Wiecie, teraz w Lidlu jest tydzień tzw. Linessa, czyli mają w sprzedaży takie niby dietetyczne jedzonka. Poszłam więc napalona na uzupełnienie zapasów dietetycznego jedzonka do lodówki. Jeszcze przed dietą nawrzucałabym pełno wszystkiego do kosza, a później pałaszowała z przekonaniem, że to "lekkie".... Ale od kiedy nauczyłam się czytać etykiety na opakowaniach (pozytywne "zboczenie" dukanowe) okazało się, że wcale nie jest tak kolorowo
Niby to wszystko dietetyczne, a tłuszczyku i węgli ma co nie miara
Nie dajcie się nabrać na takie "akcje". Ser żółty niby light, a tłuszczu miał aż 16 %, tak samo salami - niby dietetyczne, a tłuszczu chyba ze 30%
Nie wspomnę o jogurtach owocowych
Ale cóż - reklama dźwignią handlu
to nas wiecej takich chetnych na ta promocje
niby wszystko odtluszczone ale wcale malo go niebyło, cukru to nie żalowali niestety tez sie w sklepie naczytalam tych etykiet !!! a wczoraj nosilo mnie za slodkim wytrzymalam nic nie zjadlam ale wypilam cole zero chyba z litr ![]()