witam,ja miałam wczoraj egzamin,4 juz
dopiero wczoraj wyjechałam z placu,zrobiłam łuk na górce mi sie stoczyl a za drugim razem ruszyłam z piskiem...wyjechałam za osrodek i odrazu oblałam przepusciłam pare samochodów ostatni byl daleko a miałam ustąpic pierszenstwa,i ruszyłam i odrazu egzaminatorka zachamowala.Dodam ze trafiłam na super kobiete była tak wyciszona miła jeszcze mnie uspokajała,a rece mi sie tak trzesłi i serce zaczeło bic jak tylko wsiadłam ze nie potrafilam nad soba zapanowac,dziwie sie i tak ze z placu wyjechalam.Ogólnie to jestem załamana juz,mam dosc tych egzaminów ale poszlo juz tyle pieniedzy ze glupota bylo by sie teraz wycofac.Nerwy tak mnie zjadaja ze na glupotach oblewam,pierwszy raz to luk ale bylam nieprzygotowana ok! drugi raz zgasl mi silnik podczas ruszania na luku dwa razy i egzamin zostal przerwany,trzeci raz nie opuscilam recznego i zrobilam luk!!! powtarzajac zadanie nie domyslilam sie ze reczny jest nie opuszczony zrobilam to samo... tragedia,juz mówie ze takiego debila jak ja to chyba nie ma.Ja juz dwa dni przed egzaminem to chodze w nerwach caly czas mysle,sni mi sie caly czas egzamin budze sie mam w głowie egzamin,strasznie sie tym przejmuje a na egzaminie zjadaj mnie nerwy,wczoraj wzielam jednego proszka uspokajającego ale o godz 11 a egzamin mialam o 16.00,jak mi te nerwy nie przejda to nigdy nie zdam tego egzaminu.
Podobne tematy
Ja zdałam za czwartym razem.
W moim przypadku było tak, że egzaminator na pierwszym egzaminie (gdy byłam pewna że zdam), na mieście, które było zawalone śniegiem powiedział mi (wjeżdżaliśmy na wąski pas ruchu, z jednej strony pasa ciągła linia, z drugiej zaparkowane auta) że jak najadę na ciągłą, to koniec egzaminu... Nie najechałam, nacisnął hamulec i powiedział, że prawie wjechałam w auto zaparkowane przy chodniku... Po czym wyszedł z auta i spokojnie przeszedł między "elką", a tamtym samochodem, dodam, że był dosyć "szeroki" ten Pan... Chciałam się odwołać, ale wiem że mogłabym mieć większe problemy z tego tytułu...
Drugi egzamin - moja wina. Nie zatrzymałam się na STOP-ie.
Za trzecim razem egzaminator DWA RAZY NACISNĄŁ HAMULEC NA GÓRCE. No to już było przegięcie, zrobiłam awanturę. Poszłam do ojca kolegi - instruktora, który mi powiedział, że ten Pan jest znany z tego numeru... Nic nie zdziałam bo nie ma kamery która rejestrowałaby pedały ze strony pasażera...
No a za czwartym razem nie zrobiłam żadnego błędu, nikt mi też nie chciał zaszkodzić i zdałam oczywiście...
W pelni sie z Toba zgadzam Owocowa. A i gratuluje slicznego autka:)
Skupienie przede wszystkim! Masz rację. Fajnie jak wpoi to juz instruktor. Nie rozprasza, nie mowi caly czas jak masz jechac i co powinnas zrobic. Tylko daje konstruktywne uwagi, mało sie odzywa dlając poczucie, ze to Ty prowadzisz, powinnas byc skupiona i reagowac na wszystko. Jak slysze, ze instruktor caly czas mowi podczas lekcji, podpowiada jak jechac, do jakiego zblizamy sie skrzyzowania itp. to mnie krew zalewa. Przeciez to nie to chodzi w nauce. Skupienie i taka swiadomosc ze panujesz nad sytuacja - to podstawa moim zdaniem.
dziewczyny nie wiem gdzie mialam napisac moj problem ale chyba tu jest opowiedni temat otoz ja mam wielki problem z prawkiem robie go ponad 2 lata najpierw wyjezdzilam godziny mialam ich 18 potem przerwalam glupia bylam ale coz nastepnie wrocilam dojezdzilam godziny testy zdalam za 1 razem a pozniej zaczal sie problem usadzali mnie za glupstwa jestem bardzo nerwowa i to tez utrudnilo mi nauke i cala reszte troche jest w tym mojej winy wiem.... zdawalam tak chyba 8 razy nie mam juz sily potem mialam wyjazd za granice bylam tam 6 tyg i w tym czasie wyszly mi testy jestem na siebie strasznie zla i na ten chory system w niemczech tego nie ma tam nie mam takiej opcji zeby ktos nie zdal 4 razy a co dopiero tyle od tego czasu jestem juz 3 mies w polsce musze wykupic nastepne godziny i ustalic sobie testy jestem zalamana po tylu porazkach musze znow tam isc jest to dla mnie trudne nie mam zadnej motywacji nie mam ochoty spojzec na testy wiem ze musze bo jak odpuszcze bedzie mi ciezej wydalam juz tyle pieniedzy tam gdzie ja zdaje w koninie jest 30%zdawalnosci doradzcie moze mnie troche ktos zmotywuje rece mi opadaja......
tygrysico, a moze jest w poblizu Konina inan szkola jazdy?..
Kurde moze sprobuj zmienic instruktora, moze on zle na ciebie wplywa..
Ps.. Pocieszylas mnie tym zdaniem o De ![]()
Mam tu zamiar robic prawo jazdy .. heh oby sie sprawdzilo ![]()
Dzis mam egzamin o 15.00 juz od rana nie moge znalesc sobie miejsca ![]()
wykupiłam sobie jeszcze dzis dwie godziny jazd doszkalających przed egzaminem.Nie wiem czy to dobry pomysł tak z samochodu prosto na egzamin?! ciekawe czy dzis tez mnie stres zje...
137 2011-04-06 16:22:29 Ostatnio edytowany przez London69 (2011-04-06 16:22:45)
I jak Moniko? ![]()
wróciłam własnie,nie zdałam znowu to juz 5 raz był i uwaliłam na łuku,za kazdym razem uczy mnie kto inny teraz uczyłam sie na tylni pachołek i niestety najechalam dwa razy na linie,jestem zalamana juz!!!!!!
Hej witajcie,za Wszystkich tu zdających trzymam kciuki
Ja prawko mam juz od bodaj 5 lat,zdałam z 5 razem,na szczescie,bo ważnosc testów mi się kończyła,i też miałam ogromny stres,denerwowałam się,ale wiecie mi pomagała obecnosc brata,który jechał za mną samochodem,wiedząc że ze mną jest ktos bliski,mniej sie denerwowałam,a poza tym miałam chyba opiekę z góry od taty,który niestety nie żyje,i zrobiłam mu wtedy prezent,bo zdawalam 30 listopada w jego imieniny.
Powodzenia Wam życzę:):):)
Ola, najlepsi zdają za piątym razem ![]()
Moniko, nie przejmuj się i próbuj dalej bo najważniejsze to się nie poddawać!
ja idę w poniedziałek zdawać egzamin teoretyczny, juz drugi raz (za pierwszym zdałam, ale tak jak większość z nas w tym temacie strasznie znoszę egzamin praktyczny - to będzie moje 6 podejście, a ważność teorii już minęła). proszę trzymajcie za mnie kciuki ![]()
Hej;)
w sobote zdawałam pierwszy raz. Oblałam na łuku. nie wiem czy dokupywać godzin czy co... niby się nie stresowalam ale jak ruszyłam to noga mi zaczeła skakać na sprzęgle no i nie wyszło......
Powinnam się zapisywać na następny egzamin??
Motylek, jasne! Najważniejsze to się ne poddawać. Próbuj, próbuj i tak do skutku. Będzie dobrze. I nie myśl o tym, nie wyprzedzaj faktów, zero myślenia "a co będzie jak...". Po prostu tam idź, daj z siebie wszystko i nie nastawiaj się, że nie zdasz ani, że zdasz. Wiem, że to trudne, ale warto spróbować. ![]()
witam kobietki
jestem tu pierwszy raz i po przeczytaniu waszych postów jest mi dużo lepiej, jutro mam drugi egzamin i strasznie się denerwuję, nie wiem jak to opanować.
Jestem osobą strasznie się przejmującą a prawo jazdy to coś co chcę mieć, ale egzamin mnie paraliżuje, na nauce było ok a tu jakbym pierwszy raz wsiadła do samochodu
Egzamin to teatrzyk, TY jesteś aktorem, a instruktor widzem ![]()
Zdałam za 3 razem, w momencie wyrabiana blankietu kupiona już była wiadomo co - Honda i śmigam od dwóch lat jak stary wyjadacz.
Warto zdać, jazda to jedna z lepszych przyjemności w życiu ![]()
Zielony_Domek zgadzam się w 100%, jazda samochodem, to również i dla mnie jedna z lepszych przyjemności w życiu. ![]()
Dareczka koniecznie napisz jak było.
było super, ale nie zdałam,
ze szczęścia, że jestem już niedaleko ośrodka wyprzedziłam rowerzystę na przejeździe kolejowym- moja wina i straszna głupota- nie wiem dlaczego to zrobiłam, po prostu nie wiem... Jest mi strasznie przykro i mam ogromne wyrzuty sumienia
następny egzamin za dwa tygodnie
przede mną kolejne dwa tygodnie nerwówki i niedospanych nocy
ale jak to się mówi "do 3 razy sztuka"
pozdrawiam
Witajcie! Widzę, że nie tylko mnie stres paraliżuje... Niedawno skończyłam kurs, egzamin mam 28 kwietnia o 9:40 i straaasznie sie boje
U mnie problem polega na tym, że choc wiem ze umiem jeździc, instruktor jest tego samego zdania, to nawet przed jazdami sie denerwuje
dzis i w środe mam wykupione po 2 godziny dodatkowych jazd, bo chce pocwiczyc jeszcze luk i parkowanie, które umie zrobic tylko robie to za szybko
instruktor polecił mi Persen na uspokojenie i choc przed jazdami cały czas sie denerwuje, to jak wsiadam do auta, rusze i kawałek przejade to wszystko mija
Bardzo stresowałam sie na skrzyżowaniach, a przy persenie tak sie odstresowałam ze ostatnio nawet pierwszeństwo wymusiłam skręcajac w lewo w boczna uliczkę
ale wiedziałam ze zdąże
Dzis zaczynam o 13, stres jest niemozliwy, persen wziełam i czekam jak na wyrok... Nie widze siebie na egzaminie skoro nawet teraz tak sie denerwuje... Trzymajcie kciuki, przydadza mi się!
Prawko zdałam za piątym razem. Stres był sraszny. Najgorzy błąd jaki popełniałam to brak jazdy tuż przed egzamnem. Na terminy czekałam ok 1,5 miesiąca i przez ten czas wcale nie siedziałam w aucie. Jesli macie taką mozliwość to wsiadajcie do auta przed egzaminem, bo później robi się głupie błędy.Trzymam za zdających kciuki...
Pamiętam doskonale dzień egzaminu, trzeciego i ostatniego, bo ten zdałam.
Przed egzaminem miałam jeszcze z 2h jazdy, szło mi jak nigdy wcześniej źle, zatem morale miałam na bardzo niskim poziomie jak dojechałam do WORD-a.
Miałam mieć egzamin o 20, byłam tam o 19, wsiadłam do L o 21. Także było mi już wszystko jedno.
W czasie oczekiwania zdała jedna osoba.
O dziwo, plac bez problemu, pojechałam na miasto.
Na pewno miało znaczenie to, że był to I dzień ferii zimowych, mało aut, brak śniegu, w pewnym momencie na pewno by mnie oblał bo nie ustąpiłam pierwszeństwa, ale nic nie jechało ![]()
Próbowałam zagadywać starszego jegomościa, ale topornie szło, miałam parkowanie równoległe, którego nie znoszę i ćwiczyłam kilka razy! Poprawiłam, bo pierwszy raz nie wyszło, zaraz potem zawracanie na trzy - to akurat proste.
Jeździłam, jeździłam, nawet kot czarny przebiegł nam drogę, zaraz jak miałam wjechać na rondo zgasło mi auto. Ale odwalałam numery typu, zwalnianie jak było choćby minimalne ograniczenie prędkości. Taki teatrzyk ![]()
Ale dojechaliśmy do WORD-u, koleżanka, która na mnie czekała odczyniła taniec radości, ale ja siedziałam jeszcze w aucie czekałam na wyrok.
Zaparkowałam jak łajza pod WORD-em, ale już mi było wszystko jedno.
A on do mnie: "Pani Magdo, czy chce Pani zostać taksówkarzem?" Ja: "Nie wiem:)". A on: "Bo strasznie ostro Pani jeździ, ale poprawnie i pewnie". Pytam: "Jak brzmi wyrok?", a on: "Szerokiej drogi".
Myślałam, że oszaleję ze szczęścia ![]()
Ja zdałem za 5 razem
Taka średnia chyba ![]()
Pierwszy egzamin - Zupełnie wyluzowany, ale jak wsiadłem do auta, to noga mi tak skakała, że na rękawie mi silnik zgasł
Ale nic, druga próba, zatrzymałem się w taki sposób, że tylny zderzak wystawał mi na 1cm na linię kopety... Oczywiście nie było zmiłuj
Wściekły byłem jak diabli ![]()
Drugi egzamin - Ten sam pan egzaminator jakimś cudem, ale jazda szła wybornie, wracałem już do WORD, gdy zamiast zatrzymać sie na STOP zwolniłem do 5km/h i pojechałem - koniec... Wściekły na siebie ![]()
Trzeci - Egzaminator wredny, zabrał mnie na jedno z najgorszych skrzyżowań w Łodzi, 25 min jazdy od ośrodka... 5 pasowe skrzyżowanie z tramwajami w 3 kierunkach, skręcamy w lewo, następnie po niecałych 100m w prawo... Oczywiście łatwo było wmówić wymuszenie pierwszeństwa przy zmianie pasa ![]()
Czwarty - Po ponad 2 tygodniach bez siedzenia za kółkiem, tak sie odzwyczaiłem, że znów na rękawie oblałem ![]()
Piąty - Tu się nie dałem, kupiłem sobie godzinkę przed egzaminem, egzaminator świetny pan
Już na początku wiedziałem, że będzie OK, bo jak chciałem sprawdzać drzwi, to on do mnie " Panie, wsiadaj pan i jedź, a nie mi tu drzwi sprawdzasz, pozamykane wszystko! Jeszcze mi pan zatrąb najlepiej... " Od razu humor mi się poprawił
Dobre wrażenie się utrzymało, gadałem z nim spokojnie przez całą drogę, jeździłem jakieś 30 minut po łatwych drogach i cały czas mi mówił, że jadę bardzo dobrze, oby tak dalej
Było naprawdę miło, na "do widzenia" dał mi parę wskazówek odnośnie kosmetycznych błędów jakie popełniłem, ale dodał bym się nie stresował, bo to kwestia obycia z samochodem
Życzył szerokiej drogi, bezpiecznej jazdy i wesołych świąt, bo w Wielki Piątek zdałem
Teraz tylko oczekiwanie na dokumenty ![]()
Przeczytaj ten cytat, który znajdziesz pod linijką. Wierzę, że Ci pomoże. Wyobraź sobie egzamin na prawo jazdy ze wszystkimi submodalnościami
Ja tak zdałam egzamin poprawkowy z matematyki w ostatnią środę.
153 2011-04-24 16:39:10 Ostatnio edytowany przez London69 (2011-04-24 16:39:32)
Coś dużo tych 5.
Też zdałam za piątym, jak już wcześniej wspominałam.
Pierwszy oblałam na mieście, L-ka zmyliła mnie kierunkowskazem i wyszło, że wymusiłam.
Drugi oblałam na placu, w zimę, dużo śniegu, a łuk tylko odśnieżali co sprawiało, że przygładzony śnieg pod wpływem temperatury zamarzał i była dosłownie szklanka. Zarzuciło mnie i uderzyłam w pachołek.
Trzeci raz oblałam na parkowaniu. Czwarty jeździłam 40 minut i wymusiłam, chyba z wrażenie, pierwszeństwo- chciałam jak najszybciej być pod ośrodkiem.
A piąty ostatni poszłam na totalnym luzie, zdam to nie zdam, trudno. No i zdałam. ![]()
hej!
ja też mam jutro egzamin- 3 już
narazie o tym nie myślę, ale jakoś nie jestem optymistycznie nastawiona
trzymajcie za mnie kciuki
hej!
ja też mam jutro egzamin- 3 już
narazie o tym nie myślę, ale jakoś nie jestem optymistycznie nastawiona
trzymajcie za mnie kciuki
Hej ![]()
I jak Ci poszło?
Ja zdałam za 3 razem i stres był ogromny.Za pierwszym razem oblałam na parkowaniu, za drugim na stopie. A jak dziewczyny wam się jeździ już swoim autem? Ja dziś jechałam pierwszy raz, z mamą bo sama się bałam wyjechać na miasto.Mam mieszane uczucia bo się nasłuchałam ze jeżdżę za wolno, że biegów nie zmieniam, że to że tamto...ale przecież nie jeździłam już miesiąc czasu bo egzamin miałam miesiąc temu no i całe moje doświadczenia to godziny wyjeżdżone na kursie więc czego się spodziewać....nie wiem, ale się trochę zdołowałam, wiadomo że nie będę jeździć od razu jak rajdowiec ale boję się że się po prostu nie nadaję do tego
Jak było u was już po zdaniu prawka?
ale boję się że się po prostu nie nadaję do tego
Nic się nie bój, tak naprawdę człowiek dopiero uczy się jeździć na własnym samochodzie.
Ja też zdałam za 5 razem;) U mnie pomogły zmiany przepisów, bo pierwsze 4 razy oblałam na placu jak jeszcze były garaże i parkowania ukośne. Jak w końcu wyjechałam na miasto za piątym razem to wiedziałam, że zdam:)
Na początku jeździłam dużo z tatą (zawodowy kierowca, przeważnie autobusu) to czasami tylko kątem oka widziałam jak zagryza zęby ze złości. Czasami też mu się zdarzały niemiłe komentarze, ale nie od razu Kraków zbudowano:)
Mi dużo pomagało, jak już zdałam prawko obserwowanie stylu jazdy innych.
Drugą przeprawę miałam jak z ówczesnym narzeczonym po dość dłuższym nie używaniu auta, uczyłam się jeździć po Anglii z kierownicą po prawej stronie:) A, że nerwus był straszny to się czasami i nieprzyjemnych rzeczy nasłuchałam. A później to się chwalił przed kolegami jak mnie dobrze wyszkolił.
Dziś, po trzech latach śmigam jak szalona obojętnie jakim autkiem.
Podsumowując, nie zrażaj się Karolinko, kwestia wprawy:)
karolina_karolina napisał/a:ale boję się że się po prostu nie nadaję do tego
Nic się nie bój, tak naprawdę człowiek dopiero uczy się jeździć na własnym samochodzie.
Ja też zdałam za 5 razem;) U mnie pomogły zmiany przepisów, bo pierwsze 4 razy oblałam na placu jak jeszcze były garaże i parkowania ukośne. Jak w końcu wyjechałam na miasto za piątym razem to wiedziałam, że zdam:)Na początku jeździłam dużo z tatą (zawodowy kierowca, przeważnie autobusu) to czasami tylko kątem oka widziałam jak zagryza zęby ze złości. Czasami też mu się zdarzały niemiłe komentarze, ale nie od razu Kraków zbudowano:)
Mi dużo pomagało, jak już zdałam prawko obserwowanie stylu jazdy innych.Drugą przeprawę miałam jak z ówczesnym narzeczonym po dość dłuższym nie używaniu auta, uczyłam się jeździć po Anglii z kierownicą po prawej stronie:) A, że nerwus był straszny to się czasami i nieprzyjemnych rzeczy nasłuchałam. A później to się chwalił przed kolegami jak mnie dobrze wyszkolił.
Dziś, po trzech latach śmigam jak szalona obojętnie jakim autkiem.Podsumowując, nie zrażaj się Karolinko, kwestia wprawy:)
dzięki, pocieszyłaś mnie
Dziś mam zamiar jechać na zakupy, majówka się zaczęła to liczę że dużo miejsca będzie na parkingu żeby zaparkować i mniejszy ruch na drodze. Dobrze, że sklepy mam blisko więc na początek takie krótkie trasy chyba będą dobre ![]()
I jak idzie kobitki?;) Dawno tutaj nie zaglądałam.
To prawda, kurs to tylko podstawy. Tak naprawdę uczymy się jeździć na własnej skórze. Choć mi się to ostatnio i rzadko zdarza. Mam nadzieje, że tego się nie zapomina jak jazdy na rowerze;) Pozdrawiam
No niestety wychodzi się z wprawy. Wczoraj doświadczyłam tego na własnej skórze. Co innego jak jeździsz 5 lat i nie pojeździsz przez parę miesięcy, to nic się nie stanie. Ale jak ledwo zdało się kurs i się nie jeździ to nie jest za dobrze. Wczoraj moja kumpela odwoziła mnie ze szpitala moim samochodem. Było mi wszystko jedno, bo bardzo mnie bolało i chciałam się jak najszybciej położyć, ale jakbym była w pełni zdrowa, to bym szału dostała. Zachowywała się jakby była na trzeciej jeździe na kursie... Moje maleństwo tak dostało w tyłek, ale najważniejsze, ze dojechałyśmy całe i zdrowe do domu.
No niestety wychodzi się z wprawy. Wczoraj doświadczyłam tego na własnej skórze. Co innego jak jeździsz 5 lat i nie pojeździsz przez parę miesięcy, to nic się nie stanie. Ale jak ledwo zdało się kurs i się nie jeździ to nie jest za dobrze. Wczoraj moja kumpela odwoziła mnie ze szpitala moim samochodem. Było mi wszystko jedno, bo bardzo mnie bolało i chciałam się jak najszybciej położyć, ale jakbym była w pełni zdrowa, to bym szału dostała. Zachowywała się jakby była na trzeciej jeździe na kursie... Moje maleństwo tak dostało w tyłek, ale najważniejsze, ze dojechałyśmy całe i zdrowe do domu.
A to prawda, jak zdałam to miesiąc nie jeździłam i jak wsiadłam po miesiącu to już trochę pozapominałam
ale staram się jeździć żeby było dobrze ![]()
Nigdy nie należy się poddawać i próbować do skutku zdać egzamin na prawo jazdy. Ja też podchodziłem kilkanaście razy ale w końcu się udało i teraz cieszę się możliwością jazdy samochodem. Było warto się pomęczyć i w końcu zdać prawo jazdy.
Również uważam, że nie należy się poddawać. Jeśli zainwestowało się już tyle pieniędzy, czasu i nerwów, to powinno zdawać się do sutku, aż się uda.
Całe szczęście mi to przyszło łatwo za co Bogu dziękuję.
163 2011-05-05 10:44:40 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-07-01 10:40:29)
No, ja tez dluuuga droge przeszlam. Kilka lat w sumie wyszlo, ale jak sie zawzięłam na koniec, to nie było, że boli:) Najgorzej, jak sie trafi na jakąś felerną szkołę. Ja tak miałam, najpeierw jedna, druga i no i trafiłam wreszcie na spam i jakoś się udało. Ukończyłam kurs, zdałam wewnętrzny praktyczny, w ten w WORDzie to byla tylko formalnosc;) Ale sama nie wierze, ze dalam rade. Ze dopielam swego. Czasami zagladam do portfela i sama nie moge się nadziwic, ze mam to prawko;)
164 2011-05-05 15:06:35 Ostatnio edytowany przez agnada (2011-05-05 15:07:56)
Ja dołączam do Was. We wtorek mam trzeci egzamin na prawo jazdy i powiem Wam, że już jakoś się tak nie stresuje. Przynajmniej na razie:)Na poprzednie egzaminy mąż mnie woził i czekał na mnie i to był jakby podwójny stres. Teraz jadę sama, bo mąż ma popołudniówkę. Z drugiej strony tak ostatnio po niezdanym egzaminie miałam dola i wtedy mi maż powiedział co się przejmujesz przecież to, że nie zdałaś to nic się nie stało, to nie koniec świata. Zdasz kolejnym razem. Dużo zależy od szczęścia. Umiejętności też trzeba mieć no i radzić sobie ze stresem.
Opanowanie na egzaminie jest najważniejszym. Trzeba utrwalić sobie kto i gdzie ma pierwszeństwo, być czujnym, patrzeć na znaki i koncentrować się na każdym zadaniu wyznaczonym przez egzaminatora. ![]()
166 2011-05-11 15:06:53 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-05-11 15:43:12)
SPAM
haha jasne
i w kopercie otrzymam kawalki gazety
czytalam w internecie o takich oszustwach ![]()
Lepiej pomeczyc sie i miec legalnie to prawko ![]()
Nie wiem o co konkretnie chodzi, ale oczywiste jest, że jest najlepiej mieć legalne prawo jazdy. Sama nauka na kursie bardzo dużo daje, jazda po mieście dla początkujących nie jest łatwa i lepiej uczyć się jej pod okiem wykwalifikowanego instruktora.
Cupra no pewnie, ze tak, jakis czas temu slyszalam o tym, a raczej czytalam w internecie..
To takie nielegalne zdobycie prawa jazdy, juz samo to jak pisze kolega wyzej.. zdobycie go.. jest takie proste,
a potem wypadkow pelno, bo ktos nie mial teorii, praktyki nie zdobyl i jedzie na droge.. nie wiedzac gdzie hamulec a gaz ![]()
A zreszta slyszalam ze w kopercie przychodza gazety ![]()
Dokładnie, nie ma co kombinować a podejść do sprawy poważnie, bo jazda samochodem niesie za sobą dużą odpowiedzialność za każdy błąd popełniony na drodze. Poza tym po zdaniu egzaminu ma się potrójną satysfakcję, że się go zdało, że ma się to za sobą i że zdało się go w pełni legalnie i uczciwie.
Ja czasem mam wrażenie, że niektórzy kierowcy dali w łapę, dlatego mają prawko. Jak patrze jak jeżdżą, nie wiedzą nawet gdzie mają pierwszeństwo, gdzie muszę ustąpić, to mnie krew zalewa...
Bardzo mocno mam wielki stres gdy podchodzę do egzaminu na prawo jazdy. miałam już 3 podejścia i za każdym razem oblałam na łuku.Trzęsą mi się ręce i nogi,nie potrafię nad tym zapanować. zawsze dzień przed egzaminem jadę sobie na plac poćwiczyć, i jest super,jestem wtedy pewna że zdam bo przecież umiem. Na egzaminie porażka. Boję się brać leki na uspokojenie, mają różny wpływ. Proszę doradżcie mi jak mam z tym dać sobie radę. Pozdrawiam
Witaj!
Istnieje sporo technik radzenia sobie ze stresem, niestety nie ma uniwersalnej recepty dla każdego, musimy sami wybadać co dokładnie nas stresuje w danej sytuacji i jak temu zaradzić. Polecam Ci bardzo bogaty w takie techniki kurs Pokonaj-Stres.pl. Znajdziesz tam super proste sposoby zarówno na stres chwilowy jak i ten długotrwały (z którym ja miałem problemy przez kilka lat studiów).
Sukcesów!
Krzysztof.
173 2011-05-24 22:53:52 Ostatnio edytowany przez sloneczko231 (2011-05-24 22:56:18)
Ja dziś nie zdałam dziewiąty raz. Jestem załamana. Mam dość. Tyle pieniędzy. Można powiedzieć, że robię drugi kurs, bo po każdym niezdanym egzaminie biorę jazdę. Próbowałam i bez jazdy, ale i tak to nic nie zmieniło. Co najlepsze wyjechałam już wiele razy z placu na miasto, a teraz ostatnie dwa razy znów oblałam na placu na łuku. Już nie wiem, co mam robić. Najchętniej to bym zrezygnowała, bo już nie wierzę, że kiedykolwiek zdam.:(
Broń Boże nie rezygnuj. Zmarnowałabyś tym sposobem swój poświęcony czas, pieniądze i nerwy. Nie poddawaj się. Walcz do upadłego. Na czym najczęściej oblewasz? Co jest tego powodem?
To było różnie. Nie zdałam 5 razy na łuku, raz na górce, na razy na parkowaniu równoległym tyłem i raz na trzypasmówce. Na trzypasmówce to właściwie oblałam, bo miałam okropnego egzaminatora. Jeździłam pół godziny po samym mieście, a egzaminator czepiał się, że za wolno jadę i ile to ja paliwa spaliła, a ja zmieniłam pas na środkowy, aby zawrócić i chciałam na lewy, ale pas lewy był zajęty, a ja się zbliżałam do pasów i sygnalizacji, więc jechałam na dwójce, bo potem linia ciągła i wiadomo. 2 razy dobrze zawróciłam za 3 zajechałam drogę innemu pojazdowi i po egzaminie. A tak było blisko.I od tego momentu 2 razy nie zdałam na łuku. Podejrzewam, że stres robi wiele. Dziś to już wysiadłam Nie wiem, co dalej zrobię, ale dzięki.
Ja już się wstydzę tego, że już tyle razy nie zdałam. A może jestem jakimś głąbem. Na jazdach z instruktorem jest ok. Wyjątkowo dobrze było ostatnio. W życiu bym nie pomyślała, że nie zdam na placu.
177 2011-05-25 08:18:52 Ostatnio edytowany przez krzysztofkepinski (2011-05-25 08:20:49)
Ja już się wstydzę tego, że już tyle razy nie zdałam. A może jestem jakimś głąbem. Na jazdach z instruktorem jest ok. Wyjątkowo dobrze było ostatnio. W życiu bym nie pomyślała, że nie zdam na placu.
Nie przejmuj się! Moja znajoma podchodziła 13 razy
(i nie zdała)
Zastanów się co dokładnie powoduje w Tobie stres. Mówisz, że na jeździe próbnej nie masz problemów, więc problem nie tkwi w Twojej wiedzy, czy umiejętnościach. Problem tkwi głębiej. Przypomnij sobie dokładnie chwile, kiedy zaczynałaś odczuwać zdenerwowanie, przypomnij sobie okoliczności. Może egzaminator coś powiedział, może coś innego się wydarzyło. Musisz określić co dokładnie - jakie zdarzenia, słowa, itp. Powodują w Tobie taką a nie inną reakcję.
To jest pierwszy krok. Jak już o tym napiszesz, powiem Ci co dalej.
Sukcesów!
Krzysztof.
Nie rezygnuj słoneczko, to najgorsze wyjście z możliwych. Chcesz żeby tyle kasy poszło się...? Nie poddawaj się... Ja jak oblałam za 3 razem to już nie miałam siły na to, więc domyślam się co Ty czujesz po którymś z kolei. Ale nie poddawaj się, uwierz mi. Warto próbować! W końcu się uda.
Miałam podobny problem, zdawałam w sumie cztery razy, po każdym oblaniu średnio pół roku przerwy na "zebranie się". Na jedną próbę pojechałam aż do mniejszego miasta, bo myślałam, że może tam mi się uda zdać.
Najbardziej mnie denerwowały uwagi ze strony rodziny, znajomych typu: no to zdałaś już ten egzamin, jeździsz, kiedy się zapiszesz? W końcu postanowiłam zakończyć temat mówiąc wszystkim, że na razie odpuszczam temat i jak się namyślę to dam wszystkim znać. Miałam spokój, zapisałam się na dodatkowe lekcje, ustaliłam termin, denerwowałam się jak cholera, dzień wcześniej bardzo źle mi szło na lekcji jazdy. I to być może mi pomogło, bo stwierdziłam, że najwyżej się nie uda, a w tym przypadku przynajmniej nie będzie tych męczących pytań (naprawdę mnie dołowały).
Na egzamin poszłam jednak i tak zestresowana, na placu było najgorzej, nogi mi się tak trzęsły. Myślałam, że nawet z placu nie wyjadę (jak już 2 razy było). W dodatku egzaminator sprawiał wrażenie bardzo ostrego i ciętego. Udało się jakoś wyjechać z placu a potem, w miarę jazdy było coraz lepiej, pamiętałam uwagi na lekcjach, na co zwracać uwagę i żeby nie popełnić najgorszych błędów kończących natychmiast egzamin. Nie było idealnie, poprawiałam parkowanie, obtrąbili mnie, że ślamazarnie ruszyłam na zielonym. Na koniec egzaminator powiedział tylko, że nie mogę się tak bać, bo jak będę jeździć.
W domu wszystkich zaskoczyłam, zwłaszcza tym, że nic nie powiedziałam
.
Nie namawiam Cię do ukrywania egzaminu, ale chcę zasugerować, że warto zdiagnozować a potem wyeliminować czynnik stresogenny, oczywiście jeśli to możliwe. Zawsze to mniejsze obciążenie psychiczne
.
No i absolutnie nie wolno myśleć, że się jest pewnie kimś gorszym, skoro inni zdają a ja nie.
Ja ostatnim razem o egzaminie powiedziałam tylko mamie. Nie czułam presji, nikt mnie o nic nie pytał no i zdałam. ![]()
dzisiaj zdałam za 4 razem, już tak byłam zestresowana ostatnimi egzaminami, że o tym egzaminie w ogóle nie myślałam. Stres był, ale dałam radę. Trzymam kciuki za wszystkich zdających:) i oby się udało. Pozdrawiam
No najlepiej nie myslec o tym, ze to egzamin.
Najgorzej jest jak juz jezdzisz. Mija pol godziny i nawet jak strasz sie nie myslec, to pojawia Ci sie w glowie lampka pt. tak długo jezdze, moze zdam:-)
No i wtedy najczesciej sie oblewa - hahahha.
sloneczko231 napisał/a:Ja już się wstydzę tego, że już tyle razy nie zdałam. A może jestem jakimś głąbem. Na jazdach z instruktorem jest ok. Wyjątkowo dobrze było ostatnio. W życiu bym nie pomyślała, że nie zdam na placu.
Nie przejmuj się! Moja znajoma podchodziła 13 razy
(i nie zdała)
Zastanów się co dokładnie powoduje w Tobie stres. Mówisz, że na jeździe próbnej nie masz problemów, więc problem nie tkwi w Twojej wiedzy, czy umiejętnościach. Problem tkwi głębiej. Przypomnij sobie dokładnie chwile, kiedy zaczynałaś odczuwać zdenerwowanie, przypomnij sobie okoliczności. Może egzaminator coś powiedział, może coś innego się wydarzyło. Musisz określić co dokładnie - jakie zdarzenia, słowa, itp. Powodują w Tobie taką a nie inną reakcję.
Przy takiej ilości, to każde kolejne podejście to jeszcze większy strach i już podświadome oczekiwanie porażki.
Jeśli to "tylko" stres, to samodzielne poradzenie sobie z nim może być w tym momencie trudne - lepiej postawić na specjalistę (terapeutę, psychologa).
A edukacja w zakresie radzenia sobie ze stresem powinna być standardem w nauce jazdy
(i to wcześniej niż przed egzaminem!)
Powodzenia zdającym!
Jak tak to czytam, to przypomina mi się moja przygoda ze zdawaniem...
Egzamin zdałam za 5 razem, całość kursu+egzaminy zajęła mi około 1,5 roku. To naprawdę chore, jak między 1 a 2 egzaminem musiałam czekać po 1,5 miesiąca.
Powiem szczerze, nie jestem jakimś rewelacyjnym kierowcą. Mam prawko około 2 lat, a i tak nie czuję się pewnie za kierownicą. Mocno zniechęciłam się do jazdy przez swojego instruktora, który był naprawdę beznadziejny, moim błędem było to, że zmieniłam go może zbyt późno. Dobijające jest kiedy ciągle słyszysz, że wszystko robisz źle, że się nigdy nie nauczysz, że by wypadało cię zlać po dupsku za takie jeżdżenie. Mój drugi instruktor był już o wiele lepszy i widać było, że zależy mu, aby jego kursanci zdali.
Jeśli chodzi o same egzaminy no to stres miałam największy w tej poczekalni, jak już jechałam to było lepiej. Pamiętam, jak dokupiłam 3 godziny jazdy przed swoim 5 egzaminem, instruktor powiedział mi na końcu, że całkiem dobrze mi idzie, i to nie tak podbudowało, pomyślałam sobie że może się w końcu uda i zdałam. Mówię wam, to uczucie kiedy egzaminator mówi że zdane do dziś je pamiętam, jakbym skrzydeł dostała. Mój ojciec też taki szczęśliwy, bo na pewno też to wszystko przeżywał jak zdawałam. W każdym razie nie warto rezygnować, ja miałam też takie chęci by to w cholerę rzucić, ale szkoda tych pieniędzy i czasu w to włożonego. Wszystkim zdającym powodzenia:)
Czytam tak Wasze posty, i zastanawiam się czy faktycznie będę w stanie zwalczyć stres przed egzaminem. Ja jestem mało odporna na stresujące sytuacje. Wtedy wzrasta mi ciśnienie, serce mało nie wyskakuje, nogi z waty... Beznadzieja.. Nie potrafie sobie z tym poradzić.
Egzamin na prawko będe miała zapewne jeszcze w czerwu, bo już praktycznie skończyłam kurs. Z jednej strony wiem że radzę sobie nieźle, ale z drugiej strony jak już wiem, że noga na sprzęgle będzie mi sie telepać, to mnie krew zalewa. Będe musiała wypróbować pewnie Persen, magnez i melise.. Bo inaczej spieprze na bank ;/
Dodatkowo (pewnie weźmienie mnie za idiotke) strasznie obawiam się testów. Może nie jest to aż tak trudne, ale nieraz są takie głupie pytania, że można na nich polec. I pewnie to wstyd nie zdać testów za pierwszym razem.. ;/
I zastanawiam się też, czy informować najbliższych o tym że idę w ten czy inny dzień na egzamin. Bo będzie chyba wtedy większa presja, no i o ile nie zdam, to bede musiała tłumaczyć i wstydzić sie za siebie jaki durny błąd zrobiłam..
"czy informować najbliższych...":
Ogólna zasada: mów tym, na których wsparcie emocjonalne możesz liczyć, którzy będą ci "towarzyszyć" mentalnie i emocjonalnie w egzaminie. Nie mów tym, o których myślisz, że będziesz musiała się "tłumaczyć" ze swoich błędów.
Wszyscy popełniają błędy (oprócz tych, którzy nic nie robią).
Błędy są po to, abyśmy mogli się uczyć, poznawać swoje możliwości, osiągać cele - to tak ogólnie... W pewnym momencie może się okazać, że sam cel nie jest aż tak ważny jak droga, która do niego prowadzi...
Odnośnie testów, to pytania są ogólnie dostępne, są portale, które ułatwiają ich naukę i zrozumienie...
- dziwne byłoby nie skorzystanie z tych pomocy.
A odnośnie stresu, to na dłuższą metę opłaca się praca z własną świadomością... inwestycja procentuje przez całe życie ![]()
187 2011-07-24 13:05:05 Ostatnio edytowany przez izula (2011-07-24 13:09:20)
Mnie tak samo stres paraliżuje na egzaminie, raz udało mi sie opanowac go i nawet nie wiem jak ja to zrobiłam, ale pomimo że egzaminator mi pozaznaczał wszytko pozytywnie, to i tak na koniec mnie oblał, na głupim parkowaniu prostopadłym, a nawet nie pozwolił mi zrobic korekty:( jak cofałam to w połowie wdepnął mi w hamulce, że nie wyrobię, a przecież miałam drugie podejscie...:/ poprostu wysiadł z auta i podszedł do mojej stronyi każe mi wysiadac, wtedy musiałam z nim sie sprzeczac, że ja musze zrobic tą korketę, bo ja wysiąde ale on nie wsiądzie, po paru minutach zgodził się, ale zasygnalizował z góry że i tak egzamin nie zdany...byłam taka zła, tak dobrze mi szło w tym dniu, ale chciał owalic to owalił:( Po tym egzaminie mam większy stres, i nie umiem sobie z tym poradzic...:( z instruktorem jest normalnie, a z egzaminatorem to masakra, może dlatego że ostatni raz dwa razy pod rząd wtrafił mi się nie miły egzaminator, nic mi w sumie nie zrobił, ale ta swoją gadką mnie zniechęcił, wredne odzywki i nie lubie go i jak mi sie wtrafi 3 raz on, to nie wsiądę do auta:( a dużo jest w tym prawdy że stres też zależy w dużej mierze od egzaminatora...ale jak już bedzie sie miało do czynienia z takim syfkiem, to jak ten stres pokonac, i jeździc tak jak się jeździ z instruktorem....???:(
Wy piszecie o stresie przed egzaminem, a ja już odczuwam stres przed wejściem do samochodu:(
Jestem dopiero na samym początku, ale chyba nie tak to powinno iść...
Hej. Ja to się boje mojego instruktora. Cały czas się na mnie wydziera. Nie dam rady przy nim jeździć. Powiedział mi że mi kartki nie podpisze że mam sobie godziny dokupić. I że jeszcze wiele godzin przede mną. Niestety nie mam kasy żeby dokupić te godziny więc nie wiem jak to będzie. Ostatnio mi powiedział że nie dorosłam do jeżdżenia. Że jestem nienormalna i że powinnam do szpitala trafić za taką jazdę xd.:)(on jest strasznie miły xd). On mnie tak stresuje że ja nie dam rady w ogóle jeździć. Czy ja jestem taka głupia? Wam czasem nie gaśnie samochód? Albo czy za każdym razem udaje wam się łuk? Albo wszystko wiecie jak jedziecie? Chciałam jeździć a teraz to już mam dość.
Hej. Ja to się boje mojego instruktora. Cały czas się na mnie wydziera. Nie dam rady przy nim jeździć. Powiedział mi że mi kartki nie podpisze że mam sobie godziny dokupić. I że jeszcze wiele godzin przede mną. Niestety nie mam kasy żeby dokupić te godziny więc nie wiem jak to będzie. Ostatnio mi powiedział że nie dorosłam do jeżdżenia. Że jestem nienormalna i że powinnam do szpitala trafić za taką jazdę xd.:)(on jest strasznie miły xd). On mnie tak stresuje że ja nie dam rady w ogóle jeździć. Czy ja jestem taka głupia? Wam czasem nie gaśnie samochód? Albo czy za każdym razem udaje wam się łuk? Albo wszystko wiecie jak jedziecie? Chciałam jeździć a teraz to już mam dość.
Ręce opadają
(
instruktor z problemami emocjonalnymi nie powinien uczyć, zwłaszcza wtedy, gdy przelewa swoje problemy na ucznia! Zamiast przyjemności z jazdy zafundował ci traume w samochodzie ![]()
Nie ważne ile razy gaśnie ci samochód i jakie błędy popełniasz!
Po to przyszłaś na kurs, żeby nauczyć się jeździć - gdybyś nie popełniała błędów już miałabyś prawko - a instruktor jest od tego, żeby Cię nauczyć. To jego praca, za którą płacisz, a z Twoich słów wynika jeszcze, że Cię obraża i poniża.
Taki (pseudo)nauczyciel to porażka dla autoszkoły.
Ja nagrałbym przebieg jazdy, potem dałbym posłuchać nagrania komuś patrzącemu obiektywnie (istnieje też pewne prawdopodobieństwo, że jesteś osobą nadwrażliwą i mocniej reagujesz na bodźce) i poszedłbym z tym do właściciela autoszkoły i powiedziałbym co myślę o takiej nauce. Masz teraz wyjeżdżone godziny, umiejętności do doszlifowania, ale najgorsze w tym jest to, że gratis dostałaś "stresa przed samą jazdą" i chyba zaczęłaś wątpić w siebie i swoje możliwości...
smutek i żal...
1992bumbum napisał/a:Hej. Ja to się boje mojego instruktora. Cały czas się na mnie wydziera. Nie dam rady przy nim jeździć. Powiedział mi że mi kartki nie podpisze że mam sobie godziny dokupić. I że jeszcze wiele godzin przede mną. Niestety nie mam kasy żeby dokupić te godziny więc nie wiem jak to będzie. Ostatnio mi powiedział że nie dorosłam do jeżdżenia. Że jestem nienormalna i że powinnam do szpitala trafić za taką jazdę xd.:)(on jest strasznie miły xd). On mnie tak stresuje że ja nie dam rady w ogóle jeździć. Czy ja jestem taka głupia? Wam czasem nie gaśnie samochód? Albo czy za każdym razem udaje wam się łuk? Albo wszystko wiecie jak jedziecie? Chciałam jeździć a teraz to już mam dość.
Ręce opadają
(
instruktor z problemami emocjonalnymi nie powinien uczyć, zwłaszcza wtedy, gdy przelewa swoje problemy na ucznia! Zamiast przyjemności z jazdy zafundował ci traume w samochodzieNie ważne ile razy gaśnie ci samochód i jakie błędy popełniasz!
Po to przyszłaś na kurs, żeby nauczyć się jeździć - gdybyś nie popełniała błędów już miałabyś prawko - a instruktor jest od tego, żeby Cię nauczyć. To jego praca, za którą płacisz, a z Twoich słów wynika jeszcze, że Cię obraża i poniża.Taki (pseudo)nauczyciel to porażka dla autoszkoły.
Ja nagrałbym przebieg jazdy, potem dałbym posłuchać nagrania komuś patrzącemu obiektywnie (istnieje też pewne prawdopodobieństwo, że jesteś osobą nadwrażliwą i mocniej reagujesz na bodźce) i poszedłbym z tym do właściciela autoszkoły i powiedziałbym co myślę o takiej nauce. Masz teraz wyjeżdżone godziny, umiejętności do doszlifowania, ale najgorsze w tym jest to, że gratis dostałaś "stresa przed samą jazdą" i chyba zaczęłaś wątpić w siebie i swoje możliwości...smutek i żal...
Niestety on jest właścicielem;/. Tak to bym go dawno zmieniła.Przy nim nic sie nie nauczyłam. Nie jestem aż tak nadwrażliwa. Ale jak ktoś sie na mnie tak wydziera to ja sie po prostu nie mogę skupić i robię wszystko źle. On mi za drugim razem jak wsiadłam do samochodu mówił że jeździć nie umiem. Wkurza mnie też to że maca mnie po nogach i mówi że mam mieć rozluźnione nogi;/. Kiedyś sie go spytałam co by sie stało jak bym mu samochód rozwaliła a on że by mnie zabił xd. Przez co boje sie w ogóle jeździć tym samochodem:P.
Niestety on jest właścicielem;/. Tak to bym go dawno zmieniła.Przy nim nic sie nie nauczyłam. Nie jestem aż tak nadwrażliwa. Ale jak ktoś sie na mnie tak wydziera to ja sie po prostu nie mogę skupić i robię wszystko źle. On mi za drugim razem jak wsiadłam do samochodu mówił że jeździć nie umiem. Wkurza mnie też to że maca mnie po nogach i mówi że mam mieć rozluźnione nogi;/. Kiedyś sie go spytałam co by sie stało jak bym mu samochód rozwaliła a on że by mnie zabił xd. Przez co boje sie w ogóle jeździć tym samochodem:P .
Jednoosobowa autoszkoła bez możliwości zmiany instruktora? ![]()
Nie jestem pewien, ale są chyba jakieś instytucje nadzorujące jakość kształcenia osk, może pigosk. pl ?
Nie będę komentował wydzierania się i macania.
Wiem, że cała sytuacja jest dla ciebie dołująca.
Możesz też pomyśleć co dobrego z niej wynieść...?
a dobre może być np. uświadomienie sobie, że dobrze jest być bardziej asertywną - szanować swoje prawa i stawiać granice tam, gdzie mają być. Prawdopodobnie jeszcze nie raz znajdziesz się w podobnej sytuacji, więc
kiedy ktoś na ciebie krzyczy (robi coś wbrew twojej woli) mówisz: "nie życzę sobie, żeby pan na mnie krzyczał", "proszę tego nie robić, źle się z tym czuję" etc. (asertywność!)
Ja i tak zrobiłbym doświadczenie z nagraniem jazdy.
Nagrałbym część lekcji z wydzieraniem, a potem powiedziałbym egzaminatorowi coś w stylu "muszę zmienić kasetę w dyktafonie, bo pana nagrywam - nikt nie chce mi uwierzyć, że pan tak się zachowuje..."
Dziwne, że taki nauczyciel funkcjonuje na rynku - należałoby przed nim ostrzegać!
sukcesów!
1992bumbum, fantastyczny początek Twojej przygody z samochodem:[
W Twojej sytuacji na pewno zmieniałabym instruktora, a jeśli nie ma takiej opcji - to porozmawiaj z rodzicami, powiedz jak negatywnie oddziałuje na Ciebie ta osoba, inaczej się zniechęcisz totalnie - może w ogóle będzie trzeba zmienić szkołę.
Cześć ![]()
Wiem co to znaczy oblać na łuku i podchodzić kilka razy do egzaminu ![]()
Dokładnie 6 sierpnia będzie jak już dwa lata mam prawko jazdy ![]()
Wiem może to co powiem nie pocieszy wszystkich przystępujących do egzaminu.Jeśli dopadnie nas "
STRES" to egzamin możemy od razu uznać że oblany !!!! Myślę że nic nie pomogą lekarstwa ,panikowanie ,płacz ,łzy itp .żeby zdać prawo jazdy trzeba zebrać jak najwięcej odwagi i ruszyć do przodu - PODSTAWOWA ZASADA.
Ja po 3 razach oblanego prawka uświadomiłam sobie że to nie dla mnie ,ale się nie poddałam i podjęłam czwartą próbę z zasadą co będzie to będzie .Spokojnie czekałam w WORDZIE nie denerwowałam się ,śmiałam się ,żartowałam a inni się trzęśli jak galaretki.
Gdy mnie wywołano zobaczyłam że idzie do mojego samochodu najgorszy egzaminator świata -była to kobieta i strasznie dużo osób oblewała .Łzy stanęły mi w oczach ,chciała uciekać ,lecz policzyłam do 10 i udało się wszystko .Wmówiłam sobie ,że to nie jest egzamin tylko jazda z instruktorką .Po przejechaniu 45 minut instruktorka stwierdziła że jeżdżę bardzo rozważnie i że takich kierowców brakuje na drodze ![]()
Także musicie wieżyc w siebie i dać z siebie wszystko .Życzę powodzenia wszystkim zdającym ,pozdrawiam ciepło ![]()
1992bumbum napisał/a:Niestety on jest właścicielem;/. Tak to bym go dawno zmieniła.Przy nim nic sie nie nauczyłam. Nie jestem aż tak nadwrażliwa. Ale jak ktoś sie na mnie tak wydziera to ja sie po prostu nie mogę skupić i robię wszystko źle. On mi za drugim razem jak wsiadłam do samochodu mówił że jeździć nie umiem. Wkurza mnie też to że maca mnie po nogach i mówi że mam mieć rozluźnione nogi;/. Kiedyś sie go spytałam co by sie stało jak bym mu samochód rozwaliła a on że by mnie zabił xd. Przez co boje sie w ogóle jeździć tym samochodem:P .
Jednoosobowa autoszkoła bez możliwości zmiany instruktora?
Nie jestem pewien, ale są chyba jakieś instytucje nadzorujące jakość kształcenia osk, może pigosk. pl ?Nie będę komentował wydzierania się i macania.
Wiem, że cała sytuacja jest dla ciebie dołująca.
Możesz też pomyśleć co dobrego z niej wynieść...?
a dobre może być np. uświadomienie sobie, że dobrze jest być bardziej asertywną - szanować swoje prawa i stawiać granice tam, gdzie mają być. Prawdopodobnie jeszcze nie raz znajdziesz się w podobnej sytuacji, więc
kiedy ktoś na ciebie krzyczy (robi coś wbrew twojej woli) mówisz: "nie życzę sobie, żeby pan na mnie krzyczał", "proszę tego nie robić, źle się z tym czuję" etc. (asertywność!)Ja i tak zrobiłbym doświadczenie z nagraniem jazdy.
Nagrałbym część lekcji z wydzieraniem, a potem powiedziałbym egzaminatorowi coś w stylu "muszę zmienić kasetę w dyktafonie, bo pana nagrywam - nikt nie chce mi uwierzyć, że pan tak się zachowuje..."
Dziwne, że taki nauczyciel funkcjonuje na rynku - należałoby przed nim ostrzegać!sukcesów!
Jest jeszcze jego syn xp.
Chciałam sobie odpuścić. Że po co ładować w to kasę. Ale dokupiłam sobie godziny u gościa który jest spokojny i się nie wydziera xd I zobaczę jak mi się będzie jeździć. Jak powie mi ze nie umiem jeździć to po prostu odpuszczę. Bo nie chce już wyciągać kasy jak to i tak nic nie pomoże. Powiedziałam mu że nie musi się na mnie wydzierać bo nie jestem głucha. A on na to nic i dalej się wydzierał ![]()