Jestem 4 lata po rozwodzie i przez cały ten czas ciągle muszę w jakiś sposób "znosić" byłego męża... Ciągłe krytyki, przytyki, dokuczanie, próby ingerowania, wypytywanie, absurdalne zarzuty, długo by wymieniać... Wszystko to, niestety, nie podlega pod paragrafy, więc nie mam żadnej możliwości prawnej, żeby przeciwdziałać... Jest dziecko, on teoretycznie ma do niego prawa, więc i z tego powodu jestem zmuszona do kontaktów... Mój były mąż nie pracuje, nie zajmuje się właściwie niczym konkretnym, raczej ma czas na generowanie kolejnych pomysłów na utrudnianie ludziom życia... Ja oczywiście jestem zawsze najbardziej winna całego zła świata tego... Nie mam już na to siły... Chcę wreszcie żyć bez tego idiotyzmu... Ale doprawdy nie mam już pomysłów, jak to zrobić i co jeszcze mogę zrobić... Coraz bardziej mnie to frustruje, a jestem z tym sama zupełnie, bo trwa to tyle czasu, że nikt z bliskich mi osób nawet specjalnie nie chce słuchać moich słów na ten temat.. Skąd się biorą tacy ludzie, którzy nie potrafią przestać jątrzyć i niszczyć?
Pewnie nie ma na to odpowiedzi ani rady, ale akurat kolejną taką sytuację mam dzisiaj za sobą, więc próbuję tym razem odreagować pisząc tutaj....
Podobne tematy
Piszesz bardzo ogólnikowo. Generalnie, na tyle możesz zostać zraniona, na ile sobie pozwolisz. Jeżeli Twój były mąż np. nachodzi Cię bez wyraźnego powodu (widzenia z dzieckiem można ustalić i trzymać się określonych terminów) możesz zgłosić to na policji, podobnie z nękanie telefonami, czy sms-ami.
Jeżeli natomiast obmawia Cię przed znajomymi, to tylko od Ciebie zależy na ile weźmiesz to do siebie. Od 4 lat masz prawo żyć własnym życiem i nie tolerować jego obecności w nim.
Ja wiem, że mam prawo i bardzo bym chciała wreszcie móc z niego całkowicie korzystać.
Bardzo trudno jest takie sytuacje opisać dokładniej, myślę, że osoby, które mają podobne doświadczenia, zrozumieją co mam na myśli... Tego jest zresztą tak dużo... Z moim byłym mężem nie da się niczego ustalić - on po prostu nic sobie z tego nie robi! Mam już za sobą zgłoszenie nękania, znęcania się itd. Dostał nawet wyrok. I cóż z tego? W tym kraju to nic nie znaczy absolutnie... Obawiam się, że to jest trochę tak, że niegdysiejszy błąd związania się z tym człowiekiem będzie mnie prześladował już zawsze... A nie mam mentalności ofiary w ogóle, raczej wolę zdecydowanie się bronić i walczyć... Tyle, że jestem tym już tak potwornie zmęczona, nie sposób nawet tego opisać.. I wiem, że męczy mnie coś, co w ogóle dawno nie powinno mieć miejsca... ![]()
Jeżeli nic z nim nie można ustalić, czyli spotkania z dzieckiem też ma kiedy chce? Możesz zacząć od tego; pozbawiasz go praw rodzicielskich, ponieważ nie wywiązuje się z terminów spotkań z dzieckiem (nie musisz iść mu na rękę), do tego nęka Cię, ma wyrok skazujący, nie pracuje czyli żaden to przykład dla dziecka (płaci przynajmniej alimenty?), możesz udowodnić, że działa destrukcyjnie na Waszą rodzinę, to wszystko świadczy na jego niekorzyść. W Polsce chyba można uzyskać zakaz zbliżania się. Chyba nie pozostaje Ci nic innego, jak zgłaszać na policję każdy atak z jego strony, ale też ignorować go. To tak ogólnie, ciężko cokolwiek doradzić, bo nie podajesz żadnych konkretów.
Bo to w zasadzie jest sytuacja, z której chyba nie ma dobrego wyjścia... Z psychiką tego człowieka z całą pewnością nie jest dobrze, ale niewiele można z tym zrobić. W tej chwili tkwię w takiej niszy bezradności, bo... alimentów brak - komornik dwa lata ponad działa ale nic oczywiście nie wskórał... z innych źródeł mi się "nie należy"... wyrok, owszem, w postaci grzywny za znęcanie się.. tyle, że nikogo nie interesuje, by ten wyrok egzekwować... prawa rodzicielskie? owszem, za rada prawnika zbieram dane, ale to jeszcze musi potrwać... i tak dalej...
Wiem to wszystko. Staram się mieć do tego rozsądny stosunek, podejmować sensowne i uzasadnione działania.. ale to ciągle infekuje moją codzienność...
Pewnie dlatego, że tak bardzo sama jestem z tym wszystkim...
Czy są tutaj może inne kobiety, dla których po rozwodzie nie zakończyły się problemy z byłym mężem? Chętnie się dowiem, z czym i jak sobie poradziłyście... Czuję, że znów mam porcję energii, by zrobić kolejny krok naprzód w tym temacie.
Jestem wściekła! Wściekła! Wściekła! Co za absurd! Brak mi aż słów!!!!
I to tyle!
Już mi lepiej ![]()
(wszystko oczywiście w temacie wątku)
Wow! Naprawdę mi lepiej
!!!
A co się stało?
9 2016-04-14 20:52:32 Ostatnio edytowany przez rampampam (2016-04-14 21:35:31)
Standard z zakresu: wybryki eks męża.
Ale pogadałam sobie jeszcze z kumpelą przez telefon i naprawdę mi całkiem lepiej już.
Wniosek jest definitywny: człowiek potrzebuje człowieka, ludzie potrzebują ludzi!!!
Samotność - w znaczeniu izolacji - jest do d...y!!! ![]()
Rada bardzo prosta...znajdz mezczyzne takiego jakiego pragniesz...stworzcie zwiazek, a Twoj facet zajmie sie reszta Twojego problemu, genialne ![]()
11 2016-04-15 09:02:10 Ostatnio edytowany przez zielone.ciastko (2016-04-15 09:03:50)
A jak Wasze dziecko reaguje na to wszystko? Chętnie wybiera się na spotkania z tatusiem?
Ponadto myślałam podobnie jak Screwdriver - zajmij się tym co lubisz, zajmij się sobą, a może przy okazji znajdzie się naprawdę fajny facet (z jajami), który Cię wesprze, będzie opoką i stanie w obronie przed eksiem.
edit. Czyli na fundusz alimentacyjny się nie łapiesz?
Rada bardzo prosta...znajdz mezczyzne takiego jakiego pragniesz...stworzcie zwiazek, a Twoj facet zajmie sie reszta Twojego problemu, genialne
Całkiem niegłupie by to nawet było ha ha
A jak Wasze dziecko reaguje na to wszystko? Chętnie wybiera się na spotkania z tatusiem?
Ponadto myślałam podobnie jak Screwdriver - zajmij się tym co lubisz, zajmij się sobą, a może przy okazji znajdzie się naprawdę fajny facet (z jajami), który Cię wesprze, będzie opoką i stanie w obronie przed eksiem.
edit. Czyli na fundusz alimentacyjny się nie łapiesz?
Ja się w ogóle na nic nie łapię ha ha
Moje dziecko nie wychodzi z ojcem, on nie ma ustalonych kontaktów, czasami przychodzi do nas "odwiedzić" dziecko...
Raz już przerabiałam opcję "nowy facet". Też liczyłam na to, że poczuję się bezpiecznie, niestety chyba źle trafiłam... życie...
Faceta z jajami mi trza ha ha ![]()
No to ustal dni tygodnia w których eksio może wyrazić chęć spotkania się z dzieckiem. Przekaz mu, że w inne dni masz swoje sprawy, swoje życie - i w te dni nawet nie odbieraj od niego telefonu. Nie jesteś księdzem, żeby wysłuchiwać jego gorzkich żali i pretensji do świata. Przez telefon rozmawiaj z nim tylko w sprawach dziecka, jeśli schodzi na inne poboczne, to się rozłączaj. Szkoda Twojego czasu i nerwów.
Najlepsze byłoby ustalenie kontaktów sądownie.
zielone.ciastko napisał/a:A jak Wasze dziecko reaguje na to wszystko? Chętnie wybiera się na spotkania z tatusiem?
Ponadto myślałam podobnie jak Screwdriver - zajmij się tym co lubisz, zajmij się sobą, a może przy okazji znajdzie się naprawdę fajny facet (z jajami), który Cię wesprze, będzie opoką i stanie w obronie przed eksiem.
edit. Czyli na fundusz alimentacyjny się nie łapiesz?Ja się w ogóle na nic nie łapię ha ha
Moje dziecko nie wychodzi z ojcem, on nie ma ustalonych kontaktów, czasami przychodzi do nas "odwiedzić" dziecko...
Raz już przerabiałam opcję "nowy facet". Też liczyłam na to, że poczuję się bezpiecznie, niestety chyba źle trafiłam... życie...
Faceta z jajami mi trza ha ha
Ja zaprawiony już w takich bojach
. Czytałaś i radziłaś mi w moim wątku ![]()
No to ustal dni tygodnia w których eksio może wyrazić chęć spotkania się z dzieckiem. Przekaz mu, że w inne dni masz swoje sprawy, swoje życie - i w te dni nawet nie odbieraj od niego telefonu. Nie jesteś księdzem, żeby wysłuchiwać jego gorzkich żali i pretensji do świata. Przez telefon rozmawiaj z nim tylko w sprawach dziecka, jeśli schodzi na inne poboczne, to się rozłączaj. Szkoda Twojego czasu i nerwów.
Najlepsze byłoby ustalenie kontaktów sądownie.
A pewnie, że tak robię i mnóstwo innych tego typu strategii jeszcze stosuję. Ale tacy ludzie mają gdzieś wszystko. Umowy, zasady, ustalenia... Na sąd szkoda mi czasu, bo najpierw ileś razy się nie stawi, a potem i tak nie będzie się trzymał ustaleń. A prawo działa tak, że jeśli np. ma prawo do kontaktu w sobotę od 12 do 16, to nieważne że nie przyszedł i nie powiadomił, ja muszę czekać, ma prawo w każdej chwili się pojawić, to jego czas. Głupie, ale tak jest ![]()
rampampam napisał/a:zielone.ciastko napisał/a:A jak Wasze dziecko reaguje na to wszystko? Chętnie wybiera się na spotkania z tatusiem?
Ponadto myślałam podobnie jak Screwdriver - zajmij się tym co lubisz, zajmij się sobą, a może przy okazji znajdzie się naprawdę fajny facet (z jajami), który Cię wesprze, będzie opoką i stanie w obronie przed eksiem.
edit. Czyli na fundusz alimentacyjny się nie łapiesz?Ja się w ogóle na nic nie łapię ha ha
Moje dziecko nie wychodzi z ojcem, on nie ma ustalonych kontaktów, czasami przychodzi do nas "odwiedzić" dziecko...
Raz już przerabiałam opcję "nowy facet". Też liczyłam na to, że poczuję się bezpiecznie, niestety chyba źle trafiłam... życie...
Faceta z jajami mi trza ha haJa zaprawiony już w takich bojach
. Czytałaś i radziłaś mi w moim wątku
No, w razie jak jakimś cudem los mi jakiegoś "jajecznego" gościa podaruje, to mam do kogo się zwrócić, w razie wątpliwości ![]()
A tak poważnie, dlatego właśnie mnie zainteresował twój wątek: bo mam doświadczenia w tego obszaru, tylko z innej perspektywy.
No właśnie, widać że mamy podobne przeżycia... Myślę że odpowiednie podejście ewentualnego partnera, dojrzałe ale zarazem stanowcze, inteligentne... Może dodać i stabilności uczuciowej między partnerami oraz definitywnie załatwić sprawę eksa. On myśli że nadal może robić co mu się podoba z Tobą, tak samo jak była żona ze mną...ale ona pomału zaczyna się godzić z tym że mam ją totalnie w nosie i mam gdzieś jej krzyki i w ogóle. Naprawdę jesteśmy w podobnej sytuacji ![]()
Jak wiele osób, niestety...
Ja również obserwuję postęp w tym obszarze. Polega on na tym, że ja absolutnie mam to wszystko emocjonalnie za sobą... W zasadzie niewiele już we mnie strachu, ale sporo frustracji z powodu powtarzalności tej sytuacji.
W swoim związku po rozwodzie albo trafiłam na takiego człowieka, albo może nie było dość uczuć... W każdym razie w pewnym momencie poczułam się odpowiedzialna za bezpieczeństwo własne, mojego dziecka.. i mojego faceta! No i przestałam w nim widzieć mężczyznę, niestety..
Choć to skomplikowany problem, bo zawsze zadawałam sobie jednak pytanie: czy mimo wszystko mam prawo tej obrony wymagać???
ps. Patrzymy z różnych perspektyw, więc ciekawa jest wymiana poglądów ![]()
Jak wiele osób, niestety...
Ja również obserwuję postęp w tym obszarze. Polega on na tym, że ja absolutnie mam to wszystko emocjonalnie za sobą... W zasadzie niewiele już we mnie strachu, ale sporo frustracji z powodu powtarzalności tej sytuacji.
W swoim związku po rozwodzie albo trafiłam na takiego człowieka, albo może nie było dość uczuć... W każdym razie w pewnym momencie poczułam się odpowiedzialna za bezpieczeństwo własne, mojego dziecka.. i mojego faceta! No i przestałam w nim widzieć mężczyznę, niestety..
Choć to skomplikowany problem, bo zawsze zadawałam sobie jednak pytanie: czy mimo wszystko mam prawo tej obrony wymagać???
ps. Patrzymy z różnych perspektyw, więc ciekawa jest wymiana poglądów
Widzę, że jesteś raczej za tradycyjnym modelem związku, a więc logiczne jest że facet broni kobiety i opiekuje się nią, nosi zakupy by się nie przedźwigała itp. Dla mnie to normalne i myślę że od każdego faceta kobieta powinna wymagać stanowczych reakcji, jeśli jej spokój jest zagrożony.
Lubię tradycję. Ma oczywiście swoje granice - warto stawiać na partnerstwo. Ale myślę, że kobieta dobrze się czuje, gdy jest tak, jak piszesz... a facet, gdy się go odpowiednio po kobiecemu dopieści, prawda? Firanki wieszam ja, opony wymienia on - taki standard ![]()
Lubię tradycję. Ma oczywiście swoje granice - warto stawiać na partnerstwo. Ale myślę, że kobieta dobrze się czuje, gdy jest tak, jak piszesz... a facet, gdy się go odpowiednio po kobiecemu dopieści, prawda? Firanki wieszam ja, opony wymienia on - taki standard
No tak, masz rację, jest podział na czynności typowo "kobiece" jak i "męskie". Jeśli partnerzy się w nich odnajdują bez problemu, to jak najbardziej można to partnerstwem nazwać ![]()
rampampam napisał/a:Jak wiele osób, niestety...
Ja również obserwuję postęp w tym obszarze. Polega on na tym, że ja absolutnie mam to wszystko emocjonalnie za sobą... W zasadzie niewiele już we mnie strachu, ale sporo frustracji z powodu powtarzalności tej sytuacji.
W swoim związku po rozwodzie albo trafiłam na takiego człowieka, albo może nie było dość uczuć... W każdym razie w pewnym momencie poczułam się odpowiedzialna za bezpieczeństwo własne, mojego dziecka.. i mojego faceta! No i przestałam w nim widzieć mężczyznę, niestety..
Choć to skomplikowany problem, bo zawsze zadawałam sobie jednak pytanie: czy mimo wszystko mam prawo tej obrony wymagać???
ps. Patrzymy z różnych perspektyw, więc ciekawa jest wymiana poglądówWidzę, że jesteś raczej za tradycyjnym modelem związku, a więc logiczne jest że facet broni kobiety i opiekuje się nią, nosi zakupy by się nie przedźwigała itp. Dla mnie to normalne i myślę że od każdego faceta kobieta powinna wymagać stanowczych reakcji, jeśli jej spokój jest zagrożony.
A ja uzależniłabym to od typu faceta. Choć priorytetem byłoby tu dla mnie: mój były - mój problem. Tak samo jak wolałabym nie ingerować w konflikt obecnego z byłą. Oczywiście, w momencie zagrożenia zdrowia lub życia chciałabym pomocy obecnego, tej fizycznej. Natomiast obrona werbalna to po pierwsze moja broszka, a po drugie może być tym, w czym jestem lepsza, bo pyskata, a np. mój obecny jest małomówny i spokojny.
Lubię dżentelmeńskie gesty, ale podział ról wolę nie tradycyjny, a dopasowany do upodobań i mocnych stron każdego z partnerów.
24 2016-04-15 21:35:27 Ostatnio edytowany przez rampampam (2016-04-15 21:37:36)
Screwdriver napisał/a:rampampam napisał/a:Jak wiele osób, niestety...
Ja również obserwuję postęp w tym obszarze. Polega on na tym, że ja absolutnie mam to wszystko emocjonalnie za sobą... W zasadzie niewiele już we mnie strachu, ale sporo frustracji z powodu powtarzalności tej sytuacji.
W swoim związku po rozwodzie albo trafiłam na takiego człowieka, albo może nie było dość uczuć... W każdym razie w pewnym momencie poczułam się odpowiedzialna za bezpieczeństwo własne, mojego dziecka.. i mojego faceta! No i przestałam w nim widzieć mężczyznę, niestety..
Choć to skomplikowany problem, bo zawsze zadawałam sobie jednak pytanie: czy mimo wszystko mam prawo tej obrony wymagać???
ps. Patrzymy z różnych perspektyw, więc ciekawa jest wymiana poglądówWidzę, że jesteś raczej za tradycyjnym modelem związku, a więc logiczne jest że facet broni kobiety i opiekuje się nią, nosi zakupy by się nie przedźwigała itp. Dla mnie to normalne i myślę że od każdego faceta kobieta powinna wymagać stanowczych reakcji, jeśli jej spokój jest zagrożony.
A ja uzależniłabym to od typu faceta. Choć priorytetem byłoby tu dla mnie: mój były - mój problem. Tak samo jak wolałabym nie ingerować w konflikt obecnego z byłą. Oczywiście, w momencie zagrożenia zdrowia lub życia chciałabym pomocy obecnego, tej fizycznej. Natomiast obrona werbalna to po pierwsze moja broszka, a po drugie może być tym, w czym jestem lepsza, bo pyskata, a np. mój obecny jest małomówny i spokojny.
Lubię dżentelmeńskie gesty, ale podział ról wolę nie tradycyjny, a dopasowany do upodobań i mocnych stron każdego z partnerów.
Co do oczekiwań w sytuacji kryzysowej, dokładnie wyraziłaś co myślę: chodziło mi głównie o fizyczne poczucie bezpieczeństwa. I dokładnie - co by nie było niedomówień - mój były, mój problem, nie inaczej. Żadnej ingerencji - wsparcie dla mnie i okazywanie mi tego.
Ale oczekiwałabym również wsparcia na poziomie emocji, rozmowy itd.
Współcześnie żyje się inaczej niż kiedyś, np za czasów naszych rodziców. Trzeba iść z duchem czasu, nie wyobrażam sonie np, że mogłabym nie pracować!
Ale nie czuje potrzeby biegania z wiertarką po mieszkaniu, jeśli jest mężczyzna. Jak go nie ma - cóż, mus, konieczność ![]()
25 2016-04-15 22:04:06 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-04-15 22:06:54)
Fakt, choć i z tą wiertarką bywa różnie, znam kobietkę lepszą w tym od męża
Chodziło mi o to głównie, że rzeczywiście idąc z duchem czasu wymagamy równouprawnienia, mniej lub bardziej posuniętego, więc o takiego ultra tradycyjnego mężczyznę ciężko i chyba nie do końca byłby on za to doceniany. Dobrze jest, gdy te role się czasem wymieszają, bo to ułatwia wspólne życie. Ale i ludzkie jest nie być doskonałym we wszystkim. Mieć wady, słabości. Wsparcie jest potrzebne, tu się zgodzę. Obustronne.
Choć wydaje mi się, że z wiekiem wymagania są mocno sprecyzowane i ciężej po prostu z kimś się dopasować.
Chyba spłoszyłam Screwdrivera, sorki
juz się odcinam, gawędźcie dalej ![]()
Owszem, z wiekiem wymagania staja się bardziej sprecyzowane. Być może są nawet objętościowo jakby mniejsze, ale chyba bardziej konkretne rzeczywiście. Dla mnie liczy się wsparcie (zrozumienie już nie musi być pełne, jest tolerancja dla odmienności), szanowanie nawzajem swojej odrębności i niezależności i wspólne spędzanie czasu. Definicja dojrzałego związku ha ha
To szeroki temat: role płciowe, równouprawnienie etc. I ja nie jestem jakąś zagorzałą konserwatystką, o nie! Ale mierzi mnie zbytnia nowoczesność, bo gubimy się wówczas i już nie wiadomo, kto jest kim i co jest czym... Ja wolę jasne sytuacje ![]()
Tymczasem powinnam pomyśleć o malowaniu w mieszkaniu, więc być może dlatego temat jest mi bliski ![]()
27 2016-04-16 13:50:27 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-04-16 13:51:41)
Do malowania to ja mam najlepszego fachowca: moją siostrę
W wyniku konieczności, bo jako żona tirowca może liczyć tylko na kasę zamiast pomocy, ale i upodobań, odnawia wnętrza sobie i rodzinie.
Jasne, że zbyt nowoczesne podejście może wprowadzić zamęt, bo fizyczne predyspozycje niejako nam ten podział określają, ale tam, gdzie raczej spryt czy wiedza niż siła są potrzebne, nie ma ograniczeń płciowych.
A tak a' propos tematu: jesli potrzebny jest ktoś do obrony, najlepiej chyba sprawdzi się glina, prawnik, dresiarz czy "sąsiad zza wschodniej granicy". Siłą lub podstępem go załatwić. Tylko czy oni byliby dobrymi partnerami dla Ciebie? I czy nie byłby to zbyt wyrachowany wybór?
Moim zdaniem jednak najlepiej byłoby nauczyć się go olewać. Zamiast szukać obrońcy wybrać dobrego człowieka, a byłemu już nigdy więcej nie pozwolić na zawracanie doopy. Wiadomo, że z nieobliczalnym świrem bywa to niełatwe. Ale warto. Miałabyś satysfakcję z samodzielnego spacyfikowania go i mogłabyś w szukaniu partnera życiowego nie ograniczać się wyłącznie do mięśniaków i samców alfa, którzy niekoniecznie byliby Cię uszczęśliwili.
Fajnie taką siostrę mieć
Nieobliczalny świr to bardzo dobre określenie
Bardzo właściwe.
Ale nie chciałabym być źle zrozumiana nie szukam i nie szukam faceta do obrony. Temat wyszedł, bo ktoś tu wcześniej takowy poruszył. Miałam tylko jedno takie doświadczenie.
Nad tematem radzenia sobie z eks cały czas pracuje ![]()
Lekceważenie i tzw olewanie sprawdza się coraz lepiej. Doskonalę te umiejętność. Przykre jest jednak to, że to w ogóle ma miejsce , bo moim zdaniem absolutnie nie powinno.
Wyraźnie widzę, że chyba wreszcie zaczynam iść we właściwym kierunku. Do wszystkich kobiet w podobnych sytuacjach: należy się maksymalnie odcinać, tak bardzo, jak tylko to jest możliwe, od takiej szkodliwej osoby!!!
Często ma się potrzebę polemiki, prostowania urojeń w kierunku prawdy, czy innych krzywdzących poglądów i omówień. Żaden w tym sens. Tego absurdu nie sposób przewalczyć. Odciąć się należy! Zdecydowanie ![]()
Ależ zmieniamy się w czasie! Zajrzałam tu, do wątku, który mi się przydarzyło założyć w chwili słabości. Ależ się od tamtej pory zmieniło wszystko! Ależ ja sama się zmieniłam! Jakie to już dla mnie odległe! Dobrze, że mam za sobą tamten czas.