Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 111 do 165 z 201 ]

111

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

anderstud w formie:) przy zbyt trudnej sytuacji może warto odpuścić, zamiast negocjacji, rozmów, ultimatum itd.

Zobacz podobne tematy :

112

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Anderstud, musiała Cię kiedyś jakaś kobieta bardzo skrzywdzić.
Minąłeś się z rzeczywistością w swojej historii. W ogóle nie rozmawialiśmy o naszym problemie, po prostu dobrze spędziliśmy czas razem i z małą.
Nie Ona mnie wystawiła za drzwi rano, tylko sam się wystawiłem - miałem zaplanowaną sobotę dla siebie.
Nie ja zaproponowałem kolejne spotkanie, lecz Ona.
Nie ja inicjuję teraz kontakt, tylko Ona.

Ja czekam, jestem obok i jestem dostępny, ale czekam.
Gotów na kompromisy, ale nie za wszelką cenę. Zaufaj mi.

113

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

Anderstud, dziękuję Ci za zaangażowanie i Twoją opinię. Jednak mylisz się co do tego związku. Ja mam za sobą dużo doświadczeń, nie jestem typem pantofla, w związku dużo daję, ale też oczekuję...

Masz rację że powinienem postawić warunki. I jeśli znowu zamieszkamy razem, to będę oczekiwał deklaracji jak sobie wyobraża to życie razem...

Dodam że jest pewien pierwszy krok - ustaliła z eksem że mała pojedzie pierwszy raz do niego do domu za jakiś czas. Moja partnerka chce zobaczyć jak dizecko reaguje, jak się z tym czuje.
O tym dowiedziałem się w środę, ale wybuchłem, bo jak pisałem - oczekiwałem konkretnych zmian już teraz.

radeusz napisał/a:

Daliśmy sobie tydzień luzu. Zabrałem tylko to co najpotrzebniejsze i przeniosłem sie do kumpla. Widzimy się w weekend za tydzień. Daliśmy sobie w sumie max dwa, trzy tygodnie.  Jak po tym okresie nie dojdziemy do porozumienia, to koniec.

Uchuchu, powiało grozą jak u Hitchcocka, no to zobaczmy w takim razie co też się działo "po tym okresie"

radeusz napisał/a:

W ogóle nie rozmawialiśmy o naszym problemie, po prostu dobrze spędziliśmy czas razem i z małą.

Och jej...

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

114

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Tyle:

http://i66.tinypic.com/2vhw5n5.jpg

-

115

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Nie czytałem całego wątku, ale przyszedł mi pewien pomysł do głowy. Gdybyś autorze zamiast wychodzić z domu, zaczął okazywać uczucia swojej kobiecie na oczach jej byłego, tzn. obściskiwanie, klepnięcie w tyłek, jakieś teksty itp. Może to trochę dziecinne, ale jeśli on jest nią jeszcze zainteresowany to długo takiego widoku nie wytrzyma i odpuści zostawanie u was w domu.

116

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
anderstud napisał/a:

Och jej...


bo to nie jest jeszcze ten czas.
napisałem że dajemy sobie dwa, trzy tygodnie. minął tydzień.
zamierzam być, pokazywać dobrą wolę, ale na nic nie naciskać. jeśli od niej nic nie wyjdzie, to podziękuję.
i nie, nie oczekuję deklaracji "kończę z widzeniami ojca u mojego dziecka".

117

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
Mystery_ napisał/a:

Nie czytałem całego wątku, ale przyszedł mi pewien pomysł do głowy. Gdybyś autorze zamiast wychodzić z domu, zaczął okazywać uczucia swojej kobiecie na oczach jej byłego, tzn. obściskiwanie, klepnięcie w tyłek, jakieś teksty itp. Może to trochę dziecinne, ale jeśli on jest nią jeszcze zainteresowany to długo takiego widoku nie wytrzyma i odpuści zostawanie u was w domu.

To jest jeden z błędów, który popełniłem. Moja partnerka prosiła mnie, byśmy wracali razem do domu, by nas widział razem.
Nie zgodziłem się na to, bo uznawałem że "albo on albo ja".

118

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

Anderstud, musiała Cię kiedyś jakaś kobieta bardzo skrzywdzić

może lepiej pomyśl o sobie żeby Ciebie nie skrzywdziła:) o ile już to nie nastąpiło, bo w radach które tu dostajesz jest moim zdaniem dużo prawdy

119

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

Ja czekam, jestem obok i jestem dostępny, ale czekam.

Tak. Czekasz aż "Pańcia" kiwnie palcem, aż "Pańcia" powie, że możesz się zbliżyć, aż "Pańcia" rzuci jakiś ochłapek, na przykład: "rozmawiałam z Panem Ex, w przyszłym roku powolutku, jak mała będzie starsza zaczniemy wdrażać Twój plan, bo jest naprawdę dobry, lecz to dopiero za rok , bo malutka jest jeszcze za malutka , a ja jestem taaaka zagubiona w tym wszystkim, och jej, weź mnie przytul, przy Tobie czuję, że damy sobie z tym wszystkim radę".
No niestety radeusz przedmówcy mają wiele racji. Kobieta Tobą manipuluje i to dość dobrze skoro tego nie zauważasz. Tak jak tu ktoś wczesniej zauwazyl: zakochana kobieta zrobi wszystko dla swojego mężczyzny. A Twoja kobieta stoi w rozkroku między Tobą a Bylym zasłaniajac się dobrem (?) dziecka i rzekomą traumą z dzieciństwa. Tak to widzę.

120

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

A ja bym dała jej szansę...po przeczytaniu wątku uważam że jest delikatną, wrażliwą osóbką która błądzi i nie chce krzywdy dla nikogo....moze po prostu ty Radeusz jesteś jej bliższy i łatwiej jest jej zrobić coś twoim kosztem bo wie że macie głęboką wiez i czuje sie bezpiecznie...kontakty z ojcem jednak odbywać sie na gruncie neutralnym...

121

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

A ja bym ją pogonił na drzewo... po przeczytaniu wątku uważam, że jest przebiegłą żmiją, która kalkuluje co je się bardziej opłaci,
a Radeusz jest tylko narzędziem w jej rękach i łatwiej jej zrobić coś jego kosztem, bo wie że ma go w garści i czuje się bezpiecznie...
kontakty z ojcem jednak będą się odbywać na zasadach, które ona uzna za "dobre dla dziecka" pod co sobie podciągnie wszystko,
aby tylko jej było dobrze i wygodnie. Na początek pozbędzie się z domu intruza, który nie jest jej tam chwilowo do niczego potrzebny,
a tylko się rzuca i sieje ferment. Po co jej to, do czego? Wystarczy że kiwnie palcem i Radeusz leci z jęzorem spełniać jej kaprysy,
to w jakim celu ona ma go w swoim domu trzymać, tolerować jego wyskoki i znosić brzęczenie nad uchem "co twój były jeszcze tu robi..."
No co robi, przebywa, nie widać? Dzieckiem się opiekuje znaczy. Dwoje dorosłych widocznie za mało, jeszcze eks fagas potrzebny.

Wrażliwa osóbka, która błądzi i nie chce krzywdy dla nikogo, ma już w głowie gotowy scenariusz jak to wszystko rozegrać.
Role zostały dawno rozpisane, tylko trzeba jeszcze ogarnąć detale fabuły, żeby podtrzymać napięcie do samego końca,
zanim panowie się połapią, że tak naprawdę grają tutaj trzecioplanowe epizody, a ich postacie i wątki wplecione w historię,
nie mają w zasadzie większego znaczenia dla jej zakończenia. Prawdziwy bohater dopiero nadejdzie i nie jest to żaden z nich...

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

122

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Myślisz że tak znasz kobiety? Może nie miałeś do czynienia z wrażliwą i taka co chce dla swojego dziecka również kontaktu z biologicznym ojcem...uwazam owszem że ojciec został rozpasany i ciężko ta sytuację odkręcić ale laska nie wie czego chce...tzn chce dobrze dla wszystkich i np nikogo nie skrzywdzić a radeusza poniosło...ja bede bronić i tyle

123

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

I w sumie przepraszam ale pozwoliłam sobie poczytać posty anderstud...i sorry wychodzi z nich mały choć ponad 40 letni facet który zaprawdę nie lubi kobiet...jedyna pozytywna rzecz jaka przeczytałam to te o botkach z fredzelkami...ale i tak widać tu skończyło sie słabo...wiec jak ktoś taki może uważać sie za guru w kwestii uczuć i emocji skoro są mu obce...jedyne co widzę to chłodna kalkulacja czy mi przypasi czy nie...jeszcze nie dotarłam do portalu randkowego ale wydaje mi sie że nie kazdy ma zamrozony kalkulator w dłoni i liczy . Czemu skoro taka " wielka miłość " Cię spotkała do tego obustronna nie chciałeś walczyć? Bo kalkulator miał nowe baterie...czy co..bo przecież to jest farsa jakas

124

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Marianno, proszę nie pisz kolejnych postów pod poprzednimi swoimi postami.
Jest to niezgodne z naszym regulaminem.
Zawsze kiedy chcesz coś dodać do opublikowanego już wpisu, możesz to zrobić używając funkcji "edytuj"

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

125

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Marianna jakbyś chciała popisać o botkach z frędzelkami zapraszam do mojego tematu;) ale nie gwarantuję że autor historii Ci odpisze:)
popatrz się na sytuację autora, nie zmieniającą się od tak długiego czasu, nie wygląda żeby w tym związku była jakaś równowaga, zauważ że więcej osób doradza autorowi podobnie, dosadny opis tej sytuacji uważam tu za pomocny.

126

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
Marianna-79 napisał/a:

I w sumie przepraszam ale pozwoliłam sobie poczytać posty anderstud...
Czemu skoro taka " wielka miłość " Cię spotkała do tego obustronna nie chciałeś walczyć?

No nie wiem, jak na samozwańczego guru zbyt słabo znam kobiety, to chyba dlatego, co? Jak sądzisz?
Ale to nic, zaraz mamy kolejny weekend, może dowiem się czegoś nowego...

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

127

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

No dobrze nudny trudny...ale weźmy pod uwagę że wchodzą tu osoby Szukające pomocy ewentualnie dobrego słowa a jednak znamy tylko opinie i kwestie jednej że stron które są tu aż trzy jak widać....ja jestem ciut odrobinę w stanie zrozumieć kobietę która prawdopodobnie sie miota...i gdyby zechciała opowiedzieć jak ona widzi te sytuację mielibyśmy 75 procent poglądu na całość...ja np mam koleżankę która nie chce alimentów od męża ale ustaliła że ma brać bliźniaków na mc wakacji..i ferie..zrobila to dla " świętego spokoju" niektórzy mężczyźni nie odchodzą godnie i robią masę ceregieli

128

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Tekstem o botkach wygrałeś....i daje Ci szanse jak napiszesz coś pozytywnego...cos naprawdę budujacego, a nie kobiety to szmaty wyrachowane i zaprogramowane na złapanie faceta z kasa, może przepraszam że padło na Ciebie...ale Ty masz po prostu problem z emocjami pozytywnymi...sprobuj przypomnieć sobie co oprócz botkow miała...chec na twoja kasę, czy bardziej na rozbuchane ego

129

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Wybacz Marianno, ale.to co Ty nazywasz delikatnością pachnie albo wyrachowaniem, albo zwyczajną głupotą. Po prostu brakiem wyobraźni..Nie chce mi się rozwijać tematu, bo chyba większość to dostrzegla.
Autorowi radzę jasno i spokojnie postawić warunki wobec tej Pani i tego się trzymać.
Póki co chyba nie pisał się na uklad dwóch mężów i żona,. Jak tatuś na jaja to niech zapewni.sobie warunki pobytu z dzieckiem w swoim domu.
A jak niedorosły i niezdolny do opieki nad swoim dzzieckiem, to może Radeusz go adoptuje?
Miłość macierzy'ńska nie zwalnia od używania mózgu..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

130

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Marianno, czy przeczytałaś powyżej moją prośbę do Ciebie i teraz z rozmysłem lekceważysz regulamin ??
Uprzedzam, że jeszcze raz napiszesz post pod postem, a otrzymasz ostrzeżenie.
Moderator IsaBella77

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

131

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
Ela210 napisał/a:

Wybacz Marianno, ale.to co Ty nazywasz delikatnością pachnie albo wyrachowaniem, albo zwyczajną głupotą. Po prostu brakiem wyobraźni..Nie chce mi się rozwijać tematu, bo chyba większość to dostrzegla.
Autorowi radzę jasno i spokojnie postawić warunki wobec tej Pani i tego się trzymać.
Póki co chyba nie pisał się na uklad dwóch mężów i żona,. Jak tatuś na jaja to niech zapewni.sobie warunki pobytu z dzieckiem w swoim domu.
A jak niedorosły i niezdolny do opieki nad swoim dzzieckiem, to może Radeusz go adoptuje?
Miłość macierzy'ńska nie zwalnia od używania mózgu..




masz rację kochana....ale nie skreślajmy kobiety

132

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Nie, nie. Nie skreślajmy

radeusz napisał/a:

bo to nie jest jeszcze ten czas.
napisałem że dajemy sobie dwa, trzy tygodnie. minął tydzień.
zamierzam być, pokazywać dobrą wolę, ale na nic nie naciskać. jeśli od niej nic nie wyjdzie, to podziękuję.
i nie, nie oczekuję deklaracji "kończę z widzeniami ojca u mojego dziecka".

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

133

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

hmmmm te dwa trzy tygodnie miały być na ochłonięcie jak rozumiem zgaszenie nagromadzonych emocji , to z Twojej strony a z jej na dostrzeżenie problemu i podjęcie decyzji co i kto jest ważniejszy w jej życiu...miała zrozumieć jak bardzo jesteś ważny dla niej jak bardzo Cię kocha i nie chce stracić....a tym czasem okazuje się że te dwa trzy tygodnie to tylko takie przerwy na weekendowe schadzki , po których każde z was  wraca do siebie ...ona do swojego dawnego życia a Ty do " poczekalni ".....no i teraz mamy kolejny weekend smile to jeszcze został jeden smile
Nie wiem czy zauważyłeś ale cały ten " problem " w waszym związku sprowadza się do stałej obecności byłego faceta Twojej kobiety w jej domu...to chyba nie są normalne problemy par ?
Rozumiem strach o dziecko bo sama przeżywałam i nadal przeżywam to samo ale właśnie mój partner uświadomił mi że tata dziecka jest osobą dorosłą i też musi odpowiadać za dziecko i na pewno krzywda mu się tam nie stanie i o dziwo smile dla mnie smile dziecko zawsze wraca całe i zdrowe oraz zadowolone  to po pierwsze a po drugie smile dziecko jest zabierane baaardzo rzadko i najczęściej do kina , obiad i powrót do domu i tyle w temacie ex małżonka. Gdyby u mnie było podobnie jak u Twojej partnerki to mój partner nie dałby mi dwóch trzech tygodni smile bo nie byłoby takiej możliwości , ponieważ wcale nie związałby się z kobietą , w której życiu cały czas istnieje czynnie ex....no ale każdy jest inny widocznie Tobie to nie przeszkadza....mi by przeszkadzało bardzo...wyprowadziłam się nawet ze wspólnego byłego domu tylko po to właśnie żeby ex nie czuł się nadal jak u siebie i nie wchodził do mnie....mówisz że kiedy on zajmuje się dzieckiem to wy macie wychodne , wolne dla siebie - randka do kina itp ...serio ? naprawdę nie stać Was na opiekunkę na te 4 godzinki ?.... wybacz ale nadal uważam ,że w tym związku nie ma Ciebie , wszystko kręci się wokół Twojej partnerki a u niej w zasadzie nie ma żadnego problemu poza tym , który ona sama stwarza...i nadal myślę , że ona niczego nie zmieni , nie dla Ciebie

134

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
ania.now7 napisał/a:

hmmmm te dwa trzy tygodnie miały być na ochłonięcie jak rozumiem zgaszenie nagromadzonych emocji , to z Twojej strony a z jej na dostrzeżenie problemu i podjęcie decyzji co i kto jest ważniejszy w jej życiu...miała zrozumieć jak bardzo jesteś ważny dla niej jak bardzo Cię kocha i nie chce stracić....

Tak, zgadza się.
Miał dać obojgu przestrzeń na zgaszenie negatywnych emocji. I przemyślenie.
U mnie dało to efekt, sporo przemyślałem, podjąłem decyzję co mam robić i jak dalej widzę naszą przyszłość. I czego oczekuję.

Natomiast u niej jest problem. Dlatego temat eksa schodzi na dalszy plan.
Problem polega na tym, że ja ją raniłem agresywnymi zachowaniami, zwiększoną potrzebą kontrolowania tego związku, słowami, krytyką jej wychowania dziecka.
Bliskość między nami jest, ale nie taka jak dawniej, czuję jej dystans. Seksu nie ma, chce się tylko przytulać.
Twierdzi że czuje się jak bryła lodu, że kocha mnie, ale wszystko jest przytłumione, nie ma dostępu do własnych uczuć, czuje się jak zombie, ma blokadę psychiczną na mnie. Boi się mi zaufać, nie wie jak odbudować zaufanie, boi się że teraz się staram, ale moja natura da o sobie znać i znowu zaczniemy mieć spięcia.

W środę mamy iść na terapię par porozmawiać o tym.

Choć mi się wydaje, że ona zwyczajnie mnie przestała kochać, tylko jeszcze sama do końca tego nie rozumie. Powoli mentalnie przygotowuję się do rozstania, być może ja zrobię ten krok pierwszy, żeby oszczędzić nam przeciągania agonii.

135

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

mi się wydaje, że ona zwyczajnie mnie przestała kochać, tylko jeszcze sama do końca tego nie rozumie.

Jesteś pewien, że kiedykolwiek kochała? Mam co do tego bardzo poważne wątpliwości.

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

136

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Rozstanie wydaje się najlepszym rozwiązaniem, nie widziałem w tym temacie, żeby dziewczyna kiedykolwiek Cię kochała. Może to było jakieś inne uczucie. Nie ma dostępu do własnych uczuć - to może sugerować jakieś zaburzenie, ale nie chciałbym podawać błędnych nazw.

137

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

ta terapia to dobry pomysł, by się czemuś przyjrzeć. Obustronnie.
Co do waszego związku- to albo się kogoś wpuszcza do swojego życia- po zdecydowaniu czy tam pasuje- na 100 %, albo nie. Jak macie żyć razem, to przecież Ty też ponosisz takie same ryzyko- i jak rozumiem- ona może ingerować w Twoje sprawy?

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

138

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

radeusz, chyba wcześniej pisales, ze twoja partnerka niedawno rozpoczela swoja terapie, a ta ma wpływ na samopoczucie, czasem jest rozbicie, czasem pogubienie, być moze ona sama nie wie jeszcze, czego chce.

139 Ostatnio edytowany przez radeusz (2019-02-25 17:10:35)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
anderstud napisał/a:
radeusz napisał/a:

mi się wydaje, że ona zwyczajnie mnie przestała kochać, tylko jeszcze sama do końca tego nie rozumie.

Jesteś pewien, że kiedykolwiek kochała? Mam co do tego bardzo poważne wątpliwości.

Jesteśmy ze sobą niezbyt długo żebym mógł mówić o prawdziwej miłości. Na pewno była we mnie zakochana po uszy, rozpływała się we mnie. Nie przypominam sobie, żeby jakaś kobieta była we mnie tak zakochana. To było świetne. I trwało do początków stycznia, bez zmian. Bardzo dużo mi dawała, bardzo o mnie zabiegała, pierwsza powiedziała że mnie kocha, że chce mieć ze mną dziecko, snuła plany...Tak, jestem pewien że była zakochana bardzo. Nie zauroczona, zakochana.

Pytałem ją dziś czy na pewno widzi sens w pójściu na terapię w środę, czy chce tego tak samo jak ja. Usłyszałem że przecież ustaliliśmy że idziemy. I ma dużo pytań na temat nas, mnie zwłaszcza, moich zachowań których się obawia w przyszłości.

Swoje zablokowanie psychiczne na mnie porównała do zablokowania po zdradzie. Brak zaufania, niechęć. Lęk. Rozbicie, zmęczenie psychiczne, wypalenie emocjonalne. Najchętniej uciekałaby w sen.

140

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

ech tak patrząc z zewnątrz to wychodzi teraz na to że jednak anderstud od początku miał rację....trąci to wszystko manipulacją ...

141 Ostatnio edytowany przez radeusz (2019-02-25 18:08:52)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Niestety z bólem serca przyznaję, że dałem jej popalić i mówiłem w złości rzeczy, których się wstydzę i mam wyrzuty sumienia. Nie wyzywałem, nie krzyczałem, ale mówiłem coś, co było bardzo bolesne. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że cała trudna sytuacja z jej eksem doprowadziła mnie prawie do załamania nerwowego. Byłem strzępkiem nerwów. Zacząłem reagować agresją.
Jakoś mnie zawsze ciągnęło do bardzo wrażliwych, kobiecych partnerek. Delikatnych, które bardzo łatwo zranić. Najdłuższy, wieloletni związek miałem z dziewczyną silną, która sama potrafiła rozpętać niezłą burzę, ale szybko jej przechodziło. Niestety tam uczucia się wypaliły, zresztą nigdy nie były mocne po mojej stronie, kulała zwłaszcza namiętność. Tu, teraz...przepadłem z kretesem.

142

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

uhmu ...wiesz...cały czas obarczasz winą siebie za wszystko zauważyłeś ? Nie przepadłeś z kretesem tylko wpadłeś w miłosny trójkąt...tam się raczej nigdy nic nie zmieni...i na pewno nie ze słabości i lęków Twojej partnerki smile przyczyny raczej są inne..
Mamy jeszcze ostatni trzeci weekend smile ciekawe czy Twoja kobieta myśli tyle o Tobie ile Ty o niej......ciekawe czy zmieni cokolwiek dla Ciebie dla Was...jeśli kocha w co bardzo wierzysz to na pewno zmieni ...wiele.....jeśli nic to wszystko jasne

143

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

sugerujesz że istnieje związek uczuciowy między nią a ojcem jej dziecka? wątpię. on przyjeżdża tylko do dzieciaka, gdy ona wraca, on wychodzi. nawet jak mnie nie ma, wiem o tym.
no i wie że jesteśmy nadal razem, w jej domu jest mnóstwo moich rzeczy.

nie wiem czy nadal kocha, wiem że kochała mnie bardzo jeszcze miesiąc temu.
wątpliwości mam czy to nie umarło. i czy ona sama zdaje sobie z tego sprawę.

144

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:
Salomonka napisał/a:
radeusz napisał/a:

Nie osądzaj, nie znając faktów.
Pojęcia nie miała o tym że ma rodzinę. Okłamywał ją. Po tym jak się dowiedziała, pokazała mu drzwi i kazała iść do żony.
Jej duża wyrozumiałość, brak tendencji do "osaczania" i zaborczości sprowadziły ją na manowce. W jej mniemaniu to był normalny, dobrze zapowiadający się początek relacji.

poza tym nie to jest przedmiotem dyskusji.

Brak zaborczości? a teraz skąd się jej bierze ta chęć rozdzielenia ojca z dzieckiem? Przy tobie tak się zmieniła?


Tyle piszesz o dobru dziecka, a skąd wiesz, co będzie dla niej dobre? Skąd wiesz, że dziewczynka kiedyś nie wystawi wam, czyli tobie i swojej matce rachunku, za tę zniszczoną więź z ojcem? Bo wam się wydaje, że będziecie dla niej lepsi? Może ona sama kiedyś zadecyduje, kogo nazwie tatą? Pozwolisz jej na to, czy będziesz dalej przekonywal, że jesteś dla niej jedyną alternatywą?

Wydajesz bardzo kategoryczne i krzywdzące opinie, bezpodstawnie. Wiesz, cnotą jest umiarkowanie. I tyczy się to również osądów.

Stajesz w obronie człowieka, który ma gdzieś alimenty, który wdał się w romans oparty na kłamstwie, który zdradził swoją rodzinę, który przebywając z dzieckiem gapi się przez większość czasu w telefon, o którym dziecko przez 2 tygodnie wakacji nawet nie wspomni, bo więź jest nikła, o ile jakakolwiek.

Tak, nie wiem co jest dobre i co będzie dobre dla dziecka. Dlatego się nad tym zastanawiam.

Kontaktów na pewno nikt nie będzie zabraniał, o ile będzie taka wola biologicznego ojca.

Nie staje w obronie człowieka, ktory ma gdzieś alimenty, ale w obronie ojca i jego praw. Sama byłam  matką samotną, ale nie napiszę tutaj niczego wiecej, abym nie była shejtowana.
Wciąż uważam, że ojcowie nadużywają swoich praw, ale czy na pewno? Czy każdego ojca niepłacącego alimentów można wrzućić do jednego wora?
Są ojcowie mocno kochajacy swoje dzieci, ale niezbyt przedsiębiąrczy, ledwie wiążący koniec z końcem, biedni po prostu. Czy można ich pozbawić kontaktów z dziećmi? NIE!!
Kopbiety wzbudzają politowanie, uzyskuja pomoc państwa, zasiłki, pomoc sąsiadów. Facet placący alimenty, to gościu z marginesu..Itp.

145

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

sugerujesz że istnieje związek uczuciowy między nią a ojcem jej dziecka? wątpię. on przyjeżdża tylko do dzieciaka, gdy ona wraca, on wychodzi. nawet jak mnie nie ma, wiem o tym.
no i wie że jesteśmy nadal razem, w jej domu jest mnóstwo moich rzeczy.

nie wiem czy nadal kocha, wiem że kochała mnie bardzo jeszcze miesiąc temu.
wątpliwości mam czy to nie umarło. i czy ona sama zdaje sobie z tego sprawę.


kochała ??? czy raczej takie składała deklaracje ?

Nie zapomnij że to Ty przedstawiasz obraz pani… i my na podstawie Twoich opowieści  uważamy ją za manipulantkę … Ty tez to wiesz ale nie masz wpływu na nią i związek...stąd u Ciebie te "złe zachowania ". … bo próbujesz mieć wpływ …
Pani Cię odcina …. mami ... i robi z siebie ofiarę ....  że taka wrażliwa ...  że nie ma dostępu....  HEH .
Pani adwokat ....  w czym się specjalizuje ? z ciekawości pytam .
i pytanie jeszcze  - czy idziecie do jej psychologa ? czy do nowego nie znającego żadnej ze stron ???

Znalazłam swoja wadę...- Łatwo się nie poddaję ....

146 Ostatnio edytowany przez radeusz (2019-02-26 13:50:12)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

wiem że mnie kochała, bo ona umiała to okazywać. bliskość była wyjątkowa. to się wie, tego nie da się udawać - chyba że ma się 16 lat i nie wie jak miłość wygląda. ale ja wiem.
specjalizuje się w spółkach gospodarczych.
idziemy do mojego psychologa, który mnie zna. przeszedłem terapię półtora roku temu, która mnie wyciągnęła z trudnego rozstania i początków depresji.
niedawno zacząłem do niej znowu uczęszczać w celu konsultacji trudnej sytuacji związkowej i problemów emocjonalnych - czyli rozładowywania frustracji przez agresywne zachowania w związku i jak słusznie zauważasz - próby kontroli związku.

147

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

....uhmu....właśnie ....nie macie po 16 lat ...miesiąc temu kochała smile ...no tak smile

148

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

twierdzi że nadal kocha. ale ja w to nie wierzę.

149

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

smile no mamy ten magiczny 3 tydzień , który Wam wyznaczyłeś smile przekonamy się za parę dni czy naprawdę kocha smile czekamy na czyny bo słowa już znamy ...

150

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

jutro wiele się wyjaśni na terapii. przynajmniej mam taką nadzieję.

151 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-02-26 21:52:02)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
ania.now7 napisał/a:

smile no mamy ten magiczny 3 tydzień , który Wam wyznaczyłeś smile przekonamy się za parę dni czy naprawdę kocha smile czekamy na czyny bo słowa już znamy ...

Ciebie to chyba bawi ?
Wkręcilas się coraz bardziej ?

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

152

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Wyjaśni się kiedy zmieni coś dla Ciebie dla Was , kiedy Ty będziesz dla niej równie ważny jak ona  dla Ciebie ...lub kiedy nic nie zrobi...wtedy się wyjaśni

153

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

masz rację.

154 Ostatnio edytowany przez anderstud (2019-02-27 02:49:50)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

jutro wiele się wyjaśni na terapii. przynajmniej mam taką nadzieję.

Powiem ci tak kolego, wszystko już zostało wyjaśnione w chwili opuszczenia przez ciebie mieszkania,
a przynajmniej ona miała jasność, że już tam nie wrócisz, no i jeszcze ja, bo do ciebie to nadal nie dociera mam wrażenie.
Tak, oczywiście że trzymała cię jeszcze w niepewności przez jakiś czas wykonując ruchy pozorowane, bo może nie była pewna
czy jej się nie odmieni za tydzień czy za dwa i nie zatęskni... no jak widać nie zatęskniła, a w każdym razie nie aż tak.
Gra dobiegła końca i moim zdaniem nawet się nie nastawiaj na to, że cokolwiek zmieni jutro, pojutrze, jeszcze jeden tydzień czy kolejne trzy.
O ile ona w ogóle podejmie tą terapię w co osobiście wątpię, to tylko z litości, żeby jakoś złagodzić ból sufitu spadającego na twoją głowę,
gdy już się zorientujesz co się wokół ciebie dzieje, a dzieje się źle i to wcale nie od miesiąca, tylko póki co masz jeszcze zamglony obraz.

Ostatnie co byś chciał teraz usłyszeć, to: słuchaj stary, nie przejmuj się, na jednej dupie świat się nie kończy...
ale ponieważ akurat ja mam gdzieś co ty byś tam sobie chciał, to powiem ci tak: słuchaj stary, nie przejmuj się, na jednej dupie świat się nie kończy,
potraktuj to po prostu jak kolejną lekcję od życia i kolejne bezcenne doświadczenie, które już zawsze w przyszłości będzie tylko procentować.
Następnym razem jak wyczujesz podobną akcję, będziesz już wiedział, że nie należy się wprowadzać i jeszcze bardziej angażować w jakiś szajs,
tylko jak najszybciej wyjaśniasz kwestię i w razie jakichkolwiek wątpliwości zawijasz kitę, bo gdy są jakieś wątpliwości, to nie ma żadnych wątpliwości.

Edit
Jutro po tym psychologu tutaj przyjdziesz i napiszesz jak to postanowiliście wspólnie (o pardą, ty postanowiłeś, tak, oczywiście)
podtrzymywać te farsę nadal w najlepsze, no bo ona wiadomo (zagubiona mała myszka) no a ty też wiadomo (bohater ostatniej akcji)
czyli ty sobie dajesz kolejne tygodnie nadziei na to że coś jednak drgnie, a ona kupuje sobie czas na spokojne wygaszenie emocji,
po czym nastąpi któraś już tam z kolei nie pamiętam która ostatecznie rozstrzygająca rozmowa, a po niej jeszcze jedna i kolejna...
tak przeleci najpierw miesiąc, potem drugi, a potem ona w końcu nie odbierze telefonu i dowiesz się przez sms, że kogoś poznała.
Wiesz jak się będziesz wtedy czuł? Jakieś trzysta osiemdziesiąt sześć razy gorzej niż teraz. Zrób to dla siebie i nie idź tą drogą.
Zakończ tą błazenadę jak najszybciej i urwij natychmiast wszelki kontakt. Co tam znów bełkoczesz? Że sobie tego nie wyobrażasz?
No to czas najwyższy, żebyś zaczął sobie wyobrażać, póki jeszcze możesz zejść z boiska o własnych siłach, zanim cię wyniosą.

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

155

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
anderstud napisał/a:
radeusz napisał/a:

jutro wiele się wyjaśni na terapii. przynajmniej mam taką nadzieję.

Powiem ci tak kolego, wszystko już zostało wyjaśnione w chwili opuszczenia przez ciebie mieszkania,
a przynajmniej ona miała jasność, że już tam nie wrócisz, no i jeszcze ja, bo do ciebie to nadal nie dociera mam wrażenie.
Tak, oczywiście że trzymała cię jeszcze w niepewności przez jakiś czas wykonując ruchy pozorowane, bo może nie była pewna
czy jej się nie odmieni za tydzień czy za dwa i nie zatęskni... no jak widać nie zatęskniła, a w każdym razie nie aż tak.
Gra dobiegła końca i moim zdaniem nawet się nie nastawiaj na to, że cokolwiek zmieni jutro, pojutrze, jeszcze jeden tydzień czy kolejne trzy.
O ile ona w ogóle podejmie tą terapię w co osobiście wątpię, to tylko z litości, żeby jakoś złagodzić ból sufitu spadającego na twoją głowę,
gdy już się zorientujesz co się wokół ciebie dzieje, a dzieje się źle i to wcale nie od miesiąca, tylko póki co masz jeszcze zamglony obraz.

Ostatnie co byś chciał teraz usłyszeć, to: słuchaj stary, nie przejmuj się, na jednej dupie świat się nie kończy...
ale ponieważ akurat ja mam gdzieś co ty byś tam sobie chciał, to powiem ci tak: słuchaj stary, nie przejmuj się, na jednej dupie świat się nie kończy,
potraktuj to po prostu jak kolejną lekcję od życia i kolejne bezcenne doświadczenie, które już zawsze w przyszłości będzie tylko procentować.
Następnym razem jak wyczujesz podobną akcję, będziesz już wiedział, że nie należy się wprowadzać i jeszcze bardziej angażować w jakiś szajs,
tylko jak najszybciej wyjaśniasz kwestię i w razie jakichkolwiek wątpliwości zawijasz kitę, bo gdy są jakieś wątpliwości, to nie ma żadnych wątpliwości.

Edit
Jutro po tym psychologu tutaj przyjdziesz i napiszesz jak to postanowiliście wspólnie (o pardą, ty postanowiłeś, tak, oczywiście)
podtrzymywać te farsę nadal w najlepsze, no bo ona wiadomo (zagubiona mała myszka) no a ty też wiadomo (bohater ostatniej akcji)
czyli ty sobie dajesz kolejne tygodnie nadziei na to że coś jednak drgnie, a ona kupuje sobie czas na spokojne wygaszenie emocji,
po czym nastąpi któraś już tam z kolei nie pamiętam która ostatecznie rozstrzygająca rozmowa, a po niej jeszcze jedna i kolejna...
tak przeleci najpierw miesiąc, potem drugi, a potem ona w końcu nie odbierze telefonu i dowiesz się przez sms, że kogoś poznała.
Wiesz jak się będziesz wtedy czuł? Jakieś trzysta osiemdziesiąt sześć razy gorzej niż teraz. Zrób to dla siebie i nie idź tą drogą.
Zakończ tą błazenadę jak najszybciej i urwij natychmiast wszelki kontakt. Co tam znów bełkoczesz? Że sobie tego nie wyobrażasz?
No to czas najwyższy, żebyś zaczął sobie wyobrażać, póki jeszcze możesz zejść z boiska o własnych siłach, zanim cię wyniosą.



na Bożenkę , powinny być lajki …. anderstud - prawdziwe uczucie z mojej strony do Ciebie tongue … dziś Cię kocham . tongue

Znalazłam swoja wadę...- Łatwo się nie poddaję ....

156

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

uhmu...nic dodać nic ująć

157 Ostatnio edytowany przez radeusz (2019-02-27 14:37:08)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Anderstud, nie wiem czy tęskni czy nie. Sama szuka kontaktu ze mną, dzwoni, chce pogadać codziennie wieczorem. Stawiałem sprawę jasno. Jeśli już wie że to koniec, to dla obojga będzie lepiej uciąć to już teraz. Zarzeka się że nie, nie wie, prosi o czas na dojście do siebie i pracę ma terapii. Terapia to też wspólna decyzja, jasno pytałem czy wierzy że ma to sens, bo w innym wypadku szkoda czasu i nerwów.
Oczywiście biorę pod uwagę, że jest pogubiona i sama jeszcze nie wie, że jest pozamiatane. Ale przynajmniej terapia pomoże podjąć decyzję z jej strony. Albo z mojej, jeśli otrzymam odpowiednie dane.

I tak, wiem że nie ta to inna. Nie mam problemów z powodzeniem u kobiet. Tylko moja aktualna partnerka jest wyjatkowa i trochę będzie szkoda. Ale taki lajf.

158

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Ale weź mi pomóż, bo ja czegoś nie rozumiem.
Ty się rzucasz, bo nie chcesz widzieć typa w waszym domu.
Ona się zapiera nogami i rekami, żeby nic nie zmieniać, bo tak jak jest teraz jest dobrze.
I tutaj mamy jasno określony punkt w którym przebiega oś sporu. Tu i tu, czarno na białym.
Ty chcesz tak, ona chce inaczej. Im bardziej ty naciskasz, tym szybciej ona ucieka. I w porządku, ja to rozumiem.
Do tego miejsca jeszcze wszystko rozumiem. Kłopoty z pojmowaniem rozpoczynają się u mnie dopiero w chwili,
gdy ty opuszczasz mieszkanie, wyznaczasz kolejne terminy ostatecznej rozmowy, czekasz kolejny tydzień na nie wiadomo co,
podczas gdy zostałeś poinformowany już dawno, że w materii Eks nic w dającej się przewidzieć przyszłości się nie zmieni.
Mijają kolejne tygodnie (zwodzenia ciebie tylko i odwlekania tego co nieuniknione, no nie oszukujmy się) i nagle jak królik z kapelusza
pojawia się magiczne hasło "terapia" która to terapia ma załatwić co dokładnie? To mi weź objaśnij wytłumacz, bo sam sobie nie poradzę.

Ja to widzę tak, ona działa zgodnie z założeniami scenariusza, o którym już pisałem kilka tygodni temu. Zesłanie cię w miejsce odosobnienia,
gdzie sobie wszystko przemyślisz i zrozumiesz, że nie tędy droga i ostatecznie ugniesz kark godząc się na obecność Eks w waszym życiu ...
miało też jej dać odpowiedzi na kilka pytań - Czy będzie mi go brakować? Czy on mi jest w ogóle potrzebny? Czy ja coś do niego czuję?
I obawiam się, że ona już zna te odpowiedzi, ale tak jak mówię, być może ciężko jej zakończyć to jednym precyzyjnym cięciem, dlatego się cacka.
Tak czy inaczej, to co się dzieje między wami, to jest jedna sprawa, a całkowicie odrębną kwestią jest problem obecności Eksa.
Nie wiem, nie znam się na psychologii i terapiach tym bardziej, ale jakoś nie widzę tutaj pola do popisu dla terapeuty...

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

159

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

Tylko moja aktualna partnerka jest wyjatkowa

wyjątkowa;) w tym, jak łatwo udaje jej się pozostawać w sytuacji, którą uważa za korzystną dla siebie

160

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Moje obie żony miały na drugie imię Wyjątkowa

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

161

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Anderstud, sprawa z eks została ustalona między nami. Jest kompromis, na który jestem gotów się zgodzić.

Nie to jest teraz na pierwszym planie. To o czym rozmawialiśmy na terapii to jej lęk, nasze różnice osobowościowe, to jak polegliśmy, dlaczego pojawiły się takie napięcia, dlaczego oboje staliśmy się nieszczęśliwi. Tak, wiem. Tarzasz się w tej chwili ze śmiechu na podłodze, ale i dla mnie to co się stało, jak się odsunęliśmy i dlaczego, jest obecnie pierwszoplanowe.

Sytuacja wygląda tak, że dobrnęliśmy do punktu, gdzie niestety decyzja jest po mojej stronie. Moja partnerka jest pogubiona, ma problemy z zaufaniem naszemu związkowi, ja zresztą też. Były ogromne emocje. I nie, nie były teatralne, były szczere. Ona potrzebuje czasu, chce się ze mną widywać, nie umie podjąć decyzji. Nie chce się też ze mną rozstawać definitywnie.

Nie wiem na co jestem gotów, nie wiem co mam robić w tej chwili. Mogę siebie ratować i odejść. Mogę czekać, spalając się i inwestując w niewiadomą.
Na razie poprosiłem o zero kontaktu, potrzebuję pobyć sam z własnymi myślami. Obiecałem że podejmę decyzję w ciągu tygodnia.

162

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

Anderstud, sprawa z eks została ustalona między nami. Jest kompromis, na który jestem gotów się zgodzić.

Nie to jest teraz na pierwszym planie. To o czym rozmawialiśmy na terapii to jej lęk, nasze różnice osobowościowe, to jak polegliśmy, dlaczego pojawiły się takie napięcia, dlaczego oboje staliśmy się nieszczęśliwi. Tak, wiem. Tarzasz się w tej chwili ze śmiechu na podłodze, ale i dla mnie to co się stało, jak się odsunęliśmy i dlaczego, jest obecnie pierwszoplanowe.

Sytuacja wygląda tak, że dobrnęliśmy do punktu, gdzie niestety decyzja jest po mojej stronie. Moja partnerka jest pogubiona, ma problemy z zaufaniem naszemu związkowi, ja zresztą też. Były ogromne emocje. I nie, nie były teatralne, były szczere. Ona potrzebuje czasu, chce się ze mną widywać, nie umie podjąć decyzji. Nie chce się też ze mną rozstawać definitywnie.

Nie wiem na co jestem gotów, nie wiem co mam robić w tej chwili. Mogę siebie ratować i odejść. Mogę czekać, spalając się i inwestując w niewiadomą.
Na razie poprosiłem o zero kontaktu, potrzebuję pobyć sam z własnymi myślami. Obiecałem że podejmę decyzję w ciągu tygodnia.

A nie możesz tak poprostu do nie wrócić?!

Chcącemu nie dzieje się krzywda.

163

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

Sytuacja wygląda tak, że dobrnęliśmy do punktu, gdzie niestety decyzja jest po mojej stronie. Moja partnerka jest pogubiona, ma problemy z zaufaniem naszemu związkowi, ja zresztą też. Były ogromne emocje. I nie, nie były teatralne, były szczere. Ona potrzebuje czasu, chce się ze mną widywać, nie umie podjąć decyzji. Nie chce się też ze mną rozstawać definitywnie.

164

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

Anderstud, sprawa z eks została ustalona między nami. Jest kompromis, na który jestem gotów się zgodzić.

Zdaje się, że z tym tutaj przyszedłeś, o ile mnie pamięć nie myli.
Potem z każdym twoim wpisem "sprawa z Eks" zaczyna maleć do w zasadzie błahostki, której poświęcasz ledwie niecałą jedną linijkę,
żeby na tym samym wdechu przejść do roztrząsania po raz pierdyliard dwudziesty ósmy much w nosie twojej królewny.
Tak już wszyscy wiemy jaki dramat ta kobieta przeżywa za każdym razem gdy ciebie widzi i wracają do niej te wszystkie straszne lęki
(jak to nie miłość, to nie wiem co) dlatego jeszcze tydzień może dwa (albo dwadzieścia lub może czterdzieści) musisz jeszcze poczekać...
Wiesz co to jest sztuka dyplomacji? Sztuka dyplomacji, to powiedzieć komuś "spier*alaj" tak, żeby poczuł podniecenie przed czekającą go podróżą.
Mówi ci to coś? Nie? No nic, to może za tydzień ci to bardziej szczegółowo objaśnię, a teraz jednak wróćmy do kwestii której tak unikasz
i opowiedz nam coś więcej o tym waszym kompromisie, na który jesteś gotów się zgodzić. Da radę? Mógłbyś to dla mnie zrobić? Proszę?

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

165

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Jakie to ma znaczenie jak ona w ogóle nie wie czy chce ze mną być?

Ale OK, skoro prosisz. Akceptuję obecność, wracam z nią do domu, on ma określone jasno godziny i wychodzi od razu jak my wracamy. Z czasem zaczyna zabierać dziecko do siebie.

Tylko jak pisałem, to nie ma znaczenia w tej chwili. Mógłbym nawet nie stawiać żadnych warunków, a ona i tak wahałaby się czy chce ze mną być.
Cały ten burdel emocjonalny zaszedł za daleko.

Posty [ 111 do 165 z 201 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018