DS1977 napisał/a:Zarówno ja i żona jesteśmy po bardzo nieudanych związkach. Ja miałem jeden masakryczny, ona kilka, gdzie każdy kolejny gość bardziej ją ranił.
Znaleźliśmy się w momencie w którym ona od ponad roku z nikim się nie spotykała i powiedziała sobie koniec z chłopami, a ja byłem blisko podobnej decyzji w odniesieniu do kobiet ...
To, że się znaleźliśmy i to, że tak się zgraliśmy to jest dla nas wartość sama w sobie.
Były jakieś drobne problemy / głównie z powodu mojej samooceny/ ale i przez to przeszliśmy.
Nie ma dnia abyśmy nie przytulali się, nie mówili że się kochamy, dotykali się gdy się mijamy itp., mamy takie swoje tajne znaki.
Ale dzieci, choroby, problemy życia codziennego robią swoje, każde z nas ze swej strony stara się walczyć na swój sposób.
Ja adoruję , zabiegam, pomagam we wszystkim.
Żona o mnie dba, jest bardzo wyrozumiała.
Po prostu zastanawiam się czy z czasem kobietom nie przejadają się kwiaty, gesty, słowa ? Czy jeżeli chodzi o tego jedynego zawsze mają swoją moc? Czy kobieta czeka na to ?
Jestem facetem i nie potrafię myśleć tak jak wy, dlatego pytam.
I wiem , że każdy jest inny i nie można uogólniać, ale macie własne potrzeby, koleżanki które mówią wam czego brakuje, co robią, więc zakładam, że wiecie więcej niż ja.
Myślę, że nie ma co kalkulować, tylko postępować, jak się czuje i obserwować reakcje drugiej strony. Sam będziesz wiedział, czy żonę adoracja cieszy, czy już zbytnio jej spowszedniała i wtedy ewentualnie delikatnie przystopujesz. Tylko nie zaniedbaj jej całkowicie, nie odrzucaj, znajduj dla niej choć uśmiech.
Mnie w małżeństwie bardzo brakowało bliskości, komunikacji i najzwyklejszej, najprostszej czułości. Byłam rozżalona i zła, gdy w ciągu dnia mąż nawet nie raczył odwzajemnić mojego uśmiechu, a wieczorem zbierało mu się na amory. Przepraszam za wyrażenie i może zbytnie obnażanie osobistych spraw - ale ja pierdzielę taki seks, nie chcę być przydatna wyłącznie do łóżka. Przestałam się zupełnie cieszyć wspólnymi nocami i nawet obawiam się, czy nie nabawiłam się urazu do seksu. Z moim mężem zupełnie przestał mnie kręcić (głowa mnie może nie bolała, ale czułam wieczne, wcale nie udawane zmęczenie), a zdradą i skokami w bok się brzydzę, więc nie mam pojęcia, jakby to było z kimś innym. Pewnie potrzebowałabym sporo czasu na oswojenie.
Tak więc adoracji mówię wielkie tak. Tylko z wyczuciem, bez osaczania i zagłaskiwania. To nie muszą być kwiaty i "klejnoty do stóp". Wystarczy pogłaskać czasem po policzku, odpowiedzieć miło na jej poranne "cześć". Ja byłabym szczęśliwa, a chyba się bardzo od innych kobiet nie różnię.
P.S. I nigdy, nigdy nie odrzucaj jej gestów. Jak to piekielnie bolało, gdy przytulałam się do męża, a on się odsuwał i burczał szorstko: "odejdź!". Zrozumiałabym, że teraz nie chce, jest czymś zajęty, ale niechby to inaczej wyraził, np. "Danuś (imię zmienione), nie teraz". Szlag, szlag i jeszcze raz szlag mnie trafiał, gdy mu się potem zachciewało amorów. Nie byłam w stanie tak się przestawić.