Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 108 ]

1 Ostatnio edytowany przez radeusz (2018-08-07 21:32:00)

Temat: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Witam

Z góry przepraszam za wchodzenie z butami w pierwszym poście i elaborat. I dziękuję za poświęcony czas. Liczę że uda mi się poczytać trochę o podobnych do moich historiach.

Jestem mężczyzną. Dojrzałym, dobrze po 30tce. Po dwóch poważnych związkach, ale bez tzw. przeszłości i od dłuższego czasu samotnym.
Do czasu kiedy spotkałem przypadkowo, po wielu latach, kogoś z przeszłości. Kiedyś zależało nam na sobie, ale byliśmy zbyt niedojrzali, życie potoczyło nam się w różnych kierunkach. Podczas tego przypadkowego spotkania zaiskrzyło, zaczęliśmy się spotykać. Zakochaliśmy się w sobie mocno, sprawy potoczyły się dość szybko. Wspólne wakacje, pomieszkiwanie, pasje, rozmowy, codzienne sprawy. Jest nam ze sobą bardzo dobrze, w każdym obszarze życia. Oczywiście to czas zakochania, patrzymy przez różowe okulary, z drugiej strony nie mamy dwudziestu lat, mamy swoje doświadczenie i dojrzałość pozwalającą przypuszczać że w końcu "trafił swój na swego". Rzec można, sielanka.
Moja wspaniała kobieta ma dwuletnią córeczkę. Nie jest rozwódką, dziecko jest z poprzedniego, nieudanego związku z niedojrzałym człowiekiem, manipulatorem. Nigdy nie mieszkali razem, nie byli małżeństwem, to ona zakończyła tę relację. Miałem obawy związane z małą, to duża odpowiedzialność, dlatego na początku byłem ostrożny. Jednak nie tylko to dziecko zaakceptowałem, ale zacząłem darzyć ciepłymi uczuciami, troską, tak samo jak jej mamę. Może nawet czuję budzący się instynkt ojcowski. Mam z małą dobry kontakt, czuje się przy mnie bezpiecznie, poświęcam jej uwagę z przyjemnością. Od pewnego czasu jestem przekonany że chcę tworzyć rodzinę, rozmawiamy z moją kobietą o tym otwarcie i zaczynamy powoli myśleć o przyszłości.

Więc gdzie leży problem? W biologicznym ojcu. Posiada prawa rodzicielskie, jest obecny w życiu małej, przyjeżdża do niej dwa razy w tygodniu (czasem i trzy!) i siedzi z nim po kilka godzin. Alimentów nie płaci, moja kobieta ich nie wymaga, ma własną kancelarię prawną, jest całkowicie niezależna. Zamiast alimentów, zażyczyła sobie obecności ojca - bo w życiu małej męski pierwiastek jest potrzebny. Poza tym odciążał ją zajmując się małą. Dla niej ten układ był OK, zwłaszcza że zupełnie nie planowała nowych związków, chciała skupić się na dziecku. To co wyszło między nami, było przypadkiem. No i w aktualnej sytuacji, gdy ja pomieszkuję, jeździmy razem na wakacje, weekendy, a mała ma ze mną lepszy kontakt niż z ojcem - sprawa zaczyna być uwierająca. Dla mojej kobiety i oczywiście dla mnie. Oboje nie wyobrażamy sobie sytuacji w której mieszkamy razem, a biologiczny tata przyjeżdża do nas i spędza czas z dzieckiem. Ja nie ukrywam przed sobą (choć uwiera mnie ta myśl i wewnętrzny krytyk mówi mi że to złe myślenie) że czuję też zazdrość o tego faceta, zwłaszcza że moja kobieta ma podejrzenia, że gość przyjeżdża w dużym stopniu dla niej, licząc że ona znowu stanie się jego kochanką. Świadczą o tym pewne sugestie z jego strony, pytania czy kogoś ma (zaczyna coś podejrzewać...tak, nie wie jeszcze, ale zaraz się dowie). Poza tym moja luba twierdzi, że on nie ma takiego kontaktu z dzieckiem, nie poświęca mu uwagi, ma wrażenie że to dziecko go męczy.

Moje myśli, których się wstydzę i za które należy mi się krytyka są takie, że chciałbym żeby facet zapadł się pod ziemię i pozwolił nam spróbować stworzyć szczęśliwą, pełną rodzinę. Zwłaszcza że gość ma własną (tak tak...okazał się patologicznym kłamcą, grającym na dwa fronty).
Natomiast, primo najważniejsze - dobro dziecka ponad wszystko. Tylko czy aby na pewno ta sytuacja długofalowo wpłynie pozytywnie na dziecko?

Jak to rozegrać w praktyce, by wszyscy byli szczęśliwi? Od razu zaznaczam że moje emocje stawiam na ostatnim miejscu, choć przyznaję - trudno mi z uczuciem zazdrości i zastanawianiem się jak będzie wyglądać przyszłość, czy kiedyś nie usłyszę "nie jesteś moim ojcem żeby mi rozkazywać"? "Tata nigdy by mi tego nie kazał robić"?

Jak biologiczny ojciec może zareagować na moją obecność? Staram się wejść w jego skórę - kradnę podwójnie jego "własność". Atrakcyjną kochankę i jeszcze na dodatek wchodzę z butami w rolę ojca.
Ma cechy psychofaga manipulatora, kłamcy, acz spokojnego z zewnątrz. Przecież może zwyczajnie bruździć, nastawiać negatywnie dziecko.

Jak ograniczyć kontakty do zdecydowanie rzadszych? Mam prawo nie życzyć sobie żyć w trójkącie, a i ojciec nie będzie miał wstępu do mojego domu. To moje granice, które stawiam. Dla dobra wszystkich. Niestety nie wchodzi w grę zabieranie dziecka na weekendy do jego domu, ze względu na domniemaną mało przyjazną atmosferę. Gość ma żonę, która raczej wrogo jest nastawiona do tego dziecka. Więc to zdecydowanie odpada.

Ktoś był w podobnej sytuacji? Jak to ułożył? A może nie ułożył?
A może wypowie się jakiś ojciec, który był w podobnej sytuacji jak ów eks mojej partnerki? Tak naprawdę...nie zazdroszczę mu i wiem że jego ego może eksplodować. W końcu jesteśmy tylko samcami naładowanymi testosteronem ;)

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-08-07 18:17:53)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Nie jest łatwo... Ale wiesz, opowiem ci pewną historię.

Zaczyna sie podobnie jak twoja... Tatuś biologiczny, gdy wyczuł że kobieta się zaangażowała w nowy związek, a dziecko (to jest chłopiec. W chwili gdy zaczęła się ta historia, miał 5 lat) zaczyna przepadać za nowym tatą, dosłownie wściekł się!!! Nie można bylo się od niego opędzić, dosłownie wyrastał spod ziemi, z pretensjami, że chce widywać dziecko.

Nowy tata przyjmował wszystko spokojnie "na klatę". Nie bronił, nie odciągał chłopca od ojca, wprost przeciwnie... Pilnował tylko, aby  spotkania były bezpieczne dla dziecka. Tzn.na przykład tatulo nie był pod wpływem alkoholu, bo i to mu się zdarzało.

Dziś chłopiec ma 16 lat... Jest bardzo dobrym dzieckiem ..... swojego ojczyma. Ojca biologicznego znosi i toleruje, ale jego autorytetem do końca jest ojczym, którego nazywa tatą i bardzo go kocha. Biologiczny ojciec odpuścił po jakimś czasie i dziś wystarcza mu widzenie z synem... raz w roku na 15 min.
Po co ci to opowiadam?

Bo to nie bajka, tylko prawdziwa  historia... Może doda ci sił i wskaże własciwą drogę.

Trzymaj się.

3

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

To są trudne sprawy. To dziecko ojca już ma, ale możesz być ojcem jego brata czy siostry, to też uzasadnia Twoją rolę.
Ojciec może brać dziecko do tej samej miejscowości, mogą gdzieś razem pójść czy pojechać, nie muszą siedzieć w domu ojca. To jest wykręt, obawiam się, że ze strony obojga rodziców. Ojciec chce wiedzieć, matka chce mieć pełną kontrolę, ale tak się nie da na dłuższą metę.

4 Ostatnio edytowany przez radeusz (2018-08-07 21:10:39)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Żeby było jasne - nie zamierzam być przeszkodą dla kontaktów dziecka z biologicznym ojcem. To jego niezbywalne prawo, jego krew.
Matce nie można się dziwić, że chce mieć kontrolę. Nie ufa temu człowiekowi, jego dom nie jest i nie będzie nigdy przyjaznym domem dla małej, z wiadomych przyczyn.

Zresztą niewykluczone, że gdy on się dowie wkrótce o mnie, to zacznie ograniczać kontakty z dzieckiem. Już teraz dość często wymiguje się od przyjazdów.
Pisałem już, że wrażenie jest takie, że bardziej ojcu zależy na odnowieniu relacji z matką niż na dziecku. Te teksty w kierunku mojej kobiety i to, że więcej poświęca czasu temu dziecku niż swoim z prawego łoża... Ale może to tylko podejrzenia.

No i pytanie, które przyszło mi do głowy gdy napisałeś terk "ona już ma ojca". Kto jest ojcem? Ten kto spłodził, czy ten kto wychowuje? Utula do snu, daje poczucie bezpieczeństwa, stawia granice, dba, uczy, odbiera z przedszkola, tworzy rodzinę razem z mamą?

Tak, to oczywiste że chciałbym być jedynym tatą. Zresztą małej już się to słowo wyrwało do mnie, choć to było nieświadome przejęzyczenie . Ale cholernie miłe :)
Natomiast nigdy nie powiem złego słowa na jej ojca, nie będę pokazywał swojej zazdrości (nazywajmy rzeczy po imieniu), nie będę utrudniał kontaktów - o ile zostaną unormowane na sensownym poziomie w nowej sytuacji.
Rozumiem odpowiedzialność wobec dziecka, mimo swoich emocji.

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Czy dziecko ma sądownie uregulowane kontakty z tatą?

6

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

nie.
ma pełnię praw rodzicielskich, dziecko ma jego nazwisko.
i niestety moja kobieta tego żałuje.

jak pisałem, nie płaci alimentów, mama nie chce jego pieniędzy.
alimentów to on się boi jak ognia swoją drogą.

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Ja uważam, że ojciec powinien płacić alimenty. Ok mamie starcza na wszystko. Super, ale dziecko rośnie i rosną jego potrzeby. Po 2  w perspektywie czasu przyjedzie czas na studia i samodzielne życie... Możecie kaskę z alimentów odkładać. Przez 15 lat zbierze się spora sumka.

8 Ostatnio edytowany przez radeusz (2018-08-07 21:26:43)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

uwierz mi, to nie jest problem. ani ona, ani tym bardziej ja niczego od niego nie potrzebujemy.
oboje zarabiamy bardzo dobrze. będziemy w stanie zapewnić doskonały start więcej niż jednemu dziecku.

to jest kwestia poza dyskusją.

9

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

uwierz mi, to nie jest problem. ani ona, ani tym bardziej ja niczego od niego nie potrzebujemy.
oboje zarabiamy bardzo dobrze. będziemy w stanie zapewnić doskonały start więcej niż jednemu dziecku.

to jest kwestia poza dyskusją.

Szkoda, że nic nie rozumiesz...

Dobranoc.

10 Ostatnio edytowany przez radeusz (2018-08-07 21:31:17)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

być może nie rozumiem, ale nie widzę żadnych racjonalnych powodów dla których miałby płacić.
zresztą moje zdanie w tej kwestii się nie liczy. liczy się zdanie mojej partnerki i jest właśnie takie.

dobranoc i dziękuję za Twoje wypowiedzi.

11

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Tak, dziecko ma już ojca. Ojca który ma z dzieckiem kontakt, odwiedza je, nie wsiąkł, nie uciekł etc. Czego nie rozumiesz? Ty możesz być wspaniałym ojczymem ale tylko OJCZYMEM. Nie chcesz wpuszczać go do Waszego domu? Musisz mieć wielkie kompleksy. Skoro tak to niech tata ją zabiera i spędza z nią czas poza Waszym domem.

12 Ostatnio edytowany przez radeusz (2018-08-07 21:46:05)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

nie, nie mam wielkich kompleksów.
a niech spędza czas poza domem z dzieckiem, proszę bardzo. będziemy mieli z mamą trochę czasu dla siebie :)
wątpię żeby jakiś facet tolerował bywanie w domu eksa swojej kobiety, 2-3 razy w tygodniu.

13

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

No to w czym masz problem?

14

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

nie, nie mam wielkich kompleksów.
a niech spędza czas poza domem z dzieckiem, proszę bardzo. będziemy mieli z mamą trochę czasu dla siebie :)
wątpię żeby jakiś facet tolerował bywanie w domu eksa swojej kobiety, 2-3 razy w tygodniu.

Człowieku... Ty masz takie problemy sam z sobą, że tylko wspólczuć tej kobiecie i temu dziecku, że się w ich życiu zjawiłeś.

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
Salomonka napisał/a:
radeusz napisał/a:

nie, nie mam wielkich kompleksów.
a niech spędza czas poza domem z dzieckiem, proszę bardzo. będziemy mieli z mamą trochę czasu dla siebie :)
wątpię żeby jakiś facet tolerował bywanie w domu eksa swojej kobiety, 2-3 razy w tygodniu.

Człowieku... Ty masz takie problemy sam z sobą, że tylko wspólczuć tej kobiecie i temu dziecku, że się w ich życiu zjawiłeś.

Popieram. 2letnie dziecko nie zawsze chce wyjść z domu z osobą którą słabiej zna. A w swoim domu czuje się bezpiecznie... Zwłaszcza jak mama jest w pobliżu.

16

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Ale tu uczucia dziecka są jakby na dalszym planie. Na pierwszym jest zazdrość o ojca i marzenia o tym żeby zniknął i przestał robić konkurencję. Wiążąc się z kobietą z dzieckiem wiadomo, że ojciec dziecka mniej lub bardziej jest obecny i będzie obecny w ich życiu. Autor ma zadatki na toksyka a kompleksy aż mu się z butów wylewają.

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Ja mogę się wypowiedzieć  za siebie... Córka męża ma mamę i tatę. Nie zamierzam startować w konkurencji kto będzie lepszym rodzicem, bo rodzicem nie jestem...

18

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
absencjaa napisał/a:

Ale tu uczucia dziecka są jakby na dalszym planie. Na pierwszym jest zazdrość o ojca i marzenia o tym żeby zniknął i przestał robić konkurencję. Wiążąc się z kobietą z dzieckiem wiadomo, że ojciec dziecka mniej lub bardziej jest obecny i będzie obecny w ich życiu. Autor ma zadatki na toksyka a kompleksy aż mu się z butów wylewają.



Oooooo..to.... :)
Ale on tego i tak nie zrozumie. Szkoda zachodu.

19

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

ok, macie rację że problem zazdrości jest moim problemem i jest to toksyczne. choć toksykiem nigdy w związkach nie byłem, zazdrość o partnerki była mi obca.

mam się w takim razie usunąć, bo mam problemy z zaakceptowaniem sytuacji w której eks przesiaduje kilka razy dziennie po kilka godzin?

20

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

To dziecko ma już ojca, ma prawo się z nim widywać jak najczęściej i to w ogóle nie podlega dyskusji.

Jedyne, co możesz w tej sytuacji, to poprosić partnerkę, by spotkania ojca z dzieckiem odbywały się poza Twoim mieszkaniem. W pozostałych kwestiach nie masz nic do gadania, przykro mi.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

21 Ostatnio edytowany przez radeusz (2018-08-08 08:51:33)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

oczywiście że nie mam nic do gadania, napisałem o tym wyraźnie. jak i to, że dobro dziecka jest najważniejsze.
stąd też wynikały moje obawy, że dziecko może stać się przedmiotem manipulacji albo pretekstem do pojawiania się w życiu mojej kobiety.
on nie jest oddanym tatusiem, dziecko go wyraźnie nudzi. unika często spotkań, wykręca się. teraz bywa regularnie, bo coś węszy.
partnerki o nic prosić nie muszę, nie śmiałbym. to ona zaczęła o tym rozmowę.

22

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

oczywiście że nie mam nic do gadania, napisałem o tym wyraźnie. jak i to, że dobro dziecka jest najważniejsze.
stąd też wynikały moje obawy, że dziecko może stać się przedmiotem manipulacji albo pretekstem do pojawiania się w życiu mojej kobiety.
on nie jest oddanym tatusiem, dziecko go wyraźnie nudzi. unika często spotkań, wykręca się. teraz bywa regularnie, bo coś węszy.
partnerki o nic prosić nie muszę, nie śmiałbym. to ona zaczęła o tym rozmowę.

Więc zagryź zęby i nie rób nic.

Ojcu zależy na dziecku, inaczej by nie przychodził 2-3 razy w tygodniu. Mój miał problem spotkać się ze mną przez 5 minut raz na pół roku...

Co do obaw dot. manipulowania dzieckiem, to są jedynie Twoje lęki niczym nieuzasadnione. Wkręcasz sobie, zupełnie niepotrzebnie.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

23

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Tak zrobię, zacisnę zęby i postaram się uporać ze swoimi emocjami.
I nie będę wyrażał niezadowolenia, bo to nie służy jej poczuciu bezpieczeństwa przy mnie. A potrzebuje go po całej sytuacji z eks, który ją perfidnie oszukał. Za co zresztą najchętniej obiłbym mu pysk.

24

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Rozumiem twoje obawy, facet pojawia się 3 razy w tygodniu u twojej partnerki w domu i co wtedy? Ty musisz zniknąć z pola widzenia?
Jeśli zamieszkacie razem to oczywistym jest, że tata powinien zaopiekować się dzieckiem poza domem.
Nie obawiaj się faceta, okazał się zwykłym kłamcą i manipulatorem. Pewnie jego zapał trochę przygaśnie. Daj sobie na wstrzymanie, pozwól partnerce zadziałać, dla niej zmiany też staną się niedługo oczywiste.
Twoja zazdrość jest zrozumiała, próbujesz zaznaczyć teren, w każdy w twojej sytuacji czułby dyskomfort.

25 Ostatnio edytowany przez radeusz (2018-08-08 16:03:15)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Dziękuję za zrozumienie.
Całe szczęście że mam mądrą kobietę i to ona pierwsza, nie pytana, powiedziała że nie wyobraża sobie takiej sytuacji.
Chce tworzyć rodzinę ze mną, a nie jakiś trójkąt z człowiekiem który ją oszukał, nigdy nie był prawdziwym tatą i mężem/partnerem, ma własną rodzinę, na dodatek jest człowiekiem bez kręgosłupa moralnego i zasad.
Z drugiej strony jak miałyby wyglądać takie wyjścia zimą czy jesienią, gdy pogoda nie sprzyja? Zabieranie małej do jego domu w ogóle nie wchodzi w grę, więc lepiej chyba zaakceptować spotkania w naszym domu. Możemy wtedy wychodzić, a dziecko może być pod opieką niani. Oczywiście nie trzy razy w tygodniu, wystarczy raz plus raz wyjście gdzieś. Ja sobie z tym poradzę, jeśli tylko facet wykaże dojrzałość i nie będzie zazdrosny o moją rolę "drugiego ojca", który spędza z dzieckiem o wiele więcej czasu i de facto wychowuje.

Pewnie zaraz znowu zbiorę cięgi, ale sprawa byłaby dla mnie bezdyskusyjna, gdyby to był eks-mąż, który tworzył kiedyś dom z moją partnerką. Normalny, sensowny facet, któremu po prostu związek z mamą nie wyszedł.
I wcale nie jestem pewien, jaki scenariusz w przyszłości dla dziecka będzie najlepszy.

Być może będzie jak piszesz. Znudzi się, zresztą są symptomy jego wycofywania się. Właśnie zakomunikował że "wyjeżdża do końca sierpnia i go nie będzie". Do tego dziecinne i kąśliwe teksty w stosunku do mojej partnerki, by sobie kogoś znalazła.

26

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Pani prawnik powinna wiedzieć, iż alimenty nie są jej a dziecka, to raz. A jeśli o chodzi wizyty, to też krótka piłka, niech ojciec zabiera małą do siebie.

27 Ostatnio edytowany przez radeusz (2018-08-08 18:24:46)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Po pierwsze, dziecku niczego nie zabraknie.
Po drugie, ojciec do alimentów się nie kwapi. Wręcz panicznie się ich boi. Chętnie przystał na zajmowanie się dzieckiem w jej domu zamiast odpowiedzialności finansowej.
Nie ma opcji na zabieranie małej do siebie, bo tam jest jego rodzina i żona, która raczej nie żywi ciepłych uczuć do tego dziecka. I do całej sytuacji. Żadna matka nie narażałaby dziecka na ewentualne stresy. Mała ma jeden dom, a ojciec nigdy nie stworzył z matką rodziny. Nie był nawet przy porodzie. Po tym jak wyszło szydło z worka, romans się zakończył. Całe jego życie to jedna wielka pieczołowicie utkana ściema wobec wszystkich. Żal tylko jego żony i aż dziw bierze że go nie pogoniła. Choć nie zdziwiłbym się jakby nic nie wiedziała, to też możliwe.

28

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

W świetle tych faktów, ta Twoja nie jest taka kryształowa, jakby się zdawało. Wart Pac pałaca...

29 Ostatnio edytowany przez radeusz (2018-08-08 20:01:33)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Nie osądzaj, nie znając faktów.
Pojęcia nie miała o tym że ma rodzinę. Okłamywał ją. Po tym jak się dowiedziała, pokazała mu drzwi i kazała iść do żony.
Jej duża wyrozumiałość, brak tendencji do "osaczania" i zaborczości sprowadziły ją na manowce. W jej mniemaniu to był normalny, dobrze zapowiadający się początek relacji.

poza tym nie to jest przedmiotem dyskusji.

30 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-08-08 20:33:19)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

Nie osądzaj, nie znając faktów.
Pojęcia nie miała o tym że ma rodzinę. Okłamywał ją. Po tym jak się dowiedziała, pokazała mu drzwi i kazała iść do żony.
Jej duża wyrozumiałość, brak tendencji do "osaczania" i zaborczości sprowadziły ją na manowce. W jej mniemaniu to był normalny, dobrze zapowiadający się początek relacji.

poza tym nie to jest przedmiotem dyskusji.

Brak zaborczości? a teraz skąd się jej bierze ta chęć rozdzielenia ojca z dzieckiem? Przy tobie tak się zmieniła?


Tyle piszesz o dobru dziecka, a skąd wiesz, co będzie dla niej dobre? Skąd wiesz, że dziewczynka kiedyś nie wystawi wam, czyli tobie i swojej matce rachunku, za tę zniszczoną więź z ojcem? Bo wam się wydaje, że będziecie dla niej lepsi? Może ona sama kiedyś zadecyduje, kogo nazwie tatą? Pozwolisz jej na to, czy będziesz dalej przekonywal, że jesteś dla niej jedyną alternatywą?

31

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

wątpię żeby jakiś facet tolerował bywanie w domu eksa swojej kobiety, 2-3 razy w tygodniu.

Ja tak żyłem i w niczym wizyty ojca dziecka mi nie przeszkadzały. Siedzieli w pokoju dzieciaka, a ja siedziałem w innym i zajmowałem się swoimi sprawami. Jeśli moja pani była w domu, to siedziała ze mną, a z ojcem dziecka rozmawiała tylko o dziecku.

Poza tym jesteś jakiś zaborczy, bardzo chcesz (wbrew temu co mówisz, ale to widać między wierszami) wyautować ojca dziecka i samemu wejść w jego buty.

32

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
Salomonka napisał/a:
radeusz napisał/a:

Nie osądzaj, nie znając faktów.
Pojęcia nie miała o tym że ma rodzinę. Okłamywał ją. Po tym jak się dowiedziała, pokazała mu drzwi i kazała iść do żony.
Jej duża wyrozumiałość, brak tendencji do "osaczania" i zaborczości sprowadziły ją na manowce. W jej mniemaniu to był normalny, dobrze zapowiadający się początek relacji.

poza tym nie to jest przedmiotem dyskusji.

Brak zaborczości? a teraz skąd się jej bierze ta chęć rozdzielenia ojca z dzieckiem? Przy tobie tak się zmieniła?


Tyle piszesz o dobru dziecka, a skąd wiesz, co będzie dla niej dobre? Skąd wiesz, że dziewczynka kiedyś nie wystawi wam, czyli tobie i swojej matce rachunku, za tę zniszczoną więź z ojcem? Bo wam się wydaje, że będziecie dla niej lepsi? Może ona sama kiedyś zadecyduje, kogo nazwie tatą? Pozwolisz jej na to, czy będziesz dalej przekonywal, że jesteś dla niej jedyną alternatywą?

Wydajesz bardzo kategoryczne i krzywdzące opinie, bezpodstawnie. Wiesz, cnotą jest umiarkowanie. I tyczy się to również osądów.

Stajesz w obronie człowieka, który ma gdzieś alimenty, który wdał się w romans oparty na kłamstwie, który zdradził swoją rodzinę, który przebywając z dzieckiem gapi się przez większość czasu w telefon, o którym dziecko przez 2 tygodnie wakacji nawet nie wspomni, bo więź jest nikła, o ile jakakolwiek.

Tak, nie wiem co jest dobre i co będzie dobre dla dziecka. Dlatego się nad tym zastanawiam.

Kontaktów na pewno nikt nie będzie zabraniał, o ile będzie taka wola biologicznego ojca.

33

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
EeeTam napisał/a:

Poza tym jesteś jakiś zaborczy, bardzo chcesz (wbrew temu co mówisz, ale to widać między wierszami) wyautować ojca dziecka i samemu wejść w jego buty.

nie widać między wierszami, tylko napisałem o tym wprost.
równocześnie to, że bym wolał żeby tak było, nie oznacza że zamierzam do tego dążyć. to byłoby co najmniej nieetyczne i nieodpowiedzialne.

34

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

Stajesz w obronie człowieka, który ma gdzieś alimenty, który wdał się w romans oparty na kłamstwie, który zdradził swoją rodzinę, który przebywając z dzieckiem gapi się przez większość czasu w telefon, o którym dziecko przez 2 tygodnie wakacji nawet nie wspomni, bo więź jest nikła, o ile jakakolwiek.

To kim jest Twoja pani, skoro to wszystko jej pasowało, dopóki nie poznała Ciebie?

35

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

osobą która nie planowała kolejnych związków i jednocześnie słusznie uznała że ojciec, mężczyzna, jest ważny w życiu i rozwoju każdego dziecka.

i nie, nie pasowała jej ta sytuacja, wiele nocy przepłakała, że dziecku zgotowała takiego tatę.

36

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Przecież Ty tutaj na głaskanie przyszedłeś. Ktoś wydaje osąd niezgodny z Twoim - hola, hola, nie sądź mnie! A jak zgodny - no tak, masz rację, dzięki za zrozumienie.

I am Jack's complete lack of surprise.

37 Ostatnio edytowany przez Znerx (2018-08-10 00:55:29)

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.
radeusz napisał/a:

Chętnie przystał na zajmowanie się dzieckiem w jej domu zamiast odpowiedzialności finansowej.

Niech płaci i spada :drzwi: macenasik za dychę :cool:, a w tym czasie autor i jego obrotna Pani będą mogli, ze te dodatkowe środki, pojechać na last minute do Egiptu. :lol:

edit:
takie robi na mnie wrażenie to jojczenie autora. Wspomniał o alimentach w 4 (!) postach

38

Odp: Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Nie płaci alimentów, bo nikt tego od niego nie wymaga...

Chcecie kasy, to niech Twoja Pani ruszy pupę do sądu.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

Posty [ 1 do 38 z 108 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ja, ona, jej dziecko i biologiczny ojciec.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018