Cześć ;) zakochałam się w koledze z pracy. Znamy sie już pare miesięcy. Od jakiegoś czasu spędzamy też ze sobą czas po za pracą (łyżwy, herbata, wycieczki). To jest mój ideał faceta. Pod każdym względem. Niestety za pare miesięcy wyjeżdża (nie wiem czy go dobrze zrozumiałam) do zakonu. Nie jestem osobą, która się wypytuje o różne rzeczy, tym bardziej prywatne sprawy i ogólnie ciężko ze mną rozmawiać na tematy zachodzące na moją prywatność, dlatego nigdy nie wien na czym stoję. Ostatnio szef wyczaił, że gdzieś razem pojechaliśmy i zażartował, że możemy się w sobie zakochać. Kolega odpowiedział, że raczej to nam nie grozi. Mimo to, przyjechał na godzinę pod wieczór do pracy mimo, że mógł zostać na wieczór w domu. Często zostaje ze mną dłużej i widzę, że lubi moje towarzystwo. Bardzo dobrze się przy nim czuję. Nigdy tak swobodnie nie czułam się przy mężczyźnie. Koleżanki doradzały, żeby powiedzieć mu co czuję, ale ja tak nie potrafię. Jak powinnam się zachować, żeby od niego wyszła jakaś inicjatywa. Czy po prostu jest to już kwestia czasu czy w ogóle nie będzie z tego nic więcej jak przyjaźń? Z góry dzięki za rady ;)
Podobne tematy
2 2016-02-12 20:03:04 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2016-02-12 20:03:32)
Spróbuj podpytać Go o ten zakon, czy faktycznie się tam wybiera?
Chociaż to zdanie "raczej to nam nie grozi' nie brzmi optymistycznie.
No skoro idzie do zakonu to już wybrał ![]()
Miło z Tobą spędza czas,lubicie się,pewnie mu się podobasz i może przed ślubami wieczystymi jeszcze użyje życia ![]()
Ja bym zapytała prosto z mostu na nurtujące Cię pytania i tyle.
4 2016-02-12 23:36:00 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-02-13 00:27:10)
Ta, do zakonu... chyba Shaolin, ale fantastyczna ściema! ![]()
A poważniej, to co dokładnie powiedział?
Ta, do zakonu... chyba Shaolin, ale fantastyczna ściema!
A poważniej, to co powiedział?
Może idzie poważnie kto to wie
Zobacz jak księża mają dobrze,rodziny,kochanki,wieni i datki,ciepłe lokum i jeszcze pensja.
Żyć nie umierać ![]()
Zakon to wersja hard. Uprawa cebuli i klęczenie na grochu.
Pędzenie wina i biczowanie co wieczór
i kontakt tylko z siostrami zakonnymi to faktycznie wersja hard ![]()
Ostatnio szef wyczaił, że gdzieś razem pojechaliśmy i zażartował, że możemy się w sobie zakochać. Kolega odpowiedział, że raczej to nam nie grozi.
Dobra Koralina, żarty żartami ale inaczej byś śpiewała jakby Ciebie to dotyczyło.
Za to "raczej" i rozkochiwanie kobiety w sobie na moment przed odejściem w izolację typu zakon, faktycznie należy mu się biczowanie.
Albo to dość niekonwencjonalny sposób na podryw. Ona upewniwszy się o tym, że on idzie do zakonu zacznie o niego walczyć jak lwica (przecież ideał, nie?). I on prawdopodonie w jakichś dramatycznych okolicznościach (np. w strugach deszczu na dachu jakiejś rozpadającej się kamienicy w Bytomiu) w końcu przełamie się i jej miłość zwycięży jego powołanie. Napisy, muzyka (w tle rechot jego kumpli) itd.
Oczywiście jest też trzecia opcja, której autorce życzę.
Kamienica w Bytomiu mnie rozwaliła ![]()
Każdy w życiu przechodził "załamanie miłosne " tylko ważne jest żeby wyciągnąć wnioski i ich nie powtarzać tego sie trzymam.
Autorko zapytaj o ten zakon,moze coś źle usłyszałaś ?
Przepraszam, ale on tak bardzo sepleni czy mówi zagadkami, że nie wiesz czy go dobrze zrozumiałaś?
Walcz, jak nie spróbujesz to będziesz żałowała do końca życia. Lepiej się przekonać, że nie jest się dla siebie , niż żyć złudzeniami , że miałaś ideał a się wymknął.
Walcz, jak nie spróbujesz to będziesz żałowała do końca życia. Lepiej się przekonać, że nie jest się dla siebie , niż żyć złudzeniami , że miałaś ideał a się wymknął.
O co tu walczyć? On idzie do zakonu( podobno) ,pracują razem i ją lubi to wszystko,to autorka wczytała sobie film o miłości.