Witam wszystkie Kobietki!
Minelo bardzo dlugo od mojej ostatniej prosby o pomoc forumowiczek. Zaczne moze od poczatku. Razem z moim ukochanym zalozylismy rodzinke niecale poltora roku temu. Mamy przesliczne dzieciatko, w ktorym pokladam wszystkie moje nadzieje. Wszystko bylo takie mile na poczatku. Wspolne plany, zaangazowanie z strony mojego mezczyzny, ciagle okazywanie uczuc, po prostu milosc, cos, czego tak bardzo mi brakuje. Poswiecilam siebie, poswiecilam moje zycie, bo wiedzialam, ze jest mezczyzna mojego zycia. Pierwsza prawdziwa miloscia, pomimo moich poprzednich, dluzszych zwiazkow. Od dluzszego czasu duzo sie zmienilo. Sex jest sporadyczny. O wiekszym okazywaniu uczuc nie wspomne. Czas spedzony z naszym maluszkiem jest dla niego wysilkiem. Kocha, ale..wlasnie, ale co? Zalozylismy firme. Wiadomo, jak jest na poczatku. Duzo czasu poswieca pracy, poniewaz trzeba to rozwijac. Praktycznie nie ma go w domu. Jest gosciem. Rozumie to, tak bardzo probuje go zrozumiec. Ale czy rodzina nie powinna byc na pierwszym miejscu? Ten czas spedzony z naszym malenstwem, ktore, za pare lat, nie przybiegnie sie juz do mnie przytulic. Nie bedziemy mogli poczytac mu na dobranoc, posluchac o tych malych-duzych problemach...Tak bardzo probuje mu to uswiadomic, i WYCHODZE NA OKROPNA ZRZEDE. Juz mi samej jest glupio czasami sie odezwac, bo wydaje mi sie, ze robie sie upierdliwa. Zreszta po co? I tak nic sie nie zmieni...Klamie. O blachostki, rzeczy niby tak niewazne, a mnie to tak boli...Boli, ze potrafi patrzec mi prosto w oczy i sklamac jeden raz, drugi raz, trzeci raz...Przysiegal dzisiaj, ze nie bedzie pij z kolegami, tylko przyjedzie do domu spedzic czas z nami. Przyjechal...podpity. Nie jest alkoholikiem. Daleko mu do alkoholika. Ale koledzy ponad rodzine? Siedzie dzisiaj i placze. Nerwy mnie ponosza. Rzucilam pilotem o polke, bo musialam jakos odreagowac. KOCHAM GO PONAD WSZYSTKO, ale czuje sie czasami wykorzystana, bo wie, ze sie pozloszcze, ale dlugo zla nie bede. Chociaz bym chciala, nie potrafie. Nie chce cale zycie walczyc o rodzine. Tlumacze mu, ze moze nas przez to kiedys stracic. Gdy zatraci sie w tym wszystkim. Tlumacze mu, ze pienadze traca kiedys wartosc, wtedy, kiedy czlowiek budzi sie i widzi ile tak na prawde to zycie jest warte. Odrazu napisze, ze wiem, ze mnie nie zdradza, ale po tylu klamstwach...nie wiem co mam myslec. Serce mnie boli. Dusze to wszystko w sobie. Dziwie sie sama sobie, ze postanowilam o czyms tak intymnym napisac na forum. Licze na wasza szczera opinie. Na porade. Z gory Wam wszystkim dziekuje i przepraszam za tak obszerny post.
Sasha.
Podobne tematy
nie wiadomo co tutaj poradzić tu trzeba tylko chyba okazać wsparcie. znałam kiedyś kobitkę która tak samo jak i ty siedziała z synkiem w domu a mąż pracował szedł na piwo i wracał do łóżka tylko spać. spróbuj morze napisać list do męża. opisując swoje obawy smutek żal, i zasugeruj co mógł by zrobić aby to naprawić, napisz mu żeby z tobą rozmawiał i że dziecko musi być na pierwszym miejscu. w kopertę poza listem wsadź twoje zdjęcie z dzieckiem na którym się uśmiechasz, z tyłu napisz "tęsknimy za tobą".
jeśli to już nic nie da to chyba obudzi go tylko pusta chata bez ciebie i bez dziecka
Bardzo dobra rada poprzedniczki. Spróbuj tego i daj znać co się będzie działo. W tym liście nie pisze jaki jest nieczuły, zły, tylko pisz w osobie pierwszej- co Ciebie boli, czego Ci brakuje. Pomysł ze zdjęciem jest rewelacyjny. Działaj kochana i POWODZENIA Ci życzę!!!
Podpisuję się pod radą poprzedniczki. Napisz list w tonie ciepłym, a nie z wyrzutami. Napisz że za nim tęsknisz, że chcesz być przy nim, że chcesz go wspierać. Trzymam kciuki.
Dziekuje Kochane za porady. Napisanie listu to bardzo dobry pomysl. Poki co, wszystko sie ok. Nadal nie zgadzamy sie w wielu kwestiach i to pozostaje najwiekszym problemem. Zwiazek to ponon bardzi dluga i ciezka praca. Tak bardzo chcialabym abysmy sie rozumieli. Pozdrawaim.