Poznałam go podczas jazdy na rowerze. Zapytał czy może mi w czymś pomóc kiedy mocowałam się z łańcuchem na chodniku. Nasza rozmowa potem zeszła na milion innych tematów kiedy już poradziliśmy sobie z moim rowerem. Kiedy odprowadził mnie do domu zaproponowałam wymianę numerów, w razie gdybym znowu potrzebowała pomocy z rowerem. Uśmiechnął się i zgodził.
Potem nasza znajomość przyspieszyła. Mimo, że jest starszy od mnie o 15 lat to świetnie się z nim dogaduję i nigdy nie brakuje nam tematów do rozmów. Zaczęliśmy od wspólnych przejażdżek rowerowych popołudniami i wieczorami. Pokazałam mu kilka moich ulubionych miejsc, w których lubię się wyciszyć, posiedzieć.
Któregoś z kolejnych z dni wyznał mi, że ma żonę. Na początku myślałam, że żartuje. Ale to potwierdził. Co prawda nigdy go nie pytałam czy kogoś ma, bo to wydawało mi się jasne, że skoro ze mną spędza liczne popołudnia i wieczory, to nie może mieć nikogo. Zwłaszcza żony. Stwierdził, że oni żyją tylko obok siebie, każde jest zajęte swoimi sprawami. Ale że ją kocha na swój sposób.
Biłam się z tym co robić dalej. Nie chciałam urywać kontaktu, bo tak dobrze się poznaliśmy, stał się dla mnie ważny. Spotkaliśmy się u mnie po kilku dniach. Długo rozmawialiśmy, całowaliśmy się. Chciałam więcej, ale on zaprotestował. Powiedział, że chciałby, ale boi się tego dokąd ta znajomość zmierza. Nie protestowałam, choć miałam i mam na niego ochotę. Moje wszelkie moralne hamulce puściły, a jeszcze niedawno gardziłam takimi zachowaniami. Nie mogę przestać o nim myśleć, on o mnie też. Mamy ze sobą częsty kontakt albo przez tel, albo na mieście. Jestem w dołku emocjonalnym kiedy nie możemy się spotkać oraz niesamowicie szczęśliwa kiedy go słyszę lub się widzimy. Chcę z nim przebywać jak najdłużej, chcę go całego, tulić go, zasypiać z nim, kochać się z nim...
Dziś znowu mam dołek, wiem że dziś spędzi wieczór i noc z nią a nie ze mną. Znowu będę sama.
Wiem, że powinnam zrezygnować z niego, zaprzestać kontaktów, ale nie umiem.