Hej, proszę o poważne odpowiedzi bo osoby mające po 15 lat myślące że wiedzą o życiu tyle aby innym doradzić no po prostu jednak wiedzą jeszcze za mało ![]()
Dziwna sytuacja, chłopak zrobił mi wielką awanturę przez telefon. Od dłuższego czasu mówi mi że jakoś nie afiszuję się z naszym nowym związkiem i w ogóle. Obiecałam mu że dodam następnego instagrama (zdjęcie) z nim. Zapomniałam o tym. Po 3 tygodniach się upomniał (właśnie w tej kłótni) że nie dodałam go a że z koleżanką dodałam. Zaczęłam mu mówić że jest zazdrosny o jedyną koleżankę jaką mam i że to złe i nie powinien. On jeszcze bardziej się denerwował i mówił że nie jest zazdrosny tylko obietnica to obietnica. Ja winy nie czuję albo się tym zbytnio nie przejęłam nawet jeśli źle zrobiłam. Nadal uważam że jest po prostu strasznie zazdrosny bo zazdrosny już wcześniej był o moich kolegów i koleżanki. Teraz rzeczywiście nie jest zazdrośnikiem jak wtedy ale jak widzę jakiś symptom od razu mu to mówię. Od tamtej pory przestał się w ogóle do mnie odzywać - nie odbierał na wieczór przed snem, na zajutrz miał wyłączony z rana i nie odzywał się do mnie do około 16, około 16 dopiero pierwszy raz odebrał a na smsy w ogóle nie odpisywał. Spytałam się co się dzieje a on, że "ty kochanie możesz wyciszać telefon do nauki kiedy chcesz nawet bez wcześniejszej zapowiedzi, często muszę dzwonić do twojej mamy aby się z Tobą skontaktować, rozmawiamy wtedy kiedy Ty chcesz a nie ja, na sms'y też mi nie odpisujesz praktycznie nigdy tylko odczytujesz i 0 odpowiedzi, to teraz jedno pytanie - czemu ja tak nie mogę?". Rozumiem, chciał się odegrać, ale poco? Powiedziałam że to wkurzające jest, przyznaję mu rację ale aby tak więcej nie robił. Jest piątek, mieliśmy się spotkać w sobotę i niedawno z nim przez tel rozmawiałam, powiedział mi że nie ma ochoty się ze mną spotykać od czasu naszej kłótni o koleżankę i znów niedotrzymania obietnicy. A ja na to że "rozumiem wszystko, oki :*" Zaczął Ciągnąć temat esemesami że traci ochotę na to wszystko jeśli nic mu z siebie nie daje i znów zaczął gadać o koleżance mojej to się wkurzyłam i zaczęłam mu odpisywać że to zazdrość itp.
Napisał za niedługo że wychodzi do sklepu i po drodze wpadnie pod koleżankę pod klatkę i z nią się przejdzie bo ona też coś chciała ze sklepu. Rozwścieczyłam się strasznie zadzwoniłam do niego i nakrzyczałam na niego przez tel. On za to spokojnym głosem "ale to teraz będziesz na mnie krzyczeć? czemu ty możesz na mnie krzyczeć a jak ja raz podniosę głos to od razu gadać nie chcesz" "Ty mi mówiłaś też że nie masz czasu się spotkać ze mną a potem mówiłas że idziesz na piwo ze swoją grupą studencką czyli na to miałaś czas", "wolisz gadać przez tel z koleżanką jak jedziesz do szkoły a do mnie nie zadzwonisz", "ostatnio jak odwoziłem Cię do domu, zadzwoniłaś do niej w jakieś sprawie i gadałyście kolejne 10 min aż pod sam dom, mogłaś do niej zadzwonić jakbym już pojechał a ostatnie wspólne 10 min wolałaś z nią pogadać to czemu ja nie mogę ROBIĆ TEGO SAMEGO CO TY, to działa w dwie strony, nie masz ochoty ze mną rozmawiać, traktujesz jak traktujesz to i ja Ciebie podświadomie też tak będę traktował" . No ja wcale nie uważam że to podświadomie, to była prowokacja abym nie mogła się skupić na nauce i wyłączyć mnie z nerwów. Udało mu się, ale przeczył że to nie prowokacja a że podświadomie tak już ma przez to co sam dostaje i abym się nie dziwiła i napisał "wystarczyło spokojnie powiedzieć mi że jesteś przeciwko to bym z nią nie poszedł na sam, za to wolałaś pokrzyczeć czego no ja to nie mogę już". Nie wiem co powiedzieć pomocy.