Moja kuzynka jest mega zrozpaczona, nie umiem jej pomóc, poznała chłopaka, byli super zgraną parą, są 2 lata razem, planowali coś więcej aż tu nagle poważna choroba stwardnienie i szereg innych niefajnych dolegliwości. Co Jej poradzić? co byście zrobiły wiedząc o poważnej chorobie już przed ślubem? zostać mimo cierpienia czy jeśli krzyż okaże się zbyt ciężki po prostu nie wychodzić za taką osobę.
Podobne tematy
2 2016-05-30 15:41:26 Ostatnio edytowany przez Averyl (2016-05-30 15:41:51)
... to co jej moralność podpowiada.
Jest to okrutne, ale jeśli jest młoda, ma prawo do założenia rodziny (dzieci), do korzystania z życia, nie musi się zamieniać w pielęgniarkę dla męża.
Ale jeśli ją coś ważnego wyjątkowego łączyło z chorym, to ta świadomość nie powinna wpływać na jej decyzję - ludzie łączą się na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie. Co by zrobiła gdyby dowiedziała się o tym już po ślubie, złożyłaby papiery o rozwód? A gdyby to jej dotyczyło - chciałaby, aby jej narzeczony/mąż zajął się nią, czy wolałabym by wymienił na zdrowszy model?
To bardzo okrutne , że dwoje fajnych , wrażliwych osób próbuje rozdzielić los, mega smutne, nie wiem nawet co powiedzieć takiej osobie. Moralność mówi, że nie powinna zostawiać , z 2 str wiadomo, że zbyt szczęśliwa nie jest. Żal mi Ich bo takich ludzi jak Oni nie ma, a przynajmniej jak moja kuzynka.A On już w ogóle niesprawiedliwe, że tak Go dotknęło i niewiadomo jak zareagować.
Moralność mówi, że nie powinna zostawiać , z 2 str wiadomo, że zbyt szczęśliwa nie jest.
Skoro jest nieszczęśliwa z nim, to po co pcha się do zaaobrączkowania?
Taka wspaniała jest ta twoja kuzynka i co martwi się tylko swoją wygodą, że będzie musiała czasem dać coś od siebie, że nie będzie mogła szaleć, jeździć z facetem na rowerze, na nartach, na koniec świata, tylko do przychodni na rehablitację?
Jeśli ma takie dylematy, to niech da spokój sobie i jemu.
Nie powinna zostawać z nim, jeśli kieruje nią tylko litość lub strach, co ludzie powiedzą, gdy odejdę.
Strasznie to trudna sytuacja. Stwardnienie rozsiane to ciężka choroba, oznacza, ze kuzynka musiałaby się opiekować mężem cały czas. Ta choroba będzie postępować. Ona musi być na to gotowa. Jeśli nie jest, lepiej odejść.
Czy oni zaręczyli się jeszcze przed diagnozą?
Nic nie masz jej mówić. Poza tym, że jesteś przy niej, nie oceniasz i wesprzesz ją w jakiejkolwiek decyzji.
Twoja kuzynka stoi przed jednym z najokrutniejszych życiowych dylematów. Łatwo ją oceniać, jeśli stoi się z boku, ale ocena jest ostatnim czego potrzebuje. Rady też są dość bezwartościowe. Jedyne, czego ona potrzebuje, to wsparcie i pewność, że nie jest sama - choć z decyzją musi się zmierzyć samodzielnie.
Zepsul sie to na smietnik i wymienic na zdrowego. Jesli by chodzilo o chara matke, ojca czy dziecko to tez na smietnik? Czy w dzisiejszych czasach naprawde liczy sie tylko ja i nikt wiecej? Aby mi bylo dobrze a kocha sie kogos tylko do momentu kiedy jest dobrze?
Wspolczuje, ale ja pewnie bym cierpiala, ze ukochana osobe cos takiego spotkalo, ale bym nie pomyslala zeby zostawic.
Jak ruda napisała wyżej: nie oceniaj - mówię to do wszystkich, a także do 121212. Skąd wiesz, co byś zrobiła. Tak łatwo mówić, jak się samej nigdy w takiej sytuacji nie było. Nawet jakby go zostawiła, to jest jej decyzja i nie może być motywowana lękiem o to, co ludzie powiedzą, że będą oceniać. Musi zdecydować wg siebie, świadomie. I, szczerze mówiąc, co by nie zdecydowała, ludzie i tak ją ocenią. Odejdzie: egoistka. Zostanie: meczennica. Ludziom nie dogodzisz.
Zgadzam się z osobami wyżej. Nie oceniaj, a bądź blisko niej. To pomaga w trudnych sytuacjach. To jej decyzja i jest na tyle trudna, że na pewno jest jej ciężko, a nikt z boku nie może być pewnym co sam by zrobił i co doradzić. No chociaż oczywiście, jeżeli łączy ich silna miłość, jeżeli chcą być razem i nie będzie to bycie razem z litości, bo choroba i że nie chce go dlatego zostawić, to wtedy uważam, że warto być razem. Nie takie przeszkody można razem pokonać. Jeżeli jednak już kiedyś miała wątpliwości czy z nim dalej być, to wtedy myślę, że nie warto. Czasem niezależnie od choroby coś by się rozpadło. Różnie bywa.
A co ona do niego czuje? Jeśli ma zostać z nim z litości, to szkoda ich obojga... Jeśli go kocha to chyba moralność będzie kazała jej walczyć razem z nim. Ciężka sytuacja i nie wiem czy w takiej sytuacji można znaleźć wyjście które nie zraniłoby nikogo...
Ja miałam kiedyś chłopaka, który po roku naprawdę szczęśliwego związku zaczął robić wszystko, abyśmy się rozstali. Kłócił się ze mną z byle powodu, tak mnie męczył, że sama go w końcu zostawiłam, bo już nie miałam siły. Niedawno (po 2 latach, gdy ja już praktycznie o nim zapomniałam) dowiedziałam się, że sprowokował to rozstanie, bo ma czerniaka. Nie chciał, abym cierpiała przy nim i żebym widziała, jak on cierpi.
Bądź przy tej dziewczynie, wspieraj ją... Ona sama musi zdecydować. Nie wolno jej oceniać - nic dziwnego, że może nie mieć siły na taki ciężar.
Byłam z chłopakiem chorym na stwardnienie rozsiane. Powiedział mi to po miesiącu znajomości. Zdecydowałam się, ze względu na uczucie do Niego, że mimo wszystko chcę z Nim być. W czasie, jak byliśmy razem nie miał ciężkich dolegliwości, ale zawsze mogło się pogorszyć. Nie jesteśmy już razem,on mnie zostawił. To są trudne sprawy - wszystko zależy od poziomu zaangażowania i uczuć. Ale też trzeba sobie szczerze odpowiedzieć - czy jestem gotowa/gotowy stawić czoło problemom związanym z chorobą
Jestem w związku, w którym partner ma dwa nowotwory i inne atrakcje.
Czy jestem szczęśliwa? Nie jestem i nikt w takiej sytuacji by nie był. Czy to oznacza, że go nie kocham? Wręcz przeciwnie, kocham go bardzo i właśnie dlatego to takie trudne.
Bardzo łatwo rzucać takimi pretensjami jak wyżej, że "jak się zepsuł to wyrzucić", ale trzeba sobie uświadomić, że pozostanie w podobnym związku oznacza dosłownie oglądanie jak ukochana osoba umiera. Nie można od tego uciec, nie można uciec od jego bólu i depresji.
Nie odpowiem, czy warto ciągnąć taki związek. Nie powiem, że kontynuowanie związku jest jedynym słusznym wyjściem. Mogę tylko powiedzieć, że jeśli się na to zdecyduje to będzie potrzebowała wiele wsparcia od otoczenia.
Myśle, że to trudna sprawa dla obojga, ale mimo wszystko najgorsze dla tego chłopaka to odczuwanie, że ktoś przebywa z nim tylko i wyłącznie z litości, a to bardzo łatwo wyczuć. Więc myśle, że na pewno zrozumiałby odejście. Trzeba podejść do tego racjonalnie i zdecydować zgodnie z samym sobą. Tym niemniej, życzę dużo siły przy zmaganiu się z niesprawiedliwością.