Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 77 do 108 z 108 ]

77

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

To co pisałem pozytywnego o tej rekacji dotyczyło ostatniego roku. Było naprawdę fantastycznie i oboje nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Kryzys i problemy to kwestia ostatniego miesiąca. Przelało nam się obojgu.

Daliśmy sobie tydzień luzu. Zabrałem tylko to co najpotrzebniejsze i przeniosłem sie do kumpla. Widzimy się w weekend za tydzień. Daliśmy sobie w sumie max dwa, trzy tygodnie.  Jak po tym okresie nie dojdziemy do porozumienia, to koniec.

Zobacz podobne tematy :

78

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Jak mam ci to inaczej wytłumaczyć, żebyś wreszcie załapał, że od samego początku jesteś przez nią podręcznikowo rozgrywany.
Strategia kija i marchewki - jest miła, urocza i chętnie się nadstawia, kiedy robisz lub nie robisz tylko to co ona w danej chwili chce,
żeby następnego albo jeszcze tego samego dnia zmienić się w zimną niedostępną sukę, kiedy tylko coś zaczyna iść nie po jej myśli...
Toż to jest najstarsza na świecie metoda tresury i wbijania pod pantofel opornego samca. Nie ty pierwszy i nie ostatni tego doświadczasz,
nie ty pierwszy i nie ostatni mylisz to z miłością, nie ty pierwszy i nie ostatni dałbyś sobie rękę uciąć, nie ty pierwszy i nie ostatni stracisz rękę.
Potem jaja, potem godność, potem szacunek do samego siebie, a potem będziesz siedział na wycieraczce z walizką i zastanawiał się co poszło nie tak.
Wszystko chłopie, wszystko poszło nie tak. W chwili, gdy pierwszy raz uległeś jej szantażom, gdy pierwszy raz wyszedłeś z domu pozwalając na to,
żeby jakiś typiarz w nim się szarogęsił, gdy pierwszy raz ona zlekceważyła twoje prośby, gdy pierwszy raz olała twoje groźby,
gdy pierwszy raz jej pokazałeś, że za twoim pustym gadaniem nie idą żadne czyny, bo wystarczy dać ci dupki, żebyś tańczył jak ci zagra...
Za każdym pierwszym razem okazywałeś słabość, mierność i nijakość, aż w końcu laska czując pełną władzę nad tobą i twoim losem
poczuła się na tyle pewnie, że nawet posunęła się do usunięcia cię z mieszkania (to tylko tobie się wydaje, że to była twoja decyzja)
żebyś ochłonął, przemyślał swoje postępowanie, przypomniał sobie gdzie jest twoje miejsce i wrócił z podkulonym ogonem skamląc u jej stóp.
Wszyscy wiemy że taki będzie finał tej historii, ja to wiem, ty to wiesz, ona to wie... Moim zdaniem przegrałeś ten związek na całej linii,
bo nie postawiłeś od razu na samym początku granic, a teraz mój drogi to jest już musztarda po obiedzie, także te twoje straszonka, to wiesz...
słabizna stary, no aż przykro się na to patrzy, tyle ci powiem. Będąc piątym kołem u wozu, tracisz tylko energię, czas i marnujesz potencjał,
który mógłbyś spożytkować gdzie indziej z kimś innym, tylko że na dzień dzisiejszy już sama myśl o tym paraliżuje ci mózg i ja to rozumiem.
Każdy musi swoje w życiu przejść, niestety. Wiem że nie posłuchasz, ale dam ci dobrą radę. Jutro jak wyjdzie do pracy zabierz resztę rzeczy,
wyrzuć klucze i zerwij kontakt. Nie szukaj wymówek, żeby tego nie robić, tylko powodów dla których właśnie to należy zrobić, a gwarantuję,
że za miesiąc czasu będziesz całkiem innym człowiekiem w zupełnie innym miejscu, a po dwóch miesiącach zapomnisz o syfie w którym teraz tkwisz.

P.S.
Jeśli ona faktycznie cię kocha i naprawdę chce z tobą być, to sama znajdzie drogę powrotu, który jeśli ma nastąpić, to na twoich warunkach.
I nie że ona ci za tydzień obieca złote gruszki na wierzbie, a ty jak cielę za nią pobiegniesz, tylko najpierw masz zobaczyć realne czyny.
Pozbycie się frajera z waszego domu (gówno to ciebie obchodzi jak on zamierza organizować swój czas z dzieckiem, to nie twoje zmartwienie)
na początek powinno ci rozjaśnić kwestię twojej pozycji w tym związku i jak bardzo jej na tobie zależy. Nie słuchaj tego co ona będzie ci mówić,
tylko patrz na to co robi. To samo dotyczy wychowania i opieki nad dzieckiem. Jeśli ona nie pozwala, żebyś egzekwował od małej posłuszeństwo,
należny dorosłemu szacunek, przestrzeganie zasad i najlepiej dał jej spokój, bo nie jesteś jej ojcem... no to okej, zajmuj się swoją córką sama
i nie wymagaj ode mnie zaangażowania w jakieś głębsze relacje z dzieckiem, dla którego autorytetem jest niedzielny tatuś, a ja tylko służącym.
Nieważne co napiszą panie pod moim postem, nie zwracaj na to nawet uwagi. Nie daj sobie wmówić, że twoim zadaniem w relacji z kobietą,
która ma dzieci z poprzedniego związku, jest przede wszystkim dbanie o dobro tego dziecka, zajmowanie się nim i spełnianie jego kaprysów.
Nie stary, to nie jest twoja rola, a tym bardziej w sytuacji, gdy na wejściu zostajesz pozbawiony jakichkolwiek praw do wymagania czegokolwiek.

Kumasz coś w ogóle z tego co ja tu piszę czy wzrok masz przesłonięty mgłą z której wyłania się ONA łaskawie dając ci znak, że możesz już wrócić?

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

79

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Dziecko ma biologicznego ojca który chce przychodzic. Nie ważne do kogo. Dziecko się cieszy że jego ojciec jest obecny w jego życiu.
Twoje myśli żeby sie go pozbyć są niewłaściwe.
Nie bądź egoistą!
To nie jest twoje dziecko tylko jego i ma prawo przychodzić.

Może sie okazać że za 6 lat mu się znudzi. A wtedy ty bedziesz numerem 1.

80

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

:) a ja jestem kobietą i się zgadzam :) ....i też myślę , że teraz od niej powinna wyjść inicjatywa szczególnie , że to z jej strony jest problem ( jej dziecko jej były partner itp itd ) i nie zgadzam się ze stwierdzeniem , że były partner " ma prawo " przychodzić do byłej partnerki ... a to jego dom ? Ma prawo do widzeń ze swoim dzieckiem i ma prawo zabierać dziecko do siebie ( chyba że są zdecyduje inaczej ) to jedyne prawa jakie ma w tej relacji ojcowskiej były partner ...nic poza

81

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

a że mu się znudzi :) szczególnie kiedy będzie musiał zabierać do siebie :) to pewne :)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
themusik napisał/a:

Dziecko ma biologicznego ojca który chce przychodzic. Nie ważne do kogo. Dziecko się cieszy że jego ojciec jest obecny w jego życiu.
Twoje myśli żeby sie go pozbyć są niewłaściwe.
Nie bądź egoistą!
To nie jest twoje dziecko tylko jego i ma prawo przychodzić.

Może sie okazać że za 6 lat mu się znudzi. A wtedy ty bedziesz numerem 1.

O tak tak, najlepiej jakby tam zamieszkał przez 3-4 dni w tygodniu.......bo traci tyle czasu na dojazdy..... a mógłby lepiej się zająć dzieckiem. I by się z autorem tylko wymieniali ......nawet jeden tapczan by starczył :)

83

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
themusik napisał/a:

Dziecko ma biologicznego ojca który chce przychodzic.

Ale to koniowi niech idzie zameldować co on chce. Albo żulom pod żabką, może tam go wysłuchają.
Jego chcenia skończyły się w momencie zakończenia związku z mamą dziecka i jedyne prawo do decydowania tutaj o czymkolwiek ma ona.
Nie tatuś, nie dziecko, też nie nowy partner dla jasności, a tylko i wyłącznie ona. A ona, co zostało już wielokrotnie w tym wątku podniesione,
nie jest tępą dzidą, tylko babką kutą na cztery nogi i koncertowo robi wszystko pod siebie, nie licząc się z uczuciami innych.
Eksowi daje złudną nadzieję że za nim tęskni i myśli, przed tym obecnym odgrywa rolę ciężko upośledzonej i bezwolnej małej myszki,
dzieciakowi miesza we łbie podpuszczając tych dwóch frajerów na siebie nawzajem, a sama stoi z boku i biernie się przygląda
co z tego wszystkiego DLA NIEJ wyniknie, dokładnie tak jak w tym przysłowiu - gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta.
Zachowując obecny układ DLA NIEJ wynikają tylko same korzyści. Dwóch kolesi się prześciga w zabieganiu o jej przychylność,
ma zaopiekowanego dzieciaka przez eksa, ma tresowanego pantofla do służenia pani, jeden o drugiego jest zazdrosny, a ONA?
A ona ma wszystko czego jej trzeba i nawet nic nie musi robić, tylko od czasu do czasu pogrozić paluszkiem albo położyć się na plecach.
Żyć nie umierać, kto by tak nie chciał i po co ona ma cokolwiek zmieniać. Jak coś działa, to się nie naprawia. Pani jest mądra. Brawo ona.

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

84 Ostatnio edytowany przez radeusz (2019-02-12 12:26:01)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Anderstud, dziękuję Ci za zaangażowanie i Twoją opinię. Jednak mylisz się co do tego związku. Ja mam za sobą dużo doświadczeń, nie jestem typem pantofla, w związku dużo daję, ale też oczekuję. I tu dostawałem bardzo wiele. Do końca roku ta dziewczyna poza mną świata nie widziała, była mega zaangażowana, chciała urodzić mi dziecko (przestaliśmy się zabezpieczać i po prostu zobaczyć co nam los przyniesie), to dla mnie zaczęła chodzić do psychologa żeby uporać się z demonami przeszłości, swoimi lękami o brak ojca biologicznego. Jedyne czego ode mnie oczekiwała to cierpliwości. A ja po nowym roku zacząłem chcieć rozwiązania tu i teraz, natychmiast. Bo dłużej nie dam rady. Inaczej by było, gdybym nie znikał z domu, tylko w nim był - to była moja decyzja, ona prosiła, żebym poznał eksa.

Przypomnę że zacząłem wariować trochę. Krytykować ją. Życie ze mną stało się nieznośne, męczące, pełne napięcia. Wylewała się ze mnie żółć, frustracja, agresja. Serio, obiektywnie to dałem jej mocno do pieca i umęczyło nas to oboje. Wypaliło. Ona naprawdę była już strzępkiem nerwów. Jest bardzo wrażliwa i delikatna, nie jest typem zimnej suki.

Masz rację że powinienem postawić warunki. I jeśli znowu zamieszkamy razem, to będę oczekiwał deklaracji jak sobie wyobraża to życie razem. I kontynuację terapii. W tym również wspólnej.
Stawiać sprawy na ostrzu noża jednak nie zamierzam. Bo rozumiem też, że do podjęcia tak trudnej decyzji dla niej, w jej perspektywie skutkującej gorszym kontaktem dziecka z ojcem biologicznym, potrzebuje poczucia bezpieczeństwa ze mną i pewności że nam się uda. Więc od tego trzeba zacząć. Na razie wystarczy mi potwierdzenie "tak, sytuacja nie jest dobra będę pracowała nad jej zmianą".

Dodam że jest pewien pierwszy krok - ustaliła z eksem że mała pojedzie pierwszy raz do niego do domu za jakiś czas. Moja partnerka chce zobaczyć jak dizecko reaguje, jak się z tym czuje.
O tym dowiedziałem się w środę, ale wybuchłem, bo jak pisałem - oczekiwałem konkretnych zmian już teraz.

85 Ostatnio edytowany przez Okonek56 (2019-02-12 14:47:23)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
anderstud napisał/a:

Jak mam ci to inaczej wytłumaczyć, żebyś wreszcie załapał, że od samego początku jesteś przez nią podręcznikowo rozgrywany.
Strategia kija i marchewki - jest miła, urocza i chętnie się nadstawia, kiedy robisz lub nie robisz tylko to co ona w danej chwili chce,
żeby następnego albo jeszcze tego samego dnia zmienić się w zimną niedostępną sukę, kiedy tylko coś zaczyna iść nie po jej myśli...
Toż to jest najstarsza na świecie metoda tresury i wbijania pod pantofel opornego samca. Nie ty pierwszy i nie ostatni tego doświadczasz,
nie ty pierwszy i nie ostatni mylisz to z miłością, nie ty pierwszy i nie ostatni dałbyś sobie rękę uciąć, nie ty pierwszy i nie ostatni stracisz rękę.
Potem jaja, potem godność, potem szacunek do samego siebie, a potem będziesz siedział na wycieraczce z walizką i zastanawiał się co poszło nie tak.
Wszystko chłopie, wszystko poszło nie tak. W chwili, gdy pierwszy raz uległeś jej szantażom, gdy pierwszy raz wyszedłeś z domu pozwalając na to,
żeby jakiś typiarz w nim się szarogęsił, gdy pierwszy raz ona zlekceważyła twoje prośby, gdy pierwszy raz olała twoje groźby,
gdy pierwszy raz jej pokazałeś, że za twoim pustym gadaniem nie idą żadne czyny, bo wystarczy dać ci dupki, żebyś tańczył jak ci zagra...
Za każdym pierwszym razem okazywałeś słabość, mierność i nijakość, aż w końcu laska czując pełną władzę nad tobą i twoim losem
poczuła się na tyle pewnie, że nawet posunęła się do usunięcia cię z mieszkania (to tylko tobie się wydaje, że to była twoja decyzja)
żebyś ochłonął, przemyślał swoje postępowanie, przypomniał sobie gdzie jest twoje miejsce i wrócił z podkulonym ogonem skamląc u jej stóp.
Wszyscy wiemy że taki będzie finał tej historii, ja to wiem, ty to wiesz, ona to wie... Moim zdaniem przegrałeś ten związek na całej linii,
bo nie postawiłeś od razu na samym początku granic, a teraz mój drogi to jest już musztarda po obiedzie, także te twoje straszonka, to wiesz...
słabizna stary, no aż przykro się na to patrzy, tyle ci powiem. Będąc piątym kołem u wozu, tracisz tylko energię, czas i marnujesz potencjał,
który mógłbyś spożytkować gdzie indziej z kimś innym, tylko że na dzień dzisiejszy już sama myśl o tym paraliżuje ci mózg i ja to rozumiem.
Każdy musi swoje w życiu przejść, niestety. Wiem że nie posłuchasz, ale dam ci dobrą radę. Jutro jak wyjdzie do pracy zabierz resztę rzeczy,
wyrzuć klucze i zerwij kontakt. Nie szukaj wymówek, żeby tego nie robić, tylko powodów dla których właśnie to należy zrobić, a gwarantuję,
że za miesiąc czasu będziesz całkiem innym człowiekiem w zupełnie innym miejscu, a po dwóch miesiącach zapomnisz o syfie w którym teraz tkwisz.

P.S.
Jeśli ona faktycznie cię kocha i naprawdę chce z tobą być, to sama znajdzie drogę powrotu, który jeśli ma nastąpić, to na twoich warunkach.
I nie że ona ci za tydzień obieca złote gruszki na wierzbie, a ty jak cielę za nią pobiegniesz, tylko najpierw masz zobaczyć realne czyny.
Pozbycie się frajera z waszego domu (gówno to ciebie obchodzi jak on zamierza organizować swój czas z dzieckiem, to nie twoje zmartwienie)
na początek powinno ci rozjaśnić kwestię twojej pozycji w tym związku i jak bardzo jej na tobie zależy. Nie słuchaj tego co ona będzie ci mówić,
tylko patrz na to co robi. To samo dotyczy wychowania i opieki nad dzieckiem. Jeśli ona nie pozwala, żebyś egzekwował od małej posłuszeństwo,
należny dorosłemu szacunek, przestrzeganie zasad i najlepiej dał jej spokój, bo nie jesteś jej ojcem... no to okej, zajmuj się swoją córką sama
i nie wymagaj ode mnie zaangażowania w jakieś głębsze relacje z dzieckiem, dla którego autorytetem jest niedzielny tatuś, a ja tylko służącym.
Nieważne co napiszą panie pod moim postem, nie zwracaj na to nawet uwagi. Nie daj sobie wmówić, że twoim zadaniem w relacji z kobietą,
która ma dzieci z poprzedniego związku, jest przede wszystkim dbanie o dobro tego dziecka, zajmowanie się nim i spełnianie jego kaprysów.
Nie stary, to nie jest twoja rola, a tym bardziej w sytuacji, gdy na wejściu zostajesz pozbawiony jakichkolwiek praw do wymagania czegokolwiek.

Kumasz coś w ogóle z tego co ja tu piszę czy wzrok masz przesłonięty mgłą z której wyłania się ONA łaskawie dając ci znak, że możesz już wrócić?

Bardzo mądra wypowiedź. Od siebie dodam tylko że nie rozumiem sytuacji z domem tamtego faceta, który nie pracuje? ma rodzinę a 3 pełne dni spędzał w domu byłej kochanki z którą ma dziecko a która jest w nowym związku? To też można było wykorzystać a i przez inne elementy np. jak inni sugerowali, przez szantaż alimentami, doskonale spozycjonować tego faceta a jego kontakty z córką zawrzeć w konkretne ramy. Ale celem tej sytuacji było coś innego. To dojrzewanie dwojga ludzi do określonych sytuacji i życia. Jakby było spokojniej to wszystkie problemy wychodziłyby powoli z czasem albo bylyby zagrzebane pod dywan. Teraz jest w zamian szansa zbudowania "od nowa" na nowych zasadach. Te trzeba jednak określić i być konsekwentnym w ich realizacji. Czy zgadzać się na półśrodki i brak konsekwencji jak to czyni autor? Tego nie wiem bo nie znam jego drogi życia a jak tu widzę wcześniejsza niekonsekwencja i chaotyczne postępowanie doprowadziły do wyjścia problemów na światło dzienne. Tylko co dalej?

86

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
Okonek56 napisał/a:

Teraz jest w zamian szansa zbudowania "od nowa" na nowych zasadach. Te trzeba jednak określić i być konsekwentnym w ich realizacji. Czy zgadzać się na półśrodki i brak konsekwencji jak to czyni autor? Tego nie wiem bo nie znam jego drogi życia a jak tu widzę wcześniejsza niekonsekwencja i chaotyczne postępowanie doprowadziły do wyjścia problemów na światło dzienne. Tylko co dalej?

radeusz napisał/a:

Stawiać sprawy na ostrzu noża jednak nie zamierzam. Bo rozumiem też, że do podjęcia tak trudnej decyzji dla niej, w jej perspektywie skutkującej gorszym kontaktem dziecka z ojcem biologicznym, potrzebuje poczucia bezpieczeństwa ze mną i pewności że nam się uda. Więc od tego trzeba zacząć. Na razie wystarczy mi potwierdzenie "tak, sytuacja nie jest dobra będę pracowała nad jej zmianą".

Dobrze, bo widzę że jest tak jak przypuszczałem czyli grochem o ścianę.
Może chociaż odpowiesz mi na pytanie... dwa pytania właściwie...

Czemu miało służyć założenie tego tematu na forum? Co chciałeś tutaj znaleźć, przeczytać, wynieść z lektury?
No bo widzę, że przyszedłeś tutaj z gotowym założeniem, że odczekasz ten tydzień waletując u kumpla i pobiegniesz tam z powrotem,
niezależnie od rozwoju sytuacji, bo już przebierasz nogami, żeby swoją myszkę zobaczyć i posłuchać kolejnych obietnic bez pokrycia.
No więc?

Pytanie drugie, chociaż retoryczne, bo ja znam odpowiedź bardzo dobrze, ale może inni chcieliby poznać...
Co zamierzałeś osiągnąć odstawianiem szopek z jakimiś wyprowadzkami na niby i czekaniem nie wiadomo na co?
Przecież znasz sytuację i swoje miejsce w szyku, strojąc groźne miny przed lustrem i udając samca alfa nim się nie staniesz.
Pomijając ustne zapewnienia twojej myszki o tym jak bardzo jesteś dla niej ważny (bla, bla, bla... słowa, słowa, słowa...)
twoja faktyczna pozycja w stadzie jest w kącie pod ścianą, a i tak podejrzewam, że nie piszesz tutaj wszystkiego co się tam dzieje.
No więc?

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

87 Ostatnio edytowany przez radeusz (2019-02-12 20:35:55)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
anderstud napisał/a:

Czemu miało służyć założenie tego tematu na forum? Co chciałeś tutaj znaleźć, przeczytać, wynieść z lektury?
No bo widzę, że przyszedłeś tutaj z gotowym założeniem, że odczekasz ten tydzień waletując u kumpla i pobiegniesz tam z powrotem,
niezależnie od rozwoju sytuacji, bo już przebierasz nogami, żeby swoją myszkę zobaczyć i posłuchać kolejnych obietnic bez pokrycia.
No więc?

Pytanie drugie, chociaż retoryczne, bo ja znam odpowiedź bardzo dobrze, ale może inni chcieliby poznać...
Co zamierzałeś osiągnąć odstawianiem szopek z jakimiś wyprowadzkami na niby i czekaniem nie wiadomo na co?
Przecież znasz sytuację i swoje miejsce w szyku, strojąc groźne miny przed lustrem i udając samca alfa nim się nie staniesz.
Pomijając ustne zapewnienia twojej myszki o tym jak bardzo jesteś dla niej ważny (bla, bla, bla... słowa, słowa, słowa...)
twoja faktyczna pozycja w stadzie jest w kącie pod ścianą, a i tak podejrzewam, że nie piszesz tutaj wszystkiego co się tam dzieje.
No więc?

Szukałem odpowiedzi na swoje pytania. To co uzyskałem, utwierdziło mnie w przekonaniu że istniejąca sytuacja nie jest normalna. Z drugiej strony, zacząłem rozumieć jej opory i lęki i to że mieszkamy ze sobą dopiero pół roku. A to dość krótko żeby podjąć decyzję że "to jest to, z nim chcę tworzyć rodzinę, odsunę ojca biologicznego" - w jej mniemaniu. Więc pojawiły się kryzysy, wzajemna agresja, odsuwanie się od siebie (tak, ja też się odsuwałem, na kilka dni nawet stawałem się zimny i nieobecny). Bo cisnąłem ostro, coraz ostrzej. Wiesz...właśnie za bardzo alfa byłem. Rozstaniem groziłem wielokrotnie. Zamykałem się, zdarzyło mi się wyjechać z kumplami i machnąć ręką.

Przerwa była dlatego, że już zwyczajnie mieliśmy dość napięcia. Oboje popadaliśmy w nerwicę, byliśmy wyczerpani, moja partnerka płakała, powrót z pracy do domu przestawał być przyjemny.  Więc to co chcemy osiągnąć to RESET. Wyciszenie emocji, negatywnych. Odnalezienie siebie sprzed kryzysu. Przynajmniej w moim przypadku.
Chcę też na spokojnie się zastanowić na co jestem gotowy.

88

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

:) ale to nie jest JEJ ojciec biologiczny :) tylko jej dziecka więc o jakim odsunięciu mówisz ? Chyba jego od niej :)  Ojciec dziecka powinien owszem widywać się z dzieckiem czy to u SIEBIE w domu czy to w zoo czy kinie czy innym placu zabaw ....nie dociera to do Ciebie ale naprawdę tak to powinno wyglądać zakładając oczywiście , że Twoja partnerka tego chce.....a jakoś nie chce i nie tłumacz tego lękami bo jej dziecko ma ojca i nie musi się wychowywać bez niego tylko dlatego , że nie będzie go stale w domu Twojej partnerki ....reset hmmmm obawiam się , że w Waszym przypadku oznacza powrót do tego co było czyli bez zmian....
co do miłości.....
uwierz mi zakochana kobieta potrafi cały świat przewrócić do góry nogami dla mężczyzny , którego kocha i z którym chce być a szczególnie kiedy widzi ,że on chce tego samego , że może na nim polegać ....

89

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Dokładnie tak.
Niestety tutaj mamy do czynienia z sytuacją, dość często spotykaną w przypadku wiązania się z matką, nie jesteś jakiś wyjątkowy ;)
że zakochana jest tutaj tylko jedna osoba, a druga cynicznie, na zimno i z pełnym wyrachowaniem wykorzystuje to dla własnych celów,
które zostały rozpisane w punktach i szczegółowo objaśnione powyżej, więc nie ma już potrzeby pisania po raz kolejny tego samego.
Jedno co powtórzę - to nie jest miłość i to nie jest zakochanie. To jest czerpanie korzyści własnych w zamian za (można przepisać z góry)
i trzymanie autora na łańcuchu, bo jak ktoś już trochę lat przeżył na świecie i ma trochę oleju w głowie, to powinien się orientować,
że znaleźć drugiego takiego nie będzie takie łatwe. I to wszystko może nie byłoby nawet warte komentarza, gdyby nie tragiczny koniec,
który nadejdzie prędzej czy później, jak tylko były fagas kogoś sobie znajdzie, a mała podrośnie na tyle, że nie trzeba będzie już z nią siedzieć,
wtedy najczęściej mamusia dziecka dochodzi do wniosku, że "coś się wypaliło" dając panu do zrozumienia, że no chyba już na niego czas.

Ale bez paniki, to się nie stanie tak szybko, jeszcze nie teraz, dopóki możesz do czegoś się przydać. Kiedy więc powinieneś zacząć się pakować?
Szacuję wiek dziecka na jakieś 10-12 lat, o ile nie pojawi się drugie w tak zwanym międzyczasie, co niewiele zmieni w kwestii zasadniczej,
a jedynie przesunie w czasie dzień, kiedy "temu panu już podziękujemy, pan nie będzie już potrzebny" a jak nie załapiesz delikatnej sugestii
i sam nie zechcesz dobrowolnie opuścić lokalu, to tylko kwestia czasu i okazji jak pod byle pretekstem wylecisz stamtąd z hukiem.

Autor tam siedzi, czyta, uśmiecha się i puka w czoło... moja myszka taka nie jest, ona nigdy czegoś takiego by nie zrobiła...
No, kolego, uważaj żebyś tylko się ciężko nie zdziwił ;)

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

90

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

anderstud, przeczytałem wszystkie Twoje wpisy i uważam że masz 100% racji.

Ale skoro autor chce sobie robić krzywdę i być nieszczęśliwy na własne życzenie to nawet Ty go nie powstrzymasz....

I jestem pewny tego, że ta kobieta autora go nie kocha/nie jest w nim zakochana.
W każdym bądź razie sytuacja autora to kolejny powód, dla którego trzeba jak ognia unikać patchworkowych związków i bycia ojczymem.

Prawdziwa przyjaźń damsko-męska istnieje tylko między bratem i siostrą oraz między gejem i lesbijską.

91 Ostatnio edytowany przez radeusz (2019-02-14 13:43:22)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Słuchajcie, nie bierzcie mnie proszę za idiotę. Mam prawie 40 lat, w swoim życiu miałem sporo kobiet. Takich które kochałem i takich które nie kochałem. I takich które mnie kochały i przestawały mnie kochać. Znam życie, znam relacje, wiem jak wygląda miłość. Nigdy nie zdarzyło mi się pokochać bez wzajemności, zakochać w "zimnym związku" opartym np. wyłącznie na pożądaniu też.
Wiem jak było między mną a obecną partnerką. Wiem że skrzywdziliśmy się oboje, ona mnie raniła, ale ja ją też - bardzo mocno, uderzając w najczulszy punkt, krytykując jej metody wychowawcze. Wybuchłem kilka razy bardzo mocno, jestem impulsywny. Ona delikatna. Karałem ją też podświadomie odsuwaniem się na kilka dni, stawałem się zimny, milczałem, nie odpowiadałem na jej dotyk, chęć przytulenia.

Pogubiliśmy się w trudnym problemie, którego oboje nie byliśmy w stanie sensownie rozwiązać. Błędy są po obu stronach, brak szacunku i uwagi także.

Zarzucacie mojej partnerce cyniczność. Niestety ona jest na drugim końcu skali, ludziom pomaga bezinteresownie, często nie przyjmuje pieniędzy od klientów z problemami życiowymi, angażuje się, myśli o wszystkich wokoło, bardzo dużo daje, choć czasem sama zapomina o własnych potrzebach i wyczerpuje ją to psychicznie. W naszym związku też wg mnie z dużo mi dawała, zalewała mnie trochę swoją dobrocią i dawała mi mało przestrzeni, lub wpędzała w poczucie winy że ja tyle nie daję (to znaczy się się wpędzałem,  bo ona nigdy nie dawała mi tego odczuć).

92

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Czekaj chwilę... bo się kurde aż popłakałem... tylko jeszcze nie wiem... ze wzruszenia... czy ze śmiechu...
Jedyną osobą, która robi z ciebie idiotę, to jest twoja pani, a najlepszym na to dowodem jest fakt,
że zamiast wrócić do domu, wywalić drzwi kopniakiem i wyje*bać stamtąd absztyfikanta, który ci robi koło pióra,
następnie przeprowadzić męską rozmowę ze swoją kobitą i jej jasno powiedzieć, że od dzisiaj będzie tak i tak...
to siedzisz u jakiegoś kumpla z poczuciem winy jakim okrutnikiem byłeś i jak strasznie swoją myszkę skrzywdziłeś,
wypisując w wolnych chwilach na babskim forum pochwalne peany na jej cześć, jakbyś to chciał jej zaraz pokazać.
Stary, rób jak chcesz, jesteś dorosły. Tylko nadal nie rozumiem zamysłu, który ci przyświecał podczas zakładania tematu.
Co teraz, wydrukujesz to na różowym papierze, wytniesz w kształt serca i jej zaniesiesz do pracy laurkę na walentynki?
No to lepiej się pośpiesz, bo może ten jej były już do niej jedzie z wielkim misiem. Kalafiorem mi wisi co ty tam kombinujesz,
a na koniec powiem ci tylko tyle, że najdalej za pół roku spotkamy się wszyscy w tym samym miejscu. Do zobaczenia.

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

93 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2019-02-14 14:52:59)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
anderstud napisał/a:

Czekaj chwilę... bo się kurde aż popłakałem... tylko jeszcze nie wiem... ze wzruszenia... czy ze śmiechu...
Jedyną osobą, która robi z ciebie idiotę, to jest twoja pani, a najlepszym na to dowodem jest fakt,
że zamiast wrócić do domu, wywalić drzwi kopniakiem i wyje*bać stamtąd absztyfikanta, który ci robi koło pióra,
następnie przeprowadzić męską rozmowę ze swoją kobitą i jej jasno powiedzieć, że od dzisiaj będzie tak i tak...
to siedzisz u jakiegoś kumpla z poczuciem winy jakim okrutnikiem byłeś i jak strasznie swoją myszkę skrzywdziłeś,
wypisując w wolnych chwilach na babskim forum pochwalne peany na jej cześć, jakbyś to chciał jej zaraz pokazać.
Stary, rób jak chcesz, jesteś dorosły. Tylko nadal nie rozumiem zamysłu, który ci przyświecał podczas zakładania tematu.
Co teraz, wydrukujesz to na różowym papierze, wytniesz w kształt serca i jej zaniesiesz do pracy laurkę na walentynki?
No to lepiej się pośpiesz, bo może ten jej były już do niej jedzie z wielkim misiem. Kalafiorem mi wisi co ty tam kombinujesz,
a na koniec powiem ci tylko tyle, że najdalej za pół roku spotkamy się wszyscy w tym samym miejscu. Do zobaczenia.


Spokojnie. Autor tematu jest trollem albo kapłonem bez jaj. Nie ma sensu się denerwować. Sam się dałem złapać tydzień temu tutaj na forum pewnej atencjuszce.

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

94

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Nie jestem trollem. Bardzo pokochałem tę kobietę i jej dziecko. Była to pierwsza partnerka, z którą chciałem mieć dziecko.
Nie mogę wywalić absztyfikanta, bo to ani nie moja rola, ani czas na tak poważne decyzje. Uważam że to zabieranie się do sprawy od dupy strony, bez brania pod uwagę jej lęków jako matki. Najpierw musimy uzdrowić związek i czuć się w nim pewnie.

95

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Radeusz, Ty jesteś manipulowany przez tą babę jak marionetka. Ona ciągnie za sznurek, a Ty już podskakujesz i przy tym prezentujesz kompletny brak jajec. Stary, ja jako kobieta, mam większe cojones niż co u Ciebie w bokserkach siedzi.

Sytuacja w której eks siedzi u Ciebie w domu przez pół tygodnia jest dla mnie jakimś kosmosem! OK, mają razem dziecko, ale razem już nie są. Niech małą zabiera na plac zabaw, do siebie, do kina i niech to się dzieje w ten sam dzień, żeby dziecko mogło mieć poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności, a nie tak, że Ci wskakuje na chatę jak mu się uwidzi, a Twoja kobieta na to pozwala. Anderstud Ci prostą piłką wyjaśnił dynamikę Twojej relacji- jesteś PANTOFLEM, a ona to skrzeętnie wykorzystuje i zanim się zorientujesz, to przestaniesz być potrzebny i dostaniesz kopa w doopę, jak lepszy jeleń się znajdzie.

Współczuję Ci, ale masz taką sytuację na własne życzenie.

96 Ostatnio edytowany przez radeusz (2019-02-14 22:07:11)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Nie pół tygodnia, tylko 3 razy w tygodniu po 4 godziny. Wtedy jesteśmy w pracy albo wychodzimy na randkę w dzień weekendowy.
To akurat zostało unormowane. Wcześniej siedział nawet 6 godzin.
Kwestia stopniowego zabierania dziecka zaczęła wchodzić w grę, rozmawiali już o tym. Moja partnerka ma duże opory emocjonalne przed tym.

Ja natomiast upierałem się na to co proponujecie - całkowity zakaz przychodzenia ojca do naszego domu. Więc nie piszcie mi...rrrwa...że jajec nie mam, bo z tego powodu doprowadziliśmy do mojego wyprowadzenia się. Jakbym był pantoflem, to bym siedział cicho, a nie robił awantury.

97

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Jest taki mem, tylko niestety nie umiem wklejać obrazków na tym forum, ale postaram się zobrazować ilustrację słownie:

Na zdjęciu widzimy młodą laskę, która leży na kozetce u pani psycholog, no i obok w fotelu siedzi ta pani psycholog...

- Pani doktor, nie wiem już co robić, cały czas mam myśli samobójcze.
- Nie myśli lecz czyny określają charakter człowieka.

Mem w założeniu jest formą humorystyczną. Tak samo jak te twoje opisy tego o czym wy tam sobie rozmawialiście.
Ile razy jeszcze trzeba ci tłumaczyć, że gadanie nic nie znaczy. Słowa to tylko słowa, nie niosą ze sobą żadnej wartości,
a zwłaszcza w twoim przypadku, gdzie na słowach wszystko się kończy i ty myślisz że poprzez gadanie coś załatwiłeś,
a ona jest zadowolona, bo jak się już nagadałeś, to na jakiś czas ma z tobą spokój i dalej robi swoje czyli nie robi nic.

Nadal nie dostrzegasz różnicy pomiędzy "- Pogoniłem wreszcie typa z chaty" i "- Ja natomiast upierałem się na to"? WTF???
Dla ciebie jedno z drugim jest tożsame, bo ty uważasz, że jak ty powiedziałeś... sorry, upierałeś się... to to już się stało czy stanie.
Jak się stanie, to wtedy możesz powiedzieć, że się stało. Póki co, to się nic nie stało i najprawdopodobniej nic się nie stanie.
Wrócisz tam z kwiatami przepraszając, że zachowałeś się jak gówniarz, spędzicie weekendzik na czułych rozmowach przerywanych bzykankiem,
po weekendziku przyjdzie poniedziałeczek i wraz z poniedziałeczkiem skończą się wasze amorki, a zacznie to co tak dobrze już znasz.
Zakład?

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

98

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Radeusz, histeryzujesz. Nikt Ci nie pisze, że powinieneś zakazać kontaktów ojca z córką. My jedynie piszemy, że te kontakty powinny być uregulowane, w określonym dniu tygodnia, a nie że kolo Ci się na chatę zwala jak mu się zachce. To jest chore.

Pomijając fakt, że w życiu nie przyszło by mi do głowy by związać się z taką manupulantką jak Twoja kobieta. Ciary przechodzą po plecach.

99 Ostatnio edytowany przez Tonia80 (2019-02-15 10:20:53)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

Po pierwsze, dziecku niczego nie zabraknie.
Po drugie, ojciec do alimentów się nie kwapi. Wręcz panicznie się ich boi. Chętnie przystał na zajmowanie się dzieckiem w jej domu zamiast odpowiedzialności finansowej.
Nie ma opcji na zabieranie małej do siebie, bo tam jest jego rodzina i żona, która raczej nie żywi ciepłych uczuć do tego dziecka. I do całej sytuacji. Żadna matka nie narażałaby dziecka na ewentualne stresy. Mała ma jeden dom, a ojciec nigdy nie stworzył z matką rodziny. Nie był nawet przy porodzie. Po tym jak wyszło szydło z worka, romans się zakończył. Całe jego życie to jedna wielka pieczołowicie utkana ściema wobec wszystkich. Żal tylko jego żony i aż dziw bierze że go nie pogoniła. Choć nie zdziwiłbym się jakby nic nie wiedziała, to też możliwe.

Czytam od początku i trochę mi się to nie podoba. Nie wiem czy taka mądrość z Twojej kobiety wypływa, ja tego tak nie odbieram. Pasowało jej jak eks partner zajmował się dzieckiem gdy była sama i miała swoje sprawy do załatwienia. Pewnie zostawiała ich samych w swoim domu a w tym czasie zajęta był swoimi sprawami. Alimentów nie chce, mimo, że się należą (to nie mam nic do rzeczy, że teraz dobrze zarabia). A nazwisko ojca, bo gdy zajdzie w przyszłości taka potrzeba to się upomni o swoje pewnie. Ojciec dziecka był traktowany w moim odczuciu jako bezpłatna opiekunka cos na zasadzie ok nie musisz płacić alimentów ale musisz się nią zajmować. Mimo, że piszesz, że jakoś nie bardzo jest tym uradowany. Teraz gdy sytuacja się zmieniła jest Wam niewygodnie z tym stanem rzeczy, wcale się nie dziwię. Pojawił się fajny facet, który w dodatku złapał kontakt z dzieckiem, będzie się nim opiekował jak zajdzie potrzeba gdy matka nie będzie mogła więc tatuś jest już niepotrzebny.
Trochę to wygląda tak jakby Twoja kobieta kalkulowała na zimno. A alimentów pewnie nie chce bo nie chce żeby tatuś miał cokolwiek do powiedzenia w sprawie córki. U niej w domu spotkania bo wszystko pod kontrolą. Wygląda to wszystko na zimną kalkulację niestety.
Albo wóz albo przewóz, jeśli nie chciała alimentów od ojca to nazwisko dziecko powinno mieć matki i zero kontaktów z ojcem.
Nie wiem, ja na Twoim miejscu bym na razie czekała na rozwój wypadków i postarała się nie angażować mocniej dopóki sytuacja się nie unormuje. Poza tym to jest córka twojej partnerki więc niech ona podejmuje decyzje. Ty możesz ewentualnie to zaakceptować lub nie.
P.S. Nie rozumiem czemu robiecie tajemnice przed ojcem dziecka, że matka ma kogoś nowego??? To chyba raczej przed dzieckiem powinniście się ukrywać tak długo aż nie bylibycie pewni, że zostaniecie razem raczej na zawsze, bo to dla dziecka jest ważne a nie dla byłego partnera I dlaczego się wyprowadziłeś, żeby nie przeszkadzać w spotkaniach??? To niech ojciec dziecka zabiera je do klubików malucha itp., jak do siebie do domu nie może. Dziwne to wszystko.
Kontynuując właśnie jestem na etapie składania wniosku rozwodowego i naprawdę nie wyobrażam sobie aby mój przyszły eks przesiadywał u mnie z naszymi dziećmi. A tym bardziej, że ja wychodzę z domu i zostawiam go w moim domu samego z dziećmi. Do mojego domu nie będzie miał już wstępu po rozwodzie. Miejsce do kontaktów z dziećmi musi sobie zorganizować sam. Mój dom to moja przestrzeń.
To przesiadywanie eksa twojej kobiety w domu jest naprawdę nienormalne. Czuje się pewnie jak u siebie, pewnie wie gdzie jest cukier i kawa ;) A wy żeby on mógł pobyć z córką musieliście uciekać z własnego domu, do kina itp.
Do tego zmroziło mnie Twoje wyznanie, że miałeś wiele kobiet i wielokrotnie byłeś zakochany (mniemam, że jednak były to bardziej zauroczenia). Dla mnie taki facet obecnie nie byłby zbyt wiarygodny jako mój następny partner. Tym bardziej, że jestem odpowiedzialna za dzieci i nie chciałabym im mącić w głowach moimi romansami.
Wydaje mi się, że twoja kobieta faktycznie ma problem z relacjami i terapia jak najbardziej powinna być kontynuowana. Nie wiem może nie potrafi stworzyć satysfakcjonującej relacji, nie potrafi jej zakończyć, ulega w pracy różnym ludziom i ich prośbom (to chyba nie wynika z dobroci serca). Ewidentnie ma problem z asertywnością  i postawieniem granic. Może to nie wynika z zimnej kalkulacji tylko właśnie z tego.

100 Ostatnio edytowany przez radeusz (2019-02-15 10:47:04)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
Beyondblackie napisał/a:

Radeusz, histeryzujesz. Nikt Ci nie pisze, że powinieneś zakazać kontaktów ojca z córką. My jedynie piszemy, że te kontakty powinny być uregulowane, w określonym dniu tygodnia, a nie że kolo Ci się na chatę zwala jak mu się zachce.

Pisałem, że zostało to uregulowane. Trzy dni w tygodniu po 4 godziny, wtedy kiedy nas nie ma.

Tonia80 napisał/a:

P.S. Nie rozumiem czemu robiecie tajemnice przed ojcem dziecka, że matka ma kogoś nowego??? To chyba raczej przed dzieckiem powinniście się ukrywać tak długo aż nie bylibycie pewni, że zostaniecie razem raczej na zawsze, bo to dla dziecka jest ważne a nie dla byłego partnera I dlaczego się wyprowadziłeś, żeby nie przeszkadzać w spotkaniach??? To niech ojciec dziecka zabiera je do klubików malucha itp., jak do siebie do domu nie może. Dziwne to wszystko.
Kontynuując właśnie jestem na etapie składania wniosku rozwodowego i naprawdę nie wyobrażam sobie aby mój przyszły eks przesiadywał u mnie z naszymi dziećmi. A tym bardziej, że ja wychodzę z domu i zostawiam go w moim domu samego z dziećmi. Do mojego domu nie będzie miał już wstępu po rozwodzie. Miejsce do kontaktów z dziećmi musi sobie zorganizować sam. Mój dom to moja przestrzeń.
To przesiadywanie eksa twojej kobiety w domu jest naprawdę nienormalne. Czuje się pewnie jak u siebie, pewnie wie gdzie jest cukier i kawa ;) A wy żeby on mógł pobyć z córką musieliście uciekać z własnego domu, do kina itp.
Do tego zmroziło mnie Twoje wyznanie, że miałeś wiele kobiet i wielokrotnie byłeś zakochany (mniemam, że jednak były to bardziej zauroczenia). Dla mnie taki facet obecnie nie byłby zbyt wiarygodny jako mój następny partner. Tym bardziej, że jestem odpowiedzialna za dzieci i nie chciałabym im mącić w głowach moimi romansami.
Wydaje mi się, że twoja kobieta faktycznie ma problem z relacjami i terapia jak najbardziej powinna być kontynuowana. Nie wiem może nie potrafi stworzyć satysfakcjonującej relacji, nie potrafi jej zakończyć, ulega w pracy różnym ludziom i ich prośbom (to chyba nie wynika z dobroci serca). Ewidentnie ma problem z asertywnością  i postawieniem granic. Może to nie wynika z zimnej kalkulacji tylko właśnie z tego.

Nie robimy tajemnicy z mojej obecności. Dowiedział się o mnie dość szybko. To ja popełniłem błąd że nie chciałem go poznać i uciekałem. Moja partnerka prosiła żebyśmy wracali wspólnie do domu, a nie żebym czekał aż on wyjdzie tuż po jej powrocie. Zacietrzewiłem się, stawiałem sprawę na ostrzu noża, nie wiem, czułem się jak samiec alfa po którego terytorium łazi inny samiec i należy go przepędzić. Moją partnerkę to bolało i czuła się coraz mniej bezpiecznie do podjęcia jakichkolwiek decyzji, zwłaszcza że nasze nocne napięte rozmowy o tym temacie były coraz częstsze i kończyły się cichymi dniami.

Pisałem że miałem wiele kobiet, ale napisałem też że prawdziwie zakochany (a raczej kochałem bez żadnych wątpliwości) byłem zaledwie dwa razy. Raz w wieloletnim związku i teraz.

Tak, w "diagnozie" mojej partnerki masz rację, potwierdza to jej terapia i nad tym podczas niej pracuje. Nie ma wzorca relacji wyniesionego z domu, wychowywała się bez ojca, a matka zmieniała partnerów. Również trafiłaś z tym brakiem umiejętności stawiania granic. Kolokwialnie mówiąc, ludzie jej wchodzą na głowę, a ona na to pozwala. Unika konfliktów, boi się ich. Mas też rzreczywiście problem z kończeniem relacji. Ma łącznie trzech byłych, w tym ojca dziewczynki, z którymi jest w dobrym kontakcie. Nie byłem nigdy zazdrosny, bo nie było o co, niemniej dla mnie to dziwne. Bo ja z eksami relacje zawsze kończyłem na zawsze.

101

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
Tonia80 napisał/a:

P.S. Nie rozumiem czemu robiecie tajemnice przed ojcem dziecka, że matka ma kogoś nowego??? I dlaczego się wyprowadziłeś, żeby nie przeszkadzać w spotkaniach??? To niech ojciec dziecka zabiera je do klubików malucha itp., jak do siebie do domu nie może. Dziwne to wszystko.

Jedyny cel jaki przyświeca ojcu dziecka, to jakaś tam mglista nadzieja na odzyskanie swojej własności. Dziecko, kobietę, dom, rodzinę.
Nagłe przebudzenie, gdy na horyzoncie pojawia się inny samiec, który mógłby mu to wszystko odebrać i zając jego miejsce - klasyka.

Jedyny cel jaki przyświeca matce dziecka, to oczywiście podtrzymywanie jak najdłużej w nim tej nadziei, dla swoich własnych korzyści.
Ma go cały czas przy sobie, co z jednej strony mile łechce jej ego, podbija samoocenę i daje kontrolę i pewność, że nikogo sobie nie znalazł,
a z drugiej strony ma z bani kłopoty związane z opieką nad dzieciakiem, któremu tak naprawdę jest to obojętne kto się nim zajmuje - klasyka.

To jest tylko trzyletnie dziecko, już nie róbmy tutaj z igły widły, jak to dziecko strasznie tęskni za biologicznym ojcem i łzy wylewa,
kiedy nie ma go w pobliżu, bo to jest kolejny element manipulacji z podręcznika dla samotnych matek "Jak zjeść ciastko i mieć ciastko".
No właśnie tak jak to robi mamusia z naszej tutaj historii, używając wyimaginowanych potrzeb małego dziecka, które ledwo co tam kuma,
a z czasem dojdzie do sytuacji takich (jak tylko mała podrośnie i zacznie już co nieco kumać bazę) że podczas na przykład wspólnych posiłków,
jakichś wyjść razem w trójkę czy wyjazdów gdzieś nie wiem na ferie czy na wakacje, ta córka celowo i złośliwie będzie co chwilę wspominać
jaka to wielka szkoda, że nie ma z nami taty, nie dlatego że będzie za nim tęskniła, a jedynie po to, żeby obserwować reakcję partnera matki,
bo będzie przez nią nauczone, że ten pan to jest tylko taki tam Pan Wujek od naprawiania kontaktów i wożenia dupy na wycieczki.
Po to się robi tajemnice i sieczkę z mózgu małego dziecka. Bardzo często towarzyszy temu cała martyrologia oraz legendy o superbohaterze
i najprzystojniejszym kawalerze w okolicy (tata) który wybrał właśnie ją (mama) najpiękniejszą księżniczkę w całym królestwie...
no ale teraz mamy to co mamy (Pan Wujek na zastępstwie) w domyśle - nie martw się córeczko, może tatuś jeszcze do nas wróci.
Dlatego cały czas będą stwarzane pozory i cały czas Pan Wujek będzie spychany na dalszy plan, bo on jest tutaj tylko rekwizytem.
Zacznie podskakiwać za bardzo, to zostanie zwolniony, a na jego miejsce wejdzie inny, bardziej wyrozumiały i mniej konfliktowy - klasyka.

Jednak to wszystko są można powiedzieć standardy, za każdym razem w tego typu relacjach, przebiega to wszystko mniej więcej podobnie.
Najbardziej przerażające jest w tym wszystkim to, że ci faceci, ci Panowie Wujkowie w sensie, oni naprawdę te kobiety kochają,
są w stanie wytrzymać każdy cios, znieść każdy ból, przełknąć każdą ilość odchodów wlewanych do ust, zrobić i poświęcić dosłownie wszystko,
żeby sobie ZASŁUŻYĆ na lepsze traktowanie, które oczywiście jest im obiecywane, a dobre zachowanie bywa niekiedy nagradzane (do czasu)
i nawet nie dopuszczają myśli, że któregoś dnia to wszystko się skończy jednym szybkim cięciem, a powód będzie tak absurdalny i niedorzeczny,
że przez miesiąc czasu będą siedzieć i rozmyślać - co tu się właśnie odje*ało... - Nic szczególnego. Po prostu twoja rola dobiegła końca - klasyka.

I piszą ci tu wszyscy (zwracam się teraz do autora) że budowanie związku na słowach i obiecankach cacankach, których nikt nie dotrzymuje,
postępowanie i zachowywanie się tak jak ty się zachowujesz w obliczu tego całego dziadostwa, jakie cię spotyka, a ty nazywasz to miłością,
to jest budowanie zamku na pisaku, będąc odwróconym plecami do fal, które za chwilę to wszystko zmyją i tyle ci właśnie po tym zostanie.
Nie muszę chyba dodawać, że na zakończenie usłyszysz, że to wszystko twoja wina, bo "prawidzwy facet" (tu kop w jaja na dobicie leżącego)
dzielnie by znosił upokorzenia i nic sobie z nich nie robił, a oprócz tego byłby... (tu następuje jakiś słowotok kompletnie bez żadnego znaczenia)
i dla ciebie bajka się kończy, a twoja myszka może z dwa dni pobędzie smutna (bo jeszcze zostało coś do zrobienia, wynieść choinkę z domu np.)
ale zaraz się do niej ustawi kolejka pocieszycieli usługiwaczy (nikt tak nie rozumie kobiety jak facet, który chce ją przelecieć) i o tobie zapomni.
The End.

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

102 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-02-15 11:17:25)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
anderstud napisał/a:

Jedyny cel jaki przyświeca matce dziecka, to oczywiście podtrzymywanie jak najdłużej w nim tej nadziei, dla swoich własnych korzyści.
Ma go cały czas przy sobie, co z jednej strony mile łechce jej ego, podbija samoocenę i daje kontrolę i pewność, że nikogo sobie nie znalazł,
a z drugiej strony ma z bani kłopoty związane z opieką nad dzieciakiem, któremu tak naprawdę jest to obojętne kto się nim zajmuje - klasyka.

Nie, to wiara mojej partnerki w to, że nie należy ojcu biologicznemu ograniczać kontaktów, bo dziecko zostanie skrzywdzone i kiedyś będzie miało pretensje do matki.
Tak było z dzieciństwem mojej partnerki, matka mająca innych partnerów odseparowała ją od ojca, co bardzo przeżywała i miała do matki pretensje jeszcze w dorosłym życiu.
To naprawdę potrafi usiąść na psychice na całe życie. Może ulegam "manipulacjom" mojej partnerki i psychologa, ale wierzę w to, bo widzę jakie w niej są emocje z tym związane.

anderstud napisał/a:

To jest tylko trzyletnie dziecko, już nie róbmy tutaj z igły widły, jak to dziecko strasznie tęskni za biologicznym ojcem i łzy wylewa,
kiedy nie ma go w pobliżu, bo to jest kolejny element manipulacji z podręcznika dla samotnych matek "Jak zjeść ciastko i mieć ciastko".
No właśnie tak jak to robi mamusia z naszej tutaj historii, używając wyimaginowanych potrzeb małego dziecka, które ledwo co tam kuma,
a z czasem dojdzie do sytuacji takich (jak tylko mała podrośnie i zacznie już co nieco kumać bazę) że podczas na przykład wspólnych posiłków,
jakichś wyjść razem w trójkę czy wyjazdów gdzieś nie wiem na ferie czy na wakacje, ta córka celowo i złośliwie będzie co chwilę wspominać
jaka to wielka szkoda, że nie ma z nami taty, nie dlatego że będzie za nim tęskniła, a jedynie po to, żeby obserwować reakcję partnera matki,
bo będzie przez nią nauczone, że ten pan to jest tylko taki tam Pan Wujek od naprawiania kontaktów i wożenia dupy na wycieczki.

Wiesz jak jest? Dziecko spędzając teraz czas z biologicznym ojcem płacze że chce do mnie i do mamy.
Codziennie o mnie pyta i chce do mnie dzwonić. O ojca się nie dopytuje. Więc nie pisz mi proszę że dziecku wszystko jedno i dziecko nic nie kuma, bo jesteśmy ze sobą bardzo związani.
Mała przeżywa mój "wyjazd do pracy" i autentycznie za mną tęskni. Za nami, bo wspomina o całej trójce.
I to jest wulgaryzm przykre.

Nie sugeruj manipulacji dzieckiem, bo nie tędy droga. Nasze życie jako rodzina było autentyczne.

103

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Podczytuje ten watek od początku i powiem ci, autorze, ze zdecydowanie nie masz wlasciwej perspektywy, dajesz sobie wchodzić na glowe. Dziecko ma prawo do kontaktu z biol ojcem, ale ten nie musi przecież być czescią Waszego zycia. Rozchodzac się (twoja partnerka i jej były) niejako sami o tym zdecydowali, ze ojciec będzie "na dochodne".

?

104

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Błędzisz jak dziecko we mgle.

Anderstud ma rację i ta kobieta jest niesamowicie wyrachowana. Co więcej, ona dziecko traktuje jak pionek w swoich ugrywkach pomiędzy Tobą a byłym gachem. Tfu! To wszystko jest chore i popaprane, szczególnie dla dziecka, a Ty masz jaja wielkośco orzeszków. Jezu, obudź się kolo, przynajmniej dla dobra tego dziecka.

105 Ostatnio edytowany przez Tonia80 (2019-02-15 13:09:43)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Nie zgodzę się z przedmówca, bo wrzucanie wszystkich samotnych matek i ich partnerów do jednego worka jest co najmniej krzywdzące. A już na pewno nie zgadzam się z teorią że 3 letnie dziecko nic nie kuma. Oj kuma, i to dużo, na płaszczyźnie podświadomej, emocjonalnej. Czuję się świetnie z mamą i jej partnerem i jeśli tak mówi to święta prawda. (edit - dziecko czuje się przy Radeuszu bezpiecznie i stabilnie, zna granice, czuje się kochane) Dziecko w tym wieku jeszcze nie kłamie i nie manipuluje. Może czuje, że ten "wujek" jest może jedyną osobą, która poświęca jej uwagę tak po prostu, bez ukrytych korzyści.
I nadal twierdzę, że najwięcej problemów sama ze sobą ma kobieta autora. A autor Radeusz nie potrafił się postawić w tej skomplikowanej sytuacji i potrząsnąć (w cudzysłowu) swoją kobietą.
Przeczytałam jeszcze raz cały wątek i stwierdzam, że jednak z ta panią jest coś mocno nie halo. Radzę Ci Radeusz uciekać od tej pani i z tej relacji, nic dobrego cię nie czeka.
A wchodzenie do łózka 3 letniemu dziecku, które już dawno śpi samo ma chyba za zadanie tylko i wyłącznie zagłuszenie poczucia winy, że w dzień nie miała czasu dla niego. Te metody wychowawcze tej kobiety robią tylko krzywdę dziecku. Radeusz Twoje podejście do dziecka jest całkiem sensowne i w porządku i uważam, że skoro mielibyście stworzyć rodzinę to też powinieneś mieć coś do powiedzenia w tej kwestii.
Zgodzę się też z wieloma co tu pisali, że dałeś sobie wejść na głowę wszystkim i nic już nie masz do powiedzenia. Skoro przez rok nic się nie zmieniło na lepsze to już raczej się nie zmieni i pozostaje ci jedynie jechać po resztę swoich rzeczy.

106

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Dziękuję Ci. Jest dokładnie tak jak piszesz. Moja relacja z małą to nagroda za poświęcanie jej uwagi i miłości, w pełni odwzajemnianej. Dziecko potrzebuje rodziny podświadomie, potrzebuje grzać się w miłości partnerów. Tęskni nie tylko za mną, ale po prostu za nami, jako "rodziną". Choć nie wiem czy cudzysłów jest tu na miejscu.
Tak, nie potrafiłem się postawić w tej sytuacji. Jedyne co potrafiłem to tylko...stawiać się. A ona potrzebowała ciepła, bezpieczeństwa, cierpliwości żeby uporać się z problemami.
Teraz jestem w stanie jej to dać, jeśli ona będzie kontynuowała terapię i obrany kierunek. Dam czas. Najwyżej postawię Ci anderstud browara. Tak, przyjdę tu i napiszę że miałeś rację, a ja byłem głupi.
To moje ryzyko i zamierzam je ponieść jeśli będę widział dziś chęć porozumienia i uczucia ze strony mojej partnerki.

107

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Radeusz przeczytaj mój post jeszcze raz, bo edytowałam.
Jedyna prawdziwa relacja jest tylko i wyłącznie między Toba i tą dziewczynką. I tylko ona będzie prawdziwie cierpieć jeśli odejdziesz.
Twoja partnerka ma poważne problemy emocjonalne i myślę, że czas tu nic nie pomoże. Jedynie konkretna terapia, na której oczywiście będzie pracować i będzie chciała uczęszczać. Ale to tylko i wyłącznie zależy od niej samej.

108

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

Tak, nie potrafiłem się postawić w tej sytuacji. Jedyne co potrafiłem to tylko...stawiać się. A ona potrzebowała ciepła, bezpieczeństwa, cierpliwości żeby uporać się z problemami.
Teraz jestem w stanie jej to dać, jeśli ona będzie kontynuowała terapię i obrany kierunek. Dam czas. Najwyżej postawię Ci anderstud browara. Tak, przyjdę tu i napiszę że miałeś rację, a ja byłem głupi.
To moje ryzyko i zamierzam je ponieść jeśli będę widział dziś chęć porozumienia i uczucia ze strony mojej partnerki.

Także ten... no co... chyba nie ma więcej pytań, w takim razie będziemy już powoli kończyć...

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

Posty [ 77 do 108 z 108 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018