Życiowa decyzja. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Życiowa decyzja.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1 Ostatnio edytowany przez malizna (2010-02-28 04:02:55)

Temat: Życiowa decyzja.

(...)

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Życiowa decyzja.

Po pierwsze zapytaj sama siebie, co lubisz robić( na pewno coś takiego jest) i na tej podstawie wybierz nowy kierunek studiów, bądź coś, co pozwoli ci na robienie tego co robić chcesz. Nie ma sensu brnąć dalej w to, co jest dla ciebie czymś obojętnym, studiowanie dla papierka wydaje mi się być zaprzeczeniem studiowania. Jeśli coś, co chcesz w życiu robić wymaga wykształcenia wyższego, ale nie na jakiś konkretnym kierunku, to studiuj dalej to , co teraz byle by jak najszybciej to wykształcenie uzyskać i wreszcie się uwolnić od przymusu. Nie ma, co się wstydzić przez znajomymi, jeśli robisz coś wbrew swej woli, prędzej czy później to wyjdzie na jaw( zawalisz sesje, bo nie będzie ci się chciało do niej przygotowywać, będziesz siedzieć nad notatkami myśląc o przysłowiowych niebieskich migdałach etc) i lepiej pokazać, że wiesz czego od życia chcesz i z własnej woli zmieniasz kierunek  niż , że cię ze studiów wywalili.
Sama też nie potrafiłam się przed psychologiem w 100% ujawnić, więc nie jesteś sama. Lepiej się rozmawia z przyjaciółmi niż z panią, która cię chce "prześwietlić rentgenem":D

3

Odp: Życiowa decyzja.

Masz po prostu dosyc robienia tego, co oczekuja od Ciebie inni, chcialabys w koncu sama zaczac spelniac swoje potrzeby. Jednak chyba jeszcze za bardzo boisz sie powiedziec "nie", wiec unikasz. Unikasz rodziny, bo myslisz, ze przeciez oni i tak nie popra Cie i unikasz myslenia o tym zajmujac sobie maksymalnie czas. Z przyjacielem byc moze lepiej sie rozmawia, bo zazwyczaj powie, ze Cie rozumie, wyslucha, a psycholog powinien Cie pchnac do zmian, ktore oczywiscie czesto bywaja trudne, bolesne chociazby z tego powodu, ze inni ich nie rozumieja. Przeciez zawsze mieli przed soba inna osobe, a teraz...Jednak te zmiany w perspektywie oplacaja sie, a i ludzie z czasem je uszanuja i zaakceptuja.

"Odkryj kim jesteś i pozostań sobą"


Gabinet psychologiczny

4 Ostatnio edytowany przez malizna (2010-02-28 04:03:42)

Odp: Życiowa decyzja.

(...)

5

Odp: Życiowa decyzja.

mysle ze porzadnie zagubilas sie w tym wszystkim.co do studiow - moze zanim podejmiesz jakas decyzje powinnas od nich odpoczac?wlasnie - odpoczac - odpoczac od rodziny,znajomych,od samej siebie.zastanow sie - o czym marzysz najbardziej? sprobuj zrealizowac to marzenie.zacznij myslec o sobie ale nie pod katem "co zrobic aby uszczesliwic innych" tylko - co zrobic aby uszczesliwic siebie.bo to ty jestes tu najwazniejsza.bardzo kochasz swoich bliskich - to widac.ale zacznij kochac sama siebie! a to ze robisz cos i to jest chore - wiem ze takie slowa bola ale to tylko slowa.jesli w twoim przekonaniu to jest jednak "zdrowe" to rob tak dalej. pomogly ci terapie.wiec moze i teraz z nich skorzystasz ale tylko po to by znalezc miejsce dla siebie a nie po to by uszczesciwiac innych.

NAJPIĘKNIEJSZE W ŻYCIU SĄ TYLKO CHWILE

6 Ostatnio edytowany przez malizna (2010-02-28 04:04:23)

Odp: Życiowa decyzja.

(...)

7

Odp: Życiowa decyzja.

Malizna, czemu chcesz zdawac mature jak jestes na studiach??
To jest naturalne ze rodzice pomagaja.
Za kredyt bym sie nie brala, bo trzeba go splacac a sama wiesz jak jest z praca tutaj.
Jezeli moge cos doradzic: postraraj sie wszelkimi sposobami zdac sesje ( opmijajac dragi).
Tniesz sie - chcesz miec w zyciu kontrole. Studiujesz dziennie- po zajeciach mozesz przeciez rozdawac ulotki czy pracowac w kfc.
Widze ze psychologowie dali ciala- powiedzialas im to co nam??
Dziekanka- zastanowilabym sie nad tym. Mozesz w tym czasie wyjechac za granice i zarobic pieniadze.
Staraj sie codziennie zrobic cos co sprawi Ci przyjemnosc.
Przyjacolka woli chlopaka, bywa ze niektozy sa przyjaciolmi tylko wtedy gdy cos od nas potrzebuja.
3maj sie i pisz co dalej z Toba smile

8 Ostatnio edytowany przez malizna (2010-02-28 04:06:44)

Odp: Życiowa decyzja.

(...)

9 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2010-01-20 17:41:46)

Odp: Życiowa decyzja.

Teraz szukam siebie i staram się dotrzeć do tego co czuje naprawdę i czego chcę, a nie cały czas trzymac się tego co powinnam czuć i czego chcieć "bo tak powinno byc".

To jest bardzo dobra droga! Przez caly czas mam wrazenie,ze masz problemy ze sluchaniem samej siebie,w ogole z 'uslyszeniem' wlasnego glosu. Nie czujesz nawet rzeczy,ktore czuja inni (np. przyjazn). Od dziecinstwa nie dawano ci zadnego wyboru i weszlas w jakas skorupe. Jesli z niej wyjdziesz poczuejsz sie jak nowonarodzona. Tylko jak to zrobic? wink

Co do pracy za granica, to moja kolezanka ze studiow przez rok tak pracowala. Tez najpeirw trafila na 'nie ten' kierunek,po 3 meisiacach zrezygnowala i pojechala do Anglii (najlepiej jechac z odpowiednia agencja, znajda ci prace, zakwaterowanie itd).

Cokolwiek postanowisz, powodzenia wink Chcialabym wiedziec, jak sie dalej to wszystko potoczy.

Screw gravity.

10

Odp: Życiowa decyzja.

Pierwszy Twój post niemalże odzwierciedla mnie, z tym że ja jestem już na III roku prawa. Prawo było moim marzeniem od zawsze, wszyscy zawsze wiedzieli, że idę na prawo a co najlepsze wiedzieli, że sobie poradze, bo podobno nadawałam się do tego. Niestety w moim przypadku jest tak, że nie radzę sobie tak wyśmienicie jak Ty. Często myślę o rzuceniu studiów, o zmianie uczelni, może i kierunku. Problem jest taki, że mam za dużo lęków, których w Tobie też widzę. Jesteś rozdartą osobą, ale uświadom sobie, że to jak przeżyjesz życie zależy tylko od Ciebie. Dlaczego boisz się zawieść ojca? Czy to jest warte Twojego zdrowia? Myślę, że jakby dowiedział się o tym, jak bardzo wszystko przeżywasz chciałby Cię z tego bagna wyciągnąć, bo on też jest człowiekiem i ma uczucia. Nie pozowoliłby na to abyś takim kosztem narażała siebie. Myślę, że powinnaś opowiedzieć o swoich obawach, choc wiem jak bardzo krepujące może to być. Sama borykam się z czymś takim, ale w końcu to rodzic...on chce dla Ciebie jak najlepiej.

"Najpiękniejszą suknią dla kobiety są ramiona mężczyzny, którego kocha"

11 Ostatnio edytowany przez malizna (2010-02-28 04:07:44)

Odp: Życiowa decyzja.

(...)

12

Odp: Życiowa decyzja.

Możesz pisać np. po to by teraz trzymać te zapiski, a za jakiś czas opublikować, jeśli jakieś wydawnictwo będzie do tego skłonne. Ludzie chętnie czytają pamiętniki, a ty w ten sposób mogłabyś zarobić trochę kasy.
Teraz tak myślę, że może jednak jakoś byś przez tę sesję przebrnęła i tak do końca roku( tera i tak się męczysz nie wiedząc, co robić to możesz to jeszcze trochę pociągnąć i bd ok), a w wakacje za oszczędzoną kasę uciec na jakieś pustkowie i odłączyć się od "znajomych gęb" i ogólnie od twojego obecnego świata. Znajdź jakiś punkt w przyszłości do którego chcesz dążyć, a doda ci to sił, motywacji. Jeśli już teraz wiesz , że możesz żałować decyzji o rzuceniu studiów, a co gorsza już to wizualizujesz to bardzo prawdopodobne jest, że tak się stanie. Spróbuj porozmawiać z tą kierowniczką, żeby mieć możliwość pracy nawet na pół etatu i studiowanie jednocześnie. Myślę też, że powinnaś opuszczać, jak najmniej zajęć, wtedy łatwiej jest się przygotować do sesji, bo część materiału już masz w głowie.

13

Odp: Życiowa decyzja.

Podobnie jak msmonika, kiedy przeczytalam Twoj pierwszy post to tak jakbym czytala swoje wlasne mysli, jakbym przezywala to razem z Toba...
W sprawie uczuc mam inne podejscie; uwielbiam spedzac czas z cala rodzina(od najblizszej po duzo,duzo dalsza)ale to mam chyba zakorzenione, bo wszyscy tak zyjemy,ale na szczescie mnie to sprawia przyjemnosc. tak samo zreszta ze znajomymi; jestem radosna, czesto spotykam sie z ludzmi, mam mase znajomych i kilka naprawde bliskich mi osob.
Ale problem ze studiami i z okazaniem slabosci jest dla mnie przerazajacy...podobnie jak Ty, zawsze bylam swietna uczennica, chodzilam do wlasciwie najlepszego gimnazjum w wojewodztwie, rownie dobrego liceum.Ą problem rowniez pojawil sie przed matura..i to nie dlatego,ze mialam jakis stres przedmaturalny, tylko poprostu nie mialam na nic ochoty, wlasciwie mnie to brakowalo tego stresu..udawalam,ze sie ucze,ale nie potrafilam sie skupic, zmobilizowac, mimo,ze tak bardzo zalezalo mi na studiach..i tu kolejne podobienstwo..marzylam o prawie i sie udało.
Tyle,ze ja zawsze rzeczywiscie chcialam to studiowac, a teraz juz sama nie wiem..mam identyczne uczucia do Twoich..nie potrafilam sie podniesc kiedy ponioslam porazke(powtarzanie semestru)..tez jestem slabeuszem..i to  strasznym..mam teraz sesje..nie podeszlam do egzaminow w terminach, przenioslam je i jak widzisz siedze na necie i czytam czyjes problemy, ktore jak sie okazuje sa tak bardzo zbiezne z moimi..nie wiem czym jest to spowodowane..nie potrafie nic konstruktywnego zrobic..jestem na 4.roku i wiem,ze jeszcze mnie tylko trzy sesje czekaja, ze tyle juz przeszlam, tyle nie napracowalam wiec nie powinnam teraz rezygnowac..i pewnie nie zrezygnuje..a nawet jak bym chciala to wlasnie mam ta presje otoczenia..cala rodzina, wszyscy znajomi..czesto nie umiem sie przyznac,ze sobie z czyms nie radze(nie dotyczy to tylko studiow ale i zrozumienia siebie samej, problemow emocjonalnych). Jestem generalnie bardzo szczera osoba, ale nie potrafie sie przyznac i to nie dlatego,ze mi wstyd(choc w pewien sposob pewnie tez),ale o to,ze wlasciwie nigdy nie moglam pokazac swej slabosci, wszyscy we mnie wierza, zawsze wierzyli, kazdy mowi:kto jak kto,ale Ty sobie poradzisz, jestes pracowita(tu sie zgodze, bo pracuje dodatkowo od 13 roku zycia-mama oprocz swej pracy prowadzi rowniez dzialalnosc gospodarcza i tam pracuje weekendami,podejmowalam sie bardzo wielu prac dorywczych, wyjezdzalam w wakacje za granice do pracy, a przez  rok pracowalam i w weekendy i w tygodniu,mimo,ze studiuje dziennie i powiem Ci,ze z perspektywy czasu widze,ze to bylo swietne rozwiazanie, bo wlasnie wtedy zdalam cala sesje w zerowkach, wszystko mialam takie poukladane, mimo,iz czasu mialam malutko..a teraz porownujac mam go wiele, a efektow zadnych, wiec moze znajdziesz jakas dodatkowa prace i to Ci pomoze). Wracajac do tematu..mam takie same uczucia jak Ty..to jest chyba uksztaltowane przez lata dziecinstwa..mama zawsze na mnie mogla polegac, wlasciwie wszystkie formalnosci w domu jak rowniez w tej dzialalnosci gosp. prowadze ja, jak jest problem to czesto zwraca sie do mnie,a wlascie zawsze..ja pomagam jak tylko moge i nie robie tego z przymusu, tylko wiem,ze ona ma i tak duzo problemow na glowie, staram sie pomagac jak moge..ale problem pojawia sie w tym,ze ja nie potrafie jej poprosic o pomoc..nie potrafie rozmawiac z nia na temat swych uczuc, potrzeb, przemyslen..ona jest ukierunkowana na jedno- ucz sie, koncz studia, idz do pracy..jak zrobie cos nie tak to juz swoje uslysze..ona jest  wspaniala kobieta, dobra matka, wiem,ze sama ma problem ze soba i nie chce jej obciazac moimi problemami,a wlasciwie to nawet jakbym chciala to poprostu nie umiem..Ojciec umarl 15 lat temu, wtedy zostala z 2 dzieci i wszystkimi problemami sama, wiec rozumiem,ze musialam byc dla niej oparciem...tyle,ze ja nie czuje teraz w niej zadnego oparcia..a teraz go tak bardzo potrzebuje..oprocz klopotow ze studiami, bardzo zranil mnie ostatnio pewien mezczyzna,( a mimo tego iz ludzie postrzegaja mnie jako bardzo silna osobe, to jestem z natury wrazliwa, a od dluzszego czasu strasznie slaba psychicznie) a ona o niczym nie wie, nie potrafie jej powiedziec jak jest mi przykro, jak sie czuje, jaki mam żal..tak  jest za kazdym razem..bo nawet jakby mnie miala wesprzec, to niestety,ale wiem, ze bedzie to chwilowe i tak jak zwykle wykorzystalaby przy okazji kolejnej klotni, uznajac, ze za wszystko odpowiedzialna jestem ja i pewnie to tez moja wina..tak bylo zawsze wiec przestalam cokolwiek mowic..czesto nawet zmysle cos dla "swietego spokoju"..
Przepraszam, bo sie rozpisalam, wiem,ze to Twoj watek, nie wiem co Ci doradzic, bo sama nie wiem co mam ze soba zrobic.
Wiem,ze wpis jest chaotyczny,ale mnie,ze tak to powiem "naszlo" jak przeczytalam Twoja wypowiedz. Juz dawno nie czulam,ze ktos mnie rozumie, (bo przestalam sie ostatnio uzewnetrzniac)a teraz wiem, ze Ty rozumiesz, bo masz ten sam problem..szkoda tylko,ze nie wiemy co z nim zrobic i nie potrafimy konkretnie go okreslic, ze mamy taki metlik i ambiwalentne uczucia.
Pozdrawiam serdecznie.

14 Ostatnio edytowany przez malizna (2010-02-28 04:08:29)

Odp: Życiowa decyzja.

(...)

15 Ostatnio edytowany przez malizna (2010-02-28 04:09:05)

Odp: Życiowa decyzja.

(...)

16

Odp: Życiowa decyzja.
malizna napisał/a:

Kolejną rzeczą, która może wydawac się sprzeczna z innymi akapitami tej wypowiedzi, jest to, że mam w sobie takie poczucie, że powinnam coś osiągnąć, dobrze zarabiać, by móc dać coś moim rodzicom

bo rodzicom zrobiłam wstyd, bo inne dzieci tak nie robią, nie poddają się.

Chciałabym pewnego dnia zrobić taki manewr, żeby gdzieś wyjechać na studia i wrócić po jakimś czasie z wypracowanym "dorobkiem" i pokazać: "tak, tego właśnie dokonałam, bez was, bez pomocy, na własnym utrzymaniu, sama".

Boję się zmarnować sobie życie. Żyłam w przeświadczeniu, że kiedyś będę kimś, naprawdę kimś, bo tak zostałam wychowana, nie na snobkę czy marzycielkę, tylko no tak słyszałam, ale zderzenie ze smutkiem świata, z rzeczywistością, z biedą wytrąca z takiego myślenia, człowiek się gubi.

czasem czuję potrzebę pokazania całemu światu, że mi źle. A że przy okazji mam później problem sama ze sobą, że czuję się jak słabeusz.. Trudno.

Czuję się poniekąd odpowiedzialna za przyszłe losy moich rodziców, ich przyszłość będzie bardzo ciężka, nędzna wręcz... sad

Zaczyna mnie drażnić, że nie mam porządku w rzeczach, albo, że pozwalam sobie na pewne drobne lub większe przyjemności, mimo, że przecież z pewnością nie zasłużyłam!

Przeczytałam Twoje posty i wyciągnęłam z nich to co według mnie jest meritum sprawy. Ja czułam się dokładnie tak jak Ty. Może nie do końca, bo przed cięciem się powstrzymywałam, raz tylko to zrobiłam. W sumie nie wiem dlaczego, tak poprostu. Nie mogę nawet powiedzieć że żałuję. Gdy o tym pomyślę, nie czuję nic, żadnych uczuć.

Według mnie, to rodzice od początku wzbudzali w Tobie taki obowiązek osiągnięcia czegoś w życiu. Mi także powtarzali, że ja napewno będę kimś, wiele osiągnę itp. Natomiast mój brat jest tym, który stwarza problemy, jest "niegrzecznym dzieckiem", nie musi się uczyć, bo nie przychodzi mu to łatwo, podobno. Od początku mówili mu aby znalazł sobie jakiś zawód który by go interesował i poszedł do zawodówki. A ja byłam, jestem dzieckiem, którym można się pochwalić przed znajomymi i rodziną, które przed nazwiskiem powinno mieć tytuł dr. Gdy kończyły się tematy, to zawsze mówili. A Krzysiek to nie chce się uczyć itd. Opowiadali tak jakby mieli nie wiadomo jaką wielką mękę z nim. A on nie palił, nie pił aż tak dużo. Ale był tym złym, bo nie chciał się uczyć. Chociaż oni od małego mu wpajali, że nie musi, bo i tak nie da rady.

Piszesz, że:"inne dzieci tak nie robią..."
Mi też zdarzało, się kilka razy usłyszeć:" Popatrz, a Marcelinka dostała 5, a ty 4. Ma lepsze oceny, niż ty." Nienawidziłam tego. Ja to jestem ja a nie Marcelina. Chyba chcieli mnie w ten sposób zmotywować, ale z marnym skutkiem. Porównywali mnie do innych. Wiadomo nie wszyscy mają takie predyspozycje.
Teraz już nie słyszę tego od nich. Wzięłam sprawy w swoje ręce i mam gdzieś to, że oni chcieli, abym została dentystką. Ja poszłam na politechnikę i dobrze się tu czuję. Nie będę się tym przejmowała, bo w końcu to moje życie i ja powinnam podejmować decyzję, nie rodzice. Trochę zdrowego egoizmu nie zaszkodzi.

Nie odmawiaj sobie drobnych przyjemności. Nie chodzi o rozrzutność. Ale czasami można kupić sobie coś małego, miłego. Jakąś bluzkę itp. Kiedyś gdy byłam w gim prosiłam mamę o pieniądze na jakąś koszulkę itp. Zawsze słyszałam, że nie ma pieniędzy. Spodnie kupowałam raz na pół roku. Teraz jestem niezależna od rodziców. Dostaję stypendium, pracuję w wakacje. Myślę, że Ty też tak byś mogła. Napewno dałabyś radę. A 1300 to jest dosyć dużo. Ja pracowałam za 800. Tylko, że uważałam to za stan przejściowy. Po skończeniu studiów powinno być lepiej.

Masz poczucie obowiązku, zapewnienia swoim rodzicom przyszłości. Ja też czuję, że będę musiała im kiedyś pomagać. To oczywiste, w końcu, kiedyś będą starzy, schorowani i nie będą mieli siły na zrobienie wszystkiego wokół siebie. Tylko, że już teraz słyszę:"Kiedy w końcu się doczekam zapłaty, za to przewijanie pieluch." Teraz jestem na początku życia, a mój ojciec już domaga się "zapłaty", za to że mnie wychował.
Muszę wspomnieć w tym momencie o guzie mózgu z którym się zmagałam w zeszłym roku. Na szczęście uporałam się z pasożytem, dał mi spokój. Fakt, wtedy rodzice wozili mnie do wszystkich lekarzy, byli przy mnie. Jestem im za to wdzięczna. Ale żeby odrazu domagać się "zapłaty". Ja dopiero wyszłam z tego, muszę stanąć na nogi.

Nie uważaj siebie za słabeusza, każdy czasami znajduje się w takim momencie swojego życia, kiedy czara goryczy się przelewa, kiedy tego wszystkiego jest za dużo. Nie tylko Ty tak masz.

Jakieś dwa lata temu czułam się podobnie jak Ty. Byłam na studiach, na wymarzonym kierunku, tylko że studiowałam zaocznie, nie dostałam się na dzienne. Zajęcia raz na dwa tygodnie. W pozostałe dni pracowałam. Nie czułam tych studiów, ja chciałam w każdej wolnej chwili zgłębiać ten mój wymarzony kierunek. To było to co chciałam robić, a większość czasu poświęcałam na siedzenie przy kasie i uśmiechanie się do klientów. Nie widziałam sensu mojego życia. Wtedy też ten jeden jedyny raz się pocięłam. Zaraz po tym gdy to zrobiłam, zaczęłam się modlić, a właściwie rozmawiać z Bogiem. poprosiłam Go wtedy, aby nadał sens mojemu życiu, aby dał mi coś dzięki czemu chciałoby mi się żyć, co nadałoby pewien charakter mojemu życiu. Kilka miesięcy później okazało się, że mam guza mózgu. Od początku, jak tylko się dowiedziałam poczułam w sobie ogromną chęć o życia. Jeszcze nigdy nie czułam w sobie tyle siły, czułam że mogę zrobić wszystko. To było takim "przebudzeniem" dla mnie, otrząśnięciem się z letargu. To trwa do dzisiaj. Przeszłam dwie operacje, po których mam niedowład lewej strony ciała i nie widzę nic co jest po lewej stronie. Ale chodzę, mówię i widzę, co prawda nie tak jak wcześniej, ale na tyle, aby móc pójść na zajęcia, uczyć się, czy chociażby napisać ten post na forum. Nie doprowadź siebie do takiego stanu.
Przeraża mnie to co jesz. To napewno nie pozostanie obojętne dla Twojego organizmu. Ja nie chcę, aby pasożyt wrócił, zmieniłam dietę. Teraz królują warzywa, owoce.
Podobnie jak Ty niechętnie wracam na weekend do domu. Nawet mimo tej choroby niewiele się zmieniło.

Tak czytając Twoje wypowiedzi, mam dla Ciebie jedną radę. Kup i przeczytaj, ale tak wnikliwie, książkę Beaty Pawlikowskiej pt. "W dżungli życia" Pisze w niej właśnie o tych problemach, które miałyśmy/mamy. Mi bardzo pomogła.
Powodzenia:)

Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty, to też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze, a drugie po nim skacze.
Bo miłość to żaden film w żadnym kinie, ani róże ani całusy małe duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze (Happysad)

17 Ostatnio edytowany przez malizna (2010-02-28 04:09:50)

Odp: Życiowa decyzja.

(...)

18 Ostatnio edytowany przez malizna (2010-02-28 04:10:11)

Odp: Życiowa decyzja.

(...)

19

Odp: Życiowa decyzja.

Witaj,
co u Ciebie slychac? Jak studia i samopoczucie? Ja wreszcie dzis dojrzalam "swiatelko w tunelu" i dzis wreszcie czuje sie troszke lepiej..jakby wiecej energii i pozytywnych mysli.. A jak sie Twoje sprawy poukladaly?
Pozdrawiam serdecznie

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Życiowa decyzja.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018