Czy powiedzieć żonie o nałogu? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 117 ]

39 Ostatnio edytowany przez paslawek (2018-11-21 14:47:48)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
kwadrad napisał/a:

Moim zdaniem , chcesz jej powiedzieć żeby ćpać otwarcie.
W jakimś sensie wyciągnąć to na tapetę , ona machnie ręka i będziesz miał spokój.
Bo co ona  może zrobić ?
Oceniłeś jej możliwości -nie odejdzie.

Moim zdaniem , jeżeli jesteś uzależniony od narkotyków,  to jej opinia nie będzie miało dla ciebie znaczenia.
Swoje działania i ich celowość,raczej będziesz osadzał w kierunku żeby wygodnie było poćpać.

Ona, czy będzie wiedziała czy nie, nie zmieni twojego nastawienia do narkotyków.
Narkotyki zmienią twoje nastawienie do niej.
To jak myślisz i działasz, będzie zakrzywione przez to jak narkotyki w dłuższym okresie czasu zmienią ciebie.

Wiec nie jest tak, że myślisz i planujesz  np. ja Maciej  w danym momencie mam takie a takie plany.

Tylko ja uzależniony , planuje z pewnym skrzywieniem przez nałog ale wydaje mi sie ze planuje jako Maciej .

Bardzo trafne spostrzeżenie.

Mam jeszcze wrażenie ,że Autor wątku włącza pisanie na Forum "pod wpływem" i na haju do swoich

manipulacji i oszukuje samego siebie że robi coś ze sobą.

Zobacz podobne tematy :

40 Ostatnio edytowany przez paslawek (2018-11-21 15:11:52)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Coś się zamotało nie mogę edytować.

41

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Lepiej powiedziec jej teraz i uswiadomic ja na czym stoi niz doprowadzic siebie i rodzine do ruiny kłamiąc ile wlezie.

42

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Alez przeciez Ty nie chcesz powiedzieć żonie, bo zacznie Cie kontrolowac wtedy...a tak możesz wciagac do woli.

Mówisz, ze kochasz dzieci i żonę, a pomyslales z kim zostana dzieci, jesli żona przegra walke z rakiem...z ojcem nacpanym, ktoremu biala dama juz nie wystarczy...niestety z czasem bedziesz potrzebowal wiecej i szukal mocniejszych wrazen, to nieuniknione. Twoim celem będzie sie nacpac, w dupie będziesz mial żonę, dzieci, prace...cpanie wezmie kontrole nad Twoim zyciem. Bedziesz mial jeden cel

Powiem Ci jedno..to Ty wybrales dragi, a nie dragi Ciebie. I to Ty SAM musisz z nich chciec zrezygnowac, nikt Ci nie pomoże jesli sam nie bedziesz chcial.

Uprawiasz jakis sport? Proponuje zaczac

43

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Olinka napisał/a:

Osobiście nie znam chyba nikogo, kto miał problem z narkotykami, a przynajmniej nikt o tym głośno nie mówi, znam za to kilku trzeźwych alkoholików i wszyscy zdecydowali się coś radykalnie zmienić dopiero wtedy, gdy to samo życie nie pozostawiło im wyboru.

Z narkomanami jest tak samo .Narkoman alkoholik jeden czort smile
To chore emocje są problemem jak pewnie wiesz.

44 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2018-11-30 08:32:14)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Odpowiadam do paslawek
Cytaty nie dzialaja cos dzisiaj, tu mialem problem

„Mam jeszcze wrażenie ,że Autor wątku włącza pisanie na Forum "pod wpływem" i na haju do swoich

manipulacji i oszukuje samego siebie że robi coś ze sobą.”


Tak, najczesciej pisze na haju bo nie spie i mam wyrzuty ze znowu poszlo. Nigdy nie ukrywalem tego.
Tak 2, moze cos w tym jest ze sie oszukuje. Przyznaje ze mi sie to podoba, w sensie lubie byc na haju. Na tym to polega.

Zrobilem przerwe, mialem 10 dni bez niczego, wlaczajac weekend. Wiem malo. Pomogl aktywnie zaplanowany czas. Myslalem jednak o tym, ale nie wziolem a moglem. Juz bylem umowiony na dostawe ale zrezygnowalem.
Alkohol mi wlacza mega chec. Musze odstawic alkohol.
Dzisiaj impreza byla, alkohol, ktos rzucil tekst ze dzwonimy i sie nie oparlem a chcialem zrobic dwa tygodnie przerwy

45 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2018-11-30 08:33:07)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
KubelZimnejWody napisał/a:

Alez przeciez Ty nie chcesz powiedzieć żonie, bo zacznie Cie kontrolowac wtedy...a tak możesz wciagac do woli.

Mówisz, ze kochasz dzieci i żonę, a pomyslales z kim zostana dzieci, jesli żona przegra walke z rakiem...z ojcem nacpanym, ktoremu biala dama juz nie wystarczy...niestety z czasem bedziesz potrzebowal wiecej i szukal mocniejszych wrazen, to nieuniknione. Twoim celem będzie sie nacpac, w dupie będziesz mial żonę, dzieci, prace...cpanie wezmie kontrole nad Twoim zyciem. Bedziesz mial jeden cel

Powiem Ci jedno..to Ty wybrales dragi, a nie dragi Ciebie. I to Ty SAM musisz z nich chciec zrezygnowac, nikt Ci nie pomoże jesli sam nie bedziesz chcial.

Uprawiasz jakis sport? Proponuje zaczac


Sport, to byla/ jest moja pasja ale zlapalem powazna kontuzje i troche minie zanim wroce.
Mam taki plan by sportem dawac endorfiny, bo ponoc to dziala, ale nie moge. Jeszcze kilka miesiecy.
Planuje (badz uznacie ze sie oszukuje) ze ostro zaczne treningi by czuc sie lepiej. Dragi niszcza efekty, wiec licze ze odstawie alkohol i dame i skupie sie na tym. Ale... na razie tlumacze sobie, ze do tego momentu ... niejako jeszcze moge

46 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2018-11-30 08:14:21)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Nie wiem czy pisałem, ale zacząłem terapię. Problem w tym, że terminy są co dwa tygodnie. Wychodzę ze spotkania z pewnymi dobrymi przemyśleniami i nastawieniem, ale mija czas, pojawię się Spadek formy i sami wiecie.  Będę miał spotkania częściej, osoba która mi pomaga jest naprawdę super i wydaje mi się że z jej pomocą pokładam sobie w głowie.

Najgorsze jest to, że w moim środowisku to jest standard. Oczywiście nie wszyscy biorą, ale ci co biorą to wiedza o osobie i zawsze coś się kołuje. Zmiana środowiska to realnie duży problem, a to się wiąże z robota.  Większość ludzi którzy się tym bawią w ogóle nie widzi problemu i nie ma takich przemyśleń. Ja oczywiście jak wypije trochę, jak mam nawet postanowienie że nie będę, to natychmiast to postanowienie lamie, bo jestem już lekko wciety. Oczywistym dla mnie jest i dla mojego terapeuty że będę musiał odstawić obie rzeczy. Dziękuję wam za słowa, te wsparcia i krytyczne.

Tak, mam poczucie że się zmieniam i to też na terapii się mówi jasno. Moja rodzina jednak to całe moje życie. Bez nich nie mam nic. Żadne pieniądze, majątek, inne graty nie mają znaczenia. Mimo to cały czas nie potrafię skonczyc. Sam nie mogę w to uwierzyć że się wpakowałem w coś takiego i nie mogę w to uwierzyć że w ułamku sekundy łamie swoje postanowienia.

Powiedziałem bliskiej mi osobie o tym problemie. Jest w szoku. Absolutnie odradza mi mówienie żonie i ci którzy piszą, że super egoistyczne jest zrzucenie tego z siebie na jej barki mają rację. Wiem że zachowuje się nieracjonalnie.  Oczywiście wiem że robię to bo jest mi bardzo ciężko z powodu ilus problemow, ktore wystapily w krotkim czasie, ale tez po prostu jestem zmeczony sytuacja z depresja zony ktora trwa wiele lat. Z tym sie wiaze wiele rzeczy, np. bycie razem (w tym seks). Wychodziliśmy już z tego, żona byla juz naprawdę w dobrej formie, ale pojawił się ten kurwa pierdolony rak. Cofnęliśmy się o parę lat.
Nie szukam wymówek jak powiedzieliście sam podjąłem te decyzje, ale po prostu to jest mój sposób na radzenie sobie z presją w korporacji, chorobą żony, jej depresja itd. Do tego doszedł watek, nowy, że jej matka obwinia mnie za jej stan, w sensie to że ma depresję. Powiedziała coś takiego mi prosto w twarz. Wyskoczyłem z butow.
Niby mam to w dupie, powiem że jestem dobrym ojcem, dobrym mężem i wszyscy moi znajomi tak mówią, ale jednak strasznie mnie to zabolało. Oczywiście mój problem rzuca światło na mnie jako ojca i meza... wiem

Mam oczywiście problemy które muszę rozwiązać, bo bez tego trudno mi sobie wyobrazić mijanie kolejnych tygodni. Mam wrażenie, że gdybym tego nie robił, to też wpadne w depresję a to juz dzieciaki odszyfruja na pewno. Po prostu nie radzę sobie z tym.  Naprawdę liczę że jak zintensyfikuje terapię oraz wrócę do sportu to wyjdę na prostą. Mam też Pomysl na odcięcie się od ludzi którzy kojarzą mi się z tym nawykiem. To chyba bedzie mozliwe Choć stracę w interesach i oni tego nie zrozumieją. Obraza sie. To jednak nie wazne. Nie mogę liczyć na ich rozsądek. Odcięcie się od nich jest kluczowe i po prostu nie mieć dostępu do towaru.
Piszcie prosze. Pomaga mi czytanie i pisanie tego, choc nie wiem dlaczego

47

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Retsuko napisał/a:

Lepiej powiedziec jej teraz i uswiadomic ja na czym stoi niz doprowadzic siebie i rodzine do ruiny kłamiąc ile wlezie.

Zona wie ze chodze do psychologa ale mowie ze to po to by lepiej radzic sobie ze stresem w pracy. Mam taka jazde w korporacji ze zarzadzanie stesem jest logiczne. Miewam bowiem napady zlosci, szczegolnie w samochodzie.

Oczywiście wiem ze branie też do tego się przyczynia, że pojawia się czasami agresja. To jednak jest naprawdę bardzo rzadko i nigdy w obecności rodziny. Moze raz mi sie zdarzylo. Raczej Odreagowuje jak jestem sam.

48 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2018-11-30 09:20:20)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Czesc.

Przeczytalam Twoje poprzednie watki, i obraz Twojego zycia malzenskiego jaki się jawi po ich przeczytaniu, odbiega trochę od Twojej wizji, w której niby to kochasz zone, i dzieci, i one sa dla Ciebie najważniejsze - jesliby rodzina była najwazniejsza, to tego tematu tu na forum by nie było. Wczesniej byles nieufny do zony, były jakies posadzenia o zdrade, chec "szukania na boku", - a teraz przedstawiasz to tak, ze szlachetności chcesz ją chronić przed Twoim nałogiem. Zastanow się nad tym, i odpowiedz sam sobie szczerze, jak to jest w końcu z ta Twoja deklaracją, ze rodzina dla Ciebie najważniejsza, bo jak wiadomo papier (komputer) przyjmie wszystko, ale o tym, co jest dla Ciebie tak naprawde ważne, swiadcza Twoje czyny, nie deklaracje. Ja mimo wszystko dalej sadze, ze nie mowiac zonie wylączasz ją z problemu, co może się na Tobie zemscic, - ale oczywiście dopuszczam fakt, ze w jakims stopniu mogę się mylic. Zycie pokaze, jak będzie.

I w tym momencie ostatnia rzeczą, która powinna Cie interesować, to to, czy koledzy od ćpania się na ciebie obrazą.., naprawdę.

" ..niektóre etapy tego procesu bywają nużące i cały sekret polega na tym, żeby je przekształcić w spotkania z samym sobą, albo czymś wzniosłym." Czarownica z Portobello

49

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Z ulga przeczytalam wiadomosc, ze zaczales terapie. Naprawde. trzymaj sie.
Bedzie trudno.Ale musisz dac rade, bo twoja sytuacja rodzinna jest taka, ze NIE MA INNEGO WYJSCIA.
Zastanawia mnie jedno: piszesz, ze u ciebie w korporacji wiele osob cos bierze.

To jakies wariactwo.
Czy ty mieszkasz i pracujesz w Polsce?

50 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2018-11-30 10:05:34)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Benita72 napisał/a:

Czesc.

Przeczytalam Twoje poprzednie watki, i obraz Twojego zycia malzenskiego jaki się jawi po ich przeczytaniu, odbiega trochę od Twojej wizji, w której niby to kochasz zone, i dzieci, i one sa dla Ciebie najważniejsze - jesliby rodzina była najwazniejsza, to tego tematu tu na forum by nie było. Wczesniej byles nieufny do zony, były jakies posadzenia o zdrade, chec "szukania na boku", - a teraz przedstawiasz to tak, ze szlachetności chcesz ją chronić przed Twoim nałogiem. Zastanow się nad tym, i odpowiedz sam sobie szczerze, jak to jest w końcu z ta Twoja deklaracją, ze rodzina dla Ciebie najważniejsza, bo jak wiadomo papier (komputer) przyjmie wszystko, ale o tym, co jest dla Ciebie tak naprawde ważne, swiadcza Twoje czyny, nie deklaracje. Ja mimo wszystko dalej sadze, ze nie mowiac zonie wylączasz ją z problemu, co może się na Tobie zemscic, - ale oczywiście dopuszczam fakt, ze w jakims stopniu mogę się mylic. Zycie pokaze, jak będzie.

I w tym momencie ostatnia rzeczą, która powinna Cie interesować, to to, czy koledzy od ćpania się na ciebie obrazą.., naprawdę.


Hej, miałem trudny okres i faktycznie pisałem o tym w innym wątku. Zastanawialem się nad tym czy zdradzić żonę to prawda, ale nigdy tego nie zrobie i nie zrobiłem. Nasze małżeństwo wisiało na włosku, z powodu depresji ktora trwa lata, Ale uzmysłowiłem sobie że kocham żonę i na pewno muszę sobie z tym poradzić co wtedy miało miejsce i sobie poradziłem. Pracowaliśmy z żona  nad małżeństwem jak napisałem wcześniej i wszystko było na super drodze byśmy prowadzi normalne życie. Rak zony oczywiście cofnal nas, ale i tak jest lepiej niż było wtedy gdy pisałem poprzedni watek.
Tam watek właśnie uzmysłowił mi jak bardzo kocham żonę i że muszę się nią opiekować i ją wspierać w chorobie. Nadal staram się tak robić. Mnóstwo ludzi doradzało że rozwiązaniem jest zdrada. Dla mnie nigdy to nie była opcja na serio.
Zastanawiałem się rzeczywiście głośno czy ona przypadkiem kogoś nie ma skoro nam się tak nie układało. To prawda. Po prostu to były rozważania, dlaczego jest jak jest a właściwie było jak było, bo teraz jest lepiej.


Branie wzielo sie z glupoty. Pełna zgoda że znajomi od tych spraw oczywiście nie będą dla mnie wielką stratą.

51 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2018-11-30 10:04:02)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Gosia1962 napisał/a:

Z ulga przeczytalam wiadomosc, ze zaczales terapie. Naprawde. trzymaj sie.
Bedzie trudno.Ale musisz dac rade, bo twoja sytuacja rodzinna jest taka, ze NIE MA INNEGO WYJSCIA.
Zastanawia mnie jedno: piszesz, ze u ciebie w korporacji wiele osob cos bierze.

To jakies wariactwo.
Czy ty mieszkasz i pracujesz w Polsce?

Nie chce oczywiście pisać gdzie mieszkam i w jakim środowisku ja pracuję. Ale w Polsce. Zapewniam cię jednak że ten temat jest bardziej powszechny niz Ci się wydaje. Mogę się założyć że w twoim najbliższym otoczeniu jest ktoś kto bierze. Ja w to wszedłem i nie mogłem uwierzyć o jakiej skali mówimy. Serio. To też dla mnie był Szok.

Terapia to jedyne wyjście i myślę że jak przyspiesza się spotkaniami, to będzie ok. Osoba stron się spotykamy jest mega doświadczona już po pierwszym spotkaniu powiedział tyle rzeczy, że daje to naprawdę do myślenia.

52 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2018-11-30 10:01:29)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Ja nie jestem w temacie taka zielona, jak sobie chyba  wyobrazasz :-)

Od lat pracuje z uzaleznionymi (takze chorymi psychicznie i ludzmi z problemami egzystenconalnymi).
Ale ja pracuje w tym od 20 lat w Niemczech.
Nie znam polskiej rzeczywistosci, dlatego pytam.

Owszem, wiem, ze w pewnych kregach- takze tu, w Niemczech,  siega sie po niektore srodki odurzajace.

Ale tendencja w Niemczech juz spada.
Tutaj czesto nawet palenie papierosow stalo sie  w niektorych kregach/sferach bardzo be.

Ja w kazdym razie -gdziekolwiek bys nie mieszkal- ciesze sie, ze przyszla ci refleksja i parcie na zaprzestanie.
Bedzie nielatwo, mowie ci od razu.

Ale warto.

Dla siebie i dla najblizszych.
Powodzenia.

53

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Cześć, temat bliski mojemu sercu, gdyż mój mąż nadużywał kiedyś amfetaminy. Był na odwyku i od tamtej pory nie bierze.
Ale musiał totalnie zmienić towarzystwo. Bez tego ani rusz.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

54 Ostatnio edytowany przez paslawek (2018-11-30 11:32:03)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:
Gosia1962 napisał/a:

Z ulga przeczytalam wiadomosc, ze zaczales terapie. Naprawde. trzymaj sie.
Bedzie trudno.Ale musisz dac rade, bo twoja sytuacja rodzinna jest taka, ze NIE MA INNEGO WYJSCIA.
Zastanawia mnie jedno: piszesz, ze u ciebie w korporacji wiele osob cos bierze.

To jakies wariactwo.
Czy ty mieszkasz i pracujesz w Polsce?

Nie chce oczywiście pisać gdzie mieszkam i w jakim środowisku ja pracuję. Ale w Polsce. Zapewniam cię jednak że ten temat jest bardziej powszechny niz Ci się wydaje. Mogę się założyć że w twoim najbliższym otoczeniu jest ktoś kto bierze. Ja w to wszedłem i nie mogłem uwierzyć o jakiej skali mówimy. Serio. To też dla mnie był Szok.

Terapia to jedyne wyjście i myślę że jak przyspiesza się spotkaniami, to będzie ok. Osoba stron się spotykamy jest mega doświadczona już po pierwszym spotkaniu powiedział tyle rzeczy, że daje to naprawdę do myślenia.

Witaj

Jak zaczynałem to chodziłem na terapię co tydzień wtedy było więcej poradni ,ale prywatnych terapeutów było mniej .
Wspierałem się mityngami AA ( niezbyt mi się podobało na początku) bo w 1992 roku anonimowych narkomanów nie było w Polsce ,ale to nie problem na AA spotkałem  takich ancymonów jak ja czyli pijących  i ćpających ja brałem amfę THC i piłem i różne wynalazki typu leki przeciwbólowe, nasenne, uspokajające nawet aviomarin i avipron ,w różnych konfiguracjach tak od 17 roku życia  pić zacząłem w wieku 15 lat bardzo niewinnie dość długo nie miałem konsekwencji w ciągu 2-3 lat na końcówce zaliczyłem  zapaść ,dziewczyna odeszła ,omamy,samookaleczenia, delirke/detoks ,wypadek samochodowy oraz liczne rany obcierki na urwanych filmach  itp   
Poszedłem na 6 tygodniowy odwyk to był przełom.Po odwyku przez parę lat raz w tygodniu chodziłem na terapię ,na mityngi chodzę do dnia dzisiejszego z różną częstotliwością.
Polecam 6 tygodniowy odwyk i AA AN wielu pomogło i pomaga .Tobie Bracie też może pomóc.
Przez te lata przeżyłem naprawdę wiele i to że moja żona chorowała też wszystko można przetrwać i przeżyć.
Nie jestem aktywistą abstynencji i prohibicji,ale mogę powiedzieć że dobrze zrobiłem idąc na terapie teraz jestem spokojnym człowiekiem czasem nawet potrzebnym i pożytecznym  smile

Trzymaj się pozdrawiam

PS.Benita, Gosia pozdrawiam

55

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Sport, to byla/ jest moja pasja ale zlapalem powazna kontuzje i troche minie zanim wroce.
Mam taki plan by sportem dawac endorfiny, bo ponoc to dziala, ale nie moge. Jeszcze kilka miesiecy.
Planuje (badz uznacie ze sie oszukuje) ze ostro zaczne treningi by czuc sie lepiej. Dragi niszcza efekty, wiec licze ze odstawie alkohol i dame i skupie sie na tym. Ale... na razie tlumacze sobie, ze do tego momentu ... niejako jeszcze moge

Nie wiem czy i tutaj się nie oszukujesz odkładając w czasie konieczność odstawienia prochów. 'Jeszcze tych kilka miesięcy, wtedy będę czuł potrzebę, bo brak efektów lub będą mniejsze...'
A wiesz, że tych kilka miesięcy może Cię ściągnąć na dno???

Jeśli zaś chodzi o sport, to mam przyjaciela, trzeźwego alkoholika, który poszedł właśnie w sport i kiedy czuje, że może się złamać (dziś już tylko sporadycznie), a minęło kilka ładnych lat, to schodzi do piwnicy, w której przygotował sobie mini siłownię i 'zaćwicza' głód. Oprócz tego intensywnie trenuje triathlon, marzy, aby kiedyś wziąć udział w Ironmanie.
Swoją drogą serdecznie polecam Ci, i nie tylko Tobie, film "Najlepszy" ze świetną rolą Jakuba Gierszała - tam pokazano prawdziwą historię o tym jak sport uratował narkomana od autodestrukcji. Ja widziałam go w kinie, bardzo mnie poruszył, ale myślę, że i na małym ekranie może zrobić wrażenie.

Paslawku, dzięki, że dzielisz się swoją historią. Sądzę, że dla osób takich jak Brother in arms wsparcie kogoś, kto przez to przeszedł, może okazać się najcenniejsze. Owszem, ja widziałam wiele, dotknęłam wiele, ale od tej drugiej strony, a choć znam pewne mechanizmy, to jednak to, co rodzi się i siedzi w głowie osoby uzależnionej, mogę sobie tylko wyobrazić.




---------------
Ze swojej strony muszę Cię, Brother in arms, prosić, abyś nie pisał postów jeden pod drugim, bo stanowi to naruszenie regulaminu. Jeśli będziesz chciał coś dopisać, użyj opcji "edytuj".
Z góry dziękuję.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

56

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

(...) Mam taki plan by sportem dawac endorfiny, bo ponoc to dziala,
Planuje (badz uznacie ze sie oszukuje) ze ostro zaczne treningi by czuc sie lepiej. Dragi niszcza efekty, wiec licze ze odstawie alkohol i dame i skupie sie na tym. Ale... na razie tlumacze sobie, ze do tego momentu ... niejako jeszcze moge

Słowa, słowa, słowa.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

57 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2018-12-01 10:28:37)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Olinka
Przepraszam za łamanie regulaminu. Nie miałem pojęcia że to co robię jest z nim niezgodne. Oczywiście dostosuję się. Pisałem post pod postem, by właśnie uniknąć sytuacji która przed chwilą mi się zdarzyła, czyli wywaliło mi tekst który pisałem do was przez 0,5 h. Piszę w zasadzie tylko z telefonu, więc przyklejanie cytatów, inne korekty często kończą się jakimiś błędami i utratą myśli.

Wracając jednak do tematu, to zawsze wydawało mi się, że aby skutecznie skończyć to trzeba dotknąć dna. Oczywiście pojęcie dna dla każdego znaczy coś innego. Jak to teraz czytam korygując tekst, to sam się zastanawiam dlaczego tak myślę, że muszę sobie rozwalić głowę, wydaje mi się że musi poleci krew, żeby zrobić coś, co na końcu dnia chcę zrobić.

Jak opisałeś swojego przyjaciela sportowca, byłego alkoholika, to dokładnie tak sobie to wyobrażałem. Chciałbym zastosować mechanizmy, że ja pojawi się pomysł by dzwonić do dostawcy, to wtedy włącza się automatycznie pomysł idę na trening.

Wielokropek... Tak tak tak, oczywiście że słowa a cóż innego? Nie wiem czy próbujesz mnie sprowokować do działania zamiast gadania? Czy po prostu ze mnie się nabijasz że dzielę się swoimi przemyśleniami?


Paslawek
Dziękuję Ci za ten post. Oczywiście jesteś pożytecznym człowiekiem, co udowadniasz chociażby to tutaj pisząc do mnie. Przeczytałem twój tekst i znowu wydaje mi się że nie znajduje się tam gdzie ty się znalazłeś. Jak czytam to byłeś bardzo młody wtedy a ja jednak jestem w innej fazie życia. Nigdy nie myślę o niczym więcej niż o śniegu.  Oczywiście zakładam że u ciebie moglo być tak samo na poczatku. Trudno mi sobie wyobrazić to co piszesz, czyli omamy, paranoje czy samookaleczenia. Wydaje się to tak mocne, że nierealne. Znowu jednak coś mi się wydaje i oczywiście zakładam że mogę się mylić i któregoś dnia po prostu coś się zmieni i może cos takiego zrobie.  Oczywiście bardzo bym nie chciał. Chciałem ci też pogratulować za odwagę pójścia na odwyk.
Dla mnie zniknięcie na sześć tygodni wydaje się nie wchodzić w rachubę, bo oczywiście nie chcę by dowiedziała się żona. Wydaje mi się też że jednak jestem w stanie sobie jakoś poradzić bez tego. Za chwilę, w przyszłym tygodniu mam kolejne spotkanie z terapeutą i spróbuję o tym pogadać.  Czy już jestem takim przypadkiem że muszę to zrobić czy może jednak nie.  Najgorsze w tej zabawie ze swoim umysłem jest to, że ciągle sam się dziwię, że jestem w stanie racjonalizować sobie pewne rzeczy. Mówi się że właśnie tak to działa, że przekracza się kolejne granice i ciągle szuka wymówek. Nie wyobrażam sobie jednak Dojścia do etapu o którym napisałeś. Ale może ty też sobie nie wyobrażałaś na początku. Myślisz że nie widzę tego, co nieuchronne?
Dzisiaj jestem na trzeźwo. Jest mi nawet z tym dobrze. Jak na tę godzinę (9:21 rano), to w ogóle nie miałem ochoty na jakąkolwiek zabawę. Wiem jednak że za parę godzin pewnie zacznie się inne myślenie.   Nie sądzę jednak by cokolwiek się wydarzyło, bo nie będę miał dostępu. To też chyba jedna z bardziej kluczowych kwestii, czyli żeby odciąć się od źródeł. Niestety zauważyłem, że ludzie którzy biorą mają jakby wmontowany jakiś radar wyszukiwania ludzi którzy też biorą albo sprzedają i zawsze jakoś kurwa okazuje się że jednak się da zalatwic. Jak to jest możliwe? Tylko brak kasy realnie jest wylacznikiem.  Na końcu więc zastanawiam sie, że odcięcie od zrodel, chyba nie jest możliwe, bo te źródła, nawet jak ich nie szukasz, to same zaczynają iść w twoim kierunku, niby przypadkiem, ktoś coś powiedział, Ty coś odpowiedziałeś, bo ci się skojarzyło i nagle pada odpowiedź „spoko jest”

Dziękuję wam wszystkim za odpowiadanie wsparcie i popychanie mnie w stronę lepszej motywacji do zmiany. Pozdrawiam i życzę miłego dnia i weekendu.

58

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

(...) Wielokropek... Tak tak tak, oczywiście że słowa a cóż innego? Nie wiem czy próbujesz mnie sprowokować do działania zamiast gadania? Czy po prostu ze mnie się nabijasz że dzielę się swoimi przemyśleniami? (...)

Ani nie prowokuję, ani się nabijam. Tak jak na początku Twego wątku, tak i teraz nie widzę śladu Twej decyzji rozstania się z nałogiem. Sporo za to usprawiedliwiania się i mydlenia sobie oczu.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

59 Ostatnio edytowany przez paslawek (2018-12-01 11:34:33)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Olinka
Przepraszam za łamanie regulaminu. Nie miałem pojęcia że to co robię jest z nim niezgodne. Oczywiście dostosuję się. Pisałem post pod postem, by właśnie uniknąć sytuacji która przed chwilą mi się zdarzyła, czyli wywaliło mi tekst który pisałem do was przez 0,5 h. Piszę w zasadzie tylko z telefonu, więc przyklejanie cytatów, inne korekty często kończą się jakimiś błędami i utratą myśli.

Wracając jednak do tematu, to zawsze wydawało mi się, że aby skutecznie skończyć to trzeba dotknąć dna. Oczywiście pojęcie dna dla każdego znaczy coś innego. Jak to teraz czytam korygując tekst, to sam się zastanawiam dlaczego tak myślę, że muszę sobie rozwalić głowę, wydaje mi się że musi poleci krew, żeby zrobić coś, co na końcu dnia chcę zrobić.

Jak opisałeś swojego przyjaciela sportowca, byłego alkoholika, to dokładnie tak sobie to wyobrażałem. Chciałbym zastosować mechanizmy, że ja pojawi się pomysł by dzwonić do dostawcy, to wtedy włącza się automatycznie pomysł idę na trening.

Wielokropek... Tak tak tak, oczywiście że słowa a cóż innego? Nie wiem czy próbujesz mnie sprowokować do działania zamiast gadania? Czy po prostu ze mnie się nabijasz że dzielę się swoimi przemyśleniami?


Paslawek
Dziękuję Ci za ten post. Oczywiście jesteś pożytecznym człowiekiem, co udowadniasz chociażby to tutaj pisząc do mnie. Przeczytałem twój tekst i znowu wydaje mi się że nie znajduje się tam gdzie ty się znalazłeś. Jak czytam to byłeś bardzo młody wtedy a ja jednak jestem w innej fazie życia. Nigdy nie myślę o niczym więcej niż o śniegu.  Oczywiście zakładam że u ciebie moglo być tak samo na poczatku. Trudno mi sobie wyobrazić to co piszesz, czyli omamy, paranoje czy samookaleczenia. Wydaje się to tak mocne, że nierealne. Znowu jednak coś mi się wydaje i oczywiście zakładam że mogę się mylić i któregoś dnia po prostu coś się zmieni i może cos takiego zrobie.  Oczywiście bardzo bym nie chciał. Chciałem ci też pogratulować za odwagę pójścia na odwyk.
Dla mnie zniknięcie na sześć tygodni wydaje się nie wchodzić w rachubę, bo oczywiście nie chcę by dowiedziała się żona. Wydaje mi się też że jednak jestem w stanie sobie jakoś poradzić bez tego. Za chwilę, w przyszłym tygodniu mam kolejne spotkanie z terapeutą i spróbuję o tym pogadać.  Czy już jestem takim przypadkiem że muszę to zrobić czy może jednak nie.  Najgorsze w tej zabawie ze swoim umysłem jest to, że ciągle sam się dziwię, że jestem w stanie racjonalizować sobie pewne rzeczy. Mówi się że właśnie tak to działa, że przekracza się kolejne granice i ciągle szuka wymówek. Nie wyobrażam sobie jednak Dojścia do etapu o którym napisałeś. Ale może ty też sobie nie wyobrażałaś na początku. Myślisz że nie widzę tego, co nieuchronne?
Dzisiaj jestem na trzeźwo. Jest mi nawet z tym dobrze. Jak na tę godzinę (9:21 rano), to w ogóle nie miałem ochoty na jakąkolwiek zabawę. Wiem jednak że za parę godzin pewnie zacznie się inne myślenie.   Nie sądzę jednak by cokolwiek się wydarzyło, bo nie będę miał dostępu. To też chyba jedna z bardziej kluczowych kwestii, czyli żeby odciąć się od źródeł. Niestety zauważyłem, że ludzie którzy biorą mają jakby wmontowany jakiś radar wyszukiwania ludzi którzy też biorą albo sprzedają i zawsze jakoś kurwa okazuje się że jednak się da zalatwic. Jak to jest możliwe? Tylko brak kasy realnie jest wylacznikiem.  Na końcu więc zastanawiam sie, że odcięcie od zrodel, chyba nie jest możliwe, bo te źródła, nawet jak ich nie szukasz, to same zaczynają iść w twoim kierunku, niby przypadkiem, ktoś coś powiedział, Ty coś odpowiedziałeś, bo ci się skojarzyło i nagle pada odpowiedź „spoko jest”

Dziękuję wam wszystkim za odpowiadanie wsparcie i popychanie mnie w stronę lepszej motywacji do zmiany. Pozdrawiam i życzę miłego dnia i weekendu.

Widzę całe mnóstwo podobieństw między nami doprecyzuje na ponad 2 lata przed odwykiem stacjonarnym
ze względu na moje picie podjąłem  próbę leczenia pod naciskiem rodziców i mojej dziewczyny zgłosiłem się do poradni wtedy nie miałem jakiś drastycznych konsekwencji studiowałem i dorabiałem na budowach później w firmie polonijnej bardzo dobrze zarabiałem ,odziedziczyłem mieszkanie po babci imprezowałem jak sztudent może według mnie za bardzo ,ale byłem przekonany o posiadaniu żelaznej kontroli nad wszystkim.
Poszedłem do tej poradni nie spodobało mi się zajęcia drętwe nuda zalecono mi udział w AA też misie nie spodobało
alkoholicy ,który zobaczyłem nie odpowiadali moim wyobrażeniom ,nawet trochę się utożsamiałem tylko większość była w wieku 40 -50 lat ja miałem 25,  później zrezygnowałem nie chciało mi się chodzić,udawałem że się leczę też myślałem że do delirium to mam bardzo daleko i to mnie nie spotka nie wyobrażałem sobie że do końca życia nie pić nie palić nie snifować.Postanowiłem dać sobie rade sam ale bez eperalu bo jeszcze wcześniej udawałem że biorę antikol nie działało (nauczyłem się zapijać antikol) czułem się okropnie.
Po dwóch miesiącach abstynencja stała się koszmarem znałem dwa u czucia byłem wk...y i czułem się ch....o i ruszyłem zacząłem od amfetaminy i przez 2 lata zaliczyłem to o czym słyszałem  na AA i opisałem wcześniej jedno z najgorszych to dziewczyna odeszła ze wstrętem i obrzydzeniem ode mnie miała dość moich jazd.Też nie miałem nigdy problemów ze zdobyciem towaru potrafiłem niemal wydobyć go z pod ziemi.
Jak Ci będzie bardzo trudno to nie krepuj się idź na mityng posłuchaj są tam ludzie w podobnej sytuacji jak Ty(korporacyjni też smile ) nawet nawalony możesz posiedzieć nikt Ciebie nie wyrzuci jak nie będziesz przeszkadzał.
Obsesja ćpania i picia u mnie zniknęła  10 miesięcy po odstawieniu

Pozdrawiam

60

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

paslawek,
czyli z tego co piszesz jade gdzies gdzie nie mam pojecia gdzie jade a wydaje mi sie ze wiem dokad...
Calkiem przerazajace....
choc nawet piszac to nadal wydaje mi sie ze nie mozliwe.
Musze chyba jednak przyznac ze nie jestem jakis szczegolny i skoro wszyscy to mowia to jednak maja racje. Trudno to przyznac...
Dzieki za te slowa

Wielokropek
Serio? A co Twoim zdaniem takim sladem by bylo?
Mi sie jakos wydaje ze zaczynam dorastac do tej decyzjii a ze slabo mi idzie to inna kwestia

61

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

(...) Mi sie jakos wydaje ze zaczynam dorastac do tej decyzjii (...)

Ten fragment ostatniego posta jest najlepszym dowodem. hmm
Chcesz więcej? Przeczytaj swe posty, zwróć uwagę na swoje usprawiedliwiania się, szukanie wymówek. Wielu osobom pomocne były zdania z mej sygnatury.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

62 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2018-12-02 22:52:55)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Moim zdaniem autor nie przestanie brać.
Ponieważ  prochy które bierze, doprowadziły do tego, że stan mentalnej zupy w jego organizmie, jest dla niego "optymalny" i komfortowy.

Jak przestanie brać, to zupa będzie albo za przyprawiona albo wcale nie przyprawiona.
Autor nie wie jak przyprawić zupę , od tego zaczął branie prochów,wiec   znowu poćpa i będzie "OK".
Moze będzie miał troche paranoii po braniu , ze nie wiadomo co może sie stać.
Ale te wyrzuty sumienia, to jak odrobina przyprawy która sprawia , ze cała reszta smakuje wyśmienicie.


Inaczej mówiąc , jezeli potrzebne były prochy zeby było OK.

To zaprzestanie brania , bez zmian w zyciu czy nawyków, spowoduje spory dołek.
I autor znowu wróci do ćpania , tym razem z przekonaniem iż "leczy" siebie cpaniem, bo inaczej nie radzi sobie z rzeczywistością.
A może być też nawet tak , ze prochy które dostarczały radochę na jakiś czas wyłączą inne źródła, które doprowadzały szczęście.

Autor dostanie kotlet schabowy ale popatrzy na niego i powie :
" a tam schabowy , to zupełnie bez smaku", ale w sumie to bym się naćpał hmm.

Problem jest złożony i nie ogranicza sie do  decyzji : czy ćpanie to problem oraz ćpać czy nie ćpać.
Ale też do tego jak się żyje , gdzie się żyje i co rekompensują narkotyki.

Jedną z nielicznych zalet głupoty jest to , że nie można nią się zarazić.

63 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2018-12-15 09:34:14)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Hej
2 tygodnie bez alkoholu i brania.
Terapia w toku.

@kwadrat - nie wiem czy nie wroce. Dzisiaj nie chcę, tak mi sie wydaje.
Twoja teza jest przerazajaca ale nie prawdziwa. Dostrzegam w zyciu na trzezwo normanosc i fajnosc. Chwilowe euforie dradowe zawsze sa okupione zjazdami, czyli „zupa” jak piszesz jest super ale potem chujowa.
Dzisiaj jem bardzo smaczna zupe. Pokusa posmakowanoa tej super jest jeszcze w glowie, ale nie chce jej. Powoli zaczynam zapominac jak smakowala.

Terapia uzmyslawia jak ogromny i skomplikowany jest ten problem i co realnie jest na szalo. Na co dzien cpun o tym az tak duzo nie mysli. Dostrzegam tez ze nie chodzi o prochy ale trz o alkohol. Alkohol pilem wiele lat i zawsze jakos kontrolowalem. Dzisiaj jednak jest wyzwalaczem tego drugiego.
Dostrzegam co to jest uzaleznienie, na czym polega i jak wiele osob wokol mnie nie ma pojecia ze ma problem.
Coz, dwa tygodnie to nie sukces jakis spory ale ja sie ciesze.

@kwadrat - z Twojego postu wynika ze nie mam szans.
Zobaczymy. Ja mysle ze mam. Przeciez jakiejs czesci uzaleznionych udaje sie odstawic i pokonac nałóg.
Nie jest to spora czesc ale ktos wygrywa. Nie znamy sie wiec nie wiesz czy mam jeszcze cos na czym moge powiesic uwage. Rodzina, praca, sport na pewno. Sa jeszcze inne rzeczy.
Masz racje ze bierze sie z jakiegos powodu, nawet jak zaczelo sie nie z tego powodu, ale ja tez nad tym pracuje.
Mam dobre wsparcie terapii, profesjonalne, wiec trzymaj za mnie kciuki i nie skreslaj. Zachorowalem, ale chce sie leczyc i wylecze.

64 Ostatnio edytowany przez big_black_bass (2018-12-16 16:54:40)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

@Brothers in arms.
Śledzę Twój wątek od jakiegoś czasu i kibicuję Ci (a właściwiem Wam obojgu) mocno. Znam jedną osobę, która była po uszy w twardych narkotykach i mimo charakterystyki środowiska, gdzie większość osób w tym siedziała - udało jej się z tego wyjść - przynajmniej tak pokazuje ostatnie kilkanaście lat.

Przychodzi mi do głowy jedna rzecz, o której mi opowiadała ta osoba i chciałbym Ci ją podsunąć - może ułatwi Wam to trudne zadanie, a w końcu postawiłeś z sukcesem już pierwsze kroki.

Jeśli móiwsz, że stan Twojego konta jest taki, że nie musisz się martwić o wydawanie kasy na dragi, to może -  o ile stan zdrowia Twojej żony na to pozwala i Twoj terapeuta się na to zgodzi - warto zrobić sobie przerwę. Pare miesięcy zdala od miasta, od stresu, od trybu życia, który spowodował, że wpadłeś w nałóg. Wspólny wyjazd w Bieszczady, czy na inną Islandie czy Iranu, gdzie będziecie mogli odpocząć, zająć się czymś ciekawym, a dostęp do dragów będziesz miał wystarczająco utrudniony, nie będzie też pokus i odstawienie narkotyków nie będzie zależało jedynie od Twojej siły woli. Zajmiesz się sportem, jakimś rękodziełem, albo czymś innym - byle by nie było nudy. Zresztą sam piszesz, że masz rzeczy na których Ci zależy.

Żona nie musi wiedzieć, że to z powodu narkotyków, możesz powiedzieć, że psychicznie nie wyrabiasz, chciałbyś gdzieś z nią wyjechać i pocieszyć się sobą nawzajem, na chwilę zwolnić, uciec od stresów. Bo przecież to prawda. Dlatego zacząłeś brać.

Pytanie czy Twoja, żona może sobie zdrowotnie pozwolić na taki wyjazd i co na to Twój terapeuta. Drugie pytanie jest takie czy jak wrócisz, to nie będziesz miał pokusy, żeby "przypomnieć sobie jak to było kiedyś". Nie jestem specjalistą, nie odpowiem Ci na to pytanie, od tego - i bardzo słusznie - masz terapeutę, ale u mojego znajomego to podziałało.

65

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Hej
2 tygodnie bez alkoholu i brania.
Terapia w toku.

@kwadrat - nie wiem czy nie wroce. Dzisiaj nie chcę, tak mi sie wydaje.
Twoja teza jest przerazajaca ale nie prawdziwa. Dostrzegam w zyciu na trzezwo normanosc i fajnosc. Chwilowe euforie dradowe zawsze sa okupione zjazdami, czyli „zupa” jak piszesz jest super ale potem chujowa.
Dzisiaj jem bardzo smaczna zupe. Pokusa posmakowanoa tej super jest jeszcze w glowie, ale nie chce jej. Powoli zaczynam zapominac jak smakowala.

Terapia uzmyslawia jak ogromny i skomplikowany jest ten problem i co realnie jest na szalo. Na co dzien cpun o tym az tak duzo nie mysli. Dostrzegam tez ze nie chodzi o prochy ale trz o alkohol. Alkohol pilem wiele lat i zawsze jakos kontrolowalem. Dzisiaj jednak jest wyzwalaczem tego drugiego.
Dostrzegam co to jest uzaleznienie, na czym polega i jak wiele osob wokol mnie nie ma pojecia ze ma problem.
Coz, dwa tygodnie to nie sukces jakis spory ale ja sie ciesze.

@kwadrat - z Twojego postu wynika ze nie mam szans.
Zobaczymy. Ja mysle ze mam. Przeciez jakiejs czesci uzaleznionych udaje sie odstawic i pokonac nałóg.
Nie jest to spora czesc ale ktos wygrywa. Nie znamy sie wiec nie wiesz czy mam jeszcze cos na czym moge powiesic uwage. Rodzina, praca, sport na pewno. Sa jeszcze inne rzeczy.
Masz racje ze bierze sie z jakiegos powodu, nawet jak zaczelo sie nie z tego powodu, ale ja tez nad tym pracuje.
Mam dobre wsparcie terapii, profesjonalne, wiec trzymaj za mnie kciuki i nie skreslaj. Zachorowalem, ale chce sie leczyc i wylecze.

Trzymaj się świetnie Ci idzie.Bardzo się ciesze.

Obstawianiem  komu się uda a komu nie to się nie przejmuj - rób swoje.

Na programie 24h (tylko dziś nie pije nie ćpam ) jadę od 28 lat i nie jestem w tym sam.

Pozdrawiam i trzymam kciuki.

66 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2018-12-25 01:44:50)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Tak sobie myślałem , ze "żyjemy w czasach" gdzie pewne dobra powszechnego użytku są "gloryfikowane" ,ale to jest na zamówienie .
To taki  produkt placement przez dziesięciolecia.

Kiedyś papierosy trzymane w zębach przez gwiazdy kina, potem alkohol w tych wszystkich filmach , wreszcie narkotyki.
Synonimy dobrej zabawy , te cięższe narkotyki i  lżejsze, te gorsze i te lepsze.
Jakby była różnica...

Ekskluzywne trunki , ekskluzywne papierosy , ekskluzywne narkotyki , produkty dla bogatych elit.
Ale czasem też dostępne dla zwyczajnych obywateli , chcących poczuć to w czym elita może się tarzać.
Dla niektórych to symbol statusu , cel wydania zarobionych pieniędzy -tak ciężko pracowałem , teraz mogę wydać tak jak ci z górnej półki ...


Element kultury , jakby na wyciągnięcie ręki...
I właśnie problem jest w tym , ze jest to wszystko na wyciągniecie ręki.
No i sięgamy po te "swojskie" rzeczy , "swojskie" się wydają bo zostały osadzone w kulturze -owszem ale przez dealerów i dystrybutorów nie przez ćpunów i konsumentów.
Jednak trzeba powiedzieć , ze są tam ( w tej kulturze) gdyż ich sprzedaż jest opłacalna.


Czyli dla dystrybutorów tych dóbr jesteśmy konsumentami i jesteśmy im potrzebni.
To nie jest tak , ze my potrzebujemy ich i i to zmienia rachubę.
Przemysł używkowy przeżyje wszystkich konsumentów , po nas przyjdą następni.
To dystrybutorzy obudzili te potrzeby w konsumentach.

1)
I to jest jedna kwestia , gloryfikacja dóbr które jakby stały się elementem swojskim.
Jako konsumenci jesteśmy ofiarami przemysłu , ponieważ nasze postrzeganie produktów zostało zmienione i tym samym postrzeganiem operują nasi poprzednicy czy rówieśnicy.
Gdzieś indziej ktoś by powiedział , czym wy się trujecie jesteście chyba szaleni :]
A tutaj ? Chlanie to norma, już co prawda nie taka jak kiedyś , chociaż to jest dobre.

2)
Inna kwestia jest taka ,  w moim mniemaniu.

Zycie , sytuacje są rożne, ale w miarę możliwości można próbować wypracować sobie takie metody, radzenia sobie z sytuacjami i emocjami ,zeby nie sięgać po zewnętrzne środki .
Po prostu , pozwolić temu przemielić się i przepłynąć.

I to jest to jak ja to widzę, trzeba w miarę możliwości ,nie uciekać od wielu rzeczy, choćby były wyjątkowo nieprzyjemne.
Nie jest to proste, ale chyba tylko takie myślenie pozwoli, z użyciem tego jak działa nasz mózg,  przetrawić problemy.

Narkotyki to przedłużenie chyba tej wirtualnej rzeczywistości, która jest tylko w naszych głowach.
Substancje nakładają wirtualna rzeczywistość i emocje z wirtualnej rzeczywistości na tą prawdziwą.
Niby jest interakcja ale chwilowa ...
Następnego dnia jesteśmy pozbawieni tego miksu.
Było super , a dzisiaj kicha , jest niedosyt.
Najprostszy sposób na naprawę sytuacji to kolejna dawka.

Po prostu trzeba przyjąć rzeczywistość taką jaka ona jest, inne metody to moim zdaniem ucieczka.
I ta ucieczka nie będzie mogła trwać wiecznie.

Jedną z nielicznych zalet głupoty jest to , że nie można nią się zarazić.

67

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Czesc, mam za soba ponad 3 tygodnie bez alkoholu i bialego. Az dziwne sie wydaje, ze dopiero tyle. Mam wrazenie, ze znacznie dluzej. Czyje sie dobrze, swietnie. Nie mysle o tym. Male rzeczy przypominaja. Typu, jade samochodem obok miejsca gdzie spotykalem dostawce... jestem w knajpie gdzie wiem ze kiedys wziolem.
W swieta trudno bylo wyjasnic rodzinie dlaczego nie pije. To jest wyzwanie.

@big black bass - pomysl fajny. Moge sobie pozwolic na dlugi czas bez roboty ale szkoda mi jednak. Jak rzuce co mam, to dojscie znowu bedzie bardzo trudne lub nie mozliwe. Nie wiem czy warto. Probuje bez tego elementu.

@paslawek - w punkt, z dnia na dzien. Tak mowi terapeuta. Nie mam myslec czy kiedys wypije, co wydaje sie dosc nierealne. Po prostu dzisiaj nie pije. Dzieki za wsparcie.


@kwadrat - w tym problem. Dzisiaj teledyski mowia ze biale to codziennosc. Dramat jak o tym pomyslec.

Lepiej byc trzezwym. Lepiej sie czuje i nie gram ciagle. To fajne.
Dam znac po sylwestrze. Nastepny test.

68

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?
Brother in arms napisał/a:

Czesc, mam za soba ponad 3 tygodnie bez alkoholu i bialego. Az dziwne sie wydaje, ze dopiero tyle. Mam wrazenie, ze znacznie dluzej. Czyje sie dobrze, swietnie. Nie mysle o tym. Male rzeczy przypominaja. Typu, jade samochodem obok miejsca gdzie spotykalem dostawce... jestem w knajpie gdzie wiem ze kiedys wziolem.
W swieta trudno bylo wyjasnic rodzinie dlaczego nie pije. To jest wyzwanie.

Świetnie, tak trzymaj, każdy dzień to Twoje małe zwycięstwo. Wiesz po co to robisz i jaka jest nagroda na końcu. Masz rację pisząc, że wiele osób dało radę, więc dlaczego Ty miałbyś nie dać. Myślę, że ogromnie ważne w tym wychodzeniu na prostą jest, że dostrzegasz, że świat bez używek smakuje lepiej, bo istotnie one dają, niestety złudne, poczucie czegoś fajnego, ale tylko na chwilę, a potem pojawia się kac i to nie tylko ten rzeczywisty, ale również moralny.

Brother in arms napisał/a:

Dostrzegam co to jest uzaleznienie, na czym polega i jak wiele osob wokol mnie nie ma pojecia ze ma problem.

Możesz to co wytłuściłam przybliżyć? Nie ukrywam, że takie argumenty są mi potrzebne podczas rozmów z kimś, kto ma problem, ale tego do siebie nie dopuszcza. Ty jesteś osobą bardziej wiarygodną ode mnie, pomimo że anonimową, dlatego zapewne widzisz więcej i masz więcej na ten temat do powiedzenia.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

69 Ostatnio edytowany przez Alexissixela (2018-12-30 23:35:24)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Tak sobie mysle, ze kazde uzaleznienie ma podobne zrodlo - chec dostarczenia silnych, pozytywnych emocji, ktore zdaje sie dawac tylko dana uzywka.
To jak ktos nieszczesliwie zakochany obiecujacy sobie,ze "juz nigdy wiecej do niej nie napisze"a pozniej w chwili slabosci jednak pisze. Wydaje sie jemu, ze tylko ona da mu szczescie. Co nie jest prawda. To okreslony typ osoby, ktora z jakis powodow (ich moze byc mnostwo,trudne dziecinstwo itp.) aby czuc sie "szczesliwym"potrzebuje silnych emocji.
Z drugiek strony (to nie jest usprawiedliwianie Ciebie tylko proba odkrycia czego Ci potrzeba) piszesz, ze zona od wielu lat ma depresje. Moze z tego wzgledu wasze zycie juz nie jest tak szczesliwe i probujesz zastapic te endorfiny wynikajace z bycie w szczesliwej relacji, wlasnie uzywkami? Moze masz w sobie jakies poczucie pustki. Mysle, ze powinienes najpierw ja czyms zapelnic,aby "z czystym sercem"i na stale zapomniec o uzywkach? Inaczej bedziesz do tego wracac i beda Ci sie one jawic jako raj, ktory jako jedyny daje Ci szczescie. Musisz zastanowic sie czego ,emocjonalnie, tak naprawde Ci brauje i zawalczyc o to. Wtedy zapomnisz o uzywkach

70

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Autorze, i? Jak sobie radzisz?

" ..niektóre etapy tego procesu bywają nużące i cały sekret polega na tym, żeby je przekształcić w spotkania z samym sobą, albo czymś wzniosłym." Czarownica z Portobello

71

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Cześć Benita smile

72

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Hejo smile

" ..niektóre etapy tego procesu bywają nużące i cały sekret polega na tym, żeby je przekształcić w spotkania z samym sobą, albo czymś wzniosłym." Czarownica z Portobello

73 Ostatnio edytowany przez Brother in arms (2019-01-12 13:08:42)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Czesc
Dawno nie pisalem bo nie wiele sie dzieje.
Nic nie wziolem od czasu jak mowilem ostatni raz.
Alkohol w sylwestra - 1 kieliszek czerwonego + szampan. Bylem autem.
Powoli przestaje myslec o narkotykach, choc zdarza mi sie. Mialem kilka snow takich namawiajacych do brania, ze to nie takie zle....
Kosmos.
Terapeuta mówi ze to normalne.
Nic nie przesądzam, ale jestem dobrej mysli. Diabelek podpowiada czasami jak bedzie impreza to mozesz...
Nie dyskutuje z nim. Dzisiaj nie biore. Jak bedzie impreza to zobaczymy.
Nie wiem jak z alko. Kompletne zero jest mega trudne bo wszyscy dookola musla ze umieram, pewnie cos mi jest ze nie chce pic
Czesc czuje sie urazona wrecz. 20 lat pilem s teraz sie wyglupial. Paradoksalnie to nie takie latwe powiedziec rodzinie ... odpierdolcie sie. Nawet zona zwrocila mi uwage ze przesadzam. Przeciez nie wiem. Mialem gotowa odpowiedz „ przeciez Ty tez nie pijesz, pije jak Ty. Malo albo wcale”

Ktos zapytal, Alexis co to znaczy ze nie maja pojecie ze pije i biore. Po prostu nikt nie wie jaki mam problem w rodzinie. Nawiaja do picia a grube picie = narkotyki.
Terapeuta mowi, ze mam mowic narkotyki a nie biale, snieg, itd. Jest faktycznie roznica jak sie slyszy i czyta.
Dzieki za zainteresowanie i wsparcie.
Sport pomaga, czy wystarczy? Nie wiem.
Tak, na koniec, mam swiadomosc ze uzywki to substytud szukania szczescia, choc na chwile. To oczywiste. Nie wszystko da sie jednak od razu naprawic. Pracuje na tym by bylo lepiej ogolem, co w przyszlosci mam nadzieje to zaprocentuje. Koszmarny 2018 sie skonczyl. Zona ma swietne rokowania w chorobie. Dzieci zdrowe. Ja lepiej. Chyba dobry start. Tak mysle

74 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-01-12 21:27:25)

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

"Alkohol w sylwestra - 1 kieliszek czerwonego + szampan. Bylem autem."

Trudno stało się ,nie sprawdzaj się tak uważaj to jest jak zapalony lont lub tykająca bomba.

"Powoli przestaje myslec o narkotykach, choc zdarza mi sie. Mialem kilka snow takich namawiajacych do brania, ze to nie takie zle....
Kosmos.
Terapeuta mówi ze to normalne."

Terapeuta ma racje sny to tylko sny oczyszczają z obsasji

"Nie wiem jak z alko. Kompletne zero jest mega trudne bo wszyscy dookola musla ze umieram, pewnie cos mi jest ze nie chce pic
Czesc czuje sie urazona wrecz. 20 lat pilem s teraz sie wyglupial.
Paradoksalnie to nie takie latwe powiedziec rodzinie ... odpierdolcie sie "

Klasyczna wymówka przewidywalna do bólu smile

"Nawet zona zwrocila mi uwage ze przesadzam. Przeciez nie wiem. Mialem gotowa odpowiedz „ przeciez Ty tez nie pijesz, pije jak Ty. Malo albo wcale”

Żona przecież nie wie nie dziw się rodzina zrozumie moi się nawet ucieszyli jak się przyznałem ,a nie wszyscy wiedzieli jaki mam problem,z drugiej strony nie musisz się tłumaczyć przed nimi.

"Ja lepiej. Chyba dobry start. Tak mysle"

Start dobry nawet bardzo - uważaj na stany euforyczne to jeszcze nie koniec

Pomyśl o AA uzupełnisz terapię czas znajdziesz jeśli chcesz

Pisz częściej nawet jak wydaje się że spokój pisz jak się czujesz

W dalszym ciągu trzymam kciuki i jak widzisz nie tylko ja

Nie przestawaj działać i nie załamuj się

Trzymaj się

75

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Brother in arms, trzymaj się dzielnie.

pozdrawiam

" ..niektóre etapy tego procesu bywają nużące i cały sekret polega na tym, żeby je przekształcić w spotkania z samym sobą, albo czymś wzniosłym." Czarownica z Portobello

76

Odp: Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Brother in arms, świetnie, że się trzymasz i że do nas regularnie zaglądasz.

Nie ulegaj jednak temu diabełkowi, o którym wspominasz, nie układaj się z nim w żadnej mierze, bo każda próba może skończyć się tym, że popłyniesz. Z nałogiem się nie igra, nie sprawdza się czy 'a nuż ten jeden raz niczego nie zmieni'. Uwierz, że zmieni i szkoda tego wysiłku, który już włożyłeś.

Napisałeś, że nikt z rodziny nie wie, nie dziw się zatem ich reakcjom, jeśli Twoje zachowanie z dnia na dzień stało się radykalnie w pewnych kwestiach odmienne. Tym niemniej to Ci na pewno nie pomaga. Obawiam się, że tę opcję odrzucisz, przynajmniej na ten moment, ale osoby uzależnione w dobrze poprowadzonej terapii dochodzą do takiego punktu, kiedy mówią o tym fakcie wprost i otwarcie. To im pomaga, bo z jednej strony otoczenie, nawet wbrew obawom, rozumie i ze świadomością skali problemu przestaje naciskać, a z drugiej mają podwójną motywację do walki z nałogiem, bo nie tylko sobie samym, ale i tym z zewnątrz usiłują udowodnić, że się nie załamią. Paradoksalnie im więcej osób wie, tym łatwiej im w swoim postanowieniu wytrwać, pomijając przy tym, że w większym gronie zawsze łatwiej znaleźć kogoś, kto da realne wsparcie.

Dobrego roku życzę!

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

Posty [ 39 do 76 z 117 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy powiedzieć żonie o nałogu?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018