przy czym to dno może mieć różny obraz, w tym przestraszone, pełne niechęci spojrzenia dzieci. Odnoszę wrażenie, że do Ciebie, Autorze, wiele już dociera, jednak do tego dna wciąż Ci daleko.

Przerazajace co piszesz, pomysle o tym
Podswiadomie mozesz miec racje, ze latwosc brania zniknie jak ona bedzie wiedziec... bo w domu to robie
Boje sie jednak czy jej stan depresja nie wynika z braku checi do mnie, milosci i boje sie to testowac
Mielismy i mamy swoje problemy.

Dno? Daleko. Strach myslec skoro tak mowisz

37 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2018-11-21 00:40:30)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Moim zdaniem , chcesz jej powiedzieć żeby ćpać otwarcie.
W jakimś sensie wyciągnąć to na tapetę , ona machnie ręka i będziesz miał spokój.
Bo co ona  może zrobić ?
Oceniłeś jej możliwości -nie odejdzie.

Moim zdaniem , jeżeli jesteś uzależniony od narkotyków,  to jej opinia nie będzie miało dla ciebie znaczenia.
Swoje działania i ich celowość,raczej będziesz osadzał w kierunku żeby wygodnie było poćpać.

Ona, czy będzie wiedziała czy nie, nie zmieni twojego nastawienia do narkotyków.
Narkotyki zmienią twoje nastawienie do niej.
To jak myślisz i działasz, będzie zakrzywione przez to jak narkotyki w dłuższym okresie czasu zmienią ciebie.

Wiec nie jest tak, że myślisz i planujesz  np. ja Maciej  w danym momencie mam takie a takie plany.

Tylko ja uzależniony , planuje z pewnym skrzywieniem przez nałog ale wydaje mi sie ze planuje jako Maciej .

Jedną z nielicznych zalet głupoty jest to , że nie można nią się zarazić.

38

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Dno? Daleko. Strach myslec skoro tak mowisz

Moim zdaniem daleko. Na dobrą sprawę z powodu narkotyków jeszcze niczego nie straciłeś i nic się w Twoim życiu drastycznego nie dzieje, bo ten strach, że kiedyś, w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości, coś się naprawdę stanie, jest wciąż bardzo mglisty. Musisz czegoś dotknąć, aby poczuć i musisz nabrać świadomości, że nie masz już żadnego wyboru, jak tylko się leczyć - wtedy dotkniesz dna.

Owszem, są tacy ludzie, którzy jak tylko dopuszczą do siebie świadomość istnienia nałogu, to zaczynają z nim realnie walczyć, natomiast odnoszę wrażenie, że Ty jeszcze szukasz innej drogi. Obym się myliła. 

Osobiście nie znam chyba nikogo, kto miał problem z narkotykami, a przynajmniej nikt o tym głośno nie mówi, znam za to kilku trzeźwych alkoholików i wszyscy zdecydowali się coś radykalnie zmienić dopiero wtedy, gdy to samo życie nie pozostawiło im wyboru.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 
Dobry zwyczaj mówi: wypowiadając się w nowym wątku jako pierwsza/y, zacytuj cały post opisujący problem.

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

Posty [ 1 do 38 z 97 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018