Po roku wspólnego mieszkania się okazuje,że nie radzimy sobie z normalnymi domowymi problemami. Po ostatniej sprzeczce rozstaliśmy się. Jako kochankowie świetnie się dogadywaliśmy,ale jak się rozchorowałem,to był powód do jazdy,że "wybrałem" niewłaściwy moment. O braku opieki nie wspomnę. Zostajemy kochankami. Będziemy się widywać rzadziej,krócej i dla przyjemności. Taka miłość tylko"na dobre"...
Podobne tematy
Moim zdaniem to jest ok, ale tylko pod warunkiem, że nie ma miłości z żadnej strony. Jeśli dajmy na to jedna osoba jest nadal zakochana, a drugiej chodzi wyłącznie o seks, to tej pierwszej osobie przyniesie to zbyt dużo cierpienia.
Ale jeśli Wam obojgu taki układ odpowiada - to cóż w tym złego?
3 2010-01-02 19:38:37 Ostatnio edytowany przez marcin_rc10 (2010-01-02 20:15:47)
Miłość jest i to po obu stronach. Ale skoro widzimy się często i wtedy się kłócimy,to lepiej widzieć się rzadziej. Bycie kochankami,to nie tylko seks. Wakacje,imprezy,restauracje,hotele,kino,itp... Może kiedyś się nauczymy rozwiązywać domowe problemy .
Ale, jak rozumiem, daliście sobie wolność i możliwość uprawiania seksu z innymi ludźmi?
No co Ty...przecież się kochamy. Zresztą...ja z inną? Nie wyobrażam sobie. Brrr. Mamy problem z dogadaniem się jako "rodzina" . Ja oczekuję od takiej kobiety wsparcia. Teraz obrywałem za to,że się rozchoruję i musiałem jechać do mamy,żeby mi podala szklankę herbaty jak leże z gorączką w łóżku...
To już kompletnie nie rozumiem... Rozstaliście się, czyli nie jesteście już razem w związku, ale jednocześnie nie pozwalacie sobie nawzajem na spotykanie się z innymi osobami?
Dla mnie to też trochę dziwne, bo skoro doszliście już do pewnego etapu w związku, to nie można się "cofnąć wstecz"! Albo się niedługo zejdziecie i będzie tak, jak było, albo jedno pójdzie w swoją stronę. Na to się przynajmniej zapowiada.
Tak nawiasem przypomina mi to trochę moją sytuację. Ale to nie jest do końca normalne, więc ten rok rozpoczęłam twardym postanowieniem poprawy. Pewne rzeczy trzeba w końcu zostawić poza sobą.
Zwłaszcza, że w mojej sytuacji on twierdzi, że kocha mnie nadal, a ja myślę już o kimś zupełnie innym ![]()
to jest chore
ile macie lat dzieci ![]()
No przyznaję,że to nietypowe i to jest"cofnięcie" o krok. Może ten krok był za szybko,nie byliśmy gotowi? Bardzo się kochamy ,szkoda to zepsuć. Dlatego taki krok wstecz trzeba było zrobić. Może uda się to poukładać lepiej.
Ja myślę, że grubo przesadzasz z tą opieką nad sobą.. "Jak facet jest chory to umiera.." skąd ja to znam...
Myślę, że jesteście bardzo młodzi i jeszcze długa droga przed wami do wypracowania kompromisów.. Nie ma co się rozczulać i obrażać tylko trzeba rozmawiać.. Dziewczyna miała dość Twojego jeńczenia i uciekła..
Wspólne mieszkanie to szereg obowiązków, do których trzeba się nauczyć, a z tego co piszesz wnioskuje, że oczekujesz od swojej kobiety by była dla Ciebie matką, żoną i kochanką na zawołanie.. Ona ma swoje życie i oczywiście powinna podać Ci tą herbatę ale też żyć dalej a nie rzucać wszystko i chorować z Tobą..
11 2010-01-02 21:35:11 Ostatnio edytowany przez marcin_rc10 (2010-01-02 21:40:16)
Facet jak jest chory to czasem umiera a czasem nie. Ale zwykłe ludzkie odruchy opieki są mile widziane. Najlepiej na poziomie,którym ja się wykazuję w odwrotnej sytuacji. No i nie choruję często. Zdarzyło się drugi raz a znamy się trz lata.
Ale co to jest za miłość, kiedy ona nie może Ci podać głupiej herbaty, kiedy jesteś chory? A co będzie, kiedy będziecie małżeństwem? Nie wyobrażasz sobie? No to po co ciągnąć taki związek? Milość to odpowiedzialność za 2 człowieka.
Przecież to jest to, o czym ja tu mówiłam już nie raz: młodzi ludzie za szybko zaczynają mieszkac razem. Marcin jest klasycznym dowodem na słuszność mojego stanowiska w tej sprawie.
))
O, ja też się z tym zgadzam. Zabawa w dom, często na koszt rodziców, wcale nic dobrego nie wnosi do związku. Trzeba się wyszaleć ![]()
Facet jak jest chory to czasem umiera a czasem nie. Ale zwykłe ludzkie odruchy opieki są mile widziane. Najlepiej na poziomie,którym ja się wykazuję w odwrotnej sytuacji. No i nie choruję często. Zdarzyło się drugi raz a znamy się trz lata.
Mało napisałeś o swoich relacjach z dziewczyną.. więc ciężko mi tu oceniać jej zachowanie.. nie napisałeś dlaczego nie podała ci tej herbaty..
Vanessa,napisałem"bo moment sobie WYBRAŁEM nieodpowiedni" dla mnie to jak ktoś się źle poczuje,to staram się pomóc bez względu na to,czy akurat burzy to moje plany,czy nie. To tak jakby opieprzyć kogoś bo złamał nogę ,trzeba go wieźć do szpitala i przepadnie przez to bilet do kina... Ponoć kobiety mają wrodzoną opiekuńczość? Jakoś zacząłem wątpić. Moja musi się tego uczyć...
No właśnie, miłość jest na dobre i złe,w bogactwie i biedzie,zdrowiu i chorobie. My sobie w tych trudnych momentach nie radzimy,ale i żyć bez siebie nie umiemy. Dziwne to jakieś.
Ja mam to samo z moim facetem mieszkaliśmy 4 lata razem,
Mój problem to jego podejście do życia, do mnie i do sytuacji..
Znudziło mi się być dla nigo nikim, a on oczekuje ode mnie wszystkiego czego oczekuje się od żony. Do puki ja nic nie chcę jest wspaniale, bo opiekuje się, piorę, sprzątam, gotuję podaję herbatki, a gdy wspomnę o planach na życię to draka, bo się czepiam ciągle mi coś nie pasuje..
Może warto dać dowód miłości i pokazać, że wspólne mieszkanie to nie tylko pranie ci skarpetek..
19 2010-01-03 20:27:03 Ostatnio edytowany przez marcin_rc10 (2010-01-04 13:22:44)
To u mnie było dokładnie odwrotnie. To ja się opiekowałem,obsypywałem kwiatami,dawałem prezenty, nawet dałem Jej najnowszego luksusowego passata,zabierałem na kolacje i wczasy, podawałem śniadanie do łóżka i to ja snułem plany na przyszłość. W zamian jak się rozchorowałem,to się okazało,że nawet święty spokój mi nie przysługuje.
Skoro tak to widzisz, to nie ma o czym mówić. Dobrze, że daliście sobie spokój.
Skoro tak to widzisz, to nie ma o czym mówić. Dobrze, że daliście sobie spokój.
Tyle,że my nie daliśmy sobie spokój, tylko zrobiliśmy krok do tyłu. Ja Ją naprawdę kocham , zresztą myślę ,że ona mnie też. Może po prostu nie wyniosła z domu odpowiednich wzorców ? Może matka miała gdzieś , czy ojciec umierał z gorączką , czy nie ? U mnie , zawsze mama się nami opiekowała i my mamą też jak było trzeba. Może dlatego ja się opiekuję mojądziewczyną , jak potrzebuje pomocy a ona mną nie ? Tylko ,że ja mam wtedy poczucie krzywdy.Nie jestem jakimś Supermenem odpornym na wszystkie choroby i w takich chwilach chcę mieć wsparcie w partnerce. Wydaje mi się to najzupełniej narmalne.
To u mnie było dokładnie odwrotnie. To ja się opiekowałem,obsypywałem kwiatami,dawałem prezenty, nawet dałem Jej najnowszego luksusowego passata,zabierałem na kolacje i wczasy, podawałem śniadanie do łóżka i to ja snułem plany na przyszłość.
Prosta sprawa- za bardzo pokazałeś, że Ci zalezy. Moze to jest głupie, ale sie potwierdza i to bardzo czesto, ze osoba, która zbyt bardzo zabiega zostaje poszkodowana. Moze inaczej- miała Cie calego w garsci.
Naprawde dziwne. Rozstajecie się, jesteście kochankami, kochacie się, ale nie zamierzacie wchodzic w zwiazek z innymi? Toć to... em. Dziwne. Nie rozumiem takowego myślenia, zbytnio kombinujecie. Bądźcie razem, a ze sie troche poklucicie, to normalne, przeżyć ;] pozdrawiam.
Ja to widzę tak : Twoja kobieta została przyzwyczajona najprościej w świecie do tego że Ty o wszystko świetnie zawsze zadbasz. I niestety została przyzwyczajona do tego przez Ciebie samego. Najlepsza będzie szczera rozmowa o tym czego nawzajem od siebie oczekujecie i co jest dla was w waszym związku ważne. Musisz na spokojnie jej przedstawić swoje stanowisko w tej kwestii. A swoją drogą to każda kobieta powinna wiedzieć że z chorym mężczyzną jest jak z dzieckiem...
Myślę że jeśli oboje się kochacie to, to wszystko jest jeszcze do uratowania. Wystarczy tylko szczera rozmowa. Przykro to stwierdzić ale taki układ jak ten na który oboje sie zgodziliście jest bez sensu. Albo się rozstajecie albo jesteście razem. Bo jeśli się rozstajecie to dajecie sobie wolną rękę ( w sprawach łóżkowych także
), takie ograniczanie się nie jest dobre. Nigdy się od siebie nie uwolnicie. A co będzie jeśli ona będzie chciała związać się z kimś innym? Proponuję szczerą rozmowę.
Karolina0022, kiedyś już też się nad tym zastanawiałem. Sam siebie postawiłem w pozycji gdzie to ja płacę,opiekuję się,daję prezenty i czerpię radość z przyjemności,którą sprawiłem partnerce. Dopóki ja niczego nie potrzebuję jest dobrze. Miłość to coś więcej,niż powiedzieć"kocham" trzeba to pokazać a moja dziewczyna jakoś ma z tym problem.
To może przestań się tak starać i wrzuć na luz. Spróboj tak na próbe ograniczyć te spotkania "dla przyjemności" (wierze że wytrzymasz) i zobaczysz jak ona będzie się zachowywała, czy będzie jej zależało. Ty ją kochasz, ale pomyśl o tym że może ona pewnego dnia oznajmi Tobie "sorry ale poznałam kogoś i chce z nim być a co się z tym wiąże koniec z naszymi spotkaniami" i co wtedy zrobisz? Będziesz cierpiał a nie o to chodzi.
Może to ją nauczy troszkę pokory i większego zaangażowania w związek.
29 2010-01-07 21:21:39 Ostatnio edytowany przez cobybylogdyby (2010-02-03 22:33:06)
k