mery90 napisał/a:witam:)
w czwartek mam ostatnie 2godzinki jazdy, w piatek jade do osrodka w legnicy umowic sie na egzamin.
jak sobie radze ze stresem?:> nijak:] ogarnia mnie panika jak tylko o tym pomysle, jelita kreca mi sie usilnie w brzuchu:] zobacze jak bedzie na pierwszym egzaminem, czy obleje, czy zdam. jesli obleje widzialam na stronie internetowej WORD'u, ze maja darmowego psychologa, ktory pomaga radzic sobie ze stresem przy egzaminach;) moze wtedy skorzystam, bo nerwus jestem straszny czasami.
jazdy na poczatku szly mi strasznie, ze tak powiem. nim zaczelam jezdzic balam sie jak poradze sobie z biegami. a tu szok, bo biegi plynnie juz zaczelam zmieniac na 2godzinie jazdy. nie mialam problemu z tym, ze nie wiem kiedy zmienic czy cos. albo obserwuje obroty albo slysze po ryku silnika. chcialam powiedziec, ze jezdze w gazie;)
jezdzic ucze sie w swoim miescie, jezdze micra, a zdawac bede w innym, i to toyota yaris w benzynie. jak sie o tym dowiedzialam, spanikowalam. brat mnie bardzo wspiera, bo sam zdal za 1razem:) daje mi cenne rady i powiedzial, zebym sie nie bala tego, ze inne auto, bo przeciez wykupie sobie dodatkowe godzinki, i wszystko opanuje:) jego wiara we mnie bardzo duzo mi daje. ale tez wiem, ze jak nie zdam za pierwszym, moze uda sie za drugim. jak za trzecim obleje wtedy bede myslala co jest grane;)
nim doczytam watek do konca napisze Wam jak wygladalo u mnie to wszystko od ostatniego posta. cytuje swoj post dla przypomnienia;)
po bozym ciele(w piatek) pojechalam na legnice, zeby oplacic i umowic sie na egzamin. okazalo sie, ze WORD zamkniety... no ale trudno, chociaz skorzystalam, bo znalazlam szkole, gdzie znalezli dla mnie 2godzinki na jazde. wsiadlam do yariska, a tam krotkie pedaly, auto calkiem inne, mysle WTF? jak ja tym sie naucze jezdzic? jeszcze po ok30minutach instruktor sie mnie zapytal"dziewczyno, czego oni Cie tam nauczyli na tym kursie? przeciez Ty nic nie umiesz!" ja juz spanikowalam, prawie mu plakalam z zalu, ze ja sie chce na egzamin zapisac a jak sie okazalo, nic nie potrafie. po czym mi wytlumaczyl, ze technicznie jest w sumie ok, choc jezdze ciut nerwowo, ale mam braki z kursu, przzez instruktora. uspokajal mnie, zebym sie nie martwila, ze nadrobimy i ze on mnie wszystkiego wyuczy. pojechalam do domu. w poniedzialek znow do legnicy, zapisac sie na egzamin plus mialam juz wykupione nastepne dwie godzinki. okazalo sie, ze mam zle nazwisko napisane w karcie kursanta!! myslalam, ze swoja szkole rozniose, zwlaszcza, ze mi zalezalo na czasie, bo 28czerwca wyjezdzalam za granice, a slyszalam, ze terminy juz coraz to pozniejsze. jazda szla mi tez tak srednio, ale juz coraz lepiej wszystko szlo, poznawalam samochod i lepiej mi sie z nim wspolpracowalo. w srode zas przyjechalam do legnicy, najpierw oczywiscie do wordu, a pozniej nastepne 2godzinki jazdy(choc instruktor juz uznal, ze nie potrzebuje, ja sie jednak uparlam hehe). podeszlam do babeczki, ona juz mnie kojarzyla, wpisuje wszystko w komputer okazuje sie, ze mojej szkoly nie ma w rejestrze!!!! myslalam dziewuszki, ze mnie szlag zywcem trafi. jednak po godzinnym czekaniu informatyk wszystko zrobil. egzamin mialam 25 czy 26.06 na 7:30(za rada instruktora). jazda szla mi juz calkiem dobrze, nawet instruktor mnie chwalil, jedna godzine poswiecilismy na taki a'la egzamin. ze mnie nie poprawial tylko mowil co mam robic. powiedzial, ze jest dobrze. umowilismy sie jeszcze, ze jedna godzinke pojezdzimy w dzien egzaminu. w poniedzialek strasznie panikowalam, prawie plakalam, zoladek mialam powykrecany na maksa, nic nie moglam jesc. brat mi znajdowal zajecia, zebym tylko nie myslala. w noc przed egzaminem usnelam ok2w nocy, a o4.30musialam wstac, bo jeszcze przeciez godzina jazdy na 6. na ta jazde szlam zestresowana, ale jak zobaczylam moja czerwona Lke, wsiadlam do niej, mowie do instruktora "Wiesz co Tomek? bedzie co bedzie. mam to w d?*pie, zdam to zdam, nie zdam to podejde jeszcze raz". godzinka poszla mi bardzo dobrze, luk, parkowanie wszystko dobrze. instruktor sam mnie pochwalil. jednak jak dojezdzalismy na WORD, ogarnela mnie panika. ale poszlam na teorie. teoria bezblednie. czekanie na praktyczny. ja jak to ja, znalazlam osoby do rozmowy i tak chlopak jeden mowi"no pewnie gdzies o 12nas dopiero zawolaja", a tu nagle niespodzianka, bo wywolali jego nazwisko. ja poszlam zapalic, nie zdarzylam dopalic papierosa a juz uslyszalam swoje nazwisko. z obslugi mialam sprawdzic kierunkowskazy i poziom plynu do spryskiwaczy. mowe mi odebralo, nagle zapomnialam skad ja wiem, ze poziom plynu jest odpowiedni. juz myslalam, ze obleje, jednak egzaminator na spokojnie mnie pytal, jednoczesnie w sumie nakierowujac mnie na odpowiedz. ok, udalo sie. pora na luk. wsiadam w samochod, patrze, a on noweczka z salonu, pedaly dlugie, calkiem inaczej wszystko chodzi,SZOK. nagle , robiac luk na wstecznym slysze glosne STOOOP, kazal mi wysiasc z samochodu, pyta "widzi pani co pani zrobila?" patrze, tak widze "najechala pani na linie" tak, najechalam "zgadza sie pani z tym?" oczywiscie, ze sie zgadzam "no to prosze podejsc tam do drugiej koperty zrobi pani drugie podejscie". za drugim razem luk wyszedl mi idealnie. wyjechalismy na miasto, juz nie pamietam wszystkiego dokladnie, jednak wiem, ze cudem udalo mi sie z jednokierunkowej rozpoznac ze wjezdzam w dwukierunkowa, i podjechalam do prawego kraweznika, a nie na srodek. pozniej wlaczylam sie do ruchu bez kierunkowskazu. egzaminator upominal mnie o dynamike jazdy(jak nie bylam pewna czy jest 40 czy 50km/h jechalam 37:P), rozpoznajac droge na word bylam przekonana, ze jemu sie najzwyczajniej w swiecie nie oplaca przesiadac na miejsce kierowcy i pewnie oblalam. zajechalam na word, i slysze "gratuluje , uzyskala pani wynik pozytywny z egzaminu praktycznego" i juz reszty nie pamietam. mialam ochote go wysciskac,wycalowac,wyznac milosc i wogole hehe. caly czas nie wierzylam w to, ze mi sie uda, bylam przekonana, ze obleje, a tu prosze, jednak sie udalo;) nikt mi nie wierzyl, kazdy myslal, ze sobie jaja robie, nawet moj brat. jak dotarlam do domu brata tak zadzwonilam do mamy, opowiedzialam jej wszystko, bylo ok 11 rano jak skonczylysmy rozmawiac. polozylam sie spac, i jak usnelam tak spalam do godz 5popoludniu. faktem jest, ze egzamin strasznie mnie wymeczyl psychicznie, caly ten kurs tak samo. jednak wiem, ze bylo warto, teraz juz jezdze sama swoim samochodzikiem i jestem z siebie dumna, ze mimo mojego strachu i niepewnosci zdobylam to co bylo dla mnie rzecza nieosiagalna;)