Nie... Nie wymagam pocieszania. Sama nie wiem czego chce... za brak polskich znakow z gory pszepraszam- problem z klawiatura...
ale mimo wszystko jestem bardzo samotna
mimo... ze sama nie jestem- mam cudnego synka
w zasadzie cale zycie bylam sama- pochodze z rozbitej rodziny, na dodatek wychowywala mnie kobieta mocno nie zrownowazona psychicznie i wyroslam na strasznie pokrecona osobe... od 15-go roku zycia jestem tak serio sama, sama sie utrzymuje, mieszkam i zyje... zupelnie jakbym nie miala nikogo bliskiego- a mam jakas rodzine, tylko jakos zajeta...nie mam z nimi kontaktu, nawet o moim porodzie dowiedzieli sie jakies pol roku po. dwa lata tak przezylam, potem nie chcialam tak wiecej, zakochalam sie zaszlam w ciaze- konkubinat... przemoc, alkoholizm bylego, bieda taka ze i kilkudniowy glod, i brak opalu, butow...wszystkiego. najgorzej z przemoca, stale myslalam ze sie zmieni
tak wiem ze to glupie(juz)... ale mloda bylam...
potem bieda nie dala mi zyc, synek konczyl dwa lata i zdecydowalam sie na wyjazd do u.k. do chorej psychicznie matki- dach nad glowa- by spalcic dlugi eksa.. po pol roku z wariatka pod jednym dachem zdecydowalam (sic!) wracxac do polski, do niego...nie zerwalismy, pomimo ze i ja i on mielismy kogos w tym czasie... pobyt w u.k. dal mi inne spojrzenie- odwyklam od glodu i najgorszej biedy. po powrocie jak spojrzalam gdzie jestem natychmiast chcialAM wracac do u.k. ale nie moglam, pojawila sie perspektywa mieszkania samej- z malym.
tak zrobilam, bedac bez pracy wynajelam m. ktore trudno bylo utrzymac, i dlatego powoielajac system angielski podnajewlam komus pokoj. straszne dla mnie bylo ze okropnie przywiazalam sie do tej osoby- kobiety- nawiazalam cos na ksztalt przyjazni... ta ososba w pewnym momencie zaczela mnie okradac, zerowac na mojej szczerosci, szanatazowac...zmienilam zamki, i wynajelam cos taniej tym bardziej ze spotkalam wtedy kogos... zakochalam sie, byl taki normalny... wynosil mi smieci, pomagal finansowo, wspieral... byl (wtedy)taki jak chcialam i przy tym darzyl wrecz nadmiernym szacunkiem. a ja mialam przeczucie ze on cos ukrywa
po roku (?) okazalo sie ze jest biseksualny( toleruje, byle nie w mym ogrodku) poniewaz----wrazliwi nie czytajcie----zachorowal wenerycznie( do tej pory wykrzywia mnie na mysl o tym) poniewaz mial stosunki doodbytnicze i zainfrekoewl go ktos jakim syfem... operacja, leczenie... wspieralam pomimo, bo obiecal wiernosc
po dwoch miesiacach moja kolezanka zaczela dostawac dziwne erotyczne sms-y, zaproszenia na seks
oczywiscie obgadalysmy temat i ja juz wiedzialam ze to on... pomimo tego zrywanie z nim zajelo mi jeszcze ok 4 msc.
w tym czasie jedno dobre sie stalo- znalazlam swoja droge zawodowa
zerwalismy i postanowilam wykorzystywac wolny czas dany mi przez zycie... podrozowalam, poznalam mase super fajnych ludzi, bylam tu i owdzie... znalazlam prace w mojej branzy... tak sie jej teraz poswiecam, ze nie mam czasu nawet na moje zwierzeta- kot i pies:)- ledwo nadazam. W wolne weekendy staram sie bywac wsrod ludzi... praktycznie kazdy wolny wieczor mam zajety, moj kalendarz peka w szwach
ale zasypiam sama
jestem matko-ojcem
nie mam przestrzeni na slabosc
nie mam przestrzeni na nic... ostatnio spotkalam dawnego przyjaciela. spedzilismy cudny wieczor pelen ciepla, i zasnelismy wtuleni, po przyjacielsku. i nagle przypomnialam sobie ze ja tez chce byc kochana... zwyczajnie
i wiem ze ksztalt mojego zycia wplywa na moje swiata postrzeganie. dodatkowo problemem jest brak akceptacji swego ciala. mam wg bmi wage w normie, ale jestem mocno przy kosci, uwazam ze gdybym lepiej wygladala moze spotkalabym kogos, a tak...
polamana, pelna nieufnosci...
i wiecie co mnie wkurza? ze jestem na to za mloda! mam tylko 23 lata, a bagaz dojrzalej kobiety
i tylko czasem pytam , do cholery czemu ja?
1 2010-01-11 23:44:34 Ostatnio edytowany przez 09121986 (2010-01-11 23:47:02)
Podobne tematy
Witaj,
Jak rozumiem - stanęłaś na nogi... Chyba to jest najważniejsze. Nie będę Cię pocieszał, że teraz będzie tylko z górki, znajdziesz księcia z bajki... Ja jeśli chodzi o sprwy zawodowe - mam dar do znalezienia ciekawych ofert pracy, ale w miłości ciężko...
Masz dla kogo żyć - pamiętaj o tym, więc nie możesz mówić o pełnej samotności
I NIE mowie, choc bywa i tak ze w tlumie czuje sie samotnosc...
Często każdy odczuwa samotność w tłumie, mimo, że żyje z kimś - ma rodzinę, partnera, dzieci, to odczuwa samotność
5 2010-01-12 16:21:28 Ostatnio edytowany przez lady (2010-01-12 16:22:02)
Czytając tą historię pomyślałam sobie że... nigdy nie ma tak że musi być cały czas źle i nawet po największej burzy świeci słońce.. Fajne jest to,że mimo tylu trudnych sytuacji, mimo tylu przeżyć pozbierałaś się, przeorganizowałaś swoje życie i idziesz dalej do przodu... Życzę Ci żeby na Twojej drodze pojawiła się ta wyjątkowa osoba, która dotrzyma Ci kroku...:) Pozdrawiam Cię...
DZIEKI
za mile slowa...I tak racja ze po kazdej burzy wychodzi slonce, ja to wiem. nie mam w zasadzie nawet problemu z ta swoja samotnoscia, przez to pokrecone zycie nie mam tez wzorca tradycyjnego- wychowala mnie kobieta, i samodzielne rodzicielstwo nie stanowi problemu. nie o to chodzi ze zalamuje rece nad nami, nie... to raczej jakis bol w dolku sciska kiedy patrze na swoje kolezanki z pracy, po ktore przyjezdzaja mezowie, pomagaja im odbierajac dzieici z przedszkola, albo kiedy odbieraja telefony od matek, a ja co dzien zyje tylko dla synka, nie ma tez nikogo w rodzinie kto choc czasem by zadzwonil spytac czy wszystko ok. i kiedy mi choruje, a choruje stale ten moj synek a ja biore kolejne l4, szefowa nie chce mi uwierzyc ze nikt nie moglby sie nim zajac, nie wyrabiam sama. o swojej takiej kobiecej stronie jakby zapomnialam bo prowadze zadaniowe zycie i zwykle po prostu nie mam czasu by sie nad soba roztkliwiac. czasem mysle tylko jak moze wygladac nasza przyszlosc... boje sie ze zestarzeje sie sama w tym pedzie, synek dorosnie a ja zostane sama, nie bede miala nawet dla kogo sie starac... a kiedy pojawi sie ta osoba, ja ja przeocze bo nie mam czasu (!), albo nawet i zauwaze ale po tych doswiadczeniach nie zaufam...
Nikt nie jest samowystarczalny... W życiu są takie chwile kiedy chciałoby się tak po prostu być z kimś... Wtedy nawet największe problemy wydają się minimalne... Fajnie by było żebyś w tym całym swoim zadaniowym życiu znalazła też chwilę dla siebie.. Tym bardziej że problemy dnia codziennego przytłaczają i czasami trzeba odreagować...
Może teraz wyda Ci się to nieprawdopodobne.. może będziesz się z tego śmiać.. ale zobaczysz... że.. na pewno spotkasz kogoś odpowiedniego.. tylko musisz tego chcieć.. nie bać się chcieć.. Nawet czasami nie zadajemy sobie z tego sprawy jak nasze prawdziwe "chcę" wpływa na to co nas spotyka...:)
Trzymaj się:)
dziękuję
nie nie wydaje mi się to nieprawdopodobne, szybko dorosłam i dlatego teraz w każdej sytuacji kryzysowej tak właśnie sobie powtarzam... chcieć może rzeczywiście jeszcze nie chcę
na wszystko przyjdzie czas
i trafna uwaga- nie mam zbyt dużego kontaktu z sobą i zajętym grafikiem jescze bardziej się od siebie oddalam. ale progres jest- nie stoję w miejscu tylko się rozwijam, a wszystko przyjdzie samo...
jak zaufam- i mój syn się zgodzi. a propos co wy o tym myslicie- bo ja uważam że nie powinnam się wiązać z kimś kogo mój syn nie chce... koleżanki z pracy przeciwnie- ze pięciolatek nie może decydować o moim życiu osobistym.
ja jednak wiem że mój poprzedni związek nie był dla niego szczęśliwym czasem...
hmm.. sama wiesz czego chcesz i skoro czujesz że to jeszcze nie ten czas, nie ten moment.. to nic na siłę przecież;)
Myślę że najważniejsze w tym wszystkim jest to żeby Twój przyszły partner zaakceptował dziecko, nawiązał z nim bliski kontakt..ale na to jak wiadomo potrzeba czasu.. Jeśli Ty będziesz szczęśliwa w tym układzie, to i dziecko będzie czuło się bezpiecznie.. będzie czuło Twoja radość.. ![]()
maybe... że tak powiem sama nie wiem ![]()
ale moja mama nie związała się z nikim ze względu na mnie i brata, nie chciałabym powielać jej schematu, a czuję że tak się dzieje
aczkolwiek będzie co ma być
pozdrawiam
a co w tym złego związać się z drugą osobą jeśli jest tego warta.. nawet ja ma się dziecko z poprzedniego związku...?:) Żyj dla dziecka,ale też żyj dla siebie. Masz do tego pełne prawo-do tych chwil szczęścia..
Jesteś młodą osobą.. Wszystko co najlepsze jeszcze w życiu przed Tobą. Pozdro.;)
pozdro równiez
:):) to0 nie jest takie proste szczegolnie kiedy dziecko ma silny zwiazek z ojcem... ale w tej chwili nie mam sily na korespondencje musze polozyc sie spac i spokojnych snow Tobie życzę ![]()
mam za chwilkę 40 lat,gdy miałam 23 lata moja córka miała 3 latka a ja za sobą próbę samobójczą, gwałt,sprawę o alimenty do tego patologia w domu rodzinnym i oczywiście plotki na temat mojego życia.Pamiętaj nie jesteś sama,ludzie nie mówią o swoich przeżyciach bo się wstydzą.Wydaje im się że jak nie mówią to da się to ukryć lub są lepsi jak nie mówią...,Ja skupiłam się na dziecku i swoim rozwoju.Uznałam że dziecko musi mieć tatę(mnie ojciec porzucił),poszłam na terapię jestem DDA ido szkoły Dla Rodziców.I ciężko pracowałam na to by młoda widywała się z ojcem i walczyłam z rodziną o moje życie i mojej córki,poszłam do szkoły.Teraz jestem w momencie doła,nie mam pracy i faceta(a miało być tak pięknie),ale jestem w środku silna,wiem że to minie i to jest piękne!Już tak się nie boje i aż tak bardzo nie uzależniam swojego życia od innych.Nie chcę namawiać cię na terapie,bo równie dobrze możesz pójść do kościoła czy rozmawiać z kimś komu ufasz,jest wiele możliwości.Chciałam żebyś wiedziała że nie jesteś jakaś inna jesteś taka sama jak my i poradzisz sobie,pozdrawiam
A DZISIAJ jestem w zgoła innym nastroju... Bardzo pozytywnym, to i owo w pracy się dzieje, mam szanse rozwoju. Ponadto własne inicjatywy i pomysły do zrealizowania. Dochodzę do wniosku że jedyne momenty kiedy stan permamentnej samotności wypływa na powierzchnię moich emocji to te chwile nudy czy nie róbstwa, apatia... wiem że inni ludzie w takich chwilach mają kogoś i realizują się towarzysko- a ja przytłoczona emocjami zapadam się w nicość... nie ma to też takiego wielkiego znaczenia kiedy ma się świadomość problemu, ponieważ można mu przeciwdziałać... Mój synek skończył pięć lat, i pomimo wszelkich między nami- dorosłymi- ma stały i intensywny kontakt z ojcem- klaro, uważam to za jedyną słuszną drogę podobnie jak ty. dodam że jestem dumna z tego ze nie uległam w pewnym czasie złości, chęci zemsty. Fajnie jest być ponad to
W zasadzie mogę powiedzieć że jestem szczęśliwa.
Wszystkich serdecznie pozdrawiam, i tego samego stanu umysłu życzę ![]()
Witaj.
Przeczytalam Twoja historie... moja jest bardzo podobna,tylko w wersji light.
Mam 24 lata,5-letniego synka,mase przezyc za soba (depresje,proby samobojcze,"wspaniale" dziecinstwo-jestem DDA,zwiazek z alko)
mam rodzine,ale jestem sama,mieszkam sama z synkiem i staram sie jakos wszystko trzymac w ryzac... moim marzeniem jest stworzenie w miare normalnej,pelnej rodziny mojemu dziecku,ale tak naprawde uswiadamiam sobie coraz czesciej,ze nie potrafie z kims byc,tak naprawde zawsze bylam sama i to wychodzi mi perfekcyjnie... poznaje wielu facetow i to calkiem juz normalnych (choc oczywista sprawa jest,ze przyciagam jak magnes tych toksycznych),ale mam wrazenie,ze nie potrafie zywic jakichkolwiek uczuc do mezczyzny,nie wiem,jak to jest... z ojcem mojego synka to bylo takie mlodziencze uczucie,ale chyba bardziej chec ucieczki z domu i posiadania normalnej rodziny... od tego czasu,jezeli cos czuje to bardziej dlatego,ze chce.... czuje sie bezwartosciowa kochajac w swoim zyciu tylko synka i siebie.... dobijaja mnie czasem chwile samotnosci,chcialabym sie komus wyplakac...nie pamietam,kiedy plakalam... do kogos przytulic,ale nie wyobrazam sobie zycia codziennego z droga osoba,z mezczyzna.... poprostu nie wiem,jak to sie robi... nie mialam od kogo sie nauczyc... caly czas ucze sie zyc,staram sie rozwijac i naprawiac to,co sie we mnie nie tak poukladalo... i nie zwariowac
)
To na razie na tyle.
Pozdrawiam
)