KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 44 ]

Temat: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Jak sobie poradzić ze stratą życia, które się kochało i już nie ma odwrotu?
Miałam wielu znajomych, miałam chłopaka, którego kochałam i niestety dalej kocham < trzy lata razem>.Jeździliśmy na festiwale, chodziliśmy do muzeów, byliśmy 2 razy za granicą na wakacjach, spotykaliśmy się regularnie. Pomieszkiwałam z nim w mieszkaniu na starówce średnio 3 razy w tygodniu z noclegiem, w inne dni mieszkaliśmy w naszych domach rodzinnych. Byłam z nim 2 razy sama za granicą, niezliczoną ilość razy na wyjazdach w Polsce, na koncertach, na spacerach wszędzie o każdej porze dnia i nocy, czułam z nim tę więź, TO COŚ, rozumieliśmy się bez słów. Znałam jego rodzinę, on moją. Nie będę zagłębiać się w duże szczegóły, ale w dużym skrócie - zostawił mnie 3 miesiące temu. Uznał, że krzywdzimy siebie nawzajem, że nie pasujemy do siebie, że on nie chce teraz związku na całe życie. To było bardzo dramatyczne. Przez pierwsze 2 tygodnie nie mogłam wstać z kanapy. Niestety zdarzało mi się do niego pisać, on mówił, ze to nie ten moment, żeby rozmawiać, w końcu przestał mi odpisywać. Spotkaliśmy się u znajomego na imprezie, unikał mnie jak ognia, ale po paru godzinach, 5 minut przed wyjściem na swoją taksówkę zagadał do mnie. Rozmawialiśmy tak, jakby nic się nigdy nie stało, płakał, mówił rzeczy w stylu: że wcale nie ma wyjebane, że mu się śnię codziennie, etc., przytulaliśmy się, oglądaliśmy jakieś głupoty, w końcu wrócilśmy do domów, on o 6 rano poszedł do taksówki, a ja do metra. Napisał następnego dnia, że dalej uważa, ze słusznie postąpił, blabla, ale, że dobrze było pogadać, i żebym dała znać, jak się mam. Dałam znać. Nie ukrywam, że to spotkanie spowodowało u mnie nadzieję na powrót, zaproponowałam spotkanie, ale wtedy uczył się do sesji i nie naciskałam. Po jakimś czasie dowiedział się od swojego dobrego kumpla, z którym akurat rozmawiałam o sprawach 'studiów', że nie pójdę w tym roku na studia, z różnych przyczyn, już nie będę tak szczegółowo pisać. Jakoś tak wyszło, że gadaliśy na  fejsie, on uznał, że spieprzyłam sobie przyszłość nie idąc na studia w tym roku. Że nie wie po co mamy się spotkać, że już nie jest moim chłopakiem i już go nie obchodzi to, jak sobie spieprzam życie. Dodam, ze on pochodzi z zamożnej rodziny, studiuje stosunki międzynarodowe, tylko po to, żeby studiować, nawet nie lubi tych studiów. Nieważne. Sprowadził mnie do zera krótko mówiąc. Znajomi, z którymi kiedyś tak wyjeżdżaliśmy (3 inne pary) przestali się do mnie odzywać, wręcz ostentacyjnie pokazywali, żebym dała im spokój, trzymali z nim. Zostałam brutalnie odrzucona i wyrzucona. Dzisiaj widziałam, jak wstawił na facebooka zdjęcie z wakacji, jak bardzo jest szczęśliwy. A ja nie chcę żyć, nie mam siły, nie wiem, co robić. Miałam plany, perspektywy, ale ten ból mnie zabija. Okazało się, że nie mam wokół siebie znajomych, zostałam sama jak palec. Mam 22 lata i moje życie, które uwielbiałam, się skończyło. Mam wrażenie, ze mam depresję, całe dnie spędzam w domu, usunęłam dzisiaj facebooka, bo zbyt mnie dołował przez znajomych. Chciałam iść do pracy, chciałam zacząć chodzić na sztuki walki, uczyć się, żeby poprawić maturę, rozwijać się - ale czuję, że to takie oszukiwanie, bo tak naprawdę  nie chcę żyć. Nie mam siły żeby wstać z łóżka, a co dopiero robić tamte rzeczy. Odebranie sobie życia wydaje mi się jedynym wyjściem.. Szukam jakiegokolwiek znaku, żeby tego nie robić, ale mam wrażenie, że to dalej oszukiwanie siebie. Została mi rodzina, która sama ma różne problemy. Zdaję sobie sprawę z tego, że brzmię żałośnie, ale tak się właśnie czuję. Jak ostatnie zero, którego wszyscy mają dosyć. Dodam, że nie mam teraz funduszy na terapię, nie mam też siły, żeby na nią zarobić. W dodatku mam straszne pryszcze i nadmiar różnych włosów przez pcos, naprawdę, tylko umierać, eh...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Dziewczyno! To normalne, że teraz tak się czujesz . Przechodzisz teraz okres "żałoby" po rozstaniu. Moim zdaniem póki co nie odzywaj się do byłego bo tym bardziej go zrazisz do siebie. Głowa do góry , przed Tobą całe życie ! I nie myśl , ze jesteś gorsza bo nie poszłaś na studia. No proszę Cię.. teraz każdy może mieć papierek a tak naprawdę niewiele umieć. Za jakiś czas będzie lepiej , wyjdziesz do ludzi. Musisz znaleźć motywacje , jakiś cel do osiągniecia. Na pewno się wszystko ułoży :*

3

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Niestety tak w życiu bywa. Licz tylko na siebie! Staniesz sie teraz silniejsza, jedyni ludzie na których można liczyć to rodzina! Zapamiętaj. Sama jak widzisz doznałaś fałszywców. Studiami sie nawet nie przejmuj! Ludzie po 5 latach idą ba studia i żyją! Masz dopiero 22 lata, wszystko sie ułoży i będziesz sie kiedyś z tego śmiała... Byłego sobie odpuść pokaz mu, ze tez umiesz żyć bez niego:) trzymam kciuki... Sama teraz przeżywam rozstanie i z dnia na dzien myśle, ze jest coraz lepiej... Niestety ba niektóre rzeczy trzeba czasu

4

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Czyli masz 22 lata, 3-4 lata temu zdawałaś maturę, przez ten czas nie pracowałaś, nie uczyłaś się, żyłaś na koszt rodziny i chłopaka, balowałaś, podróżowałaś  i źle ci z tym, że to się skończyło i nie będzie trwało wiecznie? jakie miały być te twoje plany i perspektywy?
I dziwisz się, że chłopak cię rzucił? że znajomi się odwrócili?

Ja się nie dziwię.

Wiem co to jest depresja ale przez ostatnie lata jej nie miałaś.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

5

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
anastazya napisał/a:

Jak sobie poradzić ze stratą życia, które się kochało i już nie ma odwrotu?
Miałam wielu znajomych, miałam chłopaka, którego kochałam i niestety dalej kocham < trzy lata razem>.Jeździliśmy na festiwale, chodziliśmy do muzeów, byliśmy 2 razy za granicą na wakacjach, spotykaliśmy się regularnie. Pomieszkiwałam z nim w mieszkaniu na starówce średnio 3 razy w tygodniu z noclegiem, w inne dni mieszkaliśmy w naszych domach rodzinnych. Byłam z nim 2 razy sama za granicą, niezliczoną ilość razy na wyjazdach w Polsce, na koncertach, na spacerach wszędzie o każdej porze dnia i nocy, czułam z nim tę więź, TO COŚ, rozumieliśmy się bez słów. Znałam jego rodzinę, on moją. Nie będę zagłębiać się w duże szczegóły, ale w dużym skrócie - zostawił mnie 3 miesiące temu. Uznał, że krzywdzimy siebie nawzajem, że nie pasujemy do siebie, że on nie chce teraz związku na całe życie. To było bardzo dramatyczne. Przez pierwsze 2 tygodnie nie mogłam wstać z kanapy. Niestety zdarzało mi się do niego pisać, on mówił, ze to nie ten moment, żeby rozmawiać, w końcu przestał mi odpisywać. Spotkaliśmy się u znajomego na imprezie, unikał mnie jak ognia, ale po paru godzinach, 5 minut przed wyjściem na swoją taksówkę zagadał do mnie. Rozmawialiśmy tak, jakby nic się nigdy nie stało, płakał, mówił rzeczy w stylu: że wcale nie ma wyjebane, że mu się śnię codziennie, etc., przytulaliśmy się, oglądaliśmy jakieś głupoty, w końcu wrócilśmy do domów, on o 6 rano poszedł do taksówki, a ja do metra. Napisał następnego dnia, że dalej uważa, ze słusznie postąpił, blabla, ale, że dobrze było pogadać, i żebym dała znać, jak się mam. Dałam znać. Nie ukrywam, że to spotkanie spowodowało u mnie nadzieję na powrót, zaproponowałam spotkanie, ale wtedy uczył się do sesji i nie naciskałam. Po jakimś czasie dowiedział się od swojego dobrego kumpla, z którym akurat rozmawiałam o sprawach 'studiów', że nie pójdę w tym roku na studia, z różnych przyczyn, już nie będę tak szczegółowo pisać. Jakoś tak wyszło, że gadaliśy na  fejsie, on uznał, że spieprzyłam sobie przyszłość nie idąc na studia w tym roku. Że nie wie po co mamy się spotkać, że już nie jest moim chłopakiem i już go nie obchodzi to, jak sobie spieprzam życie. Dodam, ze on pochodzi z zamożnej rodziny, studiuje stosunki międzynarodowe, tylko po to, żeby studiować, nawet nie lubi tych studiów. Nieważne. Sprowadził mnie do zera krótko mówiąc. Znajomi, z którymi kiedyś tak wyjeżdżaliśmy (3 inne pary) przestali się do mnie odzywać, wręcz ostentacyjnie pokazywali, żebym dała im spokój, trzymali z nim. Zostałam brutalnie odrzucona i wyrzucona. Dzisiaj widziałam, jak wstawił na facebooka zdjęcie z wakacji, jak bardzo jest szczęśliwy. A ja nie chcę żyć, nie mam siły, nie wiem, co robić. Miałam plany, perspektywy, ale ten ból mnie zabija. Okazało się, że nie mam wokół siebie znajomych, zostałam sama jak palec. Mam 22 lata i moje życie, które uwielbiałam, się skończyło. Mam wrażenie, ze mam depresję, całe dnie spędzam w domu, usunęłam dzisiaj facebooka, bo zbyt mnie dołował przez znajomych. Chciałam iść do pracy, chciałam zacząć chodzić na sztuki walki, uczyć się, żeby poprawić maturę, rozwijać się - ale czuję, że to takie oszukiwanie, bo tak naprawdę  nie chcę żyć. Nie mam siły żeby wstać z łóżka, a co dopiero robić tamte rzeczy. Odebranie sobie życia wydaje mi się jedynym wyjściem.. Szukam jakiegokolwiek znaku, żeby tego nie robić, ale mam wrażenie, że to dalej oszukiwanie siebie. Została mi rodzina, która sama ma różne problemy. Zdaję sobie sprawę z tego, że brzmię żałośnie, ale tak się właśnie czuję. Jak ostatnie zero, którego wszyscy mają dosyć. Dodam, że nie mam teraz funduszy na terapię, nie mam też siły, żeby na nią zarobić. W dodatku mam straszne pryszcze i nadmiar różnych włosów przez pcos, naprawdę, tylko umierać, eh...

Zacytuje całość ale chodzi mi o ostatnie zdania.
Leczysz się? Jesteś ubezpieczona?

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

6

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
Kleoma napisał/a:

Czyli masz 22 lata, 3-4 lata temu zdawałaś maturę, przez ten czas nie pracowałaś, nie uczyłaś się, żyłaś na koszt rodziny i chłopaka, balowałaś, podróżowałaś  i źle ci z tym, że to się skończyło i nie będzie trwało wiecznie? jakie miały być te twoje plany i perspektywy?
I dziwisz się, że chłopak cię rzucił? że znajomi się odwrócili?

Ja się nie dziwię.

Wiem co to jest depresja ale przez ostatnie lata jej nie miałaś.

Eh, nie napisałam zupełnie wszystkiego, przez ostatnie lata pracowałam w dwóch różnych miejscach w branży marketingowej, rozwijałam się w tym zakresie na tzw. 'własną rękę', teraz nie pracuję od jakichś 3 miesięcy, rzuciłam pracę ze względów o których nie chcę pisać, ale mogę napomknąć, że chodziło o kadrę szefowską. Także nikt mnie nie utrzymywał, miałam i dalej mam swoje pieniądze, które odłożyłam. Czy się dziwię? Raczej nie przyjmuję ciągle do faktu tego, że pokazywał/pokazywali coś innego, i nagle wielkie bum. Ale fakt, czuję się jak chujowa osoba, nie bez powodu myślę o skończeniu tego wszystkiego

7

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
Kleoma napisał/a:
anastazya napisał/a:

Jak sobie poradzić ze stratą życia, które się kochało i już nie ma odwrotu?
Miałam wielu znajomych, miałam chłopaka, którego kochałam i niestety dalej kocham < trzy lata razem>.Jeździliśmy na festiwale, chodziliśmy do muzeów, byliśmy 2 razy za granicą na wakacjach, spotykaliśmy się regularnie. Pomieszkiwałam z nim w mieszkaniu na starówce średnio 3 razy w tygodniu z noclegiem, w inne dni mieszkaliśmy w naszych domach rodzinnych. Byłam z nim 2 razy sama za granicą, niezliczoną ilość razy na wyjazdach w Polsce, na koncertach, na spacerach wszędzie o każdej porze dnia i nocy, czułam z nim tę więź, TO COŚ, rozumieliśmy się bez słów. Znałam jego rodzinę, on moją. Nie będę zagłębiać się w duże szczegóły, ale w dużym skrócie - zostawił mnie 3 miesiące temu. Uznał, że krzywdzimy siebie nawzajem, że nie pasujemy do siebie, że on nie chce teraz związku na całe życie. To było bardzo dramatyczne. Przez pierwsze 2 tygodnie nie mogłam wstać z kanapy. Niestety zdarzało mi się do niego pisać, on mówił, ze to nie ten moment, żeby rozmawiać, w końcu przestał mi odpisywać. Spotkaliśmy się u znajomego na imprezie, unikał mnie jak ognia, ale po paru godzinach, 5 minut przed wyjściem na swoją taksówkę zagadał do mnie. Rozmawialiśmy tak, jakby nic się nigdy nie stało, płakał, mówił rzeczy w stylu: że wcale nie ma wyjebane, że mu się śnię codziennie, etc., przytulaliśmy się, oglądaliśmy jakieś głupoty, w końcu wrócilśmy do domów, on o 6 rano poszedł do taksówki, a ja do metra. Napisał następnego dnia, że dalej uważa, ze słusznie postąpił, blabla, ale, że dobrze było pogadać, i żebym dała znać, jak się mam. Dałam znać. Nie ukrywam, że to spotkanie spowodowało u mnie nadzieję na powrót, zaproponowałam spotkanie, ale wtedy uczył się do sesji i nie naciskałam. Po jakimś czasie dowiedział się od swojego dobrego kumpla, z którym akurat rozmawiałam o sprawach 'studiów', że nie pójdę w tym roku na studia, z różnych przyczyn, już nie będę tak szczegółowo pisać. Jakoś tak wyszło, że gadaliśy na  fejsie, on uznał, że spieprzyłam sobie przyszłość nie idąc na studia w tym roku. Że nie wie po co mamy się spotkać, że już nie jest moim chłopakiem i już go nie obchodzi to, jak sobie spieprzam życie. Dodam, ze on pochodzi z zamożnej rodziny, studiuje stosunki międzynarodowe, tylko po to, żeby studiować, nawet nie lubi tych studiów. Nieważne. Sprowadził mnie do zera krótko mówiąc. Znajomi, z którymi kiedyś tak wyjeżdżaliśmy (3 inne pary) przestali się do mnie odzywać, wręcz ostentacyjnie pokazywali, żebym dała im spokój, trzymali z nim. Zostałam brutalnie odrzucona i wyrzucona. Dzisiaj widziałam, jak wstawił na facebooka zdjęcie z wakacji, jak bardzo jest szczęśliwy. A ja nie chcę żyć, nie mam siły, nie wiem, co robić. Miałam plany, perspektywy, ale ten ból mnie zabija. Okazało się, że nie mam wokół siebie znajomych, zostałam sama jak palec. Mam 22 lata i moje życie, które uwielbiałam, się skończyło. Mam wrażenie, ze mam depresję, całe dnie spędzam w domu, usunęłam dzisiaj facebooka, bo zbyt mnie dołował przez znajomych. Chciałam iść do pracy, chciałam zacząć chodzić na sztuki walki, uczyć się, żeby poprawić maturę, rozwijać się - ale czuję, że to takie oszukiwanie, bo tak naprawdę  nie chcę żyć. Nie mam siły żeby wstać z łóżka, a co dopiero robić tamte rzeczy. Odebranie sobie życia wydaje mi się jedynym wyjściem.. Szukam jakiegokolwiek znaku, żeby tego nie robić, ale mam wrażenie, że to dalej oszukiwanie siebie. Została mi rodzina, która sama ma różne problemy. Zdaję sobie sprawę z tego, że brzmię żałośnie, ale tak się właśnie czuję. Jak ostatnie zero, którego wszyscy mają dosyć. Dodam, że nie mam teraz funduszy na terapię, nie mam też siły, żeby na nią zarobić. W dodatku mam straszne pryszcze i nadmiar różnych włosów przez pcos, naprawdę, tylko umierać, eh...

Zacytuje całość ale chodzi mi o ostatnie zdania.
Leczysz się? Jesteś ubezpieczona?

Jeżeli chodzi o pcos, to brałam hormony przez 2 lata, starałam się utrzymywać rozsądną dietę, która jest ważna przy tym schorzeniu, teraz jest mi niestety wszystko jedno i praktycznie nic nie jem, od tego rozstania schudłam 11kg przez stres, hormonów nie biorę już 3 miesiące, wcześniej byłam u nowej ginekolog, od której dostałam skierowanie do szpitala na 3dniowe badania hormonalne - miałam się zgłosić w momencie dostania okresu, ale niestety nie mam go do tej pory. Jestem ubezpieczona.

8

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Ojej weź się w garść dziewczyno!
Twoje życie i szczeście nie może zależeć od żadnego faceta. Nie Ciebie jedną to spotkało i nie ostatnią.
Znaj swoją wartość i nie daj sobie wmówić, że jesteś nic niewarta. Jeśli Ty sama siebie nie pokochasz i w siebie nie uwierzysz to nikt tego nie zrobi.
Jesteś w stanie to zrobić, bo już wiesz że brzmisz żałośnie.. Uwierz mi, będzie dobrze, ale zmień nastawienie na pozytywne.

9

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
anastazya napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Czyli masz 22 lata, 3-4 lata temu zdawałaś maturę, przez ten czas nie pracowałaś, nie uczyłaś się, żyłaś na koszt rodziny i chłopaka, balowałaś, podróżowałaś  i źle ci z tym, że to się skończyło i nie będzie trwało wiecznie? jakie miały być te twoje plany i perspektywy?
I dziwisz się, że chłopak cię rzucił? że znajomi się odwrócili?

Ja się nie dziwię.

Wiem co to jest depresja ale przez ostatnie lata jej nie miałaś.

Eh, nie napisałam zupełnie wszystkiego, przez ostatnie lata pracowałam w dwóch różnych miejscach w branży marketingowej, rozwijałam się w tym zakresie na tzw. 'własną rękę', teraz nie pracuję od jakichś 3 miesięcy, rzuciłam pracę ze względów o których nie chcę pisać, ale mogę napomknąć, że chodziło o kadrę szefowską. Także nikt mnie nie utrzymywał, miałam i dalej mam swoje pieniądze, które odłożyłam. Czy się dziwię? Raczej nie przyjmuję ciągle do faktu tego, że pokazywał/pokazywali coś innego, i nagle wielkie bum. Ale fakt, czuję się jak chujowa osoba, nie bez powodu myślę o skończeniu tego wszystkiego

No to jak z tymi pieniędzmi w końcu?
Na początku piszesz, że nie masz na terapię, teraz, że odłożyłaś.

Wykorzystaj je więc, poszukaj terapeuty o ile uważasz, że masz depresję i nie dasz rady wyjść z tego sama.
Poszukaj pracy innej, w międzyczasie ucz się do matury, może zapisz się do szkoły policealnej zaocznej/są jeszcze bezpłatne lub mało płatne/ czy na jakieś kursy. Aby zdobyć nowy zawód, nowe umiejętności. Aby potem mieć większe możliwości pracy.
Bo pracować trzeba.
Jest wprawdzie szansa, że znajdziesz kogoś kto będzie chciał abyś siedziała w domu i pachniała ale to różnie może się skończyć i zawsze jakiś fach dobrze mieć. I poczucie niezależności w razie czego.

Może być tak, że tym swoim znajomym i chłopakowi pokazałaś się jako osoba mało ambitna, która nie dąży do niczego, chce się jedynie bawić. Bo czas leci i z każdym rokiem trudniej będzie do nauki przysiąść.
Twój chłopak będzie miał wyższe wykształcenie, ma aspiracje on albo jego rodzina  aby jego partnerka też miała.
To nie jest wątek aby oceniać go, poprzestanę na tym.
A ty musisz się zastanowić nad sobą, co chcesz w życiu osiągnąć.
Nie musisz mieć studiów, możesz poprzestać na tym wykształceniu, które masz. I też możesz być szczęśliwa, poznać kogoś dla kogo będziesz najważniejsza.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

10

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

W jakim mieście żyjesz? Pytam, bo mógłbym pomóc.

11

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
Kleoma napisał/a:
anastazya napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Czyli masz 22 lata, 3-4 lata temu zdawałaś maturę, przez ten czas nie pracowałaś, nie uczyłaś się, żyłaś na koszt rodziny i chłopaka, balowałaś, podróżowałaś  i źle ci z tym, że to się skończyło i nie będzie trwało wiecznie? jakie miały być te twoje plany i perspektywy?
I dziwisz się, że chłopak cię rzucił? że znajomi się odwrócili?

Ja się nie dziwię.

Wiem co to jest depresja ale przez ostatnie lata jej nie miałaś.

Eh, nie napisałam zupełnie wszystkiego, przez ostatnie lata pracowałam w dwóch różnych miejscach w branży marketingowej, rozwijałam się w tym zakresie na tzw. 'własną rękę', teraz nie pracuję od jakichś 3 miesięcy, rzuciłam pracę ze względów o których nie chcę pisać, ale mogę napomknąć, że chodziło o kadrę szefowską. Także nikt mnie nie utrzymywał, miałam i dalej mam swoje pieniądze, które odłożyłam. Czy się dziwię? Raczej nie przyjmuję ciągle do faktu tego, że pokazywał/pokazywali coś innego, i nagle wielkie bum. Ale fakt, czuję się jak chujowa osoba, nie bez powodu myślę o skończeniu tego wszystkiego

No to jak z tymi pieniędzmi w końcu?
Na początku piszesz, że nie masz na terapię, teraz, że odłożyłaś.

Wykorzystaj je więc, poszukaj terapeuty o ile uważasz, że masz depresję i nie dasz rady wyjść z tego sama.
Poszukaj pracy innej, w międzyczasie ucz się do matury, może zapisz się do szkoły policealnej zaocznej/są jeszcze bezpłatne lub mało płatne/ czy na jakieś kursy. Aby zdobyć nowy zawód, nowe umiejętności. Aby potem mieć większe możliwości pracy.
Bo pracować trzeba.
Jest wprawdzie szansa, że znajdziesz kogoś kto będzie chciał abyś siedziała w domu i pachniała ale to różnie może się skończyć i zawsze jakiś fach dobrze mieć. I poczucie niezależności w razie czego.

Może być tak, że tym swoim znajomym i chłopakowi pokazałaś się jako osoba mało ambitna, która nie dąży do niczego, chce się jedynie bawić. Bo czas leci i z każdym rokiem trudniej będzie do nauki przysiąść.
Twój chłopak będzie miał wyższe wykształcenie, ma aspiracje on albo jego rodzina  aby jego partnerka też miała.
To nie jest wątek aby oceniać go, poprzestanę na tym.
A ty musisz się zastanowić nad sobą, co chcesz w życiu osiągnąć.
Nie musisz mieć studiów, możesz poprzestać na tym wykształceniu, które masz. I też możesz być szczęśliwa, poznać kogoś dla kogo będziesz najważniejsza.

No to są pieniądze odłożone na 'życie', a taka psychoterapia, regularna, jest bardzo kosztowna, ja sama z siebie nie bardzo mogłabym sobie na nią teraz pozwolić. Co do tych ambicji, to w ogóle nie jest tak - od początku miałam zamiar iść na studia, nie miałam pojęcia, na jakie, jakiś czas temu myślałam o geoinformatyce na Politechnice, chciałam rozwijać umysł logiczny, od zawsze chciałam założyć własną przedsiębiorczość, na dłuższą metę nie nadaję się do pracy w korporacji, dosyć intensywnie interesowałam się zawsze tym tematem, bo w tym siebie widzę/widziałam. To w ogóle nie jest tak, że jestem nieambitna, ale fakt jest taki, że nie wyszło mi parę rzeczy w życiu, mam bardzo złe doświadczenia ze szkołą, jest to wręcz trauma, typowe dresiarstwo znęcało się nade mną i nie umiałam się bronić, i tak przez całe gimnazjum i całe liceum - które zawaliłam w dużym skrócie (mam wykształcenie średnie, ale nie zdałam w 2 klasie przez niechodzenie do szkoły, z maturami kiepsko). Mój dom rodzinny kojarzy mi się z wiecznymi awanturami i stresem, moim rodzicom nie wyszło w życiu, rozstali się dawno temu, wyprowadziłam się w wieku 6 lat z siostrą i mamą do dziadków. Są kochanymi ludźmi, ale jednak pokazują, jak nie należy żyć, od zawsze pałałam przerażeniem, że mogę być do nich w jakikolwiek sposób podobna - jakiekolwiek, nawet małe podobieństwo do nich w moim zachowaniu sprawiało, że doznawałam ogromnego stresu i bałam się, że będę jak oni - może to chore, ale tak jest. Anyway, ta świadomość, że najbliżsi mi, jak sądziłam, ludzie, uznali mnie za kogoś na tyle beznadziejnego, żeby zerwać ze mną kontakt, ta bardzo boli. Tamten chłopak był moją pierwszą, prawdziwą miłością, zresztą ja jego też, to on o mnie zabiegał przez rok. Nie rozumiem tego, naprawdę, też tego, że znając mnie przez długi okres czasu, uznali, że żyję sobie, żeby żyć i nie mam ambicji, co jest nieprawdą, dlatego tym bardziej boli mnie niesprawiedliwy osąd. Z tymże teraz jest mi wszystko jedno, bo czuję się zgnieciona jak robak, który może być co najwyżej zmieszany z ziemią

12

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
Mistrzunio napisał/a:

W jakim mieście żyjesz? Pytam, bo mógłbym pomóc.

Okolice Warszawy. Swoją drogą to miłe, ale z tym stopniem zrezygnowania trudno o jakąś pomoc dla mnie. Tak sobie myślę.

13

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Odłożone pieniądze na życie kiedyś się skończą, prędzej czy później w zależności od tego ile ich jest i jak je będziesz wydawać.
I będzie jeszcze większy dół psychiczny. I dramat z czego żyć.

Z tego co piszesz to masz problemy z którymi sama sobie nie poradzisz, musisz je przepracować z terapeutą.

Nie wszystko na raz ale małymi kroczkami aby do przodu. Siedzenie w domu i rozpamiętywanie tego co było nic nie da.

Zmarnowałaś kilka lat na własne życzenie.
Może to rozstanie to właśnie taki prezent od losu abyś wzięła się za siebie i te swoje plany wreszcie zaczęła realizować.
Bo nie sądzę aby gdybyś nadal z nim była i żyła tak jak dotychczas to cokolwiek zrobiłabyś aby było bliżej do ich realizacji.

A tego kwiatu pół światu. Na pewno jeszcze spotkasz kogoś kto zawróci ci w głowie, kogo pokochasz z wzajemnością.
Pierwsze miłości bardzo rzadko są ostatnie, na zawsze.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

14

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Jesteś taka młoda. Kiedyś będziesz się śmiać z tej historii. Nie możesz myśleć, że to był ten jedyny, idealny i nic Cię już nie spotka. Zmuś się do jakiejś aktywności, jakiejkolwiek. Całe życie przed Tobą, wiec nie myśl o śmierci. Na to masz zawsze czas. Znajdziesz nowych znajomych. Tak już jest, że pewni ludzie są w naszym życiu tylko określony czas. Nic się nie dzieje przypadkowo. Tak miało być. Terapia byłaby bardzo wskazana, może znajdziesz coś na NFZ. Tak na szybko, to po prostu zacznij wychodzić z domu, idź do jakiejkolwiek pracy. Gwarantuję, że nastrój Ci się poprawi.

15 Ostatnio edytowany przez vaielle (2016-07-02 23:52:19)

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
Kleoma napisał/a:

Twój chłopak będzie miał wyższe wykształcenie, ma aspiracje on albo jego rodzina  aby jego partnerka też miała.

Ty tak serio z tymi stosunkami międzynarodowymi i 'wyzszym wykształceniem"? :V To jakie tam ambitne rzeczy go po nich czekają? big_smile

I banialuki, żadne studia nie sa potrzebne, i na pewno ''same w sobie'' nie świadczą o ambicji, bardzo stereotypowe myslenie.

Ja mam wyzsze, po których nie umiem sobie trochę proadzić w życiu, mój były ma srednie plus jest programistą-samoukiem, po 8 latach pracy kosi 8k na rekę na umowie o pracę, także tego. Ale to nieambitne, bo nie ma studiów, powiadasz.

Poza tym - NIGDZIE w życiu nie ejst wymagane, ze trzeba być koniecznie ambitna osobą, rozwijać sie i takie tam, zeby być kochanym i akceptowanym. A guzik. A już na pewno nie trzeba spełniać jakichś dziwnych wymagań, które tak naprawde można wymyslac i śrubować w kółko (a takie studia, a siaka praca, a taka uroda, a śmaka waga), zeby kochac i akceptowac siebie - właśnie tu i teraz, takim jakim sie jest.
I tego ci życze, Anastazyo, i pozdrawiam ciepło. Twoje uczucia sa zrozumiałe, wyżal się, wyrzucaj to z siebie codziennie (pisz, płacz - co ci pomaga. Masz prawo do kazdych uczuć). I spróbuj tez dac sobie trochę ciepła, pokochaj sie taką, jaka jesteś, zrób dla siebie cos miłego.

16

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Może powinnaś zweryfikować swoje plany zawodowe i na razie mierzyć nieco niżej.
Sprawdź ile punktów trzeba mieć na te studia jakie chciałaś i czy na pewno jesteś w stanie tak napisać maturę aby mieć ich potrzebną ilość.
I czy to mają być dzienne czy zaoczne o ile są takie  w systemie zaocznym.
Może jednak coś innego wybrać aby nie trzeba było poprawiać matury a też zadowalałoby i przynosiło satysfakcję z pracy.

Mieszkasz w okolicach Warszawy, masz więc bardzo duże możliwości znalezienia pracy. Dodatkowym atutem jest to, że masz już doświadczenie, masz co wpisywać do CV.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

17

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
Kleoma napisał/a:

Odłożone pieniądze na życie kiedyś się skończą, prędzej czy później w zależności od tego ile ich jest i jak je będziesz wydawać.
I będzie jeszcze większy dół psychiczny. I dramat z czego żyć.

Z tego co piszesz to masz problemy z którymi sama sobie nie poradzisz, musisz je przepracować z terapeutą.

Nie wszystko na raz ale małymi kroczkami aby do przodu. Siedzenie w domu i rozpamiętywanie tego co było nic nie da.

Zmarnowałaś kilka lat na własne życzenie.
Może to rozstanie to właśnie taki prezent od losu abyś wzięła się za siebie i te swoje plany wreszcie zaczęła realizować.
Bo nie sądzę aby gdybyś nadal z nim była i żyła tak jak dotychczas to cokolwiek zrobiłabyś aby było bliżej do ich realizacji.

A tego kwiatu pół światu. Na pewno jeszcze spotkasz kogoś kto zawróci ci w głowie, kogo pokochasz z wzajemnością.
Pierwsze miłości bardzo rzadko są ostatnie, na zawsze.


Być może masz rację, być może nie byłabym w stanie się przy nim rozwijać tak, jakbym chciała - nie wiem. Z tymże teraz nie chcę już niczego. Nienawidzę siebie i mam wrażenie, że to wszystko przeze mnie, w dodatku on teraz pokazuje, jak bardzo jest szczęśliwy sam. Ja już tego nie widzę, bo jak wspominałam wcześniej, usunęłam dziś facebooka <eh, czasy internetu> Jestem też wściekła, że podszedł do mnie wtedy na tej imprezie. Po cholerę to zrobił? Po co mówił mi te wszystkie rzeczy? Czemu znowu płakał? Potem dowiedział się, że nie idę na studia w tym roku, i nagle wszystko zniknęło. Trzeba sobie uzmysłowić fakt, że studia w tych czasach nie mają już tak wielkiej wartości, jeżeli chodzi o zarabianie pieniędzy <a dla niego to jest clue> jak kiedyś, oczywiście też zależy, jakie studia - np. bycie lekarzem czy prawnikiem bez studiów nie idzie ze sobą w parze. I tak sobie na początku myślałam, że skoro odrzucił mnie przez ten fakt, to znaczy, że mnie po prostu nie kocha. Bo nie wyobrażam sobie odrzucić kogoś, kogo kocham, ze względu na fakt, że nie poszedł na studia... EH. Z tymże inaczej to wszystko wyglądało na tym 'spotkaniu'. I czasami mam takie myśli, że chciałabym mu pokazać, jak bardzo się mylił co do mojej osoby, jak wiele osiągnę. Pomijam fakt, że chciałabym też to zrobić dla samej siebie. Tylko, no właśnie, raczej chciałam, bo jak mówię, wszystkie moje cele gdzieś przepadły za mgłą, nie mogę znieść i nic robić przez ten straszny ból, nawet nie wiem, jak go opisać. I ten wielki żal, że się nie udało, i obwiniam o to siebie. Czasami mam zrywy, że staram się to sobie tłumaczyć też faktem współudziału w tym jego - od wielu lat chodzi do psychiatry, jak zaczęłam z nim być, miał depresję, z której, podobno, go wyciągnęłam - aż parsknęłam śmiechem w tym momencie. Jego psychiatra twierdzi, że on ma DDA, on twierdził, że nie ma, już nie wiem. Ogólnie nie powiem, on też ma ze sobą problemy, ale teraz potraktował mnie jak śmiecia. Uznał, że nie mam przyszłości, bo nie studiuję. Bo parę razy mi coś nie wyszło. Bo już we mnie nie wierzy.

18

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
vaielle napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Twój chłopak będzie miał wyższe wykształcenie, ma aspiracje on albo jego rodzina  aby jego partnerka też miała.

Ty tak serio z tymi stosunkami międzynarodowymi i 'wyzszym wykształceniem"? :V To jakie tam ambitne rzeczy go po nich czekają? big_smile

I banialuki, żadne studia nie sa potrzebne, i na pewno ''same w sobie'' nie świadczą o ambicji, bardzo stereotypowe myslenie.

Ja mam wyzsze, po których nie umiem sobie trochę proadzić w życiu, mój były ma srednie plus jest programistą-samoukiem, po 8 latach pracy kosi 8k na rekę na umowie o pracę, także tego. Ale to nieambitne, bo nie ma studiów, powiadasz.

Poza tym - NIGDZIE w życiu nie ejst wymagane, ze trzeba być koniecznie ambitna osobą, rozwijać sie i takie tam, zeby być kochanym i akceptowanym. A guzik. A już na pewno nie trzeba spełniać jakichś dziwnych wymagań, które tak naprawde można wymyslac i śrubować w kółko (a takie studia, a siaka praca, a taka uroda, a śmaka waga), zeby kochac i akceptowac siebie - właśnie tu i teraz, takim jakim sie jest.
I tego ci życze, Anastazyo, i pozdrawiam ciepło. Twoje uczucia sa zrozumiałe, wyżal się, wyrzucaj to z siebie codziennie (pisz, płacz - co ci pomaga. Masz prawo do kazdych uczuć). I spróbuj tez dac sobie trochę ciepła, pokochaj sie taką, jaka jesteś, zrób dla siebie cos miłego.

Wyrywasz jedno zdanie z całej partii mojego tekstu i się czepiasz. smile
A dalej napisałam, że to nie wątek o chłopaku i nie wnikam co nim powodowało aby rozstać się z autorką bo to obecnie nie jest ważne.

Są tacy ludzie dla których to czy ktoś ma studia czy nie jest bardzo ważne.
Nie wiadomo jaki jest ten chłopak, czy zadecydował sam czy jego rodzice nie chcieli takiej synowej według nich np. mało ambitnej, jedynie po liceum.
Może dawali jej szansę, że się ogarnie, douczy, zda.
Ale gdy kolejny raz powiedziała, że to jeszcze nie tego roku na te studia to kazali mu dać sobie z nią spokój bo jest niesłowna i nigdy nie zacznie się uczyć. Nie wiemy. Może on sam jest z tych co tak myślą.
Przewidywał, że ona nigdy tego co mówi nie zrealizuje, będzie musiał sam utrzymywać rodzinę bo bez zawodu to wkrótce tylko prace, których nikt nie chce.
Było, minęło.

Teraz autorka ma inne problemy i trzeba jej pomóc ich się pozbyć.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

19 Ostatnio edytowany przez anastazya (2016-07-03 00:11:09)

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
vaielle napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Twój chłopak będzie miał wyższe wykształcenie, ma aspiracje on albo jego rodzina  aby jego partnerka też miała.

Ty tak serio z tymi stosunkami międzynarodowymi i 'wyzszym wykształceniem"? :V To jakie tam ambitne rzeczy go po nich czekają? big_smile

I banialuki, żadne studia nie sa potrzebne, i na pewno ''same w sobie'' nie świadczą o ambicji, bardzo stereotypowe myslenie.

Ja mam wyzsze, po których nie umiem sobie trochę proadzić w życiu, mój były ma srednie plus jest programistą-samoukiem, po 8 latach pracy kosi 8k na rekę na umowie o pracę, także tego. Ale to nieambitne, bo nie ma studiów, powiadasz.

Poza tym - NIGDZIE w życiu nie ejst wymagane, ze trzeba być koniecznie ambitna osobą, rozwijać sie i takie tam, zeby być kochanym i akceptowanym. A guzik. A już na pewno nie trzeba spełniać jakichś dziwnych wymagań, które tak naprawde można wymyslac i śrubować w kółko (a takie studia, a siaka praca, a taka uroda, a śmaka waga), zeby kochac i akceptowac siebie - właśnie tu i teraz, takim jakim sie jest.
I tego ci życze, Anastazyo, i pozdrawiam ciepło. Twoje uczucia sa zrozumiałe, wyżal się, wyrzucaj to z siebie codziennie (pisz, płacz - co ci pomaga. Masz prawo do kazdych uczuć). I spróbuj tez dac sobie trochę ciepła, pokochaj sie taką, jaka jesteś, zrób dla siebie cos miłego.

Dzięki za miłe słowa. I W OGÓLE DZIĘKI WSZYSTKIM WAM ZA ODPOWIEDZI. Właśnie ujęłam moje spojrzenie na studia w odpowiedzi na post wyżej, bo mam do tego takie samo podejście. W ogóle nie neguję studiów, sama chciałam na nie iść, żeby rozwijać mój umysł logiczny, ale tylko po to. W tych czasach możliwości zawodowe diametralnie się zmieniły, także tak. A mój eks przejmie firmę po ojcu, wiedział o tym od zawsze, dlatego poszedł na takie studia, żeby mieć wykształcenie po to, żeby je mieć, dyplomatą raczej nie zostanie. Nie wiem, co on robi jeszcze ambitnego w życiu, czyta dużo książek i interesuje się polityką, o. Ale oprócz tego bardzo dużo gra w gry, spędza czas ze znajomymi, zawsze przy jakimś alkoholu. Ogólnie studenckie życie rzekłoby się.. niestety, co z tego.

20

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Pomyśl o tej sytuacji jak o złym śnie (jak z Coelho rada, ale, qrwa, działa...) i dawaj dalej...

21

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
Kleoma napisał/a:
vaielle napisał/a:
Kleoma napisał/a:

Twój chłopak będzie miał wyższe wykształcenie, ma aspiracje on albo jego rodzina  aby jego partnerka też miała.

Ty tak serio z tymi stosunkami międzynarodowymi i 'wyzszym wykształceniem"? :V To jakie tam ambitne rzeczy go po nich czekają? big_smile

I banialuki, żadne studia nie sa potrzebne, i na pewno ''same w sobie'' nie świadczą o ambicji, bardzo stereotypowe myslenie.

Ja mam wyzsze, po których nie umiem sobie trochę proadzić w życiu, mój były ma srednie plus jest programistą-samoukiem, po 8 latach pracy kosi 8k na rekę na umowie o pracę, także tego. Ale to nieambitne, bo nie ma studiów, powiadasz.

Poza tym - NIGDZIE w życiu nie ejst wymagane, ze trzeba być koniecznie ambitna osobą, rozwijać sie i takie tam, zeby być kochanym i akceptowanym. A guzik. A już na pewno nie trzeba spełniać jakichś dziwnych wymagań, które tak naprawde można wymyslac i śrubować w kółko (a takie studia, a siaka praca, a taka uroda, a śmaka waga), zeby kochac i akceptowac siebie - właśnie tu i teraz, takim jakim sie jest.
I tego ci życze, Anastazyo, i pozdrawiam ciepło. Twoje uczucia sa zrozumiałe, wyżal się, wyrzucaj to z siebie codziennie (pisz, płacz - co ci pomaga. Masz prawo do kazdych uczuć). I spróbuj tez dac sobie trochę ciepła, pokochaj sie taką, jaka jesteś, zrób dla siebie cos miłego.

Wyrywasz jedno zdanie z całej partii mojego tekstu i się czepiasz. smile
A dalej napisałam, że to nie wątek o chłopaku i nie wnikam co nim powodowało aby rozstać się z autorką bo to obecnie nie jest ważne.

Są tacy ludzie dla których to czy ktoś ma studia czy nie jest bardzo ważne.
Nie wiadomo jaki jest ten chłopak, czy zadecydował sam czy jego rodzice nie chcieli takiej synowej według nich np. mało ambitnej, jedynie po liceum.
Może dawali jej szansę, że się ogarnie, douczy, zda.
Ale gdy kolejny raz powiedziała, że to jeszcze nie tego roku na te studia to kazali mu dać sobie z nią spokój bo jest niesłowna i nigdy nie zacznie się uczyć. Nie wiemy. Może on sam jest z tych co tak myślą.
Przewidywał, że ona nigdy tego co mówi nie zrealizuje, będzie musiał sam utrzymywać rodzinę bo bez zawodu to wkrótce tylko prace, których nikt nie chce.
Było, minęło.

Teraz autorka ma inne problemy i trzeba jej pomóc ich się pozbyć.


Jego ojciec jest przedsiębiorcą, prawie nigdy z nim nie rozmawiałam, bardzo zamknięty w sobie człowiek na 'nieznane' i jakoś nie chciał mnie poznać głębiej. Jego matka jest bardzo ambitna, ale miałam z nią świetny kontakt, zawsze we mnie wierzyła. Podobno bardzo płakała, kiedy się dowiedziała o decyzji syna. Jest mi tak cholernie przykro i źle. I tak, on uważa, że już niczego nie osiągnę, sam stwierdził, że już nie wierzy we mnie, i ogólnie, on tak bardzo mnie zna, że jest przyzwyczajony do tego mojego podejścia do życia. Tylko chyba patrzył na to wszystko przez jakiś dziwny pryzmat. Nie wiem, ale w każdym razie nie mogę się wyzbyć myśli, że to wszystko przeze mnie

22 Ostatnio edytowany przez anastazya (2016-07-03 00:23:55)

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
janmichxyz napisał/a:

Pomyśl o tej sytuacji jak o złym śnie (jak z Coelho rada, ale, qrwa, działa...) i dawaj dalej...

No tak, jak na razie jest to koszmar trwający od prawie trzech miesięcy. I przybrał ostatnio na sile, od tego czasu, kiedy rozmawialiśmy na messengerze, kiedy dowiedział się o tych studiach. I pokazywał, jak bardzo mną gardzi, jaka jestem beznadziejna. A ja nie mogłam tego znieść, dalej pisałam rzeczy, moja ostatnia wiadomość do niego była z 19 czerwca, w której napisałam, żeby niezobowiązująco się spotkać na lemoniadę, 15 lipca. Nie odpisał, a ja nie mogę znieść, jak bardzo to żenujące z mojej strony. Tak bardzo nie mogłam i nie potrafię tego przyjąć do siebie. Potem jego przyjaciel nie odpisał mi nawet na życzenia urodzinowe. Tak samo, jak nie odpisała mi na coś innego jego dziewczyna, taka strasznie miła osoba, która mówiła, że zawsze będzie dla mnie, tak samo, jak jej chłopak. I tak dalej, i tak dalej...

23

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
janmichxyz napisał/a:

Pomyśl o tej sytuacji jak o złym śnie (jak z Coelho rada, ale, qrwa, działa...) i dawaj dalej...

Myślę, że daję Ci dobrą radę, a Ty się martwisz jakimś "wykształceniem"... A czym to w dzisiejszych czasach jest?

24

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
janmichxyz napisał/a:
janmichxyz napisał/a:

Pomyśl o tej sytuacji jak o złym śnie (jak z Coelho rada, ale, qrwa, działa...) i dawaj dalej...

Myślę, że daję Ci dobrą radę, a Ty się martwisz jakimś "wykształceniem"... A czym to w dzisiejszych czasach jest?

Dziękuję, ale wiesz co. Raczej boli mnie niesprawiedliwy osąd i odrzucenie. I to, że zostałam sama, przyzwyczajona do czegoś innego - co dalej instnieje, ale zostałam stamtąd wyrzucona. A martwię się sobą, bo pierwszy raz w życiu nie mam siły, żeby iść dalej, jakkolwiek beznadziejnie to nie brzmi

25

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Powtórzę Ci jeszcze raz, do porzygu... Olej to towarzystwo i skup się na sobie... Nie masz nic innego (znowu Coelhem pojechałem tongue)

26

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
janmichxyz napisał/a:

Powtórzę Ci jeszcze raz, do porzygu... Olej to towarzystwo i skup się na sobie... Nie masz nic innego (znowu Coelhem pojechałem tongue)

Być może to idiotyczne, ale czy masz jakieś porady, jak to po prostu olać? Niestety należę do osób strasznie wrażliwych, przywiązujących się i analizujących  - podsumowując chodząca tragedia. Chciałabym olać towarzystwo, ale zwyczajnie nie potrafię, nie mam takiej umiejętności, shiet.

27

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Dla mnie "olewka" polega na całkowitym zignorowaniu... Umów się z innym facetem, idź na drinka z koleżanką, która nie jest z tym idiotą w żaden sposób powiązana, poszukaj w sieci ludzi, którzy mają podobne zainteresowania... Nie wyrzucisz przeszłości z głowy od razu, ale najpierw ją zagłuszysz, a potem uda Ci się sprawić, że całkiem wyblaknie... (Coelho x3, dzisiaj przechodzę sam siebie...)

28

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Ehhhhh. A jakie macie porady na skojarzenia i wspomnienia? Jak pisałam wcześniej, dużo podróżowaliśmy, chodziliśmy, prawie każde miejsce w Warszawie przywołuje tak mocne wspomnienia, że dostaję ataku płaczu i nie mogę tam przebywać, tak samo z Łodzią, z Krakowem (mieliśmy tradycję jeżdżenia na UnsoundFestival co październik od 3 lat, a naprawdę lubię ten festival, i mam wrażenie, że teraz nie byłabym w stanie tam być> Berlin, Praga... nie mam pojęcia, jak sobie poradzić z tymi sentymentami, to jest tak cholernie bolesne, że nie widzę wyjścia z tej sytuacji - zresztą same wspomnienia sprawiają ból nie do zniesienia, a co dopiero bycie tam

29

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Doskonale wiem co przeżywasz, powoli sam wychodzę z podobnej sytuacji. Gdybyś chciała pomocy i wsparcia w realu, zapraszam do Krakowa smile.

30

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
janmichxyz napisał/a:

(Coelho x3, dzisiaj przechodzę sam siebie...)

jesteś debest Coelho wink

31

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Wiem doskonale co masz na myśli z tymi miejscami i wspomnieniami...
Ja zrobiłam tak, że kiedy najbardziej bolało, to ich unikałam(na ile się dało), inna droga, ominięcie jakiegoś budynku etc.
Jak poczułam się trochę lepiej, to zaczęłam brać w te miejsca inne osoby albo powtarzałam sobie w myślach, że będę tu jeszcze nie raz i nie może mi jedna osoba tych miejsc obrzydzić. Na ile to możliwe przypominam też sobie, że wiele z tych miejsc kojarzy mi się też z innym osobami ( tymi, którym naprawdę na mnie zależy)i sytuacjami. Szukam też nowych miejsc, które mnie zainteresują czy zauroczą tzn. tworzę jakby "nowe wspomnienia" smile

32

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
Mistrzunio napisał/a:

Doskonale wiem co przeżywasz, powoli sam wychodzę z podobnej sytuacji. Gdybyś chciała pomocy i wsparcia w realu, zapraszam do Krakowa smile.

Ah, Kraków, jak już wspominałam, znajdowałam się w nim co rok w październiku, nie wiem, czy w tym roku dam radę tam pojechać, zwłaszcza, że on na pewno tam będzie, mieliśmy identyczny gust muzyczny i zawsze podobały nam się te same rzeczy. Ale jeżeli się zdecyduję, to dam znać, chociaż to dopiero za 4 miesiące, a ja aktualnie nie mogę się ruszyć z pokoju i myśli o odejściu nie dają mi spokoju, naprawdę, mam wrażenie, że ta miłość mnie zniszczyła na całe życie, a kto miałby siłę siebie znosić przez tyle czasu..

33

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
AnnaN1 napisał/a:

Wiem doskonale co masz na myśli z tymi miejscami i wspomnieniami...
Ja zrobiłam tak, że kiedy najbardziej bolało, to ich unikałam(na ile się dało), inna droga, ominięcie jakiegoś budynku etc.
Jak poczułam się trochę lepiej, to zaczęłam brać w te miejsca inne osoby albo powtarzałam sobie w myślach, że będę tu jeszcze nie raz i nie może mi jedna osoba tych miejsc obrzydzić. Na ile to możliwe przypominam też sobie, że wiele z tych miejsc kojarzy mi się też z innym osobami ( tymi, którym naprawdę na mnie zależy)i sytuacjami. Szukam też nowych miejsc, które mnie zainteresują czy zauroczą tzn. tworzę jakby "nowe wspomnienia" smile

Dzięki za rady, pewnie działają po jakimś czasie. Teraz dosyć mocno unikam tych miejsc - nie wychodzę z domu już od dłuższego czasu. Usunęłam facebooka, straciłam trochę kontakt 'ze światem', ale zaglądanie tam, jak głupie by się to nie wydawało, przywoływało caaaały czas wspomnienia, i po tym, jak wstawił wczoraj zdjęcie, jak super się bawi na Bali, nie wytrzymałam, nie mogłam na to patrzeć. I oczywiście myśli, że 'normalnie' już bym miała od niego milion zdjęć, bylibyśmy w kontakcie, blabla... nie wiem, skąd mi się takie myśli biorą, regularny kontakt z nim uznawałam za normalną rzeczywistość, przez te 3 lata nie rozmawialiśmy może przez 1 dzień po jakiejś kłótni, a tak - codziennie. A teraz już tego nie ma, i nie wróci, i jest mi tak bardzo żal tych wspomnień, i w pewnym sensie nie chcę o tym zapomnieć, bo to było coś pięknego, a z drugiej strony nie wytrzymuję z nimi, że to koniec, że już nigdy nie wróci, że on ma się dobrze beze mnie, a nawet lepiej, niż ze mną. Każdy dzień to męczarnia, jezu.

34

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
anastazya napisał/a:
Mistrzunio napisał/a:

Doskonale wiem co przeżywasz, powoli sam wychodzę z podobnej sytuacji. Gdybyś chciała pomocy i wsparcia w realu, zapraszam do Krakowa smile.

Ah, Kraków, jak już wspominałam, znajdowałam się w nim co rok w październiku, nie wiem, czy w tym roku dam radę tam pojechać, zwłaszcza, że on na pewno tam będzie, mieliśmy identyczny gust muzyczny i zawsze podobały nam się te same rzeczy. Ale jeżeli się zdecyduję, to dam znać, chociaż to dopiero za 4 miesiące, a ja aktualnie nie mogę się ruszyć z pokoju i myśli o odejściu nie dają mi spokoju, naprawdę, mam wrażenie, że ta miłość mnie zniszczyła na całe życie, a kto miałby siłę siebie znosić przez tyle czasu..

Wysłałem Ci wiadomość na PW (na tym forum chyba idzie na maila podanego przy rejestracji).

35

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Opis Twojego samopoczucia i stanu w jakim jesteś przypomina mi mój. Ja mam zdiagnozowaną depresję. Twoja apatia wynika z tego, że straciłaś coś, co stanowiło dla Ciebie ogromną wartość - chłopak, styl życia, znajomi. Znalazłaś się na rozdrożu, jesteś w kryzysie. Nie każdy umie sobie sam poradzić z tego typu "krachem" - stąd np. popadają w depresję. Tak jak inni Forumowicze myślę, że dobrym wyjściem byłaby terapia, plus może jeśli lekarz stwierdzi farmakologia. Coś się zburzyło, teraz potrzebujesz się odbudować na nowo. Pamiętajmy też, że depresja ma to do siebie, że zabija jakąkolwiek motywację, co może utrudniać podejmowanie decyzji - a w Twoim przypadku to czas ważnych decyzji. Trzymam za Ciebie kciuki

nie mam jak dawniej matowych oczu

36

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
O'kruszynka napisał/a:
janmichxyz napisał/a:

(Coelho x3, dzisiaj przechodzę sam siebie...)

jesteś debest Coelho wink

Jest mi niezmiernie miło, że znalazłaś swojego Przewodnika wink

37

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Anastazya, nie brzmi to dobrze, że nienawidzisz siebie, że myślisz o skończeniu w tym wszystkim. Ból i cierpienie po rozstaniu są normalne i zazwyczaj mijają z czasem, ale jeśli zaczynają przekraczać granice i stają się zbyt silne, mogą doprowadzić Cię do depresji. Zachęcałabym Cię do kontaktu ze specjalistą. Terapia przyniesie Ci ulgę, bo pozwoli skupić się na sobie i poukładać wszystko na spokojnie. Jeśli masz ubezpieczenie, możesz to zrobić w ramach nfz. Daj znać, jeśli chcesz, żeby Ci coś polecić.

Dar rozstania - http://www.izanowalska.pl/
Zamknij za sobą przeszłość i rusz po szczęście.

38

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Tak się kończy poleganie tylko i wyłącznie na chłopaku. Znam mnóstwo takich przypadków wśród moich znajomych. Rozstanie i nagle szok- zostali sami jak palec, bo zawsze chłopak stał na piedestale a o inne znajomości się nie dbało. Przykre, że mało kto wyciąga nawet z takiej lekcji nauczkę i postępują nadal tak samo. Ciekawe, jakich rezultatów oczekują tym razem.

39

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
Smokingcat napisał/a:

Opis Twojego samopoczucia i stanu w jakim jesteś przypomina mi mój. Ja mam zdiagnozowaną depresję. Twoja apatia wynika z tego, że straciłaś coś, co stanowiło dla Ciebie ogromną wartość - chłopak, styl życia, znajomi. Znalazłaś się na rozdrożu, jesteś w kryzysie. Nie każdy umie sobie sam poradzić z tego typu "krachem" - stąd np. popadają w depresję. Tak jak inni Forumowicze myślę, że dobrym wyjściem byłaby terapia, plus może jeśli lekarz stwierdzi farmakologia. Coś się zburzyło, teraz potrzebujesz się odbudować na nowo. Pamiętajmy też, że depresja ma to do siebie, że zabija jakąkolwiek motywację, co może utrudniać podejmowanie decyzji - a w Twoim przypadku to czas ważnych decyzji. Trzymam za Ciebie kciuki

Dzięki, mam nadzieję, że u Ciebie też będzie wszystko szło do przodu. Swoją drogą zaczęłam sobie uświadamiać, że miałam do czynienia z facetem z typowym syndromem Piotrusia Pana - to i tak by nie miało przyszłości, chyba, że nasz związek by polegał tylko na ciągłych przyjemnościach, a życie wygląda trochę inaczej na dłuższą metę. Uświadomienie sobie tego okazało się całkiem kluczowe, ale ta apatia jest dalej obecna, jak już wspominałam wcześniej, nie potrafię sobie do końca poradzić z tymi skojarzeniami apropo miejsc, ludzi i rzeczy, boli to strasznie i bardzo ogranicza. Prawdopodobnie będę się wybierać na terapię, którą poleciła mi koleżanka-psycholożka mojej babci, jest bezpłatna, także mam nadzieję, że mnie to podbuduje jeszcze bardziej.

40

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
Iza Nowalska napisał/a:

Anastazya, nie brzmi to dobrze, że nienawidzisz siebie, że myślisz o skończeniu w tym wszystkim. Ból i cierpienie po rozstaniu są normalne i zazwyczaj mijają z czasem, ale jeśli zaczynają przekraczać granice i stają się zbyt silne, mogą doprowadzić Cię do depresji. Zachęcałabym Cię do kontaktu ze specjalistą. Terapia przyniesie Ci ulgę, bo pozwoli skupić się na sobie i poukładać wszystko na spokojnie. Jeśli masz ubezpieczenie, możesz to zrobić w ramach nfz. Daj znać, jeśli chcesz, żeby Ci coś polecić.

Hej Iza, jak pisałam w poście wyżej, już mam jedną terapię 'na oku', właśnie w ramach nfz, mam zamiar się na nią wybrać już niebawem. Będę dawać znać, chociaż to pewnie trochę potrwa!

41

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Czesc,

Przeczytalam Twoja historie.Bardzo mi przykro,ze przezywasz teraz takie trudne chwile.Napisz prosze co u Ciebie i jak sie miewasz.Pozdrawiam.

42

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
Edytka37. napisał/a:

Czesc,

Przeczytalam Twoja historie.Bardzo mi przykro,ze przezywasz teraz takie trudne chwile.Napisz prosze co u Ciebie i jak sie miewasz.Pozdrawiam.

Hej, dzięki za zainteresowanie. Szczerze mówiąc jest dalej źle. Dzisiaj miałam dwa napady płaczu zupełnie bez powodu, różne rzeczy mi się kojarzą z tym, co było. Ciągle podświadomie szukam w sobie poczucia winy, z tymże nie zajdę daleko z takim nastawieniem. Mam w sobie ogromną potrzebę działania, już zaczęłam pewne kroki ku temu, przez chwilę czuję się zmotywowana i silniejsza, ale potem w momencie zderzenia z rzeczywistością staję się malutka, przestraszona i zasmucona wszystkim - nagle tracę jakąkolwiek siłę i chęć na życie. Staram się pamiętać o tym, że nie mogę się poddać, żeby nie rozgrzebywać mojej przeszłości, żeby patrzeć do przodu i na tym się skupić. Staram się, ale bywa różnie, on dalej jest cały czas z tyłu mojej głowy i ni cholery nie chce odejść. Najgorsze jest to, że w głębi nie chcę, żeby odszedł, dalej żywię te przeklęte uczucia w jego stronę - coraz częściej jest to nienawiść, po chwili wielka tęsknota, i tak na zmianę... Jednakże nie chcę żyć nienawiścią, to niszczące, ale nie potrafię inaczej. Nie potrafię mu też wybaczyć, nie potrafię przestać odczuwać tego ogromnego żalu do niego - okazał się być kłamcą, zdrajcą emocjonalnym. Przez ostatnie pół roku wiedział, że będzie chciał mnie rzucić, ale nie pokazywał tego, nie sugerował nic, czasami był wręcz milszy niż kiedykolwiek, mieliśmy jakieś plany, których się nie wypierał. Obiecaliśmy kiedyś sobie, że jeżeli coś będzie nie tak w naszej relacji, jeżeli będziemy czuć coś dziwnego, cokolwiek niepokojącego, to szczerze o tym powiemy OD RAZU, a on kisił to przez pół roku, i już wtedy wiedział, że mnie zostawi. Nie potrafię znieść tej myśli, zabija mnie od środka wręcz, bo mam to poczucie zdrady, fałszu, etc, przez osobę, która wydawała się być moją bratnią duszą, moim partnerem, kimś najbliższym. Nie mam pojęcia, co zrobić z tym przeogromnym żalem, który dźwigam każdego dnia, i który nie robi się coraz lżejszy..

43

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Hej. Też czytałam. Głównie ze względu na to, że sama szukam oparcia w kimś, kto mnie zwyczajnie zrozumie.

anastazya napisał/a:

Hej, dzięki za zainteresowanie. Szczerze mówiąc jest dalej źle. Dzisiaj miałam dwa napady płaczu zupełnie bez powodu, różne rzeczy mi się kojarzą z tym, co było. Ciągle podświadomie szukam w sobie poczucia winy, z tymże nie zajdę daleko z takim nastawieniem. Mam w sobie ogromną potrzebę działania, już zaczęłam pewne kroki ku temu, przez chwilę czuję się zmotywowana i silniejsza, ale potem w momencie zderzenia z rzeczywistością staję się malutka, przestraszona i zasmucona wszystkim - nagle tracę jakąkolwiek siłę i chęć na życie.

Też tak mam. Identycznie. Jakbym o sobie czytała. Zbieram się w sobie, postanawiam walczyć, wprowadzam różne zmiany w życiu iiii... tyle. Następnego dnia płaczę jak bóbr gdzieś w kąciku.

anastazya napisał/a:

Staram się pamiętać o tym, że nie mogę się poddać, żeby nie rozgrzebywać mojej przeszłości, żeby patrzeć do przodu i na tym się skupić. Staram się, ale bywa różnie, on dalej jest cały czas z tyłu mojej głowy i ni cholery nie chce odejść. Najgorsze jest to, że w głębi nie chcę, żeby odszedł, dalej żywię te przeklęte uczucia w jego stronę - coraz częściej jest to nienawiść, po chwili wielka tęsknota, i tak na zmianę... Jednakże nie chcę żyć nienawiścią, to niszczące, ale nie potrafię inaczej. Nie potrafię mu też wybaczyć, nie potrafię przestać odczuwać tego ogromnego żalu do niego - okazał się być kłamcą, zdrajcą emocjonalnym. Przez ostatnie pół roku wiedział, że będzie chciał mnie rzucić, ale nie pokazywał tego, nie sugerował nic, czasami był wręcz milszy niż kiedykolwiek, mieliśmy jakieś plany, których się nie wypierał.

Kochana, u mnie temat skończył się szybko - od maja do połowy czerwca. Oddalał się, oddalał, aż w końcu oddalił całkiem. Zero kontaktu. Też były plany, wizja wspólnego mieszkania, zobowiązania finansowe. Załamałam się całkowicie.

Ja jestem w fazie walki. Wiem, że go skrzywdziłam (pojawił się człowiek, z którym go nie zdradziłam, to jest dość długa historia, opisałam ją w innym wątku, gdzie dziewczyny na mnie nakrzyczały smile niemniej wina była moja, emocje były przeze mnie) - mój partner uważa, że zawiodłam jego zaufanie. Rozmawiałam z nim wczoraj po miesiącu od ostatniego spotkania, to była moja druga próba walki. Twardo mówi NIE. Że lepiej mu samemu, że nie ma do mnie zaufania i nie mam szans go odzyskać.

Jednak ja nie potrafię sobie przetłumaczyć, nie trafia do mojej pustej głowy, że to KONIEC. Ja nadal chcę walczyć, egoistycznie. Problem jest tylko taki, że nie wiem w jaki sposób. Dałam mu póki co znowu spokój.

Słuchajcie, przepraszam, może to nie jest dobry moment na taką prywatę - jak uważacie, do kiedy, do jakiego momentu, do jakiego sygnału powinnam walczyć, jeżeli to ja zawiodłam?

Anastazya, trzymaj się. Jesteś dzielna. Zobacz, ile czasu już minęło. Musisz żyć normalnie, dla samej siebie. Wiem, że boli. Będzie bolało jeszcze długo. Tak jak słusznie powiedziano wyżej, warto byś zastanowiła się nad profesjonalną pomocą. Na swoim przykładzie powiem Ci, że nie Ty jedna powinnaś smile jeśli chcesz, to napisz do mnie, pogadamy na spokojnie. Choć może w mojej sytuacji to tak, jakby ślepy prowadził ślepego.

Daj znać, co dalej.

44

Odp: KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?
anastazya napisał/a:

Hej Iza, jak pisałam w poście wyżej, już mam jedną terapię 'na oku', właśnie w ramach nfz, mam zamiar się na nią wybrać już niebawem. Będę dawać znać, chociaż to pewnie trochę potrwa!

Wspaniale! Trzymam kciuki :-)

Dar rozstania - http://www.izanowalska.pl/
Zamknij za sobą przeszłość i rusz po szczęście.

Posty [ 44 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » KONIEC MOJEGO ŻYCIA NADSZEDŁ - czy jest sens to ciągnąć dalej?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018